WOJCIECH KUDER

 

                                                                                                              FOT. PATRONAT DE TURISMEDE LA DIPUTACIO DE SALOU 

<< Jeśli ktoś chciałby na symbolicznym obrazie przedstawić Hiszpanię i Katalonię, ta pierwsza musiałaby przybrać postać czarnego byka z muskularną sylwetką i groźnie wyglądającymi rogami, oznaczającego uświęconą władzę, potęgę i siłę, zaś druga – poczciwego osła, utożsamianego z mądrością i powolnym, lecz upartym dążeniem do celu. Tylko od nas zależy, po której stronie znajdzie się nasza sympatia… >>

Autonomiczna wspólnota Hiszpanii Katalonia ze stolicą w Barcelonie leży w północno-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego. Tu żyje naród, który mimo podziału jego terytorium oficjalnymi granicami państwowymi zachował język kataloński i własną świadomość i nigdy nie poddał się procesowi asymilacji.

 

Aby na własne oczy przekonać się o fascynującej odmienności Katalonii, wystarczy spędzić choćby jeden dzień w Barcelonie. Tutaj mówi i myśli się inaczej niż w Madrycie. Katalończycy mają swoje święto narodowe (obchodzone 11 września), własny hymn i nawet w piłkę nożną grają jakby po swojemu. To kraina jedyna w swoim rodzaju! Urzeka pięknem architektury i nieskazitelną urodą nadmorskiego krajobrazu, zniewala głębią smaku lokalnej kuchni i różnorodnością zwyczajów, które na każdym kroku potwierdzają jej unikatowość oraz gorący temperament.

 

Szlakiem tapas

Sercem Katalonii jest wspomniana już Barcelona – gwarna, kosmopolityczna metropolia, którą co roku odwiedza ok. 5 mln turystów i tyle samo zakochuje się w niej bez pamięci. Otoczona z jednej strony masywem Sierra de Collserola, z drugiej lazurowymi wodami Morza Śródziemnego zachwyca swoją wspaniałą architekturą, labiryntem miejskich bulwarów ocienionych rozłożystymi palmami i otwartością, z jaką jej mieszkańcy witają gości. Nawet miesiąc to za mało, aby poznać wszystkie jej cuda i atrakcje. Warto więc wybierać rozważnie i zacząć zwiedzanie od głównego portu handlowego – Port Vell (Stary Port), gdzie oprócz pięknej, nowoczesnej mariny znajduje się Museu Marítim de Barcelona, czyli Muzeum Morskie Barcelony, z ogromną liczbą drogocennych eksponatów, związanych z długą historią katalońskiego żeglarstwa, a także L’Aquàrium de Barcelona (Akwarium Barcelony). W tym ostatnim, w którym zgromadzono okazy fauny i flory m.in. Morza Śródziemnego i Karaibskiego, szczególne wrażenie robi spektakularne L’Oceanari (Oceanarium) pełne rekinów. Stąd trzeba koniecznie skierować się w stronę pachnącego tysiącem aromatycznych przypraw Targu Świętego Józefa (hiszp. Mercado de San José, kat. Mercat de Sant Josep), zwanego też La Boquería, a następnie na główny deptak miasta – La Rambla (Les Rambles), aby zobaczyć monumentalny pomnik Krzysztofa Kolumba (na nabrzeżu) oraz zrobić zakupy w licznych butikach z lokalnymi pamiątkami.

FOT. TURISME DE BARCELONA/JORDI TRULLAS

La Rambla rozciąga się między Placem Katalonii (Placa de Catalunya) a Port Vell

 

Nie wolno również przegapić okazji do spróbowania serwowanych tutaj typowych hiszpańskich przekąsek, czyli tapas, oraz tradycyjnego, musującego wina cava, wytwarzanego właśnie w Katalonii. W średniowiecznej dzielnicy Barri Gòtic na miłośników historii czekają gotycka Bazylika Matki Boskiej Sosnowej (Basílica de Santa Maria del Pi), Muzeum Historii Barcelony (Museu d’Història de Barcelona – MUHBA) oraz monumentalna Katedra Seu (kat. Catedral de la Santa Creu i Santa Eulàlia – Katedra Świętego Krzyża i św. Eulalii) poświęcona św. Eulalii z Barcelony, która na początku IV stulecia, za panowania cesarzy rzymskich Dioklecjana i Maksymiliana, w wieku zaledwie 13 lat zginęła śmiercią męczeńską w wyniku prześladowań chrześcijan.

 

Wielki mistrz

Współczesna stolica Katalonii nie wyglądałaby tak samo, gdyby nie modernistyczny artysta Antoni Gaudí (właściwie Antoni Gaudí i Cornet, 1852–1926). Jego secesyjne dzieła niezmiennie budzą zdumienie, ciekawość i bezgraniczny podziw. Wielbiciele talentu wielkiego mistrza nie mogą ominąć w Barcelonie zaprojektowanych przez niego bajkowego ogrodu Parc Güell (Park Güell) oraz budynków Palau Güell (Pałac Güella), Casa Batlló (Dom Batlló), Casa Vicens (Dom Vicensa) czy Casa Milá (Dom Mili). Fantazyjne falujące fasady, zaskakujące kształtem balkony i nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne intrygują dziś nie mniej niż ponad 100 lat temu, gdy oglądano je po raz pierwszy. W jeszcze większy podziw wprawia świątynia Sagrada Família (Święta Rodzina), powszechnie uważana za największe osiągnięcie genialnego architekta. Przypominająca monumentalne pnie wiekowych drzew bazylika ma 170 m wysokości i stanowi obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli katalońskiej metropolii. To obowiązkowy przystanek na trasie każdej wycieczki! Poza studiowaniem jej detali architektonicznych warto przy okazji wejść na szczyt jednej z wież, aby móc podziwiać rozpościerający się z góry niesamowity widok na tętniące życiem miasto. Co ciekawe, świątynia od ponad 130 lat nie została ukończona. Na ten stan rzeczy wpłynęły zarówno czynniki ekonomiczne, jak i wojna domowa oraz śmierć samego Gaudíego, który zmarł w szpitalu kilka dni po tym, jak potrącił go tramwaj.

 

Oliwa i wino

Katalonia to jednak nie tylko jej wspaniała stolica, lecz także zjawiskowe wybrzeże. Charakteryzuje się ono wieloma piaszczystymi plażami, doskonałą atmosferą do wypoczynku i zabawy oraz niebywałą różnorodnością krajobrazu. Położone na północ od Barcelony i na południe od rzeki La Tordera Costa del Maresme wyróżnia duża liczba świetnie zachowanych ruin rzymskich osad i fortyfikacji, które miały za zadanie chronić miejscowe tereny przed atakiem siejących postrach na pobliskich wodach piratów. Obszar ten znany jest z malowniczych klifów, gajów oliwnych i winnic. W tych ostatnich od wieków produkuje się trunki uznawane za jedne z najlepszych nie tylko w Hiszpanii, ale i na świecie. Plażowicze, zwabieni doskonale rozwiniętą infrastrukturą, łagodnym klimatem i ciepłymi wodami Morza Śródziemnego, odnajdują na Costa del Maresme wymarzone warunki do oddania się błogiemu lenistwu i wypoczynku na najwyższym poziomie. Planując wyjazd do tej części katalońskiego wybrzeża, warto wziąć pod uwagę takie miejscowości, jak np. obfitująca w urokliwe piaszczyste plaże Santa Susanna, położona u podnóży masywu Montnegre Pineda de Mar oraz najpopularniejsza wśród turystów Calella. W każdej z nich spędzimy wakacje pełne słońca, a słynący z gościnności Katalończycy zadbają o atmosferę życzliwości i radości z życia. 

 

Wodne królestwo

Nazwa Dzikie Wybrzeże, bo tak w tłumaczeniu na język polski brzmi hiszpańskie i katalońskie wyrażenie Costa Brava, idealnie opisuje charakter tej nadmorskiej części Katalonii, położonej pomiędzy kurortem Blanes na południu i francuską granicą na północy (w Portbou). Ten słynący z surowych krajobrazów region podbija serca gości z całego świata pełnymi soczystej zieleni lasami, plażami o złocistym piasku i czystą turkusową wodą oraz stromą i skalistą linią brzegową. Najbardziej spektakularne widoki zobaczymy w miejscach, gdzie potężne Pireneje schodzą wprost do morza. Najpopularniejszym kurortem w ostatnich latach jest tu wspomniane już Blanes, o którym mówi się, że zadowoli nawet najbardziej wymagających turystów. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem znajdą oni w nim luksusowe hotele i restauracje serwujące wykwintne dania kuchni śródziemnomorskiej, a także przepiękne i czyste plaże (posiadające certyfikaty Błękitnej Flagi) oraz wymarzone warunki do uprawiania sportów wodnych. Ze względu na dobre wiatry i fale ściągają w te strony żeglarze i windsurferzy, zaś bogata fauna i flora morska przyciąga zapalonych nurków i wędkarzy. Dodatkowe atrakcje kurortu stanowią niewielki port rybacki oraz ogrody botaniczne Marimurtra (Jardí Botànic Marimurtra) i Pinya de Rosa (Jardí Botànic Pinya de Rosa), w których można podziwiać rzadkie gatunki roślin z całego świata.

FOT. PTCBG ARCHIVE/JOSEP TRULL

Blanes słynie z malowniczych zatoczek

 

Zieleni nie brakuje również w stolicy, a zarazem największym mieście regionu – Gironie (Geronie). Ta starożytna miejscowość szczyci się niezwykłą architekturą i bogactwem dziedzictwa historycznego. Na specjalną uwagę zasługują w niej słynna jednonawowa Katedra, Pasaż Archeologiczny (Passeig Arqueològic) oraz niezmiernie klimatyczne średniowieczne uliczki, idealne na wieczorny spacer. Dla odmiany w kurorcie Lloret de Mar króluje szalona zabawa. W tutejszych licznych barach, klubach i dyskotekach kwitnie życie nocne, a goście przy dźwiękach głośnej muzyki i odgłosie wystrzeliwujących w powietrze korków od szampana imprezują do białego rana. Osoby lubiące rozrywki podnoszące poziom adrenaliny mogą spróbować szczęścia w kasynie. Ci, którzy preferują bardziej relaksujące formy spędzania wolnego czasu, powinni zajrzeć do miejscowego parku wodnego Water World oraz Aquatic Zoo.

 

Morze piasku 

Ponad 200 km szerokich piaszczystych plaż to wizytówka Złotego Wybrzeża (hiszp. Costa Dorada, kat. Costa Daurada) – niezmiernie urokliwego nizinnego regionu Katalonii leżącego w prowincji Tarragona, między ujściem rzeki Ebro i Barceloną. Charakteryzuje go przyjemny, śródziemnomorski klimat i duża liczba atrakcyjnych kąpielisk, wśród których do najlepszych zaliczane są te w miejscowości Sitges, na zachód od rozległego Parku Naturalnego Garraf (Parc Natural del Garraf), oraz w modnym kurorcie Salou. To ostatnie miasto nazywa się słusznie „stolicą Złotego Wybrzeża” (la capital de la Costa Dorada). Główną plażą w Salou jest malownicza Playa de Levante, rozciągająca się na długości 1,2 km.

   FOT. PATRONAT DE TURISMEDE LA DIPUTACIO DE TARRAGONA

Tuż przy niej biegnie wspaniale utrzymana nadmorska promenada Jaume I (króla Aragonii, Majorki i Walencji, hrabiego Barcelony – Jakuba I Zdobywcy), zacieniona palmami i innymi tropikalnymi roślinami, z placami zabaw dla dzieci i instalacjami sportowymi. Salou uważa się za miejscowość wypoczynkową idealną na rodzinne wakacje. Poza tym ma również interesujące zabytki i niezmiernie długą historię – została założona już w VI w. p.n.e. przez Greków. Po opalaniu się na złocistej plaży i zażyciu morskich kąpieli w przyjemnie ciepłej wodzie warto wybrać się m.in. do XVII-wiecznego barokowego Kościoła św. Bartłomieja i św. Tekli z Sitges (Església de Sant Bartomeu i Santa Tecla de Sitges) oraz eklektycznego Pałacu Morza i Nieba w centrum Sitges (Palau Maricel, Museu Maricel), ukończonego w 1918 r. W mieszczącym się w nim muzeum można podziwiać choćby ponadczasowe płótna samego El Greca. Koniecznie należy też odwiedzić słynny park rozrywki PortAventura w Salou oraz znajdującą się także w tej turystycznej stolicy Costa Daurada XVI-wieczną wieżę obronną Torre Vella de Salou.

Inne oblicze Złotego Wybrzeża odkrywa przed nami położone niedaleko Sitges miasto Cambrils. Miejscowość ta – mimo napływu setek tysięcy turystów – nigdy nie straciła swojego portowego klimatu. Do dziś funkcjonuje tutaj przystań rybacka, a spora część ludności utrzymuje się z połowu graników, srebrzystych strzępieli i sardynek. Charakterystycznym dla tego miejsca elementem krajobrazu są flotilla de bous – małe łódki z dużymi lampami, oświetlającymi drogę podczas nocnych wypraw. Cambrilis szczyci się również wyśmienitymi restauracjami serwującymi świeże owoce morza i inne lokalne potrawy, jak np. omlet z ziemniaków, ślimaki czy pieczone bakłażany – tak typowe dla niezmiernie barwnej katalońskiej kuchni. Można tu też skosztować wybornych win pochodzących z plantacji w Penedès, miejscowego wermutu i świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Costa Daurada słynie także z najwyższej klasy ośrodków golfowych. Jeden z najlepszych i najpiękniejszych z nich – LUMINE Mediterránea Beach & Golf Community – leży w La Pineda niedaleko Tarragony i zajmuje powierzchnię ok. 17 ha. W jego bajkowej scenerii pełnej soczystej zieleni, wypielęgnowanych roślin, pagórków i niewielkich stawów każdy znajdzie pola (w sumie trzy) o poziomie trudności w sam raz dla siebie.

 

Los Polacos

Katalonia na tle Hiszpanii wyróżnia się jak czerwone pasy na złotym tle jej autonomicznej flagi. Jest wyjątkowo dumnym ze swojej tradycji regionem, który mimo wielu represji, jakie spotkały go na przestrzeni wieków, nigdy w pełni nie podporządkował się hiszpańskiej koronie. Być może właśnie dlatego mieszkańcy reszty Hiszpanii nazywają Katalończyków w żartach… polacos (Polakami). Istnieje jednak wiele hipotez dotyczących źródeł tego przezwiska. Jedni mówią, że to nawiązanie do podobnej historii obu narodów, które nie raz znajdowały się pod obcą władzą. Inni wskazują, iż ma to związek z językiem katalońskim, porównywanym przez Hiszpanów pod względem trudności do polskiego. Są i tacy, którzy sądzą, że chodzi tu o stereotyp przesadnej oszczędności Katalończyków (podobny do naszego stereotypu poznaniaka lub krakowiaka). Którakolwiek teoria byłaby prawdziwa, warto samemu przekonać się, ile z Polaka znajdziemy w mieszkańcach Katalonii…


 

Artykuły wybrane losowo

Indie – szlakiem pałaców, plaż i ajurwedy

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Podróż zachodnim wybrzeżem Indii to wyprawa przez usiane pałacami pustynie Radżastanu i rajskie plaże Goa, dawnej kolonii portugalskiej, aż po pełną przypraw i dzikiej przyrody Keralę – ojczyznę ajurwedy, prastarej medycyny hinduskiej.

 

Hanwant Singh (1923–1952), maharadża Dźodhpuru (Jodhpuru), wyciągnął pistolet kalibru 22 i wymierzył w indyjskiego urzędnika. – Odmawiam przyjęcia twojego dyktatu! – młody, rozpuszczony, gnuśny i obrzydliwie bogaty władca, którego ulubioną rozrywką były gra w polo, polowania na stepówki i sztuczki magiczne, właśnie zdał sobie sprawę, że oddał władzę nad swoim królestwem. W 1947 r. Singh podpisał akces pustynnego Dźodhpuru do Unii Indyjskiej (przekształconej w 1950 r. w obecną Republikę Indii) – w ten sposób jego ziemie stały się częścią dzisiejszego stanu Radżastan. Co prawda maharadża mógł zachować swój bajeczny majątek, jeździć limuzynami o czerwonych, królewskich tablicach rejestracyjnych, ale upokarzający sposób zawarcia traktatu obudził w nim ducha przodków – wojowniczych i dumnych Radźputów.

Więcej…

Botswana – safari dla wybranych

MICHAŁ SYNOWIEC „ZETOR”

 

<< Aby uczestniczyć w prawdziwym safari, trzeba pojechać do Afryki. Jednak by spotkać się oko w oko z dzikimi zwierzętami w środku buszu, nie w rezerwacie pokazowym i bez tłumu turystów dookoła nas, można wybrać się jedynie do kilku krajów na Czarnym Lądzie. Do jednych z najciekawszych z nich należy bez wątpienia Botswana, która oferuje turystom wiele wspaniałych atrakcji turystycznych, choćby kryształowe wody delty rzeki Okawango, Park Narodowy Chobe z ogromną populacją słoni czy pustynne krajobrazy Kalahari. >>

FOT. ANDRZEJ KULKA /WWW.ANDRZEJKULKA.COM

Park Narodowy Chobe

 

Republika Botswany uzyskała niepodległość 30 września 1966 r. i właśnie tego dnia Botswańczycy obchodzą dziś swoje święto narodowe. Wcześniej jej tereny pod nazwą Protektoratu Beczuany (Bechuanaland Protectorate) były brytyjską kolonią. Stolica państwa, Gaborone, znajduje się niedaleko granicy z RPA. Tuż za tym ponad 230-tysięcznym miastem zaczyna się kotlina Kalahari, zajmująca znaczną część botswańskiego terytorium.

Więcej…

W Argentynie, kraju różnorodności

 

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

 

 Wieczór z tangiem w Buenos Aires, degustacja wina w Mendozie, delektowanie się stekami w niemal każdym rejonie w kraju – to tylko kilka atrakcji czekających na turystów w Argentynie. Poza tym znajdą tu oni otwarte przestrzenie Patagonii, lodowce, wodospady i wybrzeże oceanu. Są też wulkany okryte śniegiem, pustynia zasypana solą i chłodna Ziemia Ognista. W Argentynie jest po prostu wszystko i jeszcze więcej.

 

Taka różnorodność krajobrazu i klimatu nie powinna dziwić. Ten drugi po Brazylii największy kraj Ameryki Południowej zajmuje ponad 15 proc. całego kontynentu (ma ok. 2,8 mln km² powierzchni). Dzieli niemal 6,7 tys. km granicy z Chile i ma prawie 5 tys. km linii brzegowej. Wilgotne lasy z wodospadami Iguazú na północy, majestatyczne Andy z najwyższym szczytem Aconcagua (6961 m n.p.m.) i najwyższym aktywnym wulkanem na ziemi Ojos del Salado (6893 m n.p.m.) na zachodzie, surowe krajobrazy najdalej na południe wysuniętych zakątków kontynentu i bezkres oceanu na wschodzie – jedno życie nie wystarczy na zobaczenie i poznanie wszystkich skarbów Argentyny, ale warto próbować.

 

Ponieważ miejsc do odwiedzenia w tym południowoamerykańskim kraju jest tak wiele, wyjazd trzeba dobrze zaplanować. Nie ma jednego sposobu na udaną wyprawę. Jednak właśnie dlatego każda wizyta w Argentynie staje się wyjątkowym przeżyciem.

 

34465836134 7d01e9dd81 o

Para tańcząca tango w San Telmo, jednej z najstarszych dzielnic Buenos Aires

© ENTE DE TURISMO DE LA CIUDAD DE BUENOS AIRES

 

TANGO I KOLOROWE ULICE

 

Naszą podróż zaczniemy od stolicy kraju, która przyciąga jak magnes turystów i miłośników tanga z całego świata. Szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczałam, że będę tańczyć ten zmysłowy taniec w Buenos Aires, czyli tu, gdzie się narodził, choć tak naprawdę o miano kolebki tanga to argentyńskie miasto walczy z urugwajskim Montevideo. Wszak to w obu tych ośrodkach, leżących po dwóch stronach La Platy (Río de la Plata – Srebrnej Rzeki), cieszyło się ono rosnącą popularnością od połowy XIX w. Rozpowszechniać zaczęli je imigranci, choć nie wiadomo, czy pierwsi byli ci z Montevideo czy Buenos Aires. Jednak nie to jest najważniejsze, a fakt, że taniec zyskał sobie grono miłośników nie tylko w tym regionie, ale i na całym świecie. Dziś istnieje co najmniej kilkanaście różnych jego odmian. Poza tym w 2009 r. na wspólny wniosek Argentyny i Urugwaju tango zostało wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Być w Buenos Aires i nie zobaczyć pokazu tanecznego to moim zdaniem duży błąd. Występy profesjonalnych tancerzy w klubach tanga naprawdę zachwycają. Jeszcze lepszym doświadczeniem będzie nauka tańca. W argentyńskiej stolicy znajduje się wiele miejsc, w których oferuje się płatne lub darmowe lekcje. Wystarczy przejść się wieczorem wąskimi ulicami dzielnicy San Telmo, żeby na nie trafić. Do tego rejonu Buenos Aires warto również wybrać się w poszukiwaniu pamiątek – w każdą niedzielę zamienia się on w wielkie targowisko ze starociami, rękodziełem i najróżniejszymi drobiazgami (Feria de San Telmo). Niedaleko tej urokliwej dzielnicy pełnej kawiarń i sklepów ze starymi, pięknie stylizowanymi szyldami, w samym ścisłym centrum (Microcentro) stoi Różowy Dom (Casa Rosada) –siedziba prezydenta kraju, z której okna Madonna wcielająca się w rolę Evy Perón (1919–1952) w filmie Evita śpiewała piosenkę Don’t cry for me Argentina (Nie płacz za mną, Argentyno).

 

Na zwiedzanie argentyńskiej stolicy trzeba przeznaczyć co najmniej tydzień. Do zobaczenia poza San Telmo i Microcentro jest jeszcze Puerto Madero – nowoczesny port, jeden z piękniejszych i najbardziej znanych cmentarzy świata, czyli Cementerio de la Recoleta, Palermo – dzielnica hipsterskich kawiarń, klubów i nowoczesnych hosteli, a do tego ciekawe muzea, zabytkowa i bardzo kolorowa dzielnica La Boca i tysiące ciekawych murali rozsianych w najróżniejszych rejonach. Buenos Aires upodobali sobie uliczni malarze z całego świata, dzięki czemu podczas poznawania miasta można odkrywać ich dzieła w zaskakujących miejscach.

 

Stolica Argentyny leży, jak wspomniałam, nad La Platą – estuarium (szerokim lejkowatym ujściem), które tworzą wody rzek Paraná i Urugwaj przed połączeniem się z Oceanem Atlantyckim. Argentyńczycy i Urugwajczycy nazywają je rzeką, choć wedle definicji geograficznych mogłoby być także zatoką lub morzem przybrzeżnym. Río de la Plata ma ok. 290 km długości oraz zaledwie kilka kilometrów szerokości w głębi lądu i 220 km przy granicy z Atlantykiem. Warto wybrać się tu na rejs na pokładzie jednego z niewielkich promów, które pływają z Buenos Aires do urugwajskiego miasteczka Colonia del Sacramento – ulubionego celu weekendowych wycieczek wielu Porteños (jak nazywają siebie mieszkańcy portowego argentyńskiego miasta). Ponad 400 km na południe od stolicy Argentyny leży Mar del Plata (Morze Srebra). To 700-tysięczne miasto słynie z piaszczystych, ale też zatłoczonych plaż, bogatego życia nocnego, kasyn i kuchni opartej na rybach i owocach morza. Porteños bardzo chętnie spędzają w nim wakacje.

 

WODOSPADY I MISJE JEZUICKIE

 

Skoro jesteśmy przy temacie rzek i wody, nie sposób nie wspomnieć o wodospadach Iguazú – jednej z największych atrakcji całego kontynentu. Nazwa tego niezwykłego cudu natury wywodzi się z języka guarani, którego użytkownicy zamieszkiwali tutejsze tereny na długo przed wytyczeniem granic dzielących Argentynę z Brazylią i Paragwajem. Iguazú, a właściwie Yguasu, znaczy po prostu Wielka Woda, co znakomicie oddaje rzeczywistość. Wodospady mają szerokość ok. 2,7 km, a woda w najwyższym punkcie (Garganta del Diablo, czyli Diabelska Gardziel) spada z wysokości aż 80 m. Są więc dużo potężniejsze od Niagary w Ameryce Północnej czy Wielkiej Siklawy w polskich Tatrach Wysokich. Podobno sama pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Eleanor Roosevelt (1884–1962) straciła respekt dla majestatu Niagary, gdy ujrzała Iguazú. Warto zobaczyć je na własne oczy. Po argentyńskiej stronie można chodzić przed kaskadami, obok nich i nad nimi (a nawet pod nie podpłynąć). Na podziwianiu wodospadów z bliska da się spędzić nawet cały dzień. Z części brazylijskiej rozpościera się jednak lepszy widok na całe Iguazú. Najlepiej więc wybrać się na zwiedzanie po obu stronach granicy.

 

Te wspaniałe wodospady leżą w prowincji Misiones wciśniętej pomiędzy Brazylię i Paragwaj. To niezmiernie atrakcyjny region, choć – niestety – często odwiedzany tylko ze względu na Iguazú. W tych tropikalnych, porośniętych gęstymi, soczyście zielonymi lasami okolicach znajdują się pozostałości jezuickich misji (zwanych również redukcjami), które powstawały w XVII w. w tej części Ameryki Południowej na terenie dzisiejszego Paragwaju, Argentyny i Brazylii. Jezuici nawracali miejscowych Indian Guarani na wiarę katolicką, dzieci posyłali do szkoły, a dorosłych przyuczali do wykonywania zawodów rzemieślniczych. W drugiej połowie XVIII stulecia misje jezuickie zostały zlikwidowane w wyniku działań politycznych i wojskowych Hiszpanów i Portugalczyków, a misjonarze wypędzeni. Dziś w każdym z trzech krajów można odnaleźć pozostałości po nich. W Argentynie najlepiej zachowała się redukcja San Ignacio Miní, ale oprócz niej warte obejrzenia są jeszcze Santa Ana, Nuestra Señora de Loreto i Santa María la Mayor. Wszystkie umieszczono w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć z jednej strony wydają się do siebie podobne, każda z nich jest jednocześnie inna.

 

POLACY I YERBA MATE

 

Kolejny powód do odwiedzenia prowincji Misiones można nazwać patriotycznym. W tym regionie żyje sporo potomków naszych rodaków, którzy wyemigrowali do Argentyny pod koniec XIX i na początku XX w. Pierwszym Polakom nie było łatwo. Zastali tu żyzną, ale porośniętą gęstym lasem ziemię, a kiedy opuścili pokład statku, zostali zdani tylko na siebie. Musieli zmagać się z nieznośnym upałem, komarami i tropikalnymi chorobami. Mieli jednak ręce gotowe do pracy i tymi rękoma karczowali lasy i przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa uczyli się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat wiedza przywieziona z Europy niemal na nic się zdała. Wielu z nich zmarło, a ci, którzy przetrwali, pomimo odniesionego sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli do końca szczęśliwi. Brakowało im polskiego jedzenia, języka i tradycji. Starali się więc kultywować rodzime zwyczaje w swoich domach. Dziś wielu ich potomków wciąż pamięta o tych korzeniach, interesuje się kulturą przywiezioną przez przodków i nie pozwala jej zaniknąć. Działają tutaj zespoły taneczne, odbywają się lekcje języka polskiego i sprzedaje się przysmaki i dania naszej kuchni. W miastach i miasteczkach, takich jak Posadas (stolica prowincji Misiones), Wanda, Oberá czy Apóstoles, można odkryć polskie nazwy ulic, przykłady architektury, kościoły, młyny i odnaleźć polskie domy i stowarzyszenia oraz spotkać potomków emigrantów.

 

W Oberze co roku we wrześniu odbywa się Fiesta Nacional del Inmigrante, czyli Narodowy Festiwal Imigrantów, którzy przybywali tu od początku XX w. z wielu krajów świata. W tej barwnej imprezie biorą udział wspólnoty popularyzujące kulturę i zwyczaje przywiezione przez przodków ze swoich ojczyzn. Wydarzenie organizowane jest w Parku Narodów (Parque de las Naciones), w którym stoi 14 tradycyjnych domów poszczególnych społeczności imigranckich. Polskę reprezentuje duży, piękny budynek w stylu zakopiańskim. W środku można spróbować lepionych na miejscu pierogów czy golonki lub wypić kieliszek polskiej wódki. Obserwowanie Argentyńczyków z pieczołowitością i zapałem kultywujących tradycje przekazane im przez rodziców lub dziadków to naprawdę wzruszające przeżycie.

 

W Apóstoles znajduje się za to Muzeum Historyczne Jana Szychowskiego (Museo Histórico Juan Szychowski) poświęcone Polakowi, który stworzył jedną z najbardziej znanych na świecie marek produkujących yerba mate – Amandę. Sam zbudował maszyny do mielenia ryżu, mąki kukurydzianej i liści ostrokrzewu paragwajskiego (z tej rośliny powstaje yerba mate) i w latach 20. XX w. rozpoczął produkcję. Dziś torebki z yerba mate z logo tej firmy można kupić praktycznie w każdym zakątku naszego globu.

 

Argentyńczycy piją napar z ostrokrzewu paragwajskiego niemal bez przerwy. Nie rozstają się z mate (naczyniem zrobionym z tykwy, drewna, metali, ceramiki, a nawet plastiku), bombillą (specjalną rurką do picia) i termosem z gorącą wodą, służącą do ponownego zalewania suszu. W Misiones, jak też w Paragwaju i na południu Brazylii, równie popularna jest wersja yerba mate zwana tereré, czyli przygotowywana na zimno, z kostkami lodu, ziołami i często również z sokiem z owoców. Taki napój idealnie orzeźwia w upalne dni! Napar nie tylko odpowiednio się przyrządza, lecz także pija w grupie w określony sposób: każde zalanie suszu przeznaczone zostaje dla jednej osoby, ale wszyscy korzystają z tego samego mate i używają jednej bombilli. Kiedy ktoś wypije swoją porcję, przekazuje naczynie posiadaczowi termosu, a on ponownie je uzupełnia dla następnego członka grupy. I tak trwa to kilka tur, aż yerba mate przestanie nadawać smak wodzie. Jeśli jakaś osoba nie ma już ochoty na picie, gdy oddaje mate, mówi gracias, czyli dziękuję – to znak dla nalewającego, żeby więcej nie wręczał jej naparu.

 

Activa - Turismo de Aventura - Trecking - Tolar Grande Salta

Trekking w okolicy wioski Tolar Grande (ponad 3500 m n.p.m.) w prowincji Salta

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

POCIĄG DO CHMUR I GÓRY

 

Na północy Argentyny znajduje się wiele ciekawych miejsc. W drodze z Misiones na zachód warto się zatrzymać na spacer po mieście Corrientes leżącym nad rzeką Paraná. Kolonialna architektura miesza się tutaj z nowoczesnym budownictwem. Znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest wielki most generała Manuela Belgrano, który łączy Corrientes z miastem Resistencia położonym już w sąsiedniej prowincji – Chaco. Podczas wyprawy na zachód kraju przez tę ostatnią warto zawitać do Salty. Ma ona ciekawą kolonialną zabudowę, ale turystów przyciąga ze względu na swoje położenie. Miasto stanowi dobrą bazę wypadową w Andy, u stóp których leży. W okolicy można wybrać się na trekking, pojeździć na rowerach górskich lub koniach. Popularną atrakcją jest Pociąg do Chmur (Tren a las Nubes). Wprawdzie od dwóch lat nie odjeżdża on już z samej Salty, jednak stąd najłatwiej wyruszyć na wycieczkę. Rano autobus zabiera chętnych do San Antonio de los Cobres, gdzie wsiadają do wagonów. Pociąg wwozi pasażerów na wiadukt La Polvorilla położony na wysokości 4200 m n.p.m. To dzieło inżynierii z lat 30. XX w. stanowi najbardziej malowniczy punkt krótkiej trasy. Wiadukt jest wysoki na 63 m i waży prawie 1,6 tys. t. W założeniu linia kolejowa miała połączyć Argentynę z Chile i służyć mieszkańcom, ale w 1971 r. postanowiono zrobić z niej atrakcję turystyczną, która dziś przyciąga zarówno miłośników kolejnictwa, jak i osoby lubiące piękne górskie widoki. W drodze powrotnej do Salty autobus zatrzymuje się w małej wiosce Santa Rosa de Tastil, przy której znajdują się ruiny XIV- i XV-wiecznego miasta Tastil zbudowanego tylko z kamienia, bez użycia żadnej zaprawy. Pod koniec XV stulecia, zanim dotarli do niego Inkowie, mieszkało tu ponad 2 tys. osób. Ludność ta trudniła się uprawą kwinoa i kukurydzy oraz wypasaniem lam.

 

Z Salty warto się także wybrać na północ, do miasta Jujuy, a właściwie San Salvador de Jujuy, które leży u wejścia do wąwozu Humahuaca (Quebrada de Humahuaca). Ta niezwykła głęboka dolina ma ok. 150 km długości. Zimą jest sucha, a latem wypełnia ją Rzeka Wielka (Río Grande). W 2003 r. Humahuaca trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jedną z największych atrakcji okolicy stanowi Wzgórze Siedmiu Kolorów (Cerro de los Siete Colores), wznoszące się nad małą, urokliwą miejscowością Purmamarca. Swoje barwne warstwy zawdzięcza ono procesom geologicznym. Legenda mówi jednak, że zboczy nie zdobiły kolorowe pasy, gdy powstała Purmamarca. Miejscowym dzieciom zamarzyła się wielobarwna góra, która ożywiłaby okolicę, ale ich rodzice nie chcieli o tym słuchać. Dlatego przez siedem nocy ich pociechy wymykały się z domów i domalowywały kolejne warstwy na skalnych ścianach, dzięki czemu dziś możemy podziwiać ten prawdziwie malowniczy widok. Warto zostać chwilę w Purmamarce i przyjrzeć się spokojnemu życiu tego górskiego miasteczka.

 

Komu będzie jeszcze mało pięknych krajobrazów z górami w roli głównej, powinien zajrzeć do Cafayate, skąd wyrusza się na wycieczki do dolin Calchaquíes (Valles Calchaquíes). Można w nich podziwiać wspaniałe widoki na kolorowe formacje skalne, wśród których dominują wszelkie odcienie pomarańczu. Ze względu na żyzne ziemie okolica słynie z produkcji wyśmienitych win.

 

MIASTO NIEPODLEGŁOŚCI I KOLONIALNA PERŁA

 

Ważne miasto dla Argentyńczyków stanowi San Miguel de Tucumán. To właśnie tutaj 9 lipca 1816 r. podpisano deklarację niepodległości. Co roku, na ten jeden dzień San Miguel de Tucumán zostaje stolicą Argentyny. Szczególnie hucznie obchodzono 200. rocznicę podpisania dokumentu (w 2016 r.) i to nie tylko w tym miejscu. W Buenos Aires przygotowano piękny spektakl przedstawiający najważniejsze wydarzenia z historii kraju. Miałam szczęście zarówno oglądać samo przedstawienie, jak i podziwiać ogromny tłum Argentyńczyków śpiewających znane patriotyczne piosenki wraz z artystami ze sceny. To był naprawdę wzruszający widok!

 

Kolejnym interesującym miejscem jest położona ponad 550 km na południe od San Miguel de Tucumán 1,5-milionowa Córdoba (założona już w 1573 r.). To drugi największy pod względem liczby ludności ośrodek w Argentynie po jej stolicy. Należy do najstarszych kolonialnych miast w kraju – znajduje się tu pierwszy argentyński uniwersytet (Narodowy Uniwersytet w Córdobie – Universidad Nacional de Córdoba, utworzony w 1613 r.). Warto pochodzić wśród historycznej zabudowy i zwiedzić wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzielnicę jezuicką z urokliwą architekturą (Manzana Jesuítica). Jak przystało na ośrodek studencki, w Córdobie kwitnie również życie kulturalne i nocne.

 

Z miasta polecam przenieść się na łono natury – do Parku Narodowego Talampaya leżącego w prowincji La Rioja przy granicy z prowincją San Juan. Można w nim oglądać spektakularny kanion czy niezwykłą formację skalną Talampaya mierzącą 143 m. Do tego obszaru przylega Park Prowincjonalny Ischigualasto (Parque Provincial Ischigualasto, położony już w prowincji San Juan), zwany także Doliną Księżycową (Valle de la Luna) ze względu na nieziemski krajobraz, jaki rozpościera się tu przed oczami przybyłych.

 

KRAINA WINA, STEKÓW I „ASADO”

 

Zarówno prowincje La Rioja i San Juan, jak i Mendoza, Salta, Córdoba czy Catamarca słyną z win. Argentyna jest obecnie szóstym krajem na świecie pod względem wytwarzanych ilości tego produktu. Argentyńczycy piją bardzo dużo czerwonego wina, więc nie ma się co dziwić, że jego butelka bywa tańsza od wody. Poza tym w 2010 r. wino zostało ogłoszone tu narodowym trunkiem, a to zobowiązuje.

 

Kieliszek miejscowego malbecu idealnie pasuje do tutejszych steków wołowych, z których – zasłużenie – ten kraj słynie na całym świecie. Tak wielką popularność temu daniu przyniosła nie tylko wysoka jakość argentyńskiej wołowiny, ale również sposób, w jaki Argentyńczycy potrafią ją przyrządzić. Weekend spędzony ze znajomymi będzie nieważny, jeśli przynajmniej raz nie zorganizuje się asado. Nazwa ta oznacza zarówno spotkanie przy typowym argentyńskim grillu, jak i samo grillowane mięso. Upieczona na ogniu lub nad żarem z węgla drzewnego wołowina z lampką czerwonego wina smakuje wyśmienicie! Do tego podaje się zwykle jakąś zieloną sałatkę i pieczywo, ale dla wielu Argentyńczyków są one tylko niezbyt istotnym dodatkiem. Na ruszcie porcji znajduje się zawsze za dużo, a to dlatego, że jak mawiają niektórzy, asado jest nieudane, jeśli całe mięso zostało zjedzone.

 

R5B 2 - Gourmet - Gastronomia - Asado Buenos Aires

Asado – baranina pieczona w stylu patagońskim z lampką argentyńskiego wina

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

LODOWCE I KONIEC ŚWIATA

 

Autentica - Patrimonio de la Humanidad - Ballenas Puerto Madryn Chubut

W okolicach Puerto Madryn można od czerwca do grudnia podziwiać walenie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

W Argentynie im przemieszczamy się dalej na południe, tym robi się bardziej surowo i zimno, ale i ciekawiej. Patagonia słynie z ogromnych przestrzeni, niezwykłych krajobrazów i swoich letnich wiatrów, które niemal urywają głowy. Ten region leży w strefie ryczących czterdziestek (stałych wiatrów zachodnich o bardzo dużej prędkości wiejących pomiędzy 40 i 50° szerokości geograficznej). Jednym z najbardziej znanych miast tej krainy jest 120-tysięczne San Carlos de Bariloche, położone nad południowym brzegiem pięknego polodowcowego jeziora Nahuel Huapi, na terenie parku narodowego o tej samej nazwie, niedaleko granicy z Chile. W okolicy trudno się nudzić. Latem można wybrać się na trekking w góry lub wyruszyć do któregoś z punktów widokowych, a zimą zjeżdżać na nartach czy snowboardzie na ośnieżonych stokach największego w Argentynie kompleksu narciarskiego. Szczególnie wart uwagi jest lodowiec Czarna Zaspa (Ventisquero Negro) na wygasłym wulkanie Tronador (Cerro Tronador, 3491 m n.p.m.). Woda spływa z niego po wysokim klifie, tworząc malowniczy wodospad.

 

Dla odmiany nad Atlantykiem znajduje się półwysep Valdés. To miejsce, wpisane w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, stanowi ważny obszar ochrony życia morskiego. Można tutaj zobaczyć m.in. walenie południowe (zazwyczaj od maja do grudnia), pingwiny magellańskie, uchatki patagońskie, orki, kotiki południowe, słonie morskie (mirungi) czy toniny (delfiny) czarnogłowe. To prawdziwy raj dla miłośników fauny.

 

Dalej na południe, w Parku Narodowym Lodowców (Parque Nacional Los Glaciares) panuje już wieczna zima. Swoimi granicami obejmuje on Południowy Lądolód Patagoński, który jest trzecim największym lądolodem na ziemi po tych na Antarktydzie i Grenlandii. Na tym terenie znajduje się 49 dużych lodowców (leżących w Argentynie i Chile), w tym najbardziej popularny wśród turystów Perito Moreno (zajmujący powierzchnię ponad 250 km²). Ten ostatni robi naprawdę olbrzymie wrażenie na oglądających – sunie do przodu, stuka, trzeszczy, a bryły wielkości autobusu odłupują się od niego i spadają do wody z hukiem przypominającym wybuch bomby. Do tego ten argentyński lodowiec mieni się odcieniami bieli i błękitu. Perito Moreno ma 5 km szerokości, 30 km długości i wystaje nad poziom jeziora Argentino średnio na wysokość 74 m, czyli mierzy mniej więcej tyle, ile ok. 20-piętrowy budynek! Większa jego część (jeszcze jakieś 100 m) kryje się pod powierzchnią wody. To jeden z niewielu lodowców na świecie, który postępuje zamiast się cofać.

 

Podczas pobytu w tej części Argentyny nie można odpuścić sobie wizyty w 60-tysięcznej Ushuai, uchodzącej za położone najdalej na południe miasto na naszym globie (choć dalej znajduje się jeszcze chilijska miejscowość Puerto Williams). Leży ona na archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego) oddzielonym od kontynentu Cieśniną Magellana. Rejs po Kanale Beagle, podglądanie uchatek patagońskich, amfitryt lamparcich (lampartów morskich), mirung oraz pingwinów królewskich, magellańskich i maskowych (latem), wizyta w Parku Narodowym Ziemia Ognista (Parque Nacional Tierra del Fuego) czy odwiedziny w muzeum morskim (Museo Marítimo) mieszczącym się w dawnym więzieniu (Ushuaia była niegdyś kolonią karną) to obowiązkowe atrakcje turystyczne w tym mieście na końcu świata. Pod względem kulinarnym Ushuaia słynie z wielkich krabów królewskich, które można sobie samemu złowić przed przygotowaniem przez kucharza – takie doświadczenie będzie prawdziwą gratką dla odważnych smakoszy. Wreszcie, to tu kończy się słynna Droga Panamerykańska (hiszp. Carretera Panamericana) wiodąca przez obie Ameryki aż od Alaski (przerwana tylko przez przesmyk Darién) i tutaj następuje kres naszej wspaniałej podróży. Argentyno, do zobaczenia następnym razem!