DSC_0561.jpg

Stare Miasto w Hội An na północnym brzegu rzeki Thu Bồn

©POLKA TRAVEL/MAJKA SZURA

 


MAGDALENA BARTCZAK

 

Wietnamczycy tworzą jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych mieszkających w Polsce. Jeśli wierzyć aktualnym statystykom, ich populacja w naszym kraju sięga dziś ponad 50 tys. osób. Mimo tego wydaje się, że większość Polaków nadal niewiele wie o tym narodzie oraz jego fascynującej ojczyźnie, pełnej kontrastów i emanującej zauważalną na każdym kroku energią. 

Sapa-Trekking-Sercrets-of-Hight-Tonkin-18-days-9.jpg

Wyprawa trekkingowa w rejonie pasma górskiego Hoàng Liên Sơn 

©GREEN TRAIL TOURS LTD/VIETNAMTREKKINGTOURS.ASIA


Pierwsza fala emigracji Wietnamczyków do Polski przypadła na lata 50. XX w. i wiązała się z wymianą studentów, prowadzoną w ramach podtrzymywania socjalistycznej przyjaźni między dwoma oddalonymi od siebie o prawie 10 tys. km państwami. Jeszcze liczniejsze ich grupy zaczęły do nas docierać w latach 90., tym razem głównie z powodów ekonomicznych i politycznych. Szukający azylu bądź przyjeżdżający za chlebem emigranci długo stanowili zamkniętą społeczność, co jednak od pewnego czasu się zmienia. Coraz swoich nowych sąsiadów. Świadczy o tym choćby powiększająca się liczba festiwali poświęconych ich kulturze oraz ogromna popularność wietnamskiej kuchni, która bywa już identyfikowana nie tylko z prostym fast foodem, lecz także z tradycyjnymi i wykwintniejszymi restauracjami.

Mimo to Wietnam wciąż pozostaje dla nas państwem pod wieloma względami nieznanym. Jak powiada wietnamskie przysłowie: raz zobaczyć znaczy więcej niż sto razy usłyszeć. Zgodnie z nim, jeśli chcemy dowiedzieć się o tym kraju czegoś więcej, powinniśmy skorzystać z jednej z licznych promocji biletów lotniczych i ujrzeć go na własne oczy. Ojczyzna Wietnamczyków spójnie wiąże tradycję z nowoczesnością i stanowi fascynującą mieszankę kolorów, zapachów i dźwięków. Niczym popularna w azjatyckiej kuchni przyprawa pięciu smaków, łączy w sobie najrozmaitsze, często kontrastujące ze sobą barwy i aromaty. Tym bardziej więc warto wyruszyć w daleką podróż i przekonać się o tej różnorodności na własnym… podniebieniu.

Smak gorzki – dawniejsza historia

Wietnam leży w Azji Południowo-Wschodniej, na Półwyspie Indochińskim. Od północy graniczy z Chinami, a od zachodu z Laosem i Kambodżą. Jego wydłużone terytorium rozciąga się na kilka stref klimatycznych: północny rejon charakteryzuje się klimatem wilgotnym podzwrotnikowym, środkowa część – zwrotnikowym z porą deszczową i suchą, zaś tropikalny południowy kraniec – zwrotnikowym w odmianie monsunowej. Podobnym bogactwem szczyci się tutejsza przyroda. W tym kraju świetnie odnajdą się zarówno wielbiciele trekkingu, jak i miłośnicy wędrówek po dżungli czy wypoczynku na długich, śnieżnobiałych plażach.

Kraina czerwonego smoka – jak często określa się Wietnam – słynie też z fascynującej, lecz trudnej historii. Kluczowe jej rozdziały stanowiły ponadtysiącletnia chińska okupacja (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) i szczególnie znacząca dla późniejszych losów państwa francuska kolonizacja. Jak pisał pionier studiów postkolonialnych Edward Said (1935–2003): francuskie imperium, choć nie mniej zainteresowane było zyskiem, plantacjami i niewolnikami niż brytyjskie, motywowane było ideą prestiżu. Ślady tego modelu rządów są w tym kraju stale widoczne m.in. we wspaniałej kolonialnej architekturze, dobrych drogach czy gęstej sieci kolei. W 1858 r. pod pretekstem ochrony przebywających na tym obszarze katolickich misjonarzy wojska Francuzów zajęły Tourane (dziś Đà Nẵng),a później południowe prowincje Wietnamu. Od tego momentu trafił on pod panowanie francuskie na niemal 100 lat, aż do 1940 r., gdy wkroczyła tu armia japońska.

W 1945 r. do istnienia powołano Demokratyczną Republikę Wietnamu, na której czele stanął działacz komunistyczny Ho Chi Minh (1890–1969). Wkrótce potem o terytorium dawnej kolonii upomniała się Francja, czym doprowadziła do I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej efekcie wyzwolony kraj podzielono na komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu (Wietnam Północny) i Republikę Wietnamu (Wietnam Południowy). Mieszkańcy nie mogli jednak zbyt długo cieszyć się wolnością. Niedługo później znaleźli się w ogniu wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej 1955–1975), która okazała się jednym z najdłuższych i najbardziej krwawych konfliktów w historii regionu. W zachodnim świecie od lat wiele mówi się o tym, jak dramatycznie doświadczyła ona Amerykanów, ale rzadziej wspomina się o traumie, jaką przyniosła Wietnamczykom. To ci drudzy ponieśli znacznie więcej ofiar w żołnierzach (ponad milion, podczas gdy po amerykańskiej stronie liczba nie przekraczała 60 tys.) oraz cywilach, których zginęło niemal 70 tys. Skutki stosowanej przez siły amerykańskie broni chemicznej są odczuwalne do dziś, np. wywołane przez nią choroby genetyczne dziedziczą kolejne pokolenia.

Zjednoczone w 1976 r. państwo przyjęło nazwę Socjalistyczna Republika Wietnamu i zaczęło stopniowo stawać na nogi m.in. za sprawą kultywowanego przez jego mieszkańców etosu pracy, ich pragmatyzmu oraz przedsiębiorczości. Dziś to jeden z najprężniej rozwijających się krajów Azji Południowo-Wschodniej, w czym zresztą również widać swoistą różnorodność. Współczesny Wietnam, podobnie jak Chiny, stanowi ciekawą syntezę komunizmu i drapieżnego kapitalizmu. Ta dynamika rozwoju ekonomicznego daje o sobie znać głównie w dużych miastach, zdominowanych przez wszechobecny tłum, który jest pierwszym elementem wietnamskiego pejzażu rzucającym się przyjezdnym w oczy. Zagęszczenie ludzi na jednostkę powierzchni odczuwa się niemal na każdym kroku: w sklepach, na ulicach, targach czy autobusowych przystankach. Warto przy tym dodać, że o wiele popularniejszym środkiem transportu niż autobusy są tu skutery – nimi znacznie szybciej można przejechać przez zakorkowane wąskie uliczki lub rozległe aleje. Zresztą same w sobie sprawiają one wrażenie przepełnionych, ponieważ często jeżdżą nimi całe rodziny bądź 4-, a nawet 5-osobowe grupy przyjaciół.

Ten powszechny tłok nie powinien jednak dziwić. W Wietnamie na terytorium nieznacznie większym od Polski (ponad 330 tys. km²) mieszka 2,5 razy więcej ludzi niż u nas (niemal 95 mln). Gdziekolwiek spojrzeć – nic tylko ludzie, ludzie i ludzie. Ludzie piłujący, machający młotkiem, spawający, szyjący, gotujący, jak gdyby wszyscy zaciekle walczyli o przetrwanie – tak w połowie lat 90. XX w. pisał o wietnamskiej przestrzeni włoski mistrz reportażu Tiziano Terzani (1938–2004). Wydaje się, że od czasów jego azjatyckich wojaży niewiele się pod tym względem zmieniło, a jeśli nawet, to zrobiło się jeszcze tłoczniej.

4.jpg

Statek Paradise Privilege podczas rejsu po zatoce Ha Long

©PARADISECRUISES.VN



Smak kwaśny – współczesna sytuacja polityczna

Są takie miejsca, które stanowią odstępstwo od tej niepisanej reguły wszechobecnego tłumu. Należy do nich bez wątpienia położona w północnej części kraju zatoka Ha Long (rozległa na ponad 1,5 tys. km2) – jeden z jego największych skarbów przyrodniczych, wpisany w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najlepiej jest ją zwiedzić podczas przynajmniej jednodniowego rejsu. W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. wapiennych wysepek, wystających z wody skalnych rzeźb oraz tajemniczych grot, które można podziwiać godzinami. Całą okolicę porastają gęste lasy deszczowe pełne dzikich zwierząt. Region ten nosi też miano „Zatoki Lądującego Smoka”. Według legendy niesamowity archipelag został stworzony właśnie za sprawą tego baśniowego zwierzęcia, które zanurzyło się w wodzie po tym, jak zwyciężyło wrogów wietnamskiego narodu. Choć nietrudno zakochać się w spokojnej, kontemplacyjnej naturze krainy Ha Long, to równie łatwo zauważyć, że to jeden z najchętniej odwiedzanych przez turystów zakątków w Wietnamie – ich liczba rocznie sięga 3 mln.

Wielki tłok jest znacznie bardziej zauważalny w politycznym sercu kraju, czyli ponad 7-milionowym Hanoi. Chaotyczne, deszczowe i zanurzone w smogu miasto ma przy tym swój nieodparty urok: wydaje się kwintesencją tego, czego podróżnicy szukają w każdej azjatyckiej metropolii. Na jego ścieżkę dźwiękową składają się donośne klaksony, nawoływania sklepikarzy czy gwarne rozmowy studentów, bo właśnie ten ośrodek stanowi naukową stolicę Wietnamu, a liczbą uczelni przewyższa większe od niego niemal dwukrotnie Ho Chi Minh (dawniej Sajgon). Tu znajduje się najstarszy wietnamski uniwersytet, będący zarazem najsłynniejszą miejscową świątynią konfucjańską. Kompleks zwany Świątynią Literatury (Văn Miếu) ufundował w 1070 r. król Lý Nhân Tông. Utrzymane w klasycznym chińskim stylu budynki są otoczone ogrodem i odgrodzone od reszty zabudowań miejskich grubym murem, dzięki czemu można wśród nich na chwilę zapomnieć o tym, jaki hałas panuje w Hanoi. Bardziej typowe i niewątpliwie głośniejsze oblicze miasta prezentuje jego najstarsza część, czyli Stare Hanoi, utkane z kolonialnej, przyprószonej przez czas architektury oraz plątaniny wąskich uliczek, których nazwy pochodzą od rzemiosł uprawianych przez mieszkających przy nich mistrzów.

Kolejnym kluczowym elementem krajobrazu stolicy jest… woda. Oprócz płynącej przez nią Rzeki Czerwonej, na jej terenie znajdziemy ponad 100 jezior. Za najbardziej reprezentacyjne uchodzi liczące 700 m długości Hoàn Kiếm, czyli Jezioro Zwróconego Miecza. U źródła tej poetyckiej nazwy leży – oczywiście – legenda. Na początku XV w., podczas okupacji chińskiej, ubogi rybak Lê Lợi otrzymał od żyjącego w tym akwenie Złotego Żółwia magiczny miecz, który uczynił go niepokonanym. Wykorzystał go w walce z armią dynastii Ming i został królem, a po zwycięstwie udał się nad brzeg, aby podziękować za swój sukces bogom. Wówczas z głębin ponownie wynurzył się Złoty Żółw i zażądał od mężczyzny zwrotu broni. Miecz sam wysunął się z pochwy i zamienił w smoka, który wzleciał nad taflę i chwilę potem zniknął na zawsze w falach. Król uznał tajemnicze stworzenie za opiekuńczego ducha jeziora i na pamiątkę kazał wybudować na leżącej na nim wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem miasta. Budowla szczególne wrażenie robi wieczorem, gdy rozpromieniają ją blaski kolorowych świateł, dodające temu miejscu jeszcze większego uroku.

Drugą wizytówką Hanoi pozostaje Mauzoleum Ho Chi Minha – monumentalny gmach, gdzie spoczywa wielki przywódca i bohater Wietnamu. Jego zabalsamowane ciało umieszczono w centralnej sali budynku, przy którym wartę pełni straż honorowa. Zarówno tam, jak i na całym terenie otaczającym gigantyczny grobowiec, łatwo uświadomić sobie, że przebywa się w państwie rządzonym twardą ręką – żołnierze surowo egzekwują zasady zwiedzania i każde odstępstwo od nich może się spotkać z groźnym spojrzeniem, uwagą bądź stanowczą interwencją. Podczas wizyty w tym prężnie rozwijającym się kraju, pełnym pracowitych, serdecznych i uśmiechniętych ludzi, nietrudno zapomnieć o ponurych stronach tutejszej rzeczywistości, choćby ostrej cenzurze, represjach stosowanych wobec przeciwników politycznych czy prześladowaniach religijnych, które dotykają m.in. buddyjskich mnichów.

Ofiarami polityki komunistycznego rządu są też przedstawiciele mniejszości narodowych. Spotkamy ich np. na terenach leżących na północ od Hanoi, tuż przy granicy z Chinami. Wielu z nich mieszka wśród gór Hoàng Liên Sơn, których najwyższym szczytem (a zarazem najwyższą górą Wietnamu i całych Indochin) jest liczący 3143 m n.p.m. Phan Xi Păng (Fansipan), wiecznie osnuty mgłą i pokryty soczystą zielenią. W jego pobliżu znajduje się chętnie odwiedzana przez turystów miejscowość Sa Pa, słynąca ze wspaniałych widoków na tarasowe pola ryżowe. W samych jej granicach mieszkają Hmongowie, Daowie (Yaowie) oraz Tayowie, których można od siebie rozróżnić po niezwykłych, kolorowych strojach. Jako osoby należące do mniejszości etnicznych, najczęściej nie posiadają oni jednak prawa do swoich ziem, nauki języka ojczystego w szkołach i kultywowania własnych tradycji. Władze Wietnamu zdecydowanie dążą do ujednolicenia narodu i nie potrafią wykorzystać ani docenić skarbu, jaki stanowi wielokulturowość jego obywateli.

Smak ostry – pejzaż kulinarny

Wspomnianą różnorodność widać również w sztuce kulinarnej tego kraju, uważanej za jedną z najlepszych na świecie i podbijającej serca smakoszy na równi z chińską czy tajską. Najpopularniejszym daniem narodowym jest bez wątpienia zupa pho (Phở), czyli rosół z makaronem ryżowym zwykle z kawałkami wołowiny lub kurczaka. Wietnamczycy ochoczo jadają ją nie tylko na obiad, ale też na śniadanie bądź kolację, czemu ciężko się dziwić, bo od jej aromatycznego smaku (w odpowiednio przyprawionej pho składa się na niego m.in. kolendra, imbir, sos rybny i limonka) naprawdę łatwo się uzależnić. Poza tym popularnością cieszą się nem, znane w Polsce jako sajgonki, złożone z farszu (najczęściej mięsnego, krewetkowego lub warzywnego) zawiniętego w papier ryżowy. Kolejny ważny element lokalnej kuchni, na który natkniemy się dosłownie wszędzie, stanowi mocna ca phe, czyli kawa. Wietnam to zresztą drugi po Brazylii największy jej producent na świecie

Poza daniami rozpowszechnionymi w całym kraju każdy region ma również własne przysmaki. Potrawy z rejonu północnego charakteryzują się prostotą przygotowania, stosowaniem smażenia jako ostatecznej obróbki produktów i wykorzystywaniem dużych ilości sosu sojowego, co wiąże się z wpływami chińskiej sztuki kulinarnej. W menu mieszkańców z południa zauważymy natomiast ślady czasów kolonialnych, a także popularność ryb, warzyw oraz owoców. Posiadający niemal 3,5 tys. km linii brzegowej, obdarzony licznymi zatokami i potężnymi deltami Rzeki Czerwonej oraz Mekongu, Wietnam obfituje też w owoce morza. Najsmaczniejsze z nich znajdziemy właśnie na południowym wybrzeżu. Z kolei za najbardziej finezyjną w smaku uważa się mającą cesarskie korzenie kuchnię środkowego obszaru państwa – znacznie ostrzejszą, a przy tym bardziej kolorową i dbającą o wytworniejszą formę podania od pozostałych. Do jej typowych dań należą m.in. bún bò Huế – pikantna zupa z makaronem ryżowym z wołowiną – czy bánh xèo – chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione krewetkami, wieprzowiną i kiełkami, przykryte kolendrą, miętą oraz bazylią.

Jeśli zapragniemy spróbować tego rodzaju wietnamskich smakołyków w najlepszym wydaniu, powinniśmy wybrać się do jednej z licznych restauracji lub ulicznych knajpek w Huế – dawnej stolicy (1802–1945), która zachwyca Cytadelą (Hoàng Thành), niegdyś siedzibą władców całego Wietnamu. Na jej terenie zwiedzić można pałac cesarski, świątynie, muzea i Zakazane Purpurowe Miasto, nazwane tak ze względu na surowe reguły dotyczące wizyt za jego murami – przekroczenie ich bez specjalnych uprawnień groziło śmiercią.

Drugą niewątpliwą atrakcją środkowej części kraju jest przepiękne portowe Hội An, którego zabytkowa zabudowa została uratowana przed zniszczeniem przez polskiego architekta Kazimierza Kwiatkowskiego (1944–1997). Wśród Wietnamczyków był on znany jako Kazik. W połowie lat 90. XX w. sprzeciwił się planom władz, które chciały wyburzyć starsze budynki i w ich miejsce postawić nowoczesne bloki mieszkalne. Za jego namową historyczne centrum odrestaurowano i przystosowano je do obsługi ruchu turystycznego. W 1999 r., głównie za sprawą zasług Polaka, Hội An wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczni mieszkańcy po śmierci Kazimierza Kwiatkowskiego uczcili go w 2007 r. pomnikiem w środku miasta. Bogactwa tutejszej architektury trudno nie docenić nawet podczas jednodniowego spaceru – przez wieki ośrodek ten pozostawał jednym z najważniejszych portów w Azji Południowo-Wschodniej, ściągającym kupców z całego świata, co wpłynęło na jego niepowtarzalny styl i atmosferę.

Smak słony i słodki – skarby południa

phuquoctourism.jpg

Idylliczne domki na wyspie Phú Quốc w Zatoce Tajlandzkiej

©PHUQUOCTOURISM.ORG



Jeżeli z Hội An przejedziemy wzdłuż wybrzeża nieco bardziej na południe, znajdziemy długie na wiele kilometrów plaże – zarówno w pobliżu samego miasta, jak i w okolicy kolejnych kurortów. Najbardziej urokliwy z nich stanowi miejscowość Mũi Né, która z nieznanej wioski rybackiej w ciągu ostatnich lat zmieniła się w niezmiernie popularne nadmorskie centrum wypoczynkowe. Złociste wybrzeże, kosmiczny pejzaż pobliskich Czerwonych Wydm, pełen kolorowych łodzi port rybacki oraz świetne warunki do nurkowania, surfowania, kite- i windsurfingu – to wszystko sprawia, że klimatyczne miasteczko idealnie nadaje się na złapanie oddechu po zwiedzaniu większych ośrodków. Podróżnicy, którzy chcą spędzić więcej czasu w południowym regionie kraju, koniecznie powinni wybrać się także na największą wietnamską wyspę Phú Quốc (ok. 590 km²), słynącą z prawdziwie rajskich, niemal bezludnych plaż, wysokich palm kokosowych oraz produkcji sosu rybnego (nước mắm) i upraw czarnego pieprzu.

Po wypoczynku nad morzem czeka nas jeszcze najważniejszy miejski skarb południa Wietnamu, czyli Ho Chi Minh, dawniej Sajgon (jak nadal nieformalnie określają go sami mieszkańcy). Ta niemal 13-milionowa metropolia tętni życiem i olśniewa monumentalną urodą. Aż trudno uwierzyć, że zanim rozpoczęła swoją karierę, była ledwie zauważalną na mapie wioską rybacką, którą w XVII w. zaczęli zaludniać uchodźcy z Chin. Wkrótce potem została przejęta przez wietnamską dynastię Nguyễn i otrzymała nazwę Gia Đinh. Jednak największy wpływ na jej obecne oblicze mieli Francuzi. To oni przemianowali ją na Sài Gòn i uczynili z niej stolicę i prawdziwą perłę Indochin. Kolonialna architektura, znacznie lepiej zachowana niż w bardziej zniszczonym Hanoi, największe wrażenie robi w Pierwszej Dzielnicy, sercu Sajgonu. Znajdziemy tu wiele zadbanych XIX-wiecznych kamienic, ogromny budynek Poczty Głównej ze stalową konstrukcją zaprojektowaną przez samego Gustave’a Eiffela (1832–1923), sąsiadującą z nim strzelistą neoromańską Katedrę Notre-Dame czy neoklasycystyczny gmach Opery. Bez wątpienia właśnie ta część miasta jest najbardziej zadbana i wytworna, pełna luksusowych sklepów, wykwintnych kawiarni i restauracji. Zdecydowane jej przeciwieństwo stanowi Chinatown (znane również jako Cholon) z kolorowymi buddyjskimi świątyniami, wiecznie zapełnionymi targami, warsztatami rzemieślniczymi, pachnącymi sklepikami z przyprawami i chińskimi (a jakżeby inaczej!) restauracjami. Przy wąskich i klimatycznych uliczkach stoją całymi rzędami stare chińskie kamienice, nadające tej dzielnicy osobliwego charakteru, który znacznie trudniej dostrzec w typowo wietnamskiej części metropolii – najmniej interesującej pod względem architektury, nowoczesnej, ale dość chaotycznej.

Kolejne miejsce, którego nie wolno ominąć podczas pobytu w Ho Chi Minh, to Muzeum Pozostałości Wojennych, prezentujące wstrząsające świadectwa wojny wietnamskiej. Na zewnątrz budynku zobaczyć można autentyczne helikoptery, czołgi i samoloty wojskowe, wykorzystywane w okresie konfliktu. Jeszcze większe wrażenie robią ekspozycje mieszczące się w środku, m.in. zdjęcia przedstawiające zbrodnie, jakich dopuszczało się amerykańskie wojsko czy zachowany z tamtych czasów sprzęt, za pomocą którego Amerykanie rozpylali broń chemiczną. Świetnym uzupełnieniem wizyty w muzeum będzie wycieczka do położonych pod miastem tuneli Củ Chi, wybudowanych w trakcie wojny przez żołnierzy Wietkongu. Pierwotnie liczyły one niemal 250 km długości i okazały się niezmiernie przydatne w walkach. Partyzanci należący do Narodowego Frontu Wyzwolenia Wietnamu Południowego wykorzystywali podziemną sieć jako mieszkania, szpitale, kuchnie, arsenały, a także drogę transportu i przede wszystkim pułapkę na wroga. Zwiedzający Củ Chi mogą poznać mechanizmy groźnych zasadzek, które czyhały na nieproszonych gości, a nawet przeczołgać się przez słynne tunele, które mają zaledwie 60 cm wysokości – jest to więc zadanie tylko dla największych śmiałków.

Po powrocie do Ho Chi Minh warto odpocząć po tej ekscytującej wyprawie w jednej z ulicznych kawiarni – najlepiej przy pobudzającej do życia mocnej wietnamskiej kawie czy orzeźwiającym piwie Sajgon oraz obowiązkowych sajgonkach – i poddać się urokowi tropikalnej metropolii, która zdaje się żyć przez całą dobę. Być może zasypia tylko na chwilę przed samym świtem, aby o poranku znów się obudzić i rozpocząć nowy, pracowity dzień. Jakże inaczej powinno się go przywitać, jeśli nie kultowym filmowym powitaniem Good morning, Vietnam! (używanym oryginalnie na antenie Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych przez Adriana Cronauera, granego przez nieodżałowanego Robina Williamsa), zapowiadającym nie tylko piękną przygodę, ale też tęsknotę za tym fascynującym krajem, którą na pewno poczujemy, gdy już zakończymy naszą wietnamską podróż.

Artykuły wybrane losowo

Maroko – egzotyka w zasięgu ręki

 

KATARZYNA BYRTEK

 

Aromatyczne, kolorowe przyprawy, intensywna miętowa herbata i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, urokliwe miasta pełne uliczek, wśród których trzeba się zagubić, długa linia brzegowa, wysokie góry, morza piasku i bogata historia – Maroko ma swoje sposoby na przyciągnięcie gości. Ten północnoafrykański kraj kusi smaczną kuchnią, świetną pogodą i różnorodnością widoków. To zdecydowanie odpowiednie miejsce na egzotyczną podróż.

 

Królestwo Marokańskie leży tuż za granicą Unii Europejskiej, w północno-zachodnim rogu Afryki. Od wschodu kraj graniczy z Algierią, od południa – z terytorium spornym o nazwie Sahara Zachodnia, od północy – z hiszpańskimi eksklawami Ceutą i Melillą. Od Europy oddziela go wąska Cieśnina Gibraltarska. Maroko szczyci się niezmiernie długą linią brzegową (ponad 1,8 tys. km), większa część wybrzeża rozciąga się nad Oceanem Atlantyckim. Na terytorium kraju przeważają góry. Wznoszą się tu szczyty Antyatlasu, Atlasu Wysokiego, Atlasu Średniego, Atlasu Tellskiego, Atlasu Saharyjskiego i Rifu (Ar-Rifu). Na południu i południowym wschodzie tereny górzyste przechodzą w piaszczyste i kamieniste pustynie. W Maroku mieszka ok. 35 mln ludzi. Niemal wszyscy Marokańczycy wyznają islam. Pod względem etnicznym większość mieszkańców kraju to Arabowie, ale żyje w nim też duża społeczność berberyjska. Berberowie są rdzenną, koczowniczą ludnością tej części Afryki. Zakładali tutaj swoje państwa już w starożytności. Wielu z nich do dzisiaj ma jasne włosy i niebieskie oczy, czyli cechy wyglądu bardzo nietypowe dla tego rejonu świata. Funkcję oficjalnych języków w Maroku pełnią arabski i tamazight (oparty na językach berberyjskich). Wiele osób posługuje się także francuskim, a to dlatego, że od 1912 r. do lat 50. XX w. kraj był protektoratem Francji. Wpływy z tamtych czasów widoczne są również w lokalnej kuchni – na śniadanie bez problemu kupić tu można chrupiącego croissanta czy pain au chocolat (bułeczkę z ciasta francuskiego z czekoladą).

 

 

Rabat - Tour Hassan

Rabacka Wieża Hasana widziana od strony Mauzoleum Muhammada V

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

Wyjazd do Maroka najlepiej zaplanować na wiosnę (kwiecień–czerwiec), kiedy po okresie deszczowym bujna przyroda budzi się do życia, albo jesień (wrzesień–październik), gdy ustępuje już upalne lato. Lipiec i sierpień to odpowiednie miesiące dla osób, które nastawiają się na wypoczynek na plaży lub przy hotelowym basenie, a także miłośników wypraw w wysokie góry. Przed wyruszeniem w podróż warto sprawdzić, w jakim terminie przypada ramadan (w 2018 r. od wieczoru 15 maja do 14 czerwca). Wizyta w kraju muzułmańskim w okresie postu może być ciekawym doświadczeniem kulturowym, ale zwiedzanie bywa wówczas nieco utrudnione – w wielu miejscach obowiązują skrócone godziny otwarcia, od świtu do zmierzchu nie działają restauracje i kawiarnie (poza miejscowościami typowo turystycznymi), na ulicy nie wypada jeść, a nawet pić wody. Dobrym pomysłem będzie przyjazd w ostatnich dniach ramadanu, ponieważ jego koniec obchodzi się bardzo hucznie.

 

Marrakech - Jemaa El Fna

Plac Dżemaa al-Fna żyje także nocą

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

UROK MAROKAŃSKICH MIAST

 

Główne ośrodki turystyczne Maroka znajdują się w zachodniej jego części, na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, i w rejonie Morza Śródziemnego. Stolicą kraju jest Rabat, ale większość osób zaczyna swoją marokańską przygodę wMarrakeszu położonym dogodnie na środkowym zachodzie. Niemal każdy turysta pierwsze kroki kieruje w tym mieście na słynny plac Dżemaa al-Fna (Jemaa el-Fna). O każdej porze dnia i nocy panuje tutaj gwar. Obcokrajowcy przechadzają się między restauracjami i wózkami wypełnionymi po brzegi pomarańczami, których właściciele oferują świeżo wyciskany sok, zaklinaczami węży, kobietami malującymi wzory henną, sprzedawcami pamiątek czy akrobatami. W Marrakeszu nie wolno ominąć też medyny, najstarszej części miasta, gdzie mieszczą się bazary (tzw. suki), meczety i inne ciekawe budowle. Została ona wpisana w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Spacer między nigdy niekończącymi się straganami to wyjątkowe przeżycie. Można tu kupić dosłownie wszystko, a na pamiątki najlepiej nadają się marokańskie słodycze, tkaniny, biżuteria lub przyprawy. Trzeba jednak pamiętać, żeby nigdy nie zgadzać się od razu na proponowaną cenę, ale choć trochę się potargować. W Marrakeszu zachowały się ceglaste mury obronne ciągnące się przez ok. 19 km – ze względu na nie zyskał on miano Czerwonego Miasta. Do najważniejszych zabytków należy tu Meczet Alego ibn Jusufa z pobliską medresą (szkołą teologiczną), Meczet Kutubijja z XII w. i XIX-wieczny Pałac Bahia z ogromnym ogrodem o powierzchni 8 tys. m². Przed upałem warto schronić się do Ogrodu Majorelle (Jardin Majorelle) albo Ogrodów Menara.

 

Po zwiedzeniu Marrakeszu trzeba podjąć decyzję, czy najpierw udać się na północ czy południe. Po drodze do stołecznego Rabatu (ponad 320 km) przejeżdża się obok 4-milionowej Casablanki (największego ośrodka w kraju). Większości osób kojarzy się ona z kultowym amerykańskim melodramatem z 1942 r. z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych. Akcja filmu rozgrywa się właśnie w tym mieście. Dzisiejsza Casablanca to przede wszystkim ważny ośrodek przemysłowy, finansowy, kulturowy i największy marokański port. Tutaj można zobaczyć nowoczesne oblicze kraju, tak różne od historycznego centrum Marrakeszu. Do najpiękniejszych zabytków należy Meczet Hasana II, jeden z największych obiektów sakralnych tego typu na świecie i najwyższa konstrukcja w Maroku. W głównej sali modlitewnej zmieści się nawet 25 tys. wiernych, a minaret przylegający do świątyni jest wysoki na 210 m.

 

Tylko ok. 80 km dzieli Casablankę od Rabatu,także leżącego nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Jednymi z najważniejszych atrakcji stolicy kraju są cytadela i Szalla – rozległy kompleks starożytnych i średniowiecznych ruin, otoczonych murami obronnymi. Symbol miasta stanowi niedokończony 44-metrowy minaret na planie kwadratu nazywany Wieżą Hasana. Wznosi się on wśród palm nad rzeką Bu Rakrak (Wadi Bu Rakrak). Do minaretu przylega Mauzoleum Muhammada V, w którym pochowano sułtana i króla Maroka Muhammada V z dynastii Alawitów (1909–1961) i jego dwóch synów.

 

Mniej więcej 200 km na wschód od Rabatu znajduje się Fez (ponad 1,1 mln mieszkańców). To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych w krajach muzułmańskich. Jego najbardziej wiekową część – starą medynę (Fes el-Bali), założoną na przełomie VIII i IX stulecia – umieszczono w 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oprócz zakupów na niekończących się targowiskach, odwiedzin w meczetach czy medresie nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu farbiarni i garbarni, z których Fez słynie. W zasadzie żadna z nich nie jest widoczna z ulicy, należy więc skorzystać z (najczęściej płatnego) zaproszenia właściciela sklepu lub mieszkańców. Po przejściu na taras widokowy od dziedzińca podziwiać można gliniane naczynia wypełnione różnymi barwnikami oraz suszące się na słońcu tkaniny i skóry.

 

W północno-zachodnim Maroku nie sposób ominąć błękitnego Szafszawanu (Chefchaouen) położonego wśród gór Rif. Niemal wszystkie domy w starej części tego ponad 40-tysięcznego miasta są pomalowane na biało i niebiesko. W tym miejscu każdy odruchowo sięga po aparat. Główny plac Szafszawanu pełen jest uroczych kawiarni, w których delektować się można mocną marokańską miętową herbatą.

 

Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo czasu, powinien wybrać się aż do Tangeru leżącego nad Cieśniną Gibraltarską. Od wieków mieszają się w nim kultury, religie, języki i interesy. W XIX stuleciu i przede wszystkim w pierwszej połowie XX w. (w latach 1923–1956 Tanger stanowił tzw. strefę międzynarodową) różnorodność kulturowa miasta przyciągała artystów z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przyjeżdżali tutaj m.in. francuscy malarze Eugène Delacroix i Henri Matisse, amerykańscy twórcy Paul Bowles, Tennessee Williams, Truman Capote, Allen Ginsberg i Jack Kerouac czy muzycy z zespołu The Rolling Stones. W Tangerze kręcono sceny do filmu Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją z 2013 r. Dziś odwiedzają go głównie Hiszpanie przybywający na jednodniowe wycieczki z Europy.

 

KRÓLESTWO SMAKÓW I ZAPACHÓW

 

Nieodłączną część podróżowania stanowi poznawanie lokalnej kuchni. Ta marokańska jest niezmiernie bogata i zróżnicowana, choć stosunkowo mało znana w Polsce. Dania główne opierają się zwykle na mięsie, ale niemal w każdym przepisie używa się mnóstwa warzyw. W tutejszych potrawach stosuje się liczne aromatyczne przyprawy, z których wiele przed wiekami przywieziono wprost z Indonezji. Znajdziemy je na targach ułożone w wysokie, kolorowe stosy.

 

Dzień zacząć trzeba od śniadania, które oferuje większość kawiarni i knajpek w okolicy hoteli i pensjonatów. Podstawą posiłku jest pokrojony w trójkąty arabski chleb nazywany khubz, przypominający duży, okrągły, gruby placek. Często podaje się również naleśniki (placki) baghrir (beghrir). Ich powierzchnię pokrywają małe dziurki, które pozostały po bąbelkach powietrza (do ciasta dodaje się drożdże i proszek do pieczenia). Je się je zwykle na słodko: z miodem lub dżemem. Do śniadania serwuje się także lokalne sery, serki topione, oliwki czy pomidory. Czasem w zestawach śniadaniowych pojawiają się croissanty albo pain au chocolat. Do picia koniecznie należy zamówić przepyszny i bardzo tani sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (albo granatów) oraz kawę, często doprawianą kardamonem. Za najpopularniejszy napój uchodzi niewątpliwie gorąca, mocna herbata ze świeżych liści mięty z bardzo dużą ilością cukru. Na początku do jej intensywnego smaku miętowej goryczki przełamanej słodkością ciężko się przyzwyczaić, ale z czasem może stać się naszym największym przysmakiem. Herbatę tę podaje się w metalowych czajniczkach razem z niewielką szklanką.

 

Wybór dań na obiad czy kolację jest bardzo szeroki. Do lokalnych specjałów należy kuskus – danie z kaszy (znanej w Polsce głównie jako dodatek) z mięsem (przede wszystkim baraniną), sosem warzywnym i kilkoma rodzajami warzyw. Idealnie nadaje się ono na obiad, bo w gorące dni w Maroku większe posiłki najlepiej jeść po zmroku, kiedy słońce schowa się już za horyzontem. Spróbować trzeba tu również aromatycznej zupy harira z ciecierzycą i soczewicą, popularnej szczególnie w ramadanie. Na kolację zamówić można mięso z grilla lub szaszłyki (w ten sposób przyrządza się zazwyczaj kurczaka i baraninę, czasem też wołowinę). Na ruszcie przygotowuje się także pulpeciki z jagnięciny, czyli keftę (koftę), i pikantne kiełbaski z baraniny, zwane merguezami. W regionach nadmorskich często serwowane są smażone bądź grillowane ryby i owoce morza.

 

Do mięsa albo ryb warto zamówić np. sałatkę marokańską z drobno pokrojonych pomidorów i ogórków. W oczekiwaniu na jedzenie można podjadać małe przekąski podawane w niewielkich miseczkach lub meze – zestaw przystawek (popularny również m.in. w Grecji, Turcji, Jordanii czy Albanii), na który składają się warzywa w przeróżnych marynatach, sery, oliwki, przepyszny marynowany bakłażan czy purée z dyni. Wiele dań zawiera świeżą kolendrę. To dość specyficzna przyprawa – zazwyczaj uwielbia się ją albo jej nie znosi.

 

Chyba najpopularniejszą marokańską potrawę stanowi jednak tadżin (tażin). Przygotowuje się go w specjalnym naczyniu z grubej gliny (noszącym taką samą nazwę), przypominającym głęboki talerz z pokrywką w kształcie stożka. W środku znajdują się kawałki mięsa duszonego razem z warzywami, ziemniakami, tradycyjnymi przyprawami, a czasem także suszonymi owocami. Tę potrawę można zamówić w Maroku dosłownie wszędzie.

 

Ze względu na zakazy religijne alkohol nie jest powszechnie dostępny w tym kraju. W niektórych restauracjach w większych miastach podaje się piwo. Mocniejsze trunki dostać można na ogół tylko w barach i restauracjach hotelowych. Alkohol sprzedaje się w marketach lub w mniejszych sklepach, o których zwykle wiedzą jedynie miejscowi. W tych drugich klient przechodzi do oddzielnego pomieszczenia bądź lokalu mieszczącego się piętro niżej, gdzie bez problemu kupi wino czy wódkę.

 

Na deser jada się w Maroku np. świeże owoce. Poza tym Marokańczycy kochają słodycze, zwłaszcza te z dodatkiem miodu i migdałów. Do wyboru są przeróżne bułki, tłuste pączki, słodkie ciasta lepkie od syropu (podobne do baklawy) albo tzw. rogi gazeli, czyli ciastka w kształcie półksiężyców wypełnione migdałowym nadzieniem. Popularny smakołyk stanowią trójkąty nadziewane migdałami i – oczywiście – polane miodem, nazywane briwats. Spotkać je można również w wersji na słono wypełnione mielonym mięsem lub rybą.

 

PLAŻE NAD OCEANEM

 

Kto z Marrakeszu wyrusza na zwiedzanie południowego Maroka, zwykle najpierw dociera do położonej nad Atlantykiem As-Sawiry (Essaouiry), dawniej zwanej Mogadorem. Od XVIII w. była ona ważnym ośrodkiem handlu międzynarodowego – interesy ubijali tu Żydzi, Holendrzy, Portugalczycy, Berberowie, Arabowie, Brytyjczycy i Francuzi. Baśniową scenerię tego niemal 80-tysięcznego miasta tworzą pomalowane na biało zadbane domy z niebieskimi drzwiami, połączone kamiennymi uliczkami. Od 2001 r. medyna w As-Sawirze widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jest ona nieco inna niż te spotykane w innych częściach kraju – jej uliczki nie są splątane, ale ułożone pod kątem prostym, dzięki czemu łatwiej się po niej poruszać niż np. po tych w Fezie czy Marrakeszu, gdzie po kilkunastu minutach chodzenia między stoiskami można się zgubić.

 

Najważniejsze miasto i kurort w południowo-zachodnim Maroku stanowi Agadir (powyżej 420 tys. mieszkańców), który cieszy się ponad 300 słonecznymi dniami w roku. To idealne miejsce dla osób chcących się zrelaksować i poleniuchować w cieniu parasola lub palmy. W samym centrum znajduje się tutaj długa, piaszczysta plaża – Plage d’Agadir (ok. 10-kilometrowa), przy której rozciągają się liczne luksusowe hotele z basenami. W Agadirze raczej nie ma zabytków – w lutym 1960 r. silne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią dużą jego część. Komu znudzi się jedzenie w hotelowych restauracjach albo plażowanie, może wybrać się na spacer po jednym z urokliwych bulwarów albo udać się na zakupy na targu (suku), odwiedzić lokalne knajpki nad brzegiem morza lub wyruszyć na wycieczkę po pełnej atrakcji okolicy.

 

Na południe od kurortu rozciąga się malowniczy Park Narodowy Souss-Massa, słynący z rozmaitych gatunków ptaków takich jak występujący prawdopodobnie tylko w Maroku ibis grzywiasty, ibisy kasztanowate, warzęchy, flamingi, czaple purpurowe czy czagry. Wybrzeże w tym rejonie tworzą piaszczyste plaże, wydmy, klify i jaskinie. Przez park prowadzą kilkukilometrowe ścieżki spacerowe. Po wyprawie do niego warto odwiedzić miasto Tiznit, znane w całym kraju z ręcznie wykonywanych wyrobów ze srebra, głównie biżuterii. Ok. 60 km na południowy zachód stąd odpocząć można na najsłynniejszej dzikiej plaży w Maroku – Legzirze (Lagzirze). Za jej symbol uchodził jeszcze do niedawna niezwykły klif, w którym morze wytworzyło naturalną bramę (niestety, jeden z emblematycznych łuków runął 23 września 2016 r., najprawdopodobniej w wyniku naturalnej erozji). Przepiękna Legzira od lat przyciąga rzesze surferów.

 

Casbah Ait Ben Haddou XR

Ufortyfikowana osada (ksar) Ajt Bin Haddu

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

WŚRÓD FAL, GÓR I WYDM

 

Maroko to idealny kraj dla wszystkich, którzy kochają aktywnie spędzać czas. Większa część wybrzeża świetnie nadaje się do uprawiania wind- i kitesurfingu oraz surfingu. Miłośnicy tych sportów wodnych często wybierają okolice wspomnianego już miasta As-Sawira, położonego ok. 170 km na północ od Agadiru. W lecie fale są mniejsze, ale wiatr bywa silniejszy, w zimie – odwrotnie. Najlepiej przyjechać tutaj w okresie od września do kwietnia. Ostatnio coraz większą popularnością wśród pasjonatów wind- i kitesurfingu oraz surfingu cieszy się również miasteczko Sidi Kaouki, usytuowane 25 km na południe od As-Sawiry. Doskonałe miejsce do uprawiania sportów wodnych stanowi także zatoka utworzona przez podłużny półwysep w pobliżu Ad-Dachli (niemal 1,2 tys. km na południowy zachód od Agadiru, na terytorium Sahary Zachodniej).

 

W Maroku znajduje się aż ok. 50 pól golfowych. Leżą one głównie na północy (m.in. w Tangerze czy Tetuanie), w sercu kraju (Rabacie, Fezie i Casablance), okolicy Marrakeszu i As-Sawiry oraz w Agadirze. W tym pełnym atrakcji państwie można też spędzić kilka tygodni na wędrówkach po górach i wspinaczce w różnych warunkach. Najwyższym szczytem Królestwa Marokańskiego, jak również całego Atlasu i Afryki Północnej, jest Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.). Zdobędzie go każda osoba o dobrej kondycji – nie trzeba wspinać się na niego ze sprzętem, choć poleca się wynajęcie lokalnego przewodnika. Na trasie wyprawy, na końcu doliny na ponad 3200 m n.p.m. znajduje się duże schronisko (Refuge du Toubkal), w którym większość turystów przechodzi nocną aklimatyzację przed dotarciem do celu. Wejście na najwyższy szczyt kraju to – oczywiście – tylko jedna z wielu propozycji dla amatorów trekkingu. Do wyboru mają oni mnóstwo górskich szlaków (nie są oznaczone).

 

Wyjątkowym przeżyciem będzie w Maroku także wyprawa na pustynię: na piaszczyste wydmy, pod niebo wyścielone gwiazdami. Tego typu wycieczkę najlepiej wykupić bezpośrednio w lokalnym biurze podróży w jednym z większych miast. Można też wynająć prywatnego kierowcę z autem lub dojechać autobusem i w mieście Warzazat (Ouarzazate) opłacić przewodnika z samochodem terenowym. W drodze na pustynię trzeba przejechać przez góry Atlas, co stanowi okazję do podziwiania wspaniałych widoków. Większość wycieczek zatrzymuje się również w Ajt Bin Haddu, ufortyfikowanej osadzie zwanej ksarem, wpisanej w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kręcono tu sceny m.in. do filmów Gladiator, Aleksander, Królestwo Niebieskie, Babel, Książę Persji: Piaski czasu i serialu Gra o tron. Poza tym zwykle odwiedza się także spektakularne wąwozy: Dades i Todra. Do atrakcji wyprawy na pustynię należą też spacery po niekończących się wydmach, przejażdżka na wielbłądach i spędzenie nocy pod gwiazdami. Z dala od cywilizacji, pod gołym niebem, w otoczeniu surowych krajobrazów można dostrzec egzotyczne, magiczne oblicze Maroka, które wciąż przyciąga ludzi z różnych zakątków świata.

 

Ekwador – kraj zwany Równikiem

ROMAN WARSZEWSKI
www.warszewski.info

<< Gdy spojrzymy na ekwadorskie godło, ujrzymy na nim rzekę otoczoną zieloną równiną na tle ośnieżonej góry. To Guayas, której jedno ze źródeł wypływa ze zbocza pokrytego lodowcami wulkanu Chimborazo. Trudno chyba w tym przypadku o lepsze symboliczne przedstawienie tego pasjonującego regionu kuli ziemskiej, naznaczonego masywami wulkanicznymi Andów i pokrytego różnorodną bujną roślinnością. Tutaj słońce króluje na widnokręgu zupełnie jak na herbowej tarczy. >>

Ekwador to jedyny kraj świata, który swoją nazwą podkreśla fakt, że przez jego terytorium przechodzi linia najdłuższego równoleżnika naszej planety. Hiszpańskie słowo ecuador oznacza właśnie równik. W pobliżu stołecznego Quito, na terenie Mitad del Mundo, czyli Środka Świata, obok monumentalnego pomnika namalowano symboliczną żółtą linię, oddzielającą półkulę północną od południowej. Na tutejszy plac tłumnie ściągają zagraniczni turyści, ale jeszcze chętniej przyjeżdżają w to miejsce sami Ekwadorczycy. Równik stał się ich narodową dumą i dziedzictwem.

Więcej…

Czarująca różnorodność Indonezji

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

Więcej…