ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Położona w południowo-wschodniej części Azji Kambodża to kraj o długiej i pełnej tragicznych wydarzeń historii. Zamieszkuje ją prawie 16 mln ludzi, którzy wciąż w większości nie znają pośpiechu charakterystycznego dla cywilizacji Zachodu, a nade wszystko cenią sobie więzi rodzinne i utrzymywanie relacji społecznych. Mimo stosunkowo niewielkiej populacji i powierzchni (ok. 181 tys. km2) jest miejscem niezmiernie ciekawym. Podróżników przyciągają w te strony ciepłe morze, rafy koralowe, biały piasek wybrzeża, świątynie, malownicza kambodżańska stolica Phnom Penh, cudowne krajobrazy i bardzo mili, uśmiechnięci i serdeczni ludzie. Zdecydowanie warto się tu wybrać, i to nie tylko na trzydniową wycieczkę do słynnego kompleksu zabytków Angkor.

 

Kambodża leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. Pora deszczowa trwa od maja do października, a sucha – od listopada do kwietnia. Sezon turystyczny przypada na okres mniej więcej od grudnia do lutego, kiedy zmniejsza się wilgotność powietrza. Ten wyjątkowo ciekawy kraj z całą pewnością nie jest standardowym miejscem na spędzenie urlopu. Jeszcze przed wyjazdem polecam więc zapoznać się z jego historią i kulturą, co pozwoli na pełniejsze zrozumienie rzeczywistości, z jaką przyjdzie nam się spotkać. 

 

Warto pamiętać, że mieszkańcy dzisiejszej Kambodży są potomkami Khmerów, którzy ponad 1300 lat temu utworzyli swoje potężne państwo (nazywane Imperium Angkoru lub Khmerskim, istniejące od 802 do 1431 r.) obejmujące też terytoria współczesnej Malezji, Tajlandii, Wietnamu, Laosu i Birmy (Mjanmy). W procesie europejskiej kolonizacji w 1887 r. tereny obecnego kraju zostały włączone do Indochin Francuskich (utraconych przez Francuzów w 1954 r.). Od 1975 r. władzę na tym obszarze przejęli Czerwoni Khmerzy pod dowództwem krwawego dyktatora Pol Pota (1925–1998). Ich pełne przemocy i terroru, naznaczone ludobójstwem rządy zakończyły się w styczniu 1979 r. Odcisnęły one piętno na całej Kambodży, co doskonale oddaje film Rolanda Joffé z 1984 r. pod tytułem The Killing Fields (Pola śmierci). Obraz ten otrzymał trzy Oscary i wiele innych prestiżowych nagród filmowych. Na terytorium kraju pod ziemią leży nadal kilka milionów min przeciwpiechotnych i stale giną przez nie przypadkowi ludzie. Do ich rozbrojenia potrzeba jeszcze ok. 10 lat. W 1993 r. Kambodża stała się monarchią konstytucyjną. Choć jest biednym państwem, dynamicznie się rozwija. Kiedy dziś odwiedzamy ten kraj, zachwycamy się jego architekturą, zabytkami, pływającymi wioskami, ale też ludźmi, którym z twarzy nie schodzi uśmiech. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w rajskiej krainie. Wielu podróżnikom nasuwa się jednak pytanie, czy Kambodżanie zapomnieli już o tragicznych rządach Czerwonych Khmerów?

 

KAMBODŻAŃSKA DŻUNGLA 

 

Najbardziej interesującym miejscem w Kambodży jest z pewnością dawna stolica Imperium Khmerskiego. Dziś mianem Angkoru określa się dawne państwo Khmerów i słynny na cały świat kompleks wybudowany w samym sercu kambodżańskiej dżungli. 

 

Powstały tu park archeologiczny ma powierzchnię ok. 400 km2. Główny zespół świątynny, czyli Angkor Wat (w tłumaczeniu na polski Świątynię Miejską), wzniesiono na polecenie Surjawarmana II (panował od 1113 do 1145–1150 r.) ku czci hinduistycznego boga Wisznu, z którym władca się identyfikował. Jednak na przełomie XII i XIII stulecia, gdy w Kambodży zaczął dominować buddyzm, nadano obiektowi charakter buddyjski. Szacuje się, że budowano go najpewniej ok. 35 lat. Warto wiedzieć, że to prawdopodobnie jedyna wzniesiona przez Khmerów świątynia, której główne wejście wychodzi nie na wschód, lecz na zachód. Ponieważ ta ostatnia strona świata symbolizowała śmierć, stąd podejrzenia, że budowla była grobowcem dla Surjawarmana II. 

 

Angkor Wat jest kluczową atrakcją parku archeologicznego mieszczącego w swoich granicach kompleksy sakralne, królewskie pałace i inne wspaniałe zabytki. Obiekt zadziwia swoimi rozmiarami. Dzieli się na trzy poziomy – przeznaczony do nauki dla mnichów, do modlitwy oraz tylko dla króla, rodziny królewskiej i najwyższych rangą kapłanów. Poza tym na drugim z nich znajduje się tzw. środek świata, czyli centrum całej świątyni. 

 

Najbardziej zewnętrzna galeria Angkor Wat ma długość 215 m i szerokość 187 m. Charakterystyczny element głównej budowli stanowi pięć wież w kształcie kwiatów lotosu. Najwyższa z nich wznosi się na wysokość 65 m. Te wymiary czynią z tej świątyni jeden z największych sakralnych obiektów świata. Angkor Wat został zbudowany pośrodku rozległej przestrzeni, ogrodzonej obmurowaniem i fosą o szerokości 190 m. Mury otaczające największy dziedziniec zdobią setki płaskorzeźb, które ukazują sceny z mitologii hinduskiej i wojen prowadzonych przez króla Surjawarmana II. Kompozycje są gładkie i lśniące, ponieważ dotykają je miliony pielgrzymów, którzy przybywają tu, aby oddać cześć Buddzie. Przed bramą główną wejścia strzegą węże Muczalinda – buddyjski symbol ochronny. 

 

Godna uwagi jest malownicza świątynia Ta Prohm, której ściany oplatają ogromne korzenie kilkudziesięciometrowych drzew (figowca bengalskiego i dyniowców). Ukryta w dżungli, tajemnicza i magiczna, bywa trochę mniej zatłoczona niż pozostałe. Niestety, budowla przegrywa walkę z siłami natury. Korzenie drzew wdzierają się pomiędzy kamienie i sprawiają, że Ta Prohm popada w ruinę. Niektóre jej fragmenty wyłączono ze zwiedzania ze względów bezpieczeństwa. 

 

Obowiązkowo trzeba także odwiedzić trzecią z wielkich angorskich świątyń – Bajon – słynącą z 54 wież ozdobionych 216 smutno uśmiechającymi się gigantycznymi twarzami Awalokiteśwary. W założeniu miała ona przyćmić swoim ogromem sam Angkor Wat. Podczas wizyty spacerujący odnoszą często wrażenie, że rzeźby wciąż im się przyglądają, a niektórzy nawet twierdzą, że kamienne wizerunki przedstawiają ostatniego potężnego króla Angkoru – Dżajawarmana VII, panującego najprawdopodobniej w latach 1181–1218. To naprawdę robi niesamowite wrażenie!

 

Imponującym obiektem jest również słynny Taras Słoni, na którym znajduje się wielka płaskorzeźba (350 m długości) z tymi olbrzymimi zwierzętami idącymi w orszaku lub uczestniczącymi w łowach w dżungli. Część centralna tarasowej konstrukcji leży naprzeciw wschodniej bramy pałacu królewskiego. Ozdobiona została przedstawieniami Garudy z uniesionymi w górę skrzydłami i lwów.

 

Na terenie Angkoru wytyczono dwie pętle, wzdłuż których usytuowane są najważniejsze obiekty – krótszą o długości 17 km i dłuższą, 26-kilometrową. Żadna z nich nie doprowadzi nas do wszystkich zakątków kompleksu, ale nawet jeśli będziemy korzystać tylko z tych szlaków, możemy tu spędzić kilka dni na odkrywaniu kolejnych malowniczych ruin ośrodka należącego do niezmiernie bogatego dziedzictwa Khmerów. Jednym bardziej spodoba się mistyczna świątynia Ta Prohm, innym do gustu przypadną położone na uboczu pozostałości zespołu Banteay Srei z X w. Imponujący kambodżański zabytek nie bez powodu został wpisany w 1992 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Dzisiaj dawna stolica Imperium Khmerskiego wciąż wzbudza ogromną ciekawość i skrywa wiele tajemnic. 

 

Podróżnicy, którzy pragną zwiedzić to magiczne miejsce, najczęściej zatrzymują się w Siem Reap – mieście leżącym najbliżej Angkoru, pełniącym funkcję bazy wypadowej. Ze względu na olbrzymią popularność niedalekiego historycznego khmerskiego ośrodka rozwija się ono bardzo dynamicznie. Powstały w nim liczne hotele, resorty, bary i restauracje, muzea, sklepy z pamiątkami i rękodziełem artystycznym, a ok. 8 km od centrum wybudowano międzynarodowe lotnisko. Nikt nie powinien mieć problemu ze znalezieniem czegoś odpowiedniego dla siebie, ponieważ obiektów o każdym standardzie, od 5-gwiazdkowych do takich oferujących nocleg w cenie kilku dolarów, jest tutaj bez liku. W Siem Reap można wypożyczyć rower bądź motocykl czy też wynająć rikszę z kierowcą w celu zwiedzania pobliskiego kompleksu świątyń. Bardzo polecam tego typu rozwiązanie, szczególnie w upalne dni.

 

PERŁY STOLICY 

 

IMG 9354

Bajon w centrum miasta Angkor Thom

© MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia stanowi stolica Kambodży Phnom Penh (leżąca ok. 320 km od Angkoru). Jej populacja wynosi ponad 1,5 mln ludzi. To miasto kontrastów: wspaniałe budynki Pałacu Królewskiego sąsiadują z zatłoczonymi targowiskami i rejonami zamieszkanymi przez biedotę. Ta mozaika idealnie jednak oddaje wyjątkowy charakter Phnom Penh położonego przy ujściu rzeki Tonle Sap do Mekongu. Wolny czas można tu spędzić na spacerze malowniczym nabrzeżem Sisowath, otoczonym zadbanymi drzewami i starannie przyciętą trawą. Szczególnie atrakcyjnie okolica wygląda w porze zachodu słońca – wiele osób udaje się wtedy w to miejsce na romantyczne przechadzki we dwoje. Po zmroku w tym rejonie budzi się życie nocne. Liczne bary, kawiarnie, restauracje czy kluby muzyczne zapełniają się w okamgnieniu.

 

Domki na palach na rzece Tonle Sap

Osiedle na palach na rzece Tonle Sap

© ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Warto także wybrać się na wycieczkę łódką po rzece Tonle Sap, podczas której można oglądać panoramę miasta oraz wioski rybackie i ujście Tonle Sap do Mekongu. Przy okazji przyjrzymy się codziennemu życiu ludzi mieszkających na tutejszych wyspach. Z pokładu łodzi mamy również szansę podziwiać jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w Azji Południowo-Wschodniej. 

 

Jednak najbardziej rozpoznawalną atrakcją turystyczną stolicy Kambodży jest Pałac Królewski ze Srebrną Pagodą, który robi niesamowite wrażenie. Z rezydencji nadal korzysta kambodżański monarcha, dlatego można ją zwiedzać tylko, kiedy go nie ma. Zespół architektoniczny wzniesiono w drugiej połowie XIX w., lecz od tego czasu jego obiekty przekształcano, burzono i odbudowywano. 

 

Zwiedzanie zaczyna się od ogrodu z wielkim pawilonem z salą tronową. Wybudowano go w 1917 r. na miejscu poprzedniego, istniejącego od ok. 1870 r. Jego nazwa w języku khmerskim oznacza Świętą Siedzibę Osądu. Odbywają się tutaj do dzisiaj królewskie i religijne ceremonie. Niedaleko stoi Preah Thineang Chan Chhaya, czyli Pawilon Blasku Księżyca. Można w nim obejrzeć pokazy tradycyjnych khmerskich tańców. 

 

Przepiękna Srebrna Pagoda (Wat Preah Keo) otrzymała swoją nazwę ze względu na podłogę pokrytą ponad 5 tys. płytek ze srebra. W środku znajduje się m.in. kryształowa figura tzw. kambodżańskiego Szmaragdowego Buddy i naturalnej wielkości złoty wizerunek Buddy ozdobiony niemal 9,6 tys. diamentów, z których największy waży 25 karatów. Osoby chcące zwiedzić ten obiekt powinny pamiętać o stosownym ubiorze, czyli zakryciu ramion i kolan.

 

Miejscem związanym z tragicznymi wydarzeniami z historii kraju jest często odwiedzane przez podróżników Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng. Jego nazwę tłumaczy się z języka khmerskiego na Wzgórze Zatrutych Drzew. W czasach reżimu Czerwonych Khmerów (1975–1979) gmach tej placówki (dawnej szkoły średniej) służył jako Więzienie Bezpieczeństwa 21 (S-21). Zostało ono opuszczone, gdy zbliżała się armia wietnamska, i przetrwało w niezmienionym stanie. Nadal można zobaczyć tu cele i sale tortur, a także fotografie przedstawiające więźniów. Szacuje się, że zginęło w tym miejscu ok. 20 tys. osób, ale dokładna liczba nie jest znana. Odwiedziny w muzeum nie należą do przyjemnych przeżyć, ale pozwalają zrozumieć ogrom okrucieństwa reżimu i rządów Pol Pota. 

 

apsara dance 1280 large

Kobiety wykonujące taniec apsara

© MINISTRY OF TOURISM OF THE KINGDOM OF CAMBODIA/WWW.TOURISMCAMBODIA.ORG

 

Warto też pamiętać, że Phnom Penh stanowi również centrum orientalnej kultury. Jej przejawy odkryjemy w niemal każdym zakątku tego kolorowego miasta – od barwnych rynków przez ciasne i gwarne ulice aż po zachwycające buddyjskie świątynie. Koniecznie trzeba wziąć udział w jednym z tutejszych widowiskowych festiwali lub świąt, takich jak listopadowy Bon Om Tuk z wyścigiem łodzi na rzece Tonle Sap, majowa Ceremonia Królewskiej Orki (Chat Preah Nengkal) czy przypadające na połowę kwietnia obchody khmerskiego Nowego Roku (Chaul Chnam Thmey). Niezapomnianym spektaklem jest także pokaz tańca apsara wykonywanego przez kambodżańskie tancerki w pozłacanych strojach. 

 

Polecam też spróbować grillowanych pająków, wybrać się na wycieczkę na słoniu i przejechać się bambusowym pociągiem nori (norry), który uchodzi za ciekawą atrakcję dla podróżników. Ten nietypowy pojazd kursuje na krótkim odcinku w okolicach miasta Battambang, a swoim pasażerom dostarcza niesamowitych wrażeń. Phnom Penh to niezwykła stolica – na jej ulicach riksze, samochody, wózki i piesi poruszają się według tylko sobie znanych reguł.


SKARBY PRZYRODY

 

sokha-beach-over-view

Luksusowy Sokha Beach Resort z prywatną plażą w kurorcie Sihanoukville

© SOKHA HOTELS & RESORTS/WWW.SOKHAHOTELS.COM 

 

Kambodża zachwyca nie tylko wspaniałą architekturą i rozległymi kompleksami świątyń. Warto również poświęcić kilka dni na odpoczynek na jednej z jej tropikalnych plaż. Pokryte białym piaskiem kambodżańskie wybrzeże nie jest tak zatłoczone jak tajskie. Można na nim znaleźć zarówno rozbudowane kurorty z luksusowymi hotelami, np. 90-tysięczne miasto Sihanoukville (oficjalnie Krong Preah Sihanouk) nad Zatoką Tajlandzką – położone ok. 220 km od Phnom Penh, jak i dziewicze, niemal niezamieszkałe wyspy, do których dopłyniemy wypożyczoną łodzią. Wspomniana miejscowość została nazwana na cześć króla Norodoma Sihanouka (1922–2012). Władca był znany z tego, że lubił poświęcać czas na komponowanie muzyki i kręcenie filmów.

 

Sama podróż ze stolicy do kurortu jest niebywałą atrakcją, ponieważ droga prowadzi przez soczyście zielone lasy tropikalne i pola ryżowe. Wrażenie robią też proste drewniane domki wkomponowane w malowniczą przyrodę. Panoramę zamykają Góry Kardamonowe z najwyższym szczytem kraju – Aural, mierzącym 1813 m n.p.m. W tym regionie spotyka się m.in. słonie indyjskie, tygrysy indochińskie czy zagrożone wyginięciem niedźwiedzie malajskie i pantery mgliste. 

 

Ze względu na otaczające plaże Sihanoukville stało się ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców stolicy Kambodży. Królewski kurort jest także rajem dla płetwonurków, windsurferów i plażowiczów, którzy przybywają do niego licznie z Europy i Chin. Po plażowaniu i nurkowaniu można wybrać się również na zwiedzanie pobliskich wysp, w tym tej porośniętej bambusowym lasem (Wyspy Bambusowej – Koh Russei, Koh Russey). Na koniec warto zrelaksować się podczas sesji khmerskiego masażu. 

 

Jeśli leniuchowanie na plaży już nam się znudzi, udajmy się do uroczego buddyjskiego klasztoru, który góruje nad Sihanoukville. Znajduje się w nim posąg leżącego Buddy. Pomiędzy budowlami kompleksu spotkamy mnichów w charakterystycznych pomarańczowych szatach. Atmosfera tego miejsca i unoszące się w powietrzu zapachy kadzideł zachęcają do wyciszenia, medytacji i podziwiania w spokoju malowniczego krajobrazu. 

 

Jak widać, zdecydowanie warto przeznaczyć więcej czasu na zwiedzenie i poznanie egzotycznej i tajemniczej Kambodży. Serdecznie polecam każdemu podróż do tego niesamowitego, pełnego różnorodnych atrakcji kraju Azji Południowo-Wschodniej!

 

PRZYDATNE INFORMACJE 

 

Obowiązującą walutą w Kambodży jest riel (KHR). Polacy udający się do tego państwa muszą zaopatrzyć się w wizę (nie funkcjonują wizy tranzytowe). Pozostaje ona ważna przez 30 dni i można ją kupić na przejściach granicznych i lotniskach za ok. 30 dolarów amerykańskich lub wyrobić w przedstawicielstwach dyplomatycznych (najbliżej w Ambasadzie Kambodży w Berlinie), a także przez internet (tzw. e-visa) na stronie www.evisa.gov.kh. Większość mieszkańców Kambodży wyznaje buddyzm (ponad 95 proc.).

 

Najwygodniejszym środkiem transportu w Kambodży są autobusy. Wśród popularnych tradycyjnych dań warto wymienić amok trey (rybę z mleczkiem kokosowym duszoną w liściu bananowca), kralan (przekąskę z ryżu, fasoli i grochu z wiórkami kokosowymi, przygotowywaną w bambusowej tubie) czy lok lak (cienko pokrojoną wołowinę marynowaną w sosie sojowo-rybnym). Podczas zwiedzania – jak wszędzie na świecie – należy uważać na kieszonkowców, którzy zwykle działają w grupach. 

Artykuły wybrane losowo

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Wśród birmańskich złotych stup

ANNA SOBKOWICZ

<< Do niedawna zamknięta na świat Birma staje się dziś coraz modniejszym kierunkiem turystycznym. Wśród podróżników panuje przekonanie, że warto ją odwiedzić jak najszybciej, zanim zaleją ją zdobycze zachodniej cywilizacji. Pierwsze zmiany już można zaobserwować, a ich znakiem są np. pojawiające się bankomaty i planowane otwarcie pierwszej w kraju restauracji McDonald’s. >>

 W języku polskim tradycyjnie na określenie tego państwa leżącego w Azji Południowo-Wschodniej używa się toponimu Birma, jednak od 1989 r. jego oficjalna nazwa brzmi Myanmar (na gruncie polszczyzny spotyka się też zapisy Mjanma, Mianma lub Republika Związku Mjanmy). Wzdłuż jego zachodniej, północnej i wschodniej granicy ciągną się tereny górskie, natomiast środek zajmuje nizina Irawadi, przez którą płynie rzeka o tej samej nazwie (najdłuższa w kraju). Od południa kraj oblewają wody Oceanu Indyjskiego, a dokładniej Zatoki Bengalskiej i Morza Andamańskiego.

Więcej…

Rwanda – oko w oko z gorylami górskimi

ROBERT GONDEK „GERBER”
www.stronagerbera.pl


<< Rwanda leży w Afryce Środkowo-Wschodniej. Graniczy z Demokratyczną Republiką Konga, Tanzanią, Ugandą oraz Burundi. To jedno z najmniejszych afrykańskich państw. Jego powierzchnia wynosi 26 338 km2, czyli ok. 8,4 proc. obszaru Polski, co odpowiada mniej więcej wielkości województwa lubelskiego. >>

Więcej…