WIOLETTA KRAWIEC

 

Gdy przekroczyłam bramę szkoły w miejscowości Martha Brae, nie przypuszczałam jeszcze, że przeżyje tu jedne z najwspanialszych chwil podczas mojej podróży na Jamajkę. Kolorowe ściany, słoneczne wnętrza i uśmiechnięte buzie dzieci przypominały bardziej wesołą kolonię letnią niż placówkę oświatową. Z jednej z sal dochodził do nas piękny śpiew. Zajrzałam do niej przez otwarte drzwi. Grupa dzieci ćwiczyła Down by the River, wielki przebój muzyki reggae zespołu Morgan Heritage. Roześmiane dziewczynki w turkusowych mundurkach kołysały się rytmicznie, w pełni oddając się radości śpiewania. Ich buzie promieniały tajemniczym szczęściem. Słuchałam tej lekcji muzyki z zachwytem i przez kilka minut nie tylko widziałam, ale i czułam Jamajkę. Od tej pory Down by the River jest jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze włączam ją sobie w domu, gdy potrzebuję zastrzyku pozytywnej energii. Działa na mnie szybciej niż na wielu słynna jamajska ganja...

 

Jamajka nie jest dużym krajem (10 991 km2 powierzchni), ale oferuje mnóstwo atrakcji. Kto dotrze na tę karaibską wyspę, zacznie postrzegać życie zupełnie inaczej. Lato trwa tu cały rok, słońce zawsze grzeje; piękne, lazurowe morze jest krystalicznie czyste, a powietrze – wonne. Wszędzie otacza nas bujna tropikalna roślinność, zachwyca morze kwiatów. Być może stanowi to jeden z głównych powodów powszechnej radości na Jamajce. W żadnym innym zakątku świata nie widziałam tylu uśmiechniętych twarzy. Na wyspie wszystko jest bajecznie kolorowe. Ubrania, ulice, domy, bary, sklepy i hotele, a nawet stacje paliw mienią się wieloma barwami.

Co przychodzi na myśl przeciętnemu człowiekowi, kiedy myśli o Jamajce? Na pierwszym miejscu znaleźliby się niewątpliwie Bob Marley i reggae, dredy oraz ganja, czyli marihuana (maryśka). I choć ta karaibska wyspa ma jeszcze mnóstwo innych atrakcji, to te najbardziej znane stanowią niewąptliwie nierozerwalną część kultury kraju. Muzyka również odpowiada za wesoły i pozytywny klimat. Praktycznie ze wszystkich tutejszych sklepów, barów i samochodów płynie bez przerwy reggae. Muzyka jest tu jak tlen – Jamajczycy nie mogą bez niej żyć...

 

Bilet do raju

W pierwszej kolejności odkrywamy Montego Bay lub – jak mówią miejscowi – MoBay. Jest to turystyczna stolica wyspy, do której ściągają goście z całego świata, żeby odpocząć w raju, cudownej krainie z białym, jedwabistym piaskiem koralowym, morzem mieniącym się wszystkimi odcieniami błękitu oraz luksusowymi ośrodkami wypoczynkowymi typu all inclusive z uśmiechniętym personelem gotowym spełnić niemal wszystkie zachcianki nawet najbardziej wymagających klientów. Gdy zanurzam się w ciepłej, krystalicznie czystej wodzie, przez głowę przelatuje mi myśl o rodakach, którzy trzęsą się z zimna w grubych kurtkach oraz rękawiczkach na ulicach listopadowej Warszawy. Później udaje mi się dostać na mały statek, który wozi hotelowych gości na objęte ochroną rafy koralowe. Otrzymuję maskę, fajkę i płetwy, więc kilka następnych godzin spędzam na beztroskim ściganiu kolorowych rybek.

Z jednej strony najchętniej wylegiwałabym się na plaży przez cały dzień (któż może się oprzeć rozkoszom karaibskiego raju?!), a z drugiej – jestem żądną przygód podróżniczką, która chciałaby jednak zobaczyć coś więcej na Jamajce. Ostatecznie decyduję się wyruszyć w drogę... Najpierw idę na Hip Strip, czyli główną ulicę spacerową, największą atrakcję Montego Bay, pełną barów, restauracji, hoteli, kasyn i sklepów. Tak się zatraciłam w kolorowym zgiełku, że nie nie zauważyłam nawet, kiedy słońce zaczęło pochylać się ku morzu. Przy równiku o godzinie 6 wieczorem już się ściemnia, dlatego muszę się spieszyć, ponieważ chciałabym koniecznie zobaczyć jeszcze pobliską historyczną plantację.

Choć Jamajczycy są zawsze uśmiechnięci, historia ich kraju wcale nie jest wesoła. Po zdobyciu wyspy kolonizatorzy hiszpańscy, a następnie w XVII w. Brytyjczycy stworzyli tutaj plantacje trzciny cukrowej i przywieźli do pracy niewolników z Afryki. Na terenie swoich włości zbudowali wielkie dwory, z których wiele zachowało się do dzisiaj. W najlepszym stanie znajduje się Greenwood Great House, do niego właśnie prowadzi moja droga. Wkraczając przez ogromną, żelazną bramę, niemal czekam na to, żeby pojawiła się jakaś Isaura czy Leôncio – świat plantacji znam tylko z brazylijskich telenowel... Dla mieszkańców wyspy była to jednak okrutna rzeczywistość aż do 1 sierpnia 1838 r., czyli do całkowitego zniesienia niewolnictwa.

Zostawiamy za sobą MoBay i ruszamy w kierunku Ocho Rios. Po drodze zatrzymujemy się w Falmouth. To senne dzisiaj miasteczko na przełomie XVIII i XIX w. było jednym z najważniejszych portów na Jamajce, z barwnym życiem i ładnymi, zadbanymi domami w stylu georgiańskim. Rozwijało się niesłychanie szybko – system wodociągów powstał tutaj wcześniej niż w Nowym Jorku. Po upadku przemysłu cukrowego skończyły się złote czasy Falmouth. Obecnie ratowaniem jego niepowtarzalnego dziedzictwa architektonicznego zajmuje się specjalna fundacja – Falmouth Heritage Renewal. Jej wolontariusze wyremontowali do tej pory blisko dwadzieścia zabytkowych budynków i cały czas pracują nad renowacją tej kwitnącej niegdyś miejscowości.

 

Peace and Love

Następny postój robimy w pobliskim Nine Mile. Tu znajduje się dom, w którym przyszedł na świat w 1945 r. Bob Marley oraz jego mauzoleum. Do dziś przyjeżdżają tu rzesze pielgrzymów z całego świata. Legendarny król reggae jest bohaterem narodowym Jamajczyków. To on rozsławił na cały świat tę muzykę rodem z Jamajki oraz ruch Rastafari. Wyznawcy tego ostatniego twierdzą, że pochodzą z zaginionego plemienia Izraela, a za Mesjasza uważają Ras Tafari Makkonena (stąd nazwa tej koncepcji religijnej), który objawił się w 1930 r. w postaci nowego cesarza Etiopii Haile Selassie I. W początkowym okresie istnienia ruch głosił wyższość rasy czarnej nad pozostałymi i tym samym przyciągał rzesze wyznawców na Jamajce. Dziś przybrał już znacznie łagodniejszą formę i popularyzuje ideę pokoju i miłości (Peace and Love). Szacuje się, że obecnie na świecie żyje ponad milion rastafarian. Znacznie więcej ludzi przybiera ich charakterystyczny wygląd tylko na skutek mody, ku zgorszeniu prawdziwych wyznawców.

Jednym z głównych symboli ruchu Rastafari są dredy. Na ulicach widać wielu mężczyzn w kolorowych, dzianinowych czapach przypominających turbany, pod które podpinają długie skręcone loki (dreadloki), żeby nie przeszkadzały im w wykonywaniu codziennych czynności. W ten sposób rastafarianie podporządkowują się prawu mojżeszowemu, które głosi, iż włosy są święte i nie wolno ich ścinać. Uznają oni tylko naturalne dredy. W innych dziedzinach życia też wybierają naturalność. Gdy chorują, niechętnie przyjmują leki syntetyczne, wolą kuracje ziołowe.

W Nine Mile spotykam się z miejscowym muzykiem reggae. Dreadloki wiją się wokół jego miłej, uśmiechniętej twarzy jak węże, z tyłu sięgają mu do kolan. Z wielką radością opowiada o muzyce, religii i oczywiście... o marihuanie, która – choć prawo i tu zabrania jej sprzedaży i spożywania – wcale nie jest rzadkością na Jamajce. Rastafarianie uważają palenie ganji za rytuał duchowy, który pomaga im w medytacji. Nazywają ją świętym zielem.  

Przed pożegnaniem muzyk daje mi w prezencie kilka płyt, a z kieszeni wyciąga wizytówkę. Kiedy biorę ją do ręki, wręcz uderza mnie charakterystyczna woń maryśki. Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, on też wybucha śmiechem i pokazuje mi liście konopi skręcone w cygaro. – One dają mi natchnienie, dzięki nim piszę piękniejsze piosenki – mówi wesoło.  

 

Wędrówka wzdłuż wodospadu

Ocho Rios jest drugim co do wielkości turystycznym kurortem na wyspie (zaraz po Montego Bay). Na przecinającej miasto głównej ulicy czasem przyplątuje się jakiś miejscowy, który usiłuje nas zagadywać. Przewodniki ostrzegają przed zaprzyjaźnianiem się z takimi osobnikami – i faktycznie lepiej się do tego zastosować. Ten „element” bardzo zaszkodził dobremu imieniu Jamajki w ostatnich dekadach. Rząd znalazł jednak rozwiązanie – powołał do życia straż chroniącą turystów. Patrole w granatowych mundurach obchodzą ulice w dzień i w nocy lub stoją w pobliżu luksusowych ośrodków wypoczynkowych, pilnując bezpieczeństwa i spokoju gości.

W hotelach i restauracjach na Jamajce pracują głównie miejscowi, państwo wspiera zatrudnienie na szczeblu lokalnym. Są niezmiernie serdeczni, uprzejmi, przyjacielscy i doceniają, gdy przyjezdni nauczą się kilku słów w ich języku. Chociaż wszyscy Jamajczycy mówią po angielsku, to rozmawiają między sobą w patois (czytaj: patua). Jest to język kreolski, który powstał na bazie angielskiego, ma też duże wpływy afrykańskie oraz wiele zapożyczeń z francuskiego, hiszpańskiego, portugalskiego czy hindi.

Niedaleko od miasta czekają na nas ekscytujące atrakcje. Najpierw zwiedzamy Rainforest Adventures na Mistycznej Górze (Mystic Mountain). To rozległy park przygód usytuowany w środku tropikalnego lasu deszczowego, pośród bujnej, soczyście zielonej roślinności. Można tu skorzystać m.in. ze zjazdu kolejką tyrolską w uprzęży po stalowych linach rozpiętych między drzewami (tzw. Canopy Zip Line), przejechać się bobslejami w barwach narodowych Jamajki (czarno-żółto-zielonych) oraz niesamowitym wyciągiem krzesełkowym (Rainforest SkyExplorer), dotykając stopami szczytów ogromnych drzew. Moglibyśmy spędzić tutaj śmiało cały dzień, ale czeka nas kolejna wielka atrakcja – potężny wodospad Dunn’s River Falls. Można się tu wspiąć aż do jego źródła po olbrzymich kamieniach, o ile damy radę przebrnąć przez śliskie progi skalne i lodowatą wodę, która zalewa naszą twarz. Po większych i mniejszych upadkach udaje mi się dotrzeć na samą górę. Przez resztę podróży dumnie obnoszę się z sińcami, które otrzymałam tu na pamiątkę. Pokonanie tego wodospadu rzecznego spadającego z wysokości 300 metrów do Morza Karaibskiego z pewnością pozostanie na długo w mojej pamięci.

 

W pogoni za Usainem Boltem

Słynny jamajski lekkoatleta, sprinter, trzykrotny złoty medalista olimpijski z Pekinu (2008 r.), Usain Bolt urodził się w sierpniu 1986 r. i wychował niedaleko stąd – w regionie Trelawny, w Sherwood, obok Martha Brae. Kierowca minibusa staje przed skromnym domem jednorodzinnym, gdzie wita nas ojciec rekordzisty świata w biegu na 100 i 200 metrów. Opowiada nam z dumą i wielką naturalnością o dzieciństwie syna i o jego drodze do sukcesu. Dowiadujemy się, że Usain chodził do szkoły w pobliskiej miejscowości Martha Brae. Postanawiamy się do niej udać i dowiedzieć czegoś więcej o najsłynniejszym jamajskim lekkoatlecie. W szkole spotykamy nauczycielkę historii, która miała kiedyś pod opieką obecnego rekordzistę świata. Z jej ust słyszymy kolejne interesujące historie z życia sławnego sportowca. 

 

Błękitna Góra, Czarna Rzeka

W miarę oddalania się od wybrzeża Morza Karaibskiego w głąb lądu roślinność staje się coraz bujniejsza, a osady ludzkie – rzadsze. W południowo-wschodniej części wyspy, na północ od stołecznego Kingston, wznoszą się Góry Błękitne (Blue Mountains). Jest to znany obszar uprawy kawy. Znajduje się tu najwyższy szczyt Jamajki – Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.). Z jego wierzchołka rozpościera się urzekająca panorama na prawie całą wyspę, a przy dobrej pogodzie można stąd dostrzec nawet wybrzeża Kuby. Kawa z Gór Błękitnych – Jamaica Blue Mountain – jest uważana przez ekspertów za jedną z najlepszych na świecie. Za kolejny słynny produkt narodowy Jamajki uchodzi rum. Na południowym wybrzeżu, wśród licznych plantacji trzciny cukrowej w dolinie rzeki Czarnej (Black River), leży historyczna wytwórnia Appleton Estate. Jest to najstarsza destylarnia na wyspie, która działa od 1749 r. Dzisiejsza produkcja jest – oczywiście – maszynowa, ale w tutejszym muzeum na wolnym powietrzu możemy zobaczyć stare urządzenia, które w przeszłości służyły do ręcznego wytwarzania trunku. Destylowany w wytwórni Appleton Estate rum uważa się za jeden z najlepszych na świecie, a jeżeli podajemy to w wątpliwość, możemy zweryfikować nasze poglądy podczas degustacji...

Rdzennymi mieszkańcami Jamajki byli kiedyś – przed kolonizacją hiszpańską – Arawakowie i Tainowie. To oni nadali swojej ojczyźnie nazwę Xaymaca, co oznacza „ląd drewna i wody”. Nic w tym dziwnego, bowiem na tym małym skrawku ziemi rosną rozległe lasy deszczowe i płynie ponad sto rzek. Do najdłuższych z nich należy 53-kilometrowa Black River, która słynie z wielu gatunków ptaków oraz krokodyli. Tych ostatnich żyje tutaj ponad czterysta! Wsiadamy do łodzi, żeby poznać bliżej te groźne gady. Mamy szczęście – widzimy z bliska kilka dużych krokodyli, do których udaje się nam podpłynąć niemal na wyciągnięcie ręki.

 

W objęciach nocy

Ostatnie dni spędzamy w Negril, na zachodnim wybrzeżu wyspy. Miejscowość ta zaczęła się rozwijać dopiero w latach 50. ubiegłego stulecia, kiedy odkryli ją hippisi i zaczęli się tu tłumnie osiedlać. Za jeden z obowiązkowych punktów programu w Negril uchodzi podziwianie cudownych zachodów słońca. Jamajczycy uważają je za najpiękniejsze na świecie. Wymarzonym miejscem do ich obserwacji jest zbudowany na wysokim urwisku brzegowym słynny lokal – Rick’s Cafe. Koniecznie należy tu posłuchać dobrego reggae oraz popodziwiać wśród tłumów gości zapierających dech w piersiach skoków wysportowanych i wyluzowanych Jamajczyków z 40-metrowego klifu do wody. Negril słynie także z bujnego życia nocnego, dlatego bez zastanowienia postanowiliśmy wyruszyć w podróż w poszukiwaniu najlepszej dyskoteki. Po serii drinków, odpowiednio wyluzowani, wkraczamy na parkiet, ale nawet najzwinniejsi z nas zostają daleko w tyle za miejscowymi. Godzinami wpatrujemy się w wijące się ciała jamajskich tancerzy, a na ich twarzach odnajdujemy to samo tajemnicze szczęście, które widzieliśmy na buziach śpiewających uczennic z Martha Brae. W pełni oddają się oni radości płynącej z muzyki i tańca.

Ile czasu trzeba spędzić na Jamajce, aby zarazić się tą wszechogarniającą radością i zadowoleniem z życia? My przebywaliśmy na tej cudownej wyspy niewiele ponad tydzień. Jednak wystarczyło to, żeby poczuć przemianę. Wesoły i kolorowy kraj rastafarian działa tak silnie na wszystkie nasze zmysły, że uświadamiamy sobie jeden fakt: to nie my odkryliśmy Jamajkę... To ona porwała nas niczym morska fala i pokazała nam najskrytsze tajemnice słodkiego życia.


 

Artykuły wybrane losowo

Ekwador w cieniu wulkanów

HANNA BORA 

www.sledznas.com

 

<< Ekwador, mający powierzchnię zbliżoną do Polski (niemal 284 tys. km²), to jeden z najmniejszych krajów Ameryki Południowej. Dla wielu turystów wciąż pozostaje ukryty w cieniu większych sąsiadów – Peru i Kolumbii. Dzieje się tak zupełnie niesłusznie. Ekwador zadziwia ogromną różnorodnością krajobrazów. Mieszkańcy często powtarzają, że tylko tutaj można rano obudzić się wśród odgłosów tropikalnego lasu, popołudnie spędzić u stóp ośnieżonych andyjskich szczytów, a wieczorem zrelaksować się przy szumie oceanu. >>

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie na wyprawy quadowe

Chile1.jpg

Rafał Sonik pokonuje trasę chilijskiego odcinka Rajdu Dakar 2015

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


KAJETAN CYGANIK


Quady mają wiele zastosowań. Zawodnicy ścigają się na nich – oczywiście – podczas rajdów, ale zdecydowanie częściej korzystają z tego sprzętu ratownicy górscy, służby medyczne czy leśne. Ze względu na swoją budowę to również doskonałe pojazdy do przemierzania odległych i niedostępnych zakątków ziemi. Rafał Sonik – pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów w 2015 r. – zwiedził w ten sposób bezdroża pięciu kontynentów. 


Po raz pierwszy tegoroczny zwycięzca najpopularniejszego wieloetapowego wyścigu terenowego na świecie wsiadł na czterokołowca na południu Francji, kiedy z powodu flauty nie mógł pływać na desce windsurfingowej. Na wzgórzach nieopodal plaży zobaczył dziwne małe samochody, których nigdy wcześniej nie widział. Zadzwonił do kolegi z Polski i zamówił sobie jeden z pierwszych pojazdów ATV (ang. all-terrain vehicle), jaki trafił do naszego kraju. Zaczęło się od jazdy turystycznej, potem były pierwsze starty w polskich rajdach. Sześć razy zdobył tytuł mistrza Polski. Po udziale w wyścigach we Francji i Hiszpanii oraz namowach motocyklistów Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w 2009 r. Rafał Sonik postanowił spróbować swoich sił w Rajdzie Dakar. Zajął wtedy trzecie miejsce. Ten niewątpliwy sukces stał się dla niego zachętą do kolejnych prób.

Nasz rodak znany jest ze swojej konsekwencji, ambicji i nieustępliwości. Jednocześnie jednak potrafi się powstrzymywać od zgubnej walki na sekundy, ma doskonały zmysł taktyczny i opinię świetnego nawigatora. Te cechy pomogły mu zdobyć cztery Puchary Świata FIM w kategorii quadów, wywalczyć dwa trzecie i jedno drugie miejsce w Rajdzie Dakar, a w 2015 r. odnieść wielkie zwycięstwo w tych legendarnych zawodach. Polak zyskał przydomek SuperSonik, ale mimo to nie przestaje cieszyć się jazdą na czterokołowcu, dlatego wielokrotnie odwiedza podczas treningów liczne tory i rozmaite rejony, aby nie tylko przygotowywać się do nowych wyzwań, ale także czerpać przyjemność z ćwiczenia w zróżnicowanym terenie. Przedstawiamy Państwu 12 najciekawszych według niego miejsc na świecie do uprawiania tego sportu.

Sardynia

Ta włoska wyspa to przede wszystkim świetny region dla miłośników motocykli enduro. Rajd odbywający się na niej co roku w czerwcu jest co prawda przeznaczony również dla kierowców quadów, ale pokonanie przez nich licznych wąskich ścieżek, skalnych półek czy ciasnych przejazdów pomiędzy skałami graniczy z cudem.

               
Na Sardynii przemierzymy jednak czterokołowcem fantastyczne trasy. Wiodą one pomiędzy rozległymi wzgórzami, pośród niskiej roślinności lub ponad skalistym wybrzeżem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór mamy naprawdę duży – od malowniczo położonych łagodnych i szerokich dróg po wymagające technicznie odcinki górskie. Co więcej, na wyspie panuje fantastyczny klimat, a tutejsza kuchnia jest doskonała, więc po całodziennej jeździe czeka na nas nagroda w postaci prawdziwej uczty dla podniebienia. Odwiedzić ten fascynujący region Włoch można przez cały rok, bowiem zawsze prezentuje się równie ciekawie.

Dubaj

Dubaj1.jpg

Pozornie łagodne piękne wydmy w okolicach Dubaju bywają niebezpieczne

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


Zjednoczone Emiraty Arabskie słyną z jednej z najpiękniejszych pustyń świata. W okolicach Dubaju wiatr wyrównuje piaszczyste wydmy niczym ratrak śnieg na stoku. Wystarczy odjechać kilkanaście minut od jakiejkolwiek ludzkiej osady, żeby znaleźć się w miejscach nie noszących śladów obecności człowieka. Emocje, jakie towarzyszą jeździe po takim „sztruksie”, są nieporównywalne z żadnym innym uczuciem.

               
Wydmy w rejonie Dubaju wyglądają na łagodne i zapierają dech w piersiach, ale potrafią być także zdradliwe, zwłaszcza po przejściu rzadkich tu deszczów. Układ piaszczystych wzgórz zupełnie się wówczas zmienia, co utrudnia nawigację i przewidywanie niebezpieczeństw. Potrzeba wielu treningów, aby móc pozwolić sobie na nieco mocniejsze dociśnięcie gazu na pustyni. Nawet po latach doświadczeń warto zachować szczególną ostrożność. Inaczej to, co ma być przyjemnością, może stać się bardzo złym wspomnieniem.

               
Sezon na wyjazdy do Dubaju panuje cały rok. Najlepiej jednak planować sobie treningi o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie tylko dlatego, że w tych godzinach światło maluje najpiękniejsze widoki, ale też po to, aby uniknąć upałów.

Pustynia Błędowska

Nasza największa pustynia (ok. 33 km²) to prawdziwa mekka polskich off-roadowców. W ostatnich latach prowadzi się intensywne odlesianie tego obszaru w celu przywrócenia jego stanu z początku wieku. Ten piękny region oferuje fantastyczne możliwości treningowe. Nie ma w nim wysokich wydm, ale nie brakuje tutaj kopnego piasku, który doskonale uczy reakcji quada w takich warunkach.

               
Pustynię Błędowską wciąż pokrywa wiele sosnowych zagajników. Ich pokonywanie daje sporo frajdy. Jak w każdym pustynnym rejonie, trzeba wykazać się tu jednak dobrą orientacją w terenie. Zdarzają się tacy kierowcy, którzy pozwalają ponieść się emocjom, a potem długo nie mogą znaleźć drogi powrotnej. Trenuję na Pustyni Błędowskiej kilka razy w roku. Zawsze spotykam na niej innych quadowców i motocyklistów, a często zabieram też w te strony swoich uczniów – mówi Rafał Sonik. Jego bazą do wypraw na czterokołowcach jest tradycyjnie punkt widokowy Dąbrówka w Chechle (355 m n.p.m.).

               
Ten region Polski zaprasza do odwiedzin przez okrągłe 12 miesięcy. O każdej porze roku będziemy czerpać niesamowitą radość z przemierzania Pustyni Błędowskiej.

Brazylia

Brazylia.jpg

Trasy na południu Brazylii prowadzą wśród niskiej roślinności

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA



Trasy w południowej części Brazylii charakteryzują się przede wszystkim niską, słabo rozwiniętą roślinnością i czerwoną ziemią, która nadaje krajobrazowi zupełnie wyjątkowy wygląd. Szlaki są tutaj szybkie, ale przez to bywają zgubne. Wystarczy, że nieoczekiwanie wjedziemy pomiędzy splątane korzenie, aby nasz brawurowy wyczyn zakończył się nagłym zatrzymaniem wśród drzew. Jeśli tylko będziemy pamiętać o zachowaniu ostrożności, jazda po polnych drogach tego kraju na pewno przyniesie nam dużo przyjemności.

               
To, co czyni z Brazylii wspaniały cel na emocjonujące wyprawy na quadzie, to jednak nie same trasy, lecz mieszkający w niej fantastyczni ludzie. Brazylijczycy są uśmiechnięci, pomocni, otwarci i przyjaźnie nastawieni wobec turystów. Taka podróż może więc być okazją do nawiązania nowych znajomości. Do tej części Ameryki Południowej najlepiej wybrać się w okresie lata.

Argentyna

Kraj tanga, yerba mate i najlepszej wołowiny na świecie to również raj dla quadowców. Nie bez powodu od 2009 r. właśnie w Argentynie odbywa się znaczna część kolejnych edycji Rajdu Dakar. Za każdym razem wyznaczane przez organizatorów tutejsze trasy zaskakują nawet najbardziej wytrawnych kierowców. Ten fakt świadczy niewątpliwie o ogromnym zróżnicowaniu terenów i nieskończonych możliwościach, jakie stają tu przed miłośnikami off-roadu.

               
W centrum kraju znajdziemy wiele piaszczystych obszarów, ale są one tak nieprzyjazne, że lepiej nie zapuszczać się w te rejony, zwłaszcza w osławione okolice miejscowości Fiambalá koło Tinogasty. Warto natomiast wybrać szlaki na północy kraju i liczne malownicze kaniony. Na zachodzie na śmiałków czekają majestatyczne Andy. Widoki z tego regionu zapadają w pamięć na zawsze, ale jeśli zdecydujemy się go odwiedzić, musimy zabezpieczyć się przed chorobą wysokościową. Najlepszym lekarstwem na jej objawy jest herbata z liści koki (krzewu kokainowego) albo żucie ich podczas jazdy. Podróż do fascynującej Argentyny polecamy zaplanować w czasie europejskich miesięcy zimowych.

Hiszpania

W Hiszpanii znajdziemy mnóstwo różnorodnych tras. Rafał Sonik najlepiej poznał jednak te w pobliżu Malagi. W jej okolicy funkcjonuje wiele torów motocrossowych, na których nasz rodak ćwiczy technikę jazdy przy dużych prędkościach. Oprócz tego trenuje też poza wytyczonymi drogami, na otwartych terenach.

               
Ten region stanowi poligon dla takich fantastycznych motocyklistów, jak choćby Hiszpanie Marc Coma czy Jordi Viladoms, którzy właśnie m.in. tutaj przyjeżdżają przygotowywać się do najważniejszych startów w sezonie. Przed Rajdem Dakar 2016 także Rafał Sonik planuje spędzić w tym rejonie Europy kilka dni. Zamierza ćwiczyć jazdę na odcinkach specjalnych w stylu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (WRC – World Rally Championship). Będą one dominować w 37. już edycji legendarnego wyścigu po raz ósmy z kolei organizowanego w Ameryce Południowej – Argentynie i Boliwii.

               
Do słonecznej Hiszpanii można zawitać o każdej porze roku. Jeśli nie lubimy zbytniego tłoku, powinniśmy zdecydować się raczej na jesień.

Lidzbark Warmiński

W Lidzbarku Warmińskim znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepszych torów motocrossowych w Polsce. Nasz rodak uwielbia odwiedzać to miejsce, bo jak podkreśla, jest ono przesiąknięte off-roadową atmosferą, a ludzie z nim związani są prawdziwymi pasjonatami.

               
Okolice tego miasta położonego w samym sercu Warmii również zachęcają do wycieczek. Jednak należy pamiętać, aby poruszać się tylko po obszarach, na których wolno organizować wyprawy off-roadowe. Rafał Sonik od wielu lat promuje hasło Daj przyQuad! Nie niszcz lasu! i potępia wszelkie naruszenia granic parków narodowych i krajobrazowych. Wymaga od siebie i kolegów odpowiedzialności za środowisko naturalne i dlatego swoim czterokołowcem nie wyjeżdża poza tor w Lidzbarku Warmińskim, a przyrodę podziwia z perspektywy roweru. Najkorzystniejsze warunki panują na Warmii w okresie lata i złotej polskiej jesieni.

USA

Pierwszym mechanikiem, który towarzyszył Rafałowi Sonikowi w Rajdzie Dakar w 2009 r., był amerykański specjalista od quadów – Lenny Duncan. To właśnie on zabrał Polaka na znane sobie szlaki w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Spośród nich nasz rodak najbardziej upodobał sobie rejony Kalifornii, dokąd stara się wracać co jakiś czas.

               
W USA i Kanadzie turystyka quadowa jest zdecydowanie lepiej rozwinięta niż w krajach europejskich. Znajdziemy tu specjalnie przygotowane, kilkudziesięciokilometrowe trasy off-roadowe, pozwalające na legalne poruszanie się po trudno dostępnych obszarach leśnych. To doskonałe rozwiązanie zarówno dla miłośników jazdy poza drogami, jak i turystów i przyrodników. Rafał Sonik zabiega o to, aby wytyczyć podobne szlaki także w Polsce. Do Stanów Zjednoczonych na wyprawy terenowe najlepiej wybrać się latem lub na jesieni.

Chełmno

Chełmno_-_Fot.jpg

Quadowcy ścigający się na torze kompleksu motocrossowego w Chełmnie

©MATEUSZ SZELC



Chełmno uchodzi za drugie obok Torunia najstarsze miasto województwa kujawsko-pomorskiego (oba te grody otrzymały prawa miejskie 28 grudnia 1233 r. – tzw. prawo chełmińskie). Warto odwiedzić nie tylko sam wiekowy ośrodek, ale też lokalny kompleks motocrossowy, który kilka lat temu dzięki inicjatywie naszego rodaka i jego przyjaciół został uratowany przed zamknięciem. Zwycięzca Rajdu Dakar 2015 stawiał tutaj swoje pierwsze kroki, dlatego nie wahał się, aby zainwestować w ten obiekt i stać się jednym z jego współwłaścicieli.

               
Na świetnie wyprofilowanym i dobrze utrzymanym torze regularnie odbywają się imprezy rangi Mistrzostw Polski. Szkolą się na nim młodzi quadowcy i motocykliści. Mamy nadzieję, że za kilka lat godnie zastąpią oni Rafała Sonika w międzynarodowych wyścigach. Obiekt w Chełmnie stanowi idealne miejsce dla początkujących miłośników sportów motocrossowych, którzy chcą zdobyć podstawowe umiejętności, niezbędne do jazdy w terenie. Warto odwiedzić go latem i podczas organizowanych na nim zawodów.

Chile

Amatorom off-roadu Chile kojarzy się przede wszystkim z Atakamą, należącą do najsuchszych pustyń świata. Są na niej rejony, w których od prawie 400 lat nie spadła choćby kropla deszczu. Te warunki czynią ją również jednym z mniej przyjaznych człowiekowi obszarów na ziemi. Jazda po tutejszych bezdrożach może być jednak fantastycznym przeżyciem. Warto odwiedzić w szczególności północną część kraju i okolice portowego miasta Iquique. Potężne piaszczyste wydmy wznoszą się w tym miejscu na wysokość powyżej 2 tys. m n.p.m. i opadają stromo wprost do Pacyfiku.

               
Popularnością cieszą się także rejony miejscowości La Serena, które słyną z winnic. Wiosną zaobserwujemy tu zupełnie nierealne zjawisko. Cały pustynny obszar pokrywa się wówczas różnobarwnym kobiercem kwiatów. Suchy i surowy krajobraz zamienia się w kolorowe pola, od których trudno oderwać wzrok.

               
W północnej części Atakamy dotrzemy z kolei do dużych solnisk (Salar de Atacama), przypominających pustynię solną w Boliwii (Salar de Uyuni), i licznych ciekawych form skalnych w okolicach miasteczka San Pedro de Atacama. Nieco dalej na południe możemy wyjechać quadem na przełęcze sięgające niemal 5 tys. m n.p.m.

               
Ze względu na wspomniany kwiatowy spektakl do Chile najlepiej wybrać się na przełomie sierpnia i września. Zdecydowanie trzeba też zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

Egipt

Ten północnoafrykański kraj, zamieszkany niegdyś przez jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych cywilizacji na ziemi, jest również świetnym celem wyjazdowym dla poszukujących wrażeń quadowców. Naprawdę nie warto spędzać wakacji nad basenem w ciągłym bezruchu, kiedy tuż za granicami egipskich kurortów czeka na nas tyle możliwości aktywnego wypoczynku. W 2014 r. słynny Rajd Faraonów startował z wybrzeża Morza Czerwonego z luksusowego miasteczka turystycznego Al-Dżuna (El Gouna). Podczas niego zawodnicy mieli do pokonania kilkaset kilometrów bardzo ciekawego terenu pustynnego.

               
Na egipską część Sahary najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Da nam to pewność, że wrócimy szczęśliwie do bazy i nie wpadniemy w kłopoty. Szczególnie piękne są tutaj – oczywiście – odcinki piaszczyste. Saharyjskie wydmy mają zupełnie inną budowę niż te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i nawet sam piasek nieco się różni. Ta największa gorąca pustynia na ziemi jest bardzo różnorodna, więc nawet jeśli nie dotrzemy do typowych wydmowych wzniesień, możemy być pewni, że trafimy w niezwykłe miejsca. Odkrywanie tych niesamowitych zakątków Egiptu warto zaplanować na miesiące wiosenne bądź jesienne.

Maroko

Królestwo Marokańskie należy do najpopularniejszych kierunków podróży wśród Europejczyków zafascynowanych czterokołowcami. Trudno się temu zresztą dziwić. Jak już wspomnieliśmy, olbrzymia północnoafrykańska pustynia, jaką jest Sahara, oferuje wyjątkowo różnorodne i fascynujące trasy. Zjeździłem niemal całe Maroko od północy po południe i naprawdę nie brakuje tu miejsc wartych odwiedzenia. Wspaniałe tereny rozciągają się od szczytów Atlasu do skalistego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Na Saharze ujrzymy zarówno krajobrazy przywodzące na myśl powierzchnię Marsa, jak i charakterystyczne dla niej piaszczyste wydmy – opisuje Rafał Sonik.

               
W tym kraju można odwiedzić obszary, na których kręcono kolejne epizody Gwiezdnych wojen czy film Gladiator. Niezwykłym przeżyciem są zawsze wizyty w klimatycznych mniejszych i większych miastach. Jazda na quadzie po marokańskich bezdrożach daje niesamowitą frajdę, ale atmosfera lokalnych targów (suków) dosłownie wciąga każdego przybysza.

               
Wyprawa do Maroka będzie więc z pewnością wspaniałym doświadczeniem i to nie tylko ze względu na świetne warunki do treningów na czterokołowcach, lecz także z uwagi na jedyną w swoim rodzaju okazję do poznania tutejszej kultury i podziwiania fascynujących krajobrazów. Podobnie jak w przypadku Egiptu polecamy odwiedzić to położone w Afryce Północnej królestwo w okresie wiosny albo jesieni. W październiku można kibicować polskim kierowcom podczas widowiskowego Rajdu Maroka i towarzyszyć im w trakcie zmagań, przesuwając się równolegle do kolumny pojazdów.

Turcja w tyglu kultur

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Turcja ma tyle twarzy, ile kultur, religii i ludów mieszało się na jej terytorium. Turystów czeka tu coś więcej niż tylko błogie lenistwo na pięknych plażach. Na obszarze półwyspu Azja Mniejsza już na długo przed narodzeniem Chrystusa rozgrywały się ważne wydarzenia dla dziejów ludzkości. Dziś my sami możemy odbyć wyprawę w czasie do miejsc, o których opowiadają starożytne teksty i piszą z pasją historycy. >>

Poszukiwanie śladów z początków rozwoju chrześcijaństwa i islamu oraz pozostałości po dawnych imperiach stanowi znakomity pomysł na podróż po tym niezmiernie interesującym kraju. Zdecydowanie się na taki właśnie temat przewodni naszej wycieczki do Turcji jest gwarancją udanego urlopu.

W połowie I w. n.e. w Antiochii nad rzeką Orontes (tureckie Asi), gdzie nauczał Paweł z Tarsu, pojawił się apostoł Piotr (zwany Kefasem). Przed przybyciem reszty swoich towarzyszy z Jerozolimy nie unikał kontaktu z tutejszą wspólnotą niedawno nawróconych, ale nie przestrzegających żydowskich zwyczajów chrześcijan.

Więcej…