LUCYNA LEWANDOWSKA

<< Ten uroczy archipelag znajdziemy na mapie na północy Afryki, w pobliżu południowych wybrzeży Maroka i Sahary Zachodniej. Pod względem administracyjnym stanowi on wspólnotę autonomiczną wchodzącą w skład Hiszpanii. To jeden z ultraperyferyjnych regionów Unii Europejskiej. Otoczone wodami Atlantyku Wyspy Kanaryjskie (część Makaronezji) przyciągają słońcem i umiarkowanymi temperaturami, a także znakomitymi warunkami do wypoczynku oraz atmosferą błogiego relaksu. Od lat uchodzą za numer 1 wśród wymarzonych kierunków wakacyjnych klientów europejskich biur podróży (w 2013 r. odwiedziło je ponad 12 mln turystów!). >>

Tak naprawdę wysp jest trzynaście, ale przybywający tu goście wybierają zazwyczaj tylko siedem największych: Teneryfę, Fuerteventurę, Gran Canarię, La Gomerę, La Palmę i El Hierro. Resztę zamieszkuje w sumie ok. 1300 osób i na większości z nich ustanowiono rezerwaty. Każdą porasta jednak inna roślinność, a wyspiarze z różnych części archipelagu, mimo wspólnego urzędowego języka hiszpańskiego, mówią z nieco odmiennym akcentem.
Wielu podróżników spiera się o to, którą z wysp powinno uznać się za najpiękniejszą. Jednak ze względu na ich dużą różnorodność nie da się tak naprawdę wybrać jednej faworytki. Znajdziemy na nich wielobarwne plaże, subtropikalne lasy, księżycowo-wulkaniczne krajobrazy, palmowe gaje i mnóstwo atrakcji.   

 

TAM, GDZIE ROSNĄ SMOCZE DRZEWA
Istnieją drzewa, których wieku nie można określić po liczbie słojów, ponieważ ich nie mają, lecz wyłącznie na podstawie podziału gałęzi. Po nacięciu kory puszczają one natomiast żywicę w kolorze czerwonym. Smokowce (draceny smocze), bo o nich mowa, to piękne, choć nieco dziwaczne rośliny spotykane wyłącznie na Wyspach Kanaryjskich, Maderze, w Republice Zielonego Przylądka i na zachodzie Maroka. Najliczniej występują na Teneryfie – największej (ponad 2 tys. km²) i najludniejszej (900 tys. mieszkańców) w całym archipelagu. Na niej właśnie w miejscowości Icod de los Vinos rośnie najstarszy okaz, znany jako Drago Milenario, którego wiek szacowano na ponad 1000 lat (obecnie mówi się raczej o ok. 400).

FOT. TURISMO DE TENERIFE

W XVI i XVII w. Garachico było najważniejszym portem na Teneryfie


Oprócz dracen smoczych Teneryfę porastają kaktusy, palmy i bananowce. Jej klimat dzieli się na dwie strefy: wilgotną północno-wschodnią z częstymi mgłami i opadami oraz suchą i słoneczną południowo-zachodnią. Wszystko za sprawą wulkanu Teide (3718 m n.p.m.), najwyższego szczytu Hiszpanii i jednocześnie najwyższego punktu Oceanu Atlantyckiego. Warto pokusić się o jego zdobycie. Górę otacza Park Narodowy Teide (Parque Nacional del Teide), umieszczony na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jego scenerię tworzą wielobarwne skały, zastygła lawa i popiół wulkaniczny. Ochronie podlega tu teren leżący powyżej 2000 m n.p.m., który jest doskonałym miejscem do aklimatyzacji przed wejściem na szczyt. Do wyboru mamy dwie możliwości: kilkugodzinne podejście szlakiem lub wjazd kolejką linową. Górną stację od wierzchołka dzieli jeszcze niecałe 200 m. Aby pokonać ten odcinek, musimy wcześniej uzyskać specjalne pozwolenie. Przepustki wydaje się bez opłat, na konkretny dzień i daną godzinę. W ten sposób ogranicza się liczbę wejść i właśnie dzięki temu na górze nie napotkamy tłumów. Panuje tutaj cisza i spokój, a w powietrzu unosi się tylko lekki zapach siarki. Gdy stanęłam na szczycie ze swoją rodziną, oprócz nas nie było nikogo.
Widoki roztaczające się z wierzchołka Teide oszałamiają. Polecam zwłaszcza wyprawę o poranku. Z morza chmur wyłaniają się sąsiednie wyspy: najbliższe La Gomera i Gran Canaria oraz nieco oddalone La Palma i El Hierro. To jedno z niewielu miejsc na świecie, z którego można na własne oczy zobaczyć, jak wygląda z góry prawie 4-tysięczna różnica wysokości między poziomem morza a końcowym punktem pomiaru. O wschodzie słońca w pogodne dni zaobserwujemy jeden z najdłuższych cieni na ziemi – sylwetkę stożka rozciągniętą na odległość 200 km.
Jeżeli pojedziemy na Teneryfę zimą, będziemy mogli zarówno porzucać się śnieżkami na górze Teide, jak i poopalać się nad Atlantykiem. Nie bez powodu większości turystów wyspa kojarzy się z 350-kilometrowym wybrzeżem. Na północy dominują naturalne skaliste baseny. Od zachodniej strony, gdzie kilkusetmetrowe Klify Olbrzymów (Acantilados de Los Gigantes) schodzą do samego oceanu, niewiele miejsc nadaje się do kąpieli, ale południową linię brzegową tworzą długie, złociste plaże, nad którymi słońce świeci ponad 300 dni w roku. Tutejszy piasek ma rozmaite kolory: od żółtego po czerwony i szary czy wręcz czarny. Niektóre rejony wybrzeża są zupełnie bezwietrzne, inne przyciągają amatorów kite- i windsurfingu.
Nie tylko Teide kształtuje klimat wyspy, lecz także dwa opływające ją prądy morskie, które oddziałują na świat fauny w okolicznych wodach. Dostatek pokarmu w przesmyku między Teneryfą a La Gomerą przyciąga delfiny i inne walenie. Dlatego dużą popularnością cieszą się na archipelagu wycieczki połączone z obserwacją tych ssaków. Pływają one zazwyczaj niespiesznie, co chwilę wynurzając się i pokazując swoje płetwy grzbietowe i grubą lśniącą skórę. Dzięki sprawnej komunikacji między łodziami turystycznymi należącymi nawet do różnych firm wyprawy prawie zawsze kończą się sukcesem, a ich uczestnicy mogą przyjrzeć się waleniom z naprawdę bliska.
Nie sposób wymienić wszystkich atrakcji największej z wysp. Na pewno warto wspomnieć jeszcze o tajemniczych piramidach w pobliżu Güímar, niesamowicie krętej drodze prowadzącej do malowniczej wioski Masca, Parku Papug – Loro Parque, czyli ogrodzie botaniczno-zoologicznym, gdzie odbywają się m.in. pokazy orek, nad głowami zwiedzających latają kolorowe ptaki, w oszklonym tunelu pływają rekiny, a w pingwinarium pada specjalnie wytwarzany śnieg. Poza tym znajdziemy tutaj również największy w Europie park wodny Siam Park z najwyższą sztuczną falą (3-metrową!).

 

SAHARA NA WYSPIE
Gdy wszystko wokół pokrywa piasek, czasami trudno odróżnić, co jest jeszcze pustynnym pasmem wydm, a co już plażą. Z odległej o niecałe 100 km Afryki wiatry wciąż przynoszą na Fuerteventurę drobne ziarenka, które przysypują drogę odgradzającą suche wnętrze wyspy od jej wschodnich, słonecznych wybrzeży. Chmury piaskowego pyłu unoszone przez koła samochodów wyglądają jak tumany śniegu w czasie polskiej zimy. Jednak tu niemal zawsze panuje wiosna lub lato.   
Ze względu na afrykańskie wiatry Fuerteventura podlegała najsilniejszym procesom erozji. Najwyższe jej wzniesienie – Pico de la Zarza (Pico de Jandía) – ma tylko 807 m n.p.m., a całą jej powierzchnię znaczą pagórki i doliny. Zachodni brzeg kończą urwiste klify, wschodni tworzy płaski, rozległy horyzont wraz z linią oceanu. Klimat subtropikalny jest ostrzejszy niż na pozostałych wyspach. Opadów praktycznie się nie notuje, zaś średnia temperatura w ciągu roku wynosi ok. 21°C, choć latem bywa nawet 40°C. Nic więc dziwnego, że w krajobrazie dominują różne odcienie żółci i brązu. W takich barwach powstają też domy. Zdarza się jednak, że od czasu do czasu pojawiają się tutaj również zielone akcenty. To plantacje aloesów, znakomicie rozwijających się w pustynnych warunkach. Ta roślina stanowi zresztą jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Fuerteventury. Z jej miąższu i soku wytwarza się liczne produkty kosmetyczne oraz lecznicze, jak kremy, maści, mydła czy olejki, chętnie kupowane przez turystów jako pamiątki.
Saharyjski piasek posiada tę zaletę, że w połączeniu z krystalicznie czystymi wodami Atlantyku tworzy jedne z najpiękniejszych złotych plaż archipelagu, a ciągną się one przez ponad 150 km. Dlatego odpoczynek na nich to czysta przyjemność.
Fuerteventura słynie z doskonałych warunków do uprawiania sportów wodnych. Cieszy się zwłaszcza ogromną popularnością wśród miłośników wind- i kitesurfingu. Poza tym przyciąga też amatorów surfingu, pływania, snorkelingu, nurkowania, wędkarstwa oraz żeglarstwa i jachtingu. Temperatura wody waha się między 19°C w sezonie zimowym a 23°C w okresie letnim. Nic więc dziwnego, że na wyspie znajdziemy liczne profesjonalne szkoły przeznaczone dla wielbicieli aktywnego wypoczynku nad oceanem, w tym uważane za największe obecnie na świecie centrum wind- i kitesurfingu – René Egli (powstałe w 1984 r.), odwiedzane przez 25 tys. gości rocznie.
Będąc na Fuerteventurze, warto także znaleźć czas na obserwację delfinów i wielorybów. Z kolei na lądzie czekają na nas atrakcyjne wycieczki rowerowe, piesze czy konne po specjalnie przygotowanych szlakach. Ta spokojna wyspa znana jest również z wielu wyśmienitych pól golfowych, usytuowanych wśród przepięknej scenerii, pełnej tropikalnej roślinności, palm i jezior, oraz torów kartingowych przyciągających wszystkich fanów prędkości.
Najpopularniejsze ośrodki turystyczne położone są wokół miasta Corralejo (na północy) i na terenie gminy Pájara (z modnymi miejscowościami wypoczynkowymi Costa Calma i Morro Jable na czele) z niemal 140-kilometrowym wybrzeżem ze słynnymi plażami Sotavento czy Cofete, usytuowanej w środkowej części Fuerteventury i obejmującej także całe południe (zniewalający półwysep Jandía). Warto też wspomnieć o rozbudowanym kurorcie Caleta de Fuste (Costa Caleta lub El Castillo). Mieści się on niedaleko międzynarodowego portu lotniczego, na południe od stolicy wyspy – prawie 40-tysięcznego Puerto del Rosario.   
Główną atrakcję turystyczną Fuerteventury – zaraz po tutejszych rozległych plażach o białym piasku oraz wyśmienitych warunkach wietrznych i wodnych dla pasjonatów wind- i kitesurfingu – stanowią tzw. Wydmy z Corralejo (Dunas de Corralejo). Znajdują się one na północy, na obszarze należącym do gminy La Oliva. Od 1994 r. chroni je utworzony tu park naturalny, który może się pochwalić urzekającym wszystkich 9-kilometrowym wybrzeżem. Są to największe wydmy na całym archipelagu, osiągające nawet 50 m wysokości. Schodzą niezmiernie malowniczo do krystalicznie czystych turkusowych wód oceanu. Bez wątpienia krajobrazy w okolicach uroczej rybackiej miejscowości Corralejo przypominają iście bajkową scenerię.

 

OCEAN LAWY
Samolot lądujący na Lanzarote prawie dotyka kołami plaży. Kiedy opuszczałam lotnisko, zaskoczyła mnie aranżacja terenu przeznaczonego zwykle na trawnik. Rosły na nim wyłącznie kaktusy, a między nimi zamiast zasiać trawę nasypano ciemnoszarego żwiru. Jak się później okazało, tych drobnych grafitowych kamieni nikt nie musiał specjalnie przywozić, ponieważ pokrywają niemal każdy fragment tego najdalej na wschód wysuniętego zakątka archipelagu.
Lanzarote nazywana bywa „wyspą wiecznej wiosny” (tak samo zresztą jak Teneryfa czy Fuerteventura), lecz nie ze względu na roślinność, której praktycznie tutaj nie spotkamy, a na przyjemną temperaturę, rzadko spadającą w ciągu roku poniżej 17°C. Nie dziwi zatem fakt, że coraz więcej Europejczyków, zwłaszcza tych z północy kontynentu, przyjeżdża na nią zimą, a niektórzy nawet osiedlają się na stałe.
Prawie każdy tutejszy dom jest biały. Ta biel wspaniale kontrastuje z ciemnym wulkanicznym krajobrazem. W XVIII w. na Lanzarote miała miejsce seria potężnych wybuchów wulkanów. Przez wiele lat z kraterów wypływały miliony metrów sześciennych lawy. Świat mieszkańców wyspy zmienił się całkowicie. To, czego nie przykryły lawowe potoki, zasypał popiół. Tereny uprawne przeobraziły się w jałowe pola. W 1974 r. na obszarze ponad 51 km², na środkowym zachodzie Lanzarote, utworzono Park Narodowy Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya). 19 lat później wpisano go na prestiżową listę Rezerwatów Biosfery UNESCO. Na Lanzarote wytyczono wiele tras pieszych, prowadzących m.in. do kraterów wygasłych wulkanów. Teren parku wolno jednak zwiedzać wyłącznie autokarem.
Oprócz chrzęszczącego pod butami żwiru po wycieczce w ten rejon archipelagu w pamięci zostaje jeszcze widok palm i krzewów winorośli. Ich obecność tutaj zaskakuje. Grudy zastygłej lawy nie stanowią przecież odpowiedniego podłoża dla rozwoju tych roślin. Nie sprzyja mu także brak wystarczającej ilości naturalnych zasobów słodkiej wody na utrzymanie zieleni. Niewielkie cieki wodne często wysychają. Wyspiarze zbierają więc deszczówkę (choć średnie opady porównywalne są z tymi na Saharze), odsalają wodę z oceanu lub transportują ją z innych wysp. W jaki sposób utrzymują się tu zatem palmy? Otóż, podlewa się je za pomocą doprowadzonych do nich węży! I choć to wydaje się dziwne, w porównaniu z resztą archipelagu, tu spotkamy ich najwięcej.
Z kolei winorośle sadzi się pojedynczo w zagłębieniach. Dodatkowo otacza się je z trzech stron kamiennymi murkami, które chronią roślinę przed wiatrem. Z uwagi na to, że na Lanzarote nie ma gleby, krzewy rosną na pokruszonej lawie, najczęściej nisko przy ziemi. Do ich podlewania służy natomiast specjalnie gromadzona woda deszczowa. Półokrągłe lub prostokątne poletka, ciągnące się kilometrami pośród wulkanicznego krajobrazu, robią niesamowite wrażenie. Najwięcej upraw winorośli zobaczymy w regionie La Geria, na wysokości od 200 do 500 m n.p.m. To właśnie tutaj, w każdej z mijanych winnic, możemy kupić butelkę lokalnego wina. Za wyjątkowo cenione uchodzi Malvasía.
 Obraz Lanzarote pozostałby niepełny bez choćby krótkiego opisu plaż, a te bywają na niej szerokie i piaszczyste lub też małe, ukryte wśród lawowych grot, zaciszne albo targane wiatrami i oblewane długimi, wysokimi falami. Na wschodnim, skalistym wybrzeżu wieje zawsze, a morskie bałwany z hukiem odbijają się od jego kamiennych ścian i tryskają kilkadziesiąt metrów w górę. Ten krajobraz pokochał hiszpański malarz, rzeźbiarz i architekt César Manrique (1919–1992), przez większość swojego życia związany z wyspą (urodził się w stołecznym Arrecife, a zmarł w Teguise). Dlatego też zbudował on na Lanzarote dom (El Taro de Tahíche), którego parter umieścił w wyżłobionych w lawie korytarzach. Zaprojektował również m.in. amfiteatralny Ogród Kaktusów (Jardín de Cactus) i kompleks Jameos del Aqua z audytorium w powulkanicznej grocie oraz stworzył wolnostojące, abstrakcyjne prace, napędzane siłą wiatru, służące obecnie jako ozdoby.

FOT. TURISMO DE CANARIAS

Jardín de Cactus (Ogród Kaktusów) we wsi Guatiza na Lanzarote


Wyspa znana jest też z bogatej flory i fauny morskiej oraz doskonałej widoczności pod wodą (do 40 m!). Uchodzi za prawdziwy raj dla miłośników nurkowania. U jej wybrzeży można podziwiać nie tylko rozmaite kolorowe rośliny i zwierzęta, ale także wchodzić do podwodnych jaskiń lub odwiedzać wraki statków. Działają tu liczne centra nurkowe, w tym jedno polskie, powstałe pod koniec marca 2013 r., Cool Dive w uroczej miejscowości Playa Blanca na południowym krańcu Lanzarote.
    

PSY I JASKINIOWCY
Trzecią co do wielkości w archipelagu Gran Canarię (1560 km² powierzchni i ponad 850 tys. mieszkańców) nazwano po łacinie Insula Canaria, czyli „Wyspą Psów”. Według rzymskiego historyka Pliniusza Starszego (23–79 r. n.e.) nadano jej to miano ze względu na występowanie na niej dużej liczby tych zwierząt. Inna hipoteza mówi, że Guanczowie, czyli pierwotna ludność tych ziem, w szczególny sposób czcili właśnie psy. Oprócz tego, że mieszkali głównie w grotach i mieli swój nieznany nam język, niewiele jednak o nich wiemy. W drugiej połowie XV w. wyspę zdobyli Hiszpanie i krwawo stłumili opór tubylców. Ci, którzy przeżyli, zaczęli asymilować się z przybyszami z Europy. W ten sposób kultura Guanczów ostatecznie uległa zapomnieniu.
Dzisiejsi wyspiarze z Gran Canarii to Grancanarios. Ponieważ leży ona na skrzyżowaniu licznych szlaków i od wieków przybijało do jej brzegów wielu podróżników, stanowi prawdziwy tygiel etniczny. Znajdziemy na niej plantacje kawy (jedyne w Unii Europejskiej), malownicze winnice i strzeliste neogotyckie kościoły, ruiny prekolumbijskich miast i nowoczesne porty, stare, wąskie uliczki i awangardowe budynki, a także ludzi wciąż mieszkających w grotach.
Mieszkańcy niektórych górskich wiosek przejęli część dawnych jaskiń Guanczów. Pieczary doskonale sprawdzają się latem, gdy dają przyjemny chłód. W czasie zimniejszych miesięcy utrzymują natomiast ciepło od nagrzanych słońcem ścian. Poza tym przyciągają do nich także wspaniałe widoki rozpościerające się sprzed wejść.
Współczesnych jaskiniowców odwiedzić możemy m.in. w okolicach miejscowości Artenara i w wyjątkowo zielonym wąwozie Guayadeque. Spośród wielu grot w skalnych ścianach jedynie te niższe, łatwiej dostępne są zagospodarowane. W jaskiniowej restauracji spróbujemy dań z kozy lub królika. W okolicy wynajmiemy również pokój. Chociaż jaskinie kojarzą się z dość prymitywnym życiem, wyposażone są w telewizory plazmowe, kuchnie i łazienki.

FOT. TURISMO DE CANARIAS

Uroczy Parque Rural del Nublo (Park Wiejski Nublo) na Gran Canarii


Przyroda Gran Canarii także zaskakuje. Jej centrum stanowi ogromny kocioł wulkaniczny z najwyższym szczytem Pico de las Nieves, wznoszącym się na 1949 m n.p.m. Cały środek wyspy to zresztą masyw górski z wierzchołkami o wysokości powyżej 1000 m n.p.m. Od nich odchodzą wąwozy schodzące w kierunku oceanu. Te liczne wyniesienia pozwalają na występowanie rozmaitych mikroklimatów. Góry porastają sosny kanaryjskie z ciężkimi szyszkami, wydzielające uderzającą woń żywicy, wiosną w dolinach rozkosznie pachną migdałowce. Wybrzeże zdobią gaje palmowe, a pośród pustynnych piasków królują wilczomlecze i opuncje.  

 

ZIELEŃ I POPIÓŁ
La Gomera, La Palma i El Hierro to wyspy bez dużych kurortów, głośnych dyskotek, ale i nie posiadające rozległych, złocistych plaż. Ich atutem jest panujący tu spokój, a doceniają je szczególnie miłośnicy pieszych wędrówek i dziewiczej natury.
Wiecznie zielone lasy wawrzynowe napotkamy na całym archipelagu, jednak te na La Gomerze (w Parku Narodowym Garajonay – Parque Nacional de Garajonay) zajmują największą powierzchnię. Przez sporą część roku spowija je mgła, która potęguje nastrój tajemniczości. Kożuchy mchów, długie, zwisające z gałęzi brody porostów, nienaturalnie powyginane pnie drzew przywodzą na myśl scenerię z filmu Park Jurajski.
Dziesiątki szlaków pieszych na tej wyspie prowadzą najczęściej starymi ścieżkami drwali i pasterzy. W pewne miejsce nie sposób jednak dostać się lądem. Na jednym z licznych klifów natura stworzyła skalne organy – tzw. Los Órganos (na północy La Gomery). Aby je zobaczyć, trzeba wynająć łódź. Setki bazaltowych kolumn przypominają kształtem gigantyczny instrument. Formacje powstały po wulkanicznej erupcji na skutek wydostania się na powierzchnię rozgrzanej do czerwoności magmy. Masa ta intensywnie stygła i pękała, przybierając kształt różnej długości walców. Działające przez setki lat fale oceanu i wiatr dodatkowo wygładziły ich powierzchnię.  
Za wielką atrakcję wyspy uchodzi język gwizdów – silbo gomero (pamiątka po Guanczach). Służy on głównie do porozumiewania się na duże odległości w trudno dostępnych dolinach górskich (barrancos). Używa się go też podczas lokalnych świąt i obrzędów religijnych oraz specjalnie dla turystów. Od stuleci przekazywany jest kolejnym pokoleniom i obecnie stanowi jedyny zachowany i używany na świecie język gwizdów, którym posługuje się ponad 20 tys. mieszkańców La Gomery. Nikogo nie dziwi więc fakt, że w 2009 r. silbo gomero wpisano na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.  
Dobrze przygotowane trasy znajdziemy również na La Palmie. Na większości z nich panuje taka cisza i spokój, że można odnieść wrażenie, iż nikt przed nami nigdy nimi nie szedł. Te najciekawsze wiodą przez wulkaniczne wierzchołki. Ich pokonanie zajmuje najczęściej cały dzień, a ponieważ prowadzą z dala od sklepów i restauracji, warto zabrać ze sobą odpowiednią ilość wody i prowiant. Za najchętniej odwiedzany przez turystów zakątek uchodzi Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente). W jego granicach leży najwyższy szczyt wyspy – krater, którego ściany to sięgające ponad 1000 m urwiska (Roque de los Muchachos – 2426 m n.p.m.). Spływające do kaldery małe strumienie (woda w niektórych ma pomarańczowy kolor z powodu dużej zawartości żelaza) łączą się w jednym korycie i tworzą jedyną na Wyspach Kanaryjskich niewysychającą rzekę.
Mimo częstych opadów, największych na całym archipelagu, przez sporą część roku powietrze na La Palmie jest bardzo przejrzyste, a nocą doskonale widać gwiazdy. Z tego powodu na wulkanie Roque de los Muchachos, zamykającym od północy Kalderę Taburiente, wybudowano jedno z najważniejszych na świecie obserwatoriów astronomicznych – Observatorio del Roque de los Muchachos (2396 m n.p.m.). Nawet przy sprzyjających warunkach pogodowych jego specjalistyczne urządzenia potrzebują do prawidłowego funkcjonowania dodatkowego przygaszenia świateł na całej wyspie. Dbają o to sami mieszkańcy. Wprowadzono tu zakaz stawiania dużych, świetlnych reklam, latarnie morskie posiadają przyciemnione żarówki, w nocy zaś zamknięte zostają drogi dojazdowe do obserwatorium.
Ostatnia z kanaryjskich wysp na naszej liście to El Hierro, najmniejsza (ok. 270 km² i 11 tys. mieszkańców) i najsłabiej znana, wyróżniająca się kąpieliskami w skalnych basenach. Na jej obszarze (niewiele większym od powierzchni Gdańska!) natura potrafiła zmieścić zarówno spopielałe stożki wulkaniczne, jak i zielone lasy wawrzynowe. Wizytówką tego niezmiernie spokojnego rejonu archipelagu są przygięte do ziemi grube konary jałowców fenickich oraz niespotykane nigdzie indziej ogromne jaszczurki Gallotia simonyi machadoi. Te dochodzące do 60 cm długości gady jeszcze w latach 70. XX w. uważano za wymarłe. Populację udało się odtworzyć dzięki kilku odkrytym osobnikom. Choć wytropienie ich w naturalnym środowisku nadal bywa nie lada wyzwaniem, można je podziwiać w specjalnie utworzonym dla nich centrum odnowy gatunku (Guinea w gminie La Frontera).  

 

„ISLAS AFORTUNADAS”
Dlaczego Wyspy Kanaryjskie nazywa się od wieków „Wyspami Szczęśliwymi”? Czy dlatego, że szczycą się jednym z najbardziej sprzyjających człowiekowi klimatów na świecie, bez męczących upałów i mrozów? A może ze względu na wielką różnorodność krajobrazów? To przecież świetne miejsce zarówno na odpoczynek na plaży i uprawianie sportów wodnych, jak i wędrówki po wysokich klifach i zboczach, a nawet partyjkę golfa pod kraterem wulkanu. Prawdopodobna wydaje się również teza, że atmosferę szczęśliwości tworzą po prostu sami mieszkańcy archipelagu: mili i otwarci, przyjaźnie nastawieni do przyjezdnych, uwielbiający towarzyskie spotkania przy pozamiejskich, kamiennych grillach, huczne fiesty, słodycze i dobre trunki, a nie znoszący pośpiechu i stresu. Jedno jest pewne, starożytni Grecy i Rzymianie nie bez powodu umiejscawiali tutaj mitologiczną krainę wiecznego spokoju dla ludzi żyjących cnotliwie. Mimo upływu wielu stuleci i dzisiaj trudno oprzeć się wrażeniu, że na tych hiszpańskich wyspach usytuowanych u wybrzeży Afryki znajduje się raj na ziemi.

Artykuły wybrane losowo

Uganda – prawdziwa perła Afryki

ANNA KRYPA
www.comeann.com

<< Wędrówka po tajemniczych Górach Księżycowych, spotkanie oko w oko z gorylami górskimi i jeden z najbardziej ekscytujących raftingów na świecie – to wszystko i znacznie więcej czeka na każdego podróżnika odwiedzającego Ugandę. Ten fascynujący kraj zaskakuje bogactwem przyrody i wspaniałymi krajobrazami. W jego tropikalnych lasach gdzieś zza mgieł wyłaniają się sylwetki dzikich zwierząt, które zdają się być praktycznie na wyciągnięcie ręki. >>

Więcej…

Singapurski kalejdoskop

Sg - Kopia

SS Resort Marina Bay Sands nad zatoką

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Singapur to państwo-miasto położone w Azji Południowo-Wschodniej przy krańcu Półwyspu Malajskiego. Ma powierzchnię ok. 720 km², a swoimi granicami obejmuje główną wyspę (również nazywaną Singapurem bądź Pulau Ujong) i mniej więcej 60 mniejszych wysp. Archipelag otaczają wody cieśnin: Malakka, Johor i Singapurskiej. Singapur został oficjalnie założony 6 lutego 1819 r. przez przedstawiciela Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Thomasa Stamforda Rafflesa. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów: „singa” („lew”) i „pura” („miasto”), dlatego bywa zwany Miastem Lwa. Dzisiaj Republika Singapuru to wielkie centrum finansowe, najeżone nowoczesnymi drapaczami chmur, i bardzo bezpieczny kraj. Znajduje się tu ogromne międzynarodowe lotnisko ze świetnymi połączeniami na cały świat i mnóstwo zapierających dech w piersiach atrakcji turystycznych.

 

Warto podkreślić, że ta azjatycka republika, będąca członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, należy do najmniejszych i jednocześnie najzamożniejszych państw na naszym globie. Kraj zamieszkuje ponad 5,6 mln ludzi, z czego największą grupę stanowią Chińczycy (powyżej 74 proc.). Poza tym żyją tutaj m.in. Malajowie, Hindusi, a także Europejczycy. Pod względem wyznaniowym najliczniejszą społecznością są buddyści (ok. 34 proc.), za nimi plasują się chrześcijanie i muzułmanie, a dalej taoiści i hinduiści. Nie brakuje także osób nie wyznających żadnej religii, które stanowią mniej więcej 18,5 proc. całej populacji.

 

Singapore - Kopia

Spotkanie z sympatycznymi orangutanami na terenie Singapore Zoo

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Singapur słynie dzisiaj z restrykcyjnego prawa, pedantycznego porządku i doskonałej organizacji. Kojarzy się z gorącym klimatem, egzotycznym jedzeniem, zachwycającymi parkami i ogrodami. Stanowi też zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. W tym fascynującym kraju jest wiele niepowtarzalnych atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś idealnego dla siebie i dla swoich zmysłów.

 

GBTB HR 02

Niesamowite gigantyczne drzewa w rozległym kompleksie Gardens by the Bay

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

KIEDYŚ I DZIŚ

 

Serce Singapuru stanowi rzeka o tej samej nazwie i ulokowane wokół niej dzielnice. Główny obszar miejski nosi nazwę Central Area. Pomimo niewielkich rozmiarów powstała w nim wyjątkowa mieszanka wpływów licznych kultur żyjących od lat obok siebie.

 

Na uwagę zasługuje historyczna dzielnica kolonialna, w której znajdują się interesujące zabytki w stylu wiktoriańskim. Przy jednej z ulic stoi ormiański Kościół św. Grzegorza Oświeciciela z 1835 r., najstarsza singapurska świątynia chrześcijańska. Nieopodal wznosi się ukończona w 1847 r. katolicka Katedra Dobrego Pasterza i anglikańska Katedra św. Andrzeja z lat 1856–1861. Ta ostatnia zbudowana została w stylu neogotyckim, a jej białe ściany i kolorowe okienne witraże tworzą niezwykłą kompozycję. Do zabytków z czasów kolonialnych należy również odlana z brązu statua Thomasa Stamforda Rafflesa – założyciela miasta, nazywanego często Ojcem Singapuru. Budynek Ratusza (City Hall) pochodzi z kolei z lat 1926–1929. Ciekawymi obiektami w historycznej dzielnicy (Downtown Core) są niemal 14-metrowa fontanna (Fountain of Wealth), wpisana w 1998 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa na świecie, oraz Merlion – półlew, półryba – symbol azjatyckiego państwa-miasta. Oprócz zabudowań kolonialnych znajdują się tu także gmachy rządowe, kościoły i drapacze chmur dominujące w architekturze Singapuru. Ogromne centra handlowe łączy ze sobą sieć klimatyzowanych podziemnych przejść, w których funkcjonują różnorakie sklepy. To prawdziwy raj dla osób lubiących robić zakupy.

 

Nieco odmiennym rejonem od historycznej dzielnicy jest sąsiadujący z nią bulwar o długości 2,2 km – Orchard Road. W tej okolicy przeważają centra finansowe, galerie handlowe, ambasady, wysokie biurowce i luksusowe hotele. Dla odmiany na południowy wschód stąd, na nabrzeżu w 2010 r. otwarto resort Marina Bay Sands. To drugi najdroższy budynek na świecie, zaraz po kompleksie hotelowym Abradż Al Bajt (Abraj Al Bait) w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Wzniesienie spektakularnego obiektu nad singapurską zatoką kosztowało aż 8 mld dolarów amerykańskich. Dzięki wysokiemu standardowi usług cieszy się on dużą popularnością wśród zamożnych turystów z całego globu. Odbywają się w nim też największe wystawy międzynarodowe. Na sam hotel składają się trzy 55-piętrowe wieżowcepołączone jednym dachem z ogromnym tarasem Sands SkyPark na szczycie, na którym znajduje się najdłuższy na świecie, 146-metrowy, podwyższony basen (położony na wysokości 191 m). Są tu także restauracje i bary, ogrody oraz punkt obserwacyjny dostępny nie tylko dla hotelowych gości. Według wielu osób to miejsce stanowi turystyczną wizytówkę Singapuru – widok rozpościerający się z dachu jest imponujący. Polecam wjechać na górę wieczorem, aby podziwiać różnobarwną i niepowtarzalną panoramę okolicy. W pobliżu można poza tym obejrzeć wówczas niesamowity pokaz Spectra łączący światło, dźwięk i wodę.

 

Niewątpliwą atrakcją w tej części Singapuru są ogrody wchodzące w skład kompleksu Gardens by the Bay, zajmującego powierzchnię 101 ha i zaprojektowanego przez wielu znakomitych architektów, inżynierów i ogrodników z różnych stron świata. Uwagę zwracają w nich m.in. dwie ogromne szklane konstrukcje – Kwiatowa Kopuła (Flower Dome) i Mglisty Las (Cloud Forest). W ich wnętrzu stworzono warunki sprzyjające rozwojowi zróżnicowanej roślinności z rozmaitych zakątków naszego globu. W Mglistym Lesie można przenieść się do tropikalnego górskiego klimatu, zobaczyć gigantyczny, 35-metrowy wodospad i przejść się licznymi zawieszonymi w powietrzu kładkami – taki spacer przypomina wędrówkę po zaginionej krainie. Pod dachem Kwiatowej Kopuły, wpisanej w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa szklana cieplarnia na świecie, zebrano rośliny z basenu Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki, które rosną w stałej temperaturze 23–25°C. Warto wśród nich odpocząć od panującego w tym rejonie Azji upału. Podczas zwiedzania Gardens by the Bay trudno również nie zauważyć olbrzymich metalowych drzew. Mają one od 25 do 50 m wysokości i są porośnięte bujną roślinnością. Tuż pod ich futurystycznymi koronami (na poziomie 22 m) poprowadzono kładkę widokową o długości 128 m (OCBC Skyway). Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na ogrody i malowniczą zatokę. Wieczorem drzewa rozbłyskują kolorowymi światłami, a sceneria staje się wręcz bajkowa. Jestem przekonana, że wizyta w tym magicznym miejscu na długo pozostanie w pamięci zwiedzających, dlatego gorąco polecam je wszystkim.

 

Z LOTU PTAKA

 

W zasadzie z każdej strony zatoki Marina (Marina Bay) rozpościera się malownicza panorama Singapuru, więc wieczorny spacer wzdłuż jej brzegów stanowi naprawdę wielką przyjemność. Po drodze można zatrzymać się, aby posłuchać ciekawych koncertów, obejrzeć interesujące pokazy i spróbować potraw z różnych kuchni świata.

 

Osobom, które chcą zobaczyć okolicę z lotu ptaka (a dokładnie z wysokości 165 m), proponuję wybranie się na gigantyczne koło widokowe (Singapore Flyer). Obecnie uchodzi ono za jedną z największych tutejszych atrakcji. Konstrukcję wyposażono w 28 klimatyzowanych kapsuł, z których w każdej mieści się 28 pasażerów. Dzięki powolnemu ruchowi koła podczas przejażdżki można dostrzec wiele interesujących miejsc położonych wzdłuż rzeki Singapur i w rejonie zatoki Marina, takich jak historyczne nabrzeża Clarke Quay i Boat Quay z klubami, barami i kawiarniami, luksusowy resort Marina Bay Sands, fantastyczny kompleks Gardens by the Bay, imponujący, 280-metrowy stalowy most dla pieszych o kształcie inspirowanym strukturą DNA (Helix Bridge) oraz Parlament (Parliament House) i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum) z cennymi eksponatami. Na uwagę zasługuje również centrum sztuk scenicznych The Esplanade (Esplanade – Theatres on the Bay) – budowla przypominająca ogromne oczy muchy, gmach Muzeum Sztuki i Nauki (ArtScience Museum) w formie kwiatu lotosu czy drapacze chmur centrum biznesowego. Po zapadnięciu zmroku podświetlone budynki i mosty czynią panoramę tego państwa-miasta jeszcze bardziej niesamowitą, przypomina ona wręcz kadr ze świata przyszłości.

 

TRZY ŚWIATY

 

HR STB39140 64-r1

Masjid Sultan – meczet przy Muscat Street w dzielnicy muzułmańskiej

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Nieopodal historycznego kolonialnego centrum i Orchard Road znajduje się niezmiernie urokliwa dzielnica muzułmańska (Kampong Glam) zamieszkana głównie przez wyznawców islamu, w tym Malajów. Aby przywrócić jej dawny wygląd i ożywić okolicę, przeprowadzono w niej prace restauracyjne, podobnie jak w dystrykcie hinduskim i chińskim. Najbardziej znanymi ulicami są tu Arab Street, Baghdad Street, Bussorah Street, Muscat Street czy Kandahar Street. Turystów przyciągają klimatyczne kawiarenki i lokale ze smacznymi daniami kuchni bliskowschodniej. W tym rejonie można nie tylko zjeść pyszny posiłek, lecz także kupić produkty charakterystyczne dla muzułmańskich regionów Azji i przyjrzeć się ciekawej architekturze. Mimo iż w Singapurze znajduje się kilkadziesiąt różnych meczetów, szczególnie warto wybrać się właśnie do tego tutejszego – Masjid Sultan z 1928 r. Wielka, złota kopuła zwieńczona półksiężycem z gwiazdą odznacza się na tle nowoczesnych wieżowców. Duża centralna sala przeznaczona jest wyłącznie dla osób modlących się. Meczet robi niesamowite wrażenie, a wizyta w nim pozwala się wyciszyć i odpocząć przez chwilę.

 

W pobliżu dzielnicy muzułmańskiej leży wielobarwny dystrykt hinduski (Little India). Osiedlali się tu emigranci z Indii, którzy przybywali za czasów Brytyjczyków. Główną ulicą handlową jest Serangoon Road. Wyjątkową atmosferę okolicy tworzą sklepy z kolorowymi sari, hinduską biżuterią i egzotycznymi przyprawami. W dzielnicy znajduje się kilka obiektów sakralnych różnych religii. Do najciekawszych należą: kościół metodystów (Kampong Kapor Methodist Church), najstarsza singapurska świątynia hinduistyczna Sri Veeramakaliamman (wzniesiona w 1881 r.), świątynia Sri Vadapathira Kaliammanoraz meczet Angullia. Niedaleko stąd stoi dobrze zachowany Masjid Abdul Gaffoor, meczet, który został ukończony w 1910 r. i stanowi wyjątkowo udaną mieszankę stylu mauretańskiego, wpływów europejskich i hinduskich.

 

We wspomnianej dzielnicy chińskiej (Chinatown) panuje ład i porządek, jaki można zobaczyć tylko w Singapurze. Warto pamiętać, że w początkowym okresie rozwoju ośrodka właśnie tutaj znajdowało się jego centrum. W tym rejonie koniecznie trzeba zobaczyć najstarszą miejscową świątynię – Thian Hock Keng z 1839 r. – uważaną za perłę architektury chińskiej. W 1973 r. została ona uznana za pomnik narodowy. Swoim wyglądem zadziwia również Świątynia Zęba Buddy i Muzeum (Buddha Tooth Relic Temple and Museum). Spadziste, wielopoziomowe dachy budowli kontrastują z wysokimi wieżowcami wznoszącymi się dookoła niej. Obiekt przypomina pałac rodziny cesarskiej z Chin. W Chinatown poza podziwianiem architektury warto także spróbować potraw kuchni chińskiej i kupić kilka pamiątek. Właściciele obwoźnych stoisk z jedzeniem przemierzają wąskie uliczki, a za nimi ciągnie się zapach orientalnych przypraw. Niektórzy twierdzą, że właśnie tutaj można zjeść najlepszy w Singapurze durian (owoc o specyficznej, niezbyt przyjemnej woni). Obowiązkowo trzeba też zatrzymać się na pieczone kasztany.

 

Miłośnikom orientalnej kultury i kuchni z pewnością spodoba się w tych trzech dzielnicach, które czasem wydają się przenosić zwiedzających w inne rejony globu. Polecam poza tym popularne centra gastronomiczne z daniami z różnych stron świata (hawker centres albo food courts). Jest ich w Singapurze bardzo dużo i wszystkie oferują smaczne i niezmiernie zróżnicowane jedzenie. Znajdują się w nich stoiska z kuchnią chińską, indyjską, tajską czy malezyjską. Spróbujemy tu m.in. intrygujących zup i azjatyckich słodkości, w tym przysmaków z tapioki. Singapurskie centra gastronomiczne robią niesamowite wrażenie, bo zwykle usytuowane są w sąsiedztwie szklanych wieżowców i niemal przez cały dzień tętnią życiem. To miejsca, które każdy turysta zapamięta na długo.  

 

W OTOCZENIU PRZYRODY

 

Pomimo mnóstwa drapaczy chmur Singapur wypełnia zieleń, dzięki czemu w wielu okolicach można usłyszeć kojący śpiew ptaków. Nieopodal Orchard Road znajdują się słynne tropikalne Singapurskie Ogrody Botaniczne (Singapore Botanic Gardens) założone w dzisiejszej lokalizacji w 1859 r. Zajmują obecnie powierzchnię 82 ha. To jedno z najczęściej odwiedzanych tego rodzaju miejsc na całym świecie. W 2015 r. Singapore Botanic Gardens zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można tu podziwiać mnóstwo wspaniałych egzotycznych roślin i odwiedzić imponujący, trzyhektarowy Narodowy Ogród Orchidei (National Orchid Garden) z 1,2 tys. różnych gatunków storczykowatych i ponad 2 tys. ich hybryd. Największe wrażenie wywiera storczyk o kwiatach osiągających długość aż 30 cm i kwitnących przez ok. 10 dni (Bulbophyllum echinolabium)! Warto tutaj zajrzeć również do kilku szklarni, w których prezentowana jest rzadka i unikatowa flora strefy tropikalnej. Singapurskie Ogrody Botaniczne to idealne miejsce dla miłośników przyrody, a także osób chcących wypocząć, pospacerować czy wybrać się na piknik. Tereny zielone są wspaniale utrzymane i niezmiernie malownicze. W weekendy często odbywają się tu koncerty. W tym miniaturowym królestwie roślin trzeba złożyć choćby jedną wizytę. Jest to pierwszy obiekt na terenie Singapuru i zarazem jedyny tropikalny ogród botaniczny na świecie wpisany na prestiżową listę UNESCO.

 

W granicach tego fascynującego państwa-miasta znajdują się też cztery rezerwaty przyrody i ogromny otwarty ogród zoologiczny bez klatek i metalowych ogrodzeń (Singapore Zoo). Ten ostatni ma powierzchnię 26 ha, na której żyje ponad 300 gatunków zwierząt (w sumie powyżej 2,8 tys. okazów). Ludzi od jego mieszkańców oddzielają w nim zwykle tylko kanały wypełnione wodą lub szklane ściany. Zwiedzający korzystają z licznych punktów widokowych i stanowisk do obserwacji stworzeń wodnych czy drapieżników. W singapurskim zoo spotkamy wiele zupełnie wyjątkowych przedstawicieli fauny, takich jak Inuka – jedyny niedźwiedź polarny na tej szerokości geograficznej (urodzony w grudniu 1990 r.), ok. 80-letni żółw olbrzymi Astove i niezmiernie rzadkie białe tygrysy bengalskie. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi również park Nocne Safari (Night Safari). Prowadzące nocny tryb życia zwierzęta ogląda się w nim podczas wędrówki ścieżkami tematycznymi lub przejażdżki specjalnym pociągiem.

 

Pasjonatom ornitologii polecam Jurong Bird Park, w którym żyje ponad 5 tys. ptaków. Podobnie jak we wspomnianym zoo w ptaszarni odbywają się interesujące pokazy. Tukany, papugi czy pelikany przelatują przez obręcze, grają w rozmaite gry, przynoszą różne przedmioty oraz mówią i śpiewają. Przedstawienia trwają po ok. 45 min. i są świetną atrakcją dla małych i dużych. W Jurong Bird Park znajdują się także liczne zbiorniki wodne i wspaniały wodospad. Największe wrażenie robią jednak ptaki przelatujące tuż nad głowami zwiedzających.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

Aby odpocząć trochę od miejskiego zgiełku, najlepiej udać się na malowniczą wyspę Sentosę. W języku malajskim jej nazwa oznacza „pokój i spokój”, ale dzisiaj to modne miejsce nie należy już do zbyt spokojnych i cichych. Wyspa uchodzi za centrum rozrywki i wypoczynku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest park tematyczny Universal Studios Singapore (część Resorts World Sentosa), czyli kompleks z wesołym miasteczkiem inspirowanym motywami filmowymi. Można tu m.in. przejechać się niesamowitą kolejką górską Battlestar Galactica: HUMAN vs. CYLON™, odwiedzić Jurassic Park, Shreka czy słynne pingwiny z Madagaskaru oraz przyjrzeć się procesowi powstawania filmów. Zdecydowanie warto zajrzeć również do S.E.A. Aquarium z ponad 100 tys. zwierząt morskich reprezentujących niemal 1 tys. gatunków z różnych części świata. Na zainteresowanie zasługuje poza tym czterotrasowy tor zjazdowy z jednoosobowymi pojazdami (Skyline Luge Sentosa) i wieża obserwacyjna (Tiger Sky Tower) o wysokości 110 m, z której rozciąga się widok na okolicę. Sentosa słynie z trzech malowniczych plaż. Najbardziej zatłoczona jest Siloso, przy której działa popularny klub muzyczny – Azzura Beach Club – z restauracją, barami, basenami i jacuzzi. Wypożyczymy tutaj kajaki, deski do skimboardingu i surfingu oraz inny sprzęt do uprawiania sportów wodnych czy rowery górskie lub rolki. Pozostałe dwie plaże to Palawan z wiszącym mostem i egzotyczna, ocieniona wysmukłymi palmami, najspokojniejsza z całej trójki Tanjong. Na Sentosie każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie, a pobyt na niej będzie potem miło wspominał.

 

Osoby lubiące wycieczki rowerowe powinny wybrać się do urokliwego Parku East Coast, który leży w południowo-wschodniej części Singapuru. Można tu wypożyczyć rower i udać się na przejażdżkę długą, ponad 15-kilometrową trasą biegnącą wzdłuż plaży. Miejsce to jest także idealne do uprawiania sportów wodnych, takich jak wind- czy kitesurfing. Oprócz tego w parku po prostu wypoczniemy, popływamy i nacieszymy się pięknem natury.

 

W Singapurze Zachód spotyka się ze Wschodem. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne biurowce, centra handlowe i biznesowe, a z drugiej obok języka angielskiego usłyszymy na ulicy mandaryński, kantoński, malajski, tamilski czy singlish (oparty na angielskim język kreolski). Mówi się, że to państwo-miasto jest Azjąw miniaturze. Uważam jednak, że Singapur można wręcz nazwać całym światem w miniaturze.Ten niewielki kraj zachwyca i w dzień, i w nocy. Wizyta w nim dostarcza tysiąca wspaniałych wrażeń.

 

Katika Kenya yangu, czyli w mojej Kenii

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.gerber.d7.pl

                                                                                                             FOT. ROBERT GONDEK 

<< Afryka ma wiele twarzy, a każda z nich jest jedyna i niepowtarzalna. To samo można z całą pewnością powiedzieć o wszystkich państwach Czarnego Lądu. Dotyczy to również Kenii – krainy dzikich zwierząt i ojczyzny wielu afrykańskich plemion. Jednak duże grono podróżników nie wie, że ten kraj to także ciągle rozwijająca się nowoczesna stolica Nairobi, popularny cel wypraw wspinaczkowych czy coraz bardziej doceniany na całym świecie kierunek wyjazdów golfowych i wędkarskich. Jeśli nie mieliście też o tym pojęcia, czas to zmienić... Zapraszam do mojej Kenii! >>

Republika Kenii, leżąca we wschodniej części kontynentu afrykańskiego, nad Oceanem Indyjskim, graniczy z Tanzanią, Ugandą, Sudanem Południowym, Etiopią i Somalią. Przez terytorium państwa przebiega linia równika, oddzielająca półkulę północną od południowej. Językami urzędowymi są tutaj suahili oraz angielski – pozostałość po kolonialnej Brytyjskiej Afryce Wschodniej, w skład której wchodziła również Uganda. Dziś Kenia należy do brytyjskiej Wspólnoty Narodów (Commonwealth of Nations), ale w rzeczywistości stanowi od grudnia 1963 r. niepodległy kraj posiadający własnego prezydenta i rząd.

Więcej…