ROBERT PAWEŁEK 

www.trevelcompass.pl

 

Od pokrytych śniegiem szczytów Kilimandżaro, najwyższej góry Afryki, po idylliczne plaże i rafy koralowe Zanzibaru, ruiny pokryte mchem i fascynujące kultury – wschodnioafrykańska Tanzania kusi całym kalejdoskopem atrakcji. To tutaj rozgrywa się jeden z najbardziej widowiskowych i zarazem dramatycznych spektakli przyrody na ziemi, czyli imponujący przemarsz setek tysięcy dzikich zwierząt w poszukiwaniu pożywienia nazywany Wielką Migracją. Wielu podróżników za punkt honoru stawia sobie upolowanie w kadrze fotograficznym tzw. Wielkiej Piątki Afryki (lwa, słonia, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta). Natomiast odwiedziny na słynnej tanzańskiej wyspie Zanzibar przypominają wizytę w prawdziwym raju.

 

Tanzania znajduje się zaraz pod równikiem. Graniczy z Ugandą i Kenią od północy, z Rwandą, Burundi i Demokratyczną Republiką Konga od zachodu, a z Zambią, Malawi i Mozambikiem od południa. Jej wschodnie wybrzeże oblewa Ocean Indyjski. W rejonie rozciągającego się w zachodniej części kraju widowiskowego Wielkiego Rowu Wschodniego, będącego mozaiką urwistych skarp, wulkanów, jezior i rozległych terenów sawanny, leżą Park Narodowy Serengeti i Obszar Chroniony Ngorongoro należące do najbardziej znanych w Afryce. Na północnym wschodzie wznosi się z kolei jeden z najwyższych samotnych masywów górskich na świecie – Kilimandżaro (5895 m n.p.m.). 

 

Planowanie wyjazdu do Tanzanii to nie lada wyzwanie, ponieważ naprawdę trudno zdecydować, który rejon odwiedzić i co zobaczyć. Zanzibar przyciąga orientalną kulturą, wspaniałymi piaszczystymi plażami i świetnie przygotowanymi ośrodkami wypoczynkowymi. Natomiast największą atrakcją kontynentalnej Tanzanii są rezerwaty i parki narodowe, w których możemy podpatrywać dziką afrykańską faunę. W przypadku safari warto wziąć pod uwagę okresy migracji zwierząt. Poza tym trzeba wiedzieć, że na obserwację najlepiej udać się wczesnym świtem lub przed zachodem słońca. W środku dnia drapieżniki odpoczywają, więc najprawdopodobniej spotkamy wówczas jedynie zebry i antylopy, ewentualnie małpy. 

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

 

migracja 7

Wielka Migracja, niesamowity spektakl natury

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

W Tanzanii do wyboru mamy różne formy przyrodniczych wypraw. Można zdecydować się na pieszą wycieczkę po rezerwacie w towarzystwie grupy Masajów, typowe safari samochodowe w parku narodowym, a nawet lot balonem. Ta ostatnia propozycja należy do dość drogich (ok. 500 dolarów amerykańskich za osobę), ale zapewnia ekscytujące wrażenia. Startuje się o wschodzie słońca, więc kiedy kosz wzniesie się na odpowiednią wysokość, jest już widno. W dole widać przemieszczające się stada zwierząt, wokół roztaczają się piękne widoki. Na koniec pasażerów czeka wykwintne śniadanie z szampanem pośród sawanny. 

 

W Parku Narodowym Serengeti brak oznak cywilizacji, czas wydaje się stać w miejscu, a telefony komórkowe tracą zasięg. Jeśli mamy szczęście, zauważymy lwa siedzącego majestatycznie na skale, który obserwuje wdzięcznie stąpające żyrafy. Możemy przyjrzeć się krokodylom wygrzewającym się nad brzegiem rzeki lub setkom antylop, zebr, gazeli, bawołów i ptaków. Rano da się natknąć na gepardy przechadzające się dumnie po sawannie lub baraszkujące z młodymi. Park Narodowy Serengeti znajduje się w północno-zachodniej Tanzanii i zajmuje powierzchnię niemal 15 tys. km2 (to więcej niż województwo śląskie). Po drugiej stronie granicy, na terytorium Kenii leży Rezerwat Narodowy Masai Mara. To właśnie tutaj każdego roku, w czerwcu i lipcu, odbywa się wielka migracja zebr, gnu pręgowanych i innych antylop, które w wielkich stadach liczących prawie 2 mln osobników przemieszczają się z południa na północ i zachód. Po drodze pokonują liczne przeszkody, np. rzekę Mara. Podczas jej przekraczania wiele zwierząt ginie, m.in. staje się ofiarami krokodyli nilowych. Za maszerującymi stadami podążają także inne wygłodniałe drapieżniki.

 

Odkąd utworzono Park Narodowy Serengeti, Masajowie nie wypasają już tu swojego bydła. Musieli się przenieść w inne miejsca, ale ich wioski można spotkać np. między kraterem Ngorongoro a oficjalną bramą parkową. Część z nich w ramach opłacanych wizyt przyjmuje turystów, dla których jest to jedyna okazja, żeby zobaczyć masajskie tańce i słynne skoki smukłych wojowników (adumu), zrobić zdjęcia mieszkańcom osady i zajrzeć do chat ulepionych z gliny wymieszanej z krowimi odchodami.

 

To, gdzie zatrzymamy się na nocleg podczas safari, zależy od naszych upodobań i zasobności portfela. Jeśli dysponujemy skromniejszymi funduszami, skorzystajmy z namiotów na kempingach. Pobyt na otwartym terenie na sawannie po zmroku dostarczy nam wielu wrażeń. Nie zdziwmy się, kiedy w nocy usłyszymy w pobliżu drapanie i dochodzące z oddali odgłosy. Kempingi bywają zwykle nieogrodzone i pod obozowiska podchodzą dzikie zwierzęta. Możemy też wybrać luksusową wersję namiotów usytuowanych w ośrodkach typu game resorts. W tym przypadku również będziemy obcować z naturą, ale kompleksy są dobrze strzeżone, a kwatery wyposażono w eleganckie meble i inne akcesoria. Do dyspozycji gości pozostaje obsługa serwująca także drinki i wykwintne posiłki. Jeśli zaś obawiamy się bliskiego kontaktu z dzikimi zwierzętami, mamy do wyboru jeszcze otoczone zielenią ośrodki, w których przedstawicieli afrykańskiej fauny możemy obserwować z bezpiecznej odległości.

 

AFRYKAŃSKA ARKA NOEGO

 

skoki 2

Masajowie skaczący podczas tradycyjnego rytualnego tańca adumu

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

W Obszarze Chronionym Ngorongoro (Ngorongoro Conservation Area), położonym obok Parku Narodowego Serengeti,znajduje się słynny krater Ngorongoro. Wizyta w jego wnętrzu jest obowiązkowym punktem każdego safari organizowanego w północnej Tanzanii. Droga z krawędzi prowadzi w dół na szeroką, jasną równinę. Jeśli uda nam się znaleźć ciche miejsce, łatwo będziemy mogli wyobrazić sobie pierwotną Afrykę. Tutaj też znajduje się wąwóz zwany Olduvai (Oldupai), uznawany za kolebkę ludzkości, ponieważ odkryto w nim szczątki Homo habilis (przodka Homo sapiens) sprzed ok. 1,9 mln lat. Obszar Chroniony Ngorongoro wpisano w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Sam krater można porównać do arki Noego, a to ze względu na ogromną różnorodność występujących tu zwierząt. Przed udaniem się w dół turyści zwykle nocują na kempingu lub w komfortowych lodżach, z których rozciąga się wspaniały widok na okolicę. Trzeba jednak pamiętać, że krawędź krateru znajduje się na dość dużej wysokości (ponad 2 tys. m. n.p.m.) i w nocy robi się zimno, dlatego należy zabrać ze sobą ciepłe ubrania. Warto poświęcić przynajmniej jeden pełny dzień na zwiedzanie Ngorongoro. Sam zjazd do jego wnętrza (jedną z dwóch dostępnych dróg) jest już fascynujący. W środku leży słone jezioro Magadi (Makat), przy którym zbierają się liczne stada flamingów, oraz kilka obszarów podmokłych i małych zbiorników wodnych. Mokradła Mandusi i źródła Ngoitokitok, prawie zawsze wypełnione wodą, zamieszkują hipopotamy. To odpowiednie okolice do robienia tym olbrzymim ssakom zdjęć z bliższej odległości. Znajdują się tu również miejsca piknikowe i toalety dla turystów. 

 

Dno krateru pokrywa głównie sawanna. Ngorongoro zamieszkują gnu pręgowane, zebry, gazelki masajskie, gazelopki sawannowe, bawoły, sasebi masajskie, elandy i wiele innych roślinożerców. W ich pobliżu krążą hieny cętkowane. Żyrafy i impale z niewyjaśnionych przyczyn nie schodzą do wnętrza krateru. Można natomiast spotkać tu słonie, których populacja liczy ok. 30 osobników. Co ciekawe, są to same samce. Samice i młode unikają tych okolic. Lwy, podobnie jak te na równinie Serengeti, przyzwyczaiły się do obecności ludzi w samochodach, więc nie kryją się przed nimi. Często przydaje się jednak lornetka lub dobry teleobiektyw, żeby móc się im przypatrzeć. Wyjątkowymi mieszkańcami krateru Ngorongoro są zagrożone wyginięciem nosorożce czarne (obecnie żyje tutaj 26 sztuk). 

 

SŁONIE I SZYMPANSY

 

W Tanzanii oprócz położonych na północy i najbardziej znanych Parku Narodowego Serengeti, Parku Narodowego Tarangire, Parku Narodowego Jeziora Manyara czy Parku Narodowego Kilimandżaro oraz Obszaru Chronionego Ngorongoro znajduje się też wiele innych interesujących regionów. Te rzadziej odwiedzane takie jak Park Narodowy Mikumi, Selous Game Reserve, Park Narodowy Ruaha leżą w centrum i na południu kraju. Najłatwiej jest dostać się do północnych parków położonych bliżej Kenii. Bazę wypadową stanowi miasto Arusza, do którego można dojechać autobusem albo dolecieć samolotem z Dar es Salaam i kenijskiej stolicy Nairobi (międzynarodowe lotnisko znajduje się u stóp Kilimandżaro). Na południe Tanzanii dotrzemy drogą lądową z Dar es Salaam. Tu bazą wypadową jest miasto Iringa. W porośniętym wielkimi baobabami, pierwszym pod względem wielkości tanzańskim parku narodowym (o powierzchni ponad 20 tys. km²) – Ruaha zobaczymy m.in. duże stada słoni (żyje ich tu ok. 16 tys.!). Niezapomnianych wrażeń dostarcza obserwowanie tych wielkich ssaków, kiedy kroczą majestatycznie wzdłuż pięknej rzeki Great Ruaha o wschodzie lub zachodzie słońca. Natomiast w parkach położonych w zachodniej części kraju popularnością cieszy się śledzenie szympansów. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż wymaga wspinania się po stromych, błotnistych ścieżkach i przedzierania się przez gęstą roślinność. Jednak w mgnieniu oka zapominamy o trudzie wspinaczki, kiedy uda nam się spotkać te ciekawe człekokształtne małpy. Jednymi z najlepszych miejsc do tropienia szympansów są Park Narodowy Gór Mahale i Park Narodowy Strumienia Gombe. Ten drugi leży na brzegu jeziora Tanganika.

 

DACH AFRYKI I DROGIE KAMIENIE

 

Przy planowaniu podróży do Tanzanii trudno oprzeć się pokusie wspinaczki na najwyższą górę Afryki. Kilimandżaro uchodzi za symbol Afryki Wschodniej. Z najwyższego szczytu masywu (Uhuru) można podziwiać widok na otaczające go równiny. Zdobycie góry jest stosunkowo proste dla wspinaczy, którzy wyposażeni są w dobre buty, dodatkowe ubranie i czekan. Muszą jednak przeznaczyć na tę wyprawę co najmniej 5–6 dni (wraz z zejściem). Zawsze wchodzi się z przewodnikiem, którego należy wcześniej wynająć. Wspinaczka na Kilimandżaro jest podróżą przez różne strefy klimatyczne: subtropikalny górski las, wrzosowiska, skalne pola i wreszcie okolicę pokrytego śniegiem wierzchołka. Ten fakt trzeba uwzględnić przy planowaniu wejścia i odpowiednio rozłożyć siły na stopniową aklimatyzację. Jeśli jednak nie zdecydujemy się na zdobywanie majestatycznego szczytu, możemy inaczej spędzić czas w rejonie masywu. Warto wybrać się na letnie wędrówki po bujnych wiecznie zielonych lasach w niższych partiach Kilimandżaro lub udać się na jeden z wielu punktów z widokiem na ten tzw. Dach Afryki. 

 

Według legendy na początku lat 60. XX w. pewien masajski pasterz imieniem Ali przemierzał wzgórza Mererani (Merelani) w regionie Manyara bezpośrednio po pożarze buszu. Na zwęglonej ziemi dostrzegł niespodziewanie błękitne kryształy. Pozbierał je i udał się z nimi do pobliskiej Aruszy. Tak ponoć zaczęła się kariera niezwykłego minerału – tanzanitu. Dokumenty historyczne wskazują natomiast, że jego szczęśliwym odkrywcą stał się w 1967 r. Manuel d’Souza, krawiec z Aruszy, który był zarazem zapalonym poszukiwaczem drogocennych kamieni. Swoim znaleziskiem wzbudził zainteresowanie jednej z najsłynniejszych firm jubilerskich na świecie – Tiffany & Co.z Nowego Jorku. W tym samym roku rozpoczęła ona kampanię reklamową i wprowadziła kamień na rynek. Naturalny tanzanit ma kolor niebieskofioletowy i jest mniej więcej tysiąc razy rzadszy od diamentu, a przez to dość drogi. Złoża znajdują się w północno-wschodniej Tanzanii. Na skalę przemysłową wydobywa się go w okolicach Mererani, w rejonie Aruszy i Moshi. Poza tanzanitem w kraju występują diamenty, rubiny, szafiry, rodonity, szmaragdy, ametysty, chryzoprazy, granaty, cyrkony, perydoty czy turmaliny.

 

RAJSKA KRAINA

 

Położone na Oceanie Indyjskim wyspy Zanzibar (Unguja), Pemba i Mafia (tworzące archipelag Zanzibar) są idealne na egzotyczny wypoczynek. Ta pierwsza, największa z nich (ok. 1660 km² powierzchni i 900 tys. mieszkańców), przyciąga najwięcej turystów. Leży mniej więcej 30 km od wybrzeża kontynentalnej Tanzanii i jest świetnym miejscem na złapanie oddechu po emocjonującym safari albo męczącej wspinaczce na Kilimandżaro. Do relaksu zachęcają rozległe plaże z białym, miękkim piaskiem, błękitne laguny i okoliczne wysepki odsłaniające się podczas odpływu. Można tutaj całymi dniami nurkować w krystalicznie czystej wodzie o różnych odcieniach niebieskiego pośród dziewiczych raf koralowych. Oprócz idyllicznych krajobrazów, wspaniałej fauny i flory turyści zachwycają się tutejszą bogatą historią i kulturą. Zapuszczają się w klimatyczne kręte uliczki Stone Town w mieście Zanzibar i kosztują dań miejscowej kuchni o wyrazistym smaku, jaki nadają im lokalne przyprawy. Do tego zawsze można liczyć na uśmiech i życzliwość wyspiarzy. Wiele osób przylatuje do Tanzanii właśnie tylko na tę wyspę. Bezpośredni lot np. z Warszawy trwa jedynie 8 godz., a ponieważ różnica względem czasu polskiego wynosi raptem 2 godz., podróżni nie muszą się aklimatyzować. Na archipelagu występuje nieduże zagrożenie malarią, dlatego warto się zabezpieczyć i przed wyjazdem poprosić lekarza o przepisanie leku profilaktycznego, np. Malarone, Lariam lub Doxycyclinum. 

 

COŚ DLA AKTYWNYCH

 

Na Zanzibar można wybrać się przez okrągły rok, chociaż najsuchszy i najatrakcyjniejszy pogodowo okres trwa od czerwca do października. Panuje tutaj klimat zwrotnikowy ze średnią temperaturą wynoszącą od 27 do 29°C. Największe upały (do 40°C) występują między listopadem a marcem, a temperatura wody dochodzi wtedy do 30°C. Przy planowaniu podróży warto uwzględnić dwie pory deszczowe – pierwszą (łagodniejszą) trwającą od października do grudnia i drugą przypadającą na okres od marca do maja.

 

Główną tutejszą atrakcję stanowi uprawianie sportów wodnych, a idealne warunki do tego zaczynają się w czerwcu, kiedy jest nieco chłodniej (ok. 30°C) i wieje południowo-zachodni monsun zwany w języku suahili kusi. Wzdłuż wybrzeża możemy zobaczyć wtedy mnóstwo kitesurferów i żeglarzy. Zapaleni nurkowie przyjeżdżają tu przez cały rok, chociaż podczas opadów znacznie pogarsza się widoczność pod wodą. Wybierają często okolice wysepki Mnemba, leżącej ok. 3 km od północno-wschodnich wybrzeży Zanzibaru i uchodzącej za najciekawsze miejsce do nurkowania. Wielką atrakcję stanowi obserwowanie żółwi morskich (zielonych) i delfinów. W zależności od sezonu można spotkać także humbaki, manty i rekiny wielorybie. 

 

Ciepły i bajecznie kolorowy Ocean Indyjski kusi, ale podczas kąpieli musimy uważać na jadowite stworzenia i silne prądy przy brzegach pojawiające się głównie w trakcie nowiu i pełni. Na rafie, w miejscach, gdzie nie ma piasku, napotkamy również kłujące jeżowce. Niestety, nie działają tu prawie żadne służby ratownicze, więc w razie potrzeby pomocy udzielają jedynie rybacy lub okoliczne profesjonalne bazy nurkowe. 

 

Swój raj na ziemi znaleźli na Zanzibarze nie tylko miłośnicy podwodnych przygód, ale także amatorzy wędkarstwa sportowego. Dużą popularnością cieszą się wśród nich jednodniowe polowania na tuńczyki, marliny lub barakudy. Ci, którzy wolą spokojniejszy wypoczynek, mogą wybrać się na przejażdżkę rowerem po malowniczej okolicy albo zagrać w siatkówkę plażową. Warto też odwiedzić sąsiednią wysepkę Changuu (Prison Island) z żółwiami olbrzymimi przywiezionymi specjalnie z Seszeli.

 

WAKACJE DLA KAŻDEGO

 

Na Zanzibarze każdy znajdzie z pewnością coś dla siebie. Osoby lubiące luksusowe warunki mogą zatrzymać się w jednych z najlepszych ośrodków wypoczynkowych w Afryce Wschodniej. Tego typu zanzibarskie hotele oferują swoim gościom wszystko, co sprawia, że pobyt na wyspie będzie niezapomniany: doskonale wyposażone i niezmiernie klimatyczne pokoje lub apartamenty, prywatne plaże z białym piaskiem oblewane ciepłą, czystą wodą o cudownych odcieniach błękitu, aromatyczne i urozmaicone potrawy, przyjazną i uśmiechniętą obsługę. Znajduje się w nich zwykle kilka barów, restauracji, basenów, centrów spa i fitness położonych pośród pięknych ogrodów. Takie kompleksy mają także bogaty program zajęć animacyjnych i wycieczek fakultatywnych. Sporym zainteresowaniem cieszą się kameralne ośrodki typu all inclusive. Przykładowo The Palms Zanzibar oferuje tylko sześć przestronnych, świetnie wyposażonych willi z prywatnym basenem i tarasem z widokiem na Ocean Indyjski, oczywiście, w odpowiednio wysokiej cenie.

 

Szerokie, śnieżnobiałe plaże w północno-wschodniej i południowo-wschodniej części wyspy ciągną się na całej długości wybrzeża. Są znakomicie zagospodarowane, osłonięte palmami i sąsiadują z miejscami do nurkowania. Dosyć blisko brzegu leży też ogromna rafa koralowa. Większość tutejszych hoteli dysponuje własnym zapleczem ze sprzętem do sportów wodnych. W północnej części Zanzibaru rozrzucone przy brzegu skały tworzą przepiękne kameralne zatoczki. W położonych tu malowniczych wioskach Nungwi i Kendwa miejscowych wciąż jest więcej niż turystów. Jednak szybki rozwój infrastruktury hotelowej i gastronomicznej powoli to zmienia. Dyskoteki na plaży przypominają te z innych cieplejszych rejonów świata. Dodatkową atrakcją imprez w Nungwi są przepiękne zachody słońca, z których to miejsce słynie. Jeśli nie zdążyliśmy kupić pamiątek w kontynentalnej części Tanzanii, na wybrzeżu Ungui z pewnością napotkamy grupki Masajów oferujących swój towar.

 

Jeżeli chcemy jednak poznać prawdziwe oblicze Zanzibaru, powinniśmy wybrać południowy i południowo-wschodni jego rejon, słabiej rozwinięty turystycznie, z uroczymi zatoczkami, wysepkami i rafami. W cichszych miejscowościach takich jak Bwejuu lub Jambiani przekonamy się, jak wygląda dzień w wyspiarskiej osadzie. Warto tu wyruszyć na dłuższy spacer i przyjrzeć się codziennemu życiu lokalnej społeczności. Ludzie mieszkający poza miastami zajmują się uprawą roli i rybołówstwem. Na plażach uwagę zwracają charakterystyczne długie łodzie rybackie z bocznymi pływakami (ngalawa), przy których można spotkać pracujących rybaków. Kiedy z nieba leje się żar i jest tak gorąco, że najchętniej nie wychodzilibyśmy z cienia, przy brzegu widać pracujące kobiety. Zbierają algi podczas odpływu. W okolicach Kizimkazi największą atrakcję stanowi pływanie z delfinami butlonosymi. Mieszkańcom wioski obsługa chętnych na tego typu rozrywkę przynosi całkiem spore dochody. 

 

WYJĄTKOWE MIASTO

 

Na wyspie warto odwiedzić też stolicę całego regionu – Zanzibar (Zanzibar City lub Zanzibar Town). Najstarsza i najbardziej fascynująca jego część, czyli Stone Town (Kamienne Miasto), jest pełna niespodzianek. W 2000 r. znalazła się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Łatwo stracić orientację w labiryncie uliczek Kamiennego Miasta – choć mają one swoje nazwy, nikt ich zwykle nie używa. Stone Town jest jednak małe i bezpieczne, a jeśli się w nim zgubimy, to tylko pomoże nam w zwiedzaniu. Mieszkańcy są bardzo życzliwi, więc można prosić o pomoc tyle razy, ile tego potrzebujemy. W końcu i tak trafimy na nabrzeże. Warto pobłądzić między starymi, wysokimi budynkami o pokrytych wapnem i piaskiem, popękanych ścianach, do których doczepiono efektownie rzeźbione balkony, zajrzeć do zakurzonych i pachnących goździkami sklepów z pamiątkami, obserwować, jak mężczyźni ubrani w tradycyjne białe szaty o nazwie kanzu ciągną wózki pełne owoców i warzyw, grają w szachy lub medytują nad sensem życia w cieniu misternie zdobionych drewnianych drzwi. Kobiety z dłońmi udekorowanymi skomplikowanymi wzorami z henny, odziane w buibui (tradycyjny muzułmański czarny strój zakrywający całe ciało), przechadzają się bezszelestnie obok bawiących się dzieci. Tutejsza atmosfera szybko udziela się zwiedzającym. Wycieczkę najlepiej zakończyć kolacją złożoną z krabów i świeżo złowionych ryb podawanych z kokosowym ryżem, którą spożyjemy, siedząc boso na perskich dywanach i poduszkach w jednej z lokalnych restauracji. W oddali, z wież meczetów usłyszymy muezinów wzywających wiernych do modlitwy. W przeciwieństwie do Tanzanii, w której żyją wyznawcy różnych religii, Zanzibar, przez wieki należący do Sułtanatu Omanu, zamieszkują głównie muzułmanie.

 

SPOSÓB NA ZWIEDZANIE

 

STONE TOWN ULICZKI

W Kamiennym Mieście 5 września 1946 r. przyszedł na świat Freddie Mercury

© MARIUSZ KOZAK-ZAGOZDA

 

W Kamiennym Mieście można nocować w luksusowych, odrestaurowanych XIX-wiecznych rezydencjach lub skromnych pensjonatach. Zwiedzanie natomiast warto rozpocząć od Old Dhow Harbour – Starego Portu Dhow, gdzie cumuje kilkadziesiąt tradycyjnych łodzi dau (dhow) o dziobach z napisami w języku arabskim albo suahili. Każda z nich to niezmieniona od setek lat drewniana konstrukcja wyposażona w jeden krótki maszt, na który podczas rejsu wciąga się trójkątny żagiel przywiązany do dużego drzewca. Jeśli wejdziemy na pokład takiej łodzi i zajrzymy do jej ciemnych ładowni, na myśl może nam przyjść niechlubna historia Zanzibaru. Przez długie lata był on jednym z głównych centrów handlu niewolnikami.

 

Poza tym warto zobaczyć XIX-wieczny Dom Cudów (House of Wonders) lub Stary Fort (Ngome Kongwe) o masywnych murach z końca XVII stulecia. Oba te niezmiernie interesujące zabytki znajdują się nieopodal nocnego targu z jedzeniem w Ogrodach Forodhani. Wiele osób raczy się w nich niedrogimi ulicznymi specjałami. W przeciwieństwie do innych afrykańskich rejonów, gdzie złe warunki sanitarne i wznoszący się kurz nie zachęcają do kupowania przekąsek na świeżym powietrzu, tutaj możemy bez obaw nasycić nie tylko oczy, ale też nasze żołądki. Po zmroku sprzedawcy rozstawiają stoły i rozpalają grille, na których szykują szaszłyki z wielkich ryb, krewetek i innych owoców morza. Zapach egzotycznych potraw jest tak intensywny, że roznosi się po całej okolicy i kusi przechodniów.

 

ZANZIBARSKA KARTA DAŃ 

 

Wielbiciele owoców morza na Zanzibarze poczują się jak w kulinarnym raju. Świeżo złowione homary, krewetki, kraby, kałamarnice i ryby podawane są zwykle w korzennych sosach z dodatkiem ryżu kokosowego. Na posiłek możemy wybrać się np. do eleganckiej restauracji o nazwie Tower Top Restaurant położonej w pobliżu Zanzibar Palace Hotelu. Osoby preferujące mniej wyszukane miejsca powinny spróbować potraw na wspomnianych straganach w Ogrodach Forodhani. 

 

Na wyspie trzeba również zwiedzić plantacje przypraw, które rozsławiły ją na cały świat. Po wyjechaniu za Kamienne Miasto mijamy gęste skupiska palm kokosowych. Po goździkach właśnie kokosy są najczęściej uprawiane na Zanzibarze. Mleko kokosowe jest tutaj powszechnie dodawane do wszelkich dań, natomiast z wysuszonego miąższu wytłacza się olej. Na plantacji mamy okazję dotknąć, powąchać i spróbować świeżych przypraw. Podobno jaskrawożółtą kurkumą miejscowe kobiety smarują sobie twarze, żeby były świeże i ładne. Jeśli ktoś zna tylko wysuszone i zapakowane produkty, oglądanie na własne oczy, jak rośnie wanilia, muszkatołowiec, kardamon, pieprz, imbir, cynamonowiec i – oczywiście – goździkowiec korzenny będzie niezapomnianym doświadczeniem.

 

W ZGODZIE Z NATURĄ

 

ZN 07 - Zanzibar Serena Inn Dhow in Sea

Panorama urokliwego Stone Town widziana od strony Oceanu Indyjskiego

© SERENA HOTELS

 

Na Zanzibarze nie ma lwów, słoni, żyraf ani większości dzikich zwierząt, z których słynie kontynentalna Tanzania. Lokalna fauna nie jest jednak uboga. Ogromne bogactwo przyrody kryje się przede wszystkim w wodach Oceanu Indyjskiego. W głębi lądu w regionie Jozani Forest (należącym do Parku Narodowego Jozani Chwaka Bay o powierzchni 50 km²) spotkamy m.in. zagrożoną wyginięciem zanzibarską gerezę rudą, nazywaną w języku suahili kima punju („trującą małpą”) ze względu na wydzielany przez nią silny zapach. Na wyspie żyją także mangusty, koczkodany, galago i liczne gekony. Trzeba mieć bardzo dużo szczęścia (lub pecha), żeby natknąć się na pytona lub mambę czarną. Występujące tu niewielkie antylopy mają płochliwy charakter i prowadzą nocny tryb życia. W okolicy osad ludzkich możemy napotkać sympatyczne małpiatki. Ich zainteresowanie wzbudza wino palmowe (lokalnie pędzony alkohol, nazywany tu pómbe), które fermentuje w zbiornikach zawieszanych na drzewach.

 

Puste i niemal dzikie plaże znajdziemy na pobliskiej Pembie. Jest mniejsza od Zanzibaru (ma ponad 980 km² powierzchni i prawie 450 tys. mieszkańców), ale w jej okolicy panują świetne warunki do nurkowania. Ląd porasta bardziej dziewicza i bujniejsza roślinność. W Rezerwacie Lasu Ngezi (Ngezi Forest Reserve) zachował się ostatni fragment pierwotnego lasu, który kiedyś był charakterystyczny dla tej wyspy. Pemba uchodzi też za centrum tradycyjnej medycyny i czarnej magii, a tutejsza ludność jest trochę mniej otwarta na gości. 

 

Jeśli ktoś ma trochę więcej czasu, powinien odwiedzić również i Mafię – pobliski nieduży archipelag z kilkunastoma koralowymi wysepkami (zajmujący łącznie powierzchnię 435 km² i zamieszkany przez ok. 50 tys. osób). Charakteryzuje się on podobną fauną i florą jak reszta regionu. Osobliwością głównej wyspy jest jezioro zamieszkane przez niewielką populację hipopotamów karłowatych, które najpewniej znalazły na niej schronienie po tym, jak w trakcie powodzi na rzece Rufidżi zostały porwane przez ocean. Ten archipelag leżący z dala od głównych szlaków turystycznych stanowi idealne miejsce dla podróżników szukających bezludnych plaż i dobrych warunków do uprawiania wędkarstwa sportowego lub nurkowania. 

 

W Tanzanii i na Zanzibarze przeżyjemy wspaniałe przygody, dokonamy zaskakujących odkryć i doświadczymy niezapomnianych emocji. Kto choć raz odwiedzi ten urokliwy zakątek Afryki Wschodniej, chce już stale do niego wracać. 

Artykuły wybrane losowo

Cuba libre

 

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl

 

Muzycy w słynnym lokalu „Casa de la Trova” w mieście Santiago de Cuba

casa de la trova dancers santiago

© CUBAN TOURIST BOARD

 

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym są tutaj liczne stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska i rozejrzałem się wokół, nie miałem wątpliwości, gdzie jestem.

 

Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem, przedstawiało ciemnoskórą dziewczynę wysiadającą z pięknego, choć mocno wiekowego i nieco rozpadającego się, niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach z tylnymi lampami. Była to klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe i ogromne, zabierają tyle osób, ile zmieści się w ich wnętrzu. Jeśli załapiemy się na przejazd z miejscowymi, zapłacimy 1 peso kubańskie wymienialne (CUC), czyli prawie 1 euro, i przepłacimy jedynie 100 proc. ceny. Jeśli pojedziemy jako turyści, ta sama trasa będzie nas kosztować od 10 do 20 peso (CUC) w zależności od naszych umiejętności targowania się. Poza tym po ulicach kursują też zabytkowe kabriolety. One również mogą służyć jako taksówki, ale w tym przypadku cena zaczyna się od 35 peso (CUC), gdyż używa się ich głównie do zwiedzania stołecznej Hawany. Oczywiście, można i należy się targować, jednak często popyt przewyższa podaż.

 

Podziwianie stolicy z siedzenia starego amerykańskiego samochodu ma znaczącą przewagę nad wycieczką otwartym autobusem turystycznym, ponieważ mimo swoich rozmiarów wciśnie się on w niemal każdy zaułek, a jego kierowca pokaże nam, co tylko zechcemy, i nierzadko sam podpowie, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich aut jest kosztowne. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, żeby na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy kilometry, a przynajmniej sześć. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, w odpowiedzi otrzymywałem kwoty powyżej 30 tys. peso (CUC). Aby pokonać małe odległości w Hawanie, warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer.

 

MUZYCZNA WYSPA

 

Dokonywanie płatności na Kubie wydaje się dosyć skomplikowane. Oprócz peso kubańskiego wymienialnego (CUC), podstawowego środka płatniczego, używanego szczególnie przez turystów, w obiegu pozostaje też peso kubańskie (CUP), w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Ta druga waluta ma ok. 25 razy mniejszą wartość niż pierwsza. Obcokrajowcy także mogą w niej płacić za towar lub usługi, ale trudno znaleźć kantor, który wymienia euro (dużo lepszy kurs niż za dolary amerykańskie) na peso kubańskie (CUP), a ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym się nimi posłużyć. Bankomaty, jeśli w ogóle udaje się je znaleźć, nie zawsze akceptują europejskie karty płatnicze. W niewielu punktach dokonamy również płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.

 

Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów i uśmiechniętych mieszkańców pozdrawiających mnie przyjaznym Hola! („Cześć!”), powitała mnie też muzyka. Rozbrzmiewa ona właściwie wszędzie: w hotelu, restauracji, kafejce, sali koncertowej, sklepie czy na ulicy. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia kraju i jej wpływ na kulturę wyspy. Oczywiście, dominuje w niej ten charakterystyczny rys, jaki znamy choćby ze ścieżki dźwiękowej kultowego już filmu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r., który spopularyzował muzykę kubańską na świecie. Genialną i zarazem moją ulubioną piosenkę Chan Chan skomponowaną przez Compaya Segundo (1907–2003) słyszałem tutaj w wielu niezwykłych wersjach. Bardzo wysoki poziom prezentują koncerty muzyki klasycznej. Dobrze wykształceni Kubańczycy (szkolnictwo jest bezpłatne) otrzymują w swoim kraju znakomite przygotowanie do rozpoczęcia kariery na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w świetnym koncercie w dawnym kościele (dziś sali koncertowej) przy barokowym klasztorze św. Franciszka z Asyżu (Convento de San Francisco de Asís), obecnie pełniącym funkcję Muzeum Sztuki Sakralnej (Museo de Arte Sacro). Wznosi się on przy pięknym placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), otoczonym zabytkową zabudową i otwartym na Terminal Sierra Maestra (przystań statków wycieczkowych) i Zatokę Hawańską (Bahía de La Habana). Licząca 42 m wieża świątyni to najwyższa konstrukcja z epoki kolonialnej na terenie Starej Hawany (La Habana Vieja). Plac zdobi Fontanna Lwów (Fuente de los Leones) wykonana z białego marmuru.

 

W wielu miejscach w stolicy usłyszymy także musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków, w którym będzie nam dane cieszyć się tego rodzaju utworami, jest Teatr Wielki (Gran Teatro de La Habana), usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznego monumentalnego Kapitolu (Capitolio Nacional de Cuba), wzorowanego na Panteonie w Paryżu, Bazylice św. Piotra w Watykanie i siedzibie Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Po spektaklu bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełno. A jeśli zapragniemy napić się kawy, możemy wstąpić do „Gran Café El Louvre”, utrzymanej w kolonialnym stylu kawiarni przy pobliskim klimatycznym Hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian kubańskiej muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby słynną „Tropicanę” (działającą od 31 grudnia 1939 r.) ze sceną pod gołym niebem, która zaskakuje różnorodnością repertuaru i bogactwem strojów.

 

RUM W ROLI GŁÓWNEJ

 

Z Kubą kojarzy się jeszcze – oczywiście – rum, prawdziwa duma tego kraju. Produkowany jest w wielu destylarniach i występuje w różnych odmianach. Sam smakuje znakomicie, ale stał się również podstawą licznych wyśmienitych koktajli. Barmani wciąż prześcigają się w pomysłach i wymyślają nowe drinki, aby zaskoczyć gości. Niemniej największą popularnością wśród koneserów dobrych trunków cieszą się te najbardziej klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na wyspie. Niektóre z tutejszych klimatycznych knajpek słyną właśnie ze swoich sławnych klientów. W barze i restauracji „Floridita” kolejka chętnych wydaje się nie kończyć. Nikogo to jednak nie zraża, przecież tutaj bywał amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway (1899–1961). Jeśli nie lubimy tłumów, to jego ulubiony koktajl na bazie białego rumu, czyli daiquiri, możemy wypić także w „El Presidente”. Dodatkową atrakcją tego lokalu znajdującego się na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na Malecón, kilkukilometrową promenadę położoną wzdłuż wybrzeża, o które rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej.

 

Jednym z najlepszych drinków z rumem, jakie miałem przyjemność zdegustować, był habana especial sporządzony w Hotelu Habana Riviera. Jego wielki gmach zbudował w latach 50. XX w. w dzielnicy Vedado, nowej części kubańskiej stolicy wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany amerykański gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, dotyczy to zwłaszcza efektownej restauracji czy przylegającego do niej baru. Naprawdę trudno oprzeć się zaproszeniu miejscowego barmana, który raczy gości opowieściami z czasów świetności hotelu i ilustruje je oryginalnymi zdjęciami zapisanymi w pamięci swojego telefonu komórkowego.

 

W Hawanie każdy koktajl to osobna historia. Pewnego razu trafiłem na jedną z wielu tak pięknych, jak zaniedbanych uliczek Starej Hawany, która tętniła swoim południowym rytmem. Życie toczyło się na niej wszędzie, w oknach, na skrzyżowaniach, w małych knajpach. Koło jednej z tych ostatnich, „El Ángel de Tejadillo”, zaczepił mnie z uśmiechem ciemnoskóry mieszkaniec tego kwartału miasta. Zachęcił go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji – Ernesta „Che” Guevary (1928–1967). Zaprowadził mnie do znajdującego się gdzieś zupełnie na uboczu dosyć prostego wnętrza ze stolikiem z maszyną do pisania i sfatygowanym krzesłem. Na ścianie wisiały zdjęcia „Che” Guevary, zapisana kartka i pokaźnych rozmiarów dzwon. Podobno właśnie w tym miejscu zasiadał i pisał swoje teksty. Dźwięk dzwonu oznajmiał wszystkim jego przybycie, miał prowokować agentów CIA, którzy chcieli go zabić. Ku czci Ernesta „Che” Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby: niebieskim, białym i czerwonym.

 

Wyśmienitych koktajli alkoholowych z rumem skosztować można wszędzie – zarówno w najzwyklejszej knajpce na rogu lub zapuszczonym sklepiku, jak i w najlepszym hotelu w mieście czy na luksusowym katamaranie, z którego będziemy podziwiać kubańską stolicę od strony morza. Do klasycznych pozycji w menu należą mojito, piña colada, cubata, ron collins, wspomniane daiquiri bądź habana especial. Na początku tej listy znajduje się połączenie rumu i napoju tuKola, czyli cuba libre, a w tłumaczeniu na polski „wolna Kuba”.

 

RÓŻNE TWARZE STOLICY

 

Hawana to swoista mozaika. Jest tak różnorodna i zaskakująca, że nigdy nie starcza dnia, aby zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorami swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, kawiarenką wabiącą zapachem kawy. Oprócz tego w rejonie La Habana Vieja, wpisanym w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i jego bezpośrednim sąsiedztwie wznoszą się monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważną rolę odgrywało to miasto na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Na pewno należy wspomnieć barokową Katedrę w Hawanie (Catedral de La Habana), dawny Pałac Prezydencki (dziś siedzibę Muzeum Rewolucji – Museo de la Revolución), niegdysiejszą ufortyfikowaną rezydencję hiszpańskich gubernatorów Kuby Castillo de la Real Fuerza i Pałac Kapitanów Generalnych (Palacio de los Capitanes Generales). Poza tym zachowało się tu wiele zabytkowych kościołów i klasztorów.

 

Na nabrzeżu, tuż obok Terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu na Kubie, w dniu 2 maja 2016 r., do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów wprowadzenia embarga przez USA ogromny turystyczny statek pasażerski MV Adonia (należący do amerykańskiej linii Fathom), znajduje się hala targowa. Obok stoisk z typowymi towarami działa w niej największa galeria malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod rozległym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują przeróżne obrazy. Kolorowe płótna, umieszczone nad sobą na wielkich stojakach, tworzą prawdziwy labirynt. Niedaleko stąd w swoje progi zaprasza gości niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie „Cervecería Antiguo Almacén de la Madera y el Tabaco”, gdzie oprócz spróbowania kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 peso kubańskich wymienialnych kupimy płytę CD z muzyką w jego wykonaniu.

 

Przy tej samej alei (Avenida del Puerto) mieści się Muzeum Rumu Havana Club – Museo del Ron Havana Club. W kilkupiętrowej kamienicy zebrano wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem tego trunku, udostępniono multimedialne wystawy przybliżające jego historię i otwarto dobrze zaopatrzony sklep. Niemal naprzeciwko znajduje się spory mural z kolorową podobizną Ernesta „Che” Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym latynoamerykańskim rewolucjonistą. Scenerię Starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies (Kłamstwa na sprzedaż) emitowanego przez stację telewizyjną Showtime. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza w tym kraju od momentu przywrócenia stosunków między USA i Kubą. Ekipę filmową i jej wielkie ciężarówki spotkałem koło Kościoła św. Anioła Stróża (Iglesia del Santo Ángel Custodio). Kręceniu scen piątego sezonu przyglądali się z ogromnym zainteresowaniem liczni Kubańczycy. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.

 

Bogato zdobiona barokowa fasada XVIII-wiecznej Katedry w Hawanie

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

HAWANA W NOWYCH CZASACH

 

Miejscem, które nie sposób ominąć w Hawanie, jest plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Jego centralny punkt stanowi olbrzymi Pomnik José Martíego (Monumento a José Martí), kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX w., a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wspomnienia, gdyby nie znajdował się wśród nich bodaj najczęściej fotografowany przez turystów gmach na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tę szczególną popularność zawdzięcza on ogromnych rozmiarów metaloplastyce przedstawiającej Ernesta „Che” Guevarę. Plaza de la Revolución dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.

 

Po drugiej stronie wejścia do Zatoki Hawańskiej i portu znajdują się dwie hiszpańskie fortece – Castillo del Morro (z XVI–XVII w.) i Fortaleza de San Carlos de la Cabaña (z XVIII stulecia). Od strony Starej Hawany dostać się do nich można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki Zamku Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały, na których stoi ta potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i kubańską stolicę. W pobliżu działa restauracja „Los Doce Apóstoles”. Druga twierdza zbudowana została nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. W dniach 3–7 maja 2016 r. gościła międzynarodowe targi turystyczne pod nazwą FITCuba, coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów, w tym organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe, biura podróży czy usługodawców z różnych dziedzin turystyki Kuby. Była to już 36. edycja tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak zazwyczaj w targach udział wzięli przedstawiciele władz i liczni zwiedzający. Mnie zaskoczyły dwie rzeczy: silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.

 

KRÓLESTWO CYGAR

 

Hawana przyciąga z wielką siłą, ale na wyspie jest wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy na zachodni kraniec Kuby – do prowincji Pinar del Río. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne baniaste palmy, pod którymi rozciągają się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu. Podczas mojego pobytu w maju suszyły się już w naturalnych warunkach. Zanim się je roluje, podlegają procesowi fermentacji trwającemu ok. 45 dni. Dopiero dzięki temu nabywają idealnych właściwości. W ten sposób powstają znane na całym świecie kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby mające rozmaitą jakość i sprzedawane pod różnymi markami. Ich ceny są – oczywiście – również bardzo zróżnicowane.

 

Kolejny przystanek to park linowy w malowniczym rejonie Valle de Viñales, także słynącym z upraw tytoniu i wpisanym w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz. Rozrzucone pojedynczo po dolinie olbrzymie formacje wapienne (mogoty) przybierają niesamowite formy. Między nimi leżą małe wioski i plantacje. Na jednym z takich pagórów rozpoczynamy zjazd na linach. Do pokonania jest kilka odcinków o różnej skali trudności i rozwijanej prędkości. Kaski, w które nas wyposażono, nie odgrywają więc roli jedynie kolorowego dodatku do stroju. Widoki rozpościerające się z tej wysokości są fantastyczne! W jednej z urokliwych dolinek (Valle de Dos Hermanas), pod wielką skałą z ogromnym malowidłem z lat 60. XX w. (miejscowi nazywają je Muralem Prehistorycznym – Mural de la Prehistoria) znajduje się restauracja. Zamawiamy kubańskie specjały, czyli zupę ajiaco i danie ropa vieja („stare ubranie”) – rozdrobnioną wołowinę podawaną z ryżem i warzywami. Raczymy się też pysznymi drinkami, a posiłek umila nam muzyka na żywo. Zespół gra nawet moją ulubioną piosenkę Chan Chan.

 

Mural Prehistoryczny przedstawia etapy ewolucji ludzi i zwierząt

45

© JERZY PAWLETA/JERZYPAWLETA.PL

 

KARAIBSKIE WAKACJE

 

Nie wolno jednak zapomnieć, że Kuba to przecież Karaiby – wspaniałe białe plaże, turkusowa woda, rozłożyste palmy i wszystko to, co kojarzy się z wakacjami. W takie miejsce chce się uciec choćby na chwilę. Warto pojechać do położonego ok. 130 km na wschód od Hawany Varadero, kurortu spełniającego marzenia o wakacyjnym raju. Przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym Plaza América, będącym również centrum kongresowym i wychodzącym wprost na białą plażę, witają nas pracownicy baru i restauracji „The Beatles”. Na placu muzycy grają rockandrollowe przeboje. Nie jest to rzecz zwyczajna na Kubie – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy The Rolling Stones była przez lata zakazana przez władze. Dzięki polepszeniu się stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi do Hawany zawitali w marcu 2016 r. z darmowym koncertem właśnie sami Rolling Stonesi. Występ wieńczył ich latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą kubańscy harleyowcy w czarnych skórzanych ubraniach z wyszytym napisem Latino Americanos Motociclistas Asoc. Cárdenas Cuba. Przy plaży króluje salsa, a na piasku rozłożyli swój sprzęt kitesurferzy. Aż chce się żyć!

 

Jesteśmy gośćmi Meliá Hotels & Resorts, hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli. Meliá Marina Varadero – 5-gwiazdkowy obiekt, w którym zostaliśmy zakwaterowani – znajduje się nad brzegiem morza, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z pobliskich wysepek, a po drodze odwiedzić delfinarium. Obserwowanie tych sympatycznych ssaków to niezwykła przyjemność. Jeszcze więcej radości sprawia zabawa z nimi. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować je podnieść! Nieco dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Małą, porośniętą wysmukłymi palmami wysepkę okala biała plaża i turkusowa woda. Na granicy piaszczystego brzegu i palmowego gaju znajduje się niewielka restauracja. Tutaj możemy się oddać wakacyjnym przyjemnościom – popływać, ponurkować, pograć na plaży, poopalać się czy wreszcie zjeść świeże ryby i owoce morza przyrządzone po karaibsku. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal i słynne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca! („Nigdy!”) – jak zakrzyknęliby radośnie Kubańczycy.

 

Rejs katamaranem u wybrzeży Varadero

66 Catamaran 12x7 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

 

Południowoafrykański smak dobrej nadziei

 

MARIUSZ KAPCZYŃSKI

autor serwisu Vinisfera o winach, podróżach i kulinariach

 

Republika Południowej Afryki (RPA) ma do zaoferowania nie tylko fantastyczne krajobrazy, wspaniałą faunę i florę, niezapomniane safari oraz niezwykły klimat. Miejsce to uwodzi przybyszów także wyjątkowo smaczną kuchnią i świetnymi winami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – zarówno wyrafinowani smakosze, pospolite łakomczuchy, jak i różnorodni birbanci i gastronomiczni utracjusze.

Więcej…

Z wizytą nad Sprewą i Hawelą

JOANNA CZUPRYNA

                                                                                   FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/KLAUS UND DIRK LEHNARTZ

<< Berlin ze swoją wyjątkową historią i unikalnymi zabytkami od lat stanowi magnes dla turystów z całego świata i systematycznie przyciąga ich coraz więcej. Plan na 2015 r., zakładający przekroczenie sprzedaży 20 mln noclegów rocznie, został ku zdziwieniu ekspertów i radości władz miasta osiągnięty już trzy lata temu. Ze wzrastającego zainteresowania niemiecką metropolią korzysta również Poczdam, jej elegancki sąsiad, którego malownicze położenie zwróciło przed wiekami uwagę członków rodziny panującej z dynastii Hohenzollernów. Dzięki pobudowanym przez nich pałacom otoczonym pięknymi ogrodami słusznie zasłużył on sobie na miano „Wersalu Północy”. Sama Brandenburgia, której jest stolicą, zachwyci natomiast entuzjastów turystyki aktywnej. >>

W Berlinie żyje obecnie ponad 3,5 mln ludności. To prawdziwa europejska metropolia i jedno z największych miast na kontynencie. Leży w samym środku kraju związkowego Brandenburgia. Stolicy Republiki Federalnej Niemiec przysługują jednak prawa autonomicznej jednostki administracyjnej. Pobliski Poczdam uchodzi za ważny ośrodek naukowy – działają tu wyższe uczelnie i instytuty badawcze oraz mieszkają studenci.

Więcej…