ROBERT PAWEŁEK 

www.trevelcompass.pl

 

Od pokrytych śniegiem szczytów Kilimandżaro, najwyższej góry Afryki, po idylliczne plaże i rafy koralowe Zanzibaru, ruiny pokryte mchem i fascynujące kultury – wschodnioafrykańska Tanzania kusi całym kalejdoskopem atrakcji. To tutaj rozgrywa się jeden z najbardziej widowiskowych i zarazem dramatycznych spektakli przyrody na ziemi, czyli imponujący przemarsz setek tysięcy dzikich zwierząt w poszukiwaniu pożywienia nazywany Wielką Migracją. Wielu podróżników za punkt honoru stawia sobie upolowanie w kadrze fotograficznym tzw. Wielkiej Piątki Afryki (lwa, słonia, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta). Natomiast odwiedziny na słynnej tanzańskiej wyspie Zanzibar przypominają wizytę w prawdziwym raju.

 

Tanzania znajduje się zaraz pod równikiem. Graniczy z Ugandą i Kenią od północy, z Rwandą, Burundi i Demokratyczną Republiką Konga od zachodu, a z Zambią, Malawi i Mozambikiem od południa. Jej wschodnie wybrzeże oblewa Ocean Indyjski. W rejonie rozciągającego się w zachodniej części kraju widowiskowego Wielkiego Rowu Wschodniego, będącego mozaiką urwistych skarp, wulkanów, jezior i rozległych terenów sawanny, leżą Park Narodowy Serengeti i Obszar Chroniony Ngorongoro należące do najbardziej znanych w Afryce. Na północnym wschodzie wznosi się z kolei jeden z najwyższych samotnych masywów górskich na świecie – Kilimandżaro (5895 m n.p.m.). 

 

Planowanie wyjazdu do Tanzanii to nie lada wyzwanie, ponieważ naprawdę trudno zdecydować, który rejon odwiedzić i co zobaczyć. Zanzibar przyciąga orientalną kulturą, wspaniałymi piaszczystymi plażami i świetnie przygotowanymi ośrodkami wypoczynkowymi. Natomiast największą atrakcją kontynentalnej Tanzanii są rezerwaty i parki narodowe, w których możemy podpatrywać dziką afrykańską faunę. W przypadku safari warto wziąć pod uwagę okresy migracji zwierząt. Poza tym trzeba wiedzieć, że na obserwację najlepiej udać się wczesnym świtem lub przed zachodem słońca. W środku dnia drapieżniki odpoczywają, więc najprawdopodobniej spotkamy wówczas jedynie zebry i antylopy, ewentualnie małpy. 

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

 

migracja 7

Wielka Migracja, niesamowity spektakl natury

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

W Tanzanii do wyboru mamy różne formy przyrodniczych wypraw. Można zdecydować się na pieszą wycieczkę po rezerwacie w towarzystwie grupy Masajów, typowe safari samochodowe w parku narodowym, a nawet lot balonem. Ta ostatnia propozycja należy do dość drogich (ok. 500 dolarów amerykańskich za osobę), ale zapewnia ekscytujące wrażenia. Startuje się o wschodzie słońca, więc kiedy kosz wzniesie się na odpowiednią wysokość, jest już widno. W dole widać przemieszczające się stada zwierząt, wokół roztaczają się piękne widoki. Na koniec pasażerów czeka wykwintne śniadanie z szampanem pośród sawanny. 

 

W Parku Narodowym Serengeti brak oznak cywilizacji, czas wydaje się stać w miejscu, a telefony komórkowe tracą zasięg. Jeśli mamy szczęście, zauważymy lwa siedzącego majestatycznie na skale, który obserwuje wdzięcznie stąpające żyrafy. Możemy przyjrzeć się krokodylom wygrzewającym się nad brzegiem rzeki lub setkom antylop, zebr, gazeli, bawołów i ptaków. Rano da się natknąć na gepardy przechadzające się dumnie po sawannie lub baraszkujące z młodymi. Park Narodowy Serengeti znajduje się w północno-zachodniej Tanzanii i zajmuje powierzchnię niemal 15 tys. km2 (to więcej niż województwo śląskie). Po drugiej stronie granicy, na terytorium Kenii leży Rezerwat Narodowy Masai Mara. To właśnie tutaj każdego roku, w czerwcu i lipcu, odbywa się wielka migracja zebr, gnu pręgowanych i innych antylop, które w wielkich stadach liczących prawie 2 mln osobników przemieszczają się z południa na północ i zachód. Po drodze pokonują liczne przeszkody, np. rzekę Mara. Podczas jej przekraczania wiele zwierząt ginie, m.in. staje się ofiarami krokodyli nilowych. Za maszerującymi stadami podążają także inne wygłodniałe drapieżniki.

 

Odkąd utworzono Park Narodowy Serengeti, Masajowie nie wypasają już tu swojego bydła. Musieli się przenieść w inne miejsca, ale ich wioski można spotkać np. między kraterem Ngorongoro a oficjalną bramą parkową. Część z nich w ramach opłacanych wizyt przyjmuje turystów, dla których jest to jedyna okazja, żeby zobaczyć masajskie tańce i słynne skoki smukłych wojowników (adumu), zrobić zdjęcia mieszkańcom osady i zajrzeć do chat ulepionych z gliny wymieszanej z krowimi odchodami.

 

To, gdzie zatrzymamy się na nocleg podczas safari, zależy od naszych upodobań i zasobności portfela. Jeśli dysponujemy skromniejszymi funduszami, skorzystajmy z namiotów na kempingach. Pobyt na otwartym terenie na sawannie po zmroku dostarczy nam wielu wrażeń. Nie zdziwmy się, kiedy w nocy usłyszymy w pobliżu drapanie i dochodzące z oddali odgłosy. Kempingi bywają zwykle nieogrodzone i pod obozowiska podchodzą dzikie zwierzęta. Możemy też wybrać luksusową wersję namiotów usytuowanych w ośrodkach typu game resorts. W tym przypadku również będziemy obcować z naturą, ale kompleksy są dobrze strzeżone, a kwatery wyposażono w eleganckie meble i inne akcesoria. Do dyspozycji gości pozostaje obsługa serwująca także drinki i wykwintne posiłki. Jeśli zaś obawiamy się bliskiego kontaktu z dzikimi zwierzętami, mamy do wyboru jeszcze otoczone zielenią ośrodki, w których przedstawicieli afrykańskiej fauny możemy obserwować z bezpiecznej odległości.

 

AFRYKAŃSKA ARKA NOEGO

 

skoki 2

Masajowie skaczący podczas tradycyjnego rytualnego tańca adumu

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

W Obszarze Chronionym Ngorongoro (Ngorongoro Conservation Area), położonym obok Parku Narodowego Serengeti,znajduje się słynny krater Ngorongoro. Wizyta w jego wnętrzu jest obowiązkowym punktem każdego safari organizowanego w północnej Tanzanii. Droga z krawędzi prowadzi w dół na szeroką, jasną równinę. Jeśli uda nam się znaleźć ciche miejsce, łatwo będziemy mogli wyobrazić sobie pierwotną Afrykę. Tutaj też znajduje się wąwóz zwany Olduvai (Oldupai), uznawany za kolebkę ludzkości, ponieważ odkryto w nim szczątki Homo habilis (przodka Homo sapiens) sprzed ok. 1,9 mln lat. Obszar Chroniony Ngorongoro wpisano w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Sam krater można porównać do arki Noego, a to ze względu na ogromną różnorodność występujących tu zwierząt. Przed udaniem się w dół turyści zwykle nocują na kempingu lub w komfortowych lodżach, z których rozciąga się wspaniały widok na okolicę. Trzeba jednak pamiętać, że krawędź krateru znajduje się na dość dużej wysokości (ponad 2 tys. m. n.p.m.) i w nocy robi się zimno, dlatego należy zabrać ze sobą ciepłe ubrania. Warto poświęcić przynajmniej jeden pełny dzień na zwiedzanie Ngorongoro. Sam zjazd do jego wnętrza (jedną z dwóch dostępnych dróg) jest już fascynujący. W środku leży słone jezioro Magadi (Makat), przy którym zbierają się liczne stada flamingów, oraz kilka obszarów podmokłych i małych zbiorników wodnych. Mokradła Mandusi i źródła Ngoitokitok, prawie zawsze wypełnione wodą, zamieszkują hipopotamy. To odpowiednie okolice do robienia tym olbrzymim ssakom zdjęć z bliższej odległości. Znajdują się tu również miejsca piknikowe i toalety dla turystów. 

 

Dno krateru pokrywa głównie sawanna. Ngorongoro zamieszkują gnu pręgowane, zebry, gazelki masajskie, gazelopki sawannowe, bawoły, sasebi masajskie, elandy i wiele innych roślinożerców. W ich pobliżu krążą hieny cętkowane. Żyrafy i impale z niewyjaśnionych przyczyn nie schodzą do wnętrza krateru. Można natomiast spotkać tu słonie, których populacja liczy ok. 30 osobników. Co ciekawe, są to same samce. Samice i młode unikają tych okolic. Lwy, podobnie jak te na równinie Serengeti, przyzwyczaiły się do obecności ludzi w samochodach, więc nie kryją się przed nimi. Często przydaje się jednak lornetka lub dobry teleobiektyw, żeby móc się im przypatrzeć. Wyjątkowymi mieszkańcami krateru Ngorongoro są zagrożone wyginięciem nosorożce czarne (obecnie żyje tutaj 26 sztuk). 

 

SŁONIE I SZYMPANSY

 

W Tanzanii oprócz położonych na północy i najbardziej znanych Parku Narodowego Serengeti, Parku Narodowego Tarangire, Parku Narodowego Jeziora Manyara czy Parku Narodowego Kilimandżaro oraz Obszaru Chronionego Ngorongoro znajduje się też wiele innych interesujących regionów. Te rzadziej odwiedzane takie jak Park Narodowy Mikumi, Selous Game Reserve, Park Narodowy Ruaha leżą w centrum i na południu kraju. Najłatwiej jest dostać się do północnych parków położonych bliżej Kenii. Bazę wypadową stanowi miasto Arusza, do którego można dojechać autobusem albo dolecieć samolotem z Dar es Salaam i kenijskiej stolicy Nairobi (międzynarodowe lotnisko znajduje się u stóp Kilimandżaro). Na południe Tanzanii dotrzemy drogą lądową z Dar es Salaam. Tu bazą wypadową jest miasto Iringa. W porośniętym wielkimi baobabami, pierwszym pod względem wielkości tanzańskim parku narodowym (o powierzchni ponad 20 tys. km²) – Ruaha zobaczymy m.in. duże stada słoni (żyje ich tu ok. 16 tys.!). Niezapomnianych wrażeń dostarcza obserwowanie tych wielkich ssaków, kiedy kroczą majestatycznie wzdłuż pięknej rzeki Great Ruaha o wschodzie lub zachodzie słońca. Natomiast w parkach położonych w zachodniej części kraju popularnością cieszy się śledzenie szympansów. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż wymaga wspinania się po stromych, błotnistych ścieżkach i przedzierania się przez gęstą roślinność. Jednak w mgnieniu oka zapominamy o trudzie wspinaczki, kiedy uda nam się spotkać te ciekawe człekokształtne małpy. Jednymi z najlepszych miejsc do tropienia szympansów są Park Narodowy Gór Mahale i Park Narodowy Strumienia Gombe. Ten drugi leży na brzegu jeziora Tanganika.

 

DACH AFRYKI I DROGIE KAMIENIE

 

Przy planowaniu podróży do Tanzanii trudno oprzeć się pokusie wspinaczki na najwyższą górę Afryki. Kilimandżaro uchodzi za symbol Afryki Wschodniej. Z najwyższego szczytu masywu (Uhuru) można podziwiać widok na otaczające go równiny. Zdobycie góry jest stosunkowo proste dla wspinaczy, którzy wyposażeni są w dobre buty, dodatkowe ubranie i czekan. Muszą jednak przeznaczyć na tę wyprawę co najmniej 5–6 dni (wraz z zejściem). Zawsze wchodzi się z przewodnikiem, którego należy wcześniej wynająć. Wspinaczka na Kilimandżaro jest podróżą przez różne strefy klimatyczne: subtropikalny górski las, wrzosowiska, skalne pola i wreszcie okolicę pokrytego śniegiem wierzchołka. Ten fakt trzeba uwzględnić przy planowaniu wejścia i odpowiednio rozłożyć siły na stopniową aklimatyzację. Jeśli jednak nie zdecydujemy się na zdobywanie majestatycznego szczytu, możemy inaczej spędzić czas w rejonie masywu. Warto wybrać się na letnie wędrówki po bujnych wiecznie zielonych lasach w niższych partiach Kilimandżaro lub udać się na jeden z wielu punktów z widokiem na ten tzw. Dach Afryki. 

 

Według legendy na początku lat 60. XX w. pewien masajski pasterz imieniem Ali przemierzał wzgórza Mererani (Merelani) w regionie Manyara bezpośrednio po pożarze buszu. Na zwęglonej ziemi dostrzegł niespodziewanie błękitne kryształy. Pozbierał je i udał się z nimi do pobliskiej Aruszy. Tak ponoć zaczęła się kariera niezwykłego minerału – tanzanitu. Dokumenty historyczne wskazują natomiast, że jego szczęśliwym odkrywcą stał się w 1967 r. Manuel d’Souza, krawiec z Aruszy, który był zarazem zapalonym poszukiwaczem drogocennych kamieni. Swoim znaleziskiem wzbudził zainteresowanie jednej z najsłynniejszych firm jubilerskich na świecie – Tiffany & Co.z Nowego Jorku. W tym samym roku rozpoczęła ona kampanię reklamową i wprowadziła kamień na rynek. Naturalny tanzanit ma kolor niebieskofioletowy i jest mniej więcej tysiąc razy rzadszy od diamentu, a przez to dość drogi. Złoża znajdują się w północno-wschodniej Tanzanii. Na skalę przemysłową wydobywa się go w okolicach Mererani, w rejonie Aruszy i Moshi. Poza tanzanitem w kraju występują diamenty, rubiny, szafiry, rodonity, szmaragdy, ametysty, chryzoprazy, granaty, cyrkony, perydoty czy turmaliny.

 

RAJSKA KRAINA

 

Położone na Oceanie Indyjskim wyspy Zanzibar (Unguja), Pemba i Mafia (tworzące archipelag Zanzibar) są idealne na egzotyczny wypoczynek. Ta pierwsza, największa z nich (ok. 1660 km² powierzchni i 900 tys. mieszkańców), przyciąga najwięcej turystów. Leży mniej więcej 30 km od wybrzeża kontynentalnej Tanzanii i jest świetnym miejscem na złapanie oddechu po emocjonującym safari albo męczącej wspinaczce na Kilimandżaro. Do relaksu zachęcają rozległe plaże z białym, miękkim piaskiem, błękitne laguny i okoliczne wysepki odsłaniające się podczas odpływu. Można tutaj całymi dniami nurkować w krystalicznie czystej wodzie o różnych odcieniach niebieskiego pośród dziewiczych raf koralowych. Oprócz idyllicznych krajobrazów, wspaniałej fauny i flory turyści zachwycają się tutejszą bogatą historią i kulturą. Zapuszczają się w klimatyczne kręte uliczki Stone Town w mieście Zanzibar i kosztują dań miejscowej kuchni o wyrazistym smaku, jaki nadają im lokalne przyprawy. Do tego zawsze można liczyć na uśmiech i życzliwość wyspiarzy. Wiele osób przylatuje do Tanzanii właśnie tylko na tę wyspę. Bezpośredni lot np. z Warszawy trwa jedynie 8 godz., a ponieważ różnica względem czasu polskiego wynosi raptem 2 godz., podróżni nie muszą się aklimatyzować. Na archipelagu występuje nieduże zagrożenie malarią, dlatego warto się zabezpieczyć i przed wyjazdem poprosić lekarza o przepisanie leku profilaktycznego, np. Malarone, Lariam lub Doxycyclinum. 

 

COŚ DLA AKTYWNYCH

 

Na Zanzibar można wybrać się przez okrągły rok, chociaż najsuchszy i najatrakcyjniejszy pogodowo okres trwa od czerwca do października. Panuje tutaj klimat zwrotnikowy ze średnią temperaturą wynoszącą od 27 do 29°C. Największe upały (do 40°C) występują między listopadem a marcem, a temperatura wody dochodzi wtedy do 30°C. Przy planowaniu podróży warto uwzględnić dwie pory deszczowe – pierwszą (łagodniejszą) trwającą od października do grudnia i drugą przypadającą na okres od marca do maja.

 

Główną tutejszą atrakcję stanowi uprawianie sportów wodnych, a idealne warunki do tego zaczynają się w czerwcu, kiedy jest nieco chłodniej (ok. 30°C) i wieje południowo-zachodni monsun zwany w języku suahili kusi. Wzdłuż wybrzeża możemy zobaczyć wtedy mnóstwo kitesurferów i żeglarzy. Zapaleni nurkowie przyjeżdżają tu przez cały rok, chociaż podczas opadów znacznie pogarsza się widoczność pod wodą. Wybierają często okolice wysepki Mnemba, leżącej ok. 3 km od północno-wschodnich wybrzeży Zanzibaru i uchodzącej za najciekawsze miejsce do nurkowania. Wielką atrakcję stanowi obserwowanie żółwi morskich (zielonych) i delfinów. W zależności od sezonu można spotkać także humbaki, manty i rekiny wielorybie. 

 

Ciepły i bajecznie kolorowy Ocean Indyjski kusi, ale podczas kąpieli musimy uważać na jadowite stworzenia i silne prądy przy brzegach pojawiające się głównie w trakcie nowiu i pełni. Na rafie, w miejscach, gdzie nie ma piasku, napotkamy również kłujące jeżowce. Niestety, nie działają tu prawie żadne służby ratownicze, więc w razie potrzeby pomocy udzielają jedynie rybacy lub okoliczne profesjonalne bazy nurkowe. 

 

Swój raj na ziemi znaleźli na Zanzibarze nie tylko miłośnicy podwodnych przygód, ale także amatorzy wędkarstwa sportowego. Dużą popularnością cieszą się wśród nich jednodniowe polowania na tuńczyki, marliny lub barakudy. Ci, którzy wolą spokojniejszy wypoczynek, mogą wybrać się na przejażdżkę rowerem po malowniczej okolicy albo zagrać w siatkówkę plażową. Warto też odwiedzić sąsiednią wysepkę Changuu (Prison Island) z żółwiami olbrzymimi przywiezionymi specjalnie z Seszeli.

 

WAKACJE DLA KAŻDEGO

 

Na Zanzibarze każdy znajdzie z pewnością coś dla siebie. Osoby lubiące luksusowe warunki mogą zatrzymać się w jednych z najlepszych ośrodków wypoczynkowych w Afryce Wschodniej. Tego typu zanzibarskie hotele oferują swoim gościom wszystko, co sprawia, że pobyt na wyspie będzie niezapomniany: doskonale wyposażone i niezmiernie klimatyczne pokoje lub apartamenty, prywatne plaże z białym piaskiem oblewane ciepłą, czystą wodą o cudownych odcieniach błękitu, aromatyczne i urozmaicone potrawy, przyjazną i uśmiechniętą obsługę. Znajduje się w nich zwykle kilka barów, restauracji, basenów, centrów spa i fitness położonych pośród pięknych ogrodów. Takie kompleksy mają także bogaty program zajęć animacyjnych i wycieczek fakultatywnych. Sporym zainteresowaniem cieszą się kameralne ośrodki typu all inclusive. Przykładowo The Palms Zanzibar oferuje tylko sześć przestronnych, świetnie wyposażonych willi z prywatnym basenem i tarasem z widokiem na Ocean Indyjski, oczywiście, w odpowiednio wysokiej cenie.

 

Szerokie, śnieżnobiałe plaże w północno-wschodniej i południowo-wschodniej części wyspy ciągną się na całej długości wybrzeża. Są znakomicie zagospodarowane, osłonięte palmami i sąsiadują z miejscami do nurkowania. Dosyć blisko brzegu leży też ogromna rafa koralowa. Większość tutejszych hoteli dysponuje własnym zapleczem ze sprzętem do sportów wodnych. W północnej części Zanzibaru rozrzucone przy brzegu skały tworzą przepiękne kameralne zatoczki. W położonych tu malowniczych wioskach Nungwi i Kendwa miejscowych wciąż jest więcej niż turystów. Jednak szybki rozwój infrastruktury hotelowej i gastronomicznej powoli to zmienia. Dyskoteki na plaży przypominają te z innych cieplejszych rejonów świata. Dodatkową atrakcją imprez w Nungwi są przepiękne zachody słońca, z których to miejsce słynie. Jeśli nie zdążyliśmy kupić pamiątek w kontynentalnej części Tanzanii, na wybrzeżu Ungui z pewnością napotkamy grupki Masajów oferujących swój towar.

 

Jeżeli chcemy jednak poznać prawdziwe oblicze Zanzibaru, powinniśmy wybrać południowy i południowo-wschodni jego rejon, słabiej rozwinięty turystycznie, z uroczymi zatoczkami, wysepkami i rafami. W cichszych miejscowościach takich jak Bwejuu lub Jambiani przekonamy się, jak wygląda dzień w wyspiarskiej osadzie. Warto tu wyruszyć na dłuższy spacer i przyjrzeć się codziennemu życiu lokalnej społeczności. Ludzie mieszkający poza miastami zajmują się uprawą roli i rybołówstwem. Na plażach uwagę zwracają charakterystyczne długie łodzie rybackie z bocznymi pływakami (ngalawa), przy których można spotkać pracujących rybaków. Kiedy z nieba leje się żar i jest tak gorąco, że najchętniej nie wychodzilibyśmy z cienia, przy brzegu widać pracujące kobiety. Zbierają algi podczas odpływu. W okolicach Kizimkazi największą atrakcję stanowi pływanie z delfinami butlonosymi. Mieszkańcom wioski obsługa chętnych na tego typu rozrywkę przynosi całkiem spore dochody. 

 

WYJĄTKOWE MIASTO

 

Na wyspie warto odwiedzić też stolicę całego regionu – Zanzibar (Zanzibar City lub Zanzibar Town). Najstarsza i najbardziej fascynująca jego część, czyli Stone Town (Kamienne Miasto), jest pełna niespodzianek. W 2000 r. znalazła się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Łatwo stracić orientację w labiryncie uliczek Kamiennego Miasta – choć mają one swoje nazwy, nikt ich zwykle nie używa. Stone Town jest jednak małe i bezpieczne, a jeśli się w nim zgubimy, to tylko pomoże nam w zwiedzaniu. Mieszkańcy są bardzo życzliwi, więc można prosić o pomoc tyle razy, ile tego potrzebujemy. W końcu i tak trafimy na nabrzeże. Warto pobłądzić między starymi, wysokimi budynkami o pokrytych wapnem i piaskiem, popękanych ścianach, do których doczepiono efektownie rzeźbione balkony, zajrzeć do zakurzonych i pachnących goździkami sklepów z pamiątkami, obserwować, jak mężczyźni ubrani w tradycyjne białe szaty o nazwie kanzu ciągną wózki pełne owoców i warzyw, grają w szachy lub medytują nad sensem życia w cieniu misternie zdobionych drewnianych drzwi. Kobiety z dłońmi udekorowanymi skomplikowanymi wzorami z henny, odziane w buibui (tradycyjny muzułmański czarny strój zakrywający całe ciało), przechadzają się bezszelestnie obok bawiących się dzieci. Tutejsza atmosfera szybko udziela się zwiedzającym. Wycieczkę najlepiej zakończyć kolacją złożoną z krabów i świeżo złowionych ryb podawanych z kokosowym ryżem, którą spożyjemy, siedząc boso na perskich dywanach i poduszkach w jednej z lokalnych restauracji. W oddali, z wież meczetów usłyszymy muezinów wzywających wiernych do modlitwy. W przeciwieństwie do Tanzanii, w której żyją wyznawcy różnych religii, Zanzibar, przez wieki należący do Sułtanatu Omanu, zamieszkują głównie muzułmanie.

 

SPOSÓB NA ZWIEDZANIE

 

STONE TOWN ULICZKI

W Kamiennym Mieście 5 września 1946 r. przyszedł na świat Freddie Mercury

© MARIUSZ KOZAK-ZAGOZDA

 

W Kamiennym Mieście można nocować w luksusowych, odrestaurowanych XIX-wiecznych rezydencjach lub skromnych pensjonatach. Zwiedzanie natomiast warto rozpocząć od Old Dhow Harbour – Starego Portu Dhow, gdzie cumuje kilkadziesiąt tradycyjnych łodzi dau (dhow) o dziobach z napisami w języku arabskim albo suahili. Każda z nich to niezmieniona od setek lat drewniana konstrukcja wyposażona w jeden krótki maszt, na który podczas rejsu wciąga się trójkątny żagiel przywiązany do dużego drzewca. Jeśli wejdziemy na pokład takiej łodzi i zajrzymy do jej ciemnych ładowni, na myśl może nam przyjść niechlubna historia Zanzibaru. Przez długie lata był on jednym z głównych centrów handlu niewolnikami.

 

Poza tym warto zobaczyć XIX-wieczny Dom Cudów (House of Wonders) lub Stary Fort (Ngome Kongwe) o masywnych murach z końca XVII stulecia. Oba te niezmiernie interesujące zabytki znajdują się nieopodal nocnego targu z jedzeniem w Ogrodach Forodhani. Wiele osób raczy się w nich niedrogimi ulicznymi specjałami. W przeciwieństwie do innych afrykańskich rejonów, gdzie złe warunki sanitarne i wznoszący się kurz nie zachęcają do kupowania przekąsek na świeżym powietrzu, tutaj możemy bez obaw nasycić nie tylko oczy, ale też nasze żołądki. Po zmroku sprzedawcy rozstawiają stoły i rozpalają grille, na których szykują szaszłyki z wielkich ryb, krewetek i innych owoców morza. Zapach egzotycznych potraw jest tak intensywny, że roznosi się po całej okolicy i kusi przechodniów.

 

ZANZIBARSKA KARTA DAŃ 

 

Wielbiciele owoców morza na Zanzibarze poczują się jak w kulinarnym raju. Świeżo złowione homary, krewetki, kraby, kałamarnice i ryby podawane są zwykle w korzennych sosach z dodatkiem ryżu kokosowego. Na posiłek możemy wybrać się np. do eleganckiej restauracji o nazwie Tower Top Restaurant położonej w pobliżu Zanzibar Palace Hotelu. Osoby preferujące mniej wyszukane miejsca powinny spróbować potraw na wspomnianych straganach w Ogrodach Forodhani. 

 

Na wyspie trzeba również zwiedzić plantacje przypraw, które rozsławiły ją na cały świat. Po wyjechaniu za Kamienne Miasto mijamy gęste skupiska palm kokosowych. Po goździkach właśnie kokosy są najczęściej uprawiane na Zanzibarze. Mleko kokosowe jest tutaj powszechnie dodawane do wszelkich dań, natomiast z wysuszonego miąższu wytłacza się olej. Na plantacji mamy okazję dotknąć, powąchać i spróbować świeżych przypraw. Podobno jaskrawożółtą kurkumą miejscowe kobiety smarują sobie twarze, żeby były świeże i ładne. Jeśli ktoś zna tylko wysuszone i zapakowane produkty, oglądanie na własne oczy, jak rośnie wanilia, muszkatołowiec, kardamon, pieprz, imbir, cynamonowiec i – oczywiście – goździkowiec korzenny będzie niezapomnianym doświadczeniem.

 

W ZGODZIE Z NATURĄ

 

ZN 07 - Zanzibar Serena Inn Dhow in Sea

Panorama urokliwego Stone Town widziana od strony Oceanu Indyjskiego

© SERENA HOTELS

 

Na Zanzibarze nie ma lwów, słoni, żyraf ani większości dzikich zwierząt, z których słynie kontynentalna Tanzania. Lokalna fauna nie jest jednak uboga. Ogromne bogactwo przyrody kryje się przede wszystkim w wodach Oceanu Indyjskiego. W głębi lądu w regionie Jozani Forest (należącym do Parku Narodowego Jozani Chwaka Bay o powierzchni 50 km²) spotkamy m.in. zagrożoną wyginięciem zanzibarską gerezę rudą, nazywaną w języku suahili kima punju („trującą małpą”) ze względu na wydzielany przez nią silny zapach. Na wyspie żyją także mangusty, koczkodany, galago i liczne gekony. Trzeba mieć bardzo dużo szczęścia (lub pecha), żeby natknąć się na pytona lub mambę czarną. Występujące tu niewielkie antylopy mają płochliwy charakter i prowadzą nocny tryb życia. W okolicy osad ludzkich możemy napotkać sympatyczne małpiatki. Ich zainteresowanie wzbudza wino palmowe (lokalnie pędzony alkohol, nazywany tu pómbe), które fermentuje w zbiornikach zawieszanych na drzewach.

 

Puste i niemal dzikie plaże znajdziemy na pobliskiej Pembie. Jest mniejsza od Zanzibaru (ma ponad 980 km² powierzchni i prawie 450 tys. mieszkańców), ale w jej okolicy panują świetne warunki do nurkowania. Ląd porasta bardziej dziewicza i bujniejsza roślinność. W Rezerwacie Lasu Ngezi (Ngezi Forest Reserve) zachował się ostatni fragment pierwotnego lasu, który kiedyś był charakterystyczny dla tej wyspy. Pemba uchodzi też za centrum tradycyjnej medycyny i czarnej magii, a tutejsza ludność jest trochę mniej otwarta na gości. 

 

Jeśli ktoś ma trochę więcej czasu, powinien odwiedzić również i Mafię – pobliski nieduży archipelag z kilkunastoma koralowymi wysepkami (zajmujący łącznie powierzchnię 435 km² i zamieszkany przez ok. 50 tys. osób). Charakteryzuje się on podobną fauną i florą jak reszta regionu. Osobliwością głównej wyspy jest jezioro zamieszkane przez niewielką populację hipopotamów karłowatych, które najpewniej znalazły na niej schronienie po tym, jak w trakcie powodzi na rzece Rufidżi zostały porwane przez ocean. Ten archipelag leżący z dala od głównych szlaków turystycznych stanowi idealne miejsce dla podróżników szukających bezludnych plaż i dobrych warunków do uprawiania wędkarstwa sportowego lub nurkowania. 

 

W Tanzanii i na Zanzibarze przeżyjemy wspaniałe przygody, dokonamy zaskakujących odkryć i doświadczymy niezapomnianych emocji. Kto choć raz odwiedzi ten urokliwy zakątek Afryki Wschodniej, chce już stale do niego wracać. 

Artykuły wybrane losowo

Wenezuela – wakacje pełne przygód

ANNA JANOWSKA

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

Na południu kraju budzi podziw najwyższy wodospad świata – Salto Ángel. Na północy zachwycają wenezuelskie Malediwy, czyli rajski archipelag Los Roques, oraz karaibska wyspa Margarita. Poza tym znajdziemy tu jeszcze jedną z większych atrakcji atlantyckiego wybrzeża – gigantyczną deltę rzeki Orinoko, krainę Indian Warao. Wenezuela jest wymarzonym miejscem na podróż pełną przygód zakończoną relaksem na karaibskiej plaży w ciepłych promieniach słońca – odwiedzenie tego południowoamerykańskiego państwa może stać się dla każdego wyprawą życia.

Wenezuelskie wyspy przyciągają co roku setki tysięcy turystów. Jedni przyjeżdżają tu, żeby nurkować wśród przepięknych raf koralowych, inni – by godzinami wylegiwać się na piaszczystych plażach. Jednak oprócz błogiego relaksu wśród rajskich krajobrazów Wenezuela oferuje także niezapomniane emocje. Wystarczy wybrać się na odkrywczą wyprawę po kontynentalnej części tego kraju. Wędrówka pośród olbrzymich płaskich szczytów gór stołowych (tepuyes), rejs łodzią przez kręte meandry jednej z wielkich rzek Ameryki Południowej czy połów drapieżnych piranii – to tylko niektóre z czekających na nas tutaj atrakcji.

Więcej…

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ

 

Lombardia, czyli Włochy w miniaturze

Milano-Galleria_00101.jpg

Wspaniała Galleria Vittorio Emanuele II

©EXPLORA/WONDERFULEXPO2015.IT

Maksymilian Dymitr Czornyj

 

Lombardia to góry, doliny i jeziora, tysiące lat historii, wspaniałe zabytki i przepiękne widoki. Stanowi krainę elegancji, wykwintnej kuchni i szyku. Smakuje risottem, pachnie kawą i zachwyca włoskością. Dawniej dość często pomijana przez podróżnych, obecnie staje się jednym z najbardziej rozpoznawalnych regionów w kraju.

Więcej…