MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kiedy myślimy o Karaibach, to oczami wyobraźni widzimy białe, piaszczyste plaże, palmy i turkusową wodę. Ten rajski region świata oferuje jednak zdecydowanie więcej – ciekawe zabytki, wyśmienite warunki do żeglowania, doskonałą kuchnię, radość życia, spontaniczną zabawę i gościnność mieszkańców. To wszystko znajdziemy właśnie na Antigui, której odkrycie zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi (w 1493 r.). Nic więc dziwnego, że Brytyjczycy nazwali ją „Bramą do Karaibów”…

Antigua i Barbuda jest małym wyspiarskim państwem na Morzu Karaibskim. Obejmuje ono wyspy: Antiguę (280 km2) i Barbudę (160,6 km2) oraz Redondę (ok. 2 km2). Językiem urzędowym jest tu angielski, ale w użyciu są także lokalne dialekty, m.in. kreolski. Ten karaibski kraj ma ok. 90 tys. mieszkańców.

Jego stolicą i jednocześnie największym miastem jest St. John’s na Antigui. Na wyspie tej żyje większość ludności całego państwa – ok. 87 tys. osób. Redonda jest niezamieszkana i najbliżej z niej na Montserrat (ok. 23 km). Najwyższym punktem kraju jest Góra Obamy (Mount Obama) na Antigui, mająca 395 m n.p.m., nazwana tak dwa lata temu na cześć Baracka Obamy, obecnego prezydenta USA, w dniu jego urodzin – 4 sierpnia (wcześniej znana jako Boggy Peak). Wzdłuż ponad 150-kilometrowego wybrzeża rozciąga się 365 wspaniałych piaszczystych plaż (po jednej na każdy dzień roku!) oraz bajecznie kolorowe rafy koralowe. Pora deszczowa przypada tutaj od maja do listopada, a w lecie zdarzają się huragany.

Antigua i Barbuda – te dwie wyspy złączone w jedno państwo różnią się między sobą diametralnie. Pierwsza przyciąga turystów do ekskluzywnych ośrodków wypoczynkowych pełnych luksusów i rozrywek, druga jest cicha i niemal wyludniona. Obie jednak są niezmiernie ciekawe i zasługują na bliższe poznanie…

 

ANTIGUA – BRAMA DO KARAIBÓW

Antiguę odkrył w 1493 r. Krzysztof Kolumb, nadając jej nazwę nawiązującą do słynnego obrazu z Katedry Świętej Marii w Sewilli – Virgen de la Antigua. Życie na niej nie zmieniło się praktycznie przez najbliższe 140 lat, nadal zamieszkana była głównie przez Indian Karaibów. Taki stan trwał aż do 1632 r., kiedy to grupa brytyjskich kolonizatorów przybyła tutaj z wyspy St. Kitts. Sir Christopher Codrington stworzył tu pierwszą stałą europejską osadę. Przeobraził on także wyspę w kolonię brytyjską przynoszącą duże dochody z miejscowych plantacji cukru. Przez długi okres swojej burzliwej historii, Antigua uważana była przez Brytyjczyków „za Bramę do Karaibów”. Jej obecni mieszkańcy są przede wszystkim potomkami afrykańskich niewolników przywiezionych tutaj do pracy na brytyjskich plantacjach cukru.

Antigua przyciąga rozległymi i pięknymi, piaszczystymi, białymi plażami (ma ich aż 365!), krystalicznie czystą, turkusową wodą i wspaniałym klimatem. Wiele sław postanowiło wznieść na tej karaibskiej wyspie swoje letnie rezydencje, m.in. włoski projektant mody Giorgio Armani, muzyk Eric Clapton, pisarz Ken Follett czy amerykańska prezenterka telewizyjna Oprah Winfrey.

Turyści mają do dyspozycji na Antigui liczne luksusowe hotele, kasyna, korty tenisowe, pola golfowe oraz wiele innych atrakcji. Z pewnością nie będą się tu nudzić miłośnicy sportów wodnych – żeglarstwa, nurkowania, snorkelingu czy wędkarstwa na pełnym morzu. Miejscowe centra windsurfingowe oferują sprzęt oraz profesjonalnych instruktorów dla osób początkujących. Najlepsze warunki do uprawiania tego sportu panują w Dutchman’s Bay, czyli w Zatoce Holendra. Amatorów podwodnych przygód z całego świata zadziwiają wspaniałe rafy koralowe rozciągające się wzdłuż wybrzeży Antigui i Barbudy. W pobliżu obu wysp nurkowie odkryją setki interesujących wraków. Średnia roczna temperatura wody wynosi tutaj ok. 25 st. C.

Prawdziwi miłośnicy żeglarstwa obowiązkowo powinni przybyć na Antigua Sailing Week (www.sailingweek.com). Są to jedne z największych regat jachtów na Morzu Karaibskim. Ta ważna dla mieszkańców Antigui i Barbudy coroczna impreza ma zawsze miejsce pod koniec kwietnia lub na przełomie kwietnia i maja (w przyszłym roku przypada już jej 44. edycja – od 29 kwietnia do 4 maja). Kolejnym wydarzeniem przyciągającym prawdziwych wilków morskich jest Annual Antigua Charter Yacht Show (www.antiguayachtshow.com). Jest to największa na świecie ekspozycja jachtów, które są do wyczarterowania na Karaibach, gromadząca co roku ok. 100 luksusowych jednostek pływających. Antigua Charter Yacht Show odbywa się zawsze na początku grudnia. W tym roku wypada jubileuszowa, 50. edycja tej imprezy. Będzie ona miała miejsce od 4 do 10 grudnia.

Stolicą Antigui i Barbudy jest Saint John’s – miasto liczące ok. 35 tys. mieszkańców. Charakterystycznym punktem są tutaj białe barokowe wieże Katedry św. Jana (St. John’s Cathedral). Obecny kościół został zbudowany w 1845 r., w miejscu dwóch wcześniejszych świątyń, które zostały zniszczone w 1683 i 1745 r. przez trzęsienia ziemi. Osoby zainteresowane historią wyspy powinny też odwiedzić w St. John’s Muzeum Antigui i Barbudy, jakie znajduje się w kolonialnym gmachu sądu z 1750 r. (Court House). W piątkowe i sobotnie poranki nie można przegapić barwnego, gwarnego targu owoców i warzyw. Odbywa się on zawsze na południowym krańcu miasta. Turyści znajdą tutaj wyroby rękodzieła artystycznego, interesujące pamiątki z pobytu na Antigui, kolorowe owoce tropikalne oraz tłumy wesołych mieszkańców wyspy. Targ w St. John’s jest doskonałym początkiem dnia, miejscem pełnym energii i życia.

 

BARBUDA – SANKTUARIUM PRZYRODY, CISZY I SPOKOJU

Niezmiernie wiele atrakcji czeka też na miłośników sportów wodnych na Barbudzie, choć wyspa ta przyciąga przede wszystkim z innych powodów – w przeciwieństwie do pełnej rozrywek i ekskluzywnych ośrodków wypoczynkowych Antigui, oferuje błogą ciszę i spokój, co w dzisiejszych czasach jest prawdziwym luksusem. Mieszka tu jedynie ok. 1,5 tys. osób, z czego większość żyje w mieście Codrington, które zostało założone przez braci Christophera i Johna Codringtonów w 1685 r. Barbuda położona jest ok. 48 km na północ od Antigui. Rozległe, piaszczyste, różowe i białe plaże oraz pobliskie rafy koralowe z wrakami licznych statków czynią z niej dużą atrakcję turystyczną. Na Barbudzie, w jej północno-zachodniej części, w malowniczej lagunie, mieści się obecnie Rezerwat Fregaty (Frigate Bird Sanctuary), gdzie można podziwiać piękne i kolorowe ptaki. Można tu dotrzeć jedynie łodzią. W tym prawdziwym sanktuarium przyrody znajdziemy ponad 170 gatunków ptaków i ok. 5 tys. fregat. Będąc na wyspie, warto także zobaczyć zabytkowe ruiny Highland House – XVIII-wiecznej posiadłości rodziny Codringtonów. Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na pobliską okolicę.

Barbuda jest jedną z niewielu wysp na Karaibach, które pozostały praktycznie w dziewiczym stanie. Jest niezagospodarowana i niemalże bezludna. Jest doskonałym schronieniem dla tych, którzy uciekają przed szumem i hałasem wielkich miast. Gwarantuje im pełny relaks, spokój i szybkie odstresowanie się.

Na Barbudę można się dostać bez żadnego problemu z sąsiedniej Antigui – do wyboru mamy samolot (20 min. lotu, dwa razy dziennie) lub łódź (3-godzinna podróż). Na gości czekają na wyspie m.in. luksusowy K-Club, Coco Point Lodge czy Hotel Palmetto, jak również inne ośrodki wypoczynkowe i komfortowe pensjonaty w stylu kolonialnym, położone wśród pięknych tropikalnych ogrodów.

 

KARNAWAŁ NA ANTIGUI

Żeby zobaczyć huczny, pełen barw i muzyki karnawał, nie trzeba jechać do Brazylii – do słynnego Rio de Janeiro. Także na Antigui co roku odbywa się szalona zabawa upamiętniająca zniesienie niewolnictwa w 1834 r. To właśnie wtedy, 1 sierpnia, miejscowa ludność wyszła po raz pierwszy na ulice, żeby świętować uzyskanie wolności. Ludzie wyrażali swoją radość poprzez spontaniczny taniec i śpiew. Przez lata obchody te były nieoficjalne, aż do 1957 r., kiedy po raz pierwszy zorganizowano tzw. Antiguan Christmas Festival, trwający 10 dni. Obecnie karnawał obchodzony jest na przełomie lipca i sierpnia. Nazywa się go „największym letnim festiwalem na Karaibach”. Dla turystów jest to zdecydowanie najlepsza okazja, żeby poczuć prawdziwą atmosferę wyspy i poznać lepiej jej burzliwą historię. Przyjaźnie nastawieni mieszkańcy wciągają spontanicznie wszystkich gości do wspólnej zabawy, co gwarantuje niezapomniane wrażenia. Największe imprezy i parady podczas Antigua Carnival odbywają się na ulicach St. John’s oraz w tzw. Carnival City, czyli w „Miasteczku Karnawałowym”, w jakie zmienia się Centrum Rekreacji Antigui (Antigua Recreation Ground), położone także w stolicy wyspy. Punktem kulminacyjnym całych obchodów jest J’Ouvert (tzn. Dzień Otwarty). Radosne korowody, tańce i śpiewy trwają wówczas przez całą noc na ulicach i kończą się wczesnym rankiem. W przyszłym roku odbędzie się już 54. edycja Antigua Carnival – szalona zabawa rozpocznie się 28 lipca i trwać będzie do 7 sierpnia (www.antiguacarnival.com). Turystów czeka więc aż 11 dni tańców i śpiewów na Karaibach, we wspaniałej scenerii rajskiej Antigui…

Artykuły wybrane losowo

Antigua i Barbuda – jeden kraj, dwie różne wyspy

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kiedy myślimy o Karaibach, to oczami wyobraźni widzimy białe, piaszczyste plaże, palmy i turkusową wodę. Ten rajski region świata oferuje jednak zdecydowanie więcej – ciekawe zabytki, wyśmienite warunki do żeglowania, doskonałą kuchnię, radość życia, spontaniczną zabawę i gościnność mieszkańców. To wszystko znajdziemy właśnie na Antigui, której odkrycie zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi (w 1493 r.). Nic więc dziwnego, że Brytyjczycy nazwali ją „Bramą do Karaibów”…

Antigua i Barbuda jest małym wyspiarskim państwem na Morzu Karaibskim. Obejmuje ono wyspy: Antiguę (280 km2) i Barbudę (160,6 km2) oraz Redondę (ok. 2 km2). Językiem urzędowym jest tu angielski, ale w użyciu są także lokalne dialekty, m.in. kreolski. Ten karaibski kraj ma ok. 90 tys. mieszkańców.

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

SŁOWENIA – ZIELONY ZAKĄTEK EUROPY

TOMASZ ŁUKASZEWICZ

<< Na tegorocznych XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi słoweńscy sportowcy prezentowali się w strojach z elementami koloru zielonego. Podobnie było 2 lata wcześniej podczas letniej olimpiady w Londynie. I mimo iż nie ma tej zieleni na fladze Słowenii, każdy, kto choć raz zawitał w jej gościnne progi, wie, co zainspirowało projektantów… >>

Więcej…