ALINA WOŹNIAK

<< Każdego roku przyjeżdżają tu miliony turystów spragnionych słońca, złotych plaż, wyśmienitej kuchni, wielowiekowych zabytków, egzotycznych pejzaży i wszelkiego rodzaju atrakcji: od kursów medytacji przez górskie wędrówki po zabawę w nocnych klubach. Moda na Tajlandię nie przeminęła i jeszcze długo będzie się utrzymywać. >>

Królestwo Tajlandii to monarchia konstytucyjna, na której czele stoi król (aktualnie Rama IX – Bhumibol Adulyadej). Leży w Azji Południowo-Wschodniej na Półwyspie Indochińskim i części Półwyspu Malajskiego. Należą do niego również setki wysp w Zatoce Tajlandzkiej i na Morzu Andamańskim. Duża różnorodność stref roślinności (lasy monsunowe, równikowe, namorzynowe, sawanny) sprawia, że w granicach tego państwa żyje wiele gatunków zwierząt, m.in. słoń indyjski, niedźwiedź malajski, lotokot, lampart czy zagrożony wyginięciem tygrys.

 

Bogate dziedzictwo kulturowe kraju, otwartość i gościnność jego mieszkańców oraz rozbudowana infrastruktura od lat przyciągają w te strony zarówno zwolenników turystyki zorganizowanej, jak i indywidualnych  podróży. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: miłośnicy luksusu i backpakerzy, plażowicze i wędrowcy, bywalcy klubów nocnych i ci, którzy stronią od rozrywek.

W Tajlandii rozwijają się wszystkie rodzaje turystyki – przyrodnicza, krajoznawcza, imprezowa, zakupowa, aktywna czy medyczna (w 2012 r. z tej ostatniej skorzystało ponad 2 mln cudzoziemców!). Prywatne szpitale, przychodnie i kliniki oferują szeroki zakres usług: od stomatologii przez liposukcję, czyli odsysanie tłuszczu, po operacje zmiany płci (poddała się jej w Bangkoku m.in. posłanka na Sejm RP Anna Grodzka). Natomiast liczne wspaniałe ośrodki spa & wellness zadbają o nasze ciało i ukoją duszę.    

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Parasailing – lot na spadochronie ciągniętym przez motorówkę

 

„Mai pen rai”

Tajlandia jest ogromna (ma niemal 515 tys. km² powierzchni) i niezmiernie zróżnicowana. Znajdziemy w niej spokojne zatoczki i nigdy nie zasypiające miasta, plaże dzikie i takie, które cały czas pulsują życiem, dziewicze wysepki, porośnięte dżunglą góry, pola ryżowe, tradycyjne wioski i nowoczesne miejscowości, luksusowe restauracje i przenośne garkuchnie, zabytkowe świątynie i słynne dyskoteki, oddalone od cywilizacji ośrodki medytacji i kluby go-go w modnych kurortach. Na turystów czeka rozbudowana baza noclegowa: elitarne rezydencje, hotele niemal wszystkich czołowych międzynarodowych sieci, luksusowe resorty, skromne hostele, pokoje do wynajęcia i proste chatki – do wyboru, do koloru i na każdą kieszeń.

Cudzoziemcy lubią przyjeżdżać do tego kraju także ze względu na jego pomocnych, kontaktowych, łagodnie usposobionych, ceniących spokój i umiar mieszkańców. Tajowie to dumny naród, szanujący tradycję, ale jednocześnie otwarty na inność. Nie poddali się ani wpływom kolonialnym, ani komunistycznym, a w dobie masowej turystyki i homogenizacji kultury nadal zachowują swoją odrębność i chętnie dzielą się swoimi zwyczajami z przybyszami (np. w szkołach i na kursach tajskiego gotowania, masażu, języka i rzemiosła). Warto jednak nauczyć się od nich przede wszystkim cierpliwości, powściągliwości i uśmiechu, będącego kwintesencją wrodzonej pogody ducha. Tajlandię określa się często jako królestwo spokoju. Tajowie, w przeważającej większości buddyści, perfekcyjnie opanowali sztukę niepoddawania się irytacji. Dlatego zamiast kolejnej pamiątki z wakacji lepiej przywieźć stąd umiejętność godzenia się z losem, a zatem mai pen rai („nie przejmuj się”)!  

 

Raj nieutracony

Rozwój turystyki stanowi dla Tajlandii błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie – zapewnia dochód 2 mln mieszkańców, generuje przychód 7,3 proc. PKB, lecz grozi degradacją przyrody. Jeszcze 20 lat temu w wielu miejscach można było poczuć się niemal jak Robinson Crusoe, dziś powstały w nich drogi, wyrosły hotele i sklepy. Rajską wyspę Koh Phi Phi Don niegdyś zamieszkiwali tylko lokalni Cyganie. Gdy odwiedziłam ją pierwszy raz, żaden z kilku tutejszych skromnych hotelików nie posiadał klimatyzacji, a ciepła woda uchodziła za luksus. Soczyście zielony naturalny pas wybrzeża oddzielający dwie zatoki za każdym moim kolejnym pobytem zmieniał się w coraz bardziej wielobarwny kompleks nowych budowli. Po sukcesie filmu Niebiańska plaża z Leonardem DiCaprio w roli głównej turyści oblegają również pobliską bezludną Koh Phi Phi Leh.

Archipelag Phi Phi został zniszczony przez tsunami w 2004 r. W usuwaniu skutków żywiołu pomagali wolontariusze z całego świata, m.in. zgrupowani w Phi Phi Dive Camp (zbieranie śmieci z rafy koralowej) i HiPhiPhi (praca przy odbudowie domów). Okazało się więc, że obcokrajowcy potrafią nie tylko napawać się urokami tego zniewalającego zakątka, lecz także włączyć się w przywracanie jego piękna.

 

Ekologiczna Tajlandia

Na szczęście państwo Tajów nie zamieniło się w betonowo-szklane królestwo i nadal znajdziemy w nim enklawy wolne od wpływów nowoczesności, a wśród nich aż ponad 100 parków narodowych (pierwszy był ustanowiony w 1962 r. Khao Yai), rezerwaty przyrody i tereny chronione. Na wybrzeżach nie buduje się hoteli wyższych od palm kokosowych (choć na początku boomu turystycznego różnie z tym bywało). Nawet powierzchnię największej i najbardziej rozwiniętej wyspy Phuket nadal w 60 proc. porasta dżungla. Wiele ośrodków noclegowych w całym kraju wprowadziło też ekologiczne rozwiązania (użytkowanie energii z paneli słonecznych, wykorzystywanie wody deszczowej do podlewania ogrodów, przygotowywanie posiłków z żywności naturalnej, stosowanie energooszczędnego oświetlenia, recykling, ograniczanie zużycia detergentów itp.).

Rosnącą popularnością cieszy się również ekoturystyka, której patronują agencje ochrony środowiska, ministerstwo turystyki oraz różne fundacje i zrzeszenia (np. Green Leaf Foundation czy TCDF Eco-Logic). Jednym z największych przedsięwzięć jest projekt 7Greens, propagujący wycieczki agroturystyczne. Uczestnicy takich wypraw zatrzymują się z dala od utartych szlaków, obserwują życie tajskich rolników i sami biorą w nim udział: pomagają przy uprawie ryżu i bawełny, mieszkają u Tajów, poznają lokalne tradycje, pracują jako wolontariusze.

Turyści, którzy wypoczywają w popularnych kurortach, coraz częściej kupują wyroby miejscowego rękodzieła artystycznego, wypożyczają rower zamiast samochodu, wybierają knajpki z organicznym jedzeniem dostarczanym przez okolicznych rolników. Takie proekologiczne nastawienie widać szczególnie w północnej Tajlandii, która zawsze przyciągała miłośników dziewiczej przyrody. Wiele lat temu wprowadzono tu królewski program rolniczy mający na celu upowszechnianie upraw warzyw i kawy na dotychczasowych nielegalnych polach makowych. Dzięki wciąż rozwijającemu się sektorowi ekoturystyki założenia te dużo łatwiej zrealizować.

 

Urok stolicy

Według opublikowanego przez MasterCard rankingu Global Destination Cities Index 2013 Bangkok zajmuje pierwsze miejsce na liście najczęściej odwiedzanych miast na świecie. Wstępne szacunki mówią o rekordzie w 2013 r., który ma sięgnąć zawrotnej liczby: 15,98 mln turystów! Ciekawe, czy o takiej popularności marzył założyciel dynastii Czakri – król Rama I, gdy ustanawiał nową stolicę w 1782 r. Dziś ta kosmopolityczna metropolia łączy w sobie azjatycką atmosferę i buddyjski mistycyzm oraz wpływy zachodnioeuropejskie w postaci nowoczesnej architektury, odbywających się tutaj międzynarodowych kongresów i targów czy centrów zakupowego szaleństwa. Drapacze chmur wyrosły obok klasztorów i świątyń, klimatyzowane galerie handlowe i luksusowe hotele – w sąsiedztwie ulicznych bazarów, lepianek i domków duchów, a tuk-tuki (zmotoryzowane riksze) przedzierają się między nowymi modelami japońskich samochodów i w cieniu szybkiej naziemnej kolejki BTS SkyTrain. To miasto nigdy nie zasypia. Nocą przeobraża się w wielki bazar, gdzie można kupić wszystko – od papierowych parasolek, przez amulety, kość słoniową i smażoną szarańczę po podróbki rolexów czy artykułów od Gucciego – i skorzystać z usług erotycznych.    

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Na bazarach w stolicy Tajlandii możemy kupić każdy towar

 

Serce Bangkoku bije w Wielkim Pałacu Królewskim, który stanowi prawdziwe arcydzieło sztuki. Odbywają się w nim audiencje u króla, uroczystości państwowe i religijne. Najświętszym miejscem jest tutaj Wat Phra Kaew (Świątynia Szmaragdowego Buddy) z narodowym talizmanem Tajów: wykutym z zielonego nefrytu posążkiem Buddy. Nieopodal wznosi się największa i najstarsza bangkocka budowla sakralna: Wat Pho (Świątynia Odpoczywającego Buddy) z prestiżową szkołą tajskiej medycyny tradycyjnej i masażu (są również klasy dla obcokrajowców), gdzie przekonamy się o dobroczynnym działaniu technik relaksujących, które odblokowują kanały energetyczne i głęboko odprężają, przywracając równowagę duchową. Chwila wyciszenia i odpoczynku na pewno przyda się podczas zwiedzania miasta, bo potrafi ono przytłoczyć Europejczyka swoją wielkością, zmęczyć hałasem, korkami, smogiem i upałem, choć równocześnie zachwyca i zadziwia feerią barw i aromatów, kunsztem zabytków i wschodnią gościnnością.

 FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Budowę Wielkiego Pałacu Królewskiego rozpoczęto w 1782 r.

 

Duszą stolicy i jej osią jest rzeka Menam (Chao Praya), po której pływają barki, łodzie i tramwaje wodne. Warto spojrzeć na Bangkok z jej perspektywy. W wodach Menamu przeglądają się eleganckie hotele, takie jak legendarny Mandarin Oriental, zbudowany w 1879 r., czy nowsze Shangri-La Hotel, Chatrium Hotel Riverside Bangkok i Ramada Plaza Menam Riverside Bangkok, a liczne świątynie i szklane elewacje wieżowców mienią się w słońcu. Na wybrzeżu rozłożyły się różne centra handlowe i rozrywkowe, np. Asiatique The Riverfront – otwarty w maju 2012 r. ogromny teren handlowo-rekreacyjny (bulwar nadrzeczny, ponad 1500 sklepów i lokali gastronomicznych, teatr, pokazy tańców, diabelski młyn itd.). Nadal jednak najpopularniejszą dzielnicą handlową pozostaje Chinatown z setkami sklepików, straganów, knajpek, zielarni i gabinetów tradycyjnej medycyny chińskiej. 

Z głównego nurtu rzeki warto skręcić, aby popłynąć do dzielnicy Thonburi (dawniej odrębnego miasta), gdzie pośród labiryntów kanałów (klongi), stanowiących niegdyś miejskie arterie, wyłania się zupełnie inny świat: do drewnianych, skromnych domków na palach przylegają werandy obrośnięte pnączami egzotycznych kwiatów, przy brzegach kołyszą się stare łodzie, a w mętnej wodzie radośnie taplają się dzieci… Wycieczka do tej części stołecznego okręgu to podróż do przeszłości – do czasów, gdy Bangkok nazywano „Wenecją Wschodu”. 

 

Czar tropików   

Na południe od stolicy, zarówno w kontynentalnej części Tajlandii, jak i na licznych wyspach, spełniają się marzenia o tropikalnych wakacjach. Pełno tu piaszczystych, skąpanych w słońcu plaż, lagun mieniących się wszystkimi odcieniami błękitu i turkusu, malowniczych zatok (jedną z najpiękniejszych jest Phang Nga uwieczniona w filmie o brytyjskim agencie Jamesie Bondzie Człowiek ze złotym pistoletem), urokliwych jaskiń, cudownej roślinności czy skalnych ostańców wyrastających z krystalicznie czystej wody. Na turystów czeka w tym rejonie mnóstwo ofert rekreacyjnych i sportowych. Do wyboru mamy olbrzymią liczbę niezmiernie interesujących kierunków: od pulsującego życiem kurortu Pattaya (ok. 130 km od Bangkoku) przez największą wyspę Phuket (543 km² powierzchni) po niewielkie wysepki, gdzie nie dotarła jeszcze masowa turystyka, szczycące się dziewiczą przyrodą, spokojną atmosferą i zapierającymi dech w piersiach widokami – zarówno na lądzie, jak i pod wodą (np. Koh Tao, czyli Wyspa Żółwi, w Zatoce Tajlandzkiej na archipelagu Samui niedaleko wodnej granicy z Malezją, Koh Lanta Yai i Koh Similan czy Koh Racha Yai w pobliżu Phuket). 

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Wody oblewające archipelag Surin przyciągają fanów snorkelingu

 

            Warto odwiedzić też trzecią co do wielkości tajską wyspę – Koh Chang (217 km²), leżącą na wschodnim wybrzeżu, w pobliżu granicy z Kambodżą. Aby do niej dotrzeć z Bangkoku, trzeba polecieć samolotem do Trat (lot trwa godzinę) i następnie wsiąść na prom lub łódź motorową. Wyspa zachwyca pięknymi plażami (szczególnie w zachodniej części), gęstym lasem deszczowym, granitowymi wzgórzami, liczącymi sobie 200 mln lat, malowniczymi wodospadami, autentycznymi wioskami rybackimi i rafą koralową. Można tu wybrać się na snorkeling, nurkowanie głębinowe, rejs jachtem, kajakiem lub łodzią albo trekking na słoniach. Na przybyszów czekają liczne wypożyczalnie skuterów, klimatyczne bungalowy, świetne knajpki serwujące przepyszne ryby i owoce morza, ale także pub irlandzki, supermarkety, stragany i salony masażu. Natomiast te osoby, którym marzy się błogi relaks na odludnej i cichej wysepce, powinny popłynąć na sąsiednie Koh Mak lub Koh Kood. Na tej ostatniej znajduje się oryginalny, idealnie wkomponowany w naturalne otoczenie kompleks luksusowych willi Soneva Kiri, oferujący wypoczynek zgodnie z filozofią slow life – dla szczęśliwych turystów smakujących życie.       


 

Artykuły wybrane losowo

Na wenezuelskim Wybrzeżu Pereł

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela powoli staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym w Ameryce Południowej. Szczególnie modna jest jej perełka – karaibska wyspa Margarita. To najdynamiczniej rozwijający się obszar w kraju rządzonym od 1999 r. przez kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza, do czego przyczyniło się z pewnością utworzenie tutaj w latach 60. minionego stulecia strefy bezcłowej. Margarita, której dzieje sięgają czasów hiszpańskich konkwistadorów, słynęła niegdyś z połowów pereł. Dzisiaj przyciąga coraz więcej turystów z całego świata, oferując im doskonały klimat, słoneczną pogodę, malownicze plaże otoczone tropikalną zielenią, wygodne hotele z bogatymi programami all inclusive, wyśmienite restauracje i gorące imprezy w rytmach latino.

Więcej…

Kenia, Tanzania, Lamu i Zanzibar – 101 cudów Afryki

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

<< Dla większości podróżników zakochanych w Czarnym Lądzie Kenia i Tanzania nie mają sobie równych. To kraje bajecznie piękne, magiczne i wciąż dzikie. Warto odwiedzić je szczególnie w porze tzw. Wielkiej Migracji, kiedy rozgrywa się jeden z najbardziej widowiskowych spektakli przyrody na ziemi. Jeśli przy okazji upolujemy aparatem fotograficznym całą Wielką Piątkę Afryki (lwa, słonia, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta), nasze safari będziemy mogli zaliczyć do udanych i wyruszyć na zasłużony odpoczynek na afrykańskie wyspy – kenijską Lamu i słynny tanzański Zanzibar – prawdziwe miniaturowe wersje raju. >>

 FOT. KENYA TOURISM BOARD

Terytoria obu państw znajdowały się w swojej historii w granicach kolonii brytyjskiej. O czasach tych przypomina dzisiaj powszechny w sferze oficjalnej język angielski. Rdzenni mieszkańcy Kenii i Tanzanii posługują się jednak suahili, którego główny dialekt unguja pochodzi z wyspy Zanzibar.

Afryka jest mistyczna: dzika, piekielnie upalna, stanowi raj dla fotografujących i myśliwych, krainę utopii dla eskapistów. Jest tym, czego pragniesz, wymyka się wszelkim interpretacjom – pisała w swoich pamiętnikach West with the Night słynna kenijska pilotka urodzona w Wielkiej Brytanii Beryl Markham (1902–1986). Dla pasjonatów nieskażonej natury liczą się tu przede wszystkim dwa miejsca: Maasai Mara National Reserve (Rezerwat Narodowy Masai Mara) w Kenii i Serengeti National Park (Park Narodowy Serengeti) w Tanzanii. Jedną z największych atrakcji są w nich duże ssaki. Jednak ani gepard, ani lew, ani nawet sympatycznie wyglądające, choć groźne w rzeczywistości hipopotamy nie wystawią się nam same do zdjęcia. Niemal na każdym kroku napotkamy za to stada płochliwych oryksów czy żyjące gromadnie zebry, od których aż mieni się w oczach.

Więcej…

Wyprawy po Republice Południowej Afryki

KRZYSZTOF JAXA KWIATKOWSKI

 

<< Polakom z pokolenia będącego obecnie w średnim wieku Republika Południowej Afryki (RPA) kojarzy się z bajkowym snem o egzotycznym dobrobycie. Młodsi ludzie widzą ją raczej jako rozwijający się kraj pełen przygód i atrakcji, choć leżący na końcu świata. Dziś odwiedzają go miliony turystów, którzy wracają stąd zachwyceni. Przekonajmy się zatem, jak jest w rzeczywistości. >>

 

Spektakularny widok na Przylądek Dobrej Nadziei i plażę Diasa z Cape Point

© LISA BURNELL/CAPE TOWN TOURISM

 

RPA to kraj rozległy (ponad 1,22 mln km² powierzchni), z kilkoma strefami klimatycznymi i wegetacyjnymi, dostępem do dwóch oceanów (Atlantyckiego na zachodzie i Indyjskiego na wschodzie), pustyniami i sawannami, mnóstwem dzikich zwierząt we wspaniale urządzonych parkach narodowych i rezerwatach przyrody oraz wielkimi górami pokrytymi często śniegiem (na czele z Mafadi – 3450 m n.p.m. – w paśmie Gór Smoczych, najwyższym szczytem tego państwa na południowym krańcu Afryki). Duże, nowoczesne miasta, wyśmienita międzynarodowa kuchnia, perfekcyjna infrastruktura hotelowa i drogowa zachęcają do spędzenia tu wakacji. Całości obrazu dopełniają ciekawa, choć mocno zagmatwana, historia oraz grupy etniczne, spośród których kilka wciąż żyje w tradycyjny sposób. Kraj jest obecnie stosunkowo bezpieczny dla turystów, ale – co oczywiste – podczas wizyty w nim trzeba zachować zdrowy rozsądek, podobnie jak w każdym nieznanym miejscu na świecie. W dużych miastach nie należy spacerować samotnie po zmroku, a we wszystkich częściach RPA nie zaleca się zapuszczać do tzw. locations, czyli osiedli zamieszkałych przez czarnoskórych obywateli. Powszechnie używa się tutaj języka angielskiego, ale warto być przygotowanym, że w kilku prowincjach można się dogadać z lokalną społecznością wyłącznie w afrikaans (afrykanerskim). Ze względu na zróżnicowanie etniczne Południowoafrykańczyków nazywa się ich tęczowym społeczeństwem.

Zwiedzanie RPA zazwyczaj zaczyna się w jednym z dwóch największych miast: Johannesburgu lub Kapsztadzie (Cape Town). Rzadziej turyści lecą bezpośrednio do Durbanu albo Nelspruit (Mbombeli). Z czterech największych międzynarodowych lotnisk w kraju w dalszą podróż po nim można udać się samolotem bądź drogą lądową. RPA jest tak rozległa i bogata w różnorodne atrakcje, że nie da się jej zwiedzić w całości nawet w kilka tygodni. Zwykle więc podczas jednej wyprawy odwiedza się kilka wybranych miejsc.

 

MIASTO Z GÓRĄ STOŁOWĄ

Dla wielu osób Kapsztad to najpiękniejsze miasto na świecie. Z pewnością jest on miejscem niezwykłym. Stanowi wyjątkowe połączenie błękitu oceanu, nadbrzeżnych wysokich gór wyrastających tuż przy plaży i nowoczesnej architektury. To tutaj zdecydowana większość turystów rozpoczyna lub kończy przygodę z RPA. W mieście warto zrobić sobie bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

Kapsztad (niemal 4 mln mieszkańców w obszarze metropolitalnym) jest rozległym ośrodkiem o niskiej zabudowie. Wyjątek stanowi ścisłe centrum, tzw. City Bowl, w którym wyrastają wysoko nowoczesne biurowce, hotele i apartamentowce. Reprezentacyjne dzielnice mieszkaniowe usytuowane są wzdłuż wybrzeża. Rozciągają się od plaż przy Table View na północy aż po słynne Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) – centrum komercyjne z piękną galerią handlową (zbudowaną w miejscu starych magazynów i doków portowych), licznymi hotelami i restauracjami. Tutaj prędzej czy później docierają wszyscy turyści odwiedzający Kapsztad. Stąd w kierunku południowym aż do piaszczystej plaży w Camps Bay biegną obszary z drogimi rezydencjami mieszkalnymi – Green Point, Sea Point i Clifton. Z nowoczesnymi rejonami wyraźnie kontrastują duże dzielnice imigrantów i biedoty, którzy swoje blaszano-kartonowe domy (tzw. shacks) budowali od kilku dekad wzdłuż autostrady, prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Obecnie dzięki dużym publicznym nakładom finansowym tereny te są systematycznie przekształcane w gęste osiedla murowanych domków dla najbiedniejszych mieszkańców. Niemniej prawdziwe dzielnice ubogich wciąż istnieją na głębokich przedmieściach i do nich turyści nie powinni się zapuszczać.

W Kapsztadzie każdy znajdzie odpowiednie dla siebie miejsce zakwaterowania. Są tu hotele oferujące usługi na najwyższym światowym poziomie, średniej klasy hotele sieciowe, liczne obiekty typu B&B (bed and breakfast, niezmiernie popularne w RPA) i hostele. Najbardziej okazałe kompleksy znajdują się w centrum, w okolicach City Bowl oraz Nabrzeża Wiktorii i Alfreda. Obiekty B&B o dobrym standardzie rozmieszczone są w zasadzie na terenie całego miasta, ale najlepszą lokalizację mają te z obszarów Green Point i Sea Point oraz sąsiedztwa Gardens. Amatorzy gier hazardowych (i nie tylko!) powinni rozważyć zatrzymanie się w stylowym Grand Hotelu połączonym ze sporym kasynem (GrandWest Casino) i… krytym lodowiskiem, na którym można pojeździć na łyżwach.

Samo centrum Kapsztadu najlepiej zwiedzać pieszo. Tuż obok dzielnicy biurowej, przy placu Grand Parade znajduje się zabytkowy Ratusz Miejski (City Hall), z którego balkonu w 1990 r. Nelson Mandela (1918–2013) wygłosił swoje pierwsze publiczne przemówienie po opuszczeniu więzienia. Tutaj wznosi się również XVII-wieczny Zamek Dobrej Nadziei (Castle of Good Hope), mieszczący obecnie małe muzeum, a będący najstarszym zachowanym budynkiem kolonialnym w Afryce Południowej. W centrum warto też zobaczyć anglikańską Katedrę św. Jerzego (St. George’s Cathedral), sąsiadujący z nią kompleks budynków parlamentu (Houses of Parliament) i park The Company’s Garden. Podczas spacerów po mieście nie wolno ominąć dzielnicy Bo-Kaap, zwanej Dzielnicą Malajską (Malay Quarter). Na jej terenie znajdują się m.in. jeden z pierwszych meczetów powstałych w Kapsztadzie (Nurul Islam Mosque z 1844 r.), charakterystyczne ulice wyłożone brukiem i małe domy pomalowane na jaskrawe kolory. Z kolei szybka przechadzka Long Street, główną arterią City Bowl, pozwala poznać dawną kapsztadzką architekturę. Można tu także znaleźć kilka niezłych knajpek, pubów i klubów nocnych.

Niemal w sercu miasta wyrasta imponująca Góra Stołowa (Table Mountain, 1086 m n.p.m.). Na jej płaski szczyt prowadzi kilka szlaków. Można na niego również wjechać kolejką linową z okrągłymi wagonikami (Table Mountain Aerial Cableway), z których rozpościera się doskonały widok na okolicę – to jedna z największych atrakcji w Kapsztadzie. Na amatorów mocniejszych wrażeń czeka kilka technicznych dróg wspinaczkowych biegnących zboczami Góry Stołowej albo lot moto- lub paralotnią z jej wierzchołka. Na szczycie warto zostać dłużej. Można stąd podziwiać zapierające dech w piersiach widoki na miasto, port i pobliską Robben Island (wyspę w Zatoce Stołowej – Table Bay). Górę pokrywa formacja roślinna fynbos (południowoafrykański odpowiednik śródziemnomorskiej makii). Większości z występujących tu roślin nie spotyka się nigdzie indziej na świecie.

Osoby lubiące wyprawy trekkingowe powinny wybrać się na Głowę Lwa (Lion’s Head, 669 m n.p.m.). Oglądanie zachodu słońca z jej szczytu to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i na długo pozostanie w pamięci. Położone zaraz obok Wzgórze Sygnałowe (Signal Hill, 350 m n.p.m.) jest znakomitym miejscem na podziwianie panoramy miasta, szczególnie po zmroku, gdy Kapsztad ginie w blasku milionów świateł. Codziennie o 12.00 rozlega się pod Signal Hill wystrzał z historycznej armaty.

Turyści bardziej aktywni w ramach porannego spaceru mogą udać się na przechadzkę wzdłuż wybrzeża – od tzw. Mouille Point aż do wspaniałej piaszczystej plaży w Camps Bay. Nad samym oceanem biegnie tutaj malowniczy deptak. Podczas wędrówki można z bliska przyjrzeć się eleganckim osiedlom mieszkalnym.

Poza tym w Kapsztadzie znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na ziemi – Kirstenbosch National Botanical Garden. Jest on usytuowany na zboczach Góry Stołowej pomiędzy przedmieściami Constantia i Newlands. Został założony w 1913 r. To pierwszy ogród botaniczny na świecie, stworzony specjalnie w celu ochrony endemicznych gatunków roślin. Malowniczo położony Kirstenbosch zachwyca olbrzymią kolekcją wrzośców (Erica) i srebrników (Protea). Po spacerach wśród kwiatów można odpocząć i zjeść obiad w tutejszej restauracji.

Osoby, które podczas wakacji nie mogą obejść się bez zakupów (a oprócz diamentów jest tu co kupować), powinny udać się do jednej z wielu galerii handlowych w mieście. Do najbardziej popularnych należy ta w rejonie Nabrzeża Wiktorii i Alfreda oraz drugie największe na kontynencie afrykańskim (zaraz po Gateway Theatre of Shopping pod Durbanem) luksusowe centrum handlowe Canal Walk (z ponad 400 sklepami rozlokowanymi na powierzchni 141 tys. m²), znane też pod nazwą Century City Mall.

 

Domy w intensywnych kolorach w kapsztadzkiej dzielnicy Bo-Kaap

© SA TOURISM

 

W OKOLICY PRZYLĄDKA

Jeśli z Kapsztadu udamy się na południe, w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), napotkamy po drodze szereg wspaniałych atrakcji. Warto przejechać nadbrzeżną drogą biegnącą przez miejscowość Hout Bay i dalej jedną z najbardziej widokowych tras świata, tzw. Chapman’s Peak Drive, prowadzącą do Noordhoek. Podczas wyprawy nią trudno nie zatrzymywać się co kilkaset metrów, aby podziwiać widoki, bo każdy wydaje się piękniejszy od poprzedniego. W Hout Bay można skorzystać z łodzi i popłynąć na niewielką wysepkę Duiker (Duiker Island), na której znajduje się spora kolonia uchatek karłowatych. Dalej na południe warto przejechać rzadko uczęszczaną nadbrzeżną drogą przez miasteczka Kommetjie i Scarborough, gdzie również wytyczono wspaniałe punkty widokowe. Stąd wypatrzymy długie plaże, przy których śmiałkowie, nie bojący się spotkania z żarłaczem białym (rekinem ludojadem), surfują po Oceanie Atlantyckim.

Po drugiej stronie skalistego Półwyspu Przylądkowego (Cape Peninsula), nad Zatoką Mylną (False Bay), w uroczej miejscowości Simon’s Town znajduje się jedna z kilku kolonii pingwina przylądkowego. Przy Plaży Głazów (Boulders Beach), objętej ochroną Parku Narodowego Góry Stołowej (Table Mountain National Park), spacerujący po specjalnie wybudowanych pomostach turyści przyglądają się tym osobliwym ptakom wypoczywającym na piasku lub nurkującym w zimnej wodzie. Przy przejeżdżaniu przez miasteczko zwolnijmy – pingwiny uwielbiają spacery poza parkiem i często wędrują parami w poprzek głównej drogi. W samym Simon’s Town warto zobaczyć centrum z budynkami z XIX stulecia oraz położony obok port z okrętami wojennymi. Ciekawostką jest tutaj pomnik doga niemieckiego o imieniu Just Nuisance (1937–1944), który był jedynym na świecie psem wpisanym oficjalnie na listę marynarzy. W czasie II wojny światowej służył na statku HMS Afrikander i w bazie marynarki wojennej w miasteczku.

Legendarny Przylądek Dobrej Nadziei to symbol okolic Kapsztadu, ale też całej Afryki Południowej. Jego pierwotna nazwa – Przylądek Burz (po portugalsku Cabo das Tormentas) – nadana mu została przez pierwszego europejskiego żeglarza, który do niego dotarł w 1488 r. – Portugalczyka Bartolomeu Diasa (ok. 1450–1500). Później król Portugalii Jan II (1455–1495) przemianował go na Cabo da Boa Esperança, bo opłynięcie przylądka otwierało okrętom możliwość dotarcia do Indii. Cape of Good Hope wchodzi w skład Parku Narodowego Góry Stołowej. Występują tu rozmaite zwierzęta (m.in. pawiany, przylądkowe pingwiny i góralki, kilka gatunków antylop, strusie) i wiele endemicznych roślin. Sam przylądek to nieznacznie wysunięty cypel skalny, na którego szczyt można dotrzeć z parkingu lub z centrum obsługi turystycznej położonego poniżej tzw. Cape Point. Ta druga, dłuższa trasa jest szczególnie atrakcyjna, bo po drodze mamy okazję zejść na wspaniałą, dziką plażę ukrytą pomiędzy wysokimi klifami. Specjalna kolejka linowo-terenowa (Flying Dutchman Funicular) dowozi pasażerów pod latarnię na Cape Point, skąd rozciągają się cudowne widoki na False Bay i otwarty ocean. Wbrew temu, co mówią liczne materiały reklamowe dla turystów, oceany Atlantycki i Indyjski spotykają się nie tutaj, a ok. 160 km dalej na południowy wschód, przy Przylądku Igielnym (Cape Agulhas).

Aby zobaczyć imponujące rytuały godowe waleni południowych, warto udać się w okolice miejscowości Hermanus w okresie od czerwca do grudnia. Wyskakujące wysoko ponad wodę olbrzymy można podziwiać ze skalistego brzegu lub pokładu łodzi specjalnie przeznaczonej do tego celu. Amatorzy przygód z dreszczykiem mogą zdecydować się na nurkowanie z drapieżnym żarłaczem białym. Taką rozrywkę organizuje kilka firm w miejscowości Gansbaai. Nurkowanie odbywa się w specjalnych klatkach, ale spotkanie oko w oko z mniej więcej 6-metrowym (i 2-tonowym) stworzeniem robi ogromne wrażenie.

 

AFRYKAŃSKIE WINO

Wielu turystów nie wyobraża sobie podróży przez RPA bez odwiedzenia choć jednej winnicy w okolicy Kapsztadu. Miasta Stellenbosch, Wellington i Paarl czy kapsztadzkie przedmieścia Constantia to jedynie te najbardziej znane ośrodki winiarskie w kraju. Jest ich tutaj znacznie więcej i przy dłuższym pobycie w Południowej Afryce warto poszukać tych mniej znanych miejsc, oferujących wyborne wino koneserom i osobom pijącym je od czasu do czasu. Niemal wszystkie winnice w okolicach Kapsztadu zapraszają również na noclegi, w bardzo dobrym lub średnim standardzie, w zabytkowych domach utrzymanych w historycznym holenderskim stylu przylądkowym. Na zatrzymanie się w nich na noc dobrze się zdecydować, szczególnie jeśli planuje się degustacje w kilku miejscach. Osoby, którym brakuje czasu, mogą zajrzeć do jednej czy dwóch tradycyjnych winnic, takich jak Vergelegen Estate (powstała w 1700 r.) w mieście Somerset West lub położona bliżej Cape Town Klein Constantia (założona w 1685 r.).

 

WZDŁUŻ WYBRZEŻA

Z Kapsztadu w kierunku Durbanu warto pojechać drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Na wysokości miasta Mossel Bay wjeżdża się na ok. 300-kilometrową Trasę Ogrodów (Garden Route). Ten szlak poleca się szczególnie osobom lubiącym wyprawy samochodowe połączone z zatrzymywaniem się przy licznych atrakcjach przyrodniczych. Można odwiedzić tutaj miasta Knysna i George, miejscowości Plettenberg Bay czy Nature’s Valley oraz Park Narodowy Trasy Ogrodów (Garden Route National Park) i góry Outeniqua (z najwyższym punktem Cradock Peak, 1578 m n.p.m.), gdzie czekają wspaniałe szlaki spacerowe i trekkingowe. Jednym z największych bogactw tego rejonu jest szata roślinna będąca połączeniem fynbosu charakterystycznego dla okolic Kapsztadu z lasami subtropikalnymi. Zaraz za Nature’s Valley znajduje się popularny wśród amatorów wrażeń podnoszących poziom adrenaliny Bloukrans Bridge, najwyższy most na świecie, z jakiego wykonuje się skoki na bungee (ponad 215 m lotu). Dalej na wschód, tuż za Port Elizabeth (przy miejscowości Addo) trzeba odwiedzić atrakcyjny Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), będący najbardziej wysuniętym na południe obszarem na kontynencie afrykańskim, gdzie żyją słonie.

Durban, trzecie najbardziej zaludnione miasto kraju (jego obszar metropolitalny zamieszkuje blisko 3,5 mln osób), kojarzy się z ciepłym Oceanem Indyjskim i licznymi plażami ciągnącymi się niemal nieprzerwanie aż do Ponta do Ouro na południowym krańcu Mozambiku. Jeśli w trakcie wizyty w RPA mamy zamiar się tutaj wybrać, to powinniśmy uwzględnić w swoich planach spędzenie kilku leniwych dni na wybrzeżu w którymś z hotelowych resortów czy kameralnych obiektów B&B. Sam Durban, zwany często Małymi Indiami, zamieszkuje największa diaspora Hindusów na świecie. To oni nadali kształt i charakter miastu swoimi świątyniami, zwyczajami, ubiorem i – oczywiście – pyszną indyjską kuchnią. Warto tu zajrzeć do centrum i zapuścić się w mniejsze uliczki ze sklepikami, straganami i małymi targami. Ciekawą atrakcją jest również piękny park tematyczny uShaka Marine World z największym akwarium w Afryce (uShaka Sea World) oraz kompleksem podwodnych restauracji i sal konferencyjnych, usytuowany malowniczo nad Oceanem Indyjskim.

Jeśli z Durbanu wyruszymy na północny wschód, dotrzemy do jednego z największych skarbów przyrodniczych RPA, czyli Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park, znanego też pod nazwą Greater St. Lucia Wetland Park), wpisanego w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na olbrzymich, podmokłych terenach (ok. 3280 km² powierzchni), obejmujących także Jezioro św. Łucji (Lake St. Lucia) i pas wybrzeża, żyją wielkie grupy hipopotamów, krokodyli nilowych, kilkaset gatunków ptaków i kilkanaście gatunków mniejszych ssaków. Można tu odbyć wodne safari, podczas którego obserwuje się zwierzęta z pokładu specjalnej łodzi, zatrzymać się w jednym z obiektów hotelowych lub uciec od świata na wspaniałą, dziką plażę.

 

WOKÓŁ STOLIC

Johannesburg to tętniące życiem serce RPA, centrum biznesowe, turystyczne i komunikacyjne, a jednocześnie tygiel etniczny. Samo miasto nie jest szczególnie atrakcyjne dla turystów. Na zainteresowanie zasługuje tutaj kilka ciekawych muzeów (np. Apartheid Museum), dawne podmiejskie slumsy Soweto czy leżący 50 km stąd kompleks muzealny Kolebka Ludzkości (Cradle of Humankind) z zespołem wapiennych jaskiń Sterkfontein wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

W odległości mniej więcej 60 km na północny wschód od Johannesburga znajduje się Pretoria, siedziba rządu i administracyjna stolica kraju (obok dwóch innych stolic: Kapsztadu z siedzibą parlamentu i Bloemfontein z siedzibą władzy sądowniczej). Właściwie jedyną atrakcją wartą w niej odwiedzenia jest kompleks budynków rządowych (Union Buildings). Stąd po ok. 2 godz. jazdy samochodem na północny zachód dociera się do słynnego Sun City – wybudowanego pod koniec lat 70. XX w. wielkiego centrum rozrywki z kilkoma luksusowymi hotelami, kasynem, restauracjami, barami, dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi klasy mistrzowskiej (The Lost City Golf Course i Gary Player Country Club Golf Course) czy rozległym parkiem wodnym (Valley of Waves) ze zjeżdżalniami i basenami ze sztucznymi falami (aż do niemal 2 m wysokości w tzw. Roaring Lagoon). Tuż obok leży Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park). Można go zwiedzać w trakcie safari, podczas którego wypatruje się Wielkiej Piątki Afryki (lwa, lamparta, bawoła, słonia i nosorożca czarnego). To miejsce szczególnie atrakcyjne dla osób nie wybierających się do Parku Narodowego Krugera (Kruger National Park) lub do innych rezerwatów w kraju.

 

Johannesburg znany jest z bogatego życia nocnego

© SA TOURISM

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

Prawie 70 proc. wszystkich turystów odwiedzających RPA udaje się na safari (zwane tutaj game drive) do wspomnianego Parku Narodowego Krugera. Jest on w zasadzie najważniejszą atrakcją turystyczną kraju i z tego powodu umieszczaną niemal zawsze w programach zwiedzania.

Niewątpliwy atut parku stanowi łatwy dostęp do niego – dostaniemy się tu bezpośrednio z pobliskiego lotniska pod Nelspruit (Mbombelą) lub z Johannesburga po kilku godzinach jazdy. Najczęściej odwiedzany bywa obszar południowy ze względu na bliskość tych dwóch ośrodków, najlepszą infrastrukturę noclegową i komunikacyjną oraz brak gęstego buszu, co pozwala na wypatrywanie zwierząt. Główne drogi na terenie parkowym zostały wyasfaltowane, dzięki czemu jego część można zwiedzać nawet autobusem lub otwartą ciężarówką. Drogi boczne są utwardzone, ale dalej na północ lub głębiej w buszu zamieniają się w szutrowe i ziemne. Podczas planowania safari trzeba wziąć więc pod uwagę również odległości i rodzaj nawierzchni. Infrastruktura noclegowa jest bardzo zróżnicowana, ale przygotowana na każdą kieszeń. Doskonale wyposażone kempingi, hotele i – oczywiście – luksusowe lodże otoczone bezpiecznymi ogrodzeniami zapewniają znakomity odpoczynek i oferują dobrą kuchnię. Część z najlepszych obiektów znajduje się w rękach prywatnych w wydzielonych rezerwatach będących jednak wciąż częścią ekosystemu Parku Narodowego Krugera. Zakwaterowanie w lodży można często połączyć z luksusowym safari z wybitnymi przewodnikami i tropicielami. Jeśli mamy więcej czasu i własny samochód terenowy, to warto zapuścić się dużo dalej na północ, aby zobaczyć trudniej dostępne i bardziej dzikie tereny parku. Taka wyprawa zapewnia większą prywatność, jest też niesamowitą przygodą i stwarza okazję do spotkania innych gatunków zwierząt. Park Narodowy Krugera słynie z dużej różnorodności gatunkowej i liczebności fauny. Warto spędzić tu kilka dni na podziwianiu przyrody, jaka nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Po zachodniej stronie obszaru parkowego ciągnie się tzw. Panorama Route, czyli trasa widokowa biegnąca m.in. w okolicy jednego z największych kanionów na świecie, drugiego co do wielkości w Afryce – Kanionu Rzeki Radości (Blyde River Canyon), który ma ok. 26 km długości i średnią głębokość mniej więcej 750 m. Po drodze znajduje się wiele punktów, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Jeśli z parku udamy się w kierunku południowym, trafimy do Królestwa Suazi, zwanego dawniej Swazilandem. Jest ono odrębnym państwem z licznymi atrakcjami i tradycyjnie żyjącymi grupami etnicznymi.

 

Kotlina Kalahari – wioska Buszmenów, rdzennych mieszkańców Południowej Afryki

© SA TOURISM

 

NA PÓŁNOCY

W artykule o RPA nie sposób nie wspomnieć o bezkresnych piaskach kotliny Kalahari i mających długą historię ludach Khoisan (m.in. Buszmenach czy Hotentotach). Prowincja Przylądkowa Północna (Northern Cape), rozciągająca się aż po granicę z Namibią i Botswaną, jest najrzadziej odwiedzana przez turystów. Co prawda obcokrajowcy docierają do położonego bliżej Johannesburga miasta Kimberley z Big Hole (jak się powszechnie uważa, największą na świecie dziurą w ziemi wykopaną ręcznie przez człowieka – o szerokości 463 m i głębokości ok. 215 m) i słynnym muzeum kopalni diamentów (The Kimberley Mine Museum), ale niezbyt często zapuszczają się na rozległe obszary Kalahari, leżące w północno-zachodniej części kraju. Ten region RPA to idealne miejsce dla poszukiwaczy przygód uwielbiających podróżowanie przez pustkowia. Powinni oni odwiedzić zwłaszcza wioski należące do grup etnicznych Khoisan znajdujące się przy granicy z Botswaną i piękny Transgraniczny Park Kgalagadi (Kgalagadi Transfrontier Park).

Wydanie Lato 2018