fot_11.jpg

Błękitno-turkusowa fasada budynku w nekropolii Szach-i Zinda

© SŁAWEK JANAS/ODPRAWIENI.PL


Sławomir Janas

Magdalena Oczkowska-Janas

 www.odprawieni.pl

 

Bajkowe krajobrazy, egzotyczny klimat, miasta spowite błękitem, atmosfera jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, a do tego najsłodsze arbuzy i melony pod słońcem – tak wyobrażaliśmy sobie Uzbekistan, zanim go odwiedziliśmy. Te przewidywania w większości się sprawdziły, ale dziś możemy powiedzieć, że przed wyjazdem nasz obraz tego serca Azji Środkowej był niepełny. Trudno przecież tak naprawdę poznać jakiś region bez ruszania się z domu. Zapraszamy więc do zapoznania się z naszymi doświadczeniami z podróży do tej wyjątkowej azjatyckiej republiki.


Najprzyjemniejszą porą na wizytę w tym kraju będzie polski sezon wiosenny (kwiecień–maj). Temperatury utrzymują się wtedy w granicach 20–25°C, co zdecydowanie ułatwia zwiedzanie. W lipcu i sierpniu na termometrze często pojawia się ponad 40°C. Wówczas nawet najwytrwalsi i uwielbiający upały turyści są zmuszeni zostać w hotelu między godziną 12.00 a 16.00. Uzbecka baza noclegowa jest dobrze rozwinięta. Rezerwacji pokojów można bez problemu dokonać przez internet. Zazwyczaj korzystając z tego sposobu, zapłacimy więcej niż w przypadku organizowania zakwaterowania już na miejscu lub za pośrednictwem wyspecjalizowanych biur podróży. Małe, rodzinne pensjonaty oferują przyzwoite warunki w cenach o wiele niższych od dużych obiektów hotelowych.

Uzbekistan warto polecić przede wszystkim osobom lubiącym egzotykę, prażące słońce, przyjaznych ludzi, imponującą architekturę, stare, klimatyczne miasta i baraninę. Podczas wojaży po tym kraju na pewno nie zabraknie też przygód i śmiechu z mnóstwa absurdalnych sytuacji, które czekają tu na nas na każdym kroku.

W krainie absurdów

Być może niektórymi doświadczeniami z wizyty w tych stronach nie powinniśmy się dzielić, aby nie psuć zabawy czytelnikom. Nie będzie to jednak takie proste, bo oprócz wspomnień o turkusowych, spalonych słońcem architektonicznych perełkach czy też przejmującej ciszy okolic Jeziora Aralskiego, niemal za każdym razem uśmiech na naszych twarzach wywołują również zupełnie innego rodzaju przeżycia. Uzbekistan jest egzotyczny nie tylko ze względu na kulturę bądź położenie, lecz także z powodu mnóstwa często nielogicznych, śmiesznych i trudnych do zrozumienia przepisów lub obyczajów, z którymi przychodzi się mierzyć przyjezdnym. Ich genezy należy szukać zarówno w historii państwa, jak i w ludzkich charakterach, ponieważ tutaj, podobnie do całej Azji Środkowej, radziecka ideologia i islamski mistycyzm łączą się z orientalną kulturą. Dlatego słowo „egzotyka” nabiera w tych warunkach nowego znaczenia.

Wyobraźmy sobie kraj o populacji ponad 30 mln osób, w którym niemal wszędzie ludzie jeżdżą samochodami jednej marki – w tym przypadku Daewoo. Już po przekroczeniu uzbeckiej granicy zauważamy, że na ulicach praktycznie nie ma innych aut. Wszędzie widzimy matizy, nubiry, nexie, a wszystkie rodzimej produkcji. Oprócz nich dostrzegamy też całkiem sporo chevroletów, wypuszczanych również przez fabrykę Daewoo. Od razu nasuwa się pytanie o przyczyny takiej sytuacji. Odpowiedź jest prosta: w latach 90. XX w., aby rozwijać krajową gospodarkę i ułatwić marce zdobycie rynku, nałożono bardzo wysokie cło na samochody sprowadzane z zagranicy. W wyniku tego import aut stał się zupełnie nieopłacalny i uchodzi za przywilej ludzi naprawdę bogatych. Jedynie w Taszkencie czasem, choć niezmiernie rzadko, rzuca nam się w oczy jakiś mercedes czy honda. Poza stolicą próżno szukać jakiegokolwiek urozmaicenia. Co ciekawe, prezydent państwa Islom Karimov podobno jeździ… właśnie mercedesem.

Uzbekistan, z racji swojego położenia w głębi rozległego kontynentu azjatyckiego, znajduje się w strefie klimatu umiarkowanego kontynentalnego o ciepłej i suchej odmianie, charakteryzującego się niewielkimi opadami. Takie warunki nie wydają się zbyt korzystne do uprawy bawełny i ryżu. Warto zaznaczyć, że do wyhodowania 1 kg tej pierwszej (z którego wytwarza się tkaninę na 2 pary spodni) potrzeba 29 tys. l wody! Nie przeszkadzało to władzom radzieckim założyć na znacznej części terytorium kraju pól tej rośliny. Nawadnia je rozbudowana sieć kanałów irygacyjnych połączonych z rzekami Amu-darią i Syr-darią. Jedną rzecz jednak wielcy planiści ZSRR w tym przypadku zignorowali. Ta metoda powoduje wysychanie Jeziora Aralskiego (zasilanego przez te rzeki), którego powierzchnia od lat 60. XX w. zmniejszyła się o ok. 80 proc.

Podczas wizyty w Uzbekistanie warto nastawić się na zakupy. Ceny są przystępne, a różnorodność rękodzieła przyprawia o zawrót głowy. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, mimo wszystko portfele możemy zostawić w domu, bowiem w tym kraju pieniądze nosi się w reklamówkach. Jeszcze do niedawna najwyższym nominałem było 1 tys. sumów (UZS), czyli ok. 1,40 zł. Łatwo sobie wyobrazić, jaką objętość zajmuje równowartość kilkuset dolarów amerykańskich w uzbeckiej walucie. Z tych oczywistych powodów trudno tu także znaleźć bankomaty. Tylko w Taszkencie ich sieć została jako tako rozbudowana, choć zastanawia nas, jak często należy je uzupełniać. Ze względu na to, że oficjalny państwowy kurs jest całkowicie nieopłacalny, popularny w Polsce w latach 90. XX w. zawód cinkciarza stał się w Uzbekistanie profesją ściśle związaną z turystyką. Ludzie się nią parający doskonale znają zapotrzebowanie rynku i zawsze pojawiają się nie wiadomo skąd tam, gdzie są potrzebni, czyli głównie na bazarach i w okolicach obiektów turystycznych.

Podobne spostrzeżenia można by mnożyć niemal w nieskończoność. Zapewne każdy turysta opuszczający ten kraj ma swoją osobistą listę absurdów, które wyjątkowo go zaskoczyły lub też wywołały zdziwienie pomieszane ze śmiechem i niezrozumieniem.

fot_6_Serdeczny_mieszkaniec_Buchary_-_fot_Sławek_Janas__odprawieni.jpg

Sympatyczny mieszkaniec Buchary

©SŁAWEK JANAS/ODPRAWIENI.PL



Dwa oblicza Samarkandy

DSC01320_a1.jpg

Samarkandzki plac Registan z trzema reprezentacyjnymi medresami

©MATEUSZ KNOL



Samarkanda to miasto o dwóch twarzach – takie zdanie przeczytamy prawie we wszystkich relacjach z tej stolicy wilajetu samarkandzkiego i w większości przewodników. Na pierwszy rzut oka stanowi prawdziwą perełkę. Popularne dzielnice są zadbane, czyste i wyjątkowo dopieszczone. Jedne z najstarszych w całej Azji Środkowej zabytki o turkusowych fasadach i kopułach znajdują się w doskonałym stanie. Perfekcyjny obraz uzupełniają wypielęgnowana roślinność, eleganckie sklepy z pamiątkami, szerokie ulice i kolorowe grające fontanny. Wszystko to wygląda spektakularnie, szczególnie gdy ma się świadomość, że Uzbekistan jest byłą republiką radziecką, a niepodległością cieszy się od niedawna, bo od 1991 r. Idealny wizerunek Samarkandy nie bierze się znikąd. Przy głównym deptaku na każdym kroku widać cały sztab ludzi dbających o perfekcyjny wygląd tego miasta: kobietę przycinającą źdźbła trawy nożycami, bo nieco wychodziły ponad krawężnik, mężczyzn myjących elewacje budynków gąbką itd. Ciągle ktoś coś tu sprząta, zamiata, naprawia i poprawia. Próżno szukać papierka na chodniku, już nie mówiąc o niedopałku papierosa. Jednak wystarczy wychylić nos za jedną z bram, które szczelnie oddzielają reprezentacyjny bulwar od części mieszkalnej i zboczyć ze świetnie oznaczonych tras turystycznych, aby ujrzeć drugie oblicze stolicy wilajetu samarkandzkiego. Składają się na nie skromne domy, bita droga, trochę porozrzucanych śmieci oraz uśmiechnięte dzieci kopiące piłkę i proszące turystów o bon-bona, czyli cukierka. W tej Samarkandzie tętni prawdziwe życie. Tutaj miejscowi uśmiechają się do obcokrajowców, chłopcy z piekarni zapraszają ich do spróbowania najlepszego tradycyjnego uzbeckiego chleba, kobiety wychodzą na spacery ze swoimi pociechami i czuć zapach gotującego się obiadu dochodzący z czyjejś kuchni.

To trzecie co do wielkości miasto Uzbekistanu (po Taszkencie i Namanganie) jest jednym z najstarszych wciąż zamieszkanych na świecie. Pierwsze wzmianki o nim sięgają IV w. p.n.e. Było wówczas znane jako Marakanda, stolica krainy Sogdiana. Zdobył ją w 329 r. p.n.e. Aleksander Wielki. Za panowania średniowiecznego władcy Tamerlana (Timura, 1336–1405), określanego mianem tyrana z duszą artysty, ośrodek stał się najwspanialszym pod względem architektury miejscem w całej Azji Środkowej. Dziś swoim rozmachem i przepychem dorównuje wielu światowym metropoliom. Imponująca liczba zabytków przyczyniła się do wpisania go w 2001 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.  

Nawet ci, którzy nie uważają się za miłośników sztuki, powinni zobaczyć chociaż te najbardziej znane samarkandzkie atrakcje, będące wspaniałymi wizytówkami miasta, takie jak plac Registan z trzema monumentalnymi medresami z XV i XVII w., największy i najpiękniejszy tutejszy Meczet Bibi Chanum, obecnie pełniący funkcję muzeum, nekropolia Szach-i Zinda nazywana „Aleją Mauzoleów” czy Gur-i Mir („Grób Króla”), czyli grobowiec Timura i jego potomków.

Oprócz podziwiania wspaniałej architektury koniecznie należy odwiedzić samarkandzki Bazar Siabski położony tuż obok Meczetu Bibi Chanum. Nawet gdy nie planujemy zakupów, warto pójść na niego przyjrzeć się codziennej krzątaninie miejscowych, spróbować lokalnych specjałów i nasycić się zapachami okazałych owoców. Charakterystycznymi dla Samarkandy przysmakami są domowej roboty słodkości sprzedawane przez gospodynie. Znajdziemy wśród nich czekolady, nugaty i ogromny wybór bakalii. Pamiętajmy również, że przy kupowaniu nie tyle można, co trzeba się targować, a bazar jest nieczynny w poniedziałki.

Tam, gdzie czas stoi w miejscu

W Bucharze czas zatrzymał się setki lat temu. Na własnej skórze da się w niej poczuć klimat średniowiecznego islamskiego miasta, pełnego starych medres, meczetów, mauzoleów, minaretów i innych zabytków, pomiędzy którymi toczy się normalne życie mieszkańców. W świątyniach modlą się ludzie, pomiędzy budowlami sprzed kilku stuleci przechadzają się kobiety z zakupami czy dzieci wracające ze szkoły. Niektóre zabytkowe obiekty przekształcono na sklepy lub zakłady usługowe. Buchara jest bardziej kameralna niż Samarkanda, posiada mniej monumentalną architekturę i choć swoim pięknem także przyciąga wielu turystów, można w niej odetchnąć od zgiełku. Ten spokój naruszają jedynie lekko nachalni sprzedawcy rozmaitych pamiątek, ale oni stanowią nieodłączną część ruchu turystycznego.

W mieście warto pospacerować labiryntem bocznych ulic odchodzących od tych głównych. Spotkamy tu serdecznych bucharczyków, którzy nierzadko potrafią zaprosić przyjezdnego na herbatę. Centrum wyznacza kompleks budowli Lab-i Hauz otaczający staw z fontanną, wokół którego szczególnie wieczorami zarówno turyści, jak i mieszkańcy odpoczywają od upału na ławkach i w restauracjach. Bucharę nazywa się żywym muzeum, więc zabytków w niej nie brakuje. Za jej wizytówkę uchodzi Poi Kalon – przepiękny zespół architektoniczny, na który składają się olbrzymi minaret i meczet Kalon oraz medresa Mir-i Arab. Do punktów obowiązkowych zalicza się również potężna Twierdza Ark z medresami, meczetami, minaretami, ruinami murów obronnych, salą koronacyjną i kilkoma muzeami.

Oaza poza światem

fot2_Cmentarzysko_statków_-_Mujnak.jpg

Cmentarzysko statków na obrzeżach niegdysiejszego portu Mujnak

©SŁAWEK JANAS/ODPRAWIENI.PL



Położona tuż przy granicy z Turkmenistanem Chiwa jest idealnym celem dla osób zafascynowanych klimatem Jedwabnego Szlaku. Nie dociera do niej zbyt wielu turystów, bo droga przez pustynię nie należy do łatwych, mimo to zdecydowanie warto zadać sobie ten trud. Miasto dzieli się na dwie części: nową Diszan Kala oraz starą, schowaną za X-wiecznymi murami Iczan Kala. To właśnie te labirynty uliczek, meczety, minarety, domy mieszkających w tym miejscu od pokoleń rodzin i idylliczny spokój sprawią, że zapomnicie tutaj o całym świecie. Wszystko oświetlają piekielnie gorące promienie pustynnego słońca. W Chiwie nie ma strefy turystycznej. Chcąc nie chcąc, każdy przenosi się w niej chociaż na chwilę w czasy podróży w karawanach i wyczuwa atmosferę oazy, w której można zaczerpnąć oddechu przed dalszą wędrówką. Historyczna część miasta stanowi stosunkowo nieduży obszar, lecz nawet wielokrotne spacery wśród jej zabudowań zawsze dostarczają coraz to innych wrażeń. Tu nie trzeba i nie należy się nigdzie spieszyć, wszystko znajduje się w zasięgu ręki. Centralnym punktem tego rejonu Chiwy jest deptak, wzdłuż którego zlokalizowane są stoiska z pamiątkami i restauracje. Oprócz kilku straganów z tandetą, które zdarzają się wszędzie, odkryjemy tutaj także takie z prawdziwymi dziełami sztuki tworzonymi tuż za rogiem w przydomowych warsztatach. Pracują w nich często całe pokolenia. Warto przyjrzeć się tym rzemieślnikom artystom, gdy misternie rzeźbią kolejne pionki szachów czy też wzory na meblach.

Nad miastem górują minarety meczetów Islam Chodża i Dżuma, z których rozpościerają się przepiękne widoki na okolicę i Mauzoleum Pahlawona Mahmuda. Doskonały punkt obserwacyjny stanowią również mury obronne. Turyści mogą na nie wchodzić po uiszczeniu drobnej opłaty. Koniecznie trzeba to uczynić o zachodzie słońca – panorama robi wtedy niesamowite wrażenie. Najbardziej charakterystyczną budowlą, widoczną niemal z każdego miejsca starej dzielnicy, jest minaret Kalta Minor z XIX w. Miał to być najwyższy tego typu obiekt w Azji Środkowej (o wysokości ponad 70 m), z którego dałoby się dostrzec całą drogę z Buchary do Chiwy. Jego budowę jednak nagle przerwano ze względu na śmierć głównego fundatora. W rezultacie wieża liczy sobie 29 m i swoim nietypowym kształtem przypomina olbrzymi pionek szachowy. Zdobią ją mieniące się w słońcu glazurowane płytki.

Smutny triumf ludzkiej ambicji

Wycieczka nad Jezioro Aralskie była najbardziej poruszającą częścią naszej wyprawy po Uzbekistanie. Tak naprawdę te 2 czy 3 dni podróży w sam środek pustkowia stały się żywą lekcją historii i uświadomiły nam, jak wielki wpływ na świat ma człowiek. Losy znikającego morza (jak nazywają je miejscowi) pokazują, jak ludzka ambicja potrafi doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Pomysł uczynienia z krajów Azji Środkowej (Kazachstan, Uzbekistan i Turkmenistan) światowej potęgi w produkcji bawełny zdecydowanie zasługuje na miano szaleństwa. Ogromne pola przez dziesiątki lat nawadniano za pomocą wielokilometrowych kanałów irygacyjnych, pobierających wodę z rzek zasilających Jezioro Aralskie (Amu-darii i Syr-darii). Wskutek tego zaczęło ono wysychać i zmniejszać się w zastraszającym tempie. Od lat 60. XX w. do dziś jego powierzchnia zmalała o ok. 80 proc. Wioski rybackie i miasta, które żyły tylko i wyłącznie z rybołówstwa, opustoszały, bo z roku na rok brzeg znajdował się coraz dalej. Niegdyś leżący nad „Morzem Aralskim” kilkunastotysięczny Mujnak (Moʻynoq) to dziś wyludnione, smutne miejsce. Główny tutejszy pracodawca – fabryka konserw rybnych – wiele lat temu ogłosił upadłość. Wskutek osuszania jeziora zwiększało się mocno jego zasolenie, przez co wyginęły wszystkie zasiedlające je stworzenia.

Jeśli ktoś już dotarł do Uzbekistanu, to w planie zwiedzania powinien koniecznie uwzględnić 2–3-dniowy wyjazd do tego regionu (wyprawy wyruszają z miasta Nukus). Po odwiedzinach w prężnym niegdyś ośrodku przemysłu rybnego, jakim był do lat 80. XX w. Mujnak, oraz na słynnym cmentarzysku statków położonym na jego granicy polecamy pojechać dalej dawnym dnem akwenu w kilkudziesięciostopniowym upale, bowiem warto zobaczyć obecny brzeg wciąż wysychającego jeziora. Za jakiś czas „Morze Aralskie” może przecież zupełnie zniknąć. Kto chce je jeszcze zobaczyć, niech jak najszybciej wyrusza do pełnego atrakcji Uzbekistanu.

Trochę informacji praktycznych

Do przekroczenia uzbeckiej granicy potrzebne będą wiza i zaproszenie. Obecnie w Polsce wiele biur pośrednictwa załatwia za swoich klientów wszelkie formalności z nimi związane. Należy tylko przekazać im komplet dokumentów, czyli ważny co najmniej jeszcze 6 miesięcy paszport, zaświadczenie o zatrudnieniu lub studiowaniu oraz 2 zdjęcia. Procedurę wizową musimy rozpocząć przynajmniej miesiąc przed podróżą, bo cały proces trwa do kilku tygodni. Oczywiście, wszystkim możemy także zająć się samodzielnie.

Przy wjeździe do Uzbekistanu (na granicy albo lotnisku) wypełnia się w dwóch kopiach deklarację celną. Wpisujemy do niej ilość wwożonej waluty, cenne rzeczy (aparat, kamera), leki. Oddzielną jej część przeznaczono dla osób przyjeżdżających samochodem lub motocyklem. Formularz należy uzupełnić skrupulatnie, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku. Warto również pamiętać, aby podać każdą walutę, którą mamy przy sobie (złotówki, dolary amerykańskie, sumy itd.)

W tym kraju turystów obejmuje obowiązek meldunkowy w miejscu zakwaterowania. Przepis ten nie jest już tak uciążliwy jak jeszcze kilka lat temu, bo formalności zazwyczaj dopełniają pracownicy hotelu. Trzeba jednak pamiętać, żeby po przybyciu do niego zapytać o to, czy obiekt noclegowy otrzymał uprawnienia do wystawienia meldunku, bowiem czasem zdarza się, że nie posiada on odpowiedniej licencji. Druki pokwitowania zameldowania w danym mieście należy skrupulatnie gromadzić.

Artykuły wybrane losowo

Turcja w tyglu kultur

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Turcja ma tyle twarzy, ile kultur, religii i ludów mieszało się na jej terytorium. Turystów czeka tu coś więcej niż tylko błogie lenistwo na pięknych plażach. Na obszarze półwyspu Azja Mniejsza już na długo przed narodzeniem Chrystusa rozgrywały się ważne wydarzenia dla dziejów ludzkości. Dziś my sami możemy odbyć wyprawę w czasie do miejsc, o których opowiadają starożytne teksty i piszą z pasją historycy. >>

Poszukiwanie śladów z początków rozwoju chrześcijaństwa i islamu oraz pozostałości po dawnych imperiach stanowi znakomity pomysł na podróż po tym niezmiernie interesującym kraju. Zdecydowanie się na taki właśnie temat przewodni naszej wycieczki do Turcji jest gwarancją udanego urlopu.

W połowie I w. n.e. w Antiochii nad rzeką Orontes (tureckie Asi), gdzie nauczał Paweł z Tarsu, pojawił się apostoł Piotr (zwany Kefasem). Przed przybyciem reszty swoich towarzyszy z Jerozolimy nie unikał kontaktu z tutejszą wspólnotą niedawno nawróconych, ale nie przestrzegających żydowskich zwyczajów chrześcijan.

Więcej…

Wyspy Kanaryjskie – archipelag dla aktywnych

4442.jpg

Ruta de los Volcanes na La Palmie

©TURISMO DE CANARIAS/SAÚL SANTOS


JOANNA CYBULSKA-MIKA

www.wyspy-szczesliwe.pl

 

Choć Wyspy Kanaryjskie według statystyk uchodzą głównie za krainę słońca i pięknych plaż, są także świetnym miejscem na aktywny wypoczynek w różnorodnej formie. Sprzyjają mu utrzymująca się cały rok wiosenna pogoda i znakomite tereny do uprawiania rozmaitych sportów, w tym wiele parków – 4 narodowe, 11 naturalnych i 7 krajobrazowych, które swoimi obszarami obejmują łącznie ok. 40 proc. powierzchni archipelagu. W pobliżu niemal każdego hotelu bez trudu da się wypożyczyć rower czy deskę surfingową. Na turystów czeka również rozbudowana sieć tras pieszych i rowerowych, mnóstwo ośrodków zatrudniających wykwalifikowanych instruktorów sportowych oraz otwarte imprezy z zakresu różnych dyscyplin.

Więcej…

Madagaskar – ósmy kontynent

34651030336 fa80c82240 k

Ścisły rezerwat przyrody Tsingy de Bemaraha

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

EWA JERMAKOWICZ

www.ruszwpodroz.pl

 

Parki narodowe z niespotykanymi formacjami skalnymi, skaczące lemury, olbrzymie baobaby, zielone pola ryżowe, lasy równikowe, sawanny i pustynie – to wszystko znajdziemy na Madagaskarze, czwartej pod względem wielkości wyspie świata. Nieoficjalny status ósmego kontynentu zyskała ona dzięki ogromnej bioróżnorodności i występującym na niej niezwykłym gatunkom roślin i zwierząt. To nieodkryty jeszcze przez tłumy turystów raj dla miłośników natury, słońca i kuchni łączącej w sobie elementy pochodzące z Azji Południowo-Wschodniej, Afryki, Indii, Chin i Europy.

 

Położona na Oceanie Indyjskim u południowo-wschodnich wybrzeży Afryki wyspa zajmuje obszar nieco większy niż Francja metropolitarna (ma ok. 587 tys. km² powierzchni), a ze względu na fakt, że przez miliony lat pozostawała w izolacji, jest unikatowa w skali świata. Aż ok. 90 proc. roślin i zwierząt tu występujących nie znajdziemy nigdzie indziej na naszym globie. Do tej niesamowitej różnorodności przyrodniczej trzeba dodać piękne i zróżnicowane krajobrazy – po pokonaniu niecałych 300 km można przenieść się z terenów pustynnych do wilgotnych lasów deszczowych.

 

Madagaskar to świetne miejsce na urlop marzeń, choć podróżowanie po nim wymaga wytrwałości i cierpliwości i jest przygodą samą w sobie. Przed wyjazdem do tego kraju należy się więc nieco lepiej przygotować niż w przypadku innych, bardziej popularnych rejonów świata. Warto jednak podjąć ten trud, bo z pewnością nie ma drugiego takiego zakątka na ziemi.

 

HISTORIA I WĄTEK POLSKI

 

Według jednej z teorii pierwsi ludzie przybyli na Madagaskar przypuszczalnie między IV w. p.n.e. a I w. n.e. z Archipelagu Malajskiego. Wcześni osadnicy głównie wycinali i wypalali lasy, aby uzyskać tereny pod uprawę roślin i hodowlę zwierząt. Takie działania i polowania przyczyniły się do wyginięcia niektórych gatunków zamieszkujących wówczas wyspę: olbrzymich lemurów (Archaeoindris) i foss (Cryptoprocta spelea) czy hipopotamów malgaskich.

 

W VII stuleciu na Madagaskar przybyli Arabowie omańscy, którzy utworzyli tu kolonie handlowe. Niedługo później z Afryki Wschodniej dotarli przedstawiciele grupy Bantu. Przywieźli oni ze sobą zebu – gatunek udomowionego bydła, którego mięso do dzisiaj jest podstawą diety miejscowych. Same zwierzęta wykorzystuje się także jako pociągowe w rejonach wiejskich. Z czasem na wyspę zaczęli przybywać kolejni Arabowie, Persowie oraz Hindusi i Chińczycy. Każda z tych grup miała istotny wkład w życie kulturalne Madagaskaru. Wpływy wielu kultur i wierzeń można tutaj dostrzec do dziś. Również w wyglądzie mieszkańców kraju da się zauważyć cechy charakterystyczne dla ludzi z innych zakątków świata.

 

Portugalczycy byli prawdopodobnie pierwszymi Europejczykami, którzy trafili na wyspę (kapitan Diogo Dias przybił do jej brzegów w sierpniu 1500 r.). Początkowo traktowali ją jako przystanek w drodze do Indii, ale wraz ze wzrostem wpływów francuskich wyspiarze stali się źródłem taniej siły roboczej i – niestety – niewolnikami, których w XVII i XVIII w. wywozili stąd także piraci.

 

W czasie kiedy Francja starała się wzmocnić swoją pozycję na Madagaskarze, na jego południowo-wschodnie wybrzeże przybył Maurycy August Beniowski (1746–1786). Uciekł z rosyjskiej niewoli, do której został wzięty za udział w konfederacji barskiej (1768–1772). Z Kamczatki wydostał się okrętem Św. Piotr i Paweł i dotarł nim do Makau. Po sprzedaniu statku na pokładzie francuskiej jednostki dopłynął do Fort-Dauphin(dziś Tôlanaro) położonego na południu Madagaskaru. Na wyspę wrócił z polecenia króla Ludwika XV (1710–1774) kilka lat później, w 1774 r. Stosując nierzadko drakońskie metody, podporządkował sobie miejscową ludność. W październiku 1776 r. Beniowski został obwołany przez nią królem Madagaskaru. Przez 10 lat zabiegał we Francji i Stanach Zjednoczonych o stworzenie własnego królestwa. Plan ten jednak się nie powiódł. Beniowski zginął w maju 1786 r. podczas ataku oddziału francuskiej ekspedycji wojskowej.

 

W historii Madagaskaru epizod polski pojawił się po raz drugi na krótko przed II wojną światową. Kraj ten był wówczas brany pod uwagę przez Francję jako możliwy cel przesiedlenia europejskich Żydów. Polska zaczęła zabiegać o przejęcie kolonii. W niektórych źródłach znaleźć można informację, że pomysł przekazania wyspy Polakom wyszedł ze strony francuskiej. Ostatecznie, ze względu na wybuch II wojny światowej, negocjacje zostały wstrzymane.

 

Od przełomu XIX i XX stulecia na Madagaskarze rozwijały się ruchy wyzwoleńcze, nasilone po 1945 r. i w końcu w 1960 r. kolonia uzyskała niepodległość od Francji. Od tego czasu w kraju doszło do czterech zamachów stanu spowodowanych kryzysem gospodarczym i konfliktami etnicznymi. Ostatni z nich wydarzył się w 2009 r. W jego następstwie na Madagaskarze zmalał poziom bezpieczeństwa. W ostatnich latach sytuacja uległa jednak zdecydowanej poprawie.

 

TABU I KULT ZMARŁYCH

 

W wyniku tych wszystkich zawirowań historycznych wyspa stała się prawdziwym tyglem kulturowym. W kraju oficjalnie uznanych jest 18 grup etnicznych, choć według antropologów istnieje ich 19. Każda ma własne tradycje i wierzenia. Językami urzędowymi są malgaski i francuski.

 

W życiu Malgaszy dużą rolę odgrywa kult zmarłych. Wielu z nich całe życie odkłada na godny, zgodny ze zwyczajem pochówek. Żyją w małych domach, często w kilka pokoleń, ale stawiają ogromne, bogate grobowce. Nagrobki poszczególnych grup etnicznych różnią się wielkością, kształtem i wykonaniem. Przykładowo Mahafaly wznoszą betonowe konstrukcje z oknami, zdobieniami i rzeźbami zwanymi aloalo przedstawiającymi głównie ludzi, ptaki, zebu i inne zwierzęta, używają też zwierzęcych czaszek i szkieletów. Sakalawa ozdabiają groby figurkami nawiązującymi do sfery seksu. Z kolei na południu wyspy można podziwiać nagrobki w kształcie statków czy samolotów, prezentujące niezrealizowane marzenia zmarłego.

 

Kolejnym istotnym elementem malgaskiej kultury są fady, czyli tabu. Każda z grup etnicznych ma swoje zakazy kulturowe, często wzajemnie się wykluczające. Malgasze nierzadko próbują jednak obejść te zasady. Jeśli w jednej społeczności nie wolno zabijać konkretnego gatunku lemura, a w innej spożywać jego mięsa, przedstawiciele tej drugiej mogą upolowane przez siebie zwierzęta sprzedać ludziom, u których obowiązuje tabu na uśmiercanie tych stworzeń. Gdy fady przeszkadzają w pracy zarobkowej, np. zabraniają podróżowania w konkretny dzień tygodnia albo wchodzenia do lasu turystom, można odprawić rytuał i dogadać się z duchami przodków, aby na pewien okres zawiesić zakaz.

 

Czasami tabu ma swoje korzenie w historii lub legendach. Żyjący w okolicach miasta Antsiranana (Diego-Suarez) lud Antankarana (Antakarana) musiał chronić się w przeszłości w jaskiniach przed grupą Merina. Szczątki jego przodków znajdują się ponoć do dzisiaj w korytarzach tych grot. Merina nie mogą więc wchodzić do jaskiń Parku Narodowego Ankarana. Antambahoaka wierzą, że bliźnięta (kanamba) przynoszą nieszczęście rodzinie. Według legendy kiedy w jednej z wiosek wybuchł pożar, matka bliźniąt próbowała uratować życie obojga swoich dzieci, zamiast jedno z nich poświęcić, przez co zginęła w płomieniach. Do niedawna zdarzało się, że w przypadku bliźniaczej ciąży jedno z niemowląt zabijało się od razu po urodzeniu lub porzucało w lesie. Obecnie jednak w zdecydowanej większości oddaje się je do sierocińców. Rodziny chcące zachować przy sobie również drugie z bliźniąt muszą opuścić wioskę.

 

Wielkie zróżnicowanie kulturowe Madagaskaru sprawia, że turyście trudno jest się dobrze przygotować do wyjazdu. Jak w przypadku każdej podróży warto jednak poświęcić trochę czasu i zaznajomić się z najważniejszymi zwyczajami, aby uniknąć postawienia kogoś w niezręcznej sytuacji i móc łatwiej nawiązywać przyjazne relacje z miejscowymi.

 

Masonjoany

Tabàky – malgaski naturalny kosmetyk

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

ARKA NOEGO

 

Gospodarka rolna na wyspie nie zmieniła się zbyt wiele od czasów pierwszych osadników. Ze względu na nieefektywne metody upraw i wyjałowienie ziemi wypala się coraz więcej lasów, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność. To z kolei przyczynia się do zmian klimatu, które nie sprzyjają rozwojowi rolnictwa. Najbardziej cierpi na tym wszystkim przyroda i – niestety – co chwilę możemy usłyszeć, że kolejne endemiczne gatunki roślin i zwierząt stają się zagrożone wyginięciem.

 

Madagaskar dzięki swojemu odizolowaniu od innych kontynentów i panującym na jego obszarze warunkom klimatycznym jest prawdziwą arką Noego. Na wyspie, w przeciwieństwie do wielu innych miejsc na świecie, turystyka nie stanowi głównego zagrożenia dla przyrody, zapewne dlatego, że nadal zbytnio się nie rozwinęła. Warto tu więc przyjechać, żeby podziwiać piękno dziewiczej natury, zanim będzie za późno.

 

Lemury, z których Madagaskar słynie, przetrwały na nim dzięki brakowi konkurencji ze strony lepiej przystosowanych małp i relatywnie małej liczbie naturalnych wrogów. Do tych ostatnich zaliczają się niektóre ptaki drapieżne i fossa, największy na wyspie ssak mięsożerny, sam również zagrożony wyginięciem. Wokół lemurów powstało wiele fady. Do dzisiaj niektóre grupy etniczne wierzą, że czarny aj-aj (palczak madagaskarski) przynosi nieszczęście, a wygrzewający się w promieniach słonecznych wari, rozkładający szeroko ramiona, modli się do boga-słońca.

 

Na usłyszenie tych wyjątkowych zwierząt ma się największe szanse, jeśli odwiedzi się któryś z parków narodowych wcześnie rano lub przed zmierzchem. Lemury porozumiewają się ze sobą za pomocą dźwięków, a głos niektórych z nich rozchodzi się nawet w promieniu 3 km, co pomaga w tropieniu. Te odgłosy przypominają czasem pieśni wielorybów, śmiejące się dzieci, a nawet policyjną syrenę. Do lemurokształtnych należy kilkadziesiąt gatunków małpiatek. Osobniki osiągające najmniejsze rozmiary (mikruski malutkie) ważą tylko ok. 30 g i prowadzą nocny tryb życia. Większe lemury są aktywne za dnia, ale zwykle kryją się w koronach drzew w godzinach południowych ze względu na upał.

 

Kolejne zwierzęta, z których znany jest Madagaskar, a które najlepiej wypatrywać po zmierzchu, to kameleony. Czasem przy parkach narodowych zamykanych po zapadnięciu zmroku przewodnicy organizują spacery wzdłuż granic. Wypatrzenie tych kolorowych gadów bywa jednak niełatwe, bo doskonale się maskują. Wbrew powszechnemu poglądowi nie dostosowują koloru skóry do otoczenia, a zmieniają go m.in. w reakcji na zagrożenie i gdy chcą wysłać innym konkretny komunikat. Najłatwiej się o tym przekonać, gdy w nocy oświetli się kameleona latarką.

 

Choć wiele tutejszych endemicznych zwierząt można również obserwować w niewoli – w zoo i prywatnych parkach na terenie całego kraju – to tropienie tych, które żyją na wolności, sprawia zdecydowanie więcej radości i na takie poznawanie przyrody na Madagaskarze warto się zdecydować. Mimo iż natura bywa nieprzewidywalna, to tak naprawdę przy odrobinie cierpliwości i szczęścia niemal zawsze udaje się trafić na tropione stworzenia. Wybierając ten sposób zwiedzania wyspy, pokazujemy także jej mieszkańcom, że doceniamy niezwykłe piękno ich ojczyzny. Może dzięki zyskom, jakie przynosi zainteresowanie turystów, miejscowi zdecydowanie chętniej będą dbać o dziką przyrodę, zamiast niszczyć ją na potrzeby rolnictwa.

 

Lemur

Wari czarno-biały żywi się na ogół owocami

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

NAJPIĘKNIEJSZE PARKI

 

Atrakcji na Madagaskarze jest tak wiele, że nie sposób zobaczyć wszystkiego podczas jednego wyjazdu. Ze względu na ogromną różnorodność parków narodowych, mnóstwo dróg niemal stworzonych dla miłośników off-roadu, aż 4828 km linii brzegowej i setki okolicznych wysepek trudno ograniczyć się wyłącznie do jednego regionu.

 

Amatorzy błogiego wypoczynku na plaży i nurkowania najpiękniejsze miejsca znajdą dla siebie w okolicy zachodniego wybrzeża. Na północnym zachodzie leży wyspa Nosy Be – największa (oprócz głównej) z należących do kraju i jednocześnie najlepiej przystosowana do potrzeb turystów. Na gości czekają resorty o wysokim standardzie. Można na niej skorzystać z ofert jednodniowych wycieczek po malowniczej okolicy, uprawiać snorkeling i nurkować w pobliskich wodach, wspinać się na wzniesienia, odwiedzić plantacje przypraw, rośliny ylang-ylang, z której kwiatów powstaje aromatyczny olejek ilangowy (używany do produkcji perfum), czy trzciny cukrowej. Atrakcji wystarczy nawet na dwa tygodnie, które da się spędzić, nie docierając na sam Madagaskar.

 

Poza tym u południowo-zachodnich wybrzeży wyspy znajduje się jedna z największych raf koralowych świata. Ciągnie się przez ponad 450 km, a prawdopodobnie najciekawszy jej fragment leży pomiędzy punktami na wysokości miejscowości Andavadoaka i Itampolo. To tutaj działają pracownicy organizacji pozarządowych utrzymujący rafę w doskonałym stanie. Zapaleni nurkowie powinni szczególnie zainteresować się podwodną „katedrą” w okolicach wiosek Ifaty i Mangily koło miasta Toliara (Tuléar). Trzeba jednak pamiętać, że na Madagaskarze infrastruktura do obsługi nurkujących nie charakteryzuje się tak wysokim poziomem jak w innych rejonach świata, a najbliższa komora dekompresyjna znajduje się na francuskiej wyspie Reunion, oddalonej o niecałe 2 godz. lotu ze stołecznej Antananarywy.

 

Mniej uczęszczane, odrobinę słabiej rozwinięte, ale równie piękne jest wschodnie wybrzeże. Do najbardziej wyjątkowych miejsc należy tu położony na północnym wschodzie Park Narodowy Masoala (Parc National Masoala). Rozciąga się on na półwyspie Masoala i pobliskiej wysepce Nosy Mangabe, które stanowią odrębny świat ze wszystkim, co najlepsze na Madagaskarze. Można poczuć się tutaj niemal jak na innej, całkowicie dziewiczej planecie. Do znajdującego się na półwyspie luksusowego ośrodka (Masoala Forest Lodge) jego gości przewozi się łodzią lub helikopterem z najbliżej położonej drogi, która kończy się kilkadziesiąt kilometrów od resortu. Na miejscu mają oni zapewnione wszystko, co potrzebne jest do spędzenia udanych wakacji, a oferta obejmuje również wycieczki po okolicy.

 

W głębi lądu nie wolno pominąć najpiękniejszych parków narodowych. Po odwiedzeniu każdego z nich będziemy chcieli wrócić na Madagaskar i zobaczyć jeszcze więcej. Jedynie kilka godzin jazdy na wschód od stolicy (ok. 150 km), Antananarywy, znajduje się miejscowość Andasibe sąsiadująca z popularnym Parkiem Narodowym Andasibe-Mantadia (składającym się z dwóch, oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów obszarów chronionych: Réserve Spéciale Analamazaotra i Parc National Mantadia). Dojazd do Andasibe jest znacznie łatwiejszy i nie wymaga samochodu z napędem na cztery koła, a niewielki rozmiar Rezerwatu Specjalnego Analamazaotra sprawia, że większość turystów kieruje się właśnie tutaj. W Mantadii z kolei trzeba poświęcić więcej czasu na tropienie dzikich zwierząt, ale można je podziwiać niemal w odosobnieniu, ponieważ dociera tu niewiele osób. Oba te miejsca znane są z dużej populacji największych indrisowatych zamieszkujących Madagaskar – indrisów krótkoogonowych. Najlepiej wypatrywać te lemury w godzinach wczesnoporannych, gdy las deszczowy nadal spowija mgła, a płaczliwe głosy tych stworzeń słychać z odległości wielu kilometrów. Poza indrisami krótkoogonowymi w tym regionie spotkać można m.in. palczaki madagaskarskie (aj-aj), awahi wełniste, wari czarno-białe, lemurie płowe i sifaki diademowe o wyjątkowo ciekawym umaszczeniu.

 

Najprawdopodobniej najpopularniejszym parkiem na Madagaskarze jest Ranomafana (Parc National Ranomafana), w którym wytyczono mnóstwo szlaków o zróżnicowanej trudności. Występuje w nim aż 13 gatunków lemurokształtnych, na czele z makim złotym. Szczególnie popularne są w tej okolicy nocne spacery na obrzeżach parku. To właśnie tutaj zobaczyć można jedne z najmniejszych lemurów nocnych i wiele gatunków kameleonów ukrytych na gałęziach i wśród liści drzew. Dobry miejscowy przewodnik w tym przypadku będzie nieocenioną pomocą.

 

W południowej części wyspy są co najmniej dwa parki, które koniecznie trzeba odwiedzić: Andringitra i Isalo. Dotarcie do pierwszego z nich wymaga cierpliwości, dobrego samochodu i odpowiedniej pogody. Nie zaleca się tu jazdy w porze deszczowej ze względu na warunki na trasie – drogi zostają wówczas rozmoczone przez wodę, a mosty przerzucone przez strumyki i rzeki bywają zalane. Park Narodowy Andringitra (Parc National Andringitra) jest chyba najlepszym miejscem na kilkudniowy trekking na Madagaskarze. Można w nim zdobyć drugi co do wysokości szczyt w kraju – Boby (Imarivolanitra, 2658 m n.p.m.), z którego roztaczają się przepiękne widoki na okolicę. Pokonanie najpopularniejszego szlaku zajmuje dwa dni i najlepiej wybrać się na niego pod opieką miejscowego przewodnika. Taka osoba zajmuje się również wyposażeniem turystów w namioty i zaopatrzeniem ich w prowiant. Dba też o to, aby uczestnicy trekkingu poznali najciekawsze atrakcje w tym rejonie.

 

Na zachód stąd leży Park Narodowy Isalo (Parc National Isalo), w którym także warto spędzić minimum jeden pełny dzień. Najdłuższa i najciekawsza trasa prowadzi do jego najpiękniejszych zakątków przez formacje z piaskowca, głębokie kaniony, oazy palmowe, sawannę i las deszczowy. W ciągu kilku godzin można tu poczuć się jak w podróży przez cały Madagaskar, a zachód słońca oglądany z jednego z okolicznych hoteli z widokiem na park zapiera dech w piersiach.

 

Podczas pobytu na tropikalnej Nosy Be najlepiej skupić się na poznawaniu północnej części kraju. W tym regionie pogoda w porze deszczowej bywa mniej przewidywalna niż na południu Madagaskaru i zdarza się, że z położonej w centrum lądu stolicy nie udaje się dotrzeć tutaj drogą lądową.

 

Najbardziej oddalonym od cywilizacji parkiem, dla odwiedzenia którego warto poświęcić każdą godzinę spędzoną na wyboistych drogach, jest Park Narodowy Marojejy (Parc National de Marojejy). Poza porą suchą można się do niego dostać jedynie samolotem (Air Madagascar lata z Antananarywy do Sambavy, skąd należy wziąć taksówkę lub wyruszyć wynajętym samochodem). Występujący tu rozległy las deszczowy to prawdziwa plątanina gałęzi, korzeni i gęstego listowia, poprzecinana wodospadami pojawiającymi się w najmniej spodziewanych miejscach. Przez park prowadzi tylko jedna trasa trekkingowa, przechodząca przez trzy bazy wiodące na szczyt masywu Marojejy (2132 m n.p.m.). Rejon ten zamieszkują sifaki jedwabiste (sifaki jedwabne) i 10 innych gatunków lemurów, 149 gatunków płazów i gadów (w tym gekony i kameleony) czy 118 gatunków ptaków.

 

Znacznie bardziej dostępne są parki narodowe Ankarana i Montagne d’Ambre, leżące na północny wschód od Nosy Be. Pierwszy z nich (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) słynie przede wszystkim ze spektakularnych formacji skalnych zwanych tsingy. Sąsiadują one z gęstym wiecznie zielonym lasem tropikalnym. Park znany jest również z największej w Afryce sieci jaskiń (o łącznej długości ok. 100 km), które można zwiedzać z przewodnikiem. Na osoby lubiące atrakcje podwyższające im poziom adrenaliny czeka most zawieszony ponad koronami drzew.

 

Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre) przyciąga turystów ogromną bioróżnorodnością, wieloma spektakularnymi wodospadami i jeziorami w kraterach. Ze względu na położenie na masywie wulkanicznym jest tu znacznie chłodniej niż w innych miejscach w regionie, dzięki czemu wycieczka do tego zakątka Madagaskaru może stanowić odpoczynek od wszechobecnych upałów. Warto jednak pamiętać, że w tym rejonie pada niemal codziennie, także w porze suchej, trzeba więc odpowiednio przygotować się na takie warunki przed wizytą.

 

Reine de lIsalo - Queen of Isalo

Formacja skalna Królowa Isalo przypomina profil siedzącej kobiety w koronie

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Na koniec zostawiłam jeszcze kilka praktycznych uwag. Osoby chcące podróżować po wyspie, powinny zdecydować się na wynajęcie samochodu z doświadczonym kierowcą, który jest zazwyczaj doskonałym przewodnikiem. Większość tutejszych wypożyczalni ze względu na bardzo zły stan dróg nie zgadza się na wynajem auta bez kierowcy. Przy planowaniu trasy należy zostawić sobie wystarczającą ilość czasu na przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi atrakcjami i pamiętać o tym, żeby nie jeździć po zmroku. Polecam również z rezerwą podchodzić do narodowego przewoźnika Air Madagascar. Został on co prawda usunięty z listy linii lotniczych objętych zakazem operowania na terytorium Unii Europejskiej, ale przy wykupywaniu oferowanego przez niego lotu trzeba liczyć się z możliwością nawet kilkudniowych opóźnień, odwołania kursu i braku rekompensaty za noclegi czy utracone rezerwacje.

 

Niebezpiecznie bywa głównie w stołecznej Antananarywie i większych miastach. Jednak jeśli zachowamy podstawowe zasady bezpieczeństwa (nie będziemy wybierać się samotnie w nieznane rejony po zapadnięciu zmierzchu i zostawiać bagażu bez nadzoru itp.), nic złego nie powinno nam się przydarzyć. Madagaskar jest naprawdę wymarzonym miejscem na podróż i chce się do niego wracać wielokrotnie.