Artykuły wybrane losowo

Turystyka konna w Polsce i na świecie

JERZY MOSKAŁA


<< W agencjach turystycznych i biurach podróży, tak w naszym kraju, jak i za granicą, coraz częściej znajdziemy nie tylko klasyczne oferty wypoczynkowe, lecz także bardziej wyprofilowane pakiety z zakresu turystyki kulturoznawczej, np. wyprawy winiarskie, czy aktywnej, m.in. wycieczki konne. Te ostatnie zyskują sobie z każdym rokiem więcej zwolenników, również wśród osób nigdy wcześniej nie interesujących się jeździectwem. >>

Więcej…

Magiczna Italia inaczej

MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

<< Włochy są bez wątpienia jednym z najpiękniejszych krajów świata, jednak przyjeżdżający do nich turyści skupiają się przede wszystkim na kilku najbardziej znanych miejscach, które w szczycie sezonu oblegają tłumy. Wenecja, Rzym, Florencja, Cinque Terre czy Wybrzeże Amalfitańskie rokrocznie przeżywają istny najazd gości, a lokalne władze zastanawiają się, co zrobić z ogromną liczbą przyjezdnych. Wprowadzenie dziennych limitów być może okaże się koniecznością. Dlatego Włochy wychodzą z propozycją zwiedzania atrakcji położonych poza głównym szlakiem turystycznym, mniej znanych i zazwyczaj nie uwzględnianych w popularnych przewodnikach ani ofertach biur podróży. >>

Mimo iż pełna magii Italia przyciąga ludzi z różnych zakątków świata od wielu wieków i wydawać by się mogło, iż nie ma już naprawdę nic do ukrycia, ciągle jeszcze pozostaje krainą nie do końca rozpoznaną. Znajduje się w niej mnóstwo zachwycających miejsc, o których zbyt dużo osób nie słyszało. Dlatego zawsze warto odwiedzić ją ponownie.

 

Wśród różnych sposobów na zwiedzanie Włoch można wymienić choćby podróże kulinarne, winne czy coraz popularniejsze wycieczki w stylu slow travel. Poza tym na Półwyspie Apenińskim odpoczniemy także w gorących źródłach i odkryjemy malownicze miasteczka o historii sięgającej średniowiecza. Coś dla siebie znajdą tu też miłośnicy uprawiania sportu i spędzania czasu na świeżym powietrzu.

 

PRZY WŁOSKIM STOLE

Włochy to kuchnia i właśnie ona determinuje styl życia Włochów, którzy potrafią rozmawiać o jedzeniu wiele razy w ciągu dnia. W tym świecie nie ma poranka, południa i wieczora bez porządnego espresso, rozważań o tym, co będzie na obiad, w jakiej knajpce warto spotkać się na aperitivo, gdzie pójść na kolację. Podobnie jak w innych krajach śródziemnomorskich tu również obowiązuje sjesta. W jej czasie miasteczka stają się jakby wymarłe, sklepy i restauracje są pozamykane. Wieczorem, kiedy upał już zelżeje, Włosi siadają przy stole z przyjaciółmi czy rodziną i godzinami rozmawiają przy winie i jedzeniu. To kwintesencja włoskości – jest głośno, wesoło, wszyscy gestykulują. Kolacja stanowi najważniejszy posiłek dnia i składa się z przekąsek, pierwszego i drugiego dania, deseru i kawy lub czegoś na trawienie, np. likieru limoncello bądź mirto albo grappy. Potem rano zwykle nikomu nie chce się jeszcze jeść, więc na śniadanie mieszkańcy Włoch wypijają na ogół tylko kawę, ewentualnie przegryzają do niej cornetto, słodki rogalik z kremem lub bez nadzienia.

Trzeba zaznaczyć, że Włosi cenią kuchnię regionalną, chlubią się nią i chwalą, dlatego tak wiele sklepów oferuje produkty typowe dla danego terytorium. Warto więc wybrać się do tego kraju na wycieczkę kulinarną lub wyprawę enoturystyczną. Liczne szlaki winne w Toskanii, Umbrii, Marche, Piemoncie, Lombardii, Wenecji Euganejskiej (Veneto), Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), Friuli-Wenecji Julijskiej, Abruzji, Ligurii, Emilii-Romanii, Apulii czy wreszcie na Sycylii i Sardynii są znakomicie opisane. Można umówić się na degustację wina, a także oliwy, przyjrzeć się produkcji serów, zwiedzać piwniczki obwieszone suszącymi się szynkami. Każdy region ma swoje charakterystyczne wyroby. Te najlepsze uzyskały oznaczenie DOP (Denominazione di Origine Protetta, czyli Chroniona Nazwa Pochodzenia) lub IGP (Indicazione Geografica Protetta, po polsku Chronione Oznaczenie Geograficzne). Takie produkty powstają według ściśle określonych receptur i w konkretnym miejscu.

Regionem wyróżniającym się pod względem kulinarnym jest Emilia-Romania. Wiele wyrobów kojarzonych na całym świecie z Włochami narodziło się właśnie tutaj. Wśród nich wymienić należy twardy ser parmezan (parmigiano reggiano), szynkę parmeńską (prosciutto di Parma), ocet balsamiczny (aceto balsamico) czy słynne mortadele z Bolonii i Modeny. Spróbować trzeba też z pewnością musującego wina lambrusco, tortellini czy wyjątkowej szynki culatello di Zibello, typowej dla prowincji Parma. Do wszystkiego pasuje piadina (piada), tutejszy rodzaj pieczywa, przypominający cienki placek. To nie przypadek, że w Modenie znajduje się jedna z najlepszych restauracji świata – „Osteria Francescana” Massima Bottury. Funkcję stolicy regionu pełni blisko 400-tysięczna Bolonia, nazywana zresztą grassa („tłusta”), bo jest istną królową smaku. Pod arkadami, które ciągną się tu kilometrami, działają liczne knajpki, salumerie, targi.

 

DŁUGOWIECZNI SARDYŃCZYCY

Błękitne Strefy (Blue Zones) to miejsca, gdzie ludzie żyją najdłużej na świecie. To im poświęcił swoją książkę z 2008 r. The Blue Zones: Lessons for Living Longer From the People Who've Lived the Longest Amerykanin Dan Buettner. Do tych zaledwie pięciu niezwykłych obszarów na naszym globie zalicza się włoska Sardynia. Mieszkańcy wnętrza wyspy – regionu Barbagia – żyją bardzo długo. Co szczególnie zaskakuje, długowieczni są tutejsi mężczyźni.

Sardyńczycy to ludzie niewysocy, mnóstwo czasu spędzają na świeżym powietrzu, w ruchu. Zajmują się m.in. hodowlą owiec. Barbagia jest górzysta, poruszanie się po niej wymaga więc nieco wysiłku. Wyspiarze jedzą prosto i korzystają z produktów, które sami wytwarzają. Każdy pasterz robi sery, ma pod dostatkiem mleka owczego i koziego, a także mięsa, leśnych owoców i ziół. Między pastwiskami rozciągają się winnice, a wino produkuje się choćby na własny użytek. To najsłynniejsze, czerwone nazywa się cannonau.

Na sardyński przepis na długowieczność składają się zatem ruch, świeże powietrze, proste jedzenie i lampka wina dziennie. Do tego należy z pewnością dodać jeszcze kilka rzeczy. Dla Sardyńczyków bardzo ważni są przyjaciele i rodzina, bo czas trzeba spędzać z ludźmi. Wyspa uczy również pokory – rządzi na niej przyroda, to ona karmi, daje i odbiera. Nie bez znaczenia pozostają też brak pośpiechu i ciągłego stresu, tak charakterystycznych dla współczesnej cywilizacji, i solidna dawka słońca.

 

NATURALNA KUCHNIA

Jakiś czas temu na świecie rozpoczęła się moda na zwalnianie. Zaczęło się od ruchu slow food popularyzującego jedzenie potraw przygotowywanych lokalnie, według tradycyjnych przepisów, z naturalnych produktów i składników wytwarzanych w danym regionie. Organizacja o tej właśnie nazwie (Slow Food), dziś o światowym zasięgu, została założona w mieście Bra w Piemoncie w 1986 r. przez krytyka kulinarnego Carla Petriniego. Miała stanowić reakcję na otwarcie kolejnej restauracji sieci McDonald’s w zabytkowej części Rzymu.

Dzięki rozwojowi tej idei w całych Włoszech powstają Mercati della Terra, na których swoje produkty sprzedawać mogą małe firmy zweryfikowane i wybrane przez organizację. Liczy się dobra, zdrowa żywność, bioróżnorodność, lokalność. Obecnie takich miejsc w całym kraju jest 36. Więcej informacji na ich temat znajdziemy na stronie internetowej www.fondazioneslowfood.com.

We Włoszech zakłada się także coraz więcej ekowiosek, gdzie w trakcie kilkumiesięcznego pobytu można nauczyć się np. ekologicznego uprawiania warzyw i owoców. Poza tym działają również Grupy Zakupu Solidarnego (Gruppi di Acquisto Solidale – GAS), które współpracują z lokalnymi ekorolnikami i niewielkimi producentami żywności. Hasło slow spodobało się bardzo i z czasem zaczęło pojawiać się w wielu różnych dziedzinach życia. Dziś istnieją już takie idee jak slow life i slow travel, slow design czy slow garden.

INNE PODRÓŻOWANIE

Można się zastanawiać, czy w dobie szybkich wycieczek, manii fotografowania wszystkich i wszystkiego oraz zaliczania kolejnych atrakcji z listy ruch slow travel ma rację bytu. Termin ten nie oznacza jedynie powolnego podróżowania, ale jego interpretacja często różni się w zależności od kraju i regionu.

                We Włoszech ten sposób odpoczywania i zwiedzania nie jest tylko hasłem reklamowym biur podróży. Włosi rozumieją go jako uważne poznawanie i intensywne odczuwanie. Dla nich czas ma znaczenie podrzędne, liczy się jakość. W podróży nie jest zatem ważne samo odhaczanie kolejnych punktów z długiej listy atrakcji, jej istotę stanowi bycie tu i teraz, przeżywanie chwili, a to oznacza nieraz pójście w drugą stronę niż wszyscy, wyjście poza schemat.

Przykładem wypraw w stylu slow travel mogą być wycieczki dawnymi szlakami pielgrzymkowymi. Znajduje się ich we Włoszech ponad 300. Trasy te zostały zrewitalizowane. Można nimi podróżować przez północne i środkowe regiony kraju, kilka z nich wiedzie również przez południe Italii oraz Sycylię i Sardynię.

Via Francigena to średniowieczny szlak prowadzący z Canterbury w Anglii do Rzymu. Dawniej wędrowali nim pielgrzymi, kupcy czy duchowni. Mijali angielskie pola, francuskie winnice, pokonywali alpejskie przełęcze. Dziś Droga Franków stała się znowu popularna. Wyprawa tym pielgrzymkowym szlakiem to świetna okazja nie tylko do zadumy, ale także spotkania z drugim człowiekiem, przyrodą, historią i kulturą. Można ją rozpocząć w różnych punktach na trasie. Fragmenty Via Francigena są naprawdę nieźle oznakowane, czym zajmują się często lokalne stowarzyszenia, które oferują też pomoc w przejściu danego odcinka. Czasem trzeba przejść wartki strumień czy wspinać się górskim traktem. Przed wyruszeniem w drogę należy zatem odpowiednio się przygotować.

Na Sardynii znajdziemy z kolei Cammino di Santu Jacu. Przez wyspę pielgrzymowali wierni zmierzający do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Galicji w Hiszpanii. Szlak biegnie przez interior, gdzie latem temperatury bywają nie do zniesienia. Ma łącznie ok. 1250 km. Wędrówkę najlepiej rozpocząć w Cagliari, Porto Torres, Olbii, Oristano lub na pobliskich wyspach San Pietro czy Sant’Antioco. Poza tym na Sardynii jest jeszcze jeden interesujący szlak – Cammino 100 Torri (1231 km). Wiedzie on wzdłuż wybrzeża, a główne jego punkty wyznacza 107 wież.

Bardzo dużo na temat slow travel i Via Francigena można dowiedzieć się w czasie Slow Travel Fest, wydarzenia organizowanego od czterech lat w Toskanii. Składa się na nie kilka imprez przygotowywanych w różnych lokalizacjach w czerwcu i wrześniu. Ostatnią edycję poświęcono m.in. rodzinnym wędrówkom Drogą Franków wśród bujnej przyrody i zamków w historycznym rejonie Lunigiana oraz wspinaczce i górskim wyprawom w okolicach Camaiore i Alp Apuańskich. Najważniejsza, trzydniowa część, która zamykała całe wydarzenie, odbyła się w klimatycznych, zabytkowych miejscowościach Abbadia a Isola i Monteriggioni. Slow Travel Fest to najlepsza okazja, aby zapoznać się ze sposobem podróżowania Via Francigena (nie musimy decydować się jedynie na pieszą wycieczkę, możemy wybrać również eksplorację jaskiń, rajd rowerowy czy spokojny rafting na pięknej rzece Elsa). Więcej informacji o tym interesującym festiwalu zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

 

LECZNICZE WODY

Italia usiana jest wulkanami, tak aktywnymi, jak wygasłymi. Nie stanowią one jednak jedynie źródła zagrożenia. Półwysep Apeniński zawdzięcza im swoją urodzajną ziemię, urozmaicone ukształtowanie terenu i liczne wyspy w jego okolicach, a także występowanie wód termalnych. Te ostatnie mają wiele dobroczynnych właściwości, zarówno dla ciała, jak i duszy. We Włoszech znajduje się mnóstwo gorących źródeł. Rozmieszczone są od Lombardii na północy kraju przez Emilię-Romanię, Toskanię i Lacjum aż po Kampanię, Sycylię i Sardynię.

                Wyspa Ischia, położona na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej, nazywana bywa największym naturalnym spa w Europie. Dzięki wygasłemu wulkanowi Epomeo (ok. 790 m n.p.m.) powstało na niej ponad 100 źródeł termalnych o leczniczych właściwościach. Temperatura wody waha się od 28 do 40°C. Tutejsze komfortowe ośrodki spa oferują gorące okłady z błota pochodzenia wulkanicznego z wysoką zawartością soli mineralnych, inhalacje i aerozole. Kto by się nie skusił...

Na Vulcano, jednej z Wysp Liparyjskich (Eolskich) u wybrzeży Sycylii, leży błotne jezioro podgrzewane przez czynny wulkan. Ze względu na dużą zawartość siarki w błocie okłady z niego działają kojąco, a skóra po takiej kuracji staje się jedwabiście gładka i bardziej elastyczna. Zaleca się, aby nie przesiadywać w jeziorze dłużej niż 25 minut. Po takiej kąpieli koniecznie trzeba wziąć prysznic lub choćby opłukać się w morzu. Charakterystyczny zapach siarki dość długo utrzymuje się na skórze, więc im szybciej ją obmyjemy, tym lepiej. Przy korzystaniu z gorących źródeł trzeba też pamiętać o zdjęciu biżuterii przed zanurzeniem się, gdyż może się ona zniszczyć w wyniku reakcji chemicznych zachodzących podczas kontaktu metalu z nasyconą minerałami wodą.

Trzy znakomite termy znajdują się w lombardzkim Bormio, niewielkim, średniowiecznym miasteczku położonym na alpejskim zboczu góry Reit (3075 m n.p.m). To Terme Bagni Vecchi, Terme Bagni Nuovi i Bormio Terme. Bardzo interesująco prezentują się szczególnie te pierwsze. Prócz korzystania z dobroczynnego wpływu tutejszej wody (jej temperatura wynosi ok. 40°C) można w nich podziwiać spektakularny widok na ośnieżone szczyty Dolomitów.

Toskania dzięki wygasłemu wulkanowi Amiata (1738 m n.p.m.), który dominuje w krajobrazie środkowo-południowej części regionu, szczyci się mnóstwem term. W wielu jej miasteczkach zbudowano wokół gorących źródeł wygodną infrastrukturę. Znajdziemy również takie, z których można korzystać zupełnie za darmo.

Termy koło miejscowości Saturnia w gminie Manciano to najbardziej znany tego typu obiekt w Toskanii. Jest wręcz zjawiskowo piękny. Woda o stałej temperaturze 37,5°C wypływa z miejsca zwanego Cascate del Mulino i wypełnia położone niżej baseny trawertynowe z prędkością ok. 500 l/s, co sprawia, że są one zawsze czyste. Z term można korzystać przez okrągły rok, amatorów kąpieli nie brakuje nawet w zimie.

W pobliżu Monticiano w prowincji Siena leżą najmniejsze i prawdopodobnie najrzadziej odwiedzane źródła w regionie – Terme di Petriolo. Woda termalna u ujścia ma ponad 42°C, niżej, w kolejnych basenach, ochładza się do 37°C. Charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością siarki i węgla. Niedaleko przepływa rzeka, do której można wejść, żeby spłukać się i schłodzić.

W Bagno Vignoni, prześlicznej osadzie w gminie San Quirico d’Orcia, zamiast placu znajduje się duży basen z wodą termalną, jednak nie wolno się w nim kąpać. Aby skorzystać z gorących źródeł, należy udać się nieco poniżej miejscowości. U ujścia woda osiąga 52°C. W pobliskiej sadzawce ma ok. 26°C, kąpiel w niej w upalne dni przynosi więc przyjemne uczucie orzeźwienia.

Osada Bagni San Filippo w gminie Castiglione d’Orcia może pochwalić się jednymi z najpiękniejszych term w Toskanii. Są one nieco ukryte w lesie. W najwyższych basenach Fosso Bianco bogata w siarkę, wapń i magnez woda osiąga temperaturę 48°C, w niższych się ochładza. Kąpiele, okłady z błota i inhalacje wspomagają leczenie schorzeń układu oddechowego i nerwowego oraz uszu, chorób zwyrodnieniowych stawów i dermatoz.

Na koniec warto wymienić toskański kompleks Grotta Giusti w mieście Monsummano Terme. Tutejszą jaskinię odkryto dopiero na wiosnę 1849 r., gdy robotnicy wykonujący prace na terenie posiadłości rodziny Giustich znaleźli wejście do podziemnej komory. Nikt wówczas nie przypuszczał, jakie lecznicze właściwości kryje. Gdy jednak jeden z robotników dzięki gorącej parze uwolnił się od wieloletnich bólów stawów, wieść szybko się rozeszła i grotę zaczęto badać. Wkrótce udowodniono, że pobyt w jaskini z podziemnym jeziorem termalnym pomaga w przypadku wielu dolegliwości. Gorąca para sprawia, że ciało staje się cieplejsze, bardziej elastyczne, krew płynie szybciej, zwiększa się zdolność do naturalnej regeneracji, poprawia się funkcjonowanie układu mięśniowo-szkieletowego i sercowo-naczyniowego, z organizmu usuwane są toksyny. Dziś Grotta Giusti jest miejscem znakomicie przygotowanym na przyjęcie osób pragnących korzystać z jej uroków i dobroczynnych właściwości. W eleganckiej willi z XIX w., która została odrestaurowana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, mieści się luksusowy hotel. W 2017 r. kompleks zdobył prestiżową nagrodę przyznawaną dla najlepszych spa na świecie (World Spa Awards 2017).

 

DLA WTAJEMNICZONYCH

Włosi mają mnóstwo pięknych miejscowości. W tym kraju skarby architektury i sztuki oraz wspaniałe krajobrazy znajdziemy na całym Półwyspie Apenińskim i na niemal wszystkich włoskich wyspach. Ograniczanie się jedynie do odwiedzin w kilku najbardziej znanych miastach nie będzie zatem konieczne.

We Włoszech funkcjonuje od 2001 r. stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia, które co roku ogłasza listę 20 najpiękniejszych miasteczek w Italii, po jednym z każdego regionu. Trafienie do tego grona jest ogromnym wyróżnieniem i nobilitacją. Na stronie organizacji (www.borghipiubelliditalia.it) znajdują się wszystkie wybrane do tej pory miejscowości. Pogrupowano je według regionów, co znacznie ułatwi planowanie włoskiej podróży. Stowarzyszenie wydaje także swój obszerny przewodnik, w którym miasteczka te zostały bardzo dokładnie opisane i opatrzone wszelkimi przydatnymi informacjami. Dzięki niemu można poznać najważniejsze fakty historyczne i miejscowe atrakcje. Niezmiernie cenne są wskazówki na temat lokalnych dań i produktów oraz daty istotnych wydarzeń, świąt czy festiwali. Najnowsze wydanie na 2018 r. zawiera opisy 279 miejscowości.

 

SANKTUARIUM NA WZGÓRZU

Orta San Giulio w Piemoncie to jedno z najbardziej romantycznych włoskich miasteczek. Centrum historyczne jest zamknięte dla ruchu kołowego, w wąskie uliczki wjazd ryzykują jedynie sklepowi dostawcy czy budowlańcy. Główny plac – Piazza Motta – stanowi miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych. Wznosi się przy nim Palazzo della Comunità (lub Broletto) wsparty na arkadach.

Z miejscowości rozpościera się wspaniały widok na położoną nieopodal wysepkę San Giulio (Isola di San Giulio). Do naszych czasów przetrwała wzniesiona na niej bazylika z XII stulecia. W niedzielę i święta można tu wysłuchać w trakcie mszy chóru sióstr benedyktynek. Eleganckie motorówki w sezonie odpływają na wyspę średnio co 15 minut.

Nad miasteczkiem góruje Sacro Monte di Orta, sanktuarium założone w 1590 r. i poświęcone św. Franciszkowi z Asyżu. Na jego terenie znajduje się 20 kapliczek z realistycznymi rzeźbami i freskami. Ze wzgórza, na którym leży kompleks, rozciąga się cudowny widok na jezioro Orta, a także wyspę San Giulio. W 2003 r. Sacro Monte di Orta wraz z innymi ośmioma podobnymi obiektami wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (jako tzw. Sacri Monti w Piemoncie i Lombardii).

 

W REJONIE CINQUE TERRE

Spośród pięciu miasteczek Cinque Terre w Ligurii stowarzyszenie uhonorowało Vernazzę, położoną między Monterosso al Mare a Corniglią. Faktycznie, jest wyjątkowo piękna, a jej charakterystyczne, kolorowe kamienice naruszone zębem czasu, noszące ślady działania morskich wiatrów, słonej wody, deszczu i wysokich temperatur są jednym z najczęstszych motywów na pocztówkach z tego regionu. Latem można się tutaj kąpać w ciepłym Morzu Liguryjskim. W okolicy rozciąga się niewielka, piaszczysta plaża i długie, kamieniste wybrzeże. Po zwiedzeniu miasteczka, przechadzce deptakiem i zajrzeniu do zamku Doriów warto ruszyć na szlak pieszy do Monterosso. Gdy po pokonaniu kilkudziesięciu metrów obejrzymy się za siebie, ujrzymy jeden z najwspanialszych widoków w Cinque Terre. Naszym oczom ukaże się panorama Vernazzy. Wędrówka szlakiem między miasteczkami zajmuje od 1,5 do 2 godz. Trasa jest średnio wymagająca i wąska, ale niezmiernie malownicza.

 

BARWNE MURALE

Może się wydawać, że niewielka Dozza koło Bolonii to tylko kilka uliczek i zamek Sforzów, jednak spacer po niej stanowi niecodzienne przeżycie. Na ścianach tutejszych domów powstało ponad 100 niezwykłych murali. Są kolorowe, wesołe, fantazyjne albo realistyczne. Od wielu lat do miasteczka zaprasza się artystów z całego świata, którzy pragną pozostawić w nim swój ślad. We wrześniu w lata nieparzyste odbywa się tu Biennale del Muro Dipinto (od 1965 r.). Autorem jednego z murali jest polski twórca. Poza tym Dozza to raj dla miłośników kuchni Emilii-Romanii i wina. W zamkowych piwnicach znajduje się znakomita enoteka (Enoteca Regionale Emilia Romagna). Wszystkie najlepsze wina z regionu można w niej kupić po cenach producentów. W lokalu organizuje się degustacje, a świetnie przygotowana obsługa doradza klientom, co wybrać. Warto wiedzieć, że na początku maja odbywa się tutaj festiwal wina (Dozza. Il Vino è in festa!) i że to stąd pochodzi słynne białe wino Romagna Albana DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita).

 

WŚRÓD KWIATÓW

Osobom planującym wakacje w Lombardii zazwyczaj nie przychodzi od razu na myśl jezioro Iseo. Tymczasem jego okolica wygląda naprawdę czarująco. Wokół Iseo leżą piękne miasteczka (w tym Lovere, wyróżnione przez stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia), a jego taflę zdobi kilka wysepek. Największa z nich (o powierzchni ok. 12,7 km²), Monte Isola, jest także największą zamieszkałą wyspą na jeziorze w Europie (żyje na niej na stałe blisko 1,8 tys. osób). Dotrzeć można na nią promem, który kursuje wiele razy dziennie. Na Monte Isola warto wejść na jej najwyższy punkt (Santuario della Madonna della Ceriola – 600 m n.p.m.) i przespacerować się przez kolejne wioski, winnice i gaje oliwne.

Na wyspie wciąż działa zakład wytwarzający sieci rybackie, a w wodach jeziora występuje wiele gatunków ryb. Raz na pięć lat odbywa się tu festiwal kwiatów (kolejny będzie miał miejsce w 2020 r.). Przygotowania do Festa di Santa Croce (Festa dei Fiori di Monte Isola) trwają nawet dwa lata, ponieważ kwiaty robi się ręcznie z papieru. Może się to wydawać kiczowate, ale tylko dla kogoś, kto nie brał udziału w tym święcie. Wszystkie kwiaty są wykonane z ogromną precyzją i wyglądają zupełnie jak ich żywe odpowiedniki. Miejscowi uczą się je robić od dziecka. Historia festiwalu sięga pierwszej połowy XIX stulecia, gdy w wioskach położonych nad jeziorem szerzyła się epidemia cholery. Najwięcej ludzi umierało z powodu choroby na wyspie Monte Isola. Zrozpaczeni mieszkańcy modlili się do Świętego Krzyża (Santa Croce), obiecując zorganizowanie uroczystości na jego cześć, jeśli tylko zaraza ustanie. Epidemia się skończyła, a miejscowi, zgodnie z obietnicą, co pięć lat w okolicy 14 września, kiedy obchodzi się święto Podwyższenia Krzyża Świętego, urządzają festiwal kwiatów. Gdy schodzi się wtedy z promu w położonej na wyspie miejscowości Carzano, trudno uwierzyć, że ktoś nie wziął czarodziejskiej różdżki i nie przeniósł nas do magicznej krainy. Kwiatów są setki tysięcy, a pachnące świerkowe gałęzie migoczą kolorowymi lampkami.

 

DOMY NA SKALE

Już z daleka rzuca się w oczy wielki monolit z wulkanicznego tufu położony na wzgórzu. Wyrasta na nim Pitigliano z domami nie odbiegającymi kolorem od skały. Tu niegdyś wznieśli swoją osadę Etruskowie. Walory obronne miejsca docenili również starożytni Rzymianie i kolejno osiedlający się w nim ludzie. Mieszkanie na tufie ma swoje zalety. Krążąca w skale woda z czasem drąży w niej tunele i jaskinie. Ludzie znakomicie wykorzystali je na studnie, grobowce, piwnice czy magazyny. Sami także wydrążali kolejne pomieszczenia. Wielką zaletą jest panująca tutaj stała temperatura.

W XIII w. na skale stanęła Katedra św. Piotra i Pawła (Cattedrale dei Santi Pietro e Paolo). Jej dzwonnica odgrywała rolę wieży obserwacyjnej. Rozpoczęto też przebudowę Palazzo Orsini, którą ostatecznie ukończono mniej więcej trzy wieki później. Pod koniec XV stulecia w Pitigliano gruntownie odrestaurowano Kościół św. Marii i św. Rocha (Chiesa di Santa Maria e San Rocco), a następnie wzniesiono cytadelę (Fortezza Orsini) i akwedukt Medyceuszy (złożony z 2 wielkich łuków i 13 mniejszych). Toskańskie miasto, podobnie jak sąsiednie Sorano i Sovana również wybudowane na tufie, systematycznie się osypuje, jednak ma niezaprzeczalny urok. Jego widok robi ogromne wrażenie na każdym.

 

Z WIDOKIEM NA ALBANIĘ

Otranto to dziś spokojne miasteczko Apulii z piaszczystymi plażami i krystalicznie czystym morzem. Jest idealnym miejscem na letnie wakacje. Za murami obronnymi znajduje się zabytkowe centrum z aragońskim zamkiem (Castello Aragonese di Otranto), wąskimi uliczkami i katedrą z pięknymi mozaikami (Cattedrale di Santa Maria Annunziata). Otranto było niegdyś ważnym portem morskim i przeżyło najazd osmańskich Turków w latach 1480–1481. We wspomnianej świątyni pod ołtarzem zebrano ludzkie czaszki i kości. Należą do 813 męczenników (tzw. Martiri di Otranto), którzy 14 sierpnia 1480 r. zostali pozbawieni głowy, ponieważ odmówili przejścia na islam. Miasteczko jest kwintesencją śródziemnomorskiej osady. Przy dobrej widoczności dostrzeżemy z niego Albanię i Grecję.

 

SYCYLIJSKA ATMOSFERA

Cefalù leży wokół charakterystycznej skały (tzw. Rocca di Cefalù), którą widać już z daleka. Nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym miasteczkiem Sycylii. Fale zaciekle rozbijają się tu o skaliste brzegi. Ten niesamowity spektakl natury można podziwiać z tarasów widokowych bądź jednej z miejscowych restauracji. Na skałę górującą nad Cefalù prowadzi szlak, którym warto się wspiąć. Na szczycie znajdują się pozostałości twierdzy i starożytnej świątyni Diany z IX w. p.n.e. (Tempio di Diana).

Spośród zabudowań miasteczka najbardziej wyróżnia się normańska katedra (Duomo di Cefalù). Plac przed nią, Piazza del Duomo, zwykle jest gwarny i wesoły, dookoła działają knajpki, lodziarnie i kawiarnie. Niezaprzeczalnie jednak wielki atut Cefalù stanowi plaża – długa, piaszczysta, ciągnąca się wzdłuż rybackich domów. Koniecznie trzeba się tutaj wybrać do jednej z pobliskich lodziarni na sycylijski przysmak, czyli lody w słodkiej bułce (brioche con gelato). Najlepiej poprosić, aby podali nam je con panna – „z bitą śmietaną”.

W miasteczku warto wyruszyć na spacer jego uliczkami, obejrzeć miejscową ceramikę i pamiątki, zjeść coś w jednej z licznych restauracji. Pomimo całkiem sporej liczby turystów zwiedzanie Cefalù może być wielką przyjemnością. Obowiązkowo należy również zostać w nim na widowiskowy zachód słońca.

 

 

WYSEPKA ŚW. PIOTRA

Koło południowo-zachodnich brzegów Sardynii leży malutka wyspa San Pietro (należąca do archipelagu Sulcis) z prześlicznym miasteczkiem Carloforte. Ponoć św. Piotr zatrzymał się tu podczas sztormu, gdy wracał do Rzymu z Afryki. Tak tłumaczy się nazwę wyspy. Sama miejscowość ma charakter na wskroś śródziemnomorski.

San Pietro szczyci się kameralnymi plażami, niewielkimi zatoczkami i wspaniałą przyrodą. Woda wokół jest krystalicznie czysta, a klifowe brzegi są oazą dla ptaków. Życie w Carloforte od zawsze było związane z morzem i połowami tuńczyka. Od kilkunastu lat w maju odbywa się tutaj międzynarodowy konkurs kulinarny na dania z tej ryby (Girotonno), w którym także publiczność może głosować na swojego faworyta.

 

SYPIĄCE SIĘ MIASTO

Krajobraz historycznej Etrurii, obejmującej m.in. północną część Lacjum, charakteryzuje nierzeczywisty pejzaż, ponury i niegościnny. Tutejsze skały wulkaniczne podlegają naturalnym procesom erozji, przez co stale się zmniejszają, sypią, zawalają. Właśnie w takiej okolicy leży Civita di Bagnoregio. Kiedy Etruskowie założyli w tym miejscu swój ośrodek ponad 2,5 tys. lat temu, spełniał on wszystkie wymogi dobrej twierdzy. Wznosił się na wysokiej skale, nikt niepostrzeżenie nie mógł się do niego dostać. Swoją pozycję miasteczko straciło w czerwcu 1695 r., gdy potężne trzęsienie ziemi odcięło je od świata. Na początku XX w. zbudowano most, który do dziś stanowi jedyną drogę do miejscowości. Niestety, procesy erozyjne powodują, że Civita di Bagnoregio nie ma szans na przetrwanie. Powierzchnia miasteczka stale się zmniejsza, domy pękają, coraz więcej zabudowań jest zagrożonych. Prowadzi się co prawda prace w celu zatrzymania osypywania się wzgórza, ale sił natury nikt nie powstrzyma. Latem Civita di Bagnoregio żyje, przyjeżdża do niej wielu turystów. Z końcem sezonu zostaje zaledwie kilku mieszkańców. Większość z nich już dawno opuściła swoje domy, przeniosła się na bezpieczny grunt. Dlatego miejscowość jest nazywana la città che muore, czyli „miasto, które umiera”.

 

EUROPEJSKIE DZIEDZICTWO

Granicząca z Apulią, Kalabrią i Kampanią Basilicata to jeden z najmniej znanych włoskich regionów, należący jednocześnie do najsłabiej zaludnionych (jedynie prawie 570 tys. mieszkańców). W najbliższym czasie będzie jednak okazja, aby się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Perła Basilicaty, kamienne miasto Matera, została wybrana Europejską Stolicą Kultury na 2019 r. Dzięki zaplanowanym licznym interesującym wydarzeniom i działaniom promocyjnym odwiedzający ją goście poznają bogatą historię i kulturę tego niezwykłego miejsca.

Matera należy do najstarszych ośrodków na świecie. Ludzie osiedlali się tutaj już ponad 10 tys. lat temu. Nie bez znaczenia było dla nich ukształtowanie terenu. W pobliżu w głębokim wąwozie płynie rzeka Gravina. Liczne naturalne groty dawały schronienie i zapewniały poczucie bezpieczeństwa.

Najstarszą i zarazem najbardziej spektakularną częścią Matery jest Sassi, którą tworzą dwie dzielnice: Sasso Caveoso i Sasso Barisano. To dla tego historycznego centrum miasta przyjeżdżają tu turyści, to na jego punkcie oszaleli filmowcy. Zabudowania Sassi wznoszą się na stromej skarpie wokół XIII-wiecznej katedry na wzgórzu (Cattedrale di Matera). To kamienne domy postawione jeden na drugim. Budowniczowie sprytnie wykorzystywali naturalne spadki i pochyłość terenu do kontroli cieków wodnych, w wykutych w skale pomieszczeniach utrzymywała się stała temperatura. Uliczki są tu wąskie, znajdziemy też mnóstwo zaułków, schodów, placów, kościołów i ogrodów. Część podziemna Sassi to szereg zbiorników o różnym przeznaczeniu oraz systemy wspomagające kontrolowanie cieków wodnych.

W latach 50. XX w. tutejsi mieszkańcy byli przymusowo wysiedlani do nowych domów na przedmieściach Matery. Na powrót do Sassi zezwolono im 30 lat później, ale pod warunkiem wykonania kapitalnego remontu z zachowaniem spójności stylistycznej historycznego centrum miasta. Nie wszyscy mogli sobie na to pozwolić, dlatego znaczna część budynków nadal jest opuszczona. W niektórych z nich działają klimatyczne hotele. Największy rozgłos przyniósł tej 60-tysięcznej miejscowości film Pasja w reżyserii Mela Gibsona (2004). Właśnie w Materze kręcono sceny do tej produkcji.

 

RUCH TO ZDROWIE

Włosi kochają spędzać czas na plaży i uprawiać wszelkie możliwe sporty wodne, uwielbiają również górskie wędrówki, wspinaczkę czy jazdę na rowerze. Osoby lubiące różnego rodzaju aktywności poczują się tu więc jak w raju.

Miłośników rozległych przestrzeni powinny zainteresować wyprawy konne. Malownicze okolice odpowiednie na takie wycieczki znajdziemy w całych Włoszech, ale szczególnie warte odwiedzenia miejsca stanowią Sardynia, Toskania czy Elba (największa w archipelagu Wysp Toskańskich). Na końskim grzbiecie można tu przemierzać szlaki górskie lub plaże o zachodzie słońca.

Zimą w Italii królują sporty związane ze śniegiem. Najlepsze warunki do jazdy na nartach i snowboardzie panują w północnej części kraju. W Dolomitach i Alpach działają jedne z najpopularniejszych w Europie ośrodków narciarskich. Trasy zjazdowe są znakomicie przygotowane, na stoki dowożą chętnych liczne autobusy, a zaplecze hotelowo-gastronomiczne jest bardzo rozbudowane. Jednak ze względu na ciągnący się wzdłuż całego półwyspu łańcuch Apeninów (ponad 1,2 tys. km długości) szusować można praktycznie w całych Włoszech, choć infrastruktura do tego przeznaczona w pozostałych rejonach bywa znacznie skromniejsza.

Aktywnych turystów przyciąga Trydent-Górna Adyga (Trentino-Alto Adige). Sezon na lodowcach (np. w okolicy Val Senales) trwa właściwie od września do czerwca. Jednym z najpiękniejszych i najlepiej przygotowanych regionów narciarskich jest Val Gardena, stolica Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Każdy znajdzie tu trasy o odpowiednim dla siebie stopniu trudności. W lokalach działających na stokach serwuje się pyszne dania lokalnej kuchni.

W obszarze Alp warto odwiedzić też Courmayeur w Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), prestiżowy ośrodek narciarski położony u stóp masywu Mont Blanc (wł. Monte Bianco), którego francuskim odpowiednikiem jest Chamonix-Mont-Blanc. Trasy w tej okolicy są doskonałe. Szczególną sławą cieszy się ta w Vallée Blanche. Nową atrakcję w tym rejonie, zainaugurowaną w czerwcu 2015 r., stanowi kolejka gondolowa Skyway Monte Bianco (można nią wjechać na górną stację Punta Helbronner – 3466 m n.p.m.). Latem przyjeżdżają tutaj głównie alpiniści, którzy wspinają się na słynną Białą Górę, najwyższy szczyt Alp i Europy.

Wydanie jesień-zima 2018

Poczuć radość życia na Filipinach

kayaking_in_pangulasian.jpg

Wyspa Pangulasian – wycieczka kajakiem

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM/FOTOSEEKER.COM


MARTA DUCZMAN

MICHAŁ KĘPA

www.ducziwdrodze.pl


Pełna magii Republika Filipin leży w Azji Południowo-Wschodniej. Swoimi granicami obejmuje aż 7107 wysp. Niespełna połowa z nich ma własną nazwę, a zaledwie kilkaset jest zamieszkałych. Oblewają je wody Oceanu Spokojnego i mórz Sulu, Celebes, Południowochińskiego i Filipińskiego. 


ChocolateHills-3.jpg

Wzgórza Czekoladowe leżą na terenie gmin Carmen, Batuan i Sagbayan 

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM


Powierzchnia wszystkich lądów w Archipelagu Filipińskim wynosi ok. 300 tys. km2,czyli nieco mniej niż terytorium Polski. Wydzielono tu 3 główne obszary geograficzne: Luzon, Visayas (Visayan) i Mindanao. Największą wyspę stanowi Luzon, która ma niemal 110 tys. km² i 50 mln ludności. Populacja kraju liczy ponad 102 mln mieszkańców, co sprawia, że znajduje się on na 12. miejscu wśród najbardziej zaludnionych państw na świecie. 


Filipiny to kraina niezmiernie różnorodna pod względem geograficznym i kulturowym. Dostrzeżemy w niej wyraźne wpływy kolonizatorów. Przybyli tu w XVI w. Hiszpanie zaszczepili na wyspach chrześcijaństwo. Dziś ok. 80 proc. Filipińczyków jest katolikami.


Krótka historia

north_luzon_38_midres.jpg

Vigan to najlepiej zachowane hiszpańskie miasto kolonialne w Azji 

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM/FOTOSEEKER.COM/DAVID HETTICH, TOBIAS HAUSER


Ludzie zamieszkiwali Archipelag Filipiński prawdopodobnie już ponad 50 tys. lat temu. W późniejszym okresie docierali w te strony m.in. przybysze z Półwyspu Arabskiego, dzisiejszych Chin, Tajwanu i Indii. Europejczycy pojawili się na wyspach wraz z Ferdynandem Magellanem (1480–1521) w 1521 r. Portugalski żeglarz i odkrywca, służący Hiszpanom, przyłączył je wtedy do hiszpańskiego imperium. Kolonizację Filipin rozpoczął jednak tak naprawdę dopiero w 1565 r. Miguel López de Legazpi (ok. 1503–1572), który zbudował pierwszą osadę – Villa de San Miguel, przemianowaną potem na Cebu. Następnie w 1571 r. założył dzisiejszą Manilę, ówczesną stolicę Hiszpańskich Indii Wschodnich (aż do 1898 r.).


W 1896 r. Filipińczycy wzniecili powstanie narodowe i 12 czerwca 1898 r. ogłosili niepodległość. Radość z wolności nie trwała zbyt długo. W tym czasie rozgrywała się wojna amerykańsko-hiszpańska, trwająca od 25 kwietnia do 12 sierpnia 1898 r. Ponieważ Hiszpanie ponieśli w niej klęskę, na mocy traktatu paryskiego z 10 grudnia 1898 r. Filipiny włączono do terytoriów Stanów Zjednoczonych. 8 grudnia 1941 r., po ataku na amerykańską bazę Pearl Harbor na Hawajach, armia japońska dokonała udanej inwazji na archipelag. Po przegranej w bitwie o Midway w czerwcu 1942 r. Japończycy zaczęli jednak tracić powoli zagarnięte tereny. Ostatecznie 4 lipca 1946 r. Filipińczycy podpisali z Amerykanami traktat w Manili, w wyniku którego proklamowana została niepodległa Republika Filipin. Pierwszym jej prezydentem był Manuel Róxas (1892–1948).


Przyjaźni wyspiarze

Kadayawan_Festival_2.jpg

Trzeci tydzień sierpnia to czas Festiwalu Kadayawan w mieście Davao

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM


Filipiński (filipino) bazuje na języku tagalskim (tagalog). Oprócz tego istnieje tutaj mniej więcej 175 innych lokalnych języków i dialektów (w zależności od zasad klasyfikacji). W niektórych częściach Filipin wciąż usłyszymy ludzi mówiących po hiszpańsku. Angielski (drugi urzędowy język kraju obok filipińskiego) jest powszechnie używany w urzędach, szkołach i innych miejscach publicznych. Dlatego przed podróżą w te strony nie trzeba się obawiać problemów związanych z porozumiewaniem się z mieszkańcami.


Termin Filipino pierwotnie oznaczał „człowieka o hiszpańskim pochodzeniu urodzonego na Filipinach”. Żyjący obecnie na archipelagu naród stanowi potomków ludów austronezyjskich, Chińczyków, Hindusów, Hiszpanów, Japończyków, Amerykanów i Arabów. Wyspiarze charakteryzują się pogodnym usposobieniem, otwartością, życzliwością i serdecznością. Między sobą często używają zwrotów Madame i Sir. Podczas wizyty na Filipinach możemy zostać zaproszeni do gry w koszykówkę czy badmintona, a także do wspólnego biesiadowania. W wioskach i na mniejszych wyspach, szczególnie pod sklepikami zwanymi sari-sari, miejscowi chętnie częstują turystów lokalnym trunkiem tuba lub bahalina. To nic innego jak samogon, tyle że otrzymywany z palmy kokosowej. Ma on mętny brązowy kolor i bardzo charakterystyczny smak fermentującej rośliny. W niektórych regionach bywa podawany z pepsi. Takie wspólne popijanie tuby stanowi okazję do snucia opowieści o lokalnych zwyczajach i historii.


Nie sposób nie wspomnieć również o zamiłowaniu Filipińczyków do śpiewania i ich wstydliwości, która przejawia się tym, że kiedy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie bądź czegoś nie wiedzą, spuszczają głowę, jakby udawali, iż rozmówca zniknął. Tę pierwszą cechę także nietrudno zauważyć. Wyspiarze, czy to młodzi, czy starzy, śpiewają niemal wszędzie. Czasem kiedy ekspedientka w dużym markecie usłyszy w głośnikach ulubiony utwór, przy obsługiwaniu klientów bez żadnego skrępowania wtóruje jego wykonawcy. Jeśli odmówimy wspólnego wykonania piosenki, tłumacząc się brakiem umiejętności, Filipińczycy prawdopodobnie odpowiedzą nam, że oni sami też nie wykazują szczególnych zdolności wokalnych. Jednak tym akurat się nie przejmują, bo zwyczajnie kochają śpiewać.


„Kani tayo!”


Kuchnia filipińska jest połączeniem wpływów orientalnych, europejskich (głównie hiszpańskich) i amerykańskich. Wspólne gotowanie i spożywanie posiłków ma dla mieszkańców tego kraju duże znaczenie. Dlatego w trakcie podróży po nim warto nauczyć się zwrotu Kani tayo!, czyli „Zjedzmy coś!”, funkcjonującego jako zaproszenie do stołu. Filipińczycy kochają życie i uwielbiają to celebrować podczas różnego rodzaju zjazdów i fiest. Do charakterystycznych dań lokalnej kuchni należy m.in. podawana na zimno przystawka z surowej ryby zwana kinilaw (kilawin). Świeże mięso np. z tuńczyka miesza się z octem, limonką, imbirem, chili, cebulą i czarnym pieprzem, a następnie pozostawia na kilka godzin w lodówce. Taki przysmak przyjemnie orzeźwia w gorące dni. Najważniejszą potrawą wszelkich uroczystości i świąt jest lechón – cała świnia pieczona nad rozgrzanymi węglami do uzyskania chrupiącej skórki. Poza tym mięsa lub owoce morza smaży się także w specjalnej marynacie adobo z czosnku, octu i sosu sojowego. Przygotowane w ten sposób kalmary są niezwykle smaczne. Popularnością cieszy się również pancit kanton, czyli smażony makaron jajeczny z krewetkami, wieprzowiną i niewielką ilością warzyw takich jak marchewka, kapusta i szczypior. Z kolei kare-kare stanowi rodzaj gulaszu o intensywnym orzechowym smaku.


Co ciekawe, sieci restauracyjne typu McDonald’s czy KFC do swojego menu na Filipinach wprowadzają dania kuchni lokalnej. Nawet w takim miejscu możemy więc dostać porcję ryżu do nóżki kurczaka, makaron ze słodkim sosem pomidorowym lub ciastko z mango. Za najpopularniejszy filipiński deser uchodzi natomiast halo-halo, na które składają się schłodzone owoce chlebowca, fasola, mleko, kostki galaretki i kruszony lód. Ten specjał podaje się w wysokiej szklance z łyżką.


Typowym elementem azjatyckiej gastronomii są stoiska z jedzeniem ulicznym. W tym kraju znajdziemy na nich smażone na głębokim oleju banany, słodkie ziemniaki, jelita kaczki, papryczki chili w cieście ryżowym i empanadas, czyli duże pierogi z ciasta kukurydzianego nadziewane kapustą, marchewką, chili i mięsem. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o pewnej ciekawostce kulinarnej z Filipin – budzącym mieszane emocje wśród Europejczyków przysmaku balut.Jest togotowane jajko z 17-dniowym zarodkiem kaczki z wyraźnie wykształconym już dziobem. Przekąsce tej przypisuje się właściwości afrodyzjaku. Kosztuje ona 20 peso filipińskich (PHP) i kupimy ją prawie na każdym rogu.


Mango i fiesta t
en pyszny filipiński owoc wpisano do Księgi rekordów Guinnessa dwa razy. W 1995 r. odmiana manila mango została uznana za najsłodszą na świecie. Z kolei w 2009 r. w mieście portowym Cagayan de Oro na wyspie Mindanao podczas lokalnej fiesty zaprezentowano okaz, który ważył aż 3,435 kg! Na Filipinach zbiera się rocznie ponad 800 tys. ton tych owoców (ok. 3,6 proc. światowej produkcji). Z uprawy mango słynie przede wszystkim Cebu. Podczas odwiedzin na niej można wybrać się na plantację i jeść je prosto z drzewa.


Wyspiarze kochają kolory. Świadczą o tym m.in. dość kiczowate malunki na jeepneyach czy barwne imprezy w poszczególnych dzielnicach (barangay, dawniej barrio). Aby poznać lokalny folklor, trzeba koniecznie wybrać się na taką potańcówkę połączoną z występami i kulinarną ucztą zakrapianą miejscowymi trunkami. Filipiny słyną też z różnokolorowych festiwali tanecznych i maskarad. Jedno z najpopularniejszych tego typu wydarzeń odbywa się w mieście Bacolod na wyspie Negros. Nosi wiele mówiącą nazwę MassKara. Ta zabawa to kilkudniowy uliczny spektakl, w którym główne role grają tańczący ludzie poubierani w eleganckie i pomysłowe kostiumy z odblaskowymi maskami.

W drodze


Do przemieszczania się po lądzie na długich i krótkich dystansach mamy na Filipinach do wyboru autobusy typu naszych PKS-ów w wersji klimatyzowanej i nieklimatyzowanej. Szybsze są wyposażone w klimatyzację minibusy, ale komfort jazdy jest w nich raczej pozorny. W rzeczywistości takim pojazdem, przeznaczonym dla 11 pasażerów, jedzie tyle osób, ile się zmieści, wraz z bagażami, np. 10-kilogramowym workiem ryżu lub żywym inwentarzem w postaci kurczaków w pudełku. Kolejny popularny środek transportu publicznego stanowią jeepneye, czyli stare przedłużane jeepy, które zostały na wyspach po Amerykanach. Na pace takiego samochodu terenowego po obu stronach znajdują się ławki dla podróżujących. Karoserię aut zdobią charakterystyczne różnobarwne malunki, często pojawiają się na nich postaci Matki Boskiej albo Jezusa. Ciekawie prezentuje się również trycykl. To motocykl z domontowanym z boku wózkiem. Choć wygląda na dwuosobowy i niejednokrotnie ciężko wsiąść do niego przeciętnemu Europejczykowi, przewozi czasem kilkoro Filipińczyków i ich bagaże. Trycyklem nazywa się też rower typu BMX z zamocowanym koszem na pasażerów i parasolem ogrodowym. Rzadko ma on normalny hamulec, przeważnie kierowca zwalnia za pomocą naciśnięcia klapkiem na oponę. Interesujące rozwiązanie stanowi także taksówka motocyklowa habel-habel. Można podróżować nią tylko z kierowcą lub w większym towarzystwie. 


Do pokonywania odległości między wyspami służą wolne, ale tanie promy, trochę droższe szybkie łodzie (fast boats) oraz tradycyjne filipińskie banki (banca). Te ostatnie wyglądają jak duże pająki wodne, ponieważ do ich wąskich kadłubów przyczepia się długie bambusowe stabilizatory, które zapobiegają wywróceniu się. Jeśli wybierzemy lokalne środki transportu, na pewno czeka nas wiele niesamowitych przeżyć.


Sport dla odważnych


Za nieodłączną część kultury filipińskiej uchodzą walki kogutów. Mimo iż są krwawe i brutalne, odbywają się całkowicie legalnie. To lokalna forma hazardu. Arena, na której walczą ptaki przypomina ring bokserski. Koguty dzieli się na trzy kategorie wiekowe: 0–9 miesięcy, 9–20 miesięcy i powyżej 20 miesięcy. Standardowy trening przed walką trwa 21 dni. Zaczyna się o godz. 3.00 rano przy silnym oświetleniu. Taki zabieg ma na celu oswoić ptaka ze światłem, które pada na niego na arenie. Kogut wykonuje różne ćwiczenia wzmacniające jego mięśnie, skrzydła i pazury. Po 7 dniach treningów w nagrodę właściciel podsuwa mu kurę. Dzięki kopulacji w koguciej krwi wzrasta poziom testosteronu. Poza tym wpływa ona też pozytywnie na rozwój muskulatury. W czasie ćwiczeń ptak dostaje suplementy diety, specjalne jedzenie oraz witaminy i antybiotyki, a także środki na rozbudowę masy mięśniowej. 


W dniu walki przed wejściem na arenę do lewej nogi koguta przywiązuje się ostrze. Z wieloletnich obserwacji wynika, że w 99 proc. przypadków pierwsze kopnięcie wykonuje on właśnie tą łapą. Za pomocą tej broni ptak zadaje śmiertelny cios swojemu rywalowi. Gdyby nie otrzymał takiego wyposażenia, starcie trwałoby znacznie dłużej. Walki kogutów są ważną częścią codziennego życia wyspiarzy, dlatego jeśli mamy mocne nerwy, powinniśmy choć raz obejrzeć tego rodzaju zawody.


Wyspa cudów


Większość turystów rozpoczyna swoją podróż po Filipinach od największej ich wyspy Luzon ze stolicą Manilą i znajdującymi się w niej dwoma międzynarodowymi lotniskami – Ninoy Aquino International Airport i Clark International Airport. W pobliżu miasta, w prowincji Batangas wznosi się czynny wulkan Taal (311 m n.p.m.). Ostatnio wybuchł w 1977 r., lecz od 1991 r. pozostaje wciąż aktywny i raz na jakiś czas daje o sobie znać lekkimi wstrząsami ziemi i bulgotaniem wydobywającym się z krateru. Wygląda jednak wyjątkowo malowniczo. Jego stożek wystaje nad spokojną taflę oblewającego go jeziora Taal. To widok zapierający dech w piersiach.


Na Luzon ujrzymy także uznawane za ósmy cud świata, liczące sobie ok. 2 tys. lat, przepiękne tarasowe pola ryżowe Kordylierów Filipińskich, położone w prowincji Ifugao. Leżą one na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. W 1995 r. zostały wpisane na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


W górskim regionie (Mountain Province) znajduje się też miasteczko Sagada. W tej urokliwej miejscowości o przyjemnym chłodnym klimacie zobaczymy słynne wiszące trumny. Najpopularniejsze miejsce do ich oglądania stanowią Echo Valley i jaskinia Lumiang Burial. Przyczepione do wapiennych skał skrzynie są pozostałością po dawnej formie pochówku sprzed 500 lat. Razem z przewodnikiem można udać się z Sagady na eksplorowanie okolicznych grot, atrakcyjnych ze względu na wąskie przejścia i podziemną rzekę. 


Na północno-zachodnim wybrzeżu Luzon, nad Morzem Południowochińskim, leży 50-tysięczne Vigan. To czarujące miasto z zachowaną XVI-wieczną zabudową. Jego historyczne centrum wzniesione przez hiszpańskich kolonizatorów również znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wśród jego klimatycznych uliczek można poczuć się jak w Hiszpanii. Warto tu przejechać się dorożką, spróbować empanadas i pizzy pinakbet, odwiedzić garncarnię i tkalnię. Kinomanów zaciekawi na pewno fakt, że w tym miejscu kręcono film Urodzony 4 lipca (1989 r.) z Tomem Cruise’em w roli głównej.


Podziemna rzeka


Najdalej wysuniętą na północ częścią archipelagu są wyspy Batanes położone w bliskim sąsiedztwie Tajwanu. Ten region uchodzi za nie lada gratkę dla miłośników historii II wojny światowej, ponieważ znajdowała się w nim amerykańska baza wojskowa. Do dziś zachowała się m.in. radiostacja, a także japoński tunel. Poza tym rejon charakteryzuje się chłodniejszym klimatem i soczyście zielonym krajobrazem z klifowym wybrzeżem. 


Z Manili dolecimy np. do Puerto Princesa na niezmiernie długiej wyspie Palawan, leżącej na południowym zachodzie. Słynie ona z obszaru wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i jednego z 7 Nowych Cudów Natury, czyli Parku Narodowego Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (bramę do niego stanowi wioska Sabang). Umieszczona w jego nazwie rzeka (Cabayugan) płynie przez 8,2 km pod ziemią, wpada bezpośrednio do Morza Południowochińskiego i podlega pływom. Jej okolicę porasta bujna roślinność. Odkryto tutaj ok. 800 gatunków flory. Oprócz tego jaskinie krasowe i ich sąsiedztwo zamieszkują liczne pajęczaki, ssaki, gady i ptaki. To znakomite miejsce dla miłośników biologii.


Na północny wschód od Sabang znajduje się cichy i leniwy nadmorski Port Barton. Przed budową drogi ekspresowej pozwalającej dostać się z Puerto Princesa do El Nido w kilka godzin w tym mieście przyjezdni zatrzymywali się na nocleg. Wówczas przeżywało ono okres największej popularności. Obecnie pozostaje trochę zapomniane. Port Barton spodoba się jednak osobom unikającym masowej turystyki i ceniącym sobie spokój. Rozciąga się w nim piękna piaszczysta plaża. Wybierzemy się też stąd na całodniowy rejs łodzią na pobliskie malutkie wyspy połączony z oglądaniem raf koralowych i ich mieszkańców, m.in. żółwi morskich. Podczas spaceru w głąb dżungli napotkamy lokalną ludność, ujrzymy liczne małpy i zażyjemy odświeżającej kąpieli w wodach wodospadu. Kolację najlepiej zjeść tu w jednej z garkuchni.

Z kolei wspomniane wcześniej El Nido to bardzo popularna miejscowość, położona na północnym końcu Palawanu. Słynie ona z dziewiczego archipelagu Bacuit. W jego okolicach spotkamy manty, delfiny, diugonie przybrzeżne i żółwie (szylkretowe, oliwkowe, skórzaste i zielone). Miłośnicy klifów i dziewiczych lagun na pewno będą zachwyceni tutejszymi krajobrazami.


Z El Nido drogą morską dostaniemy się na wyspę Coron. Właśnie w jej pobliżu spoczywa kilka wraków japońskiej floty zaopatrzeniowej z okresu II wojny światowej. Brak silnych prądów i specyficzne ukształtowanie terenu czynią nurkowanie z licencją OWD (Open Water Diver) wokół tych jednostek wyjątkowo łatwym.


Rekiny i czary


Zarówno z Manili, jak i z Puerto Princesa, można dotrzeć samolotem na wyspę Cebu, leżącą w sercu regionu Visayas. Miasto Cebu było pierwszą osadą założoną przez hiszpańskich kolonizatorów w kwietniu 1565 r. Znajdziemy w nim kaplicę ze słynnym Krzyżem Magellana (niedaleko Bazyliki Dzieciątka Jezus) i Muzeum Sugbo (Museo Sugbo). To wspaniałe miejsce do poznawania bogatej historii tego wyspiarskiego kraju.


Osoby lubiące nieco inne wrażenia powinny wybrać się w okolice Mango Square. Rejon ten znany jest z klubów nocnych, imprez w stylu house i klubów go-go. Na ulicach spotkamy dziewczyny lub transwestytów składających niedwuznaczne propozycje.


W położonym na południe od Cebu miasteczku Oslob można popływać z rekinami wielorybimi. Te niezwykłe ryby dożywają podobno nawet 70 lat. Ich skóra o grubości do 10 cm chroni je przed najgroźniejszymi drapieżnikami. Największy odnotowany okaz miał aż 12,65 m długości i ważył ok. 21,5 tony! Choć takie fakty brzmią nieco przerażająco, zwierzęta nie stanowią zagrożenia dla człowieka. Żywią się głównie planktonem. Spotkanie oko w oko z rekinem wielorybim z pewnością będzie przeżyciem zapadającym na długo w pamięć.


U południowych wybrzeży Cebu, pomiędzy wyspami Negros i Bohol znajduje się Siquijor. Wśród Filipińczyków cieszy się złą sławą i budzi grozę. Jeśli zaprosimy kogoś miejscowego na wspólne zwiedzanie tego niewielkiego lądu (ok. 337,5 km²), prawdopodobnie zdecydowanie nam odmówi. Podobno tę wyspę zamieszkują czarownice, szamani i stworzenia o nadprzyrodzonych zdolnościach takie jak abat czy łak-łak (wak-wak, aswang). Ten ostatni według lokalnych wierzeń zjada płody z wnętrzności ciężarnej kobiety. Mimo to urokliwa i zróżnicowana Siquijor jest coraz chętniej odwiedzana przez turystów. Jeśli wypożyczymy motocykl bądź trycykl, objedziemy ją w jeden dzień. Warto udać się tutaj do kilku wodospadów. Cambugahay mają 3 poziomy, a na każdym z nich można wykąpać się w orzeźwiającej wodzie. W Sanktuarium Motyli zapoznamy się ze stopniami rozwoju tych owadów i dowiemy się, jakie ich gatunki występują w tym regionie. Na uwagę zasługują też jaskinie i puste piaszczyste plaże. 


Czekoladowa kraina


Na samym środku pobliskiej wyspy Bohol, niedaleko miejscowości Carmen leżą słynne Wzgórza Czekoladowe, czyli co najmniej ok. 1270 kopców osiągających wysokość od 30 do 120 m. W porze suchej (od lutego do maja), kiedy wszystko wokół zamiera, przybierają brązowy kolor podobny do barwy czekolady.


Także w tej części Filipin znajdziemy rezerwat uroczych małych małpek – wyraków filipińskich. Po drodze do niego warto udać się na spływ rzeką Lobok, której okolica posłużyła za plener do filmu Czas Apokalipsy (1979 r.) Francisa Forda Coppoli. Ze względu na położenie w sercu dżungli zachwyca ona widokami.


Amatorom mocnych wrażeń przypadnie do gustu propozycja przejażdżki rowerem po linie rozwieszonej na wysokości 225 m w Chocolate Hills Adventure Park. W jej trakcie z siodełka można podziwiać niesamowitą panoramę ze Wzgórzami Czekoladowymi.


Na południowy wschód od Bohol leży Camiguin. Na tym lądzie o powierzchni niemal 238 km2, zamieszkanym przez 90 tys. ludzi, wznosi się aż 7 wulkanów. Erupcje i ruchy ziemi sprawiły, że ta spektakularna wyspa jest pełna cudów i bogactw naturalnych. Ogromne wrażenie robi zatopiony cmentarz (Sunken Cemetery), a jego historia opowiedziana przez mieszkańców dodaje mu jeszcze większego uroku. Na Camiguin odkryjemy również dwa potężne wodospady – Tuasan i Katibawasan. Bije od nich przyjemny chłód i życiodajna energia. Idealnym zakończeniem dnia będzie natomiast relaksująca kąpiel w gorących źródłach Ardent u stóp wulkanu Hibok-Hibok (1332 m n.p.m.).


Jak w raju


Z większą wyspą Panay sąsiaduje maleńka Boracay. Zajmuje ona ok. 10 km2 powierzchni i szczyci się najpiękniejszą białą plażą oblewaną turkusową wodą na całych Filipinach – White Beach. Jeżeli zapytamy Filipińczyków, dokąd warto wybrać się w ich ojczyźnie, jak jeden mąż odpowiedzą, że właśnie do tej rajskiej oazy. Ten niewielki skrawek lądu został w dużej mierze opanowany przez masową turystykę, lecz jest na tyle przestronny, że można na nim spędzić spokojnie urlop. Znakomitym pomysłem będzie też rejs dookoła Boracay połączony z przystankami na snorkeling, skakanie z klifu czy zwiedzanie grot i pływanie w nich. Do miejscowych atrakcji należą również nurkowanie, wind- i kitesurfing czy lot na paralotni, a nawet… kurs bycia syreną. 


Z kolei u północno-wschodnich wybrzeży Panay rozciągają się Wyspy Olbrzymów (Islas de Gigantes), podzielone na rejon północny (Gigantes Norte) i południowy (Gigantes Sur). Ten owiany legendami obszar kusi dziewiczymi piaszczystymi plażami, pysznymi świeżymi owocami i skalnym krajobrazem. Na archipelagu warto odwiedzić przestronne jaskinie (aż 73!) i zażyć kąpieli w ich krystalicznie czystych wodach, a także wejść na latarnię morską (North Gigantes Island Lighthouse). Przede wszystkim jednak trzeba koniecznie udać się na punkt widokowy, z którego rozpościera się wspaniała panorama okolicy.


Podwodne eldorado


Filipiny znajdują się w czołówce najlepszych regionów dla nurków na świecie. Eksploracja podwodnego królestwa w tej szerokości geograficznej dostarcza niezapomnianych wrażeń. Za największy skarb archipelagu uchodzi przede wszystkim wpisany w 1993 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Park Naturalny Raf Tubbataha (Tubbataha Reefs Natural Park), założony na południowy wschód od Puerto Princesa (Palawan) na morzu Sulu. Zajmuje on 1300 km². Ochroną objęto tutaj dziewiczą rafę koralową z przepiękną 100-metrową ścianą, rozległymi lagunami i koralowymi wysepkami. Ten region jest udostępniony do zwiedzania tylko podczas kilkudniowego nurkowego safari, które – niestety – nie należy do najtańszych.


Kolejnym idealnym miejscem dla amatorów podwodnych przygód będzie rejon Parku Naturalnego Rafy Apo (Apo Reef Natural Park), zwanej też miniaturową Tubbatahą, rozciągający się u zachodnich wybrzeży Mindoro. To drugi co do wielkości ciągły system rafowy na świecie (ok. 34 km2). Podczas nurkowania można tu spotkać rekiny, ślimaki nagoskrzelne, ryby z rodziny rogatnicowatych, manty i barakudy.


Dużą popularnością cieszą się także Moalboal na Cebu i wyspa Pescador. Wśród pobliskich miękkich ścian koralowych aż roi się od egzotycznych stworzeń, w tym żółwi morskich. Nurkowie odwiedzają również Bohol i plażę Alona na Panglao, gdzie działa wiele lokalnych baz. Z tutejszymi instruktorami udamy się na wyspę Balicasag, wokół której wznoszą się pod wodą strome stoki z koralowców zamieszkane m.in. przez ryby z gatunku karanksów, plataksy długopłetwe (Platax teira), mniejsze ślimaki nagoskrzelne czy liczne błazenki. W okolicach brzegów rajskiej Pamilacan o poranku można spotkać stada delfinów radośnie skaczących nad powierzchnię morza w promieniach wschodzącego słońca.


Nad morzem i w górach


We wschodniej części Filipin oblewanej przez wody Morza Filipińskiego, w rejonie Mindanao leży Siargao (ok. 437 km²). Dzięki tworzącym się tutaj wysokim falom, wyspa zaskarbiła sobie względy surferów z całego świata. Miejsce, gdzie powstaje słynna „Cloud 9” („Chmura 9”) co roku we wrześniu gości międzynarodowe zawody surfingowe. Oprócz tego Siargao zachwyca pięknymi piaszczystymi plażami i kolorowymi rafami koralowymi.


Na Archipelagu Filipińskim nie powinni też się nudzić wielbiciele trekkingu. Najwyższy szczyt kraju stanowi góra Apo (2954 m n.p.m.) na Mindanao, położona koło miasta Davao. Wejście na nią zajmuje 3 dni i nie należy do łatwych ze względu na ukształtowanie terenu. Po drodze trzeba pokonać skaliste obszary, omszałe lasy, duże rzeki i bagna. Jednak zapierający dech w piersiach widok z wierzchołka wynagradza wszelkie trudy.


Na uwagę zasługuje również uważany za mistyczny Obelisk Kleopatry (Cleopatras’s Needle), druga najwyższa góra Palawanu (1593 m n.p.m.). Nazwa ta pochodzi od formacji skalnej znajdującej się na szczycie. Trekking trwa 3–4 dni, a wieńczy go podziwianie wspaniałej panoramy morza Sulu i miasta Puerto Princesa.


Filipiny są na tyle różnorodne, że można na nich stale podróżować do nowych regionów i odkrywać niezwykłe miejsca. Do poznania tego archipelagu szczególnie mocno zachęcają dwie rzeczy. Nadal nie ma tutaj zbyt wielu turystów, a Polacy nie potrzebują wizy, jeśli chcą zatrzymać się w kraju na okres do 30 dni. Wystarczy, że okażą ważny jeszcze co najmniej 6 miesięcy paszport, bilet powrotny i zadeklarują posiadanie środków na pokrycie kosztów pobytu. Warto więc wyruszyć na pełen atrakcji rajski Archipelag Filipiński, żeby odnaleźć na nim prawdziwą radość życia.