WOJCIECH KUDER

 

Gdzie wyjechać na urlop, żeby ani przez chwilę się nie nudzić? Jak połączyć marzenia o beztroskim wypoczynku, fascynującej podróży w czasie i przygodach, o których z wypiekami na twarzy opowiada się potem przez szereg długich, zimowych wieczorów? Rozwiązaniem w tym przypadku może być z pewnością Grecja… Mityczna kraina wszechmocnych bogów i odważnych bohaterów, ojczyzna poetów, słońca i wyśmienitego wina, po którym świat wygląda jakby wyszedł spod pędzla mistrzów impresjonizmu. To jedno z tych miejsc, gdzie wraca się wielokrotnie. Jest niby zaginione pośród morskich fal królestwo wiecznej szczęśliwości, w którym każdy znajdzie coś dla siebie!

 

Według danych Światowej Organizacji Turystyki Narodów Zjednoczonych (United Nations World Tourism Organization – UNWTO) w 2010 r. ten położony nad Morzem Śródziemnym kraj odwiedziło 15 mln turystów z całego świata. To sprawia, że znajduje się on w pierwszej dziesiątce najchętniej wybieranych kierunków turystycznych spośród państw europejskich. Przyczyn tej popularności jest na pewno wiele. Warto wymienić chociażby przepiękne greckie plaże, niezmiernie smaczną miejscową kuchnię czy jedyne w swoim rodzaju zabytki z czasów starożytnej Europy. Dlatego można śmiało przypuszczać, że na całej ziemi nie znalazłby się chyba człowiek, który nie chciałby na własne oczy zobaczyć dawnej Hellady.

Istnieje tak wiele sposobów na poznanie Grecji, że każdą kolejną podróż do tego kraju uda nam się zaplanować według innego scenariusza. Wszystko zależy od naszych zainteresowań i pasji, a nawet od chwilowego nastroju. Najważniejsze jest jednak to, że – niezależnie od tematu przewodniego wyprawy – ta kraina błękitnego morza i złotego słońca zachwyci nas zawsze atmosferą beztroskiej radości i pogody ducha.

 

Fascynujący rejs

Wszyscy, których znudziły tradycyjne wczasy z wylegiwaniem się na plaży lub na leżaku nad hotelowym basenem, powinni choć raz w życiu wybrać się w rejs. Trudno zaś wyobrazić sobie do tego lepsze miejsce niż Grecja – kraj położony na ok. 1400 wyspach. Sezon wycieczkowy przypada tu na okres od początku maja aż do końca października, gdy temperatura wody przekracza 20°C, co zachęca do kąpieli, snorkelingu i nurkowania. Odwiedzanie codziennie nowych miast i zatok, kolacje każdego dnia w innej nastrojowej greckiej tawernie to największe zalety aktywnego spędzania urlopu, jakie zapewnia rejs po lazurowych wodach Hellady. Nieważne, czy podróżuje się ekskluzywnym statkiem z bogatą ofertą all inclusive, szybkim katamaranem, luksusowym jachtem czy skromną jednostką mogącą pomieścić zaledwie kilka osób. Ten rodzaj wyprawy zawsze stanowi niezapomnianą przygodę, cudowny wypoczynek i okazję do zobaczenia wielu wspaniałych atrakcji w stosunkowo krótkim czasie.

  FOT. ATHENSTOURGREECE.COM

Do najpopularniejszych morskich tras należą niezmiennie rejsy po archipelagu Wysp Jońskich oraz położonych na przyjaznych do żeglowania wodach Morza Egejskiego Cykladach i Sporadach, których malowniczy krajobraz – poza niezliczoną liczbą niebiańskich plaż – kryje także prawdziwe bogactwo fascynujących pamiątek antycznej cywilizacji. Rodos, Kos, Skiathos, Zakynthos czy Mykonos to niemal obowiązkowe przystanki w planie naszej podróży, wypełnionym podziwianiem starożytnej architektury, pięknej przyrody oraz poznawaniem barwnej wyspiarskiej obyczajowości. Nie wypada ominąć również położonej w potężnej wulkanicznej kalderze Santorini i uznawanej za kolebkę europejskiej cywilizacji Krety. Na tej ostatniej na szczególną uwagę zasługuje przykład sztuki minojskiej, czyli dobrze zachowane pozostałości legendarnego pałacu króla Minosa w Knossos, oraz stolica wyspy – Heraklion, urzekająca wąską zabudową, mnogością kolorowych straganów, klimatycznych kafejek i nadbrzeżnych tawern serwujących świeżo złowione ryby, małże i kalmary.

                                                                                                             FOT. WIKIPEDIA.COM/LAPPLAENDER

Z uwagi na to, że zdecydowana większość najciekawszych atrakcji Grecji znajduje się w bezpośredniej bliskości wybrzeża, podróżowanie drogą morską wydaje się najlepszym wyjściem. W ten sposób zwiedzimy m.in. starożytne Ateny, do których bez problemu można dostać się z pobliskiego Pireusu, rozwijającego się centrum przemysłowego i największego portu Grecji. Rejs jest ofertą dla wszystkich pragnących choć przez chwilę poczuć się jak pradawni odkrywcy i przemierzać błękitne wody Morza Śródziemnego, podziwiać skąpane w promieniach słońca malownicze wysepki oraz kosztować lokalnych przysmaków w cieniu portowych restauracji. To unikatowa szansa, żeby trafić na zagubione pośród fal i znane tylko miejscowym żółwie plaże, przeżyć podróż śladami bohatera eposu Homera Odyseusza i stać się prawdziwym żeglarzem. 

  FOT. WIKIPEDIA.COM/LAPPLAENDER

Na filmowym szlaku                               

Grecja fascynuje niezmiennie twórców kina, a filmy, które nakręcono wśród jej niebiańskich krajobrazów, już na zawsze zapisały się w historii światowej klimatografii. Nad lazurowymi wodami Morza Egejskiego, pośród wąskich uliczek antycznych metropolii i porywających soczystą zielenią gajów cytrusowych, grały takie sławy wielkiego ekranu, jak np. Anthony Quinn, Meryl Streep czy Colin Firth. Dziś podróżowanie śladami filmowych bohaterów stało się naprawdę modne, a chęć zobaczenia na własne oczy miejsc znanych z kinowych superprodukcji sprawia, że coraz więcej turystów pragnie spędzić urlop w ten sposób.

Wielbiciele Greka Zorby nie mogą odmówić sobie wizyty w porcie Pireus, gdzie zwykł przesiadywać główny bohater adaptacji ponadczasowej powieści Nikosa Kazantzakisa w reżyserii Michaela Cacoyannisa. Podróżują także na Kretę, gdzie lekkoduszny i prostolinijny Aleksy Zorba (Alexis Zorbas) został zatrudniony jako nadzorca kopalni węgla. Poznają niezmiernie barwną grecką prowincję i jej mieszkańców, którzy – podobnie jak grany przez Anthony’ego Quinna Grek – do perfekcji opanowali sztukę pogodnego akceptowania tego, co przynosi im los. Odwiedzają południe wyspy, aby na własnej skórze przekonać się, jak zjawiskowo wyglądają tutejsze plaże, i udają się do Heraklionu, gdzie w murach starej weneckiej fortyfikacji znajduje się grób twórcy książki opowiadającej tę ponadczasową i niezmiennie urzekającą historię.

Na filmowym szlaku znajduje się również Argostolion (Argostoli). Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zaledwie jednego z wielu nadmorskich miasteczek, jakich w Grecji są całe setki. Jednak ta położona na wyspie Kefalinia (dawniej Kefalonia) na Morzu Jońskim miejscowość niczym magnes przyciąga co roku tłumy turystów z całego świata. Wszystko za sprawą głośnego melodramatu Kapitan Corelli, który dzięki niezwykłej urodzie Penélope Cruz (filmowej Pelagii) i porywającej grze aktorskiej Nicolasa Cage’a (włoski kapitan Antonio Corelli) poruszył serca milionów widzów. Przybywający na Kefalinię turyści, poza jakżeż charakterystyczną zabudową sennych, rybackich wiosek, mają okazję podziwiać rozległe plantacje winorośli, figowców i oliwek. Ich zielone krzewy nadają ożywczy rys typowemu dla archipelagu Wysp Jońskich krajobrazowi kamienistych wzniesień i skalnych pagórków. Zmęczeni wędrówką wąskimi uliczkami Argostolionu szukają ochłody w lokalnych kafenionach, gdzie miejscowi z zapałem grają w tavli (grę planszową podobną do tryktraka), piją diabelnie mocną kawę i żywiołowo narzekają na rząd w Atenach.

Kolejną grecką wyspą, która swą sławę zawdzięcza wielkiej, kinowej superprodukcji jest Skopelos. To na niej, wśród pionowo spadających do morza śnieżnobiałych skał, pokrytych czerwoną dachówką małych domków i pachnących żywicą sosnowych lasów, kręcono sceny do słynnego musicalu Mamma Mia!. Dziś zamiast hollywoodzkich gwiazd krętymi uliczkami miasta Skopelos spacerują miłośnicy talentu Meryl Streep, Pierce’a Brosnana i Colina Firtha oraz fani zespołu Abba, którego najbardziej znane piosenki nagrane w zupełnie nowej aranżacji długie tygodnie po premierze nie schodziły z notowań światowych list przebojów.  

Wśród niebiańskich plaż, uroczych kawiarni i serwujących pochodzące prosto z morza przysmaki restauracji znajduje się jedno kultowe miejsce. Trzeba je koniecznie odwiedzić! Mowa tu o kościółku wzniesionym na potężnej, nadmorskiej skale w Agios Ioannis, w którym odbyła się ceremonia ślubna, będąca punktem kulminacyjnym całego musicalu. Kto raz wybierze się w to miejsce o zachodzie słońca, doskonale zrozumie, dlaczego producenci wybrali właśnie Grecję na plan filmu, którego budżet przekroczył 50 mln dolarów. Wyspy Skopelos, Thassos, Skiathos i miejscowość Damouchari na wybrzeżu kontynentalnej części kraju, w których również kręcono niektóre sceny Mamma Mia!, na wielkim ekranie zobaczyły miliony widzów. Dziś oczarowani historią bohaterów musicalu odwiedzają Grecję i chłoną magię tego fascynującego państwa.

 

Śladami św. Pawła

Grecja kojarzy się przede wszystkim ze słońcem, piaszczystymi plażami i starożytnymi zabytkami. Na całym świecie ludzie znają sztukę minojską, kolumnę dorycką, jońską i koryncką, grecką mitologię oraz tutejsze pogodne i beztroskie podejście do życia. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że tak, jak Włochy, Francja, Hiszpania, Portugalia czy również Polska, Grecja posiada wiele niezwykłych miejsc związanych z kultem chrześcijańskich świętych. Jednym z nich jest św. Paweł, który w ramach swoich podróży misyjnych nawracał Greków wierzących w olimpijskich bogów od antycznych Aten przez wyspy Kos i Rodos po odległą Kretę. Podróż jego śladami warto rozpocząć jednak od portowego miasta Kawala (starożytne Neapolis), skąd rozpoczął swoją misję szerzenia wiary w Chrystusa w Europie, oraz pobliskiego Filippi, gdzie miał miejsce pierwszy chrzest Europejczyka (kobiety o imieniu Lidia) i zbudowano najstarszy na Starym Kontynencie kościół chrześcijański. Niecałe dwie godziny jazdy samochodem dzieli to starożytne miasto, które swą nazwę zawdzięcza Filipowi II Macedońskiemu, od Salonik (dawnej Tesaloniki) – drugiej co do wielkości greckiej metropolii, gdzie od zawsze spotykały się ze sobą wpływy cywilizacji europejskich i azjatyckich. Położone nad błękitnymi wodami Zatoki Salonickiej były one świadkiem nauczania św. Pawła, ich mieszkańcy (Tesaloniczanie) stali się adresatami jego dwóch listów, a lokalna agora służyła jako miejsce ewangelizacji prowadzonej przez apostoła. Przybywający do miasta pielgrzymi muszą koniecznie zwiedzić Białą Wieżę, będącą fragmentem fortyfikacji obronnych, oraz Kościół św. Demetriusza, patrona miasta.

Kolejnym obowiązkowym przystankiem na szlaku początków religii chrześcijańskiej w Grecji jest miejscowość Kalambaka (Kalabaka). Powinniśmy obejrzeć tu pobliskie Meteory – słynne bizantyjskie klasztory zbudowane na ponad 500-metrowych ostańcach piaskowcowych o stromych pionowych ścianach. Po przybyciu do tego niezwykłego zakątka nie sposób pozostać obojętnym na cudowne widoki roztaczające się na okolicę z podniebnych monastyrów i niebywały kunszt ich budowniczych. W czasach gdy powstawały te wspaniałe prawosławne świątynie nie dysponowali oni mechanicznymi dźwigami ani innymi nowoczesnymi urządzeniami potrzebnymi do prowadzenia prac budowlanych w tak ekstremalnych warunkach.  

Podróżując szlakiem św. Pawła, nie można również ominąć stołecznych Aten, w których szczególnie warto odwiedzićAkropol, świątynię Zeusa Olimpijskiego (Olimpejon)i Areopag – słynne wzgórze trybunału sądowego i spotkań rady złożonej z byłych archontów (najwyższych urzędników ateńskich), gdzie przemawiał apostoł. Warto też pamiętać o położonym na Peloponezie Koryncie. Znajduje się tutaj mównica, z której nauczał Koryntian. To właśnie do mieszkańców Koryntu napisał słynne listy pasterskie – pierwszy w Efezie, a drugi w Macedonii.

 

Pełen zachwyt

Nie mam wątpliwości, że Grecja nie rozczaruje nikogo, kto zapragnie ją odwiedzić. Zarówno żeglarz, jak i kinoman czy pobożny pielgrzym poczują się tu jak w raju. Rejs po lazurowych wodach Morza Śródziemnego, podążanie szlakiem ulubionych bohaterów filmowych czy podróż w czasie śladami prekursorów religii chrześcijańskiej to tylko kilka możliwości, jakie oferuje ten przepiękny kraj. Dla mnie Grecja jest niczym tajemniczy skarb ukryty na dnie morskim – pełna cudownych niespodzianek, które zachwycą każdego!


 

Artykuły wybrane losowo

Kolumbia – piękna, kusząca i egzotyczna

SYLWIA JEDLAK

 

<<Polakom ciągle jeszcze Kolumbia kojarzy się dość stereotypowo. Dlatego dużo rzadziej wybierają ją jako kierunek swoich podróży niż inne dalekie kraje. W ten sposób jednak tracą szansę na to, aby przekonać się, jak bardzo błędne są powszechnie powtarzane opinie o tym południowoamerykańskim państwie. Tylko ten, kto odwiedzi pachnącą kawą kolumbijską ziemię, na której rozbrzmiewają rytmy salsy, wznoszą się kolorowe miasta z zabytkami architektury kolonialnej i żyją otwarci, serdeczni ludzie, pozna prawdę. Nie wierzmy więc powtarzanym często stereotypom, nie bójmy się poznać rzeczywistości i z ufnością ruszajmy odkrywać urzekającą Kolumbię! >>

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Więcej…

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.