JUSTYNA MAZUREK-SCHRAMM

                                                                                                               FOT. TOURISM IRELAND

<< W IV i V w., gdy w Hibernii (łacińska nazwa Irlandii) ludzie żyli głównie z rolnictwa, jej terytorium podzielone było na wiele małych królestw. Mimo iż Rzymianie podbili sąsiednią Brytanię, nigdy nie pokusili się, aby zająć ziemie po drugiej stronie dzisiejszego Morza Irlandzkiego. Dlatego bez problemu mogła się tu rozwijać kultura celtycka. To wtedy rozpoczęła się chrystianizacja tej krainy, a dawne tradycje w połączeniu z nową religią zapoczątkowały rozwój irlandzkiej sztuki i literatury. >>

Szmaragdowa wyspa należy obecnie do dwóch państw: Republiki Irlandii (Éire) oraz Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Te oddzielone od siebie granicą obszary łączy jednak nierozerwalnie wspólna historia, której częścią jest postać pewnego wczesnochrześcijańskiego duchownego...

 

Trudno chyba wymienić drugiego takiego świętego (może poza biskupami Miry Mikołajem i Terni Walentym, zmarłymi odpowiednio 6 grudnia ok. 345 r. i 14 lutego ok. 269 r.), którego rocznicę śmierci (przypadającą na dzień 17 marca) obchodzi się w tak wielu miejscach na całym świecie. Św. Patryk (ok. 385–461), bo o nim tu mowa, zapewne zdziwiłby się tą niezwykłą ogólnoświatową popularnością i przywiązaniem mieszkańców Irlandii, zwłaszcza że sam Irlandczykiem nie był. Krąży o nim wiele legend, które tak przemieszały się z faktami, że dziś trudno oddzielić jedne od drugich. Historycy spierają się, czy tak naprawdę na wyspie działał jeden misjonarz o tym imieniu czy dwóch i czy Irlandczycy usłyszeli ewangelię po raz pierwszy właśnie od niego. Bez względu na to, jaka jest prawda, co roku ten szczególny marcowy dzień, gdy króluje kolor zielony, świętuje się przy dźwiękach skocznych jigów i polek.

 

Porwanie, misja, koniczyna i węże

Św. Patryk swoim przybyciem zmienił oblicze Irlandii. Historycy odtwarzają jego biografię na podstawie późniejszych przekazów i dwóch przypisywanych mu dokumentów: Wyznania oraz Listu do chrześcijan, poddanych tyrana Coroticusa. Podobno potrafił w niezwykły sposób wykorzystać pogańskie tradycje do szerzenia chrześcijaństwa. Legendy ukazują go jako postać rodem ze starożytnych mitologii, herosa pokonującego w magicznych pojedynkach tych, którzy do tej pory niepodzielnie rządzili duszami Irlandczyków – druidów.

Patron Irlandii urodził się najpewniej w Szkocji lub na terenach dzisiejszej Walii. Pochodził z wykształconej rodziny, jego ojciec był diakonem i dekurionem, czyli urzędnikiem rady którejś jednostki administracyjnej w prowincji rzymskiej. 16-letniego chłopca porwali irlandzcy piraci, którzy zabrali go ze sobą na wyspę i sprzedali do niewoli. Przez sześć długich lat pasł owce i modlił się o wyzwolenie. Zgodnie z legendą jego modlitwy zostały wysłuchane i dzięki boskiej pomocy dotarł na wybrzeże, skąd na pokładzie statku handlowego powrócił do domu. Idąc za głosem powołania, zdecydował się kształcić na biskupa misyjnego. W Wyznaniu pisze, że nieprzypadkowo zaczął szerzyć chrześcijaństwo właśnie w Irlandii. Jej mieszkańcy ukazali mu się we śnie, błagając go o to, żeby powrócił na wyspę i wydobył ich z pogaństwa.    

Według podań św. Patryk tłumaczył tutejszym poganom dogmat jedynego Boga w trzech osobach na przykładzie trójlistnej koniczyny. To właśnie ta niepozorna roślina stała się później symbolem kraju, a współcześnie w dniu imienin patrona Irlandii zdobi nie tylko ubrania Irlandczyków. Malują ją sobie oni także na policzkach, a irlandzkie firmy różnego rodzaju używają jej jako znaku towarowego. W Polsce z okazji narodowego święta Irlandii jej ambasador od kilku lat wręcza naszemu prezydentowi kryształową kulę wypełnioną koniczyną. W USA tradycja ta sięga czasów prezydentury Johna Fitzgeralda Kennedy’ego (1961–1963). Ten symboliczny podarunek przekazuje tu 17 marca irlandzki premier.

Ten wczesnochrześcijański misjonarz nie tylko nauczał, ale także umartwiał się i pościł, żeby odpokutować za grzechy Irlandczyków. Dzięki modlitwom podczas swojego 40-dniowego postu na szczycie góry nazwanej później jego imieniem – Croagh Patrick (764 m n.p.m.), wygnał z wyspy wszystkie węże, symbol pierworodnego grzechu. Naukowcy wprawdzie twierdzą, że tak naprawdę te gady nigdy nie żyły na irlandzkiej ziemi. Nie zmienia to jednak faktu, że w ikonografii św. Patryka przedstawia się często z wężami wijącymi się u jego stóp.

FOT. TOURISM IRELAND/CHRIS HILL

Góra Croagh Patrick (764 m n.p.m.) koło miasta Westport

 

Miejscem niewątpliwie najmocniej związanym z założonymi przez niego strukturami kościelnymi jest Armagh w hrabstwie o tej samej nazwie (Irlandia Północna). To tutaj wybudował on w 445 r. kościół określany mianem „najświętszego ze wszystkich”, w którym rezydował. Zgodnie z legendą zmarł 17 marca 461 r. w położonej niedaleko małej miejscowości Saul.

Grób św. Patryka znajduje się jednak w pobliskim Downpatrick w hrabstwie Down (Irlandia Północna) na przykościelnym cmentarzu. Oznaczono go wielkim głazem z wyrzeźbionym prostym krzyżem i napisem Patrick. Według tradycji w tej samej mogile spoczywają szczątki dwóch innych irlandzkich świętych: Brygidy z Kildare i Kolumbana.

 

Dziedzictwo świętego

Św. Patryk pozostawił po sobie wiernych wyznawców i niezwykłą strukturę kościelną opartą na opactwach. Tutejsze klasztory nie tylko pełniły rolę czysto religijną, ale były przede wszystkim szkołami. W klasztornych skryptoriach powstawały prawdziwe arcydzieła sztuki – bogato iluminowane ewangeliarze, z których najsłynniejszy Book of Kells (Księgę z Kells) można oglądać dzisiaj w dublińskim Trinity College (Kolegium Trójcy Świętej). Dzięki mnichom zachowały się najpiękniejsze irlandzkie legendy przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Same klasztory są unikatowym przykładem architektury sakralnej, która charakteryzuje się wysokimi okrągłymi wieżami, przysadzistymi, najczęściej jednonawowymi, kamiennymi kościółkami oraz wielkimi krzyżami irlandzkimi. Te ostatnie spotkamy tylko w Irlandii. Uważa się, że ich wygląd wymyślił sam św. Patryk. W chrześcijański znak Chrystusa wpisał symbol starej religii – słońce, zaś bogate zdobienia i sceny rodzajowe miały być swoistą biblią dla ubogich – nowych, niepiśmiennych wyznawców wiary chrześcijańskiej.

FOT. ARMAGH CITY AND DISTRICT COUNCIL

Katedra rzymskokatolicka św. Patryka w Armagh w Irlandii Północnej

 

Świat w kolorze zielonym

Międzynarodowa popularność Dnia św. Patryka wydaje się wielkim fenomenem. O ile celebrowanie tego święta w Stanach Zjednoczonych, Australii czy Wielkiej Brytanii, gdzie irlandzcy emigranci stanowią dość liczną grupę, specjalnie nikogo nie dziwi, o tyle w przypadku innych krajów sprawa nie jest już taka prosta. Kluczem do rozwiązania tej zagadki może być charakter obchodów. Co roku w Irlandii 17 marca odbywają się najpierw uroczyste msze święte za ojczyznę, a później zaczyna się huczna zabawa. Na ulicach miast organizuje się parady, z których największa przechodzi dublińską O’Connell Street. Wszystkie puby rozbrzmiewają skoczną muzyką. Każdy centymetr drewnianych parkietów zajmują tancerze.

Podobna atmosfera radości panuje zresztą wówczas w irlandzkich pubach w całej Europie. W Polsce Dzień św. Patryka obchodzi się niemal w każdym większym mieście. Liczba polskich zespołów wykonujących irlandzkie tańce i muzykę zadziwia nawet samych Irlandczyków.

FOT. TOURISM IRELAND

 Dzień św. Patryka (17 marca) – parada w Dublinie

 

 

GATHERING – ŚWIĘTO IRLANDZKOŚCI

The Gathering Ireland 2013 jest wspólną akcją promocyjną organizacji Fáilte Ireland i Tourism Ireland organizowaną na terenie Irlandii. To trwająca przez cały rok celebracja prawdziwej irlandzkości, miejscowej bogatej kultury, tradycji i zwyczajów, nie tylko poprzez festiwale, których odbywa się zawsze mnóstwo na tej malowniczej szmaragdowej wyspie, ale przede wszystkim poprzez radosne spotkania rozrzuconych po świecie Irlandczyków, osób o irlandzkich korzeniach (podobno żyje ich na naszym globie ponad 70 mln!) czy po prostu przyjaciół i miłośników tego kraju. The Gathering oznacza zgromadzenie, zebranie, zlot. Tym terminem można określać np. spotkania absolwentów danej szkoły, mecze towarzyskie drużyn uprawiających popularne w Irlandii sporty gaelickie, głównie hurling, camogie i futbol gaelicki, a także zabawy ludowe. W organizację The Gathering Ireland 2013 angażują się też spontanicznie sami mieszkańcy wyspy, zapraszając do swojej ojczyzny znajomych, przyjaciół i krewnych z całego świata. Zgodnie z oczekiwaniami pomysłodawców tej szeroko zakrojonej akcji ma to być największa promocja Irlandii na naszym globie. Specjalnie stworzona strona internetowa (www.thegatheringireland.com) ułatwia znalezienie interesujących wydarzeń i zaplanowanie własnych ciekawych spotkań (gatherings), które zostaną potem umieszczone w kalendarzu imprez i zaznaczone na mapie. Jeśli będziemy wysyłać w tym roku pocztówkę z Irlandii, warto upewnić się, czy naklejono na nią okolicznościowy znaczek pocztowy z The Gathering Ireland 2013. 

 

Śladami św. Patryka  

Miejsca związane z osobą patrona Irlandii weszły do kanonu największych atrakcji turystycznych wyspy. Podróż po niej śladami św. Patryka można zaplanować np. według wydarzeń z jego biografii.

Historycy do dziś spierają się co do tego, gdzie przebywał porwany za młodu apostoł Irlandii. Jedni podają okolice góry Slemish w hrabstwie Antrim (Irlandia Północna), inni – Killala Bay, czyli zatoki Killala w hrabstwie Mayo. Oba miejsca należą do niezmiernie urokliwych i warto je polecić szczególnie osobom lubiącym aktywny wypoczynek.

W Saul w hrabstwie Down zgodnie z legendą w podarowanej przez lokalnego wodza stodole misjonarz założył pierwszy kościół. Obecnie jest to niewielka miejscowość, a mała świątynia położona na tutejszym cmentarzu stanowi – oczywiście – replikę tej pierwotnej. Towarzyszy jej równie współczesna wysoka, okrągła wieża. Sporych rozmiarów posąg św. Patryka spogląda ze szczytu Slieve Patrick na kościół. Brązowe tablice otaczające cokół przedstawiają sceny z życia świętego.

FOT. NORTHERN IRELAND TOURIST BOARD

Kościół w Saul w Irlandii Północnej

 

Hill of Slane (wzgórze Slane) w hrabstwie Meath to symboliczne miejsce. Dzisiaj znajdują się tutaj urokliwe i bez wątpienia niezmiernie fotogeniczne pozostałości klasztoru. Można stąd dostrzec Hill of Tara (wzgórze Tara, 197 m n.p.m.) – centrum władzy administracyjnej Irlandii i siedzibę arcykrólów przez pierwsze dziesięć stuleci naszej ery. Nieugięta wiara św. Patryka robiła na jemu współczesnych ogromne wrażenie. Gdy mimo królewskiego zarządzenia, które jedynie druidom zezwalało na rozpalanie tradycyjnego ognia na wzgórzu Tara, misjonarz uczcił dzień zmartwychwstania Chrystusa wielkanocnym ogniskiem na przeciwległym Slane, król Lóegaire nie ukarał go, a nawet pozwolił mu kontynuować na tych ziemiach chrystianizację. Dziś pobliska niewielka miejscowość Slane słynie z przepięknego zamku oraz z urządzanych na terenach posiadłości koncertów rockowych (Slane Concert), podczas których występowali m.in. U2, R.E.M., The Rolling Stones, Madonna, Red Hot Chili Peppers czy Bob Dylan.

 

PRZYGODA Z ANGIELSKIM W IRLANDII

Nauka angielskiego wcale nie musi być nudna ani nieatrakcyjna. Irlandia oferuje dziesiątki profesjonalnych kursów językowych, które nie mają nic wspólnego z mozolnym wbijaniem do głowy słówek. 55 uznanych szkół angielskiego zrzeszonych w ramach organizacji Marketing English in Ireland (MEI) przygotowanych jest doskonale na przyjęcie każdego roku niemal 200 tys. studentów w różnym wieku i oferuje im – oczywiście oprócz nauki – pełne atrakcji wakacje (www.mei.ie). Można bez większego problemu wybrać kurs językowy połączony np. z grą w golfa, jazdą konną, wędkarstwem czy poznawaniem irlandzkiej literatury i kultury. Szkoły zapewniają też zwykle zakwaterowanie u miejscowych rodzin, co stanowi niewątpliwie dodatkowy czynnik mobilizujący do stałego ćwiczenia angielskiego w praktyce. Dostępne są specjalne programy przygotowujące m.in. do międzynarodowych egzaminów, a także specjalistyczne kursy, np. dla biznesmenów, lekarzy, prawników czy specjalistów od reklamy i marketingu. Wybierając szkołę językową w Irlandii, dobrze jest zwrócić uwagę na to, gdzie się ona znajduje, czy ma swoją siedzibę w jakimś atrakcyjnym miejscu… Nie brak – oczywiście – tego typu placówek w dużych miastach, czyli stołecznym Dublinie i Cork, oraz pięknych okolicach w zachodniej części wyspy. W tym roku warto zainteresować się również szkołami języka angielskiego w Irlandii Północnej, zwłaszcza w Derry, które otrzymało prestiżowy tytuł Miasta Kultury Zjednoczonego Królestwa 2013 (UK City of Culture 2013). Można więc być pewnym, że nie zabraknie w nim licznych atrakcji urozmaicających naukę i wzbogacających pobyt (www.cityofculture2013.com).  

 

Rock of Cashel, czyli Skała Cashel, to górujące nad okolicą eklektyczne skupisko średniowiecznych budowli sakralno-obronnych położone w hrabstwie Tipperary. Znajdziemy tu romańską Cormac’s Chapel (Kaplicę Cormaca), gotycki kościół i wysoką, okrągłą wieżę oraz zachwycimy się wspaniałymi widokami. Zgodnie z legendą wzniesienie powstało, gdy szatan upuścił w tym miejscu głaz z położonej dalej na północ góry Devil’s Bit (478 m n.p.m.), po tym jak święty Patryk wypędził go z jego jaskini.

Wspomniana już Croagh Patrick w hrabstwie Mayo staje się co roku celem pielgrzymek w ostatnią niedzielę lipca. Tysiące Irlandczyków i wiernych z całego świata wspina się boso na szczyt tej góry. Pielgrzymi modlą się po drodze przy specjalnie wytyczonych stacjach, a na koniec biorą udział w nabożeństwie w kapliczce św. Patryka. Upamiętniają w ten sposób post świętego, dzięki któremu z Irlandii zniknęły wszystkie węże. Góra nie imponuje wysokością (ma jedynie 764 m n.p.m.), ale dla turystów nie przyzwyczajonych do wspinaczek może stanowić wyzwanie. Przy dobrej pogodzie widoki roztaczające się ze szczytu rekompensują trudy wyprawy. Panorama błękitnej Clew Bay (zatoki Clew) i krajobraz południowej części hrabstwa Mayo są rzeczywiście malownicze. Po zejściu warto zajrzeć do maleńkiego pubu u samego podnóża Croagh Patrick – pinta (ok. 0,57 l) zimnego stouta (ciemnego piwa) nigdy nie będzie smakować lepiej niż po takiej wspinaczce.

W dzisiejszych czasach, gdy doba wydaje się za krótka, a ludzie coraz częściej narzekają na stres i przepracowanie, dużą popularnością cieszą się oferty weekendów bez telefonów i komputera w ciszy klasztorów. W Irlandii najbardziej znanym tego typu ośrodkiem dla szukających wyciszenia jest centrum pielgrzymkowe na wyspie na jeziorze Lough Derg z bazyliką oraz zabudowaniami dla pielgrzymów, nazywane St. Patrick’s Purgatory (Czyśćcem św. Patryka). Słowo Derg w języku celtyckim oznacza „czerwień”. Misjonarz miał podobno pokonać bestię mieszkającą na wyspie, a jej krew zabarwiła wody jeziora. W tutejszej jaskini św. Patryk stanął u wrót czyśćca. Odtąd miejsce to stało się celem wędrówek dla pokutników z całego świata.

Ostatnią pozycję na naszej liście zajmuje Armagh w hrabstwie Down. To tutaj późniejszy patron Irlandii założył w 445 r. biskupstwo. Miasto pełni dzisiaj funkcję siedziby władz dwóch kościołów: katolickiego i protestanckiego. Na przeciwległych wzgórzach stoją dwie świątynie tych odłamów chrześcijaństwa – obie pod wezwaniem św. Patryka. Myślę, że wizyta w Armagh może być dobrym zakończeniem naszej podróży śladami tej niezwykle ważnej dla Irlandczyków postaci, której losy na zawsze wpisały się w historię wyspy.


 

Artykuły wybrane losowo

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.

 

Prowansja – śródziemnomorski skarb

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

                                                                                                              FOT. ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

<< Jeszcze nie tak dawno Prowansja była uznawana przez Francuzów za ojczyznę prowincjuszy. Z kolei obcokrajowcy postrzegali ten region jako istny raj, ale tylko dla bogaczy. Dziś turystów wciąż przybywa, a i sami mieszkańcy Francji uznali, że jest to miejsce godne uwagi i chętnie się tu osiedlają. >>

Ta historyczna kraina rozciąga się nad Morzem Śródziemnym, przy południowo-wschodniej granicy Republiki Francuskiej. Jej krajobraz kształtują z jednej strony Alpy, a z drugiej słoneczne Lazurowe Wybrzeże. Do najbardziej znanych miast na tym terenie zalicza się Niceę, Cannes, Tulon, Aix-en-Provence, Antibes, Saint-Tropez czy Marsylię. Ta ostatnia do końca 2013 r. będzie nosić zaszczytny tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (razem ze słowackimi Koszycami).

Więcej…

Na wenezuelskim Wybrzeżu Pereł

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela powoli staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym w Ameryce Południowej. Szczególnie modna jest jej perełka – karaibska wyspa Margarita. To najdynamiczniej rozwijający się obszar w kraju rządzonym od 1999 r. przez kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza, do czego przyczyniło się z pewnością utworzenie tutaj w latach 60. minionego stulecia strefy bezcłowej. Margarita, której dzieje sięgają czasów hiszpańskich konkwistadorów, słynęła niegdyś z połowów pereł. Dzisiaj przyciąga coraz więcej turystów z całego świata, oferując im doskonały klimat, słoneczną pogodę, malownicze plaże otoczone tropikalną zielenią, wygodne hotele z bogatymi programami all inclusive, wyśmienite restauracje i gorące imprezy w rytmach latino.

Więcej…