ANNA KŁOSSOWSKA

italiannawdrodze.blogspot.com

 

« Mam wrażenie, że Cypr serwuje swoje atrakcje turystyczne niczym przystawki w tawernie. Podaje je w małych porcjach i po kolei. Ich smakowanie w ulubionym na wyspie rytmie „siga-siga”, czyli niespiesznie, budzi apetyt na kolejne. »

 

 

Domy stojące przy ulicach cypryjskich miasteczek zdobią często donice z kwitnącymi roślinami

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS

 

Z Polski na Cypr samolot przenosi mnie w nieco tylko ponad 3 godz. Na miejscu przesuwam zegarek o godzinę do przodu. Trzecia co do wielkości po Sycylii i Sardynii wyspa Morza Śródziemnego (zajmująca powierzchnię 9251 km²), usytuowana na styku Europy, Azji i Afryki, leży zaledwie 75 km od wybrzeży Turcji, ok. 110 km od plaż Libanu i aż 800 km od kontynentalnej Grecji, z którą historycznie i kulturowo tak dużo ją łączy. Dziś zamieszkuje ją zresztą wielu Greków – stanowią mniej więcej 77 proc. jej obywateli. Mimo iż północno-wschodnia część Cypru znajduje się od 1974 r. pod okupacją turecką, Republika Cypryjska uznawana jest przez społeczność międzynarodową za jedyne legalne państwo sprawujące suwerenną władzę nad całym terytorium wyspy. Kraj ten należy do Unii Europejskiej i jako miejscową walutę wprowadził już euro.

 

Z Larnaki, gdzie wylądowałam, wyruszam w objazd wygodną, dwupasmową drogą szybkiego ruchu, doskonale oznakowaną dużymi tablicami z nazwami miast i liczbą dzielących mnie od nich kilometrów. Obowiązujący tu ruch lewostronny, odziedziczony po Brytyjczykach, ostatnich kolonizatorach wyspy (do 1960 r.), sprawia, że czuję się nieswojo. To wrażenie potęguje jeszcze fakt, iż wraz z przewodniczką, Ewą, poruszamy się samochodem z kierownicą umiejscowioną również po stronie przeciwnej niż w autach przystosowanych do jazdy po kontynentalnej Europie.

 

NAJDŁUŻSZY OBRUS

Znajdujemy się w sercu Cypru. Tak określana jest wioska Skarinu, ponieważ w niej krzyżują się drogi prowadzące do Nikozji, Limassol i Larnaki. W liczącej zaledwie 400 mieszkańców osadzie położonej na malowniczym wzgórzu zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Delikatnie meandrujące, pnące się coraz wyżej uliczki okalają stare domy z obrobionych skał wapiennych. Drewniane drzwi otwierają się na małe podwórka, gdzie w cieniu owocujących cytryn swojsko suszy się pranie rozwieszone na sznurach. Z glinianych donic wyrastają kwiaty, palmy i sążniste agawy. W wielu z tych domów gospodarze stworzyli obecnie apartamenty dla turystów. Zaglądam do jednego z nich. Na podłogach z kamiennej terakoty stoją drewniane, rzeźbione łóżka, pod nimi leżą dywaniki, na bielonych ścianach wiszą makatki, dzieła pań domu, oraz pożółkłe zdjęcia drogich nieobecnych w starych ramkach. Łazienki i wyposażenie w kuchni są już nowoczesne. Jest też ogrzewanie. 

 

Plotkujące przy stole właścicielki zapraszają mnie z miejsca na kawę – na migi, bo nie znam języka, ale i tak się rozumiemy. Gościnność Cypryjczyków, z jaką spotykam się na każdym kroku, wręcz mnie rozczula. Gdy w pobliskim sklepiku kupuję dwie butelki oliwy, sprzedawca zaraz dodaje mi trzecią gratis. Puderniczkę zdobioną haftem dostaję od Anny Kosmy, prowadzącej butik Tsimpi Shop. To haft z Lefkary, miejscowości koronczarek w górach Troodos, ale chcę ci pokazać coś wyjątkowego – zapowiada kobieta, uśmiechając się tajemniczo. Po chwili trzymam w ręku podobnie dekorowany obrus z holenderskiego płótna. Mierzy 8,4 na 1,8 m, a umieszczenie na nim geometrycznego wzoru w powtarzające się gwiazdy i krzyże jerozolimskie zabrało Pantelicie Kosmie pięć lat. Ten trud został nagrodzony – dzieło babki Anny figuruje w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy obrus świata. Zdjęcie artystki wraz z kopią dyplomu i samą pracą zostały wyeksponowane na honorowym miejscu w sklepie – na blacie wiekowej komody. Tuż obok, w równie starej szafie, tłoczą się mniejsze obrusy czy serwetki, a nawet mięciutkie ręczniki obrębione haftem. Lefkaritikę, czyli koronkę z Lefkary, wykonuje się, jak widać, nie tylko w miejscowości jej pochodzenia. Artystki mogą wybierać z przeszło 650 motywów, których wspólną cechą jest powtarzalność geometrycznych wzorów. Sięgającą co najmniej XIV w. tradycję wpisano w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

WENUS W SPODNIACH

Afrodytę czcigodną, zwieńczoną złotem i piękną będę opiewał – jej to morskiego Cypru warownie los dał w udziale, bo tam ją wilgotny podmuch Zefira uniósł, płynącą na fali przez morze szumiące rozgłośnie, w pianie łagodnej. Wersety hymnu Homera w tłumaczeniu Włodzimierza Appela przypominają mi się dokładnie w momencie, kiedy z punktu widokowego przy drodze szybkiego ruchu z Pafos do Limassol po raz pierwszy spoglądam na Skały Afrodyty. Majestatycznie wynurzają się z przybrzeżnej morskiej toni. Sąsiadujące z formacją mniejsze skały sprawiają wrażenie wręcz ustawionych w rzędzie – od najmniejszej do największej, w równych od siebie odstępach, jakby uszeregowane kaprysem greckich bogów. 

 

Kilka kilometrów dalej zjeżdżamy z Ewą z głównego traktu na niewielki parking z przytulonym do niego barem-sklepikiem. Skreślone wyrazistym, z daleka widocznym pismem reklamy zachęcają do posilenia się i zakupu pamiątek. Oczywiście jak niemal wszędzie na wyspie napisy są wykonane cyrylicą. W czasie kryzysu w strefie euro to Rosjanie nadal przyjeżdżali tutaj na wypoczynek i w ten sposób uratowali turystykę na Cyprze – wyjaśnia Ewa. 

 

Blask odbijającego słońce lustra wody, spotęgowany bielą niezliczonych kamieni, jakimi usiana jest plaża prowadząca do Skał Afrodyty, sprawia, że na chwilę mrużę oczy. Jeśli znajdziesz tu kamień w kształcie serca, czeka cię miłość – obiecuje Ewa. Czy mogę liczyć, że Afrodyta mi ją ześle? To bogini uczucia zmysłowego. Według Theogonii (Narodzin bogów) Hezjoda Afrodyta Afrogeneja wyłoniła się z morskiej piany, a jej imię pochodzi od greckiego słowa aphros, czyli „piana morska”. Ta ostatnia wezbrała wokół odciętych i wrzuconych w morze genitaliów Uranosa, w mitologii greckiej będącego personifikacją nieba, który wraz ze swoją małżonką (i jednocześnie matką) Gają, uosabiającą Ziemię, począł wcześniej legion kolejnych bogów. Kastracji dokonał najmłodszy syn wspomnianego, Kronos. Uranos stracił władzę nad światem, a niebo już na zawsze oddzieliło się od ziemi. Piękna Afrodyta zyskała w wyniku tak spektakularnych narodzin u wybrzeży Cypru wiele przydomków: Kallipygos – O Pięknych Pośladkach, Urania – Niebiańska, Pandemos – oznaczający patronkę miłości wszechogarniającej, ale też grupowej, wulgarnej i nierządnej, czy Thalassia – czyniący z niej opiekunkę żeglugi.

 

Szukam na plaży mojej miłości, brodząc w wypolerowanych milionami przypływów kamieniach. Schylam się, gdy dostrzegam nagle charakterystyczny sercowaty kształt, aby podnieść znalezisko ku słońcu. W tym momencie słyszę koło ucha szept: Chodź, Wenus w spodniach w kratkę, zrobię ci zdjęcie… Ulegam pokusie i wręczam komórkę przystojnemu blondynowi stojącemu obok. To jednak nie Adonis, a Sasza z Moskwy, który błysnąwszy w uśmiechu złotym zębem, oddaje mi po chwili telefon i odjeżdża czarnym mercedesem ku 5-gwiazdkowym hotelom kurortu Limassol. 

 

Gwoli ścisłości bogini wyłoniła się z piany przy Skałach Afrodyty, tych trzech jaśniejszych: małej, średniej i dużej, oraz wyrastającej tuż obok, ciemniejszej, o nazwie Petra tou Romiou, czyli Skała Rzymianina – tłumaczy tymczasem moja cicerone. Ponoć jeśli opłynie się trzykrotnie Skały Afrodyty, można zapewnić sobie nieprzemijającą urodę, płodność i wieczną miłość – dodaje. Trudno się dziwić, że miejsce narodzin greckiej bogini jest turystyczną atrakcją numer jeden na Cyprze. Nazwa formacji budzi jednak spory, bo jedni określają mianem Skał Afrodyty wszystkie tutejsze skały, inni z kolei wyróżniają wśród nich osobną Skałę Rzymianina. Wiąże się to z różnymi wersjami legend, które narosły wokół tego zakątka.

 

Skały przy południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy, gdzie miała wyłonić się z piany bogini Afrodyta

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/AGISAGISILAOU

 

GLADIATOR CELEBRYTA

Nie przeszywa mnie wzrokiem niczym Russell Crowe z filmu Ridleya Scotta, bo ma twarz… ludzika Lego. Potężne ramiona chroni napierśnik, łydki – nagolenice. Dzielnie wywija krótkim mieczem. Musiał być piękny i sławny. Nie na darmo nosił imię Margarites – Perłowy. Ten „celebryta”, jak określa go zabawnie Ewa, przetrwał do naszych czasów na jednej z mozaik w Kurionie. Wykopaliska archeologiczne ze stanowiskami malowniczo rozsianymi na wapiennym wzgórzu nad zatoką Episkopi leżą tylko 13 km na zachód od Limassol i stanowią obowiązkowy punkt na liście cypryjskich atrakcji. W starożytności Kurion był jednym z najważniejszych miast-królestw w regionie. Według legendy zamieszkiwali go potomkowie Argonautów, uczestników wyprawy po złote runo. To na scenie wzniesionego w czasach greckich, a przebudowanego już za Rzymian teatru z panoramicznym widokiem na morze gladiatorzy tacy jak Margarites walczyli ze sobą albo dzikimi bestiami. Gdy w chwili zagrożenia nie udawało się im umknąć do skrytki wydrążonej w kamieniu pod pierwszym stopniem widowni, mogli zostać rozszarpani. Aby wskoczyć do tej umieszczonej tuż przy ziemi jamy, trzeba było wyjątkowej sprawności.

 

Szelest piewików, jak Homer określał cykady, łączy tamte odległe czasy z teraźniejszością. W spiekocie wiosennego słońca przechodzę starannie wytyczonymi ścieżkami do ruin kolejnych willi, w których zachowały się mozaikowe posadzki. Podziwiam również estetykę nowoczesnych, drewnianych konstrukcji dachów osłaniających zabytki przed słońcem i deszczem. Rzymską agorę zdobi jedyna ocalała kolumna. Okres prosperity w Kurionie przerwały silne trzęsienia ziemi z lat 365–370. Blisko trzy stulecia później najazdy Arabów dokończyły dzieła zniszczenia, a mieszkańcy porzucili to miejsce na zawsze.

Na początku III w. teatr w Kurionie przystosowano do walk gladiatorów i polowań na dzikie bestie

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/KIRILLMAKAROV

 

ZIOŁA I CZARY

Żywopłot z błyszczących liści laurowych prowadzi nas z Ewą prosto do parterowego budynku. Na białym tynku fasady widnieją dwa fantazyjnie namalowane, pełne sęków pnie drzew oplecione bluszczem. Łączą się korzeniami i konarami, a pośrodku pozostawiają okrągłą przestrzeń. Wychylające się z tej jasnej plamy lisek, muchomorek i ptaszki zdają się zapraszać do innego wymiaru: świata przepojonego zapachem ziół i magią baśni. Witajcie w Cyherbii! – zwraca się do nas właścicielka i menedżerka tego 2-hektarowego ogrodu botanicznego. Nosi imię Miranda, zupełnie jak córka Prospera, prawowitego władcy Mediolanu, z Burzy Szekspira. Witaj Afrodyto! – mam ochotę odpowiedzieć, bo kobieta przypomina mi postać Wenus z obrazu Sandra Botticellego, tyle że ubraną bezpretensjonalnie w wytarte dżinsy i dresową bluzę. Wchodzimy do środka. W rogu jedna z pracownic doczepia do manekina eukaliptusowe witki, tworząc w ten sposób krynolinę. Na rozłożonym na stole dywanie z mchu tryska minifontanna, kwitną papierowe róże, a mała syrenka z plastiku wypoczywa znudzona w dziecinnym foteliku. Tu każdy przedmiot jest elementem większej, artystycznej wizji Mirandy. W rodzinnej Holandii byłam malarką – zaczyna swoją opowieść. Potem z mężem, Adamem, przeprowadziliśmy się na Cypr. Nasza córeczka Melina od małego ciągle chorowała. Lekarstwa całkowicie zniszczyły jej system immunologiczny. Postanowiłam szukać alternatywnych kuracji. Włączyłam do menu Meliny dużo warzyw i napary z ziół. Odkryłam, że zwykła szałwia, mięta pieprzowa i tymianek sprzyjają wzmocnieniu organizmu, jakby przeganiają choroby. Nasza córka wyzdrowiała, a ja skończyłam studia z zakresu medycyny naturalnej oraz kursy pozwalające przygotowywać produkty na bazie ziół. W międzyczasie na zakupionej ziemi metodą prób i błędów stworzyłam ten ogród i stale go rozwijam, udoskonalam – kończy Miranda i prowadzi nas do swojego królestwa. Najpierw wchłania nas labirynt z żywopłotu, tak przepastny, że łatwo się w nim zagubić. Jedno z wyjść prowadzi na wieżę widokową pozwalającą ogarnąć wzrokiem cały park. Okazuje się, że grupa cyprysów w jego rogu układa się w kształt Cypru. Na wijącej się wzdłuż tej naturalnej granicy ścieżce Miranda umieściła fotografie największych atrakcji turystycznych kraju. Znajduje się tutaj też aż 10 ogródków ziołowych. Dokładnie opisane, służą celom poznawczym zarówno w przypadku dużych, jak i małych gości, bo Cyherbia z założenia jest parkiem dla całej rodziny. Można się tu bawić na dorocznym Festiwalu Czarów, podczas którego poszukuje się skarbów, łapie sny czy robi czarodziejskie różdżki, w ulubionych kostiumach obchodzić Halloween, a w fioletowych strojach zawitać na Festiwal Lawendy czy wziąć udział w wielkanocnym poszukiwaniu jaj. W tych 10 ogrodach zaopatruję się w zioła, które przetwarzam potem w moim laboratorium – tłumaczy Miranda. Jest ono niewielkim pokoikiem znajdującym się na tyłach znanego nam już białego budynku. Mieści się w nim destylarnia olejków eterycznych z lawendy, oregano, tymianku, rozmarynu i liści laurowych. W przyległym do niego sklepiku można kupić je razem z ziołowymi mieszankami do picia czy płukania, kremami, maseczkami, mydłami i innymi artykułami. Ja decyduję się na olejek z rozmarynu – już jedna jego kropla umieszczona w kominku zapachowym ma stymulować umysł (sprawdziłam, to prawda!). Podobnie działa zaserwowana nam herbata z rozmarynu. Początkowo jej smak wydaje się dziwny, ale ostry i intensywny aromat zioła spotęgowany dodatkiem różowego pieprzu łagodzi kora cynamonu. Rozmaryn ma także właściwości antyalergiczne, tak jak cypryjski miód. Pełna zapału Miranda prowadzi również na oficjalnej stronie internetowej Cyherbii blog z poradami. Park znajduje się na obrzeżach wioski Awgoru, położonej ok. 35 km od Larnaki. Drugą część dnia spędzam leniwie na złotej plaży Nissi w kurorcie Ajia Napa, słynącej z czystej wody, co potwierdza oznaczenie Błękitną Flagą.

 

SŁODKA ŁYŻECZKA

Przed nami Troodos, najwyższe na Cyprze pasmo górskie, położone w środkowej części wyspy. Formowało się miliony lat – opowiada Ewa. Najpierw wydarzyła się erupcja podwodnego wulkanu. Na poduszki zastygłej lawy nakładały się warstwy dna morskiego. Wreszcie w wyniku tarcia dwóch płyt tektonicznych, euroazjatyckiej i afrykańskiej, wypiętrzyły się góry Troodos. Na stokach, które mijamy, zobaczysz magmowe jaśki – dodaje. Widziałam już takie w naszych Górach Kaczawskich, ale te są znacznie większe, wręcz kilkumetrowe. 

 

Jednopasmówka prowadzi nas prosto do Kakopetrii. Ta wioska położona w dolinie Solea, zamieszkana już od VI w., liczy dziś 1,3 tys. mieszkańców. Jej centrum wypełnia huk wartko płynącej w dole górskiej rzeki Klarios (Karkotis) – ponoć jedynej na Cyprze, która nie wysycha w ciągu roku. Brak słodkiej wody bywa na wyspie problemem. Domy stojące tuż nad rzeką zbudowane są na wielometrowych podstawach wspartych na palach – nowszych z betonu i dawniejszych z drewna. Stara część Kakopetrii przyciąga tradycyjną architekturą, odmienną od tej, jaką widziałam wcześniej. Na solidnych parterach z otoczaków wznoszą się tynkowane piętra, którym lekkości dodają drewniane ściany i balkony. Niemal na każdym ganku stoi regał wypełniony litrowymi słojami z kolorową zawartością. To wytwarzane w domach glyka tou kutaliou – cypryjskie „słodkości na łyżeczce”, czyli wszelkiego rodzaju owoce (z sadu i leśne) w syropie, ale też dżemy i marmolady. Zaglądam jeszcze do XVI-wiecznego Kościoła Przemienienia Zbawiciela (Metamorfosis tou Sotiros) z równie starymi ikonami i rzeźbionym w drewnie ikonostasem, a potem do przylegającego do tego samego podwórka minimuzeum przedstawiającego historię wytwarzania oliwy – nikt go nie pilnuje i nie pobiera opłat za wstęp. Opis po cypryjsku i angielsku tłumaczy, że proces produkowania oliwy był właściwie bardzo prosty: najpierw rozgniatano oliwki, a potem za pomocą kamienia młyńskiego wyciskano z nich olej.

Pasmo górskie Troodos (najwyższe na wyspie) z atrakcjami dla turystów o każdej porze roku

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/OLGAPANASENKO

ALICJA OD DACHU

Po drodze ku Troodos Square zaglądamy do wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO razem z dziewięcioma innymi malowanymi cerkwiami regionu Troodos bizantyjskiego Kościoła św. Mikołaja od Dachu (Agios Nikolaos tis Stegis). Swoją nazwę kamienna świątynia z rozpościerającym się przed nią dywanem z trawy, chroniona od tyłu i z boków ścianą lasu, zawdzięcza właśnie niebanalnej konstrukcji zadaszenia. Poleciła je wykonać Alicja z Szampanii, królowa Cypru w latach 1210–1218, która podczas swojego krótkiego panowania kazała zastosować to nowe, przyjęte z Bizancjum rozwiązanie w co najmniej kilku kościołach. Sklepienie apsydy lub nawy, zazwyczaj kolebka bądź kopuła, było przykrywane dodatkowym, dwuspadowym dachem, krytym dachówką karpiówką, chroniącym całość budynku. Identyczne zadaszenie mają także inne świątynie: Panagia tis Asinou (Panagia Forviotissa) w Asinu i Panagia tou Araka (lub Arakos) koło wsi Lagudera. O cennym wkładzie królowej Alicji nie tylko w architekturę pisze francuska mediewistka Régine Pernoud (1909–1998) w książce Kobieta w czasach wypraw krzyżowych. 

 

Mnie jednak bardziej niż osobliwy dach fascynują ścienne malowidła wewnątrz kościoła. Z najstarszych, XI-wiecznych nie zachowało się zbyt wiele, ale głębokie spojrzenie przepastnych oczu archanioła Gabriela i apostołów zdradza wpływy macedońskiego renesansu odziedziczonego po bizantyjskich miniaturzystach. Bardziej wyrafinowane wydają się freski z XII stulecia, ukazujące m.in. ojców Kościoła. Choć są nadszarpnięte zębem czasu, miejscami wyblakłe, łuszczące się czy wręcz wybrakowane, zachwycają mnie kolorystyką i tylko pozornie statycznym przedstawieniem postaci. Każda z nich żyje. Patron świątyni, św. Mikołaj, tak jak na wielu innych obrazach, trzyma księgę w lewej dłoni, a prawą czyni znak błogosławieństwa. Jest siwy i brodaty, ale czoło marszczy mu wyraźnie surowy grymas. Czyżby dlatego, że wielu uczonych śmiało wątpić w jego istnienie…?

 

WINO NA STÓŁ!

Przejeżdżamy Troodos Square, skupisko kiczowatych hotelików i pawilonów z fast foodami. Plac ten warto jednak zobaczyć ze względu na rozciągające się stąd panoramiczne widoki. Potargane wichrami sosny tworzą idealny pierwszy plan dla ciągnących się w dalszej perspektywie szczytów, zimą ośnieżonych. Góry sprawiają wrażenie dzikich i niedostępnych, czym kuszą wspinaczy. Zimową porą przyciągają narciarzy. Najwyższy szczyt, Olimpos (Olimbos lub Chionistra), wznosi się jednak jedynie na 1952 m n.p.m.

 

Po drodze w dół zatrzymujemy się w popularnej turystycznej wiosce Omodos. Sklepiki działające w domach kamiennych lub tynkowanych na biało, czyli tych lepszych, oferują m.in. lukumi – słodkie, galaretowate kostki wytwarzane ze skrobi pszennej lub mąki ziemniaczanej, o smaku różnych owoców bądź różanym, oraz orzechowe pałki oblewane żelem z soku owocowego, oliwki, oliwę i trunki. Degustuję naturalnie słynne cypryjskie wino deserowe commandaria smakujące rodzynkami, a potem zasiadam do lunchu w stylowej tawernie „To Katoi”. Na stół wjeżdżają partiami przekąski, czyli mezedes. Są wśród nich znane mi tzatziki i humus, pasta sezamowa tahini, grillowany ser halloumi, grillowany bakłażan, tradycyjna sałatka grecka, a do tego ciepła pita i wino. Stawiam na lokalne białe xinistéri o delikatnym, cytrusowym smaku. Poznałam je dwa dni wcześniej nieopodal Limassol, w rodzinnej winnicy Zambartas, skąd wina eksportuje się nawet do Łodzi, Kartuz czy Gdyni.

 

ŚLADAMI POLSKICH BADACZY

Wisienką na torcie podczas mojej podróży jest Pafos, Europejska Stolica Kultury 2017. W połowie lat 60. XX w. zaczęła tu prace polska misja archeologiczna pod egidą wybitnego egiptologa i twórcy polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej prof. Kazimierza Michałowskiego (1901–1981). Na głowę siąpi mi deszcz – rzadkość na wyspie, a ja mimo to nie potrafię oderwać wzroku od odkrytej przez naszych naukowców mozaiki przedstawiającej labirynt, a w jego środku Tezeusza próbującego mieczem pokonać Minotaura. Sprawdziłam, niebieskie kamyczki wyprowadzą cię niczym nić Ariadny z tej plątaniny korytarzy – zapewnia Ewa, wskazując na mozaikowe dzieło sztuki. Jest ono jednym z wielu, po których obejrzeniu dochodzę do wniosku, że kunsztem i bogactwem tematyki, ale i różnorodnością zastosowanych technik przewyższają te z Pompejów. W wielohektarowym, do dziś eksplorowanym przez kolejne ekipy naukowców Parku Archeologicznym Pafos spotykają się mozaiki z czasów hellenistycznych, jak ta w Domu Dionizosa, czarno-biała, ukazująca przemianę Scylli w morskiego potwora opisanego przez Homera w Odysei, i nawet pięć wieków późniejsze. Miejsce olimpijskich bóstw zajmują sceny z polowań oraz symbolika chrześcijańska, gdyż nowa wiara pojawiła się na wyspie już w I w. za sprawą św. Pawła i św. Barnaby, uznawanego za pierwszego biskupa Cypru (od 45 r.). Osada Nowe Pafos (Pafos Nea) założona została w IV w. p.n.e. Pielgrzymi przybywali tutaj, aby w pobliskim Palepafos (Starym Pafos) oddać hołd Afrodycie, bogini, która i mnie objawiła się tyle razy podczas tej podróży.

 

Artykuły wybrane losowo

Jamajka – więcej niż plaże

MAŁGORZATA CHOLEWA

<< Właściwie każda osoba, którą pytam o Jamajkę, wiąże ją z Bobem Marleyem i jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie. Oczywiście, na urlopie Polacy chcą poleżeć na wygodnym leżaku z kolorowym drinkiem w dłoni, skorzystać z mocno prażącego tropikalnego słońca i zrobić sobie zdjęcie pod wysmukłą palmą i nie ma w tym nic złego, ale skoro dotarliśmy już na odległe Karaiby, warto poszukać na nich innych, równie niespotykanych dla nas wrażeń. Mnie ta wyspa kojarzy się z niezliczonymi atrakcjami dla osób aktywnych, pikantną marynatą do mięs „jerk”, aromatyczną kawą, pysznym rumem i przecudownymi krajobrazami tonącymi w bujnej zieleni. >>

Więcej…

Dwanaście najpiękniejszych wysp Hiszpanii

MAGDALENA KOKOTKIEWICZ

www.przewodnikandaluzja.pl

 

<< Hiszpania nie należy do typowych krajów z wieloma archipelagami jak Chorwacja, Grecja czy Włochy. Kojarzy się głównie z malowniczym wybrzeżem. Gdy jednak mowa o hiszpańskich wyspach, od razu przychodzą nam na myśl Baleary i Wyspy Kanaryjskie. Oba archipelagi znane są z pięknych plaż i wysoko rozwiniętej infrastruktury turystycznej. Z tego powodu często pojawiają się w katalogach biur podróży. >>

 

Tabarca, łodzie i jachty w okolicy portu

© PATRONATO PROVINCIAL TURISMO COSTA BLANCA

 

Hiszpańskie wyspy to nie tylko imprezowa Ibiza czy słynna kanaryjska Teneryfa. Nawet w obrębie poszczególnych archipelagów można zauważyć różnice w architekturze, kulturze, kuchni, krajobrazie i przyrodzie. Każdy na pewno znajdzie tu miejsce, które będzie mu odpowiadać pod względem potrzeb i upodobań, czy to miłośnik wypoczynku na plaży, amator turystyki aktywnej, osoba lubiąca w spokoju podziwiać piękne widoki, czy też rodzic z dziećmi.

Wśród wybranych przeze mnie 12 najpiękniejszych hiszpańskich wysp są zarówno te znane, które chciałabym pokazać z nieco innej strony, jak i te mniej popularne, choć z pewnością warte zainteresowania. Aby wybrać tę najwspanialszą, najlepiej odwiedzić je samemu. Wysp z mojego zestawienia wystarczy akurat na wszystkie 12 miesięcy w roku.

 

IBIZA

Wchodząca w skład archipelagu Baleary Ibiza (ok. 572 km² powierzchni) ma dwie twarze. Znajdziemy na niej kamienne domy otoczone gajami oliwnymi i stare farmy z pomalowanymi na biało budynkami. Słynie ona jednak głównie z barów, dyskotek i klubów oraz gwarnych kurortów z wielopiętrowymi hotelami. Z tego powodu w Ibizie zakochują się naprawdę różni ludzie, a w minionym roku przybyło na nią ok. 2 mln zagranicznych gości. Wyspa stała się popularna dzięki hippisom, którzy odkryli ją w latach 60. XX w. Od połowy lat 90. uchodzi za najbardziej rozrywkowe miejsce na świecie. Co ciekawe, największa dyskoteka na naszym globie, według Księgi rekordów Guinnessa, jest usytuowana w miejscowości Sant Rafel de sa Creu. Może pomieścić aż 10 tys. osób, ma powierzchnię 6,5 tys. m² i nosi nazwę „Privilege”.

Choć dziś Ibiza cieszy się opinią najmodniejszego celu podróży w basenie Morza Śródziemnego, zachowała swój lokalny charakter. Wraz z Formenterą i okolicznymi wysepkami tworzy Pitiuzy. Przecina ją łańcuch niewysokich gór (z najwyższym szczytem Sa Talaia, 475 m n.p.m.). Linia brzegowa wyspy jest bardzo urozmaicona – pełno tu pięknych plaż i tajemniczych jaskiń. Tych pierwszych znajduje się na Ibizie ponad 50. Region północny porastają migdałowce, drzewa oliwne i figowce oraz winna latorośl. Na tych terenach mieszkańcy wypasają również owce i kozy. To idealna część wyspy dla miłośników pieszych wędrówek. Na południu dominują saliny, gdzie produkuje się sól morską. Szczególna uwaga należy się zachodniemu wybrzeżu pełnemu ukrytych plaż. Na zainteresowanie zasługują na nim m.in. Cala Molí (otoczona sosnami), Cala Vadella (z turkusowymi wodami i skalnymi ścianami chroniącymi przed wiatrem i falami) czy Cap Llentrisca (doskonała dla miłośników nurkowania). Największą popularnością w północno-wschodniej części Ibizy cieszą się Es Figueral (ze skalistymi wysepkami), Cala Boix (ze schodzącymi do morza górami) i Es Canar (z jasnym i drobnym piaskiem).

Podczas zwiedzania nie wolno pominąć Ibizy, stolicy i największego miasta wyspy (50 tys. mieszkańców). Choć działa w niej mnóstwo klubów i dyskotek, nie utraciła swojego dawnego charakteru. Jej początki datuje się na VII w. p.n.e., kiedy to została założona przez Fenicjan. Zabytkowa Dalt Vila (część historycznego centrum Ibizy) pełna jest wąskich i krętych uliczek, z których część biegnie w górę. Niestety, spokojne zwiedzanie utrudniają tłumy turystów. Warto przejść się tutaj pod Katedrę Matki Boskiej Śnieżnej (Catedral de la Virgen de las Nieves), patronki Ibizy i sąsiedniej Formentery. W pobliżu znajduje się średniowieczny zamek i fortyfikacje obronne.

Po odwiedzinach w stolicy najlepiej udać się na południowy kraniec wyspy, aby zobaczyć saliny. Sól pozyskiwano tu już w czasach Fenicjan. W 2001 r. teren ten objęto ochroną Parku Naturalnego Ses Salines (Parque Natural de Ses Salines).

Niedaleko popularnego wśród turystów, pełnego hoteli kurortu Sant Antoni de Portmany leży urocza wioska Santa Agnès de Corona z białym kościołem, barem i sklepem. W tym miejscu można przenieść się do innej epoki. To jeden z tych czarujących zakątków, gdzie odkryjemy dawną Ibizę.

Nie sposób wyjechać stąd bez spróbowania potraw lokalnej kuchni. Po długim zwiedzaniu lub całonocnej imprezie warto posilić się tradycyjnym tutejszym daniem, czyli rybą zapiekaną w bochenku chleba.

 

MINORKA

Ziemia pomiędzy Maó a Ciutadellą – tak mówią o Minorce jej mieszkańcy. Druga co do wielkości wyspa Balearów zajmuje mniej więcej 702 km² powierzchni. Leży najdalej od kontynentalnego wybrzeża Hiszpanii z całego archipelagu. Dzięki takiemu położeniu nie zdominowała jej jeszcze masowa turystyka.

Wyspa jest bardzo zróżnicowana pod względem krajobrazu. Na północy, zbudowanej z piaskowca, znajdziemy sporo zieleni. Tutejsze wybrzeże charakteryzuje się dużymi i otwartymi zatokami. Na południu, gdzie dominuje wapień, są liczne skalne doliny i jaskinie. Stromy brzeg morza w tym rejonie znaczą małe zatoczki. Poza tym na Minorce jest mnóstwo wiosek rybackich i miasteczek, które nawet w sezonie turystycznym stanowią oazy spokoju.

Do najciekawszych atrakcji wyspy należą prehistoryczne budowle megalityczne, pochodzące z okresu kultury talajockiej, która rozwijała się od ok. 1500 r. p.n.e. do końca II w. p.n.e. Zabudowania osad z epoki brązu można znaleźć w wielu miejscach, głównie na terenach wiejskich oraz równinnym i żyznym południu. Wśród nich warto wyróżnić taulę (stół lub podporę), talajot (grobowiec albo miejsce spotkań) i navetę (dom bądź grobowiec).

Najczęściej odwiedzane są na Minorce jej dwa największe miasta (oba 28-tysięczne) – Maó i Ciutadella. Znajdziemy w nich liczne zabytki. Odkryjemy tu też ślady z XVIII stulecia, kiedy to wyspa przechodziła z rąk brytyjskich do francuskich. Oba miasta mają naturalne porty. Ich mieszkańcy wiodą nieśpieszne wyspiarskie życie.

W Maó (Mahón), stolicy Minorki, nadal istnieją dzielnice przypominające gregoriańską Wielką Brytanię. Zwiedzanie warto rozpocząć od placu Hiszpanii (Plaça d’Espanya) sąsiadującego z kościołem karmelitów – Església del Carme. Obok niego znajduje się targowisko miejskie urządzone w dawnym klasztorze. Choć mieszkańcy przyzwyczaili się do zakupów wśród spoglądających na nich wizerunków świętych, wielu turystów reaguje zdziwieniem. W pobliżu wspomnianego placu działa także targ rybny – Sa Peixateria (Mercat de Peix). Niedaleko ratusza wznosi się górujący nad miastem neogotycki kościół (Església de Santa Marta). Pierwotna, gotycka świątynia powstała tu w XIV w., niedługo po zdobyciu wyspy przez króla Aragonii Alfonsa III (1265–1291) w 1287 r. W Maó powinniśmy również skierować nasze kroki do portu. To właśnie w nim żeglarze mieli znajdować schronienie przy warunkach mniej bezpiecznych do żeglugi. Wśród tutejszych atrakcji turystycznych na zainteresowanie zasługuje utworzone w 1889 r. Museu de Menorca, najważniejsza placówka muzealna na Minorce, oraz destylarnia ginu Xoriguer. Pozostałością po panowaniu Brytyjczyków na wyspie jest nie tylko charakterystyczna architektura, ale też zamiłowanie miejscowych do tego trunku.

W drodze z Maó do Ciutadelli warto wstąpić do miasta Alaior, słynącego m.in. z produkcji serów. Można także nieco zboczyć z trasy i zahaczyć o El Toro – najwyższą górę Minorki (358 m n.p.m.). Na jej szczycie znajduje się Santuari de la Verge del Toro, centrum duchowe i cel pielgrzymek.

Ciutadella była stolicą wyspy do 1722 r. W XVI stuleciu miasto zostało zniszczone przez Turków. Choć po tym okresie na próżno tu szukać śladów, dawna stolica Minorki zachwyca architekturą. Dwa najważniejsze tutejsze place to Plaça des Born i Plaça de la Catedral. Ten pierwszy stanowił kiedyś centrum muzułmańskiego miasta. Dziś stoi na nim obelisk przypominający o ataku Turków w 1558 r. Plaça de la Catedral swoją nazwę zawdzięcza pochodzącej z XIII i XIV w. gotyckiej katedrze (Catedral de Santa Maria) z dodaną później neoklasycystyczną fasadą, wybudowanej w miejscu dawnego meczetu. Przy placu Alfonsa III Zdobywcy (Plaça d’Alfons III Conqueridor), znanym jako Plaça de les Palmeres, znajduje się wzniesiony w 1812 r. zabytkowy młyn zbożowy o napędzie wiatrowym (Molí des Comte), element tradycyjnej architektury Balearów. Obecnie mieści się w nim klimatyczna restauracja „Molí des Comte Asador”. W mieście jest wiele zabudowań obronnych takich jak Zamek św. Mikołaja (Castell de Sant Nicolau) z końca XVII stulecia. W kompleksie dawnych fortyfikacji miejskich (Bastió de sa Font) funkcjonuje dziś Museu Municipal de Ciutadella. Na odpoczynek po zwiedzaniu warto wybrać się na plac Nowy (Plaça Nova), gdzie znajdziemy najpopularniejsze kawiarnie, restauracje i sklepy z pamiątkami.

Najpiękniejsze plaże Minorki leżą na południowym wybrzeżu. Wśród nich na uwagę zasługują Son Bou (najdłuższa na wyspie, aż 2,5-kilometrowa, idealna dla rodzin z dziećmi), Es Canutells (o złocistym piasku), Cala Binissafúller (Es Caló Blanc) i Punta Prima (najpopularniejsza ze wszystkich, z widokiem na niewielką wysepkę noszącą nazwę Illa de l’Aire). Na zachodnim wybrzeżu warto odwiedzić takie plaże jak Cala Blanca, Sa Caleta i Son Oleo.

Wśród potraw tutejszej kuchni wyróżnia się caldereta de llagosta (caldereta de langosta), czyli gulasz z langusty. Uchodzi on za lokalną specjalność, szczególnie w północnej części wyspy. Według mieszkańców najlepszy gulasz z langusty można dostać w Fornells, gdzie zawijał czasem jacht samego króla Hiszpanii Juana Carlosa I, gdy ten chciał odpocząć od Majorki. Świeże homary dostępne są codziennie dzięki miejscowym rybakom. Minorka jest odpowiednim miejscem dla osób pragnących odpocząć w spokoju lub rodzin z dziećmi, które nie mają ochoty na spędzanie czasu w głośnych parkach rozrywek.

 

MAJORKA

Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie – w ten sposób opisywał Majorkę nasz rodak, Fryderyk Chopin (1810–1849). Największa wyspa Balearów przyciąga mnóstwo gości. Ma ona 3640 km² powierzchni i blisko 900 tys. mieszkańców. Jest najczęściej odwiedzana w całym archipelagu, na który w 2017 r. przyjechała rekordowa liczba 13,8 mln turystów zagranicznych, z czego aż niemal 10,3 mln wybrało właśnie Majorkę. Co roku wakacje spędza tu nawet hiszpańska rodzina królewska, co dla wielu stanowi najlepszą rekomendację.

W północno-zachodniej części wyspy leży pasmo górskie Serra de Tramuntana. Nad Majorką górują dwa tutejsze szczyty: Puig Major (1445 m n.p.m.) i Puig de Massanella (1364 m n.p.m.). Wśród zboczy ukryta jest Valldemossa, w której mieszkał zimą 1838/1839 r. Fryderyk Chopin z George Sand (1804–1876). Jedno z najładniejszych miejsc na wyspie znajduje się na północnym wschodzie – to przylądek Formentor (Cap de Formentor). Góry schodzą w tym rejonie prosto do morza.

Zapaleni ornitolodzy będą zachwyceni mokradłami S’Albufera (Parc Natural de s’Albufera), gdzie spotyka się ponad 300 gatunków ptaków. W środkowej części Majorki i na południu dominują tereny nizinne. Miejscowi uprawiają na nich cytrusy, drzewa oliwne i winorośle. W regionie wschodnim można zwiedzać Jaskinie Smocze (Coves del Drac, Coves del Drach). Groty zdobią fantazyjne stalaktyty, stalagmity i stalagnaty. Znajduje się tu również duże podziemne jezioro – Llac Martel (ok. 115 m długości i 30 m szerokości). Miłośnicy kąpieli słonecznych i morskich mają do wyboru ponad 260 plaż, z których aż 31 przyznano w tym roku prestiżową Błękitną Flagę (przy 46 na całych Balearach).

Na wyspie trzeba też zawitać do jej stolicy, czyli 440-tysięcznego miasta Palma de Mallorca. Należy odwiedzić w nim przede wszystkim gotycką Katedrę (La Seu) i Pałac Almudaina (Palau de l’Almudaina). Warto pójść na spacer wzdłuż eleganckiej nadmorskiej promenady, a także do pobliskiego portu. Po zwiedzaniu proponuję przysiąść w jednej z licznych kawiarni w starej części miasta i spróbować ensaїmady – zwijanego ciasta z nadzieniem, posypywanego cukrem pudrem. Imprezowicze najlepsze dyskoteki i kluby znajdą właśnie w stolicy.

 

Katedra w mieście Palma de Mallorca

© BALEARIC MINISTRY FOR INNOVATION RESEARCH AND TOURISM/ATB/GASPAR MONROIG

 

TENERYFA

Największą i najgęściej zaludnioną z Wysp Kanaryjskich jest Teneryfa (2034,38 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców). W języku rdzennych mieszkańców sąsiedniej La Palmy jej nazwa oznaczała Białą Górę. Do dziś najwyższy tutejszy szczyt (i jednocześnie całej Hiszpanii) bywa ośnieżony w miesiącach zimowych. Pico del Teide, bo o nim mowa, wznosi się na 3718 m n.p.m. Wulkan Teide dzieli wyspę na dwie strefy: wilgotną i wiecznie zieloną północ oraz suche i gorące południe.

Teneryfa jest bardzo dobrze rozwinięta pod względem turystycznym. Do najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych z mnóstwem hoteli należą Playa de las Américas i Los Cristianos. Oprócz świetnej bazy noclegowej na wyspie znajduje się również wiele atrakcji dla rodzin z dziećmi. Można tu spędzić dzień ze zwierzętami (papugami, orkami, delfinami czy lwami morskimi) w kompleksie zoologiczno-botanicznym Loro Parque w Puerto de la Cruz lub poszaleć w największym parku wodnym w Europie (18,5-hektarowym), uznawanym za najlepszy na świecie, czyli Siam Parku.

Wielbiciele pięknych widoków powinni odwiedzić Park Narodowy Teide (Parque Nacional del Teide) czy obejrzeć słynne klify w Los Gigantes (Acantilados de Los Gigantes) na zachodnim wybrzeżu, a miłośnicy przyrody – wybrać się na rejs w celu obserwowania delfinów i wielorybów. Warto też udać się do ponad 200-tysięcznej stolicy Teneryfy – Santa Cruz de Tenerife, gdzie działają liczne muzea, w tym sztuk pięknych (Museo Municipal de Bellas Artes). Wizyta w mieście będzie doskonałą przerwą od podziwiania naturalnych krajobrazów wyspy. Typową architekturę kanaryjską obejrzymy np. w La Orotavie. Słynie ona z najlepiej zachowanej tradycyjnej zabudowy regionu i brukowanych ulic.

Wyjątkowo malowniczym miejscem na Teneryfie (w jej północno-zachodniej części) jest również wioska Masca, położona na średniej wysokości ok. 750 m n.p.m. w wąwozie o tej samej nazwie. Jej białe domy wydają się być przyklejone do zbocza górskiego (Macizo de Teno). Po drodze można kupić lokalne owoce, np. opuncję, i miód. Poza tym warto także zajrzeć do Icod de los Vinos. W tym słynącym z win i likierów mieście znajduje się kolejny symbol Teneryfy – ponad tysiącletnia (przynajmniej według tradycji) dracena smocza zwana Drago Milenario.

 

Wulkan Teide w centrum Teneryfy

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./SAÚL SANTOS

 

LA PALMA

Sąsiadka Teneryfy, La Palma, nazywana bywa przez mieszkańców archipelagu Piękną Wyspą (La Isla Bonita) lub Zieloną Wyspą (La Isla Verde). Ma 708,32 km² powierzchni, ponad 80 tys. mieszkańców i stanowi idealne miejsce dla osób stroniących od tłumów i atrakcji typowych dla masowej turystyki.

Co ciekawe, La Palma jest górzysta. Najwyższy szczyt na wyspie to Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). W jej południowym rejonie nadal obserwuje się aktywność wulkaniczną (grzbiet Cumbre Vieja). Tutejszy wulkan Teneguía (439 m n.p.m.) wybuchł ostatnio w 1971 r. Wspaniałe szlaki górskie znajdują się na La Palmie na obszarze Kaldery Taburiente (Caldera de Taburiente). Stąd również rozciągają się niezapomniane widoki na okolicę. Na tych terenach w XV w. Benahoaryci (Auaryci), rdzenni mieszkańcy wyspy, ukrywali się przed Hiszpanami. W 1954 r. Kaldera de Taburiente ze względu na walory botaniczne i geologiczne została objęta granicami parku narodowego (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente). Wśród osób uprawiających aktywną turystykę dużą popularnością cieszy się Ruta de los Volcanes, szlak o długości 24,3 km, który prowadzi od zadbanego górskiego schroniska, Refugio El Pilar (1450 m n.p.m.), do Los Canarios (700 m n.p.m.) w gminie Fuencaliente. Poza tym La Palmę wybierają też miłośnicy podziwiania nocnego nieba. Gwiazdy są tu widoczne wyjątkowo wyraźnie.

W stolicy wyspy, Santa Cruz de La Palma, można oglądać tradycyjną architekturę archipelagu. Ten niegdyś jeden z najważniejszych portów hiszpańskiego imperium (ostatni na szlaku do Ameryki) dziś gości promy przepływające między La Gomerą i Teneryfą. Przybijają tutaj także duże luksusowe statki wycieczkowe. Przez wielu miasto uznawane jest za jedno z najładniejszych na całym archipelagu, ponieważ zachowała się w nim zwarta, harmonijna zabudowa w lokalnym stylu. W Santa Cruz de La Palma znajdziemy replikę statku Santa María (La Virgen) Krzysztofa Kolumba (1451–1506), który zatrzymywał się na Wyspach Kanaryjskich w drodze do Ameryki. Działa w niej niewielkie muzeum morskie (Museo Naval de Santa Cruz de La Palma). Osoby interesujące się historią powinny udać się również do Parku Kulturowego (Archeologicznego) La Zarza i La Zarcita. Benahoaryci pozostawili w tym miejscu wyryte w skałach piktogramy.

 

LA GOMERA

Zdecydowanie bliżej Teneryfy leży La Gomera (369,76 km² powierzchni i 21 tys. mieszkańców), zwana Okrągłą Wyspą (La Isla Redonda). Pokrywają ją prastare lasy wawrzynowe oraz głębokie i żyzne doliny wykorzystywane głównie pod uprawę bananowców. To raj dla wszystkich lubiących ekoturystykę, piesze wycieczki i szukających spokoju, ale nie oczekujących luksusów.

Guanczowie (Gomerowie), rdzenni mieszkańcy wyspy, porozumiewali się ze sobą językiem gwizdów (silbo gomero), który do dzisiaj jest przekazywany w miejscowych rodzinach z pokolenia na pokolenie (w 2009 r. wpisano go na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Zajmowali się oni głównie rolnictwem, podobnie jak późniejsi mieszkańcy La Gomery. Jednak trudne warunki do uprawy zmusiły część ludzi do emigracji i obecnie można tu znaleźć wiele opustoszałych wiosek. Podobnie jak Ibizę w latach 70. XX stulecia wyspę upodobali sobie hippisi, dla których stanowiła powiew wolności. W wyniku tego stała się ona symbolem dziewiczego piękna. Ze względu na tę opinię zaczęła się na niej później rozwijać turystyka.

Najpopularniejszym wśród zagranicznych gości miejscem na La Gomerze jest Valle Gran Rey, gdzie znajdują się hotele, bary, restauracje i plaże z ciemnym piaskiem (m.in. Charco del Conde, La Calera, La Puntilla czy Vueltas). Funkcję stolicy wyspy pełni San Sebastián de La Gomera (9 tys. mieszkańców). Z jego portu Krzysztof Kolumb wyruszył we wrześniu 1492 r. na poszukiwania nowej, krótszej drogi morskiej do Indii. Zanim udał się na swoją pierwszą wyprawę, zatrzymał się w mieście. Z tego powodu wyspa zyskała sobie nazwę Isla Colombina.

Za skarb La Gomery uchodzi Park Narodowy Garajonay, który podczas pobytu na niej trzeba koniecznie odwiedzić. Rosnący na jego terenie rozległy las wawrzynowy jest uznawany za jeden z najstarszych obszarów leśnych na świecie. Prawdopodobnie właśnie tak wyglądał las śródziemnomorski przed epoką lodowcową. Na terytorium należącym do parku występuje również blisko 2 tys. innych gatunków roślin. W 1986 r. Garajonay wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajdujący się tu Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem na La Gomerze.

Warto także zobaczyć spektakularne formacje bazaltowe Los Órganos na północnym zachodzie wyspy. Ogląda się je od strony oceanu, z pokładu statku. Ten widok zachwyci z pewnością każdego miłośnika dzieł natury.

 

EL HIERRO

Maleńka Wyspa (La Isla Chiquita), czyli El Hierro, ma raptem ok. 270 km² powierzchni i niewiele ponad 10 tys. mieszkańców. Jest najmniej skomercjalizowana z całego kanaryjskiego archipelagu. Przyciąga głównie osoby spragnione kontaktu z naturą, miłośników ekoturystyki i nurkowania. To właśnie przyroda i bogaty podwodny świat u jej wybrzeży stanowią jej największe atrakcje. Wyspę pokrywają m.in. lasy sosnowe. Na szczególną uwagę zasługuje rejon El Sabinar ze starymi, wielkimi jałowcami (sabinas), które powyginał fantazyjnie nieustannie wiejący tutaj wiatr. Wybrzeże El Hierro jest mocno urozmaicone. Jedna z najładniejszych jego części to okolica wynurzających się z oceanu formacji skalnych Roques de Salmor.

Organizacja UNESCO w 2000 r. ogłosiła całą wyspę rezerwatem biosfery. W rejonie jej południowych brzegów cztery lata wcześniej utworzono również rezerwat morski (Reserva Marina de la Punta de La Restinga-Mar de las Calmas). Poza tym można na niej spotkać endemiczne jaszczurki, osiągające nawet do 60 cm długości – kanaryjki z El Hierro (Gallotia simonyi).

Po rdzennej ludności wyspy, Bimbaczach, nie zachowały się żadne ślady. Dzisiejsi jej mieszkańcy to w znacznej mierze potomkowie Kastylijczyków i Normandczyków. Ludność El Hierro zajmuje się głównie rolnictwem, hodowlą zwierząt i rybołówstwem. Przemysł i masowa turystyka są słabo rozwinięte. Na wyspie korzysta się z odnawialnych źródeł energii (w 2014 r. powstała elektrownia wodna Gorona del Viento), co czyni ją samowystarczalną.

Stolicą El Hierro jest La Villa de Valverde (gmina Valverde). To jedyne na całym archipelagu miasto stołeczne, które nie ma dostępu do wybrzeża. Leży ono w zielonej dolinie usytuowanej na północnym wschodzie wyspy.

 

FUERTEVENTURA

Szmaragdowa woda i biały piasek – tak można opisać Fuerteventurę, kolejną z Wysp Kanaryjskich, na którą warto się wybrać. Znajduje się ona między Gran Canarią i Lanzarote, zajmuje ok. 1660 km² powierzchni, a zamieszkuje ją 110 tys. ludzi. Jest najstarsza pod względem geologicznym w całym archipelagu – powstała 21 mln lat temu – i leży najbliżej wybrzeża Afryki (w odległości 97 km).

Jej znakiem rozpoznawczym są niezmiernie długie i szerokie plaże oraz krajobrazy z linią horyzontu ciągnącą się w nieskończoność. W środkowej części Fuerteventury dominują góry (Macizo de Betancuria z najwyższym szczytem Pico de la Atalaya, 724 m n.p.m.), a na zachodzie wznosi się piękne klifowe wybrzeże (szczególnie malownicze w okolicy La Pared). Na wyspie jest aż ponad 150 km plaż (cała linia brzegowa ma niemal 326 km). Najsłynniejsze znajdują się na wschodzie i południu i to właśnie tu powstało najwięcej hoteli. Turystów przyciąga zwłaszcza Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). W tym rejonie leżą najdłuższe plaże na Fuerteventurze. Naturalna roślinność wyspy jest dość uboga ze względu na ukształtowanie terenu i klimat. W 2009 r. na jej całym obszarze ustanowiono jednak rezerwat biosfery UNESCO. Fuerteventura stawia na rozwój zrównoważonej turystyki i jakość usług.

To wyspa idealna przede wszystkim na aktywny wypoczynek. Biegacze znajdą tutaj liczne miejsca świetnie nadające się do uprawiania joggingu, a amatorzy nordic walkingu – doskonałe tereny do pieszych wędrówek. Na Fuerteventurze wieją silne wiatry, dlatego cieszy się ona także ogromnym zainteresowaniem surferów, wind- i kitesurferów oraz żeglarzy. Działa na niej zresztą wiele profesjonalnych centrów oferujących lekcje z doświadczonymi instruktorami sportów wodnych (na czele z istniejącym już od 34 lat René Egli by Meliã przy przepięknej plaży i zależnej od pływów lagunie Sotavento).

Osoby interesujące się architekturą i historią powinny odwiedzić zabytkową Betancurię, pierwsze miasto na wyspie. Została ona założona w 1404 r. i kiedyś była stolicą Fuerteventury (do 1834 r.). Warto zwiedzić tu Kościół Matki Boskiej z Betancurii (Iglesia de Santa María de Betancuria) i ruiny klasztoru franciszkańskiego z początku XV stulecia (Convento Franciscano de San Buenaventura). W Betancurii mieści się również Muzeum Archeologiczne (Museo Arqueológico de Betancuria), prezentujące życie dawnych mieszkańców wyspy.

Miłośników przyrody zachwyci pustynny Park Naturalny Corralejo z zapierającymi dech w piersiach wydmami lub pobliska wysepka Lobos (6 km² powierzchni). Na tej ostatniej spotkać można mniszki śródziemnomorskie (zagrożony wyginięciem gatunek fok), a także inne zwierzęta. Fuerteventura słynie poza tym m.in. z pełnego atrakcji tropikalnego ogrodu zoologicznego i botanicznego Oasis Park oraz produkcji kosmetyków z aloesu, rośliny o właściwościach leczniczych. Turyści chętnie kupują je jako pamiątkę z podróży, choć warto je polecić każdemu plażowiczowi spędzającemu długie godziny na słońcu.

 

LANZAROTE

Do grona najpiękniejszych wysp hiszpańskich zalicza się – moim zdaniem – jeszcze jedna z tych należących do kanaryjskiego archipelagu – Lanzarote. Ma ona niezwykły, typowo wulkaniczny charakter i szczyci się przepięknym wybrzeżem. Z tutejszymi krajobrazami kontrastują klimatyczne miejscowości z tradycyjnymi białymi domami.

Na wyspie można wypoczywać m.in. w jednym z trzech kurortów – są to Costa Teguise, Puerto del Carmen i Playa Blanca. Osoby poszukujące piaszczystych plaż będą jednak zawiedzione. Na Lanzarote (ok. 846 km² powierzchni i niemal 150 tys. mieszkańców) tylko mniej więcej 30 km wybrzeża pokrywa piasek, w dodatku w większości został on nawieziony. Na szczególną uwagę zasługują Playa de Papagayo, Playa Quemada i Playa Honda.

Lanzarote dała Wyspom Kanaryjskim i Hiszpanii słynnego Césara Manrique (1919–1992), który urodził się w stołecznym Arrecife. Ten artysta, urbanista i konserwator zabytków stworzył rozbudowaną infrastrukturę turystyczną oraz promował architekturę kanaryjską. Do Fundacji Césara Manrique (Fundación César Manrique) należy Taro de Tahíche, gdzie popularyzuje się budowanie obiektów zharmonizowanych z naturalnym środowiskiem. Warto odwiedzić także Ogród Kaktusów (Jardín de Cactus) w miejscowości Guatiza zaprojektowany przez artystę.

Wyspa słynie również z licznych punktów widokowych, takich jak Mirador del Río czy Mirador de Haría. Główną atrakcją powstałego w 1974 r. Parku Narodowego Timanfaya są Montañas del Fuego, czyli Góry Ognia, położone w zachodniej części Lanzarote. W trakcie wycieczki po terenie parkowym można dowiedzieć się, jak wykorzystywano tu wielbłądy, i zobaczyć gejzer na polu Islote de Hilario (Wysepka Hilario) – wydobywająca się z niego woda osiąga temperaturę 600°C. W parku działa też restauracja „El Diablo” projektu Césara Manrique. Serwowane w niej dania przygotowywane są na grillu z lawy.

Miłośnicy wulkanicznych krajobrazów muszą wybrać się do Malpaís de la Corona. Jest to obszar pokryty tufem z wybuchu wulkanu La Corona (609 m n.p.m.), który zdarzył się ok. 4 tys. lat temu. W tej części wyspy znajduje się Cueva de los Verdes – blisko 7-kilometrowy tunel utworzony w lawie.

Na Lanzarote warto zobaczyć także rozległe saliny (168-hektarowe) – Salinas de Janubio. Wodę dostarczano do nich niegdyś za pomocą wiatraków. Podczas obchodów Bożego Ciała (Corpus Christi) sól wykorzystywana jest do dekoracji ulic i placów 60-tysięcznej stolicy wyspy, Arrecife.

 

Miejscowość Arrieta na północy Lanzarote

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./ALEX BRAMWELL-LEX THOONEN

 

TOXA

U północno-zachodnich wybrzeży Hiszpanii, w galicyjskiej prowincji Pontevedra leży Illa da Toxa (hiszp. Isla de La Toja). Ta niepozorna wyspa (niewiele ponad 1 km² powierzchni), porośnięta sosnami, z kontynentem jest połączona mostem.

Już w czasach przedrzymskich miała ona być znana z leczniczych właściwości swoich wód termalnych i błota. Przez stulecia wypasano tu zwierzęta, które transportowano na łodziach. Jednak w XIX w. ze względu na gorące źródła utworzono w tym miejscu uzdrowisko i zaczęli do niego przyjeżdżać pierwsi kuracjusze.

Toxa jest najbardziej znaną z galicyjskich wysp. Zawdzięcza to centrum termalnemu i rozwojowi turystyki leczniczej. Wśród drzew znajduje się wiele luksusowych letnich rezydencji oraz kompleksy hotelowe dla zamożnych turystów, którzy mogą tu nawet grać w golfa. Na uwagę zasługuje szczególnie nadzwyczajny 5-gwiazdkowy Eurostars Gran Hotel La Toja. Teren wyspy zajmują obszary przeznaczone pod zabudowania, pole golfowe (25 ha na północy) i dziewiczy las sosnowy (w centrum). Oprócz odnowy biologicznej, spacerów po okolicy i wypoczynku na plaży turyści mogą tutaj również wybrać się na wycieczkę katamaranem z przeszklonym dnem, przez które podziwia się morski świat.

 

WYSPY CÍES

Trzy galicyjskie wyspy położone przy wybrzeżu rejonu Rías Baixas Rzymianie nazywali niegdyś ponoć Wyspami Bogów. Illas Cíes są częścią Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Rajskie plaże i krystalicznie czyste wody stworzyły w tym miejscu wyjątkowe królestwo natury. Hiszpanie ze względu na walory przyrodnicze nazywają archipelag galicyjskimi Karaibami.

Dotarcie w te strony nie jest trudne. Przybijają tu statki z Vigo, Baiony lub Cangas. Na wyspach może jednak w ciągu dnia przebywać ograniczona liczba odwiedzających, warto zatem wyruszyć rano. Jeśli ktoś chce zostać na archipelagu na dłużej, powinien zdawać sobie sprawę, że będzie musiał nocować na kempingu.

Illas Cíes były miejscem odwiedzanym przez piratów napadających na hiszpańskie statki. Sam słynny angielski korsarz Francis Drake (ok. 1540–1596) miał się tutaj ukrywać po swoich pirackich atakach na jednostki należące do Hiszpanii.

Wyspa San Martiño (na południu) zamieszkiwana jest przez różne gatunki ptaków i stanowi ścisły rezerwat przyrody. Z kolei Monteagudo (na północy) i Faro (w środku) połączone są wąskim pasem piasku (o długości ok. 1,2 km), tworzącym malowniczą plażę (Praia de Rodas). Większość turystów przebywa nad brzegiem oceanu lub w okolicznych barach. W cieniu drzew dochodzących do linii piasku znajdują się miejsca kempingowe. Z plaży można dotrzeć do latarni morskiej, skąd rozciągają się wspaniałe widoki na Atlantyk. W otaczających archipelag wodach często pojawiają się delfiny, wieloryby i żółwie morskie.

 

TABARCA

Wśród 12 najpiękniejszych hiszpańskich wysp jest też miejsce dla jeszcze jednego cudownego zakątka. Tabarca, bo o nią chodzi, znajduje się w okolicy wschodniego wybrzeża kraju, w sąsiedztwie przylądka Santa Pola (Cabo de Santa Pola), i należy do wspólnoty autonomicznej Walencja. Ta niewielka wyspa, mająca zaledwie 0,3 km² powierzchni, cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów odwiedzających prowincję Alicante i Białe Wybrzeże (Costa Blanca). Na stałe zamieszkuje ją ok. 60 osób. Z kontynentalnej części Hiszpanii można się tu dostać statkiem lub katamaranem.

Tabarca znana była już Grekom i Rzymianom, a jak podają legendy, w późniejszych czasach zatrzymywali się na niej liczni piraci. Obecną nazwę nadali jej osadnicy, którzy przybyli tutaj w XVIII stuleciu z tunezyjskiej wyspy Tabarka, gdy ta została odebrana Republice Genui przez beja Tunisu.

Na wschodzie leżą obszary wydmowe i tereny lęgowe ptaków. W tej okolicy znajduje się też latarnia morska (Faro de Tabarca) z 1854 r. pełniąca niegdyś funkcję szkoły dla latarników i ruiny Wieży św. Józefa (Torre de Sant Josep), wzniesionej w XIV w. i później przebudowywanej. W XIX stuleciu ta ostatnia służyła jako więzienie. Niedaleko jest także cmentarz.

Na zachodzie Tabarki znajdziemy rybackie miasteczko. W murach obronnych, otaczających prostopadle rozmieszczone ulice, zachowały się trzy bramy – Puerta de Levante (Porta de Llevant), nazywana również Bramą św. Rafała (Porta de Sant Rafel), Puerta de la Trancada (Porta de la Trancada), zwana Bramą św. Gabriela (Porta de Sant Gabriel), i Puerta de Tierra (Porta de Terra), znana jako Brama św. Michała (Porta de Sant Miquel). Serce miejscowości stanowi Plaça Gran, jej główny plac. Nie można też nie wspomnieć o barokowym, XVIII-wiecznym Kościele św. Piotra i św. Pawła (Església de Sant Pere i Sant Pau), który widać już od strony portu. Warto przysiąść w jego pobliżu choć na chwilę, żeby poobserwować codzienne życie miasteczka. Mieszkańcy wyspy zajmują się głównie rybołówstwem i prowadzeniem lokali gastronomicznych (w sezonie letnim Tabarca odwiedzana jest przez ok. 3 tys. turystów dziennie). Podaje się w nich m.in. smakowite dania z ryb i owoców morza. Koniecznie trzeba spróbować potrawy o nazwie arroz caldero (caldero tabarquí), pod którą kryje się ryż gotowany na wywarze rybnym o intensywnym smaku z dodatkiem papryki ñora (nyora).

W 1964 r. zabudowania na wyspie uznano za zespół historyczno-artystyczny. W okolicy Tabarki w 1986 r. utworzono także rezerwat morski – Reserva Marina de la Isla de Tabarca. W czasie rejsu łodzią o przeszklonym dnie można podziwiać żyjące tutaj kraby, langusty, liczne gatunki ryb, rozgwiazdy, gąbki i koralowce, a nawet żółwie karetta. Miłośnicy aktywnego wypoczynku również znajdą na tej niewielkiej wyspie coś dla siebie. W jej wschodniej części czeka na nich prawie 3-kilometrowa Ruta Sendero Natural por Nueva Tabarca „El Campo”. Wyprawa tą malowniczą trasą trwa ok. 2 godz.

 

ISLA DE ALBORÁN

Wśród interesujących hiszpańskich wysp znajduje się też pewne wyjątkowe miejsce w Andaluzji. Isla de Alborán jest znana tylko nielicznej grupie osób. Ta wulkaniczna wyspa, przypominająca swoim kształtem trójkąt, leży między Hiszpanią a Marokiem. Maurowie ze względu na jej położenie nazywali ją pępkiem świata.

Isla de Alborán ma raptem 0,0712 km² powierzchni. Hiszpanie mówią, że na tej ziemi rządzi pogoda. Warunki pogodowe są tu rzeczywiście zmienne – pojawiają się silnie wiejące wiatry, a do tego w tym rejonie panuje klimat subtropikalny pustynny. Ze względu na takie uwarunkowania i unoszącą się w powietrzu sól na wyspie nie rozwinęła się bogata roślinność. Znajdziemy na niej jednak piękne plaże, a także mewy śródziemnomorskie, a w okolicznych wodach – delfiny i walenie. Dzięki bliskości prądów z Oceanu Atlantyckiego ten najdalej na zachód wysunięty region Morza Śródziemnego, nazywany Morzem Alborańskim, cechuje ogromne zróżnicowanie i bogactwo podwodnego świata. Występuje w nim m.in. pomarańczowy koralowiec Astroides calycularis. Wyspa ma bardzo dużą wartość przyrodniczą. Znajdują na niej schronienie ptaki migrujące między Europą a Afryką. Oprócz nich można tutaj spotkać również mniszki śródziemnomorskie. Te zagrożone wyginięciem foki zamieszkiwały kiedyś jaskinie przy skalistych wybrzeżach. Dziś na całym świecie jest ich tylko kilkaset. W celu ochrony przyrody wyspy w 1997 r. utworzono w tym rejonie rezerwat morski, a w 2002 r. – strefę ochrony ptactwa. Jej piękno i tajemnice mogą więc odkrywać tylko przyrodnicy i specjaliści mający pozwolenie oraz wojskowi, ponieważ na Isla de Alborán istnieje mała baza hiszpańskiej piechoty morskiej.

 

Wydanie Lato 2018

Zimowe szaleństwo w austriackich Alpach

ELŻBIETA PAWEŁEK

<< Są tu najlepsze stoki narciarskie i słynne trasy Pucharu Świata, którym trudno się oprzeć, całoroczny śnieg na lodowcach i mnóstwo atrakcji. Zbocza Alp w niewielkiej Austrii to istny raj dla wielbicieli białego szaleństwa. Przyjeżdżają oni do tego kraju nie tylko z Europy, lecz także z całego globu, i nigdy nie opuszczają go zawiedzeni. >>

Austriacy wiedzą, jak zadbać o narciarzy. To dla nich przygotowują bezpieczne, ubite szlaki oraz tereny do uprawiania stylu freeride. Z myślą o snowboardzistach otwierają snowparki, aby przyciągnąć rodziny z dziećmi, organizują szkółki dla najmłodszych z dodatkowym programem rozrywkowym. Miejscowe ośrodki słyną ze znakomitej infrastruktury, a zaplecze gastronomiczne jest w nich na naprawdę wysokim poziomie. Zagranicznych gości zapraszają do siebie malowniczo położone hotele, modne pensjonaty, przytulne zajazdy i tradycyjne schroniska. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Więcej…