MARCIN „HUMBAK” JĘDRZEJCZAK

 

Leżąca na Morzu Śródziemnym, mniej więcej pośrodku między Gibraltarem a Izraelem, a także Sycylią i Tunezją, Malta jest dosyć dobrze rozwiniętym gospodarczo państwem, tysiąc razy mniejszym od Polski (316 km2 powierzchni). Nie uprawia się w nim ani warzyw, ani owoców, wycięto wszystkie oliwne drzewka, a jedyne, co pozostało, to winnice. Brak tu rzek czy jezior, deszcz pada rzadko i praktycznie nie ma słodkiej wody, znajdziemy za to mnóstwo zabytków. Dlatego kraj ten nazywa się często muzeum pod gołym niebem.

Wodę w miejscowym hotelu po przegotowaniu można śmiało wypić. Jej smak nie jest jednak źródlany, bowiem Maltańczycy pozyskują ją odsalając tę, której mają pod dostatkiem w morzu. Nad umywalką umieszczone są dwa krany – z jednego płynie gorąca, a z drugiego zimna woda. To jedna z pozostałości po Brytyjczykach, poprzednich władcach archipelagu.

 

Malta odziedziczyła po nich również ruch lewostronny, a także steki, szarlotkę i smażoną rybę z frytkami oraz język angielski.

Ten wyspiarski kraj słynie ze swoich szkół językowych, do których każdego roku tłumnie przybywają studenci z Europy i całego świata. Przyjeżdżają tu także tysiące turystów z Wielkiej Brytanii, szukających słonecznej odmiany od pochmurnej pogody w Londynie czy Manchesterze. Malta stanowi mieszankę brytyjskiej flegmy, włoskiej namiętności, arabskiej słodyczy i afrykańskiej swobody. Jest to efekt jej niezmiernie burzliwych dziejów.

 

Wielka historia małej wyspy

Strategicznie położony archipelag, w skład którego wchodzą Malta, Gozo, Comino, Cominotto, Wyspy św. Pawła i maleńka Filfla, często przechodził z rąk do rąk. Maltańczycy śmieją się, że swoją bogatą historią mogliby obdarować kilka średniej wielkości państw. W Ġgantija na sennej wyspie Gozo znajdują się np. dwie megalityczne świątynie, które mają ok. 5600 lat i pamiętają początki cywilizacji na archipelagu.

W starożytności osiedlili się tu Fenicjanie, ok. 700 r. p.n.e. pojawili się Grecy, a w 218 r. p.n.e. rozpoczęło się panowanie Imperium Rzymskiego. W 60 r. n.e. na Maltę trafił św. Paweł, więziony na statku, który rozbił się u jej brzegów. Podczas swojego pobytu apostoł nawracał miejscową ludność na chrześcijaństwo. Z powodu podziału Imperium Rzymskiego terytorium to znalazło się w 395 r. w granicach Cesarstwa Bizantyńskiego. Od 870 r. przeszło we władanie Arabów, a pod koniec XI w. Normanowie przyłączyli je do Królestwa Sycylii.

 

Kawalerowie i dżentelmeni

W 1530 r. za pozwoleniem cesarza Karola V Habsburga osiedlili się na Malcie Kawalerowie Rodyjscy, zmuszeni do opuszczenia Rodos przez Turków Osmańskich. Wtedy też przemianowali się na Kawalerów Maltańskich. Zakon ten został założony ok. 1130 r. w Jerozolimie i powstał z bractwa działającego przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. Pełna nazwa tego zgromadzenia brzmi Zakon Rycerzy Szpitala Jerozolimskiego św. Jana Chrzciciela (po łacinie Ordo Militiae Sancti Johannis Baptistae Hospitalis Hierosolimitani), jednak jest on lepiej znany jako joannici.

Kawalerowie Maltańscy zadomowili się na Malcie, zbudowali tu zamek nad zatoką Grand Harbour (Wielki Port), a także dwie twierdze: Fort św. Elma i Fort św. Michała, z których przypuszczali ataki na osmańskie statki. Niemal 300-letnia obecność tego zakonu rycerskiego odcisnęła swoje piętno na wyspach. Symbolem Malty do dzisiaj jest biały ośmioramienny krzyż zakonników (tzw. krzyż maltański).

W maju 1565 r. Imperium Osmańskie wysłało przeciwko joannitom ok. 200 statków i 40 tys. żołnierzy. Tak zaczęło się Wielkie Oblężenie Malty. Wyspy broniło kilkuset rycerzy zakonnych, 2 tys. żołnierzy hiszpańskich i kilka tysięcy ludności cywilnej. Po czterech miesiącach walk armia Sulejmana Wspaniałego wycofała się. Oddalenie tureckiego niebezpieczeństwa skłoniło w 1566 r. wielkiego mistrza Jeana de la Valette do rozpoczęcia budowy miasta, które na jego cześć nazwano Vallettą. Dziś pełni ono funkcję stolicy kraju.

W 1798 r. wraz ze swoim wojskiem przybił do wybrzeży wyspy Napoleon Bonaparte, który zajął ją i nakazał zakonnikom opuścić Maltę. Jednak Maltańczycy, korzystając z pomocy Brytyjczyków, wyzwolili się spod panowania Francuzów dwa lata później, a od czasu Kongresu Wiedeńskiego w 1815 r. ich archipelag stał się kolonią brytyjską.

W czasie II wojny światowej ze względu na swoje strategiczne położenie wyspa stała się celem licznych ataków lotnictwa i marynarki III Rzeszy i Włoch. Jej mieszkańcy przeżyli w sumie ponad 3 tys. nalotów i w kwietniu 1942 r. otrzymali z rąk króla Jerzego VI najwyższe brytyjskie odznaczenie państwowe – Krzyż Jerzego (za odwagę, heroizm i poświęcenie).

Na uzyskanie całkowitej niepodległości Maltańczycy musieli czekać do 1964 r., jednak dopiero dziesięć lat później proklamowano dzisiejszą Republikę Malty. 1 maja 2004 r., podobnie jak Polska, to wyspiarskie państwo zostało członkiem Unii Europejskiej.

 

Kuchnia fusion

Historia Malty miała ogromny wpływ na tutejszą sztukę kulinarną. W maltańskich potrawach mieszają się wpływy kuchni włoskiej i brytyjskiej, a także tureckiej, tunezyjskiej czy nawet hiszpańskiej. Popularnością cieszą się np. pastizzi, niewielkie ciasteczka z twarogowym lub grochowym nadzieniem w półfrancuskim cieście. W popularnych pastizzeriach znajdziemy różnego rodzaju zapiekanki z makaronem, ryżem lub na półkruchym cieście.

Maltańczycy stołują się przeważnie w domu. Restauracje zakładane są głównie dla przybyszów. Jednym z tutejszych znanych restauratorów jest Francesco Cachia. Ten Maltańczyk z urodzenia spędził wiele lat, pracując za granicą, głównie w Libii. Po powrocie otworzył własny lokal. W Sharma Ethnic Cuisines znajdziemy eklektyczne połączenie tradycyjnej kuchni indyjskiej, północnoafrykańskiej i śródziemnomorskiej. Restauracja leży w urokliwym zakamarku „Miasta Ciszy”, jak nazywana jest Mdina, dawna stolica wyspy. – Średniowieczne spokojne i wąskie uliczki pokrywają miejscowe wzgórze, skąd roztacza się wspaniały widok na wyspę – wyjaśnia Francesco, który woli, aby mówić na niego Frank. Na gotowaniu zna się jak mało kto i może śmiało służyć za kulinarnego przewodnika. – Maltańską odpowiedzią na spaghetti po bolońsku jest często serwowana zapiekanka na bazie makaronu, mięsa mielonego, pomidorów, sera oraz jaj i delikatnego kruchego ciasta. Danie to nazywa się „timpana” – tłumaczy Frank. Bakłażany czy karczochy zapieka się z rozmaitymi farszami, najczęściej mięsnym, z dodatkiem mielonego pieczywa i pietruszki. Warzywa stanowią także doskonały dodatek do zup, czego przykładem jest ministra – odpowiednik włoskiej minestrone. Soppa ta‘l-armla, czyli „zupę wdowy”, przyrządza się z różnych składników, ale zazwyczaj jednym z nich bywa ser ricotta (lub kozi) i kiełbasa maltańska (na ostro, z nasionami kolendry). Nazwa ta pochodzi od obyczaju, który polega na tym, iż po śmierci męża sąsiedzi przynoszą jego żonie różne produkty spożywcze, a ona przygotowuje następnie obfitą zupę.

Słynną i smaczną przekąską jest kanapka nasączona oliwą, z pomidorami i tuńczykiem, którą nazywamy „ftira" – mówi nasz restaurator. Narodową dumą są potrawy z mięsa królika. Przyrządza się je na wiele sposobów – piecze, smaży, dusi (zazwyczaj w czerwonym winie ogólnie dostępnym na Malcie). Najbardziej znane tego typu danie stanowi fenek biz-Zalza, czyli potrawka z królika z cebulą, ziołami i winem.

Po obfitych i smacznych posiłkach warto zostawić miejsce na maltańskie słodycze, które łączą w sobie wpływy włoskie i arabskie. Najpopularniejszymi ciasteczkami są słodkie mqaret z farszem z daktyli, a także cannoli – w kształcie cygara, nadziewane wiśniami, serem ricotta i migdałami.

Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu również o Kinnie – bardzo charakterystycznym i prawdziwie maltańskim napoju gazowanym. Kolorem przypomina nieco colę, a smakiem – tonik o nucie gorzkiej pomarańczy z dodatkiem kompozycji aromatycznych ziół. Doskonale chłodzi, orzeźwia i gasi pragnienie w gorące dni. – Podobnie jak nasze rodzime piwo Cisk – dodaje Frank.

 

Świętsi od papieża…

Maltę łączy z Polską kilka rzeczy: katolicyzm, biało-czerwone barwy narodowe oraz… jezioro w Poznaniu, nad którym swoją komandorię mieli dawniej Kawalerowie Maltańscy. Maltańczycy żartują, że są bardziej katoliccy od papieża, a na Malcie jest więcej kościołów niż mieszkańców. Choć zdecydowanie z tym przesadzają, to dziś wyspa posiada tyle świątyń katolickich, ile dni w roku. I chyba tylko tutaj można wysłuchać mszy po... arabsku! Oczywiście, z lekkim uproszczeniem, bowiem język maltański należy do grupy semickiej. Składa się w ok. 60 proc. z arabskiego – reszta to mieszanina włoskiego, angielskiego i francuskiego.

Maltańczycy, jako zagorzali katolicy, mają w zanadrzu wiele sposobów, żeby zapewnić sobie przychylność świętych. Uczniowie zdający pisemne egzaminy umieszczają w lewym górnym rogu kartki litery JMJ (Jezus – Maria – Józef). Studenci modlą się do św. Judy, a po pomyślnie zdanej sesji zamieszczają w lokalnych gazetach anonimowe podziękowania dla swojego patrona. W najważniejszym sanktuarium – Ta' Pinu na Gozo, które słynie z cudownych uzdrowień – umieszczono w podzięce wizerunki uratowanych rozbitków oraz rozmaite wota, np. kamienie nerkowe w słoikach, kule, a nawet przepukliny. W miejscowych autobusach często widzi się figurki świętych. Starsi ludzie przed podróżą żegnają się znakiem krzyża. Robią to także wtedy, gdy mijają kościół lub przydrożną figurę. Na kościelnych wieżach znajdują się dwa zegary – prawdziwy i namalowany. Dzięki temu diabłu mylą się godziny i przez to nie ma szans porywać odchodzących z tego świata dusz.

 

…i pełni przesądów

Na wyspie wciąż jednak żywe pozostają też dawne wierzenia pogańskie. Aby odwrócić złe spojrzenie lub sprowadzić na kogoś nieszczęście, Maltańczycy tworzą ze wskazującego i małego palca znak rogów, czyli qrun. Na wsiach nierzadko można zobaczyć baranie rogi przyczepione do dachu lub przybite nad drzwiami – mają one chronić domowników przed niebezpieczeństwami. Rybaków strzegą natomiast niebieskie oczy Horusa lub Ozyrysa, które umieszcza się na tradycyjnych łodziach luzzu po obu stronach dziobu. Miejscowi wierzą, że najlepsze miesiące na zawarcie związku małżeńskiego to styczeń, kwiecień i sierpień, bowiem są najbardziej płodne. Zajście w ciążę ma ułatwiać również czarna bielizna (biała – wręcz przeciwnie!). Kiedy dziecko przychodzi na świat, z okazji jego pierwszych urodzin rodzina urządza uroczystość o nazwie quecija: na tacy kładzie się różne przedmioty (inne dla chłopców i dziewczynek), np. naparstek, pióro, różaniec, jajko, pieniądze, a następnie podsuwa się je maleństwu. Przedmiot, który wybierze, wróży jego przyszły zawód (np. krawiec, urzędnik, ksiądz). Na progu domu, w którym ktoś umarł, Maltańczycy stawiają szklankę wody i spodeczek z solą. Według nich spragniona dusza lub nie mogąca posolić jedzenia nie opuści domu.

 

Zabawa po maltańsku

Maltańczycy kochają się bawić i świętować. W ciągu roku obchodzą czternaście świąt państwowych. Jednak niemal co tydzień organizowane są jakieś lokalne uroczystości. Do święta patrona danej miejscowości mieszkańcy przygotowują się przez wiele dni, zdobią ulice kolorowymi girlandami oraz setkami żarówek. Podczas niego urządza się procesje z posągiem lub obrazem przedstawiającym opiekuna, a wieczorem rozpoczyna się całonocna zabawa zwieńczona pokazem sztucznych ogni.

Maltański karnawał trwa 5 dni i odbywa się tuż przed Wielkim Postem. Na niezmiernie kolorowych ulicach ludzie bawią się wówczas przy dźwiękach muzyki, a często biorą też udział w paradach przebierańców. Warto wspomnieć także o karnawałowej atrakcji, jaką jest Il-Kukkanja – tradycyjna zabawa organizowana od 1721 r. na głównym placu w Valletcie. Podczas niej śmiałkowie wspinają się po drabinkach wykonanych ze sznurka na wieżę strażniczą, na której znajduje się duża kula z wikliny. Nagrodą dla zwycięzcy są kosze z jedzeniem, zdobyte w drodze na szczyt, oraz spora suma pieniędzy.

Następujący później Wielki Tydzień charakteryzuje się zupełnie odmienną atmosferą. Po tak wesołych niedawno ulicach idą ciche procesje z figurą Maryi, a w każdej miejscowości odgrywa się sceny z Ostatniej Wieczerzy. Kulminację tego żałobnego nastroju stanowi Wielki Piątek, kiedy milkną nawet dzwony kościołów. Wtedy też nie działają instytucje publiczne, kina, teatry  czy muzea. Wszystko zmienia się w Niedzielę Wielkanocną, gdy radość i muzyka znów powracają do miast i miasteczek. Tradycyjnym dniem spotkań dla rodziny i przyjaciół jest natomiast Poniedziałek Wielkanocny. Maltańczycy wręczają sobie wówczas prezenty i wypoczywają na łonie natury. Co ciekawe, z maltańską Wielkanocą najsilniej kojarzą się nie jajka, a słodkie pieczywo z migdałami.

To malutkie państwo europejskie, które śmiało można uznać za granicę kontynentu, posiada niezmiernie bogatą historię i jedyną w swoim rodzaju kulturę. Dlatego też koniecznie powinno się znaleźć na liście miejsc wartych odwiedzenia przez każdego prawdziwego podróżnika.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Esencja Kuby, czyli cygara, rum i muzyka

Anna César Winiarek
www.cuba-miamor.blogspot.com

 

<< Są trzy rzeczy, które rozsławiły Kubę na cały świat: cygara, rum i tutejsza muzyka. Z nimi zresztą kojarzy się ona większości obcokrajowców i to dla nich ściągają do niej liczni turyści. Kubanka wydmuchująca cygarowy dym, ludzie spędzający czas w hawańskim barze ze szklaneczką złocistego rumu w dłoni, para tańcząca salsę na ulicy – takie zdjęcia widzieli prawie wszyscy z nas. Pora przenieść się do miejsc, gdzie zostały zrobione. >>

Więcej…

Na drogach Turkmenistanu i Uzbekistanu

WIOLETTA HUTNIK

WOJCIECH ILKIEWICZ

www.wojtektravel.pl


Podczas podróży po Azji Środkowej możemy wyruszyć w drogę wzdłuż kojarzącego się z magią Dalekiego Wschodu Jedwabnego Szlaku, ze zdumieniem odetchnąć z ulgą w białym mieście na pustkowiu, udać się na poszukiwania znikającego morza czy zajrzeć do niesamowitej ognistej dziury w ziemi, przypominającej piekło w miniaturze, albo poczuć się jak bohater powieści „Proces” Franza Kafki, gdy przyjdzie nam czasami zmierzyć się z biurokratyczną machiną. W tej suchej i gorącej krainie nic nie jest oczywiste. Na każdym kroku dostrzeżemy mnóstwo zadziwiających miraży.

Więcej…

Z plecakiem przez Papuę-Nową Gwineę

KAROLINA SYPNIEWSKA

 

<< Papua-Nowa Gwinea stawia przed podróżnikiem wiele wyzwań. Nie jest to kraj na odbycie pierwszej dalekiej wyprawy za granicę. Niedostępna informacja turystyczna, niezbyt stabilna sytuacja polityczna i korupcja nie wróżą najlepiej początkującym globtroterom. To właśnie dlatego zdecydowałam się wybrać ten kierunek na moją kolejną egzotyczną podróż. W państwie, w którym praktycznie nic nie zostało przygotowane na przyjęcie turystów, każde doświadczenie będzie niezmiernie autentyczne. Za cel wyjazdu postawiłam sobie poznanie uderzająco pięknej przyrody i obcowanie z przedstawicielami lokalnej ludności, niezwykle niejednolitej pod względem kulturowo-etnicznym. >>

Więcej…