MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ekwador jest najmniejszym krajem andyjskim (o powierzchni 256 370 km2), który tworzą cztery regiony – Amazonia, góry (sierra), wybrzeże (costa) i słynne Wyspy Galápagos. Każdy z nich to zupełnie odmienny świat. Dzięki temu Ekwador może się poszczycić ogromną bioróżnorodnością. Nic więc dziwnego, że mówi się o nim jako „Ameryce Południowej w pigułce”. Tylko tutaj możemy poznać cztery zachwycające światy, z których jeden jest piękniejszy od drugiego…

Najsłynniejszym regionem Ekwadoru są bez wątpienia Wyspy Galápagos, nazywane „Zaczarowanymi Wyspami” (Islas Encantadas). Archipelag ten leży ok. 1000 km od kontynentalnego wybrzeża kraju. To prawdziwy raj dla wszystkich miłośników przyrody i nurkowania. Costa znana jest z malowniczych plaż nad Pacyfikiem oraz tzw. Drogi Słońca (Ruta del Sol). Sierra to z kolei Andy i potomkowie Inków, wulkany i historyczne miasta, a Amazonia – zielone szczyty i rozległa dziewicza dżungla. Te cztery światy tworzą z tego stosunkowo małego (jak na Amerykę Południową) kraju jeden z najatrakcyjniejszych kierunków turystycznych na naszym globie.

Wizytę w Ekwadorze zaczyna się zazwyczaj od Quito (San Francisco de Quito), gdzie na międzynarodowym lotnisku im. marszałka Sucre (bohatera walk o wolność Ameryki Południowej) lądują samoloty z Europy. Już od pierwszego wejrzenia widać, że to wyjątkowa metropolia. Jej położenie, nieopodal równika, wśród potężnych andyjskich szczytów, jest niepowtarzalne. Quito rozłożyło się u podnóża czynnego wulkanu Pichincha, na wysokości ok. 2850 m n.p.m. (czterysta metrów wyżej niż nasze Rysy!), co czyni z niego drugą najwyżej położoną stolicę świata (zaraz po La Paz w Boliwii). We wrześniu 1978 r. (razem z naszym Krakowem) zostało pierwszym miastem wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W tym roku nosi zaszczytny tytuł Amerykańskiej Stolicy Kultury 2011. Ze względu na wielkie bogactwo zabytków nazywa się je „Florencją Ameryki”. Jest też obecnie ważnym centrum gospodarczym i naukowym kraju, siedzibą prestiżowych uczelni wyższych. Quito to taki „ekwadorski Kraków”, nic więc dziwnego, że od 2008 r. nosi tytuł Honorowego Miasta Bliźniaczego stolicy Małopolski. Warto też dodać, że stolica Ekwadoru to jedno z większych centrów nauki języka hiszpańskiego na świecie. Działają tutaj liczne szkoły, do których przyjeżdżają tłumnie zagraniczni studenci.

 

QUITO – AMERYKAŃSKA STOLICA KULTURY

Miasto założył 6 grudnia 1534 r. hiszpański konkwistador Sebastián de Belalcázar (lub Benalcázar) w miejscu zniszczonej stolicy Imperium Inków (w języku keczua Tawantin Suyu, Tahuantinsuyo, co oznacza mniej więcej Imperium Czterech Stron Świata i nawiązuje do podziału tego państwa na cztery regiony – suyu). Centrum Historyczne Quito (Centro Histórico de Quito) jest najlepiej zachowanym w całej Ameryce Łacińskiej, co zostało docenione przez UNESCO. Stanowi obecnie olbrzymie skupisko bezcennych zabytków z epoki kolonialnej i republikańskiej. W świątyniach w stylu barokowym i mudéjar (powstał w Hiszpanii z połączenia elementów islamskich i chrześcijańskich) można podziwiać wspaniałe skarby sztuki. To tutaj właśnie powstała tzw. Szkoła z Quito, której dzieła wyróżniają się pomieszaniem zdobień indiańskich i hiszpańskich. W miejscowej XVI-wiecznej Katedrze (Catedral Metropolitana) złożono szczątki bohaterskiego marszałka Sucre (1795–1830), który w 1822 r. pokonał wojska hiszpańskie w bitwie pod wulkanem Pichincha i wyzwolił Ekwador. Z kolei jezuicki Kościół Towarzystwa Jezusowego (Iglesia de la Compañía de Jesús) uchodzi za najlepszy przykład stylu barokowego w całej Ameryce Południowej, za najbardziej zdobną świątynię na kontynencie. Do najstarszych zabytków epoki kolonialnej należy również przepiękny XVI-wieczny Klasztor św. Franciszka (Convento de San Francisco). W zabytkowych dawnych pałacach i szpitalach mieszczą się dzisiaj ważne placówki muzealne, na czele z dużym Muzeum Miasta (Museo de la Ciudad) czy Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej (Museo de Arte Precolombino) w Casa del Alabado. Obecnie Centrum Historyczne ekwadorskiej metropolii żyje w weekend 24 godziny na dobę, ponieważ od stycznia 2011 r. w każdą sobotę organizuje się tutaj interesujące Noce Dziedzictwa (Noches Patrimoniales), podczas których mieszkańcy i turyści mogą podziwiać aż do północy wspaniale podświetlone, niepowtarzalne atrakcje tej „perły w koronie Ekwadoru”. Odbywają się wówczas specjalne wycieczki tematyczne, wystawy sztuki, pokazy folklorystyczne, koncerty, przedstawienia teatralne, tradycyjne zabawy i różne ciekawe fiesty, a restauracje i kawiarnie są otwarte do białego rana.

            W nowej części ponad 2-milionowego Quito warto przespacerować się malowniczą Aleją Konkwistadorów (Avenida de los Conquistadores), przystanąć przed fasadą gmachu Pałacu Legislacyjnego (Palacio Legislativo), pobawić się w słynnej dzielnicy rozrywkowej La Mariscal (Marszałek) czy zajrzeć na miejscowy targ, na którym łatwo o niepowtarzalne indiańskie rękodzieło. Po pamiątki jednak najlepiej wybrać się na wycieczkę do pobliskiego Otavalo, które leży ok. 110 km na północ od stolicy Ekwadoru. To tutaj właśnie mieści się najsłynniejszy w całej Ameryce Południowej, niezmiernie barwny indiański targ.

 

CUENCA

Niemal 450 km na południe od Quito, na wysokości 2350–2550 m n.p.m., znajduje się kolejna „andyjska perła w koronie Ekwadoru” – zabytkowa Cuenca (Santa Ana de los Ríos de Cuenca). Założyli ją w 1557 r. Hiszpanie na ruinach niegdyś potężnego miasta Tomebamby (Tumipampy), centrum administracyjnego północnego regionu Imperium Inków – Chinchay Suyu lub Chinchaysuyo. Obecnie, po przemysłowym Guayaquil nad Pacyfikiem i andyjskim Quito, jest to trzeci pod względem wielkości ośrodek miejski w kraju, w którym żyje ok. 500 tys. osób. W 1999 r. UNESCO wpisało Centrum Historyczne Cuenki (Centro Histórico de Cuenca) na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Dzisiaj to jedna z największych atrakcji turystycznych Ekwadoru. Ostatnio stała się popularnym miejscem na spędzanie „jesieni życia” przez cudzoziemców z Europy i Ameryki Północnej, których przyciąga tutaj przyjazny klimat, spokój, wysoki poziom życia i niskie koszty utrzymania. W styczniu 2011 r. Cuenca, jako ważny ośrodek kulturalny i naukowy, została ogłoszona przez Zgromadzenie Narodowe Ekwadoru (Asamblea Nacional del Ecuador – ekwadorski parlament) „Miastem Uniwersyteckim” (Ciudad Universitaria). Znajduje się tu mnóstwo interesujących placówek muzealnych (choćby muzeum miejskie – Museo de Cuenca w Casa del Curato), pięknych zabytków z XIX w., z tzw. epoki republikańskiej, i starych świątyń, na czele z Katedrą Niepokalanego Poczęcia (Catedral de la Inmaculada Concepción), którą uważa się za jedną z najwspanialszych w Ameryce. Cuenca słynie również z produkcji kapeluszy panamskich. Wszędzie dookoła widać sklepy z nimi. Powstało tutaj nawet ciekawe muzeum-pracownia poświęcone właśnie tym nakryciom głowy – Museo Taller del Sombrero. W tym czarującym, pełnym zabytków mieście można zatrzymać się w licznych komfortowych hotelach butikowych, które powstały w uroczych, historycznych budynkach. Pełno tu także doskonałych, nastrojowych restauracji i kawiarni. Warto sprawdzić samemu, jak niesamowity klimat ma Cuenca nocą…

 

GALÁPAGOS, CZYLI ZACZAROWANE WYSPY

Ten niezwykły archipelag na Pacyfiku, należący od 1832 r. do Ekwadoru, wpisany został w 1978 r. przez UNESCO na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Kilkanaście lat wcześniej (w 1959 r.) rząd ekwadorski stworzył tutaj Park Narodowy Galápagos. Zajmuje on 97 proc. powierzchni wysp. Nigdzie indziej na naszej planecie nie znajdziemy podobnego skupiska przyrodniczych fenomenów. Archipelag ten obejmuje 13 dużych i 6 mniejszych wysp. Znajduje się na wysokości równika, niemal 1000 km na zachód od wybrzeża Ameryki Południowej. Przypadkowo odkrył go w 1535 r. biskup Panamy Tomás de Berlanga podczas swojej podróży do Peru. Zwrócił on wówczas uwagę na żyjące tutaj olbrzymie i nie bojące się ludzi żółwie. Archipelag nazwano więc po łacinie Insulae de los Galopegos (Wyspami Żółwimi). Rozgłos nadał mu w XIX w. Karol Darwin, kiedy badania miejscowej przyrody zainspirowały go do stworzenia teorii ewolucji.

            Od tamtych czasów, na szczęście, ludzka aktywność nie zniszczyła tego niezwykłego miejsca na naszej planecie. Galápagos nadal stanowi niepowtarzalne muzeum przyrodnicze na świeżym powietrzu, w którym żyje wiele endemicznych zwierząt, a gatunki polarne, jak pingwiny, spotykają się z tropikalnymi, np. flamingami. Nic więc dziwnego, że turyści określają ten ekwadorski archipelag mianem „Zaczarowanych Wysp” (Islas Encantadas). Tylko w tym zakątku świata możemy zobaczyć m.in. dożywające ponad stu lat olbrzymie żółwie słoniowe, jaszczurki żywiące się w oceanie, czyli legwany morskie, jedyne na półkuli północnej pingwiny, zwane równikowymi, słynne zięby Darwina czy nielotne kormorany galapagoskie. Nie trzeba się w dodatku specjalnie wysilać, gdyż większość tych zwierząt nie boi się ludzi, pozując w spokoju do niezwykłych zdjęć. Żadnego strachu przed człowiekiem nie odczuwa też niezmiernie bogata fauna morska. Dzięki temu Wyspy Galápagos, mimo iż nie ma tutaj bajecznie kolorowych raf mórz południowych, są bez wątpienia prawdziwym rajem dla miłośników podwodnych przygód. Ogromna różnorodność dużych gatunków ryb, w tym pokaźnych rozmiarów stada głowomłotów pospolitych (bardziej znanych jako rekiny młoty czy ryby młoty) oraz rekinów wielorybich, powoduje, że nurkowanie na tym magicznym archipelagu jest przeżyciem, którego nie da się opisać słowami. A do tego wszystkiego czeka tu na nas także niezapomniany taniec pod wodą z sympatycznymi delfinami… Wizytę na Islas Encantadas śmiało można nazwać podróżą życia. Fascynujące i ufne wobec człowieka zwierzęta, krystalicznie czyste, błękitne wody, dziewicze piaszczyste plaże oraz niepowtarzalne dziedzictwo przyrodnicze – to wszystko przyciąga na ten archipelag podróżników z całego globu. Przebywając na Galápagos przez kilka dni, czujemy się tak, jakbyśmy znaleźli się w innym, lepszym świecie, w którym jesteśmy nierozerwalnie złączeni z naturą.

Z tego niezwykłego regionu Ekwadoru zabieramy ze sobą cudowne wspomnienia i tysiące wspaniałych zdjęć, którymi będziemy się chwalić do końca życia. Nie zdajemy sobie jeszcze tylko sprawy z jednej rzeczy (odkryjemy to dopiero po powrocie do Europy), że w nas samych, nie wiadomo kiedy, zaczęła kiełkować myśl o rychłym powrocie do tego malowniczego kraju, gdzie czekają na nas cztery zupełnie odmienne, zaczarowane światy…

Artykuły wybrane losowo

Jedno oko na Maroko

cd6_5_09.jpg

Oaza blisko Al-Ujun (Laâyoune), największego miasta Sahary Zachodniej

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


MARCIN WROŃSKI


Afryka Północna ze względu na niezwykle ciepły klimat, swoje położenie w bliskim sąsiedztwie Europy, bogactwo wspaniałych zabytków i dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną, mimo ostatnich burzliwych wydarzeń na Bliskim Wschodzie i w państwach Maghrebu, wciąż stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków podróży Polaków. Najczęściej jednak nadal wybieramy się tutaj na wypoczynek do Egiptu i Tunezji, które i tak w wyniku zawirowań politycznych i zagrożenia zamachami terrorystycznymi stały się największymi przegranymi tego roku. W tej części kontynentu afrykańskiego zupełnie niesłusznie dość często omijamy inny przepiękny kraj, posiadający malownicze wybrzeże zarówno nad Morzem Śródziemnym, jak i nad Oceanem Atlantyckim. Pora więc poznać bliżej Maroko – fascynującą krainę z arabskiego snu.


récolte_des_roses_.jpg

Z płatków róży damasceńskiej produkuje się drogocenny olejek

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Na zachód od Egiptu leży region określany przez Arabów jako Maghreb (od al-Maghrib, czyli „zachód”). Nazwą tą obejmuje się współcześnie Tunezję, Libię, Algierię, Mauretanię, sporne terytorium Sahary Zachodniej i właśnie Maroko. Największymi grupami etnicznymi w tym ostatnim 34-milionowym państwie są Arabowie i Berberowie. Ok. 35 km dzieli marokańskie miasto Tanger od hiszpańskiej miejscowości Tarifa, położonej po przeciwnej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Afryka jest więc tylko kilka kroków od Europy.


My, Polacy, przywykliśmy mawiać: ładną mamy jesień tego lata. W tym roku jednak pogoda dopisała i długo mogliśmy cieszyć się słońcem. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i po ciepłych, letnich miesiącach nastały chłodniejsze, jesienno-zimowe. W drodze na lotnisko pomyślałem więc, że to naprawdę wyśmienity moment, aby odwiedzić Maroko.


Lekarstwo na chłody

Klimat tego kraju kształtują Atlantyk i Morze Śródziemne oraz Sahara i łańcuchy górskie, m.in. Atlas Wysoki. Latem na równinach oraz obszarach pustynnych i półpustynnych notuje się nawet 50°C. Zimą na wybrzeżu termometry wskazują mniej więcej 12°C, a w górach pada śnieg. Te ekstremalne wyjątki nie oddają jednak przeciętnych warunków pogodowych w Królestwie Marokańskim. Średnia temperatura roczna wynosi 17–20°C. Gdzieniegdzie poziom słupka rtęci prawie nie zmienia się przez okrągłe 12 miesięcy (np. w przepięknej Essaouirze – As-Sawirze, o której trochę więcej później). Nad oceanem klimat jest łagodniejszy i chłodniejszy w porównaniu z wnętrzem kraju. Pogoda w strefie Morza Śródziemnego przypomina tę z jego przeciwległego hiszpańskiego brzegu. Kto chce się porządnie wygrzać, powinien więc przyjechać latem, a kto nie lubi upałów – wiosną lub jesienią, wszystko zależy od indywidualnych upodobań. Maroko zaprasza nas do siebie przez cały rok.


„Bóg, Ojczyzna, Król”

village_dadai.jpg

Miasteczko Tafraout w Antyatlasie

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Taki właśnie gigantyczny napis, widoczny zarówno w dzień, jak i w nocy, góruje nad Agadirem i uchodzi za jego wizytówkę. Dzięki międzynarodowemu portowi lotniczemu (Agadir-Al Massira), blisko 10 km bardzo szerokich piaszczystych plaż oraz ok. 300 słonecznym dniom w roku to właśnie to miasto uznaje się za najpopularniejszy marokański kurort. Rozbudowana baza noclegowa i bogata oferta wycieczek w te strony czynią z niego najłatwiej chyba dostępne miejsce w Maroku. Osoby planujące podróże samodzielnie również bez problemu zorganizują swój wyjazd do Agadiru nad Oceanem Atlantyckim.


Wspomniany napis może posłużyć do krótkiej charakterystyki tego północnoafrykańskiego państwa. To kraj islamski, ale zamieszkany też przez chrześcijan i żydów. Przedstawiciele różnych religii żyją tu jednak ze sobą w zgodzie. Także muzułmanów nie obowiązują restrykcyjne nakazy. Nie są zmuszeni modlić się pięć razy dziennie – do meczetu udają się ci, którzy odczuwają taką potrzebę. Jeśli ktoś woli pozostać przy swojej pracy czy innych zajęciach, nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Wielu Marokańczyków chwali sobie taką wolność w wypełnianiu praktyk religijnych. Oczywiście, turyści odwiedzający Królestwo Marokańskie powinni respektować obyczaje i przestrzegać zasad dotyczących chociażby ubioru, jednak nie muszą popadać przy tym w zbytnią przesadę.


Maroko jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, a obecnie panuje w nim Muhammad VI (ur. w 1963 r. w Rabacie). Ze względu na napiętą sytuację w tym regionie Afryki warto poruszyć kilka kwestii politycznych. Zasiadający na tronie od 1999 r. marokański król cieszy się powszechnym szacunkiem, stabilności państwa nie zagrażają więc rozruchy czy wojna domowa. W 2011 r., w trakcie antyrządowych demonstracji Marokańczyków, zarządził m.in. podniesienie płacy minimalnej i zaproponował przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Znowelizowana konstytucja osłabiła nieco jego pozycję i wzmocniła uprawnienia premiera oraz parlamentu. Muhammad VI dał się poznać jako reformator, jeszcze zanim wybuchła arabska wiosna (2010–2013). Jego działania miały na celu nie dopuścić do eskalacji protestów – rzadka to postawa wśród władców z tych stron, którzy niepokoje przywykli tłumić siłą. Jako potomek Mahometa (dynastia Alawitów wywodzi się od wnuka proroka – Al-Hasana) posiada uzasadnione religijnie prawo do tronu. Król w nowej konstytucji zrezygnował jednak ze statusu „świętego” i zadowolił się tytułem „nietykalny”. Poza tym zmodernizował kodeks cywilny, znacznie poszerzając prawa kobiet. Marokanki zaczęły zasiadać w parlamencie oraz radzie ministrów, jak również pełnić ważne funkcje publiczne. Jego żona, księżniczka Lalla Salma, to pierwsza w historii kraju małżonka królewska, która została publicznie przedstawiona oraz reprezentuje swego męża na całym świecie jako pierwsza dama. Jest założycielką fundacji wspierającej walkę z rakiem, a także inicjatorką wielu działań w dziedzinie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Poprzedniczki Lalli Salmy musiały się zadowolić rolą matki książąt.


Od brzegu oceanu do górskich szczytów


Wróćmy do Agadiru. To wyjątkowe miejsce, w którym ocean niemalże spotyka się z górami. Rozległa piaszczysta plaża robi na turystach oszałamiające wrażenie. Spotkałem się nawet z opinią, że to mniejsza wersja słynnej brazylijskiej Copacabany z Rio de Janeiro. O tutejszych spektakularnych falach krążą wręcz legendy, a informacje o najlepszych punktach znają tylko wtajemniczeni surferzy. Ocean przypadnie do gustu również amatorom kąpieli. Jego wielokilometrowy brzeg idealnie nadaje się też do spacerów – promenada ciągnie się wzdłuż niemal całej strefy turystycznej Agadiru, gdzie znajdziemy liczne butiki, bazary, restauracje, kawiarnie i kilka klubów. Życie kwitnie tu także i nocą.


Z miasta warto wybrać się na bliższe lub nieco dalsze wycieczki, np. do oddalonych o 3–4 godziny drogi Marrakeszu czy Essaouiry (As-Sawiry). Przedtem dobrze jest jednak poznać malownicze okolice Agadiru. Leży on niemal u stóp Atlasu Wysokiego (najwyższy szczyt Dżabal Tubkal, 4167 m n.p.m.), wchodzącego w skład pasma Atlasu, do którego zalicza się również: Atlas Średni (najwyższy szczyt Dżabal Bu Nasir, 3356 m n.p.m.), Antyatlas (tutaj króluje Dżabal Sirwa, 3304 m n.p.m.), Rif (najwyższy punkt to Dżabal Tidighin, 2456 m n.p.m.), Atlas Tellski (z najwyższym szczytem Tamkut Lalla Chadidża, 2308 m n.p.m.) i Atlas Saharyjski (na czele z Dżabal Chelia, 2328 m n.p.m.). Marokańskie góry są więc naprawdę potężne! Przejażdżka wysoko położonymi, krętymi drogami (mówi się, że mają ponad tysiąc zakrętów), nierzadko bezpośrednio sąsiadującymi z zapierającymi dech w piersiach przełęczami i przepaściami, dostarcza wielu mocnych wrażeń. W jednym z najpiękniejszych zakątków regionu – Rajskiej Dolinie – urzekną nas lasy palmowe i wodospady. Polecam też zatrzymać się w którejś z knajpek przy trasie, gdzie zjemy świeżo pieczony chleb z oliwą i doskonałym, aromatycznym miodem. Ten wyrób z lokalnej pasieki będziemy mogli tu także kupić.

Do ciekawszych miejscowości w tym rejonie należą Tafraoute (Tafrawut), Tiznit czy Taroudant (Tarudant). Mnie najbardziej do gustu przypadła ta ostatnia, zwana również „babcią Marrakeszu”. Przydomek ten zawdzięcza przepięknym, otoczonym palmami murom obronnym przywodzącym na myśl to położone w południowym Maroku miasto. Ze względu na usytuowanie w urodzajnej dolinie rzeki Sus, Tarudant było przedmiotem żywego zainteresowania kolejnych władców. Współcześnie stanowi ważny ośrodek handlowy kraju, choć liczy sobie tylko ok. 75 tys. mieszkańców. Na jednym z dwóch tutejszych arabskich targowisk (suków) zaopatrzymy się w owoce, warzywa, przyprawy, ubrania, biżuterię, dywany, pamiątki czy „płynne złoto Maroka” – olej arganowy. Miasto spodoba się szczególnie tym, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie zwykłych Marokańczyków, a nie jego wyobrażenie przygotowane specjalnie pod turystów. Przed zrobieniem komuś zdjęcia zalecam jednak spytać o zgodę, a w razie odmowy nie próbować fotografowania z ukrycia.


Płynne złoto Maroka

W regionie Agadiru napotkamy tysiące drzew oliwnych i arganowych. To właśnie olej wytłaczany z owoców arganii żelaznej (dokładnie z nasion ukrytych w pestkach), jeden z najdroższych i najbardziej cenionych na świecie, uchodzi za największy skarb Maroka. Posiada on właściwości kosmetyczne oraz lecznicze, wspomaga choćby naturalną odporność organizmu. Wydaje się to niebywałe, ale nigdzie poza tym krajem drzewa tego gatunku nie przyjęły się na tyle dobrze, aby owocować.


Podczas wytwarzania oleju arganowego do celów kosmetologii pestki z owoców arganii żelaznej rozłupuje się, ręcznie miażdży, a z powstałej masy na zimno wyciska się gęsty płyn o złocistym kolorze. Natomiast do użytku spożywczego najpierw się je suszy, praży, a dopiero potem miele i przeznacza do tłoczenia. Produkt finalny w tym drugim przypadku posiada ciemniejszą, lekko brązową barwę. Różni się też nieco zapachem. Aby uzyskać 1 l oleju tradycyjną metodą tłoczenia na zimno, potrzeba mniej więcej 30–35 kg nasion i aż 8 godzin pracy. Dodatkowo zbiory odbywają się w okresie męczących upałów w lipcu, sierpniu i wrześniu. To wszystko wystarczająco już podnosi wartość „płynnego złota Maroka”, a to jeszcze nie koniec. Otóż ten wyjątkowy olej wzmacnia system immunologiczny, obniża poziom cholesterolu we krwi, poprawia krążenie, reguluje ciśnienie, spowalnia procesy starzenia, wspomaga regenerację komórek, łagodzi bóle mięśni i stawów. Jego regularne spożywanie zmniejsza ryzyko zawału serca, miażdżycy czy rozwinięcia się nowotworów oraz chorób Alzheimera i Parkinsona, a także schorzeń dermatologicznych. Stosowany zewnętrznie nawilża i ujędrnia skórę, poprawiając jej elastyczność. Łagodzi również objawy trądziku czy alergii. Wyśmienicie działa poza tym na włosy i paznokcie, a pozytywne rezultaty można dostrzec już po kilku zastosowaniach.


Czymś normalnym w Maroku jest widok chodzących po drzewach arganowych kóz. Owoce i liście arganii żelaznej stanowią prawdziwy przysmak tych zwierząt. Choć cenne pestki wypluwają lub w całości wydalają, to – niestety – zostawiają po sobie tylko gołe gałęzie. Aby zapobiec całkowitemu wyniszczeniu drzew arganowych, w miejsce jednego wyciętego okazu sadzi się dwa nowe. W 1998 r. obszar między Agadirem a Essaouirą (zajmujący ok. 80 proc. regionu Sus-Massa-Dara, tj. ponad 25,5 tys. km²), na którym rosną arganie żelazne, otrzymał status Rezerwatu Biosfery UNESCO.


Wśród czerwonych murów

Musicians_at_Marrakech_Festival_-MNTO_fotoseeker.jpg

Muzycy z miejscowości Tissa i Taounate podczas festiwalu w Marrakeszu

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Z Agadiru i jego malowniczych okolic przenosimy się do Marrakeszu, zwanego też „Czerwonym Miastem” ze względu na rdzawy kolor starych murów. Legenda głosi, że gdy w XII w. wznoszono Meczet Kutubijja, w kraju toczyła się właśnie tak krwawa wojna, że wszystkie zabudowania i drogi przybrały barwę czerwieni. Marokańczycy trochę na wyrost nadają mu także miano tysiącletniego miasta. Tak naprawdę założył je w 1071 r. Jusuf ibn Taszfin (1009–1106) – władca Maroka z dynastii Almorawidów. Marrakesz swoje tysięczne urodziny będzie więc obchodzić dopiero za niemal 60 lat. Ten czwarty co do wielkości ośrodek w państwie (ok. 930 tys. mieszkańców), po Casablance, Rabacie i Fezie, co roku odwiedzają rzesze turystów z całego świata. Jego serce stanowi plac Dżemaa el-Fna (Jemaa el-Fna). Stał się on jednym z symboli miasta od początku jego rozwoju w XI stuleciu. W 1985 r. wpisano go wraz z całym zabytkowym centrum Marrakeszu (medyną) na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Każdego popołudnia i wieczoru odbywa się na nim wielki targ z owocami, usługami noszenia wody oraz wypożyczania lampionów. Wokół straganów gromadzą się berberyjscy kuglarze i opowiadacze historii, bębniarze, muzycy Gnawa, tancerze, zaklinacze węży, połykacze szkła, treserzy zwierząt oraz inni artyści. Występy trwają do późnych godzin nocnych i przyciągają tłumy gapiów. Oferowana jest tu również szeroka gama usług – gastronomicznych, stomatologicznych, medycznych, wróżbiarskich, kaznodziejskich, astrologicznych czy tatuażu henną. Otoczony licznymi restauracjami, sklepami, galeriami, hotelami i budynkami użyteczności publicznej plac stał się popularnym miejscem spotkań, niezmiernie twórczym centrum językowym, muzycznym, artystycznym i literackim. Potrafi oszołomić i zahipnotyzować nawet najbardziej wybrednych podróżników. Jego kosmopolityczny charakter znajduje odbicie w obecnej tutaj mieszaninie języków i dialektów – zarówno z całego Maroka, jak i świata. Niepowtarzalną atmosferę placu Dżemaa el-Fna tworzą muzyka na żywo i unoszące się w powietrzu wspaniałe orientalne zapachy. Można na nim przesiedzieć wiele godzin, wpatrując się w rozgrywające się dookoła sceny. Warto pamiętać o tym, żeby miejscowych artystów wynagrodzić za ich ciekawe występy, to w końcu źródło ich zarobku. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że w 2008 r. przestrzeń kulturowa placu Dżemaa el-Fna znalazła się na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


Po jej opuszczeniu momentalnie gubimy się w niezmiernie wąskich i krętych uliczkach medyny. Taka kontrolowana utrata orientacji sprawi, że nasza wizyta w Marrakeszu z pewnością będzie niezapomniana. Wśród tej niewiarygodnej wręcz plątaniny przejść między przylegającymi do siebie domami napotkamy setki sklepików, warsztatów i knajpek. Nie musimy się obawiać przesadnej nachalności sprzedawców. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani zakupami, wystarczy nasza stanowcza odmowa. Marokańscy handlarze do swoich potencjalnych klientów podchodzą zwykle z należytym szacunkiem. Oczywiście, cena wyjściowa od finalnej może się różnić nawet o kilkaset procent, ale w końcu właśnie na tym polega cały urok targowania się.


Za jedną z głównych marrakeszeńskich atrakcji uważa się wspomniany już XII-wieczny Meczet Kutubijja. Z jego 69-metrowej wieży (minaretu) rozciąga się wspaniały widok na niemal całe miasto. Warto odwiedzić też Meczet Alego ibn Jusufa, najstarszy w Marrakeszu, wzniesiony w I połowie XII stulecia, nazwany tak na cześć marokańskiego władcy z dynastii Almorawidów – Alego ibn Jusufa (1083–1143). Znajduje się przy nim ufundowana w XIV w. medresa – największa szkoła teologiczna w Maghrebie (na ponad 800 uczniów). Cudowna architektura i wystrój tego miejsca robią niesamowite wrażenie. Polecam usiąść przy jednym z filarów na głównym dziedzińcu, poczekać, aż odpłynie fala turystów, i wsłuchać się w szum wody.


Na zainteresowanie zasługuje także Ogród Majorelle (Jardin Majorelle), niewielki, ale przepiękny ogród botaniczny, zaprojektowany w latach 20. XX w. przez francuskiego malarza Jacques’a Majorelle’a (1886–1962). Przekraczając jego progi, nagle z upalnej i gwarnej ulicy trafiamy do wspaniałej zielonej oazy, dającej orzeźwienie nawet w bardzo gorące dni. W jej sercu znajdziemy również małe muzeum, które przybliża swoim gościom kulturę berberyjską.


Miasto dobrej pogody

Po wizycie w pełnym atrakcji Marrakeszu proponuję udać się ok. 180 km na zachód do Essaouiry (As-Sawiry). W tym prześlicznym 80-tysięcznym mieście nad Oceanem Atlantyckim wiele osób zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Tutejsza szeroka plaża zachwyca amatorów kąpieli słonecznych. Średnia temperatura roczna wynosi tu ponad 17°C. Miejscowość jest raczej spokojna, większego ruchu turystycznego powinniśmy spodziewać się w okolicy starej jej części z ogromną liczbą sklepików z interesującymi wyrobami marokańskiego rzemiosła artystycznego. W 2001 r. zabytkową medynę w Essaouirze wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z XVIII-wiecznego fortu Sqala de la Kasbah (Sqala de la Ville) rozpościera się przepiękny widok na Wyspy Purpurowe (Îles Purpuraires). Polecam przespacerować się też po porcie: przyjrzeć się rybakom w pracy i wsłuchać w obijające się o skały fale i śpiew setek krążących nad naszymi głowami mew. Essaouira cieszy się także zasłużoną popularnością wśród miłośników surfingu, kite- i windsurfingu oraz innych sportów wodnych.


To jednak tylko kilka z najciekawszych – według mnie – miejsc w Maroku. Do zwiedzenia w tym fascynującym kraju pozostają jeszcze np. Fez, Casablanca czy jego stolica Rabat. Gdziekolwiek pojedziemy, czekają tutaj na nas niezmiernie urokliwe krajobrazy, wyśmienita kuchnia i mili ludzie. Dzięki temu trudno nie poczuć się naprawdę dobrze na gościnnej marokańskiej ziemi. Opalony słońcem Maghrebu, z uśmiechem na ustach wracam do Warszawy. Na pewno jeszcze zawitam do Maroka, chociażby po to, aby spróbować ujarzmić wspaniałe fale, napić się pysznej miętowej herbaty i poznać bliżej cudowne właściwości oleju arganowego.

Viva España i jej słoneczne plaże!

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

Więcej…

Kolumbia – piękna, kusząca i egzotyczna

SYLWIA JEDLAK

 

<<Polakom ciągle jeszcze Kolumbia kojarzy się dość stereotypowo. Dlatego dużo rzadziej wybierają ją jako kierunek swoich podróży niż inne dalekie kraje. W ten sposób jednak tracą szansę na to, aby przekonać się, jak bardzo błędne są powszechnie powtarzane opinie o tym południowoamerykańskim państwie. Tylko ten, kto odwiedzi pachnącą kawą kolumbijską ziemię, na której rozbrzmiewają rytmy salsy, wznoszą się kolorowe miasta z zabytkami architektury kolonialnej i żyją otwarci, serdeczni ludzie, pozna prawdę. Nie wierzmy więc powtarzanym często stereotypom, nie bójmy się poznać rzeczywistości i z ufnością ruszajmy odkrywać urzekającą Kolumbię! >>

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Więcej…