GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Kraj ten słynie z wydobywanego w nim od setek lat bursztynu (po litewsku „gintaras”), tkanin z lnu, wód mineralnych i torfu wykorzystywanego w coraz liczniejszych obiektach spa oraz tradycyjnego litewskiego jedzenia – ciemnego chleba pieczonego na tataraku, wędlin, sera i śmietany, blinów, cepelinów i „šakotisa”, znanego u nas jako sękacz. Litwa ma też kilka uzdrowisk, do których chętnie jeździmy ze względu na znakomite kuracje lecznicze, czyste środowisko oraz fakt, że jest w nich wciąż taniej niż u nas. Dysponujące doskonałą bazą Druskienniki i Birsztany to ciągle miejsca na kieszeń przeciętnego turysty z Polski, podobnie jak litewskie nadbałtyckie miejscowości wypoczynkowe, mniej zatłoczone w sezonie letnim niż ich polskie odpowiedniki. >>

 

Ze wszystkich naszych sąsiadów najkrótszą granicę współdzielimy z Litwinami (104 km). Rozciąga się ona na krańcach powiatu suwalskiego i sejneńskiego w województwie podlaskim. Litwę warto jednak odwiedzić nie tylko przy okazji wizyty w północno-wschodniej części Polski.

Wielu Polaków z pewnością zawitało już choć raz do Wilna, 540-tysięcznej litewskiej stolicy. Podczas wycieczki do tego kraju można zwiedzać miasta i oglądać zabytki, ale to nie jedyne jego atrakcje. Powinny wziąć go pod uwagę również osoby, które chcą wypocząć wśród pięknych lasów i nad brzegiem morza. 

 

UZDROWISKO NAD NIEMNEM

Druskienniki (Druskieniki, lit. Druskininkai) są znanym uzdrowiskiem od kilkuset lat. Miasto otaczają rozległe lasy, w okolicy nie ma zakładów przemysłowych, dlatego powietrze jest bardzo czyste. Za wielką atrakcję uchodzi rozległy park zdrojowy rozciągający się od Niemna do jeziora Druskonis. Wspaniały klimat i doskonałe wody mineralne przyciągają tysiące kuracjuszy. Z Warszawy bliżej tu niż do Zakopanego i Krynicy-Zdroju – zaledwie ok. 360 km. 

 

Z miejscowych solanek od wieków pozyskiwano sól. Także lecznicze walory wód znane były od dawna. Dekretem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego 20 czerwca 1794 r. Druskienniki ogłoszone zostały uzdrowiskiem. Przydatność tutejszych wód w leczeniu rozmaitych chorób potwierdził badaniami profesor Ignacy Fonberg (1801–1891) z Uniwersytetu Wileńskiego, co sprawiło, że w XIX stuleciu modne stały się wyjazdy kuracyjne do druskiennickich źródeł. Kurort rozwijał się szczególnie na początku XX w., kiedy przybywali do niego kuracjusze z całego rosyjskiego imperium. Bawili w nim Eliza Orzeszkowa, Józef Ignacy Kraszewski, Stanisław Moniuszko, Juliusz Osterwa, Hanka Ordonówna i Zygmunt Gloger. W dwudziestoleciu międzywojennym Druskienniki były ulubioną miejscowością wypoczynkową marszałka Józefa Piłsudskiego, który mieszkał w drewnianej willi („Na Pogance”, rozebranej w 1964 r.) na wysokiej skarpie w miejscu, gdzie Rotniczanka wpada do Niemna. Miał tutaj nawiązać romans z atrakcyjną, młodą lekarką, dr Eugenią Lewicką (1896–1931). W czasach sowieckich pobudowano gigantyczne sanatoria, do których masowo ściągał lud pracy z całego Związku Radzieckiego. Co roku leczyło się w kurorcie niemal pół miliona osób. 

 

Wspaniały klimat, czyste powietrze i piękne krajobrazy oraz zabiegi balneoterapii pomagają zregenerować siły i wrócić do zdrowia. Bardzo skuteczne są kąpiele i inhalacje z użyciem wybranej wody mineralnej z 12 miejscowych ujęć oraz okłady z gorącego błota (borowiny). Woda źródlana o niższym stopniu mineralizacji doskonale orzeźwia, dostarcza też niezbędnych dla organizmu mikroelementów i korzystnie wpływa na układ trawienny. W dziewięciu sanatoriach leczy się schorzenia narządów ruchu, stawów i mięśni. Poza tym do uzdrowiska przyjeżdżają również osoby z zaburzeniami przemiany materii (otyłością i cukrzycą), cierpiące na dermatozy, choroby układu oddechowego (takie jak astma) czy trawiennego, serca i układu krążenia oraz choroby kobiece. 

 

W kurorcie wciąż jeszcze znajduje się wiele drewnianych willi, pamiętających przedwojenne czasy świetności, ale wyrasta w nim coraz więcej nowoczesnych hoteli, sanatoriów i obiektów sportowych. Jednym z tych ostatnich jest Snow Arena, w której przez cały rok można szaleć na śniegu. Nie powinno go tu zabraknąć, bo powstaje z wody z płynącego tuż obok Niemna. W kompleksie działają wypożyczalnie sprzętu sportowego, restauracje i bary. Przygotowano także atrakcje dla rodzin z dziećmi (dużą salę zabaw DruFunPark). Obiekt – otwarty do późnych godzin wieczornych – cieszy się popularnością również wśród gości z Polski. Do rozległego parku wodnego (o powierzchni 30 tys. m²) w centrum Druskiennik można stąd dotrzeć w kilka minut komfortowymi gondolami kolejki linowej poprowadzonej nad Niemnem na wysokości 45 m (Lynų kelias). Rozpościera się z nich wspaniały widok na miasto ogród, okoliczne lasy i rzekę. 

 

Park wodny w kompleksie Druskininkų sveikatinimo ir poilsio centras AQUA działa od 2015 r. Poza saunami i basenami dla dorosłych i dla dzieci do jego największych atrakcji należy wystrój – wśród egzotycznych roślin i elementów dekoracyjnych z drewna i kamienia poczujemy się tutaj jak na indonezyjskiej wyspie Bali. Całość ozdabiają stosowne malowidła.

 

Ramka: 

MUZEUM SĘKACZA W DRUSKIENNIKACH

Obok restauracji „Romnesa” w Druskiennikach znajduje się Muzeum Sękacza (Šakočių Muziejus) z największym sękaczem na świecie. Ma wysokość 3,72 m i waży 85,8 kg. Upieczono go 30 maja 2015 r. wspecjalnie wybudowanym piecu opalanym drewnem brzozowym. Gigant ten trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Do jego produkcji zużyto 1,7 tys. jaj, 64 kg mąki, 48 kg cukru, 45 kg masła i 29 l śmietany. W muzeum dowiemy się, jak przygotowuje się sękacze nie tylko na Litwie, ale także na Węgrzech, w Polsce, Szwecji czy Japonii. Poza tym można w nim również podziwiać zabytkowe narzędzia oraz te wykorzystywane obecnie do wytwarzania czekoladowych rogalików.   

 

Wspomniany park zdrojowy ciągnie się od brzegów Niemna do głównej ulicy uzdrowiska (M.K. Čiurlionio gatvė) i jeziora Druskonis. Kuracjusze spacerują promenadą wzdłuż rzeki od zakładu przyrodoleczniczego koło przystani dla statków spacerowych do ujścia Rotniczanki, gdzie stała willa marszałka Józefa Piłsudskiego, który wiele zrobił dla tego kurortu. W parku znajdują się fontanny z wodą mineralną, pomnik Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa (1875–1911), litewskiego malarza, grafika i kompozytora, zabytkowa drewniana Cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” z 1865 r. i wzniesiony w latach 1912–1931 z czerwonej cegły neogotycki kościół katolicki, zaprojektowany przez Stefana Szyllera (1857–1933). W stojących przy deptaku kramach kupimy wyroby z bursztynu i drewna oraz ciekawą czarną ceramikę. 

 

Druskienniki są świetnym miejscem nie tylko dla tych, którzy chcą zadbać o swoje zdrowie i odpocząć. Można tu także przyjemnie spędzić czas. Obok ślicznych przedwojennych willi w kurorcie powstało wiele nowoczesnych obiektów, których goście wypoczywają i odbywają kuracje lecznicze w komfortowych warunkach. Miasto otoczone jest ok. 50 tys. ha lasów iglasto-liściastych z ogromną ilością sosen oraz bogatym runem leśnym. Latem okolice Druskiennik są prawdziwym rajem dla grzybiarzy.

 

Przez cały rok w uzdrowisku odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne i sportowe. W drugiej połowie kwietnia, gdy w parku Vijūnėlės zakwita 220 tys. białych narcyzów, obchodzi się Święto Narcyzów (Narcizų žydėjimo šventė). W ostatni weekend maja organizowane są dni Druskiennik (Druskininkų kurorto šventė) z kolorową paradą i fajerwerkami. Na ulicach pojawiają się wtedy prawdziwe tłumy. W wakacje można wybrać się na koncerty odbywające się w ramach festiwalu muzyki fortepianowej i festiwalu Druskiennickie lato z M.K. Čiurlionisem (Druskininkų vasara su M.K. Čiurlioniu). Gdy nadchodzą chłodniejsze miesiące, rozpoczyna się Druskiennicka Jesień Poetycka (Poetinis Druskininkų ruduo). Z kolei zimą na terenie Snow Areny organizuje się Snow Kayak, czyli widowiskowy spływ kajakowy na nartach zakończony skokiem do basenu z zimną wodą. Poza tym w styczniu 2019 r. po raz pierwszy ozdobiono Druskienniki rzeźbami lodowymi. Wystawa ma odbywać się co roku.

 

Osoby lubiące wycieczki mogą wypożyczyć rower i wyruszyć na niezbyt trudne, malownicze trasy. Prowadzą one m.in. do pobliskiej Rotnicy (lit. Ratnyčia), gdzie na cmentarzu przy katolickim Kościele św. Bartłomieja Apostoła pochowany jest polski poeta, tłumacz, etnograf, przyjaciel Adama Mickiewicza, sekretarz Towarzystwa Filomatycznego Jan Czeczot (1796–1847). Można też wybrać się do muzeum przyrodniczego Girios Aidas (Echo Leśne) lub do odległego o ok. 9 km parku Grūtas (Grūto parkas), w którym na powierzchni 20 ha zebrano 86 pomników komunistycznych 46 twórców. 

 

LENIN WIECZNIE ŻYWY

W otoczonym kolczastym drutem sosnowym lesie, w symbolicznym sowieckim łagrze z wieżami strażniczymi zamknięto kilkadziesiąt pomników z czasów Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jest tutaj kilkunastu Włodzimierzów Leninów, pomnik i popiersie Józefa Stalina, kilku Feliksów Dzierżyńskich i cała masa pomniejszych notabli. Popielaty sołdat z pepeszą straszący niegdyś w Szawlach (lit. Šiauliai) strzeże wejścia do kawiarni, w której można zjeść typowe dania z czasów sowieckich i napić się okropnej wódki ze szklanki z zaznaczonymi kreskami toastami za Stalina, ojczyznę i partię. Niedaleko ustawiono gigantyczny (ważący 110 t) pomnik partyzantów, którzy wsławili się niszczeniem partyzantki polskiej i litewskiej, a obok niego umieszczono monumenty działaczy partyjnych w za dużych garniturach. W kilku barakach urządzono galerie sztuki socrealistycznej, gdzie zgromadzono obrazy, medale, rzeźby, plakaty, książki i legitymacje. Zachowała się nawet gipsowa maska pośmiertna Włodzimierza Lenina. W sali kinowej wyświetlane są sowieckie filmy dokumentalne, a z zawieszonych na wieżach strażniczych megafonów słychać optymistyczne radzieckie melodie. 

 

Park Grūtas nie jest parkiem rozrywki. To muzeum, gdzie upamiętniono cierpienia narodu litewskiego. W czasach komunistycznych aresztowano, zabito lub zesłano na Syberię blisko 300 tys. obywateli Litwy, a ok. 60 tys. Litwinów udało się na emigrację (według danych zebranych przez VDU Lietuvių išeivijos institutas – Instytut Litewskiej Emigracji Uniwersytetu Witolda Wielkiego). Powstanie parku w kwietniu 2001 r. wywołało skandal. Jego założyciela, litewskiego milionera Viliumasa Malinauskasa, oskarżano o odradzanie upiorów komunizmu. Z drugiej strony podobno aż do dziś dostaje on listy z pogróżkami od pogrobowców systemu. Sam pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

 

KRÓLEWSKIE MIASTO

Nad Niemnem, w miejscu, gdzie tworzy on malownicze meandry, leżą Birsztany (Birštonas). Otoczone sosnowymi lasami miasteczko szczyci się łagodnym klimatem, doskonałym zwłaszcza dla osób zmęczonych wielkomiejskim gwarem, znerwicowanych i przepracowanych. 

 

Już w średniowieczu była tu nadniemeńska warownia. Okolica stanowiła ulubione miejsce polowań wielkich książąt litewskich. Kiedy w XIX w. odkryto złoża borowiny i źródła wody mineralnej, Birsztany stały się miejscowością uzdrowiskową. Leczy się w nich schorzenia reumatyczne, kardiologiczne, endokrynologiczne i przewodu pokarmowego oraz nerwice. Wody mineralne przypominają druskiennickie. Obecnie jest tutaj 13 ujęć. Największą renomą cieszą się wody Vytautas, Birutė, Akvilė oraz Versmė i Vaidilutė.

 

Birsztany są mniej znanym w Polsce litewskim uzdrowiskiem. Miasteczko postawiło na terapię bawarskiego księdza Sebastiana Kneippa (1821–1897), wielkiego zwolennika hydroterapii. W centrum (w tzw. Ogrodzie Kneippa) urządzono dostępną dla wszystkich ścieżkę – używaną jednak głównie latem – z różnej wielkości kamykami, piaskiem i zbiornikami z zimną wodą. Niedawno otwarto nową pijalnię w parku Witolda (Vytauto parkas) w zbudowanym za unijne fundusze pawilonie Birutės vila. Z darmowych inhalacji z użyciem solanki bogatej w magnez, wapń i cynk korzystają mieszkańcy i przyjezdni. Z myślą o terapii wziewnej powstały również podświetlane tężnie w głównym miejskim parku, na które pomysł podpatrzono w niemieckim Baden-Baden. Birsztany ze swoim mikroklimatem, wodami mineralnymi i borowinami są idealnym miejscem zarówno dla osób chorych, jak i zdrowych, dbających o swoją kondycję i odporność. Wielu rodziców przyjeżdża tu z dziećmi, aby wzmocnić ich system immunologiczny. 

 

Pobyt w tym uzdrowisku to właściwie nieustające inhalacje. Tak w położonym w środku kurortu sosnowym parku, jak i praktycznie wszędzie w miasteczku obowiązuje zakaz palenia. Na kuracjuszy poza zabiegami i piciem wody mineralnej czeka tutaj wiele atrakcji. Mogą wybrać się na pobliską Górę Witolda (Vytauto kalnas), popływać łódką po Niemnie, pojeździć konno lub na rowerze po pobliskich lasach oraz spojrzeć na okolicę z lotu ptaka podczas organizowanych przez Oreivių Klubas Audenis lotów balonem. Co dwa lata w ostatni weekend marca w uzdrowisku odbywa się najstarszy na Litwie Międzynarodowy Festiwal Muzyki Jazzowej Birsztany (istniejący od 1980 r.). Poza tym można wybrać się stąd na wycieczkę do niedalekiego Kowna albo Wilna i Trok. W oddalonym o kilka kilometrów mieście Preny (lit. Prienai) stoi drewniany, neobarokowy Kościół Objawienia Pańskiego z cennym wyposażeniem wnętrza. Co dość istotne, od polskiej granicy dzieli Birsztany jedynie ok. 85 km. 

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Litewskie wybrzeże Bałtyku przyciąga wyjątkowym mikroklimatem, cudowną przyrodą i bogatą historią. Największym i najpopularniejszym nadmorskim uzdrowiskiem Litwy jest Połąga (Palanga). Ponad pół miliona kuracjuszy i turystów przybywa do niej w ciągu roku na leczenie i wypoczynek. Ta dawna rybacka wioska to obecnie nowoczesny kurort, w którym mieszka na stałe nieco ponad 15 tys. ludzi. Pierwsze pensjonaty i wille dla kuracjuszy wybudowali tu Tyszkiewiczowie, dawni właściciele Połągi (w latach 1824–1940). Zatrzymywało się w nich wielu znakomitych gości, takich jak Stanisław Witkiewicz, Henryk Sienkiewicz, Lucjan Rydel, Tadeusz Miciński, Leon Wyczółkowski, Aleksander Zelwerowicz czy Władysław Reymont. O tym, że Adam Mickiewicz spędzał w tym miejscu dwukrotnie wakacje (w pierwszej połowie lipca 1821 r. i latem 1824 r.), przypomina ulica jego imienia. Główna ulica Połągi, Jono Basanavičiaus gatvė (na cześć Jonasa Basanavičiusa – lekarza, redaktora naczelnego pierwszego czasopisma wydawanego w języku litewskim – Aušry), prowadzi wprost na prawie półkilometrowe molo w kształcie litery L, zawsze oblegane przez tłumy turystów. Niedaleko niego znajduje się nadmorska rzeźba Juraty (Jūratė) i Kastytisa. Według legendy bogini Morza Bałtyckiego Jurata mieszkała w pałacu z bursztynu na dnie morskim. Zabierała do niego swojego ukochanego Kastytisa, rybaka. Perkun (Perkūnas), ojciec bogini, zniszczył jednak pałac i utopił jej kochanka, a fale ponoć do dzisiaj wyrzucają na brzeg kawałki bursztynowej rezydencji Juraty.

 

BURSZTYNY W PAŁACU

Pierwszą przystań w Połądze kazał zbudować już w latach 80. XIX w. hrabia Józef Tyszkiewicz. Jego syn Felikszlecił wzniesienie neorenesansowego pałacu, który do dziś stoi w otoczeniu rozległego założenia parkowego. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości w marcu 1990 r. spadkobierca rodu, Alfred Tyszkiewicz, zrzekł się posiadłości na rzecz miasta, a jego władze nadały mu siedem lat później honorowe obywatelstwo Połągi. Dzisiaj w pałacu znajdującym się na terenie ogromnego, niemal 100-hektarowego parku mieści się Muzeum Bursztynu (Palangos gintaro muziejus) z ciekawymi okazami inkluzji – zatopionymi w żywicy komarami, pająkami i innymi stworzeniami. Na wystawie pokazane są też bursztynowe dzieła artystów jubilerów. Przed pałacem stoi rzeźba Chrystusa przypisywana BertelowiThorvaldsenowi (1770–1844), twórcy warszawskich pomników Mikołaja Kopernika i księcia Józefa Poniatowskiego. 

 

PARKOWE SERENADY

Park wokół pałacu Tyszkiewiczów stworzył słynny francuski architekt krajobrazu Édouard François André (1840–1911). Spędził w Połądze trzy lata, kierując pracami, a wiele z 500 rodzajów drzew i krzewów sprowadził m.in. z Berlina i Królewca. Od południa rezydencję otacza rosarium (ogród różany), w którym latem gromadzą się goście słuchający koncertów. Największą sławą cieszy się cykl Nakties serenados, czyli Nocne serenady, wspaniałe wieczory muzyki klasycznej, organizowane na przełomie lipca i sierpnia już od 1970 r. Tradycją jest, że koncert zawsze rozpoczyna Eine kleine Nachtmusik Wolfganga Amadeusza Mozarta, a kończy Symfonia pożegnalna Józefa Haydna. W parku na Górze Biruty stała niegdyś świątynia, w której płonął wieczny ogień strzeżony przez kapłanki dziewice (vaidilutė). Jedną z nich, Birutę, porwał do Trok książę Kiejstut (została potem matką m.in. wielkiego księcia Witolda).  

 

BOGOWIE NAD ŚWIĘTĄ

Na północ od Połągi (choć w granicach administracyjnych jej obszaru miejskiego), blisko granicy z Łotwą, leży Šventoji, czyli Święta. Tę samą nazwę co letnisko nosi też tutejsza rzeka. W pobliżu Sveikatos centras ,,Energetikas” znajduje się pogańskie sanktuarium i obserwatorium paleoastronomiczne Žemaičių Alka. Na szczycie wydmy stoją drewniane rzeźby – dzieła ludowych rzeźbiarzy litewskich. Słupy kilkumetrowej wysokości zostały poświęcone pogańskim bogom, takim jak Perkun (Perkūnas) – władca piorunów, Žemyna – bogini ziemi, urodzajów i dostatku, Velnias – rogaty diabeł, Ondenis i Łada (Lada). Sam kompleks leczniczo-wypoczynkowy Sveikatos centras ,,Energetikas” zbudowano tak blisko morza, że w czasie silniejszego wiatru w pokojach słychać szum fal. Można również podziwiać je z balkonów. Na plażach nie ma tłoku, dlatego warto przyjechać tu nie tylko na typową kurację, lecz także zwykły wypoczynek nad wodą. 

 

BAŁTYCKI PORT

Położona ok. 30 km od Połągi Kłajpeda,czyli dawny niemiecki Memel, jest głównym portem Litwy oraz uznanym i lubianym nadbałtyckim uzdrowiskiem. Za początek historii miasta przyjmuje się zajęcie przez Krzyżaków istniejącej w tym miejscu osady rybackiej i wzniesienie przez nich zamku (Memelburg). Przez centrum płynie rzeka Danga (Danė). Historyczny obszar Kłajpedy (Stare Miasto) jest raczej niewielki, a znaczna część domów to rekonstrukcje. Warto jednak zwrócić uwagę na hanzeatycki charakter miasta. Jego cechą szczególną są domy z muru pruskiego. Takie budownictwo było popularne w pierwszej połowie XIX w. Najładniejsze tego typu domy znajdują się między ulicą Vandens (Didžioji Vandens gatvė) i placem Rynkowym (Turgaus aikštė). Sercem miasta jest plac Teatralny (Teatro aikštė). W 1912 r. zbudowano tutaj fontannę ku czci urodzonego w Kłajpedzie niemieckiego poety i profesora Uniwersytetu Albrechta w Królewcu (Albertyny) Simona Dacha (1605–1659). Zdobi ją rzeźba przedstawiająca młodą, bosą dziewczynę – opiewaną przez niego postać. Mieszkańcy miasta nazywają ją Taravos Anikė, od wiersza poety o tym tytule. 

 

Amatorzy turystyki aktywnej mogą m.in. uprawiać rozmaite sporty wodne i grać w golfa oraz korzystać z bezpłatnych tras biegów na orientację czy odbywać wycieczki piesze i rowerowe. Nadmorski Szlak Rowerowy ma blisko 220 km. Znajdziemy też sporo propozycji dla rodzin. Organizuje się tu loty widokowe czy paralotnią oraz skoki ze spadochronem. Można wybrać się do Litewskiego Muzeum Morza (Lietuvos jūrų muziejus) z akwarium i delfinarium, a w pobliskim DINO.LT Parkas Radailiai zobaczyć ponad 40 ruszających się modeli dinozaurów. Przemieszczanie się między malowniczymi miejscowościami położonymi nad Zalewem Kurońskim ułatwiają szybkie tramwaje wodne. 

 

STYNKI I PTAKI

Przysmakiem w nadmorskich restauracjach jest stynka (po litewsku stinta), mała ryba, której mięso ma charakterystyczny zapach świeżego ogórka. Jej wiosenne połowy świętuje się, urządzając tańce i wspólne grillowanie na ulicach i podwórkach.

 

Na dłuższy odpoczynek warto również zatrzymać się przy ujściu Niemna do Zalewu Kurońskiego. Rzeka tworzy tu sporą deltę, którą od wieków zamieszkiwali rybacy. Dzisiaj ich domy w Rusi (lit. Rusnė) i pobliskich wioskach służą za wakacyjne dacze. Ten zakątek polubili także ornitolodzy. Odwiedzają oni znaną w świecie stację ornitologiczną na przylądku Ventė (Ventės ragas). Ze stojącej obok niej 11-metrowej latarni morskiej z 1863 r. roztacza się wspaniały widok na zalew i oddzielającą go od Bałtyku piaszczystą Mierzeję Kurońską, wąski (od 0,4 do 3,8 km szerokości) i długi (prawie 100 km) pasek lądu, którego północna część należy do Litwy, a południowa do Rosji. 

 

MIĘDZY ZALEWEM A MORZEM 

Mierzeja Kurońska została wpisana w 2000 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jest unikatem ze względu na chyba największe w Europie ruchome wydmy. O jej wyjątkowości świadczy też fakt występowania na tym terenie ponad 300 gatunków ptaków i ok. 40 gatunków ssaków oraz 900 gatunków roślin. Na półwysep wypływają promy z portu w Kłajpedzie. 

 

Prawie całą litewską część Mierzei Kurońskiej zajmuje kolejne uzdrowiskowe miasto – Neringa, utworzona w 1961 r. w wyniku połączenia pięciu wiosek (o nazwach Nida, Juodkrantė, Preila,Pervalka i Alksnynė). W tym rejonie również rozciąga się królestwo najwyższych nad Bałtykiem ruchomych wydm (ich wysokość dochodzi do 68 m). Fascynujące pejzaże, oznaczone Błękitną Flagą plaże o białym piasku (w Nidzie i Juodkrantė) i nadmorski las ze stuletnimi drzewami – Neringa to idealne miejsce na letni wypoczynek i regenerację sił. Amatorzy aktywnej turystyki także nie będą się tutaj nudzić. W okolicy można jeździć konno i na wycieczki rowerowe, wspinać się na wydmy lub pływać po Zalewie Kurońskim wodolotem czy łodzią rybacką albo uprawiać wind- i kitesurfing oraz żeglarstwo.

Artykuły wybrane losowo

Sycylia, Sardynia i Elba – trzy oblicza Włoch

MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

 

<< Sycylia, Sardynia i Elba są trzema największymi włoskimi wyspami. Okalają Morze Tyrreńskie oblewające Półwysep Apeniński od południowego zachodu. Każda z nich ma zupełnie inny charakter. Aby je naprawdę poznać, nie wystarczy wpaść z krótką wakacyjną wizytą, trzeba zostać na dłużej lub wracać w ich gościnne progi wielokrotnie. >>

Więcej…

Kolumbia jest pasją

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kolumbia jest przepięknym krajem wyróżniającym się niesamowitą różnorodnością etniczną i biologiczną, łączącym w sobie wszystkie atrakcje Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Co dziesiąty gatunek roślin i zwierząt żyjących na naszej planecie pochodzi właśnie stąd. To ziemia sympatycznych, gościnnych i przyjaznych ludzi oraz niepowtarzalnych krajobrazów. Pełna bogatej historii, kultury, niezwykłych karnawałów, barwnych świąt lokalnych i festiwali. To kraj słynący z wyśmienitej kawy i najpiękniejszych szmaragdów na świecie. Tutaj właśnie narodziła się słynna legenda o El Dorado i fikcyjna wioska Macondo stworzona przez Gabriela Márqueza. Kolumbia promuje się na całym świecie hasłem Colombia, el riesgo es que te quieras quedar, co oznacza Kolumbia, ryzyko jest takie, że będziesz chciał tu zostać. Kto miał szczęście odwiedzić ten cudowny kraj, wie, że to prawda...  

Więcej…

Skarby Wysp Zielonego Przylądka

 BVCII  49

Wyspy Zawietrzne są nieco wilgotniejsze i pokryte bujniejszą roślinnością

© BARRACUDA TOURS

 

EMILIA WOJCIECHOWSKA

 

Wyspy Zielonego Przylądka leżą na Oceanie Atlantyckim, w odległości ok. 570 km od Senegalu. Ich nazwa wcale nie pochodzi od występującej tu roślinności, ale od Przylądka Zielonego (po francusku Cap-Vert, po portugalsku Cabo Verde), znajdującego się nieopodal Dakaru. Dziewięć wysp archipelagu jest zamieszkałych i podzielić je można na dwie grupy – Wyspy Zawietrzne (Ilhas de Barlavento, do których należą Boa Vista, Sal, São Nicolau, São Vicente i Santo Antão) i Wyspy Podwietrzne (Ilhas de Sotavento, czyli Santiago, Maio, Fogo i Brava). Do tych pierwszych zalicza się jeszcze opuszczona Santa Luzia, objęta ochroną rezerwatu przyrody.

 

Cabo Verde, a właściwie Republika Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), bo tak brzmi oficjalna nazwa kraju, to dawna kolonia portugalska. Niepodległość uzyskała w lipcu 1975 r., ale nawet dziś śladami po tamtych czasach są nie tylko kolonialne budynki. Choć na ten temat od wielu lat toczą się gorące debaty, nadal jedynym oficjalnym językiem w państwie jest portugalski. Jednak bardzo rzadko można go usłyszeć na ulicach archipelagu – mieszkańcy mówią raczej kabowerdeńskim kreolskim (kriolu kabuverdianu, port. língua cabo-verdiana). Powstał on wprawdzie na bazie portugalskiego, ale z licznymi modyfikacjami. Co więcej, każda wyspa ma inny dialekt. W języku portugalskim wciąż co prawda sporządza się wszelkie dokumenty pisane czy oficjalne komunikaty, lecz z biegiem czasu, zwłaszcza za sprawą rosnącej popularności i dostępności mediów społecznościowych, i na tym polu zaczyna on tracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Niezmiennie silny wpływ Portugalii i Portugalczyków można zaobserwować przede wszystkim wśród... fanów piłki nożnej. Niemalże wszyscy kibice na Cabo Verde dzielą się na sympatyków jednej z portugalskich drużyn, takich jak SL Benfica, Sporting CP czy FC Porto, i traktują te podziały bardzo poważnie!

 

Wyspy Zielonego Przylądka to republika demokratyczna i choć nadal ma przed sobą mnóstwo wyzwań, społecznych, politycznych i gospodarczych, a dużo spraw wymaga usprawnienia, to dla wielu krajów afrykańskich stanowi przykład do naśladowania. Jednak mimo iż geograficznie i politycznie archipelag należy do Afryki, jest w nim coś, co go wyróżnia. Jak czasem pół żartem, a czasem na serio mówią Kabowerdeńczycy, tak naprawdę Cabo Verde, także z racji swojego położenia i historii, znajduje się pośrodku Europy, Ameryki Południowej i Afryki. Wielu z nich z uśmiechem dodaje: Gdybyśmy tylko byli więksi, moglibyśmy być osobnym kontynentem. Zapraszam zatem w podróż po tej wyjątkowej wyspiarskiej krainie!

 

 FOGO 20150821 2646 7

Aktywny stratowulkan Pico do Fogo to najwyższy szczyt na Cabo Verde

© BARRACUDA TOURS

 

KRAINA RÓŻNORODNOŚCI

 

Cały archipelag jest pochodzenia wulkanicznego. Na jednych wyspach widać to niezwykle wyraźnie w krajobrazie, na innych, tych geologicznie starszych, zupełnie nie da się tego dostrzec, co sprawia, że każda z nich zaskakuje. Dzięki temu zarówno miłośnicy plażowania, jak i amatorzy górskich wycieczek znajdą tu coś dla siebie.

 

Wśród turystów zagranicznych Cabo Verde słynie w szczególności ze swoich pięknych i rozległych plaż. Zresztą nie tylko ukształtowanie terenu, ale i warunki atmosferyczne sprzyjają na archipelagu plażowaniu, i to przez cały rok. Na Wyspach Zielonego Przylądka panuje klimat zwrotnikowy suchy, ze średnią roczną temperaturą powietrza 25°C i wody 23°C. Słońce świeci w tym rejonie prawie codziennie. Mieszkańcy, w odróżnieniu od turystów, wyczekują zwykle pory deszczowej, która zaczyna się w sierpniu i trwa do października. Jednak wizytę na Cabo Verde warto rozważyć nawet w tym okresie, i to nie tylko wtedy, gdy opady deszczu występują bardzo rzadko, jak w 2017 r. To właśnie w czasie pory deszczowej można obserwować, jak raptownie, z każdą kroplą wody, krajobraz wokół całkowicie się zmienia i nasyca soczystą zielenią. Wbrew nazwie Wyspy Zielonego Przylądka nie zawsze i nie wszędzie są zielone! Na większości z nich nie brakuje za to koloru złotego i białego, bo te barwy przybierają plaże np. na Sal, Boa Viście i Maio. I właśnie na tych trzech wyspach panują najlepsze warunki do plażowania.

 

Wśród turystów spragnionych słońca i morskich kąpieli najpopularniejsza jest Sal, choć Boa Vista niewiele jej ustępuje. Sal w języku portugalskim oznacza „sól”. Zanim tutejszym złotem stały się plaże, przynoszące zyski z turystyki, w XIX w. to właśnie pozyskiwanie soli było głównym źródłem dochodu. Wtedy też zmieniono pierwotną nazwę Llana na Sal. Jednak i dziś sól jest ważna dla gospodarki wyspy, chociaż obecnie ze względu na swoje walory lecznicze i pielęgnacyjne. Kolejną atrakcję Sal, zaraz po jej pięknych plażach i znakomitych warunkach do uprawiania sportów wodnych, stanowi Pedra de Lume. W tej położonej niedaleko lotniska miejscowości znajdują się zbiorniki wypełnione solanką, z których korzystają tysiące turystów.

 

Wyspa ta zajmuje ważne miejsce w archipelagu nie od dziś i nie tylko ze względu na licznie odwiedzających ją zagranicznych gości. Od dawna jest w pewnym sensie oknem na świat Cabo Verde. To właśnie na Sal powstało w 1939 r. pierwsze tutejsze międzynarodowe lotnisko, nazwane potem imieniem ojca narodu i największego bohatera kraju – Amílcara Cabrala (1924–1973). Dzięki swojemu strategicznemu położeniu wyspa od dawna stanowi istotny punkt na lotniczej mapie świata.

 

Pod względem liczby turystów zaraz za Sal plasuje się Boa Vista, zresztą całkiem słusznie. Jej nazwa w tłumaczeniu z portugalskiego na polski brzmi Dobry Widok. Ta trzecia co do wielkości wyspa archipelagu (620 km² powierzchni) kusi odwiedzających przepięknymi złotymi piaskami, a nawet wydmami, znaczącymi pustynny obszar Viana. Jeden ze znakomitszych pisarzy kabowerdeńskich Germano Almeida swoją książkę A Ilha Fantástica poświęcił właśnie Boa Viście, na której przyszedł na świat w 1945 r. Odgrywa ona zresztą ważną rolę w kulturze kraju. To prawdopodobnie właśnie na niej narodził się w XVIII stuleciu wspaniały gatunek muzyczny, jeden z symboli Cabo Verde – morna. Bubista, jak pieszczotliwie nazywają wyspę mieszkańcy, z pewnością nie zawiedzie tych, którzy lubią spędzać czas na uprawianiu sportów wodnych, jak i osób preferujących leniwy odpoczynek na plaży.

 

Ten, komu marzą się jeszcze spokojniejsze wakacje, powinien wybrać Maio. Jest ona jedną z rzadziej odwiedzanych w archipelagu i to bynajmniej nie ze względu na brak atrakcyjności, bo zachwyca przepięknymi bezkresnymi plażami, które przez zdecydowaną większość roku są bezludne. Jej nazwa w języku portugalskim oznacza „maj” – właśnie w tym miesiącu została odkryta przez Portugalczyków w 1460 r. Można zaryzykować tezę, że jedynie brak międzynarodowego lotniska, jakie znajdują się na Boa Viście i Sal, sprawia, iż nie spotkamy na niej tłumów turystów. Dzięki temu nietrudno poczuć się tu jak na końcu świata, na dodatek wyjątkowo malowniczym.

 

Wspaniałych plaż, i to w różnych kolorach, nie brakuje także na Santiago i São Vicente, które są dwoma głównymi wyspami kraju. Mimo znacznych różnic między nimi można powiedzieć, że na każdej z nich znajdziemy po trochu wszystkiego, co na Cabo Verde najlepsze. Często mówi się, że Santiago stanowi centrum biznesowe i polityczne archipelagu, a São Vicente – kulturalne, ale tak naprawdę obie konkurują w pewien sposób ze sobą na wszystkich tych polach.

 

Niemniej jednak pod względem politycznym i administracyjnym to Santiago jest ważniejsza i to na niej leży stolica kraju, Praia. Wyspa ta nazwana została od imienia świętego patronującego dniowi, w którym ją odkryto (podobnie jak kilka innych w archipelagu), czyli św. Jakuba (São Tiago). Na niej najwyraźniej widać wpływy afrykańskie, które nadają jej wyjątkowy koloryt, co można dostrzec nie tylko na barwnym targu Sucupira (Mercado de Sucupira) w Prai.

 

Santiago, największa w archipelagu (991 km² powierzchni), odegrała bardzo istotną rolę w historii regionu. To ona została najprawdopodobniej odkryta i zasiedlona jako pierwsza, to na niej założono w 1462 r. pierwsze miasto i pierwszą stolicę Cabo Verde – Ribeirę Grande. Dziś ten najstarszy ośrodek nazywany jest Cidade Velha (z portugalskiego Stare Miasto). Od końca XVI w. znajduje się w nim fort (Forte Real de São Filipe), który bronił dostępu do wyspy. W mieście odbywały się też targi niewolników pochodzących z Afryki i archipelagu. Przewożono ich stąd głównie do obu Ameryk. O tej niechlubnej przeszłości przypomina usytuowany w samym centrum Cidade Velha pręgierz (Pelourinho).

 

Z czasem stolicę przeniesiono do Prai (w 1770 r.), która dziś jest tętniącą życiem metropolią. Niewątpliwie fakt, że znajdują się w niej siedziby największych lokalnych i zagranicznych firm oraz placówki dyplomatyczne, nadaje jej dynamicznego charakteru, ale – oczywiście – w swoistym, kabowerdeńskim wydaniu. Wystarczy jednak wyjechać poza miasto, aby przenieść się do zupełnie innego świata – krainy plantacji bananów, papai, trzciny cukrowej czy kukurydzy. Mieszkańcy stolicy, jak i całej wyspy chętnie odpoczywają na jednej z wielu plaż, takich jak ta w Tarrafal lub São Francisco. Wybierają się również w góry. Malownicze trasy leżą m.in. w Parku Naturalnym Serra da Malagueta na północy Santiago lub w samym jej centrum w okolicach ogrodu botanicznego w São Jorge dos Órgãos. A że Kabowerdeńczycy bardzo lubią spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi na piknikach i pieszych wycieczkach, plaże i szlaki zapełniają się ludźmi w każdy wolny dzień, i to na całym archipelagu.

 

Na São Vicente (nazwanej od św. Wincentego), z głównym miastem Mindelo, życie płynie zdecydowanie spokojniej niż na Santiago, ale na pewno nie jest tu mniej ciekawie. Wyspa w całym kraju słynie ze swoich wydarzeń kulturalnych. W okolicach lutego lub marca odbywa się na niej karnawał (w 2018 r. jego główne obchody zaplanowano w terminie od 9 do 13 lutego), a w lipcu – kulinarna impreza Kavala Fresk Feastival, na której wszyscy zajadają się makrelami pod każdą postacią. W sierpniu São Vicente gości największe na archipelagu wydarzenie muzyczne na plaży Festival Baía das Gatas. Do 2017 r. we wrześniu w Mindelo organizowany był jeden z większych festiwali teatralnych w Afryce – Mindelact. Obecnie przeniesiono go na późniejszy termin. Jego 24. już edycję zaplanowano między 2 a 10 listopada 2018 r. Z kolei na przełomie września i października wyspa zamienia się w plenerowe kino. W tym czasie odbywają się pokazy w ramach festiwalu filmowego o nazwie Festival Oiá. Warto odwiedzić São Vicente podczas jednego z tych wydarzeń, w szczególności w trakcie karnawału. Nie bez powodu porównuje się go ze słynną imprezą w Rio de Janeiro.

 

Na Cabo Verde spodoba się nie tylko plażowiczom czy osobom spragnionym rozrywek kulturalnych. Amatorzy górskich wycieczek także znajdą na archipelagu miejsca dla siebie. Idealna będzie dla nich wyspa Fogo, czyli Ogień. Wznosi się na niej czynny wulkan, a zarazem najwyższy szczyt kraju – Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). To z jego powodu zrezygnowano z wcześniejszej nazwy wyspy, która brzmiała São Filipe (od św. Filipa). Ostatnia erupcja zaczęła się w listopadzie 2014 r., a zakończyła w lutym kolejnego roku, i dość znacznie zmieniła krajobraz leżącej u stóp wulkanu wioski Chã das Caldeiras. Dziś miejscowość wygląda jak nie z tego świata, a mieszka w niej niewiele ponad 100 z dawnych niemal 1,3 tys. mieszkańców. Bez wątpienia hart ich ducha jest godny podziwu. Poza tym warte spróbowania są wyjątkowe plony, jakie przynosi wulkaniczna ziemia. Smakosze z całego globu chwalą sobie wino i kawę właśnie z Fogo.

 

O pobliskiej Bravie można z kolei powiedzieć, że przypomina miejsce położone na końcu świata. Jest najbardziej wysunięta na zachód ze wszystkich Wysp Podwietrznych i stosunkowo rzadko odwiedzana, ale całkiem niesłusznie. Urodził się na niej jeden z największych kabowerdeńskich poetów – Eugénio Tavares (1867–1930). Brava nazywana też bywa wyspą kwiatów. Wizytą w tym miejscu nie będzie zawiedziony nikt, kto chce odpocząć od zgiełku świata w otoczeniu natury. Mimo iż jest najmniejszą zamieszkaną wyspą Cabo Verde (ma 67 km² powierzchni), świetnie nadaje się na liczne piesze wycieczki, podobnie zresztą jak równie mało popularna São Nicolau.

 

Ta ostatnia otrzymała nazwę od św. Mikołaja. Niegdyś skupiała się tu elita intelektualna archipelagu. To na São Nicolau założono w 1866 r. pierwsze na Cabo Verde seminarium duchowne i liceum ogólnokształcące i to właśnie z niej pochodzi Baltasar Lopes da Silva (1907–1989), autor obowiązkowej lektury każdego Kabowerdeńczyka Chiquinho i jeden z założycieli magazynu literacko-kulturalnego Claridade. Dziś można odnieść wrażenie, że świat nieco zapomniał o tej wyspie, co sprawia, że jej przepiękne górskie szlaki są idealne dla każdego, kto chce się poczuć jak prawdziwy odkrywca. Warto wybrać się na wycieczkę zwłaszcza do Parku Naturalnego Monte Gordo. Na São Nicolau, podobnie jak na São Vicente, odbywa się również co roku karnawał. Choć może jest nieco mniej wystawny niż ten w Mindelo, ma w sobie coś wyjątkowego. Przede wszystkim trudno na nim odróżnić uczestników karnawałowej parady od publiczności, a to dlatego, że każdemu wolno brać udział w pochodzie.

 

Naszą podróż po Cabo Verde zakończymy na najbardziej na północ wysuniętej, a zarazem drugiej co do wielkości po Santiago, wyspie Santo Antão (779 km² powierzchni). Uchodzi ona za jedną z najpiękniejszych w całym archipelagu. To sprawia, że z każdym rokiem przybywa odwiedzających ją miłośników gór. I trudno im się dziwić. Santo Antão szczyci się mnóstwem niezmiernie różnorodnych szlaków górskich i zapierającymi dech w piersiach widokami. Najczęściej odwiedzany wschód wyspy zachwyca zielonymi krajobrazami, a mniej popularna zachodnia część lądu – księżycowym pejzażem okolic najwyższego miejscowego szczytu Topo da Coroa (1979 m n.p.m.) i położoną na końcu świata wioską Tarrafal de Monte Trigo.

 

Nie bez powodu zatem Cabo Verde stara się przyciągnąć gości hasłem „Jeden kraj… dziesięć kierunków podróży” (Um país… dez destinos). Jednak różnorodność archipelagu nie przejawia się jedynie w charakterze wysp. Kabowerdeńczycy mówią wieloma odmianami kabowerdeńskiego kreolskiego, a także różnią się od siebie wyglądem. Bogactwo Cabo Verde można zresztą dostrzec nie tylko w tym, co widoczne na pierwszy rzut oka.

 

 Santa Maria Drone

Plaża w Santa Maria, najpopularniejszej miejscowości turystycznej na wyspie Sal

© BARRACUDA TOURS

 

MUZYKA I KUCHNIA

 

Ten niewielki archipelag zachwyca przede wszystkim bogatą kulturą. Przez długi czas, zanim na świecie popularność zyskały złote piaski Sal i Boa Visty, Wyspy Zielonego Przylądka były kojarzone zwłaszcza z muzyką, a w szczególności z wyjątkową artystką Cesárią Évorą (1941–2011), zwaną Bosonogą Diwą i Królową Morny. Chyba niewiele jest miejsc na naszym globie, gdzie choćby raz nie rozbrzmiała jej słynna piosenka Sodade. Muzyka unosi się tutaj w powietrzu, wyspiarze mają ją we krwi. Tradycyjne gatunki takie jak morna, coladeira (koladera), funaná, batuque (batuk, batuku), tabanka (tabanca) lub colá znakomicie oddają bogactwo kulturowe Cabo Verde. Bez końca można by wyliczać znakomitych artystów, którzy je wykonują (są wśród nich m.in. Lura czy Nancy Vieira). W młodym pokoleniu nie brakuje też muzyków nadających nowe brzmienie klasycznym już rytmom – reprezentuje ich choćby Elida Almeida. Dlatego jedną z piękniejszych i cenniejszych pamiątek z archipelagu, oprócz wspomnień z koncertu bądź wieczoru w knajpce urozmaiconego występami muzycznymi, jest płyta z nagraniami lokalnych wykonawców. Na szczęście okazji do posłuchania dobrej muzyki na wyspach bywa mnóstwo. Oprócz licznych festiwali, organizowanych przez cały rok, ale najczęściej w lato, kabowerdeńskie utwory rozbrzmiewają także podczas obchodów rozmaitych świąt. A na żadnym z takich wydarzeń nie może zabraknąć również typowego dla archipelagu jedzenia.

 

 Kuchnia Wysp Zielonego Przylądka, choć niezbyt urozmaicona, jest smaczna. Dostępność wielu towarów na targach i w sklepach zależy od cyklów upraw, dlatego lokalne produkty są zazwyczaj świeże i zdrowe. Kabowerdeńskie potrawy bazują przede wszystkim na rybach, fasoli i kukurydzy. Ta ostatnia ma zresztą dla Kabowerdeńczyków też znaczenie symboliczne. Podobno jako pierwsza z sianych tu roślin dała plon na nieurodzajnych ziemiach archipelagu. Kukurydza stanowi składnik wielu dań, ale także uchodzi za symbol nadziei i ma nawet swój festiwal (Festa do Milho) organizowany na Santiago co roku w dniu 1 listopada, kiedy to je się ją pod każdą postacią. Przygotowuje się z niej m.in. tradycyjną tutejszą potrawę – cachupę. W wersji podstawowej dodaje się do niej jeszcze ewentualnie fasolę, ale w wariancie bardziej urozmaiconym zawierać może wszystko, co tylko akurat znajduje się pod ręką, np. marchewkę, rybę czy mięso. Przyrządzenie cachupy w tradycyjny sposób zajmuje sporo czasu. Nawet według nowocześniejszego przepisu nie da się jej szybko ugotować. Nadal jednak uchodzi ona za danie dla całej rodziny, przygotowywane w dużych ilościach. Dziś najczęściej cachupę je się w dni, kiedy czasu jest więcej, czyli np. w soboty. Poza tym stanowi ona również obowiązkową potrawę na wszelkie święta. Świeżo ugotowana cachupa ma konsystencję zupy. Jeśli nie zostanie zjedzona na obiad, kolejnego dnia podaje się ją z jajkiem sadzonym, omletem lub smażoną rybą jako... typowe kabowerdeńskie śniadanie.

 

Oprócz tego tradycyjnego dania na stołach goszczą też często ryby. Jedynie od powodzenia podczas połowu zależy, co trafi na talerz, makrela czy raczej tuńczyk. Choć nie zawsze znajdziemy na targu tę rybę, którą lubimy najbardziej, możemy być pewni, że i tak nam posmakuje, bo po prostu będzie świeża. W niektórych okresach w roku mamy szansę zamówić nawet takie przysmaki jak homary czy percebes (kaczenice)!

 

BVCII  34

Kabowerdeńskie potrawy są zazwyczaj proste, ale bardzo smaczne

© BARRACUDA TOURS

 

WYSPY DLA ODKRYWCÓW

 

Różnorodność archipelagu można opisać trzema słowami – sabura, morabeza i sodade. Wyraz sabura oznacza „coś fajnego” – takie są Wyspy Zielonego Przylądka. Czas na nich płynie po prostu w miłej, spokojnej, bezstresowej atmosferze. Morabeza to z kolei „gościnność”, choć tak naprawdę coś dużo więcej. Znaczenie tego słowa zrozumie każdy, kto będzie miał okazję trochę bliżej poznać Kabowerdeńczyków i zaprzyjaźnić się z nimi. Z pewnością dołożą oni wszelkich starań, aby przybysze poczuli się u nich jak u siebie w domu. Sodade znaczy „tęsknota”, ale właściwie to bardziej złożone uczucie. Mieszkańcy archipelagu to właśnie odczuwają, kiedy są daleko od swojej ojczyzny i tego, co jest im bliskie. Zrozumieć mogą ich wszyscy ci, którzy pokochają Cabo Verde i będą musieli te strony opuścić, a miłością obdarzy ten kraj niemal każdy, kto do niego zawita.

 

Wyspy Zielonego Przylądka to coś o wiele więcej niż różnorodne krajobrazy, w tym piękne plaże i zachwycające widokami szlaki górskie. Aby je odkryć, wystarczy tylko chcieć. Ten mały archipelag posiada aż cztery lotniska międzynarodowe – na Santiago, Sal, São Vicente i Boa Viście. Na dodatek najprawdopodobniej od maja 2018 r. nastąpi w końcu planowane zniesienie obowiązku wizowego dla obywateli Unii Europejskiej przybywających na Cabo Verde w celach turystycznych. Między wyspami najlepiej poruszać się samolotami, jedynie na Bravę i Santo Antão nie da się dolecieć, ale można na nie dostać się promem (z Fogo w przypadku Bravy i z São Vicente na Santo Antão). Wystarczy zatem zarezerwować bilet, spakować się i wyruszyć na spotkanie przygodzie, aby poznać największe skarby tego wyjątkowego archipelagu, czyli jego gościnnych mieszkańców i ich bogatą kulturę. Naprawdę warto zdecydować się na tę podróż, zwłaszcza że według brytyjskiego dziennika Daily Mirror Cabo Verde było w 2017 r. najczęściej wyszukiwanym celem wakacyjnego wyjazdu w przeglądarce Google.