PAWEŁ MUSIAŁOWSKI

<< „Jeśli uważasz, że Japonia jest tajemnicza, daleka i niedostępna, to tym bardziej powinieneś się tam wybrać” – taka myśl przeszła mi przez głowę, gdy jako nastolatek marzyłem o odwiedzeniu tego niezwykłego azjatyckiego państwa, znanego mi wtedy głównie z dzieł japońskiej kinematografii. Choć dzisiaj nadal może się on jawić przybyszowi z Zachodu jako kraj pełen tajemnic, to na pewno dużo łatwiej się do niego dostać. Jednak zapomnijcie o nudnych i schematycznych wycieczkach, w trakcie których nie ma czasu na nic poza „zaliczaniem” kolejnych punktów planu i pośpiesznym robieniem zdjęć. Jeżeli chcecie naprawdę poznać kulturę Japonii, musicie stawić jej czoła sami, bo prawdziwa podróż polega na wyjściu poza własne kulturowe ograniczenia i na bezpośrednim kontakcie z drugą, odmienną społecznością. >>

 

Za każdym razem, gdy ląduję na pasie podtokijskiego Międzynarodowego Portu Lotniczego Narita, ogarnia mnie to samo kojące uczucie spokoju. Może to dlatego, że w tym miejscu znajdowała się kiedyś cicha, zielona wioska. Ja nadal w wyobraźni widzę tu drewniane domki i pracujących na polach chłopów i to wyobrażenie podąża za mną nawet wtedy, kiedy przemierzam centrum tętniącego życiem Tokio.

Powojenna Japonia zadziwiająco szybko zamieniła się w nowoczesne, zalane betonem państwo. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż – niczym w teatrze nō – to wszystko jest tylko maską. Gdzieś w środku, pod fasadą na wskroś współczesnych mieszkańców szklanych metropolii, Japończycy nadal zdają się być prostymi ludźmi, których uszczęśliwia podziwianie kwitnących kwiatów wiśni. Myślę, że tak naprawdę my, obywatele rozwiniętych cywilizacji, tęsknimy za zwykłym życiem naszych przodków. Mieszkańcy Japonii nie tyle lepiej od nas uświadamiają sobie ten fakt, ile starają się wciąż trzymać swoich korzeni.

 FOT. JNTO/YASUFUMI NISHI Modny Shinjuku Gyoen, czyli Ogród Cesarski w tokijskim Shinjuku

 

Idealny porządek

Współcześni Japończycy, podobnie jak ja, zdają się cierpieć na perfekcjonizm. Może to dlatego, gdy moja noga stanęła tutaj po raz pierwszy, poczułem się jak w domu. Doskonała organizacja rzuca się w Japonii w oczy natychmiast, kiedy tylko opuścimy samolot. Punkty informacyjne z uśmiechniętymi hostessami, wszechobecne automaty pełne różności i półki z przewodnikami na tokijskim lotnisku są przedsionkiem do największego zespołu miejskiego świata (zamieszkiwanego przez niemal 36 mln ludzi!).

Do centrum stolicy dostaniemy się autokarami oraz kilkoma liniami kolei i to właśnie ten ostatni sposób warto polecić najbardziej, bo to z transportu kolejowego przede wszystkim słynie japoński system komunikacji. Utrzymywanie sieci torów i taboru w doskonałym stanie wymaga nieustannego wysiłku. Jednak Japończycy, żyjący na terenach wciąż nawiedzanych przez kataklizmy, wyrobili w sobie przez stulecia niezwykłą siłę woli. Któż inny byłby w stanie trenować gotowanie ryżu przez dziesięć lat, aby zostać wzorowym mistrzem sushi? Obowiązkowość i poświęcenie się dla dobra grupy to słowa, które posiadają w Japonii wyjątkowe znaczenie. Mój znajomy z Fukushimy opowiadał mi historię o pewnej miejscowej pracowniczce centrum kryzysowego, nadającej w 2011 r. przez miejskie głośniki ostrzeżenia o zbliżającej się fali tsunami. Nie zeszła ona z posterunku aż do samego końca i dopiero zalewająca wszystko woda przerwała jej w pół zdania. Japończycy traktują zawsze swoje obowiązki ze śmiertelną powagą, choć zazwyczaj tego nie okazują.

FOT. JNTOWidok na rozświetlone nocą Tokio

 

Nie tylko sushi

Tokio prezentuje fascynujący obraz przemian, jakie miały miejsce w powojennej Japonii. Gdy spaceruję ulicą, mijam kolejne wieżowce, a między nimi niewielką świątynię, przed którą skoncentrowany na swym monotonnym zajęciu mnich z niewzruszonym spokojem zamiata kamienne tafle. Naprzeciwko krzykliwy sklep zaprasza do wejścia, a dwa kroki dalej działa kilka restauracyjek, w których podają sushi, pizzę, steki lub ramen. Jest tu absolutnie wszystko, trzeba tylko wiedzieć, gdzie skierować swoje kroki. Jeśli w Tokio nie można czegoś zjeść, to znaczy, że to nie istnieje lub zostało zakazane, chociaż zasada ta nie dotyczy przysmaku z wątroby śmiertelnie trującej ryby fugu. Japończycy to wytrawni i chwilami nieco szaleni smakosze, którzy są w stanie postawić na szali nawet własne życie, aby doświadczyć kulinarnej nirwany. Okazują oni pożywieniu duży szacunek i konsumują niemalże wszystko. To właśnie w Japonii nauczyłem się jeść przerośniętą tłuszczem wieprzowinę, chrząstki pełne cenionego tutaj kolagenu oraz… hamburgery.

Japońska kuchnia stanowi dla przybysza z Zachodu doświadczenie, które zmienia sposób patrzenia na świat. Nie ma smaczniejszego sposobu na poznanie innej kultury niż przez jej sztukę kulinarną. Nie da się też żyć w kraju, którego kulinariów się nie lubi. Smaki i zapachy najlepiej oddają naturę danego miejsca i jego mieszkańców. Japończycy tak bardzo uwielbiają jedzenie, że ktoś pokusił się nawet o klasyfikację japońskich pokoleń na podstawie najpopularniejszych w danym okresie egzotycznych owoców. Według niej współcześni 60-latkowie to banany, 40-latkowie – kiwi, a 20-latkowie – mango. W Japonii to, co jesz, określa cię o wiele bardziej niż gdziekolwiek indziej na świecie.

 

Powrót do przeszłości

Między wieżowcami wchodzimy nagle w uliczkę pełną niskich, 2-, 3-piętrowych budynków, ukrytych pomiędzy strzelistymi, szklanymi ścianami. – Właścicielom tych posesji oferowano astronomiczne kwoty za ich działki, ale oni nie ulegli presji i postanowili zostać – wyjaśnia mi moja znajoma, tokijska dziennikarka. – Dla wielu Japończyków rodzinna spuścizna i tradycja są warte o wiele więcej niż proponowane im miliony – dodaje. – Chodź, pokaże ci coś jeszcze ciekawszego – zachęca z uśmiechem i tak oto skręcamy w kolejną uliczkę, aby kilkadziesiąt metrów dalej napotkać następną niespodziankę. Z wrażenia opada mi szczęka. Przyzwyczaiłem się do takich widoków na japońskiej prowincji, ale nie w stolicy. Tuż za stylowym ogrodzeniem wznosi się przed nami tradycyjny, drewniany japoński dom, niczym z epoki Edo (taką nazwę nosiła też obecna stolica Japonii do 1868 r.). Tak kiedyś wyglądało całe Tokio. Wśród betonu i szkła ten okaz robi piorunujące wrażenie. – To jakiś skansen? – pytam zaintrygowany. – Ależ skąd! – śmieje się moja przyjaciółka. – To zwykły dom mieszkalny, prawdziwy rodzynek. Ekipy filmowe i telewizyjne są tu częstymi gośćmi, bo bardziej opłaca im się nagrać wszystkie potrzebne sceny do kolejnego odcinka serialu lub innego programu telewizyjnego w tym miejscu, niż budować dekoracje, czy też wyjeżdżać z całym zespołem za miasto. Wiekowa już właścicielka nie ma nic przeciwko, świetnie się bawi, a udostępnianie posesji przynosi jej niezły dochód – podsumowuje radośnie, widząc moją zachwyconą minę. W takich chwilach uświadamiam sobie, jak bardzo kocham to miasto.

 

W amerykańskim zwierciadle

W tym kraju przybywającego z Zachodu podróżnika najbardziej uderzają kontrasty. Jedne widzimy niemal natychmiast, inne odkrywamy z czasem. Łatwo jest zauważyć buddyjskiego mnicha jedzącego hamburgera w restauracji McDonald’s, ale już fakt, że Japonia pokonana przez Stany Zjednoczone w II wojnie światowej jest ich największym wielbicielem, dociera do nas z pewnym opóźnieniem. – Japończycy często nie potrafią docenić tego, co sami stworzą, zanim nie odniesie to sukcesu po drugiej stronie oceanu – tłumaczy mi mój japoński znajomy, który miał okazję mieszkać w USA przez wiele lat. – Potrafimy jak nikt inny na świecie zapożyczać i w nieskończoność udoskonalać, lecz jeśli sami coś wymyślimy, to odnosimy się do tego sceptycznie, póki nie zostanie to zaakceptowane poza naszą ojczyzną – wyjaśnia ogólnie, choć wiem, że ma na myśli głównie rynek amerykański. – Jednak gdy Japończycy zaangażują się już w rozwijanie czegoś, nie umieją się zatrzymać – dodaje.

Gdy w latach 60. XX w. świat ogłaszał koniec epoki transportu kolejowego, Japonia go ulepszała i rozbudowywała, nie przerywając do dziś tego procesu ani na chwilę. Obecnie dysponuje najdoskonalszymi rozwiązaniami w tej dziedzinie, nie tylko technicznymi, ale również organizacyjnymi. Dla zwykłego użytkownika, a zwłaszcza dla turysty z Polski, oznacza to możliwość doświadczenia niewiarygodnej wygody i radości podróżowania. Aby ułatwić sobie poruszanie się kolejami tokijskimi, warto już na lotnisku zaopatrzyć się w kartę magnetyczną Suica, która pozwoli nam korzystać z linii różnych przewoźników bez potrzeby kupowania za każdym razem nowego biletu. Nie oszczędzimy dzięki temu pieniędzy, lecz zyskamy cenny czas. Japońska komunikacja kolejowa to jeden z wielu przykładów perfekcyjnego funkcjonowania systemu, które zakłócić mogą tylko katastrofa naturalna oraz tzw. jishin jiko, czyli „wypadek z udziałem ludzi”. W tak zatłoczonej metropolii jak Tokio jeden samobójczy skok pod pociąg w porannych godzinach szczytu potrafi spowodować, że do pracy spóźnia się jednocześnie kilkaset tysięcy osób. Witajcie w miejskim mrowisku!

 

Japonia oczami fana: Zostawiłem serce w Tokio

W tym roku ukazała się nakładem gdańskiej Oficyny Wydawniczej FINNA pierwsza niezmiernie interesująca książka z serii Japonia oczami fana: Zostawiłem serce w Tokio autorstwa wrocławskiego dziennikarza, wydawcy, recenzenta, podróżnika, popularyzatora mangi i anime w Polsce Pawła Musiałowskiego, znanego pod pseudonimem MrJedi. Od połowy lat 90. XX w. zajmuje się on zawodowo tematem japońskiej popkultury. Od tego czasu Kraj Kwitnącej Wiśni stał się jego wielką pasją, której poświęca się niemal bez reszty. Na co dzień żyje pomiędzy dwoma światami – jedną nogą stojąc w Polsce, a drugą w Japonii. To pełne tajemnic azjatyckie państwo widziane oczami Pawła Musiałowskiego stanowi miejsce pozornie wykluczających się sprzeczności, krainę skrajnych doświadczeń: spokoju zen i orgii kolorowej popkultury, piękna tradycji i krzykliwej nowoczesności. Wraz z zakochanym w tym fascynującym zakątku świata niezwykłym podróżnikiem, jakim jest bez wątpienia MrJedi, oglądamy Kraj Wschodzącego Słońca w zupełnie nowym świetle. Oto 400-stronicowa książka ukazująca nam kontrastowość współczesnej Japonii, pełnej zapracowanych i przesiąkniętych sake salarymanów, przepysznych potraw i zupełnie nieszkodliwej, śmiertelnie trującej ryby, niekończących się zakupów, bossów przestępczej jakuzy, mężczyzn poprzebieranych w koronkowe sukienki, najlepszej na świecie komunikacji kolejowej z różowymi wagonami dla kobiet, supernowoczesnych toalet z czającymi się w nich demonami oraz nocnych lokali czynnych do godziny 26.00. To tylko nieliczne przykłady czekających tu na nas niespodzianek, oferowanych nam przez Tokio, któremu poświęcony został pierwszy tom tej niezmiernie pasjonującej japońskiej opowieści, skierowanej do każdego spragnionego mocnych wrażeń globtrotera. Japonia oczami fana: Zostawiłem serce w Tokio jest orientalną wędrówką wypełnioną niecodziennymi wydarzeniami i historiami wprost z kraju różowej wiśni sakura. Polecamy tę pozycję wszystkim miłośnikom dalekich podróży, a szczególnie wielbicielom Japonii.

 

Młodzi…

Siedzę w zatłoczonym barze przy jednej z ruchliwych tokijskich ulic. Kątem oka obserwuję siedzącą nieopodal czwórkę tokijczyków. Dwie młode dziewczyny gorączkowo rozprawiają o jakimś miejscu, do którego się wybierają. Rzeczywiście, Tokio to prawdziwy bezimienny labirynt. Tutaj ulice nie mają nazw, a dotarcie pod zapisany na kartce adres bez szczegółowej mapki okolicy jest nie lada wyczynem i nawet taksówkarz najczęściej nam nie pomoże. Ostatnią deską ratunku niejednokrotnie stają się przydrożni policjanci, których jedno z głównych zajęć polega na instruowaniu zagubionych ludzi, nie tylko turystów. Znowu spoglądam na stolik nieopodal. Dyskusję obu dziewcząt usłyszała dwójka młodych mężczyzn, siedząca przy równie malutkim, przylegającym stoliku. Prawie nie nawiązując kontaktu wzrokowego, dwaj młodzieńcy podchwytują temat i niby to między sobą tłumaczą sobie rozkład pobliskich ulic. Rozpoczyna się dziwna gra. Moje zamówienie dostarcza sympatycznie uśmiechnięta kelnerka, która wykonuje swoją pracę świetnie, choć w nieco zmechanizowany i sformalizowany sposób. Wgryzam się w potężnego, soczystego hamburgera z wysokiej jakości wołowiny i warzyw. Uporanie się z tak wielką porcją zajmuje mi dobre pół godziny, a gdy kończę posiłek, osobliwa „dyskusja” pomiędzy czwórką gości baru nadal trwa. W zasadzie nie wiadomo, czemu ma ona służyć, bo tak naprawdę każda z par wydaje się rozmawiać tylko ze sobą na jedynie przypadkowo zbieżny temat. Zastanawiam się, czy nie oglądam właśnie sceny podrywania w stylu tokijskim.

We współczesnej Japonii, zwłaszcza w dużych miastach, bycie singlem to świadomy wybór i sposób na życie. Młodzi Japończycy niechętnie wchodzą w stałe związki lub zakładają rodziny, bo nieposiadanie partnera, według wielu z nich, daje więcej możliwości, zwłaszcza gdy pracuje się tylko dorywczo lub pozostaje na utrzymaniu rodziców. Ostatnimi czasy zauważa się tu również odwrócenie tradycyjnego podziału na role społeczne. Mężczyźni coraz częściej rezygnują z robienia kariery i nie chcą poświęcać swojego życia na zarabianie na utrzymanie rodziny, gdy tymczasem kobiety łakną sukcesów na gruncie zawodowym i nie pragną spełniać się jako gospodynie domowe. Efektem tej zamiany jest dramatyczny spadek urodzin, nad którego ekonomicznymi skutkami łamią sobie głowy eksperci w całej Japonii.

 

…kontra starzy

Kolejne pokolenia Japończyków dzielą coraz większe różnice w poglądach na życie, które zdają się rozłamywać japońskie społeczeństwo. Jak już wspomniałem, tradycyjnie mężczyzna staje się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa wtedy, gdy pracuje na pełen etat i utrzymuje rodzinę, a kobieta – kiedy rodzi i wychowuje dzieci oraz zajmuje się domem. Tradycjonaliści patrzą z niechęcią na wszelkie odstępstwa od tego oczywistego dla nich schematu. Tymczasem młodzi, którym państwo nie jest już w stanie zagwarantować pewnego zatrudnienia, tak jak ich rodzicom, zaczynają patrzeć na świat w zupełnie inny sposób. – Zapewniam mojemu synowi wyłącznie dach nad głową, żywić musi się sam – mówi mi z kwaśną miną jeden z moich tokijskich znajomych, wychowany w Stanach Zjednoczonych Japończyk, pracujący na wysokim stanowisku jako informatyk w jednej z japońskich korporacji. Siedzimy przy zielonej herbacie w jego domu, stojącym w centralnej części jednej z tokijskich dzielnic. Biorąc pod uwagę tutejsze ceny gruntów, sama ziemia może być warta fortunę, nie wspominając już o budynku. Jednak zarówno on, jak i jego pochodząca z Chin żona, również informatyczka w tej samej firmie, są ludźmi uśmiechniętymi i życzliwymi. Ich młodsza córka uczęszcza jeszcze do szkoły podstawowej, a dwudziestokilkuletni syn postanowił zostać gitarzystą, singlem i freeterem, czyli osobą bez stałego zatrudnienia, łapiącą nadarzające się okazje do czasowego zarobku. Pomiędzy nim i jego ojcem wyczuwa się napięcie, gdy ten pierwszy prezentuje nam swoje umiejętności gry na gitarze basowej. – Mój mąż zbyt „zjapońszczał” po przyjeździe do ojczyzny i podjęciu pracy w japońskiej firmie – szepcze do mnie z uśmiechem jego żona, choć w jej tonie daje się wyczuć także nutkę goryczy. Tymczasem pan domu wcale nie przypomina typowego salarymana, czyli  noszącego garnitur pracownika korporacji, a raczej otaku (czyli ogólnie rzecz ujmując, fana wytworów popkulturowych, takich jak manga, anime czy gry komputerowe), który w swym nieporządnym dresie i z niewielkim plecaczkiem przemierza uliczki Akihabary, tokijskiej dzielnicy słynącej z setek kolorowych przybytków japońskiej popkultury i elektroniki. Jako wielki miłośnik japońskiej animacji ze swoim nieodłącznym aparatem regularnie odwiedza fanowskie spotkania z idolkami – dziewczętami poprzebieranymi w koronkowe ciuszki i robiącymi słodkie minki do zdjęć ze swoimi wielbicielami. Sprzeczność…? Oto drugie imię Kraju Kwitnącej Wiśni – Japonii nieodgadnionej.

 FOT. JNTO/YASUFUMI NISHI Dzielnica Akihabara to ulubione miejsce m.in. fanów anime

 

Mała Japonia w centrum Polski

W miejscowości Stara Wieś, w województwie łódzkim, w powiecie radomszczańskim, w gminie Przedbórz, na obszarze malowniczego Przedborskiego Parku Krajobrazowego, działa od 10 października 2009 r. Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” (www.dojostarawies.com). Data otwarcia tego ośrodka nie jest przypadkowa. Otóż w tym dniu przypadają urodziny senseia (nauczyciela, mistrza) Hidetaki Nishiyamy (1928–2008), słynnego karateki pochodzącego z Tokio, pierwszego prezydenta Międzynarodowej Federacji Karate Tradycyjnego (ITKF). Zainicjował on ten wielki projekt i od samego początku wspierał jego realizację. „Dojo – Stara Wieś” stanowi wspólne przedsięwzięcie Polskiego Związku Karate Tradycyjnego oraz Fundacji Rozwoju Karate Tradycyjnego. To unikatowy obiekt, stworzony w zgodzie z kanonami architektury japońskiej, będący największym na świecie centrum przeznaczonym do specjalistycznego treningu dalekowschodnich sportów i sztuk walki – zarówno dla zawodowców, jak i amatorów. Można w nim również poznać ducha, klimat i filozofię życia prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni. Nic więc dziwnego, że ten oryginalny ośrodek szybko zyskał miano „małej Japonii w Polsce”. „Dojo – Stara Wieś” zapewnia wyśmienite warunki nie tylko sportowcom i miłośnikom Kraju Wschodzącego Słońca, ale także uczestnikom różnego rodzaju konferencji, szkoleń, spotkań integracyjnych czy biznesowych. W skład kompleksu wchodzi 16 domków noclegowych o wysokim standardzie (każdy dla 7–8 osób), gwarantujących gościom wygodę, ciszę, dużą dyskrecję oraz bliskość przyrody. Znajdują się tutaj też m.in. kamienne ogrody w stylu japońskim, sztuczne jezioro czy boisko do gry w piłkę nożną, siatkówkę i koszykówkę. Najważniejszym budynkiem (o powierzchni aż 2 tys. m²) jest wzniesione na wzgórzu Dojo, czyli miejsce treningów dla przedstawicieli wielu dyscyplin sportowych. Osoby odwiedzające ośrodek w Starej Wsi mogą skorzystać również z odnowy biologicznej, hydromasażu i sauny, a w klimatycznej herbaciarni skosztować naturalnego japońskiego naparu. Dodatkowe zajęcia, jak choćby warsztaty przygotowywania sushi, kaligrafii, ikebany (sztuki układania kwiatów), origami (składania papieru) czy kitske (sztuki wkładania kimono), przybliżą im fascynującą kulturę Japonii. Poza tym czekają tu na nich także doskonałe dania kuchni japońskiej i polskiej. – Wiele osób zadaje mi pytanie, dlaczego ulokowaliśmy nasz wspaniały projekt właśnie w Starej Wsi. Kiedy 15 lat temu po raz pierwszy przyjechałem tutaj i wszedłem na wzniesienie, na którym obecnie stoi hala treningowa, widok, jaki ukazał się moim oczom, urzekł mnie do tego stopnia, że zakochałem się w tym miejscu. Poczułem silną pozytywną energię  i już wiedziałem, że zbudujemy tu światowe centrum edukacyjne Budō, czyli japońskich sportów i sztuk walki – powiedział nam Włodzimierz Kwieciński, prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego. Bez wątpienia każdy wielbiciel Kraju Kwitnącej Wiśni powinien odwiedzić ten uroczy zakątek w samym centrum Polski, gdzie odkryje magiczne miejsce, sprzyjające relaksowi, skupieniu, odnowie ciała i ducha, tak bardzo przypominające prawdziwą japońską wioskę.  

 


 

Artykuły wybrane losowo

Kalejdoskop dominikański

 

MARCIN WESOŁY

www.caribeya.pl 

 

Republika Dominikańska jest radosnym, roztańczonym, zwariowanym, nieprawdopodobnie osobliwym krajem, który ponoć oferuje przyjezdnym wszystko. Przynajmniej tak przekonują kampanie promocyjne tutejszego Ministerstwa Turystyki. Nie ma w tym zbytniej przesady. Na próżno takiej różnorodności, jaką charakteryzuje się Dominikana, szukać w innych zakątkach Karaibów. Do tego oddalonego od Polski o kilka tysięcy kilometrów miejsca, do którego pod koniec XV w. uczestnicy wyprawy Krzysztofa Kolumba popłynęli statkami „Santa María”, „Niña” („Santa Clara”) i „Pinta”, docieramy dziś samolotem. Niesamowita ziemia zauroczyła wówczas słynnego odkrywcę i żeglarza, co odnotował w swoim dzienniku. Nas również z pewnością zachwyci ta wyjątkowa kraina.

Więcej…

Sycylia od kuchni

Stragany na uliczce w Palermo uginają się od świeżych warzyw
food-and-wine-palermo-street-markets

© WWW.SICILY.CO.UK

Dominika Friedrich

www.sycyliabocznymidrogami.pl


Sycylia należy do tzw. Mezzogiorno, południowych regionów Włoch. To najbardziej odległy od kontynentalnej Europy zakątek kraju, oddzielony od niej Cieśniną Mesyńską, i najbliższy reszcie świata. Trójkątny ląd otaczają trzy morza – Jońskie, Tyrreńskie i Śródziemne.

Więcej…

Magia Wietnamu

 

Aneta Grenda

www.zycieipodroze.pl

 

 Zatokę Hạ Long najlepiej podziwiać podczas malowniczego rejsu

halong

 © VIETNAM NATIONAL ADMINISTRATION OF TOURISM/WWW.VIETNAMTOURISM.VN

 

Niezwykła, magiczna wręcz przyroda, fascynująca, bogata kultura, historia naznaczona walkami i konfliktami – Wietnam potrafi przyciągać z wielką siłą. Soczyście zielona roślinność zachwyca niemalże na każdym kroku. Kraj zamieszkują przedstawiciele 54 oficjalnie uznanych grup etnicznych, których zwyczaje i tradycje tworzą niesamowicie barwną mozaikę. To wyjątkowe miejsce na świecie, gdzie wpływy Zachodu łączą się z rodzimą obyczajowością i sztuką, a przeszłość miesza się z nowoczesnością.

 

Specyficzne położenie Wietnamu na Półwyspie Indochińskim w Azji Południowo-Wschodniej w dużej mierze zdecydowało o trybie życia jego mieszkańców, wpłynęło też na rozwój kulturalny czy budowanie tożsamości narodowej. Panujące tu warunki znacznie utrudniały również walkę z przeciwnikiem i czyniły okrucieństwa wojny jeszcze straszniejszymi. Obecnie to kraj przyjazny, w którym odwiedzający mogą czuć się bezpiecznie. Dla mnóstwa turystów jest wymarzonym kierunkiem podróży, a wielu z nich postanawia nawet zostać w nim na dłużej.

 

Wyprawa do Wietnamu to wycieczka na każdą kieszeń. Bez problemu stać na nią osoby o skromniejszym budżecie, które chcą przygotować program zwiedzania na własną rękę. Jeśli ktoś oczekuje wysokich standardów za odpowiednio wyższą cenę, także nie będzie zawiedziony.

 

Kraj i jego mieszkańcy

 

Zarówno krajobraz, jak i warunki klimatyczne są w Wietnamie zróżnicowane. Morze przeplata się z górami, rzeki przecinają niziny i wyżyny. Na północy kraju występuje klimat podzwrotnikowy wilgotny z czterema porami roku. Zima (trwa od listopada do kwietnia) charakteryzuje się niskimi temperaturami, a latem panują upały i padają ulewne deszcze. Większa część południa (od górskiej przełęczy Hải Vân) leży w strefie klimatu zwrotnikowego o typie sawanny z porą suchą i deszczową. Przez cały rok jest tutaj ciepło lub wręcz gorąco. Pora sucha trwa od grudnia do kwietnia, a deszczowa – od maja do listopada (opady bywają wtedy bardzo obfite). W centrum i najbardziej odległym regionie południowym (półwysep Cà Mau i delta rzeki Mekong) występuje klimat zwrotnikowy monsunowy.

 

Populacja Wietnamu wynosi 92,7 mln osób, co czyni go 14 najludniejszym krajem na świecie. Nieco ponad 86 proc. stanowią rdzenni Wietnamczycy (Kinh). Zamieszkują oni głównie tereny nadmorskie i nizinne oraz rejony delt Rzeki Czerwonej i Mekongu. Wśród mniejszości etnicznych najliczniejsi są Tàyowie. Poza tym żyją tu też Tajowie, Mườngowie, Khmerowie, Chińczycy (Hoa), Nùngowie, Hmongowie i Daowie (Yaowie). Historię i kulturę zróżnicowanej ludności Wietnamu przedstawia najpiękniejsze muzeum w Hanoi, czyli Wietnamskie Muzeum Etnologiczne. Poznamy w nim tradycje, zwyczaje, rytuały i wierzenia charakterystyczne dla 54 grup etnicznych, a także dowiemy się, jak wygląda życie codzienne ich przedstawicieli.

 

Funkcję języka urzędowego pełni w kraju wietnamski. Należy do rodziny austroazjatyckiej. Dla ok. 87 proc. populacji Wietnamu stanowi język podstawowy. Ważną rolę odgrywają w nim tony. Zmiana modulacji głosu w przypadku konkretnych jednostek leksykalnych modyfikuje ich znaczenie.

 

Religia i kultura

 

Wietnam jest zróżnicowany pod względem religijnym. Ponad 45 proc. ludności wyznaje tradycyjne religie wietnamskie, ok. 14 proc. to buddyści, mniej więcej 8,5 proc. – chrześcijanie. Oprócz tego wśród Wietnamczyków znajdują się kaodaiści, muzułmanie, bahaici i hinduiści. Niektórzy łączą w życiu elementy różnych systemów religijnych, a czasem kierują się również przesądami. Poza tym w Wietnamie czci się przodków, którzy są darzeni dużym szacunkiem. Na wsiach, gdzie codzienne zajęcia wyznacza rytm przyrody, ludzie oddają cześć matce gór, matce rzek, matce nieba i innym podobnym istotom.

 

Wietnamczycy początki swojego państwa datują na 2879 r. p.n.e. Ich przywiązanie do wielowiekowej historii można dostrzec w życiu codziennym, tradycjach, zwyczajach i sztuce. Mimo rozwoju gospodarki i wdrażania nowoczesnych technologii na wsiach nadal stosuje się dawne metody uprawiania roślin i hodowli zwierząt, a większość prac wykonuje się ręcznie. Mężczyźni, kobiety i dzieci w charakterystycznych kapeluszach na głowach pracują na polach bądź pilnują pasących się stad. Noszące barwne stroje kobiety wykonują ubrania z utkanych przez siebie materiałów i różne ozdoby, aby potem je sprzedać. Każda mniejszość etniczna ma własne tradycje i kulturę. Miejscowości na północy kraju, zamieszkiwane przez Hmongów, Tajów, lud Dao czy Tàyów, mienią się kolorami. M’Nôngowie, Ê Đê (Rade) i Bahnarowie z centralnego płaskowyżu żyją prosto, niemal prymitywnie. Zasiedlający wybrzeże Czamowie stawiają z kolei murowane domy, do dziś zachowało się wiele takich starych budynków.

 

Wietnamczycy na ogół preferują prosty styl życia, są racjonalni i pragmatyczni. Ich codzienne zajęcia reguluje określony rozkład dnia czy rytm pór roku. Wszelkie ceremonie ślubne i pogrzebowe mają tradycyjny charakter. W wietnamskim kalendarzu znajduje się dużo świąt. Niektóre z nich są lokalne, a inne obchodzi się w całym kraju. Podczas wielu okazji świętowaniu towarzyszy muzyka ludowa i różne pokazy. Wietnamczycy na pierwszym miejscu stawiają zawsze rodzinę. Młodzi wyrażają się o swoich rodzicach bardzo pozytywnie, darzą ich ogromnym szacunkiem. Starają się chociaż raz w roku, w czasie Tết (wietnamskiego Nowego Roku, opartego na kalendarzu chińskim, przypadającego w styczniu lub lutym), odwiedzić matkę i ojca.

 

Azjatyckie smaki

 

Różnobarwny ślubny auzaj (áo dài)

ShoppingHanoi

VIETNAM NATIONAL ADMINISTRATION OF TOURISM/WWW.VIETNAMTOURISM.VN

 

Kuchnia wietnamska jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie. Charakteryzują ją świeże smaki i mnóstwo aromatów. Potrawy z północy są łagodne, te z centrum kraju – pikantne, a z południa – nieco słodsze. Podstawę wietnamskich kulinariów stanowi ryż. Wykorzystuje się go jako dodatek lub główny składnik samodzielnych dań, np. cơm lam (ryż gotowany w bambusie). Popularnością cieszą się też makarony: ryżowy, jajeczny i sojowy. Wietnamska kuchnia nie potrafi się bez nich obejść. Potrawy mięsne bazują na drobiu, wołowinie i wieprzowinie. Tak naprawdę Wietnamczycy bardzo rzadko jedzą psy. Za to często na stołach goszczą smakowite ryby i owoce morza, a także warzywa. Popularną przyprawą jest sos rybny, choć w niektórych częściach Wietnamu, zwłaszcza przy granicy z Chinami, konkuruje z nim sos sojowy. Poza tym używa się pieprzu, nierzadko od razu połączonego z solą i limonką, ostrych papryczek, trawy cytrynowej, cynamonu, imbiru, czosnku, perilli (pachnotki zwyczajnej), kiełków i świeżych ziół: kolendry, mięty i bazylii tajskiej.

 

Sposoby przygotowywania dań są bardzo różnorodne. Część z nich podaje się na surowo, inne podlegają obróbce: gotowaniu, szybkiemu smażeniu w woku, duszeniu, pieczeniu, jak również grillowaniu. Niezależnie od metody przyrządzania wszystkie potrawy mają bogaty smak. Jako dodatek serwuje się warzywa w marynacie. Składnikiem zarówno dań mięsnych i warzywnych, jak i deserów bywa papier ryżowy. Przez większą część roku na targach dostępne są świeże owoce, m.in. arbuzy, melony, marakuje, liczi, longany, dżakfruty, duriany i ananasy. W Wietnamie koniecznie należy spróbować sajgonek, zupy pho (phở), bún chả (makaronu ryżowego z wieprzowiną), cơm rang (smażonego ryżu), pierożków, owoców morza, zwłaszcza przegrzebków i krewetek, ryb i bánh mì, czyli kanapki z mięsem i warzywami.

 

Filiżanka pełna mocy

 

Ten azjatycki kraj pokrywają liczne plantacje herbaty. W poszczególnych prowincjach uprawiane są różne jej gatunki. Wszystkie prace na polach wykonuje się ręcznie. Pielęgnacją krzewów i zbieraniem liści zajmują się ludzie. Zbiory przechowuje się w suchym miejscu, bez dostępu światła i zapachów mogących wpływać na aromat suszu. W wietnamskich domach tradycyjnie każdy posiłek wieńczy filiżanka zielonej herbaty. Napar ma za zadanie usprawnić trawienie. Rytuał związany z parzeniem liści i delektowaniem się napojem uchodzi za bardzo ważny. To dla wielu Wietnamczyków moment, który przynosi spokój duszy i czyni człowieka szczęśliwym. Wspólne celebrowanie tej chwili jest oznaką szacunku dla innych i wyrazem gościnności gospodarzy.

 

Co ciekawe, Wietnam słynie jednak przede wszystkim z kawy. Zajmuje drugie miejsce na świecie (po Brazylii i przed Kolumbią) pod względem jej eksportu. Plantacje kawowca znajdują się w różnych rejonach kraju. Najwięcej leży w regionach górskich w centralnych prowincjach. Należą do nich m.in. Đăk Lăk (z kawową stolicą Buôn Ma Thuột), Lâm Đồng, Gia Lai i Kon Tum. Wietnamczycy uprawiają rozmaite rodzaje kawy, najpopularniejsze są robusta i arabica (mokka i catimor), ale spotyka się także np. pola kawy liberyjskiej (Coffea liberica). Napój przygotowuje się na różne sposoby. Często stosuje się metalowy zaparzacz zwany phin, którego używa się powszechnie tak w domach, jak i na ulicy. Kawa przyrządzona tą metodą jest przepyszna i bardzo mocna.

 

Wzdłuż i wszerz

 

Podczas zwiedzania Wietnamu można korzystać z rozmaitych środków transportu: rowerów, skuterów, motocykli, busów, autobusów, pociągów, samolotów, promów i statków. Aby dotrzeć do jak największej liczby miejsc, najlepiej używać wszystkich. Życie codzienne zwykłych Wietnamczyków toczy się w małych miejscowościach położonych pośród gór, rzek, jezior i pól. Żeby poznać, jak ono wygląda, i móc podziwiać wspaniałe krajobrazy, trzeba udać się w podróż po kraju. Jeśli dysponujemy dużą ilością czasu, warto zdecydować się na jazdę motocyklem i ten sposób przemieszczania się połączyć z korzystaniem z innych środków lokomocji. Wtedy zrozumiemy, jak wyjątkowy jest Wietnam.

 

Niewątpliwie najbardziej malownicze trasy leżą w rejonach górskich, ale i na pozostałym obszarze takich nie brakuje. Do najpiękniejszych miejsc należą prowincja Hà Giang z drogami w kształcie serpentyn, magicznymi wniesieniami i cudowną roślinnością, prowincja Cao Bằng, na której rozległych polach można obserwować życie codzienne ludzi albo podziwiać spektakularne wodospady Bản Giốc na rzece Quây Sơn, prowincja Lào Cai z urokliwym miastem Sa Pa i najwyższym szczytem kraju Fansipanem (Phan Xi Păng, 3143 m n.p.m.) czy też sielski dystrykt Mai Châu, zielona prowincja Ninh Bình z wieloma pagodami i Katedrą Phát Diệm oraz prowincja Đăk Lăk z winnicami i plantacjami kawy i herbaty.

 

Wietnam słynie również z niezwykłej urody wysp, zatok i miast nadmorskich. Na północy znajduje się zatoka Hạ Long. W jej granicach leży ok. 2 tys. skalistych, głównie wapiennych wysepek pokrytych gęstą roślinnością. Region ten przypomina czarodziejską krainę. Nic więc dziwnego, że w 1994 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W południowo-zachodniej części Hạ Long z wody wyłania się Cát Bà – największa spośród 367 wysp archipelagu o tej samej nazwie. Warto ją odwiedzić ze względu na rozpościerające się stąd przepiękne widoki, porastające górzysty ląd zielone lasy i miejsca idealne do plażowania, wspinaczki i spływów kajakowych. Poza tym ustanowiono tu w 1986 r. Park Narodowy Cát Bà. Zupełnie inna jest położona daleko na południu Wietnamu wyspa Phú Quốc (ok. 590 km² powierzchni). Znajduje się ona na Zatoce Tajlandzkiej, niedaleko granicy z Kambodżą. Oplatają ją cudowne wielokilometrowe piaszczyste plaże, rosną na niej palmy kokosowe i lasy tropikalne, a jej wnętrze kryje urokliwe wodospady. Działa tutaj wiele światowej klasy hoteli i centrów spa. Oprócz tego Phú Quốc słynie z pysznych owoców morza i produkcji sosu rybnego.

 

W tym kraju zadziwia bogactwo flory i fauny. Znajduje się w nim 30 wspaniałych parków narodowych, w których żyje mnóstwo gatunków roślin i zwierząt.

 

Dwie metropolie

 

Większość turystów rozpoczyna swoją przygodę z Wietnamem od jednego z jego największych miast, czyli Hanoi lub Ho Chi Minh (do 1976 r. nazywanego oficjalnie Sajgonem). Bez żadnej przesady można powiedzieć, że łączy je tak wiele, jak wiele je dzieli. To pierwsze pełni funkcję wietnamskiej stolicy. Leży nad Rzeką Czerwoną, na obu jej brzegach. Centrum biznesowe kraju stanowi jednak Ho Chi Minh. Hanoi ma wiele twarzy. Na ulicach panuje w nim duży ruch. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne budynki i apartamentowce, centra handlowe i szerokie, eleganckie arterie, a z drugiej – zaniedbane osiedla i wąskie uliczki obwieszone przewodami elektrycznymi. W stolicy działają poza tym interesujące muzea (na czele z Narodowym Muzeum Wietnamskiej Historii), teatry, opera (Narodowa Opera i Balet Wietnamu), kina, bary karaoke, kluby muzyczne i galerie sztuki oraz odbywają się liczne koncerty i festiwale.

 

Miejscem wartym uwagi jest konfucjańska Świątynia Literatury z 1070 r. (pierwszy wietnamski uniwersytet) – jedna z największych atrakcji Hanoi. Koniecznie trzeba też udać się nad Hồ Hoàn Kiếm, czyli Jezioro Zwróconego Miecza, otoczone wspaniałymi drzewami. Na jego środku, na niewielkiej wysepce stoi Wieża Żółwia. Została wzniesiona w 1886 r. Uważa się ją za symbol Hanoi. Poza tym na wysepce usytuowanej w pobliżu północnego brzegu Hồ Hoàn Kiếm znajduje się Świątynia Jadeitowej Góry, do której wiedzie piękny czerwony most. Tuż obok możemy podziwiać Starą Dzielnicę (Old Quarter) z architekturą kolonialną i buddyjskimi pagodami. Wypełniają ją różne sklepiki i stoiska z rozmaitymi rzeczami, a także kawiarnie, bary, restauracje, piekarnie, butiki i galerie sztuki. Warto przespacerować się jej uliczkami i poczuć tutejszą specyficzną atmosferę. Niedaleko jeziora znajdziemy również Wodny Teatr Lalek Thăng Long, w którym odbywają się niepowtarzalne spektakle z udziałem tańczących na wodzie drewnianych kukiełek.

 

W Hanoi należy też odwiedzić kilka z jego wielu wspaniałych świątyń. Są pośród nich prawdziwe perełki, takie jak pagody Trấn Quốc i Kim Liên oraz Pagoda Jednego Filaru (Chùa Một Cột). Uwagę turystów przyciąga także neogotycka Katedra św. Józefa zbudowana w 1886 r., a stylizowana na Katedrę Najświętszej Marii Panny w Paryżu (Cathédrale Notre-Dame de Paris). Interesująco prezentuje się również budynek opery (Hanoi Opera House) wzniesiony w latach 1901–1911. W projekcie gmachu połączono motywy antyczne z inspiracjami paryskim Pałacem Garniera (Opéra Garnier). To najbardziej luksusowy teatr w stolicy. Aby poznać historię Wietnamu i wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej 1955–1975), trzeba udać się do kompleksu z zachowanymi pozostałościami Cesarskiej Cytadeli Thăng Long, zabytku ciekawego zarówno pod względem architektonicznym, jak i historycznym. Obiekt pochodzi z czasów panowania dynastii Lý (1009–1225). W 2010 r. jego centralny sektor został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oprócz stanowisk prezentujących odkrycia archeologiczne znajduje się tutaj bogata ekspozycja związana z wojną wietnamską (tunel D67 i sztab Ludowej Armii Wietnamu – PAVN). Żeby zapoznać się z codziennym życiem mieszkańców i ich zwyczajami oraz rzemiosłem, warto odwiedzić dwie stare wioski: Bát Tràng (niecałe 15 km od centrum Hanoi) z wyrobami ceramicznymi (tzw. porcelana Bát Tràng) i Vạn Phúc (8 km na południowy zachód od stolicy) słynącą ze znakomitej jakości jedwabiu.

 

Położone na południu Ho Chi Minh (dawniej Sajgon) to natomiast najludniejsze miasto w Wietnamie (ok. 8,5 mln mieszkańców). Przeszłość przeplata się w nim z teraźniejszością, a tradycja z nowoczesnością. Jest ono ważnym ośrodkiem przemysłowym i węzłem komunikacyjnym oraz liczącym się centrum biznesowym i kulturalnym. Ten, kto zawita tu po raz pierwszy w życiu, może poczuć się przytłoczony ogromnym ruchem na ulicach. Także architektura miasta potrafi zaskoczyć. Świetnie zachowane zabudowania kolonialne prezentują się niesamowicie na tle nowoczesnych wieżowców takich jak 262,5-metrowy Bitexco Financial Tower czy Vincom Center (największa galeria handlowa w Ho Chi Minh z ponad 250 sklepami).

 

Do ciekawszych obiektów należą niewątpliwie gmachy Opery (Saigon Opera House) i Poczty Głównej oraz piękna i skromna neoromańska Katedra Notre-Dame. W podobnym stylu co świątynia utrzymany jest pobliski budynek Ratusza wzniesiony w latach 1902–1908. Gdy zmęczymy się zwiedzaniem charakterystycznych miejsc Ho Chi Minh, możemy odpocząć na parkowej ławce lub posilić się w restauracji czy barze albo przy jednym z ulicznych stoisk z jedzeniem. Smaczne dania i przekąski pozwolą nam odzyskać siły do dalszej wędrówki.

 

Pomnik Ho Chi Minha w dawnym Sajgonie odsłonięty w maju 2015 r.

Ho Chi Minh City 38

© VIETNAM NATIONAL ADMINISTRATION OF TOURISM/WWW.VIETNAMTOURISM.VN

 

Polak i zabytki

 

Leżące w środkowej części kraju Hội An to jedno z najurokliwszych miast w Wietnamie. Wzdłuż wąskich uliczek jego historycznego centrum wznoszą się zabytkowe budynki z czasów świetności tego portu. W latach 90. XX w. władze miejskie chciały wyburzyć zniszczone zabudowania w tym rejonie, ale udało się temu zapobiec. Przyczynił się do tego polski architekt Kazimierz Kwiatkowski (1944–1997), który kierował pracami konserwatorskimi w pobliskim Mỹ Sơn. Dzięki niemu ten niezwykły rejon Hội An przeszedł renowację i dziś zachwyca turystów z całego świata. W 1999 r. znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W tutejszej architekturze widoczne są wyraźnie wpływy chińskie, japońskie, buddyjskie i europejskie. Za wyjątkowy na skalę światową obiekt uchodzi kryty Most Japoński z 1593 r. połączony ze świątynią boga pogody. Miasto wygląda magicznie zwłaszcza wieczorem, gdy oświetlają je liczne kolorowe lampiony.

 

Wspomniane Mỹ Sơn, położone ok. 35 km na południowy zachód od Hội An w dolinie otoczonej górami (w pobliżu wioski Duy Phú), jest miejscem zupełnie odmiennym. To dawne sanktuarium Czamów. Większość budynków powstała w nim pomiędzy IV a XIII stuleciem. W czasie wojny wietnamskiej mieli tu swoją kwaterę partyzanci Wietkongu. W wyniku nalotu dywanowego sił amerykańskich przeprowadzonego w sierpniu 1969 r. kompleks został w znacznej mierze zniszczony. Na szczęście wywołało to powszechne protesty, dzięki którym Mỹ Sơn wyłączono z akcji lotnictwa USA. W ten sposób udało się zachować choć część cennych obiektów. W latach 80. XX w. Kazimierz Kwiatkowski i jego zespół podjęli się prac konserwatorskich. Wietnamczycy bardzo szanują naszego rodaka za zaangażowanie w ratowanie ich zabytków. W dowód wdzięczności wystawili mu nawet pomnik w Hội An. Ze względu na swoją wielką wartość kulturową w 1999 r. sanktuarium Mỹ Sơn objęła ochroną organizacja UNESCO.

 

Na północny zachód od czamskiego ośrodka religijnego znajduje się malownicze Huế. Przepływa przez nie Rzeka Perfumowa (Sông Hương). Miasto pamięta jeszcze czasy panowania cesarzy. Było stolicą państwa dynastii Nguyễn (w latach 1802–1945). Po wojnie z USA zniszczone Huế odbudowano, odrestaurowano potężną Cytadelę z Zakazanym Purpurowym Miastem, pagody, grobowce i mosty. Tutaj również służył pomocą Kazimierz Kwiatkowski. Historyczna zabudowa figuruje od 1993 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Warto też zobaczyć Pagodę Thiên Mụ i słynne grobowce cesarzy Minh Mạnga (1791–1841) i Khải Địnha (1885–1925).

 

Most Japoński w Hội An wznieśli w XVI–XVII w. Japończycy

HoiAn 01 Japan bridge in the heart of Hoi An a UNESCO world heritage site by Christian Berg

© VIETNAM NATIONAL ADMINISTRATION OF TOURISM/WWW.VIETNAMTOURISM.VN

 

Podróż dla każdego

 

Wietnam to kraj jedyny w swoim rodzaju. Zachwyca magicznymi krajobrazami, niezwykłą florą i fauną, bogatą kulturą, ciekawymi zwyczajami i tradycjami oraz zazwyczaj miłymi, przyjaźnie nastawionymi do obcokrajowców mieszkańcami. Każdy bez wątpienia może się w nim zakochać. Jednych zafascynują wielkie, wypełnione ludźmi miasta, w których wspaniałe zabytki sąsiadują z nowoczesną architekturą, inni z radością odkryją spokojne, ciche wioski, leżące malowniczo wśród gór i dolin, gdzie życie toczy się własnym, niespiesznym rytmem. Osoby ceniące piękno przyrody także nie będą zawiedzione. Czeka na nie wiele cudownych miejsc położonych z dala od popularnych turystycznych szlaków. Wietnam nie pozostawia nikogo obojętnym. Podróż do tego państwa jest niezwykłym przeżyciem. To spotkanie z niezmiernie urokliwą krainą, w której to, co azjatyckie przeplata się z tym, co charakterystyczne dla kultury Zachodu. Tak osobliwej mozaiki dwóch odmiennych rzeczywistości nie znajdziemy nigdzie indziej na świecie