ROBERT PAWEŁEK

 

Ta zielona wyspa potrafi zauroczyć nawet najbardziej wybrednych obieżyświatów. Wspaniałe ślady celtyckiej kultury sąsiadują na niej z pozostałościami po czasach wczesnochrześcijańskich. Nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu rozległych równin i skalistych urwisk są tajemnicze dolmeny i kamienne rzeźbione krzyże. Możemy tu znaleźć fabrykę słynnego piwa Guinness i puby tętniące życiem do białego rana oraz zwiedzić Dublin pod rękę z bohaterem powieści Jamesa Joyce’a Ulisses. To właśnie osobliwe połączenie teraźniejszości z przeszłością oraz sympatyczni i otwarci mieszkańcy stanowią o uroku Irlandii.

FOT. TOURISM IRELAND

Po irlandzku nazwa tego europejskiego państwa brzmi Éire. Dziś zajmuje ono większą część drugiej pod względem wielkości wyspy archipelagu Wysp Brytyjskich, współdzieląc jej terytorium ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. W godle państwowym na niebieskim tle znajduje się złota harfa Briana Śmiałego, króla panującego na tych ziemiach na początku XI w. Najpopularniejszym symbolem kraju jest jednak trójlistna koniczyna (ang. shamrock), którą Irlandczycy noszą przypiętą do ubrania w dniu swojego patrona św. Patryka, 17 marca.

 

Czy zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, że przyjeżdżający do Irlandii Polacy postanawiają zostać w niej na dłużej? Czy to zasługa wesołych Irlandczyków, znakomitych kompanów w zabawie do białego rana, a jednocześnie gotowych bronić suwerenności swojego państwa wielbicieli wolności? A może tak działają szmaragdowe bezkresne równiny kończące się skalistymi klifami nad brzegiem morza, które pozwalają każdemu odetchnąć pełną piersią? Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, najlepiej poszukajcie jej sami i już dziś kupcie bilet do Irlandii.  

 

Dublin Ulissesa

Podróż po szmaragdowej wyspie zaczynam od stołecznego Dublina (jego irlandzka nazwa to Baile Átha Cliath, czyli „miasto brodu z trzcinowymi płotami”). Z samolotu widać zielone pola okolone kamiennymi murkami. Dziwny to widok jak na stolicę europejskiego kraju, którego gospodarka nie tak dawno była liderem Unii Europejskiej. Nie ma tu ani drapaczy chmur, ani metra, są za to dwie linie tramwajowe! Kiedyś młodym ludziom Dublin wydawał się zacofany, dziś mówią, że nie istnieje lepsze miasto na świecie. Większość atrakcji turystycznych znajduje się w centrum stolicy. Warto tu kupić jednodniowy karnet Dublin Pass (35 euro dla osoby dorosłej), dający darmowy wstęp do ponad 30 muzeów, galerii, zamków i innych miejsc. Przyda się nam też bilet na zielone autobusy Hop On – Hop Off (16 euro dla osoby dorosłej). Dzięki nim w jeden dzień zwiedzimy najciekawsze zakątki w mieście.

                                                                                                             FOT. TOURISM IRELAND

Na spacer lepiej zabrać ze sobą parasol – deszcz pada tu średnio przez 270 dni w roku. Zwiedzanie można rozpocząć od O’Connell Street, jednej z najważniejszych ulic stolicy. Wznosi się przy niej wiele pomników, z których na spacerujących spoglądają m.in. Daniel O’Connell (1775–1847) – irlandzki polityk i przywódca narodowy, James Larkin (1876–1947) – socjalista i jeden z założycieli Irlandzkiej Partii Pracy, oraz James Joyce (1882–1941) – autor słynnego Ulissesa. Leopold Bloom, główny bohater tej powieści, znał w Dublinie każdy kąt. Podążając śladem fikcyjnej postaci, przechodzę przez rzekę Liffey zabytkowym Liffey Bridge, nazywanym „Mostem Pół Pensa” (Ha’penny Bridge), ponieważ sto lat temu pobierano tu pół pensa myta za korzystanie z przeprawy. Na drugim brzegu widać Christ Church Cathedral, czyli Katedrę Kościoła Chrystusowego z początku XI w. (powstałą na miejscu pierwszej chrześcijańskiej świątyni w Dublinie, zbudowanej przez chrześcijańskich wikingów). Choć została wzniesiona z litego kamienia, zachwyca lekkością. W jej katakumbach znajdziemy liczne ślady po pierwszych chrześcijanach, którzy w IX w. założyli tutaj osadę. W okolicy kościoła napotykam grzebienie i brzytwy wtopione w chodnik. W ten niecodzienny sposób zaprasza do siebie pobliskie centrum historii miasta – Dublinia, którego budynek połączony jest z katedrą przejściem nad ulicą. Warto do niego zajrzeć, aby poznać interesujące dzieje średniowiecznego Dublina i pamiątki pozostałe tu po wikingach. Natomiast żeby zobaczyć Book of Kells (Księgę z Kells) z ok. 800 r., jeden z najpiękniej ilustrowanych średniowiecznych manuskryptów, trzeba się udać do Trinity College, czyli Kolegium Trójcy Świętej, uczelni założonej pod koniec XVI w. przez królową Elżbietę I Tudor. Irlandzcy mnisi, przepisując kolejne strony dzieła, ozdobili je misternymi ornamentami, inspirowanymi kulturą celtycką. Przed bramą Kolegium Trójcy Świętej zaczyna swój bieg główna ulica stolicy – Grafton. Natrafiam tu na pomnik Molly Malone, ulicznej sprzedawczyni ryb, tytułowej bohaterki popularnej piosenki, która stała się nieoficjalnym hymnem Dublina. 

 

W piwnym raju Guinnessa

Autor Ulissesa twierdził, że nawet jeśli kiedyś stolica Irlandii zostanie zburzona, będzie można ją odtworzyć na podstawie jego powieści. Ja kupuję niedrogą mapę Szlak pubów J. Joyce’a w Dublinie, aby odwiedzić te najpopularniejsze wśród Irlandczyków miejsca spędzania wolnego czasu.

Gdy w 1759 r. Arthur Guinness (1725–1803) podpisał kontrakt życia, uzyskując za 45 funtów rocznie prawo dzierżawy browaru przy Bramie św. Jakuba (St. James’s Gate Brewery)w Dublinie na kolejne 9 tys. lat, nie przypuszczał, że swoim napojem podbije świat. Irlandczycy nie od razu rozsmakowali się w ciężkim i gorzkawym smaku nowego piwa. Powstające jak grzyby po deszczu w pierwszej połowie XIX w. bary piwne szybko jednak stały się ośrodkami życia towarzyskiego. W tych eleganckich lokalach o wiktoriańskich wnętrzach, wykładanych mahoniem i marmurem, spotykała się elita kulturalna i cyganeria. Dawny klimat niektórych barów utrzymał się do dzisiaj. W mniejszych miastach i na wsiach ich rolę przejęły gospody i sklepy spożywcze z wyszynkiem. W dni świąteczne są bardziej zatłoczone niż sąsiadujący z nimi kościół. Ale to dzięki nim przetrwała tradycyjna muzyka irlandzka, która zyskała wielką popularność w latach 60. ubiegłego wieku. 

Smakosze piwa powinni odwiedzić również miasto Kilkenny, położone ok. 120 km na południowy zachód od Dublina, a w nim najsłynniejszy z miejscowych pubów – Marble City Bar. Warto też wstąpić do Tynan's Bridge House Bar o wystroju dawnego sklepu.   

Poszukującym prawdziwych irlandzkich piwiarni polecam te mieszczące się we wnętrzach XVII-wiecznych tawern. W ich wnętrzach rozbrzmiewa muzyka ludowa, blues, jazz, bluegrass czy reggae. Nierzadko też występują komicy, gwiazdy country, a czasem można obejrzeć pokazy irlandzkiego tańca. Nikt nie wie, ile pubów istnieje w Irlandii. Tylko w samej stolicy doliczono się ich ponad 800! Najlepsze znajdują się w dzielnicy Temple Bar. Za najstarszy uchodzi Brazen Head z XII w., gdzie bywał sam James Joyce. Maleńki Doheny & Nesbitt przyciąga dziennikarzy z The Irish Times (najpopularniejszego irlandzkiego dziennika), zaś w Mulligan's wypijemy najlepszej jakości Guinnessa.

 

Tajemnicze kamienie

Irlandczycy przestrzegają jednak, że Dublin to nie prawdziwa Irlandia. Postanowiłem więc sprawdzić tę tezę. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymuję, jest wioska Bullaun. Stąd kieruję się na Turoe Pet Farm, gdzie w rozległym parku stoi celtycki kamień z II w. p.n.e. (Turoe Stone), niegdyś pełniący funkcję rytualną. Pokrywa go spiralny relief. W Irlandii znajduje się wiele takich tajemniczych obiektów, zaznaczonych na mapach i opisanych w folderach. Większość z nich bywa jednak niedostępna dla turystów. Są umieszczone na kamienistych urwiskach albo chroni je ogrodzenie prywatnego terenu. Bez trudu możemy jednak znaleźć wiele ráth, czyli zespołów kilku domów i zagród, otoczonych dla ochrony przed wilkami bądź złodziejami kamiennym murem (zbudowanym bez użycia zaprawy!).  

Kto chce zobaczyć megalityczne grobowce, powinien udać się na płaskowyż Burren w zachodniej Irlandii. Pośród surowego kamiennego krajobrazu stoi tutaj majestatyczny Dolmen Poulnabrone. Wzniesiono go prawdopodobnie między 4200 a 2900 r. p.n.e. Konstrukcja złożona z pionowych kamiennych ścian i wielkiego głazu spoczywającego na nich przypomina bramę lub portal. Stała się popularnym motywem irlandzkich pocztówek.   

 

Krzyże św. Patryka

Dawne wierzenia i chrześcijaństwo, które dotarło na zieloną wyspę pięć wieków wcześniej niż do Polski, przemieszały się i stopiły w jedno. W Galway w Kościele św. Mikołaja (Collegiate Church of St. Nicholas) z okazji święta zbiorów przynosi się w ofierze plony z pól i ogrodów: warzywa, owoce, kwiaty, zboża. Z celtyckiego zwyczaju zdobienia kamieni pochodzi też tradycja dekorowania kamiennych krzyży, zwanych krzyżami św. Patryka, patrona Irlandii. Niektóre są pokryte abstrakcyjnymi ornamentami, inne – scenami biblijnymi. Znajdziemy je m.in. w zespole klasztornym św. Kierana (Ciarána) w Clonmacnoise koło Athlone, uroczego portu rzecznego położonego w samym sercu Irlandii. Kompleks zbudowano w VI w. na wzniesieniu, nad idealnie płaską zieloną równiną. Gdy spojrzeć z góry na otaczające tereny, wydaje się, że statki płynące po rzece Shannon suną wprost po łące.

 

Celtycka kraina magii

Podróżując samochodem po Irlandii, trzeba się oswoić nie tylko z ruchem lewostronnym, lecz także z wąskimi drogami. Szosy z reguły nie mają żadnego pobocza. Z Galway kieruję się na południe. Mijam zapierające dech w piersiach urwiska: Klify Moher opadające pionową, ok. 200-metrową ścianą w stronę Oceanu Atlantyckiego.

Następnie jadę w głąb półwyspu Dingle. Według legendy to stąd św. Brendan wyruszył w VI w. na poszukiwanie wyspy, którą anioł ukazał mu we śnie. Tu znajduje się słynne Oratorium Gallarus, kościół z VI–IX w. zbudowany z kamieni bez użycia zaprawy, posiadający kształt łodzi odwróconej do góry dnem. Droga okalająca półwysep prowadzi do Dingle – najdalej na zachód położonego miasta Irlandii, którego mieszkańcy posługują się jeszcze dialektem celtyckim. Z tutejszego portu wyruszają rejsy wokół wysp Blasket (Blasket Islands) – kilku skalistych wysepek i kilkunastu skał sterczących wprost z oceanu.

Potem udaję się do magicznego Killarney. Można tu zobaczyć dość rzadki widok na wyspie – las. Podobno Anglicy zbudowali swoją flotę z irlandzkich drzew, pozbywając się przy okazji leśnej partyzantki. Killarney leży niedaleko Parku Narodowego Killarney (Killarney National Park) – krainy jezior, która szczyci się jednymi z najbardziej romantycznych krajobrazów w Irlandii.

 

Królestwo zamków i… rowerów

Na południu szmaragdowej wyspy leżą hrabstwa Cork i Kerry. To pierwsze przyciąga m.in. drugim co do wielkości miastem Irlandii, położonym malowniczo przy ujściu rzeki Lee do Morza Celtyckiego, zabytkowym Cork. To drugie zaś zwane jest czasem „królestwem” ze względu na silne poczucie niezależności jego mieszkańców.

  FOT. TOURISM IRELAND

Oba te hrabstwa słyną z pięknych plaż, uroczych portów rybackich oraz klimatycznych knajpek, w których serwowane są owoce morza, w tym jedne z najlepszych na świecie małż i ostryg. Portowe miasto Cork swoją urodę zawdzięcza rzece Lee oraz jej żeglownym kanałom. Na pobliskiej Great Island (Wielkiej Wyspie) znajduje się miejscowość Cóbh, gdzie zawinął w kwietniu 1912 r. Titanic przed spotkaniem z górą lodową.

Ostatnim miastem na mojej trasie jest wspomniane już Kilkenny. Chcę obejrzeć ogromny średniowieczny zamek zawieszony nad wąwozem rzeki Nore. Jego park przypomina wypielęgnowany ogród francuski. Bardziej kameralny okazuje się XVI-wieczny zamek Dunguaire niedaleko wioski rybackiej Kinvara, położony na cyplu ochraniającym portową zatokę Galway.

Doskonałym środkiem transportu w Irlandii jest rower. Zwiedzając wyspę, czasem z zazdrością spoglądałem na rowerzystów śmigających po miasteczkach i bezdrożach. Na każdym kroku spotkamy reklamy wypożyczalni rowerów (ok. 7 euro za dzień) oraz trasy przystosowane dla miłośników dwóch kółek. Jedną z piękniejszych z nich jest Rivers and Cathedrals Tour, która biegnie przez hrabstwo Kilkenny, pośród rzek, wspaniałych zabytków, pól uprawnych i malowniczych wzgórz. Inna, ciągnąca się wzdłuż wybrzeża, zaczyna się w położonym w pobliżu granicy z Irlandią Północną mieście Dundalk, prowadzi m.in. przez nadmorską osadę Annagassan, założoną w IX w. przez wikingów, aż do Droghedy (tzw. Dundalk to Drogheda Cycling Tour). Ta druga jest niezbyt długa (ma tylko 54 km), warto więc zaplanować sobie jednodniową wycieczkę rowerową na łonie przyrody.

Podróżując po Irlandii, zawsze można liczyć na wygodne łóżko z solidnym irlandzkim śniadaniem, czyli bed & breakfast. W zestawie oprócz jaj na bekonie pojawiają się też tradycyjne black pudding i white pudding. Pod tymi nazwami kryją się potrawy przypominające naszą kaszankę w dwóch kolorach – czarnym i białym. Gospodyni czasem przypomina dyskretnie, że do naszej dyspozycji jest także salonik z kominkiem. Zdarza się również, że oferuje nam kufelek Guinnessa. Musicie więc przyznać sami, że trudno nie pokochać gościnnej Irlandii…  


 

Artykuły wybrane losowo

Królowie białego szaleństwa, czyli 10 najmodniejszych rejonów narciarskich tego sezonu

ELŻBIETA PAWEŁEK

                                                                                                              FOT. ZILLERTAL TOURISMUS GMBH

<<Największe ośrodki sportów zimowych z niepowtarzalną górską scenerią, snowparki dla snowboardzistów i amatorów freestyl’u oraz setki kilometrów bajecznych nartostrad – to marzenie wszystkich zapalonych narciarzy. Tej zimy każdy powinien poszaleć na nartach w jednym z bajecznych kurortów – z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi bądź solo, a czasem nawet w towarzystwie gwiazd z pierwszych stron gazet. >>

Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie urozmaica sennego zimowego okresu jak udane podróże. Dlatego też wyjazdy na narty od wielu lat cieszą się dużą popularnością wśród Polaków. Aktywny wypoczynek znakomicie wpływa na organizm człowieka. Urlop na jednej lub dwóch deskach pozwala zachować kondycję, a ciepłe promienie słoneczne, ogrzewające stoki, skutecznie poprawiają wszystkim samopoczucie. Wśród przepięknych górskich widoków, z grupą sprawdzonych przyjaciół czy najbliższych, na pewno uda nam się zapomnieć o codziennej miejskiej szarości.

Więcej…

Z wizytą na południu Francji

 20159095

Modny kurort Saint-Tropez, widok z XVII-wiecznej cytadeli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl

                               

Francja kojarzy się wielu osobom głównie z winem i serami (wszak Francuzi sami się chwalą, że mają inny gatunek sera na każdy dzień roku, choć w rzeczywistości istnieje ich jeszcze więcej). Co ciekawe, ten kraj wciąż nie należy do tych najchętniej wybieranych przez Polaków na cel podróży. Wyjątek stanowi – oczywiście – Paryż, europejska stolica miłości, mody, kultury i wykwintnej kuchni, która cieszy się niezmiennie ogromną popularnością. Jednak we Francji jest znacznie więcej do zobaczenia niż tylko słynne miasto zakochanych.

 

20097929

Abbaye Notre-Dame de Sénanque otoczone polami kwitnącej lawendy

© ATOUT FRANCE/EMMANUEL VALENTIN

 

Gdy przychodzą pierwsze przymrozki zwiastujące zimę, wielu miłośników szaleństw na białym puchu zaczyna planować wyjazd na ośnieżone francuskie stoki Alp. Chamonix-Mont-Blanc z widokiem na najwyższy szczyt Europy czy region narciarski Trzy Doliny (Les Trois Vallées) to doskonały wybór na pierwsze rendez-vous z południem Francji. Warto rozwijać tę znajomość, gdyż ta część kraju naprawdę potrafi zauroczyć.

 

Do najciekawszych rejonów należą tutaj Alpy, Prowansja, Lazurowe Wybrzeże czy Oksytania. Właśnie je chciałabym tym razem Wam przybliżyć, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive. Południe Francji można odwiedzić o każdej porze roku, bo zawsze prezentuje się niezmiernie atrakcyjnie.

 

 20101026163213-90eea71b

Katedra i górująca nad nią bazylika w Lyonie

© GALERIE LYON FRANCE/JULIA BIDAULT

 

WIDOK NA SZCZYTY

 

Najbardziej rozpoznawalną górą francuskich Alp jest Mont Blanc (4808,72 m n.p.m.). Wznosi się ona na granicy z Włochami, ale jej najwyższy wierzchołek znajduje się właśnie na terytorium Francji (przynajmniej tak twierdzą źródła francuskie). Śmiałkowie pragnący zdobyć ten najwyższy szczyt Europy zjeżdżają do położonej u jego podnóży urokliwej miejscowości Chamonix-Mont-Blanc przez cały rok. Nie trzeba być jednak znakomitym alpinistą, żeby przybyć w te strony i podziwiać słynny ośnieżony masyw. Z centrum miasteczka w 20 min. wjedziemy kolejką linową na szczyt Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.), oddalony zaledwie 8 km od Mont Blanc, który widać stąd jak na dłoni. Można tu wystawić na próbę swoje nerwy i stanąć na szklanej platformie nad przepaścią oraz zjechać na nartach lub snowboardzie jedną z najpiękniejszych tras w Europie (a według niektórych osób nawet na świecie), wijącą się przez 20 km w Białej Dolinie (Vallée Blanche). Zbocza masywu najwyższej góry Alp pokrywają liczne lodowce. Największy z nich, Morze Lodu (Mer de Glace), ma ok. 7 km długości! Pod jego południowy kraniec, do stacji Montenvers (1913 m n.p.m.) od niemal 110 lat jeździ z Chamonix-Mont-Blanc kolej zębata (Chemin de fer du Montenvers). Tuż obok znajduje się wejście do jednej z lokalnych atrakcji – wykutej w Mer de Glace jaskini z lodowymi rzeźbami i korytarzami.

 

Jednak prawdziwą gratką dla miłośników białego szaleństwa jest we Francji obszar Trzy Doliny (Les Trois Vallées), położony w Sabaudii. Zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem łącznej długości tras dostępnych bez zdejmowania nart (według lokalnych wyliczeń wynosi ona ok. 600 km). Znajduje się tu również leżąca najwyżej w Europie stacja narciarska (Val Thorens – 2300 m n.p.m.). To właśnie dzięki usytuowaniu na dużej wysokości w okolicy najważniejszych stacji Trzech Dolin (są to Courchevel, Orelle, La Tania, Méribel, Les Menuires, Saint-Martin-de-Belleville i Brides-les-Bains) można korzystać z doskonałych warunków od połowy grudnia do końca kwietnia. W rejonie Val Thorens zdecydowana większość tras jest położona powyżej 2000 m n.p.m., a osiem przełęczy i szczytów – powyżej 3000 m n.p.m., dlatego poszusujemy tutaj nawet od połowy listopada do pierwszych dni maja. Co ważne, tereny narciarskie Les Trois Vallées są dostosowane do różnych poziomów zaawansowania. Początkujący narciarze mają duży wybór oślich łączek i łatwych stoków. Liczne szerokie, dobrze przygotowane trasy zadowolą średnio zaawansowanych. Najbardziej wymagający mogą spróbować swoich sił na trasach czarnych, wśród których największą sławą cieszy się Combe de Caron, rozpoczynająca się na wysokości 3200 m n.p.m. i zachwycająca wspaniałymi widokami.

 

Francuskie Alpy to jednak nie tylko kurorty narciarskie. Znajduje się tu także mnóstwo szlaków trekkingowych, poza tym panują świetne warunki do uprawiania wspinaczki, paralotniarstwa, speleologii, kanioningu, wędkarstwa, kolarstwa i jazdy konnej w malowniczych parkach krajobrazowych, takich jak Naturalny Park Regionalny Masywu Bauges (Parc naturel régional du Massif des Bauges), mający status geoparku UNESCO. Oprócz tego region urozmaicają przepiękne jeziora polodowcowe. Są idealne na wyprawy kajakowe i rejsy łodzią żaglową, można na nich uprawiać wakeboarding, kitesurfing i inne sporty wodne. Jednym z najczystszych w Europie jest jezioro Annecy (o powierzchni ponad 27,5 km2 i głębokości sięgającej miejscami nawet 82 m). W jego turkusowej wodzie odbijają się górskie szczyty, w tym Tournette (2351 m n.p.m.). Na północnym krańcu jeziora znajduje się urokliwe górskie miasto, które również zwie się Annecy. Ze względu na przepiękne centrum poprzecinane kanałami bywa ono nazywane alpejską Wenecją. Koniecznie należy w nim wejść do jednej z restauracji, aby spróbować lokalnych przysmaków: fondue, czyli sera roztopionego w białym winie, tartiflette – ziemniaków zapiekanych z boczkiem i alpejskim serem reblochon oraz opiekanych plastrów sera raclette podawanych z gotowanymi ziemniakami, szynką parmeńską, korniszonami i marynowanymi grzybami.

 

W regionie Rodan-Alpy znajduje się też ponad 500-tysięczny Lyon, położony malowniczo nad Rodanem i Saoną. To jedno z najstarszych miast we Francji (założone przez Rzymian w 43 r. p.n.e. jako Lugdunum) szczyci się rozległym historycznym centrum, wpisanym w 1998 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Trzeba tu zdecydowanie zwiedzić romańsko-gotycką Katedrę św. Jana Chrzciciela, zobaczyć panoramę Lyonu rozpościerającą się ze schodów XIX-wiecznej Bazyliki Najświętszej Marii Panny z Fourvière, zgubić się w labiryntach przejść zwanych traboules i przespacerować po placu Terreaux (Place des Terreaux), na którym szczególną uwagę warto zwrócić na budynek Ratusza (Hôtel de Ville de Lyon). Miłośnicy nowoczesnej architektury muszą koniecznie odwiedzić powstałą na terenach poprzemysłowych dzielnicę La Confluence, a osoby lubiące sztukę – liczne galerie na ulicy Burdeau (rue Burdeau). W mieście spodoba się również amatorom wykwintnych kulinariów: znajduje się w nim sześć restauracji słynnego francuskiego szefa kuchni Paula Bocuse’a („Le Nord”, „Le Sud”, „L’Est”, L’Quest”, „Marguerite” i „Argenson”). Ci, którzy preferują tradycyjne dania, powinni zajrzeć do „Café Comptoir Abel” (lokalu gastronomicznego typu bouchon). Po zaspokojeniu głodu najlepiej wybrać się na drinka na jedną z barek zacumowanych wzdłuż brzegu Rodanu lub do baru „L’Antiquaire”, gdzie pracują najlepsi barmani we Francji.

 

SIELSKA KRAINA LAWENDY

 

Chociaż Alpy dochodzą aż do wybrzeża Morza Liguryjskiego, to nie z nimi kojarzy się Prowansja, a z ciągnącymi się po horyzont polami lawendy, winnicami i gajami oliwnymi, przytulnymi kamiennymi miasteczkami, w których wąskich uliczkach aż chce się zgubić, pachnącą ziołami kuchnią i pełnymi wrzawy targowiskami ze świeżymi warzywami, winami, wędlinami, serami, chrupiącymi wypiekami i wyrobami lokalnego rękodzieła artystycznego. Na tych ostatnich można spróbować pieczywa fougasse z rozmarynem, oliwek po prowansalsku i słynnego koziego sera z Banon owiniętego w liście kasztanowca, kupić pachnące lawendą mydła, białe naczynia ceramiczne w tradycyjne prowansalskie wzory i oliwę z Les Baux-de-Provence. Po udanych zakupach warto napić się szklaneczki anyżowego likieru pastis i wyruszyć na zwiedzanie niezmiernie urokliwej Prowansji.

 

Tutejsze miasteczka łączy sielankowa atmosfera niespiesznego celebrowania prostej codzienności. W każdym z nich czekają nas inne widoki i atrakcje. Nad miejscowością Sisteron, zwaną Bramą Prowansji, góruje monumentalna skała o spiczastych graniach (Rocher de la Baume), w którą wrosła okazała Cytadela Sisteron (Citadelle de Sisteron). W Orange, tzw. Mieście Książąt, można podziwiać doskonale zachowane pozostałości świetności imperium rzymskiego: Łuk Triumfalny z czasów panowania cesarza Oktawiana Augusta (27 r. p.n.e.–14 r. n.e.) i starożytny teatr z wykutą w zboczu wzgórza widownią na ponad 9 tys. osób. Roussillon to spokojne miasteczko w kolorze ochry położone na rdzawych wzniesieniach, których ziemia bogata jest w związki żelaza.

 

W leżącym nad Rodanem Arles, w charakterystycznym Żółtym Domu mieszkał i tworzył urzeczony prowansalskimi krajobrazami malarz Vincent van Gogh. To tu namalował swoje najsłynniejsze dzieła i stracił ucho. Nie jest to jedyna gratka dla wielbicieli sztuki w tym uroczym mieście – jak mówi legenda, na tutejszym cmentarzu Alyscamps spoczywa główny bohater Pieśni o Rolandzie, a sama nekropolia została opisana przez Dantego Alighieri w Boskiej komedii. W Arles znajdują się też ruiny antycznego teatru i doskonale zachowana rzymskaarena (Arènes d’Arles) wybudowana między 80 a 90 r., na której niegdyś odbywały się walki gladiatorów i wyścigi rydwanów oglądane przez nawet 25 tys. widzów, a dziś organizowane są walki byków. Za nie lada atrakcję okolicy uchodzi miasteczko L’Isle-sur-la-Sorgue zbudowane na wyspach i zwane prowansalską Wenecją, a słynące z handlu antykami. W pierwszą niedzielę sierpnia odbywa się tu coroczny pływający targ, podczas którego rzeka i kanały zapełniają się łódkami ze świeżymi warzywami i owocami, miodem lawendowym i innymi specjałami.

 

Podczas wizyty w Prowansji nie wolno ominąć Awinionu, dawnej siedziby papieży (w latach 1309–1377). Tutejszy Pałac Papieski (Palais des Papes) stojący w centrum otoczonej wysokimi murami historycznej części miasta to jedna z największych gotyckich budowli Europy. Kolejnym symbolem Awinionu i słynną atrakcją turystyczną jest częściowo zachowany XII-wieczny most św. Benedykta (pont Saint-Bénézet, znany również jako pont d’Avignon – most Awinioński), który podziwiać można np. z ogrodów papieskich. Zawsze pełne turystów miasto nabiera szczególnego charakteru w lipcu, kiedy odbywa się teatralny Festival d’Avignon, należący do najważniejszych wydarzeń tego rodzaju na świecie.

 

W tym rejonie Francji wartoteżodwiedzić zbudowaną na tarasach wykutych w wapiennej skale miejscowość Gordes z potężnym renesansowym zamkiem. Jednak to nie XVI-wieczna budowla stanowi tu największą atrakcję. Turystów przyciąga amfiteatralne położenie Gordes i zabudowa z jasnego kamienia, a także brukowane uliczki zachęcające do spacerów oraz fakt, że niedaleko leży najbardziej znany symbol Prowansji – Abbaye Notre-Dame de Sénanque, czyli założone w 1148 r. opactwo cysterskie otoczone polami lawendy.

 

Kolejnym słynnym kamiennym miasteczkiem położonym malowniczo na prowansalskich wzgórzach jest Bonnieux z przepięknymi rezydencjami z XVI, XVII i XVIII stulecia. Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę – dostrzec można Gordes, Roussillon i Mont Ventoux (1911 m n.p.m.), wietrzną górę, na której już 10 razy kończyły się etapy Tour de France. Choć wieją tu silne, nieprzyjemne wiatry (ich prędkość na szczycie często dochodzi do 100 km/godz., a notowano nawet wartości powyżej 300 km/godz.), warto się wybrać na Mont Ventoux, bo należy do tych niewielu miejsc, z których przy dobrej widoczności da się zobaczyć jednocześnie Morze Śródziemne, Alpy i Pireneje.

 

WYBRZEŻE SKĄPANE SŁOŃCEM

 

Kojarzoną głównie z palmami, złotym piaskiem i luksusem Riwierę Francuską co roku odwiedza ponad 10 mln turystów. Senne miasteczka sąsiadują na niej z głośnymi kurortami, pełne przepychu wydarzenia filmowe odbywają się koło wprawiających w zadumę nad uciekającym czasem wystaw w galeriach sztuki i muzeach. Trekkingowe ścieżki prowadzą na punkty widokowe, z których z jednej strony podziwiać można zapraszające do wypoczynku plaże, z drugiej – ośnieżone alpejskie szczyty. Na przystaniach luksusowych jachtów słychać echa gwaru lokalnych bazarów, szampan leje się na zmianę z wodą sodową. Na Côte d’Azur każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

 

Stolicą Lazurowego Wybrzeża okrzyknięto położoną nad Zatoką Aniołów 350-tysięczną Niceę, gdzie słońce świeci 320 dni w roku. Symbolem miasta jest nadmorska Promenada Anglików (Promenade des Anglais), wzdłuż której ciągnie się kamienista plaża. Koniecznie należy w nim odwiedzić Muzeum Masséna(Musée Masséna), funkcjonujące w zabytkowej willi, i Muzeum Narodowe Marca Chagalla (Musée National Marc Chagall) otwarte przez samego artystę w 1973 r. Warto też udać się na słynny targ kwiatowo-warzywno-owocowy na Cours Saleya.

 

Zaledwie mniej więcej 30 km od Nicei leży jedno z najważniejszych miast światowej kinematografii – Cannes, goszczące w maju międzynarodowy filmowy Festival de Cannes. Co roku zgromadzona na Lazurowym Wybrzeżu publiczność ogląda nowe filmy. Przy pełnym przepychu bulwarze Croisette (Boulevard de la Croisette) stoją drogie luksusowe hotele: InterContinental Carlton Cannes, Grand Hyatt Cannes Hôtel Martinez i Hôtel Barrière Le Majestic Cannes, w których zatrzymują się największe gwiazdy Hollywoodu zjeżdżające nad Morze Śródziemne, aby pojawić się na czerwonym dywanie Pałacu Festiwali i Kongresów (Palais des Festivals et des Congrès de Cannes). Po drodze do Cannes warto zatrzymać się w Antibes i Juan-les-Pins, widowiskowo wrośniętych w nadmorskie skały.

 

Z kinem związane jest też inne miasto Riwiery Francuskiej, a mianowicie Saint-Tropez, znane głównie ze względu na komiczną postać żandarma granego przez legendarnego Louisa de Funèsa. To ulubiony letni kurort sław i bogaczy, z bajecznie kolorowymi fasadami domów zwróconymi do portu, w którym cumują luksusowe łodzie. Będzie idealnym miejscem na popołudniowy kieliszek szampana. W okolicach Saint-Tropez leżą dwie słynne piaszczyste plaże: Pampelonne i L’Escalet (obie usytuowane są w Ramatuelle).

 

Być na Lazurowym Wybrzeżu i nie odwiedzić 860-tysięcznej Marsylii byłoby dużym błędem, gdyż w tym malowniczo położonym kosmopolitycznym mieście znajduje się mnóstwo atrakcji. Należy do nich przepięknie zdobionaBazylika Najświętszej Marii Panny z La Garde (Basilique Notre-Dame-de-la-Garde)z drugiej połowy XIX w.,imponujące wielkością Opactwo św. Wiktora (AbbayeSaint-Victor) z zabytkowymi kryptami i liczne ogrody miejskie z kojącym widokiem na morze, m.in. Parc Valmeri Jardin des Vestiges, w którym zachowały się pozostałości antycznego portu. Po zwiedzaniu warto zajrzeć do pełnej tawern i restauracji starej dzielnicy portowej i spróbować lokalnych przysmaków, np. słynnej zupy rybnej bouillabaisse.

 

W SĄSIEDZTWIE HISZPANII

 

Regionem Francji wysuniętym najdalej na południe jest Oksytania, od południowego wschodu ograniczona przez Morze Śródziemne, nad którym leży ponad 200 km skąpanych w słońcu plaż. Wzdłuż granicy z Hiszpanią rozciągają się dla odmiany Pireneje. To z tej części kraju pochodzą znane na cały świat francuskie specjały, takie jak ostry ser owczy roquefort (z miasteczka Roquefort-sur-Soulzon), anchois de Collioure czy ostrygi z Bouzigues. Historyczna kraina Oksytania słynie także z winnic położonych w rejonie Corbières, Minervois i Cahors. Prawdziwi smakosze powinni też spróbować winiaku armagnac.

 

Funkcję stolicy regionu pełni 470-tysięczna Tuluza, nazywana Różowym Miastem ze względu na charakterystyczny kolor cegieł, z jakich powstała większość budynków w centrum. Choć jest czwartym pod względem liczby mieszkańców miastem we Francji i jednym z największych ośrodków akademickich w kraju, nie przytłacza wielkością. Na co dzień tętni życiem, zaprasza w progi przytulnych kawiarenek i gwarnych pubów. Do najważniejszych zabytków Tuluzy należy romańska Bazylika św. Saturnina (Basilique Saint-Sernin), będąca ważnym miejscem na szlaku pielgrzymkowym prowadzącym do Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji, i ogromny gotycki kościół przy klasztorze jakobinów (Couvent des Jacobins). Centralny punkt historycznej części miasta stanowi plac Kapitolu (place du Capitole), przy którym stoi Kapitol (Capitole), obecnie siedziba rady miejskiej i teatru (Théâtre du Capitole). Niektóre z sal są otwarte dla zwiedzających (m.in. wypełniona dziełami sztuki Salle des Illustres). Warto też odwiedzić Muzeum Augustianów (Musée des Augustins) we wnętrzach XIV-wiecznego klasztoru, a następnie spróbować tradycyjnego dania o nazwie cassoulet, przyrządzanego z białej fasoli i mięsa i pieczonego w glinianym naczyniu (cassole).

 

Niedaleko Tuluzy przepływa wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Kanał Południowy (Canal du Midi) łączący rzekę Garonnę z Étang de Thau – akwenem nad Morzem Śródziemnym. Ma on długość 241 km. Wybudowano go w XVII stuleciu z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć inżynierii (w okolicy stanowiska archeologicznego Oppidum d’Ensérune przechodzi przez długi na 173 m tunel Malpas przebity pod wzgórzem, co było pierwszym tego typu rozwiązaniem w Europie). Dziś Canal du Midi pełni głównie funkcje rekreacyjne, a najlepiej można mu się przyjrzeć podczas rejsu komfortową barką turystyczną. Po drodze warto zatrzymywać się na degustacje serów i win oraz zwiedzanie malowniczych miast Oksytanii, takich jak słynne Carcassonne z przepięknym średniowiecznym centrum i potężnymi fortyfikacjami czy Muzeum Sztuk Pięknych (Musée des Beaux-Arts) z bogatymi zbiorami europejskiego malarstwa od XVII w. do dziś.

 

W tym francuskim regionie na zainteresowanie zasługuje także Montpellier. Jego średniowieczne uliczki (rue de la Valfère, rue du Bras-de-Fer czy rue de l’Argenterie) urzekają turystów z całego świata. Jedną z największych atrakcji miasta jest Musée Fabre. Muzeum to szczyci się bogatą kolekcją obrazów malarzy francuskich, włoskich, hiszpańskich, flamandzkich i holenderskich z okresu od renesansu aż do czasów obecnych. W Montpellier znajduje się również bardzo interesujące centrum sztuki współczesnej La Panacée, w którym odbywają się liczne wystawy.

 

Nie można też zapomnieć o oksytańskim antycznym mieście i byłej rzymskiej kolonii (Colonia Nemausus), czyli Nîmes, zwanym francuskim Rzymem. Rzymianie zostawili w nim po sobie m.in. wzniesiony w drugiej połowie I w. amfiteatr na nawet 24 tys. widzów (Arènes de Nîmes) i świątynię Maison Carrée – obydwie budowle są dziś jednymi z najlepiej zachowanych zabytków starożytnych na całym świecie. Park (Jardins de la Fontaine) założony w XVIII stuleciu przy dawnym sanktuarium kryje takie skarby jak świątynia Diany i ponad 30-metrowa wieża Magne. Przez cały rok odbywają się tu liczne festiwale, koncerty, spektakle teatralne i rekonstrukcje historyczne. Ciekawostkę stanowi fakt, że Pont du Gard, rzymski akwedukt sprzed 2 tys. lat, uważany za jeden z najatrakcyjniejszych francuskich zabytków, został wybudowany po to, aby dostarczać wodę właśnie do Nîmes.

 

Oksytania to nie tylko niezmiernie urokliwe miasta o długiej historii. Zachwycają w niej również piękne krajobrazy i niezwykłe cuda natury. W podróż do środka Ziemi zabiera jaskinia Gouffre de Padirac w dolinie rzeki Dordogne. Ma aż 103 m głębokości i 35 m średnicy i jest uznawana za największą ciekawostkę geologiczną Francji. Jej pierwszego badacza, Édouarda-Alfreda Martela (1859–1938), uważa się za twórcę nowoczesnej speleologii. Do jaskini można dostać się schodami z 208 stopniami, windą lub... na linie. W środku czeka nas rejs po podziemnej rzece, która zamienia się w przepiękne jezioro. Potem przechodzi się do sali nazywanej Grand Dôme. To wielka podziemna katedra o wysokości 94 m, udekorowana wspaniałymi naturalnymi rzeźbami.

 

Dla odmiany przy samej granicy z Hiszpanią znajduje się Cirque de Gavarnie, czyli cyrk lodowcowy o średnicy ok. 6 km, który leży w Parku Narodowym Pirenejów (Parc National des Pyrénées). Na parkowym terenie nad rwącym strumieniem na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. wnosi się też monumentalny kamienny most (Pont d’Espagne). Okolica doskonale nadaje się na piesze wędrówki, wspinaczkę, jazdę na rowerze czy loty na paralotni, a także do uprawiania wszelkich sportów zimowych, w tym wspinaczki po zamarzniętych wodospadach. Jak widać, pełne wspaniałych atrakcji południe Francji zaprasza o każdej porze roku.

 

 

 

CRTMP 0019893 MD - Gavarnie 

Szlak w okolicy Cirque de Gavarnie w Parku Narodowym Pirenejów

© CRT MIDI-PYRÉNÉES/PATRICE THEBAULT

 

„G’day, Aussieland” – z wizytą na antypodach

KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl


<< „No worries, mate” (z ang. „nie ma sprawy, stary”) powtarzają ciągle Australijczycy z uśmiechem na twarzy. Ten popularny zwrot pokazuje ich beztroskie podejście do przeciwności losu. W Australii każdy jest „mate” – kolegą, kumplem, dobrym znajomym. Z drugiej strony ten kontynent wydaje się bardzo niebezpiecznym miejscem dla człowieka. Czyhają tu na niego rekiny, włochate pająki i najbardziej jadowite na świecie węże. Czy jednak naprawdę powinniśmy się bać? Nie dowiemy się, jeśli nie zaryzykujemy. Zapraszam do niezmiernie interesującej krainy kangurów! >>

W II w. n.e. na mapie Ptolemeusza, greckiego astronoma, matematyka i geografa, pojawił się tajemniczy ląd, którego istnienie uczony założył na podstawie teorii mówiącej, że północny region świata musi równoważyć na południu jakaś ziemia. Zaczęto określać go mianem Terra Australis bądź Terra Australis Incognita (z łac. Ziemia Południowa, Nieznana Ziemia Południowa). To właśnie od tego wyrażenia wywodzi się nazwa najmniejszego na naszej planecie kontynentu (8,6 mln km² powierzchni) oraz 6. pod względem wielkości państwa na świecie (zaraz po Rosji, Kanadzie, Chinach, USA i Brazylii), które na nim leży. W kraju tym żyje prawie 24 mln ludzi, z czego 85 proc. mieszka w odległości 50 km od wybrzeża. Suchy i nieprzyjazny interior zasiedla rdzenna ludność tych stron – wyjątkowo wytrzymali Aborygeni.

Więcej…