Noémi Petneki

 

Po obu stronach granicy austriacko-węgierskiej i wzdłuż brzegów jeziora Nezyderskiego rozciąga się ten sam region. Dzisiejszy Burgenland (po węgiersku Őrvidék), najbardziej wysunięty na wschód i najmłodszy kraj związkowy Austrii, od XII w. był częścią historycznego Królestwa Węgier, które od XVI stulecia (po bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r.) dostało się pod panowanie Habsburgów i Cesarstwa Austriackiego. Dziś, po obaleniu żelaznej kurtyny i wstąpieniu Węgier do Unii Europejskiej w 2004 r., znów (jak za czasów Monarchii Austro-Węgierskiej) praktycznie nie zauważamy, kiedy przejeżdżamy tutaj przez granicę. Węgrzy (nasi bratankowie) i Austriacy nazywają siebie szwagrami – w ten sposób wszyscy jesteśmy ze sobą trochę spowinowaceni…

 

Najważniejszym historycznym ośrodkiem całego regionu jest leżący tuż przy granicy Sopron (Ödenburg). Po upadku Monarchii Austro-Węgierskiej w 1918 r. mieszkańcy tego miasta mogli zdecydować w plebiscycie (przeprowadzonym w dniach 14–16 grudnia 1921 r.), do którego państwa chcą należeć. Sopron wybrał Węgry, za co otrzymał dumny tytuł „najwierniejszego węgierskiego miasta”.

Nastrojowe uliczki historycznego centrum zachwycą każdego przyjezdnego. Nad barokowymi i renesansowymi kamienicami króluje Wieża Strażacka (Tűztorony), wzniesiona w średniowieczu na starożytnych rzymskich fundamentach. Jej dzisiejszy wygląd pochodzi z XVII w., kiedy odbudowano ją po pożarze. Z miejscowych świątyń uwagę zwracają przede wszystkim te zbudowane w stylu gotyckim: Kozia (Kecske-templom), św. Michała (Szent Mihály-templom) i św. Jerzego (Szent György-templom). Warto też wspomnieć o prawdziwej perle architektury neogotyckiej – Kościele św. Urszuli. Po zwiedzaniu ponad 60-tysięcznego Sopronu można odpocząć w licznych restauracjach i kawiarniach, czy też na pięknie utrzymanych skwerach i w parkach (Deák tér, Erzsébet kert – z atrakcyjnymi placami zabaw, co ważne dla rodzin z dziećmi).

Ulice miasta wspinają się także na malownicze okoliczne wzgórza (Lővérek), które są najbardziej wysuniętymi na wschód przedgórzami Alp. Miłośnicy aktywnego wypoczynku znajdą tu piękne szlaki spacerowe, wieżę widokową (Károly-kilátó) oraz park przygody dla małych i dużych (www.loverkalandpark.hu). W lecie w miejscowym lesie można zobaczyć mnóstwo pięknych cyklamenów – rośliny te są jednym z symboli Sopronu.

 

MAGICZNE MIEJSCA

Jeszcze w obrębie miasta, ale już w otoczeniu pięknych, zalesionych wzgórz znajduje się klasztor paulinów z najstarszą, historyczną kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W czasach komunizmu na Węgrzech prawie wszystkie zakony zostały rozwiązane. Po zmianach ustrojowych budynek klasztoru w Sopronie był już tak zniszczony, że nie nadawał się do zamieszkania. W końcu kupił go znany węgierski mecenas kultury Gábor Kovács, wyremontował i oddał zakonnikom, którzy otworzyli w nim ośrodek duchowo-medytacyjny. Jest to obecnie miejsce, gdzie można w ciszy i spokoju odpocząć od zgiełku otaczającego świata (www.banfalvakolostor.hu).

Tereny dzisiejszego Sopronu były zamieszkane już w czasach starożytnych. Znajdowała się tutaj rzymska osada warowna Scarbantia. W pobliskim Fertőrákos można podziwiać obecnie pozostałości świątyni Mitry z III w. Ten indyjsko-perski bóg światła i wojny był niezmiernie popularny w Imperium Rzymskim w pierwszych stuleciach naszej ery (od I do V w). Kult Mitry (mitraizm) wywarł później olbrzymi wpływ na obrzędowość chrześcijańską.

W tej okolicy już w starożytności działał kamieniołom. Wydobywana tu skała wapienna była bardzo wysokiej jakości i łatwo podlegała ciosaniu. Z kamienia z Fertőrákos zbudowano wiele słynnych budynków wiedeńskich, m.in. Ratusz, Muzeum Historii Naturalnej czy gmach uniwersytetu. Dzisiaj kamieniołom jest już nieczynny, pełni jedynie rolę atrakcji turystycznej. Z każdego miejsca ogromnej poeksploatacyjnej kotliny rozpościerają się przed nami niesamowite, wręcz księżycowe widoki. W ścianach skalnych możemy podziwiać z bliska skamieliny z okresu miocenu. Fertőrákos zainteresuje jednak nie tylko miłośników historii czy przyrody. Już w pierwszej połowie XX w. zorientowano się, że kamieniołom ma doskonałą akustykę i urządzano w nim koncerty pod gołym niebem, po zachodzie słońca i przy świetle świec. Aby występy artystów nie były uzależnione od pogody, wybudowano tutaj zadaszoną halę, tzw. Teatr Jaskiniowy, gdzie w lecie melomani mogą posłuchać oper, operetek, musicali i innych widowisk.  

Krajobraz kulturowy pobliskiego jeziora Nezyderskiego (niemieckie Neusiedler See, węgierskie Fertő-tó) został wpisany w 2001 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Cała okolica jest rajem dla wędkarzy, miłośników ornitologii i jazdy na rowerze. Każdego roku od początku maja kursują statki z węgierskiego wybrzeża jeziora do austriackiego miasteczka Rust (węgierskie Ruszt), które może pochwalić się również pięknymi zabytkami oraz pewnym sławnym trunkiem (ale o nim opowiem później)...

 

WODA, KTÓRA LECZY

Jezioro Nezyderskie nie nadaje się zbytnio do pływania, jest bardzo płytkie – jego maksymalna głębokość wynosi zaledwie 2 metry. Za to w zachodniej części Węgier aż roi się od kąpielisk! Wiele z nich to historyczne kurorty wypoczynkowe, które łączą obecnie lecznicze właściwości wód z usługami SPA & Wellness oraz rekreacją. W należącej dzisiaj administracyjnie do Sopronu miejscowości Balf, położonej 7 km od centrum miasta, już w XVIII w. zbudowano dla ówczesnych elit elegancki dom zdrojowy. Obecnie w ramach usług SPA & Wellness każdy może skorzystać z kuracji Sebastiana Kneippa. Polega ona m.in. na polewaniu ciała raz lodowatą, raz gorącą wodą, co podnosi odporność organizmu i zapewnia cudowne odprężenie. Można też pospacerować po kamyczkach w basenie (idealny masaż dla stóp) lub wziąć kąpiel z dodatkiem olejków eterycznych (www.gyogyfurdobalf.hu).

Nieco dalej na południe leży 3,5-tysięczne miasteczko Bük, obok którego po wojnie szukano złóż ropy naftowej, ale zamiast niej zaczęła bić z ziemi... woda termalna. Dziś na przyjezdnych czeka tu kompleks rekreacyjno-leczniczy o powierzchni 14 hektarów. W ogromnym parku znajdziemy aż 32 otwarte, półotwarte i kryte baseny, system zjeżdżalni wodnych, place zabaw i boiska. Tutejsza woda ma wyjątkowo dużą zawartość soli mineralnych, dlatego po 1-, 3-tygodniowej kuracji skutecznie zmniejsza objawy wielu chorób. Jej picie pomaga w walce z chorobami cywilizacyjnymi: nadkwasotą żołądka i osteoporozą (www.bukfurdo.hu).

Zaledwie 25 km na wschód od Bük usytuowane jest 15-tysięczne miasteczko Sárvár, gdzie spod ziemi biją dwa gorące źródła. Woda z nich łagodzi objawy schorzeń narządów ruchu oraz pomaga w rekonwalescencji powypadkowej. Oferta miejscowego kąpieliska jest niezmiernie bogata. Znajdziemy tu centrum SPA & Wellness, salon piękności, grotę solną, sypialnię dla zmęczonych atrakcjami maluszków czy ścieżkę Kneippa, która poprawia krążenie i odporność organizmu (www.sarvarfurdo.hu).

 

PAŁACE I ZAMKI

Sárvár słynie jednak nie tylko z kąpieliska. W centrum miejscowości wznosi się zamek rodu Nádasdych, którego obecny wygląd pochodzi z XVI w. Jego prawdziwą perłą jest Sala Galowa ozdobiona freskami z XVII stulecia, które przedstawiają waleczne czyny pogromcy Turków – Ferenca (Franciszka) Nádasdyego (1555–1604), zwanego przez nich „Czarnym Bejem”, czyli „Czarnym Wodzem”. Tuż obok zamku znajduje się 10-hektarowe arboretum.

Jadąc na zachód od Sárvár, wracając pod granicę węgiersko-austriacką, natrafimy na 12-tysięczne, historyczne miasteczko Kőszeg (po niemiecku Güns). Tutejszy zamek jest dla Węgrów miejscem szczególnym. W sierpniu 1532 r. chorwacki kapitan NikolaJurišić (po węgiersku Miklós Jurisics) stojący na czele ok. 50 żołnierzy i 700 chłopów obronił go przed 120-tysięczną armią turecką (słynne oblężenie Kőszeg). Tym samym uratował życie 1800 kobiet i 2200 dzieci, które znalazły schronienie na zamku. Obecnie trwa tu remont, który zakończy się w 2012 r.  

Kierując się na północ, w okolice jeziora Nezyderskiego, znajdziemy również fascynujące zamki i pałace. Niemal wszystkie z tych zabytkowych obiektów należały do słynnego książęcego rodu Esterházych. Do dzisiaj w posiadaniu tej rodziny jest wspaniały średniowieczny zamek Forchtenstein (po węgiersku Fraknó vára), który wznosi się kilka kilometrów od granicy, już po stronie austriackiej. Zachwyca on nie tylko swoim malowniczym położeniem i piękną architekturą. Na jego dziedzińcach zobaczymy także zapierające dech w piersiach malowidła, a we wnętrzach – skarbiec książęcy, galerię przodków (m.in. Włada Palownika, historycznego pierwowzoru Drakuli) czy kolekcję broni (www.esterhazy.at).

W dzisiejszym austriackim mieście Eisenstadt (po węgiersku Kismarton) oraz w Fertőd, już po drugiej stronie granicy, znajdują się dwa przepiękne pałace książęcego rodu. Oba zachwycają barokowym przepychem wnętrz i ogrodami francuskimi. Zarówno w pałacu w Eisenstadt, jak i w Fertőd organizuje się obecnie różne wydarzenia kulturalne – festiwale i koncerty. Nic w tym dziwnego, ponieważ ród Esterházy często związany był z muzyką z najwyższej półki.  

 

DŹWIĘKI MUZYKI

Namiestnik króla, książę Paul I (Pál) Esterházy (1635–1713) sam był poetą i kompozytorem. Żyjący w XVIII stuleciu Mikołaj Józef (Miklós József) Esterházy (1714–1790), wielki mecenas sztuki, zaprosił na swój dwór Josepha Haydna (1732–1809). Ten słynny kompozytor przez trzy dekady służył książęcemu rodowi (od 1761 do 1790 r.). W tym czasie powstało szereg jego dzieł, m.in. słynna Symfonia pożegnalna z 1772 r. Jej finał jest niezmiernie zaskakujący – członkowie orkiestry kolejno przestają grać i opuszczają scenę, gasząc świece umieszczone przy pulpitach. Podobno książę Mikołaj Józef trzymał muzyków miesiącami w swojej nowej rezydencji – Fertőd, podczas gdy ich rodziny mieszkały w Eisenstadt. Na próźno prosili oni o urlop. Haydn skomponował więc utwór, który był żartobliwą aluzją do sytuacji członków orkiestry na dworze księcia. Esterházy docenił duże poczucie humoru kompozytora i dał muzykom długo wyczekiwany urlop.

Z rodem Esterházych wiążą się również losy innego światowej sławy twórcy. Ta potężna rodzina magnacka miała także dwór w miejscowości Doborján, dzisiejszym Raidingu w Burgenlandzie, kilka kilometrów od obecnej granicy austriacko-węgierskiej. Tutaj właśnie urodził się w 1811 r. syn zarządcy, Ferenc (Franciszek) Liszt. Z chorowitego chłopca wyrósł jeden z najwybitniejszych kompozytorów i pianistów wszech czasów. Koncertował od Londynu do Petersburga, olśniewał wirtuozerią, a jego muzyka wywoływała niespotykane wcześniej emocje. Dwór Esterházych nie zachował się do naszych czasów. Ocalała natomiast oficyna, w której przyszedł na świat Liszt. Dzisiaj znajduje się tutaj interesująca wystawa, a w nowoczesnej sali koncertowej, wybudowanej w pobliżu, można posłuchać muzyki nie tylko tego wielkiego węgierskiego kompozytora (www.lisztomania.at).

W Sopronie co roku odbywa się festiwal artystyczno-muzyczny Dni Wiosenne w Sopronie (Soproni Tavaszi Napok; www.sopron.hu). Miasto to dostarcza jednak rozrywki nie tylko dla miłośników klasycznych brzmień. Od 1993 r. organizowany jest tutaj cieszący się ogromną popularnością VOLT Fesztivál, na którym występują gwiazdy muzyki alternatywnej, rockowej, jazzowej, elektronicznej oraz world music (www.sziget.hu/volt).

 

WINO I WINOBRANIE

Najbardziej znane Polakom wina węgierskie pochodzą z Egeru i Tokaju. Jednak okolice Sopronu mogą poszczycić się także wielowiekową tradycją winiarską. Najsłynniejszy szczep z tego regionu nazywa się po węgiersku Kékfrankos, po niemiecku Blaufränkisch, a po słowacku Frankovka modrá. Wytwarzane z niego czerwone wino ma wysoką zawartość soli i garbników, a jednocześnie pełny, harmonijny smak. Kékfrankos stanowi ponad połowę upraw winorośli w okolicach Sopronu, ale obok niego pojawiają się także nowe węgierskie szczepy oraz popularne międzynarodowe odmiany (www.soproniborvidek.hu).

Po drugiej stronie granicy sprawa wygląda podobnie, jednak Austriacy mogą się pochwalić pewnym ekskluzywnym produktem winiarskim. Jest to Ruster Ausbruch, wino deserowe z okolic miasteczka Rust, które wytwarza się podobnie jak Tokaji Aszú: do aromatycznego białego wina (muszkatu) dodaje się wybierane, wysuszone i okryte szlachetną pleśnią winogrona o bardzo wysokiej zawartości naturalnego cukru. Trunek ten smakuje najlepiej w zaskakującym połączeniu z mocnymi, słonymi i równie szlachetnymi smakami, np. z serami pleśniowymi czy foie gras (www.weinburgenland.at).

Winobranie to wielkie święto nie tylko dla winiarzy i smakoszy wina. Pod koniec sierpnia zjeżdżają na nie do Balf turyści nawet z najdalszych zakątków Węgier oraz z całej Europy. Winiarze i mieszkańcy miejscowości tworzą radosny pochód złożony z udekorowanych wozów, przebierańców oraz tradycyjnie przygotowanych na tę okazję wielkich słomianych kukieł. Nie może też – oczywiście – zabraknąć tańców i wina z zeszłorocznych zbiorów.

 

Wampirzyca czy ofiara?

Elżbieta Batory, po węgiersku Erzsébet Báthory (1560–1614), siostrzenica króla Polski Stefana Batorego, była żoną Ferenca Nádasdyego, pana na Sárvár i postrachu Turków. Po jego śmierci żyła samotnie na zamku w Čachticach, który znajduje się na terenie dzisiejszej Słowacji. Wokół jej osoby krążyły plotki. W 1610 r. György Thurzó (Jerzy Turzon), namiestnik cesarza Austrii i króla Węgier – Macieja II Habsburga, pojmał hrabinę. Jej służki zeznały po torturach, że ich pani ze szczególnym okrucieństwem zabiła kilkaset dziewcząt i kąpała się we krwi ofiar, żeby się odmładzać. Oskarżenia te były absurdalne, bowiem krew ludzka krzepnie tak szybko, że nie da się w niej kąpać, a Elżbieta tak naprawdę nigdy nie była szczególnie piękna i nie zabiegała o względy mężczyzn. Nieszczęsną hrabinę chciano prawdopodobnie usunąć z powodów politycznych. Bez procesu zamurowano ją w jednej z komnat zamku w Čachticach, przez mały otwór otrzymywała jedynie jedzenie i picie. Zmarła obłąkana w sierpniu 1614 r. W ciągu następnych stuleci plotki i pomówienia przerodziły się w legendę. Elżbieta Batory miała podobno pić krew swoich ofiar, przedstawiano ją także jako lesbijkę. Jej postać zainspirowała m.in. twórców horrorów i gier komputerowych. W ostatnich latach zrobiono o niej dwa filmy: francusko-niemiecki, w reżyserii Julie Delpy pt. Hrabina (The Countess) – tłumaczy on czyny bohaterki mrocznych legend metodami psychologii, słowacko-czesko-angielsko-węgierski (Báthory), który stara się zrehabilitować historyczną postać, przypisując jej jednocześnie płomienny romans z włoskim malarzem Caravaggiem.


 

Artykuły wybrane losowo

12 najlepszych miejsc na świecie na wyprawy quadowe

Chile1.jpg

Rafał Sonik pokonuje trasę chilijskiego odcinka Rajdu Dakar 2015

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


KAJETAN CYGANIK


Quady mają wiele zastosowań. Zawodnicy ścigają się na nich – oczywiście – podczas rajdów, ale zdecydowanie częściej korzystają z tego sprzętu ratownicy górscy, służby medyczne czy leśne. Ze względu na swoją budowę to również doskonałe pojazdy do przemierzania odległych i niedostępnych zakątków ziemi. Rafał Sonik – pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów w 2015 r. – zwiedził w ten sposób bezdroża pięciu kontynentów. 


Po raz pierwszy tegoroczny zwycięzca najpopularniejszego wieloetapowego wyścigu terenowego na świecie wsiadł na czterokołowca na południu Francji, kiedy z powodu flauty nie mógł pływać na desce windsurfingowej. Na wzgórzach nieopodal plaży zobaczył dziwne małe samochody, których nigdy wcześniej nie widział. Zadzwonił do kolegi z Polski i zamówił sobie jeden z pierwszych pojazdów ATV (ang. all-terrain vehicle), jaki trafił do naszego kraju. Zaczęło się od jazdy turystycznej, potem były pierwsze starty w polskich rajdach. Sześć razy zdobył tytuł mistrza Polski. Po udziale w wyścigach we Francji i Hiszpanii oraz namowach motocyklistów Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w 2009 r. Rafał Sonik postanowił spróbować swoich sił w Rajdzie Dakar. Zajął wtedy trzecie miejsce. Ten niewątpliwy sukces stał się dla niego zachętą do kolejnych prób.

Nasz rodak znany jest ze swojej konsekwencji, ambicji i nieustępliwości. Jednocześnie jednak potrafi się powstrzymywać od zgubnej walki na sekundy, ma doskonały zmysł taktyczny i opinię świetnego nawigatora. Te cechy pomogły mu zdobyć cztery Puchary Świata FIM w kategorii quadów, wywalczyć dwa trzecie i jedno drugie miejsce w Rajdzie Dakar, a w 2015 r. odnieść wielkie zwycięstwo w tych legendarnych zawodach. Polak zyskał przydomek SuperSonik, ale mimo to nie przestaje cieszyć się jazdą na czterokołowcu, dlatego wielokrotnie odwiedza podczas treningów liczne tory i rozmaite rejony, aby nie tylko przygotowywać się do nowych wyzwań, ale także czerpać przyjemność z ćwiczenia w zróżnicowanym terenie. Przedstawiamy Państwu 12 najciekawszych według niego miejsc na świecie do uprawiania tego sportu.

Sardynia

Ta włoska wyspa to przede wszystkim świetny region dla miłośników motocykli enduro. Rajd odbywający się na niej co roku w czerwcu jest co prawda przeznaczony również dla kierowców quadów, ale pokonanie przez nich licznych wąskich ścieżek, skalnych półek czy ciasnych przejazdów pomiędzy skałami graniczy z cudem.

               
Na Sardynii przemierzymy jednak czterokołowcem fantastyczne trasy. Wiodą one pomiędzy rozległymi wzgórzami, pośród niskiej roślinności lub ponad skalistym wybrzeżem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór mamy naprawdę duży – od malowniczo położonych łagodnych i szerokich dróg po wymagające technicznie odcinki górskie. Co więcej, na wyspie panuje fantastyczny klimat, a tutejsza kuchnia jest doskonała, więc po całodziennej jeździe czeka na nas nagroda w postaci prawdziwej uczty dla podniebienia. Odwiedzić ten fascynujący region Włoch można przez cały rok, bowiem zawsze prezentuje się równie ciekawie.

Dubaj

Dubaj1.jpg

Pozornie łagodne piękne wydmy w okolicach Dubaju bywają niebezpieczne

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


Zjednoczone Emiraty Arabskie słyną z jednej z najpiękniejszych pustyń świata. W okolicach Dubaju wiatr wyrównuje piaszczyste wydmy niczym ratrak śnieg na stoku. Wystarczy odjechać kilkanaście minut od jakiejkolwiek ludzkiej osady, żeby znaleźć się w miejscach nie noszących śladów obecności człowieka. Emocje, jakie towarzyszą jeździe po takim „sztruksie”, są nieporównywalne z żadnym innym uczuciem.

               
Wydmy w rejonie Dubaju wyglądają na łagodne i zapierają dech w piersiach, ale potrafią być także zdradliwe, zwłaszcza po przejściu rzadkich tu deszczów. Układ piaszczystych wzgórz zupełnie się wówczas zmienia, co utrudnia nawigację i przewidywanie niebezpieczeństw. Potrzeba wielu treningów, aby móc pozwolić sobie na nieco mocniejsze dociśnięcie gazu na pustyni. Nawet po latach doświadczeń warto zachować szczególną ostrożność. Inaczej to, co ma być przyjemnością, może stać się bardzo złym wspomnieniem.

               
Sezon na wyjazdy do Dubaju panuje cały rok. Najlepiej jednak planować sobie treningi o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie tylko dlatego, że w tych godzinach światło maluje najpiękniejsze widoki, ale też po to, aby uniknąć upałów.

Pustynia Błędowska

Nasza największa pustynia (ok. 33 km²) to prawdziwa mekka polskich off-roadowców. W ostatnich latach prowadzi się intensywne odlesianie tego obszaru w celu przywrócenia jego stanu z początku wieku. Ten piękny region oferuje fantastyczne możliwości treningowe. Nie ma w nim wysokich wydm, ale nie brakuje tutaj kopnego piasku, który doskonale uczy reakcji quada w takich warunkach.

               
Pustynię Błędowską wciąż pokrywa wiele sosnowych zagajników. Ich pokonywanie daje sporo frajdy. Jak w każdym pustynnym rejonie, trzeba wykazać się tu jednak dobrą orientacją w terenie. Zdarzają się tacy kierowcy, którzy pozwalają ponieść się emocjom, a potem długo nie mogą znaleźć drogi powrotnej. Trenuję na Pustyni Błędowskiej kilka razy w roku. Zawsze spotykam na niej innych quadowców i motocyklistów, a często zabieram też w te strony swoich uczniów – mówi Rafał Sonik. Jego bazą do wypraw na czterokołowcach jest tradycyjnie punkt widokowy Dąbrówka w Chechle (355 m n.p.m.).

               
Ten region Polski zaprasza do odwiedzin przez okrągłe 12 miesięcy. O każdej porze roku będziemy czerpać niesamowitą radość z przemierzania Pustyni Błędowskiej.

Brazylia

Brazylia.jpg

Trasy na południu Brazylii prowadzą wśród niskiej roślinności

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA



Trasy w południowej części Brazylii charakteryzują się przede wszystkim niską, słabo rozwiniętą roślinnością i czerwoną ziemią, która nadaje krajobrazowi zupełnie wyjątkowy wygląd. Szlaki są tutaj szybkie, ale przez to bywają zgubne. Wystarczy, że nieoczekiwanie wjedziemy pomiędzy splątane korzenie, aby nasz brawurowy wyczyn zakończył się nagłym zatrzymaniem wśród drzew. Jeśli tylko będziemy pamiętać o zachowaniu ostrożności, jazda po polnych drogach tego kraju na pewno przyniesie nam dużo przyjemności.

               
To, co czyni z Brazylii wspaniały cel na emocjonujące wyprawy na quadzie, to jednak nie same trasy, lecz mieszkający w niej fantastyczni ludzie. Brazylijczycy są uśmiechnięci, pomocni, otwarci i przyjaźnie nastawieni wobec turystów. Taka podróż może więc być okazją do nawiązania nowych znajomości. Do tej części Ameryki Południowej najlepiej wybrać się w okresie lata.

Argentyna

Kraj tanga, yerba mate i najlepszej wołowiny na świecie to również raj dla quadowców. Nie bez powodu od 2009 r. właśnie w Argentynie odbywa się znaczna część kolejnych edycji Rajdu Dakar. Za każdym razem wyznaczane przez organizatorów tutejsze trasy zaskakują nawet najbardziej wytrawnych kierowców. Ten fakt świadczy niewątpliwie o ogromnym zróżnicowaniu terenów i nieskończonych możliwościach, jakie stają tu przed miłośnikami off-roadu.

               
W centrum kraju znajdziemy wiele piaszczystych obszarów, ale są one tak nieprzyjazne, że lepiej nie zapuszczać się w te rejony, zwłaszcza w osławione okolice miejscowości Fiambalá koło Tinogasty. Warto natomiast wybrać szlaki na północy kraju i liczne malownicze kaniony. Na zachodzie na śmiałków czekają majestatyczne Andy. Widoki z tego regionu zapadają w pamięć na zawsze, ale jeśli zdecydujemy się go odwiedzić, musimy zabezpieczyć się przed chorobą wysokościową. Najlepszym lekarstwem na jej objawy jest herbata z liści koki (krzewu kokainowego) albo żucie ich podczas jazdy. Podróż do fascynującej Argentyny polecamy zaplanować w czasie europejskich miesięcy zimowych.

Hiszpania

W Hiszpanii znajdziemy mnóstwo różnorodnych tras. Rafał Sonik najlepiej poznał jednak te w pobliżu Malagi. W jej okolicy funkcjonuje wiele torów motocrossowych, na których nasz rodak ćwiczy technikę jazdy przy dużych prędkościach. Oprócz tego trenuje też poza wytyczonymi drogami, na otwartych terenach.

               
Ten region stanowi poligon dla takich fantastycznych motocyklistów, jak choćby Hiszpanie Marc Coma czy Jordi Viladoms, którzy właśnie m.in. tutaj przyjeżdżają przygotowywać się do najważniejszych startów w sezonie. Przed Rajdem Dakar 2016 także Rafał Sonik planuje spędzić w tym rejonie Europy kilka dni. Zamierza ćwiczyć jazdę na odcinkach specjalnych w stylu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (WRC – World Rally Championship). Będą one dominować w 37. już edycji legendarnego wyścigu po raz ósmy z kolei organizowanego w Ameryce Południowej – Argentynie i Boliwii.

               
Do słonecznej Hiszpanii można zawitać o każdej porze roku. Jeśli nie lubimy zbytniego tłoku, powinniśmy zdecydować się raczej na jesień.

Lidzbark Warmiński

W Lidzbarku Warmińskim znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepszych torów motocrossowych w Polsce. Nasz rodak uwielbia odwiedzać to miejsce, bo jak podkreśla, jest ono przesiąknięte off-roadową atmosferą, a ludzie z nim związani są prawdziwymi pasjonatami.

               
Okolice tego miasta położonego w samym sercu Warmii również zachęcają do wycieczek. Jednak należy pamiętać, aby poruszać się tylko po obszarach, na których wolno organizować wyprawy off-roadowe. Rafał Sonik od wielu lat promuje hasło Daj przyQuad! Nie niszcz lasu! i potępia wszelkie naruszenia granic parków narodowych i krajobrazowych. Wymaga od siebie i kolegów odpowiedzialności za środowisko naturalne i dlatego swoim czterokołowcem nie wyjeżdża poza tor w Lidzbarku Warmińskim, a przyrodę podziwia z perspektywy roweru. Najkorzystniejsze warunki panują na Warmii w okresie lata i złotej polskiej jesieni.

USA

Pierwszym mechanikiem, który towarzyszył Rafałowi Sonikowi w Rajdzie Dakar w 2009 r., był amerykański specjalista od quadów – Lenny Duncan. To właśnie on zabrał Polaka na znane sobie szlaki w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Spośród nich nasz rodak najbardziej upodobał sobie rejony Kalifornii, dokąd stara się wracać co jakiś czas.

               
W USA i Kanadzie turystyka quadowa jest zdecydowanie lepiej rozwinięta niż w krajach europejskich. Znajdziemy tu specjalnie przygotowane, kilkudziesięciokilometrowe trasy off-roadowe, pozwalające na legalne poruszanie się po trudno dostępnych obszarach leśnych. To doskonałe rozwiązanie zarówno dla miłośników jazdy poza drogami, jak i turystów i przyrodników. Rafał Sonik zabiega o to, aby wytyczyć podobne szlaki także w Polsce. Do Stanów Zjednoczonych na wyprawy terenowe najlepiej wybrać się latem lub na jesieni.

Chełmno

Chełmno_-_Fot.jpg

Quadowcy ścigający się na torze kompleksu motocrossowego w Chełmnie

©MATEUSZ SZELC



Chełmno uchodzi za drugie obok Torunia najstarsze miasto województwa kujawsko-pomorskiego (oba te grody otrzymały prawa miejskie 28 grudnia 1233 r. – tzw. prawo chełmińskie). Warto odwiedzić nie tylko sam wiekowy ośrodek, ale też lokalny kompleks motocrossowy, który kilka lat temu dzięki inicjatywie naszego rodaka i jego przyjaciół został uratowany przed zamknięciem. Zwycięzca Rajdu Dakar 2015 stawiał tutaj swoje pierwsze kroki, dlatego nie wahał się, aby zainwestować w ten obiekt i stać się jednym z jego współwłaścicieli.

               
Na świetnie wyprofilowanym i dobrze utrzymanym torze regularnie odbywają się imprezy rangi Mistrzostw Polski. Szkolą się na nim młodzi quadowcy i motocykliści. Mamy nadzieję, że za kilka lat godnie zastąpią oni Rafała Sonika w międzynarodowych wyścigach. Obiekt w Chełmnie stanowi idealne miejsce dla początkujących miłośników sportów motocrossowych, którzy chcą zdobyć podstawowe umiejętności, niezbędne do jazdy w terenie. Warto odwiedzić go latem i podczas organizowanych na nim zawodów.

Chile

Amatorom off-roadu Chile kojarzy się przede wszystkim z Atakamą, należącą do najsuchszych pustyń świata. Są na niej rejony, w których od prawie 400 lat nie spadła choćby kropla deszczu. Te warunki czynią ją również jednym z mniej przyjaznych człowiekowi obszarów na ziemi. Jazda po tutejszych bezdrożach może być jednak fantastycznym przeżyciem. Warto odwiedzić w szczególności północną część kraju i okolice portowego miasta Iquique. Potężne piaszczyste wydmy wznoszą się w tym miejscu na wysokość powyżej 2 tys. m n.p.m. i opadają stromo wprost do Pacyfiku.

               
Popularnością cieszą się także rejony miejscowości La Serena, które słyną z winnic. Wiosną zaobserwujemy tu zupełnie nierealne zjawisko. Cały pustynny obszar pokrywa się wówczas różnobarwnym kobiercem kwiatów. Suchy i surowy krajobraz zamienia się w kolorowe pola, od których trudno oderwać wzrok.

               
W północnej części Atakamy dotrzemy z kolei do dużych solnisk (Salar de Atacama), przypominających pustynię solną w Boliwii (Salar de Uyuni), i licznych ciekawych form skalnych w okolicach miasteczka San Pedro de Atacama. Nieco dalej na południe możemy wyjechać quadem na przełęcze sięgające niemal 5 tys. m n.p.m.

               
Ze względu na wspomniany kwiatowy spektakl do Chile najlepiej wybrać się na przełomie sierpnia i września. Zdecydowanie trzeba też zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

Egipt

Ten północnoafrykański kraj, zamieszkany niegdyś przez jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych cywilizacji na ziemi, jest również świetnym celem wyjazdowym dla poszukujących wrażeń quadowców. Naprawdę nie warto spędzać wakacji nad basenem w ciągłym bezruchu, kiedy tuż za granicami egipskich kurortów czeka na nas tyle możliwości aktywnego wypoczynku. W 2014 r. słynny Rajd Faraonów startował z wybrzeża Morza Czerwonego z luksusowego miasteczka turystycznego Al-Dżuna (El Gouna). Podczas niego zawodnicy mieli do pokonania kilkaset kilometrów bardzo ciekawego terenu pustynnego.

               
Na egipską część Sahary najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Da nam to pewność, że wrócimy szczęśliwie do bazy i nie wpadniemy w kłopoty. Szczególnie piękne są tutaj – oczywiście – odcinki piaszczyste. Saharyjskie wydmy mają zupełnie inną budowę niż te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i nawet sam piasek nieco się różni. Ta największa gorąca pustynia na ziemi jest bardzo różnorodna, więc nawet jeśli nie dotrzemy do typowych wydmowych wzniesień, możemy być pewni, że trafimy w niezwykłe miejsca. Odkrywanie tych niesamowitych zakątków Egiptu warto zaplanować na miesiące wiosenne bądź jesienne.

Maroko

Królestwo Marokańskie należy do najpopularniejszych kierunków podróży wśród Europejczyków zafascynowanych czterokołowcami. Trudno się temu zresztą dziwić. Jak już wspomnieliśmy, olbrzymia północnoafrykańska pustynia, jaką jest Sahara, oferuje wyjątkowo różnorodne i fascynujące trasy. Zjeździłem niemal całe Maroko od północy po południe i naprawdę nie brakuje tu miejsc wartych odwiedzenia. Wspaniałe tereny rozciągają się od szczytów Atlasu do skalistego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Na Saharze ujrzymy zarówno krajobrazy przywodzące na myśl powierzchnię Marsa, jak i charakterystyczne dla niej piaszczyste wydmy – opisuje Rafał Sonik.

               
W tym kraju można odwiedzić obszary, na których kręcono kolejne epizody Gwiezdnych wojen czy film Gladiator. Niezwykłym przeżyciem są zawsze wizyty w klimatycznych mniejszych i większych miastach. Jazda na quadzie po marokańskich bezdrożach daje niesamowitą frajdę, ale atmosfera lokalnych targów (suków) dosłownie wciąga każdego przybysza.

               
Wyprawa do Maroka będzie więc z pewnością wspaniałym doświadczeniem i to nie tylko ze względu na świetne warunki do treningów na czterokołowcach, lecz także z uwagi na jedyną w swoim rodzaju okazję do poznania tutejszej kultury i podziwiania fascynujących krajobrazów. Podobnie jak w przypadku Egiptu polecamy odwiedzić to położone w Afryce Północnej królestwo w okresie wiosny albo jesieni. W październiku można kibicować polskim kierowcom podczas widowiskowego Rajdu Maroka i towarzyszyć im w trakcie zmagań, przesuwając się równolegle do kolumny pojazdów.

Peru – duch Inków

PIOTR MACIEJ MAŁACHOWSKI

 

Peru jest fascynującym państwem, ale może też rozczarować tych, którzy nie znają choć trochę historii kraju Inków, jeśli po przyjeździe tutaj nie spotkają nie tylko żadnego z nich, a nawet ich potomków. Pod względem bogactwa dziedzictwa historycznego Peru zajmuje trzecie miejsce na świecie, zaraz po Włoszech i Izraelu. Tak wynika z analizy marek państw przeprowadzonej przez globalną organizację FutureBrand. W pozostałych czterech wskaźnikach – poziom oferty turystycznej, klimat dla przedsiębiorczości, jakość życia i system wartości – kraju utożsamianego z Inkami nie ma nawet w pierwszej trzydziestce.

Więcej…

Maghreb – ziemia zachodzącego słońca

ALINA WOŹNIAK

<< Jest taka kraina, która oddziela Europę od Czarnej Afryki. Po bezkresnych piaskach Sahary wędrowały przez nią kiedyś liczne karawany. Do dziś zamieszkują ją plemiona koczownicze. Od starożytności po współczesność ten malowniczy zakątek świata był sceną burzliwych wydarzeń, tłem rozwoju i upadku cywilizacji. Ani przez chwilę jednak nie przestał fascynować podróżników swoją magiczną aurą arabskiej baśni. >>

FOT. MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE    

Pochodzące z języka arabskiego słowo Maghreb (al-Maghrib) znaczy dosłownie „zachód”. Tradycyjnie określenie to odnosi się do ziem znajdujących się na zachód od Egiptu. Obecnie dotyczy pięciu północnoafrykańskich państw – Maroka, Mauretanii, Algierii, Libii i Tunezji – oraz spornego terytorium, którym jest Sahara Zachodnia.     

Należące do tego regionu kraje starają się współpracować ze sobą w ramach Arabskiej Unii Maghrebu. Organizacja ta ma przede wszystkim podłoże gospodarcze, ale nie da się nie zauważyć, że żyjące tu narody łączy także wspólna kultura i religia. Dlatego jeśli planujemy odwiedzić północne wybrzeże Afryki, zastanówmy się, czy nie warto wybrać się w głąb lądu na spotkanie fascynującego świata wyłaniającego się z piasków pustyni…

Więcej…