Monika Bień-Königsman

www.hiszpanskiesmaki.es

 

« Na południu Hiszpanii znajduje się miejsce niezwykłe. Jego historię opowiadają różne narody, a ich opowieści tworzą mieszankę barwną i fascynującą. Ta kraina kojarzy się ze światem z „Księgi tysiąca i jednej nocy”. Wpływy arabskie przyczyniły się tu do powstania zjawiskowej architektury i ciekawej kultury, w tym wyśmienitej kuchni. Nie można także zapominać o mieszkających w tym regionie ludziach, którzy przybyszy witają z uśmiechem na ustach. Ze względu na swój towarzyski charakter nie zamykają się w domach, ale wychodzą na ulice, do barów tapas i klubów z muzyką. Radością życia i ochotą do zabawy potrafią zarazić każdego. »

 

Andaluzja należy do najbardziej słonecznych regionów Hiszpanii. Lata są w niej upalne i suche, a zimy – łagodne i ciepłe (ze średnią temperaturą ok. 13°C). Najlepiej wybrać się tutaj wiosną, kiedy wszystko kwitnie i się zieleni, a żar lejący się z nieba nie daje się jeszcze we znaki. Również jesień jest w Andaluzji bardzo przyjemna, a przy odrobinie szczęścia nawet zimą można trafić na wiele pięknych, słonecznych dni.

 

Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, Rzymianie, Wizygoci, Berberowie i ludność pochodzenia arabskiego – wszyscy oni w tej części Półwyspu Iberyjskiego pozostawili po sobie ślady. Jednak to Maurowie, którzy panowali tu prawie 800 lat (711–1492), wywarli największy wpływ na region i sprawili, że rozkwitł. Dziś przypominają o tych czasach liczne zabytki architektury i sztuki.

 

WŚRÓD PRZYJACIÓŁ

W Andaluzji nie sposób nie ulec urokowi jej mieszkańców. To niezmiernie weseli, żywiołowi i pogodnie nastawieni do życia ludzie. Do tego uwielbiają dzieci, co stanowi świetną wiadomość dla podróżujących rodzin. Andaluzyjczycy mają w zwyczaju zwracać się do innych na ty. Z łatwością też nawiązują z dopiero co spotkaną osobą rozmowę, zaczynając konwersację od przyjacielskiego Hola! („Cześć!”). 

 

Mieszkańcy Andaluzji wolą spędzać czas na zewnątrz. Nie bez znaczenia są tu sprzyjające warunki pogodowe panujące w regionie przez większą część roku. Wieczorami ludzie wylegają na ulice. Słychać wesołe rozmowy i śmiech dzieci. Bary tapas powoli się wypełniają. Przychodzi czas na odpoczynek. 

 

BAWMY SIĘ!

Kiedy zegar zaczyna odmierzać ostatnie sekundy przed Nowym Rokiem, Andaluzyjczycy skupiają się na połykaniu winogron. Uważają, żeby się nie zadławić. Muszą przełknąć ich 12, zanim zegar wybije północ. Dodatkowo warto to robić, gdy jednocześnie stoi się na jednej, lewej nodze, aby w kolejny rok móc wkroczyć tą szczęśliwą, czyli prawą. Gdy ta trudna sztuka się uda, przychodzi czas na toasty, życzenia i uściski. Teraz już spokojnie można świętować, a ponieważ w Andaluzji okazji do tego nie brakuje, jej mieszkańcy oddają się zabawie przez całe 12 miesięcy.

 

Na początku roku wypada karnawał. Ten najsłynniejszy obchodzi się w Kadyksie (Carnaval de Cádiz). Trwa on 11 dni. Tłum rozbawionych ludzi dzień i noc tańczy, śpiewa, pije wino i zajada tapas. Nie wolno się smucić, należy odrzucić rozterki i żale. W Środę Popielcową (Miércoles de Ceniza) przez miasto przechodzi parada z wielką, papierową rybą. Tak dziękuje się morskim stworzeniom, które w czasie postu pojawią się na andaluzyjskich stołach. Sardynka zostaje podpalona, a ludzie żegnają okres uciech i grzesznych przyjemności.

 

Kolejne święto w Andaluzji, chyba najważniejsze, to Semana Santa, czyli Wielki Tydzień. Każdego dnia aż do Wielkiej Soboty (Sábado Santo) miejskimi ulicami podążają barwne procesje z ogromnymi i ciężkimi platformami, na których stoją figury Matki Boskiej lub Jezusa ubrane w drogocenne szaty. Z najbardziej spektakularnych obchodów Semana Santa słynie Sewilla. Ale i inne miasta nie pozostają w tyle. W Maladze platformę wraz z innymi mężczyznami niesie pochodzący stąd Antonio Banderas.

 

Zanim Sewilla na dobre zapomni o uroczystościach Wielkiego Tygodnia, już szykuje się do kolejnego wydarzenia. Nadchodzi radosna i kolorowa Feria de Abril, czyli święto wiosny (w 2019 r. wypada od 4 do 11 maja). Całe miasto tańczy podczas niej sevillanę. Wszyscy bawią się od rana do rana. Kobiety ubierają się w falbaniaste, wielobarwne suknie, mężczyźni zakładają eleganckie kamizelki i kapelusze z płaskim dnem. Ulice przemierzają pięknie przystrojone powozy ciągnięte przez szlachetne andaluzyjskie konie. 

 

Kiedy wiosna rozkwita w pełni, w Kordobie odbywa się majowa Fiesta de los Patios – Festiwal Dziedzińców. Trwa on 14 dni. W tym czasie zwiedzającym udostępnia się konkursowe patia tonące w jaśminach, bugenwillach i pelargoniach. Wizyty te umilają dźwięki flamenco i uśmiechnięci gospodarze.

 

Malaga ma swoją Ferię de Agosto (Ferię de Málaga). Upamiętnia ona odbicie miasta z rąk muzułmańskich przez Królów Katolickich (Los Reyes Católicos) – Izabelę I Kastylijską i Ferdynanda II Aragońskiego – 19 sierpnia 1487 r. i włączenie go do Królestwa Kastylii-Leónu (Corona de Castilla). Dziś w jej trakcie na ulicach pojawiają się wielkie namioty (casetas). Wszędzie rozbrzmiewa flamenco i słychać wesołe okrzyki, a mieszkańcy Malagi przechadzają się tu i tam w tradycyjnych strojach. 

 

Jesień to czas zbiorów, dlatego wypełniają ją wydarzenia o charakterze kulinarnym. Na Święto Winogronowego Moszczu (Fiesta del Mosto) czekają chyba wszyscy. W ostatnią sobotę listopada przyciąga ono tłumy do miasteczka Atajate. Na głównym placu unosi się aromat winogron i orzeźwiającego młodego wina. Całą noc wszyscy będą je pić, tańczyć i jeść lokalne specjały. 

 

Andaluzja słynie także z oliwy, więc nie może w niej zabraknąć imprezy na cześć tego produktu. Fiesta de la Aceituna odbywa się w pierwszych dniach grudnia w miejscowości Martos w prowincji Jaén. Organizuje się ją na początku zbiorów oliwek, które rozpoczynają się oficjalnie 8 grudnia. W Martos produkuje się podobno najwięcej oliwy na świecie, i to tej najlepszej. Fiesta de la Aceituna jest świetną okazją do degustacji.

 Sewilska Feria de abril, powozy z zaprzęgniętymi do nich barwnie udekorowanymi końmi

© TURISMODESEVILLA

W KRĘGU TRADYCJI

Do najbardziej znanych skarbów Andaluzji należy z pewnością flamenco. Kojarzą się z nim piękne tancerki w falbaniastych sukniach, wybijające rytm obcasami, i gitarzyści o hardym spojrzeniu. Nieodłącznymi elementami występów są uderzenia kastanietów, szmer wachlarzy, klaskanie, okrzyki Olé! i zawodzący głos śpiewający o utraconej miłości. Flamenco wywołuje wielkie emocje, wprowadza w stan zwany duende, który wyraża jednocześnie ekstazę i desperację. To sztuka zanurzona tak silnie w tradycji Andaluzji, jak mocne pali tutaj słońce. Na powstanie tego zjawiska mieli wpływ hinduscy Cyganie, sefardyjscy Żydzi, arabscy najeźdźcy i mnisi tworzący gregoriańskie chorały. Jest ono niepowtarzalne niczym ziemia, która je zrodziła. Nic dziwnego, że flamenco zostało wpisane w 2010 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Również w tym regionie Hiszpanii tradycyjne widowisko stanowi korrida. Dla jednych to czysta sztuka z podziałem na role i akty, popis dzielnego toreadora, zdaniem innych jest krwawym i okrutnym spektaklem, dla którego nie ma usprawiedliwienia. Korrida rozpoczyna się od paseíllo. Na arenę wkraczają uroczyście matadorzy ze swoimi zespołami składającymi się z banderilleros, picadores jadących na koniach oraz mozo de espadas, czyli pomocnika. Przemarszowi towarzyszy muzyka – paso doble. Gdy rozlega się sygnał, przedstawienie się zaczyna. Byki biorące udział w walkach należą do specjalnego, hiszpańskiego gatunku toro bravo (byk bitewny). Rasa uważana za wzorzec pochodzi właśnie z Andaluzji (casta andaluza). 

 

Od wieków w tym regionie powstawały też piękne wyroby rękodzielnicze. Już w czasach mauretańskich wykonywano tu przedmioty ze skóry, srebra czy drewna. W Andaluzji tkano wspaniałe dywany, wytwarzano niepowtarzalną ceramikę. Do dziś tego rodzaju produkty można zobaczyć i kupić u lokalnych rzemieślników. Dlatego warto zastanowić się, czy ze swojej podróży nie przywieźć marokańskiej lampy z Grenady (Granady), skórzanej torby czy misternej biżuterii z Kordoby, perfum z gorzkich pomarańczy bądź ręcznie malowanej ceramiki z Sewilli lub Níjar albo dywaników z wiosek położonych na terenie górzystej krainy Alpuhara (Alpujarras).

 

PRZERWA NA PRZEKĄSKĘ

W Andaluzji wszystko zaczyna się od tapas. Właśnie tutaj miał się zrodzić zwyczaj podawania tych małych przekąsek do napojów. Bary tapas to niemal instytucja. Ludzie przychodzą do nich, aby spotkać się z przyjaciółmi, znaleźć wytchnienie, otrzymać poradę lub po prostu obejrzeć mecz. Wewnątrz jest ciasno, gwarno i bardzo wesoło. Na podłodze leżą pestki, papierowe serwetki i wykałaczki. To dobry znak – oznacza, że w barze serwuje się dużo pysznego jedzenia i nie ma czasu na sprzątanie. Podłoga zostanie zamieciona, ale już po zamknięciu lokalu.

 

Wersji na temat powstania tapas istnieje kilka. Jedna mówi, że gdy król Alfons XIII (panujący w latach 1886–1931) podróżował przez południe Hiszpanii (prowincję Kadyks), wstąpił do przydrożnej gospody na lampkę wina. Kiedy barman niósł władcy napój, zawiał mocny wiatr. Mężczyzna szybko przykrył kielich talerzykiem z plasterkiem szynki, aby ziarna piasku nie dostały się do wina. Królowi bardzo spodobała się ta niecodzienna forma podania, poprosił więc o podobny zestaw, ale z innym dodatkiem.

 

Zgodnie z kolejną historią to muchy przyczyniły się do wymyślenia tapas. Wpadały one bezustannie do napojów podawanych w lokalach, więc goście barów zmęczeni ciągłym wyławianiem owadów wpadli na pomysł, żeby szklanki i kieliszki przykrywać talerzykiem, a na nim kłaść małe co nieco. 

 

Według jeszcze innej opowieści te słynne przekąski wymyślił król Alfons X Mądry w XIII w. Zrobił to, aby zmniejszyć liczbę wypadków powodowanych przez pijanych dostawców beczek z winem. Władca rozkazał do każdego kieliszka trunku podawać zawsze plasterek szynki, co miało sprawić, że alkohol nie będzie uderzał tak mocno do głowy.

 

SPECJALNOŚCI REGIONU

Jak się jada w Andaluzji? Najpierw jest śniadanie, czyli desayuno. Prawdziwy Andaluzyjczyk przed pójściem do pracy zawsze wstąpi gdzieś na kawę. Obok niej często pojawia się również tostada con tomate (tost z utartym pomidorem i oliwą). Od 12.00 ludzie zaczynają przychodzić do baru na tapas i lampkę wina. Wtedy też można zjeść lunch (almuerzo). Najlepiej zamówić zestaw obiadowy. O 16.00 lokale zostają zamknięte, aby otworzyć się ponownie o 20.00. Wówczas przychodzi pora na kolację. Jednak Andaluzyjczycy, zanim do niej zasiądą, najpierw znów wybierają się na tapas. Kolację zaczynają zazwyczaj nie wcześniej niż o 21.00.

 

W andaluzyjskiej kuchni znajduje się kilka klasyków. Należy do nich m.in. gazpacho – zupa z surowych warzyw podawana na zimno. Dziś jej podstawę stanowią pomidory, ale zaczęto je stosować jako składnik dopiero po odkryciu Ameryki przez Krzysztofa Kolumba, gdyż pochodzą z Ameryki Południowej.

 

Ważną rolę w miejscowym menu odgrywają także ryby i owoce morza. Ze względu na fakt, że serwuje się je po usmażeniu, region zyskał sobie nazwę zona de los fritos (strefa smażalni). Popularne są tutaj również potrawy mięsne. W Kordobie podaje się dziczyznę, w Jaén – kuropatwy. Prowincja Sewilla słynie z kaczki z oliwkami. Wśród mięs króluje jednak wieprzowina. Na andaluzyjskich stołach lądują więc często pulpety, faszerowana papryka czy pieczony schab oraz chorizo (kiełbasa z dodatkiem mielonej papryki) i różne rodzaje szynki. Wśród tych ostatnich zdecydowanie wyróżnia się jamón ibérico. Powstaje ona z mięsa specjalnych świń (cerdos ibéricos) pasących się w górach i żywiących się żołędziami oraz ziołami i korzeniami. Tę dojrzewającą szynkę serwuje się pokrojoną na bardzo cienkie plasterki (w takiej postaci smakuje najlepiej).

 

Andaluzja to także jerez (sherry), wyśmienite regionalne wino wytwarzane tylko w prowincji Kadyks. Jego nazwa pochodzi od miasta Jerez de la Frontera. Początki tradycji winiarskich sięgają tu czasów fenickich. Jednak do powstania sherry najbardziej przyczynili się Maurowie, którzy przywieźli ze sobą metodę destylacji. Miejscowi winiarze odkryli, że dodanie czystego alkoholu do świeżo sfermentowanego wina sprawia, iż to ostatnie dłużej pozostaje dobre. W 1587 r. angielski pirat Francis Drake zaatakował Kadyks. Wśród jego łupów, które wywiózł na Wyspy Brytyjskie, znalazło się też 3 tys. beczek jerezu. Brytyjczycy oszaleli na punkcie andaluzyjskiego trunku (pijał go sam William Szekspir). Nazwali wino sherry i rozsławili na cały świat. Jerez ma wiele odmian, od wytrawnych po słodkie. Jego charakter zależy od szczepu winogron i rodzaju fermentacji. Za najlepsze uchodzi wyrafinowane sherry fino, bardzo wytrawne i jasne, o delikatnym smaku drożdży i migdałów.

 

Nieodłącznym składnikiem tutejszych dań jest wyśmienita lokalna oliwa. Tak jak w przypadku dobrego wina i przy niej stosuje się oznaczenia apelacji. Nazwy szczepów, z których została wyprodukowana konkretna oliwa, można przeczytać na etykiecie. Wśród nich są m.in. picual, verdial, picuda i hojiblanca. Hiszpania uchodzi za największego światowego producenta oraz eksportera oliwy z oliwek (rocznie wytwarza się jej obecnie ok. 1,6 mln t, a 320 tys. t sprzedaje za granicę). Większość płynnego złota (aktualnie mniej więcej 85 proc. – blisko 1,35 mln t rocznie) powstaje w Andaluzji. W samej tylko prowincji Jaén pola oliwne ciągną się po horyzont (znajduje się w niej ponad 590 tys. ha sadów oliwnych).

 

MIASTO CARMEN

Stolicą wspólnoty autonomicznej i niekwestionowaną królową regionu jest 700-tysięczna Sewilla. Jej symbol stanowi La Giralda, ok. 100-metrowa wieża należąca niegdyś do meczetu. Dziś przylega do Katedry Najświętszej Marii Panny (Catedral de Santa María), największego gotyckiego kościoła na świecie, kryjącego w swoim wnętrzu grób Krzysztofa Kolumba i wielki, złoty ołtarz (Retablo Mayor). Tuż obok znajduje się Alkazar (Real Alcázar de Sevilla). Misterne koronkowe zdobienia, wielobarwne azulejos (ceramiczne płytki) i piękne ogrody pałacu sprawiają, iż chce się w nim spędzić cały dzień. 

 

W mieście warto zajrzeć do Barrio de Santa Cruz, dawnej żydowskiej dzielnicy z urokliwymi, wąskimi uliczkami. Na zainteresowanie zasługuje także Dom Piłata (Casa de Pilatos). Ten pałac w andaluzyjskim stylu przyciąga jedną z największych kolekcji azulejos na świecie i zjawiskowymi wnętrzami. W okolicy Królewskiej Fabryki Tytoniu (Real Fábrica de Tabacos) Georges Bizet umieścił część akcji swojej opery Carmen. Scena śmierci pięknej Cyganki rozgrywa się z kolei w pobliżu areny walki byków (Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla). Z Sewilli miał również pochodzić słynny uwodziciel Don Juan.

 

Fani amerykańskiego serialu fantasy Gra o tron powinni udać się na plac Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla). Spodoba się on jednak nie tylko im. W sąsiadującym z placem historycznym Parku Maríi Luisy (Parque de María Luisa) zwiedzający mogą schronić się przed upałem.

Patio de las doncellas – przepięknie zdobiony dziedziniec będący sercem Alkazaru w Sewilli

©TURISMODESEVILLA

 

TWIERDZA MAURÓW

Położona u stóp pasma Sierra Nevada Grenada z majestatyczną Alhambrą zachwyca wspaniałymi widokami i wyjątkowymi zabytkami. Ściany, sklepienia i posadzki mauretańskiej czerwonej twierdzy pokrywają kunsztowne zdobienia. Barwne stiuki wyglądają jak delikatne koronki. Ceramiczne płytki układają się w zadziwiające wzory. Wchodzący w skład zespołu architektonicznego letni pałac z ogrodem Generalife przypomina miniaturowy raj. Żaden ze zwiedzających nie potrafi się oprzeć wielkiemu urokowi tego miejsca.

 

W Grenadzie koniecznie trzeba odwiedzić dawną arabską dzielnicę Albaicín (Albayzín) usytuowaną na wysokości 700–800 m n.p.m. Wciąż da się w niej wyczuć atmosferę z czasów panowania Maurów. Jeszcze wyżej na wzgórzu wznosi się stara cygańska dzielnica Sacromonte, gdzie niegdyś w jaskiniach mieszkały całe rodziny. Dziś wiele z nich zamieniono na małe muzea (na czele z Museo Cuevas del Sacromonte) i lokale, w których można zobaczyć pokazy flamenco.

 

W mieście warto złożyć wizytę także w imponującej Katedrze (Catedral de Granada). Jej ostateczny projekt pochodzi z 1528 r. i łączy w sobie gotyk izabeliński z elementami baroku, renesansu i charakterystycznego dla Hiszpanii stylu mudejar. Przy świątyni znajduje się Kaplica Królewska (Capilla Real de Granada) z grobami Królów Katolickich – Izabeli I Kastylijskiej i Ferdynanda II Aragońskiego.

 Prace nad budową alhambry zapoczątkował w 1238 r. Muhammad I, założyciel dynastii nasrydów

© PATROnATOPROVIncIALDETuRIsMODEgRAnADA

 

MIESZANKA KULTUROWA

Kordoba nazywana bywa miastem trzech kultur. Jej historia pokazuje, że odmienne kulturowo społeczności mogą egzystować obok siebie bez tworzenia konfliktów. To tutaj w czasach panowania muzułmanów mieszkali również chrześcijanie i żydzi. Każda z tych grup wyznawała swoje wartości i miała własne świątynie, a jednak ich przedstawiciele potrafili żyć w pokoju. Dzięki temu Kordoba rozwijała się najprężniej w całej Europie, powstawały w niej liczne szkoły publiczne, łaźnie czy biblioteki.

 

Symbolem i najważniejszym zabytkiem miasta jest Mezquita, czyli wielki meczet przekształcony w katedrę. Las kolumn w jej wnętrzu wywiera niezapomniane wrażenie. Przepięknie wygląda też zewnętrzny dziedziniec z drzewami pomarańczowymi. 

 

W Kordobie znajduje się wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO centrum historyczne należące do największych w Europie. W jego obrębie leży dawna żydowska dzielnica Judería. Koniecznie trzeba poświęcić kilka godzin na spacer jej uliczkami. W okolicy zwiedzających przyciąga także Alcázar de los Reyes Cristianos, czyli zespół fortyfikacji z cudownymi ogrodami, niegdyś twierdza królów chrześcijańskich i siedziba trybunału inkwizycji.

 

Ogromne wrażenie robi również rzymski most (puente romano de Córdoba) na słynnej rzece Gwadalkiwir. To ulubione miejsce na wieczorne spacery mieszkańców Kordoby. O zachodzie słońca można z niego podziwiać malowniczy widok na Mezquitę i okoliczne zabytkowe zabudowania.

 

PERŁY WYBRZEŻA

Oprócz trzech już wspomnianych niezmiernie atrakcyjnych miejscowości w Andaluzji mamy jeszcze wiele do zobaczenia. Nad Atlantykiem leży najstarszy stale zamieszkany ośrodek miejski w Europie Zachodniej – zjawiskowy Kadyks. Niemal z każdej strony jest on otoczony wodą. Ze względu na swoje położenie, charakterystyczny kształt obszaru, który zajmuje, i sposób, w jaki światła miasta odbijają się w wodach oceanu, zyskał sobie nazwę La Tacita de Plata, czyli Srebrna Filiżaneczka. Kadyks ma specyficzny charakter. Przypomina nieco kubańską Hawanę i to pewnie dlatego zastąpił ją w filmie Śmierć nadejdzie jutro o przygodach Jamesa Bonda, brytyjskiego agenta 007. Warto wybrać się tu w okolice Katedry św. Krzyża (Catedral de la Santa Cruz de Cádiz) i wieży Tavira (Torre Tavira), zobaczyć pozostałości teatru rzymskiego z I w. p.n.e. i przepiękny Park Genovés.

 

Malaga, rodzinne miasto Antonia Banderasa i Pabla Picassa, przyciąga fantastycznym klimatem, eleganckim nadmorskim deptakiem i radosną atmosferą. Nie brakuje w niej też wspaniałych zabytków. Koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Picassa (Museo Picasso Málaga). Na zainteresowanie zasługują zarówno dzieła artysty, jak i sam budynek placówki (Palacio de Buenavista z XVI stulecia, wzniesiony w stylu renesansowym). Na wzgórzu Gibralfaro wznosi się muzułmańska twierdza Alcazaba, a niedaleko niej, nieco wyżej, stoi Zamek Gibralfaro (Castillo de Gibralfaro). Rozpościerają się stąd zachwycające widoki na morze, port i całą okolicę. Poza tym na liście zwiedzania należy jeszcze uwzględnić renesansową Katedrę (Catedral de Málaga) i ruiny rzymskiego teatru z I w. p.n.e.

 

Nad 200-tysięczną Almeríą góruje ogromna, założona w drugiej połowie X stulecia Alcazaba. Duże wrażenie wywiera także tutejsza XVI-wieczna Katedra (Catedral de Almería) – pod względem architektonicznym przypomina bardziej fortecę niż świątynię. W tym mieście, podobnie jak w Grenadzie, do dziś w barach do napoju można dostać darmowe tapas. W Almeríi John Lennon napisał w 1966 r. piosenkę Strawberry Fields Forever. Dziś w muzeum kinematografii (Casa del Cine) zobaczymy pokój, w którym mieszkał, i wannę, w której podobno stworzył tekst utworu. 

 

Warto wybrać się również w okolice miasta. Na południowy wschód od niego leży jeden z najbardziej zjawiskowych parków w Hiszpanii – Parque Natural Cabo de Gata-Níjar. Na północ od Almeríi znajduje się z kolei pustynia Tabernas z pełnym atrakcji parkiem tematycznym Oasys MiniHollywood. W latach 60. i 70. XX w. kręcono na niej słynne spaghetti westerny. Swoje kariery rozpoczynali tu Clint Eastwood, Sergio Leone i Ennio Morricone. 

 

W Almeríi odbywają się też w połowie marca ważne targi turystyczno-gastronomiczne Almería de Muestra (www.almeriademuestra.com), które są doskonałą okazją do poszerzenia wiedzy na temat możliwości regionalnej turystyki i znakomitej kuchni tej części Hiszpanii. Każdego roku wydarzenie to przyciąga licznych wystawców zarówno z branży spożywczej, gastronomicznej, jak i turystycznej. Przedstawiciele ponad 50 europejskich firm przybywają na targi, aby poznać produkty i usługi oferowane przez lokalnych przedsiębiorców. Warto także podkreślić, że Almería może się poszczycić obecnie prestiżowym tytułem Hiszpańskiej Stolicy Gastronomii 2019 (Capital Española de la Gastronomía 2019). 

 Widok na Almeríę ze schodów wiodących do Alcazaby powstałej na górującym nad miastem wzgórzu

© ALMERÍATuRIsMO
 

URLOP DLA AKTYWNYCH

Ten południowy region Hiszpanii stanowi również idealne miejsce dla wszystkich miłośników aktywnego wypoczynku. Na zboczach pasma górskiego Sierra Nevada wytyczono fantastyczne trasy zjazdowe. Na amatorów białego szaleństwa czeka tutaj świetna baza noclegowa i pyszne jedzenie. Z kolei Wybrzeże Światła (Costa de la Luz) nad Oceanem Atlantyckim stanowi prawdziwy raj dla osób uprawiających sporty wodne i grających w golfa. 

 

W północnej części prowincji Kadyks znajduje się Vía Verde de la Sierra. To jedna z tras rowerowych (Vías Verdes), które powstały w Hiszpanii w 1993 r. w miejscu nieużywanych linii kolejowych. Zaliczana jest do najpiękniejszych w całej Europie. Jej długość wynosi 36 km. Trasa wiedzie wśród przepięknych krajobrazów Andaluzji. Można ją pokonać na rowerze, rolkach, hulajnodze, wózku inwalidzkim lub pieszo.

Osoby spragnione mocniejszych wrażeń i amatorzy wspinaczek górskich powinni wybrać się na wyprawę Ścieżką Króla (Caminito del Rey). Ten ekstremalny pieszy szlak poprowadzony w okolicy wąwozu El Chorro (La Garganta del Chorro, Desfiladero de los Gaitanes) jest usytuowany zaledwie godzinę drogi od Malagi (ok. 50 km od niej). Ciągnie się on wzdłuż skalnych ścian na wysokości ok. 100 m nad rzeką. Jeszcze do końca XX stulecia był uważany za jedną z najniebezpieczniejszych tego typu tras na świecie. Na szczęście przeszedł niedawno gruntowny remont. Trzeba jednak pamiętać, że to atrakcja tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

Sam kanion El Chorro jest doskonałym miejscem na uprawianie kolarstwa górskiego i piesze wędrówki. Ma głębokość ponad 400 m i długość mniej więcej 3 km. Na jego dnie płynie szumiąca rzeka Guadalhorce. Skalne ściany wąwozu robią ogromne wrażenie. Spośród tutejszych malowniczych tras o różnej trudności każdy z pewnością wybierze taką, która będzie dopasowana do jego możliwości.

 

Artykuły wybrane losowo

Magia pełnej tajemnic Sardynii

JERZY MOSKAŁA

<< Choć Sardynia to druga co do wielkości wyspa Morza Śródziemnego, pozostaje dla turystów z Polski mniej znanym kierunkiem niż jej większa sąsiadka Sycylia, hiszpańskie Baleary, greckie archipelagi czy wreszcie Cypr i Malta. Wpłynęły na to m.in. jej opinia dość drogiego miejsca oraz koszty podróży na nią – samolotem albo promem. Dzięki temu jednak ten skalisty ląd leżący u wybrzeży Włoch otacza w oczach Polaków pewna aura tajemniczości, a dziś po uruchomieniu bezpośrednich połączeń obsługiwanych przez tanie linie lotnicze oraz przelotów czarterowych możemy wyruszyć na odkrywanie tego fascynującego zakątka Europy w każdej chwili. >>

Więcej…

Klejnot równika – Indonezja

Darmansjah Djumala – ambasador Republiki Indonezji w Polsce – odpowiada na pytania Michała Domańskiego.

 

Co Indonezja może zaoferować polskim turystom?

Moim zdaniem, praktycznie wszystko – bogatą kulturę, przyrodę, kuchnię i tradycję. Indonezja ma mnóstwo plaż, zarówno pełnych zgiełku i tłumów turystów, np. Kuta w południowej części Bali, jak i spokojnych, cichych, m.in. Senggigi na wyspie Lombok. Są też wybrzeża, choćby na archipelagu Mentawai, które oferują doskonałe warunki dla miłośników surfingu. Amatorzy podnoszących adrenalinę przygód mogą odkrywać u nas głębokie, rwące potoki, tajemnicze jaskinie, skały i klify. Co do wydarzeń kulturalnych – w naszym kraju istnieje ogromna liczba barwnych kultur (ok. 300 grup etnicznych i prawie 750 różnych języków i dialektów). Jest więc naprawdę co podziwiać! Trzeba też koniecznie spróbować tradycyjnych indonezyjskich potraw. Indonezja to również doskonałe miejsce dla miłośników zakupów.

 

Która pora roku jest najlepsza do odwiedzenia Indonezji?

Panujący w Indonezji tropikalny klimat, zapewniający niemal 30°C w cieniu przez cały rok, sprawia, że to dobre miejsce na wypoczynek zarówno wtedy, kiedy w Polsce jest lato, jak i sam środek zimy. Wody, które stanowią 81 proc. powierzchni kraju, są cały czas ciepłe. To one utrzymują praktycznie stałą temperaturę powietrza przez okrągły rok: na nadbrzeżnych równinach ok. 28°C, w głębi lądu i na terenach górzystych – 26°C, a w wyższych regionach górskich – 23°C. Indonezja jest więc doskonałym miejscem dla wszystkich osób spragnionych słońca.

Więcej…

Bliższe spotkanie z Węgrami

ANNA BUTRYM

www.annabutrym.pl

 

<< Na pytanie, co szczególnie zachwyca mnie w Węgrzech, odpowiadam niezmiennie od lat: przyroda, zabytki i kuchnia. Wydaje się, że to klasyczna trójka, jednak my, Polacy, znamy smaki Włoch, krajobrazy Grecji i atrakcje Hiszpanii, a o skarbach kraju tak bliskich nam Madziarów nie wiemy zbyt wiele. Dlatego jeśli ktoś marzy o odwiedzeniu miejsca, gdzie odpocznie w otoczeniu natury, pozna inspirującą kulturę oraz rozsmakuje się w lokalnych daniach i wyśmienitym winie, a przede wszystkim spotka ludzi o sercach otwartych dla polskich braci, powinien już teraz zacząć planować niezapomnianą i pełną wspaniałych odkryć podróż do niespełna dziesięciomilionowej ojczyzny Węgrów. >>

 

Widok na most Łańcuchowy (Széchenyiego) z balkonu Pałacu Greshama w Budapeszcie

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

Ciepłe relacje między naszymi narodami nie są kwestią jedynie zgodności charakterów. Gdy w 1370 r. w katedrze wawelskiej koronowano na króla Polski władcę Węgier Ludwika I Wielkiego (znanego u nas jako Ludwika Węgierskiego), oba kraje złączone zostały unią personalną. I choć niewiele osób pamięta o tym fakcie, warto mieć świadomość, że losy Węgrów i Polaków przeplatały się w przeszłości wielokrotnie.

Od Budapesztu, jednej z najpiękniejszych stolic świata, której urokiem zachwycają się rzesze turystów, dzieli nas niespełna półtoragodzinny lot z Krakowa lub Warszawy. Czy trzeba lepszego pretekstu, aby zaplanować choćby weekendowy pobyt na gościnnych Węgrzech? Naszą przygodę zacznijmy zatem od samego Budapesztu, którym nie sposób się rozczarować.

 

ZACHWYCAJĄCY BUDAPESZT

Najważniejsze zabytki i atrakcje węgierskiej stolicy, podzielonej Dunajem na górzystą, spokojną Budę i płaski, rozrywkowy Peszt, znajdują się w centrum miasta, zwiedzać warto więc głównie na piechotę, żeby móc dobrze przyjrzeć się zbliżonej do wiedeńskiej architekturze. Na wznoszącą się nad rzeką sylwetkę Budy składa się przede wszystkim rozległe Wzgórze Zamkowe z urokliwymi kamieniczkami starówki, białą Basztą Rybacką (Halászbástya) i Kościołem Macieja (Mátyás-templom), krytym kolorową dachówką, a także Wzgórze Gellérta (Gellérthegy), skąd rozciąga się najpiękniejsza panorama miasta i słynnych mostów. Magicznie oświetlone centrum warto podziwiać również wieczorami, spacerując naddunajskim bulwarem lub delektując się węgierską kolacją przy świecach na pokładzie rejsowego statku.

Szczególne wrażenie po stronie peszteńskiej robi Parlament (Országház), należący do największych na świecie. Jego jasna sylwetka pojawia się na większości zdjęć ze stolicy. Na lewym brzegu Dunaju znajduje się także druga największa na naszym globie i największa w Europie synagoga, a obok niej bije turystyczne i rozrywkowe serce miasta – dzielnica klubów, pubów i restauracji. Trzecia ikona Pesztu to Bazylika św. Stefana (Szent István-bazilika), wyznaczająca maksymalną wysokość budynków w centrum – Budapeszt zaskakuje brakiem drapaczy chmur i uporządkowaną zabudową. Jednak i po stronie peszteńskiej można podziwiać panoramę stolicy, np. z wieży bazyliki, licznych sky-barów czy wagonika BudapestEye.

Peszt słynie też z popularnych ulic. Równoległa do Dunaju Váci (Váci utca) jest ponad kilometrowym, turystycznym deptakiem, kuszącym tysiącami mniej lub bardziej oryginalnych pamiątek i przysmaków. Prawdziwą perełkę stanowi długa aleja Andrássyego (Andrássy út), wiodąca do placu Bohaterów (Hősök tere) i Lasku Miejskiego (Városliget), pełnego atrakcji dla całej rodziny. Do tych dwóch miejsc warto jednak podjechać najstarszym metrem na kontynencie, które zachowało swój urok sprzed ponad 120 lat.

Po intensywnym dniu można odpocząć na Wyspie Małgorzaty (Margitsziget) – to prawdziwa oaza zieleni pośrodku Dunaju, idealna na piknik, z przyciągającą turystów grającą fontanną. Słodkiemu lenistwu oddamy się też w zabytkowych kąpieliskach (Széchenyi gyógyfürdő, Gellért gyógyfürdő, Király gyógyfürdő). Z całą rodziną warto udać się do jednego z największych krytych parków wodnych w Europie, należącego do nowoczesnego kompleksu Aquaworld Resort Budapest, gdzie czeka na nas 19 basenów i 11 zjeżdżalni. Gdy dzieci będą szaleć w wodzie, dorośli mogą skorzystać z luksusowego, trzypoziomowego Oriental Spa. Chwila odpoczynku przyda się z pewnością przed odkrywaniem kolejnych atrakcji Węgier.

 

Pięknie oświetlone Zamek Budański na Wzgórzu Zamkowym i most Łańcuchowy

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

WAKACJE MARZEŃ

Jest coś, czego Węgrzy zazdroszczą Polakom – to dostęp do morza. Nie wiem jednak, czy w referendum nie oddalibyśmy im chłodnego i kapryśnego Bałtyku za największe (ok. 600 km² powierzchni) jezioro Europy Środkowej: ciepły, czysty i szmaragdowy Balaton, cel letnich wycieczek Madziarów, nazywany przez nich samych węgierskim morzem. Gdy w dodatku weźmiemy pod uwagę, że średnia temperatura wody w lecie wynosi w nim 23°C, a pod względem liczby słonecznych godzin ten region nie ustępuje Riwierze Francuskiej, to wakacje na Węgrzech zaczynają plasować się na szczycie podróżniczej listy marzeń. Co więcej, niejednokrotnie znajdziemy w tym rejonie oferty pobytu korzystniejsze cenowo niż w przypadku polskiego wybrzeża czy pojezierzy.

Zróżnicowana głębokość Balatonu sprawia, że panują tu idealne warunki zarówno dla miłośników sportów wodnych, żeglarzy czy wędkarzy, jak i rodzin z dziećmi (w południowej części płycizna sięga nawet 300 m w głąb jeziora). Pomysłów na spędzenie niezapomnianych, spokojnych lub szalonych wakacji w tej okolicy jest tak wiele, że nigdy nie potrafię polecić konkretnej miejscowości. Jezioro okala cały łańcuch miast i miasteczek, w których znajdziemy mnóstwo zróżnicowanych atrakcji, kilka perełek postaram się jednak wyłowić.

Nad Balatonem koniecznie trzeba skosztować miejscowej zupy rybnej (halászlé), bo przepis na ten niekwestionowany symbol madziarskiej kuchni różni się w zależności od regionu. Na deser proponuję zjeść „łabędzia” (hattyú). Pod tą nazwą kryje się rodzaj pączka o kształcie tych powszechnie zdobiących jezioro ptaków, których karmienie staje się niemal codziennym rytuałem dla wielu rodzin podczas długich, relaksujących spacerów.

 

Dzieje neobarokowego pałacu Festeticsów w Keszthely nad Balatonem sięgają 1745 r.

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

MORZE ATRAKCJI

Szczególnie wartym uwagi rejonem w tych stronach jest zachodnia część Balatonu, gdzie znajduje się choćby słynne Keszthely, nierozerwalnie związane z dziedzictwem jednego z najznamienitszych węgierskich rodów arystokratycznych – rodziną Festeticsów. Nieprzypadkowo jego miasto partnerskie stanowi m.in. Łańcut, także słynący z wyjątkowej rezydencji magnackiej i angielskiego parku. Neobarokowy pałac w Keszthely (Festetics-kastély), w którym mieści się dziś muzeum (Helikon Kastélymúzeum) i zachowała się niespotykana w skali kraju biblioteka, to najczęściej odwiedzany tego typu obiekt na Węgrzech. W tutejszym mauzoleum znajdziemy kolejny akcent polski: spoczywają w nim szczątki arystokratki z Polski, Marii von Haugwitz (1900–1972), matki jednego z ostatnich żyjących potomków Festeticsów. W całym mieście i okolicy istnieje niewiele takich zabytków czy miejsc, których powstania nie zainicjowałby słynny magnacki ród. Na terenie pałacowego parku rozpoczyna się również trasa kulturalno-historycznego spaceru, prezentującego losy i spuściznę ośmiu pokoleń rodziny Festeticsów, wiodąca przez Keszthely i nad brzeg Balatonu. W jego trakcie mamy możliwość podążać śladami, jakie zostawili po sobie członkowie rodu, poznać historię ich życia i dowiedzieć się, jak znaczącą rolę odgrywali na Węgrzech. Nie brakuje opowieści o wspaniałych ślubach, znamienitych gościach, wspieraniu nauki czy magnackich rozrywkach.

W Keszthely nie ma czasu na nudę. Po zwiedzeniu pałacu i przygotowanych przez Muzeum Pałacowe Helikon (Helikon Kastélymúzeum) ekspozycji – wystawy powozów (hintókiállítás), wystawy myśliwskiej (vadászati kiállítás) i wystawy historycznych modeli kolejek (történelmi modellvasút kiállítás) – oraz odnowionego zaledwie kilka lat temu historycznego centrum czeka na nas ogrom fascynujących muzeów: Cadillaca (Cadillac Múzeum), Zabawek (Játékmúzeum), Marcepana (Marcipán Múzeum), Tortur (Horrorárium és Kínzó múzeum), Nostalgii i Kiczu (Nosztalgia Múzeum – Látványtár és giccs múzeum), Lalek i Strojów Ludowych (NépviseletesBabamúzeum), Radia i Telewizji (Rádió és Televízió Múzeum). Są tu również panoptika: historyczne i erotyczne oraz wyjątkowa w skali światowej makieta budapeszteńskiego Parlamentu, budowana przez 14 lat z 4,5 mln ślimaczych muszli (Csigaparlament).

W samym Keszthely i jego sąsiedztwie nie tylko przeniesiemy się do przeszłości, ale także wypoczniemy aktywnie na wysokim poziomie. I to dosłownie, bo tutejsze gęsto zalesione pogórze usiane jest licznymi wieżami obserwacyjnymi, z których podziwiać można piękno całej okolicy. Dobrze oznakowane szlaki wiodą od jednego punktu widokowego do drugiego – w trakcie takiej wyprawy koniecznie trzeba wejść na wieżę noszącą znane nam już nazwisko Festeticsów, z której rozpościera się wspaniała panorama balatońskiej zatoki. Warto odszukać również punkt Szép-kilátó. Przymiotnik „piękny” (szép) w swojej nazwie zawdzięcza on rozciągającemu się stąd zachwycającemu widokowi, stanowiącemu natchnienie dla niejednego poety i malarza.

 

WERSJA MINI

Z ogromnym Balatonem sąsiaduje jego miniatura, czyli Mały Balaton (Kis-Balaton), którego obszar w większości został objęty ochroną, głównie ze względu na występujące tu ptactwo. W okolicy jeziora zobaczymy całoroczną stację obrączkowania, ptasią klinikę oraz unikatowe zbiory gniazd i jajek. Ze ścieżek edukacyjnych i punktów widokowych można obserwować nie tylko ptaki, ale też wiele innych gatunków zwierząt, zamieszkujących okoliczne dziewicze lasy.

Mały Balaton nie byłby jednak prawdziwie węgierski, gdyby w jego rejonie nie znajdowały się gorące źródła. W niedalekim miasteczku Zalakaros działa kompleks basenów z wodami termalnymi o wyjątkowym na skalę europejską składzie i właściwościach leczniczych. To znakomite miejsce dla całej rodziny – czekają w nim zarówno atrakcje dla maluchów, jacuzzi dla marzących o relaksie dorosłych, jak i zjeżdżalnie (Magic Tunnel, Rafting-Inga, Ufo, Kamikaze i Turbo), które powinny zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników wrażeń podnoszących poziom adrenaliny.

 

WIZYTA W JASKINIACH

Na stosunkowo niewielkich Węgrzech istnieje tak dużo możliwości zrelaksowania się w ciepłych bądź zimnych wodach, że jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „Tapolca” i „jaskinie”, to na liście wyników znajdziemy dwa różne miejsca: termalne baseny w grotach w Miszkolcu (Miskolc-Tapolca) oraz nadbalatońskie miasteczko Tapolca, idealne na niezapomniany odpoczynek. W tym drugim można nie tylko skorzystać z kąpieli w gorących źródłach, ale również przeżyć wyjątkową przygodę – wyprawę łódką po podziemnym jeziorze, położonym w rozciągającym się pod miejską zabudową systemie jaskiń. Towarzysząca tej atrakcji wystawa pozwala lepiej poznać tajemnice tego ukrytego świata. Dzień spędzony w Tapolcy warto zwieńczyć lampką regionalnego wina w jednej z piwniczek ulokowanych pod domami w centrum miasta.

 

ZAPACH LAWENDY

Miejscem, gdzie powracam podczas każdej, nawet najkrótszej wycieczki nad Balaton, jest miasteczko Tihany, nieodłącznie związane z dwoma symbolami regionu – górującym nad okolicą opactwem benedyktynów i polami lawendy. Miejscowość zachwyca imponującym widokiem na jezioro, które stąd rzeczywiście wygląda jak morze. Tihany kusi echem odbijającym się od murów klasztoru, wiankami papryczek, oryginalną ceramiką, bogactwem obłędnie pachnących produktów z lawendą i warzonym przez zakonników lawendowym piwem.


RAJ DLA ROWERZYSTÓW

Balaton powinien koniecznie znaleźć się na liście marzeń rowerzystów. Całe jezioro okala świetnie przygotowana i chwalona przez cyklistów trasa, ciągnąca się przez ok. 200 km. Wycieczkę wokół Balatonu można rozszerzyć o wyprawy po okolicznych winnicach (należących m.in. do słynnego obszaru winiarskiego Badacsony, porównywanego przez wielu do Toskanii) i na liczne festiwale.

Dla tych, którzy wolą mniej intensywne przejażdżki, w zachodnim regionie balatońskim przygotowano wyjątkową w skali kraju ofertę. W biurach informacji turystycznej (Tourinform) można wypożyczyć rower, który po zwiedzaniu miasta lub okolicy oddaje się w tym samym lub kolejnym punkcie informacyjnym. Stacje rozmieszczono w atrakcyjnych dla turystów lokalizacjach, punkty serwisowe zorganizowano w przyjaznych cyklistom miejscach, takich jak restauracje czy pensjonaty, stworzono 12 oznaczonych szlaków, udostępniono darmowe mapy i specjalną infolinię telefoniczną, postawiono tablice informacyjne oraz zadbano o schronienie w razie deszczu. Dzięki takim udogodnieniom aż trudno nie skusić się na aktywne spędzanie czasu i odkrywanie nadbalatońskich krajobrazów na dwóch kółkach. Warto więc zostawić samochód i wyruszyć rowerem na wyprawę od plaży do plaży i od muzeum do muzeum, w okolicy wielkiego Balatonu i jego miniatury, Małego Balatonu.

 

WYJĄTKOWA ATRAKCJA

Wspomniana trasa dla rowerzystów zawiedzie nas także do Hévíz, położonego zaledwie kilka kilometrów od wspaniałego Keszthely i również związanego z Festeticsami. Miasteczko słynie jednak przede wszystkim ze stworzonej przez naturę wyjątkowej atrakcji, przyciągającej rocznie milion gości z 42 krajów, czyli największego na świecie dostępnego dla kąpielowiczów naturalnego jeziora termalnego o powierzchni 4,44 ha. Można z niego korzystać o każdej porze roku: zimą temperatura wody wynosi ok. 24°C, a latem dochodzi nawet do 38°C.

Nie wszyscy lubią kąpiel w jeziorze z powodu powolnej wymiany wody. Hévíz to jednak nie dotyczy, ponieważ ciągłe wirowanie w zbiorniku zapewnia całkowitą jej wymianę co 72 godz. Dodatkowo nieustanne wzbijanie się ciepłej wody do góry daje przyjemne uczucie naturalnego masażu. Ze względu na sprzyjającą kąpielom temperaturę jeziora cieszy się ono popularnością przez cały rok. Niektórzy turyści chętniej ściągają tu w chłodniejsze miesiące, gdy kąpielisko spowijają obłoki pary, bo wdychanie unoszącego się nad taflą powietrza wypełnionego mikroelementami ma dobroczynny wpływ na organizm.

 

Hévíz, największe na świecie dostępne dla kąpielowiczów naturalne jezioro termalne

© HÉVÍZI TURISZTIKAI NONPROFIT KFT.

 

BŁOGI WYPOCZYNEK

Nad Hévíz w nie mniejszym stopniu przyciąga jego przepiękne położenie oraz fakt, że lecznicze kąpiele bierze się wśród kwiatów, a dokładniej – indyjskich czerwonych lilii wodnych. Warto jednak pamiętać, że to naturalny zbiornik, którego głębokość sięga 38 m i już nawet 2 m od brzegu woda potrafi nas zakryć po czubek głowy, dlatego ta atrakcja nie jest polecana dla dzieci. Rodzinom tę niedogodność wynagrodzi wizyta w kompleksie spa. Można w nim zrelaksować się w jacuzzi, oddać się w ręce jednego ze 100 masażystów, wyspecjalizowanych w technikach z całego świata, uprawiać sporty wodne czy skorzystać z oferty nowoczesnej strefy wellness, gdzie czekają kriokomory i zabiegi laserowe.

Wybór obiektów hotelowych odpowiednich na dłuższy odpoczynek jest naprawdę szeroki. W bazie noclegowej znajduje się ok. 10 tys. miejsc, które oferowane są zarówno przez pensjonaty, jak i 5-gwiazdkowe hotele. Po uzdrawiających ciało i duszę kąpielach w jeziorze (ze względu na temperaturę wody nie powinny przekraczać półtorej godziny w ciągu dnia) można przedłużyć chwile relaksu muzycznymi seansami w saunie, zajęciami jogi, wizytą w parku linowym, wycieczkami po okolicy (pieszymi, rowerowymi lub segwayem) czy nawet lotami balonem. Idealnym zwieńczeniem dnia będzie z pewnością typowo węgierska atrakcja, czyli degustacja win z całego kraju i samego regionu balatońskiego.

 

WIELOWIEKOWA TRADYCJA

Podczas poznawania uroków okolicy warto zainteresować się początkami uzdrowiska. Swój rozwój zawdzięcza ono hrabiemu Györgyowi Festeticsowi (1755–1819), który w 1795 r. rozpoczął jego budowę w oparciu o kuracyjne właściwości tego miejsca. Kąpielisko stopniowo zdobywało coraz większe uznanie, a wzrostowi popularności towarzyszyło ciągłe poszerzanie i uwspółcześnianie oferty leczniczej i wypoczynkowej, nierozłącznie związanej z największą tutejszą naturalną atrakcją, jaką jest jezioro termalne. Dziś Hévíz to współczesny, komfortowy kurort, w którym gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze pamiątki z przeszłości. Niezmienna pozostała choćby część elementów architektonicznych uzdrowiska, jak strzegące wejścia dwa gryfy, wykonane na zlecenie rodziny Festeticsów. Jak głosi legenda, rzeźby przemówią, jeśli pomiędzy nimi przejdzie ktoś, kto nie przeżył miłosnej przygody podczas pobytu w tej miejscowości – to jednak, zdaniem miejscowych, nigdy jeszcze się nie zdarzyło.

 

CUDOWNA MOC

Z jeziorem związanych jest też kilka innych legend i podań o cudownych właściwościach lokalnych wód. Jedna z nich, pochodząca jeszcze z czasów rzymskich, głosi, że dające początek Hévíz źródło wytrysnęło dzięki modlitwie pewnej chrześcijanki, piastunki sparaliżowanego dziecka. Lecznicze wody uzdrowiły chłopca – był nim sam Teodozjusz I Wielki (347–395), ostatni władca wschodniej i zachodniej części cesarstwa rzymskiego, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową. Wiele innych podań, zarówno z czasów starożytnych, jak i średniowiecznych, przywołuje kolejne przykłady uzdrawiających i odmładzających mocy jeziora. Nieustannie narzekająca na reumatyzm żona rzymskiego skryby Dubiusa pozbyła się nie tylko tej dolegliwości, ale i innych oznak upływającego czasu dzięki kąpieli w Hévíz, do której namówił ją mąż, obserwujący wcześniej na spacerach, jak okoliczne zwierzęta leczą obolałe kończyny w charakterystycznie pachnącej wodzie. Kilkanaście wieków później zastępca kapitana na zamku Pápa usłyszał od Cyganki, że bitwę z Turkami wygra tylko wtedy, jeśli uprzednio wykąpie się w niezwykłym jeziorze. Péter Huszár poszedł za radą kobiety i rzeczywiście pokonał niełatwego przeciwnika. Cudowne właściwości tutejszych wód uratowały też małżeństwo sparaliżowanej od pasa w dół Kláry Pethő i Sándora Reziego. Im również z pomocą przyszła pewna Cyganka, doradzając młodej mężatce częste kąpiele w jeziorze, dzięki którym dziewczyna całkowicie ozdrowiała.

RELAKS W TERMACH

Nieustającą popularnością wśród Polaków cieszy się od wielu lat słynne uzdrowisko Hajdúszoboszló. Ja jednak uważam, że warto wciąż odkrywać inne, nie mniej atrakcyjne węgierskie kurorty, takie jak choćby drugi największy w kraju kompleks basenów termalnych w miejscowości Bük. Jeśli ktoś chce z kolei połączyć odpoczynek w gorących źródłach, korzystanie z leczniczego wpływu uzyskanych z nich kryształków i zabawę w parku wodnym ze zwiedzaniem świetnie zachowanego średniowiecznego zamku, powinien koniecznie odwiedzić Sárvár.

 

TO NIE WSZYSTKO

Po spędzeniu kilku dni na podziwianiu zabytków stolicy i odwiedzinach w mniejszych miastach, relaksie w łaźniach termalnych i wypłynięciu na wody węgierskiego morza wydawać by się mogło, że poznaliśmy Węgry już dość dobrze. Nic bardziej mylnego – te doświadczenia odsłaniają zaledwie ułamek bogactwa, jakim wita nas kraj bratanków. Przyjrzyjmy się więc jeszcze kilku atrakcjom, choć zapewniam, że do ojczyzny Madziarów można powracać wiele razy i podczas każdej wizyty odkrywać kolejne powody do zachwytu i ponownego przyjazdu.

 

NIEZAPOMNIANE SMAKI

Magiczną siłę przyciągania ma w sobie chociażby węgierska kuchnia – nielekka, to prawda, bo wykorzystująca smalec i pełnotłustą śmietanę, za to pełna aromatycznej, słodkiej czerwonej papryki (pikantną każdy dodaje według swojego gustu) i dojrzewających w słońcu warzyw, najczęściej duszonych lub gotowanych, stawiająca na sycące potrawy i pyszne desery. Tradycyjna zupa gulaszowa (gulyásleves), pörkölt (nazywany w Polsce gulaszem) oraz dobrze nam znane leczo (lecsó) to zaledwie początek listy dań, których koniecznie trzeba spróbować. Nie należy jednak szukać tutaj placka po węgiersku, bo to nasz rodzimy wymysł – jeśli chcemy chwycić na szybko coś treściwego, powinniśmy sięgnąć po madziarski fast food, czyli langosza (lángos). Smakowity węgierski obiad warto zakończyć słodkimi naleśnikami à la Gundel, purée z kasztanów lub tortem Dobosa, a jeśli je się w biegu, można kupić kurtoszkołacza (kürtőskalács) – kominowe ciasto obtoczone w różnych posypkach.

 

WINO KRÓLÓW

Na liście największych skarbów Madziarów bogactwo kulinarnych tradycji ustępuje pierwszeństwa jedynie mnogości wspaniałych win, wytwarzanych z miłością w 22 regionach winiarskich dzięki sprzyjającemu klimatowi, odpowiednim glebom i dużemu nasłonecznieniu. Każdy z łatwością odnajdzie na Węgrzech swój ulubiony trunek, jednak prawdziwą perłą w koronie jest tokaj aszú (tokaji aszú). Jeżeli ktoś gustuje w mocnych alkoholach, powinien spróbować węgierskiej wódki na owocach – palinki – oraz Unicum, gorzkiego likieru ziołowego o magicznej mocy, który można pić i jako aperitif, i jako lekarstwo, gdy zje się zbyt wiele dokładek madziarskich przysmaków.

 

FASCYNUJĄCY BEZKRES

Wytrawny podróżnik sprytnie połączy rozsmakowywanie się w lokalnej kuchni z poznawaniem kolejnych atrakcji Węgier. W jego planach znajdzie się więc prawdopodobnie wycieczka do największego (zajmującego powierzchnię 82 tys. ha) i najstarszego w kraju (założonego w 1973 r.) Parku Narodowego Hortobágy (Hortobágyi Nemzeti Park). Można w nim podziwiać bezkresną równinę, zwaną pusztą, i przenieść się w czasie dzięki kultywowanym tu zwyczajom węgierskich pasterzy. Kto zawita do tej krainy, spotka madziarskich kowbojów, da się omamić fatamorganie, będzie miał szansę obserwować mnóstwo gatunków ptaków i zobaczy słynne węgierskie zwierzęta hodowlane, m.in. bydło węgierskie szare (magyar szürkemarha), długowłose świnie – mangalice – czy znane na całym świecie rasy psów, spośród których serca Polaków niejednokrotnie już podbił puli, czyli pokryty dredami pies mop.

 

MIASTA I GÓRY

Z regionu Hortobágy w kilka chwil można dotrzeć do Debreczyna (Debrecen), drugiego największego miasta Węgier, które już na początku zaskoczy nas niewielką liczbą mieszkańców (nieco ponad 200 tys.) w porównaniu do stolicy (niemal 2 mln ludzi). Kolejny urok tego kraju polega właśnie na tym, że znajduje się w nim dużo niewielkich miast i miasteczek. Segedyn (Szeged), Pecz (Pécs), Székesfehérvár, Veszprém, Eger, Vác, Szentendre czy Ostrzyhom (Esztergom) to tylko kilka miejsc idealnych dla tych, którzy cenią połączenie bogatej historii i spokojnej atmosfery niezatłoczonych miejscowości.

Jeśli jednak po płaskim i nizinnym krajobrazie puszty będziemy mieli ochotę na pewną odmianę, zawsze możemy wybrać się na wycieczkę do Wyszehradu (Visegrád). Z murów tutejszego zamku, który odegrał znaczącą rolę w dziejach Polski i Węgier, rozpościera się przepiękna panorama Zakola Dunaju (Dunakanyar). Ciekawą propozycją jest też trekking po paśmie Mátra lub Górach Bukowych. Choć nie są tak wysokie jak polskie (najwyższy szczyt Węgier – Kékes – wznosi się na 1014 m n.p.m.), potrafią zachwycić niejednego miłośnika górskich wędrówek.

 

NA POŻEGNANIE

Do domu warto zabrać ze sobą z Węgier takie przysmaki i pamiątki, które już za chwilę skłonią nas do planowania kolejnej wizyty w kraju Madziarów. Aromatyczne salami, butelka wspaniałego i niedrogiego wina, łagodna lub pikantna, ale zawsze soczyście czerwona papryka, fantazyjne marcepany, przepiękna porcelana z Herend, słynne na cały świat hafty z naddunajskiej Kalocsy czy bogracz (bogrács), kociołek do powieszenia nad ogniskiem, sprawią, że powracanie w te strony stanie się uzależnieniem i największą przyjemnością. Dlaczego jestem tego tak pewna? Bo moja miłość do węgierskiej kultury, kuchni i krajobrazów pozostaje głęboka i niezmienna od kilkunastu lat, a i tak każdego dnia przekonuję się, jak wiele mam jeszcze do odkrycia.

 

Wydanie Lato 2018