Adam Stępień

 

                                                                                                             FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

<< Prawdziwa zima już za pasem. Niektórzy zastanawiają się, jak się przed nią schować, ale tym, którym śnieg i mróz niestraszne, proponuję ucieczkę przed pluchą i szarością środkowoeuropejskiej aury, czyli wyprawę do Finlandii, a przede wszystkim fińskiej Laponii. Jeziora i rzeki skute lodem, zaśnieżone wzgórza i sauny opalane drewnem powinny skusić niejednego podróżnika, szczególnie że przy okazji można odwiedzić Świętego Mikołaja, pojeździć na biegówkach, zjeść stek z renifera, zapoznać się z najnowszymi trendami wzornictwa przemysłowego czy poczytać opowieści o Muminkach… >>

Republika Finlandii to państwo stosunkowo nowe na mapie Europy (istnieje od grudnia 1917 r.), choć sami Finowie żyli na tych terenach przez wieki, najpierw pod panowaniem szwedzkim, a później – rosyjskim. Mimo dość dużej powierzchni – 338 tys. km², kraj ten zalicza się do najsłabiej zaludnionych na kontynencie (ok. 18 osób na 1 km²). Każdego roku staje się jednak coraz bardziej popularnym kierunkiem podróży, w tym także Polaków.

 

Dla gościa z Polski pierwszym zetknięciem z Finlandią jest zazwyczaj wizyta w stołecznych Helsinkach, Tampere albo Turku. W drodze na północ kraju na pewno warto spędzić w jednym z tych miast choć kilka chwil, aby oswoić się z chłodniejszym klimatem i osobliwie brzmiącym językiem spoza rodziny indoeuropejskiej.

 

Na początek trzy miasta

Dla tych osób, które szukają spokoju i pięknych zimowych krajobrazów, Helsinki mogą okazać się niezbyt atrakcyjnym przystankiem. Stolica Finlandii ma jednak wiele do zaoferowania. Do jej głównych atrakcji turystycznych należą m.in. Fińskie Muzeum Narodowe (Suomen kansallismuseo), luterańska Katedra (Helsingin tuomiokirkko) czy Skalny Kościół (Temppeliaukion kirkko). Według mnie znacznie przyjemniejszym zajęciem od ich zwiedzania będzie spacer wokół Esplanadi (dwóch ulic Pohjoiesplanadi i Eteläesplanadi oraz rozciągającego się pomiędzy nimi parku) i Placu Senackiego (Senaatintori) czy przeprawienie się promem do słynnej twierdzy Suomenlinna zbudowanej na sześciu wyspach (raczej dla malowniczych widoków niż znajdujących się na nich licznych muzeów).

FOT. CITY OF HELISINKITOURIST AND CONVENTION BEREAU

Symbol Helsinek - luterańska, XIX-wieczna Katedra na Placu Senackim

 

Finlandia to ojczyzna wielu wybitnych projektantów, chociażby Alvara Aalto (1898–1976) i Eero Aarnio (ur. 1932), oraz cenionych marek wzornictwa przemysłowego – Marimekko, Pentik, Iittala i Arabia to tylko sztandarowe przykłady. W 2012 r. Helsinki nosiły zaszczytny tytuł Światowej Stolicy Wzornictwa (World Design Capital), więc czas na poznanie fińskiej sztuki użytkowej jest teraz idealny. Koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Wzornictwa (Designmuseo) albo Wybrzeże Arabii (Arabianranta), gdzie znajdują się zakłady ceramiczne Arabii i przyfabryczna galeria. Warto też zajrzeć do wyśmienitego Muzeum Sztuki Współczesnej Kiasma (Nykytaiteen museo Kiasma) lub wybrać się na koncert do nowo powstałego Domu Muzyki (Musiikkitalo). Wieczorne uroki fińskiej metropolii najlepiej odkrywać w studencko-artystycznej dzielnicy Kallio, której charakter z roku na rok staje się – niestety – coraz bardziej pretensjonalny. 

Turku jest stolicą szwedzkiej Finlandii sprzed 1809 r., kiedy to kraj został zajęty przez Rosję (oficjalnie pełniło tę rolę do 1812 r.). O ile zatem w Helsinkach skupiamy się przede wszystkim na współczesności, to tutaj od historii nie uciekniemy. Najstarsza część miasta leży wokół Katedry (Turun tuomiokirkko), ale zwiedzanie wypada zacząć od średniowiecznego Zamku (Turun linna), w którym mieszkali m.in. rodzice Zygmunta Wazy (1566–1632), późniejszego króla Polski (1587–1632). Nie przegapmy też Muzeum Sibeliusa (Sibelius-museo), najsłynniejszego fińskiego kompozytora. Poza życiorysem tego wielkiego artysty prezentowana jest w nim kolekcja instrumentów muzycznych. Zobaczymy tu np. słynne kantele, według legendy wynalezione przez samego Väinämöinena, herosa z Kalevali – narodowego eposu Finów.

Nieopodal Turku znajdziemy piękną miejscowość Naantali, znaną ze ŚwiataMuminków (Muumimaailma) – parku rozrywki uroczych trolli rodem z książek Tove Jansson (1914–2001). Można w nim gawędzić z Włóczykijem albo uciekać przed Buką, ale – niestety – tylko latem. Zimą na pocieszenie zostają nam liczne muminkowe pamiątki.

Turyści często omijają natomiast Tampere, co wydaje się o tyle zaskakujące, że wiele osób uważa je za najprzyjemniejsze fińskie miasto. W porównaniu z wielowiekowymi Turku i Helsinkami, to dość młody ośrodek, który rozwinął się podczas rewolucji przemysłowej (otrzymał prawa miejskie w 1779 r.). Niektóre fabryki położone w jego centralnej części nadal działają, jednak większość z nich zamieniła się w centra handlowe, teatry, kina i lofty. Wypada tu zobaczyć m.in. zakłady Finlaysona, Katedrę w stylu romantyzmu narodowego (Tampereen tuomiokirkko), okolice Placu Centralnego (Keskustori) i Muzeum Lenina (Lenin-museo – swego czasu gościł w tych stronach przywódca rewolucji październikowej). Koniecznie należy także przejść się na spacer w stronę czarującej dzielnicy Pispala. Po drodze miniemy wieżę widokową w Pyynikki (Pyynikin näkötorni), z której rozciąga się wspaniała panorama miasta położonego nad dwoma imponującymi jeziorami – Näsijärvi i Pyhäjärvi. W obiekcie znajduje się kawiarnia serwująca znane na cały kraj przepyszne pączki z kardamonem. Tampere słynie też z publicznych saun. Można wybrać tradycyjną Rajaportti (Rajaportin sauna) w Pispali albo leżącą nad brzegiem jeziora Näsijärvi Rauhaniemi (Rauhaniemen kansankylpylä). Obowiązkowo trzeba zanurzyć się w przerębli! I pamiętajmy o tym, że w przypadku saun niekoedukacyjnych ze względów higienicznych, jak i kulturowych, kostiumy kąpielowe zostawiamy w przebieralni.

 

Potem lapońskie Rovaniemi

Drogę w kierunku północnym możemy odbyć bezpośrednim nocnym pociągiem, ale warto również rozważyć ciekawsze trasy – wzdłuż Zatoki Botnickiej (Pohjanlahti) albo przez Pojezierze Fińskie (Järvi-Suomi). Na wybrzeżu zobaczymy dziesiątki uroczych miasteczek. W niektórych z nich zamiast fińskiego Hei! powita nas raźne szwedzkie Hejsan!. Nie powinniśmy się temu dziwić, bowiem Finlandia jest dwujęzycznym państwem. Szwedzki, który stanowi język ojczysty dla 5,5 proc. z ok. 5,4-milionowej populacji kraju, ma status języka oficjalnego. Zmusza to tysiące fińskich dzieci do obowiązkowej nauki tego przedmiotu w szkole, co wiele z nich uważa za prawdziwą katorgę. Mimo to ta dwujęzyczność pozostaje silnie zakorzeniona w tożsamości mieszkańców. Wielu znanych Finów było szwedzkojęzycznych, chociażby wspomniani już Jean Sibelius (1865–1957), Tove Jansson czy poeta Johan Ludvig Runeberg (1804–1877), autor słów hymnu narodowego (w oryginale, rzecz jasna, napisanego po szwedzku).

Po przebyciu 800–900 km pociągiem z Helsinek lub Turku (Finlandia to jednak rozległy kraj) docieramy do Rovaniemi. Lapońska stolica, usytuowana nad dwiema dużymi rzekami – Ounasjoki i Kemijoki, w rzeczywistości znajduje się na południe od właściwej Laponii. Właśnie tutaj mieści się fińska siedziba św. Mikołaja (Joulupukki). Trudno o tym zapomnieć, bowiem wielu turystów przylatuje na oficjalne lotnisko św. Mikołaja, na miejscową stację kolejową dowozi ich Santa Claus Express, a na basen idą do Santasport… Zainteresowani mogą również otworzyć własną firmę informatyczną w Parku Technologicznym Świętego Mikołaja (Santa’s Technology Park)! Brzmi to wszystko być może nieco zbyt przesadnie, ale tak naprawdę mieszkańcy Rovaniemi starają się skutecznie unikać przesytu. Dla równowagi główny plac miasta przemianowano więc na Lordin aukio na cześć zespołu Lordi – zwycięzcy 51. Konkursu Piosenki Eurowizji z 2006 r. Lider tej grupy o dość demonicznej stylizacji pochodzi właśnie z tych stron.

FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

Biuro św. Mikołaja w magicznej Wiosce św. Mikołaja w stolicy fińskiej Laponii

 

Grudniową porą, kiedy dzień trwa niespełna godzinę, a noc rozświetla zorza polarna (przy sporej aktywności słońca, szczególnie obiecującej tej zimy, oraz przy niewielkim zachmurzeniu) świąteczne szaleństwo w Rovaniemi może być jednak całkiem przyjemne. Wioska św. Mikołaja (Joulupukin Pajakylä) leży za miastem, teoretycznie dokładnie na kole podbiegunowym (napapiiri). Spotkanie z Joulupukki jest bezpłatne, ale zdjęcie już sporo kosztuje. Biuro św. Mikołaja (Joulupukin Kammari) otacza nieco rozczarowujące pamiątkarskie centrum handlowe, ale także Główna Poczta św. Mikołaja (Joulupukin Pääposti) – zdecydowanie najbardziej urokliwa część całego kompleksu. Na koniec wizyty każdy turysta musi sfotografować się w miejscu, gdzie przebiega biała linia koła podbiegunowego. Mimo iż ta prawdziwa znajduje się kilka kilometrów dalej na północ, to małe oszustwo można jednak Finom wybaczyć… Położenie koła i tak z roku na rok się zmienia, a obecna lokalizacja wioski, przeniesionej bliżej miasta, jest dogodniejsza.

FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

Zorza polarna (Aurora borealis) w fińskiej Laponii

 

Podróżnikom starającym się uniknąć mikołajowego szaleństwa Rovaniemi oferuje sporo alternatyw. Główną atrakcję stanowi tutaj Arktikum. Wystawy miejscowego Centrum Arktycznego (Arktisen keskus) i Muzeum Regionalnego Laponii (Lapin maakuntamuseo) zabiorą nas do tundry i na Ocean Arktyczny oraz przedstawią życie Samów (rdzennej ludności północnej Fennoskandii) czy Inuitów. Poznamy też skalę zniszczeń z czasów wojny lapońskiej (1944–1945), po której ostało się tu zaledwie 14 budynków niespalonych przez wojsko niemieckie.

Warto także wybrać się na koncert muzyki klasycznej do Domu Kultury Korundi (Kulttuuritalo Korundi) – siedziby Lapońskiej Orkiestry Kameralnej (Lapin kamariorkesteri), gdzie mieści się również Muzeum Sztuki (Rovaniemen taidemuseo). Nieopodal wznoszą się budynki zaprojektowane po wojnie przez samego Alvara Aalto.

Rovaniemi jest też miastem studenckim, co można wywnioskować po zaskakująco dużej liczbie działających tutaj pubów. Obowiązkowo należy zajrzeć np. do słynnej klubokawiarni Kauppayhtiö, szczególnie że zaraz obok niej istnieje interesujący pchli targ. Tego rodzaju bazary uważane są zresztą za instytucję prawdziwie fińską. Bez odwiedzenia chociaż jednego z nich relacja z podróży po Finlandii brzmi mało przekonywująco.

 

Na koniec prawdziwa Północ

Po opuszczeniu Rovaniemi kierujemy się jeszcze dalej na północ. Czekają na nas łagodne wzgórza, samska kultura, zamarznięte jeziora i bagna, a nawet niezapomniane przejażdżki reniferowymi lub psimi zaprzęgami czy wycieczki na skuterach i rakietach śnieżnych. Znajdą się i stoki narciarskie, chociaż zbyt długich i ciekawych tras zjazdowych spodziewać się tu nie można. Miłośnikom białego szaleństwa szczególnie polecam ośrodki w Pyhä i Luosto, Ruka i Kuusamo, Saariselkä, Suomu czy Ylläs. Levi, najpopularniejszy resort narciarski, powoli zamienia się – niestety – w centrum handlowe, więc raczej warto go unikać, jeśli poszukujemy ciszy i spokoju.

Laponia jest prawdziwym rajem dla osób kochających narty biegowe. Można tu wynająć chatę w którymś z centrów turystycznych i rozkoszować się setkami kilometrów wyśmienicie przygotowanych szlaków, również w samym stołecznym Rovaniemi. Jeszcze przyjemniejszym doświadczeniem będzie zabranie plecaka albo tobogana (sań o szerokim dnie) i wyruszenie na kilkudniową wycieczkę po jednej z klasycznych zimowych tras, np. Hetta-Pallas-Olos-Ylläs, Pyhä-Luosto czy Sevettijärvi-Nuorgam, oraz po przepięknych okolicach Suomu, Kiilopää i Saariselkä. Wytyczone szlaki – zarówno dla stylu łyżwowego, jak i klasycznego – ciągną się setki kilometrów przez bagna, lasy i po zboczach wzgórz, z których rozciąga się malowniczy widok na rozległe krajobrazy, gdzie nie dostrzeżemy śladu ludzkiej aktywności. Wiele razy znajdziemy otwarte dla turystów chaty i szałasy, nieodpłatne i nieźle wyposażone. Pamiętajmy jednak o tym, żeby każde miejsce zostawić w lepszym stanie, niż się je zastało, i narąbać tyle drewna, aby następny gość mógł w mroźny dzień szybko napalić w piecu czy palenisku.

FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

Laponia - rakiety śnieżne (lumikenka)

 

W lasach i tundrze, obok majestatycznych puszczyków albo nieśmiałych głuszców i pardw, być może zobaczymy łosia i na pewno natkniemy się na stada reniferów. Te ostatnie spotkamy zresztą w Laponii prawie na każdym kroku. Uwielbiają one wyskakiwać z radością prosto przed maski samochodów. Warto pamiętać, że renifery właściwie nie są dzikimi zwierzętami – każdy osobnik należy do jednego z tutejszych hodowców, a znacząca większość z nich kończy na talerzu… Mięso reniferowe smakuje wyśmienicie, a najlepiej komponuje się z borówkami i razowym chlebem.  

Podczas wizyty w Laponii nie wolno przegapić okazji do poznania kultury Samów. W Finlandii za najlepsze do tego miejsce uważa się miejscowość Inari. Znajdziemy w niej samskie Muzeum Siida z małym skansenem i Samskie Centrum Kulturalne Sajos (Saamelaiskulttuurikeskus Sajos), które mieści także Parlament Samski (Saamelaiskäräjät – Sámediggi) – oficjalną instytucję reprezentującą fińskich Samów. Przy odrobinie szczęścia trafimy też na jeden z licznych festiwali. Na przełomie stycznia i lutego 2013 r. odbędzie się tu chociażby interesujący, międzynarodowy Festiwal Filmowy Ludów RdzennychSkábmagovat. Wieczorne seanse na śnieżnym ekranie z zorzą polarną nad głowami zapewniają jedyne w swoim rodzaju wrażenia! 

Magia Laponii potrafi urzec i pozostawić w sercu podróżnika ślad na całe życie. Warto także pamiętać o tym, że odkrywania tego czarującego regionu nie musimy kończyć na fińskiej granicy. Piękne góry szwedzkiej części lapońskich ziem, tundra Finnmarku i fiordy norweskiego wybrzeża czekają na tych, którzy nie boją się prawdziwej Północy...  


                                                                                                                                 

Artykuły wybrane losowo

Jordania – serce Bliskiego Wschodu

 

Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.

Więcej…

Czarująca różnorodność Indonezji

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

Więcej…

Z czym kojarzy się Argentyna…?

opracował:

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Zapytaliśmy o to czterech wybranych ekspertów, którzy bardzo dobrze znają ten południowoamerykański kraj, ojczyznę wyśmienitego wina, empanadas (pysznych pierożków), najlepszych steków na świecie, orzeźwiającej yerba mate, magicznego tanga, słynnej Evity czy odważnych gauchos… Poniżej znajdują się ich krótkie wypowiedzi na ten temat.

 

TERESA GÓRECKA

PREZES BIURA TURYSTYKI ZNP LOGOSTOUR

Kiedy myślę czasami o Argentynie, niczym slajdy z podróży, przesuwają mi się przed oczami trzy skrajnie różne obrazy. Ich kolejność jest przypadkowa, zależy od nastroju chwili. Dla mnie, niezależnie od szerokości geograficznej, zawsze w centrum uwagi znajduje się człowiek. Jeśli więc myślę o Argentyńczykach, widzę gauchos, czyli kowbojów z bezkresnej pampy. Chociaż obecnie częściej popisują się oni zręcznością w siodle przed turystami, a nie przy wypasie koni czy bydła, to trudno nie podziwiać ich, gdy w pełnym galopie, podczas zawodów corrida de sortija, trafiają w mały, zawieszony nad głową pierścień (sortija). Wiele z dawnych hacjend należących do gauchos w prowincji Buenos Aires zostało przemienionych w komfortowe estancias (historyczne hotele). Oferują one m.in. możliwość zakosztowania prawdziwego wiejskiego życia, pokazy tradycyjnych tańców (a także ich naukę), popisy zręczności argentyńskich kowbojów oraz przejażdżki konne po pampie. Turyści częstowani są w estancias obfitością regionalnych potraw, wśród których prym wiodą dania z grilla – asado. Oczywiście, towarzyszą im doskonałej jakości miejscowe wina. Tych wszystkich atrakcji można doświadczyć w znajdującej się w naszej ofercie, utrzymanej w stylu kolonialnym Estancia Santa Susana.

Więcej…