Noémi Petneki

 

Po obu stronach granicy austriacko-węgierskiej i wzdłuż brzegów jeziora Nezyderskiego rozciąga się ten sam region. Dzisiejszy Burgenland (po węgiersku Őrvidék), najbardziej wysunięty na wschód i najmłodszy kraj związkowy Austrii, od XII w. był częścią historycznego Królestwa Węgier, które od XVI stulecia (po bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r.) dostało się pod panowanie Habsburgów i Cesarstwa Austriackiego. Dziś, po obaleniu żelaznej kurtyny i wstąpieniu Węgier do Unii Europejskiej w 2004 r., znów (jak za czasów Monarchii Austro-Węgierskiej) praktycznie nie zauważamy, kiedy przejeżdżamy tutaj przez granicę. Węgrzy (nasi bratankowie) i Austriacy nazywają siebie szwagrami – w ten sposób wszyscy jesteśmy ze sobą trochę spowinowaceni…

 

Najważniejszym historycznym ośrodkiem całego regionu jest leżący tuż przy granicy Sopron (Ödenburg). Po upadku Monarchii Austro-Węgierskiej w 1918 r. mieszkańcy tego miasta mogli zdecydować w plebiscycie (przeprowadzonym w dniach 14–16 grudnia 1921 r.), do którego państwa chcą należeć. Sopron wybrał Węgry, za co otrzymał dumny tytuł „najwierniejszego węgierskiego miasta”.

Nastrojowe uliczki historycznego centrum zachwycą każdego przyjezdnego. Nad barokowymi i renesansowymi kamienicami króluje Wieża Strażacka (Tűztorony), wzniesiona w średniowieczu na starożytnych rzymskich fundamentach. Jej dzisiejszy wygląd pochodzi z XVII w., kiedy odbudowano ją po pożarze. Z miejscowych świątyń uwagę zwracają przede wszystkim te zbudowane w stylu gotyckim: Kozia (Kecske-templom), św. Michała (Szent Mihály-templom) i św. Jerzego (Szent György-templom). Warto też wspomnieć o prawdziwej perle architektury neogotyckiej – Kościele św. Urszuli. Po zwiedzaniu ponad 60-tysięcznego Sopronu można odpocząć w licznych restauracjach i kawiarniach, czy też na pięknie utrzymanych skwerach i w parkach (Deák tér, Erzsébet kert – z atrakcyjnymi placami zabaw, co ważne dla rodzin z dziećmi).

Ulice miasta wspinają się także na malownicze okoliczne wzgórza (Lővérek), które są najbardziej wysuniętymi na wschód przedgórzami Alp. Miłośnicy aktywnego wypoczynku znajdą tu piękne szlaki spacerowe, wieżę widokową (Károly-kilátó) oraz park przygody dla małych i dużych (www.loverkalandpark.hu). W lecie w miejscowym lesie można zobaczyć mnóstwo pięknych cyklamenów – rośliny te są jednym z symboli Sopronu.

 

MAGICZNE MIEJSCA

Jeszcze w obrębie miasta, ale już w otoczeniu pięknych, zalesionych wzgórz znajduje się klasztor paulinów z najstarszą, historyczną kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W czasach komunizmu na Węgrzech prawie wszystkie zakony zostały rozwiązane. Po zmianach ustrojowych budynek klasztoru w Sopronie był już tak zniszczony, że nie nadawał się do zamieszkania. W końcu kupił go znany węgierski mecenas kultury Gábor Kovács, wyremontował i oddał zakonnikom, którzy otworzyli w nim ośrodek duchowo-medytacyjny. Jest to obecnie miejsce, gdzie można w ciszy i spokoju odpocząć od zgiełku otaczającego świata (www.banfalvakolostor.hu).

Tereny dzisiejszego Sopronu były zamieszkane już w czasach starożytnych. Znajdowała się tutaj rzymska osada warowna Scarbantia. W pobliskim Fertőrákos można podziwiać obecnie pozostałości świątyni Mitry z III w. Ten indyjsko-perski bóg światła i wojny był niezmiernie popularny w Imperium Rzymskim w pierwszych stuleciach naszej ery (od I do V w). Kult Mitry (mitraizm) wywarł później olbrzymi wpływ na obrzędowość chrześcijańską.

W tej okolicy już w starożytności działał kamieniołom. Wydobywana tu skała wapienna była bardzo wysokiej jakości i łatwo podlegała ciosaniu. Z kamienia z Fertőrákos zbudowano wiele słynnych budynków wiedeńskich, m.in. Ratusz, Muzeum Historii Naturalnej czy gmach uniwersytetu. Dzisiaj kamieniołom jest już nieczynny, pełni jedynie rolę atrakcji turystycznej. Z każdego miejsca ogromnej poeksploatacyjnej kotliny rozpościerają się przed nami niesamowite, wręcz księżycowe widoki. W ścianach skalnych możemy podziwiać z bliska skamieliny z okresu miocenu. Fertőrákos zainteresuje jednak nie tylko miłośników historii czy przyrody. Już w pierwszej połowie XX w. zorientowano się, że kamieniołom ma doskonałą akustykę i urządzano w nim koncerty pod gołym niebem, po zachodzie słońca i przy świetle świec. Aby występy artystów nie były uzależnione od pogody, wybudowano tutaj zadaszoną halę, tzw. Teatr Jaskiniowy, gdzie w lecie melomani mogą posłuchać oper, operetek, musicali i innych widowisk.  

Krajobraz kulturowy pobliskiego jeziora Nezyderskiego (niemieckie Neusiedler See, węgierskie Fertő-tó) został wpisany w 2001 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Cała okolica jest rajem dla wędkarzy, miłośników ornitologii i jazdy na rowerze. Każdego roku od początku maja kursują statki z węgierskiego wybrzeża jeziora do austriackiego miasteczka Rust (węgierskie Ruszt), które może pochwalić się również pięknymi zabytkami oraz pewnym sławnym trunkiem (ale o nim opowiem później)...

 

WODA, KTÓRA LECZY

Jezioro Nezyderskie nie nadaje się zbytnio do pływania, jest bardzo płytkie – jego maksymalna głębokość wynosi zaledwie 2 metry. Za to w zachodniej części Węgier aż roi się od kąpielisk! Wiele z nich to historyczne kurorty wypoczynkowe, które łączą obecnie lecznicze właściwości wód z usługami SPA & Wellness oraz rekreacją. W należącej dzisiaj administracyjnie do Sopronu miejscowości Balf, położonej 7 km od centrum miasta, już w XVIII w. zbudowano dla ówczesnych elit elegancki dom zdrojowy. Obecnie w ramach usług SPA & Wellness każdy może skorzystać z kuracji Sebastiana Kneippa. Polega ona m.in. na polewaniu ciała raz lodowatą, raz gorącą wodą, co podnosi odporność organizmu i zapewnia cudowne odprężenie. Można też pospacerować po kamyczkach w basenie (idealny masaż dla stóp) lub wziąć kąpiel z dodatkiem olejków eterycznych (www.gyogyfurdobalf.hu).

Nieco dalej na południe leży 3,5-tysięczne miasteczko Bük, obok którego po wojnie szukano złóż ropy naftowej, ale zamiast niej zaczęła bić z ziemi... woda termalna. Dziś na przyjezdnych czeka tu kompleks rekreacyjno-leczniczy o powierzchni 14 hektarów. W ogromnym parku znajdziemy aż 32 otwarte, półotwarte i kryte baseny, system zjeżdżalni wodnych, place zabaw i boiska. Tutejsza woda ma wyjątkowo dużą zawartość soli mineralnych, dlatego po 1-, 3-tygodniowej kuracji skutecznie zmniejsza objawy wielu chorób. Jej picie pomaga w walce z chorobami cywilizacyjnymi: nadkwasotą żołądka i osteoporozą (www.bukfurdo.hu).

Zaledwie 25 km na wschód od Bük usytuowane jest 15-tysięczne miasteczko Sárvár, gdzie spod ziemi biją dwa gorące źródła. Woda z nich łagodzi objawy schorzeń narządów ruchu oraz pomaga w rekonwalescencji powypadkowej. Oferta miejscowego kąpieliska jest niezmiernie bogata. Znajdziemy tu centrum SPA & Wellness, salon piękności, grotę solną, sypialnię dla zmęczonych atrakcjami maluszków czy ścieżkę Kneippa, która poprawia krążenie i odporność organizmu (www.sarvarfurdo.hu).

 

PAŁACE I ZAMKI

Sárvár słynie jednak nie tylko z kąpieliska. W centrum miejscowości wznosi się zamek rodu Nádasdych, którego obecny wygląd pochodzi z XVI w. Jego prawdziwą perłą jest Sala Galowa ozdobiona freskami z XVII stulecia, które przedstawiają waleczne czyny pogromcy Turków – Ferenca (Franciszka) Nádasdyego (1555–1604), zwanego przez nich „Czarnym Bejem”, czyli „Czarnym Wodzem”. Tuż obok zamku znajduje się 10-hektarowe arboretum.

Jadąc na zachód od Sárvár, wracając pod granicę węgiersko-austriacką, natrafimy na 12-tysięczne, historyczne miasteczko Kőszeg (po niemiecku Güns). Tutejszy zamek jest dla Węgrów miejscem szczególnym. W sierpniu 1532 r. chorwacki kapitan NikolaJurišić (po węgiersku Miklós Jurisics) stojący na czele ok. 50 żołnierzy i 700 chłopów obronił go przed 120-tysięczną armią turecką (słynne oblężenie Kőszeg). Tym samym uratował życie 1800 kobiet i 2200 dzieci, które znalazły schronienie na zamku. Obecnie trwa tu remont, który zakończy się w 2012 r.  

Kierując się na północ, w okolice jeziora Nezyderskiego, znajdziemy również fascynujące zamki i pałace. Niemal wszystkie z tych zabytkowych obiektów należały do słynnego książęcego rodu Esterházych. Do dzisiaj w posiadaniu tej rodziny jest wspaniały średniowieczny zamek Forchtenstein (po węgiersku Fraknó vára), który wznosi się kilka kilometrów od granicy, już po stronie austriackiej. Zachwyca on nie tylko swoim malowniczym położeniem i piękną architekturą. Na jego dziedzińcach zobaczymy także zapierające dech w piersiach malowidła, a we wnętrzach – skarbiec książęcy, galerię przodków (m.in. Włada Palownika, historycznego pierwowzoru Drakuli) czy kolekcję broni (www.esterhazy.at).

W dzisiejszym austriackim mieście Eisenstadt (po węgiersku Kismarton) oraz w Fertőd, już po drugiej stronie granicy, znajdują się dwa przepiękne pałace książęcego rodu. Oba zachwycają barokowym przepychem wnętrz i ogrodami francuskimi. Zarówno w pałacu w Eisenstadt, jak i w Fertőd organizuje się obecnie różne wydarzenia kulturalne – festiwale i koncerty. Nic w tym dziwnego, ponieważ ród Esterházy często związany był z muzyką z najwyższej półki.  

 

DŹWIĘKI MUZYKI

Namiestnik króla, książę Paul I (Pál) Esterházy (1635–1713) sam był poetą i kompozytorem. Żyjący w XVIII stuleciu Mikołaj Józef (Miklós József) Esterházy (1714–1790), wielki mecenas sztuki, zaprosił na swój dwór Josepha Haydna (1732–1809). Ten słynny kompozytor przez trzy dekady służył książęcemu rodowi (od 1761 do 1790 r.). W tym czasie powstało szereg jego dzieł, m.in. słynna Symfonia pożegnalna z 1772 r. Jej finał jest niezmiernie zaskakujący – członkowie orkiestry kolejno przestają grać i opuszczają scenę, gasząc świece umieszczone przy pulpitach. Podobno książę Mikołaj Józef trzymał muzyków miesiącami w swojej nowej rezydencji – Fertőd, podczas gdy ich rodziny mieszkały w Eisenstadt. Na próźno prosili oni o urlop. Haydn skomponował więc utwór, który był żartobliwą aluzją do sytuacji członków orkiestry na dworze księcia. Esterházy docenił duże poczucie humoru kompozytora i dał muzykom długo wyczekiwany urlop.

Z rodem Esterházych wiążą się również losy innego światowej sławy twórcy. Ta potężna rodzina magnacka miała także dwór w miejscowości Doborján, dzisiejszym Raidingu w Burgenlandzie, kilka kilometrów od obecnej granicy austriacko-węgierskiej. Tutaj właśnie urodził się w 1811 r. syn zarządcy, Ferenc (Franciszek) Liszt. Z chorowitego chłopca wyrósł jeden z najwybitniejszych kompozytorów i pianistów wszech czasów. Koncertował od Londynu do Petersburga, olśniewał wirtuozerią, a jego muzyka wywoływała niespotykane wcześniej emocje. Dwór Esterházych nie zachował się do naszych czasów. Ocalała natomiast oficyna, w której przyszedł na świat Liszt. Dzisiaj znajduje się tutaj interesująca wystawa, a w nowoczesnej sali koncertowej, wybudowanej w pobliżu, można posłuchać muzyki nie tylko tego wielkiego węgierskiego kompozytora (www.lisztomania.at).

W Sopronie co roku odbywa się festiwal artystyczno-muzyczny Dni Wiosenne w Sopronie (Soproni Tavaszi Napok; www.sopron.hu). Miasto to dostarcza jednak rozrywki nie tylko dla miłośników klasycznych brzmień. Od 1993 r. organizowany jest tutaj cieszący się ogromną popularnością VOLT Fesztivál, na którym występują gwiazdy muzyki alternatywnej, rockowej, jazzowej, elektronicznej oraz world music (www.sziget.hu/volt).

 

WINO I WINOBRANIE

Najbardziej znane Polakom wina węgierskie pochodzą z Egeru i Tokaju. Jednak okolice Sopronu mogą poszczycić się także wielowiekową tradycją winiarską. Najsłynniejszy szczep z tego regionu nazywa się po węgiersku Kékfrankos, po niemiecku Blaufränkisch, a po słowacku Frankovka modrá. Wytwarzane z niego czerwone wino ma wysoką zawartość soli i garbników, a jednocześnie pełny, harmonijny smak. Kékfrankos stanowi ponad połowę upraw winorośli w okolicach Sopronu, ale obok niego pojawiają się także nowe węgierskie szczepy oraz popularne międzynarodowe odmiany (www.soproniborvidek.hu).

Po drugiej stronie granicy sprawa wygląda podobnie, jednak Austriacy mogą się pochwalić pewnym ekskluzywnym produktem winiarskim. Jest to Ruster Ausbruch, wino deserowe z okolic miasteczka Rust, które wytwarza się podobnie jak Tokaji Aszú: do aromatycznego białego wina (muszkatu) dodaje się wybierane, wysuszone i okryte szlachetną pleśnią winogrona o bardzo wysokiej zawartości naturalnego cukru. Trunek ten smakuje najlepiej w zaskakującym połączeniu z mocnymi, słonymi i równie szlachetnymi smakami, np. z serami pleśniowymi czy foie gras (www.weinburgenland.at).

Winobranie to wielkie święto nie tylko dla winiarzy i smakoszy wina. Pod koniec sierpnia zjeżdżają na nie do Balf turyści nawet z najdalszych zakątków Węgier oraz z całej Europy. Winiarze i mieszkańcy miejscowości tworzą radosny pochód złożony z udekorowanych wozów, przebierańców oraz tradycyjnie przygotowanych na tę okazję wielkich słomianych kukieł. Nie może też – oczywiście – zabraknąć tańców i wina z zeszłorocznych zbiorów.

 

Wampirzyca czy ofiara?

Elżbieta Batory, po węgiersku Erzsébet Báthory (1560–1614), siostrzenica króla Polski Stefana Batorego, była żoną Ferenca Nádasdyego, pana na Sárvár i postrachu Turków. Po jego śmierci żyła samotnie na zamku w Čachticach, który znajduje się na terenie dzisiejszej Słowacji. Wokół jej osoby krążyły plotki. W 1610 r. György Thurzó (Jerzy Turzon), namiestnik cesarza Austrii i króla Węgier – Macieja II Habsburga, pojmał hrabinę. Jej służki zeznały po torturach, że ich pani ze szczególnym okrucieństwem zabiła kilkaset dziewcząt i kąpała się we krwi ofiar, żeby się odmładzać. Oskarżenia te były absurdalne, bowiem krew ludzka krzepnie tak szybko, że nie da się w niej kąpać, a Elżbieta tak naprawdę nigdy nie była szczególnie piękna i nie zabiegała o względy mężczyzn. Nieszczęsną hrabinę chciano prawdopodobnie usunąć z powodów politycznych. Bez procesu zamurowano ją w jednej z komnat zamku w Čachticach, przez mały otwór otrzymywała jedynie jedzenie i picie. Zmarła obłąkana w sierpniu 1614 r. W ciągu następnych stuleci plotki i pomówienia przerodziły się w legendę. Elżbieta Batory miała podobno pić krew swoich ofiar, przedstawiano ją także jako lesbijkę. Jej postać zainspirowała m.in. twórców horrorów i gier komputerowych. W ostatnich latach zrobiono o niej dwa filmy: francusko-niemiecki, w reżyserii Julie Delpy pt. Hrabina (The Countess) – tłumaczy on czyny bohaterki mrocznych legend metodami psychologii, słowacko-czesko-angielsko-węgierski (Báthory), który stara się zrehabilitować historyczną postać, przypisując jej jednocześnie płomienny romans z włoskim malarzem Caravaggiem.


 

Artykuły wybrane losowo

Wszystkie cuda Trentino

ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli nie wiesz, jak wygląda raj, jedź do Trentino! – mawiają Włosi. Miłośnikom białego szaleństwa region ten oferuje 800 km nartostrad, a amatorom sportów wodnych – setki jezior i rzek. A wszystko to pośród majestatycznych szczytów Dolomitów, jednych z najpiękniejszych gór świata, wpisanych w 2009 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Każdy narciarz ma swoje ulubione miejsca. Jedni wolą szwajcarskie, austriackie czy słoweńskie kurorty, inni, jak np. sam król nart – Alberto Tomba, Dolomity. Bardzo lubił je także papież Jan Paweł II, też narciarz. Trasy zjazdowe prowadzą tu pośród szczytów, przez zaśnieżone doliny. Warto poczekać do zmierzchu, żeby stać się świadkiem magicznego zjawiska nazywanego po włosku enrosadira, kiedy czerwona, słoneczna poświata oblewa szczyty. Te niesamowite widoki można również podziwiać o świcie. Zachwycał się nimi Johann Wolfgang von Goethe, choć sam nie jeździł na nartach.

Więcej…

Dominikana mniej znana

MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Więcej…

RPA – Afryka nie taka dzika

MICHAŁ SYNOWIEC „ZETOR”

 

 FOT. CAPE TOWN TOURISM

<< Republikę Południowej Afryki trudno porównać do jakiegokolwiek innego kraju. Na poły europejska, na poły afrykańska, nie daje wtłoczyć się w ciasne ramy żadnej kategorii i na przekór wszystkim zachowuje własny charakter, ukształtowany przez lata niełatwej historii. Dlatego tak trudno odmówić sobie spotkania z fascynującą południowoafrykańską przygodą. >>

Na współczesne oblicze RPA znaczący wpływ wywarli niewątpliwie holenderscy i brytyjscy kolonizatorzy, którzy z jednej strony przywieźli ze sobą zdobycze bardziej rozwiniętej cywilizacji, a z drugiej pogłębili nierówność społeczną, pozbawiając praw rdzennych mieszkańców tych ziem. Dziś to leżące najdalej na południe państwo Czarnego Lądu zaprasza do poznania nie tylko jego burzliwej historii, lecz także wspaniałych krajobrazów i niesamowitej przyrody.

Więcej…