ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

<< Dla większości podróżników zakochanych w Czarnym Lądzie Kenia i Tanzania nie mają sobie równych. To kraje bajecznie piękne, magiczne i wciąż dzikie. Warto odwiedzić je szczególnie w porze tzw. Wielkiej Migracji, kiedy rozgrywa się jeden z najbardziej widowiskowych spektakli przyrody na ziemi. Jeśli przy okazji upolujemy aparatem fotograficznym całą Wielką Piątkę Afryki (lwa, słonia, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta), nasze safari będziemy mogli zaliczyć do udanych i wyruszyć na zasłużony odpoczynek na afrykańskie wyspy – kenijską Lamu i słynny tanzański Zanzibar – prawdziwe miniaturowe wersje raju. >>

 FOT. KENYA TOURISM BOARD

Terytoria obu państw znajdowały się w swojej historii w granicach kolonii brytyjskiej. O czasach tych przypomina dzisiaj powszechny w sferze oficjalnej język angielski. Rdzenni mieszkańcy Kenii i Tanzanii posługują się jednak suahili, którego główny dialekt unguja pochodzi z wyspy Zanzibar.

Afryka jest mistyczna: dzika, piekielnie upalna, stanowi raj dla fotografujących i myśliwych, krainę utopii dla eskapistów. Jest tym, czego pragniesz, wymyka się wszelkim interpretacjom – pisała w swoich pamiętnikach West with the Night słynna kenijska pilotka urodzona w Wielkiej Brytanii Beryl Markham (1902–1986). Dla pasjonatów nieskażonej natury liczą się tu przede wszystkim dwa miejsca: Maasai Mara National Reserve (Rezerwat Narodowy Masai Mara) w Kenii i Serengeti National Park (Park Narodowy Serengeti) w Tanzanii. Jedną z największych atrakcji są w nich duże ssaki. Jednak ani gepard, ani lew, ani nawet sympatycznie wyglądające, choć groźne w rzeczywistości hipopotamy nie wystawią się nam same do zdjęcia. Niemal na każdym kroku napotkamy za to stada płochliwych oryksów czy żyjące gromadnie zebry, od których aż mieni się w oczach.

Czasem przy drzewie akacjowym zobaczymy cierpliwie skubiącą listki żyrafę, a na horyzoncie mignie nam hiena. Najlepiej przyjechać tutaj w porze suchej, z reguły pomiędzy czerwcem i sierpniem, kiedy antylopy gnu, zebry i inni roślinożercy wędrują w wielkich grupach liczących od kilkuset do paru tysięcy osobników z Serengeti na północ, do Masai Mara, w poszukiwaniu świeżego pożywienia.

 

Wielka szkoła przetrwania

Widowiskowy przemarsz kilku milionów afrykańskich zwierząt stał się już tematem wielu książek, filmów przyrodniczych i wspaniałych fotografii, a mimo to wciąż przyciąga rzesze turystów do Kenii i Tanzanii. Wielka Migracja rozpoczyna się na ogół w czerwcu lub lipcu. Natomiast wędrówka powrotna z Masai Mara do Serengeti odbywa się zazwyczaj od końca listopada do stycznia. Ma to związek z opadami deszczu, od których zależy wegetacja trawy. Za stadami antylop podążają zebry i bawoły afrykańskie. Tym ostatnim towarzyszą nieodłączne bąkojady, ptaki czyszczące ich skórę z pasożytów oraz sygnalizujące wszelkie zagrożenia. W poszukiwaniu nowych pastwisk te roślinożerne ssaki przebywają niemal 3 tys. km, gdy w maju deszcze, które nawodniły wschodnie równiny, zaczynają przesuwać się ku północy. Każdy gatunek ma własne sposoby na znajdowanie pokarmu. Gnu pręgowane kierują się zapachem wilgotnej ziemi i mogą usłyszeć odgłosy burzy nawet z odległości 50 km. W sierpniu zielona jeszcze do niedawna sawanna pustoszeje. To ciężki okres dla lwów, które tracą szanse na upolowanie zwierzyny. Wielotysięczne stada antylop i zebr ruszają na północ i przeprawiają się przez rzekę Marę, najbardziej dramatyczne miejsce całej migracji. W jej brązowych wodach część z nich ginie, padając łupem krokodyli lub po prostu tonąc. Gnu podporządkowują się zawsze prawom natury, dlatego słabe osobniki są pozostawiane, a silne niestrudzenie kontynuują wędrówkę bez oglądania się za siebie. Oblicza się, że podczas drogi na północ i przy przekraczaniu Mary ginie ok. 200 tys. antylop i zebr. Zwierzęta zatrzymują się na terenie Masai Mara do końca listopada, aby następnie wraz z przemieszczającą się strefą opadów wyruszyć z powrotem na dalekie południe, ku niekończącym się równinom Serengeti.

FOT. KENYA TOURISM BOARD

Wielką migrację prowadzą zebry, mimo iż liczbowo dominują gnu (stanowią ok. 60 proc.)

 

Śmietanka towarzyska na Lamu

Po trudach safari warto odpocząć nad Oceanem Indyjskim. Dużym powodzeniem cieszy się szczególnie wyspa Lamu, będąca jedną z większych kenijskich atrakcji, dobrze znana podróżnikom i żeglarzom już w XVI w. Należy ona do archipelagu o tej samej nazwie, w skład którego wchodzą także Pate i Manda oraz mniejsza od nich Kiwayu. Tutejsza miejscowość Lamu, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, to najlepiej zachowane miasto kultury suahili w całej Afryce Wschodniej. Stare, białe domy, kryte gęstą strzechą z liści palmowych, z charakterystycznymi, bogato zdobionymi drewnianymi drzwiami przywołują przeszłość arabskiej faktorii handlowej i portugalskiej kolonii. Kiedyś panowała tu handlowa gorączka. Dziś czas płynie powoli. Można odnieść wrażenie, że nawet zatrzymał się w miejscu. Na wyspie znajduje się zaledwie kilka samochodów. Cały transport, jak za dawnych lat, odbywa się na grzbiecie osłów lub za pomocą rowerów. Dawno minęła epoka bogactwa, budowanego na handlu niewolnikami i kością słoniową. Pozostały po niej charakterystyczna architektura, meczety i eksponaty w muzeach.

Do największych atrakcji należy tutaj Peponi Hotel Lamu: jeden z najsłynniejszych nie tylko na wyspie, ale w całej Kenii, przyciągający sławy z Europy i Stanów Zjednoczonych. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Lamu to modne miejsce wśród europejskich elit towarzyskich. Stare domy w pobliskiej pięknej wiosce Shela kupiło wielu obcokrajowców. Luksusowo odnowione rezydencje wynajmuje się dziś przez większą część roku. Co prawda, ruch turystyczny mocno zmalał po ostatnich zamachach w 2010 i 2011 r., ale sytuacja już się poprawiła i goście zaczynają powracać. Najwięcej turystów odwiedza Lamu między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, chociaż sezon trwa tu dużo dłużej – od października do marca. Warto też odbyć rejs po archipelagu tradycyjną łodzią dau (dhow). Jeśli mamy więcej czasu, możemy popłynąć na dziewicze wyspy Manda, Pate oraz Kiwayu. Ta ostatnia oraz słynąca z cichych, pustych plaż Wasini, położona w sąsiedztwie rafy koralowej Kisite, stanowią raj dla miłośników nurkowania. W Kisite Mpunguti Marine Park (Morskim Parku Kisite Mpunguti) między sierpniem a październikiem przy odrobinie szczęścia zobaczymy delfiny i wieloryby.

FOT. ROBERT PAWEŁEK

Na Lamu żyje aż ok. 3 tys. osłów, znajdziemy tu nawet szpital dla tych zwierząt

 

Wyspiarska Tanzania

Doskonałymi miejscami na błogi wypoczynek są również wyspy Tanzanii: Pemba, Mafia czy coraz modniejszy wśród Polaków Zanzibar. Bliskość równika powoduje, że tych pięknych skrawków lądu nie nawiedzają większe cyklony, groźne w wysuniętych, północnych lub południowych rejonach Oceanu Indyjskiego. Nie znajdziemy tutaj także wielkich dzikich zwierząt, żyjących w parkach narodowych Afryki Wschodniej. Lokalna fauna nie jest jednak uboga. Należy do niej m.in. zagrożona wyginięciem gereza trójbarwna, nazywana w języku suahili kima punju („trującą małpą”) ze względu na wydzielany silny zapach. Na pewno natkniemy się też na koczkodany, mangusty i liczne gekony, obecne praktycznie wszędzie – w nocy pracowicie łowią moskity i drobne owady. Niezmiernie rzadko udaje się zobaczyć pytona i mambę czarną. Raczej nie liczmy także na spotkanie lampartów zanzibarskich, które zostały wytępione, oraz niewielkich antylop mających płochliwy charakter i prowadzących nocny tryb życia. W okolicy osad ludzkich lubią za to przebywać sympatyczne małpiatki. Podkradają one często lokalnie pędzony alkohol (wino palmowe), który fermentuje w zbiornikach zawieszonych na drzewach.

Przy planowaniu wizyty na tanzańskich wyspach trzeba pamiętać, że ceny biletów lotniczych i hoteli najwyższe są w lipcu i sierpniu oraz w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Dlatego na Zanzibar najlepiej przyjechać między początkiem września a połową grudnia lub od stycznia do końca marca. Za największą tutejszą atrakcję uchodzą sporty wodne. W czerwcu panują tu idealne warunki do uprawiania żeglarstwa oraz kitesurfingu. Wieje wówczas południowy monsun, zwany kusi, i jest nieco chłodniej – ok. 30°C. Największe upały na Zanzibarze występują między grudniem a marcem. Temperatura wody dochodzi wtedy do 30°C, a powietrza – do 40°C.

Nurkowanie można natomiast uprawiać tutaj przez cały rok. Podczas niego spotkamy żółwie morskie i delfiny (te ostatnie najczęściej przy powierzchni), a także – w zależności od sezonu – humbaki, rekiny wielorybie czy manty. Za najciekawsze miejsce nurkowe uważa się okolice wysepki Mnemba, która leży ok. 2 km od północno-wschodniego wybrzeża Zanzibaru.

W ciepłym, turkusowym Oceanie Indyjskim musimy jednak zachować pewne środki ostrożności. Oprócz żyjących w nim jadowitych stworzeń trzeba uważać na silne prądy przy brzegach, niebezpieczne zwłaszcza dla niedoświadczonych pływaków, szczególnie w czasie nowiu i pełni. Nie działają tu prawie żadne służby ratownicze, więc w razie potrzeby pomocy udzielają jedynie rybacy lub okoliczne profesjonalne bazy nurkowe. Na rafie, w miejscach, gdzie nie ma piasku, napotkamy również kłujące jeżowce. Uprzykrzyć życie mogą nam też pchły piaskowe, spotykane na wybrzeżu Tanzanii. Ich larwy potrafią zagnieździć się w stopie, na ogół w pobliżu paznokci, co powoduje nieprzyjemne swędzenie. Należy je usuwać na tyle ostrożnie, żeby nie wdało się zakażenie.

Swój raj na ziemi znaleźli na Zanzibarze nie tylko miłośnicy wspaniałych podwodnych przygód, ale także amatorzy wędkarstwa sportowego. Dużą popularnością cieszą się wśród nich jednodniowe polowania na tuńczyka, marlina lub barakudę. Ci, którzy wolą spokojniejszy wypoczynek, mogą wybrać się na spacer po zabytkowym Stone Town (Kamiennym Mieście), przejażdżkę rowerem po malowniczej okolicy lub zagrać w siatkówkę plażową. Warto też odwiedzić np. Jozani-Chwaka Bay National Park (Park Narodowy Jozani-Zatoka Chwaka), pokryty gęstymi namorzynami, gdzie mieszka duża populacja małp (w tym niezmiernie rzadkie gerezy trójbarwne), sąsiednią wysepkę Changuu z żółwiami olbrzymimi przywiezionymi specjalnie z Seszeli czy zanzibarskie urocze wioski Nungwi lub Jambiani.

FOT. ASILIA CAMPS, LODGES, SAFARIS

Zanzibar – rejs łodzią dau (dhow)

 

Zanzibarskie wspaniałości

Dziś jednak największy rozkwit przeżywa Zanzibar (w języku suahili Unguja), będący największą wyspą archipelagu o tej samej nazwie. Wraz z pobliską Pembą tworzy autonomiczny region Tanzanii – posiada własny rząd, parlament i prezydenta. Z tego też powodu jest zazwyczaj wymieniany i opisywany w przewodnikach oddzielnie. Nazwa Zanzibar pochodzi od słowa zendż (zenj), którym w świecie islamu określano czarnych mieszkańców Afryki Wschodniej, oraz od arabskiego i perskiego wyrazu oznaczającego ląd bądź wybrzeże (cząstka -bar). Przez bardzo długi czas ten afrykański zakątek kojarzył się głównie z prowadzonym tu na szeroką skalę handlem niewolnikami.

Wyspa składa się z trzech regionów, różniących się nieco od siebie. Na jej zachodnim wybrzeżu leży ponad 200-tysięczne miasto Zanzibar, które pełni funkcję administracyjnej stolicy całego archipelagu. W jego skład wchodzi historyczne Stone Town i nowe Ng’ambo. To pierwsze, czyli Kamienne Miasto, było w przeszłości największym ośrodkiem miejskim w Afryce Wschodniej. Charakteryzuje się zabytkową architekturą, labiryntem malowniczych, wąskich uliczek, sklepikami i pachnącymi straganami. Zwiedzając urokliwe Stone Town, warto odwiedzić XIX-wieczny pałac House of Wonders (Dom Cudów) lub znajdujący się nieopodal nocny targ z jedzeniem w Ogrodach Forodhani. W odróżnieniu od wielu innych afrykańskich rejonów, gdzie złe warunki sanitarne i wszechobecny kurz nie zachęcają do kupowania przekąsek na bazarze, tutaj możemy bez obaw nasycić nie tylko oczy, ale też żołądki. Po zmroku miejscowi sprzedawcy rozstawiają stoły i rozpalają grille, szykują szaszłyki z wielkich ryb i krewetek, a zapach potraw roznosi się po całej okolicy. Tej egzotycznej mieszance smaków i kolorów nie sposób się oprzeć.

W nowej części stolicy – Ng’ambo – wznoszą się monumentalne bloki, zaprojektowane przez enerdowskich inżynierów na przełomie lat 60. i 70. XX stulecia. Miały stanowić ozdobę miasta i podkreślać jego nowoczesność po rewolucji zanzibarskiej w 1964 r., ale dziś raczej je szpecą. W północnej części wyspy z malowniczymi wioskami Nungwi i Kendwa miejscowych wciąż jest więcej niż turystów. Szybki rozwój infrastruktury hotelowej i gastronomicznej najpewniej jednak to zmieni. Rozrzucone przy brzegu skały tworzą zachwycające kameralne zatoczki. Nungwi słynie poza tym z przepięknych zachodów słońca.

Szerokie, śnieżnobiałe plaże w północno-wschodniej i południowo-wschodniej części Zanzibaru ciągną się nieprzerwanie na całej długości wybrzeża. Wdzięku dodaje im pas wysokich palm kokosowych, a stosunkowo niedaleko od brzegu rozpościera się też potężna rafa koralowa. Większość tutejszych hoteli posiada własne zaplecze ze sprzętem do sportów wodnych, m.in. deskami do windsurfingu, kajakami i katamaranami.

Jeśli ktoś szuka odludnych miejsc, powinien wybrać południowy, słabiej rozwinięty turystycznie rejon Zanzibaru z uroczymi zatoczkami, wysepkami i rafami. W okolicach Kizimkazi największą atrakcję stanowi pływanie z delfinami, co mieszkańcom wioski przynosi całkiem spore dochody.  

FOT. THE PALMS ZANZIBAR

The Palms Zanzibar – rajska plaża ekskluzywnego resortu złożonego jedynie z 6 willi

 

Kulturalne Stone Town

Powszechnie wiadomo, że popularny wokalista zespołu Queen Freddie Mercury (czyli Farrokh Bulsara) urodził się właśnie w Stone Town na Zanzibarze (w 1946 r.). Nikt jednak nie ma pewności co do tego, gdzie dokładnie. Dlatego znajdziemy nawet kilka domów pretendujących do tego zaszczytu. Kamienne Miasto znane jest z licznych wydarzeń kulturalnych. Odbywa się tu m.in. Sauti za Busara – popularna afrykańska impreza muzyczna, oraz Zanzibar International Film Festival (ZIFF) – najsłynniejszy festiwal filmowy w Afryce Wschodniej. Lokalne środowiska nieustannie podtrzymują wspaniałe tradycje festiwalowe, a światowe gwiazdy coraz częściej goszczą w tych stronach.  

Na ulicach Kamiennego Miasta nieraz zobaczymy ludzi spacerujących z radiem. Mieszkańcy Zanzibaru (jak większość Afrykanów) nie posiadają powszechnego dostępu do książek, oprócz Koranu lub Biblii. Mały tranzystorowy odbiornik radiowy, który zabiera się ze sobą wszędzie, stawia na murku, na straganie czy pod meczetem, jest często jedynym łącznikiem ze światem. W wielu regionach Afryki to medium przejęło niemal całkowicie funkcję informacyjną, wychowawczą i rozrywkową. 

                 

Bliżej natury

Jeśli zostanie nam trochę czasu, warto zajrzeć na Pembę – wyspę mniejszą od Zanzibaru, bardziej dziewiczą i porośniętą bujniejszą roślinnością. Wydaje się ona dość hermetyczna, a jej mieszkańcy – mniej otwarci na gości. Podobno Pemba jest centrum czarnej magii, do którego przybywają adepci z najdalszych zakątków Afryki. Turystów przyciągają na nią puste i niemal dzikie plaże oraz wspaniałe warunki do nurkowania. Wielu podróżników chce też zobaczyć Ngezi Forest Reserve (Rezerwat Lasu Ngezi), czyli ostatni fragment pierwotnego lasu, który dawniej porastał ten skrawek lądu.

Ostatnim punktem wyprawy może być Mafia – pobliski nieduży archipelag z kilkunastoma koralowymi wysepkami. Nie należy on do zanzibarskiej autonomii, lecz podlega administracyjnie bezpośrednio rządowi Tanzanii. Tutejsza flora i fauna są podobne do tych na Zanzibarze i Pembie. W środku głównej wyspy znajduje się jezioro zamieszkane przez niewielką populację hipopotamów, które znalazły na niej schronienie po tym, jak podczas powodzi na rzece Rufidżi zostały porwane przez ocean. Mafia leży nieco z dala od głównych szlaków turystycznych. To czyni z tego archipelagu idealne miejsce dla osób spragnionych uroków natury, poszukujących bezludnych plaż i dobrych warunków do nurkowania czy wędkarstwa sportowego. 

Kenią i Tanzanią oraz ich malowniczymi wyspami zachwycą się z pewnością zarówno entuzjaści dzikiej przyrody i bezkrwawych łowów na grubego zwierza, jak i pasjonaci dawnych kultur i zabytków, miłośnicy sportów wodnych, a nawet amatorzy błogiego lenistwa w promieniach słońca. Każdy ma szansę przeżyć tu niezapomniane chwile szczęścia.

 

Artykuły wybrane losowo

Magiczna Italia inaczej

MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

<< Włochy są bez wątpienia jednym z najpiękniejszych krajów świata, jednak przyjeżdżający do nich turyści skupiają się przede wszystkim na kilku najbardziej znanych miejscach, które w szczycie sezonu oblegają tłumy. Wenecja, Rzym, Florencja, Cinque Terre czy Wybrzeże Amalfitańskie rokrocznie przeżywają istny najazd gości, a lokalne władze zastanawiają się, co zrobić z ogromną liczbą przyjezdnych. Wprowadzenie dziennych limitów być może okaże się koniecznością. Dlatego Włochy wychodzą z propozycją zwiedzania atrakcji położonych poza głównym szlakiem turystycznym, mniej znanych i zazwyczaj nie uwzględnianych w popularnych przewodnikach ani ofertach biur podróży. >>

Mimo iż pełna magii Italia przyciąga ludzi z różnych zakątków świata od wielu wieków i wydawać by się mogło, iż nie ma już naprawdę nic do ukrycia, ciągle jeszcze pozostaje krainą nie do końca rozpoznaną. Znajduje się w niej mnóstwo zachwycających miejsc, o których zbyt dużo osób nie słyszało. Dlatego zawsze warto odwiedzić ją ponownie.

 

Wśród różnych sposobów na zwiedzanie Włoch można wymienić choćby podróże kulinarne, winne czy coraz popularniejsze wycieczki w stylu slow travel. Poza tym na Półwyspie Apenińskim odpoczniemy także w gorących źródłach i odkryjemy malownicze miasteczka o historii sięgającej średniowiecza. Coś dla siebie znajdą tu też miłośnicy uprawiania sportu i spędzania czasu na świeżym powietrzu.

 

PRZY WŁOSKIM STOLE

Włochy to kuchnia i właśnie ona determinuje styl życia Włochów, którzy potrafią rozmawiać o jedzeniu wiele razy w ciągu dnia. W tym świecie nie ma poranka, południa i wieczora bez porządnego espresso, rozważań o tym, co będzie na obiad, w jakiej knajpce warto spotkać się na aperitivo, gdzie pójść na kolację. Podobnie jak w innych krajach śródziemnomorskich tu również obowiązuje sjesta. W jej czasie miasteczka stają się jakby wymarłe, sklepy i restauracje są pozamykane. Wieczorem, kiedy upał już zelżeje, Włosi siadają przy stole z przyjaciółmi czy rodziną i godzinami rozmawiają przy winie i jedzeniu. To kwintesencja włoskości – jest głośno, wesoło, wszyscy gestykulują. Kolacja stanowi najważniejszy posiłek dnia i składa się z przekąsek, pierwszego i drugiego dania, deseru i kawy lub czegoś na trawienie, np. likieru limoncello bądź mirto albo grappy. Potem rano zwykle nikomu nie chce się jeszcze jeść, więc na śniadanie mieszkańcy Włoch wypijają na ogół tylko kawę, ewentualnie przegryzają do niej cornetto, słodki rogalik z kremem lub bez nadzienia.

Trzeba zaznaczyć, że Włosi cenią kuchnię regionalną, chlubią się nią i chwalą, dlatego tak wiele sklepów oferuje produkty typowe dla danego terytorium. Warto więc wybrać się do tego kraju na wycieczkę kulinarną lub wyprawę enoturystyczną. Liczne szlaki winne w Toskanii, Umbrii, Marche, Piemoncie, Lombardii, Wenecji Euganejskiej (Veneto), Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), Friuli-Wenecji Julijskiej, Abruzji, Ligurii, Emilii-Romanii, Apulii czy wreszcie na Sycylii i Sardynii są znakomicie opisane. Można umówić się na degustację wina, a także oliwy, przyjrzeć się produkcji serów, zwiedzać piwniczki obwieszone suszącymi się szynkami. Każdy region ma swoje charakterystyczne wyroby. Te najlepsze uzyskały oznaczenie DOP (Denominazione di Origine Protetta, czyli Chroniona Nazwa Pochodzenia) lub IGP (Indicazione Geografica Protetta, po polsku Chronione Oznaczenie Geograficzne). Takie produkty powstają według ściśle określonych receptur i w konkretnym miejscu.

Regionem wyróżniającym się pod względem kulinarnym jest Emilia-Romania. Wiele wyrobów kojarzonych na całym świecie z Włochami narodziło się właśnie tutaj. Wśród nich wymienić należy twardy ser parmezan (parmigiano reggiano), szynkę parmeńską (prosciutto di Parma), ocet balsamiczny (aceto balsamico) czy słynne mortadele z Bolonii i Modeny. Spróbować trzeba też z pewnością musującego wina lambrusco, tortellini czy wyjątkowej szynki culatello di Zibello, typowej dla prowincji Parma. Do wszystkiego pasuje piadina (piada), tutejszy rodzaj pieczywa, przypominający cienki placek. To nie przypadek, że w Modenie znajduje się jedna z najlepszych restauracji świata – „Osteria Francescana” Massima Bottury. Funkcję stolicy regionu pełni blisko 400-tysięczna Bolonia, nazywana zresztą grassa („tłusta”), bo jest istną królową smaku. Pod arkadami, które ciągną się tu kilometrami, działają liczne knajpki, salumerie, targi.

 

DŁUGOWIECZNI SARDYŃCZYCY

Błękitne Strefy (Blue Zones) to miejsca, gdzie ludzie żyją najdłużej na świecie. To im poświęcił swoją książkę z 2008 r. The Blue Zones: Lessons for Living Longer From the People Who've Lived the Longest Amerykanin Dan Buettner. Do tych zaledwie pięciu niezwykłych obszarów na naszym globie zalicza się włoska Sardynia. Mieszkańcy wnętrza wyspy – regionu Barbagia – żyją bardzo długo. Co szczególnie zaskakuje, długowieczni są tutejsi mężczyźni.

Sardyńczycy to ludzie niewysocy, mnóstwo czasu spędzają na świeżym powietrzu, w ruchu. Zajmują się m.in. hodowlą owiec. Barbagia jest górzysta, poruszanie się po niej wymaga więc nieco wysiłku. Wyspiarze jedzą prosto i korzystają z produktów, które sami wytwarzają. Każdy pasterz robi sery, ma pod dostatkiem mleka owczego i koziego, a także mięsa, leśnych owoców i ziół. Między pastwiskami rozciągają się winnice, a wino produkuje się choćby na własny użytek. To najsłynniejsze, czerwone nazywa się cannonau.

Na sardyński przepis na długowieczność składają się zatem ruch, świeże powietrze, proste jedzenie i lampka wina dziennie. Do tego należy z pewnością dodać jeszcze kilka rzeczy. Dla Sardyńczyków bardzo ważni są przyjaciele i rodzina, bo czas trzeba spędzać z ludźmi. Wyspa uczy również pokory – rządzi na niej przyroda, to ona karmi, daje i odbiera. Nie bez znaczenia pozostają też brak pośpiechu i ciągłego stresu, tak charakterystycznych dla współczesnej cywilizacji, i solidna dawka słońca.

 

NATURALNA KUCHNIA

Jakiś czas temu na świecie rozpoczęła się moda na zwalnianie. Zaczęło się od ruchu slow food popularyzującego jedzenie potraw przygotowywanych lokalnie, według tradycyjnych przepisów, z naturalnych produktów i składników wytwarzanych w danym regionie. Organizacja o tej właśnie nazwie (Slow Food), dziś o światowym zasięgu, została założona w mieście Bra w Piemoncie w 1986 r. przez krytyka kulinarnego Carla Petriniego. Miała stanowić reakcję na otwarcie kolejnej restauracji sieci McDonald’s w zabytkowej części Rzymu.

Dzięki rozwojowi tej idei w całych Włoszech powstają Mercati della Terra, na których swoje produkty sprzedawać mogą małe firmy zweryfikowane i wybrane przez organizację. Liczy się dobra, zdrowa żywność, bioróżnorodność, lokalność. Obecnie takich miejsc w całym kraju jest 36. Więcej informacji na ich temat znajdziemy na stronie internetowej www.fondazioneslowfood.com.

We Włoszech zakłada się także coraz więcej ekowiosek, gdzie w trakcie kilkumiesięcznego pobytu można nauczyć się np. ekologicznego uprawiania warzyw i owoców. Poza tym działają również Grupy Zakupu Solidarnego (Gruppi di Acquisto Solidale – GAS), które współpracują z lokalnymi ekorolnikami i niewielkimi producentami żywności. Hasło slow spodobało się bardzo i z czasem zaczęło pojawiać się w wielu różnych dziedzinach życia. Dziś istnieją już takie idee jak slow life i slow travel, slow design czy slow garden.

INNE PODRÓŻOWANIE

Można się zastanawiać, czy w dobie szybkich wycieczek, manii fotografowania wszystkich i wszystkiego oraz zaliczania kolejnych atrakcji z listy ruch slow travel ma rację bytu. Termin ten nie oznacza jedynie powolnego podróżowania, ale jego interpretacja często różni się w zależności od kraju i regionu.

                We Włoszech ten sposób odpoczywania i zwiedzania nie jest tylko hasłem reklamowym biur podróży. Włosi rozumieją go jako uważne poznawanie i intensywne odczuwanie. Dla nich czas ma znaczenie podrzędne, liczy się jakość. W podróży nie jest zatem ważne samo odhaczanie kolejnych punktów z długiej listy atrakcji, jej istotę stanowi bycie tu i teraz, przeżywanie chwili, a to oznacza nieraz pójście w drugą stronę niż wszyscy, wyjście poza schemat.

Przykładem wypraw w stylu slow travel mogą być wycieczki dawnymi szlakami pielgrzymkowymi. Znajduje się ich we Włoszech ponad 300. Trasy te zostały zrewitalizowane. Można nimi podróżować przez północne i środkowe regiony kraju, kilka z nich wiedzie również przez południe Italii oraz Sycylię i Sardynię.

Via Francigena to średniowieczny szlak prowadzący z Canterbury w Anglii do Rzymu. Dawniej wędrowali nim pielgrzymi, kupcy czy duchowni. Mijali angielskie pola, francuskie winnice, pokonywali alpejskie przełęcze. Dziś Droga Franków stała się znowu popularna. Wyprawa tym pielgrzymkowym szlakiem to świetna okazja nie tylko do zadumy, ale także spotkania z drugim człowiekiem, przyrodą, historią i kulturą. Można ją rozpocząć w różnych punktach na trasie. Fragmenty Via Francigena są naprawdę nieźle oznakowane, czym zajmują się często lokalne stowarzyszenia, które oferują też pomoc w przejściu danego odcinka. Czasem trzeba przejść wartki strumień czy wspinać się górskim traktem. Przed wyruszeniem w drogę należy zatem odpowiednio się przygotować.

Na Sardynii znajdziemy z kolei Cammino di Santu Jacu. Przez wyspę pielgrzymowali wierni zmierzający do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Galicji w Hiszpanii. Szlak biegnie przez interior, gdzie latem temperatury bywają nie do zniesienia. Ma łącznie ok. 1250 km. Wędrówkę najlepiej rozpocząć w Cagliari, Porto Torres, Olbii, Oristano lub na pobliskich wyspach San Pietro czy Sant’Antioco. Poza tym na Sardynii jest jeszcze jeden interesujący szlak – Cammino 100 Torri (1231 km). Wiedzie on wzdłuż wybrzeża, a główne jego punkty wyznacza 107 wież.

Bardzo dużo na temat slow travel i Via Francigena można dowiedzieć się w czasie Slow Travel Fest, wydarzenia organizowanego od czterech lat w Toskanii. Składa się na nie kilka imprez przygotowywanych w różnych lokalizacjach w czerwcu i wrześniu. Ostatnią edycję poświęcono m.in. rodzinnym wędrówkom Drogą Franków wśród bujnej przyrody i zamków w historycznym rejonie Lunigiana oraz wspinaczce i górskim wyprawom w okolicach Camaiore i Alp Apuańskich. Najważniejsza, trzydniowa część, która zamykała całe wydarzenie, odbyła się w klimatycznych, zabytkowych miejscowościach Abbadia a Isola i Monteriggioni. Slow Travel Fest to najlepsza okazja, aby zapoznać się ze sposobem podróżowania Via Francigena (nie musimy decydować się jedynie na pieszą wycieczkę, możemy wybrać również eksplorację jaskiń, rajd rowerowy czy spokojny rafting na pięknej rzece Elsa). Więcej informacji o tym interesującym festiwalu zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

 

LECZNICZE WODY

Italia usiana jest wulkanami, tak aktywnymi, jak wygasłymi. Nie stanowią one jednak jedynie źródła zagrożenia. Półwysep Apeniński zawdzięcza im swoją urodzajną ziemię, urozmaicone ukształtowanie terenu i liczne wyspy w jego okolicach, a także występowanie wód termalnych. Te ostatnie mają wiele dobroczynnych właściwości, zarówno dla ciała, jak i duszy. We Włoszech znajduje się mnóstwo gorących źródeł. Rozmieszczone są od Lombardii na północy kraju przez Emilię-Romanię, Toskanię i Lacjum aż po Kampanię, Sycylię i Sardynię.

                Wyspa Ischia, położona na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej, nazywana bywa największym naturalnym spa w Europie. Dzięki wygasłemu wulkanowi Epomeo (ok. 790 m n.p.m.) powstało na niej ponad 100 źródeł termalnych o leczniczych właściwościach. Temperatura wody waha się od 28 do 40°C. Tutejsze komfortowe ośrodki spa oferują gorące okłady z błota pochodzenia wulkanicznego z wysoką zawartością soli mineralnych, inhalacje i aerozole. Kto by się nie skusił...

Na Vulcano, jednej z Wysp Liparyjskich (Eolskich) u wybrzeży Sycylii, leży błotne jezioro podgrzewane przez czynny wulkan. Ze względu na dużą zawartość siarki w błocie okłady z niego działają kojąco, a skóra po takiej kuracji staje się jedwabiście gładka i bardziej elastyczna. Zaleca się, aby nie przesiadywać w jeziorze dłużej niż 25 minut. Po takiej kąpieli koniecznie trzeba wziąć prysznic lub choćby opłukać się w morzu. Charakterystyczny zapach siarki dość długo utrzymuje się na skórze, więc im szybciej ją obmyjemy, tym lepiej. Przy korzystaniu z gorących źródeł trzeba też pamiętać o zdjęciu biżuterii przed zanurzeniem się, gdyż może się ona zniszczyć w wyniku reakcji chemicznych zachodzących podczas kontaktu metalu z nasyconą minerałami wodą.

Trzy znakomite termy znajdują się w lombardzkim Bormio, niewielkim, średniowiecznym miasteczku położonym na alpejskim zboczu góry Reit (3075 m n.p.m). To Terme Bagni Vecchi, Terme Bagni Nuovi i Bormio Terme. Bardzo interesująco prezentują się szczególnie te pierwsze. Prócz korzystania z dobroczynnego wpływu tutejszej wody (jej temperatura wynosi ok. 40°C) można w nich podziwiać spektakularny widok na ośnieżone szczyty Dolomitów.

Toskania dzięki wygasłemu wulkanowi Amiata (1738 m n.p.m.), który dominuje w krajobrazie środkowo-południowej części regionu, szczyci się mnóstwem term. W wielu jej miasteczkach zbudowano wokół gorących źródeł wygodną infrastrukturę. Znajdziemy również takie, z których można korzystać zupełnie za darmo.

Termy koło miejscowości Saturnia w gminie Manciano to najbardziej znany tego typu obiekt w Toskanii. Jest wręcz zjawiskowo piękny. Woda o stałej temperaturze 37,5°C wypływa z miejsca zwanego Cascate del Mulino i wypełnia położone niżej baseny trawertynowe z prędkością ok. 500 l/s, co sprawia, że są one zawsze czyste. Z term można korzystać przez okrągły rok, amatorów kąpieli nie brakuje nawet w zimie.

W pobliżu Monticiano w prowincji Siena leżą najmniejsze i prawdopodobnie najrzadziej odwiedzane źródła w regionie – Terme di Petriolo. Woda termalna u ujścia ma ponad 42°C, niżej, w kolejnych basenach, ochładza się do 37°C. Charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością siarki i węgla. Niedaleko przepływa rzeka, do której można wejść, żeby spłukać się i schłodzić.

W Bagno Vignoni, prześlicznej osadzie w gminie San Quirico d’Orcia, zamiast placu znajduje się duży basen z wodą termalną, jednak nie wolno się w nim kąpać. Aby skorzystać z gorących źródeł, należy udać się nieco poniżej miejscowości. U ujścia woda osiąga 52°C. W pobliskiej sadzawce ma ok. 26°C, kąpiel w niej w upalne dni przynosi więc przyjemne uczucie orzeźwienia.

Osada Bagni San Filippo w gminie Castiglione d’Orcia może pochwalić się jednymi z najpiękniejszych term w Toskanii. Są one nieco ukryte w lesie. W najwyższych basenach Fosso Bianco bogata w siarkę, wapń i magnez woda osiąga temperaturę 48°C, w niższych się ochładza. Kąpiele, okłady z błota i inhalacje wspomagają leczenie schorzeń układu oddechowego i nerwowego oraz uszu, chorób zwyrodnieniowych stawów i dermatoz.

Na koniec warto wymienić toskański kompleks Grotta Giusti w mieście Monsummano Terme. Tutejszą jaskinię odkryto dopiero na wiosnę 1849 r., gdy robotnicy wykonujący prace na terenie posiadłości rodziny Giustich znaleźli wejście do podziemnej komory. Nikt wówczas nie przypuszczał, jakie lecznicze właściwości kryje. Gdy jednak jeden z robotników dzięki gorącej parze uwolnił się od wieloletnich bólów stawów, wieść szybko się rozeszła i grotę zaczęto badać. Wkrótce udowodniono, że pobyt w jaskini z podziemnym jeziorem termalnym pomaga w przypadku wielu dolegliwości. Gorąca para sprawia, że ciało staje się cieplejsze, bardziej elastyczne, krew płynie szybciej, zwiększa się zdolność do naturalnej regeneracji, poprawia się funkcjonowanie układu mięśniowo-szkieletowego i sercowo-naczyniowego, z organizmu usuwane są toksyny. Dziś Grotta Giusti jest miejscem znakomicie przygotowanym na przyjęcie osób pragnących korzystać z jej uroków i dobroczynnych właściwości. W eleganckiej willi z XIX w., która została odrestaurowana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, mieści się luksusowy hotel. W 2017 r. kompleks zdobył prestiżową nagrodę przyznawaną dla najlepszych spa na świecie (World Spa Awards 2017).

 

DLA WTAJEMNICZONYCH

Włosi mają mnóstwo pięknych miejscowości. W tym kraju skarby architektury i sztuki oraz wspaniałe krajobrazy znajdziemy na całym Półwyspie Apenińskim i na niemal wszystkich włoskich wyspach. Ograniczanie się jedynie do odwiedzin w kilku najbardziej znanych miastach nie będzie zatem konieczne.

We Włoszech funkcjonuje od 2001 r. stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia, które co roku ogłasza listę 20 najpiękniejszych miasteczek w Italii, po jednym z każdego regionu. Trafienie do tego grona jest ogromnym wyróżnieniem i nobilitacją. Na stronie organizacji (www.borghipiubelliditalia.it) znajdują się wszystkie wybrane do tej pory miejscowości. Pogrupowano je według regionów, co znacznie ułatwi planowanie włoskiej podróży. Stowarzyszenie wydaje także swój obszerny przewodnik, w którym miasteczka te zostały bardzo dokładnie opisane i opatrzone wszelkimi przydatnymi informacjami. Dzięki niemu można poznać najważniejsze fakty historyczne i miejscowe atrakcje. Niezmiernie cenne są wskazówki na temat lokalnych dań i produktów oraz daty istotnych wydarzeń, świąt czy festiwali. Najnowsze wydanie na 2018 r. zawiera opisy 279 miejscowości.

 

SANKTUARIUM NA WZGÓRZU

Orta San Giulio w Piemoncie to jedno z najbardziej romantycznych włoskich miasteczek. Centrum historyczne jest zamknięte dla ruchu kołowego, w wąskie uliczki wjazd ryzykują jedynie sklepowi dostawcy czy budowlańcy. Główny plac – Piazza Motta – stanowi miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych. Wznosi się przy nim Palazzo della Comunità (lub Broletto) wsparty na arkadach.

Z miejscowości rozpościera się wspaniały widok na położoną nieopodal wysepkę San Giulio (Isola di San Giulio). Do naszych czasów przetrwała wzniesiona na niej bazylika z XII stulecia. W niedzielę i święta można tu wysłuchać w trakcie mszy chóru sióstr benedyktynek. Eleganckie motorówki w sezonie odpływają na wyspę średnio co 15 minut.

Nad miasteczkiem góruje Sacro Monte di Orta, sanktuarium założone w 1590 r. i poświęcone św. Franciszkowi z Asyżu. Na jego terenie znajduje się 20 kapliczek z realistycznymi rzeźbami i freskami. Ze wzgórza, na którym leży kompleks, rozciąga się cudowny widok na jezioro Orta, a także wyspę San Giulio. W 2003 r. Sacro Monte di Orta wraz z innymi ośmioma podobnymi obiektami wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (jako tzw. Sacri Monti w Piemoncie i Lombardii).

 

W REJONIE CINQUE TERRE

Spośród pięciu miasteczek Cinque Terre w Ligurii stowarzyszenie uhonorowało Vernazzę, położoną między Monterosso al Mare a Corniglią. Faktycznie, jest wyjątkowo piękna, a jej charakterystyczne, kolorowe kamienice naruszone zębem czasu, noszące ślady działania morskich wiatrów, słonej wody, deszczu i wysokich temperatur są jednym z najczęstszych motywów na pocztówkach z tego regionu. Latem można się tutaj kąpać w ciepłym Morzu Liguryjskim. W okolicy rozciąga się niewielka, piaszczysta plaża i długie, kamieniste wybrzeże. Po zwiedzeniu miasteczka, przechadzce deptakiem i zajrzeniu do zamku Doriów warto ruszyć na szlak pieszy do Monterosso. Gdy po pokonaniu kilkudziesięciu metrów obejrzymy się za siebie, ujrzymy jeden z najwspanialszych widoków w Cinque Terre. Naszym oczom ukaże się panorama Vernazzy. Wędrówka szlakiem między miasteczkami zajmuje od 1,5 do 2 godz. Trasa jest średnio wymagająca i wąska, ale niezmiernie malownicza.

 

BARWNE MURALE

Może się wydawać, że niewielka Dozza koło Bolonii to tylko kilka uliczek i zamek Sforzów, jednak spacer po niej stanowi niecodzienne przeżycie. Na ścianach tutejszych domów powstało ponad 100 niezwykłych murali. Są kolorowe, wesołe, fantazyjne albo realistyczne. Od wielu lat do miasteczka zaprasza się artystów z całego świata, którzy pragną pozostawić w nim swój ślad. We wrześniu w lata nieparzyste odbywa się tu Biennale del Muro Dipinto (od 1965 r.). Autorem jednego z murali jest polski twórca. Poza tym Dozza to raj dla miłośników kuchni Emilii-Romanii i wina. W zamkowych piwnicach znajduje się znakomita enoteka (Enoteca Regionale Emilia Romagna). Wszystkie najlepsze wina z regionu można w niej kupić po cenach producentów. W lokalu organizuje się degustacje, a świetnie przygotowana obsługa doradza klientom, co wybrać. Warto wiedzieć, że na początku maja odbywa się tutaj festiwal wina (Dozza. Il Vino è in festa!) i że to stąd pochodzi słynne białe wino Romagna Albana DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita).

 

WŚRÓD KWIATÓW

Osobom planującym wakacje w Lombardii zazwyczaj nie przychodzi od razu na myśl jezioro Iseo. Tymczasem jego okolica wygląda naprawdę czarująco. Wokół Iseo leżą piękne miasteczka (w tym Lovere, wyróżnione przez stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia), a jego taflę zdobi kilka wysepek. Największa z nich (o powierzchni ok. 12,7 km²), Monte Isola, jest także największą zamieszkałą wyspą na jeziorze w Europie (żyje na niej na stałe blisko 1,8 tys. osób). Dotrzeć można na nią promem, który kursuje wiele razy dziennie. Na Monte Isola warto wejść na jej najwyższy punkt (Santuario della Madonna della Ceriola – 600 m n.p.m.) i przespacerować się przez kolejne wioski, winnice i gaje oliwne.

Na wyspie wciąż działa zakład wytwarzający sieci rybackie, a w wodach jeziora występuje wiele gatunków ryb. Raz na pięć lat odbywa się tu festiwal kwiatów (kolejny będzie miał miejsce w 2020 r.). Przygotowania do Festa di Santa Croce (Festa dei Fiori di Monte Isola) trwają nawet dwa lata, ponieważ kwiaty robi się ręcznie z papieru. Może się to wydawać kiczowate, ale tylko dla kogoś, kto nie brał udziału w tym święcie. Wszystkie kwiaty są wykonane z ogromną precyzją i wyglądają zupełnie jak ich żywe odpowiedniki. Miejscowi uczą się je robić od dziecka. Historia festiwalu sięga pierwszej połowy XIX stulecia, gdy w wioskach położonych nad jeziorem szerzyła się epidemia cholery. Najwięcej ludzi umierało z powodu choroby na wyspie Monte Isola. Zrozpaczeni mieszkańcy modlili się do Świętego Krzyża (Santa Croce), obiecując zorganizowanie uroczystości na jego cześć, jeśli tylko zaraza ustanie. Epidemia się skończyła, a miejscowi, zgodnie z obietnicą, co pięć lat w okolicy 14 września, kiedy obchodzi się święto Podwyższenia Krzyża Świętego, urządzają festiwal kwiatów. Gdy schodzi się wtedy z promu w położonej na wyspie miejscowości Carzano, trudno uwierzyć, że ktoś nie wziął czarodziejskiej różdżki i nie przeniósł nas do magicznej krainy. Kwiatów są setki tysięcy, a pachnące świerkowe gałęzie migoczą kolorowymi lampkami.

 

DOMY NA SKALE

Już z daleka rzuca się w oczy wielki monolit z wulkanicznego tufu położony na wzgórzu. Wyrasta na nim Pitigliano z domami nie odbiegającymi kolorem od skały. Tu niegdyś wznieśli swoją osadę Etruskowie. Walory obronne miejsca docenili również starożytni Rzymianie i kolejno osiedlający się w nim ludzie. Mieszkanie na tufie ma swoje zalety. Krążąca w skale woda z czasem drąży w niej tunele i jaskinie. Ludzie znakomicie wykorzystali je na studnie, grobowce, piwnice czy magazyny. Sami także wydrążali kolejne pomieszczenia. Wielką zaletą jest panująca tutaj stała temperatura.

W XIII w. na skale stanęła Katedra św. Piotra i Pawła (Cattedrale dei Santi Pietro e Paolo). Jej dzwonnica odgrywała rolę wieży obserwacyjnej. Rozpoczęto też przebudowę Palazzo Orsini, którą ostatecznie ukończono mniej więcej trzy wieki później. Pod koniec XV stulecia w Pitigliano gruntownie odrestaurowano Kościół św. Marii i św. Rocha (Chiesa di Santa Maria e San Rocco), a następnie wzniesiono cytadelę (Fortezza Orsini) i akwedukt Medyceuszy (złożony z 2 wielkich łuków i 13 mniejszych). Toskańskie miasto, podobnie jak sąsiednie Sorano i Sovana również wybudowane na tufie, systematycznie się osypuje, jednak ma niezaprzeczalny urok. Jego widok robi ogromne wrażenie na każdym.

 

Z WIDOKIEM NA ALBANIĘ

Otranto to dziś spokojne miasteczko Apulii z piaszczystymi plażami i krystalicznie czystym morzem. Jest idealnym miejscem na letnie wakacje. Za murami obronnymi znajduje się zabytkowe centrum z aragońskim zamkiem (Castello Aragonese di Otranto), wąskimi uliczkami i katedrą z pięknymi mozaikami (Cattedrale di Santa Maria Annunziata). Otranto było niegdyś ważnym portem morskim i przeżyło najazd osmańskich Turków w latach 1480–1481. We wspomnianej świątyni pod ołtarzem zebrano ludzkie czaszki i kości. Należą do 813 męczenników (tzw. Martiri di Otranto), którzy 14 sierpnia 1480 r. zostali pozbawieni głowy, ponieważ odmówili przejścia na islam. Miasteczko jest kwintesencją śródziemnomorskiej osady. Przy dobrej widoczności dostrzeżemy z niego Albanię i Grecję.

 

SYCYLIJSKA ATMOSFERA

Cefalù leży wokół charakterystycznej skały (tzw. Rocca di Cefalù), którą widać już z daleka. Nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym miasteczkiem Sycylii. Fale zaciekle rozbijają się tu o skaliste brzegi. Ten niesamowity spektakl natury można podziwiać z tarasów widokowych bądź jednej z miejscowych restauracji. Na skałę górującą nad Cefalù prowadzi szlak, którym warto się wspiąć. Na szczycie znajdują się pozostałości twierdzy i starożytnej świątyni Diany z IX w. p.n.e. (Tempio di Diana).

Spośród zabudowań miasteczka najbardziej wyróżnia się normańska katedra (Duomo di Cefalù). Plac przed nią, Piazza del Duomo, zwykle jest gwarny i wesoły, dookoła działają knajpki, lodziarnie i kawiarnie. Niezaprzeczalnie jednak wielki atut Cefalù stanowi plaża – długa, piaszczysta, ciągnąca się wzdłuż rybackich domów. Koniecznie trzeba się tutaj wybrać do jednej z pobliskich lodziarni na sycylijski przysmak, czyli lody w słodkiej bułce (brioche con gelato). Najlepiej poprosić, aby podali nam je con panna – „z bitą śmietaną”.

W miasteczku warto wyruszyć na spacer jego uliczkami, obejrzeć miejscową ceramikę i pamiątki, zjeść coś w jednej z licznych restauracji. Pomimo całkiem sporej liczby turystów zwiedzanie Cefalù może być wielką przyjemnością. Obowiązkowo należy również zostać w nim na widowiskowy zachód słońca.

 

 

WYSEPKA ŚW. PIOTRA

Koło południowo-zachodnich brzegów Sardynii leży malutka wyspa San Pietro (należąca do archipelagu Sulcis) z prześlicznym miasteczkiem Carloforte. Ponoć św. Piotr zatrzymał się tu podczas sztormu, gdy wracał do Rzymu z Afryki. Tak tłumaczy się nazwę wyspy. Sama miejscowość ma charakter na wskroś śródziemnomorski.

San Pietro szczyci się kameralnymi plażami, niewielkimi zatoczkami i wspaniałą przyrodą. Woda wokół jest krystalicznie czysta, a klifowe brzegi są oazą dla ptaków. Życie w Carloforte od zawsze było związane z morzem i połowami tuńczyka. Od kilkunastu lat w maju odbywa się tutaj międzynarodowy konkurs kulinarny na dania z tej ryby (Girotonno), w którym także publiczność może głosować na swojego faworyta.

 

SYPIĄCE SIĘ MIASTO

Krajobraz historycznej Etrurii, obejmującej m.in. północną część Lacjum, charakteryzuje nierzeczywisty pejzaż, ponury i niegościnny. Tutejsze skały wulkaniczne podlegają naturalnym procesom erozji, przez co stale się zmniejszają, sypią, zawalają. Właśnie w takiej okolicy leży Civita di Bagnoregio. Kiedy Etruskowie założyli w tym miejscu swój ośrodek ponad 2,5 tys. lat temu, spełniał on wszystkie wymogi dobrej twierdzy. Wznosił się na wysokiej skale, nikt niepostrzeżenie nie mógł się do niego dostać. Swoją pozycję miasteczko straciło w czerwcu 1695 r., gdy potężne trzęsienie ziemi odcięło je od świata. Na początku XX w. zbudowano most, który do dziś stanowi jedyną drogę do miejscowości. Niestety, procesy erozyjne powodują, że Civita di Bagnoregio nie ma szans na przetrwanie. Powierzchnia miasteczka stale się zmniejsza, domy pękają, coraz więcej zabudowań jest zagrożonych. Prowadzi się co prawda prace w celu zatrzymania osypywania się wzgórza, ale sił natury nikt nie powstrzyma. Latem Civita di Bagnoregio żyje, przyjeżdża do niej wielu turystów. Z końcem sezonu zostaje zaledwie kilku mieszkańców. Większość z nich już dawno opuściła swoje domy, przeniosła się na bezpieczny grunt. Dlatego miejscowość jest nazywana la città che muore, czyli „miasto, które umiera”.

 

EUROPEJSKIE DZIEDZICTWO

Granicząca z Apulią, Kalabrią i Kampanią Basilicata to jeden z najmniej znanych włoskich regionów, należący jednocześnie do najsłabiej zaludnionych (jedynie prawie 570 tys. mieszkańców). W najbliższym czasie będzie jednak okazja, aby się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Perła Basilicaty, kamienne miasto Matera, została wybrana Europejską Stolicą Kultury na 2019 r. Dzięki zaplanowanym licznym interesującym wydarzeniom i działaniom promocyjnym odwiedzający ją goście poznają bogatą historię i kulturę tego niezwykłego miejsca.

Matera należy do najstarszych ośrodków na świecie. Ludzie osiedlali się tutaj już ponad 10 tys. lat temu. Nie bez znaczenia było dla nich ukształtowanie terenu. W pobliżu w głębokim wąwozie płynie rzeka Gravina. Liczne naturalne groty dawały schronienie i zapewniały poczucie bezpieczeństwa.

Najstarszą i zarazem najbardziej spektakularną częścią Matery jest Sassi, którą tworzą dwie dzielnice: Sasso Caveoso i Sasso Barisano. To dla tego historycznego centrum miasta przyjeżdżają tu turyści, to na jego punkcie oszaleli filmowcy. Zabudowania Sassi wznoszą się na stromej skarpie wokół XIII-wiecznej katedry na wzgórzu (Cattedrale di Matera). To kamienne domy postawione jeden na drugim. Budowniczowie sprytnie wykorzystywali naturalne spadki i pochyłość terenu do kontroli cieków wodnych, w wykutych w skale pomieszczeniach utrzymywała się stała temperatura. Uliczki są tu wąskie, znajdziemy też mnóstwo zaułków, schodów, placów, kościołów i ogrodów. Część podziemna Sassi to szereg zbiorników o różnym przeznaczeniu oraz systemy wspomagające kontrolowanie cieków wodnych.

W latach 50. XX w. tutejsi mieszkańcy byli przymusowo wysiedlani do nowych domów na przedmieściach Matery. Na powrót do Sassi zezwolono im 30 lat później, ale pod warunkiem wykonania kapitalnego remontu z zachowaniem spójności stylistycznej historycznego centrum miasta. Nie wszyscy mogli sobie na to pozwolić, dlatego znaczna część budynków nadal jest opuszczona. W niektórych z nich działają klimatyczne hotele. Największy rozgłos przyniósł tej 60-tysięcznej miejscowości film Pasja w reżyserii Mela Gibsona (2004). Właśnie w Materze kręcono sceny do tej produkcji.

 

RUCH TO ZDROWIE

Włosi kochają spędzać czas na plaży i uprawiać wszelkie możliwe sporty wodne, uwielbiają również górskie wędrówki, wspinaczkę czy jazdę na rowerze. Osoby lubiące różnego rodzaju aktywności poczują się tu więc jak w raju.

Miłośników rozległych przestrzeni powinny zainteresować wyprawy konne. Malownicze okolice odpowiednie na takie wycieczki znajdziemy w całych Włoszech, ale szczególnie warte odwiedzenia miejsca stanowią Sardynia, Toskania czy Elba (największa w archipelagu Wysp Toskańskich). Na końskim grzbiecie można tu przemierzać szlaki górskie lub plaże o zachodzie słońca.

Zimą w Italii królują sporty związane ze śniegiem. Najlepsze warunki do jazdy na nartach i snowboardzie panują w północnej części kraju. W Dolomitach i Alpach działają jedne z najpopularniejszych w Europie ośrodków narciarskich. Trasy zjazdowe są znakomicie przygotowane, na stoki dowożą chętnych liczne autobusy, a zaplecze hotelowo-gastronomiczne jest bardzo rozbudowane. Jednak ze względu na ciągnący się wzdłuż całego półwyspu łańcuch Apeninów (ponad 1,2 tys. km długości) szusować można praktycznie w całych Włoszech, choć infrastruktura do tego przeznaczona w pozostałych rejonach bywa znacznie skromniejsza.

Aktywnych turystów przyciąga Trydent-Górna Adyga (Trentino-Alto Adige). Sezon na lodowcach (np. w okolicy Val Senales) trwa właściwie od września do czerwca. Jednym z najpiękniejszych i najlepiej przygotowanych regionów narciarskich jest Val Gardena, stolica Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Każdy znajdzie tu trasy o odpowiednim dla siebie stopniu trudności. W lokalach działających na stokach serwuje się pyszne dania lokalnej kuchni.

W obszarze Alp warto odwiedzić też Courmayeur w Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), prestiżowy ośrodek narciarski położony u stóp masywu Mont Blanc (wł. Monte Bianco), którego francuskim odpowiednikiem jest Chamonix-Mont-Blanc. Trasy w tej okolicy są doskonałe. Szczególną sławą cieszy się ta w Vallée Blanche. Nową atrakcję w tym rejonie, zainaugurowaną w czerwcu 2015 r., stanowi kolejka gondolowa Skyway Monte Bianco (można nią wjechać na górną stację Punta Helbronner – 3466 m n.p.m.). Latem przyjeżdżają tutaj głównie alpiniści, którzy wspinają się na słynną Białą Górę, najwyższy szczyt Alp i Europy.

Wydanie jesień-zima 2018

Na drogach Turkmenistanu i Uzbekistanu

WIOLETTA HUTNIK

WOJCIECH ILKIEWICZ

www.wojtektravel.pl


Podczas podróży po Azji Środkowej możemy wyruszyć w drogę wzdłuż kojarzącego się z magią Dalekiego Wschodu Jedwabnego Szlaku, ze zdumieniem odetchnąć z ulgą w białym mieście na pustkowiu, udać się na poszukiwania znikającego morza czy zajrzeć do niesamowitej ognistej dziury w ziemi, przypominającej piekło w miniaturze, albo poczuć się jak bohater powieści „Proces” Franza Kafki, gdy przyjdzie nam czasami zmierzyć się z biurokratyczną machiną. W tej suchej i gorącej krainie nic nie jest oczywiste. Na każdym kroku dostrzeżemy mnóstwo zadziwiających miraży.

Więcej…

Z wizytą na rajskim Zanzibarze

EWA WORSOWICZ

                                                                                    

Afryka od lat fascynuje podróżników z całego świata. To kontynent pełen kontrastów – jego wybrzeże oblewają szmaragdowy Ocean Indyjski i błękitny Atlantyk, rajskie plaże pokrywa biały jak mąka piasek, wśród krytych strzechą z palmowych liści domków dla gości unosi się atmosfera błogiego relaksu, a jednocześnie wielu Afrykańczyków żyje w biedzie i nie ma szans na polepszenie swojej sytuacji. Właśnie za te skrajności Czarny Ląd można kochać lub go nienawidzić.

Więcej…