Adam Stępień

 

                                                                                                             FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

<< Prawdziwa zima już za pasem. Niektórzy zastanawiają się, jak się przed nią schować, ale tym, którym śnieg i mróz niestraszne, proponuję ucieczkę przed pluchą i szarością środkowoeuropejskiej aury, czyli wyprawę do Finlandii, a przede wszystkim fińskiej Laponii. Jeziora i rzeki skute lodem, zaśnieżone wzgórza i sauny opalane drewnem powinny skusić niejednego podróżnika, szczególnie że przy okazji można odwiedzić Świętego Mikołaja, pojeździć na biegówkach, zjeść stek z renifera, zapoznać się z najnowszymi trendami wzornictwa przemysłowego czy poczytać opowieści o Muminkach… >>

Republika Finlandii to państwo stosunkowo nowe na mapie Europy (istnieje od grudnia 1917 r.), choć sami Finowie żyli na tych terenach przez wieki, najpierw pod panowaniem szwedzkim, a później – rosyjskim. Mimo dość dużej powierzchni – 338 tys. km², kraj ten zalicza się do najsłabiej zaludnionych na kontynencie (ok. 18 osób na 1 km²). Każdego roku staje się jednak coraz bardziej popularnym kierunkiem podróży, w tym także Polaków.

 

Dla gościa z Polski pierwszym zetknięciem z Finlandią jest zazwyczaj wizyta w stołecznych Helsinkach, Tampere albo Turku. W drodze na północ kraju na pewno warto spędzić w jednym z tych miast choć kilka chwil, aby oswoić się z chłodniejszym klimatem i osobliwie brzmiącym językiem spoza rodziny indoeuropejskiej.

 

Na początek trzy miasta

Dla tych osób, które szukają spokoju i pięknych zimowych krajobrazów, Helsinki mogą okazać się niezbyt atrakcyjnym przystankiem. Stolica Finlandii ma jednak wiele do zaoferowania. Do jej głównych atrakcji turystycznych należą m.in. Fińskie Muzeum Narodowe (Suomen kansallismuseo), luterańska Katedra (Helsingin tuomiokirkko) czy Skalny Kościół (Temppeliaukion kirkko). Według mnie znacznie przyjemniejszym zajęciem od ich zwiedzania będzie spacer wokół Esplanadi (dwóch ulic Pohjoiesplanadi i Eteläesplanadi oraz rozciągającego się pomiędzy nimi parku) i Placu Senackiego (Senaatintori) czy przeprawienie się promem do słynnej twierdzy Suomenlinna zbudowanej na sześciu wyspach (raczej dla malowniczych widoków niż znajdujących się na nich licznych muzeów).

FOT. CITY OF HELISINKITOURIST AND CONVENTION BEREAU

Symbol Helsinek - luterańska, XIX-wieczna Katedra na Placu Senackim

 

Finlandia to ojczyzna wielu wybitnych projektantów, chociażby Alvara Aalto (1898–1976) i Eero Aarnio (ur. 1932), oraz cenionych marek wzornictwa przemysłowego – Marimekko, Pentik, Iittala i Arabia to tylko sztandarowe przykłady. W 2012 r. Helsinki nosiły zaszczytny tytuł Światowej Stolicy Wzornictwa (World Design Capital), więc czas na poznanie fińskiej sztuki użytkowej jest teraz idealny. Koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Wzornictwa (Designmuseo) albo Wybrzeże Arabii (Arabianranta), gdzie znajdują się zakłady ceramiczne Arabii i przyfabryczna galeria. Warto też zajrzeć do wyśmienitego Muzeum Sztuki Współczesnej Kiasma (Nykytaiteen museo Kiasma) lub wybrać się na koncert do nowo powstałego Domu Muzyki (Musiikkitalo). Wieczorne uroki fińskiej metropolii najlepiej odkrywać w studencko-artystycznej dzielnicy Kallio, której charakter z roku na rok staje się – niestety – coraz bardziej pretensjonalny. 

Turku jest stolicą szwedzkiej Finlandii sprzed 1809 r., kiedy to kraj został zajęty przez Rosję (oficjalnie pełniło tę rolę do 1812 r.). O ile zatem w Helsinkach skupiamy się przede wszystkim na współczesności, to tutaj od historii nie uciekniemy. Najstarsza część miasta leży wokół Katedry (Turun tuomiokirkko), ale zwiedzanie wypada zacząć od średniowiecznego Zamku (Turun linna), w którym mieszkali m.in. rodzice Zygmunta Wazy (1566–1632), późniejszego króla Polski (1587–1632). Nie przegapmy też Muzeum Sibeliusa (Sibelius-museo), najsłynniejszego fińskiego kompozytora. Poza życiorysem tego wielkiego artysty prezentowana jest w nim kolekcja instrumentów muzycznych. Zobaczymy tu np. słynne kantele, według legendy wynalezione przez samego Väinämöinena, herosa z Kalevali – narodowego eposu Finów.

Nieopodal Turku znajdziemy piękną miejscowość Naantali, znaną ze ŚwiataMuminków (Muumimaailma) – parku rozrywki uroczych trolli rodem z książek Tove Jansson (1914–2001). Można w nim gawędzić z Włóczykijem albo uciekać przed Buką, ale – niestety – tylko latem. Zimą na pocieszenie zostają nam liczne muminkowe pamiątki.

Turyści często omijają natomiast Tampere, co wydaje się o tyle zaskakujące, że wiele osób uważa je za najprzyjemniejsze fińskie miasto. W porównaniu z wielowiekowymi Turku i Helsinkami, to dość młody ośrodek, który rozwinął się podczas rewolucji przemysłowej (otrzymał prawa miejskie w 1779 r.). Niektóre fabryki położone w jego centralnej części nadal działają, jednak większość z nich zamieniła się w centra handlowe, teatry, kina i lofty. Wypada tu zobaczyć m.in. zakłady Finlaysona, Katedrę w stylu romantyzmu narodowego (Tampereen tuomiokirkko), okolice Placu Centralnego (Keskustori) i Muzeum Lenina (Lenin-museo – swego czasu gościł w tych stronach przywódca rewolucji październikowej). Koniecznie należy także przejść się na spacer w stronę czarującej dzielnicy Pispala. Po drodze miniemy wieżę widokową w Pyynikki (Pyynikin näkötorni), z której rozciąga się wspaniała panorama miasta położonego nad dwoma imponującymi jeziorami – Näsijärvi i Pyhäjärvi. W obiekcie znajduje się kawiarnia serwująca znane na cały kraj przepyszne pączki z kardamonem. Tampere słynie też z publicznych saun. Można wybrać tradycyjną Rajaportti (Rajaportin sauna) w Pispali albo leżącą nad brzegiem jeziora Näsijärvi Rauhaniemi (Rauhaniemen kansankylpylä). Obowiązkowo trzeba zanurzyć się w przerębli! I pamiętajmy o tym, że w przypadku saun niekoedukacyjnych ze względów higienicznych, jak i kulturowych, kostiumy kąpielowe zostawiamy w przebieralni.

 

Potem lapońskie Rovaniemi

Drogę w kierunku północnym możemy odbyć bezpośrednim nocnym pociągiem, ale warto również rozważyć ciekawsze trasy – wzdłuż Zatoki Botnickiej (Pohjanlahti) albo przez Pojezierze Fińskie (Järvi-Suomi). Na wybrzeżu zobaczymy dziesiątki uroczych miasteczek. W niektórych z nich zamiast fińskiego Hei! powita nas raźne szwedzkie Hejsan!. Nie powinniśmy się temu dziwić, bowiem Finlandia jest dwujęzycznym państwem. Szwedzki, który stanowi język ojczysty dla 5,5 proc. z ok. 5,4-milionowej populacji kraju, ma status języka oficjalnego. Zmusza to tysiące fińskich dzieci do obowiązkowej nauki tego przedmiotu w szkole, co wiele z nich uważa za prawdziwą katorgę. Mimo to ta dwujęzyczność pozostaje silnie zakorzeniona w tożsamości mieszkańców. Wielu znanych Finów było szwedzkojęzycznych, chociażby wspomniani już Jean Sibelius (1865–1957), Tove Jansson czy poeta Johan Ludvig Runeberg (1804–1877), autor słów hymnu narodowego (w oryginale, rzecz jasna, napisanego po szwedzku).

Po przebyciu 800–900 km pociągiem z Helsinek lub Turku (Finlandia to jednak rozległy kraj) docieramy do Rovaniemi. Lapońska stolica, usytuowana nad dwiema dużymi rzekami – Ounasjoki i Kemijoki, w rzeczywistości znajduje się na południe od właściwej Laponii. Właśnie tutaj mieści się fińska siedziba św. Mikołaja (Joulupukki). Trudno o tym zapomnieć, bowiem wielu turystów przylatuje na oficjalne lotnisko św. Mikołaja, na miejscową stację kolejową dowozi ich Santa Claus Express, a na basen idą do Santasport… Zainteresowani mogą również otworzyć własną firmę informatyczną w Parku Technologicznym Świętego Mikołaja (Santa’s Technology Park)! Brzmi to wszystko być może nieco zbyt przesadnie, ale tak naprawdę mieszkańcy Rovaniemi starają się skutecznie unikać przesytu. Dla równowagi główny plac miasta przemianowano więc na Lordin aukio na cześć zespołu Lordi – zwycięzcy 51. Konkursu Piosenki Eurowizji z 2006 r. Lider tej grupy o dość demonicznej stylizacji pochodzi właśnie z tych stron.

FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

Biuro św. Mikołaja w magicznej Wiosce św. Mikołaja w stolicy fińskiej Laponii

 

Grudniową porą, kiedy dzień trwa niespełna godzinę, a noc rozświetla zorza polarna (przy sporej aktywności słońca, szczególnie obiecującej tej zimy, oraz przy niewielkim zachmurzeniu) świąteczne szaleństwo w Rovaniemi może być jednak całkiem przyjemne. Wioska św. Mikołaja (Joulupukin Pajakylä) leży za miastem, teoretycznie dokładnie na kole podbiegunowym (napapiiri). Spotkanie z Joulupukki jest bezpłatne, ale zdjęcie już sporo kosztuje. Biuro św. Mikołaja (Joulupukin Kammari) otacza nieco rozczarowujące pamiątkarskie centrum handlowe, ale także Główna Poczta św. Mikołaja (Joulupukin Pääposti) – zdecydowanie najbardziej urokliwa część całego kompleksu. Na koniec wizyty każdy turysta musi sfotografować się w miejscu, gdzie przebiega biała linia koła podbiegunowego. Mimo iż ta prawdziwa znajduje się kilka kilometrów dalej na północ, to małe oszustwo można jednak Finom wybaczyć… Położenie koła i tak z roku na rok się zmienia, a obecna lokalizacja wioski, przeniesionej bliżej miasta, jest dogodniejsza.

FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

Zorza polarna (Aurora borealis) w fińskiej Laponii

 

Podróżnikom starającym się uniknąć mikołajowego szaleństwa Rovaniemi oferuje sporo alternatyw. Główną atrakcję stanowi tutaj Arktikum. Wystawy miejscowego Centrum Arktycznego (Arktisen keskus) i Muzeum Regionalnego Laponii (Lapin maakuntamuseo) zabiorą nas do tundry i na Ocean Arktyczny oraz przedstawią życie Samów (rdzennej ludności północnej Fennoskandii) czy Inuitów. Poznamy też skalę zniszczeń z czasów wojny lapońskiej (1944–1945), po której ostało się tu zaledwie 14 budynków niespalonych przez wojsko niemieckie.

Warto także wybrać się na koncert muzyki klasycznej do Domu Kultury Korundi (Kulttuuritalo Korundi) – siedziby Lapońskiej Orkiestry Kameralnej (Lapin kamariorkesteri), gdzie mieści się również Muzeum Sztuki (Rovaniemen taidemuseo). Nieopodal wznoszą się budynki zaprojektowane po wojnie przez samego Alvara Aalto.

Rovaniemi jest też miastem studenckim, co można wywnioskować po zaskakująco dużej liczbie działających tutaj pubów. Obowiązkowo należy zajrzeć np. do słynnej klubokawiarni Kauppayhtiö, szczególnie że zaraz obok niej istnieje interesujący pchli targ. Tego rodzaju bazary uważane są zresztą za instytucję prawdziwie fińską. Bez odwiedzenia chociaż jednego z nich relacja z podróży po Finlandii brzmi mało przekonywująco.

 

Na koniec prawdziwa Północ

Po opuszczeniu Rovaniemi kierujemy się jeszcze dalej na północ. Czekają na nas łagodne wzgórza, samska kultura, zamarznięte jeziora i bagna, a nawet niezapomniane przejażdżki reniferowymi lub psimi zaprzęgami czy wycieczki na skuterach i rakietach śnieżnych. Znajdą się i stoki narciarskie, chociaż zbyt długich i ciekawych tras zjazdowych spodziewać się tu nie można. Miłośnikom białego szaleństwa szczególnie polecam ośrodki w Pyhä i Luosto, Ruka i Kuusamo, Saariselkä, Suomu czy Ylläs. Levi, najpopularniejszy resort narciarski, powoli zamienia się – niestety – w centrum handlowe, więc raczej warto go unikać, jeśli poszukujemy ciszy i spokoju.

Laponia jest prawdziwym rajem dla osób kochających narty biegowe. Można tu wynająć chatę w którymś z centrów turystycznych i rozkoszować się setkami kilometrów wyśmienicie przygotowanych szlaków, również w samym stołecznym Rovaniemi. Jeszcze przyjemniejszym doświadczeniem będzie zabranie plecaka albo tobogana (sań o szerokim dnie) i wyruszenie na kilkudniową wycieczkę po jednej z klasycznych zimowych tras, np. Hetta-Pallas-Olos-Ylläs, Pyhä-Luosto czy Sevettijärvi-Nuorgam, oraz po przepięknych okolicach Suomu, Kiilopää i Saariselkä. Wytyczone szlaki – zarówno dla stylu łyżwowego, jak i klasycznego – ciągną się setki kilometrów przez bagna, lasy i po zboczach wzgórz, z których rozciąga się malowniczy widok na rozległe krajobrazy, gdzie nie dostrzeżemy śladu ludzkiej aktywności. Wiele razy znajdziemy otwarte dla turystów chaty i szałasy, nieodpłatne i nieźle wyposażone. Pamiętajmy jednak o tym, żeby każde miejsce zostawić w lepszym stanie, niż się je zastało, i narąbać tyle drewna, aby następny gość mógł w mroźny dzień szybko napalić w piecu czy palenisku.

FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

Laponia - rakiety śnieżne (lumikenka)

 

W lasach i tundrze, obok majestatycznych puszczyków albo nieśmiałych głuszców i pardw, być może zobaczymy łosia i na pewno natkniemy się na stada reniferów. Te ostatnie spotkamy zresztą w Laponii prawie na każdym kroku. Uwielbiają one wyskakiwać z radością prosto przed maski samochodów. Warto pamiętać, że renifery właściwie nie są dzikimi zwierzętami – każdy osobnik należy do jednego z tutejszych hodowców, a znacząca większość z nich kończy na talerzu… Mięso reniferowe smakuje wyśmienicie, a najlepiej komponuje się z borówkami i razowym chlebem.  

Podczas wizyty w Laponii nie wolno przegapić okazji do poznania kultury Samów. W Finlandii za najlepsze do tego miejsce uważa się miejscowość Inari. Znajdziemy w niej samskie Muzeum Siida z małym skansenem i Samskie Centrum Kulturalne Sajos (Saamelaiskulttuurikeskus Sajos), które mieści także Parlament Samski (Saamelaiskäräjät – Sámediggi) – oficjalną instytucję reprezentującą fińskich Samów. Przy odrobinie szczęścia trafimy też na jeden z licznych festiwali. Na przełomie stycznia i lutego 2013 r. odbędzie się tu chociażby interesujący, międzynarodowy Festiwal Filmowy Ludów RdzennychSkábmagovat. Wieczorne seanse na śnieżnym ekranie z zorzą polarną nad głowami zapewniają jedyne w swoim rodzaju wrażenia! 

Magia Laponii potrafi urzec i pozostawić w sercu podróżnika ślad na całe życie. Warto także pamiętać o tym, że odkrywania tego czarującego regionu nie musimy kończyć na fińskiej granicy. Piękne góry szwedzkiej części lapońskich ziem, tundra Finnmarku i fiordy norweskiego wybrzeża czekają na tych, którzy nie boją się prawdziwej Północy...  


                                                                                                                                 

Artykuły wybrane losowo

Beneluks – prekursor Unii Europejskiej

PAWEŁ PAKIEŁA

 

Belgia kojarzy się nam przede wszystkim z centrum Unii Europejskiej. Podróż po tym zróżnicowanym etnicznie, językowo i kulturalnie kraju turyści często zaczynają od jego stolicy – Brukseli, stanowiącej jeden z trzech regionów państwa według podziału dokonanego w 1963 r. Na południe od niej rozciąga się francuskojęzyczna Walonia, z mnóstwem wartych zobaczenia miejsc, takich jak Durbuy, Tournai, Namur, Dinant, Bastogne, Liège czy Mons. Przemieszczając się z belgijskiej metropolii na północ, znajdziemy się w niderlandzkiej strefie językowej, Regionie Flamandzkim, gdzie do miejsc najczęściej odwiedzanych należą Brugia i Antwerpia. Historyczna kraina Flandria rozciąga się też dalej na zachód wzdłuż wybrzeża Morza Północnego i wchodzi m.in. w skład kolejnego z państw Beneluksu – Holandii. Zwiedzając ten kraj, oprócz słynnych atrakcji Rotterdamu, Hagi czy Amsterdamu, nie wolno zapomnieć o farmach serowarskich. Kończąc naszą podróż w Wielkim Księstwie Luksemburga, powinniśmy w naszych planach uwzględnić jego stolicę – miasto Luksemburg, malowniczą miejscowość Vianden czy dolinę rzeki Mozeli oraz zielone Ardeny.  

Więcej…

Filipiny – kraj tysięcy wysp

DARIUSZ METEL

 

<< Ten przepiękny, malowniczy kraj o powierzchni 300 tys. km2 leży w Azji Południowo-Wschodniej, na Oceanie Spokojnym. Od północy oblewają go wody cieśniny Luzon, a od północnego zachodu – Morza Południowochińskiego. Z kolei na wschodzie rozciąga się Morze Filipińskie. Na południu i południowym zachodzie natrafimy zaś na morza Celebes i Sulu. >>

W archipelagu, na którym położone są Filipiny, jest aż 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, z czego 880 pozostaje zamieszkanych. To jeden z najbogatszych obszarów na świecie pod względem bioróżnorodności. Okoliczne wody kryją przepiękne rafy koralowe i rzadkie gatunki egzotycznych ryb. Turystom ten kraj kojarzy się przede wszystkim z rajskimi plażami z białym piaskiem i lazurowym morzem.

 

Wzgórza Czekoladowe pokrywa gęsta trawa

© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

 

Filipiny mają ponad 106 mln mieszkańców, niestety, nie należą do bogatych państw, ale wciąż się rozwijają. Ze względu na położenie geograficzne występują tu tajfuny. Nie zniechęca to jednak turystów, z każdym rokiem przybywa ich coraz więcej. Stolicą kraju jest Manila – jedna z największych metropolii na świecie (w granicach obszaru metropolitalnego żyje ok. 13 mln ludzi). Znajdują się w niej m.in. dzielnice biznesowe (Makati) i turystyczno-rozrywkowe (Ermita). Mimo nowoczesnego charakteru miasta nadal można natknąć się w nim na slumsy, zwłaszcza w dzielnicy Tondo.

 

KRAJ W PIGUŁCE

Przygodę z Filipinami koniecznie trzeba zacząć od mojego numeru jeden – wyspy Bohol. Leży ona w samym sercu obszaru administracyjnego Visayas. Stąd promem można dotrzeć na Camiguin, Siquijor, Cebu czy do miasta Dumaguete na Negros. Słyszałem, iż o Bohol mówi się, że to Filipiny w pigułce, ponieważ mamy tutaj wszystkiego po trochu. Na wyspie poznamy kulturę i historię kraju, odpoczniemy na piaszczystych plażach, ponurkujemy z delfinami, wybierzemy się na wycieczkę w celu obserwowania dzikich zwierząt oraz spróbujemy przepysznych, tradycyjnych filipińskich dań. Poza tym spotkamy na niej także otwartych, pomocnych i radosnych Filipińczyków.

                Warto tu udać się w okolice Wzgórz Czekoladowych. Składa się na nie ok. 1270 kopców o bardzo regularnych kształtach, porośniętych trawą. Mniej więcej 30 km na wschód od stolicy wyspy, miasta Tagbilaran, leży miejscowość Loboc. Przepływa przez nią rzeka o tej samej nazwie, po której pływają łodzie przerobione na restauracje. Uczestnicy rejsu przy lokalnej muzyce zajadają się filipińskimi przysmakami. Na pokładzie podaje się kurczaka adobo, owoce morza, ryż, przeróżne ryby, wieprzowinę i – oczywiście – owocowe desery. Jeśli łódź udaje się w głąb tropikalnego lasu, podczas zachodu słońca pasażerowie mają dużą szansę, żeby zobaczyć tysiące świetlików. Nad tą rzeką Francis Ford Coppola kręcił sceny do swojego dramatu wojennego Czas apokalipsy (1979 r.).

Pięknym miejscem jest błękitny wodospad Mag-Aso koło miasteczka Antequera. W upalne dni warto zanurzyć się w jego wodach, aby nieco się ochłodzić. Jeśli ktoś chce poczuć dreszczyk emocji, może pójść w ślady miejscowych i skoczyć na główkę z wysokiego na 10 m brzegu.

Osobom lubiącym aktywny wypoczynek spodoba się Danao Adventure Park. Do wyboru są tu takie atrakcje jak zwiedzanie jaskiń, wspinaczka po korzeniach na klifie, ślizg nad wąwozem czy skok wahadłowy. Wszystko to możliwe jest dzięki naturalnemu ukształtowaniu terenu. Poza tym od września do lutego można też popływać z rekinami wielorybimi w okolicy miasteczka Oslob na pobliskiej wyspie Cebu. Na Bohol za wielką atrakcję turystyczną uchodzi również sanktuarium wyraków filipińskich (tarsjuszy), w którym spotkamy się oko w oko z tymi jednymi z najmniejszych małpiatek na świecie.

 

SAM ŚRODEK RAJU

Na przepięknej, piaszczystej wysepce Pamilacan bungalow wynajmiemy już za równowartość 60 złotych za dobę (oczywiście, standard zakwaterowania można podnieść przy wyższej opłacie). W cenę wliczone są śniadanie, kolacja, niezliczona ilość tropikalnych owoców oraz świeżych ryb i owoców morza, takich jak ośmiornice czy krewetki. Plaża jest zupełnie bezludna. Można na niej znaleźć wspaniałe, duże, kolorowe muszle. Za atrakcję turystyczną uchodzą tutaj czarne jeżowce, które smakują jak słona ikra.

Od niedawna prąd na Pamilacan zapewniają baterie słoneczne. Niestety, ze względu na brak dostępu do wody pitnej nieliczni mieszkańcy (ok. 2 tys.) muszą przywozić ją z miasta Baclayon na wyspie Bohol. Poza bungalowami i zabudowaniami mieszkalnymi znajduje się tu też kościół, sąsiadujący z ruinami ponad 200-letniego hiszpańskiego fortu. Pamilacan to prawdziwa filipińska wieś. Wyspiarze hodują świnie, kozy, krowy, a nawet koguty. Wyspę pokrywa zielona trawa, wśród której rosną ogromne palmy.

 

PODZIEMNY ŚWIAT

W centrum wyspy Palawan leżą lasy namorzynowe i pola uprawne, na których rosną palmy kokosowe, kukurydza i ryż. Ona sama przyciąga bajecznymi krajobrazami i parkami zamieszkanymi przez dzikie zwierzęta. Wzdłuż linii brzegowej rozciągają się piaszczyste plaże oblewane krystaliczną wodą. W okolicy wyspy z całą pewnością warto udać się na nurkowanie. Widok tropikalnych raf koralowych jest nie do opisania. Inną wspaniałą rozrywką będzie tzw. island hopping. Taka wycieczka łodzią trwa cały dzień. Jej uczestnicy przemieszczają się z jednej plaży na drugą, z laguny do laguny. Po drodze koniecznie należy odwiedzić małą wioskę rybacką Sabang. To właśnie w tutejszym Parku Narodowym Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (umieszczonym w 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) płynie podziemna rzeka (Cabayugan), która ma długość 8,2 km (do zwiedzania udostępniono ok. 1,5 km). Za wstęp do wioski trzeba zapłacić. Można to zrobić już na miejscu lub niedaleko Puerto Princesa – głównego miasta wyspy, gdzie znajduje się lotnisko. Park został okrzyknięty w 2011 r. jednym z 7 Nowych Cudów Natury.

 

KRÓLESTWO PLAŻ

Na północy Palawanu położone jest blisko 50-tysięczne miasto El Nido. Ze względu na rozbudowaną ofertę noclegów cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Mimo to zachowało swój lokalny charakter. Nadal nie można w nim płacić kartą i działa tu tylko jeden bankomat, dlatego przed przyjazdem lepiej zaopatrzyć się w gotówkę. W pobliżu miasta leży archipelag Bacuit, znajdujący się pod ochroną jako rezerwat przyrody. Wiele przewodników turystycznych uważa go za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Organizuje się na niego jednodniowe wycieczki (koszt w przeliczeniu to ok. 90 złotych), podczas których posiłek podaje się na rajskiej wysepce.

Szczególnie warto odwiedzić okoliczne plaże. Każda z nich jest nieco inna. Wąską plażę miejską w El Nido wypełniają stoliki. Trudno nie zauważyć licznych łódek, które cierpliwie czekają na turystów. Z całą pewnością nie da się tu odpocząć w ciszy i spokoju. Mimo to warto odwiedzić to miejsce, choćby po to, aby obejrzeć spektakularny zachód słońca, które chowa się za malowniczymi górami.

Corong-Corong też nie nadaje się na spokojne plażowanie. Plaża ta leży w południowej części miasta, niedaleko nowego terminalu autobusowego. Można wybrać się na nią na romantyczne spacery i drinka w jednej z nastrojowych knajpek.

Zupełnie inna jest Las Cabanas. To prawdziwa perełka wśród plaż na wyspie Palawan, idealna na leniwe wylegiwanie się na piasku, kąpiel w krystalicznie czystym morzu i długie spacery. Najlepiej odwiedzić ją rano, gdy bywa niemal pusta, a wokół panuje błoga cisza, oraz o zachodzie słońca, bo właśnie z niego słynie. Tę fenomenalną grę świateł i kolorów koniecznie trzeba zobaczyć.

Ogromną, piaszczystą plażę Duli oblewa turkusowa woda. Jej główną zaletą jest to, że turyści zbytnio jej nie oblegają. Znajdziemy tutaj za to kilka miejsc idealnych do uprawiania surfingu. Dlatego Duli warto polecić miłośnikom sportów wodnych.

Najpopularniejsza w tym rejonie Nacpan uchodzi również za najpiękniejszą. Znajduje się ona na północ od El Nido, bliżej Duli. Jest szeroka, piaszczysta, zachwyca czystą wodą. Niestety, zwykle goszczą na niej tłumy ludzi, ze względu na których zastawiono ją byle jakimi restauracjami. Dlatego można ją sobie odpuścić.

Prawdziwym rajem dla samotników będzie za to Papaya. Na tę plażę dostaniemy się jedynie drogą morską. Leży ona bardzo blisko El Nido. Ponieważ przypływa się na nią prywatną łodzią, można tu zostać tak długo, jak się pragnie.

 

Wyspa Coron koło Palawanu, z wapiennymi skałami

© Philippine Department of Tourism

 

NIEZNANY SKARB

Mało jeszcze znanym regionem Filipin są wyspy Caramoan (w regionie Bicol) rozsiane w pobliżu półwyspu o tej samej nazwie (części największej filipińskiej wyspy Luzon – ok. 110 tys. km² powierzchni). Zaczynają one jednak budzić coraz większe zainteresowanie wśród turystów. Rejon przypomina nieco El Nido, ale warto go polecić przede wszystkim z uwagi na fakt, że nie dociera tu aż tak wiele ludzi.

Caramoan potrafią zauroczyć. Zdecydowanie polecam spędzić czas na jednej ze spokojnych, białych plaż. Warto przyjrzeć się imponującym, wapiennym skałom i zanurzyć się w turkusowej wodzie, pod której powierzchnią można oglądać kolorowe morskie ryby. Tutaj z całą pewnością da się poczuć bliskość z naturą. Co ciekawe, właśnie w tej okolicy kręcono jedną z edycji amerykańskiej serii telewizyjnej Survivor.

Na Luzon wznosi się też Mayon (2463 m n.p.m.), należący do najpiękniejszych czynnych wulkanów na świecie. Jego szczyt ma kształt stożka. Można go zdobyć bez większego problemu (koszt całodniowej wyprawy z przewodnikiem wynosi 100 dolarów amerykańskich).

 

OSOBLIWA TRADYCJA

Na Filipinach za każdym razem odkryjemy coś nowego. Podczas jednej z moich licznych wycieczek w te strony miałem okazję zobaczyć, jak miejscowi obchodzą Wielkanoc.

                Mniej więcej 80 proc. Filipińczyków jest katolikami. W Wielki Czwartek w Manili rusza procesja z udziałem mężczyzn przebranych za apostołów. Kapłani odprawiają mszę Wieczerzy Pańskiej z obrzędem obmywania nóg. Następnie Filipińczycy z rodzinami i przyjaciółmi odwiedzają siedem kościołów. W takim właśnie momencie znalazłem się w filipińskiej stolicy. Atmosfera zbliżających się świąt była odczuwalna praktycznie na każdym rogu ulicy, gdzie ustawiono stoliki z figurkami Matki Boskiej i Jezusa, różańcami oraz świecami. Wokół klęczeli ludzie zanurzeni w modlitwie. Na twarzach przechodzących widniały szczere uśmiechy. Głośno rozmawiali i z radością oczekiwali zbliżającego się święta.

W Wielki Piątek, pomimo krytyki ze strony zwierzchników kościelnych, na Filipinach wciąż praktykuje się zwyczaj przybijania ochotników do krzyża. Filipińscy biskupi zaznaczają, że tradycje biczowania i krzyżowania w czasie Wielkiego Tygodnia mają korzenie w animizmie i nie są aprobowane przez Kościół katolicki. W ponad 300-tysięcznym mieście San Fernando w prowincji Pampanga na wyspie Luzon w ramach przygotowań do Wielkiego Piątku mieszkańcy na niewielkiej górze w okolicy ustawiają trzy duże krzyże (w dzielnicy San Pedro Cutud). Z tego miejsca ruszają biczujący się pokutnicy. Maszerują wąskimi uliczkami aż do centrum miasta, pod Katedrę Metropolitalną (Metropolitan Cathedral of San Fernando). W tym dniu na ogromnym placu spotyka się tłum wierzących. Oprócz nich są także ekipy telewizyjne, które przyjeżdżają z całego świata, żeby udokumentować to wydarzenie. Wokół placu stoją namioty z barami oraz punkty medyczne, w razie gdyby komuś trzeba było udzielić pomocy.

Typowy pokutnik przemierza trasę boso, trzymając w dłoniach półtorametrowy bicz, na którego końcu znajdują się krótkie, bambusowe patyczki. Biczuje się ok. 3 godz., raniąc plecy ociekające krwią. Mimo 37°C nie przerywa. Koło 13.00 do tysięcy ludzi zgromadzonych na placu w centrum miasta dołączają żołnierze, którzy prowadzą Jezusa wraz z Maryją. Zakończeniem pochodu jest ukrzyżowanie Zbawiciela – jego rolę odgrywa ochotnik. Wraz z nim zostaje ukrzyżowanych jeszcze 14 osób. Do drewnianych krzyży mocuje się metalowe dyby, wzdłuż których mocno i energicznie rozciąga się ręce pokutników. Nie jest to zwyczajne przedstawienie. Słychać krzyki wiernych i obserwujących. Podczas stawiania krzyża w pionie w tłumie rozlega się płacz, czuć wielkie poruszenie. Ludzie na nowo przeżywają mękę Jezusa.

Wielkopiątkowe ukrzyżowania pierwotnie były rytuałem katolickim, jednak na przestrzeni lat zamieniły się w spektakl, który przyciąga tysiące turystów. Choć praktyk tych Kościół nie pochwala i uważa je za wypaczenie wiary, dotychczas nie udało się położyć im kresu. To widowisko wywiera ogromne wrażenie na oglądających, bo wygląda wyjątkowo realnie. Z tego powodu na długo zapada w pamięć. Filipińska tradycja krzyżowania ochotnika nie jest długa. W latach 80. XX w. pewien Filipińczyk, Ruben Enaje, spadł z drabiny przy rusztowaniu i przeżył upadek. Uznał to za cud, postanowił więc podziękować Bogu za uratowanie mu życia. Podczas wielkopiątkowych obchodów w 1985 r. wziął ciężki drewniany krzyż na swoje barki i udał się na górę, gdzie po raz pierwszy dał się ukrzyżować. Zwyczaj trwa do dziś, a Ruben Enaje krzyżuje się co roku w Wielki Piątek, a wraz z nim ok. 20 innych osób.

Ochotnicy przybijani do drewnianych krzyży podczas corocznych obchodów Wielkiego Piątku
© Dariusz Metel

POJEDYNEK KOGUTÓW

Z kolei w mieście Puerto Princesa na Palawanie można odwiedzić wielką, profesjonalną arenę do walk kogucich. Według filipińskiej tradycji każdy mieszkaniec kraju powinien posiadać koguta. Nie chodzi tutaj o kwestie żywieniowe, ale o szacunek sąsiadów. Im lepszy ptak (champion), tym większe poważanie wśród miejscowych. Sabong, czyli walki kogutów, to prawdziwy sport. Oprócz dostarczania oczywistych emocji pozwala też zarobić. Rozgrywki są traktowane niezmiernie poważnie, za wygrany pojedynek można dostać równowartość 75 złotych. Dla Filipińczyków to naprawdę spora kwota. Walka trwa średnio kilkanaście minut – jeśli podczas pierwszych dziesięciu koguty nie zaczynają walczyć, uznawana jest za nieważną.

Zanim jednak ptak stanie na ringu, wymaga specjalnego przygotowania, tzw. uzbrojenia. Do jego nóg przymocowuje się specjalne ostrza, czyli tore, które stają się dodatkową bronią w walce. Kogut przy wyskoku zadaje cios tym ostrzem i tak pokonuje przeciwnika. Zdarzają się bardzo zaciekłe, krwawe potyczki, wtedy nawet sam sędzia, który z bliska śledzi cały pojedynek, musi uważać na swoje bezpieczeństwo.

 

Soczyście zielone tarasy ryżowe znajdujące się w Banaue na wyspie Luzon

© Philippine Department of Tourism

 

POLA NA ZBOCZACH

Podczas opisywania Filipin, nie można zapomnieć o spektakularnych polach ryżowych. W trakcie podróży po tym kraju trzeba je koniecznie zobaczyć.

Jedne z nich znajdują się w okolicy Banaue (w północnej części wyspy Luzon). Zabudowania tego górskiego miasteczka skupione są praktycznie wzdłuż jednej, długiej ulicy. Na centralnym placu stoją kolorowe jeepneye, czyli zmodyfikowane modele jeepa, i mnóstwo trójkołowych rowerów. Blaszane domy nie robią wrażenia na turystach. Uwagę przyciągają liczące aż ok. 2 tys. lat, przepiękne, soczyście zielone tarasy ryżowe, które uchodzą za ósmy cud świata. Uważa się, że ludzie zbudowali je, nie używając maszyn, co czyni je wyjątkowym obiektem. Leżą na pokrytych bujną roślinnością zboczach górskich.

W prowincji Ifugao znajduje się w sumie pięć tarasów ryżowych (w Kordylierach Filipińskich – Batad i Bangaan – oba w Banaue, a także Mayoyao w Mayoyao, Hungduan w Hungduan i Nagacadan w Kiangan), które wpisano w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Widoki w ich okolicach zapierają dech w piersiach. Można tutaj podziwiać wspaniały, ok. 30-metrowy wodospad Tappiya, w którego wodach warto ochłodzić się po podróży z oddalonej o mniej więcej 30 minut drogi wioski Batad. Niestety, to malownicze miejsce jest bardzo oblegane przez turystów.

 

WISZĄCE TRUMNY

Filipiny to nie tylko rajskie plaże i turkusowa woda, ale również piękne góry. Najsłynniejszą górską miejscowością jest Sagada. Swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim tajemniczym jaskiniom i wiszącym trumnom. Niecodzienny sposób chowania zmarłych zapoczątkowała ludność Igorot (Cordillerans), która zamieszkuje północne tereny Luzonu. Zwyczaj głosi, że każdy powinien za swojego życia własnoręcznie wykonać trumnę z jednego kawałka drewna, aby po śmierci zostać w niej pochowany. Zmarłych zawijano w koce i obwiązywano liśćmi rattanu. Rodzina i przyjaciele nieśli później tak przygotowane zwłoki pod skały. Tam owinięte ciało układano w trumnie w pozycji embrionalnej. Wierzono, że skoro człowiek w takiej pozycji przyszedł na świat, to i w tej samej powinien z niego odejść. Trumna po zamknięciu była umieszczana na wcześniej przygotowanym miejscu na skale, wnoszono ją po drabinie. Według wierzeń dzięki usytuowaniu ciała na wysokości zmarły miał bliżej do nieba. Inna hipoteza mówi, że takie nietypowe umieszczanie zwłok stanowiło nagrodę za godne życie.

Podczas wizyty w Sagadzie trzeba także zobaczyć pobliskie, połączone ze sobą jaskinie: Lumiang i Sumaguing. W pierwszej z nich również chowano zmarłych. W ciemnych, podziemnych komorach znajduje się ponad 100 drewnianych skrzyń z ciałami, które mają po kilkaset lat. Należy jednak pamiętać, że jaskinie można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Dobrze też zabrać buty na zmianę, ponieważ w środku zbiera się dużo wody. Poza tym koniecznie trzeba wziąć ze sobą latarkę. Jaskinie są ogromne. Do wejścia prowadzą długie, strome, kamienne schody. Należy na nich bardzo uważać, aby się nie przewrócić. Stopnie są wilgotne od spadających na nie kropel wody.

Obszerna Jaskinia Pogrzebowa Lumiang (Lumiang Burial Cave) wyróżnia się ładnymi korytarzami z pojedynczymi naciekami. Podczas jej zwiedzania będziemy zmuszeni często pochylać się i przeciskać przez zwężenia. Jaskinia jest jednak całkiem łatwa do przejścia, a wędrówka po niej to przyjemność.

Sumaguing ma inny charakter korytarzy. Są one większe, zdobi je także więcej nacieków. Na samym końcu znajduje się piękna, kilkumetrowej wysokości formacja naciekowa przypominająca szeroki, zamrożony wodospad.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

Przed wyjazdem na Filipiny warto dowiedzieć się kilku rzeczy. Bezpłatną wizę, ważną przez 30 dni, turyści otrzymują na lotnisku – pracownik wbija ją do paszportu po przylocie na miejsce (paszport musi być ważny jeszcze przynajmniej sześć miesięcy). Aby ją dostać, trzeba okazać bilet na wyjazd z Filipin (powrotny do Polski lub do innego kraju). Jeśli nie będziemy go mieć, nie zostaniemy przepuszczeni przez granicę. Największe i najważniejsze filipińskie lotnisko – Międzynarodowy Port Lotniczy Ninoy Aquino – znajduje się w rejonie Manili.

                Jako turyści możemy korzystać z polskiego prawa jazdy przez cztery tygodnie. Po ich upływie powinno się wyrobić lokalne pozwolenie na prowadzenie pojazdów. Przed wyjazdem na Filipiny nie trzeba szczepić się profilaktycznie przeciw żadnym chorobom. Jeśli wybieramy się tu w sezonie (od grudnia do maja), powinniśmy zarezerwować sobie miejsca noclegowe przed przybyciem. Poza sezonem zwykle nie ma problemów ze znalezieniem zakwaterowania już po przylocie. Do wyboru są hotele, hostele i mniej liczne obiekty typu guesthouse (domki gościnne). Zanim zdecydujemy się na jakieś miejsce, powinniśmy sprawdzić, jaki oferuje standard.

 

W DRODZE DO RAJU

Filipiny to idealne miejsce na wakacje. Podróż do tego kraju jest jak ucieczka do raju, gdzie odkrywa się nowy, nieznany świat i… samego siebie. Tutaj można wyjść poza swoją sferę komfortu, docenić piękno przyrody i wartość życia. Wycieczka na Filipiny pozwala oderwać się od rzeczywistości. Ten kraj stanowi wielką mozaikę kultur, dlatego przypadnie do gustu turystom zmęczonym popularnymi kurortami nastawionymi na europejskich urlopowiczów.

Jednak jak każde miejsce na ziemi i to również ma swoje ciemniejsze strony. Znajdziemy tu nie tylko bezludne wyspy i soczyste arbuzy. Natkniemy się także na niewyobrażalne ilości śmieci w największych miastach i spotkamy smutne spojrzenia bezdomnych dzieci śpiących na ulicy. Filipiny są piękne, ale i pełne sprzeczności. Dlatego przed wyjazdem na nie należy przemyśleć swoje nastawienie do podróży. Do tego kraju trzeba podejść świadomie, być przekonanym o tym, że chce się do niego pojechać. W wycieczce na rajskie plaże Filipin chodzi o coś głębszego niż odhaczenie kolejnego punktu z listy marzeń. To miejsce potrafi rozkochać w sobie, ale umie też zawieźć, szczególnie osoby nastawione na idealne wakacje. Jednak po kilku dniach pobytu tutaj zazwyczaj przestaje się zwracać uwagę na niedogodności. Zapomina się również o stresie, codziennym pędzie, potrzebie posiadania coraz to nowych rzeczy. Podróż po Filipinach przede wszystkim skłania do refleksji na temat życia. W tym kraju prawdziwą przyjemnością jest delektowanie się smakiem kokosa i poznawanie zwykłych, szczerych ludzi. Problemy miejscowych, takie jak brak dostępu do wody pitnej czy prądu, także wydają się bardziej realne. Po pobycie na Filipinach człowiek zaczyna się zastawiać, na czym tak naprawdę mu zależy. W Europie mamy różne udogodnienia technologiczne i możliwość kupienia butów z najnowszych kolekcji projektantów, ale czy to pomaga nam w uczeniu się szacunku do ludzi? Na Archipelagu Filipińskim można nauczyć się akceptowania innych i samego siebie oraz tego, że w życiu chodzi o coś więcej niż konsumowanie dóbr.

 

Wydanie lato-jesień 2018

Współczesne uzdrowiska – połączenie tradycji z nowoczesnością

 

BARBARA TEKIELI

 

Regeneracja sił w bliskości z naturą, podziwianie wyjątkowych krajobrazów i pięknej architektury przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie harmonii ciała i ducha, a do tego aktywny udział w wydarzeniach kulturalnych – oto nowe spojrzenie na leczenie uzdrowiskowe w Polsce oraz u naszych sąsiadów i bratanków: na Litwie, Słowacji, Węgrzech i w Czechach. Odpoczynek w miejscowościach kuracyjnych, najczęściej malowniczo położonych, nabiera dziś nieco innego charakteru. Współczesne uzdrowiska znakomicie łączą dwie funkcje: leczenie wielu schorzeń i chorób cywilizacyjnych oraz oferowanie zabiegów odnowy biologicznej. Kuracjusze nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z terapii rekomendowanych przez lekarzy. Chcą odbyć kurację w miejscach atrakcyjnych turystycznie i połączyć ją z wypoczynkiem, poznawaniem historii regionu, dbaniem o kondycję fizyczną czy urodę, a nawet delektowaniem się specjałami lokalnej kuchni. Mnóstwo komfortowych ośrodków oferuje swoim gościom popularne ostatnio pakiety ekologiczne i usługi z zakresu medycyny naturalnej. W większości uzdrowisk powstają luksusowe centra spa i wellness proponujące zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Poza tym w wielu z nich odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne lub sportowe.

Więcej…