EWA WORSOWICZ

                                                                                    

Afryka od lat fascynuje podróżników z całego świata. To kontynent pełen kontrastów – jego wybrzeże oblewają szmaragdowy Ocean Indyjski i błękitny Atlantyk, rajskie plaże pokrywa biały jak mąka piasek, wśród krytych strzechą z palmowych liści domków dla gości unosi się atmosfera błogiego relaksu, a jednocześnie wielu Afrykańczyków żyje w biedzie i nie ma szans na polepszenie swojej sytuacji. Właśnie za te skrajności Czarny Ląd można kochać lub go nienawidzić.



Podróże do Afryki wciąż cieszą się sporą popularnością wśród turystów. Jednym z ulubionych miejsc na wypoczynek jest Zanzibar. Trudno się zresztą temu dziwić. Jeżeli chcemy odzyskać energię i zapomnieć o wszystkich troskach, a na dodatek marzymy, aby codziennie rano popijać doskonałą kawę na tarasie z widokiem na ocean, z pewnością będziemy zadowoleni z wyboru tego afrykańskiego zakątka. Tutaj naprawdę można znakomicie odpocząć.


Archipelag Zanzibar należy do Tanzanii. Jego największymi wyspami są sąsiadujące ze sobą Unguja, zwana Zanzibarem, i Pemba, które tworzą autonomiczny region Zanzibar. Na południe od nich leży mniejsza Mafia. 


Sama Unguja ma powierzchnię ok. 1660 km2. Położony na niej najludniejszy ośrodek archipelagu i zarazem stolica autonomii także nosi nazwę Zanzibar. Jego historyczna część Stone Town (Kamienne Miasto) charakteryzuje się zabytkową architekturą z widocznymi wpływami portugalskimi, hinduskimi, arabskimi, brytyjskimi i afrykańskimi. W 2000 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


AFRYKAŃSKI ARCHIPELAG


Zanzibar to wyspa o niezmiernie bogatej historii. Skolonizowana przez Arabów i Persów w X w. stanowiła centrum handlu z wybrzeżem afrykańskim. Na początku XVI stulecia trafiła pod panowanie Portugalczyków, w 1698 r. stała się częścią Sułtanatu Omanu. W 1886 r. kontrolę nad wyspą przejęła Wielka Brytania. Mimo to w rzeczywistości władzę nadal sprawował sułtan aż do momentu, gdy cztery lata później ograniczono jego rolę jedynie do funkcji reprezentatywnej po utworzeniu brytyjskiego protektoratu. Dopiero 10 grudnia 1963 r. Zanzibar wraz z Pembą uzyskał niepodległość jako sułtanat. Konflikty na tle etnicznym doprowadziły jednak do wybuchu rewolucji i zmiany ustroju. Powstał nowy rząd i w kwietniu 1964 r. Zanzibar połączył się z Tanganiką, co miało nie dopuścić do przewrotu komunistycznego i osłabić wpływy radykalnie lewicowej partii Umma. Państwo przyjęło nazwę Zjednoczona Republika Tanzanii.


Również niewielka Mafia (394 km2) była kiedyś ważnym punktem na mapie handlowej tej części świata. Na pobliskiej małej wysepce w zatoce Chole założono ośrodek, z którego kontrolowano obrót kruszcem wydobywanym w kopalniach srebra we wschodnim Zimbabwe. Przez krótki czas ten rejon znajdował się pod panowaniem Niemców. W 1915 r. Mafia trafiła w ręce Brytyjczyków, którzy wykorzystywali ją jako morską i powietrzną bazę wojskową. Dziś to przede wszystkim raj dla miłośników niemal nietkniętej ręką człowieka natury, nurkowania, snorkelingu i wędkarzy morskich.


Pembę (zajmującą powierzchnię ok. 990 km²), należącą do autonomii Zanzibar, zamieszkuje obecnie ponad 400 tys. ludzi. Turystyka jest na niej mniej rozwinięta niż na Ungui, ale to właśnie spokój i cisza przyciągają tu osoby szukające niekomercyjnych zakątków i dziewiczych plaż. Okolica wyspy stanowi świetny rejon do uprawiania snorkelingu. Tutejsze przepiękne rafy koralowe tworzą zapierające dech w piersiach podwodne ogrody. Idealnymi miejscami na nurkowanie są m.in. Szmaragdowa Rafa (Emerald Reef) zawdzięczająca swoją nazwę składającym się na nią zielonym koralowcom, rafa Panza z wrakiem greckiego statku Paraportiani, który zatonął w październiku 1967 r., czy Misali Coral Mountain, gdzie można spotkać ośmiornice, homary, płaszczki i ławice ryb ostrobokowatych. 


Każda z wysp ma wiele do zaoferowania. My jednak zdecydowaliśmy się na wyprawę na tę najpopularniejszą wśród turystów, czyli Zanzibar.


Z EUROPY DO AFRYKI WSCHODNIEJ


Dzięki temu, że skorzystaliśmy z oferty last minute, bilety lotnicze udało nam się kupić w cenie 1600 zł za osobę w obie strony. Wylecieliśmy z Frankfurtu nad Menem transkontynentalną jednostką linii Oman Air. Mieliśmy jedną, ale za to 5-godzinną przesiadkę w Maskacie w Omanie i stamtąd wyruszyliśmy na Zanzibar ciasnym i wypełnionym pasażerami samolotem tego omańskiego przewoźnika. Na wyspę można dostać się też z Warszawy liniami Qatar Airways (z międzylądowaniem w katarskim porcie lotniczym Doha), zimą 2016/2017 ze stolicy Polski czy Katowic czarterem Biura Podróży ITAKA lub bezpośrednim połączeniem z Brukseli (obsługiwanym sezonowo przez Jetairfly) bądź po wylądowaniu w Dar es Salaam na wybrzeżu Tanzanii popłynąć promem. Koszty przeprawy morskiej są zróżnicowane – inne dla miejscowych i obcokrajowców (takie cenniki obowiązują zresztą na całym Zanzibarze). Ci ostatni płacą – oczywiście – dwa razy więcej, czyli ok. 35 dolarów amerykańskich. Każda osoba chcąca nabyć wejściówkę na prom musi okazać paszport, co – niestety – wyklucza poproszenie któregoś z Tanzańczyków o wykupienie tańszych biletów także i dla nas. Nasza wyprawa lotnicza trwała mniej więcej 18 godz. i była niezbyt komfortowa, ale gdy dotarliśmy na rajski Zanzibar, poczuliśmy się wynagrodzeni za wszystkie trudy.


PRZYGOTOWANIE DO WYJAZDU


Najpóźniej na 10 dni przed wylotem zaleca się wykonanie szczepienia przeciwko żółtej febrze (wymagane jest ono od cudzoziemców podróżujących przez kraje endemiczne). W hali przylotów na wyspie tanzańscy celnicy podobno wyrywkowo sprawdzają, czy przyjezdni mają w książeczce potwierdzający je wpis, ale nam się to akurat nie przydarzyło. Szczepionka kosztuje ok. 200–220 zł i nie podlega w Polsce refundacji. Zanim wyjedziemy, powinniśmy też poprosić lekarza o tabletki przeciwko malarii. Bierze się je profilaktycznie przed udaniem się w podróż, a także później w trakcie pobytu. Tanzania zalicza się do krajów, gdzie ryzyko zarażenia jest dość duże. Nasz przewodnik stwierdził, że częściej zdarzało mu się zachorować na malarię niż złapać grypę. Wywołujące ją pierwotniaki przenoszone są przez komary, a początkowe objawy u zakażonego przypominają zwykłe przeziębienie. 

                
Oprócz tego należy również odpowiednio skompletować swoją wyjazdową apteczkę. Warto zabrać leki przeciwko zatruciom pokarmowym i biegunce, środki przeciwbólowe i łagodzące dolegliwości towarzyszące przeziębieniu, wodę utlenioną lub inny preparat do dezynfekcji oraz plastry na odciski. Apteka w Stone Town jest zaopatrzona tylko w bardzo podstawowe lekarstwa, a ich ceny są mocno zawyżone. Dla bezpieczeństwa wykupmy sobie też dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne na wyjazd. Kosztuje ono niedużo, a w razie wypadku czy poważnego zachorowania może nam uratować życie.


WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE


Korzenie wielkich drzew na Mafii

marc dozier - mafia 026
© WWW.KINASILODGE.COM

Podczas pakowania walizek trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Nie wolno lekceważyć mocnego afrykańskiego słońca, dlatego kremy z filtrem powinny stanowić nasze obowiązkowe wyposażenie. Zanzibar otaczają rafy koralowe, więc do spacerowania brzegiem Oceanu Indyjskiego przydadzą się buty do pływania z gumową podeszwą. Dzięki nim uchronimy stopy przed przypadkowym nadepnięciem na kolce muszli czy jeżowca. Jeśli planujemy wybrać się na snorkeling, fajkę, płetwy i maski do nurkowania weźmy ze sobą. Co prawda, organizatorzy wycieczek zawsze mają sprzęt do wypożyczenia, ale jego stan higieniczny nierzadko pozostawia wiele do życzenia. 


Poza tym w naszym bagażu powinny znaleźć się lekkie letnie ubrania z przewiewnych materiałów. Dobrze sprawdzą się dające uczucie chłodu tkaniny typu satyna, jedwab lub len. Trzeba również zabrać kurtkę i długie spodnie – wieczorna bryza bywa naprawdę zimna. Zanzibar to region w większości muzułmański (w ponad 99 proc.). Zbytnie odsłanianie ciała w przypadku kobiet jest źle widziane, dlatego najlepiej zrezygnować z koszulek z głębokim dekoltem i minispódniczek. Z pewnością przydadzą się nam sandały, lekkie trampki czy buty odpowiednie do wędrówek po wilgotnym lesie równikowym. Dodatkowo zaopatrzmy się w latarkę (w okresie naszego lata słońce zachodzi tu ok. godz. 18.00, a w hotelach dość często zdarzają się przerwy w dostawach prądu), plastikowe reklamówki (ze względów ekologicznych na wyspie nie dostaniemy ich w sklepach, a z pewnością przydadzą się przy pakowaniu), przejściówkę do ładowarki do telefonu (w pokojach hotelowych stosuje się gniazdka brytyjskie) i wodoodporne etui na smartfona, pieniądze i dokumenty.


My trafiliśmy na Zanzibar w środku ramadanu. W takiej sytuacji warto przygotować się na drobne komplikacje. Ten dziewiąty miesiąc w muzułmańskim kalendarzu księżycowym zawsze wypada w innym momencie naszego roku kalendarzowego. To najważniejszy okres dla muzułmanów. W tym czasie poszczą od wschodu do zachodu słońca. Picie, jedzenie i palenie tytoniu w miejscach publicznych jest wtedy zabronione. Z tego też względu większość dużych restauracji bywa zamknięta. Nie działają także dyskoteki i inne centra rozrywkowe. Zazwyczaj miejscowym nie przeszkadza jednak, gdy turyści spożywają przy nich posiłki, a alkohol można bez problemu kupić w hotelowym barze czy lokalnym sklepie, choć nie każdym, dlatego warto zaopatrzyć się w kilka butelek na lotnisku lub w Stone Town. Teoretycznie wolno wwozić napoje alkoholowe na wyspę, ale spotkałam się z opowieściami, że przy kontroli bagażu niektórzy celnicy każą je wyrzucić. 


POWITANIE Z WYSPĄ


Po wylądowaniu udajemy się do niepozornej hali przylotów załatwić wizę turystyczną ważną przez 90 dni. Wypełniamy prosty wniosek i płacimy 50 dolarów amerykańskich. Tę walutę możemy wymienić na lokalną (szylingi tanzańskie) w kantorze na lotnisku. Warto to zrobić, bo ceny w dolarach są zazwyczaj trochę zawyżone. Walizki odbieramy nie z taśmy bagażowej, ale ze zwykłego magazynu. Oczywiście, za podanie bagażu przez ladę miejscowi domagają się drobnego wynagrodzenia, więc dobrze przygotować sobie na takie okazje jednodolarowe banknoty. Upominanie się o napiwki, nawet w przypadku bardzo absurdalnych sytuacji, stanowi zresztą powszechną praktykę. Dla Afrykańczyków turyści są okazją na dodatkowy zarobek. O transport z portu lotniczego warto zadbać jeszcze przed wylotem. Hotele zawsze mają możliwość podesłania swojego sprawdzonego kierowcy, co opłaca się o wiele bardziej niż skorzystanie z oferty naganiaczy lub przejazd tanzańską taksówką zbiorową, czyli minibusem dala-dala.


MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA


Przepiękne wybrzeże Oceanu Indyjskiego

DSC 6328 copy
© DAWID DĄBROWSKI

Ocean Indyjski współtworzy obraz Afryki Wschodniej. Ludzie żyją zgodnie z jego rytmem, a nie według wskazówek zegara. Oceaniczne wody dają mieszkańcom pożywienie i pracę (kobiety i dzieci trudnią się zbieraniem alg, których używa się do produkcji naturalnych kosmetyków, mężczyźni nocami wypływają łodziami na połowy, a ryby sprzedają później do restauracji i hoteli). Ocean Indyjski jest po prostu przepiękny! Zmienia barwę w zależności od pory dnia i kąta padania promieni słonecznych. Bywa lazurowy, szmaragdowy, błękitny lub granatowy. Temperatura wody u wybrzeży Zanzibaru wynosi średnio 28°C. Przypływy i odpływysą niesamowitym spektaklem natury. W miejscowości Jambiani na południowym wschodzie wyspy następowały po sobie mniej więcej co 6 godz. W trakcie przypływu fale podchodziły pod sam ośrodek, plaża znikała całkowicie, a ocean zagarniał wybrzeże tylko po to, żeby potem odsłonić nagi brzeg pokryty koralowcami, fantazyjnymi szkieletami muszli i setkami krabów. Fauna morska zaskakuje swoją różnorodnością. Widok kolorowych rozgwiazd, rozpościerających ramiona ośmiornic i naszpikowanych kolcami jeżowców przywodzi na myśl inny świat, piękniejszą, ciekawszą i dawno zapomnianą rzeczywistość.


ZANZIBARSKA CODZIENNOŚĆ


Zanzibarczycy trudnią się połowami ryb, owoców morza i zbieraniem algDSC 7183 copy

© DAWID DĄBROWSKI

Pierwsze spotkanie z Afryką może wywołać u Europejczyka szok. W wielu miastach bywa brudno, ludzie żyją w rozpadających się ruderach, bose dzieci spacerują bez żadnego nadzoru. Afrykańskie państwa nauczyliśmy się postrzegać jako kraje Trzeciego Świata, a los ich mieszkańców wywołuje u nas współczucie. Tymczasem Zanzibarczycy mimo życia w biedzie, wydają się być szczęśliwi. Ich dzień wyznacza rytm natury, która ich karmi i przynosi zarobek. Jeśli ktoś nie zbiera małż, zawsze może sprzedawać kokosy czy mango. Prawie każdy na wyspie ma własną działalność gospodarczą – w praktyce oznacza to tyle, że na chodniku na rozłożonej macie sprzedaje owoce, warzywa, przyprawy, kiczowate pamiątki lub zużyty sprzęt elektroniczny. Ten ostatni wysyła się do Afryki w olbrzymich ilościach, co czyni z niej największe złomowisko świata. Jeżeli miejscowym nie uda się namówić turystów na swoje usługi, po prostu nie będą nic robić.


Afrykańskie kobiety nie cieszą się zazwyczaj takim poważaniem jak mężczyźni. Wszystkie sprawy urzędowe załatwiają na Zanzibarze mężowie, bracia i ojcowie. Przed wylotem czytałam też wiele o tym, że w Afryce na każdym kroku spotyka się gromady zaniedbanych dzieci podbiegających do obcokrajowców i proszących o cokolwiek, a na ich widok aż serce się kraje. Mali Zanzibarczycy nie wywarli jednak na mnie tak przygnębiającego wrażenia. Choć żyją w skromnych warunkach, a ich rodziców nie stać na kolorowe zabawki, potrafią śmiać się wesoło i szczerze. To z pewnością nie jest udawana radość. Na przykładzie tych dzieci widać, jak mało czasem potrzeba człowiekowi do szczęścia i że nawet w trudnej sytuacji można z optymizmem spojrzeć na otaczający nas świat. Jeśli chcemy sprawić im przyjemność, podarujmy im słodycze. Garść czekoladowych cukierków wywoła uśmiech na twarzy każdego malucha.


ZIELONY LAS I WIELKIE ŻÓŁWIE


Na Zanzibarze możemy się opalać, uprawiać kitesurfing, spacerować brzegiem Oceanu Indyjskiego, jeździć rowerem po plaży, czytać książki w hamaku, grać w planszówki na tarasie z pięknym widokiem czy po prostu spędzać czas na błogim odpoczynku. Oprócz tego warto się również wybrać na wyprawy po okolicy. Ze względu na to, że archipelag poza Ungują, Pembą i Mafią składa się w większości z małych wysepek, prawie każde biuro podróży bądź agencja turystyczna oferują te same atrakcje. My zarezerwowaliśmy wycieczki jeszcze w Polsce przed wylotem, ale z czystym sumieniem polecam zaplanowanie ich na miejscu. Ceny są wówczas nieporównywalnie niższe. Chociaż trochę przepłaciliśmy, nie żałuję, gdyż nasz przewodnik Adam okazał się wspaniałym, ciepłym i niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Opowiedział nam dużo ciekawostek i udzielał cennych rad dotyczących pobytu na Zanzibarze.

               
Zaczęliśmy od odwiedzin w regionie Jozani Forest (część Parku Narodowego Jozani Chwaka Bay o powierzchni 50 km²), który leży niecałe pół godziny drogi od Jambiani. Niestety, rano krótko, ale solidnie popadało, więc ziemia zrobiła się trochę grząska i mokra. Razem z Adamem i lokalnym przewodnikiem przez godzinę wędrowaliśmy wśród bujnej zieleni lasu deszczowego i poznawaliśmy różne gatunki egzotycznych roślin, drzew i zwierząt. W Jozani Forest żyją endemiczne zanzibarskie gerezy rude (Piliocolobus kirkii). Podczas naszej wizyty wyglądały na zmęczone i znudzone obecnością turystów, co dawały do zrozumienia przez ostentacyjne odwracanie się plecami do każdego zdjęcia. Zaciekawiły nas także lasy mangrowe (namorzyny). Ciemne pokręcone korzenie drzew kryją się w wodach oceanu, a w czasie przypływu pełnią funkcję falochronu. 


Później łódką dopłynęliśmy na Prison Island (Changuu), małą wysepkę (o długości ok. 800 m i szerokości 230 m) położoną w pobliżu Stone Town. Kiedyś służyła jako więzienie dla zbuntowanych niewolników i miejsce kwarantanny, dziś słynie przede wszystkim z rezerwatu żółwi olbrzymich (Aldabrachelys gigantea). Zwierzęta można głaskać i karmić. Osobniki są naprawdę wielkie (samice ważą nawet do 150 kg, a samce – 250 kg), a niektóre mają ponad 100 lat. Gdy patrzy się na te ogromne gady, zaczyna się dostrzegać, jak niesamowita potrafi być przyroda i jak wiele interesujących stworzeń istnieje na świecie. 


Polecam również rejs wynajętą łodzią o zachodzie słońca. My wyruszyliśmy na ocean i czekaliśmy na rozpoczęcie spektaklu, podziwiając panoramę zabytkowego Stone Town. Na pokładzie mieliśmy drobne przekąski i napoje. Na taki rejs warto zabrać ze sobą sweter lub lekką kurtkę, aby ochronić się przed wiatrem. Nasza wycieczka zaczęła się i skończyła w porcie Kamiennego Miasta. Po wyprawie można podejść do Ogrodów Forodhani (Forodhani Gardens) na nocny targ z jedzeniem, na którym sprzedaje się lokalne specjały, np. grillowane ryby i owoce morza czy świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej. 


KOLONIALNE MIASTO I ZAPACH PRZYPRAW


Ozdobne zanzibarskie drzwi powstają w warsztatach na wyspie

DSC 6452 copy
© DAWID DĄBROWSKI

Choć Stone Town bywa opisywane jako urokliwe miasteczko z krętymi uliczkami, na nas zrobiło nieco przygnębiające wrażenie. Jego specyficzna zabudowa jest mieszanką kultury afrykańskiej, europejskiej, arabskiej i hinduskiej. W centrum znajdziemy mnóstwo hoteli, restauracji i sklepików z pamiątkami. Warto też wspomnieć, że to właśnie tu 5 września 1946 r. urodził się Farrokh Bulsara, występujący później pod pseudonimem Freddie Mercury. Do charakterystycznych atrakcji turystycznych Kamiennego Miasta należą m.in. Palace Museum (dawny Pałac Sułtana z końca XIX stulecia, obecnie muzeum poświęcone sułtanom Zanzibaru), historyczny English Club, a obecnie Africa House Hotel, Dom Cudów (House of Wonders) i słynny dzienny Targ Darajani (Dajarani Market), gdzie kupimy świeże owoce i warzywa, przyprawy, a także ryby i mięso. Dla osób wrażliwych na silne zapachy wizyta w tym ostatnim miejscu może być jednak męcząca.


W ramach kolejnej wycieczki wybraliśmy się na plantację przypraw. Mogliśmy zobaczyć, jak uprawia się rośliny, których sami na co dzień używamy w kuchni do polepszania smaku potraw. To było bardzo pouczające doświadczenie. Dowiedzieliśmy się, że pieprz jest tropikalnym pnączem i w zależności od momentu zbioru i rodzaju przetwarzania owoców przybiera postać ziaren w różnym kolorze – czarnym, białym, czerwonym czy zielonym. Gałka muszkatołowa to natomiast nasiona muszkatołowca korzennego zamknięte w mięsistej skorupce podobnej do kasztana, a goździki rosną na drzewie (goździkowcu korzennym). Przyprawy stanowią doskonałą pamiątkę z Zanzibaru. Warto przywieźć je dla siebie lub podarować bliskim, ponieważ są dużo bardziej aromatyczne i wyraziste w smaku niż te znane nam ze sklepowych półek. Trzeba jednak pamiętać, żeby przy zakupie mocno negocjować cenę. Sprzedawcy na targach lub plantacjach często ją zawyżają, ale w końcu dają się przekonać do propozycji klienta.


Zdecydowanie najbardziej podobała nam się wycieczka Blue Safari. Najpierw popłynęliśmy łodzią do pięknej zatoki Menai z lazurową wodą, później spędziliśmy trzy leniwe godziny na malutkiej piaszczystej wysepce, na której zjedliśmy świeżo złowiony i przygotowany dla nas obiad, a na końcu nurkowaliśmy z maskami w pobliżu rafy koralowej. Było cudownie, a snorkeling sprawił nam naprawdę wiele frajdy. Nasi wspaniali przewodnicy rozśmieszali nas na każdym kroku, służyli dobrą radą i pomocą, a w drodze powrotnej do Stone Town śpiewaliśmy razem z nimi ponadczasowy hit Jambo Bwana, najpopularniejszą tutejszą piosenkę. Do hotelu wróciliśmy w wyśmienitych humorach.


MOJE WAKACJE ŻYCIA


Mimo iż Zanzibar nie oferuje turystom takiego bogactwa atrakcji jak Tajlandia bądź Meksyk, to bez wątpienia jest najpiękniejszym miejscem na świecie, w jakim byłam. Błękit Oceanu Indyjskiego, pyszne jedzenie, poczucie wolności i brak potrzeby śpieszenia się gdziekolwiek, co znakomicie oddaje suahilijskie wyrażenie hakuna matata („nie martw się”) – to wszystko sprawia, że człowiek całkowicie się relaksuje i uczy się cieszyć małymi rzeczami. Pod koniec pobytu na wyspie czułam pewną ulgę na myśl o tym, iż wkrótce spędzę noc we własnym wygodnym łóżku, ale Afryka ma to do siebie, że mocno uzależnia. Już chwilę po jej opuszczeniu, zaczyna się za nią tęsknić. Zanzibar to zdecydowanie prawdziwy raj na ziemi i z pewnością jeszcze tu wrócę. 

Artykuły wybrane losowo

Jamajka – więcej niż plaże

MAŁGORZATA CHOLEWA

<< Właściwie każda osoba, którą pytam o Jamajkę, wiąże ją z Bobem Marleyem i jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie. Oczywiście, na urlopie Polacy chcą poleżeć na wygodnym leżaku z kolorowym drinkiem w dłoni, skorzystać z mocno prażącego tropikalnego słońca i zrobić sobie zdjęcie pod wysmukłą palmą i nie ma w tym nic złego, ale skoro dotarliśmy już na odległe Karaiby, warto poszukać na nich innych, równie niespotykanych dla nas wrażeń. Mnie ta wyspa kojarzy się z niezliczonymi atrakcjami dla osób aktywnych, pikantną marynatą do mięs „jerk”, aromatyczną kawą, pysznym rumem i przecudownymi krajobrazami tonącymi w bujnej zieleni. >>

Więcej…

Lazurowe Wybrzeże i Korsyka – perły południa Francji

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

<< Cannes to miasto, które kojarzy się z przepychem, gwiazdami i odbywającym się zwykle w maju prestiżowym festiwalem filmowym. Tylko 15 min. jazdy samochodem dzieli je od Monte Carlo, gdzie niemal w tym samym czasie rozgrywa się wyścig Formuły 1 Grand Prix de Monaco. Turyści planujący odwiedzić Riwierę Francuską stają czasem przed nie lada dylematem, gdy muszą dokonać wyboru między jej pięknymi kurortami. Zwłaszcza że ekskluzywne Cannes i Monako stanowią jedynie część bogatego wachlarza atrakcji południowo-wschodniego wybrzeża Francji. >>

W latach 30. XX w. na plażach Lazurowego Wybrzeża (Côte d'Azur) wypoczywali głównie arystokraci i koronowane głowy, którzy przybywali tu przede wszystkim zimą z Wielkiej Brytanii, a nawet z Rosji. Liczbę ówczesnych turystów szacuje się na 300 tys. rocznie. Wcześniej miejsce to odkryli artyści. Ściągali w te strony pod koniec XIX w. ze względu na doskonałe światło, krajobrazy i klimat. Claude Monet, Auguste Renoir, Pablo Picasso, Marc Chagall, Henri Matisse, Jean Cocteau, Fernand Léger, Alberto Giacometti zarówno czerpali z bogactwa regionu, jak i jednocześnie wywierali wpływ na jego kulturę.

Dziś na Lazurowe Wybrzeże każdego roku przyjeżdża ponad 10 mln turystów, w tym prawie milion to uczestnicy rejsów, a 400 tys. – osoby biorące udział w kongresach. Prawdziwe tłumy pojawiają się latem. Wtedy też tutejsze kurorty okupują głównie Brytyjczycy, Niemcy i Duńczycy. Jednak ta część Francji to nie tylko słynne Nicea i Cannes, lecz także maleńkie miasteczka z zabytkami i muzeami oraz fascynująca górzysta Korsyka.

Więcej…

Singapurski kalejdoskop

Sg - Kopia

SS Resort Marina Bay Sands nad zatoką

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Singapur to państwo-miasto położone w Azji Południowo-Wschodniej przy krańcu Półwyspu Malajskiego. Ma powierzchnię ok. 720 km², a swoimi granicami obejmuje główną wyspę (również nazywaną Singapurem bądź Pulau Ujong) i mniej więcej 60 mniejszych wysp. Archipelag otaczają wody cieśnin: Malakka, Johor i Singapurskiej. Singapur został oficjalnie założony 6 lutego 1819 r. przez przedstawiciela Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Thomasa Stamforda Rafflesa. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów: „singa” („lew”) i „pura” („miasto”), dlatego bywa zwany Miastem Lwa. Dzisiaj Republika Singapuru to wielkie centrum finansowe, najeżone nowoczesnymi drapaczami chmur, i bardzo bezpieczny kraj. Znajduje się tu ogromne międzynarodowe lotnisko ze świetnymi połączeniami na cały świat i mnóstwo zapierających dech w piersiach atrakcji turystycznych.

 

Warto podkreślić, że ta azjatycka republika, będąca członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, należy do najmniejszych i jednocześnie najzamożniejszych państw na naszym globie. Kraj zamieszkuje ponad 5,6 mln ludzi, z czego największą grupę stanowią Chińczycy (powyżej 74 proc.). Poza tym żyją tutaj m.in. Malajowie, Hindusi, a także Europejczycy. Pod względem wyznaniowym najliczniejszą społecznością są buddyści (ok. 34 proc.), za nimi plasują się chrześcijanie i muzułmanie, a dalej taoiści i hinduiści. Nie brakuje także osób nie wyznających żadnej religii, które stanowią mniej więcej 18,5 proc. całej populacji.

 

Singapore - Kopia

Spotkanie z sympatycznymi orangutanami na terenie Singapore Zoo

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Singapur słynie dzisiaj z restrykcyjnego prawa, pedantycznego porządku i doskonałej organizacji. Kojarzy się z gorącym klimatem, egzotycznym jedzeniem, zachwycającymi parkami i ogrodami. Stanowi też zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. W tym fascynującym kraju jest wiele niepowtarzalnych atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś idealnego dla siebie i dla swoich zmysłów.

 

GBTB HR 02

Niesamowite gigantyczne drzewa w rozległym kompleksie Gardens by the Bay

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

KIEDYŚ I DZIŚ

 

Serce Singapuru stanowi rzeka o tej samej nazwie i ulokowane wokół niej dzielnice. Główny obszar miejski nosi nazwę Central Area. Pomimo niewielkich rozmiarów powstała w nim wyjątkowa mieszanka wpływów licznych kultur żyjących od lat obok siebie.

 

Na uwagę zasługuje historyczna dzielnica kolonialna, w której znajdują się interesujące zabytki w stylu wiktoriańskim. Przy jednej z ulic stoi ormiański Kościół św. Grzegorza Oświeciciela z 1835 r., najstarsza singapurska świątynia chrześcijańska. Nieopodal wznosi się ukończona w 1847 r. katolicka Katedra Dobrego Pasterza i anglikańska Katedra św. Andrzeja z lat 1856–1861. Ta ostatnia zbudowana została w stylu neogotyckim, a jej białe ściany i kolorowe okienne witraże tworzą niezwykłą kompozycję. Do zabytków z czasów kolonialnych należy również odlana z brązu statua Thomasa Stamforda Rafflesa – założyciela miasta, nazywanego często Ojcem Singapuru. Budynek Ratusza (City Hall) pochodzi z kolei z lat 1926–1929. Ciekawymi obiektami w historycznej dzielnicy (Downtown Core) są niemal 14-metrowa fontanna (Fountain of Wealth), wpisana w 1998 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa na świecie, oraz Merlion – półlew, półryba – symbol azjatyckiego państwa-miasta. Oprócz zabudowań kolonialnych znajdują się tu także gmachy rządowe, kościoły i drapacze chmur dominujące w architekturze Singapuru. Ogromne centra handlowe łączy ze sobą sieć klimatyzowanych podziemnych przejść, w których funkcjonują różnorakie sklepy. To prawdziwy raj dla osób lubiących robić zakupy.

 

Nieco odmiennym rejonem od historycznej dzielnicy jest sąsiadujący z nią bulwar o długości 2,2 km – Orchard Road. W tej okolicy przeważają centra finansowe, galerie handlowe, ambasady, wysokie biurowce i luksusowe hotele. Dla odmiany na południowy wschód stąd, na nabrzeżu w 2010 r. otwarto resort Marina Bay Sands. To drugi najdroższy budynek na świecie, zaraz po kompleksie hotelowym Abradż Al Bajt (Abraj Al Bait) w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Wzniesienie spektakularnego obiektu nad singapurską zatoką kosztowało aż 8 mld dolarów amerykańskich. Dzięki wysokiemu standardowi usług cieszy się on dużą popularnością wśród zamożnych turystów z całego globu. Odbywają się w nim też największe wystawy międzynarodowe. Na sam hotel składają się trzy 55-piętrowe wieżowcepołączone jednym dachem z ogromnym tarasem Sands SkyPark na szczycie, na którym znajduje się najdłuższy na świecie, 146-metrowy, podwyższony basen (położony na wysokości 191 m). Są tu także restauracje i bary, ogrody oraz punkt obserwacyjny dostępny nie tylko dla hotelowych gości. Według wielu osób to miejsce stanowi turystyczną wizytówkę Singapuru – widok rozpościerający się z dachu jest imponujący. Polecam wjechać na górę wieczorem, aby podziwiać różnobarwną i niepowtarzalną panoramę okolicy. W pobliżu można poza tym obejrzeć wówczas niesamowity pokaz Spectra łączący światło, dźwięk i wodę.

 

Niewątpliwą atrakcją w tej części Singapuru są ogrody wchodzące w skład kompleksu Gardens by the Bay, zajmującego powierzchnię 101 ha i zaprojektowanego przez wielu znakomitych architektów, inżynierów i ogrodników z różnych stron świata. Uwagę zwracają w nich m.in. dwie ogromne szklane konstrukcje – Kwiatowa Kopuła (Flower Dome) i Mglisty Las (Cloud Forest). W ich wnętrzu stworzono warunki sprzyjające rozwojowi zróżnicowanej roślinności z rozmaitych zakątków naszego globu. W Mglistym Lesie można przenieść się do tropikalnego górskiego klimatu, zobaczyć gigantyczny, 35-metrowy wodospad i przejść się licznymi zawieszonymi w powietrzu kładkami – taki spacer przypomina wędrówkę po zaginionej krainie. Pod dachem Kwiatowej Kopuły, wpisanej w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa szklana cieplarnia na świecie, zebrano rośliny z basenu Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki, które rosną w stałej temperaturze 23–25°C. Warto wśród nich odpocząć od panującego w tym rejonie Azji upału. Podczas zwiedzania Gardens by the Bay trudno również nie zauważyć olbrzymich metalowych drzew. Mają one od 25 do 50 m wysokości i są porośnięte bujną roślinnością. Tuż pod ich futurystycznymi koronami (na poziomie 22 m) poprowadzono kładkę widokową o długości 128 m (OCBC Skyway). Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na ogrody i malowniczą zatokę. Wieczorem drzewa rozbłyskują kolorowymi światłami, a sceneria staje się wręcz bajkowa. Jestem przekonana, że wizyta w tym magicznym miejscu na długo pozostanie w pamięci zwiedzających, dlatego gorąco polecam je wszystkim.

 

Z LOTU PTAKA

 

W zasadzie z każdej strony zatoki Marina (Marina Bay) rozpościera się malownicza panorama Singapuru, więc wieczorny spacer wzdłuż jej brzegów stanowi naprawdę wielką przyjemność. Po drodze można zatrzymać się, aby posłuchać ciekawych koncertów, obejrzeć interesujące pokazy i spróbować potraw z różnych kuchni świata.

 

Osobom, które chcą zobaczyć okolicę z lotu ptaka (a dokładnie z wysokości 165 m), proponuję wybranie się na gigantyczne koło widokowe (Singapore Flyer). Obecnie uchodzi ono za jedną z największych tutejszych atrakcji. Konstrukcję wyposażono w 28 klimatyzowanych kapsuł, z których w każdej mieści się 28 pasażerów. Dzięki powolnemu ruchowi koła podczas przejażdżki można dostrzec wiele interesujących miejsc położonych wzdłuż rzeki Singapur i w rejonie zatoki Marina, takich jak historyczne nabrzeża Clarke Quay i Boat Quay z klubami, barami i kawiarniami, luksusowy resort Marina Bay Sands, fantastyczny kompleks Gardens by the Bay, imponujący, 280-metrowy stalowy most dla pieszych o kształcie inspirowanym strukturą DNA (Helix Bridge) oraz Parlament (Parliament House) i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum) z cennymi eksponatami. Na uwagę zasługuje również centrum sztuk scenicznych The Esplanade (Esplanade – Theatres on the Bay) – budowla przypominająca ogromne oczy muchy, gmach Muzeum Sztuki i Nauki (ArtScience Museum) w formie kwiatu lotosu czy drapacze chmur centrum biznesowego. Po zapadnięciu zmroku podświetlone budynki i mosty czynią panoramę tego państwa-miasta jeszcze bardziej niesamowitą, przypomina ona wręcz kadr ze świata przyszłości.

 

TRZY ŚWIATY

 

HR STB39140 64-r1

Masjid Sultan – meczet przy Muscat Street w dzielnicy muzułmańskiej

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Nieopodal historycznego kolonialnego centrum i Orchard Road znajduje się niezmiernie urokliwa dzielnica muzułmańska (Kampong Glam) zamieszkana głównie przez wyznawców islamu, w tym Malajów. Aby przywrócić jej dawny wygląd i ożywić okolicę, przeprowadzono w niej prace restauracyjne, podobnie jak w dystrykcie hinduskim i chińskim. Najbardziej znanymi ulicami są tu Arab Street, Baghdad Street, Bussorah Street, Muscat Street czy Kandahar Street. Turystów przyciągają klimatyczne kawiarenki i lokale ze smacznymi daniami kuchni bliskowschodniej. W tym rejonie można nie tylko zjeść pyszny posiłek, lecz także kupić produkty charakterystyczne dla muzułmańskich regionów Azji i przyjrzeć się ciekawej architekturze. Mimo iż w Singapurze znajduje się kilkadziesiąt różnych meczetów, szczególnie warto wybrać się właśnie do tego tutejszego – Masjid Sultan z 1928 r. Wielka, złota kopuła zwieńczona półksiężycem z gwiazdą odznacza się na tle nowoczesnych wieżowców. Duża centralna sala przeznaczona jest wyłącznie dla osób modlących się. Meczet robi niesamowite wrażenie, a wizyta w nim pozwala się wyciszyć i odpocząć przez chwilę.

 

W pobliżu dzielnicy muzułmańskiej leży wielobarwny dystrykt hinduski (Little India). Osiedlali się tu emigranci z Indii, którzy przybywali za czasów Brytyjczyków. Główną ulicą handlową jest Serangoon Road. Wyjątkową atmosferę okolicy tworzą sklepy z kolorowymi sari, hinduską biżuterią i egzotycznymi przyprawami. W dzielnicy znajduje się kilka obiektów sakralnych różnych religii. Do najciekawszych należą: kościół metodystów (Kampong Kapor Methodist Church), najstarsza singapurska świątynia hinduistyczna Sri Veeramakaliamman (wzniesiona w 1881 r.), świątynia Sri Vadapathira Kaliammanoraz meczet Angullia. Niedaleko stąd stoi dobrze zachowany Masjid Abdul Gaffoor, meczet, który został ukończony w 1910 r. i stanowi wyjątkowo udaną mieszankę stylu mauretańskiego, wpływów europejskich i hinduskich.

 

We wspomnianej dzielnicy chińskiej (Chinatown) panuje ład i porządek, jaki można zobaczyć tylko w Singapurze. Warto pamiętać, że w początkowym okresie rozwoju ośrodka właśnie tutaj znajdowało się jego centrum. W tym rejonie koniecznie trzeba zobaczyć najstarszą miejscową świątynię – Thian Hock Keng z 1839 r. – uważaną za perłę architektury chińskiej. W 1973 r. została ona uznana za pomnik narodowy. Swoim wyglądem zadziwia również Świątynia Zęba Buddy i Muzeum (Buddha Tooth Relic Temple and Museum). Spadziste, wielopoziomowe dachy budowli kontrastują z wysokimi wieżowcami wznoszącymi się dookoła niej. Obiekt przypomina pałac rodziny cesarskiej z Chin. W Chinatown poza podziwianiem architektury warto także spróbować potraw kuchni chińskiej i kupić kilka pamiątek. Właściciele obwoźnych stoisk z jedzeniem przemierzają wąskie uliczki, a za nimi ciągnie się zapach orientalnych przypraw. Niektórzy twierdzą, że właśnie tutaj można zjeść najlepszy w Singapurze durian (owoc o specyficznej, niezbyt przyjemnej woni). Obowiązkowo trzeba też zatrzymać się na pieczone kasztany.

 

Miłośnikom orientalnej kultury i kuchni z pewnością spodoba się w tych trzech dzielnicach, które czasem wydają się przenosić zwiedzających w inne rejony globu. Polecam poza tym popularne centra gastronomiczne z daniami z różnych stron świata (hawker centres albo food courts). Jest ich w Singapurze bardzo dużo i wszystkie oferują smaczne i niezmiernie zróżnicowane jedzenie. Znajdują się w nich stoiska z kuchnią chińską, indyjską, tajską czy malezyjską. Spróbujemy tu m.in. intrygujących zup i azjatyckich słodkości, w tym przysmaków z tapioki. Singapurskie centra gastronomiczne robią niesamowite wrażenie, bo zwykle usytuowane są w sąsiedztwie szklanych wieżowców i niemal przez cały dzień tętnią życiem. To miejsca, które każdy turysta zapamięta na długo.  

 

W OTOCZENIU PRZYRODY

 

Pomimo mnóstwa drapaczy chmur Singapur wypełnia zieleń, dzięki czemu w wielu okolicach można usłyszeć kojący śpiew ptaków. Nieopodal Orchard Road znajdują się słynne tropikalne Singapurskie Ogrody Botaniczne (Singapore Botanic Gardens) założone w dzisiejszej lokalizacji w 1859 r. Zajmują obecnie powierzchnię 82 ha. To jedno z najczęściej odwiedzanych tego rodzaju miejsc na całym świecie. W 2015 r. Singapore Botanic Gardens zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można tu podziwiać mnóstwo wspaniałych egzotycznych roślin i odwiedzić imponujący, trzyhektarowy Narodowy Ogród Orchidei (National Orchid Garden) z 1,2 tys. różnych gatunków storczykowatych i ponad 2 tys. ich hybryd. Największe wrażenie wywiera storczyk o kwiatach osiągających długość aż 30 cm i kwitnących przez ok. 10 dni (Bulbophyllum echinolabium)! Warto tutaj zajrzeć również do kilku szklarni, w których prezentowana jest rzadka i unikatowa flora strefy tropikalnej. Singapurskie Ogrody Botaniczne to idealne miejsce dla miłośników przyrody, a także osób chcących wypocząć, pospacerować czy wybrać się na piknik. Tereny zielone są wspaniale utrzymane i niezmiernie malownicze. W weekendy często odbywają się tu koncerty. W tym miniaturowym królestwie roślin trzeba złożyć choćby jedną wizytę. Jest to pierwszy obiekt na terenie Singapuru i zarazem jedyny tropikalny ogród botaniczny na świecie wpisany na prestiżową listę UNESCO.

 

W granicach tego fascynującego państwa-miasta znajdują się też cztery rezerwaty przyrody i ogromny otwarty ogród zoologiczny bez klatek i metalowych ogrodzeń (Singapore Zoo). Ten ostatni ma powierzchnię 26 ha, na której żyje ponad 300 gatunków zwierząt (w sumie powyżej 2,8 tys. okazów). Ludzi od jego mieszkańców oddzielają w nim zwykle tylko kanały wypełnione wodą lub szklane ściany. Zwiedzający korzystają z licznych punktów widokowych i stanowisk do obserwacji stworzeń wodnych czy drapieżników. W singapurskim zoo spotkamy wiele zupełnie wyjątkowych przedstawicieli fauny, takich jak Inuka – jedyny niedźwiedź polarny na tej szerokości geograficznej (urodzony w grudniu 1990 r.), ok. 80-letni żółw olbrzymi Astove i niezmiernie rzadkie białe tygrysy bengalskie. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi również park Nocne Safari (Night Safari). Prowadzące nocny tryb życia zwierzęta ogląda się w nim podczas wędrówki ścieżkami tematycznymi lub przejażdżki specjalnym pociągiem.

 

Pasjonatom ornitologii polecam Jurong Bird Park, w którym żyje ponad 5 tys. ptaków. Podobnie jak we wspomnianym zoo w ptaszarni odbywają się interesujące pokazy. Tukany, papugi czy pelikany przelatują przez obręcze, grają w rozmaite gry, przynoszą różne przedmioty oraz mówią i śpiewają. Przedstawienia trwają po ok. 45 min. i są świetną atrakcją dla małych i dużych. W Jurong Bird Park znajdują się także liczne zbiorniki wodne i wspaniały wodospad. Największe wrażenie robią jednak ptaki przelatujące tuż nad głowami zwiedzających.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

Aby odpocząć trochę od miejskiego zgiełku, najlepiej udać się na malowniczą wyspę Sentosę. W języku malajskim jej nazwa oznacza „pokój i spokój”, ale dzisiaj to modne miejsce nie należy już do zbyt spokojnych i cichych. Wyspa uchodzi za centrum rozrywki i wypoczynku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest park tematyczny Universal Studios Singapore (część Resorts World Sentosa), czyli kompleks z wesołym miasteczkiem inspirowanym motywami filmowymi. Można tu m.in. przejechać się niesamowitą kolejką górską Battlestar Galactica: HUMAN vs. CYLON™, odwiedzić Jurassic Park, Shreka czy słynne pingwiny z Madagaskaru oraz przyjrzeć się procesowi powstawania filmów. Zdecydowanie warto zajrzeć również do S.E.A. Aquarium z ponad 100 tys. zwierząt morskich reprezentujących niemal 1 tys. gatunków z różnych części świata. Na zainteresowanie zasługuje poza tym czterotrasowy tor zjazdowy z jednoosobowymi pojazdami (Skyline Luge Sentosa) i wieża obserwacyjna (Tiger Sky Tower) o wysokości 110 m, z której rozciąga się widok na okolicę. Sentosa słynie z trzech malowniczych plaż. Najbardziej zatłoczona jest Siloso, przy której działa popularny klub muzyczny – Azzura Beach Club – z restauracją, barami, basenami i jacuzzi. Wypożyczymy tutaj kajaki, deski do skimboardingu i surfingu oraz inny sprzęt do uprawiania sportów wodnych czy rowery górskie lub rolki. Pozostałe dwie plaże to Palawan z wiszącym mostem i egzotyczna, ocieniona wysmukłymi palmami, najspokojniejsza z całej trójki Tanjong. Na Sentosie każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie, a pobyt na niej będzie potem miło wspominał.

 

Osoby lubiące wycieczki rowerowe powinny wybrać się do urokliwego Parku East Coast, który leży w południowo-wschodniej części Singapuru. Można tu wypożyczyć rower i udać się na przejażdżkę długą, ponad 15-kilometrową trasą biegnącą wzdłuż plaży. Miejsce to jest także idealne do uprawiania sportów wodnych, takich jak wind- czy kitesurfing. Oprócz tego w parku po prostu wypoczniemy, popływamy i nacieszymy się pięknem natury.

 

W Singapurze Zachód spotyka się ze Wschodem. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne biurowce, centra handlowe i biznesowe, a z drugiej obok języka angielskiego usłyszymy na ulicy mandaryński, kantoński, malajski, tamilski czy singlish (oparty na angielskim język kreolski). Mówi się, że to państwo-miasto jest Azjąw miniaturze. Uważam jednak, że Singapur można wręcz nazwać całym światem w miniaturze.Ten niewielki kraj zachwyca i w dzień, i w nocy. Wizyta w nim dostarcza tysiąca wspaniałych wrażeń.