WIOLETTA HUTNIK

WOJCIECH ILKIEWICZ

www.wojtektravel.pl


Podczas podróży po Azji Środkowej możemy wyruszyć w drogę wzdłuż kojarzącego się z magią Dalekiego Wschodu Jedwabnego Szlaku, ze zdumieniem odetchnąć z ulgą w białym mieście na pustkowiu, udać się na poszukiwania znikającego morza czy zajrzeć do niesamowitej ognistej dziury w ziemi, przypominającej piekło w miniaturze, albo poczuć się jak bohater powieści „Proces” Franza Kafki, gdy przyjdzie nam czasami zmierzyć się z biurokratyczną machiną. W tej suchej i gorącej krainie nic nie jest oczywiste. Na każdym kroku dostrzeżemy mnóstwo zadziwiających miraży.

 

Wszystkich nas łączy pragnienie poznawania świata, choćby tylko podążania trasami, które niegdyś przemierzały legendarne karawany kupieckie. Jednak atmosfera tych lat uleciała z pustynnym wiatrem, wielbłądów nie wykorzystuje się już jako głównego środka transportu, a przemieszczający się na nich powoli handlarze przesiedli się jakiś czas temu do ryczących i ziejących spalinami ciężarówek. Czar niczym z Księgi tysiąca i jednej nocy prysł. Zaplątani w jedwabny szal stajemy wobec tej odmienionej rzeczywistości i przyjmujemy ją taką, jaka jest – z twardym życiem nie do końca pogodzonym z ideologią konsumpcjonizmu, wciąż szczerozłotymi nieudawanymi uśmiechami mieszkańców, ciężkim sowieckim stylem, dyktaturami, zależnościami i strefami wpływów, ale i wspaniałą mozaiką kultur i religii oraz trwale z nimi związanych niesamowitych zabytków.


Z Iranu, po trudnej odprawie granicznej, jedziemy do stolicy Turkmenistanu – ponad 1-milionowego Aszchabadu (Aşgabatu). Po wyboistej drodze o nawierzchni przypominającej ciasto zwane karpatką poruszamy się jak po wzburzonym morzu. Wokół nas wznosi się w większości typowa posowiecka zabudowa. Jeszcze tego wieczoru zwiedzamy cały starożytny kompleks Partów Nisa dzięki bileterowi i ochroniarzowi tego obiektu. Okres świetności tego leżącego niedaleko Aszchabadu ośrodka to lata między III w. p.n.e. i III stuleciem n.e. Arsakes I (zm. między 217 a 214 r. p.n.e.), założyciel dynastii Arsacydów, ustanowił tutaj wówczas stolicę swojego imperium. Współcześnie ruiny (wpisane w 2007 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) na pierwszy rzut oka nie robią dużego wrażenia. Okolica przypomina bardziej pofałdowane pastwisko, bezkształtne wzgórze z wypalonej w słońcu ziemi. Jednak po wejściu wydeptaną ścieżką na grzbiet wzniesienia można odkryć, że tuż za nim rozciąga się pracowicie odrestaurowywane wspaniałe starożytne miasto.


WCZORAJ I DZIŚ

W październiku 1991 r., po rozpadzie ZSRR, Turkmenistan ogłosił niepodległość. Pierwszym prezydentem kraju został Saparmyrat Nyýazow (1940–2006), który przyjął tytuł Turkmenbaszy (Türkmenbaşy, czyli Ojca Turkmenów) i wprowadził rządy dyktatorskie. Otoczył swoją osobę kultem i terroryzował obywateli przy pomocy policji. Piastujący obecnie to stanowisko Gurbanguly Berdimuhamedow wpisał się w system, jaki stworzył jego poprzednik. Zdecydował się jednak na pewną liberalizację życia społecznego i politycznego w kraju, zlikwidował ustrój jednopartyjny, zezwolił na dostęp do nieocenzurowanego internetu w stolicy i wprowadził zmiany w systemie nauczania. Z wykształcenia jest dentystą, wcześniej pełnił funkcje ministra zdrowia i wicepremiera. Rządzi niepodzielnie od 2007 r., kontynuując częściowo politykę SaparmyrataNyýazowa, który miał w całym Turkmenistanie ponad 14 tys. pomników. Na najsłynniejszym z nich, ustawionym w centrum Aszchabadu, złota figura prezydenta kręciła się zgodnie z ruchem ziemi, tak aby jego twarz zawsze zwracała się w stronę słońca (w 2010 r. Pomnik Neutralności zmodyfikowano, pozbawiono ruchomej części i umieszczono na przedmieściach). Wygładzone oblicze wodza spoglądało na Turkmenów niemal zewsząd. Po dojściu do władzy Gurbangulego Berdimuhamedowa większość z monumentów zdemontowano bądź przeniesiono w mniej eksponowane miejsca, żeby zastąpić je pomnikami obecnego przywódcy. Co oprócz tego zmieniło się w Turkmenistanie wraz z nastaniem nowych rządów? Z hymnu i przysięgi państwowej zniknęło wspomnienie postaci Ojca Turkmenów, inne nazwy otrzymały fabryki i instytucje noszące imię jego matki i ojca, w kraju powrócono do standardowego kalendarza gregoriańskiego, więc styczeń to już nie turkmenbaszy, a wrzesień nie jest ruhnamą. Saparmyrat Nyýazow za życia napisał dzieło zatytułowane Księga duszy (Ruhnama), połączenie autobiografii, fikcji historycznej i przewodnika duchowego dla Turkmenów. Wystarczy podobno przeczytać ją trzy razy, aby mieć zagwarantowane miejsce w raju.


Jak wygląda codzienne życie mieszkańców? Za gaz, wodę i sól nie trzeba płacić, a prąd, połączenia telefoniczne i ogrzewanie dzięki państwowym dotacjom kosztują tyle co nic, ale braki w ich dostawie bywają dosyć częste. Generalnie, jest co do garnka włożyć i nie ma wojny… Czego chcieć więcej? – powiedział nam pracujący przy budowie dróg miejscowy mężczyzna. Rozrywki typowe dla świata Zachodu są tu ograniczone. Restauracje działają do godz. 23.00, nie spotkamy również lokali sieci McDonald’s. Dyskoteki to rzadkość, znajdują się w hotelach dla cudzoziemców. Gurbanguly Berdimuhamedow, którego wielkie portrety czuwają przy głównych turkmeńskich trasach, pozwolił na ponowne otwarcie opery, teatrów, kin i cyrku, zakazanych przez Saparmyrata Nyýazowa. Państwo nadal kontroluje media, zagranicznych gazet w kioskach się nie sprzedaje. Nie ma także prywatnej prasy, a choć dostęp do internetu staje się coraz bardziej powszechny, jego skąpe zasoby są na ogół monitorowane. Z kafejki internetowej w Aszchabadzie nie uda się nam wejść na serwisy Facebook czy Twitter. Jako wyjaśnienie takiej sytuacji usłyszymy, że w Turkmenistanie nie można z nich korzystać z przyczyn technicznych.


BEZ SKAZY

25,5-kilometrowa aleja Archabil, najnowocześniejsza arteria Aszchabadu

IMG 8436
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Aby wyruszyć na podziwianie przepychu stolicy, dzień rozpoczynamy od mycia auta, gdyż taki jest obowiązek. Brudny samochód zmąciłby idealny wizerunek miasta i popsuł zachwyt nad nim. Długo jeździmy po kontrowersyjnej metropolii, o której krąży wiele interesujących legend. I rzeczywiście, to, co widzimy, budzi emocje i przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania…, bo też trudno oczekiwać aż takich korowodów widziadeł. Znajdziemy wśród nich pomniki wodza (zawsze złocone, inaczej nie wypada), złote kopuły ogromnych pałaców, podświetlane fontanny, jaśniejące marmury ministerstw, muzeów i urzędów państwowych, gigantyczne futurystyczne budowle wykończone niezmiernie precyzyjnie (złote zdobienia, dużo grawerowanego złotego i niebieskiego szkła). W centrum stolicy kraju, którego według niektórych pomiarów ok. 80 proc. obszaru pokrywa pustynia, co krok z gigantycznych konstrukcji w górę tryskają strumienie wody, rozległe parki sąsiadują z placami otoczonymi drzewami, krzewami i kwiatami. Szerokie arterie mają idealnie gładką nawierzchnię, na ulicach porządku strzegą kamery umieszczone na licznych latarniach z kutego żelaza, ozdobionych złoceniami (są ich tysiące i do tego w setkach wzorów), przystanki autobusowe wyposażono w grawerowane szyby i elektroniczne wyświetlacze. Warto wspomnieć, że w 2013 r. stołeczne miasto Turkmenistanu wpisano nawet do Księgi rekordów Guinnessa ze względu na największe na świecie zagęszczenie budynków z białego marmuru. Wszystko to urządzone zostało z wielkim rozmachem, utrzymywane jest w sterylnej czystości i doskonałym porządku.


W centrum Aszchabadu nie wolno używać klaksonu, wozy policyjne i karetki pogotowia rzadko włączają syreny, a kierowcy ściszają odbiorniki radiowe lub odtwarzacze CD w obawie przed karami za zbyt wysoki poziom hałasu. Kiedy zapada noc, wspaniale iluminowane pałace, wieżowce i fontanny rozświetlają kolorami niemal opustoszałe ulice i parki. Czegoś tu jednak brakuje – trudno dostrzec ludzi. Widzimy tylko osoby odpowiadające za czystość i policjantów. Gdzie podziali się mieszkańcy, pracownicy, przechodnie? Puste ławki, przystanki, chodniki i budynki robią wrażenie niezamieszkałych, przypominają atrapy. Co jakiś czas przejeżdżają czyste auta, bo niewiele jest miejsc, gdzie można się zatrzymać. Aszchabad ma jednak podwójną tożsamość, dlatego jazda po nim wywołuje specyficzne odczucia. W starszej, północnej części miasta ulice są wąskie i wypełnione samochodami i ciężarówkami, domy rozpadają się, a posowieckie bloki straszą swoim stanem (oraz olbrzymią liczbą anten satelitarnych). W nowym, marmurowym centrum szerokie arterie składają się z dwóch, trzech i więcej pasów, ale nie da się na nich zaobserwować dużego ruchu. Cały obszar wygląda jak spektakularna makieta w skali 1:1 i najprawdopodobniej prezydentowi zależy, aby ludzie swoją obecnością nie psuli tak idealnej scenerii. Mogą żyć w starym rejonie stolicy, dopóki nie zostanie on poddany renowacji i zrównany z ziemią.


TROSKLIWY PREZYDENT

Docieramy do osobliwej budowli. To pozłacany monument Gurbangulego Berdimuhamedowa – oznaka bezgranicznej miłości narodu do przywódcy, jak informuje rządowa prasa. Pomnik Arkadaga (z turkmeńskiego „Protektor”, „Opiekun”, „Obrońca”), bo właśnie taki oficjalny tytuł nosi prezydent, jest wysoki na 21 m i wykonany z brązu i marmuru. Przedstawia mężczyznę na koniu stojącym na białej skale. Obie figury pokrywa złoto. Gurbanguly Berdimuhamedow nie zaszczycił odsłonięcia monumentu swoją osobą. Według gazety Neutralny Turkmenistan (Neýtralnyý Turkmenistan) poparł ideę pomnika ze względu na to, że wyrażała wolę ludu, którą uważa za świętą.


Fundusze na realizację projektu zbierał cały kraj, w końcu to kosztowny wydatek. Rządowa prasa opisywała radość Turkmenów, którzy przekazywali na ten cel część zarobków. Monument stanowi powrót do tradycji Saparmyrata Nyýazowa. Wśród obywateli pomnik nie wzbudzał jednak emocji, falę oburzenia wywołało przymusowe zbieranie pieniędzy na jego budowę. To zresztą nie jedyny pomysł prezydenta wymagający od jego rodaków sięgnięcia do kieszeni. Wzorem zachodnich polityków w 2013 r. Gurbanguly Berdimuhamedow rozpoczął promowanie jazdy na rowerze. Ustanowił, aby 1 września (Miesiąca Bezpieczeństwa na Drodze), w Dzień Wiedzy i Studentów, Turkmeni przesiedli się na dwa kółka. Ci, którzy nie mieli własnego sprzętu, musieli go kupić. Koszt okazał się całkiem duży (mniej więcej równowartość miesięcznej pensji), ponieważ ceny od razu poszły w górę.


ZAJRZEĆ DO PIEKŁA

Wrota Piekieł koło Derweze – olbrzymia płonąca już od 45 lat dziura

IMG 8872
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Opuszczamy kontrowersyjny marmurowy Aszchabad. Budzi w nas skrajne emocje. Zastanawiamy się jedynie nad kilkoma sprawami – skąd pochodzą te wszystkie toyoty, które jeżdżą po stolicy, i jak to możliwe, że za 1 dolara amerykańskiego (USD) dostaniemy ok. 3,5 manata turkmeńskiego (TMT), a 1 l paliwa (oleju napędowego) kosztuje zaledwie 94 tenge.


Obraz Turkmenistanu tworzy jednak nie tylko stołeczny Aszchabad. Aby się o tym przekonać, jedziemy do wioski Derweze, położonej ok. 260 km na północ od niego, przecinając w poprzek pustynię Kara-kum (o powierzchni mniej więcej 350 tys. km²), czyli Czarny Piasek. W zależności od przyjętej metodologii ocenia się, że zajmuje ona 70 bądź 80 proc. terytorium Turkmenistanu. Przecina ją jeden z najdłuższych kanałów irygacyjnych świata – Kanał Karakumski, budowany przez 34 lata (od 1954 do 1988 r.). Ma długość 1445 km i ciągnie się od okolic 100-tysięcznego miasta Atamyrat przy północno-wschodniej granicy kraju aż do wybrzeża Morza Kaspijskiego. Przepływająca przez niego woda rzeki Amu-darii pozwala zmienić pustynię w pola uprawne (głównie bawełny). Niestety, budowa kanału mocno przyczyniła się do erozji Jeziora Aralskiego, nazywanego przez miejscowych Morzem Aralskim.


Chcemy dotrzeć do tzw. Wrót Piekieł. Problem polega na tym, że oficjalnie wioska Derweze już nie istnieje, została zrównana z ziemią i wymazana z map na polecenie prezydenta Saparmyrata Nyýazowa. Nie spodobała mu się, kiedy ją odwiedził w 2004 r., kazał więc wyburzyć zabudowania, a ludzi przesiedlić. Ledwo widoczną drogą, szlakiem wiodącym przez piaski pustyni, odjeżdżamy 8 km od głównej trasy. Żar leje się z nieba, temperatura powietrza dochodzi do 47°C. Gdy stajemy u niesamowitych Wrót Piekieł, robi się jeszcze goręcej. Ten krater o średnicy 69 m rzeczywiście wygląda jak wejście do podziemnej krainy potępionych, do której w tym miejscu może zajrzeć każdy człowiek. Powstał on w latach 70. XX w., kiedy naukowcy radzieccy poszukiwali tutaj złóż gazu ziemnego. Wskutek złej oceny geologicznej przy wierceniach doszło do katastrofy. Pod ziemię zapadła się większość sprzętu, a z licznych szczelin zaczęły wydobywać się toksyczne opary gazu. Zmarło kilka osób, a wiele innych poważnie się zatruło. Geolodzy zdecydowali się rozwiązać problem za pomocą ognia. Mieli nadzieję, że gaz wypali się po kilku dniach, lecz złoża okazały się tak olbrzymie, iż płomienie nie zgasły do dziś. Krater robi upiorne, a zarazem niezmiernie ekscytujące wrażenie. Miejsce to najbardziej spektakularnie wygląda nocą.


WIEKOWE MURY

Następnie zmierzamy do niemal 40-tysięcznego miastaKöneürgenç w północnym Turkmenistanie, tuż przy granicy z Uzbekistanem. Jego historyczna część Urgencz była jednym z największych ośrodków na Jedwabnym Szlaku. Odkrycia archeologiczne poczynione w pobliżu twierdzy Kyrkmolla wskazują, że zabudowania istniały już V w. p.n.e. W okresie od X do XIV stulecia Urgencz pod względem liczby ludności i swojej sławy mógł konkurować z innymi miastami Azji Środkowej, np. Bucharą. W 1221 r. zniszczyły go wojska Czyngis-chana. Ośrodek odbudowano i znów zaczął się rozwijać. Jednak po ataku Tamerlana (Timura Chromego, 1336–1405) i nieoczekiwanej zmianie biegu Amu-darii mieszkańcy ostatecznie opuścili to miejsce na zawsze. Po dawnym Urgenczu zostały tylko wspaniałe ruiny, wpisane w 2005 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Do najstarszych zabytków należy XII-wieczne mauzoleum Il Arslan. Jego kopułę w kształcie stożka zdobi wzór z ceramicznych płytek. Duże wrażenie robi również mauzoleum Turabek-Khanum z XIV stulecia. Zachwyca szczególnie wspaniałą i niezmiernie precyzyjnie wykonaną mozaiką na suficie. Poza tym wyróżnia się tu też minaret Kutlug Timur pochodzący z przełomu XI i XII w. i mający wysokość 60 m. Udajemy się jeszcze do kompleksu z XIV-wiecznym mauzoleum Najm-ad-Din al-Kubra. Jego odchylona od pionu fasada wygląda, jakby miała wkrótce runąć.


W trakcie naszej wyprawy staramy się dowiedzieć trochę więcej o życiu w Turkmenistanie. Przekonujemy się, że opowieści o tym, iż ogień na kuchenkach gazowych pali się cały czas, są całkowicie prawdziwe. Gaz jest przecież bezpłatny, a zapałki to produkt deficytowy. W końcu nie warto oszczędzać na tym, za co nie trzeba płacić. Wiedzę o kraju zdobywamy z interesujących spotkań z miejscowymi. Bywają oni jednak raczej nieufni, zwłaszcza wobec cudzoziemców. Nieliczne osoby, które zgadzają się na rozmowę z nami, trochę się otwierają, ale często mówią szeptem, rozglądając się przy tym czujnie. Pytamy, co zmieniło się z nastaniem nowego prezydenta. Okazuje się, że dla przeciętnego obywatela tak naprawdę nic. Nadal wielu ludziom żyje się dość ciężko, niełatwo o pracę, każdy kombinuje, jak potrafi, i nie sprzeciwia się kolejnym pomysłom Gurbangulego Berdimuhamedowa. Turkmeni robią jednak zazwyczaj wrażenie spokojnych i pogodnych osób. Nie ma zresztą w tym nic dziwnego, bowiem codzienne życie to nie tylko sytuacja polityczna, ale przede wszystkim rodzina i przyjaciele. Z nimi można się cieszyć, świętować i pokonywać trudności.


UZBECKIE ZABYTKI

Registan jest najcenniejszym kompleksem architektonicznym Samarkandy

IMG 9401
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Po wjechaniu do Uzbekistanu kierujemy się w stronę ponad 50-tysięcznego miasta Chiwa. Położone nad Amu-darią, stanowiło jeden z głównych ośrodków handlowych w regionie Azji Środkowej, a od pierwszej połowy XVII stulecia odgrywało rolę stolicy Chanatu Chiwy (istniejącego od 1511 do 1920 r.). Zabytkowy obszar Iczan Kała (Iczan Kala), wpisany w 1990 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, otaczają XVII-wieczne ceglane mury obronne o wysokości ok. 10 m. Znajdują się tu forteca Kunja Ark, Mauzoleum Pahlawona Mahmuda (muzułmańskiego poety, filozofa i świętego męża żyjącego w XIV stuleciu, patrona Chiwy), meczet Dżuma, pałac Tasz Chauli (wzniesiony w latach 30. XIX w.) i minaret Kalta Minor. Ten ostatni miał być największym i najwyższym tego rodzaju obiektem na świecie, ale nie udało się osiągnąć tego celu. Obłożona różnokolorowymi płytkami ceramicznymi 25-metrowa wieża mieni się w słońcu fantazyjnymi wzorami.


Natomiast 275-tysięczna Buchara w dolinie rzeki Zarafszan jest miastem jak z opowieści Szeherezady. Jej historyczne centrum od 1993 r. widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W przeszłości był to jeden z największych i najważniejszych ośrodków na Jedwabnym Szlaku. Uchodził za miasto święte, do którego, tak jak do Mekki, nie mieli wstępu niewierni. Przy Registanie (identycznie zwie się bardziej znany kompleks w Samarkandzie), co z perskiego znaczy „Piaszczysty Plac” lub „Pustynia”, stoją 46-metrowy minaret Kalon (zbudowany w 1127 r.) i przyległy do niego ogromny meczet o tej samej nazwie. Naprzeciw tego ostatniego znajduje się czynna, a więc niedostępna dla obcych, medresa Mir-i Arab wzniesiona w latach 1535–1536. Minaret Kalon służył nie tylko do nawoływania wiernych do modlitwy. W nocy palono na nim ogniska, aby wskazywał drogę karawanom. Do wczesnych lat XX w. był także miejscem kaźni. Skazanych na śmierć po prostu zrzucano z wieży. Tutejsze słynne mauzoleum Ismaila I Samanidy to z kolei bez wątpienia prawdziwe arcydzieło architektury muzułmańskiej z X stulecia.


STAROŻYTNE MIASTO

Z Buchary jedziemy do ponad 500-tysięcznej Samarkandy. Po drodze obserwujemy okolicę. Widzimy mnóstwo chevroletów, nowych, identycznych budynków mieszkalnych, objuczone osły, dużo posterunków kontrolnych i billboardów propagandowych, pola ryżu i bawełny czy sady. Stacje paliw w większości służą jedynie za ozdobę trasy, bo przecież czynne są tylko te sprzedające gaz. Najwięcej do życzenia pozostawia stan toalet, które nawet trudno w ten sposób nazwać.


Wreszcie stajemy u wrót Samarkandy, jednego z najdłużej zamieszkanych miast świata, które stanowiło skrzyżowanie kultur. Jej historia liczy ponad 2,5 tys. lat, czyli porównywalnie do dziejów Rzymu czy Aten. W starożytności pełniła funkcję jednego z głównych ośrodków na Jedwabnym Szlaku. Samarkanda, określana mianem „Klejnotu Islamu” i „Lustra Świata”, ma – oczywiście – dwa oblicza: jedno niezmiernie zabytkowe i imponujące, a drugie mniej atrakcyjne, ale obecnie bardziej prawdziwe. Wizytówkę miasta stanowi Registan, ogromny plac z kompleksem trzech medres. Na zainteresowanie zasługuje też Meczet Bibi Chanum, ukończony w 1404 r. Wzniósł go wspomniany już Tamerlan (Timur), założyciel dynastii Timurydów. Popadający w ruinę obiekt uległ zniszczeniu w trakcie trzęsienia ziemi w 1897 r. W latach 70. XX w. rozpoczęto renowację kompleksu. Oprócz tego warto tu również zajrzeć na barwny Bazar Siabski. W 2001 r. Samarkandę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


OBLICZA WSPÓŁCZESNOŚCI

Taszkencki Pałac Forów Międzynarodowych „Uzbekistan” i pomnik Tamerlana

IMG 9621
© WIOLETTA HUTNIK, WOJCIECH ILKIEWICZ/WWW.WOJTEKTRAVEL.PL

Na koniec docieramy do prawie 2,5-milionowego Taszkentu (Taszkientu), monumentalnej, dostojnej i… według niektórych trochę nudnej stolicy Uzbekistanu, położonej nad rzeką Chirchiq na przedgórzu Tienszanu, czyli Niebiańskich Gór. Niegdyś jedną z głównych taszkienckich budowli był Hotel Uzbekistan, znajdujący się w sercu miasta. To prawdziwy moloch, konstrukcja z betonu i szkła górująca nad okolicą. Nie zachwyca pięknym wyglądem, ale jego rozmach budzi prawdziwy respekt – mieści się w nim 300 pokojów, w tym 126 z balkonami. Warto obejrzeć jeszcze interesujące stołeczne teatry, muzea, Operę i Teatr Baletowy im. Aliszera Nawoi (władcy z dynastii Timurydów i pisarza, 1441–1501), budynki rządowe, pomnik Tamerlana na koniu (przed Muzeum Emira Timura) i metro (otwarte w 1977 r.). Ze stacji tego ostatniego – niestety – zostaliśmy wyproszeni za zrobienie kilku zdjęć. Uzbecka stolica zmienia nieco swoje oblicze po zapadnięciu zmroku, kiedy budzi się do bujnego życia nocnego. Poza tym działają w niej świetne restauracje. Na zewnątrz na rozpalonych grillach pieką się pyszne szaszłyki.


W Taszkencie nie znajdziemy raczej zbyt wielu przykładów zabytkowej architektury sprzed kilku stuleci ani pocztówkowych widoków. W poszukiwaniu zdobionych na niebiesko meczetów, medres, minaretów i mauzoleów trzeba udać się do Samarkandy, Chiwy i Buchary. Bez zwiedzenia stolicy nasz obraz Uzbekistanu byłby jednak niepełny. W podróży po Azji Środkowej nie można ograniczać się tylko do typowych atrakcji turystycznych. Czasem należy sprawdzić, co znajduje się poza nimi, żeby poznać różne jej fascynujące oblicza. Na koniec mamy jeszcze jedną ważną radę dla początkujących globtroterów marzących o odwiedzeniu tej części świata. Polecamy zorganizować wyjazd ze sprawdzonym biurem podróży. To pozwoli uniknąć nieprzewidzianych kłopotów i po prostu cieszyć się z wyprawy po tej odrobinę nierealnej krainie tajemniczych starożytnych miast wyrastających wśród gorących pustynnych piasków.

Artykuły wybrane losowo

10 rzeczy, które należy przeżyć w Meksyku

OLA SYNOWIEC


<< Meksyk jest jak piniata. Ta popularna, szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia, tutejsza zabawa polega na rozbiciu kijem wiszącej pod sufitem kuli wypełnionej słodyczami. Na początku wydaje się ona tak twarda, że nie sposób jej przebić, ale już po kilku próbach pęka i wysypuje się z niej deszcz różnorodnych słodkości. Również Meksyk przy pierwszej wizycie sprawia wrażenie świata skrywającego przed obcokrajowcami mnóstwo tajemnic, lecz wystarczy nieco uporu, aby odsłonił przed nami wszystkie swoje wspaniałości. >>

To drugie pod względem powierzchni (niemal 2 mln km²) i liczby ludności (ponad 118 mln osób) państwo Ameryki Łacińskiej, zaraz po Brazylii, leży między Stanami Zjednoczonymi a Gwatemalą i Belize. Powszechnie kojarzy się m.in. z kadrami z filmu Roberta Rodrigueza Desperado, kapeluszami z szerokim rondem, orkiestrami mariachi, kaktusami czy tequilą. Warto jednak wiedzieć, że Meksykańskie Stany Zjednoczone to nie tylko coraz gęściej zaludnione miasta oraz małe wioski na odludziu, lecz także przepiękne plaże nad Pacyfikiem i Atlantykiem, olbrzymie wydmy Wielkiej Pustyni Altar – Gran Desierto de Altar, rozległa selwa w stanie Chiapas czy pasmo Kordyliery Wulkanicznej z najwyższym szczytem kraju wulkanem Citlaltépetl (Pico de Orizaba – 5610 m n.p.m.) oraz niezmiernie bogata kultura o wielu korzeniach.

Więcej…

Birma – kraj uśmiechniętych ludzi

PYI_SOE_TUN_120C345_smiling_of_lisu_ladies.jpg

Birmę zamieszkuje oficjalnie aż 135 różnych grup etnicznych © HTAY WIN/MYANMAR TOURISM MARKETING ©

©PYI SOE TUN/MYANMAR TOURISM MARKETING

 


Anna Bandura 
www.nadiavstheworld.com

 

Choć Birma (od 1989 r. oficjalnie Mjanma – Myanmar) otworzyła się na świat cztery lata temu, wciąż na swój sposób jest krajem zamkniętym. Mężczyźni chodzą tu w spódnicach, kobiety nie piją alkoholu w miejscach publicznych, a dzieci pracują odkąd postawią pierwsze kroki. Woły zaprzęgnięte do drewnianego wozu czy parowóz w ruchu osobowym to nie atrakcje turystyczne, a codzienny widok. Najlepszą wizytówką tej krainy są jej mieszkańcy – imponują gościnnością, otwartością i szacunkiem do obcokrajowców. Ich ciepłe uśmiechy, szczere pozdrowienia oraz okrzyki radości rzucane w stronę turystów zaskakują zagranicznych gości, a jednocześnie sprawiają, że czujemy się niezwykle dobrze w tym kraju, w którym czas się zatrzymał.

Więcej…

Zimowe szaleństwo w austriackich Alpach

ELŻBIETA PAWEŁEK

<< Są tu najlepsze stoki narciarskie i słynne trasy Pucharu Świata, którym trudno się oprzeć, całoroczny śnieg na lodowcach i mnóstwo atrakcji. Zbocza Alp w niewielkiej Austrii to istny raj dla wielbicieli białego szaleństwa. Przyjeżdżają oni do tego kraju nie tylko z Europy, lecz także z całego globu, i nigdy nie opuszczają go zawiedzeni. >>

Austriacy wiedzą, jak zadbać o narciarzy. To dla nich przygotowują bezpieczne, ubite szlaki oraz tereny do uprawiania stylu freeride. Z myślą o snowboardzistach otwierają snowparki, aby przyciągnąć rodziny z dziećmi, organizują szkółki dla najmłodszych z dodatkowym programem rozrywkowym. Miejscowe ośrodki słyną ze znakomitej infrastruktury, a zaplecze gastronomiczne jest w nich na naprawdę wysokim poziomie. Zagranicznych gości zapraszają do siebie malowniczo położone hotele, modne pensjonaty, przytulne zajazdy i tradycyjne schroniska. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Więcej…