NOÉMI PETNEKI

                                                                                  FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT FOTOTAR

<< Gdy za oknem robi się szaro i smutno, a dzień szybko przemienia się w wieczór, nic tak nie poprawia nastroju, jak ucieczka myślami od zimowej aury i… zaplanowanie bliższej lub dalszej podróży do jakiegoś interesującego zakątka Europy i świata. Doskonałym kierunkiem na niedaleką wyprawę będą z pewnością Węgry, gdzie zimą słońce świeci nieco częściej i mocniej niż w Polsce, a w dodatku można rozgrzać się w licznych kąpieliskach i basenach termalnych albo wyśmienitych winiarniach. A jeśli do tego wszystkiego wspomnimy jeszcze o wspaniałych zabytkach Budapesztu, Wyszegradu czy Ostrzyhomia, to sami musicie przyznać, że kraj naszych bratanków jest niezmiernie atrakcyjny również i zimą! >>

Oprócz Mostu Łańcuchowego, Placu Bohaterów, Zamku Królewskiego, gmachu parlamentu, Parku Miejskiego i basenów termalnych stolica Węgier oferuje wiele innych, mniej znanych czy też nowo powstałych atrakcji. Stanowi też wygodną bazę wypadową do organizacji wycieczek po okolicy ze względu na doskonałe połączenia drogowe, a także szerokie możliwości komunikacji publicznej. Wyprawa do Budapesztu i nad Zakole Dunaju to propozycja zarówno dla wielbicieli leniwych spacerów śladami historii, jak i amatorów aktywnego odpoczynku w każdym wieku.

 

Niezapomnianym przeżyciem może być kąpiel w basenie z gorącą wodą termalną pod gołym, ciemnym, zimowym niebem albo sączenie grzanego wina w świetle tysięcy lampek magicznego jarmarku bożonarodzeniowego na budapeszteńskim placu Mihálya Vörösmartyego. Jeśli zdecydujemy się na obfity, węgierski obiad w jednej z licznych restauracji położonych nad brzegiem Dunaju, mamy gwarancję cudownych widoków, choćby na majestatyczne, wspaniale oświetlone Wzgórze Zamkowe w Budzie. To tylko kilka z wielu atrakcji, które stolica Węgier ma do zaoferowania swoim gościom, odwiedzającym ją w sezonie zimowym...

 

Peszteńska bohema

Jeżeli chcemy zwiedzać centrum Budapesztu piechotą, warto wybierać deptaki, których przybywa każdego roku. W samym sercu węgierskiej metropolii do słynnej ulicy Váci i ciągnącego się wzdłuż Dunaju bulwaru Dunakorzó dołączyła ulica Ráday oraz cała okolica Bazyliki św. Stefana, gdzie można przebierać w szerokiej ofercie najróżniejszych kawiarni i restauracji. W pobliżu budynku parlamentu (Országház) znajdują się natomiast liczne pomniki oraz fontanny – polecam szczególnie tę na Placu Wolności (Szabadság tér), ale już wiosną, bowiem – niestety – w zimie nie działa. W ostatnich czasach wyremontowano również dłuższy odcinek ulicy Królewskiej (Király utca). W tutejszych galeriach i sklepach kupimy niepowtarzalne pamiątki – wszak Budapeszt jest także miastem ciekawego współczesnego wzornictwa. Jeżeli nasz pobyt w stolicy Węgier wypadnie w niedzielę, warto wybrać się na targi designu WAMP (www.wamp.hu).

Przy Király utca 13 zaczyna się Gozsdu Udvar, wspaniały pasaż zbudowany na początku XX w. ze spadku po rumuńskim prawniku i polityku Emanoilu Gojdu (węg. Gozsdu Manó). Prowadzi on do samego serca dawnej dzielnicy żydowskiej, która przeżywa dziś swoiste odrodzenie. Jak grzyby po deszczu wyrastają tu lokale odwiedzane przez budapeszteńską bohemę (najwięcej znajduje się przy ulicy Kazinczyego). Jeżeli po wizycie w nich następnego dnia będziemy potrzebować nieco przewietrzyć głowę, wystarczy znaleźć najbliższy przystanek kursującej pod poziomem alei Andrássyego (Andrássy út) żółtej linii historycznego metra (była to pierwsza kolei podziemna w Europie – otwarto ją w 1896 r.!) i wysiąść przy Kąpielisku Széchenyi (Széchenyi Fürdő), żeby zaczerpnąć powietrza w Parku Miejskim (Városliget) lub w leżącym nieopodal Stołecznym Ogrodzie Zoologicznym i Botanicznym (Fővárosi Állat- és Növénykert, www.zoobudapest.com).

FOT. BUDAPEST THERMAL BATHS AND HOT SPRINGS CO LTD.

Kąpielisko Szechenyi w Peszcie zimą

 

Założone w 1866 r. zoo jest jednym z najstarszych tego typu obiektów na świecie. Warto się do niego wybrać nie tylko z dziećmi. Przyjezdnych zafascynują piękne secesyjne budowle i uroczy ogród japoński. Dawne budynki zoo pełnią dziś już tylko funkcję ozdobną (w niektórych działają również kawiarnie), ponieważ wszystkie zwierzęta żyją w nowoczesnym kompleksie. Poszczególne gatunki są zgrupowane według regionów występowania, dlatego podczas zwiedzania dowiadujemy się też wiele na temat różnych krain geograficznych na naszej planecie. Przy wybiegach często znajdziemy informacje o godzinach karmienia, w którym niekiedy można także uczestniczyć. Dzieci zachwyci świetnie wyposażony plac zabaw z mnóstwem miejsc do wspinania się i zjeżdżania. Na terenie budapeszteńskiego ogrodu zoologicznego nasze pociechy będą też mogły poudawać zwierzęta, np. na huśtawko-hamaku przy stanowisku dla orangutanów czy w tunelu przy wybiegu surykatek.

 

Węgierski Kazimierz Dolny

Polecam również wyprawę nad słynne Zakole Dunaju (Dunakanyar), gdzie mierząca 2850 km długości rzeka zmienia kierunek nurtu ze wschodniego na południowy. Zobaczymy tu malownicze wzgórza i zwiedzimy zabytkowe miasteczka. Bez problemu dotrzemy do nich samochodem, ale prawdziwą atrakcję stanowi dopiero rejs po falach Dunaju z centrum Budapesztu. Jeżeli planujemy dalszą wycieczkę, warto wybrać wodolot, który do Wyszegradu (Visegrádu) płynie zaledwie godzinę, a do Ostrzyhomia (Esztergomu) – 1,5 godziny. Z taką uroczą wodną wyprawą nad Zakole Dunaju musimy jednak poczekać do wiosny. Teraz, w grudniu, wyruszamy z węgierskiej metropolii samochodem...

Przełom ogromnej rzeki, stanowiącej niegdyś naturalną granicę Cesarstwa Rzymskiego, miał duże znaczenie strategiczne – dlatego zakładano w tym miejscu obozy rzymskie. Tereny leżącego najbliżej Budapesztu miasta Szentendre (Święty Andrzej) były zamieszkiwane nieprzerwanie od 2 tys. lat. Swoje dzisiejsze oblicze zawdzięcza ono jednak uchodźcom z Bałkanów, którzy znaleźli tu schronienie po zajęciu przez Turków ich ziem. Po 1699 r. (pokoju w Karłowicach) Serbowie stali się bardzo aktywnymi obywatelami państwa Habsburgów i szybko się wzbogacili. Zbudowali szereg cerkwi, z zewnątrz łudząco przypominających barokowe kościoły katolickie, lecz w środku ozdobionych charakterystycznymi ikonostasami.

FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT FOTOTAR

Głowny plac Szentendre z barokową i rokokową zabudową

 

Większość Serbów wyjechała stąd jeszcze pod koniec XIX w. Podupadłe miasteczko ożyło dopiero w okresie międzywojennym – urzekło wówczas swoją atmosferą malarzy. Szentendre rychło stało się „węgierskim Kazimierzem Dolnym”, pełnym muzeów, galerii i restauracji. Spacerując po jego krętych uliczkach, podziwiając malowniczy widok kolorowych dachów ze wzgórza katedralnego, idąc w stronę Dunaju schodami wśród murów zarośniętych winoroślą i dzikim winem, trudno nie przyznać racji artystom, którzy w dalszym ciągu znajdują tu swoje źródło inspiracji. 

 

Wyszegrad dla odważnych

Najbardziej malowniczą panoramę Zakola Dunaju obejrzymy z ruin średniowiecznego zamku Wyszegrad (Visegrád). To tu – a nie na praskim wzgórzu Wyszehrad (Vyšehrad) – doszło w 1335 r. do pierwszego spotkania trzech królów: polskiego – Kazimierza Wielkiego, węgierskiego – Karola Roberta oraz czeskiego – Jana Luksemburskiego. Rozpoczęta przez nich współpraca okazała się bardzo korzystna. Ponad 650 lat później, w lutym 1991 r., właśnie w tym miejscu prezydenci Polski i Czechosłowacji oraz premier Węgier podpisali porozumienie, które skutkowało powstaniem Trójkąta Wyszehradzkiego, dziś zwanego Grupą Wyszehradzką (V4).      

Rozpoczynając zwiedzanie od centrum miasteczka, trafimy najpierw na częściowo odbudowany Pałac Królewski (Királyi Palota). Został on wzniesiony w XIV stuleciu i następnie przebudowany we wspaniałym włoskim stylu w XV w. przez Macieja Korwina (Hunyadi Mátyás, 1443–1490), za rządów którego rozkwitł na Węgrzech renesans. Niestety, większość zabytków z tego okresu zniszczyli Turcy podczas zajmowania kraju. W dobrym stanie zachowała się natomiast XIII-wieczna wieża mieszkalna, nazywana Wieżą Salomona (Salamon-torony). Od niej stromą leśną ścieżką dojdziemy do samego zamku.

FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT FOTOTAR

Tzw. Zamek Górny (Fellegvar) na szczycie wzgórza dominującego nad Wyszegradem

 

Miłośnicy przeżyć podnoszących poziom adrenaliny mogą tutaj spróbować swoich sił na jednej z niewielu w Europie Środkowej tras kolejki tyrolskiej (czynnej jednak nie przez cały rok, ale jedynie od marca do listopada), której liny wiszą wysoko nad koronami drzew. Podczas zjazdu z szybkością nawet 30 km/godz. piękna panorama Dunaju dosłownie zapiera dech w piersiach. Dla zwolenników mniej ekstremalnych wrażeń idealny będzie położony niedaleko tor saneczkowy.

 

Relaks w hammamie

Ok. 20 km od Wyszegradu (i mniej więcej 50 km od Budapesztu) znajduje się Ostrzyhom, czyli Esztergom, który można by określić mianem „węgierskiego Gniezna”. Była to pierwsza stolica kraju (od X do połowy XIII stulecia). Tu urodził się pierwszy węgierski król i tutaj został ochrzczony przez św. Wojciecha, jednego z patronów Polski. Nadano mu imię Stefan (późniejszy św. Stefan). Miejscowa Bazylika pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Wojciecha zbudowana na wzgórzu nad Dunajem jest najwyższym budynkiem Węgier i zarazem jednym z najpotężniejszych kościołów Europy. Na jej miejscu stała kiedyś katedra wzniesiona właśnie przez św. Stefana. Na początku XVI w. prymas (arcybiskup ostrzyhomski) Tamás Bakócz dobudował do niej renesansową kaplicę z czerwonego marmuru, która zachowała się do czasów współczesnych. Dzisiejsza monumentalna świątynia powstała w latach 1822–1856. Jej główny ołtarz zdobi największy obraz olejny na świecie namalowany na jednym kawałku płótna o rozmiarach 13,5 x 6,6 m. Najwspanialszą atrakcję stanowi jednak bez wątpienia widok rozciągający się z kopuły. Oprócz wzgórz i Dunaju zobaczymy z niej leżące na przeciwległym brzegu słowackie Štúrovo, czyli historyczne Parkany (węg. Párkány). Łączy je z Ostrzyhomiem nowoczesny most zbudowany na nowo (oddany do użytku w 2001 r.) na miejscu starego, wzniesionego w latach 1894–1895 i wysadzonego przez Niemców w czasie II wojny światowej.

FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT FOTOTAR

Bazylikę w Ostrzyhomiu (węgierski Esztergom) wzniesiono w latach 1822-1869

 

Po drugiej stronie rzeki w październiku 1683 r. Jan III Sobieski dwukrotnie starł się z armią turecką. Za drugim razem odniósł znacznie większe zwycięstwo niż pod Wiedniem. Węgrzy do dziś pamiętają o zasługach polskiego króla – w parku pod Bazyliką postawili pomnik na jego cześć.

O czasach panowania tureckiego w Ostrzyhomiu przypomina obecnie turystom m.in. dżami (główny meczet) – Özicseli Hadzsi Ibrahim-dzsámi. Od kilku lat w mieście działa kompleks Aquasziget Esztergom – wykorzystujące lecznicze właściwości wód termalnych kąpielisko z nowoczesnym centrum SPA & Wellness. Znajduje się w nim także łaźnia turecka (hammam), w której możemy się odprężyć oraz poczuć atmosferę XVII-wiecznych Węgier…


 

Artykuły wybrane losowo

Cztery zachwycające światy Ekwadoru

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ekwador jest najmniejszym krajem andyjskim (o powierzchni 256 370 km2), który tworzą cztery regiony – Amazonia, góry (sierra), wybrzeże (costa) i słynne Wyspy Galápagos. Każdy z nich to zupełnie odmienny świat. Dzięki temu Ekwador może się poszczycić ogromną bioróżnorodnością. Nic więc dziwnego, że mówi się o nim jako „Ameryce Południowej w pigułce”. Tylko tutaj możemy poznać cztery zachwycające światy, z których jeden jest piękniejszy od drugiego…

Więcej…

Słoneczna Tajlandia pachnąca przyprawami

MS Borsang s umbrellas-Chiang Mai-036BB

Tajki malujące wzory kwiatowe na parasolkach w wiosce Bo Sang pod Chiang Mai

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

MAGDALENA PINKWART

www.turystyka24.tv

 

Głośna Tajlandia z powietrzem przepełnionym egzotycznymi zapachami ma ponad 3,2 tys. km linii brzegowej. Plaże są tu zwykle usłane białym piaskiem i otoczone wysokimi palmami. Ten obraz rajskiej krainy dopełniają setki malowniczych wysepek, tysiące błyszczących złotem buddyjskich świątyń i dziko żyjące zwierzęta.

 

Wody w zatokach Tajlandii czasem przybierają kolor lazurowy, innym razem bardziej przypominają opalizujący w promieniach słonecznych szafir. Wszystko zależy od tego, czy patrzymy na nie rankiem czy o zachodzie słońca, z wysypanej drobnym piaskiem plaży czy pokładu jachtu, i – oczywiście – od pory roku. Tylko jedno się nie zmienia. Oblewające tajlandzkie wybrzeże wody są zawsze czyste i rozkosznie ciepłe, a kąpiel w nich jest jak seans w luksusowym gabinecie odnowy biologicznej.

 

Podróż po Tajlandii warto rozpocząć właśnie od wizyty w spa. Słynne na cały świat tajskie masaże relaksują jak nic innego. Wystarczy godzina czy dwie terapeutycznego dotyku doświadczonej masażystki, która ugniata skórę rękami albo delikatnie wciera w nią ciepłe, aromatyczne olejki, aby ciało stało się rozluźnione i wypoczęte, a dusza – lekka. Salony oferujące takie usługi znajdziemy tu niemal przy każdej ulicy, w eleganckich willach, ale także na licznych bazarach. Dla turysty z Europy tajskie masaże nie są zbyt dużym wydatkiem. Tutejsi masażyści stosujący wiedzę opartą na wielowiekowej tradycji potrafią zdziałać cuda.

 

RĘCE, KTÓRE LECZĄ

 

Takie właśnie cuda z pewnością będą nam potrzebne po długiej podróży. Jak każda droga do raju wyprawa do Tajlandii nie należy do najłatwiejszych. Ten kraj dzieli od Polski ponad 8 tys. km. Na razie nie ma regularnych bezpośrednich połączeń tradycyjnych linii lotniczych z żadnego polskiego miasta do Bangkoku, choć biura podróży organizują – oczywiście – loty czarterowe: Rainbow do tajskiej metropolii, a Itaka do miasta Krabi (ich ceny zaczynają się od ok. 2800 zł za jedną osobę w obie strony). Polacy muszą zatem na ogół lecieć z przesiadką np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Dubaju (Emirates), Katarze (Qatar Airways), Niemczech (Lufthansa), Francji (Air France), Szwajcarii (SWISS), Holandii (KLM), Austrii (Austrian Airlines z Wiednia) czy Rosji (Aeroflot). Ta sytuacja może się wprawdzie niedługo zmienić, bo tajlandzki tani przewoźnik Thai AirAsia X planuje wprowadzić bezpośrednie kursy do Warszawy z lotniska Bangkok-Don Mueang, ale póki co trzeba się pogodzić z tym, że podróż z naszego kraju do tej części Azji trwa zazwyczaj kilkanaście godzin. Do tego dochodzi zmiana strefy czasowej. Pomiędzy Polską a Tajlandią różnica czasu wynosi 5 godz. w okresie letnim i 6 godz. w okresie zimowym. Pierwszego dnia będziemy więc musieli przestawić swoje zegarki do przodu i zmierzyć się z przykrymi objawami jet lagu. Na takie dolegliwości nie ma na nic lepszego niż właśnie relaksujący tajski masaż i filiżanka rozgrzewającej zielonej herbaty z dodatkiem imbiru i mieszanki miejscowych ziół. Potem z nowymi siłami można rozpocząć zwiedzanie, a zdecydowanie jest tu co oglądać. Tajlandia to duży kraj (o powierzchni ponad 510 tys. km²) z wieloma zabytkami i bogatą kulturą. Poza tym znajdują się w nim również rajskie plaże, na których chciałoby się odpoczywać bez końca. Już sam gigantyczny wielopoziomowy Port Lotniczy Bangkok-Suvarnabhumi stanowi przedsmak głośnego, kolorowego, egzotycznego świata, w jakim mamy się zanurzyć. Co chwilę odlatują stąd samoloty do najciekawszych miast i regionów Tajlandii: Chiang Mai, Chiang Rai, Hat Yai, prowincji Krabi czy na wyspę Phuket. Zanim wybierzemy się do jednego z tych wakacyjnych rajów, warto poświęcić trochę czasu, żeby poznać tętniącą życiem stolicę kraju.

 

AZJATYCKIE MIASTO ANIOŁÓW

 

Bangkok to najgorętsza stolica świata, a zarazem obecnie najchętniej odwiedzane miasto na ziemi (przed Londynem i Paryżem). Jego pełna nazwa w języku tajskim brzmi Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit, w skrócie Krung Thep, czyli Miasto Aniołów. Żyje tu niemal 9 mln ludzi. Metropolia wystrzela w niebo setkami szklanych wieżowców, które mieszczą klimatyzowane biura i luksusowe hotele. Nad głowami przechodniów śmigają nowoczesne pociągi naziemnej kolei zwanej Skytrain. Tylko one i łodzie na rzece Menam (Chao Phraya) są w stanie uniknąć ciągłych korków. Warto pamiętać o tym, że Bangkok jest także drugim najbardziej zakorkowanym miastem świata (zaraz po stolicy Meksyku). Po plątaninie ulic w gigantycznych zatorach wolno przesuwają się tysiące samochodów. Pomiędzy nimi na pełnym gazie bohatersko przeciskają się setki skuterów i tuk-tuków. Jako kierowca zjeździłam wiele krajów, ale trzy razy zastanowiłabym się, zanim wyruszyłabym na przejażdżkę po tajlandzkiej metropolii. Poruszanie się po Bangkoku wymaga nie tylko niezwykłej sprawności i znajomości topografii miasta, ale też straceńczej odwagi. Z pewnością nie brakuje jej właścicielom tuk-tuków – małych, kolorowych trójkołowych pojazdów z pasażerską przyczepką. Choć niektórzy uważają jazdę pędzącą zmotoryzowaną rikszą bez pasów bezpieczeństwa za czyste szaleństwo, to zdecydowanie obowiązkowa atrakcja podczas każdej wycieczki do Tajlandii, zwłaszcza jeśli podróżujemy większą grupą. Gdy wyruszymy w trasę kilkoma tuk-tukami, ich kierowcy z dziką radością będą się ścigać, wyprzedzać i pogłaśniać azjatycką muzykę rozbrzmiewającą z małych radyjek. To przeżycie jedyne w swoim rodzaju, a koszt przejazdu jest niewygórowany. Trzeba jednak pamiętać, aby ostro negocjować cenę jeszcze przed zajęciem miejsca na siedzeniu pasażera, szczególnie w popularnych wśród turystów rejonach. Kierowców tuk-tuków ponosi nie tylko na drodze, ale także przy podawaniu początkowej kwoty opłaty za swoją usługę.

 

ULUBIENIEC NARODU

 

Pierwsze kroki kierujemy do największej atrakcji turystycznej miasta. Wielki Pałac Królewski jest sercem Bangkoku i stanowi obowiązkowy punkt wycieczki do stolicy. Zdobiony złotymi dachami, okazały kompleks był oficjalną rezydencją królów Tajlandii w latach 1782–1925. Leży w zakolu rzeki Menam, w samym centrum starej części miasta. Warto wybrać się tutaj do Wat Phra Kaew, aby zobaczyć słynnego Szmaragdowego Buddę wykonanego z zielonego jadeitu. Komnata, w której się znajduje, to najświętsze miejsce w kraju, a sama figura – choć niewielka (66-centymetrowa) – robi duże wrażenie. W tym rejonie Bangkoku pełno jest zabytkowych budowli i świątyń. Obok tłumnie odwiedzanych przez turystów obiektów wznoszą się zatopione w zieleni budynki rządowe i rezydencja króla Tajlandii (Amphorn Sathan Residential Hall).

 

Warto pamiętać, że w 2016 r. w wieku 88 lat zmarł ukochany władca narodu. W październiku, w rok po jego śmierci, odbędą się państwowe uroczystości pogrzebowe. Bhumibol Adulyadej, król Rama IX, rządził przez 70 lat, był wielkim reformatorem i dobroczyńcą swoich poddanych. Traktowano go tu jak dobrego ojca, a jego wspomnienie wywołuje u Tajów szczere łzy smutku. Od roku w całym kraju trwa żałoba narodowa, na ulicach rozstawione są zdjęcia władcy przepasane żałobnym kirem, a miejscowi noszą przypięte na piersi czarne wstążeczki. W samolotach tajskich przewoźników puszczane przed lotem komunikaty dotyczące bezpieczeństwa poprzedza informacja o pogrążonym w smutku narodzie. Turyści bywają zaskoczeni tym, że czasem nawet niewinna rozmowa na temat zmarłego króla może doprowadzić rozmówcę do płaczu. Dlatego w trakcie wizyty w Tajlandii należy okazywać szacunek zarówno samemu władcy, jak i wszystkim członkom rodziny panującej.

 

CHRUPIĄCE TARANTULE

 

Choć zajmujący ogromną powierzchnię Bangkok (niemal 1,6 tys. km², czyli mniej więcej trzy razy tyle co Warszawa) nie ma jednego wyraźnego centrum, wszystkie drogi prowadzą turystów odwiedzających miasto na Khao San. Ta głośna, zatłoczona ulica tętni życiem o każdej porze dnia i nocy. Można tu kupić pamiątki, ubrania i biżuterię, pyszne i bardzo tanie jedzenie przyrządzane na miejscu, owoce i świeże soki. Dla śmiałków znajdą się stragany ze smażonymi w głębokim tłuszczu larwami, skorpionami, szarańczami, chrupiącymi świerszczami i olbrzymimi tarantulami. Ci, którzy chcą poczuć dreszcz emocji, ale nie są gotowi na spróbowanie wielkiego pająka, mogą podjąć podobne kulinarne wyzwanie na targu owoców. Sprzedaje się na nim inną ciekawą osobliwość z tej części świata – kolczastego duriana. Ten nazywany królem owoców specjał wydziela mieszaninę woni z publicznej toalety i męskiej szatni pełnej graczy po wyczerpującym meczu. Nieprzyjemny zapach czuć już przez twardą skórę, dlatego sprzedawcy pracujący przy stoisku z durianami zakładają maseczki i rękawiczki, a dojrzałość towaru sprawdzają, tłukąc w niego kijem. Linie lotnicze zakazują przewożenia tego owocu w bagażu podręcznym. Hotelarze twierdzą, że jeśli ktoś zje go w pokoju, to pomieszczenie przez tydzień jest nie do użytku. Mimo tych przykrych doznań zapachowych durian uchodzi za wyjątkowo smaczny specjał wart wszelkich poświęceń… Według mnie przyjemność z jego jedzenia przypomina doznania przy delektowaniu się budyniem waniliowym z czosnkiem, ale najlepiej spróbować owocu samemu i wyrobić sobie własne zdanie.

 

AMERYKAŃSCY ŻOŁNIERZE I ŁAGODNE TAJKI

 

Bangkok- Chakri Maha Prasat Throne Hall

Kompleks Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

Kiedy już nacieszymy się atmosferą Bangkoku, możemy ruszać na spotkanie z największymi atrakcjami kraju. Turyści lubiący plażowanie i luksusowy wypoczynek powinni wybrać się do pobliskiego miasta Pattaya położonego nad Zatoką Tajlandzką. Dziś to nowoczesny kurort z setkami hoteli na wybrzeżu, ale jeszcze w latach 60. XX w. był jedynie skromną wioską rybacką. Potem zaczęli tu przyjeżdżać amerykańscy żołnierze zwolnieni ze służby po walkach w Wietnamie. Chętnie zostawali na długie miesiące skuszeni ciepłymi wodami, świecącym przez cały rok słońcem, ciągnącą się wzdłuż miejscowości plażą w kształcie księżyca, pokrytą drobnym, białym piaskiem, i – oczywiście – niezwykłą urodą i łagodnym charakterem Tajek. Z czasem miejsce przekształciło się w popularny ośrodek turystyczny. W okolicy można nurkować, surfować, pływać na nartach wodnych, żeglować, wędkować, a także wybrać się łodzią na wycieczkę na pobliskie wyspy. Kilkugodzinne rejsy organizują touroperatorzy z Ocean Marina Yacht Club, jednej z najlepszych przystani w całej Azji. Wyprawy luksusowymi jachtami są tutaj znacznie tańsze niż w Europie. Katamaran kołysze się na falach i zawija do cichych zatoczek, gdzie można zeskoczyć do wody i poczuć na własnej skórze jej przyjemne ciepło. Jeśli podpłyniemy bliżej do jednej z zielonych wysepek, spotkamy dziko żyjące małpy, które z wdzięcznością przyjmą od nas podarki w postaci świeżych owoców serwowanych na pokładzie.

 

W Pattai koniecznie trzeba odwiedzić uważany za największy na świecie targ wodny (floating market). Na targowisko składają się łodzie wypełnione po burty owocami i drewniane budynki, w których można spróbować specjałów tajskiej kuchni. Kupimy tu też pamiątki wykonane ręcznie zgodnie z miejscową tradycją. Jeśli zechcemy nieco odetchnąć od upałów, powinniśmy odwiedzić miasteczko FROST Magical Ice of Siam. Pospacerujemy w nim wśród misternych rzeźb z lodu, a przy lodowym barze napijemy się drinków w lodowych szklankach, które możemy potem stłuc o lodową ścianę. Ta atrakcja nie będzie pewnie zbyt zaskakująca dla większości Europejczyków, ale przyjemnie jest popatrzeć na rozemocjonowanych Tajów po raz pierwszy widzących lód nie w szklance z whisky.

 

Chon Buri-Pattaya Beach

Oblegany przez turystów kurort Pattaya nad Zatoką Tajlandzką

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

OŚWIECENIE I WINO

 

Jedną z wizytówek Pattai stanowi bogate życie nocne. Nieopodal centrum miasta rozciąga się ponad 3-kilometrowa plaża (Pattaya Beach). To zagłębie rozrywki z hotelami, restauracjami i galeriami handlowymi. W okolicy leży dzielnica Walking Street z setkami barów i dyskotek, słynąca również z usług erotycznych. Wbrew pozorom w Pattai znajdziemy coś nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Koniecznie trzeba odwiedzić ogromne ekumeniczne Sanktuarium Prawdy, poświęcone różnym odmianom buddyzmu i hinduizmu. Tę bogato zdobioną tysiącami rzeźb budowlę w całości wykonano z drewna, bez użycia gwoździ. Obiekt budowany jest od lat 80. XX w., wciąż jednak nie został ukończony. Zwiedzający muszą zakładać kaski, żeby wejść do środka, a przed sanktuarium mogą z pomocą pracujących tu cieśli wyrzeźbić dłutem własny wzór i pozostawić swój ślad w tym miejscu.

 

Pattaya potrafi także zaskoczyć atrakcjami unikatowymi w skali kraju. Tajlandia nie słynie wszak z regionów winiarskich, nic więc dziwnego, że większość turystów z lokalnych trunków zna jedynie whisky Mekhong (w rzeczywistości bliższą rumowi) czy orzeźwiające piwo Chang. Jednak od kilku lat rozwija się tu produkcja wina, a prawdziwym klejnotem w tym rejonie jest winnica znajdująca się niedaleko Pattai, czyli Silverlake Vineyard. Leży ona w dolinie w cieniu Khao Chi Chan (Góry Buddy) – olbrzymiej skały ze złotym wizerunkiem Buddy. W jej centrum stoi tonąca w kwiatach willa w stylu toskańskim. W tutejszej restauracji serwowane są dania kuchni tajskiej i europejskiej, do których podaje się świetne lokalne wina. Gospodynią winnicy jest znana tajska aktorka Supansa Nuangpirom, a oprócz degustacji urządza się tu wspaniałe imprezy muzyczne. Tuż obok znajduje się otwarty w maju 2016 r. park wodny – Ramayana Water Park, niezwykły kompleks ze zjeżdżalniami, sztucznymi falami, malowniczymi kanałami i wymyślnymi konstrukcjami. Można w nim spędzić relaksujące rodzinne popołudnie.

 

Ko Phi Phi

Widok na niewielką malowniczą zatokę Ton Sai na Ko Phi Phi Don

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

WYSPY ROZKOSZY

 

Zupełnie inna atmosfera panuje w wyspiarskiej części kraju. Do Tajlandii należy kilkaset wysp i wysepek. Są one bardzo zróżnicowane, przyciągają więc rozmaitych turystów. Znajdą tutaj coś dla siebie wielbiciele luksusu, wytrawni backpackerzy, rodziny z dziećmi, osoby spragnione duchowych przeżyć i chcące wypocząć w spokoju w otoczeniu dziewiczej przyrody, a także imprezowicze. Jedną z najsłynniejszych wysp jest Ko Phi Phi Le położona w cieśninie Malakka, łączącej Morze Andamańskie z Południowochińskim. W 1999 r. kręcono na niej sceny do hollywoodzkiej produkcji Niebiańska plaża z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Zachęcone tym filmem rzesze turystów zaczęły tu przyjeżdżać w poszukiwaniu raju na ziemi. Tym, którzy preferują gwarną wakacyjną atmosferę, spodoba się pobliska Ko Phi Phi Don, która składa się z dwóch grup wapiennych skał wyrastających z morza, połączonych ze sobą wąskim piaszczystym przesmykiem. Działa na niej mnóstwo hoteli, restauracji, barów, szkół sportów wodnych i dyskotek. Dla osób lubiących ciszę i kontakt z naturą idealna będzie Ko Muk, której nazwa w tłumaczeniu brzmi Wyspa Perłowa. Nie dotarła na nią jeszcze masowa turystyka. Znajdują się tutaj śnieżnobiałe plaże, skały porośnięte dziką roślinnością, plantacje kauczukowców i podwodne jaskinie, do których można dostać się łodzią. Na wyspie leży wioska rybacka, a świeże ryby i owoce morza są na niej znacznie tańsze niż w bardziej zatłoczonych rejonach popularnych wśród turystów.

 

TANIEC W ŚWIETLE KSIĘŻYCA

 

Miłośnicy dzikiej przyrody powinni odwiedzić Ko Phra Thong. Nie ma na niej utwardzonych dróg ani samochodów, a mieszkańcy żyją w tradycyjnych domach wtopionych w naturalne otoczenie. Brak rozwiniętej infrastruktury turystycznej wynagrodzi nam bogactwo fauny i flory. W Parku Narodowym Mu Ko Ra – Ko Phra Thong spotkamy żółwie morskie i makaki, zobaczymy lasy namorzynowe i zanurkujemy w lagunie kryjącej nietkniętą przez cywilizację rafę koralową. Osobom planującym wakacje z dziećmi przypadnie do gustu Ko Lanta. W tej okolicy nie ma głośnych barów i dyskotek, jest za to mnóstwo miejsc, które zachwycą najmłodszych – należą do nich wodospady, jaskinie czy gaje bananowe. Można też przejechać się na słoniu albo odwiedzić bajecznie kolorową farmę motyli.

 

Dla odmiany na Ko Pha Ngan, piątej co do wielkości wyspie Tajlandii (o powierzchni 125 km²), nie spotkamy raczej rodzin z dziećmi, ale natkniemy się na rzesze imprezowiczów. Raz w miesiącu odbywa się na niej największa na świecie i słynna w całej Azji impreza przy pełni księżyca (Full Moon Party). Młodzi ludzie przybywają wówczas z najbliższej okolicy i odległych rejonów kraju, a nawet naszego globu, żeby wziąć udział w tym niezwykłym święcie radości, tańca i muzyki. Nieco skromniejsze imprezy organizuje się na tutejszych plażach każdego dnia.

 

Królową tajlandzkich wysp jest z pewnością najsłynniejsza z nich, czyli Phuket. Jej największe miasto noszące tę samą nazwę (leżące w dystrykcie Mueang Phuket) to najpopularniejszy i chyba najbardziej zatłoczony kurort w Tajlandii. Pełno w nim eleganckich hoteli, klubów, restauracji i... domów uciech. Jednak nawet w tym królestwie cielesności Tajowie nie zapominają o sprawach duchowych. Nad miastem góruje Wat Khao Rang, świątynia z potężną, wysoką na 9 m złotą statuą siedzącego Buddy groźnie spoglądającego na położone w dole zabudowania. Na wyspie Phuket warto również zobaczyć Sanktuarium Dzikiej Przyrody Khao Phra Thaeo, chroniące dziewiczy las deszczowy. Można się tu zagubić w labiryncie egzotycznej roślinności pod koronami drzew sięgających nawet 50 m wysokości. Teren ten zamieszkują m.in. makaki, lamparty czy warany.

 

JEDWAB I SŁONIE

 

Jednak Tajlandia to nie tylko plaże i rajskie wysepki. Aby poznać zupełnie inne jej oblicze, warto wybrać się na północ do Chiang Mai. To jedno z największych miast w kraju (200-tysięczne) różni się zdecydowanie od Bangkoku – czas płynie w nim wolniej, a ludzie żyją znacznie spokojniej. Jego zabudowa w niczym nie przypomina lasu wieżowców typowych dla stolicy. W Chiang Mai większość mieszkańców nadal utrzymuje się z rolnictwa i rzemiosła. Na obrzeżach miasta znajdziemy zakłady, w których ręcznie wytwarza się papierowe parasolki i wachlarze malowane w misterne wzory. Natkniemy się tu także na fabryki słynnego tajskiego jedwabiu, gdzie na własne oczy zobaczymy, jak wygląda proces jego produkcji: od karmienia liśćmi morwy larw, poprzez gotowanie kokonów, aż po ręczne tkanie materiału na drewnianych krosnach. Historyczną część Chiang Mai otaczają pozostałości murów obronnych z bramami skierowanymi w różne strony świata. Nad miastem góruje ukryta wśród tropikalnej roślinności świątynia – Wat Phra That Doi Suthep. To prawdziwe cudo architektury, pełne przepychu, złota i misternych ozdób, a zarazem ważny ośrodek pielgrzymkowy. Z tutejszego tarasu rozciąga się szeroki widok na otoczoną górami równinę, na której leży Chiang Mai, a pomiędzy budynkami przechadzają się mnisi w ceglastoczerwonych szatach. W Tajlandii tradycja nakazuje, aby każdy mężczyzna przynajmniej raz w życiu wstąpił do klasztoru i został wyświęcony na mnicha. W klasztornych murach może spędzić całe życie albo tylko kilka miesięcy. Dopiero po tym doświadczeniu uznaje się go za dojrzałego i zdolnego do zawarcia związku małżeńskiego. Tradycji tej wierni są też tajlandzcy królowie. Mnisi żyją w ascezie, korzystają z darów dostarczanych im przez wiernych.

 

Ponad godzinę drogi od Chiang Mai znajduje się sanktuarium słoni. Elephant Nature Park zajmuje duży teren otoczony zalesionymi wzgórzami, po którym przechadzają się te majestatyczne zwierzęta. Żyją tu na wolności i to one są gospodarzami. Pod okiem opiekunów można karmić słonie świeżymi owocami albo brać udział w ich kąpieli w rzece. W parku dowiemy się także wiele o zwyczajach jego dostojnych mieszkańców. Sanktuarium działa charytatywnie na rzecz ratowania tych pięknych ssaków i dzikiej przyrody.

 

PIEKIELNIE SMACZNE

 

Na koniec kilka słów o tajskiej kuchni, która nie ma sobie równych na świecie i jest jedną z najlepszych i najzdrowszych na naszym globie. Jej podstawą są świeże przyprawy, zioła i warzywa. Niemal w każdym przepisie ważny składnik stanowią mleczko kokosowe, trawa cytrynowa, chili, liście limonki, imbir i kolendra. Naulicznych straganach wszystkie te cuda można kupić za grosze. W upalne dni zamiast niezdrowych przekąsek Tajowie (i odwiedzający Tajlandię turyści) raczą się soczystymi przysmakami wprost z drzewa. Spotkamy tu dziesiątki gatunków dziwnych, egzotycznych owoców, a niektóre nazwy trudno nawet wymówić. Na targach sprzedaje się kolczaste duriany, różowo-zielone pitaje, słodko-kwaśne longany, soczyste mangostany, orzeźwiające rambutany, ciężkie od mleka kokosy, delikatne pomelo i chyba najlepsze na świecie mango. Z tych ostatnich Tajowie robią rewelacyjny deser, niezwykle słodki, choć bez dodatku cukru. Pokrojone w kostkę mango podają z klejącym się ryżem zatopionym w mleczku kokosowym. Zresztą wszystko, co serwuje się w Tajlandii, zarówno na ulicznych straganach, jak i w wykwintnych restauracjach, jest po prostu obłędnie smaczne, czy to piekielnie pikantna zupa tom yum, smakowity makaron pad thai podawany ze słodkawymi orzeszkami, czy różne rodzaje ostrych curry lub dopiero co złowione i szybko przyrządzone owoce morza. Dzięki świeżym składnikom i lokalnym aromatycznym przyprawom potrawy tajskiej kuchni na długo zapadają w pamięć. Dla wielu osób są później jednym z ważnych powodów, aby odwiedzić ten azjatycki kraj ponownie...

 

Malezja – azjatycki raj kulinarny

ZUZANNA CHMIELEWSKA

www.zuinasia.com 

 

<< Malezyjczycy najczęściej porównują swój kraj do lokalnego specjału – owocowo-warzywnej sałatki „rojak”. Są w niej wszystkie możliwe smaki, dodaje się tofu, ananasa, mango, ale też grillowane kalmary, surowego ogórka i pikantny, aromatyczny sos na bazie orzeszków, wyciągu z tamaryndowca i chili. Jest słodko, wytrawnie, ostro i kwaśno, miękko i chrupiąco. W Malezji jak w sałatce mieszają się różne wpływy kulturowe, języki i religie, a jednak wszystko tworzy przepyszną całość. >>

Więcej…