WIOLETTA HUTNIK

WOJCIECH ILKIEWICZ

www.wojtektravel.pl


Podczas podróży po Azji Środkowej możemy wyruszyć w drogę wzdłuż kojarzącego się z magią Dalekiego Wschodu Jedwabnego Szlaku, ze zdumieniem odetchnąć z ulgą w białym mieście na pustkowiu, udać się na poszukiwania znikającego morza czy zajrzeć do niesamowitej ognistej dziury w ziemi, przypominającej piekło w miniaturze, albo poczuć się jak bohater powieści „Proces” Franza Kafki, gdy przyjdzie nam czasami zmierzyć się z biurokratyczną machiną. W tej suchej i gorącej krainie nic nie jest oczywiste. Na każdym kroku dostrzeżemy mnóstwo zadziwiających miraży.

 

Wszystkich nas łączy pragnienie poznawania świata, choćby tylko podążania trasami, które niegdyś przemierzały legendarne karawany kupieckie. Jednak atmosfera tych lat uleciała z pustynnym wiatrem, wielbłądów nie wykorzystuje się już jako głównego środka transportu, a przemieszczający się na nich powoli handlarze przesiedli się jakiś czas temu do ryczących i ziejących spalinami ciężarówek. Czar niczym z Księgi tysiąca i jednej nocy prysł. Zaplątani w jedwabny szal stajemy wobec tej odmienionej rzeczywistości i przyjmujemy ją taką, jaka jest – z twardym życiem nie do końca pogodzonym z ideologią konsumpcjonizmu, wciąż szczerozłotymi nieudawanymi uśmiechami mieszkańców, ciężkim sowieckim stylem, dyktaturami, zależnościami i strefami wpływów, ale i wspaniałą mozaiką kultur i religii oraz trwale z nimi związanych niesamowitych zabytków.


Z Iranu, po trudnej odprawie granicznej, jedziemy do stolicy Turkmenistanu – ponad 1-milionowego Aszchabadu (Aşgabatu). Po wyboistej drodze o nawierzchni przypominającej ciasto zwane karpatką poruszamy się jak po wzburzonym morzu. Wokół nas wznosi się w większości typowa posowiecka zabudowa. Jeszcze tego wieczoru zwiedzamy cały starożytny kompleks Partów Nisa dzięki bileterowi i ochroniarzowi tego obiektu. Okres świetności tego leżącego niedaleko Aszchabadu ośrodka to lata między III w. p.n.e. i III stuleciem n.e. Arsakes I (zm. między 217 a 214 r. p.n.e.), założyciel dynastii Arsacydów, ustanowił tutaj wówczas stolicę swojego imperium. Współcześnie ruiny (wpisane w 2007 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) na pierwszy rzut oka nie robią dużego wrażenia. Okolica przypomina bardziej pofałdowane pastwisko, bezkształtne wzgórze z wypalonej w słońcu ziemi. Jednak po wejściu wydeptaną ścieżką na grzbiet wzniesienia można odkryć, że tuż za nim rozciąga się pracowicie odrestaurowywane wspaniałe starożytne miasto.


WCZORAJ I DZIŚ

W październiku 1991 r., po rozpadzie ZSRR, Turkmenistan ogłosił niepodległość. Pierwszym prezydentem kraju został Saparmyrat Nyýazow (1940–2006), który przyjął tytuł Turkmenbaszy (Türkmenbaşy, czyli Ojca Turkmenów) i wprowadził rządy dyktatorskie. Otoczył swoją osobę kultem i terroryzował obywateli przy pomocy policji. Piastujący obecnie to stanowisko Gurbanguly Berdimuhamedow wpisał się w system, jaki stworzył jego poprzednik. Zdecydował się jednak na pewną liberalizację życia społecznego i politycznego w kraju, zlikwidował ustrój jednopartyjny, zezwolił na dostęp do nieocenzurowanego internetu w stolicy i wprowadził zmiany w systemie nauczania. Z wykształcenia jest dentystą, wcześniej pełnił funkcje ministra zdrowia i wicepremiera. Rządzi niepodzielnie od 2007 r., kontynuując częściowo politykę SaparmyrataNyýazowa, który miał w całym Turkmenistanie ponad 14 tys. pomników. Na najsłynniejszym z nich, ustawionym w centrum Aszchabadu, złota figura prezydenta kręciła się zgodnie z ruchem ziemi, tak aby jego twarz zawsze zwracała się w stronę słońca (w 2010 r. Pomnik Neutralności zmodyfikowano, pozbawiono ruchomej części i umieszczono na przedmieściach). Wygładzone oblicze wodza spoglądało na Turkmenów niemal zewsząd. Po dojściu do władzy Gurbangulego Berdimuhamedowa większość z monumentów zdemontowano bądź przeniesiono w mniej eksponowane miejsca, żeby zastąpić je pomnikami obecnego przywódcy. Co oprócz tego zmieniło się w Turkmenistanie wraz z nastaniem nowych rządów? Z hymnu i przysięgi państwowej zniknęło wspomnienie postaci Ojca Turkmenów, inne nazwy otrzymały fabryki i instytucje noszące imię jego matki i ojca, w kraju powrócono do standardowego kalendarza gregoriańskiego, więc styczeń to już nie turkmenbaszy, a wrzesień nie jest ruhnamą. Saparmyrat Nyýazow za życia napisał dzieło zatytułowane Księga duszy (Ruhnama), połączenie autobiografii, fikcji historycznej i przewodnika duchowego dla Turkmenów. Wystarczy podobno przeczytać ją trzy razy, aby mieć zagwarantowane miejsce w raju.


Jak wygląda codzienne życie mieszkańców? Za gaz, wodę i sól nie trzeba płacić, a prąd, połączenia telefoniczne i ogrzewanie dzięki państwowym dotacjom kosztują tyle co nic, ale braki w ich dostawie bywają dosyć częste. Generalnie, jest co do garnka włożyć i nie ma wojny… Czego chcieć więcej? – powiedział nam pracujący przy budowie dróg miejscowy mężczyzna. Rozrywki typowe dla świata Zachodu są tu ograniczone. Restauracje działają do godz. 23.00, nie spotkamy również lokali sieci McDonald’s. Dyskoteki to rzadkość, znajdują się w hotelach dla cudzoziemców. Gurbanguly Berdimuhamedow, którego wielkie portrety czuwają przy głównych turkmeńskich trasach, pozwolił na ponowne otwarcie opery, teatrów, kin i cyrku, zakazanych przez Saparmyrata Nyýazowa. Państwo nadal kontroluje media, zagranicznych gazet w kioskach się nie sprzedaje. Nie ma także prywatnej prasy, a choć dostęp do internetu staje się coraz bardziej powszechny, jego skąpe zasoby są na ogół monitorowane. Z kafejki internetowej w Aszchabadzie nie uda się nam wejść na serwisy Facebook czy Twitter. Jako wyjaśnienie takiej sytuacji usłyszymy, że w Turkmenistanie nie można z nich korzystać z przyczyn technicznych.


BEZ SKAZY

25,5-kilometrowa aleja Archabil, najnowocześniejsza arteria Aszchabadu

IMG 8436
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Aby wyruszyć na podziwianie przepychu stolicy, dzień rozpoczynamy od mycia auta, gdyż taki jest obowiązek. Brudny samochód zmąciłby idealny wizerunek miasta i popsuł zachwyt nad nim. Długo jeździmy po kontrowersyjnej metropolii, o której krąży wiele interesujących legend. I rzeczywiście, to, co widzimy, budzi emocje i przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania…, bo też trudno oczekiwać aż takich korowodów widziadeł. Znajdziemy wśród nich pomniki wodza (zawsze złocone, inaczej nie wypada), złote kopuły ogromnych pałaców, podświetlane fontanny, jaśniejące marmury ministerstw, muzeów i urzędów państwowych, gigantyczne futurystyczne budowle wykończone niezmiernie precyzyjnie (złote zdobienia, dużo grawerowanego złotego i niebieskiego szkła). W centrum stolicy kraju, którego według niektórych pomiarów ok. 80 proc. obszaru pokrywa pustynia, co krok z gigantycznych konstrukcji w górę tryskają strumienie wody, rozległe parki sąsiadują z placami otoczonymi drzewami, krzewami i kwiatami. Szerokie arterie mają idealnie gładką nawierzchnię, na ulicach porządku strzegą kamery umieszczone na licznych latarniach z kutego żelaza, ozdobionych złoceniami (są ich tysiące i do tego w setkach wzorów), przystanki autobusowe wyposażono w grawerowane szyby i elektroniczne wyświetlacze. Warto wspomnieć, że w 2013 r. stołeczne miasto Turkmenistanu wpisano nawet do Księgi rekordów Guinnessa ze względu na największe na świecie zagęszczenie budynków z białego marmuru. Wszystko to urządzone zostało z wielkim rozmachem, utrzymywane jest w sterylnej czystości i doskonałym porządku.


W centrum Aszchabadu nie wolno używać klaksonu, wozy policyjne i karetki pogotowia rzadko włączają syreny, a kierowcy ściszają odbiorniki radiowe lub odtwarzacze CD w obawie przed karami za zbyt wysoki poziom hałasu. Kiedy zapada noc, wspaniale iluminowane pałace, wieżowce i fontanny rozświetlają kolorami niemal opustoszałe ulice i parki. Czegoś tu jednak brakuje – trudno dostrzec ludzi. Widzimy tylko osoby odpowiadające za czystość i policjantów. Gdzie podziali się mieszkańcy, pracownicy, przechodnie? Puste ławki, przystanki, chodniki i budynki robią wrażenie niezamieszkałych, przypominają atrapy. Co jakiś czas przejeżdżają czyste auta, bo niewiele jest miejsc, gdzie można się zatrzymać. Aszchabad ma jednak podwójną tożsamość, dlatego jazda po nim wywołuje specyficzne odczucia. W starszej, północnej części miasta ulice są wąskie i wypełnione samochodami i ciężarówkami, domy rozpadają się, a posowieckie bloki straszą swoim stanem (oraz olbrzymią liczbą anten satelitarnych). W nowym, marmurowym centrum szerokie arterie składają się z dwóch, trzech i więcej pasów, ale nie da się na nich zaobserwować dużego ruchu. Cały obszar wygląda jak spektakularna makieta w skali 1:1 i najprawdopodobniej prezydentowi zależy, aby ludzie swoją obecnością nie psuli tak idealnej scenerii. Mogą żyć w starym rejonie stolicy, dopóki nie zostanie on poddany renowacji i zrównany z ziemią.


TROSKLIWY PREZYDENT

Docieramy do osobliwej budowli. To pozłacany monument Gurbangulego Berdimuhamedowa – oznaka bezgranicznej miłości narodu do przywódcy, jak informuje rządowa prasa. Pomnik Arkadaga (z turkmeńskiego „Protektor”, „Opiekun”, „Obrońca”), bo właśnie taki oficjalny tytuł nosi prezydent, jest wysoki na 21 m i wykonany z brązu i marmuru. Przedstawia mężczyznę na koniu stojącym na białej skale. Obie figury pokrywa złoto. Gurbanguly Berdimuhamedow nie zaszczycił odsłonięcia monumentu swoją osobą. Według gazety Neutralny Turkmenistan (Neýtralnyý Turkmenistan) poparł ideę pomnika ze względu na to, że wyrażała wolę ludu, którą uważa za świętą.


Fundusze na realizację projektu zbierał cały kraj, w końcu to kosztowny wydatek. Rządowa prasa opisywała radość Turkmenów, którzy przekazywali na ten cel część zarobków. Monument stanowi powrót do tradycji Saparmyrata Nyýazowa. Wśród obywateli pomnik nie wzbudzał jednak emocji, falę oburzenia wywołało przymusowe zbieranie pieniędzy na jego budowę. To zresztą nie jedyny pomysł prezydenta wymagający od jego rodaków sięgnięcia do kieszeni. Wzorem zachodnich polityków w 2013 r. Gurbanguly Berdimuhamedow rozpoczął promowanie jazdy na rowerze. Ustanowił, aby 1 września (Miesiąca Bezpieczeństwa na Drodze), w Dzień Wiedzy i Studentów, Turkmeni przesiedli się na dwa kółka. Ci, którzy nie mieli własnego sprzętu, musieli go kupić. Koszt okazał się całkiem duży (mniej więcej równowartość miesięcznej pensji), ponieważ ceny od razu poszły w górę.


ZAJRZEĆ DO PIEKŁA

Wrota Piekieł koło Derweze – olbrzymia płonąca już od 45 lat dziura

IMG 8872
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Opuszczamy kontrowersyjny marmurowy Aszchabad. Budzi w nas skrajne emocje. Zastanawiamy się jedynie nad kilkoma sprawami – skąd pochodzą te wszystkie toyoty, które jeżdżą po stolicy, i jak to możliwe, że za 1 dolara amerykańskiego (USD) dostaniemy ok. 3,5 manata turkmeńskiego (TMT), a 1 l paliwa (oleju napędowego) kosztuje zaledwie 94 tenge.


Obraz Turkmenistanu tworzy jednak nie tylko stołeczny Aszchabad. Aby się o tym przekonać, jedziemy do wioski Derweze, położonej ok. 260 km na północ od niego, przecinając w poprzek pustynię Kara-kum (o powierzchni mniej więcej 350 tys. km²), czyli Czarny Piasek. W zależności od przyjętej metodologii ocenia się, że zajmuje ona 70 bądź 80 proc. terytorium Turkmenistanu. Przecina ją jeden z najdłuższych kanałów irygacyjnych świata – Kanał Karakumski, budowany przez 34 lata (od 1954 do 1988 r.). Ma długość 1445 km i ciągnie się od okolic 100-tysięcznego miasta Atamyrat przy północno-wschodniej granicy kraju aż do wybrzeża Morza Kaspijskiego. Przepływająca przez niego woda rzeki Amu-darii pozwala zmienić pustynię w pola uprawne (głównie bawełny). Niestety, budowa kanału mocno przyczyniła się do erozji Jeziora Aralskiego, nazywanego przez miejscowych Morzem Aralskim.


Chcemy dotrzeć do tzw. Wrót Piekieł. Problem polega na tym, że oficjalnie wioska Derweze już nie istnieje, została zrównana z ziemią i wymazana z map na polecenie prezydenta Saparmyrata Nyýazowa. Nie spodobała mu się, kiedy ją odwiedził w 2004 r., kazał więc wyburzyć zabudowania, a ludzi przesiedlić. Ledwo widoczną drogą, szlakiem wiodącym przez piaski pustyni, odjeżdżamy 8 km od głównej trasy. Żar leje się z nieba, temperatura powietrza dochodzi do 47°C. Gdy stajemy u niesamowitych Wrót Piekieł, robi się jeszcze goręcej. Ten krater o średnicy 69 m rzeczywiście wygląda jak wejście do podziemnej krainy potępionych, do której w tym miejscu może zajrzeć każdy człowiek. Powstał on w latach 70. XX w., kiedy naukowcy radzieccy poszukiwali tutaj złóż gazu ziemnego. Wskutek złej oceny geologicznej przy wierceniach doszło do katastrofy. Pod ziemię zapadła się większość sprzętu, a z licznych szczelin zaczęły wydobywać się toksyczne opary gazu. Zmarło kilka osób, a wiele innych poważnie się zatruło. Geolodzy zdecydowali się rozwiązać problem za pomocą ognia. Mieli nadzieję, że gaz wypali się po kilku dniach, lecz złoża okazały się tak olbrzymie, iż płomienie nie zgasły do dziś. Krater robi upiorne, a zarazem niezmiernie ekscytujące wrażenie. Miejsce to najbardziej spektakularnie wygląda nocą.


WIEKOWE MURY

Następnie zmierzamy do niemal 40-tysięcznego miastaKöneürgenç w północnym Turkmenistanie, tuż przy granicy z Uzbekistanem. Jego historyczna część Urgencz była jednym z największych ośrodków na Jedwabnym Szlaku. Odkrycia archeologiczne poczynione w pobliżu twierdzy Kyrkmolla wskazują, że zabudowania istniały już V w. p.n.e. W okresie od X do XIV stulecia Urgencz pod względem liczby ludności i swojej sławy mógł konkurować z innymi miastami Azji Środkowej, np. Bucharą. W 1221 r. zniszczyły go wojska Czyngis-chana. Ośrodek odbudowano i znów zaczął się rozwijać. Jednak po ataku Tamerlana (Timura Chromego, 1336–1405) i nieoczekiwanej zmianie biegu Amu-darii mieszkańcy ostatecznie opuścili to miejsce na zawsze. Po dawnym Urgenczu zostały tylko wspaniałe ruiny, wpisane w 2005 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Do najstarszych zabytków należy XII-wieczne mauzoleum Il Arslan. Jego kopułę w kształcie stożka zdobi wzór z ceramicznych płytek. Duże wrażenie robi również mauzoleum Turabek-Khanum z XIV stulecia. Zachwyca szczególnie wspaniałą i niezmiernie precyzyjnie wykonaną mozaiką na suficie. Poza tym wyróżnia się tu też minaret Kutlug Timur pochodzący z przełomu XI i XII w. i mający wysokość 60 m. Udajemy się jeszcze do kompleksu z XIV-wiecznym mauzoleum Najm-ad-Din al-Kubra. Jego odchylona od pionu fasada wygląda, jakby miała wkrótce runąć.


W trakcie naszej wyprawy staramy się dowiedzieć trochę więcej o życiu w Turkmenistanie. Przekonujemy się, że opowieści o tym, iż ogień na kuchenkach gazowych pali się cały czas, są całkowicie prawdziwe. Gaz jest przecież bezpłatny, a zapałki to produkt deficytowy. W końcu nie warto oszczędzać na tym, za co nie trzeba płacić. Wiedzę o kraju zdobywamy z interesujących spotkań z miejscowymi. Bywają oni jednak raczej nieufni, zwłaszcza wobec cudzoziemców. Nieliczne osoby, które zgadzają się na rozmowę z nami, trochę się otwierają, ale często mówią szeptem, rozglądając się przy tym czujnie. Pytamy, co zmieniło się z nastaniem nowego prezydenta. Okazuje się, że dla przeciętnego obywatela tak naprawdę nic. Nadal wielu ludziom żyje się dość ciężko, niełatwo o pracę, każdy kombinuje, jak potrafi, i nie sprzeciwia się kolejnym pomysłom Gurbangulego Berdimuhamedowa. Turkmeni robią jednak zazwyczaj wrażenie spokojnych i pogodnych osób. Nie ma zresztą w tym nic dziwnego, bowiem codzienne życie to nie tylko sytuacja polityczna, ale przede wszystkim rodzina i przyjaciele. Z nimi można się cieszyć, świętować i pokonywać trudności.


UZBECKIE ZABYTKI

Registan jest najcenniejszym kompleksem architektonicznym Samarkandy

IMG 9401
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Po wjechaniu do Uzbekistanu kierujemy się w stronę ponad 50-tysięcznego miasta Chiwa. Położone nad Amu-darią, stanowiło jeden z głównych ośrodków handlowych w regionie Azji Środkowej, a od pierwszej połowy XVII stulecia odgrywało rolę stolicy Chanatu Chiwy (istniejącego od 1511 do 1920 r.). Zabytkowy obszar Iczan Kała (Iczan Kala), wpisany w 1990 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, otaczają XVII-wieczne ceglane mury obronne o wysokości ok. 10 m. Znajdują się tu forteca Kunja Ark, Mauzoleum Pahlawona Mahmuda (muzułmańskiego poety, filozofa i świętego męża żyjącego w XIV stuleciu, patrona Chiwy), meczet Dżuma, pałac Tasz Chauli (wzniesiony w latach 30. XIX w.) i minaret Kalta Minor. Ten ostatni miał być największym i najwyższym tego rodzaju obiektem na świecie, ale nie udało się osiągnąć tego celu. Obłożona różnokolorowymi płytkami ceramicznymi 25-metrowa wieża mieni się w słońcu fantazyjnymi wzorami.


Natomiast 275-tysięczna Buchara w dolinie rzeki Zarafszan jest miastem jak z opowieści Szeherezady. Jej historyczne centrum od 1993 r. widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W przeszłości był to jeden z największych i najważniejszych ośrodków na Jedwabnym Szlaku. Uchodził za miasto święte, do którego, tak jak do Mekki, nie mieli wstępu niewierni. Przy Registanie (identycznie zwie się bardziej znany kompleks w Samarkandzie), co z perskiego znaczy „Piaszczysty Plac” lub „Pustynia”, stoją 46-metrowy minaret Kalon (zbudowany w 1127 r.) i przyległy do niego ogromny meczet o tej samej nazwie. Naprzeciw tego ostatniego znajduje się czynna, a więc niedostępna dla obcych, medresa Mir-i Arab wzniesiona w latach 1535–1536. Minaret Kalon służył nie tylko do nawoływania wiernych do modlitwy. W nocy palono na nim ogniska, aby wskazywał drogę karawanom. Do wczesnych lat XX w. był także miejscem kaźni. Skazanych na śmierć po prostu zrzucano z wieży. Tutejsze słynne mauzoleum Ismaila I Samanidy to z kolei bez wątpienia prawdziwe arcydzieło architektury muzułmańskiej z X stulecia.


STAROŻYTNE MIASTO

Z Buchary jedziemy do ponad 500-tysięcznej Samarkandy. Po drodze obserwujemy okolicę. Widzimy mnóstwo chevroletów, nowych, identycznych budynków mieszkalnych, objuczone osły, dużo posterunków kontrolnych i billboardów propagandowych, pola ryżu i bawełny czy sady. Stacje paliw w większości służą jedynie za ozdobę trasy, bo przecież czynne są tylko te sprzedające gaz. Najwięcej do życzenia pozostawia stan toalet, które nawet trudno w ten sposób nazwać.


Wreszcie stajemy u wrót Samarkandy, jednego z najdłużej zamieszkanych miast świata, które stanowiło skrzyżowanie kultur. Jej historia liczy ponad 2,5 tys. lat, czyli porównywalnie do dziejów Rzymu czy Aten. W starożytności pełniła funkcję jednego z głównych ośrodków na Jedwabnym Szlaku. Samarkanda, określana mianem „Klejnotu Islamu” i „Lustra Świata”, ma – oczywiście – dwa oblicza: jedno niezmiernie zabytkowe i imponujące, a drugie mniej atrakcyjne, ale obecnie bardziej prawdziwe. Wizytówkę miasta stanowi Registan, ogromny plac z kompleksem trzech medres. Na zainteresowanie zasługuje też Meczet Bibi Chanum, ukończony w 1404 r. Wzniósł go wspomniany już Tamerlan (Timur), założyciel dynastii Timurydów. Popadający w ruinę obiekt uległ zniszczeniu w trakcie trzęsienia ziemi w 1897 r. W latach 70. XX w. rozpoczęto renowację kompleksu. Oprócz tego warto tu również zajrzeć na barwny Bazar Siabski. W 2001 r. Samarkandę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


OBLICZA WSPÓŁCZESNOŚCI

Taszkencki Pałac Forów Międzynarodowych „Uzbekistan” i pomnik Tamerlana

IMG 9621
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Na koniec docieramy do prawie 2,5-milionowego Taszkentu (Taszkientu), monumentalnej, dostojnej i… według niektórych trochę nudnej stolicy Uzbekistanu, położonej nad rzeką Chirchiq na przedgórzu Tienszanu, czyli Niebiańskich Gór. Niegdyś jedną z głównych taszkienckich budowli był Hotel Uzbekistan, znajdujący się w sercu miasta. To prawdziwy moloch, konstrukcja z betonu i szkła górująca nad okolicą. Nie zachwyca pięknym wyglądem, ale jego rozmach budzi prawdziwy respekt – mieści się w nim 300 pokojów, w tym 126 z balkonami. Warto obejrzeć jeszcze interesujące stołeczne teatry, muzea, Operę i Teatr Baletowy im. Aliszera Nawoi (władcy z dynastii Timurydów i pisarza, 1441–1501), budynki rządowe, pomnik Tamerlana na koniu (przed Muzeum Emira Timura) i metro (otwarte w 1977 r.). Ze stacji tego ostatniego – niestety – zostaliśmy wyproszeni za zrobienie kilku zdjęć. Uzbecka stolica zmienia nieco swoje oblicze po zapadnięciu zmroku, kiedy budzi się do bujnego życia nocnego. Poza tym działają w niej świetne restauracje. Na zewnątrz na rozpalonych grillach pieką się pyszne szaszłyki.


W Taszkencie nie znajdziemy raczej zbyt wielu przykładów zabytkowej architektury sprzed kilku stuleci ani pocztówkowych widoków. W poszukiwaniu zdobionych na niebiesko meczetów, medres, minaretów i mauzoleów trzeba udać się do Samarkandy, Chiwy i Buchary. Bez zwiedzenia stolicy nasz obraz Uzbekistanu byłby jednak niepełny. W podróży po Azji Środkowej nie można ograniczać się tylko do typowych atrakcji turystycznych. Czasem należy sprawdzić, co znajduje się poza nimi, żeby poznać różne jej fascynujące oblicza. Na koniec mamy jeszcze jedną ważną radę dla początkujących globtroterów marzących o odwiedzeniu tej części świata. Polecamy zorganizować wyjazd ze sprawdzonym biurem podróży. To pozwoli uniknąć nieprzewidzianych kłopotów i po prostu cieszyć się z wyprawy po tej odrobinę nierealnej krainie tajemniczych starożytnych miast wyrastających wśród gorących pustynnych piasków.

Artykuły wybrane losowo

Artystyczna Katalonia

MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN

www.hiszpanskiesmaki.es

 

<< Piękna Katalonia jest tradycyjna i nowoczesna jednocześnie. Z gracją przechadza się wśród secesyjnych kamienic. Popija cavę i wermut. W sobotę tańczy rumbę, a w niedzielę, jak już się obudzi, sardanę. Opala się na plaży, częstuje tapasami i dumnie prezentuje swoich mistrzów pędzla, świetnie gra w piłkę nożną. Można się w niej zakochać. Kto raz ją zobaczy, już zawsze będzie chciał ją odwiedzać. „Carpe diem!” („Chwytaj dzień!”) – zdaje się mówić do każdego, kto składa jej wizytę. >>

 

Fragment niesamowitej ekspozycji Teatre-Museu Dalí w Figueres

© IMAGEN M.A.S./AGÈNCIA CATALANA DE TURISME

 

Mimo referendum przeprowadzonego w październiku 2017 r. i późniejszego kryzysu konstytucyjnego Katalonia jest wciąż wspólnotą autonomiczną Hiszpanii. Od północy graniczy z Francją i Andorą, od zachodu z Aragonią, a od południa z Walencją. Jej stolicę stanowi ponad 1,6-milionowa Barcelona, największe miasto regionu.

W Katalonii warto odwiedzić wiele miejsc. Turyści chętnie odpoczywają w urokliwych miejscowościach położonych na tutejszym wybrzeżu. Większość z nich przybywa na lotnisko El Prat leżące pod Barceloną. To właśnie ona bywa najczęściej pierwszym przystankiem podczas wizyty w Katalonii. My również rozpoczniemy od niej poznawanie regionu.

 

NA DOBRY POCZĄTEK

Naszą podróż po Barcelonie zacznijmy od śniadania. To nie będzie zwykły posiłek, bo kto zazwyczaj raczy się z rana winem musującym i ostrygami… Za chwilę czeka nas jednak zwiedzanie miasta, dlaczego więc nie rozpocząć dnia w iście barcelońskim stylu.

Wystarczy wybrać się na targ La Boqueria (który i tak powinien się znaleźć w planach każdego turysty). To tutaj robią zakupy szefowie renomowanych restauracji i zwykłych tawern, gospodynie domowe i hipsterzy. Stragany podzielono tematycznie. W jednej części piętrzą się owoce i warzywa, w drugiej – ryby i owoce morza, w jeszcze innej – wędliny. Są też słodycze, a wśród nich wspaniałe kolorowe makaroniki (wszak Francja znajduje się tuż za rogiem). La Boqueria wygląda jak martwa natura uwieczniona na obrazie.

My zmierzamy do małego baru, który od 6.00 serwuje wspomniane nietypowe śniadanie. Katalonia słynie z cavy. Nie ma ona jednak nic wspólnego z małą czarną. To wino musujące wytwarza się tą samą metodą, co szampan, ale kosztuje ono znacznie mniej, choć jest bajecznie pyszne. Warto zestawić je właśnie z ostrygami. Bar nazywa się „Pinotxo” i serwuje także inne specjały kuchni katalońskiej. Poza tym w Katalonii również w hotelach często podaje się cavę do śniadania.

 

PODRÓŻ DOOKOŁA ŚWIATA

Mniej więcej 600-metrowy dystans dzieli La Boquerię od wielkiej rzeźby kota Fernanda Botera w dzielnicy El Raval. Podobno wdrapanie się na niego przynosi szczęście. Nie jest to bynajmniej łatwe zadanie, bo opasłe stworzenie ma zaokrąglone boki i trudno o podparcie dla stóp. Ale niektórym udała się ta trudna sztuka! Czy przyniosło im to szczęście? Na pewno za prawdziwy uśmiech losu mogą uznać pobyt w Barcelonie.

El Raval przechodzi niesamowitą metamorfozę. Nazywana kiedyś dzielnicą chińską (Barri Xino), gdzie królowe nocy miały swoje enklawy, szybko zmienia swoje oblicze. Znajdziemy tu świetne Muzeum Sztuki Współczesnej (Museu d’Art Contemporani de Barcelona – MACBA), eleganckie lofty, różnorakie pracownie artystyczne, wytworne butiki. Ten rejon katalońskiej stolicy uwielbiał Ryszard Kapuściński, a Eduardo Mendoza chętnie umieszczał w nim akcję własnych powieści. Warto zajrzeć do tej części miasta. Wbrew różnym obawom jej mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni do innych. Spacer po tutejszych uliczkach stanowi małą podróż dookoła świata i uczy tolerancji wobec różnych kultur i religii. Choć to niewielki skrawek Barcelony, mówi się tu ponad 50 językami.

 

SMOK, RÓŻE I KSIĄŻKI

Według legendy św. Jerzy (Sant Jordi, patron Katalonii) zabił smoka i uratował księżniczkę. Ze smoczej krwi wyrosła róża. Dlatego dziś 23 kwietnia, w dzień wspomnienia świętego, mężczyźni wręczają te piękne kwiaty kobietom. One odwdzięczają się im za to książkami (22 kwietnia przypada rocznica śmierci hiszpańskiego pisarza Miguela de Cervantesa).

Ze względu na popularność tej niezmiernie romantycznej tradycji stoiska z książkami są wówczas wszędzie. Najwięcej znajduje się ich jednak w rejonie dwóch ulic – La Rambli i Passeig de Gràcia. To właśnie wtedy warto wybrać się na spacer tą pierwszą, będącą najsłynniejszym barcelońskim deptakiem (właściwie złożonym z kilku mniejszych uliczek). La Rambla z okazji dnia św. Jerzego dosłownie tonie w różach. Zarówno kwiaty, jak i książki sprzedają się w tym czasie świetnie, a Barcelona staje się wielką kwiaciarnio-kawiarnią pod gołym, najczęściej słonecznym niebem. Spacerowicze szukają książek nie tylko dla ukochanej osoby, ale także dla rodziny czy przyjaciół. To doskonała okazja, aby kupić nowości wydawnicze i spotkać znanego autora podpisującego egzemplarze swoich dzieł. Do tego wszędzie unosi się zniewalający zapach kwiatów.

Podczas przechadzki po La Rambli warto skierować się w stronę Starego Portu (Port Vell). W jego pobliżu przywita nas figura Krzysztofa Kolumba zapatrzonego gdzieś daleko w morze. Ten słynny żeglarz i odkrywca pojawił się w Barcelonie w 1493 r., po swojej pierwszej wyprawie w poszukiwaniu nowej drogi do Indii. Pomnik, który powstał z okazji wystawy światowej 1888 r., ma upamiętniać to wydarzenie. Na kolumnie znajduje się taras widokowy, można na niego wjechać windą.

Dziś Stary Port wygląda zupełnie inaczej niż pod koniec lat 80. XX w. Wszystko zmieniły XXV Letnie Igrzyska Olimpijskie z 1992 r. Wcześniej to miejsce przypominało wielkie złomowisko z porzuconymi składami i pustymi kontenerami. Dzięki wielkiej międzynarodowej imprezie sportowej Port Vell rozpoczął nowe życie.

Warto tu wstąpić do starej stoczni królewskiej. Ten pięknie odnowiony średniowieczny budynek mieści obecnie Muzeum Morskie (Museu Marítim de Barcelona). Zwiedzających zachwyca imponująca architektura i repliki wspaniałych statków (część z nich została odtworzona w skali 1:1). W XVI stuleciu wodowano w tej okolicy podobno aż 30 galeonów naraz! Nieopodal kładki Rambla de Mar można zobaczyć panią mórz – odrestaurowany trzymasztowiec z 1919 r. o nazwie Santa Eulàlia. Z tutejszej 78-metrowej wieży (Torre de Sant Sebastià) wagoniki kolejki linowej wwożą pasażerów na Montjuïc (w tłumaczeniu na polski Wzgórze Żydowskie). Podczas przejażdżki podziwia się niesamowite widoki.

 

MORZA SZUM, PAPUG ŚPIEW

Złote piaski pośród palm – Barceloneta jest tylko jedna. Kochają ją chyba wszyscy, szczególnie o zachodzie słońca. Warto tu przyjść przed zapadnięciem zmroku w gronie przyjaciół lub z ukochaną osobą, usiąść na kocu, napić się wina i zapatrzeć się w morze.

Rano opanowana przez biegaczy, w ciągu dnia rozbrzmiewająca radością, pod wieczór ta dawna dzielnica rybaków i marynarzy przyciąga romantycznym nastrojem. Poza tym kusi też przysmakami. Do dziś panuje przekonanie, że najlepsze ryby w Barcelonie podaje się właśnie tutaj. Koniecznie trzeba przekonać się o tym samemu! W Barcelonecie stare miesza się z nowym (jak w wielu miejscach w tym mieście). Obok wąskich uliczek i wiekowych kamienic stoją przykłady sztuki współczesnej. Przy Deptaku Kolumba (Passeig de Colom) można zobaczyć rzeźbę Głowa Barcelony, autorstwa jednego z najbardziej znanych amerykańskich artystów pop-artu – Roya Lichtensteina (1923–1997). Dalej, w pobliżu Port Olímpic umieszczono Rybę architekta Franka Gehry’ego.

 

WZGÓRZE SZTUKI

Montjuïc najbardziej spektakularnie prezentuje się od strony placu Hiszpanii (Plaça d’Espanya). Warto tu przyjść po zmierzchu, aby obejrzeć pokaz fontann – spektakl wody, światła i dźwięku. Turyści docierający kolejką ze Starego Portu najpierw trafiają do ogrodów i Muzeum Fundació Joan Miró, gdzie można zapoznać się z twórczością tego katalońskiego malarza, ceramika i rzeźbiarza tworzącego jedyne w swoim rodzaju dzieła.

Zbiory sztuki, stadion i basen olimpijski, wspaniałe ogrody – dla mieszkańców Barcelony zbocza Montjuïc stanowią miejsce wykorzystywane do rekreacji i idealne na odpoczynek od miejskiego hałasu. Już od czasów rzymskich odbywały się tutaj rozmaite wydarzenia. W 1929 r. na wzgórzu zorganizowano wystawę światową, a w 1992 r. stało się ono areną zmagań olimpijskich. Na potrzeby tej pierwszej zbudowano Palau Nacional, dziś mieszczący Muzeum Narodowe Sztuki Katalonii (Museu Nacional d’Art de Catalunya – MNAC). Obok znajduje się modernistyczny Pawilon Barcelony (Pavelló de Barcelona, powstał również na wystawę światową 1929 r., jako pawilon niemiecki). Zaprojektował go Ludwig Mies van der Rohe (1886–1969), współautor projektu wystawionego tu fotela Barcelona (krzesła barcelońskiego), będącego jedną z ikon dizajnu. Dziś własny oryginalny egzemplarz tego mebla może kupić każdy, choć kosztuje on niemało. Zarówno pawilon, jak i sam fotel zachwycają klasyczną formą – proste linie, szlachetne materiały i brak dekoracji są charakterystyczne dla prac niemieckiego architekta, kierującego się dewizą mniej znaczy więcej.

Montjuïc to także Poble Espanyol, czyli hiszpańska osada w miniaturze. Można w niej spacerować wąskimi uliczkami andaluzyjskiej wioski, wśród bielonych ścian i kwitnących bugenwilli, czy obok kamiennych domów z zielonymi okiennicami kojarzących się z Majorką. Są też sklepy i restauracje, da się więc tutaj spędzić i pół dnia.

 

MALARZ I KOTY

To miała być restauracja inna niż wszystkie w Barcelonie. Powstała trochę jako kontynuacja „Le Chat Noir” w Paryżu. Szybko została ulubionym miejscem barcelońskiej bohemy. Bywali w niej Pablo Picasso, Antonio Gaudí i Julio González, mistrzowie pióra, apologeci modernizmu i jego wielcy przeciwnicy. „Els Quatre Gats”(„4 Gats”) otwarto w czerwcu 1897 r. Dwa lata później młody Pablo Picasso pozostawił tu swój ślad – zaprojektował grafikę menu. Lokal znajduje się w Dzielnicy Gotyckiej (Barri Gòtic) przy Carrer de Montsió i jest obowiązkowym punktem wyprawy śladami hiszpańskiego artysty.

Picassa wiązała z Barceloną bardzo szczególna więź. To w niej rozwinął skrzydła jako twórca i wypracował własny, niepowtarzalny styl. W mieście znajduje się największe na świecie muzeum tego artysty (Museu Picasso). Otwarte w 1963 r., było spełnieniem życzenia Picassa, aby właśnie w Barcelonie powstała galeria jego twórczości z okresu, który znawcy sztuki nazywają błękitnym. Można w niej obejrzeć niezmiernie ekspresyjne prace Hiszpana. Sam budynek muzeum, położony w części Starego Miasta (Ciutat Vella) zwanej La Ribera, również należy do nietuzinkowych. Muzeum Picassa mieści się w pięciu przylegających do siebie średniowiecznych pałacach. Po zwiedzaniu warto wybrać się do „Els Quatre Gats” na cavę i tapas.

 

SYMBOL NIEZŁOMNOŚCI

To była końcówka 1899 r. Młody Pablo Picasso w „Els Quatre Gats” chłonął atmosferę artystycznej społeczności. W innej części miasta pewien architekt pracował nad parkiem na specjalne zamówienie przedsiębiorcy Eusebiego Güella (1846–1918). W nowo zaprojektowanej dzielnicy Eixample (Powiększenie) wznoszono mury kościoła Sagrada Família (Temple Expiatori de la Sagrada Família – Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny). Barcelona nie była jeszcze wielką metropolią, ale wyczuwało się w niej ducha rozwoju. Być może dlatego Szwajcar Hans Maximilian Gamper (Joan Gamper, 1877–1930) postanowił stworzyć drużynę piłkarską. Razem z osobami, które odpowiedziały na jego ogłoszenie w gazecie, 29 listopada 1899 r. w sali gimnastycznej przy La Rambli założył Foot-Ball Club Barcelona. Prawie trzy lata później, 13 maja 1902 r., piłkarze FC Barcelony zagrali swój pierwszy mecz z drużyną nowo powstałego klubu, nazwanego Madrid Foot-Ball Club (dziś Real Madrid Club de Fútbol), którą pokonali 3:1.

Kiedy Hiszpania znalazła się pod rządami generała Francisco Franco (w latach 1936–1975), barceloński klub sportowy stał się dla Katalończyków narzędziem walki politycznej. Mecze z jego udziałem stwarzały okazję do demonstrowania patriotyzmu. Dlatego na stadionie Camp Nou kolorowe krzesełka tworzą w języku katalońskim napis brzmiący Més que un club („Więcej niż klub”). Nic więc dziwnego, że FC Barcelona to dla Katalończyków ważny symbol walki o wolność, nieustępliwości i dążenia do celu.

 

VICKY I CRISTINA

Do wyjazdu do Barcelony można się przygotować w różnorodny sposób. Najbardziej znanym jest czytanie przewodników lub artykułów turystycznych. Warto też zapoznać się z książkami, których akcja dzieje się w tym mieście. My proponujemy jednak ruszyć śladami Woody’ego Allena i jego filmu z 2008 r. Vicky Cristina Barcelona.

Zacznijmy od Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny. Sagrada Família jest w budowie od 1882 r. Jej projektant, Antoni Gaudí (1852–1926), był wizjonerem, a jednocześnie bacznym obserwatorem natury. Wymarzył sobie budowlę o organicznej formie i niepowtarzalnych detalach architektonicznych. W przyrodzie nic nie bywa przecież identyczne.

Bohaterki filmu wchodzą również na dach muzeum sztuki współczesnej poświęconego Joanowi Miró (1893–1983). Można tu obejrzeć niesamowite rzeźby. Miejsce to uchodzi za jedną z najciekawszych placówek muzealnych Barcelony.

Kolejny symbol miasta – Casa Milà – pojawia się w produkcji Woody’ego Allena wielokrotnie. Ten budynek także zaprojektował Antoni Gaudí. W filmie można oglądać też Dzielnicę Gotycką. Cristina (grana przez Scarlett Johansson) zafascynowana jej wąskimi uliczkami spędza tutaj długie chwile na robieniu zdjęć detali i utrwalaniu jedynej w swoim rodzaju atmosfery miejsca.

W scenach filmowych uwieczniono poza tym Park Güell i słynną Salamandrę, obok której bohaterowie prowadzą dialog, oraz wzgórze Tibidabo, skąd rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na miasto. W tej okolicy warto przejechać się najstarszą karuzelą w Barcelonie.

Parc de la Ciutadella reżyser pokazał przez moment. Gdy Cristina robi zdjęcie Maríi Elenie (w tej roli występuje Penélope Cruz), widać kaskadę tryskającą wodą. Ta fontanna jest bardzo charakterystyczna. Bohaterowie spacerują znanymi ulicami, takimi jak La Rambla w Ciutat Vella czy Passeig de Gràcia i innymi w dzielnicy Eixample. Ta ostatnia część miasta słynie z eleganckich budynków. Wśród nich (choć już na terenie sąsiedniej dzielnicy Gràcia) znajduje się Casa Fuster – do dziś symbol luksusu okresu modernizmu. Działa tu jeden z najdroższych hoteli w Barcelonie (Hotel Casa Fuster). W nim Vicky, przyjaciółka Cristiny (grana przez Rebeccę Hall), odbywa szczerą rozmową ze swoją krewną Judy (w tej roli Patricia Clarkson), która gości dziewczyny w swoim domu. Dzięki temu widzowie mogą przyjrzeć się wspaniałym hotelowym wnętrzom.

Barcelona Woody’ego Allena jest miejscem barwnym, energetycznym, pełnym barów, restauracji, tarasów, niezwykłych zabytków i – oczywiście – wyśmienitego wina. Naprawdę warto poznać takie oblicze miasta, a po powrocie do domu zobaczyć film jeszcze raz.

Katalonia to jednak nie tylko jej słynna i pełna atrakcji stolica. W tym regionie trzeba odwiedzić też inne miejsca, szczególnie te położone na wybrzeżu Morza Śródziemnego.

 

Barcelońskie obserwatorium astronomiczne (Observatori Fabra) na tle panoramy miasta

© ESPAI D'IMATGE/TURISME DE BARCELONA

 

KURORT NA WYBRZEŻU

Sitges od Barcelony dzieli jedynie ok. 40 km. To słoneczne i eleganckie niemal 30-tysięczne miasto wyróżnia się artystycznym charakterem. Nie bez powodu zresztą, bo przyciągało i przyciąga pisarzy, architektów i bohemę skupioną wokół artystów. Od lat 60. XX w. jest także ulubionym miejscem społeczności homoseksualnej w Hiszpanii.

Co ciekawe, prawie 35 proc. mieszkańców Sitges stanowią osoby rozmaitych narodowości. Są wśród nich m.in. Brytyjczycy, Francuzi czy Holendrzy. To wielokulturowe miasto kusi wspaniałymi plażami, pysznym jedzeniem i warunkami idealnymi do odpoczynku. Dlatego przyjeżdżają tu zarówno turyści zagraniczni, jak i sami barcelończycy.

                Do końca XVIII stulecia Sitges było spokojną wioską rybacką. Wszystko zmieniło się, kiedy władze w Madrycie zezwoliły katalońskim kupcom na bezpośredni handel z amerykańskimi koloniami w 1778 r. Największy rozwój miejscowości przypada na XIX w. Wówczas powrócili do niej americanos – producenci wina, którzy zbili fortunę za granicą na handlu z Ameryką. W mieście można wybrać się na wycieczkę szlakiem ich willi.

Również artyści uprawiający malarstwo upodobali sobie Sitges i pod koniec XIX stulecia założyli w nim swoją nieformalną szkołę. Kiedy Santiago Rusiñol (1861–1931), kataloński malarz, pisarz, kolekcjoner, dziennikarz i dramaturg, kupił tu dom, okrzyknięto je mekką modernizmu.

 

W kurorcie Sitges znajdują się aż trzy mariny – Port Ginesta, Garraf i Aiguadolç

© FELIPE J. ALCOCEBA/AGÈNCIA CATALANA DE TURISME

 

WINNYM SZLAKIEM

Podczas pobytu w Sitges nie wolno zmarnować okazji do odwiedzenia okolicznych urokliwych winnic. Katalonia stanowi jeden z najważniejszych obszarów produkcji wina w Hiszpanii. Jej flagowy produkt – cava – śmiało może konkurować ze słynnym francuskim szampanem. Sitges leży w samym centrum regionu winiarskiego Penedès, a do miasta Vilafranca del Penedès, uznawanego za jego stolicę, dojedziemy stąd w pół godziny.

W Penedès znajdują się piękne parki, góry, malownicze wioski rybackie i miasteczka. Tutejszy klimat służy uprawie winogron bardzo wysokiej jakości i dlatego właśnie pochodząca stąd cava jest taka wyśmienita. Koniecznie należy odwiedzić winnicę wytwórni Codorníu (powstałą już w 1551 r.). Wizyta w niej będzie ucztą nie tylko dla podniebienia, ale też dla oczu. Modernistyczny budynek winiarni zaprojektował sam Josep Puig i Cadafalch (1867–1956), znany kataloński architekt i historyk sztuki.

 

PRZYCIĄGAJĄCA GÓRA

W czasach rzymskich w okolicy masywu Montserrat (1236 m n.p.m.) stała ponoć świątynia ku czci Wenus. Pierwszą kapliczkę zbudowano tu w IX w. Do założonego później przez benedyktynów klasztoru pielgrzymowali Johann Wolfgang von Goethe, Miguel Cervantes czy Félix Lope de Vega. W okresie dyktatury Francisco Franco miejsce to było schronieniem dla opozycjonistów, drukowano w nim katalońskie książki. Sylwetka postrzępionej góry (Montserrat po katalońsku oznacza Przepiłowaną Górę) jest widoczna z odległości kilkudziesięciu kilometrów.

Z masywem wiąże się wiele legend. Według jednej z nich Parsifal, rycerz Okrągłego Stołu, ukrył tutaj św. Graala. Pod koniec XIX stulecia sam Antoni Gaudí szukał w tej okolicy inspiracji w kształtach stalaktytów i stalagmitów. To także ważna góra dla członkiń Katalońskiego Związku Czarownic, a imię Montserrat przez lata cieszyło się ogromną popularnością w Katalonii – nadawano je bardzo wielu dziewczynkom.

 

RZYMSKIE MIASTO

Girona jest ośrodkiem uniwersyteckim i ostoją katalońskości. Położone w dolinie pomiędzy morzem a górami miasto przecinają aż cztery rzeki: Ter, Güell, Galligants i Onyar (Oñar). W wodach ostatniej z nich przeglądają się kolorowe, bardzo charakterystyczne fasady domów historycznego centrum.

Historia Girony zaczęła się ok. 77 r. p.n.e. To właśnie wtedy rzymski wódz Pompejusz założył w tym miejscu obwarowaną osadę obronną Gerunda. Przez wieki zamieszkiwali ją m.in. chrześcijanie, Wizygoci czy Arabowie. W IX w. miasto stało się częścią Marchii Hiszpańskiej. Później osiedlili się w nim Żydzi, którzy stworzyli dużą społeczność.

Koniecznie trzeba zwiedzić historyczne centrum Girony. Należy ono do najlepiej zachowanych i najbardziej rozpoznawalnych w Hiszpanii. Jego najstarsze fragmenty oraz pozostałości murów obronnych pochodzą z IX stulecia. Wąskie uliczki, szczególnie w okresie majowego święta kwiatów, prezentują się bajecznie. Warto również odwiedzić oryginalne łaźnie arabskie. Mimo upływu ponad 800 lat znajdują się w bardzo dobrym stanie. Łaźnie składają się z trzech sal. W każdej z nich można było zażywać kąpieli w wodzie o innej temperaturze: gorącej w caldarium, ciepłej w tepidarium i zimnej w frigidarium.

Nad miastem góruje Katedra Najświętszej Maryi Panny (Catedral de Santa Maria de Girona). W jej pobliżu leży El Call. Ta jedna z największych i najlepiej zachowanych dzielnic żydowskich w Europie swoimi początkami sięga także IX w. Wśród plątaniny wąskich uliczek i stromych schodów kryją się tu liczne kawiarnie i restauracje.

 

Pieszy most św. Feliksa łączący brzegi rzeki Onyar w pełnej cennych zabytków Gironie

© ÀLEX TREMPS/COSTA BRAVA GIRONA TOURISM BOARD IMAGE ARCHIVE

 

WŚRÓD ZŁOTYCH PLAŻ

Lloret de Mar na Dzikim Wybrzeżu (Costa Brava) należy do najatrakcyjniejszych kurortów w Hiszpanii. Tę opinię zawdzięcza 9 km plaż. Główna z nich (Lloret) jest położona w samym centrum miasta i wyposażona w pełną infrastrukturę. Druga co do wielkości – złocista Platja de Fenals – ma ponad 700 m długości. Poza tym znajduje się tu też plaża dla nudystów i Water World, jeden z największych parków wodnych w Europie.

Lloret de Mar to również miasto artystyczne. Od lat 20. XX stulecia przyciągało swoimi urokami barcelończyków. Josep Carner (1884–1970), jeden z wielkich poetów katalońskich, nazywał je „miłym rajem” (paradís gentil). Osobom lubiącym romantyczne historie spodoba się średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Jego załoga niejednokrotnie odpierała ataki tureckich, angielskich i francuskich najeźdźców i piratów. Nie wolno także przegapić rzeźby Dona Marinera, zwanej Wenus z Lloret, stojącej na wybrzeżu. Przedstawia ona żonę wyczekującą z niepokojem na swojego męża wracającego z połowu i stanowi symbol miejscowych kobiet, których małżonkowie trudnili się rybołówstwem.

Wielbiciele pięknych widoków i spacerów powinni koniecznie wybrać się na pieszą wędrówkę trasą Camí de Ronda 1. Prowadzi ona wzdłuż klifu z końca plaży Fenals, niekiedy po stromych, kamiennych stopniach. Po drodze można podziwiać wiele interesujących miejsc, jak chociażby urokliwą skalistą zatoczkę (Cala Banys) i wspomniany zamek. Wycieczka tym szlakiem trwa ok. 40 min.

 

ARTYSTA I JEGO MUZA

Z kosmosem łączył się za pomocą podwiniętych charakterystycznie wąsów. Z reżyserem Luisem Buñuelem (1900–1983) tworzył surrealistyczne filmy. Jego żona Gala była dla niego całym światem. Możliwe, że gdyby nie jej wsparcie, Salvador Dalí nie odniósłby tak spektakularnego sukcesu. Zamek w Púbol to jeden z punktów tzw. Trójkąta Dalego. Artysta kupił go dla swojej ukochanej.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od Figueres. To tutaj 11 maja 1904 r. przyszedł na świat Salvador Dalí. W 1919 r. w miejscowym teatrze odbyła się jego pierwsza wystawa. W latach 60. wrócił, aby urządzić w nim swoje muzeum. Obecnie znajduje się tu jedna z największych kolekcji prac artysty (Teatre-Museu Dalí).

Architektonicznie muzeum odzwierciedla wyobraźnię twórcy. Słynne wielkie jajka na dachu to tylko skromna zapowiedź tego, co czeka na zwiedzających wewnątrz. To istny labirynt dzieł sztuki, bez znanych z innych galerii tabliczek i strzałek wskazujących kierunek poruszania się.

Z Figueres udajmy się do Cadaqués i pobliskiego Portlligat (Port Lligat). Drogi są tutaj kręte i wąskie, dlatego trzeba bardzo uważać podczas prowadzenia samochodu. Do Cadaqués Dalí przyjeżdżał od dzieciństwa na wakacje. Później zamieszkał w Port Lligat razem ze swoją muzą Galą. Ich dom położony jest malowniczo w gaju oliwnym nad zatoką. Artysta często malował ten krajobraz. Również miejscowość Cadaqués była dla niego inspiracją. Przyjeżdżali tu także inni wybitni twórcy. Wśród nich był Pablo Picasso. Port Lligat stanowił osobisty azyl Dalego. W swoim domu mógł w spokoju malować i spędzać czas z ukochaną Galą.

W 1969 r. artysta kupił żonie w prezencie zamek w Púbol. Nie odwiedzał go jednak bez jej pisemnego zaproszenia. Kiedy Gala zmarła w czerwcu 1982 r., Dalí bardzo cierpiał. Aby złagodzić swoją tęsknotę za żoną, przeniósł się do zamku, w którym została pochowana. Chciał być bliżej miłości swojego życia.

 

RYBA O SMAKU CZEKOLADY

Na Dzikim Wybrzeżu jest jeszcze jedno szczególne miejsce związane z geniuszem. Tym razem chodzi o twórcę kuchni molekularnej, za którego uchodzi Ferran Adrià. W wieku 22 lat pracował on jako kucharz liniowy w słynnej już wtedy restauracji „El Bulli” w Roses. Gdy nie gotował, zajmował się głównie podrywaniem dziewcząt na pobliskich plażach. Po niespełna dwóch latach został szefem kuchni i sprawił, że „El Bulli” wspięła się na wyżyny sztuki kulinarnej. Restaurację zamknięto 31 lipca 2011 r. Ferran Adrià tłumaczył później, że aby stymulować swoją kreatywność, musiał zmienić sposób pracy, bo zadaniem jego życia stało się załatwienie komuś stolika w „El Bulli”.

        W Katalonii znajduje się jeszcze wiele miejsc do zobaczenia. Złote Wybrzeże (Costa Daurada) oprócz urokliwego Salou przyciąga rzymską Tarragoną i piaszczystymi plażami. Costa Brava zaprasza do zjawiskowych ogrodów botanicznych w Blanes (Marimurtra i Pinya de Rosa). Trochę dalej na północny wschód leży małe miasteczko Tossa de Mar, które malarz Marc Chagall (1887–1985) nazywał „błękitnym rajem” (el paraíso azul). Na koniec wyprawy po Katalonii wróćmy jeszcze na chwilę do Barcelony, miasta otwartego na innych, bez względu na ich światopogląd czy wygląd. W niej każdy czuje się miłym gościem.

 

Wydanie Lato 2018

 

Za każdym razem inne Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dubai.jpg

Najwyższy obecnie budynek na świecie – 830-metrowy Burdż Chali

©MATERIAŁY PRASOWE EMIRATES

 

Katarzyna Kałuża

Marcin Lewandowski

www.Travel-Bidder.com

 

O mieście, które wyłoniło się z piasków pustyni, słyszeliśmy bardzo wiele. Niewątpliwie nie ma w tym przypadku znaczenia, czy Dubaj kogoś fascynuje, czy raczej jest mu obojętny – wszystkich bez wyjątku wprawia w osłupienie fakt, że jego monumentalna zabudowa powstała w tak zaskakującym tempie. Sam słynny wieżowiec Burdż Chalifa (Burj Khalifa, niemal 830 m wysokości) urósł jak na drożdżach, otwarto go już w 6 lat po rozpoczęciu prac w 2004 r. W końcu nadszedł ten niesamowity moment i wyruszyliśmy z wizytą do niezmiernie interesujących Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). 

Więcej…

Gwatemala – wulkaniczna ziemia Majów

 Arco_de_Antigua.jpg

Arco de Santa Catalina w Antigu

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

 


KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

Więcej…