PAWEŁ PAKIEŁA

 

Belgia kojarzy się nam przede wszystkim z centrum Unii Europejskiej. Podróż po tym zróżnicowanym etnicznie, językowo i kulturalnie kraju turyści często zaczynają od jego stolicy – Brukseli, stanowiącej jeden z trzech regionów państwa według podziału dokonanego w 1963 r. Na południe od niej rozciąga się francuskojęzyczna Walonia, z mnóstwem wartych zobaczenia miejsc, takich jak Durbuy, Tournai, Namur, Dinant, Bastogne, Liège czy Mons. Przemieszczając się z belgijskiej metropolii na północ, znajdziemy się w niderlandzkiej strefie językowej, Regionie Flamandzkim, gdzie do miejsc najczęściej odwiedzanych należą Brugia i Antwerpia. Historyczna kraina Flandria rozciąga się też dalej na zachód wzdłuż wybrzeża Morza Północnego i wchodzi m.in. w skład kolejnego z państw Beneluksu – Holandii. Zwiedzając ten kraj, oprócz słynnych atrakcji Rotterdamu, Hagi czy Amsterdamu, nie wolno zapomnieć o farmach serowarskich. Kończąc naszą podróż w Wielkim Księstwie Luksemburga, powinniśmy w naszych planach uwzględnić jego stolicę – miasto Luksemburg, malowniczą miejscowość Vianden czy dolinę rzeki Mozeli oraz zielone Ardeny.  

Skrót Benelux tworzą pierwsze litery nazw trzech sąsiadujących ze sobą monarchii: Belgii, Holandii i Luksemburga (w języku niderlandzkim: België, Nederland i Luxemburg). Jego etymologię można by uzasadnić w jeszcze inny sposób: BENEfit i LUKSus, czyli zyski luksemburskich banków oraz luksusowe belgijskie czekolady i niekończące się pola holenderskich tulipanów w Keukenhof. Wspólna nazwa określająca te trzy kraje istnieje już od ponad pół wieku. Dużo wcześniej, związane unią monetarną i gospodarczą od 1921 r., Belgia i Luksemburg korzystały z tej samej waluty (franka). Na mocy umowy celnej w 1944 r. dołączyła do nich Holandia. W 1960 r. istniejące porozumienie zastąpiono unią ekonomiczną. Dalszy rozwój tej organizacji doprowadził w późniejszym czasie do utworzenia Unii Europejskiej, której założycielami były właśnie kraje Beneluksu wraz z RFN, Francją i Włochami. Dzisiaj, podróżując po Belgii, Holandii i Luksemburgu, wszędzie napotykamy skrót Benelux, np. w nazwie Beneluxtunnel w Rotterdamie.

Zwiedzanie tych trzech monarchii można zacząć w dowolny sposób. Jedną z najpopularniejszych opcji stanowi podążanie zgodnie z układem zawartym w samym skrócie. Dlatego też chciałbym przedstawić wybrane atrakcje Belgii, Holandii i Luksemburga właśnie w tej kolejności.

 

GRANICA EUROPY POŁUDNIOWEJ

Gęsto zalesione pasmo górskie Ardenów jest urokliwym miejscem w południowo-wschodniej Belgii. Wraz z pozostałym obszarem nieskażonych cywilizacją krajobrazów, zajmującym ok. 17 tys. km², tworzy gościnną przestrzeń Walonii. Zjeżdżając z jednej z tutejszych licznych tras szybkiego ruchu, doskonale zrozumiemy, na czym polegają trudności rozgrywanego do dziś najstarszego jednodniowego wyścigu kolarskiego (tzw. klasyku) – Liège-Bastogne-Liège (istniejącego od 1892 r.).

Walonia leży na południu Belgii i tu niewątpliwie zaczyna się Europa Południowa, której mieszkańcy charakteryzują się typowym dla siebie sposobem bycia i zachowaniem. Walonowie uwielbiają rozmawiać, spędzać godziny przy posiłkach w towarzystwie przyjaciół. W tym francuskojęzycznym regionie mówi się często, że jeśli masz alergię na nicnierobienie i śródziemnomorski styl życia, to miejsce nie jest dla Ciebie. Tematy kulinarne stanowią prawdziwą obsesję mieszkańców Walonii. O kuchni rozmawia się tu częściej niż w Wielkiej Brytanii o piłce nożnej czy krykiecie! Nic więc dziwnego, że Walonowie potrafią wyśmienicie gotować.     

 

NASTROJOWE MIASTECZKA WALONII

Walonia zaskakuje różnorodnością krajobrazu, na którą wpłynęła bogata historia tego regionu, oraz dużym przywiązaniem mieszkańców do dawnych tradycji i obyczajów. Podróż po tej uroczej części Belgii można zacząć od Namur – jej malowniczej stolicy, położonej ok. 60 km na południe od Brukseli, u ujścia Sambry do Mozy. Niewątpliwie największą atrakcją jest tu stojąca na wzgórzu XVII-wieczna Cytadela. Kilka miejscowych muzeów posiada ciekawe ekspozycje nawiązujące do czasów gotyku, XVIII-wieczne malowidła, jak również… obrazy erotyczne z XIX w. Miłośnicy saksofonu z pewnością zainteresowani będą odwiedzeniem pobliskiego bajkowego miasteczka Dinant, w którym przyszedł na świat Adolphe Sax, wynalazca tego instrumentu. Znajdująca się na wzgórzu Cytadela stanowi pozostałość napoleońskiego systemu fortyfikacji rozłożonych wzdłuż Mozy.

Jadąc w kierunku Spa, natkniemy się na uważane za najmniejsze w Belgii miasto – 11-tysięczne Durbuy. W jego okolicy panują znakomite warunki do uprawianie kolarstwa, wspinaczki czy kajakarstwa na rzece Ourthe. Na amatorów mniej sportowych rozrywek czekają tutaj urocze małe restauracje, kawiarnie, bary czy minibrowary.

Na wschód od Brukseli znajduje się natomiast trzecia co do wielkości aglomeracja miejska Belgii – Liège. Historycy uważają, że to właśnie stąd pochodził pierwszy biskup Polski Jordan, który prawdopodobnie ochrzcił księcia Mieszka I w 966 r. Zwiedzanie tego zabytkowego miasta można rozpocząć od wzgórza Montagne de Bueren, skąd rozpościera się wspaniała panorama. W Liège urodził się pisarz kryminałów Georges Simenon, który zyskał popularność dzięki cyklowi powieści o śledztwach komisarza Maigreta. Warto tu zajrzeć m.in. do Musée de la Vie Wallonne (Muzeum Życia Walońskiego), gdzie obejrzymy rekonstrukcje dawnych warsztatów rzemieślniczych, np. punktów wyrabiania koszy czy świec.

Kolejnym interesującym punktem na mapie Walonii jest Spa, którego nazwa kojarzy się przede wszystkim z leczeniem wodą, hydroterapią. Chociaż historia akwaterapii sięga czasów antycznych, na dobre rozpowszechniła się ona dopiero w XIV w. dzięki tzw. wyjazdom do wód. Wtedy też miasto stało się popularne ze względu na tutejsze gorące źródła. Poza tym wiążą się z nim i inne ciekawostki. To tu, w 1763 r., powstało pierwsze w Europie kasyno, a także założono Grande Symphonie de Spa, w której grał Georges Alexandre Krins, późniejszy wiolonczelista z orkiestry na słynnym liniowcu Titanic. Częstym gościem tego walońskiego kurortu była angielska pisarka Agatha Christie. Detektyw Hercules Poirot, stworzona przez nią postać literacka, pochodził właśnie ze Spa. Cesarz Józef II Habsburg po swojej wizycie w 1781 r. nazwał to miasto „kawiarnią Europy”, podkreślając w ten sposób jego ówczesny kosmopolityczny charakter. Obecnie miłośnicy Formuły 1 znają je natomiast z malowniczego toru wyścigowego Spa-Francorchamps. 

Nie wolno nam również zapomnieć, że w pierwszej połowie XIX w. Walonia była świadkiem zdarzenia, które odmieniło losy Europy. 18 czerwca 1815 r. pod Waterloo koło Brukseli Napoleon Bonaparte stoczył swoją ostatnią bitwę, przegrywając z armią brytyjską Wellingtona i pruską Blüchera. 

 

FLANDRIA – POMOST DO HISTORII                                                                                    

Współcześnie fragment historycznej krainy Flandrii stanowi jeden z trzech regionów federalnych Belgii. Leży w północnej części kraju i zamieszkany jest przede wszystkim przez ludność posługującą się językiem niderlandzkim. Główne miejskie ośrodki flamandzkie z czasów średniowiecza (Brugia, Bruksela, Gandawa, Antwerpia, Mechelen i Leuven) także i dzisiaj odgrywają znaczącą rolę. Stare miasta Flandrii wciąż tętnią życiem i przyciągają tłumy turystów. Niewielkie odległości powodują, że do każdego z tych miejsc możemy wygodnie dotrzeć koleją w ciągu maksymalnie 90 minut.                                  

Antwerpia jest jednym z największych europejskich ośrodków przemysłowych i centrum międzynarodowego handlu diamentami. Na przełomie XV i XVI w. należała do najbogatszych miast w Europie. Jej serce stanowi Grote Markt (Wielki Rynek), skąd pieszo dostaniemy się do większości zabytkowych obiektów. Odwiedzając historyczne centrum, możemy podziwiać interesującą renesansową fasadę Stadhuis (Ratusza) zbudowanego w latach 1561–1565. Za najwyższą budowlę Antwerpii (i jedną z najwyższych świątyń na świecie) uchodzi gotycka Katedra Najświętszej Marii Panny, której północna wieża ma 123 m wysokości. We wnętrzach znajdziemy m.in. malowidła Petera Paula Rubensa, najsłynniejszego obywatela tego flamandzkiego miasta. Niezmiernie popularna wśród turystów Brugia w dużej części oparła się nowoczesności. W jej zabytkowym centrum próżno szukać billboardów i strzelistych wieżowców, a ruch samochodowy został ograniczony do niezbędnego minimum. W ten sposób czas jakby zatrzymał się tu w XIII w., w okresie świetności miasta, które było wtedy międzynarodowym ośrodkiem handlu suknem. Z tego stulecia pochodzi najbardziej charakterystyczna budowla Brugii – Belfort (Beffroi), ośmioboczna 83-metrowa dzwonnica. Stanowiła ona symbol wolności i bogactwa. Wznosi się przy głównym rynku (Grote Markt), otoczonym XVII-wiecznymi kamieniczkami. Brugię uważa się za kolebkę malarstwa flamandzkiego. Otwarte w 1930 r. Muzeum Groeninge (Groeningemuseum) posiada wspaniałą kolekcję malowideł takich artystów, jak Rogier van der Weyden, Jan van Eyck i Hans Memling.                                                                                                                                                                                                                                                                                      

BRUSSELICIOUS 2012

Taką humorystyczną i apetyczną nazwę nadano trwającemu przez cały obecny rok w Brukseli festiwalowi kulinarnemu, gourmet. Z tej okazji przygotowano specjalne, niezmiernie oryginalne gastronomiczne wydarzenia. W czerwcu będzie można zjeść obiad i kolację w zawieszonej nad miastem przy pomocy żurawia 22-miejscowej restauracji. Każdego tygodnia zawiśnie nad innymi emblematycznymi miejscami Brukseli: Placem Pałacu Królewskiego (Place des Palais), Atomium oraz dwoma malowniczymi parkami – du Cinquantenaire i Bois de la Cambre. Za podniebną restaurację, wiszącą 40 metrów nad ziemią, trzeba będzie zapłacić dość wysoką cenę, prawdopodobnie ok. 150 euro. Chętni powinni jednak się śpieszyć i dokonać rezerwacji z dużym wyprzedzeniem, gdyż nie brakuje zainteresowanych. Od wtorku do niedzieli, od marca do końca roku, krąży po centrum belgijskiej metropolii gastronomiczny, futurystyczny tramwaj oferujący 2-godzinną kulinarno-krajoznawczą przygodę za 75 euro od osoby (w wersji all inclusive). Dania przygotowują szefowie kuchni najlepszych w mieście restauracji. Jak przystało na ekscentryczną Brukselę, na okres od kwietnia do 21 września zaplanowano surrealistyczną ekspozycję 35 gigantycznych rzeźb ulubionych przez Belgów smakołyków. Artyści otrzymali pełną swobodę w kwestii wykonania olbrzymich tabliczek czekolady, brukselek, małży, kufli piwa czy ogromnych stożków frytek. Wymienione belgijskie smakołyki można skosztować w wielu miejscach specjalnie przygotowanych z okazji Brusselicious 2012.    

 

MODELOWE ATRAKCJE – MINI-EUROPE I PARLAMENTARIUM

Na zdjęciach i pocztówkach z Brukseli jednym z dominujących motywów, obok Grand-Place (Wielkiego Placu), futurystycznego Atomium i figurki siusiającego chłopca – Manneken Pis, jest sympatyczny park Mini-Europe. Zwiedza go rocznie ponad 300 tys. turystów z całego świata. Możemy w nim podziwiać miniatury najważniejszych budynków (wykonane w skali 1:25) ze wszystkich 27 państw członkowskich Unii Europejskiej. W tym doskonałym na rozrywkę dla całych rodzin miejscu znajdziemy wspaniałe modele, m.in. 13-metrową paryską Wieżę Eiffla, 4-metrowego londyńskiego Big Bena, gondole przed weneckim Pałacem Dożów, brukselski Grand-Place, ateński Akropol, budapeszteńskie kąpielisko Szechenyi, a także znane budowle z naszego kraju – Dwór Artusa, fontannę Neptuna i Pomnik Poległych Stoczniowców z Gdańska. Przygotowano je z niezwykłą starannością i dbałością o detale. Nic więc dziwnego, że Mini-Europe uważa się za najlepszy park miniatur w Europie.      

W październiku 2011 r. Brukseli przybyła kolejna wielka atrakcja turystyczna – Parlamentarium. Jest to największe centrum parlamentarne udostępnione zwiedzającym w Europie i pierwsza w historii wystawa dostępna w całości aż w 23 językach. Dzięki zastosowaniu szerokiej gamy interaktywnych narzędzi multimedialnych wizyta w nowoczesnym Parlamentarium daje jedyną w swoim rodzaju możliwość poszerzenia wiedzy o instytucjach europejskich, a w szczególności o Parlamencie Europejskim.

 

HOLANDIA – KRAJ SERÓW, TULIPANÓW I WIATRAKÓW                                                                                                                                                                                   Gdy nasycimy się już różnorodnymi pejzażami Walonii, możemy przenieść się do kraju wybitnie nizinnego, którego 25 proc. powierzchni znajduje się poniżej poziomu morza. Oficjalna nazwa Holandii brzmi Królestwo Niderlandów. Ten kraj, znany jako najbardziej liberalny na świecie, zaskakuje swoją gościnnością, dobrym smakiem i niezliczoną liczbą atrakcji turystycznych oraz… mostów! Tych ostatnich w samym tylko Amsterdamie jest aż 1281. Północno-zachodnie tereny państwa pokrywały kiedyś wielkie lasy i dlatego miejscowi nazwali ten region Holtland, co w języku niderlandzkim oznacza „Krainę Lasów”. Za symbol Holandii, słynącej z przepięknych tulipanów, można śmiało uznać ogród Keukenhof (niedaleko Lisse). Jest to jedna z największych atrakcji Królestwa Niderlandów – odwiedziło ją w ostatnich 60 latach ponad 44 miliony turystów. Kolorowe, naturalne dywany z milionów tulipanów, hiacyntów, żonkili i narcyzów zaplanowane zostały przez najlepszych projektantów ogrodów i terenów zielonych. Mało kto w Polsce wie, że Keukenhof uważa się za najczęściej fotografowane miejsce na świecie. Rozciągający się na obszarze 32 hektarów park ma doskonałe położenie – między Amsterdamem a Hagą. Od kilku lat każdego roku przyjmuje się tu inny temat przewodni. Obecnie jest nim „Polska – Serce Europy”. Oficjalnego otwarcia wystawy kwiatowej dokonała 21 marca 2012 r. Anna Komorowska, żona naszego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wśród wielu ekspozycji nawiązujących do polskiej kultury i nauki zachwyca ułożony z 50 tys. cebulek kolorowy portret Fryderyka Chopina o wymiarze 12 na 20 m. Bramy Keukenhof będą otwarte dla turystów do 20 maja br.   

 

ROWEREM PRZEZ AMSTERDAM

W stolicy konstytucyjnej Holandii warto przesiąść się na rower, który stanowi tutaj najpopularniejszy środek transportu. Poszatkowany kanałami, pielęgnujący swoje bogate tradycje kulturalne i architektoniczne Amsterdam uchodzi za jedno z najromantyczniejszych i najpiękniejszych miast na świecie. Z jednej strony zachowuje charakter nowoczesnej metropolii, tętniącej życiem nocnym, pełnej kosmopolitycznych restauracji, z drugiej zaś – dzięki rozbudowanej sieci kanałów i ograniczonemu ruchowi samochodowemu – sprawia wrażenie cichej i spokojnej miejscowości. Największymi atrakcjami Amsterdamu są niewątpliwie jego wspaniałe placówki muzealne, których liczba dochodzi do 50. Do najsłynniejszych z nich należą Rijksmuseum (Muzeum Państwowe), Van Gogh Museum czy Stedelijk Museum (Muzeum Miejskie). Zmęczeni zwiedzaniem i wieloma wrażeniami możemy zrelaksować się i zregenerować swoje siły, biorąc lekcje… jogi – oferuje je turystom wiele miejscowych centrów (oczywiście, w języku angielskim).                                                                                                                

 

KRÓLEWSKA HAGA

Chociaż Amsterdam pełni funkcję stolicy konstytucyjnej, siedziba rządu, parlamentu i rodziny królewskiej znajduje się w Hadze. W odróżnieniu od innych holenderskich miast z rozplanowanymi ciasno uliczkami i gęstym systemem kanałów, haska zabudowa pozwala zwiedzającym odetchnąć pełną piersią. Klasyczne fasady rządowych budowli otoczone zieloną, otwartą przestrzenią stwarzają atmosferę daleką od pulsującego życiem Amsterdamu, Rotterdamu czy Utrechtu. Walorem Hagi jest także jej nowoczesna architektura. W dzielnicach Scheveningen i Kijkduin rozciągają się zaś jedne z piękniejszych plaż nad Morzem Północnym.

Podsumowaniem naszej podróży po Królestwie Niderlandów może być wizyta w haskim parku Madurodam, nazywanym „Holandią w pigułce”. Znajduje się tu m.in. najdłuższa na świecie miniaturowa kolej elektryczna, która przemierza cały kraj i zatrzymuje się na dworcach w Amsterdamie, Hadze i Bredzie. W Madurodam wzniesiono ponad 700 miniatur najbardziej charakterystycznych obiektów Holandii, wszystkie w skali 1:25. Ta wielka atrakcja turystyczna przeszła ostatnio gruntowną renowację i czeka ponownie na gości z całego świata.    

 

NAPRAWDĘ WIELKIE KSIĘSTWO LUKSEMBURGA                                                                                  

To najbogatsze państwo Europy stanowi enklawę na mapie Starego Kontynentu i jednocześnie jego centrum finansowe. Turystyka jest tu również bardzo dobrze rozwinięta. Co roku tę monarchię odwiedza prawie dwa razy więcej zagranicznych gości niż liczy jej populacja (w sumie ponad 500 tys. mieszkańców).  

Luksemburg – stolicę państwa, można zwiedzać na kilka sposobów. Jednym z nich jest podróż autokarem wycieczkowym „Hop On-Hop Off”, która pozwala na wsiadanie i wysiadanie w dogodnych punktach miasta, w zależności od tego, co nas zainteresuje w danym momencie. Inny ciekawy pomysł to spacer po najstarszych dzielnicach. Jego trasę opracowano w specjalnym projekcie Wenzel Walk – „1000 lat w 100 minut”, nazwanym tak na cześć księcia Wacława I Luksemburskiego (1337–1383), który ufortyfikował Luksemburg. Wśród wielu tutejszych fascynujących atrakcji warto wymienić wzniesienie Bock i Casemates du Bock – kazamaty, tunele, pasaże i komnaty, drążone nawet do 46 m pod powierzchnią ziemi, którym towarzyszyły podziemne stajnie, zakłady rzemieślnicze, kuchnie, piekarnie, lazarety, magazyny itp. Poza tym nie wolno zapomnieć o Pont du château, zbudowanym z czerwonego piaskowca moście z 1735 r. Łączy on fortyfikacje Bock z historycznym centrum miasta. Jedną z najważniejszych budowli stolicy jest również Katedra Notre-Dame, będąca wspaniałym przykładem architektury późnogotyckiej z elementami renesansowymi. Główny punkt wycieczek stanowi jednak Pałac Wielkiego Księcia (Palais grand-ducal), wybudowany w 1572 r. i pełniący na początku funkcję ratusza. W 1817 r. stał się on siedzibą rządu, a w 1890 r. został przekazany do dyspozycji Adolfa I (1817–1905), trzeciego i ostatniego księcia z niemieckiej dynastii Nassau i czwartego wielkiego księcia Luksemburga. Za najsłynniejszy luksemburski zamek uchodzi bajeczny, romańsko-gotycki Château de Vianden. Położony jest malowniczo na wzgórzu, a u jego stóp rozciąga się urocza średniowieczna miejscowość Vianden, którą zamieszkuje obecnie ok. 2 tys. osób. Ta potężna budowla zachowała wygląd z czasów swojej największej świetności. W okolicy turystów przyciągają także letnie koncerty grane na tle pięknego jeziora Echternach w samym sercu luksemburskiego regionu nazywanego Małą Szwajcarią (Petite Suisse luxembourgeoise).

Kraje Beneluksu mogą zaoferować nam mnóstwo atrakcji – zarówno aktywny wypoczynek w malowniczej scenerii, jak i wyprawę szlakiem wspaniałych zabytków architektury. Warto odkryć je dla siebie i poczuć z bliska atmosferę dobrobytu, która skłoniła te trzy monarchie do ścisłej współpracy i wspierania się w rozwoju.                                                                                                                                                                                     


                               

Artykuły wybrane losowo

Ekwador – cztery światy w jednym kraju

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

<< „Cuatro mundos, un destino” („Cztery światy, jedno miejsce”) – tak brzmi jedno z haseł promujących Ekwador. Czterema światami są tutaj wyspy Galapagos, wybrzeże Pacyfiku, Andy i Amazonia. Choć ten południowoamerykański kraj należy do najmniejszych na kontynencie, faktycznie może się poszczycić ogromnym zróżnicowaniem geograficznym i przyrodniczym, nie mniejszym niż jego więksi sąsiedzi. Swoim pięknem zachwyci z pewnością nawet najbardziej wybrednych podróżników. >>

 

 Wikunie andyjskie w rezerwacie Chimborazo

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Ekwador jest w zdecydowanej większości górzysty. Wraz z archipelagiem Galapagos ma powierzchnię niemal 284 tys. km2, a więc trochę mniejszą od Polski. Leży pomiędzy Kolumbią (na północy) i Peru (na wschodzie i południu). Zachodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Spokojnego. Przez Ekwador przebiega równik, są tu zatem nie tylko fascynujące cztery światy, ale i środek Ziemi.

Ta południowoamerykańska republika przyciąga również wulkanami. Znajdują się one zarówno w kontynentalnej jej części, jak i na Galapagos. Wiele z ekwadorskich wulkanów pozostaje wciąż czynnych. Najsłynniejszy – Cotopaxi – wznosi się na 5897 m n.p.m. To drugi najwyższy szczyt Ekwadoru, zaraz po nieaktywnym stratowulkanie Chimborazo (6263,47 m n.p.m.). Ciągnące się z północy na południe Andy dzielą kraj na pół: Amazonię na wschodzie i wybrzeże Pacyfiku na zachodzie. Wycieczkę zacznijmy więc w środku, w górach.

 

MIASTO W ANDACH

Większość turystów swoją przygodę w Ekwadorze zaczyna w jego stolicy – Quito. To miasto zachwyca każdego, kto do niego przyjedzie. Jest przepięknie położone w dolinie pośród gór i wulkanów, a jego kolonialne centrum i interesujące zabytki robią naprawdę ogromne wrażenie. Z tym zachwytem na ustach wyjeżdża się stąd po dwóch czy trzech dniach. Kiedy zostaje się dłużej, czar może prysnąć. Spędziłam w tym mieście trzy miesiące i zawsze, gdy czułam, że mój zachwyt przygasa, szukałam nowych niesamowitych miejsc. Quito jest najwyżej położoną stolicą na świecie (często mylnie przyznaje się ten tytuł La Paz, ale ono nie pełni funkcji konstytucyjnej stolicy Boliwii, choć mieści się w nim siedziba rządu). Oficjalnie podaje się uśrednioną wysokość 2850 m n.p.m. W rzeczywistości część zabudowań leży na ok. 2800 m n.p.m., a dzielnice usytuowane na wzgórzach znajdują się nawet na 3100 m n.p.m. Z wyżej położonych rejonów miasta roztacza się zapierający dech w piersiach widok na okolicę. Trzeba jednak pamiętać, że w takich warunkach można mieć problemy zdrowotne. U osób przylatujących z niżej usytuowanych regionów często pojawiają się objawy choroby wysokościowej (hiszp. soroche): bóle głowy, brak apetytu, trudności z oddychaniem, szybkie męczenie się, a nawet nudności i wymioty. Dlatego właśnie w ciągu pierwszych dni pobytu zaleca się picie dużej ilości wody, unikanie alkoholu i nadmiernego wysiłku fizycznego. Kiedy już organizm przyzwyczai się do nowych warunków, można zacząć zwiedzanie.

Centrum historyczne Quito należy do największych i najlepiej zachowanych w całej Ameryce Łacińskiej (ma powierzchnię 3,75 km²). Nie bez powodu we wrześniu 1978 r. znalazło się na nowo utworzonej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (było jednym z pierwszych 12 obiektów podobnie jak krakowskie Stare Miasto i polska kopalnia soli w Wieliczce). Tutejsze urokliwe kamienice, niezwykłe dziedzińce, białe kościoły, bogato zdobione wnętrza zachwycają zwiedzających.

Na zainteresowanie zasługuje szczególnie klasztor św. Franciszka z kościołem (Iglesia y Convento de San Francisco), którego budowa rozpoczęła się w 1534 r. Świątynię wypełniają rzeźby i inne dzieła sztuki. To tutaj można zobaczyć słynną drewnianą rzeźbę z 1734 r. – Dziewicę z Quito (Virgen de Quito), której gigantyczna replika spogląda na miasto ze wzgórza El Panecillo (roztacza się z niego wspaniały widok na stolicę, a przy bezchmurnym niebie widać też okoliczne wulkany). Ważnym punktem na mapie historycznego centrum jest również Plaza Grande (inaczej Plaza de la Independencia). W rejonie tego placu znajduje się kilka ciekawych zabytków: Palacio de Carondelet, czyli oficjalna rezydencja prezydencka, Pałac Arcybiskupi, siedziba władz miasta (Palacio Municipal de Quito) i XVI-wieczna Katedra Metropolitalna. W tej ostatniej warto zwrócić uwagę na obraz Ostatnia Wieczerza, na którym na stole umieszczono tradycyjne andyjskie specjały – pieczoną świnkę morską (cuy) i napój alkoholowy ze sfermentowanej kukurydzy (chichę). Część Palacio de Carondelet udostępniono do zwiedzania. Najbardziej interesująca jest sala reprezentacyjna. To w niej prezydent podpisuje wszystkie ważne dokumenty. Poza tym za atrakcję uchodzi tu stanięcie na balkonie w miejscu, w którym przemawia on do obywateli. W każdy poniedziałek o 11.00, podczas uroczystej zmiany warty, można go zobaczyć i posłuchać na żywo. W narożniku pomiędzy rezydencją prezydencką a Katedrą Metropolitalną znajduje się Muzeum Alberta Meny Caamaña (Museo Alberto Mena Caamaño). W pięknym, starym budynku z końca XVI stulecia obejrzymy wystawy stałe i czasowe poświęcone współczesnym problemom Ekwadoru i świata.

Kolejny zabytek stanowi Bazylika Narodowego Ślubowania (Basílica del Voto Nacional). Z jej dwóch 115-metrowych wież roztacza się wspaniała panorama stolicy. To największy neogotycki kościół w obu Amerykach. Budowla góruje nad okolicą, co dobrze widać z otaczających miasto wzgórz. Inną ciekawą świątynią jest barokowy i bardzo bogato zdobiony Kościół Towarzystwa Jezusowego (Iglesia de La Compañía de Jesús; budowę rozpoczęto na początku XVII w.), uznawany za jeden z najpiękniejszych na kontynencie. Podczas spaceru po starym Quito nie wolno ominąć ulicy La Ronda. Niegdyś przebiegał tędy szlak używany przez Inków, na początku XX stulecia upodobali ją sobie artyści i bohema, a dziś tłumnie ściągają na nią turyści. La Ronda ma swoją niepowtarzalną atmosferę. Można ją odczuć szczególnie wieczorem, kiedy restauracje zapełniają się ludźmi, a ulica muzykami.

Oprócz historycznego centrum warto odwiedzić też północną część Quito. Koło pięknego, ogromnego Parku Metropolitalnego (Parque Metropolitano) znajduje się muzeum ekwadorskiego malarza, rysownika, rzeźbiarza, grafika i twórcy murali Oswalda Guayasamína (1919–1999), zwanego południowoamerykańskim Picassem, z powstałą z jego inicjatywy Kaplicą Człowieka (Capilla del Hombre). Miejsce zasługuje na zainteresowanie nie tylko ze względu na obrazy artysty i jego kolekcję sztuki prekolumbijskiej, ale również z powodu niezmiernie ciekawej i oryginalnej bryły Kaplicy Człowieka. Na sąsiednim wzgórzu, w uchodzącej za artystyczną dzielnicy Guápulo polecam wybrać się do jednej z wielu restauracyjek.

Nad Quito góruje wulkan Pichincha z dwoma najwyższymi szczytami: Ruku Pichincha (4698 m n.p.m.) i Guagua Pichincha (4784 m n.p.m.). Można na niego wjechać TelefériQo, czyli koleją gondolową, która wwozi chętnych na wysokość 3945 m n.p.m. Rozpościera się stąd niezwykły widok na miasto i okoliczne szczyty. Jeśli powietrze jest czyste, a niebo bezchmurne, da się nawet dostrzec Cotopaxi.

 

Plaża Los Frailes w Parku Narodowym Machalilla u wybrzeży Pacyfiku

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

W ŚRODKU ŚWIATA

Na północ od Quito przebiega równik i leży obszar Mitad del Mundo. Znajduje się na nim duży kompleks turystyczny wraz z muzeum etnograficznym, planetarium, pomnikiem środka świata i żółtą linią dzielącą półkulę północną od południowej. Można tu stanąć na obu półkulach jednocześnie, postawić jajko na gwoździu i zobaczyć, jak wir wodny kręci się w dwie różne strony. Problem polega jednak na tym, że środki świata są dwa… W miejscu, gdzie badacze z francuskiej misji w XVIII w. wyrysowali linię równika, w 1936 r. postawiono pomnik, który później przebudowano. Obecnie mieści się w nim muzeum. Dookoła powstał cały kompleks turystyczny. Jednak żółta linia dzieląca świat na pół jest namalowana ok. 240 m na południe od faktycznego równika, bo… badacze pomylili się w pomiarach.

Niedaleko Mitad del Mundo stoi ciekawa Świątynia Słońca (Templo del Sol) zbudowana przez lokalnego malarza, rzeźbiarza i popularyzatora kultury Cristóbala Ortegę Maila. Tuż za nią znajduje się wejście do Rezerwatu Geobotanicznego Pululahua (Reserva Geobotánica Pululahua). Można poprzestać na udaniu się na taras widokowy lub zejść do rozległej kaldery (ma prawie 34 km2), aby stanąć na jej dnie. Zakres wysokości obszaru wynosi od 1800 do 3356 m n.p.m. Wulkan pozostaje nieaktywny, do ostatniej erupcji doszło ok. 2,5 tys. lat temu. Ze względu na wyjątkowy mikroklimat i niezwykle żyzną ziemię, jaka powstała na zastygniętej lawie, utworzono tu rezerwat przyrody. Kopuły wulkaniczne porasta gęsty las deszczowy zamieszkany przez różnorodną faunę. W rezerwacie występuje wiele endemicznych gatunków roślin. Ale wulkan budzi zainteresowanie nie tylko ze względu na bogactwo przyrodnicze. Pululahua to jedna z kilku zamieszkałych kalder na świecie i podobno jedyna, w której uprawia się ziemię. Wewnątrz żyje niewiele ponad 100 osób, zajmujących się rolnictwem, a od kilku lat również turystyką.

Kilkudniowa wizyta we wnętrzu wulkanu pozwala odciąć się od cywilizacji i odpocząć w bliskim otoczeniu natury. Można też wybrać się tu na krótką wycieczkę. Zejście do kaldery zajmuje pół godziny. Ważne jednak, aby wyprawę zaplanować w godzinach porannych. Pululahua w języku keczua oznacza „wodną chmurę” lub „dym wodny”. Nazwa nie jest przypadkowa – codziennie mniej więcej od południa kalderę wypełnia mgła. Co ciekawe, to ona stanowi główne źródło wody w tym rejonie, bo deszcz pada tutaj bardzo rzadko. Dlatego właśnie jedynym dobrym momentem na zobaczenie całej okolicy będzie poranek. Pojawiająca się później mgła tworzy przez chwilę mistyczną atmosferę, żeby w końcu ukryć wszystko przed oczyma turystów podziwiających wulkan z tarasu widokowego.

Kilkadziesiąt kilometrów na zachód od rezerwatu (ok. 80 km od stolicy Ekwadoru), w dolinie pośród lasu deszczowego leży miejscowość Mindo. Można tu wybrać się do motylarni, aby dowiedzieć się czegoś o motylach, oraz zobaczyć kolibry i obserwować inne gatunki ptaków, a także podziwiać piękne wodospady (Santuario de Cascadas). Do tych ostatnich dociera się kolejką linową rozpiętą nad wysokim kanionem. Wprawdzie Mindo cieszy się popularnością wśród turystów, ale to wciąż mała miejscowość, w której da się odpocząć od zgiełku wielkiego i głośnego Quito. Jest jednym z moich ulubionych miejsc w tym południowoamerykańskim kraju, chętnie kiedyś do niego wrócę.

Dalej na północny wschód od stolicy Ekwadoru znajdują się dwa ciekawe miasta: Ibarra i Otavalo. Pierwsze odgrywa rolę stolicy prowincji Imbabura, leży niedaleko malowniczego jeziora Yahuarcocha (Laguna de Yahuarcocha) i szczyci się dobrze zachowanym kolonialnym centrum (zrekonstruowanym po trzęsieniu ziemi z 1868 r.). Niewielkie (ok. 50-tysięczne) Otavalo słynie z kolei z popularnego targowiska z andyjskim rękodziełem. Sprzedaje się tu hamaki, obrusy, biżuterię w odcieniach tęczy, plecione torby w wielokolorowe wzory, a pomiędzy tym pledy, kubki, długopisy, szachy, paski, figurki lam, poszewki na poduszki, kapelusze i wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Miasto przyciąga tłumy turystów chcących wrócić z Ekwadoru z ciekawymi pamiątkami. W Otavalo naprawdę trudno się opanować, żeby nic nie kupić.

Na południowy wschód od stolicy warto wybrać się do wioski Papallacta, gdzie lubią spędzać weekendy quiteños (mieszkańcy Quito). Ze względu na występujące w okolicy wody termalne miejsce to jest idealne na wypoczynek wśród pięknych górskich krajobrazów. Papallacta leży w sąsiedztwie Parku Narodowego Cayambe-Coca (Parque Nacional Cayambe-Coca, Reserva Ecológica Cayambe-Coca). Tutejsze lasy deszczowe, jeziora i wulkan Cayambe (5790 m n.p.m.) przyciągają miłośników przyrody i chodzenia po górach. Podobne atrakcje czekają w popularnym wśród amatorów mocniejszych wrażeń miasteczku Baños de Agua Santa (w skrócie Baños). Łaźnie Świętej Wody, jak tłumaczy się tę nazwę, znajdują się u stóp aktywnego stratowulkanu Tungurahua (5023 m n.p.m.) i przyciągają gorącymi źródłami. Miejscowość ta uchodzi za ekwadorską stolicę sportów ekstremalnych. Można tutaj skakać na bungee, uprawiać canyoning, rafting i wspinaczkę skalną, latać na paralotni czy zjeżdżać na linie. W okolicy jest też wiele tras trekkingowych, w tym kilka prowadzących do przepięknych wodospadów, jak choćby do imponującego Kotła Diabła (Pailón del Diablo), który ogląda się z różnych perspektyw. Poza granicami Ekwadoru miasteczko Baños słynie przede wszystkim z huśtawki na krańcu świata. Wisi ona na drzewie rosnącym na krawędzi zbocza, co sprawia, że wygląda, jakby naprawdę znajdowała się na końcu ziemi. W bezchmurny dzień można huśtać się na niej na tle wulkanu Tungurahua. Najlepiej przyjechać tu wcześnie rano, kiedy kolejka chętnych bywa jeszcze krótka, a szanse na czyste niebo są największe.

 

POCIĄGIEM WŚRÓD WULKANÓW

Zarówno Baños, jak i niedalekie miasta Ambato i Riobamba leżą w tzw. Alei Wulkanów (Avenida de los Volcanes), która ciągnie się mniej więcej od Quito do miasta Cuenca (ponad 300 km). Widoki rozpościerające się z Ambato i Riobamby przy dobrej pogodzie zapierają dech w piersiach i nie ma się co dziwić. To drugie miasto znajduje się u podnóży wulkanu Chimborazo i jest bazą wypadową dla osób chcących wejść na szczyt tej najwyższej góry Ekwadoru. Z Riobamby niedaleko już do Alausí (ok. 90 km), małego i urokliwego miasteczka, z którego odjeżdża słynny turystyczny pociąg. Jego malownicza 12-kilometrowa trasa wiedzie po zboczu góry Nos Diabła (Nariz del Diablo) do stacji Sibambe. Mówi się, że aby dokończyć budowę odcinka kolei wykutego w twardej skale, zawarto pakt z samym diabłem, bo praca w tak trudnych warunkach pochłonęła wiele ludzkich istnień. Z ok. 4 tys. pracowników (pochodzących głównie z Jamajki) przeżyli nieliczni. Oddanie do użytku kilkunastokilometrowego fragmentu torów na początku XX w. było jednak wielkim wydarzeniem. Wszak odcinek ten nazywany jest najtrudniejszą trasą kolejową na świecie ze względu na wyzwanie, jakim okazało się zaprojektowanie i wybudowanie linii na zboczu góry Nariz del Diablo między wysoko położonym Alausí (ok. 2340 m n.p.m.) i leżącym w kanionie Sibambe (1400 m n.p.m.). Przedsięwzięcie stanowiło część większego planu połączenia stolicy Ekwadoru z wybrzeżem. Wprawdzie obecnie z Quito do Guayaquil, usytuowanego u ujścia rzeki Guayas do zatoki Pacyfiku, kursuje pociąg (Tren de las Maravillas), jednak uchodzi on raczej za luksusową atrakcję turystyczną. Podróż nim trwa cztery dni, ale w jej trakcie noce spędza się w hotelach położonych przy trasie. Ci, którzy mają mniej czasu lub nie są aż tak wielkimi miłośnikami kolei, powinni zadowolić się pokonaniem krótkiego, lecz niezmiernie malowniczego odcinka z Alausí do Sibambe.

W drodze na wybrzeże koniecznie trzeba zatrzymać się w pięknym kolonialnym mieście Cuenca (Santa Ana de los Cuatro Ríos de Cuenca). Ze względu na dobrze zachowaną zabudowę jego historyczne centrum znalazło się w 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na szczególną uwagę zasługuje Stara Katedra (z XVI w.) przekształcona w muzeum sztuki sakralnej oraz Nowa Katedra z cudownymi zdobieniami, której budowę rozpoczęto w drugiej połowie XIX stulecia. W Cuence warto zgubić się w labiryncie wąskich uliczek. Poza tym polecam też pojechać do stanowiska archeologicznego Ingapirca. W tej okolicy pierwotnie osiedlił się lud Cañari, później miejsce trafiło pod panowanie Inków. Niewiele obiektów zachowało się do obecnych czasów, dlatego te ruiny są raczej gratką dla prawdziwych pasjonatów historii prekolumbijskiej. Osoby szukające wrażeń powinny skorzystać z drugiej słynnej ekwadorskiej huśtawki. Znajduje się ona na zboczu wzgórza Turi, z którego roztacza się panoramiczny widok na Cuencę i okolice. Huśtającym się na zamocowanym na długich linach krześle wydaje się, że unoszą się nad miastem.

 

Endemiczne legwany morskie na przybrzeżnych skałach w archipelagu Galapagos

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

NAD OCEANEM

Zjeżdżając z Andów do Guayaquil, największego miasta Ekwadoru (mniej więcej 3-milionowego), wkraczamy w strefę tropikalną. Wysokie temperatury towarzyszą jego mieszkańcom przez cały rok, można więc zapomnieć o górskim chłodzie. Guayaquil to najważniejszy ośrodek biznesowy kraju. Jest nowoczesnym miastem z nadrzeczną promenadą, wieloma sklepami, restauracjami i pubami. Miłośnicy kolonialnej zabudowy znajdą chwilę wytchnienia na kolorowym wzgórzu Santa Ana, na którego zboczach rozciąga się najstarsza dzielnica Las Peñas, pełna galerii sztuki i małych knajpek. To właśnie tutaj w XVI w. został założony ten prężny dzisiaj ośrodek.

W odległości dwóch godzin jazdy samochodem (ok. 140 km) na zachód stąd leży miasto Salinas, popularne wśród mieszkańców Guayaquil miejsce na wypoczynek na plaży. Im dalej na północ wzdłuż wybrzeża się kierujemy, tym wokół robi się ciekawiej. Miejscowość Montañita zyskała popularność wśród surferów ze względu na tworzące się w jej pobliżu wysokie fale. W ciągu kilku lat z małej wioski przekształciła się w kurort turystyczny bardzo chętnie odwiedzany przez osoby chcące nauczyć się języka hiszpańskiego. Tak jak mieszkańcy Guayaquil mają swoje plaże w Salinas, tak quiteños jeżdżą wygrzewać się do Esmeraldas. Kto pragnie uciec od tłumów turystów, powinien poszukać małych wiosek rybackich jak choćby Mompiche. Mniej zatłoczonych miejsc nie brakuje, bo linia brzegowa Ekwadoru liczy sobie ponad 2,2 tys. km. Ekwadorskie wybrzeże to również świetny punkt do obserwowania migracji humbaków. Od czerwca do września można się wybrać na wycieczkę w poszukiwaniu tych wielkich ssaków z rodziny płetwalowatych, a z miasteczka Puerto López warto popłynąć na tzw. Galapagos dla ubogich, czyli Srebrną Wyspę (Isla de la Plata), gdzie spotyka się m.in. uchatki patagońskie, delfinki wysmukłe (tropikalne), głuptaki niebieskonogie i czerwononogie, żółwie morskie, pelikany czy fregaty. Jeśli jednak ktoś jest prawdziwym miłośnikiem przyrody, musi udać się na prawdziwy archipelag Galapagos. To miejsce zupełnie nie z tej ziemi!

 

ARCHIPELAG DARWINA

Wyspy Galapagos są niezaprzeczalnie skarbem Ekwadoru. Zamieszkuje je wiele gatunków zwierząt (w tym endemicznych), np. żółwie słoniowe, kotiki i uszanki galapagoskie, głuptaki niebieskonogie, kormorany nielotne, myszołowy galapagoskie, gołębiaki plamiste, albatrosy galapagoskie, fregaty wielkie, legwany galapagoskie i morskie, pingwiny równikowe, petrele galapagoskie, zięby Darwina, czaple galapagoskie, pelikany czy flamingi. W 1959 r. cały region objęto ochroną parku narodowego. Prawie 20 lat później, w 1978 r., wyspy wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Dziś archipelag zamieszkuje niecałe 30 tys. osób, ale w ciągu roku przybywa na niego ponad 200 tys. turystów.

Podczas pobytu na Galapagos ma się niepowtarzalną okazję zobaczenia z bliska zwierząt, które nie występują nigdzie indziej na świecie. Ruch turystyczny jest tu ograniczony, ale wszystkie dostępne miejsca, takie jak Stacja Badawcza im. Charlesa Darwina w mieście Puerto Ayora na Santa Cruz, okolice do nurkowania, tunel z lawy oraz trasy trekkingowe, są warte zainteresowania. Na archipelagu znajdują się liczne wulkany. Najwyższy, Wolf, wznosi się na największej wyspie, Isabeli, i mierzy 1707 m n.p.m. Najpopularniejszym sposobem poznawania Galapagos są kilku- lub kilkunastodniowe rejsy niewielkimi statkami. W trakcie takiej wycieczki zwiedza się różne miejsca na archipelagu i nurkuje, a na noc wraca na pokład. Wizyta na tych niezwykłych wyspach może być zdecydowanie jednym z najpiękniejszych i najbardziej nietypowych doświadczeń w życiu. Ja na pewno kiedyś na nie wrócę, bo czuję niedosyt wrażeń.

 

Kajmany zamieszkują rozlewiska rzek w ekwadorskim regionie Oriente (Wschód)

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

W AMAZOŃSKIM LESIE

Z unikatowego archipelagu przenosimy się na kontynent i to na wschodnią stronę Andów, gdzie jest zielono i wilgotno. Czwarty świat Ekwadoru stanowi fragment Amazonii, zwany tutaj Oriente (Wschód). Region ten pokrywa prawie połowę całego obszaru kraju. Co ciekawe, to właśnie w tej okolicy hiszpańscy konkwistadorzy pod przywództwem Francisca de Orellany (1511–1546) odkryli dorzecze Amazonki i jej górny bieg w XVI w. Samą rzekę nazwano podobno od plemienia Amazonek, ponieważ po drodze wyprawa odkrywcza spotkała kobiety-wojowników.

Amazońskie gęste lasy deszczowe są prawdziwym królestwem flory i fauny. Mimo swoich dużych rozmiarów Oriente jest regionem słabo zasiedlonym. W jego granicach znajduje się tylko kilka miast i według szacunków obszar zamieszkuje ok. 750 tys. ludzi. W ekwadorskiej Amazonii założono cztery parki narodowe i kilka rezerwatów przyrody. Niektóre źródła podają, że na terenie Parku Narodowego Yasuní (Parque Nacional Yasuní) występuje największa bioróżnorodność na świecie.

Aby dostać się do lasów deszczowych Oriente i móc na własne oczy zobaczyć tę wyjątkową krainę dzikiej przyrody, trzeba skorzystać z usług tutejszych doświadczonych przewodników. Samodzielna wyprawa jest nie najlepszym pomysłem. W Ekwadorze działa sporo firm, które organizują kilkudniowe wycieczki do Amazonii. W programie są również noclegi w specjalnych domkach w lesie i rozmaite atrakcje, jak np. łowienie piranii, pływanie łódką po rzece, poznawanie gatunków roślin i zwierząt, a niekiedy także spotkania z rdzennymi mieszkańcami tych terenów i uczestniczenie w ich codziennym życiu. Jeśli ktoś nie ma ochoty na dłuższy pobyt w wilgotnym, tropikalnym klimacie, może dojechać do Teny (niewielkiej stolicy prowincji Napo) i wybrać się na jednodniową wycieczkę w leśną gęstwinę. Przedsmak lasu deszczowego zapewnia już okolica wspomnianych miejscowości Baños i Papallacta, do których łatwiej się dostać niż do miast w regionie Oriente.

***

Góry i niziny, śnieg i parny tropik, ocean i lasy deszczowe, ciekawi ludzie i niesamowite zwierzęta – wszystko to czeka na wyciągnięcie ręki w Ekwadorze. Ten kraj naprawdę łączy w sobie cztery światy. Warto samemu się o tym przekonać.

Wydanie Wiosna 2018

Prowansja – śródziemnomorski skarb

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

                                                                                                              FOT. ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

<< Jeszcze nie tak dawno Prowansja była uznawana przez Francuzów za ojczyznę prowincjuszy. Z kolei obcokrajowcy postrzegali ten region jako istny raj, ale tylko dla bogaczy. Dziś turystów wciąż przybywa, a i sami mieszkańcy Francji uznali, że jest to miejsce godne uwagi i chętnie się tu osiedlają. >>

Ta historyczna kraina rozciąga się nad Morzem Śródziemnym, przy południowo-wschodniej granicy Republiki Francuskiej. Jej krajobraz kształtują z jednej strony Alpy, a z drugiej słoneczne Lazurowe Wybrzeże. Do najbardziej znanych miast na tym terenie zalicza się Niceę, Cannes, Tulon, Aix-en-Provence, Antibes, Saint-Tropez czy Marsylię. Ta ostatnia do końca 2013 r. będzie nosić zaszczytny tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (razem ze słowackimi Koszycami).

Więcej…

Kuba – najlepsza podróż w moim życiu

O swojej wizycie na Kubie w maju 2018 r. opowiada Victor Borsuk, siedmiokrotny mistrz Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, wielokrotnie stający na podium w Pucharze Polski, Świata i Europy, doświadczony trener szkolący amatorów i profesjonalistów, z zamiłowania podróżnik, współpracujący ściśle z magazynem All Inclusive, z którym był ostatnio na 38. Międzynarodowych Targach Turystyki – FITCuba 2018 odbywających się na Los Cayos de Villa Clara.

Więcej…