JUSTYNA MAZUREK-SCHRAMM

                                                                                                               FOT. TOURISM IRELAND

<< W IV i V w., gdy w Hibernii (łacińska nazwa Irlandii) ludzie żyli głównie z rolnictwa, jej terytorium podzielone było na wiele małych królestw. Mimo iż Rzymianie podbili sąsiednią Brytanię, nigdy nie pokusili się, aby zająć ziemie po drugiej stronie dzisiejszego Morza Irlandzkiego. Dlatego bez problemu mogła się tu rozwijać kultura celtycka. To wtedy rozpoczęła się chrystianizacja tej krainy, a dawne tradycje w połączeniu z nową religią zapoczątkowały rozwój irlandzkiej sztuki i literatury. >>

Szmaragdowa wyspa należy obecnie do dwóch państw: Republiki Irlandii (Éire) oraz Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Te oddzielone od siebie granicą obszary łączy jednak nierozerwalnie wspólna historia, której częścią jest postać pewnego wczesnochrześcijańskiego duchownego...

 

Trudno chyba wymienić drugiego takiego świętego (może poza biskupami Miry Mikołajem i Terni Walentym, zmarłymi odpowiednio 6 grudnia ok. 345 r. i 14 lutego ok. 269 r.), którego rocznicę śmierci (przypadającą na dzień 17 marca) obchodzi się w tak wielu miejscach na całym świecie. Św. Patryk (ok. 385–461), bo o nim tu mowa, zapewne zdziwiłby się tą niezwykłą ogólnoświatową popularnością i przywiązaniem mieszkańców Irlandii, zwłaszcza że sam Irlandczykiem nie był. Krąży o nim wiele legend, które tak przemieszały się z faktami, że dziś trudno oddzielić jedne od drugich. Historycy spierają się, czy tak naprawdę na wyspie działał jeden misjonarz o tym imieniu czy dwóch i czy Irlandczycy usłyszeli ewangelię po raz pierwszy właśnie od niego. Bez względu na to, jaka jest prawda, co roku ten szczególny marcowy dzień, gdy króluje kolor zielony, świętuje się przy dźwiękach skocznych jigów i polek.

 

Porwanie, misja, koniczyna i węże

Św. Patryk swoim przybyciem zmienił oblicze Irlandii. Historycy odtwarzają jego biografię na podstawie późniejszych przekazów i dwóch przypisywanych mu dokumentów: Wyznania oraz Listu do chrześcijan, poddanych tyrana Coroticusa. Podobno potrafił w niezwykły sposób wykorzystać pogańskie tradycje do szerzenia chrześcijaństwa. Legendy ukazują go jako postać rodem ze starożytnych mitologii, herosa pokonującego w magicznych pojedynkach tych, którzy do tej pory niepodzielnie rządzili duszami Irlandczyków – druidów.

Patron Irlandii urodził się najpewniej w Szkocji lub na terenach dzisiejszej Walii. Pochodził z wykształconej rodziny, jego ojciec był diakonem i dekurionem, czyli urzędnikiem rady którejś jednostki administracyjnej w prowincji rzymskiej. 16-letniego chłopca porwali irlandzcy piraci, którzy zabrali go ze sobą na wyspę i sprzedali do niewoli. Przez sześć długich lat pasł owce i modlił się o wyzwolenie. Zgodnie z legendą jego modlitwy zostały wysłuchane i dzięki boskiej pomocy dotarł na wybrzeże, skąd na pokładzie statku handlowego powrócił do domu. Idąc za głosem powołania, zdecydował się kształcić na biskupa misyjnego. W Wyznaniu pisze, że nieprzypadkowo zaczął szerzyć chrześcijaństwo właśnie w Irlandii. Jej mieszkańcy ukazali mu się we śnie, błagając go o to, żeby powrócił na wyspę i wydobył ich z pogaństwa.    

Według podań św. Patryk tłumaczył tutejszym poganom dogmat jedynego Boga w trzech osobach na przykładzie trójlistnej koniczyny. To właśnie ta niepozorna roślina stała się później symbolem kraju, a współcześnie w dniu imienin patrona Irlandii zdobi nie tylko ubrania Irlandczyków. Malują ją sobie oni także na policzkach, a irlandzkie firmy różnego rodzaju używają jej jako znaku towarowego. W Polsce z okazji narodowego święta Irlandii jej ambasador od kilku lat wręcza naszemu prezydentowi kryształową kulę wypełnioną koniczyną. W USA tradycja ta sięga czasów prezydentury Johna Fitzgeralda Kennedy’ego (1961–1963). Ten symboliczny podarunek przekazuje tu 17 marca irlandzki premier.

Ten wczesnochrześcijański misjonarz nie tylko nauczał, ale także umartwiał się i pościł, żeby odpokutować za grzechy Irlandczyków. Dzięki modlitwom podczas swojego 40-dniowego postu na szczycie góry nazwanej później jego imieniem – Croagh Patrick (764 m n.p.m.), wygnał z wyspy wszystkie węże, symbol pierworodnego grzechu. Naukowcy wprawdzie twierdzą, że tak naprawdę te gady nigdy nie żyły na irlandzkiej ziemi. Nie zmienia to jednak faktu, że w ikonografii św. Patryka przedstawia się często z wężami wijącymi się u jego stóp.

FOT. TOURISM IRELAND/CHRIS HILL

Góra Croagh Patrick (764 m n.p.m.) koło miasta Westport

 

Miejscem niewątpliwie najmocniej związanym z założonymi przez niego strukturami kościelnymi jest Armagh w hrabstwie o tej samej nazwie (Irlandia Północna). To tutaj wybudował on w 445 r. kościół określany mianem „najświętszego ze wszystkich”, w którym rezydował. Zgodnie z legendą zmarł 17 marca 461 r. w położonej niedaleko małej miejscowości Saul.

Grób św. Patryka znajduje się jednak w pobliskim Downpatrick w hrabstwie Down (Irlandia Północna) na przykościelnym cmentarzu. Oznaczono go wielkim głazem z wyrzeźbionym prostym krzyżem i napisem Patrick. Według tradycji w tej samej mogile spoczywają szczątki dwóch innych irlandzkich świętych: Brygidy z Kildare i Kolumbana.

 

Dziedzictwo świętego

Św. Patryk pozostawił po sobie wiernych wyznawców i niezwykłą strukturę kościelną opartą na opactwach. Tutejsze klasztory nie tylko pełniły rolę czysto religijną, ale były przede wszystkim szkołami. W klasztornych skryptoriach powstawały prawdziwe arcydzieła sztuki – bogato iluminowane ewangeliarze, z których najsłynniejszy Book of Kells (Księgę z Kells) można oglądać dzisiaj w dublińskim Trinity College (Kolegium Trójcy Świętej). Dzięki mnichom zachowały się najpiękniejsze irlandzkie legendy przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Same klasztory są unikatowym przykładem architektury sakralnej, która charakteryzuje się wysokimi okrągłymi wieżami, przysadzistymi, najczęściej jednonawowymi, kamiennymi kościółkami oraz wielkimi krzyżami irlandzkimi. Te ostatnie spotkamy tylko w Irlandii. Uważa się, że ich wygląd wymyślił sam św. Patryk. W chrześcijański znak Chrystusa wpisał symbol starej religii – słońce, zaś bogate zdobienia i sceny rodzajowe miały być swoistą biblią dla ubogich – nowych, niepiśmiennych wyznawców wiary chrześcijańskiej.

FOT. ARMAGH CITY AND DISTRICT COUNCIL

Katedra rzymskokatolicka św. Patryka w Armagh w Irlandii Północnej

 

Świat w kolorze zielonym

Międzynarodowa popularność Dnia św. Patryka wydaje się wielkim fenomenem. O ile celebrowanie tego święta w Stanach Zjednoczonych, Australii czy Wielkiej Brytanii, gdzie irlandzcy emigranci stanowią dość liczną grupę, specjalnie nikogo nie dziwi, o tyle w przypadku innych krajów sprawa nie jest już taka prosta. Kluczem do rozwiązania tej zagadki może być charakter obchodów. Co roku w Irlandii 17 marca odbywają się najpierw uroczyste msze święte za ojczyznę, a później zaczyna się huczna zabawa. Na ulicach miast organizuje się parady, z których największa przechodzi dublińską O’Connell Street. Wszystkie puby rozbrzmiewają skoczną muzyką. Każdy centymetr drewnianych parkietów zajmują tancerze.

Podobna atmosfera radości panuje zresztą wówczas w irlandzkich pubach w całej Europie. W Polsce Dzień św. Patryka obchodzi się niemal w każdym większym mieście. Liczba polskich zespołów wykonujących irlandzkie tańce i muzykę zadziwia nawet samych Irlandczyków.

FOT. TOURISM IRELAND

 Dzień św. Patryka (17 marca) – parada w Dublinie

 

 

GATHERING – ŚWIĘTO IRLANDZKOŚCI

The Gathering Ireland 2013 jest wspólną akcją promocyjną organizacji Fáilte Ireland i Tourism Ireland organizowaną na terenie Irlandii. To trwająca przez cały rok celebracja prawdziwej irlandzkości, miejscowej bogatej kultury, tradycji i zwyczajów, nie tylko poprzez festiwale, których odbywa się zawsze mnóstwo na tej malowniczej szmaragdowej wyspie, ale przede wszystkim poprzez radosne spotkania rozrzuconych po świecie Irlandczyków, osób o irlandzkich korzeniach (podobno żyje ich na naszym globie ponad 70 mln!) czy po prostu przyjaciół i miłośników tego kraju. The Gathering oznacza zgromadzenie, zebranie, zlot. Tym terminem można określać np. spotkania absolwentów danej szkoły, mecze towarzyskie drużyn uprawiających popularne w Irlandii sporty gaelickie, głównie hurling, camogie i futbol gaelicki, a także zabawy ludowe. W organizację The Gathering Ireland 2013 angażują się też spontanicznie sami mieszkańcy wyspy, zapraszając do swojej ojczyzny znajomych, przyjaciół i krewnych z całego świata. Zgodnie z oczekiwaniami pomysłodawców tej szeroko zakrojonej akcji ma to być największa promocja Irlandii na naszym globie. Specjalnie stworzona strona internetowa (www.thegatheringireland.com) ułatwia znalezienie interesujących wydarzeń i zaplanowanie własnych ciekawych spotkań (gatherings), które zostaną potem umieszczone w kalendarzu imprez i zaznaczone na mapie. Jeśli będziemy wysyłać w tym roku pocztówkę z Irlandii, warto upewnić się, czy naklejono na nią okolicznościowy znaczek pocztowy z The Gathering Ireland 2013. 

 

Śladami św. Patryka  

Miejsca związane z osobą patrona Irlandii weszły do kanonu największych atrakcji turystycznych wyspy. Podróż po niej śladami św. Patryka można zaplanować np. według wydarzeń z jego biografii.

Historycy do dziś spierają się co do tego, gdzie przebywał porwany za młodu apostoł Irlandii. Jedni podają okolice góry Slemish w hrabstwie Antrim (Irlandia Północna), inni – Killala Bay, czyli zatoki Killala w hrabstwie Mayo. Oba miejsca należą do niezmiernie urokliwych i warto je polecić szczególnie osobom lubiącym aktywny wypoczynek.

W Saul w hrabstwie Down zgodnie z legendą w podarowanej przez lokalnego wodza stodole misjonarz założył pierwszy kościół. Obecnie jest to niewielka miejscowość, a mała świątynia położona na tutejszym cmentarzu stanowi – oczywiście – replikę tej pierwotnej. Towarzyszy jej równie współczesna wysoka, okrągła wieża. Sporych rozmiarów posąg św. Patryka spogląda ze szczytu Slieve Patrick na kościół. Brązowe tablice otaczające cokół przedstawiają sceny z życia świętego.

FOT. NORTHERN IRELAND TOURIST BOARD

Kościół w Saul w Irlandii Północnej

 

Hill of Slane (wzgórze Slane) w hrabstwie Meath to symboliczne miejsce. Dzisiaj znajdują się tutaj urokliwe i bez wątpienia niezmiernie fotogeniczne pozostałości klasztoru. Można stąd dostrzec Hill of Tara (wzgórze Tara, 197 m n.p.m.) – centrum władzy administracyjnej Irlandii i siedzibę arcykrólów przez pierwsze dziesięć stuleci naszej ery. Nieugięta wiara św. Patryka robiła na jemu współczesnych ogromne wrażenie. Gdy mimo królewskiego zarządzenia, które jedynie druidom zezwalało na rozpalanie tradycyjnego ognia na wzgórzu Tara, misjonarz uczcił dzień zmartwychwstania Chrystusa wielkanocnym ogniskiem na przeciwległym Slane, król Lóegaire nie ukarał go, a nawet pozwolił mu kontynuować na tych ziemiach chrystianizację. Dziś pobliska niewielka miejscowość Slane słynie z przepięknego zamku oraz z urządzanych na terenach posiadłości koncertów rockowych (Slane Concert), podczas których występowali m.in. U2, R.E.M., The Rolling Stones, Madonna, Red Hot Chili Peppers czy Bob Dylan.

 

PRZYGODA Z ANGIELSKIM W IRLANDII

Nauka angielskiego wcale nie musi być nudna ani nieatrakcyjna. Irlandia oferuje dziesiątki profesjonalnych kursów językowych, które nie mają nic wspólnego z mozolnym wbijaniem do głowy słówek. 55 uznanych szkół angielskiego zrzeszonych w ramach organizacji Marketing English in Ireland (MEI) przygotowanych jest doskonale na przyjęcie każdego roku niemal 200 tys. studentów w różnym wieku i oferuje im – oczywiście oprócz nauki – pełne atrakcji wakacje (www.mei.ie). Można bez większego problemu wybrać kurs językowy połączony np. z grą w golfa, jazdą konną, wędkarstwem czy poznawaniem irlandzkiej literatury i kultury. Szkoły zapewniają też zwykle zakwaterowanie u miejscowych rodzin, co stanowi niewątpliwie dodatkowy czynnik mobilizujący do stałego ćwiczenia angielskiego w praktyce. Dostępne są specjalne programy przygotowujące m.in. do międzynarodowych egzaminów, a także specjalistyczne kursy, np. dla biznesmenów, lekarzy, prawników czy specjalistów od reklamy i marketingu. Wybierając szkołę językową w Irlandii, dobrze jest zwrócić uwagę na to, gdzie się ona znajduje, czy ma swoją siedzibę w jakimś atrakcyjnym miejscu… Nie brak – oczywiście – tego typu placówek w dużych miastach, czyli stołecznym Dublinie i Cork, oraz pięknych okolicach w zachodniej części wyspy. W tym roku warto zainteresować się również szkołami języka angielskiego w Irlandii Północnej, zwłaszcza w Derry, które otrzymało prestiżowy tytuł Miasta Kultury Zjednoczonego Królestwa 2013 (UK City of Culture 2013). Można więc być pewnym, że nie zabraknie w nim licznych atrakcji urozmaicających naukę i wzbogacających pobyt (www.cityofculture2013.com).  

 

Rock of Cashel, czyli Skała Cashel, to górujące nad okolicą eklektyczne skupisko średniowiecznych budowli sakralno-obronnych położone w hrabstwie Tipperary. Znajdziemy tu romańską Cormac’s Chapel (Kaplicę Cormaca), gotycki kościół i wysoką, okrągłą wieżę oraz zachwycimy się wspaniałymi widokami. Zgodnie z legendą wzniesienie powstało, gdy szatan upuścił w tym miejscu głaz z położonej dalej na północ góry Devil’s Bit (478 m n.p.m.), po tym jak święty Patryk wypędził go z jego jaskini.

Wspomniana już Croagh Patrick w hrabstwie Mayo staje się co roku celem pielgrzymek w ostatnią niedzielę lipca. Tysiące Irlandczyków i wiernych z całego świata wspina się boso na szczyt tej góry. Pielgrzymi modlą się po drodze przy specjalnie wytyczonych stacjach, a na koniec biorą udział w nabożeństwie w kapliczce św. Patryka. Upamiętniają w ten sposób post świętego, dzięki któremu z Irlandii zniknęły wszystkie węże. Góra nie imponuje wysokością (ma jedynie 764 m n.p.m.), ale dla turystów nie przyzwyczajonych do wspinaczek może stanowić wyzwanie. Przy dobrej pogodzie widoki roztaczające się ze szczytu rekompensują trudy wyprawy. Panorama błękitnej Clew Bay (zatoki Clew) i krajobraz południowej części hrabstwa Mayo są rzeczywiście malownicze. Po zejściu warto zajrzeć do maleńkiego pubu u samego podnóża Croagh Patrick – pinta (ok. 0,57 l) zimnego stouta (ciemnego piwa) nigdy nie będzie smakować lepiej niż po takiej wspinaczce.

W dzisiejszych czasach, gdy doba wydaje się za krótka, a ludzie coraz częściej narzekają na stres i przepracowanie, dużą popularnością cieszą się oferty weekendów bez telefonów i komputera w ciszy klasztorów. W Irlandii najbardziej znanym tego typu ośrodkiem dla szukających wyciszenia jest centrum pielgrzymkowe na wyspie na jeziorze Lough Derg z bazyliką oraz zabudowaniami dla pielgrzymów, nazywane St. Patrick’s Purgatory (Czyśćcem św. Patryka). Słowo Derg w języku celtyckim oznacza „czerwień”. Misjonarz miał podobno pokonać bestię mieszkającą na wyspie, a jej krew zabarwiła wody jeziora. W tutejszej jaskini św. Patryk stanął u wrót czyśćca. Odtąd miejsce to stało się celem wędrówek dla pokutników z całego świata.

Ostatnią pozycję na naszej liście zajmuje Armagh w hrabstwie Down. To tutaj późniejszy patron Irlandii założył w 445 r. biskupstwo. Miasto pełni dzisiaj funkcję siedziby władz dwóch kościołów: katolickiego i protestanckiego. Na przeciwległych wzgórzach stoją dwie świątynie tych odłamów chrześcijaństwa – obie pod wezwaniem św. Patryka. Myślę, że wizyta w Armagh może być dobrym zakończeniem naszej podróży śladami tej niezwykle ważnej dla Irlandczyków postaci, której losy na zawsze wpisały się w historię wyspy.


 

Artykuły wybrane losowo

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ

 

Ukryte oblicza Indii

PAWEŁ SKAWIŃSKI

autor książki Gdy nie nadejdzie jutro

 

<< Żeby zrozumieć wielką różnorodność Indii, trzeba pojechać w Himalaje, wybrać się na trekking przez deszczowy, zielony Sikkim, spalony słońcem, pustynny Ladakh i żyzny, szafranowy Kaszmir. Odpowiedź na pytanie, co – mimo aż tylu rzucających się w oczy różnic – łączy mieszkańców tego fascynującego kraju, można znaleźć również na dalekim południu Półwyspu Indyjskiego – w iście baśniowej Kerali. >>

Hindusi wierzą, że ich bogowie wybrali Himalaje na swoją siedzibę. Tu mieszka Śiwa z małżonką Parwati („górską boginią”), tutaj bierze swój początek święty Ganges. W tym rejonie rozpowszechnił się głównie buddyzm, ale wciąż silny jest też hinduizm oraz islam. Wyznawcy tych trzech religii na przestrzeni wieków toczyli zaciekłe boje o najwyższe góry świata.

Więcej…

Przez Irlandię ze św. Patrykiem

JUSTYNA MAZUREK-SCHRAMM

                                                                                                               FOT. TOURISM IRELAND

<< W IV i V w., gdy w Hibernii (łacińska nazwa Irlandii) ludzie żyli głównie z rolnictwa, jej terytorium podzielone było na wiele małych królestw. Mimo iż Rzymianie podbili sąsiednią Brytanię, nigdy nie pokusili się, aby zająć ziemie po drugiej stronie dzisiejszego Morza Irlandzkiego. Dlatego bez problemu mogła się tu rozwijać kultura celtycka. To wtedy rozpoczęła się chrystianizacja tej krainy, a dawne tradycje w połączeniu z nową religią zapoczątkowały rozwój irlandzkiej sztuki i literatury. >>

Szmaragdowa wyspa należy obecnie do dwóch państw: Republiki Irlandii (Éire) oraz Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Te oddzielone od siebie granicą obszary łączy jednak nierozerwalnie wspólna historia, której częścią jest postać pewnego wczesnochrześcijańskiego duchownego...

Więcej…