EWA WORSOWICZ

                                                                                    

Afryka od lat fascynuje podróżników z całego świata. To kontynent pełen kontrastów – jego wybrzeże oblewają szmaragdowy Ocean Indyjski i błękitny Atlantyk, rajskie plaże pokrywa biały jak mąka piasek, wśród krytych strzechą z palmowych liści domków dla gości unosi się atmosfera błogiego relaksu, a jednocześnie wielu Afrykańczyków żyje w biedzie i nie ma szans na polepszenie swojej sytuacji. Właśnie za te skrajności Czarny Ląd można kochać lub go nienawidzić.



Podróże do Afryki wciąż cieszą się sporą popularnością wśród turystów. Jednym z ulubionych miejsc na wypoczynek jest Zanzibar. Trudno się zresztą temu dziwić. Jeżeli chcemy odzyskać energię i zapomnieć o wszystkich troskach, a na dodatek marzymy, aby codziennie rano popijać doskonałą kawę na tarasie z widokiem na ocean, z pewnością będziemy zadowoleni z wyboru tego afrykańskiego zakątka. Tutaj naprawdę można znakomicie odpocząć.


Archipelag Zanzibar należy do Tanzanii. Jego największymi wyspami są sąsiadujące ze sobą Unguja, zwana Zanzibarem, i Pemba, które tworzą autonomiczny region Zanzibar. Na południe od nich leży mniejsza Mafia. 


Sama Unguja ma powierzchnię ok. 1660 km2. Położony na niej najludniejszy ośrodek archipelagu i zarazem stolica autonomii także nosi nazwę Zanzibar. Jego historyczna część Stone Town (Kamienne Miasto) charakteryzuje się zabytkową architekturą z widocznymi wpływami portugalskimi, hinduskimi, arabskimi, brytyjskimi i afrykańskimi. W 2000 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


AFRYKAŃSKI ARCHIPELAG


Zanzibar to wyspa o niezmiernie bogatej historii. Skolonizowana przez Arabów i Persów w X w. stanowiła centrum handlu z wybrzeżem afrykańskim. Na początku XVI stulecia trafiła pod panowanie Portugalczyków, w 1698 r. stała się częścią Sułtanatu Omanu. W 1886 r. kontrolę nad wyspą przejęła Wielka Brytania. Mimo to w rzeczywistości władzę nadal sprawował sułtan aż do momentu, gdy cztery lata później ograniczono jego rolę jedynie do funkcji reprezentatywnej po utworzeniu brytyjskiego protektoratu. Dopiero 10 grudnia 1963 r. Zanzibar wraz z Pembą uzyskał niepodległość jako sułtanat. Konflikty na tle etnicznym doprowadziły jednak do wybuchu rewolucji i zmiany ustroju. Powstał nowy rząd i w kwietniu 1964 r. Zanzibar połączył się z Tanganiką, co miało nie dopuścić do przewrotu komunistycznego i osłabić wpływy radykalnie lewicowej partii Umma. Państwo przyjęło nazwę Zjednoczona Republika Tanzanii.


Również niewielka Mafia (394 km2) była kiedyś ważnym punktem na mapie handlowej tej części świata. Na pobliskiej małej wysepce w zatoce Chole założono ośrodek, z którego kontrolowano obrót kruszcem wydobywanym w kopalniach srebra we wschodnim Zimbabwe. Przez krótki czas ten rejon znajdował się pod panowaniem Niemców. W 1915 r. Mafia trafiła w ręce Brytyjczyków, którzy wykorzystywali ją jako morską i powietrzną bazę wojskową. Dziś to przede wszystkim raj dla miłośników niemal nietkniętej ręką człowieka natury, nurkowania, snorkelingu i wędkarzy morskich.


Pembę (zajmującą powierzchnię ok. 990 km²), należącą do autonomii Zanzibar, zamieszkuje obecnie ponad 400 tys. ludzi. Turystyka jest na niej mniej rozwinięta niż na Ungui, ale to właśnie spokój i cisza przyciągają tu osoby szukające niekomercyjnych zakątków i dziewiczych plaż. Okolica wyspy stanowi świetny rejon do uprawiania snorkelingu. Tutejsze przepiękne rafy koralowe tworzą zapierające dech w piersiach podwodne ogrody. Idealnymi miejscami na nurkowanie są m.in. Szmaragdowa Rafa (Emerald Reef) zawdzięczająca swoją nazwę składającym się na nią zielonym koralowcom, rafa Panza z wrakiem greckiego statku Paraportiani, który zatonął w październiku 1967 r., czy Misali Coral Mountain, gdzie można spotkać ośmiornice, homary, płaszczki i ławice ryb ostrobokowatych. 


Każda z wysp ma wiele do zaoferowania. My jednak zdecydowaliśmy się na wyprawę na tę najpopularniejszą wśród turystów, czyli Zanzibar.


Z EUROPY DO AFRYKI WSCHODNIEJ


Dzięki temu, że skorzystaliśmy z oferty last minute, bilety lotnicze udało nam się kupić w cenie 1600 zł za osobę w obie strony. Wylecieliśmy z Frankfurtu nad Menem transkontynentalną jednostką linii Oman Air. Mieliśmy jedną, ale za to 5-godzinną przesiadkę w Maskacie w Omanie i stamtąd wyruszyliśmy na Zanzibar ciasnym i wypełnionym pasażerami samolotem tego omańskiego przewoźnika. Na wyspę można dostać się też z Warszawy liniami Qatar Airways (z międzylądowaniem w katarskim porcie lotniczym Doha), zimą 2016/2017 ze stolicy Polski czy Katowic czarterem Biura Podróży ITAKA lub bezpośrednim połączeniem z Brukseli (obsługiwanym sezonowo przez Jetairfly) bądź po wylądowaniu w Dar es Salaam na wybrzeżu Tanzanii popłynąć promem. Koszty przeprawy morskiej są zróżnicowane – inne dla miejscowych i obcokrajowców (takie cenniki obowiązują zresztą na całym Zanzibarze). Ci ostatni płacą – oczywiście – dwa razy więcej, czyli ok. 35 dolarów amerykańskich. Każda osoba chcąca nabyć wejściówkę na prom musi okazać paszport, co – niestety – wyklucza poproszenie któregoś z Tanzańczyków o wykupienie tańszych biletów także i dla nas. Nasza wyprawa lotnicza trwała mniej więcej 18 godz. i była niezbyt komfortowa, ale gdy dotarliśmy na rajski Zanzibar, poczuliśmy się wynagrodzeni za wszystkie trudy.


PRZYGOTOWANIE DO WYJAZDU


Najpóźniej na 10 dni przed wylotem zaleca się wykonanie szczepienia przeciwko żółtej febrze (wymagane jest ono od cudzoziemców podróżujących przez kraje endemiczne). W hali przylotów na wyspie tanzańscy celnicy podobno wyrywkowo sprawdzają, czy przyjezdni mają w książeczce potwierdzający je wpis, ale nam się to akurat nie przydarzyło. Szczepionka kosztuje ok. 200–220 zł i nie podlega w Polsce refundacji. Zanim wyjedziemy, powinniśmy też poprosić lekarza o tabletki przeciwko malarii. Bierze się je profilaktycznie przed udaniem się w podróż, a także później w trakcie pobytu. Tanzania zalicza się do krajów, gdzie ryzyko zarażenia jest dość duże. Nasz przewodnik stwierdził, że częściej zdarzało mu się zachorować na malarię niż złapać grypę. Wywołujące ją pierwotniaki przenoszone są przez komary, a początkowe objawy u zakażonego przypominają zwykłe przeziębienie. 

                
Oprócz tego należy również odpowiednio skompletować swoją wyjazdową apteczkę. Warto zabrać leki przeciwko zatruciom pokarmowym i biegunce, środki przeciwbólowe i łagodzące dolegliwości towarzyszące przeziębieniu, wodę utlenioną lub inny preparat do dezynfekcji oraz plastry na odciski. Apteka w Stone Town jest zaopatrzona tylko w bardzo podstawowe lekarstwa, a ich ceny są mocno zawyżone. Dla bezpieczeństwa wykupmy sobie też dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne na wyjazd. Kosztuje ono niedużo, a w razie wypadku czy poważnego zachorowania może nam uratować życie.


WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE


Korzenie wielkich drzew na Mafii

marc dozier - mafia 026
© WWW.KINASILODGE.COM

Podczas pakowania walizek trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Nie wolno lekceważyć mocnego afrykańskiego słońca, dlatego kremy z filtrem powinny stanowić nasze obowiązkowe wyposażenie. Zanzibar otaczają rafy koralowe, więc do spacerowania brzegiem Oceanu Indyjskiego przydadzą się buty do pływania z gumową podeszwą. Dzięki nim uchronimy stopy przed przypadkowym nadepnięciem na kolce muszli czy jeżowca. Jeśli planujemy wybrać się na snorkeling, fajkę, płetwy i maski do nurkowania weźmy ze sobą. Co prawda, organizatorzy wycieczek zawsze mają sprzęt do wypożyczenia, ale jego stan higieniczny nierzadko pozostawia wiele do życzenia. 


Poza tym w naszym bagażu powinny znaleźć się lekkie letnie ubrania z przewiewnych materiałów. Dobrze sprawdzą się dające uczucie chłodu tkaniny typu satyna, jedwab lub len. Trzeba również zabrać kurtkę i długie spodnie – wieczorna bryza bywa naprawdę zimna. Zanzibar to region w większości muzułmański (w ponad 99 proc.). Zbytnie odsłanianie ciała w przypadku kobiet jest źle widziane, dlatego najlepiej zrezygnować z koszulek z głębokim dekoltem i minispódniczek. Z pewnością przydadzą się nam sandały, lekkie trampki czy buty odpowiednie do wędrówek po wilgotnym lesie równikowym. Dodatkowo zaopatrzmy się w latarkę (w okresie naszego lata słońce zachodzi tu ok. godz. 18.00, a w hotelach dość często zdarzają się przerwy w dostawach prądu), plastikowe reklamówki (ze względów ekologicznych na wyspie nie dostaniemy ich w sklepach, a z pewnością przydadzą się przy pakowaniu), przejściówkę do ładowarki do telefonu (w pokojach hotelowych stosuje się gniazdka brytyjskie) i wodoodporne etui na smartfona, pieniądze i dokumenty.


My trafiliśmy na Zanzibar w środku ramadanu. W takiej sytuacji warto przygotować się na drobne komplikacje. Ten dziewiąty miesiąc w muzułmańskim kalendarzu księżycowym zawsze wypada w innym momencie naszego roku kalendarzowego. To najważniejszy okres dla muzułmanów. W tym czasie poszczą od wschodu do zachodu słońca. Picie, jedzenie i palenie tytoniu w miejscach publicznych jest wtedy zabronione. Z tego też względu większość dużych restauracji bywa zamknięta. Nie działają także dyskoteki i inne centra rozrywkowe. Zazwyczaj miejscowym nie przeszkadza jednak, gdy turyści spożywają przy nich posiłki, a alkohol można bez problemu kupić w hotelowym barze czy lokalnym sklepie, choć nie każdym, dlatego warto zaopatrzyć się w kilka butelek na lotnisku lub w Stone Town. Teoretycznie wolno wwozić napoje alkoholowe na wyspę, ale spotkałam się z opowieściami, że przy kontroli bagażu niektórzy celnicy każą je wyrzucić. 


POWITANIE Z WYSPĄ


Po wylądowaniu udajemy się do niepozornej hali przylotów załatwić wizę turystyczną ważną przez 90 dni. Wypełniamy prosty wniosek i płacimy 50 dolarów amerykańskich. Tę walutę możemy wymienić na lokalną (szylingi tanzańskie) w kantorze na lotnisku. Warto to zrobić, bo ceny w dolarach są zazwyczaj trochę zawyżone. Walizki odbieramy nie z taśmy bagażowej, ale ze zwykłego magazynu. Oczywiście, za podanie bagażu przez ladę miejscowi domagają się drobnego wynagrodzenia, więc dobrze przygotować sobie na takie okazje jednodolarowe banknoty. Upominanie się o napiwki, nawet w przypadku bardzo absurdalnych sytuacji, stanowi zresztą powszechną praktykę. Dla Afrykańczyków turyści są okazją na dodatkowy zarobek. O transport z portu lotniczego warto zadbać jeszcze przed wylotem. Hotele zawsze mają możliwość podesłania swojego sprawdzonego kierowcy, co opłaca się o wiele bardziej niż skorzystanie z oferty naganiaczy lub przejazd tanzańską taksówką zbiorową, czyli minibusem dala-dala.


MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA


Przepiękne wybrzeże Oceanu Indyjskiego

DSC 6328 copy
© DAWID DĄBROWSKI

Ocean Indyjski współtworzy obraz Afryki Wschodniej. Ludzie żyją zgodnie z jego rytmem, a nie według wskazówek zegara. Oceaniczne wody dają mieszkańcom pożywienie i pracę (kobiety i dzieci trudnią się zbieraniem alg, których używa się do produkcji naturalnych kosmetyków, mężczyźni nocami wypływają łodziami na połowy, a ryby sprzedają później do restauracji i hoteli). Ocean Indyjski jest po prostu przepiękny! Zmienia barwę w zależności od pory dnia i kąta padania promieni słonecznych. Bywa lazurowy, szmaragdowy, błękitny lub granatowy. Temperatura wody u wybrzeży Zanzibaru wynosi średnio 28°C. Przypływy i odpływysą niesamowitym spektaklem natury. W miejscowości Jambiani na południowym wschodzie wyspy następowały po sobie mniej więcej co 6 godz. W trakcie przypływu fale podchodziły pod sam ośrodek, plaża znikała całkowicie, a ocean zagarniał wybrzeże tylko po to, żeby potem odsłonić nagi brzeg pokryty koralowcami, fantazyjnymi szkieletami muszli i setkami krabów. Fauna morska zaskakuje swoją różnorodnością. Widok kolorowych rozgwiazd, rozpościerających ramiona ośmiornic i naszpikowanych kolcami jeżowców przywodzi na myśl inny świat, piękniejszą, ciekawszą i dawno zapomnianą rzeczywistość.


ZANZIBARSKA CODZIENNOŚĆ


Zanzibarczycy trudnią się połowami ryb, owoców morza i zbieraniem algDSC 7183 copy

© DAWID DĄBROWSKI

Pierwsze spotkanie z Afryką może wywołać u Europejczyka szok. W wielu miastach bywa brudno, ludzie żyją w rozpadających się ruderach, bose dzieci spacerują bez żadnego nadzoru. Afrykańskie państwa nauczyliśmy się postrzegać jako kraje Trzeciego Świata, a los ich mieszkańców wywołuje u nas współczucie. Tymczasem Zanzibarczycy mimo życia w biedzie, wydają się być szczęśliwi. Ich dzień wyznacza rytm natury, która ich karmi i przynosi zarobek. Jeśli ktoś nie zbiera małż, zawsze może sprzedawać kokosy czy mango. Prawie każdy na wyspie ma własną działalność gospodarczą – w praktyce oznacza to tyle, że na chodniku na rozłożonej macie sprzedaje owoce, warzywa, przyprawy, kiczowate pamiątki lub zużyty sprzęt elektroniczny. Ten ostatni wysyła się do Afryki w olbrzymich ilościach, co czyni z niej największe złomowisko świata. Jeżeli miejscowym nie uda się namówić turystów na swoje usługi, po prostu nie będą nic robić.


Afrykańskie kobiety nie cieszą się zazwyczaj takim poważaniem jak mężczyźni. Wszystkie sprawy urzędowe załatwiają na Zanzibarze mężowie, bracia i ojcowie. Przed wylotem czytałam też wiele o tym, że w Afryce na każdym kroku spotyka się gromady zaniedbanych dzieci podbiegających do obcokrajowców i proszących o cokolwiek, a na ich widok aż serce się kraje. Mali Zanzibarczycy nie wywarli jednak na mnie tak przygnębiającego wrażenia. Choć żyją w skromnych warunkach, a ich rodziców nie stać na kolorowe zabawki, potrafią śmiać się wesoło i szczerze. To z pewnością nie jest udawana radość. Na przykładzie tych dzieci widać, jak mało czasem potrzeba człowiekowi do szczęścia i że nawet w trudnej sytuacji można z optymizmem spojrzeć na otaczający nas świat. Jeśli chcemy sprawić im przyjemność, podarujmy im słodycze. Garść czekoladowych cukierków wywoła uśmiech na twarzy każdego malucha.


ZIELONY LAS I WIELKIE ŻÓŁWIE


Na Zanzibarze możemy się opalać, uprawiać kitesurfing, spacerować brzegiem Oceanu Indyjskiego, jeździć rowerem po plaży, czytać książki w hamaku, grać w planszówki na tarasie z pięknym widokiem czy po prostu spędzać czas na błogim odpoczynku. Oprócz tego warto się również wybrać na wyprawy po okolicy. Ze względu na to, że archipelag poza Ungują, Pembą i Mafią składa się w większości z małych wysepek, prawie każde biuro podróży bądź agencja turystyczna oferują te same atrakcje. My zarezerwowaliśmy wycieczki jeszcze w Polsce przed wylotem, ale z czystym sumieniem polecam zaplanowanie ich na miejscu. Ceny są wówczas nieporównywalnie niższe. Chociaż trochę przepłaciliśmy, nie żałuję, gdyż nasz przewodnik Adam okazał się wspaniałym, ciepłym i niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Opowiedział nam dużo ciekawostek i udzielał cennych rad dotyczących pobytu na Zanzibarze.

               
Zaczęliśmy od odwiedzin w regionie Jozani Forest (część Parku Narodowego Jozani Chwaka Bay o powierzchni 50 km²), który leży niecałe pół godziny drogi od Jambiani. Niestety, rano krótko, ale solidnie popadało, więc ziemia zrobiła się trochę grząska i mokra. Razem z Adamem i lokalnym przewodnikiem przez godzinę wędrowaliśmy wśród bujnej zieleni lasu deszczowego i poznawaliśmy różne gatunki egzotycznych roślin, drzew i zwierząt. W Jozani Forest żyją endemiczne zanzibarskie gerezy rude (Piliocolobus kirkii). Podczas naszej wizyty wyglądały na zmęczone i znudzone obecnością turystów, co dawały do zrozumienia przez ostentacyjne odwracanie się plecami do każdego zdjęcia. Zaciekawiły nas także lasy mangrowe (namorzyny). Ciemne pokręcone korzenie drzew kryją się w wodach oceanu, a w czasie przypływu pełnią funkcję falochronu. 


Później łódką dopłynęliśmy na Prison Island (Changuu), małą wysepkę (o długości ok. 800 m i szerokości 230 m) położoną w pobliżu Stone Town. Kiedyś służyła jako więzienie dla zbuntowanych niewolników i miejsce kwarantanny, dziś słynie przede wszystkim z rezerwatu żółwi olbrzymich (Aldabrachelys gigantea). Zwierzęta można głaskać i karmić. Osobniki są naprawdę wielkie (samice ważą nawet do 150 kg, a samce – 250 kg), a niektóre mają ponad 100 lat. Gdy patrzy się na te ogromne gady, zaczyna się dostrzegać, jak niesamowita potrafi być przyroda i jak wiele interesujących stworzeń istnieje na świecie. 


Polecam również rejs wynajętą łodzią o zachodzie słońca. My wyruszyliśmy na ocean i czekaliśmy na rozpoczęcie spektaklu, podziwiając panoramę zabytkowego Stone Town. Na pokładzie mieliśmy drobne przekąski i napoje. Na taki rejs warto zabrać ze sobą sweter lub lekką kurtkę, aby ochronić się przed wiatrem. Nasza wycieczka zaczęła się i skończyła w porcie Kamiennego Miasta. Po wyprawie można podejść do Ogrodów Forodhani (Forodhani Gardens) na nocny targ z jedzeniem, na którym sprzedaje się lokalne specjały, np. grillowane ryby i owoce morza czy świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej. 


KOLONIALNE MIASTO I ZAPACH PRZYPRAW


Ozdobne zanzibarskie drzwi powstają w warsztatach na wyspie

DSC 6452 copy
© DAWID DĄBROWSKI

Choć Stone Town bywa opisywane jako urokliwe miasteczko z krętymi uliczkami, na nas zrobiło nieco przygnębiające wrażenie. Jego specyficzna zabudowa jest mieszanką kultury afrykańskiej, europejskiej, arabskiej i hinduskiej. W centrum znajdziemy mnóstwo hoteli, restauracji i sklepików z pamiątkami. Warto też wspomnieć, że to właśnie tu 5 września 1946 r. urodził się Farrokh Bulsara, występujący później pod pseudonimem Freddie Mercury. Do charakterystycznych atrakcji turystycznych Kamiennego Miasta należą m.in. Palace Museum (dawny Pałac Sułtana z końca XIX stulecia, obecnie muzeum poświęcone sułtanom Zanzibaru), historyczny English Club, a obecnie Africa House Hotel, Dom Cudów (House of Wonders) i słynny dzienny Targ Darajani (Dajarani Market), gdzie kupimy świeże owoce i warzywa, przyprawy, a także ryby i mięso. Dla osób wrażliwych na silne zapachy wizyta w tym ostatnim miejscu może być jednak męcząca.


W ramach kolejnej wycieczki wybraliśmy się na plantację przypraw. Mogliśmy zobaczyć, jak uprawia się rośliny, których sami na co dzień używamy w kuchni do polepszania smaku potraw. To było bardzo pouczające doświadczenie. Dowiedzieliśmy się, że pieprz jest tropikalnym pnączem i w zależności od momentu zbioru i rodzaju przetwarzania owoców przybiera postać ziaren w różnym kolorze – czarnym, białym, czerwonym czy zielonym. Gałka muszkatołowa to natomiast nasiona muszkatołowca korzennego zamknięte w mięsistej skorupce podobnej do kasztana, a goździki rosną na drzewie (goździkowcu korzennym). Przyprawy stanowią doskonałą pamiątkę z Zanzibaru. Warto przywieźć je dla siebie lub podarować bliskim, ponieważ są dużo bardziej aromatyczne i wyraziste w smaku niż te znane nam ze sklepowych półek. Trzeba jednak pamiętać, żeby przy zakupie mocno negocjować cenę. Sprzedawcy na targach lub plantacjach często ją zawyżają, ale w końcu dają się przekonać do propozycji klienta.


Zdecydowanie najbardziej podobała nam się wycieczka Blue Safari. Najpierw popłynęliśmy łodzią do pięknej zatoki Menai z lazurową wodą, później spędziliśmy trzy leniwe godziny na malutkiej piaszczystej wysepce, na której zjedliśmy świeżo złowiony i przygotowany dla nas obiad, a na końcu nurkowaliśmy z maskami w pobliżu rafy koralowej. Było cudownie, a snorkeling sprawił nam naprawdę wiele frajdy. Nasi wspaniali przewodnicy rozśmieszali nas na każdym kroku, służyli dobrą radą i pomocą, a w drodze powrotnej do Stone Town śpiewaliśmy razem z nimi ponadczasowy hit Jambo Bwana, najpopularniejszą tutejszą piosenkę. Do hotelu wróciliśmy w wyśmienitych humorach.


MOJE WAKACJE ŻYCIA


Mimo iż Zanzibar nie oferuje turystom takiego bogactwa atrakcji jak Tajlandia bądź Meksyk, to bez wątpienia jest najpiękniejszym miejscem na świecie, w jakim byłam. Błękit Oceanu Indyjskiego, pyszne jedzenie, poczucie wolności i brak potrzeby śpieszenia się gdziekolwiek, co znakomicie oddaje suahilijskie wyrażenie hakuna matata („nie martw się”) – to wszystko sprawia, że człowiek całkowicie się relaksuje i uczy się cieszyć małymi rzeczami. Pod koniec pobytu na wyspie czułam pewną ulgę na myśl o tym, iż wkrótce spędzę noc we własnym wygodnym łóżku, ale Afryka ma to do siebie, że mocno uzależnia. Już chwilę po jej opuszczeniu, zaczyna się za nią tęsknić. Zanzibar to zdecydowanie prawdziwy raj na ziemi i z pewnością jeszcze tu wrócę. 

Artykuły wybrane losowo

Cztery zachwycające światy Ekwadoru

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ekwador jest najmniejszym krajem andyjskim (o powierzchni 256 370 km2), który tworzą cztery regiony – Amazonia, góry (sierra), wybrzeże (costa) i słynne Wyspy Galápagos. Każdy z nich to zupełnie odmienny świat. Dzięki temu Ekwador może się poszczycić ogromną bioróżnorodnością. Nic więc dziwnego, że mówi się o nim jako „Ameryce Południowej w pigułce”. Tylko tutaj możemy poznać cztery zachwycające światy, z których jeden jest piękniejszy od drugiego…

Więcej…

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.

Kolumbia – piękna, kusząca i egzotyczna

SYLWIA JEDLAK

 

<<Polakom ciągle jeszcze Kolumbia kojarzy się dość stereotypowo. Dlatego dużo rzadziej wybierają ją jako kierunek swoich podróży niż inne dalekie kraje. W ten sposób jednak tracą szansę na to, aby przekonać się, jak bardzo błędne są powszechnie powtarzane opinie o tym południowoamerykańskim państwie. Tylko ten, kto odwiedzi pachnącą kawą kolumbijską ziemię, na której rozbrzmiewają rytmy salsy, wznoszą się kolorowe miasta z zabytkami architektury kolonialnej i żyją otwarci, serdeczni ludzie, pozna prawdę. Nie wierzmy więc powtarzanym często stereotypom, nie bójmy się poznać rzeczywistości i z ufnością ruszajmy odkrywać urzekającą Kolumbię! >>

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Więcej…