MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

 

<< Sycylia, Sardynia i Elba są trzema największymi włoskimi wyspami. Okalają Morze Tyrreńskie oblewające Półwysep Apeniński od południowego zachodu. Każda z nich ma zupełnie inny charakter. Aby je naprawdę poznać, nie wystarczy wpaść z krótką wakacyjną wizytą, trzeba zostać na dłużej lub wracać w ich gościnne progi wielokrotnie. >>

 

Temperamentna Sycylia pachnie portem, czekoladą i cytrusami, tętni życiem niczym gorąca magma wulkanu. Splątana w sieci mafiosów, jest wręcz odurzająco piękna i biedna niczym Kopciuszek. Pełna wdzięku i zarazem tajemnicza Sardynia kusi turkusem morza i bielą plaż, ale jej serce bije w interiorze, wśród malowniczych górskich szlaków, ryczących wodospadów i głębokich wąwozów. Na pierwszy rzut oka może przypominać bogatą snobkę na jachcie z lądowiskiem dla helikopterów. Waleczna Elba niczym rzymski pretorianin pilnuje okolicy. Ma wysokie mury obronne, sprawnie działające porty, szybkie statki. Jest przy tym zniewalająca i pełna miłości niczym Wenus, która właśnie tu zgubiła perły ze swojego naszyjnika.

 

Te trzy włoskie wyspy to nieco inna Italia niż ta kontynentalna. Nie można jednak odmówić im przynależności do tego zróżnicowanego pod wieloma względami kraju. Są jak dalsze krewne, które choć rzadziej widywane i trochę odmienne, nadal należą do wielkiej włoskiej rodziny.

 

POD OKIEM WULKANU

Sycylia jest największą wyspą na Morzu Śródziemnym (ok. 25,5 tys. km²), od Półwyspu Apenińskiego oddziela ją Cieśnina Mesyńska. Już starożytni Rzymianie rozważali tutaj budowę mostu, do dziś jednak takowy nie powstał. Najwyższy miejscowy szczyt stanowi niespokojny duch Sycylii, wulkan Etna (3326 m n.p.m.). Wyspę charakteryzuje krajobraz górzysty, a jej piękno podkreśla śródziemnomorska roślinność – wybuchające kolorami bugenwille, oleandry i owocujące opuncje, a także drzewa cytrusowe i oliwki porastające rozległe plantacje.

 

Symbolem Sycylii jest triskelion, tzw. trinacria – głowa Meduzy, z trzema nogami zgiętymi w kolanach, trzema kłosami pszenicy i skrzydłami. Ma przynosić szczęście i pomyślność, dlatego można ją znaleźć niemal wszędzie, na sycylijskiej fladze, ceramice użytkowej, ścianach domów.

 

W STOLICY

Palermo, zamieszkiwane przez 666 tys. ludzi, jednych zachwyca, innych odrzuca. Stolica wyspy to miasto mafii, przenikających się wpływów arabskich, normańskich i bizantyjskich, fascynującej architektury i pysznego jedzenia ulicznego. Niektórzy widzą w nim tylko śmieci na ulicach, szemrane towarzystwo w ciemnych zaułkach, popadające w ruinę budynki, inni uwielbiają jego niesamowitą różnorodność, wspaniałe kawiarnie i pomarańcze sprzedawane wprost z ciężarówki. Najlepiej zatrzymać się tu na kilka dni i odwiedzić historyczne targowiska (Il Capo, La Vucciria, Lattarini lub Ballarò) oraz wspaniałą Cattedrale di Palermo, spróbować genialnej kawy i takich przysmaków, jak sycące arancini, cannoli i brioche con gelato (bułka z lodami), czy specjalności Palermo, czyli pani cà meusa – miękkiej bułki z sezamem z ugotowaną i podsmażoną cielęcą śledzioną i płucami. 

 

NAJCIEKAWSZE MIEJSCOWOŚCI

Na Sycylii znajduje się wiele zachwycających, choć czasem zapomnianych, małych miasteczek. Do Termini Imerese koło Palermo nie docierają turyści. Jego historyczna część leży nieco powyżej reszty zabudowań. Starsi mężczyźni siedzący na ławkach chętnie wskażą nam drogę. Zwykły dzień w tym ozdobionym kwiatami w doniczkach mieście wygląda całkiem normalnie. Jego mieszkanki dyskutują w sklepikach o jakości pomidorów, niedawno zmarłych znajomych i planach na obiad. Dziewczynki w różowych fartuszkach wracają ze szkoły, a robotnicy odpoczywają w cieniu, paląc papierosy i przeglądając gazetę.

 

Na wyspie trzeba też zajrzeć do Cefalù. Niestety wieść o urodzie miasteczka poszła w świat, więc w sezonie jego wąskie uliczki zapełniają się turystami. Całe szczęście jest tu fantastyczna plaża. Wzdłuż niej ciągnie się rząd kamienic z restauracjami i apartamentami ze wspaniałym widokiem na morze. Nad otoczeniem góruje Rocca di Cefalù, wysoka skała (268 m n.p.m.), z której rozpościera się zapierająca dech w piersiach panorama. Cefalù znajduje się na prestiżowej liście najpiękniejszych miasteczek Włoch tworzonej przez stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia.

 

Schody obstawione kolorowymi donicami z rozrośniętą opuncją, różowe bugenwille opierające się o terakotową ścianę domu, oszałamiające ruiny grecko-rzymskiego Teatro Antico, a w tle nieskończony błękit morza – tak wygląda piękna, barwna i pełna słońca Taormina. Trzeba w niej z pewnością wybrać się na przechadzkę Corso Umberto I, ale zachęcam do większego wysiłku, ok. 60–90-minutowego spaceru z centrum do Castello di Monte Tauro, skąd można podziwiać cudowne widoki na Golfo di Naxos i Etnę. Miasto najlepiej zwiedzać przed sezonem lub po nim z uwagi na ogromną liczbę turystów. Miłośnikom filmu Wielki błękit Luca Bessona podpowiem, że było tutaj kręconych kilka scen do tej produkcji, m.in. w luksusowym kompleksie San Domenico Palace Hotel, w którym nurkowie przebywali podczas zawodów (obecnie przechodzi on gruntowny remont, a ponownie otwarty zostanie najprawdopodobniej w 2020 r.).

 

Nie ma lepszego miejsca dla osób chcących zobaczyć Etnę z bliska niż Katania. Wulkan w przeszłości nie oszczędzał miasta. W trakcie erupcji w 1669 r. zostało częściowo zalane lawą, a w styczniu 1693 r. blisko dwie trzecie jego mieszkańców zginęły na skutek silnego trzęsienia ziemi (ok. 12–16 tys. osób). Dziś zbudowaną częściowo na lawie Katanię warto zwiedzać niespiesznym krokiem. Po drodze można od czasu do czasu zatrzymać się na kawę i coś słodkiego. Tradycyjnym wyrobem jest tu cassatella di Sant’Agata, powszechnie zwana piersią dziewicy. To ciastko biszkoptowe nadziane ricottą, czekoladą i kandyzowanymi owocami, pokryte białym lukrem i uwieńczone kandyzowaną wiśnią. Za symbol Katanii uchodzi słoń Liotro wykonany z lawy. Ma za zadanie chronić mieszkańców przed kolejnymi wybuchami Etny. 

 

Syrakuzy to miasto Archimedesa (ok. 287–212 r. p.n.e.), słynnego greckiego filozofa przyrody i matematyka. Chciałabym się cofnąć do okresu starożytności i zobaczyć je wówczas, gdy kwitło i odgrywało ważną rolę w tej części wyspy. Historyczne centrum leży na wysepce Ortygia (Ortigia), oddzielonej od reszty obszaru miejskiego tylko wąskim kanałem. Miasto jest szalenie piękne, pełne zabytków, trzeba w nim zostać przynajmniej dwa dni. Jego okolice są niesamowicie ciekawe pod względem przyrodniczym. Nieopodal znajdują się Chroniony Obszar Morski Plemmirio (Area Marina Protetta del Plemmirio) oraz rezerwat kanionu rzeki Cassibile (Riserva Naturale Orientata Cavagrande del Cassibile). W obu tych miejscach można spędzić czas aktywnie lub po prostu odpocząć od miejskiego gwaru. W Syrakuzach nakręcono kilka scen do filmu Malena z Monicą Bellucci w roli głównej (poza tym nad produkcją pracowano również w Mesynie, Taorminie i Noto).

 

Ragusa, podobnie jak Katania, bardzo ucierpiała w trakcie silnego trzęsienia ziemi z 1693 r. W jego wyniku miasto zostało podzielone na dwie części. Dolną, Iblę, bardzo zniszczoną na skutek wstrząsów, po latach udało się odbudować, a nawet powiększyć o fragment nawiązujący stylem do dawnej zabudowy. Dziś historyczne centrum stanowi prawdziwą perełkę, co poświadcza wpisanie go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, które na Sycylii koniecznie trzeba zobaczyć, byłaby to Ragusa Ibla.

 

Do Noto przyjeżdża się, aby podziwiać dzieło mistrzów baroku i najlepszych urbanistów tamtego okresu. Nie ma drugiego takiego miasta na wyspie, ale też powstało ono nie bez przyczyny. Noto uległo niemal całkowitemu zniszczeniu po trzęsieniu ziemi z 1693 r., tym samym, w którym ucierpiały pobliskie Ragusa, Palazzolo Acreide, Modica i Scicli. Gdy zabrano się za jego odtworzenie, Europa od ponad 100 lat szalała na punkcie stylu barokowego. Miasto odbudowano w miejscu oddalonym blisko 10 km od poprzedniej lokalizacji (Noto Vecchio). Od 2002 r. Noto znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Jeśli ktoś w trakcie swoich podróży przede wszystkim szuka zabytków, interesuje się ich historią i tajemnicami, powinien odwiedzić Agrygent (Agrigento) i będącą pod ochroną organizacji UNESCO Dolinę Świątyń (Valle dei Templi). Niedaleko miasta usytuowane jest kolejne niesamowite miejsce – wznoszące się nad samym morzem białe Schody Turków (Scala dei Turchi).

 

Trapani potrafi chwycić za serce, choć niektórzy potrzebują nieco więcej czasu, żeby się w nim zakochać. W trakcie spaceru wśród historycznej zabudowy wprawne oko dostrzeże mieszankę stylów, wpływy Kartagińczyków, Rzymian, Bizantyjczyków, Arabów, Normanów i Aragończyków. Miasto słynęło z handlu solą, koralem i tuńczykiem. Dziś jego znaczenie nie jest już tak duże. Trapani stanowi jednak znakomitą bazę wypadową do zwiedzania zachodniej Sycylii.

 

Niedaleko znajduje się miasteczko znacznie piękniejsze, wręcz zapierające dech w piersiach. To Erice, do którego turyści zaglądają nie tylko ze względu na jego średniowieczny charakter, ale także z powodu cudownych widoków. Bywa tutaj dość chłodno, dlatego warto mieć pod ręką coś cieplejszego. Miasto umieszczono na wspomnianej już liście najpiękniejszych włoskich miasteczek, którą tworzy stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia.

 

Sycylia wielu osobom kojarzy się z filmem Ojciec chrzestny Francisa Forda Coppoli i słynnym miasteczkiem Corleone leżącym w jej zachodniej części. Jednak to nie w nim kręcono sceny do tej amerykańskiej produkcji. Za tło w kadrach posłużyła niewielka Savoca, znajdująca się po przeciwnej stronie wyspy, w prowincji Mesyna. Reżyser uznał, że znacznie lepiej oddaje charakter miasteczka z powieści Maria Puzo. Kultowy, porośnięty winoroślą „Bar Vitelli” istnieje naprawdę. Jego ściany zdobi mnóstwo zdjęć upamiętniających pracę nad filmem, zachowały się w nim też liczne rekwizyty z planu. Kilka scen kręcono także w położonej na południe stąd miejscowości Forza d’Agrò oraz usytuowanym nieco dalej (koło Katanii) Fiumefreddo di Sicilia.

Antyczny teatr grecko-rzymski w Taorminie

© MICHELANGELOOP/ISTOCK/GETTYIMAGES

 

SYCYLIJSKIE WYSPY

U brzegów Sycylii leży mnóstwo prześlicznych wysepek, które są najczęściej pamiątką po aktywności wulkanicznej tych rejonów. Nie wszystkie jednak mają takie pochodzenie. Podczas wizyty na zachodzie wyspy warto zarezerwować sobie jeden dzień na odwiedzenie Egad (Isole Egadi, Wysp Egadzkich). Zbudowana z białego wapienia Favignana jest idealna na przejażdżkę rowerem czy skuterem, sąsiednia zielono-ruda Levanzo zachwyca swoją urodą, Marettimo najlepiej opłynąć łodzią. Na archipelag dostaniemy się z portu w Trapani. 

 

W odległości mniej więcej 60 km od Palermo znajduje się stworzona przez wulkan Ustica. Słynie ze wspaniałych murali, pięknej ceramiki, cennych odkryć archeologicznych i świetnych baz nurkowych. Z uwagi na niezwykłą budowę dna morskiego i wyjątkowość flory i fauny w 1986 r. został wokół niej założony pierwszy podwodny rezerwat we Włoszech (Area Marina Protetta Isola di Ustica). Jednak w pamięci Włochów Ustica to przede wszystkim miejsce katastrofy lotniczej z 27 czerwca 1980 r., w której wyniku śmierć poniosło 81 osób. Wciąż istnieje bardzo wiele hipotez próbujących wyjaśnić jej przyczyny.

 

Miłośnicy wulkanów powinni udać się w stronę Wysp Liparyjskich (Wysp Eolskich). Jednego dnia można odwiedzić Lipari, zażyć zdrowotnych kąpieli błotnych na Vulcano, popłynąć na Salinę, gdzie kręcono część zdjęć do filmu Listonosz (Il Postino) z 1994 r. W wiosce Pollara nadal znajduje się filmowy dom chilijskiego poety Pabla Nerudy (1904–1973). Tak intensywnie rozpoczęty dzień najlepiej zakończyć podziwianiem nocą aktywnego wulkanu Stromboli (926 m n.p.m.) – z jego zbocza (podczas kilkugodzinnej, wyczerpującej wspinaczki) lub pokładu statku.

 

Na południe od Egad leży prawdziwa perła – Pantelleria, największa z wysp sycylijskich (ponad 80 km² powierzchni). Jej skarbem jest jezioro o kształcie serca i szmaragdowej wodzie, Zwierciadło Wenus (Specchio di Venere), ze źródłami termalnymi. Tutejsze tradycyjne białe domy – dammusi – w wielu przypadkach przekształcono w luksusowe wille z oszałamiającym widokiem na morze. Niezwykłe krajobrazy Pantellerii urozmaicają gaje oliwne i cytrusowe.

 

Najdalej na południe wysuniętym zakątkiem regionu Sycylia (Regione Siciliana) i tym samym Europy są Lampedusa i sąsiednia Linosa (należące do Wysp Pelagijskich, Isole Pelagie). Ze względu na ich położenie (pomiędzy Maltą a Tunezją) od ponad 20 lat przybywają na nie uchodźcy z krajów afrykańskich. Lampedusa jest przyrodniczym rajem. Na wyspie znajduje się jedna z najpiękniejszych plaż świata – Spiaggia dei Conigli, na której wykluwają się żółwie karetta. Wyczekują ich i pilnie strzegą wolontariusze stowarzyszenia Legambiente. Na Lampedusie i Linosie kręcono kilka filmów, m.in. Respiro i Terraferma, które reżyserował Emanuele Crialese.

Jachty u brzegów Lampedusy (Isole Pelagie)

© RCAUCINO/ISTOCK/GETTYIMAGES

SYCYLIA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Okres wiosenny zaczyna się na Sycylii już na początku marca, od Święta Kwitnących Migdałów (Sagra del Mandorlo in Fiore) w Agrygencie, ale sezon trwa tu od drugiej połowy kwietnia do końca października. Zdecydowanie najlepszą porą na odwiedziny na wyspie jest wiosna lub jesień. Lepiej unikać sierpnia, bo właśnie wtedy większość Włochów przyjeżdża na nią na urlop, a ceny szybują w górę. Jeśli planujemy zatrzymać się tutaj zimą, powinniśmy upewnić się, że w miejscu noclegowym będzie ogrzewanie – w wielu sycylijskich domach go nie ma. Popularne wśród turystów miasta, takie jak Taormina, przyjemniej zwiedzać poza sezonem, gdy nie trzeba przeciskać się w tłumie, aby dotrzeć do najciekawszych atrakcji.

 

Z Polski dolecimy bezpośrednio do Palermo z Wrocławia samolotami Ryanair, a do Katanii z Krakowa, Katowic i Warszawy z Wizz Airem. Możemy także zarezerwować lot do Mediolanu lub Rzymu, skąd mamy do wyboru liczne połączenia lotnicze z wyspą. Jeśli zdecydujemy się na jazdę samochodem z Polski, czeka nas długa podróż i przeprawa promowa (odległość z Warszawy do Palermo wynosi ok. 2690 km).

 

Po Sycylii najlepiej poruszać się autem, lecz wycieczkę samochodową po samej stolicy wyspy stanowczo odradzam. Palermo przyjemniej przemierzać pieszo albo korzystać w nim z komunikacji miejskiej lub taksówek, bo zaoszczędzi nam to mnóstwo stresu. Jeżeli preferujemy transport publiczny, na Sycylii mamy do wyboru pociągi i autobusy. Połączenia kolejowe możemy sprawdzić w serwisie www.trenitalia.com (sieć kolejowa nie jest szczególnie rozbudowana). Rozkłady autobusów znajdziemy na stronie internetowej interbus.it (kursy realizowane we wschodniej części wyspy) i www.segesta.it(połączenia między dużymi miastami i w zachodnim rejonie Sycylii).

 

SZMARAGDY I GRANIT

Sardynia, druga co do wielkości wyspa na Morzu Śródziemnym, ma ok. 24,1 tys. km² powierzchni. Znacznie bliżej z niej na francuską Korsykę niż do kontynentalnych Włoch. Leżą tu jedne z najpiękniejszych plaż w całej Europie.

 

Włoska Sardynia jawi się jako wyspa ekskluzywna, oaza dla milionerów w supernowoczesnych jachtach, prujących wody okalające Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Ich mekką jest Porto Cervo i jego okolice, np. Poltu Quatu. Zwiedzanie tej części Sardynii jachtem to wspaniały pomysł z uwagi na liczne zaciszne zatoczki. Woda w ich rejonie ma kolor turkusowoszmaragdowy, a granitowe, wyrzeźbione przez wiatr i deszcz skały przybierają niesamowite zwierzęce kształty. Całe szczęście ten snobistyczny fragment wyspy, choć zdecydowanie warty odwiedzenia, nie odzwierciedla w pełni jej charakteru. 

 

Magiczna Sardynia z domami wróżek, grobami olbrzymów i nuragami wyróżnia się wyjątkowym karnawałem i kuchnią. Język sardyński nie jest łatwy – nazwy potraw czy miejsc bywają trudne do wymówienia dla obcokrajowców. Chociaż wyspa słynie przede wszystkim ze swoich rajskich plaż, jej serce stanowi górzyste wnętrze: region Barbagia, masyw Gennargentu ze szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.), nigdy nie wycinany las dębowy z drzewami wysokimi na 30 m czy Gorroppu (Gorropu) – jeden z najgłębszych wąwozów w Europie (ok. 500-metrowy). Tu, gdzie nie dociera zbyt wielu turystów, Sardyńczycy wiodą spokojne życie i dożywają nawet ponad 100 lat. 

 

W STOLICY

Sardyńską stolicą jest ponad 150-tysięczne Cagliari, portowe miasto zbudowane nad Zatoką Aniołów (Golfo degli Angeli). Jego najpiękniejsza część to dzielnica Castello (po sardyńsku Casteddu de Susu). Za najważniejszy zabytek uchodzi tutaj częściowo wykuty w skale rzymski amfiteatr, który niegdyś służył jako arena walk gladiatorów i dzikich zwierząt. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o historii miasta, warto zajrzeć do strefy archeologicznej powstałej pod Kościołem św. Eulalii w dzielnicy Marina. Cagliari tętni życiem, jest pełne ludzi, sklepów, butików, knajpek, restauracji i straganów. W labiryncie uliczek, schodów, przejść i skrótów można się jednak dość szybko połapać. Wspaniała miejska plaża Poetto ciągnie się przez ok. 7 km. W sąsiadujących z nią lagunach spokojnie brodzą flamingi. 

 

NAJCIEKAWSZE MIEJSCOWOŚCI

W miasteczkach na Sardynii widoczne są ślady upływającego czasu. Sypiące się tynki utrzymują na miejscu wijące się po murach wisterie (glicynie), bugenwille czarują kolorem, oleandry olśniewają kwiatami, jaśminy i tysiące donic z cytrusami i sukulentami odurzają zapachem. Ściany budynków upiększają również murale. Wiele z nich jest szalenie realistycznych i przedstawia prawdziwe sceny z życia Sardyńczyków. Naściennymi malowidłami przyciągają Orgosolo, San Gavino Monreale, Fonni, Esterzili, Ìsili, Goni, Gergei, Iglesias, a nawet trochę bezbarwna Carbonia.

 

Wśród miasteczek położonych na południu Sardynii warto wymienić Carloforte i Portoscuso, oba słynące z tradycji połowów tuńczyka, a także średniowieczne Iglesias z malowniczym centrum historycznym. Miłośnicy archeologii powinni zjechać ze szlaku, żeby zobaczyć Tempio di Antas, ruiny kartagińsko-rzymskiej świątyni koło Fluminimaggiore. Okolica Oristano i półwyspu Sinis to kolejne miejsce, które ukochały sobie flamingi. Tutejsze rozlewiska są pełne ptactwa wodnego. Poza tym na zainteresowanie w tej części wyspy zasługują pozostałości fenickiej kolonii Tharros z VIII w. p.n.e. i niezwykła plaża Is Arutas. 

 

Kolorowa Bosa jest perełką zachodniego wybrzeża. To rybackie miasteczko rozrosło się u stóp średniowiecznego zamku (Castello di Serravalle). Z Bosy dojedziemy do Alghero, nazywanego Barcelonetą (małą Barceloną). Należy ono do najpiękniejszych miast na Sardynii. Nieopodal znajdują się urzekające Groty Neptuna (Grotte di Nettuno) ze słonym jeziorem, wyżłobione w czerwonym wapieniu. Stąd warto udać się do Stintino i na wysepkę Asinara. Raj na ziemi zaczyna się wraz z archipelagiem La Maddalena, gdzie koniecznie trzeba odwiedzić wyspy La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Spargi, Budelli, Razzoli i Santa Maria. Dalej leży już Costa Smeralda, gdzie swoje wille mają najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie świata. 

 

Jednym z ważniejszych portów na Sardynii jest 60-tysięczna Olbia. Tu żyje się szybciej i głośniej, choć w centro storico wszystko toczy się leniwym rytmem południa. Jeśli chcemy lepiej poznać burzliwą historię wyspy i problemy jej mieszkańców, powinniśmy pojechać do miasteczka Orgosolo w regionie Barbagia di Nuoro, gdzie opowiedzą nam o nich liczne murale.

Ruiny starożytnej fenickiej kolonii Tharros w pobliżu dzisiejszych miast Cabras i Oristano

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

NAJPIĘKNIEJSZE PLAŻE

Do najwspanialszych i najbardziej niedostępnych sardyńskich plaż należy Spiaggia Rosa na Budelli w archipelagu La Maddalena. Możemy ją obecnie podziwiać tylko z bezpiecznej odległości, ponieważ na skutek działań turystów, którzy zabierali ze sobą piasek, słynna Różowa Plaża niemal straciła swój wyjątkowy kolor. Isola Budelli wchodzi w skład Parku Narodowego Archipelagu La Maddalena.

 

Na Costa Smeralda znajduje się Spiaggia del Principe. Biały, piaszczysty łuk otacza głęboką zatokę, ochranianą przez różowy, granitowy cypel. Na południowy wschód od Olbii leży wiele pięknych miejsc, np. najmniejsze królestwo świata, czyli wyspa Tavolara (regno di Tavolara). Została ona królestwem w pierwszej połowie XIX w. na mocy decyzji ówczesnego króla Sardynii Karola Alberta (1798–1849). Pierwszym władcą był Giuseppe Bertoleoni. Wyspa ma prawie 6 km2 powierzchni, jej najwyższy punkt to Monte Cannone (565 m n.p.m.). U stóp wzniesienia rozciąga się długa, piaszczysta plaża. 

 

Dalej na wschodnim wybrzeżu znajduje się kolejny sardyński klejnot – Cala Brandinchi. Morze jest tutaj spokojne i płytkie, a piasek drobny i niemalże biały. Można odnieść wrażenie, że to prawdziwe tropiki. Za kolejną gwiazdę tej części wybrzeża uchodzi plaża Berchida w okolicach Siniscoli. Piaszczysty półksiężyc o długości 5 km oblewa krystalicznie czysta woda.

 

Z miasteczka Cala Gonone można wyruszyć na poszukiwanie najbardziej niezwykłych, choć trudno dostępnych, zakątków na nadmorskim brzegu. Na plaże zatoki Orosei (Golfo di Orosei) w znakomitej większości dostaniemy się wyłącznie od strony morza lub po pokonaniu górskiego szlaku trekkingowego. Warte uwagi są tu Cala Mariolu, Cala Goloritzé, Cala Sisine czy Cala Luna. Ze wszystkich czterech bardziej przestronna jest jedynie ta ostatnia, znana ze swoich jaskiń, w których można ukryć się przed prażącym słońcem. Cały tutejszy obszar leży w granicach Parco Nazionale del Golfo di Orosei e del Gennargentu. 

 

Jeśli skierujemy się dalej na południe, dotrzemy do Costa Rei, czyli wyjątkowego Królewskiego Wybrzeża, gdzie znajduje się Spiaggia dello Scoglio di Peppino. Ta spokojna, piaszczysta plaża cieszy się popularnością wśród rodziców z małymi dziećmi ze względu na rozległą płyciznę i zwierzęce kształty otaczających ją skał.

Ostatni przystanek na wschodnim wybrzeżu to kurort Villasimius. Tuż obok rozlewiska odwiedzanego przez flamingi leży tu Spiaggia di Porto Giunco. Plaża jest długa i pokryta piaskiem, przyciąga miejscowych i turystów. 

 

Na samym południu Sardynii znajduje się Su Giudeu. Atrakcją tej złotej plaży są dwie pobliskie małe wysepki, na które można się dostać pieszo przez wodę. Niedaleko położona jest kolejna rajska plaża, Tuerredda.

 

Na zachodnim wybrzeżu zachwyca Cala Domestica w okolicach Buggerru. Ukryta wśród wysokich białych klifów i śródziemnomorskich zarośli plaża urzeka obłędnie turkusową wodą. Kiedyś pracowali tu górnicy, dlatego na brzegu wciąż stoją stare maszyny, a w pobliżu zachowały się wykopane przez nich tunele. Na obszarze całej południowo-zachodniej Sardynii wydobywano rudy żelaza, minerały i węgiel, ale kopalnie zostały już zamknięte. 

 

Ciekawym miejscem jest Spiaggia di Is Arutas w Cabras. Pokrywające brzeg duże, różnokolorowe ziarenka piasku wyglądają niezwykle w promieniach słońca. Za jedną z najpiękniejszych plaż w Europie uchodzi długa, szeroka, piaszczysta La Pelosa w Stintino, w sezonie bardzo oblegana. Można z niej podziwiać pobliską wysepkę Asinara i XVI-wieczną wieżę (Torre della Pelosa).

 

SARDYNIA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Na Sardynię warto udać się o każdej porze roku, ale jeśli planujemy plażować i korzystać z kąpieli morskich, najlepszym okresem na urlop będą późna wiosna, lato i wczesna jesień. Najwyższe temperatury powietrza panują od czerwca do września. Woda w morzu jest długo ciepła, można w nim pływać jeszcze pod koniec września, a nawet na początku października. Zimą i wiosną wieje tutaj północno-zachodni wiatr (mistral), czasami dość mocny, ale zwykle suchy i łagodny. Na wyspie notuje się średnio ok. 300 słonecznych dni w roku. Okres deszczowy przypada na jesień i zimę, opady śniegu występują zazwyczaj w górach.

 

Na Sardynię najszybciej i najwygodniej dostaniemy się samolotem. Z Polski bezpośrednie połączenia oferuje Ryanair (z Krakowa i Modlina do Cagliari) i Wizz Air (od połowy czerwca do połowy września z Warszawy i Katowic do Alghero). Na wyspę dotrzemy też z przesiadką np. w Mediolanie bądź Rzymie. Jeśli wybierzemy podróż samochodem, musimy skorzystać z promu (stolica Polski oddalona jest od Cagliari o ok. 2,2 tys. km). Najlepiej dojechać do portu w Genui, Livorno, Piombino lub Civitavecchii. Najkrótszy rejs (mniej więcej 5,5 godz. za dnia) odbywa się między tym ostatnim miastem a sardyńską Olbią. Promy kursują przez cały rok, a liczba połączeń zwiększa się od czerwca do września. 

 

Najlepszym sposobem podróżowania po Sardynii jest przemieszczanie się samochodem. Odległości są duże, a transport publiczny nie wszędzie dociera. W przypadku połączeń kolejowych z pomocą przyjdzie nam wspomniany już serwis www.trenitalia.com. Pociągi jeżdżą na trasach Cagliari – Sassari, Cagliari – Olbia, Sassari – Olbia, Cagliari – Iglesias. Kursowanie autobusów miejskich i międzymiastowych sprawdzimy na stronie www.arst.sardegna.it. Tę nieco ubogą siatkę połączeń rekompensuje oferta prywatnych linii autobusowych (www.sunlineseliteservice.com, www.caredduautoservizi.com, www.gruppoturmotravel.com, www.autoservizi.com, www.tourbaire.it).

 

ŚRÓDZIEMNOMORSKI RAJ

Trzecia co do wielkości włoska wyspa – Elba – to jednocześnie największa (ok. 224 km² powierzchni) z Wysp Toskańskich (Arcipelago Toscano). Cały archipelag znajduje się pod ochroną parku narodowego (od 22 lipca 1996 r.). Górzysta Elba zbudowana jest z granitów i skał osadowych. Najwyższy jej punkt stanowi Monte Capanne (1019 m n.p.m.). Na szczyt można wjechać w 14 minut oryginalną kolejką linową (Cabinovia Monte Capanne), która wyrusza z Marciany (375 m n.p.m.).

 

Na tej niezmiernie urokliwej wyspie nie sposób się nudzić. Oprócz wspaniałych plaż, nierzadko porównywanych z karaibskimi, są tu liczne szlaki trekkingowe i trasy idealne dla miłośników kolarstwa (zarówno szosowego, jak i górskiego), świetne miejsca do nurkowania i bazy wypożyczające sprzęt nurkowy. Można jeździć konno, grać w golfa, żeglować, pływać kajakiem, uprawiać snorkeling lub wind- i kitesurfing, a także odkrywać górniczą przeszłość Elby czy też jej fortece. To również raj dla wielbicieli turystyki kulinarnej, których przyciągają winnice, gaje oliwne i serowarnie. Tutejsza kuchnia jest aromatyczna, używa się w niej liści mirtu, jałowca, werbeny cytrynowej, dzikiego kopru włoskiego, majeranku, rozmarynu i kaparów.

 

Historią wyspy inspirowany był czteroodcinkowy miniserial z 2016 r. Elba – L’Eredità di Napoleone. Obejrzymy go na stronie www.elbamovie.com oraz w serwisie YouTube na kanale Visit Elba IT.

 

W STOLICY

Do stolicy Elby, 12-tysięcznego Portoferraio, dostaniemy się np. promem z Piombino. Taki rejs trwa niespełna godzinę. Wzrok wpływających do spektakularnego portu przykuwa widok potężnych, XVI-wiecznych fortów Stella i Falcone oraz wieży Linguella (Torre della Linguella). Zaciekawieni turyści udają się do Villi dei Mulini (znanej też pod nazwą Palazzina dei Mulini), w której w trakcie swojego zesłania (od 4 maja 1814 r. do 26 lutego 1815 r.) mieszkał Napoleon Bonaparte. Pełnił on w tym czasie funkcję gubernatora wyspy, towarzyszył mu dwór i własna gwardia, w tym polscy szwoleżerzy pod dowództwem majora Pawła Jerzmanowskiego (tzw. Szwadron Elby), uważani za najwierniejszych żołnierzy cesarza. Jego letnia rezydencja znajduje się ok. 5 km od Portoferraio, w San Martino (Villa di San Martino).

 

Najpotężniejszą twierdzą na Elbie był Fort Falcone. U jego stóp usytuowany jest dziś punkt widokowy. Wspaniała panorama rozciąga się także z Fortu Stella, górującego nad historycznym centrum. W stolicy warto zobaczyć konsekrowaną w 1554 r. Katedrę (Duomo di Portoferraio) wznoszącą się przy Piazza della Repubblica oraz przespacerować się elegancką promenadą Calata Mazzini wzdłuż mariny aż do muzeum archeologicznego (Museo Archeologico della Linguella), do którego należą m.in. wieża Linguella i ruiny rzymskiego domu. Portoferraio to miasto schodów, trzeba być więc gotowym na pokonywanie kolejnych stopni. Naprzeciwko portu, w pobliżu miejskiego parku leży piękna plaża Ghiaie pokryta drobnymi kamieniami.

 

NAJCIEKAWSZE MIEJSCOWOŚCI

Zbudowana na zboczu Monte Capanne Marciana jest jednym z najstarszych miasteczek na wyspie. Znajduje się w niej m.in. XII-wieczna twierdza obronna i muzeum archeologiczne (Museo Civico Archeologico di Marciana). W Santuario della Madonna del Monte lubił przesiadywać cesarz Francuzów. Tutejszy kamień w kształcie krzesła zwie się Krzesłem Napoleona. Poniżej miasteczka leży Marciana Marina z XVI-wieczną Torre degli Appiani. Niedaleko tych miejscowości ukrywa się malownicze Poggio, do którego turyści zwykle nie docierają. To prawdziwy sekret wyspiarzy.

 

Marina di Campo, największy kurort na wyspie, uważana jest przez wielu za najładniejsze miejsce na Elbie. Dlatego też w okolicy powstały liczne hotele, rezydencje i komfortowe kempingi. Poza tym znajduje się tu również akwarium (Acquario dell’Elba) z żółwiami morskimi i rekinami.

 

Rio Marina nosi ślady górniczej przeszłości wyspy – domy i ulice upstrzone są płatkami hematytu. Rudy żelaza wydobywano w tym rejonie już w czasach Etrusków. Przez wieki było to główne zajęcie miejscowej ludności. Warto zajść do Muzeum Minerałów Elby i Sztuki Górniczej (Museo dei Minerali dell’Elba e dell’Arte Mineraria), w którym zebrano ok. 1 tys. okazów minerałów i kamieni z wyspy. Dziś miasteczko żyje głównie z turystyki. 

 

Prześliczne Porto Azzurro leży w głębokiej, wąskiej zatoce na wschodnim brzegu Elby. Oblewają je wody kanału Piombino. Na zainteresowanie zasługuje Fort Longone zbudowany na początku XVII w. przez Hiszpanów, barokowe Sanktuarium Matki Boskiej z Montserrat (Santuario della Madonna di Monserrato) oraz hiszpańska Kaplica Najświętszego Serca Maryi (Cappella del Sacro Cuore di Maria) z pierwszej połowy XVIII stulecia.

 

Ze szczytu wzgórza (167 m n.p.m.), na którym położone jest klimatyczne Capoliveri, rozpościera się zachwycający widok na Porto Azzurro i zatokę Stella. Serce miasteczka stanowi Piazza Giacomo Matteotti. W okolicy znajdują się dawne kopalnie oraz ponad 100 km tras przygotowanych specjalnie dla miłośników jazdy rowerem górskim (Capoliveri Bike Park).

Miasteczko Marciana Marina z niedużą, lecz komfortową mariną (Circolo della Vela Marciana Marina)

© R.RIDI

NAJPIĘKNIEJSZE PLAŻE

Na Elbie nawet w pobliżu Portoferraio usytuowane są piękne plaże, więc odpoczynkiem nad brzegiem morza można się cieszyć już podczas jednodniowej wycieczki. Za prawdziwą wizytówkę wyspy uchodzi Padulella. Tuż obok niej leży równie wspaniała Capo Bianco. Obie są żwirowe i kamieniste (z odrobiną piasku) i w połączeniu z turkusem wody tworzą zjawiskowe pejzaże. Jedną z niewielu piaszczystych plaż w północnej części Elby jest zachwycająca, 600-metrowa Biodola. Można z niej podziwiać widok na Monte Capanne. W pobliżu znajdują się jej mniejsze sąsiadki: zaledwie 140-metrowa Spiaggia di Scaglieri oraz spokojna Spiaggia del Forno o długości 120 m.

 

Na południu wyspy czeka na nas więcej piaszczystych plaż. Jedną z największych i najbardziej znanych jest Lacona (blisko 1,2-kilometrowa!). Ciągnie się wzdłuż miasteczka o tej samej nazwie (w gminie Capoliveri), które stanowi centrum ruchu turystycznego. Nieco dziksza Laconella przypadnie do gustu osobom lubiącym spokój. Poza tym okolice Capoliveri to przede wszystkim Zuccale i Barabarca, kameralna Felciaio oraz spora (niemal 460-metrowa) i dość zatłoczona w sezonie Lido di Capoliveri. 

 

W południowo-zachodniej części Elby warto udać się w pobliże miasteczek Cavoli, Seccheto i Fetovaia. Bardzo duża plaża jest w Marinie di Campo (największa na wyspie – aż 1,3-kilometrowa). Wszystkie są piaszczyste i oblewane przez krystalicznie czyste wody.

 

Zjawiskowa północno-zachodnia Elba przyciąga plażami Sant’Andrea i Cotoncello. Mimo iż brzeg pokrywa tutaj piasek, przydadzą się buty do chodzenia po morskim dnie. Miłośnicy łączenia zwiedzania z odpoczynkiem powinni zainteresować się także malowniczym miasteczkiem Marciana Marina, choć miejscowe plaże są przede wszystkim kamieniste. Największa w jego okolicach jest piękna, piaszczysta Procchio (860-metrowa).

 

ELBA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Elbę najlepiej zwiedzać od wiosny do jesieni. Najwyższe temperatury odnotowuje się od czerwca do końca września. Znakomitą porą na wycieczkę będzie również maj lub październik. Na wyspie rosną lasy piniowe i dębowe oraz kasztanowce, są gaje oliwne i winnice. Latem przystrajają ją pachnące kwiaty w intensywnych kolorach.

Do Portoferraio na Elbie wiele razy dziennie (z największą częstotliwością w sezonie letnim) odpływają statki z Piombino. Można się tu też dostać wodolotem. Poza tym z Piombino promy wyruszają także do Cavo i Rio Mariny.

 

Na wyspie działa niewielki port lotniczy (Elba Airport), ale obecnie realizowane są jedynie połączenia ze Szwajcarią (Lugano) w trakcie trwania sezonu. Dlatego najlepiej przylecieć na jedno z włoskich lotnisk (w rejonie Pizy, Florencji czy Rzymu), a następnie wynająć samochód lub skorzystać ze środków transportu publicznego, aby dotrzeć do Piombino, skąd kursują promy.

 

Po Portoferraio zdecydowanie najwygodniej poruszać się pieszo, ewentualnie autobusami miejskimi. Jeśli jednak chcemy zwiedzić całą Elbę, powinniśmy postawić na auto. Na wyspie można wynająć zarówno samochód, jak i motocykl, skuter, jacht lub rower. Między miasteczkami jeżdżą autobusy linii 116 (na trasie Portoferraio – La Pila), 117 (z Portoferraio do Cavo) i 118 (łączy Portoferraio, Bagnaię i Laconę). Od czerwca do września uruchamiane są dodatkowo tzw. Marebusy, które ułatwiają dojazd do atrakcyjnych plaż w okolicach Portoferraio, Rio nell’Elba, Porto Azzurro, Capoliveri, Marciany i Rio Mariny.

 

Artykuły wybrane losowo

Intrygująca Tanzania i urzekający Zanzibar

KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA
www.karolinasypniewska.pl

 

<< Podobnie jak sąsiednia Kenia, Tanzania od zawsze była jednym z najczęściej odwiedzanych afrykańskich krajów i to nie tylko przez zorganizowane wycieczki, ale również przez indywidualnych turystów. Podróżników przyciągają tutaj dziewicza przyroda, rdzenne ludy, rozległe przestrzenie i krajobrazy jak z marzeń sennych. Afryka rządzi się jednak swoimi prawami, którym musimy po prostu się podporządkować. Jeśli tylko uzbroimy się w cierpliwość, z uśmiechem na twarzy zniesiemy kilkukrotne zmiany koła dziennie, długotrwałe wypatrywanie dzikich zwierząt czy biurokrację różnych instytucji… Pod względem infrastruktury turystycznej Tanzania to jedno z najlepiej rozwiniętych miejsc na Czarnym Lądzie. Przeważająca większość odwiedzających ją gości podczas swojego pobytu decyduje się połączyć ekscytujące safari w parku narodowym z błogim wypoczynkiem na rajskim Zanzibarze. Zapraszam zatem do mojego magicznego afrykańskiego zakątka. >>

Więcej…

Tajlandia zmysłowa

 

 

temple_of_the_emerald_buddha.jpg

Bangkocka Świątynia Szmaragdowego Buddy

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Katarzyna Byrtek

 

Prawdopodobnie większość Europejczyków słyszała o tajskich niebiańskich plażach, białym piasku i lazurowej wodzie. Jednak Tajlandia to nie tylko rajska kraina uśmiechów, idealna na wakacyjny leniwy wypoczynek, lecz także kraj dostarczający różnorodnych i mocnych wrażeń. Zapewnią nam je m.in. degustacje najlepszej kuchni świata, oglądanie emocjonujących walk boksu syjamskiego („muay thai”) na ringu i zwiedzanie niezmiernie kolorowego podwodnego królestwa zamieszkanego przez wyjątkowe stworzenia. 

Z klimatyzowanego samolotu przez klimatyzowany terminal docieram aż do metra prowadzącego do centrum Bangkoku. Wagon pociągu jest tak wychłodzony, że nie zdejmuję i nie chowam swojego europejskiego swetra. Wkrótce dojeżdżamy jednak do stacji końcowej i wysiadam w bangkocką noc – parną, duszną, gorącą tak, że fala ciepła zatrzymuje mnie na peronie na ułamek sekundy. Moje ciało ciągle pamięta środek warszawskiej zimy. Jak ja tu będę żyć przez dwa miesiące – myślę. W Tajlandii w najchłodniejszym okresie temperatura sięga 30°C, a woda w morzu nagrzewa się do 26°C. W trakcie naszej jesieni i zimy trwa w tym rejonie pora sucha, a powietrze jest przyjemniejsze i mniej wilgotne niż np. w lecie, kiedy część kraju dręczą uparte monsuny i deszcze. Wytchnienie dają klimatyzowane pomieszczenia. Zresztą mieszkańcy całej Azji Południowo-Wschodniej mają niemal obsesję na punkcie chłodzenia się. Klimatyzacja zwykle bywa nastawiona nie na komfortowe dla Europejczyka 20–22°C, ale na temperaturę znacznie niższą. Dlatego do kina zawsze trzeba się ciepło ubrać, przed podróżą nocnym autobusem wyjąć bluzę i szal, a nawet narzucić coś na siebie przy każdej przejażdżce metrem.

Tajlandia cieszy się dużą popularnością wśród turystów z całego świata głównie ze względu na przepiękne plaże i lazurowe morze. Warto jednak wyjść nieco poza ten schemat, zrezygnować z błogiego wylegiwania się na złotym piasku choć na kilka dni i przeżyć o wiele więcej. To idealny cel wyjazdów dosłownie dla wszystkich – rodzin z dziećmi, backpackerów, którzy muszą nieraz zaciskać pasa, miłośników sportów i wielbicieli leniuchowania, samodzielnych podróżników czy królów imprez.

Raj dla kubków smakowych

Jedzenie stanowi wielką atrakcję w czasie wizyty w Tajlandii. Nie bez powodu kuchnia tajska uważana jest za najciekawszą i najlepszą na świecie. Niespróbowanie miejscowych przysmaków byłoby prawdziwym grzechem. Trzeba jednak pamiętać, że tosty zapiekane z szynką sprzedawane w popularnej sieci sklepów 7-Eleven wcinają tylko przyjezdni, a tutejsze śniadanie, obiad i kolacja niespecjalnie się od siebie różnią – rano można spokojnie zajadać się grillowaną wieprzowiną, kurczakiem czy dużą miską wywaru mięsnego z makaronem ryżowym.

Jeśli do obiadu nie dostaliście pałeczek, lecz sztućce, nie martwcie się, nikt nie zwątpił w wasze umiejętności posługiwania się nimi. W Tajlandii większość dań je się po prostu łyżką i widelcem (noże to rzadkość). Pałeczki, razem z łyżką, podawane są najczęściej do zupy z makaronem ryżowym.

W kuchni tajskiej wszystko kręci się wokół ryżu (zamówić go można nawet w miejscowym KFC), intensywnych przypraw i różnych rodzajów mięsa. Najsłynniejsze jest boskie pad thai, czyli smażony makaron ryżowy m.in. z jajkiem, sosem rybnym, orzeszkami, krewetkami, serwowany z połówką limonki i kiełkami. Nie wolno nie spróbować chociaż jednej z wersji curry (mieszanki przypraw rozprowadzanej w mleku kokosowym podawanej z mięsem, warzywami i ryżem) – do wyboru czerwone, zielone, żółte bądź łagodniejsze phanaeng curry (panang curry lub penang curry). Z kolei tom yam (tom yum) to intensywna kwaśno-pikantna zupa na mleku kokosowym. Ciekawą propozycję na lunch stanowi też sałatka z papai. Na deser często zamawia się lepki ryż khao niaw z bananem, mlekiem kokosowym czy jajkiem.

Przed wyruszeniem na wędrówkę w poszukiwaniu tajskich specjałów trzeba również odrzucić restrykcyjne zasady polskiego sanepidu, aby móc beztrosko zapuścić się w uliczki, gdzie na każdym kroku spotkać można dymiące wózki pełne świeżo przygotowanych smakołyków (wspomnianej zupy albo np. nadzianego na patyki mięsa). Wokół nich chaotycznie poustawiane są małe stoliki z niskimi plastikowymi krzesłami – nie ma na nich serwetek i sztućców, ale atmosfera jedzenia na ulicy jest niepowtarzalna. We wszystkich miastach i punktach, gdzie zatrzymują się autobusy dalekobieżne, znajduje się przynajmniej kilka niewielkich targów, na których oprócz świeżych owoców czy ryb sprzedaje się przeróżne mieszanki mięsa z lokalnymi warzywami przyprawione prawdziwie po tajsku. Posiłki na wynos pakuje się do zawiązywanych woreczków. Duża część lokali typowo restauracyjnych powstała dla turystów, dlatego ceny bywają w nich nawet kilkakrotnie większe, a dania – nie zawsze oryginalne.

W słynnej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej Pattaya,uchodzącej za jedno z centrów seksbiznesu,koniecznie należy odwiedzić chińsko-tajskie restauracje z rodzaju all you can eat (pol. jesz, ile chcesz). Pośrodku stołu znajduje się w nich wielki rozgrzany gar, w którym goście samodzielnie gotują lub przysmażają jedzenie. W formie szwedzkiego stołu wystawione są przeróżne warzywa, owoce, mięsa i najrozmaitsze owoce morza. Większe porcje tych dwóch ostatnich składników można wybrać samemu i oddać w ręce obsługi, która przygotuje je na grillu.

Moje własne curry

W Tajlandii przyrządzimy też miejscowe przysmaki samodzielnie pod okiem doświadczonego szefa kuchni w czasie kursu gotowania. Nawet największym obżartuchom powinien wystarczyć półdniowy wariant takiego szkolenia, w trakcie którego przygotowuje się kilka dań, a potem je konsumuje. W menu pojawiają się doskonała zupa kokosowa tom kha czy wspomniana już tom yam, makaronowe pad thai, jeden z rodzajów sajgonek i deser. W moździerzu uciera się również proszek curry, którego później dodaje się do potrawy z ryżem. Takie własnoręcznie przyrządzone specjały to prawdziwe niebo w gębie.

Największy wybór godnych polecenia kursów gotowania znajdziemy w mieście Chiang Mai, położonym w północnej części kraju. To jeden ze standardowych przystanków wszystkich turystów w Tajlandii, dlatego zaplecze usługowe jest w nim na tyle rozwinięte, że przyjezdni mogą siedzieć tu ponad tydzień i nigdy się nie nudzić.

Dzień najlepiej zacząć na lokalnym targu. Niektóre sprzedawane na nim produkty są tak niezwykłe, że człowiek z Europy Środkowej nie tylko dziwi się, że Tajowie je jedzą, ale też zastanawia, jak to robią. Do najsłynniejszych tego typu osobliwości należy zielonkawy durian z grubą skórką przypominającą nieco kolce. Ciągnie się za nim opinia najbardziej śmierdzącego owocu świata. Kiedy w pokoju w hostelu czuć zapach starych skarpetek, niekoniecznie winę za to musi ponosić niechlujny współlokator. Może ktoś nielegalnie (większość obiektów noclegowych wywiesza kartki z rysunkiem przekreślonego duriana) przemycił cuchnący smakołyk. Podobno nie wolno spożywać go także z alkoholem lub kawą.

Ciało do ciała

Po spacerze z orzeźwiającym świeżo zmiksowanym sokiem z owoców egzotycznych w ręce przychodzi czas na relaks. Wbrew obiegowej opinii większość tajskich masaży wcale nie kończy się zaspokojeniem seksualnym. Zabieg ten ma długą historię, a za jego legendarnego twórcę uchodzi sam lekarz Buddy – Shivago Komarpaj (Jīvaka Komarabhācca), żyjący ok. VI w. p.n.e. W rzeczywistości rozwój tej techniki masowania był bardziej złożony, bo czerpie ona z tradycji Chin, Indii i innych południowoazjatyckich krajów.

Wizyta w miejscowym salonie bywa niełatwym przeżyciem dla osób nieśmiałych i kruchych – taki masaż jest wyjątkowo kontaktowy i intensywny. Przed nim rozbieramy się do majtek albo zakładamy coś w rodzaju luźnego szlafroka i kładziemy się na materacu lub specjalnej leżance. W trakcie zabiegu masażystka używa różnych części ciała: łokci, stóp, kciuków bądź przedramion, może na nas siadać, trzymać za rękę, przyciskać nasze ciało do swojego. W przypadku tej techniki nie chodzi tyle o delikatne ugniatanie mięśni i skóry, co o naciskanie odpowiednich punktów i rozciąganie. Tajski masaż łączy elementy akupresury, pasywnej jogi i refleksologii. Czasem wywołuje chwilowy ból, ale po wszystkim człowiekowi wydaje się, że jest na tyle rozciągnięty, iż urósł kilka centymetrów. Taka sesja niesamowicie odpręża, dlatego zaleca się korzystanie z jej dobrodziejstw przynajmniej raz w tygodniu, nie tylko na urlopie. Osoby krępujące się tak bliskiego kontaktu z obcym człowiekiem mogą skusić się na wymasowanie stóp czy karku i głowy. Salony masażu znajdziemy tutaj dosłownie wszędzie, m.in. na południowych wyspach, w Bangkoku lub północnym Chiang Mai (gdzie działa zresztą najbardziej renomowana szkoła masażu).

Wielki błękit

scuba_diving_andaman_sea.jpg

W wodach Morza Andamańskiego nurkowie spotkają m.in. rekiny brodate

©THAITRAVELMART.COM



Ciepłe przejrzyste morze, bogactwo kolorowych ryb i zapierające dech w piersiach rafy koralowe przyciągają co roku do południowej Tajlandii tysiące turystów, a podwodny świat tego regionu od zawsze trafia do pierwszych dziesiątek rankingów najciekawszych nurkowisk na ziemi. Jeśli ktoś nie wie nic o nurkowaniu, to nic nie szkodzi. Może kupić albo wypożyczyć maskę, rurkę oraz płetwy i wybrać się na eksplorację dna morskiego na własną rękę na płytkie wody blisko brzegu. Dobrze dopytać się o lokalne warunki – w niektórych miejscach występują silne prądy lub fale, które wyrzucają na skały czy rafy. Najlepsze do snorkelingu są okolice wysp Koh Lipe, Koh Chang i Koh Samui.

Warto jednak zarezerwować sobie kilka dni bądź tydzień i wykupić podstawowy kurs nurkowy ze sprzętem – tutejsze ceny należą do najkorzystniejszych na świecie, a to, co zobaczymy pod powierzchnią morza w Tajlandii, jest zdecydowanie atrakcyjniejsze niż widoki podczas szkoleń prowadzonych na basenie i jeziorach w Polsce. Co więcej, sprzyjające warunki panują tu cały rok (z małymi wyjątkami), temperatura wody w zasadzie nie spada poniżej 26°C, a najlepszy okres do nurkowania to styczeń–marzec, czyli szczyt tajskiego sezonu. Zwykle nie ma konieczności zapisywania się na lekcje z wyprzedzeniem. Nawet na mniejszych turystycznych wyspach działa po kilka firm, bez problemu już na miejscu sprawdzimy ceny, dostępność i terminy kursów. Dobrze też zainteresować się, jakie certyfikaty posiada instruktor, czy dogadamy się z nim w jakimś języku, którym władamy, i co dokładnie zawiera dana oferta.

Cisza pod wodą, otaczające człowieka rozległe przestrzenie czy uczucie latania to dodatkowe argumenty przemawiające za spróbowaniem nurkowania. Niemal 75 proc. wszystkich gatunków fauny morskiej i koralowców na świecie występuje właśnie w Azji Południowo-Wschodniej – od malutkich koników morskich, przez płaszczki, ośmiornice, węże wodne, po kilku- lub kilkunastometrowe ryby. Spotkania z tymi stworzeniami nigdy się nie zapomina. Zachwycają również podwodne jaskinie, bloki skalne i wraki łodzi. Tajlandię można podzielić na trzy rejony idealne dla nurków. Pierwszy z nich stanowi zachodnie wybrzeże ze słynną wyspą Phuket oraz archipelagiem Phi Phi, leżący na północ od niego obszar, na który składają się wyspy Similan, Koh Bon, Koh Tachai i Skała Richelieu (Richelieu Rock), a także region południowy, czyli Koh Haa, Hin Daeng, Hin Muang i Koh Lipe. Z kolei w północnej części Zatoki Tajlandzkiej warto odwiedzić Pattayę i Koh Chang. Natomiast na jej południowym terenie miłośników podwodnych przygód przyciągają Koh Tao i Koh Samui.

Na siedzeniu tuk-tuka

phi-ph-island-1.jpg

Koh Phi Phi Don jest największą wyspą w archipelagu Phi Phi

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND



Istnieje wiele sposobów podróżowania po kraju Tajów. Wielką frajdą będzie na pewno zwiedzanie wybranej wyspy na własną rękę wypożyczonym na jeden lub kilka dni skuterem. Samodzielne prowadzenie środka transportu (wynajęcie samochodu bywa znacznie droższe) daje dużą niezależność. Nie tylko nie jesteśmy wówczas uzależnieni od rozkładów jazdy, lecz także bez problemu możemy zatrzymać się przy opuszczonej rajskiej plaży i wskoczyć wprost do orzeźwiającej wody.

W dużym mieście warto choć raz przejechać się tuk-tukiem, czyli autorikszą pełniącą funkcję taksówki. Taki trzykołowy pojazd wygląda jak motor z dobudowanym z tyłu wózkiem, który pomieści kilka osób. Jazda zatłoczonymi ulicami Bangkoku podniesie ciśnienie krwi niejednemu Europejczykowi. Jeśli ktoś podróżuje samodzielnie, może skorzystać z taksówek motorowych i skuterowych. Pasażer plecak wkłada pod kierownicę i wskakuje na siedzenie za kierowcą, który pędzi, przeciskając się między samochodami i ignorując większość znaków drogowych. Trudno powiedzieć, czy to aby na pewno bezpieczne, ale przeżycia z takiej przejażdżki są z pewnością niezapomniane.

Tajlandia to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników morza i wysp, a co za tym idzie, zapalonych żeglarzy. Wystarczy zebrać grupę znajomych i wypożyczyć jacht albo katamaran, aby przemierzać bezkresną Zatokę Tajlandzką, a podczas rejsu zatrzymywać się w każdej chwili przy opuszczonych lądach, opalać bez towarzystwa tłumu turystów i nurkować z maską wśród bajecznych raf koralowych.

W świetle księżyca

shopping_at_khao_san_road1.jpg

Ulicę Khao San w centrum Bangkoku odwiedzają tłumy turystó

©THAITRAVELMART.COM



Wieczorem siadamy w jednym z barów. Noc jest gorąca, w środku stoją plastikowe krzesła i stół bilardowy, gra głośna muzyka. Podają tutaj tajskie piwa Chang i Singha bądź popularnego Tigera z Singapuru, czasem z lodem. Dla niektórych wakacje to moment, kiedy wreszcie mogą beztrosko imprezować i nie martwić się wczesnym wstawaniem. Do najlepszych do tego miejsc należy Bangkok – znajdziemy w nim słynną ulicę dla backpackerów Khao San, luksusowe bary na dachach wieżowców (rooftop bars) czy dzielnicę czerwonych latarni Patpong odwiedzaną przez licznych zagranicznych przybyszów. Wiele osób przyciągają kolorowe nocne światła położonego na wybrzeżu miasta Pattaya, centrum tajskiego seksbiznesu, w którym przy głównej ulicy działają kluby dla gejów oraz lokale oferujące pokazy erotyczne lub występy kathoey, czyli tzw. ladyboys (osób, które przyswoiły sobie cechy przeciwnej płci, uważanych w buddyzmie za trzecią płeć). Dzikie noce w ociekającej alkoholem i seksem Pattayi niezbyt przypadną do gustu osobom ceniącym zwykłego typu rozrywki czy rodzinom z dziećmi. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że seksturystyka to nie tylko niewinna wakacyjna zabawa, lecz także branża kontrolowana przez mafie i związana z wykorzystywaniem kobiet oraz zmuszaniem nieletnich do prostytucji.


Bawić można się wszędzie, ale dobre towarzystwo i odpowiedni termin to czasem podstawa. Tajlandia słynie na świecie z full moon party, czyli całonocnych imprez nad brzegiem morza organizowanych na południu kraju w dzień przed pełnią księżyca, w jej trakcie albo dzień po niej. Zwyczaj ten zainicjowano na plaży Haad Rin na wyspie Phangan w południowo-wschodniej części Zatoki Tajlandzkiej. W 1985 r. odbyło się pierwsze takie wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. Wkrótce zyskało sławę i dziś przyciąga przynajmniej kilka tysięcy uczestników, w większości turystów, a jego odpowiedniki spotkamy również na innych wyspach. Na full moon party usłyszymy muzykę reggae, trance, rhythm and blues, techno, house czy drum and bass. Alkohol leje się strumieniami, nierzadko pojawiają się też inne środki odurzające. Trzeba jednak wiedzieć, że kary za posiadanie i sprzedawanie narkotyków w Tajlandii są wyjątkowo surowe.

Emocje na ringu

Wielbiciele widowisk podnoszących poziom adrenaliny we krwi także nie będą się w tym kraju nudzić. Muay thai, czyli boks tajski (boks syjamski), to bardzo popularna sztuka walki, szczycąca się niemal statusem sportu narodowego i przyciągająca tysiące żądnych wrażeń Tajów i zagranicznych turystów. Zwykle podoba się nawet osobom, które nie są fanami bijatyk na ringu. Ma wielowiekową tradycję, a wiele ze starych elementów przetrwało do dzisiaj – pojedynek zaczyna się od rytualnego tańca wojownika wai khru. Kiedyś w jego trakcie prezentowano region, z którego pochodził zawodnik. Ta część stanowi jednocześnie rozgrzewkę. Cała walka odbywa się na stojąco, przeciwnicy używają niskich kopnięć okrężnych, uderzeń łokciami i kolanami oraz tzw. klinczu, czyli chwytu klamrowego rękami. Niesamowitą atmosferę na widowni tworzy rozemocjonowana publiczność zawsze reagująca na silniejszy cios, przekrzykująca się, obstawiająca wynik w każdym momencie spotkania. Walczą w większości Tajowie, ale zdarzają się też zawodnicy z innych krajów. Niektórzy z nich są bardzo młodzi – trafiają się nawet 15-latkowie. Za najlepsze areny bokserskie uchodzą Lumpinee Boxing Stadium i Rajadamnern Stadium w Bangkoku oraz te na Phuket i Koh Samui czy w Chiang Mai.

Noc w dżungli

Liczne parki narodowe, dziewicza przyroda i zielona dżungla, w głąb której urządza się kilkudniowe wędrówki, czekają na wszystkich mających odwagę zejść nieco ze standardowego szlaku pełnego piaszczystych plaż i taniego piwa Chang. Leśnych ścieżek i zorganizowanych wycieczek szukać można w różnych częściach kraju, zarówno na popularnej północy, jak i w regionie wschodnim, często omijanym przez turystów. Dużo wypraw trekkingowych organizuje się w prowincjach Chiang Mai i Chiang Rai, Mae Hong Son, Kanchanaburi, Krabi, dystrykcie Mae Sot czy Parku Narodowym Khao Yai. Jeśli musimy wybrać jedno miejsce, warto zaufać ekspertom z UNESCO i odwiedzić Kompleks Leśny Dong Phayayen-Khao Yai, leżący w środkowej Tajlandii, stosunkowo niedaleko od stolicy. Podczas planowania wędrówek należy brać pod uwagę porę roku. Inaczej niż na wybrzeżu w okresie zimowym temperatura powietrza na terenach wyżej położonych bywa znacznie niższa od tej panującej w pozostałych miesiącach.

Światło i dym

Tajlandia to kraj o długiej historii i bogatej tradycji, dobrze więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z jej najważniejszymi zabytkami i dowiedzenie się czegoś więcej o dominującym tutaj buddyzmie. Do obowiązkowych miejsc do zwiedzenia w Bangkoku zaliczają się przepiękny Wielki Pałac Królewski z Wat Phra Kaew (Świątynią Szmaragdowego Buddy), jedna z najstarszych tajskich budowli sakralnych Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy) oraz Wat Suthat z 28 chińskimi pagodami symbolizującymi 28 postaci Buddy. Na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO znajdują się m.in. stanowisko archeologiczne Ban Chiang, dawna stolica Syjamu Ayutthaya, ruiny miasta Sukhothai czy rezerwaty dzikiej przyrody rozciągające się wzdłuż granicy z Birmą występujące pod wspólną nazwą Thung Yai-Huai Kha Khaeng.

Choć flaga Tajlandii jest niebiesko-biało-czerwona, to zdecydowanie dominują tu kolory pomarańczowy, złoty i biały. Można się o tym przekonać w trakcie jednego z buddyjskich świąt. W jakimkolwiek mieście wtedy będziemy, udajmy się do najbliższej świątyni i przeżyjmy je razem z Tajami. W czasie pełni księżyca obchodzi się Makha Bucha (Magha Puja), kiedy to rozbłyskają setki świateł, a w powietrzu unosi się dym. Pochód ze świeczkami i kwiatami prowadzony przez ubranych na pomarańczowo mnichów okrąża kilkakrotnie kompleks świątynny. Z kolei Songkran to tradycyjny tajski Nowy Rok (wypada na połowę kwietnia). Na ogół spędza się go w gronie rodziny, a do jego zwyczajów należy obmywanie posągów Buddy w świątyniach lub w czasie procesji (przewozi się je na bagażnikach samochodów). Przez kilka dni ulice pełne są roześmianych ludzi, którzy malują się białą kredą i oblewają wodą. Przypomina to trochę nasz śmigus-dyngus.

Tajskie niezwykłości

W Tajlandii zaskoczy nas wiele rzeczy. Na śniadanie dostaniemy ryż z mięsem lub zupę z makaronem ryżowym, a niedojrzałe mango serwuje się tu z sosem rybnym albo chilli. Do większości potraw otrzymamy łyżkę i widelec. Piwo z kolei często podaje się z lodem.

Do zwykłych widoków należą w tym kraju mnich bawiący się telefonem komórkowym czy słonie spacerujące po ulicach. Na drogach trzeba zachować ostrożność, bo przepisy dla uczestników ruchu traktuje się raczej jako wskazówki niż nakazy i zakazy.

Niemal wszystkie kremy dostępne w sklepach przeznaczone są do rozjaśniania skóry. Klimatyzacja w środkach komunikacji i pomieszczeniach ustawiona jest na dość niską temperaturę – sweter w autobusie to konieczność. Hymn państwowy rozbrzmiewa z głośników dwa razy dziennie, dodatkowo również przed każdym seansem w kinie.

W Ekwadorze spełniają się marzenia

ALEKSANDRA ŁUKSZA

 

                                                                                                                                               FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

<< Marzy Ci się lot paralotnią nad Oceanem Spokojnym, polowanie na kajmany albo nurkowanie z gigantycznymi żółwiami? A może wolałbyś zejść w głąb krateru aktywnego wulkanu, obserwować latające kondory, stanąć na dwóch półkulach Ziemi naraz, zjeść najbardziej egzotyczne owoce świata, zobaczyć z bliska wieloryby czy też pójść z Indianami na spacer po dżungli amazońskiej? Zresztą nieważne, jak wyjątkowe są Twoje marzenia... Jeśli chcesz zacząć je spełniać, przyjedź do Ekwadoru! >>

República del Ecuador, czyli Republika Ekwadoru, choć wielkością prawie dorównuje Polsce, należy do najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma „tylko” niecałe 285 tys. km² powierzchni). Hiszpańskie słowo ecuador oznacza równik, bowiem przez terytorium tego kraju przechodzi jego linia. Ze względu na swoje położenie i ukształtowanie terenu to na pewno jedno z najbardziej zróżnicowanych państw na ziemi.

Więcej…