APOLONIA FILONIK

<< Toskania jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów regionów Włoch. Nie należy się temu dziwić – wszak znajdziemy w niej wspaniałe zbiory sztuki renesansowej, urokliwe, średniowieczne miasteczka, zachwycające krajobrazy i wyborne wino. Każdy powinien więc być zadowolony z wizyty tutaj. Toskania to także serce kultury Italii – stąd pochodzili Dante Alighieri, Francesco Petrarca i Giovanni Boccaccio, ojcowie języka włoskiego, który wywodzi się z dialektu właśnie tego regionu. >>

Podczas planowania wycieczki po tej przepięknej części Włoch nierzadko musimy wybierać między największymi turystycznymi atrakcjami a mniej oczywistymi miejscami. Podjęcie odpowiedniej decyzji bywa w takiej sytuacji trudne. W tym krótkim artykule postaram się to jednak ułatwić, bo każda podróż do Toskanii powinna być niezapomnianym przeżyciem.

 

Florencka Katedra Matki Boskiej Kwietnej z największą ceglaną kopułą na świecie

© KavalenkavaVol ha/iSto ck/Getty Imag es

 

Na początek przyjrzymy się kontynentalnej części regionu, najbardziej wyczerpująco opisywanej w przewodnikach turystycznych. Tu z pewnością choć raz trzeba odwiedzić toskańską stolicę, Florencję. Warto też poznać inne, większe i mniejsze miasta, w których na każdym kroku można się przekonać, że Włochy to kolebka sztuki europejskiej. Toskania ma również swoje wyspiarskie oblicze. Należy do niej zachwycający archipelag Wysp Toskańskich.

 

Kolacja na sielskiej toskańskiej prowincji

©SolStock/E+/Getty Imag es

 

PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO

Florencja to raj dla turystów zafascynowanych włoską sztuką. Miasto oblegają przyjezdni z całego świata, więc nie ma w nim co liczyć na chwilę spokoju i samotności. Należy być gotowym na stanie w kolejkach, zrobić wcześniej rezerwację biletów i niestety poddać się nurtowi zwiedzających w muzeach i galeriach. Jednak to, co można zobaczyć i przeżyć w stolicy Toskanii, jest warte tych poświęceń. Florencja stanowi prawdziwe dzieło sztuki – na każdym kroku napotkamy w niej arcydzieła architektury, rzeźby lub malarstwa autorstwa najwybitniejszych mistrzów w historii.

Za najbardziej ikoniczną florencką budowlę uchodzi – oczywiście – Katedra Matki Boskiej Kwietnej (Cattedrale di Santa Maria del Fiore), której zjawiskowa kopuła góruje nad dachami miasta. Świątynia jest szczególnie atrakcyjna z zewnątrz (rzeźby z niej można zobaczyć w Museo dell’Opera del Duomo) i żeby podziwiać jej majestatyczne piękno, warto wspiąć się po 414 schodach na blisko 85-metrową Dzwonnicę Giotta (Campanile di Giotto). Do kompleksu sakralnego należy również baptysterium (Battistero di San Giovanni), do którego prowadzą słynne drzwi z początku XV w., projektu Lorenza Ghibertiego.

Podczas jednej podróży do Florencji nie sposób zwiedzić wszystkiego, ale dobrze orientować się, co nas czeka w poszczególnych galeriach i muzeach. Na pierwszym miejscu wśród tych placówek znajduje się Galeria Uffizi (Galleria degli Uffizi) – świątynia renesansowego malarstwa włoskiego. Najczęściej kojarzony z nią obraz Narodziny Wenus Sandra Botticellego to tylko jedno płótno z ogromnej kolekcji dzieł artystów takich jak Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael Santi, Giotto di Bondone czy Piero della Francesca. Symbolem Florencji, prócz katedry, jest słynny Dawid Michała Anioła. Pierwotnie był umieszczony na zewnątrz, dziś wraz z innymi pracami mistrza wystawia go Galeria Akademii (Galleria dell’Accademia). W poszukiwaniu arcydzieł Michała Anioła powinniśmy udać się też do Museo Nazionale del Bargello w Pałacu Bargello, gdzie możemy także podziwiać rzeźby innych artystów, np. Donatella, oraz do Casa Buonarroti – w domu tym wprawdzie nie mieszkał, ale dziś mieści się w nim jego muzeum. Obok Galerii Uffizi, przy Piazza della Signoria znajduje się Stary Pałac (Palazzo Vecchio), dawna siedziba rady miejskiej. Stąd słynnym mostem złotników (Ponte Vecchio) dotrzemy na drugą stronę rzeki Arno, prosto do Palazzo Pitti z aż czterema muzeami.

Osoby wolące kontemplować dzieła sztuki w zaciszu sakralnych wnętrz mogą być pewne, że nie zabraknie ich we florenckich świątyniach. Oprócz katedry na liście zwiedzania powinny znaleźć się kościół Medyceuszy – Basilica di San Lorenzo z Nową Zakrystią (Sagrestia Nuova) zaprojektowaną przez Michała Anioła; Orsanmichele – pierwotnie spichlerz i hala gildii miejskich, który zdobią rzeźby m.in. Donatella i Lorenza Ghibertiego; Basilica di Santa Croce z kaplicami Peruzzich i Bardich dekorowanymi freskami Giotta; Chiesa di Santa Maria del Carmine z kaplicą Brancaccich z freskami Masaccia, Masolina da Panicale i Filippina Lippiego oraz Basilica di Santa Maria Novella słynąca z innego dzieła Masaccia – Trójcy Świętej.

 

Charakterystyczny element krajobrazów Toskanii stanowią łagodne, zielone wzgórza

© Shaiith/iSto ck/Getty Imag es

 

SIENA, PIZA I CAŁA RESZTA

Średniowieczna Siena to drugie po Florencji miasto stanowiące najczęstszy cel turystów zwiedzających Toskanię. Tu również znajduje się wspaniała katedra (Cattedrale Metropolitana di Santa Maria Assunta). Ma ona pięknie zdobioną fasadę i kryje w swoim wnętrzu wyjątkowe prace gotyckich i renesansowych mistrzów takich jak Nicola Pisano, jego syn Giovanni, Michał Anioł czy Donatello. Podobnie jak we Florencji wiele dzieł sztuki pochodzących z katedry przechowywanych jest w pobliskim muzeum (Museo dell’Opera del Duomo, Siena Opera della Metropolitana). Aby obejrzeć wybitne przykłady malarstwa, należy udać się do galerii Pinacoteca Nazionale. Jednak najważniejszy punkt Sieny stanowi Piazza del Campo – spadzisty plac w kształcie półkola, przy którym mieści się Palazzo Pubblico (Palazzo Comunale) z Muzeum Miejskim (Museo Civico). To właśnie na nim odbywa się dwa razy do roku (2 lipca i 16 sierpnia) słynny wyścig konny Palio di Siena (Il Palio). Biorący w nim udział zawodnicy reprezentują 17 dzielnic (contrade). W samej gonitwie uczestniczy 10 dżokejów (fantini). Widowisko przyciąga niemal wszystkich mieszkańców Sieny i mnóstwo gości z całego świata. Zwycięzca wyścigu zostaje na koniec porwany przez rozentuzjazmowany tłum.

Trzecim najbardziej znanym miastem Toskanii obok Florencji i Sieny jest Piza. Wszyscy kojarzą ją głównie z Krzywą Wieżą (Torre Pendente), z którą turyści fotografują się w różnych pozach. Naszej uwadze nie powinny umknąć jednak inne wspaniałe budowle wzniesione na Placu Cudów (Piazza dei Miracoli) – przede wszystkim majestatyczna Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Cattedrale Metropolitana Primaziale di Santa Maria Assunta), będąca nietypowym przykładem włoskiej architektury średniowiecznej (arcydziełem tzw. romanico pisano), oraz Baptysterium św. Jana Chrzciciela (Battistero di San Giovanni Battista).

W Toskanii, jeśli tylko będziemy mieli taką możliwość, musimy odwiedzić jak najwięcej zabytkowych miast i miasteczek. Są one nieco spokojniejsze niż te trzy duże, najmodniejsze i najbardziej oblegane toskańskie ośrodki, ale z pewnością nie brakuje im wielkiego uroku. Wśród nich warto wymienić choćby Cortonę, Carrarę, Arezzo, Lukkę, Montalcino, Montepulciano, Pienzę, Pistoię, Grosseto, San Gimignano czy Monteriggioni. Na zainteresowanie zasługują także regiony Chianti, Casentino, Garfagnana, Lunigiana i Maremma. Arezzo słynie m.in. z fresków Piera della Francesco zdobiących Bazylikę św. Franciszka (Basilica di San Francesco). Cortona z kolei szczyci się piękną średniowieczną zabudową, podobnie zresztą jak choćby Lukka, Monteriggioni czy Pistoia. W tej ostatniej nie sposób ominąć Katedry św. Zenona (Cattedrale di San Zeno) z najwspanialszym włoskim ołtarzem, wykonanym ze srebra (Altare argenteo di San Jacopo). San Gimignano rozpoznamy z daleka po 14 wieżach, które nadają mu charakter średniowiecznej metropolii. Pienza to miasteczko zaprojektowane i założone w epoce renesansu przez papieża Piusa II. Carrara słynie z okolicznych kamieniołomów. W marmurze karraryjskim tworzyli swoje dzieła m.in. Michał Anioł czy Giovanni Lorenzo Bernini. Romantyczny górski krajobraz, który niegdyś zachwycił angielskiego poetę George’a Gordona Byrona, będziemy mogli podziwiać w Garfagnanie. Rejon Maremmy z kolei zaskakuje dzikimi pejzażami w swoim centrum. Podążając nieco dalej na zachód od niego, natrafimy na najbardziej popularne plaże w Marina di Alberese, Porto Ercole, Porto Santo Stefano, Monte Argentario, Orbetello, Castiglione della Pescaia i Scarlino. Szlakiem winnym powinniśmy udać się do regionu Chianti oraz Montalcino (ojczyzny wyśmienitego czerwonego Brunello di Montalcino) i Montepulciano, gdzie produkuje się wyborne Vino Nobile di Montepulciano.

 

MALOWNICZY ARCHIPELAG

Wyspy Toskańskie (Arcipelago Toscano) rozciągają się między morzami Liguryjskim i Tyrreńskim, u wybrzeży Toskanii. Największa z nich, Elba (ok. 224 km² powierzchni i 32 tys. mieszkańców), kojarzy się przede wszystkim z zesłanym na nią Napoleonem Bonapartem (przebywającym na niej od maja 1814 r. do lutego 1815 r.), ale jest też miejscem krzyżowania się wielu kultur. To tutaj według mitologii greckiej podczas wyprawy po złote runo zatrzymał się Jazon (Argonauci nazywali ten piękny ląd Aethalią). Wyspa została wspomniana w Eneidzie rzymskiego poety Wergiliusza. Zawitali na nią m.in. Grecy, Etruskowie, Rzymianie, Saraceni, Medyceusze, Hiszpanie, a w końcu sam cesarz Francuzów. Dziś zniewalającą Elbę odwiedzają rzesze turystów, co wcale nie dziwi. Oprócz malowniczych krajobrazów i piaszczystych plaż znajduje się tu wiele innych atrakcji.

W stolicy wyspy, Portoferraio, zwiedzimy przede wszystkim XVI-wieczne medycejskie fortyfikacje. Do ich najważniejszych obiektów należą Torre della Linguella (Torre del Martello), Forte Stella na planie gwiazdy i Forte Falcone. Widoki w tym największym mieście Elby, w którym mieszka na stałe 12 tys. osób, uatrakcyjniają dodatkowo liczne przejścia, tunele, schody i armaty. Pielgrzymów i miłośników sztuki sakralnej zainteresuje główny tutejszy kościół – Chiesa della Natività di Maria (Propositura della Natività di Maria), stojący przy placu Republiki (Piazza della Repubblica).

W każdej miejscowości na wyspie znajdziemy coś interesującego. W Palazzo del Pretorio w miasteczku Marciana mieści się Miejskie Muzeum Archeologiczne (Museo Civico Archeologico di Marciana) z licznymi zbiorami interesujących przedmiotów pochodzących z tej okolicy. Placówka podzielona jest na kilka sekcji: prehistoryczną, etruską, średniowieczną, omawiającą m.in. miejscowe zastosowanie granodiorytu (wydobywanego niegdyś w Cavoli), oraz dotyczącą cennych reliktów odkrytych pod wodą w okolicach Sant’Andrea, Procchio i Chiessi (tzw. relitti di Sant’Andrea, relitto di Procchio i relitto di Chiessi). Z Porto Azzurro można wybrać się do barokowego Sanktuarium Matki Boskiej z Montserrat (Santuario della Madonna di Monserrato), wybudowanego na początku XVII w. przez ówczesne władze hiszpańskie. Poświęcono je Madonnie z Montserrat w Katalonii. Jeśli odwiedzimy Porto Azzurro 8 września, trafimy na obchody święta ku jej czci. Z kolei 25 lipca będziemy mieli w nim okazję obejrzeć spektakularny pokaz fajerwerków nad zatoką organizowany z okazji dnia św. Jakuba (San Giacomo).

Jednak Elba to również, a może przede wszystkim, miejsce atrakcyjne ze względów przyrodniczych, doskonałe dla miłośników wycieczek na łono natury. Częścią rozległego Parku Narodowego Wysp Toskańskich (Parco Nazionale Arcipelago Toscano) jest choćby mieszczące się w pobliżu Monte Perone (630 m n.p.m.) Sanktuarium Motyli „Ornella Casnati” (Il Santuario delle Farfalle „Ornella Casnati”), w którym w naturalnym środowisku lasów sosnowych i pól obejrzymy unikatowe gatunki motyli występujących w tym rejonie.

Elba słynie też z ogromnej różnorodności minerałów. Warto tu wymienić dwie główne atrakcje. Pierwsza z nich to Park Górniczy Wyspy Elba (Parco Minerario Isola d’Elba) w Rio Marinie, w której okolicy od blisko 3 tys. lat (od czasów Etrusków) wydobywano żelazo. Wycieczkę należy rozpocząć w XVIII-wiecznym Palazzo del Burò, najważniejszym budynku historycznego centrum miasta. Obecnie działa w nim muzeum (Museo dei Minerali dell’Elba e dell’Arte Mineraria), w którym zebrano wspaniałą kolekcję tysiąca minerałów, a także zrekonstruowano wnętrza kopalni. Następnie koniecznie trzeba zwiedzić właśnie kopalnie – otaczający je niezwykły, czerwony pejzaż przywodzi na myśl krajobraz księżycowy. Specjalny pociąg (tzw. trenino) w nieco ponad godzinę obwiezie nas po głównych punktach kopalni. Atrakcja ta spodoba się szczególnie młodszym zwiedzającym. Drugim miejscem, które prezentuje minerały wyspy, jest Museo Minerali Elbani „Alfeo Ricci” w Capoliveri. Szczyci się ono kolekcją rzadkich okazów Alfea Ricciego. Muzeum działa codziennie, a wstęp kosztuje zaledwie 2 euro.

Jeden z najpiękniejszych punktów widokowych na Elbie stanowi Punta Calamita, wysunięty w morze górzysty półwysep, wprost idealny jako cel wypraw rowerowych. Już od czasów Etrusków mieściły się w tym rejonie kopalnie magnetytu – obok pirotynu jedynego minerału, który naturalnie wykazuje właściwości magnetyczne. Podobno w pobliżu półwyspu kompasy na statkach traciły orientację i przestawały wskazywać północ. Na jego zwiedzanie można wyruszyć pieszo lub rowerem z Capoliveri drogą, która prowadzi przez malowniczą Plażę Kochanki (Spiaggia dell’Innamorata) do sosnowego lasu na Monte Calamita, wzgórzu o wysokości 413 m n.p.m.

Wspomniana Spiaggia dell’Innamorata ma długość ok. 280 m, pokryta jest piaskiem i osłonięta od wiatru z jednej strony przez Punta di Pareti, a z drugiej przez Punta delle Ciarpe. Swoją romantyczną nazwę zawdzięcza tragicznej historii miłości Lorenza i Marii. Legenda pochodząca z 1534 r. głosi, że plaża była schronieniem dla dwojga kochanków, którzy z powodu sprzeciwu rodziny dziewczyny nie mogli być razem. Kiedy Lorenzo został zabity przez piratów, Maria z rozpaczy rzuciła się w morskie odmęty. Podobno zdarzyło się to 14 lipca i do dziś w Capoliveri w tym dniu obchodzi się Święto Zakochanych, któremu towarzyszy uroczysta parada i procesja ze światłami nad brzeg morza.

W skład archipelagu wchodzi jeszcze sześć innych większych wysp. Druga co do wielkości po Elbie jest Giglio (ok. 24 km² powierzchni i blisko 1,5 tys. mieszkańców). Jej okolica stanowi wymarzone miejsce dla amatorów nurkowania. Przejrzyste wody pozwalają na obserwowanie bujnego życia morskiego. Kto skusi się na podwodną wyprawę, będzie mógł podziwiać skały pokryte niebieskimi gąbkami i czerwonymi gorgoniami oraz spotkać piotrosze (paszczaki, ryby św. Piotra), samogłowy, kielce właściwe (kielczaki śródziemnomorskie), tuńczyki czy pławikoniki. Trzecia pod względem powierzchni jest Capraia (ponad 19 km²). To jedyna wyspa archipelagu, która ma pochodzenie wulkaniczne. Uchodzi za raj dla miłośników zarówno flory, jak i fauny. Z kolei na Pianosie (ok. 10 km²) do 1998 r. mieściło się pilnie strzeżone więzienie. Z tego powodu ta dziewicza wyspa nie jest częstym celem wypraw turystów, poza tym w celu zachowania jej naturalnego piękna podjęto decyzję o wprowadzeniu limitu liczby gości, która nie może przekraczać 250 osób dziennie. Warto ją jednak odwiedzić podczas wycieczki z przewodnikiem i wziąć udział w wędrówkach pieszych lub rowerowych, zwiedzić spektakularny kompleks chrześcijańskich katakumb z III–IV w. albo uprawiać snorkeling u jej brzegów. Giannutri (2,6 km² powierzchni) kształtem przypomina półksiężyc. W okolicznych krystalicznie czystych wodach można się natknąć dość często na delfiny i walenie, a czasami nawet na żółwie karetta. Na wyspie zwiedzimy rzymską willę z I–II w. n.e. wybudowaną dla potężnej rodziny Domizi Enobarbi, z której pochodził cesarz Neron (tzw. Villa Domizia, Villa Domitia). Na Gorgonie (2,23 km² powierzchni) funkcjonuje od 1869 r. kolonia karna, dlatego obowiązuje na niej limit odwiedzających – turyści mogą przypływać tu cztery dni w tygodniu (wpuszcza się do 75 osób dziennie). Niełatwo dostać się również na Montecristo (ok. 10,4 km²). Rozgłos przyniosła jej powieść francuskiego pisarza Aleksandra Dumasa Hrabia Monte Christo (1844–1846). Wokół niej rozwinęło się szczególnie bogate życie morskie. W okolicy pojawiają się różne gatunki waleni, w tym wyjątkowo rzadkie, m.in. dlatego na wyspę, na której utworzono zresztą objęty ścisłą ochroną rezerwat biogenetyczny „Isola di Montecristo” (Riserva Naturale Biogenetica „Isola di Montecristo”), wpuszcza się rocznie, jedynie w okresie od 1 kwietnia do 15 lipca i od 31 sierpnia do 31 października, zaledwie tysiąc szczęśliwców (600 uczniów, studentów i 400 dorosłych – członków ekspedycji naukowych, dziennikarzy czy pisarzy). Nie zniechęca to jednak wielu zafascynowanych tajemniczą, dziewiczą i niedostępną Montecristo osób, które są gotowe długo czekać na akceptację ich zgłoszenia (średnio dwa, trzy lata).

 

PRZYRODA I SPA

Toskania z jednej strony kojarzona jest z miastami, które same w sobie stanowią dzieła sztuki, a z drugiej – z zachwycającymi krajobrazami. Miłośnicy spędzania urlopu na łonie natury nie mogą narzekać na brak atrakcji. Na wielbicieli górskich wycieczek czeka Park Narodowy Apeninu Toskańsko-Emiliańskiego (Parco Nazionale Appennino Tosco-Emiliano), który rozciąga się na granicy Toskanii i Emilii-Romanii. Bogata fauna i flora oraz najwyższy szczyt całego regionu, Prado (Prato, 2054 m n.p.m.), są chyba wystarczającą zachętą, żeby się tu udać. Bliżej wybrzeża można wybrać się na wyprawę w dzikie Alpy Apuańskie, gdzie wśród malowniczych gór znajduje się niemal tysiąc jaskiń, w tym najgłębsza we Włoszech (aż ok. 1210 m!) – Antro del Corchia (nazywana również Grottą di Eolo).

Ci, którzy najchętniej spędzają czas nad brzegiem morza, powinni z pewnością zaplanować wycieczkę na zachwycające Wyspy Toskańskie. Jeśli wolą jednak pozostać w kontynentalnej części regionu, mogą zatrzymać się w jednej z tutejszych nadmorskich miejscowości. Viareggio na wybrzeżu Versilia to kurort nad Morzem Liguryjskim, w którym dominuje architektura w stylu secesji i art déco. Latem wypoczniemy tu na pięknych plażach, a zimą – będziemy się bawić podczas słynnego karnawału (Carnevale di Viareggio). Na południe od Viareggio znajduje się klimatyczne Livorno – najważniejsze miasto portowe w Toskanii, które tętni życiem. Warto je odwiedzić także poza sezonem. Za jego największe atrakcje uchodzą liczne targi, akwarium (Acquario di Livorno) i piękna promenada ciągnąca się wzdłuż wybrzeża (tzw. Lungomare di Livorno). W rejonie niziny Maremma możemy zatrzymać się w Castiglione della Pescaia, dawnej rybackiej wiosce z dwoma portami, latarniami morskimi i molo. W okolicy są zarówno skaliste, jak i piaszczyste plaże. Dalej na południe leży laguna Orbetello i urokliwe miasteczko o tej samej nazwie. Gości tego ostatniego zaskoczy nieco egzotyczna atmosfera. Laguna słynie z bogactwa roślin i zwierząt, w tym różowych flamingów. W miasteczku znajduje się dość sporo perełek architektury, zarówno z początków renesansu, jak i z czasów panowania Hiszpanów (Stato dei Presidi, 1557–1801).

Jeśli ktoś pragnie wybrać się nad morze, ale woli spędzać czas aktywniej, niż tylko leżąc na plaży w towarzystwie innych turystów, powinien odwiedzić Parco Regionale Migliarino San Rossore Massaciuccoli – park o niespotykanie zróżnicowanym krajobrazie. Są tutaj piaszczyste wydmy, malownicze morskie wybrzeże, jezioro Massaciuccoli, ujścia rzek Arno i Serchio oraz sosnowe lasy. Park można zwiedzać samodzielnie lub podczas wycieczki z przewodnikiem. Do wyboru mamy wędrówkę szlakami pieszymi, przejażdżkę trasami rowerowymi, skorzystanie z małego, ekologicznego pociągu czy nawet łodzi.

Wielbiciele wczasów zdrowotnych powinni wybrać się do Montecatini Terme, Castiglione d’Orcia czy Bagni di Lucca. Pierwsza miejscowość to eleganckie uzdrowisko w prowincji Pistoia słynące z dobroczynnych wód, w którym poczujemy się jak kuracjusze z minionych wieków. Pobyt w nim będzie nie tylko relaksem dla ciała i duszy, ale i prawdziwym przeżyciem estetycznym, a to za sprawą zabytkowej architektury kompleksu łaźni (Terme Tettuccio). Do Castiglione d’Orcia warto udać się zwłaszcza, gdy temperatura nieco spadnie, bo w jego okolicy znajdują się gorące źródła w Bagni San Filippo. Klimatyczne uzdrowisko Bagni di Lucca, nie bez powodu zwane Szwajcarią Toskanii, znane było już w czasach starożytnego Rzymu.

 

CHLEB I WINO

W trakcie podróży po malowniczej toskańskiej ziemi nie należy zapominać o przyjemnościach cielesnych i degustacji miejscowych specjałów. Kuchnia tego regionu charakteryzuje się bardzo długą tradycją, związaną głównie ze środowiskiem wiejskim. Choć bazuje na nieskomplikowanych składnikach, nie można odmówić jej wyrafinowania.

Przewodnik po kuchni Toskanii bezsprzecznie trzeba zacząć od steku po florencku, czyli bistecca alla fiorentina – sztandarowego tutejszego dania. W restauracjach Florencji specjalizujących się w tej potrawie kelner najpierw prezentuje gościowi plaster surowej wołowiny. Jeśli ten go zaakceptuje, kucharz przystąpi do odpowiedniego przyrządzania mięsa. Stek ma wagę ok. 1–1,5 kg, grubość mniej więcej 5–6 cm i krwiste wnętrze.

Kuchnia toskańska jest w dużej mierze mięsna i tłusta, dlatego obok wołowiny kluczowe miejsce zajmują w niej flaki. Typowe danie to trippa alla fiorentina. Pod tą nazwą kryją się flaki gotowane z oliwą, cebulą, włoszczyzną i pomidorami, a przed podaniem oprószone tartym parmezanem. W wersji street food potrawa ta występuje w postaci lampredotto, czyli rodzaju burgera z flakami. Można go kupić w specjalnych budkach – lampredottari. Podawany jest najczęściej z sosem z czosnku i natki pietruszki.

Ale kuchnia Toskanii to nie tylko dania mięsne, lecz także wyśmienite zupy. Za typową dla tego regionu uchodzi pappa al pomodoro. Swoją gęstą konsystencję ta włoska pomidorówka zawdzięcza dodatkowi toskańskiego chleba, który według receptury sięgającej średniowiecza zagniata się bez soli. Inną popularną zupą jest fasolowa ribollita. Jej główne składniki, oprócz fasoli, stanowią toskańska czarna kapusta (cavolo nero, nazywana też często czarnym jarmużem lub dinozaurem) i czerstwy chleb. Pierwotnie ribollita była przygotowywana w chłopskich domach i od razu w dużych ilościach po to, żeby odgrzewać ją przez kilka dni, na co wskazuje sama jej nazwa („ponownie gotowana”).

Do charakterystycznych deserów w Toskanii (jak i na całym obszarze Apeninów) należą ciasto z kasztanów, czyli castagnaccio, i ciasteczka cantucci (cantuccini lub biscotti di Prato, czyli „biszkopty z Prato”). To pierwsze jest niepozornym, płaskim plackiem z mąki z kasztanów, z dodatkiem rodzynek i orzeszków piniowych, udekorowanym często gałązką rozmarynu albo skórką pomarańczową. Cantucci są w Polsce lepiej znane. Te twarde ciasteczka migdałowe o cytrynowym lub pomarańczowym aromacie przypominają nieco sucharki. Podaje się je najczęściej z rodzajem toskańskiego wina deserowego (tzw. vin santo – po polsku „święte wino”), w którym macza się cantucci, aby zmiękły. Można je również zanurzyć w pysznej włoskiej kawie.

Skoro już wspomnieliśmy przed chwilą o szlachetnych trunkach, na koniec należy nadmienić o chyba najważniejszym bohaterze opowieści o tradycji kulinarnej Toskanii – winie z regionu Chianti. Wyróżnić tu trzeba Chianti Rufina DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita) wytwarzane w miasteczku Rufina i jego okolicach, a przede wszystkim słynne Chianti Classico DOCG, którego spróbować można niemal w każdym punkcie gastronomicznym we Florencji i całym regionie: od ulicznej budki po elegancką restaurację. Inne produkty warte uwagi to przede wszystkim wyborna oliwa, białe trufle z San Miniato, ser pecorino toscano, a z wyrobów mięsnych: finocchiona (toskańskie salami z koprem włoskim) i prosciutto toscano.

INNY RODZAJ TURYSTYKI

Zmęczeni nierzadko wielogodzinnym staniem w kolejkach po bilety i pospiesznym przesuwaniem się z tłumem po korytarzach galerii i muzeów turyści marzą o chwili wytchnienia, alternatywnych formach spędzania czasu, bez pośpiechu, w spokoju, w bliskim kontakcie z naturą. To właśnie oferuje im od 2015 r. Slow Travel Fest – cykliczne wydarzenie, które narodziło się w Toskanii i promuje wypoczynek z dala od typowych turystycznych atrakcji. Jak opisują sami organizatorzy, slow travel oznacza całkowite zanurzenie się w doświadczeniu podróży. Wydarzenie obejmuje różnego rodzaju spotkania związane ze sztuką, muzyką i naturą, a także wycieczki w okolicach historycznej Via Francigena (Drogi Franków). Slow Travel Fest obecnie składa się już z cyklu imprez na świeżym powietrzu. W tym roku w połowie czerwca w jego ramach odbył się festiwal dla rodzin (i nie tylko) Lunigiana Folks & Family. W programie znalazły się wycieczki piesze, rowerowe i konne po zapierającym dech w piersiach nawet najbardziej wybrednym globtroterom obszarze Lunigiana oraz liczne interesujące przedstawienia, koncerty i warsztaty. Połowa września z kolei należała do miłośników wspinaczki górskiej. W ramach Camaiore Climbing & Trekking można było odkrywać Alpy Apuańskie i okolice Camaiore w prowincji Lukka, atrakcyjne właśnie dla wielbicieli tej aktywności na świeżym powietrzu. W weekend od 21 do 23 września odbył się klimatyczny festiwal Monteriggioni Walks & Talks, podczas którego urocze średniowieczne Monteriggioni i pobliska Abbadia a Isola stały się toskańskim centrum slow travel. Oprócz wszelkiego rodzaju wydarzeń o charakterze artystycznym tradycyjnie oferowano wycieczki piesze, rowerowe, konne, a nawet zwiedzanie pobliskich grot czy spokojny rafting z dreszczykiem pozytywnych emocji w przepięknej scenerii doliny rzeki Elsa (Val d’Elsa). Więcej informacji o Slow Travel Fest zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

 

NATURALNE TARGI

Dla wielbicieli idei slow food w Toskanii przygotowano specjalną ofertę targów zwanych Mercati della Terra. To miejsca, gdzie można kupić i spróbować regionalnych, sezonowych, ekologicznych produktów sprzedawanych przez samych wytwórców, a przy okazji poznać nieco życie lokalnej społeczności. Inicjatywa narodziła się w 2005 r. w toskańskim mieście Montevarchi w prowincji Arezzo, a w kolejnych latach rozprzestrzeniła się na całe Włochy. Obecnie w samej Toskanii działa pięć Mercati della Terra (z 66 na całym świecie i 37 w Italii).

Poza Montevarchi, gdzie tego rodzaju targ (Mercatale di Montevarchi) odbywa się codziennie od 9.00 do 13.00 i od 16.00 do 20.30 na Piazza dell’Antica Gora, warto odwiedzić choćby sielskie Procchio na Elbie. Tutaj już od ponad siedmiu lat (od sierpnia 2011 r.) w każdą sobotę od początku kwietnia do końca września od 8.00 do 13.00 sprzedawcy rozkładają swoje stoiska w Giardini di Procchio (naprzeciwko luksusowego, 4-gwiazdkowego Hotelu del Golfo). Targ w Procchio (Mercato della Terra e del Mare di Procchio – Isola d’Elba) skupia ok. 15 różnych wytwórców z Elby i innych wysp archipelagu. Ma ogromne znaczenie dla rozwoju miejscowego rolnictwa i rybołówstwa. Można na nim kupić m.in. owoce i warzywa, świeże ryby i owoce morza, a także jajka, miody, wyroby cukiernicze, chleby, oliwy, miejscowe wina, sery, naturalne olejki eteryczne i domowe przetwory. Poza tym Mercati della Terra odbywają się w Montecatini Terme (via Mazzini, w sobotę rano, a popołudniu – Margine Coperta przy Piazza Don Andrea Gallo), San Miniato (Piazzale Dante Alighieri, w trzecią niedzielę miesiąca, w każdy piątek również na terenie osiedla La Scala) oraz Lukce (Mercato Bio di Lucca, Piazza San Francesco, w środy latem od 16.30, a zimą od 14.30). Więcej informacji znajdziemy na stronie www.fondazioneslowfood.com.

 

NA ZAKOŃCZENIE

Toskania kryje jeszcze wiele innych skarbów, które opisać trzeba by było w co najmniej kilkutomowym zbiorze. Mam nadzieję, że tym artykułem przekonałam Was, drodzy Czytelnicy, że warto samemu próbować ją odkrywać: zbaczać z utartych szlaków, zaglądać do zaułków, wybrać się na zachwycające Wyspy Toskańskie z gościnną Elbą na czele, rozmawiać z mieszkańcami i być na bieżąco z lokalnymi wydarzeniami, barwnymi festiwalami. Taki sposób zwiedzania dostarcza bezcennej satysfakcji i gwarantuje niepowtarzalne wspomnienia z podróży po malowniczej toskańskiej ziemi.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Artykuły wybrane losowo

Fotografowanie przyrody

Mandryl barwnolicy (Gabon)
IMG 8889

Jenot azjatycki (Polska, Warmia)

Jenot

ROBERT GONDEK

www.szczytyafryki.pl

Podróżuję po różnych zakątkach naszego globu od ponad dwudziestu lat. Najchętniej wyjeżdżam do Afryki, ale nie tylko tam. Odwiedziłem już ponad pięćdziesiąt państw na całym świecie, w tym siedemnaście właśnie na tym kontynencie. Lubię chodzić po górach. W trakcie swoich wyjazdów skupiam się na przyrodzie. Fotografuję ptaki, zwierzęta i krajobrazy. To moja wielka pasja.

Więcej…

Jordania – serce Bliskiego Wschodu

 

Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.

Więcej…

Stolice Japonii

JĘDRZEJ SAPTOWSKI

www.malyglobtroter.pl

 

<< Kraj Kwitnącej Wiśni intryguje Europejczyków nie od dziś. Wzrost zainteresowania sztuką japońską na naszym kontynencie dało się zauważyć w drugiej połowie XIX w., po tym jak Stany Zjednoczone wymusiły na Japonii otwarcie się na świat po latach izolacji. Dziś trudno sobie wyobrazić europejski rynek bez produktów z ojczyzny Japończyków: elektroniki, samochodów, mangi i filmów anime czy sushi, a ten wyjątkowy region Azji cieszy się dużą popularnością również wśród turystów z Polski. >>

Tu, w okolicy Wysp Japońskich, spotykają się płyty tektoniczne. Dlatego rejon ten nawiedzają trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Czerwone koło na charakterystycznej fladze państwa symbolizuje słońce, do którego nawiązuje złocista chryzantema z kamonu (herbu) cesarza.

Pagoda zespołu świątynnego Kiyomizu-dera na zboczu góry Otowa i panorama Kioto

© Kyoto Convention & Visitors Bureau

 

Podróż po stolicach Japonii stanowi jeden z ciekawszych sposobów na poznanie wyjątkowych atrakcji Kraju Kwitnącej Wiśni. Opisane przeze mnie Nara, Kioto, Kamakura, Osaka i Tokio pełniły funkcje najważniejszych ośrodków w państwie. To ostatnie miasto do dziś odgrywa tę rolę.

 

NARA – PIERWSZA STOLICA

W położonej niedaleko Kioto i Osaki Narze, pierwszej formalnej stolicy Japonii (w latach 710–784), znajduje się aż osiem obiektów wpisanych wspólnie na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (pod nazwą „historyczne zabytki starożytnej Nary”) i ponad 1,2 tys. swobodnie spacerujących jeleni wschodnich (sika). Największą atrakcją poza tymi sympatycznymi zwierzętami jest tutaj mierzący niemal 15 m, wykonany z brązu posąg Daibutsu (Wielkiego Buddy).

Autobus dowiózł nas do oddalonego od dworca kolejowego o ok. 2 km Parku Nara (Nara-kōen), gdzie stoi Tōdai-ji – kompleks świątynny ze wspomnianą figurą. Wypełniony turystami autokar aż się przechylił, kiedy pasażerowie spostrzegli za oknami pierwsze jelenie wschodnie. Zwierzęta zupełnie nie przejmowały się obecnością samochodów i ludzi, swoim zachowaniem przypominały raczej krowy na indyjskich ulicach. Gdy dojechaliśmy do celu, naszym oczom ukazała się osobliwa scena. Turyści otoczeni przez jelenie sika robili im mnóstwo zdjęć z całkiem bliska, a czasem musieli wręcz ratować się ucieczką, kiedy te zbyt natarczywie domagały się poczęstunku i podgryzały im ubrania. Trudno mi ocenić tę atrakcję, ale zdaję sobie sprawę, że obecność tych zwierząt nie jest w tym miejscu przypadkowa. Były i są uważane (podobnie jak lisy) za boskich posłańców.

Gdy minęliśmy znudzone i w większości zmęczone upałem jelenie i zaaferowane nimi tłumy oraz liczne stoiska z pamiątkami, dotarliśmy do Wielkiej Bramy Południowej (Nandai-mon), gdzie stanęliśmy oko w oko z pięknymi rzeźbami strażników Niō broniących wstępu na teren Tōdai-ji. Pawilon Wielkiego Buddy (Daibutsu-den), jedna z największych drewnianych budowli świata, imponuje swoimi rozmiarami (ma 48 m wysokości, 57 m długości i 50 m szerokości). Z daleka robi wrażenie masywnego i przysadzistego. Z bliska dostrzegamy misterną konstrukcję łączeń między wielkimi i małymi elementami pokrytymi kolorowymi zdobieniami. Warto nadmienić, że obecny obiekt stanowi jedynie dwie trzecie pierwotnego założenia (został zmniejszony w 1709 r.). W głównym holu znajduje się Daibutsu, wizerunek Wajroczany. Według historyków miał on chronić mieszkańców przed epidemią czarnej ospy. Kiedy obserwuję spokojne twarze buddyjskich posągów, zawsze odnoszę wrażenie, że spoglądają na wiernych z troską. Może dzięki temu, nawet gdy przybierają tak ogromne rozmiary, nadal wydają się bliskie. We wnętrzu świątyni znajdują się też inne rzeźby. Co szczuplejsi próbują przecisnąć się przez otwór w jednej z belek konstrukcji. Podobno jeśli komuś się uda, z pewnością zostanie oświecony.

Chram szintoistyczny zwany Kasuga-taisha, założony w 768 r., położony jest w odległości ok. 1 km od Tōdai-ji. Droga do niego prowadzi przez Park Nara. Kiedy podążaliśmy nią pod górę wśród kamiennych latarni wotywnych kontrastujących z zielenią liści drzew i krzewów, mijaliśmy kolejne punkty sprzedaży łakoci dla jeleni sika (senbei, czyli rodzaju japońskich ryżowych krakersów) i ludzi karmiących je wprost z ręki. Zastanawiając się, co robią kobiety zajmujące się sprzedawaniem tych przysmaków, że zwierzęta omijają je z daleka, przeszliśmy przez wielką bramę (torii) należącą do chramu. Tu mogliśmy w końcu odpocząć i jednocześnie podziwiać zgrabne sylwetki budynków i wspaniałą, bujną roślinność.

Po drodze do stacji odwiedziliśmy pięciokondygnacyjną pagodę kompleksu Kōfuku-ji i w pobliskiej knajpce zjedliśmy pyszne okonomiyaki, czyli rodzaj placków podawanych na rozgrzanej płycie w stoliku. Każdy może wybrać do nich własne składniki, zarówno mięsne, jak i wegetariańskie, i w ten sposób skomponować odpowiadającą mu wersję. To proste danie jest tutaj równie popularne jak ramen czy sushi, a jedną z pierwszych osób, które przybliżyły je Polakom, był Marcin Bruczkowski. W swojej książce Bezsenność w Tokio (2004 r.) opisał 10 lat spędzonych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystkim gorąco polecam tę pozycję.

 

Imponujący brązowy posąg Wielkiego Buddy w Narze ma mniej więcej 15 m wysokości

© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

 

KIOTO – STOLICA TRADYCJI

Do Kioto trafiliśmy w trakcie lipcowego Festiwalu Gion (Gion Matsuri), jednego z największych tego rodzaju wydarzeń w Japonii. Święto, które zgodnie z tradycją obchodzi się prawie nieprzerwanie od 869 r., związane jest z szintoistycznym chramem Yasaka, założonym ponad 1350 lat temu (w 656 r.). Zainicjowano je, aby uwolnić się od panującej wówczas zarazy. Później mieszkańcy osady Gion, obecnie jednego z obszarów administracyjnych Kioto, co roku dziękowali za ratunek i prosili bogów o ochronę przed kolejnymi nieszczęściami. Początkowo najpierw na ulicach ustawiano halabardy (hoko) odstraszające złe moce, a następnie młodzi mężczyźni przyciągali świątynne wozy, w których miał znajdować się duch bóstwa zwalczającego plagi. Dziś festiwal składa się z wielu mniejszych wydarzeń, ale nadal najważniejszą ceremonią jest procesja wozów odbywająca się w tym czasie dwukrotnie – 17 i 24 lipca. My obserwowaliśmy przygotowania do mniejszego pochodu, który kończy najważniejszą część obchodów. Wieczorem pięknie oświetlone lampionami, różniące się od siebie m.in. wielkością i znaczeniem wozy yama i hoko stoją w wąskich, zamkniętych dla samochodów uliczkach. Spod jednego z nich zazwyczaj widać już kolejny, oddalony o kilkadziesiąt metrów. Do niektórych można wejść. Ich dzieje i symbolikę opisano na przypiętych tabliczkach, przed którymi tłoczą się ludzie. Wszystkie sklepy i restauracje są pełne gości. Na wielu okolicznościowych stoiskach sprzedaje się rozmaite przysmaki i wykonuje piękne, tradycyjnie zdobione pamiątki. Z wozów dobiegają dźwięki dzwonków i piszczałek oraz śpiewy i okrzyki siedzących na nich uśmiechniętych chłopców. Wśród spacerujących jest sporo osób ubranych w kimona, które można kupić lub wypożyczyć w licznych punktach w mieście. Pomimo tłumów wokół panuje magiczna atmosfera i każdemu polecam wziąć udział w tym wydarzeniu.

O poranku obserwowaliśmy na ulicach demontaż wiszących świateł, pod którymi nie mogłyby się zmieścić najwyższe konstrukcje – wysokość największych hoko dochodzi nawet do 25 m. Usiedliśmy na zacienionym chodniku i przyglądaliśmy się ostatnim przygotowaniom. Ludzie na ulicy z niecierpliwością wpatrywali się w zakręt, zza którego miał wyłonić się pierwszy wóz. Dokładnie o wyznaczonej w programie porze pierwsi uczestnicy procesji ubrani w historyczne stroje przemaszerowali przed nami, witając się z mieszkańcami i turystami. Za nimi przejechały mniejsze wozy yama, następnie znów pojawili się ludzie. Potem wjechały wielkie wozy hoko, które ciągnęło po asfalcie kilkudziesięciu mężczyzn. Ich ruchy poprzedzone były głośnym okrzykiem połączonym z serią gestów wykonywanych przez dwie osoby sterujące pojazdem. Wszystko odbywało się niezwykle synchronicznie, przy akompaniamencie dzwonków, piszczałek i śpiewów kilkunastu chłopców siedzących na górze wozu. Na zakrętach pod ogromne, drewniane koła kładziono cienkie, bambusowe łodygi, żeby ułatwić przemieszczanie się ważących nawet 12 t platform. Zebrani Japończycy z dumą obserwowali korowód, dyskretnie szukając najlepszego ujęcia za pomocą swoich nowoczesnych smartfonów.

Kioto było stolicą Japonii i miastem cesarzy przez ponad tysiąc lat (od 794 do 1868 r.). Oszczędzone w czasie II wojny światowej (choć zostało wytypowane jako jeden z celów zrzucenia bomby atomowej), przetrwało także wiele naturalnych katastrof. Znajduje się w nim tak dużo zabytków klasy światowej, że najlepiej spędzić tu co najmniej kilka dni. To i tak wystarczy jedynie na szybkie zwiedzanie i parę chwil wytchnienia. Sanktuaria szintoistyczne, ok. 1,6 tys. świątyń buddyjskich, niezliczone historyczne zakątki, targi czy w końcu wspaniała tutejsza kuchnia – te wszystkie atrakcje sprawiają, że trafiający do miasta turyści często planują do niego jeszcze wrócić.

Warto wiedzieć, że Kioto jest jedną z największych metropolii w Japonii (ok. 1,5 mln mieszkańców). Dlatego należy dobrze zastanowić się nad wyborem odpowiedniego miejsca na nocleg i sposobu poruszania po mieście. Odległości między najważniejszymi atrakcjami są bardzo duże. My polecamy doskonałe centrum informacji turystycznej na dworcu głównym (Kyōto-eki). Pracujący w nim mężczyzna niemal czytał w naszych myślach, gdy rozpisywał na świetnie opracowanych mapach wszelkie trasy, podpowiadał nam najlepsze pory zwiedzania czy podawał ceny za wstęp do poszczególnych zabytków.

Według nas koniecznie należy odwiedzić – oczywiście – słynną Świątynię Złotego Pawilonu (Kinkaku-ji). Warto dotrzeć do niej jak najwcześniej, aby chociaż spróbować uniknąć tłumów odwiedzających to urokliwe miejsce. Niedaleko znajduje się Świątynia Uspokojonego Smoka (Ryōan-ji) z kamiennym ogrodem, będącym jednym z najbardziej znanych widoków z Kioto. Fushimi Inari Taisha to z kolei niesamowicie ciekawe sanktuarium położone na rozległym zalesionym wzgórzu Inari, znane z niemal niekończących się korytarzy torii. Zobaczymy tutaj także niezliczone ilości kamiennych rzeźb lisów symbolizujących wysłanników Inariego, czyli japońskiego bóstwa (kami) płodności. O doskonałą fotografię zdecydowanie łatwiej w wyższych partiach kompleksu, do których dociera znacznie mniej turystów. Duże wrażenie zrobiła na nas też inna świątynia. Eikan-dō Zenrin-ji z pięknymi ogrodami i wspaniałą architekturą słynie również z rzadkiego wizerunku Buddy Nieograniczonego Światła z głową skierowaną na bok (Mikaeri Amida). Dotarliśmy także do kompleksu Kiyomizu-dera, z którego roztacza się cudowny widok na Kioto. Główny hol i drewniana weranda są aktualnie remontowane, ale to miejsce ma w sobie nadal dużo uroku i warto je odwiedzić, żeby napić się wody z wodospadu Otowa zapewniającej pomyślność. Trochę rozczarowała nas słynna Ścieżka Filozofów (Tetsugaku-no-michi) i Świątynia Srebrnego Pawilonu (Ginkaku-ji), na pewno trzeba jednak powłóczyć się po uliczkach Gionu, dzielnicy rozrywki, tradycyjnych eleganckich restauracji (ryōtei) i gejsz oraz przejść się wąską alejką Ponto-chō. Piękny zamek Nijō (Nijō-jō) przypomina z kolei o potędze szogunów z rodu Tokugawa. Nowoczesne oblicze miasta dobrze oddaje niesłychanie ciekawy architektonicznie budynek dworca głównego (Kyōto-eki), gdzie na górnych piętrach znajduje się centrum gastronomiczne z wieloma restauracjami i pasaż wiszący kilkadziesiąt metrów nad centralną halą. Świetne miejsce na zakupy stanowi Targ Nishiki (Nishiki Ichiba) z tradycyjnymi sklepikami z wachlarzami, drogimi papierami, tkaninami i innymi punktami z upominkami.

 

KAMAKURA – STOLICA SZKOŁY ZEN

Wycieczkę do Kamakury polecam każdemu, kto ma trochę czasu, żeby wyrwać się z Tokio choć na kilka godzin. Dojedziemy tutaj szybko pociągiem, a jedna z linii prowadzi bezpośrednio z Międzynarodowego Portu Lotniczego Narita. Mały dworzec (Kamakura-eki) wypełniony jest mapami i ulotkami wskazującymi największe atrakcje, funkcjonuje na nim też jak zwykle świetna informacja turystyczna. Miasto słynie z popularnych wśród surferów piaszczystych plaż, ważnych świątyń i drugiego co do wielkości w Japonii (po kompleksie świątynnym Tōdai-ji w Narze), ok. 121-tonowego posągu Daibutsu. Najważniejszy kompleks sakralny – Kenchō-ji – i wspomniana statua są od siebie oddalone i leżą po przeciwnych stronach Kamakury, warto więc skorzystać z autobusów, aby oszczędzić czas i siły. Po pozostawieniu plecaków w skrytce (koszt ok. 600 jenów, czyli 20 złotych, za cały dzień przechowania dwóch sztuk średniej wielkości) ruszyliśmy w kierunku Kōtoku-in z figurą Daibutsu. Ukryta wśród zieleni, blisko 13,5-metrowa (razem z podstawą) rzeźba Buddy Nieograniczonego Światła ukazuje się dopiero z niewielkiej odległości. Pomimo jej rozmiarów cały kompleks sprawił na mnie wrażenie bardzo przyjaznego i kameralnego. Sądzę, że powinno się go odwiedzać właśnie z powodu harmonijnego połączenia z otoczeniem. Historycy podkreślają, że posąg znajdował się wewnątrz świątyni, zniszczonej przez tsunami w 1498 r. Kataklizm sprawił, że siedzący pod gwiazdami Budda stał się wizytówką Kamakury.

Buddyjskie świątynie w mieście należą do rinzai, czyli jednej z dwóch głównych szkół japońskiego buddyzmu zen (druga to sōtō). Wśród nich jest m.in. Kenchō-ji, najstarszy klasztor zen (wzniesiony w 1253 r.) i najczęściej odwiedzany, ale my wybraliśmy się do Klasztoru Doskonałego Oświecenia (Engaku-ji). Można do niego dotrzeć po kilkuminutowym spacerze ze stacji kolejowej Kita-Kamakura (wstęp w cenie 300 jenów, czyli ok. 10 złotych). Położony na uboczu, nie przyciąga tłumów turystów. Dzięki temu mieliśmy przyjemność zwiedzać go w niemal zupełnej samotności. W kompleksie zbudowanym na zalesionym zboczu na osi północ-południe znajduje się aktualnie 18 kaskadowo umiejscowionych świątyń. Całość robi wspaniałe wrażenie. Podczas odkrywania kolejnych zakątków klasztoru byliśmy zauroczeni zarówno wykorzystywanymi do dzisiaj przez mnichów wnętrzami, jak i ich otoczeniem, w tym cmentarzem z pokrytymi mchem figurkami Buddy. Na terenie kompleksu znajdziemy też grób japońskiego mistrza sztuk walki Gichina Funakoshiego (1868–1957), który jako pierwszy użył nazwy karate, określając w ten sposób walkę bez użycia broni. Na jego grobowcu widnieje cytat: Karate nie jest sztuką agresji.

 

Neon japońskiej korporacji Glico koło mostu Ebisu (Ebisubashi) na kanale Dōtonbori

© Osaka Govern ment Touris m Bureau /JNTO

 

OSAKA – STOLICA NEONÓW

Dziwna była końcówka tego meczu – podsumował naszą pogawędkę przy przyrządzaniu takoyaki przygotowujący je uśmiechnięty Japończyk. Ale wasza drużyna awansowała i zagraliście świetne spotkanie z Belgią, a my odpadliśmy – odpowiedziałem, odbierając gorącą porcję smażonych w specjalnej foremce kulek z ciasta i ośmiornicy, posypanych dużą ilością płatków suszonego, wędzonego tuńczyka pasiastego zwanego bonito. Żegnając się, życzyliśmy sobie szczęścia podczas kolejnych mistrzostw świata, a ja zamyśliłem się nad uniwersalnym językiem kibiców piłki nożnej. Zajadając się parzącym przysmakiem, dotarliśmy do kolejnego ulicznego stoiska, tym razem serwującego taiyaki (w dosłownym tłumaczeniu „pieczona dorada”), czyli nadziewane ciastko w kształcie ryby. Wybraliśmy najpopularniejsze nadzienie – pastę z osładzanej czerwonej fasoli azuki. Po przejściu następnych kilkudziesięciu metrów zobaczyliśmy długą kolejkę ludzi czekających na porcje drobno siekanej wołowiny z Kobe pochodzącej od krów Wagyū. Z mocnym postanowieniem powrotu ruszyliśmy wzdłuż kanału Dōtonbori spotkać najpopularniejszą postać w tym mieście – biegacza z reklamy firmy Glico.

Osaka to po Tokio najważniejsza metropolia Japonii, wielki port, węzeł komunikacyjny, ośrodek kulturalny i ekonomiczno-gospodarczy. Słynie z fantastycznej kuchni i życia nocnego toczącego się w zatłoczonych uliczkach Minami. Najbardziej znanym widokiem z Osaki jest wielki neon korporacji Glico przedstawiający biegnącego człowieka, który pojawił się nad kanałem Dōtonbori w 1935 r. Gdy stoi się pod nim i obserwuje feerię barw i światła z elewacji każdego budynku można dostać oczopląsu, ale nie da się przejść koło tego spektaklu obojętnie. Mnie ten migający, kolorowy zawrót głowy odpowiadał i z otwartymi ze zdziwienia ustami wpatrywałem się w kolejne pulsujące reklamy odbijające się w wodach kanału Dōtonbori. Tłum ludzi dorównywał ściskowi na najbardziej zatłoczonych ulicach Tokio, czasami trudno było się przecisnąć. Z położonych przy deptaku restauracji i klubów dobiegała głośna muzyka i nawoływania zapraszające do środka. Sklepy przeżywały prawdziwe oblężenie, widoczne przez wielkie, oświetlone witryny, ale długie kolejki do kas nie odstraszały nowych kupujących.

Aby odpocząć na chwilę od zgiełku, szukaliśmy położonej ledwie 200 m dalej Hozenji Yokocho. W tym miejscu tradycja spotyka się z nowoczesnością. Spokojna, ciasna uliczka z usytuowaną pośrodku świątynią – Hōzen-ji – i tradycyjnymi restauracjami zauroczyła nas swoją magiczną atmosferą. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w stronę Shinsaibashi-suji. Ten niemal 600-metrowy deptak to skupisko sklepów, restauracji i barów. Zanim jednak do niego dotarliśmy, byliśmy świadkami głośnej manifestacji przeciwników Expo 2025 (planowanego w Osace). Przed ok. 100-osobową grupą w większości starszych osób jechał samochód typu pick-up z ustawioną na cały regulator muzyką elektroniczną. Protestujący seniorzy podrygiwali w rytm nowoczesnej muzyki i skandowali hasła wypisane na trzymanych bannerach. Wszystko to z uśmiechem na ustach i w otoczeniu kilku policjantów. Tak doszliśmy do obszaru Amerikamura, nad którym góruje ustawiona na dachu wieżowca miniatura Statui Wolności. To miejsce odwiedzane przez liczną młodzież. Znajduje się tu wiele kafejek, barów i sklepików z niedrogimi i niestandardowymi ciuchami. Po drodze do hotelu nie zapomnieliśmy – oczywiście – spróbować soczystej wołowiny z Kobe. Przyrządzona na naszych oczach i podana z plastrem ananasa była pysznym podsumowaniem wieczoru w błyszczącej Osace.

 

Wiszący Tęczowy Most (Rainbow Bridge) na sztuczną wyspę Odaiba w Zatoce Tokijskiej

© Yasufu mi Nis hi/JNTO

 

TOKIO – STOLICA STOLIC

Dwukrotnie w XX w. prawie całkowicie zniszczone (przez katastrofę naturalną, jaką było wielkie trzęsienie ziemi w regionie Kantō we wrześniu 1923 r., oraz nalot dywanowy pod koniec II wojny światowej) Tokio ma imponującą liczbę mieszkańców – ponad 38 mln w obszarze metropolitalnym (Greater Tokyo Area). Leży na styku płyt tektonicznych, w strefie dużej aktywności sejsmicznej. W wyniku tego jest zagrożone wielkimi trzęsieniami ziemi, które według naukowców powtarzają się w tym miejscu co 100–150 lat. To jedno z centrów światowej gospodarki. Stolica kraju przyciąga jak magnes Japończyków i turystów z całego globu.

Na lotnisku Narita, usytuowanym mniej więcej 60 km na wschód od centrum Tokio, wylądowaliśmy koło 19.00. Szybko przeszliśmy kontrolę szczegółowo informowani o kolejnych krokach przez pracowników portu i odnaleźliśmy drogę na peron kolejowy. Jeszcze w Polsce wykupiliśmy bilet uprawniający nas do 45-minutowej podróży do stacji Asakusa pociągiem Keisei Skyliner (www.keisei.co.jp) i trzydniowy bilet na metro. Wydrukowane potwierdzenie wymieniliśmy na właściwe bilety przy dokładnie oznaczonym stanowisku obsługi pasażerów. Do odjazdu mieliśmy jeszcze 15 minut, więc zdecydowaliśmy się, że spróbujemy w punkcie Japan Rail wymienić kupiony w Polsce voucher na dwutygodniowy Japan Rail Pass. Nasz karnet uprawniał nas do podróżowania po Japonii większością pociągów. Również tutaj procedura trwała nie więcej niż 5 minut.

Na stacji Asakusa po raz pierwszy spotkaliśmy się z mapą tokijskiego metra. Choć początkowo czuliśmy się bezradni, szybko zaczęliśmy poruszać się intuicyjnie. Wodząc palcem po kolorowych torach, odnaleźliśmy naszą stację i drogowskazy prowadzące do naszej linii. Ruszyliśmy w drogę, ale po chwili zdziwieni wyszliśmy na powierzchnię. Ponieważ straciliśmy z oczu strzałki, rozglądaliśmy się wokół po ruchliwym skrzyżowaniu. W oddali zobaczyliśmy 634-metrową wieżę Tokyo Skytree, a tuż obok twarz uśmiechniętego japońskiego robotnika. Czy może Pan nam pomóc? – zapytałem po angielsku. Tak – odpowiedział także w tym języku. Szukamy linii A – przyznałem. Proszę przejść na drugą stronę ulicy i tam 100 m dalej będzie wejście – dodał i ręką wskazał nasz cel. W ten sposób już na początku podróży pozbyliśmy się jakichkolwiek obaw związanych z dogadywaniem się w Japonii w języku angielskim.

Tokijski system komunikacji publicznej ma imponującą liczbę połączeń i linii. Większe stacje są dobrze ze sobą skomunikowane i świetnie oznakowane. Oprócz nazw nadano im numery, co bardzo ułatwia odnalezienie się na mapie. Należy jedynie pamiętać, że niektóre punkty łączące różne linie mogą być oddalone od siebie o kilkaset i więcej metrów. Według nas metro (z dziewięcioma liniami) to najwygodniejszy środek transportu w Tokio. Bez trudu dotarliśmy do stacji Asakusabashi i wyszliśmy na pustą ulicę. Trochę zagubieni wróciliśmy w pobliże wejścia do metra i połączyliśmy się z internetem przez wi-fi (ta usługa jest dostępna na każdej ze 179 tokijskich stacji i w wielu punktach w mieście). Nawigacja wskazała nam drogę i po 10 minutach byliśmy w hostelu. Po szybkim zameldowaniu się, rozpakowywaliśmy się w naszym pierwszym pokoju kapsułowym, żeby po chwili wyjść na wieczorny spacer. W ten sposób rozpoczęliśmy kilkudniową, niezapomnianą przygodę z miastem, podczas której staraliśmy się choć trochę poznać jego niezliczone oblicza.

Tokio to nieskończona liczba targów, sklepów, kramów i wielopiętrowych galerii handlowych – od najdroższych butików w regionie Ginza i okręgu Shibuya przez ikoniczną Akihabarę nazywaną największym marketem elektronicznym świata oraz Asagaya Anime Street w podziemiach stacji kolejowej, gdzie fani anime znajdą gadżety z ulubionymi bohaterami, po zaskakujące sklepiki w Harajuku (części dzielnicy Shibuya), olbrzymi targ rybny Tsukiji z aukcją tuńczyków (zamknięty 6 października 2018 r. i przeniesiony do Toyosu) i punkty z pamiątkami w okolicy 175-metrowej alei Yanaka Ginza. W każdym kolejnym miejscu mieliśmy wrażenie, że sklepy są wszędzie i wszędzie jest mnóstwo kupujących. Inną kategorię stanowią rozsiane po całym mieście i równie licznie odwiedzane, a przy tym bardzo praktyczne, minimarkety sieci 7-Eleven, FamilyMart czy Lawson czynne często 24 godziny na dobę przez cały tydzień, w których można kupić niemal wszystko: od serwowanego na wynos smażonego kurczaka, gorącej i schłodzonej kawy przez kilkadziesiąt dań do odgrzania w mikrofalówce po koszule, parasolki i gazety. Podobno w całej Japonii takich punktów działa aż ok. 50 tys. Z kolei świetne miejsce na zakup pamiątek znajduje się w okolicach Sensō-ji. Nakamise-dōri, tradycyjna handlowa uliczka, która prowadzi do tej buddyjskiej świątyni, ożywa w godzinach przedpołudniowych. Na straganach sprzedaje się mydło i powidło, m.in. piękne laleczki kokeshi czy kiczowate samurajskie miecze. Z kolei sprzęt kuchenny, w tym tysiące słynnych japońskich noży, znajdziemy przy położonej niedaleko, kultowej ulicy Kappabashi.

Poza tym Tokio wypełniają fantastyczne restauracje, bary, fast foody, punkty gastronomiczne i uliczne stragany serwujące lokalne przysmaki. W leżącej pod Dworcem Tokio (Tōkyō-eki) strefie street foodu przed prawie każdą knajpką ustawiają się długie kolejki. W niewielkich witrynach na plastikowych talerzach prezentuje się równie sztuczne wersje serwowanych dań. Wybraną potrawę zamawia się następnie w automacie. Po krótkim oczekiwaniu w szybko kurczącej się kolejce i przekazaniu rachunku obsłudze w ciągu kilku minut ląduje przed nami prawdziwe jedzenie. Zawsze dostajemy wodę i pałeczki, a przy niektórych daniach także specjalny fartuch chroniący ubranie przed pobrudzeniem. Należy też koniecznie odwiedzić małe bary sushi w okolicach Ueno czy Asakusy, gdzie zjedzone porcje rozlicza się na podstawie kolorów i liczby odstawianych talerzyków. Bardzo popularne są tu również zestawy sushi sprzedawane w supermarketach i sklepach ekologicznych. Przed wejściem do pociągu trzeba kupić bentō, czyli specjalnie zapakowane przekąski, składające się z ryżu, ryby lub mięsa, a także pikli i gotowanych warzyw.

W Tokio znajduje się mnóstwo niezwykłych miejsc kultu religijnego, chramów szintoistycznych, świątyń buddyjskich, cmentarzy i muzeów. Sensō-ji, najstarszy w stolicy (z pierwszej połowy VII w.) i oblegany kompleks buddyjski, warto odwiedzić jak najwcześniej, żeby uniknąć tłumów. Do chramu szintoistycznego Meiji dociera się przez Park Yoyogi i kilka ogromnych, drewnianych torii. Można tutaj odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Kompleks poświęcony pamięci cesarza Meiji i cesarzowej Shōken został oddany do użytku w latach 20. XX stulecia. Po poważnych zniszczeniach podczas II wojny światowej odbudowano go w 1958 r. To miejsce niezmiernie popularne wśród Japończyków pragnących wziąć tradycyjny ślub. Z kolei Muzeum Narodowe w Tokio szczyci się olbrzymimi zbiorami dzieł sztuki i artefaktów, z których setki uznano za skarby narodowe Japonii. Odwiedzenie go polecam wszystkim chcącym przyjrzeć się z bliska misternie zdobionej ceramice, tkaninom, zbrojom i mieczom samurajów oraz japońskim rzeźbom czy poznać historię rozwoju sztuki Kraju Kwitnącej Wiśni. Za to spacer po pięknym cmentarzu Yanaka zaskoczył mnie odrobinę inną atmosferą niż ta, którą zwykle wyczuwam podczas wizyty na nekropoliach w Polsce. Tu także było cicho i spokojnie, ale nastrój tego miejsca nie przytłoczył mnie, a raczej skłonił do zadumy. Fascynująca Japonia ma naprawdę wiele twarzy…

 

Wydanie jesień-zima 2018