WOJCIECH KUDER

 

                                                                                                              FOT. PATRONAT DE TURISMEDE LA DIPUTACIO DE SALOU 

<< Jeśli ktoś chciałby na symbolicznym obrazie przedstawić Hiszpanię i Katalonię, ta pierwsza musiałaby przybrać postać czarnego byka z muskularną sylwetką i groźnie wyglądającymi rogami, oznaczającego uświęconą władzę, potęgę i siłę, zaś druga – poczciwego osła, utożsamianego z mądrością i powolnym, lecz upartym dążeniem do celu. Tylko od nas zależy, po której stronie znajdzie się nasza sympatia… >>

Autonomiczna wspólnota Hiszpanii Katalonia ze stolicą w Barcelonie leży w północno-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego. Tu żyje naród, który mimo podziału jego terytorium oficjalnymi granicami państwowymi zachował język kataloński i własną świadomość i nigdy nie poddał się procesowi asymilacji.

 

Aby na własne oczy przekonać się o fascynującej odmienności Katalonii, wystarczy spędzić choćby jeden dzień w Barcelonie. Tutaj mówi i myśli się inaczej niż w Madrycie. Katalończycy mają swoje święto narodowe (obchodzone 11 września), własny hymn i nawet w piłkę nożną grają jakby po swojemu. To kraina jedyna w swoim rodzaju! Urzeka pięknem architektury i nieskazitelną urodą nadmorskiego krajobrazu, zniewala głębią smaku lokalnej kuchni i różnorodnością zwyczajów, które na każdym kroku potwierdzają jej unikatowość oraz gorący temperament.

 

Szlakiem tapas

Sercem Katalonii jest wspomniana już Barcelona – gwarna, kosmopolityczna metropolia, którą co roku odwiedza ok. 5 mln turystów i tyle samo zakochuje się w niej bez pamięci. Otoczona z jednej strony masywem Sierra de Collserola, z drugiej lazurowymi wodami Morza Śródziemnego zachwyca swoją wspaniałą architekturą, labiryntem miejskich bulwarów ocienionych rozłożystymi palmami i otwartością, z jaką jej mieszkańcy witają gości. Nawet miesiąc to za mało, aby poznać wszystkie jej cuda i atrakcje. Warto więc wybierać rozważnie i zacząć zwiedzanie od głównego portu handlowego – Port Vell (Stary Port), gdzie oprócz pięknej, nowoczesnej mariny znajduje się Museu Marítim de Barcelona, czyli Muzeum Morskie Barcelony, z ogromną liczbą drogocennych eksponatów, związanych z długą historią katalońskiego żeglarstwa, a także L’Aquàrium de Barcelona (Akwarium Barcelony). W tym ostatnim, w którym zgromadzono okazy fauny i flory m.in. Morza Śródziemnego i Karaibskiego, szczególne wrażenie robi spektakularne L’Oceanari (Oceanarium) pełne rekinów. Stąd trzeba koniecznie skierować się w stronę pachnącego tysiącem aromatycznych przypraw Targu Świętego Józefa (hiszp. Mercado de San José, kat. Mercat de Sant Josep), zwanego też La Boquería, a następnie na główny deptak miasta – La Rambla (Les Rambles), aby zobaczyć monumentalny pomnik Krzysztofa Kolumba (na nabrzeżu) oraz zrobić zakupy w licznych butikach z lokalnymi pamiątkami.

FOT. TURISME DE BARCELONA/JORDI TRULLAS

La Rambla rozciąga się między Placem Katalonii (Placa de Catalunya) a Port Vell

 

Nie wolno również przegapić okazji do spróbowania serwowanych tutaj typowych hiszpańskich przekąsek, czyli tapas, oraz tradycyjnego, musującego wina cava, wytwarzanego właśnie w Katalonii. W średniowiecznej dzielnicy Barri Gòtic na miłośników historii czekają gotycka Bazylika Matki Boskiej Sosnowej (Basílica de Santa Maria del Pi), Muzeum Historii Barcelony (Museu d’Història de Barcelona – MUHBA) oraz monumentalna Katedra Seu (kat. Catedral de la Santa Creu i Santa Eulàlia – Katedra Świętego Krzyża i św. Eulalii) poświęcona św. Eulalii z Barcelony, która na początku IV stulecia, za panowania cesarzy rzymskich Dioklecjana i Maksymiliana, w wieku zaledwie 13 lat zginęła śmiercią męczeńską w wyniku prześladowań chrześcijan.

 

Wielki mistrz

Współczesna stolica Katalonii nie wyglądałaby tak samo, gdyby nie modernistyczny artysta Antoni Gaudí (właściwie Antoni Gaudí i Cornet, 1852–1926). Jego secesyjne dzieła niezmiennie budzą zdumienie, ciekawość i bezgraniczny podziw. Wielbiciele talentu wielkiego mistrza nie mogą ominąć w Barcelonie zaprojektowanych przez niego bajkowego ogrodu Parc Güell (Park Güell) oraz budynków Palau Güell (Pałac Güella), Casa Batlló (Dom Batlló), Casa Vicens (Dom Vicensa) czy Casa Milá (Dom Mili). Fantazyjne falujące fasady, zaskakujące kształtem balkony i nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne intrygują dziś nie mniej niż ponad 100 lat temu, gdy oglądano je po raz pierwszy. W jeszcze większy podziw wprawia świątynia Sagrada Família (Święta Rodzina), powszechnie uważana za największe osiągnięcie genialnego architekta. Przypominająca monumentalne pnie wiekowych drzew bazylika ma 170 m wysokości i stanowi obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli katalońskiej metropolii. To obowiązkowy przystanek na trasie każdej wycieczki! Poza studiowaniem jej detali architektonicznych warto przy okazji wejść na szczyt jednej z wież, aby móc podziwiać rozpościerający się z góry niesamowity widok na tętniące życiem miasto. Co ciekawe, świątynia od ponad 130 lat nie została ukończona. Na ten stan rzeczy wpłynęły zarówno czynniki ekonomiczne, jak i wojna domowa oraz śmierć samego Gaudíego, który zmarł w szpitalu kilka dni po tym, jak potrącił go tramwaj.

 

Oliwa i wino

Katalonia to jednak nie tylko jej wspaniała stolica, lecz także zjawiskowe wybrzeże. Charakteryzuje się ono wieloma piaszczystymi plażami, doskonałą atmosferą do wypoczynku i zabawy oraz niebywałą różnorodnością krajobrazu. Położone na północ od Barcelony i na południe od rzeki La Tordera Costa del Maresme wyróżnia duża liczba świetnie zachowanych ruin rzymskich osad i fortyfikacji, które miały za zadanie chronić miejscowe tereny przed atakiem siejących postrach na pobliskich wodach piratów. Obszar ten znany jest z malowniczych klifów, gajów oliwnych i winnic. W tych ostatnich od wieków produkuje się trunki uznawane za jedne z najlepszych nie tylko w Hiszpanii, ale i na świecie. Plażowicze, zwabieni doskonale rozwiniętą infrastrukturą, łagodnym klimatem i ciepłymi wodami Morza Śródziemnego, odnajdują na Costa del Maresme wymarzone warunki do oddania się błogiemu lenistwu i wypoczynku na najwyższym poziomie. Planując wyjazd do tej części katalońskiego wybrzeża, warto wziąć pod uwagę takie miejscowości, jak np. obfitująca w urokliwe piaszczyste plaże Santa Susanna, położona u podnóży masywu Montnegre Pineda de Mar oraz najpopularniejsza wśród turystów Calella. W każdej z nich spędzimy wakacje pełne słońca, a słynący z gościnności Katalończycy zadbają o atmosferę życzliwości i radości z życia. 

 

Wodne królestwo

Nazwa Dzikie Wybrzeże, bo tak w tłumaczeniu na język polski brzmi hiszpańskie i katalońskie wyrażenie Costa Brava, idealnie opisuje charakter tej nadmorskiej części Katalonii, położonej pomiędzy kurortem Blanes na południu i francuską granicą na północy (w Portbou). Ten słynący z surowych krajobrazów region podbija serca gości z całego świata pełnymi soczystej zieleni lasami, plażami o złocistym piasku i czystą turkusową wodą oraz stromą i skalistą linią brzegową. Najbardziej spektakularne widoki zobaczymy w miejscach, gdzie potężne Pireneje schodzą wprost do morza. Najpopularniejszym kurortem w ostatnich latach jest tu wspomniane już Blanes, o którym mówi się, że zadowoli nawet najbardziej wymagających turystów. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem znajdą oni w nim luksusowe hotele i restauracje serwujące wykwintne dania kuchni śródziemnomorskiej, a także przepiękne i czyste plaże (posiadające certyfikaty Błękitnej Flagi) oraz wymarzone warunki do uprawiania sportów wodnych. Ze względu na dobre wiatry i fale ściągają w te strony żeglarze i windsurferzy, zaś bogata fauna i flora morska przyciąga zapalonych nurków i wędkarzy. Dodatkowe atrakcje kurortu stanowią niewielki port rybacki oraz ogrody botaniczne Marimurtra (Jardí Botànic Marimurtra) i Pinya de Rosa (Jardí Botànic Pinya de Rosa), w których można podziwiać rzadkie gatunki roślin z całego świata.

FOT. PTCBG ARCHIVE/JOSEP TRULL

Blanes słynie z malowniczych zatoczek

 

Zieleni nie brakuje również w stolicy, a zarazem największym mieście regionu – Gironie (Geronie). Ta starożytna miejscowość szczyci się niezwykłą architekturą i bogactwem dziedzictwa historycznego. Na specjalną uwagę zasługują w niej słynna jednonawowa Katedra, Pasaż Archeologiczny (Passeig Arqueològic) oraz niezmiernie klimatyczne średniowieczne uliczki, idealne na wieczorny spacer. Dla odmiany w kurorcie Lloret de Mar króluje szalona zabawa. W tutejszych licznych barach, klubach i dyskotekach kwitnie życie nocne, a goście przy dźwiękach głośnej muzyki i odgłosie wystrzeliwujących w powietrze korków od szampana imprezują do białego rana. Osoby lubiące rozrywki podnoszące poziom adrenaliny mogą spróbować szczęścia w kasynie. Ci, którzy preferują bardziej relaksujące formy spędzania wolnego czasu, powinni zajrzeć do miejscowego parku wodnego Water World oraz Aquatic Zoo.

 

Morze piasku 

Ponad 200 km szerokich piaszczystych plaż to wizytówka Złotego Wybrzeża (hiszp. Costa Dorada, kat. Costa Daurada) – niezmiernie urokliwego nizinnego regionu Katalonii leżącego w prowincji Tarragona, między ujściem rzeki Ebro i Barceloną. Charakteryzuje go przyjemny, śródziemnomorski klimat i duża liczba atrakcyjnych kąpielisk, wśród których do najlepszych zaliczane są te w miejscowości Sitges, na zachód od rozległego Parku Naturalnego Garraf (Parc Natural del Garraf), oraz w modnym kurorcie Salou. To ostatnie miasto nazywa się słusznie „stolicą Złotego Wybrzeża” (la capital de la Costa Dorada). Główną plażą w Salou jest malownicza Playa de Levante, rozciągająca się na długości 1,2 km.

   FOT. PATRONAT DE TURISMEDE LA DIPUTACIO DE TARRAGONA

Tuż przy niej biegnie wspaniale utrzymana nadmorska promenada Jaume I (króla Aragonii, Majorki i Walencji, hrabiego Barcelony – Jakuba I Zdobywcy), zacieniona palmami i innymi tropikalnymi roślinami, z placami zabaw dla dzieci i instalacjami sportowymi. Salou uważa się za miejscowość wypoczynkową idealną na rodzinne wakacje. Poza tym ma również interesujące zabytki i niezmiernie długą historię – została założona już w VI w. p.n.e. przez Greków. Po opalaniu się na złocistej plaży i zażyciu morskich kąpieli w przyjemnie ciepłej wodzie warto wybrać się m.in. do XVII-wiecznego barokowego Kościoła św. Bartłomieja i św. Tekli z Sitges (Església de Sant Bartomeu i Santa Tecla de Sitges) oraz eklektycznego Pałacu Morza i Nieba w centrum Sitges (Palau Maricel, Museu Maricel), ukończonego w 1918 r. W mieszczącym się w nim muzeum można podziwiać choćby ponadczasowe płótna samego El Greca. Koniecznie należy też odwiedzić słynny park rozrywki PortAventura w Salou oraz znajdującą się także w tej turystycznej stolicy Costa Daurada XVI-wieczną wieżę obronną Torre Vella de Salou.

Inne oblicze Złotego Wybrzeża odkrywa przed nami położone niedaleko Sitges miasto Cambrils. Miejscowość ta – mimo napływu setek tysięcy turystów – nigdy nie straciła swojego portowego klimatu. Do dziś funkcjonuje tutaj przystań rybacka, a spora część ludności utrzymuje się z połowu graników, srebrzystych strzępieli i sardynek. Charakterystycznym dla tego miejsca elementem krajobrazu są flotilla de bous – małe łódki z dużymi lampami, oświetlającymi drogę podczas nocnych wypraw. Cambrilis szczyci się również wyśmienitymi restauracjami serwującymi świeże owoce morza i inne lokalne potrawy, jak np. omlet z ziemniaków, ślimaki czy pieczone bakłażany – tak typowe dla niezmiernie barwnej katalońskiej kuchni. Można tu też skosztować wybornych win pochodzących z plantacji w Penedès, miejscowego wermutu i świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Costa Daurada słynie także z najwyższej klasy ośrodków golfowych. Jeden z najlepszych i najpiękniejszych z nich – LUMINE Mediterránea Beach & Golf Community – leży w La Pineda niedaleko Tarragony i zajmuje powierzchnię ok. 17 ha. W jego bajkowej scenerii pełnej soczystej zieleni, wypielęgnowanych roślin, pagórków i niewielkich stawów każdy znajdzie pola (w sumie trzy) o poziomie trudności w sam raz dla siebie.

 

Los Polacos

Katalonia na tle Hiszpanii wyróżnia się jak czerwone pasy na złotym tle jej autonomicznej flagi. Jest wyjątkowo dumnym ze swojej tradycji regionem, który mimo wielu represji, jakie spotkały go na przestrzeni wieków, nigdy w pełni nie podporządkował się hiszpańskiej koronie. Być może właśnie dlatego mieszkańcy reszty Hiszpanii nazywają Katalończyków w żartach… polacos (Polakami). Istnieje jednak wiele hipotez dotyczących źródeł tego przezwiska. Jedni mówią, że to nawiązanie do podobnej historii obu narodów, które nie raz znajdowały się pod obcą władzą. Inni wskazują, iż ma to związek z językiem katalońskim, porównywanym przez Hiszpanów pod względem trudności do polskiego. Są i tacy, którzy sądzą, że chodzi tu o stereotyp przesadnej oszczędności Katalończyków (podobny do naszego stereotypu poznaniaka lub krakowiaka). Którakolwiek teoria byłaby prawdziwa, warto samemu przekonać się, ile z Polaka znajdziemy w mieszkańcach Katalonii…


 

Artykuły wybrane losowo

Zaproszenie na Kaukaz – do Gruzji i Armenii

 

Tamar Gelashvili-Dąbrowska

Krzysztof Dąbrowski

www.kaukaz.pl

 

<< Gruzja i Armenia to chrześcijańskie wyspy zanurzone w kaukaskiej mozaice narodów i kultur. Leżą na pograniczu kontynentów kształtowanym przez ścieranie się sił przyrody i rywalizujących ze sobą cywilizacji. Efektem tych odwiecznych zmagań jest rzadko spotykana różnorodność krajobrazów oraz duże bogactwo tradycji na stosunkowo niewielkim obszarze, który odpowiada 1/3 terytorium Polski. Zobaczymy tu subtropikalne lasy pełne lian, przejedziemy przez surowe płaskowyże wulkaniczne, a także doświadczymy chłodu bijącego od wiecznych lodowców. Poza tym możemy przeczesać labirynty miast wykutych w skale, zwiedzić imponujące katedry o tysiącletniej historii i zrelaksować się w starożytnych łaźniach, a to wszystko urozmaicić sobie zgłębianiem tajników sztuki winiarskiej, degustacją przysmaków przepysznej kuchni kaukaskiej oraz zabawą w ekskluzywnych klubach muzycznych. >>

Więcej…

Wyspy Kanaryjskie, czyli raj na ziemi

MONIKA GODAWSKA

 

<< Niedużo znajdziemy na świecie miejsc, które przyciągają turystów taką różnorodnością, jak Wyspy Kanaryjskie. Gorący hiszpański temperament, wspaniałe wulkaniczne krajobrazy, smaczna kanaryjska kuchnia, bogata historia i kultura, przyjazny klimat wiecznej wiosny oraz orzeźwiająca atlantycka bryza tworzą niepowtarzalną atmosferę tego cudownego zakątka. Każda z tutejszych wysp jest wyjątkowa, niepodobna do innych i ma wiele do zaoferowania. Dlatego z pewnością nie można uznać za przesadę stwierdzenia, że próżno szukać na świecie człowieka, który mógłby się tu nudzić. >>

Administracyjnie archipelag Wysp Kanaryjskich podlega Hiszpanii. Leży na Oceanie Atlantyckim niedaleko północno-zachodniego wybrzeża Afryki i należy do niego siedem głównych wysp: Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, El Hierro, La Palma i La Gomera. Wszystkie z nich powstały w wyniku aktywności wulkanicznej i charakteryzują się górzystym krajobrazem. Ten zakątek świata przed kolonizacją zamieszkiwali Guanczowie, lud spokrewniony z Berberami

Więcej…

Bliższe spotkanie z Węgrami

ANNA BUTRYM

www.annabutrym.pl

 

<< Na pytanie, co szczególnie zachwyca mnie w Węgrzech, odpowiadam niezmiennie od lat: przyroda, zabytki i kuchnia. Wydaje się, że to klasyczna trójka, jednak my, Polacy, znamy smaki Włoch, krajobrazy Grecji i atrakcje Hiszpanii, a o skarbach kraju tak bliskich nam Madziarów nie wiemy zbyt wiele. Dlatego jeśli ktoś marzy o odwiedzeniu miejsca, gdzie odpocznie w otoczeniu natury, pozna inspirującą kulturę oraz rozsmakuje się w lokalnych daniach i wyśmienitym winie, a przede wszystkim spotka ludzi o sercach otwartych dla polskich braci, powinien już teraz zacząć planować niezapomnianą i pełną wspaniałych odkryć podróż do niespełna dziesięciomilionowej ojczyzny Węgrów. >>

 

Widok na most Łańcuchowy (Széchenyiego) z balkonu Pałacu Greshama w Budapeszcie

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

Ciepłe relacje między naszymi narodami nie są kwestią jedynie zgodności charakterów. Gdy w 1370 r. w katedrze wawelskiej koronowano na króla Polski władcę Węgier Ludwika I Wielkiego (znanego u nas jako Ludwika Węgierskiego), oba kraje złączone zostały unią personalną. I choć niewiele osób pamięta o tym fakcie, warto mieć świadomość, że losy Węgrów i Polaków przeplatały się w przeszłości wielokrotnie.

Od Budapesztu, jednej z najpiękniejszych stolic świata, której urokiem zachwycają się rzesze turystów, dzieli nas niespełna półtoragodzinny lot z Krakowa lub Warszawy. Czy trzeba lepszego pretekstu, aby zaplanować choćby weekendowy pobyt na gościnnych Węgrzech? Naszą przygodę zacznijmy zatem od samego Budapesztu, którym nie sposób się rozczarować.

 

ZACHWYCAJĄCY BUDAPESZT

Najważniejsze zabytki i atrakcje węgierskiej stolicy, podzielonej Dunajem na górzystą, spokojną Budę i płaski, rozrywkowy Peszt, znajdują się w centrum miasta, zwiedzać warto więc głównie na piechotę, żeby móc dobrze przyjrzeć się zbliżonej do wiedeńskiej architekturze. Na wznoszącą się nad rzeką sylwetkę Budy składa się przede wszystkim rozległe Wzgórze Zamkowe z urokliwymi kamieniczkami starówki, białą Basztą Rybacką (Halászbástya) i Kościołem Macieja (Mátyás-templom), krytym kolorową dachówką, a także Wzgórze Gellérta (Gellérthegy), skąd rozciąga się najpiękniejsza panorama miasta i słynnych mostów. Magicznie oświetlone centrum warto podziwiać również wieczorami, spacerując naddunajskim bulwarem lub delektując się węgierską kolacją przy świecach na pokładzie rejsowego statku.

Szczególne wrażenie po stronie peszteńskiej robi Parlament (Országház), należący do największych na świecie. Jego jasna sylwetka pojawia się na większości zdjęć ze stolicy. Na lewym brzegu Dunaju znajduje się także druga największa na naszym globie i największa w Europie synagoga, a obok niej bije turystyczne i rozrywkowe serce miasta – dzielnica klubów, pubów i restauracji. Trzecia ikona Pesztu to Bazylika św. Stefana (Szent István-bazilika), wyznaczająca maksymalną wysokość budynków w centrum – Budapeszt zaskakuje brakiem drapaczy chmur i uporządkowaną zabudową. Jednak i po stronie peszteńskiej można podziwiać panoramę stolicy, np. z wieży bazyliki, licznych sky-barów czy wagonika BudapestEye.

Peszt słynie też z popularnych ulic. Równoległa do Dunaju Váci (Váci utca) jest ponad kilometrowym, turystycznym deptakiem, kuszącym tysiącami mniej lub bardziej oryginalnych pamiątek i przysmaków. Prawdziwą perełkę stanowi długa aleja Andrássyego (Andrássy út), wiodąca do placu Bohaterów (Hősök tere) i Lasku Miejskiego (Városliget), pełnego atrakcji dla całej rodziny. Do tych dwóch miejsc warto jednak podjechać najstarszym metrem na kontynencie, które zachowało swój urok sprzed ponad 120 lat.

Po intensywnym dniu można odpocząć na Wyspie Małgorzaty (Margitsziget) – to prawdziwa oaza zieleni pośrodku Dunaju, idealna na piknik, z przyciągającą turystów grającą fontanną. Słodkiemu lenistwu oddamy się też w zabytkowych kąpieliskach (Széchenyi gyógyfürdő, Gellért gyógyfürdő, Király gyógyfürdő). Z całą rodziną warto udać się do jednego z największych krytych parków wodnych w Europie, należącego do nowoczesnego kompleksu Aquaworld Resort Budapest, gdzie czeka na nas 19 basenów i 11 zjeżdżalni. Gdy dzieci będą szaleć w wodzie, dorośli mogą skorzystać z luksusowego, trzypoziomowego Oriental Spa. Chwila odpoczynku przyda się z pewnością przed odkrywaniem kolejnych atrakcji Węgier.

 

Pięknie oświetlone Zamek Budański na Wzgórzu Zamkowym i most Łańcuchowy

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

WAKACJE MARZEŃ

Jest coś, czego Węgrzy zazdroszczą Polakom – to dostęp do morza. Nie wiem jednak, czy w referendum nie oddalibyśmy im chłodnego i kapryśnego Bałtyku za największe (ok. 600 km² powierzchni) jezioro Europy Środkowej: ciepły, czysty i szmaragdowy Balaton, cel letnich wycieczek Madziarów, nazywany przez nich samych węgierskim morzem. Gdy w dodatku weźmiemy pod uwagę, że średnia temperatura wody w lecie wynosi w nim 23°C, a pod względem liczby słonecznych godzin ten region nie ustępuje Riwierze Francuskiej, to wakacje na Węgrzech zaczynają plasować się na szczycie podróżniczej listy marzeń. Co więcej, niejednokrotnie znajdziemy w tym rejonie oferty pobytu korzystniejsze cenowo niż w przypadku polskiego wybrzeża czy pojezierzy.

Zróżnicowana głębokość Balatonu sprawia, że panują tu idealne warunki zarówno dla miłośników sportów wodnych, żeglarzy czy wędkarzy, jak i rodzin z dziećmi (w południowej części płycizna sięga nawet 300 m w głąb jeziora). Pomysłów na spędzenie niezapomnianych, spokojnych lub szalonych wakacji w tej okolicy jest tak wiele, że nigdy nie potrafię polecić konkretnej miejscowości. Jezioro okala cały łańcuch miast i miasteczek, w których znajdziemy mnóstwo zróżnicowanych atrakcji, kilka perełek postaram się jednak wyłowić.

Nad Balatonem koniecznie trzeba skosztować miejscowej zupy rybnej (halászlé), bo przepis na ten niekwestionowany symbol madziarskiej kuchni różni się w zależności od regionu. Na deser proponuję zjeść „łabędzia” (hattyú). Pod tą nazwą kryje się rodzaj pączka o kształcie tych powszechnie zdobiących jezioro ptaków, których karmienie staje się niemal codziennym rytuałem dla wielu rodzin podczas długich, relaksujących spacerów.

 

Dzieje neobarokowego pałacu Festeticsów w Keszthely nad Balatonem sięgają 1745 r.

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

MORZE ATRAKCJI

Szczególnie wartym uwagi rejonem w tych stronach jest zachodnia część Balatonu, gdzie znajduje się choćby słynne Keszthely, nierozerwalnie związane z dziedzictwem jednego z najznamienitszych węgierskich rodów arystokratycznych – rodziną Festeticsów. Nieprzypadkowo jego miasto partnerskie stanowi m.in. Łańcut, także słynący z wyjątkowej rezydencji magnackiej i angielskiego parku. Neobarokowy pałac w Keszthely (Festetics-kastély), w którym mieści się dziś muzeum (Helikon Kastélymúzeum) i zachowała się niespotykana w skali kraju biblioteka, to najczęściej odwiedzany tego typu obiekt na Węgrzech. W tutejszym mauzoleum znajdziemy kolejny akcent polski: spoczywają w nim szczątki arystokratki z Polski, Marii von Haugwitz (1900–1972), matki jednego z ostatnich żyjących potomków Festeticsów. W całym mieście i okolicy istnieje niewiele takich zabytków czy miejsc, których powstania nie zainicjowałby słynny magnacki ród. Na terenie pałacowego parku rozpoczyna się również trasa kulturalno-historycznego spaceru, prezentującego losy i spuściznę ośmiu pokoleń rodziny Festeticsów, wiodąca przez Keszthely i nad brzeg Balatonu. W jego trakcie mamy możliwość podążać śladami, jakie zostawili po sobie członkowie rodu, poznać historię ich życia i dowiedzieć się, jak znaczącą rolę odgrywali na Węgrzech. Nie brakuje opowieści o wspaniałych ślubach, znamienitych gościach, wspieraniu nauki czy magnackich rozrywkach.

W Keszthely nie ma czasu na nudę. Po zwiedzeniu pałacu i przygotowanych przez Muzeum Pałacowe Helikon (Helikon Kastélymúzeum) ekspozycji – wystawy powozów (hintókiállítás), wystawy myśliwskiej (vadászati kiállítás) i wystawy historycznych modeli kolejek (történelmi modellvasút kiállítás) – oraz odnowionego zaledwie kilka lat temu historycznego centrum czeka na nas ogrom fascynujących muzeów: Cadillaca (Cadillac Múzeum), Zabawek (Játékmúzeum), Marcepana (Marcipán Múzeum), Tortur (Horrorárium és Kínzó múzeum), Nostalgii i Kiczu (Nosztalgia Múzeum – Látványtár és giccs múzeum), Lalek i Strojów Ludowych (NépviseletesBabamúzeum), Radia i Telewizji (Rádió és Televízió Múzeum). Są tu również panoptika: historyczne i erotyczne oraz wyjątkowa w skali światowej makieta budapeszteńskiego Parlamentu, budowana przez 14 lat z 4,5 mln ślimaczych muszli (Csigaparlament).

W samym Keszthely i jego sąsiedztwie nie tylko przeniesiemy się do przeszłości, ale także wypoczniemy aktywnie na wysokim poziomie. I to dosłownie, bo tutejsze gęsto zalesione pogórze usiane jest licznymi wieżami obserwacyjnymi, z których podziwiać można piękno całej okolicy. Dobrze oznakowane szlaki wiodą od jednego punktu widokowego do drugiego – w trakcie takiej wyprawy koniecznie trzeba wejść na wieżę noszącą znane nam już nazwisko Festeticsów, z której rozpościera się wspaniała panorama balatońskiej zatoki. Warto odszukać również punkt Szép-kilátó. Przymiotnik „piękny” (szép) w swojej nazwie zawdzięcza on rozciągającemu się stąd zachwycającemu widokowi, stanowiącemu natchnienie dla niejednego poety i malarza.

 

WERSJA MINI

Z ogromnym Balatonem sąsiaduje jego miniatura, czyli Mały Balaton (Kis-Balaton), którego obszar w większości został objęty ochroną, głównie ze względu na występujące tu ptactwo. W okolicy jeziora zobaczymy całoroczną stację obrączkowania, ptasią klinikę oraz unikatowe zbiory gniazd i jajek. Ze ścieżek edukacyjnych i punktów widokowych można obserwować nie tylko ptaki, ale też wiele innych gatunków zwierząt, zamieszkujących okoliczne dziewicze lasy.

Mały Balaton nie byłby jednak prawdziwie węgierski, gdyby w jego rejonie nie znajdowały się gorące źródła. W niedalekim miasteczku Zalakaros działa kompleks basenów z wodami termalnymi o wyjątkowym na skalę europejską składzie i właściwościach leczniczych. To znakomite miejsce dla całej rodziny – czekają w nim zarówno atrakcje dla maluchów, jacuzzi dla marzących o relaksie dorosłych, jak i zjeżdżalnie (Magic Tunnel, Rafting-Inga, Ufo, Kamikaze i Turbo), które powinny zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników wrażeń podnoszących poziom adrenaliny.

 

WIZYTA W JASKINIACH

Na stosunkowo niewielkich Węgrzech istnieje tak dużo możliwości zrelaksowania się w ciepłych bądź zimnych wodach, że jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „Tapolca” i „jaskinie”, to na liście wyników znajdziemy dwa różne miejsca: termalne baseny w grotach w Miszkolcu (Miskolc-Tapolca) oraz nadbalatońskie miasteczko Tapolca, idealne na niezapomniany odpoczynek. W tym drugim można nie tylko skorzystać z kąpieli w gorących źródłach, ale również przeżyć wyjątkową przygodę – wyprawę łódką po podziemnym jeziorze, położonym w rozciągającym się pod miejską zabudową systemie jaskiń. Towarzysząca tej atrakcji wystawa pozwala lepiej poznać tajemnice tego ukrytego świata. Dzień spędzony w Tapolcy warto zwieńczyć lampką regionalnego wina w jednej z piwniczek ulokowanych pod domami w centrum miasta.

 

ZAPACH LAWENDY

Miejscem, gdzie powracam podczas każdej, nawet najkrótszej wycieczki nad Balaton, jest miasteczko Tihany, nieodłącznie związane z dwoma symbolami regionu – górującym nad okolicą opactwem benedyktynów i polami lawendy. Miejscowość zachwyca imponującym widokiem na jezioro, które stąd rzeczywiście wygląda jak morze. Tihany kusi echem odbijającym się od murów klasztoru, wiankami papryczek, oryginalną ceramiką, bogactwem obłędnie pachnących produktów z lawendą i warzonym przez zakonników lawendowym piwem.


RAJ DLA ROWERZYSTÓW

Balaton powinien koniecznie znaleźć się na liście marzeń rowerzystów. Całe jezioro okala świetnie przygotowana i chwalona przez cyklistów trasa, ciągnąca się przez ok. 200 km. Wycieczkę wokół Balatonu można rozszerzyć o wyprawy po okolicznych winnicach (należących m.in. do słynnego obszaru winiarskiego Badacsony, porównywanego przez wielu do Toskanii) i na liczne festiwale.

Dla tych, którzy wolą mniej intensywne przejażdżki, w zachodnim regionie balatońskim przygotowano wyjątkową w skali kraju ofertę. W biurach informacji turystycznej (Tourinform) można wypożyczyć rower, który po zwiedzaniu miasta lub okolicy oddaje się w tym samym lub kolejnym punkcie informacyjnym. Stacje rozmieszczono w atrakcyjnych dla turystów lokalizacjach, punkty serwisowe zorganizowano w przyjaznych cyklistom miejscach, takich jak restauracje czy pensjonaty, stworzono 12 oznaczonych szlaków, udostępniono darmowe mapy i specjalną infolinię telefoniczną, postawiono tablice informacyjne oraz zadbano o schronienie w razie deszczu. Dzięki takim udogodnieniom aż trudno nie skusić się na aktywne spędzanie czasu i odkrywanie nadbalatońskich krajobrazów na dwóch kółkach. Warto więc zostawić samochód i wyruszyć rowerem na wyprawę od plaży do plaży i od muzeum do muzeum, w okolicy wielkiego Balatonu i jego miniatury, Małego Balatonu.

 

WYJĄTKOWA ATRAKCJA

Wspomniana trasa dla rowerzystów zawiedzie nas także do Hévíz, położonego zaledwie kilka kilometrów od wspaniałego Keszthely i również związanego z Festeticsami. Miasteczko słynie jednak przede wszystkim ze stworzonej przez naturę wyjątkowej atrakcji, przyciągającej rocznie milion gości z 42 krajów, czyli największego na świecie dostępnego dla kąpielowiczów naturalnego jeziora termalnego o powierzchni 4,44 ha. Można z niego korzystać o każdej porze roku: zimą temperatura wody wynosi ok. 24°C, a latem dochodzi nawet do 38°C.

Nie wszyscy lubią kąpiel w jeziorze z powodu powolnej wymiany wody. Hévíz to jednak nie dotyczy, ponieważ ciągłe wirowanie w zbiorniku zapewnia całkowitą jej wymianę co 72 godz. Dodatkowo nieustanne wzbijanie się ciepłej wody do góry daje przyjemne uczucie naturalnego masażu. Ze względu na sprzyjającą kąpielom temperaturę jeziora cieszy się ono popularnością przez cały rok. Niektórzy turyści chętniej ściągają tu w chłodniejsze miesiące, gdy kąpielisko spowijają obłoki pary, bo wdychanie unoszącego się nad taflą powietrza wypełnionego mikroelementami ma dobroczynny wpływ na organizm.

 

Hévíz, największe na świecie dostępne dla kąpielowiczów naturalne jezioro termalne

© HÉVÍZI TURISZTIKAI NONPROFIT KFT.

 

BŁOGI WYPOCZYNEK

Nad Hévíz w nie mniejszym stopniu przyciąga jego przepiękne położenie oraz fakt, że lecznicze kąpiele bierze się wśród kwiatów, a dokładniej – indyjskich czerwonych lilii wodnych. Warto jednak pamiętać, że to naturalny zbiornik, którego głębokość sięga 38 m i już nawet 2 m od brzegu woda potrafi nas zakryć po czubek głowy, dlatego ta atrakcja nie jest polecana dla dzieci. Rodzinom tę niedogodność wynagrodzi wizyta w kompleksie spa. Można w nim zrelaksować się w jacuzzi, oddać się w ręce jednego ze 100 masażystów, wyspecjalizowanych w technikach z całego świata, uprawiać sporty wodne czy skorzystać z oferty nowoczesnej strefy wellness, gdzie czekają kriokomory i zabiegi laserowe.

Wybór obiektów hotelowych odpowiednich na dłuższy odpoczynek jest naprawdę szeroki. W bazie noclegowej znajduje się ok. 10 tys. miejsc, które oferowane są zarówno przez pensjonaty, jak i 5-gwiazdkowe hotele. Po uzdrawiających ciało i duszę kąpielach w jeziorze (ze względu na temperaturę wody nie powinny przekraczać półtorej godziny w ciągu dnia) można przedłużyć chwile relaksu muzycznymi seansami w saunie, zajęciami jogi, wizytą w parku linowym, wycieczkami po okolicy (pieszymi, rowerowymi lub segwayem) czy nawet lotami balonem. Idealnym zwieńczeniem dnia będzie z pewnością typowo węgierska atrakcja, czyli degustacja win z całego kraju i samego regionu balatońskiego.

 

WIELOWIEKOWA TRADYCJA

Podczas poznawania uroków okolicy warto zainteresować się początkami uzdrowiska. Swój rozwój zawdzięcza ono hrabiemu Györgyowi Festeticsowi (1755–1819), który w 1795 r. rozpoczął jego budowę w oparciu o kuracyjne właściwości tego miejsca. Kąpielisko stopniowo zdobywało coraz większe uznanie, a wzrostowi popularności towarzyszyło ciągłe poszerzanie i uwspółcześnianie oferty leczniczej i wypoczynkowej, nierozłącznie związanej z największą tutejszą naturalną atrakcją, jaką jest jezioro termalne. Dziś Hévíz to współczesny, komfortowy kurort, w którym gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze pamiątki z przeszłości. Niezmienna pozostała choćby część elementów architektonicznych uzdrowiska, jak strzegące wejścia dwa gryfy, wykonane na zlecenie rodziny Festeticsów. Jak głosi legenda, rzeźby przemówią, jeśli pomiędzy nimi przejdzie ktoś, kto nie przeżył miłosnej przygody podczas pobytu w tej miejscowości – to jednak, zdaniem miejscowych, nigdy jeszcze się nie zdarzyło.

 

CUDOWNA MOC

Z jeziorem związanych jest też kilka innych legend i podań o cudownych właściwościach lokalnych wód. Jedna z nich, pochodząca jeszcze z czasów rzymskich, głosi, że dające początek Hévíz źródło wytrysnęło dzięki modlitwie pewnej chrześcijanki, piastunki sparaliżowanego dziecka. Lecznicze wody uzdrowiły chłopca – był nim sam Teodozjusz I Wielki (347–395), ostatni władca wschodniej i zachodniej części cesarstwa rzymskiego, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową. Wiele innych podań, zarówno z czasów starożytnych, jak i średniowiecznych, przywołuje kolejne przykłady uzdrawiających i odmładzających mocy jeziora. Nieustannie narzekająca na reumatyzm żona rzymskiego skryby Dubiusa pozbyła się nie tylko tej dolegliwości, ale i innych oznak upływającego czasu dzięki kąpieli w Hévíz, do której namówił ją mąż, obserwujący wcześniej na spacerach, jak okoliczne zwierzęta leczą obolałe kończyny w charakterystycznie pachnącej wodzie. Kilkanaście wieków później zastępca kapitana na zamku Pápa usłyszał od Cyganki, że bitwę z Turkami wygra tylko wtedy, jeśli uprzednio wykąpie się w niezwykłym jeziorze. Péter Huszár poszedł za radą kobiety i rzeczywiście pokonał niełatwego przeciwnika. Cudowne właściwości tutejszych wód uratowały też małżeństwo sparaliżowanej od pasa w dół Kláry Pethő i Sándora Reziego. Im również z pomocą przyszła pewna Cyganka, doradzając młodej mężatce częste kąpiele w jeziorze, dzięki którym dziewczyna całkowicie ozdrowiała.

RELAKS W TERMACH

Nieustającą popularnością wśród Polaków cieszy się od wielu lat słynne uzdrowisko Hajdúszoboszló. Ja jednak uważam, że warto wciąż odkrywać inne, nie mniej atrakcyjne węgierskie kurorty, takie jak choćby drugi największy w kraju kompleks basenów termalnych w miejscowości Bük. Jeśli ktoś chce z kolei połączyć odpoczynek w gorących źródłach, korzystanie z leczniczego wpływu uzyskanych z nich kryształków i zabawę w parku wodnym ze zwiedzaniem świetnie zachowanego średniowiecznego zamku, powinien koniecznie odwiedzić Sárvár.

 

TO NIE WSZYSTKO

Po spędzeniu kilku dni na podziwianiu zabytków stolicy i odwiedzinach w mniejszych miastach, relaksie w łaźniach termalnych i wypłynięciu na wody węgierskiego morza wydawać by się mogło, że poznaliśmy Węgry już dość dobrze. Nic bardziej mylnego – te doświadczenia odsłaniają zaledwie ułamek bogactwa, jakim wita nas kraj bratanków. Przyjrzyjmy się więc jeszcze kilku atrakcjom, choć zapewniam, że do ojczyzny Madziarów można powracać wiele razy i podczas każdej wizyty odkrywać kolejne powody do zachwytu i ponownego przyjazdu.

 

NIEZAPOMNIANE SMAKI

Magiczną siłę przyciągania ma w sobie chociażby węgierska kuchnia – nielekka, to prawda, bo wykorzystująca smalec i pełnotłustą śmietanę, za to pełna aromatycznej, słodkiej czerwonej papryki (pikantną każdy dodaje według swojego gustu) i dojrzewających w słońcu warzyw, najczęściej duszonych lub gotowanych, stawiająca na sycące potrawy i pyszne desery. Tradycyjna zupa gulaszowa (gulyásleves), pörkölt (nazywany w Polsce gulaszem) oraz dobrze nam znane leczo (lecsó) to zaledwie początek listy dań, których koniecznie trzeba spróbować. Nie należy jednak szukać tutaj placka po węgiersku, bo to nasz rodzimy wymysł – jeśli chcemy chwycić na szybko coś treściwego, powinniśmy sięgnąć po madziarski fast food, czyli langosza (lángos). Smakowity węgierski obiad warto zakończyć słodkimi naleśnikami à la Gundel, purée z kasztanów lub tortem Dobosa, a jeśli je się w biegu, można kupić kurtoszkołacza (kürtőskalács) – kominowe ciasto obtoczone w różnych posypkach.

 

WINO KRÓLÓW

Na liście największych skarbów Madziarów bogactwo kulinarnych tradycji ustępuje pierwszeństwa jedynie mnogości wspaniałych win, wytwarzanych z miłością w 22 regionach winiarskich dzięki sprzyjającemu klimatowi, odpowiednim glebom i dużemu nasłonecznieniu. Każdy z łatwością odnajdzie na Węgrzech swój ulubiony trunek, jednak prawdziwą perłą w koronie jest tokaj aszú (tokaji aszú). Jeżeli ktoś gustuje w mocnych alkoholach, powinien spróbować węgierskiej wódki na owocach – palinki – oraz Unicum, gorzkiego likieru ziołowego o magicznej mocy, który można pić i jako aperitif, i jako lekarstwo, gdy zje się zbyt wiele dokładek madziarskich przysmaków.

 

FASCYNUJĄCY BEZKRES

Wytrawny podróżnik sprytnie połączy rozsmakowywanie się w lokalnej kuchni z poznawaniem kolejnych atrakcji Węgier. W jego planach znajdzie się więc prawdopodobnie wycieczka do największego (zajmującego powierzchnię 82 tys. ha) i najstarszego w kraju (założonego w 1973 r.) Parku Narodowego Hortobágy (Hortobágyi Nemzeti Park). Można w nim podziwiać bezkresną równinę, zwaną pusztą, i przenieść się w czasie dzięki kultywowanym tu zwyczajom węgierskich pasterzy. Kto zawita do tej krainy, spotka madziarskich kowbojów, da się omamić fatamorganie, będzie miał szansę obserwować mnóstwo gatunków ptaków i zobaczy słynne węgierskie zwierzęta hodowlane, m.in. bydło węgierskie szare (magyar szürkemarha), długowłose świnie – mangalice – czy znane na całym świecie rasy psów, spośród których serca Polaków niejednokrotnie już podbił puli, czyli pokryty dredami pies mop.

 

MIASTA I GÓRY

Z regionu Hortobágy w kilka chwil można dotrzeć do Debreczyna (Debrecen), drugiego największego miasta Węgier, które już na początku zaskoczy nas niewielką liczbą mieszkańców (nieco ponad 200 tys.) w porównaniu do stolicy (niemal 2 mln ludzi). Kolejny urok tego kraju polega właśnie na tym, że znajduje się w nim dużo niewielkich miast i miasteczek. Segedyn (Szeged), Pecz (Pécs), Székesfehérvár, Veszprém, Eger, Vác, Szentendre czy Ostrzyhom (Esztergom) to tylko kilka miejsc idealnych dla tych, którzy cenią połączenie bogatej historii i spokojnej atmosfery niezatłoczonych miejscowości.

Jeśli jednak po płaskim i nizinnym krajobrazie puszty będziemy mieli ochotę na pewną odmianę, zawsze możemy wybrać się na wycieczkę do Wyszehradu (Visegrád). Z murów tutejszego zamku, który odegrał znaczącą rolę w dziejach Polski i Węgier, rozpościera się przepiękna panorama Zakola Dunaju (Dunakanyar). Ciekawą propozycją jest też trekking po paśmie Mátra lub Górach Bukowych. Choć nie są tak wysokie jak polskie (najwyższy szczyt Węgier – Kékes – wznosi się na 1014 m n.p.m.), potrafią zachwycić niejednego miłośnika górskich wędrówek.

 

NA POŻEGNANIE

Do domu warto zabrać ze sobą z Węgier takie przysmaki i pamiątki, które już za chwilę skłonią nas do planowania kolejnej wizyty w kraju Madziarów. Aromatyczne salami, butelka wspaniałego i niedrogiego wina, łagodna lub pikantna, ale zawsze soczyście czerwona papryka, fantazyjne marcepany, przepiękna porcelana z Herend, słynne na cały świat hafty z naddunajskiej Kalocsy czy bogracz (bogrács), kociołek do powieszenia nad ogniskiem, sprawią, że powracanie w te strony stanie się uzależnieniem i największą przyjemnością. Dlaczego jestem tego tak pewna? Bo moja miłość do węgierskiej kultury, kuchni i krajobrazów pozostaje głęboka i niezmienna od kilkunastu lat, a i tak każdego dnia przekonuję się, jak wiele mam jeszcze do odkrycia.

 

Wydanie Lato 2018