JOANNA CZUPRYNA

                                                                                   FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/KLAUS UND DIRK LEHNARTZ

<< Berlin ze swoją wyjątkową historią i unikalnymi zabytkami od lat stanowi magnes dla turystów z całego świata i systematycznie przyciąga ich coraz więcej. Plan na 2015 r., zakładający przekroczenie sprzedaży 20 mln noclegów rocznie, został ku zdziwieniu ekspertów i radości władz miasta osiągnięty już trzy lata temu. Ze wzrastającego zainteresowania niemiecką metropolią korzysta również Poczdam, jej elegancki sąsiad, którego malownicze położenie zwróciło przed wiekami uwagę członków rodziny panującej z dynastii Hohenzollernów. Dzięki pobudowanym przez nich pałacom otoczonym pięknymi ogrodami słusznie zasłużył on sobie na miano „Wersalu Północy”. Sama Brandenburgia, której jest stolicą, zachwyci natomiast entuzjastów turystyki aktywnej. >>

W Berlinie żyje obecnie ponad 3,5 mln ludności. To prawdziwa europejska metropolia i jedno z największych miast na kontynencie. Leży w samym środku kraju związkowego Brandenburgia. Stolicy Republiki Federalnej Niemiec przysługują jednak prawa autonomicznej jednostki administracyjnej. Pobliski Poczdam uchodzi za ważny ośrodek naukowy – działają tu wyższe uczelnie i instytuty badawcze oraz mieszkają studenci.

 

Planując podróże, czasem zapominamy o naszych najbliższych sąsiadach, a często już tuż za naszą granicą czekają miejsca warte zobaczenia i poznania. W tym wydaniu magazynu All Inclusive chciałabym zaprosić Czytelników do Niemiec, a dokładniej do tętniącego życiem miasta nad Sprewą i jego malowniczej okolicy.

 

Podzielone miasto

Berlin nie pozostawia nikogo obojętnym – można go albo pokochać, albo znienawidzić. Jego centrum nie przypomina tradycyjnego rynku z ratuszem i główną świątynią w sąsiedztwie. Przybiera ono raczej formę rozległego śródmieścia, rozciągniętego pomiędzy dwoma dawnymi ośrodkami życia społecznego: Alexanderplatz (placem Aleksandra) z Fernsehturm (Wieżą Telewizyjną – 368 m wysokości) i Rotes Rathaus (Czerwonym Ratuszem) po wschodniej stronie miasta oraz okolicami dworca kolejowego Berlin Zoologischer Garten, zwanego Bahnhof Zoo (Dworcem Zoo), i bulwarem Kurfürstendamm na zachodzie. To skutek powojennego podziału Berlina na dwa niemal odrębnie funkcjonujące organizmy. Proces scalania, który rozpoczął się po upadku muru berlińskiego w 1989 r., trwa do dzisiaj i najlepiej zauważalny jest w rejonie dawnej granicy. Wokół Brandenburger Tor (Bramy Brandenburskiej) i gmachu Reichstagu(Reichstagsgebäude) czy na Potsdamer Platz (placu Poczdamskim) wyrastają nowe dzielnice z zabudową i infrastrukturą godnymi stolicy na miarę XXI w.

 

Historyczne serce Berlina

Centralny punkt miasta przez wieki wyznaczał potężny gmach Berliner Stadtschloss (Berlińskiego Zamku Miejskiego), którego dobrze zachowane ruiny nie przystawały do powojennej rzeczywistości i zostały wysadzone w 1950 r. Dzisiaj w tym miejscu znajdziemy olbrzymi plac budowy. Do 2019 r. berliński pałac królewski ma się odrodzić na nowo. Jego fasada będzie wierną kopią historycznego poprzednika, a nowoczesne wnętrza zapełnią muzealne kolekcje, biblioteki i zbiory uniwersyteckie. Zainteresowanym tą wielką inwestycją rąbka tajemnicy uchyla pobliski pawilon informacyjny (Humboldt-Box) o nieco futurystycznym wyglądzie. Es ist geradezu lächerlich, was zur Zeit in dieser Stadt aufgestellt wird (To właściwie śmieszne, co postawili obecnie w tym mieście) – można by powtórzyć za dziennikarzem i pisarzem Kurtem Tucholskim (1890–1935), który tymi słowami skomentował niegdyś pierwszą elektryczną sygnalizację świetlną w niemieckiej stolicy, zainstalowaną w 1924 r. na placu Poczdamskim (obecnie stoi tutaj jej kopia). Niebieska metaliczna konstrukcja o nieregularnym kształcie prezentuje się w otoczeniu historycznych zabytków nieco kuriozalnie. Z jej tarasu widokowego rozpościera się jednak widok na najważniejsze budowle w okolicy. Niemal na wyciągnięcie ręki wznosi się majestatyczna Berliner Dom (Katedra Berlińska), w której podziemiach kryją się grobowce rodziny Hohenzollernów, dynastii panującej na tych ziemiach przez blisko 500 lat (do 1918 r.). Obok świątyni znajduje się kompleks Museumsinsel (Wyspa Muzeów) z najstarszym obiektem muzealnym w mieście – Altes Museum (Starym Muzeum zbudowanym w latach 1825–1830), zaprojektowanym przez pruskiego architekta doby klasycyzmu Karola Fryderyka Schinkla (1781–1841). Kolejne gmachy mieszczą starożytne eksponaty z popiersiem królowej Nefretete (Neues Museum – Nowe Muzeum) i Wielkim Ołtarzem Zeusa (Pergamonmuseum – Muzeum Pergamońskie) na czele, obrazy niemieckich romantyków i francuskich impresjonistów (Alte Nationalgalerie – Stara Galeria Narodowa) i kolekcje rzeźby, sztuki bizantyjskiej oraz monet i medali (Bode-Museum – Muzeum Bodego). Od Wyspy Muzeów w kierunku zachodnim wiedzie XVII-wieczna aleja Unter den Linden (Pod Lipami). Powstały przy niej ważne państwowe budynki, zbrojownia (dzisiaj Deutsches Historisches Museum – Niemieckie Muzeum Historyczne), Neue Wache (Nowy Odwach – miejsce pamięci ofiar wojen i tyranii), Humboldt-Universität zu Berlin (Uniwersytet Humboldta w Berlinie), Staatsbibliothek zu Berlin (Biblioteka Państwowa w Berlinie) czy Staatsoper (Opera Państowa). Zwieńczeniem arterii jest widoczna w oddali Brama Brandenburska, na której jeszcze w XIX w. kończyło się miasto.

FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/JOCHEN KEUTE

Niemieckie Muzeum Historyczne

 

            Dzisiejszy Berlin cechuje niezmierna różnorodność. W 1920 r. poszerzono jego granice o kilka odrębnych miejscowości. Mimo iż obecnie funkcjonują jako berlińskie dzielnice czy osiedla, zachowały swoje własne centra, wykształcone nierzadko w ciągu kilku setek lat. Tysiące obcokrajowców uczyniło ze stolicy Niemiec prawdziwą wielokulturową metropolię. Widać to już nie tylko po sklepach i wyśmienitych restauracjach, ale i całych poddzielnicach, jak Kreuzberg czy Wedding. Nieliczne średniowieczne zabytki czy XVIII-wieczne pałace pruskich książąt sąsiadują z nowoczesnymi gmachami dzielnicy rządowej czy ponad 100-metrowymi biurowcami. Mimo śmiałych planów rodzimych i obcych architektów, symbole takie, jak Brama Brandenburska czy przebudowana siedziba Bundestagu (izby parlamentu niemieckiego) – budynek Reichstagu, nie zostały przytłoczone przez współczesne projekty. Warto zawitać nad Sprewę właśnie po to, aby zobaczyć tę udaną koegzystencję nowoczesności z przeszłością.

 

Mariaż koszar i rezydencji

Z Berlina do Poczdamu, stolicy kraju związkowego (niem. das Land) Brandenburgia, dojedziemy bezpośrednio kolejką miejską w 40 min. Możemy również zatrzymać się po drodze w Wannsee, willowym osiedlu położonym na peryferiach, i liniowym autobusem dotrzeć do granicy między miastami. Wyznacza ją przerzucony nad Hawelą Glienicker Brücke (most Glienicke), który zapisał się w historii jako „most szpiegów”. W okresie zimnej wojny trzykrotnie dokonywano tu wymiany pojmanych agentów, działających na rzecz Stanów Zjednoczonych i krajów bloku wschodniego. W czerwcu 1985 r. był wśród nich m.in. polski oficer wywiadu Marian Zacharski, który podczas pobytu w USA zdobył informacje dotyczące dokumentacji technicznej wojskowego wyposażenia.

Z przeprawy w ciągu 20 min. dojdziemy do dworku Cecilienhof, ostatniego spośród wielu pałaców Hohenzollernów. Wzniesiono go dla następcy tronu księcia Wilhelma i jego żony Cecylii na początku XX w. Położona na uboczu rezydencja, niezniszczona w czasie wojny, stała się w lipcu i sierpniu 1945 r. miejscem obrad polityków zwycięskich państw (Józefa Stalina, Harry’ego Trumana i Winstona Churchilla). Głównych uczestników konferencji poczdamskiej zakwaterowano jednak w innej części miasta – Neubabelsberg. To właśnie tutaj należy szukać istniejących do dzisiaj willi, w których mieszkali przywódcy USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR (Truman-Villa, Churchill-Villa, czyli Villa Urbig, Stalin-Villa, czyli Villa Herpich).

Architekturę Poczdamu ukształtowały przede wszystkim funkcje garnizonu i rezydencji, które spełniał przez lata. W jego granicach znajdują się trzy wielkie kompleksy pałacowo-parkowe, wpisane w 1990 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najstarszym i najczęściej odwiedzanym z nich jest Park Sanssouci z rokokowym pałacem o tej samej nazwie (co po francusku oznacza „beztroski”), wzniesionym według szkiców pruskiego króla Fryderyka II Wielkiego (1712–1786). Neuen Garten (Nowy Ogród) z Marmorpalais (Pałacem Marmurowym) oraz neogotycki Schloss Babelsberg (Zamek Babelsberg) to kolejne urzeczywistnione fantazje władców Prus, które można podziwiać do dzisiaj. Militarny charakter miasta podkreślają dawne XIX-wieczne budynki koszar, obecnie zamienione na mieszkania, biura i hale sportowe, oraz trzy z istniejących niegdyś pięciu poczdamskich bram miejskich.

Ciekawostką architektoniczną, a zarazem świadectwem obecności licznych obcokrajowców, mających udział w tworzeniu historii Poczdamu, są Holländisches Viertel (Dzielnica Holenderska), Russische Kolonie Alexandrowka (Rosyjska Kolonia Aleksandrowka) oraz osiedle tkaczy czeskich Weberviertel. Podobnie jak Berlin, stolica Brandenburgii stara się naprawiać błędne decyzje enerdowskich władz – przywraca blask fasadom wielu historycznych budynków i odbudowuje barokowy Stadtschloss (Pałac Miejski), do którego w 2014 r. planuje się wprowadzić parlament Brandenburgii Landtag.

FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/JOCHEN KEUTE

Pałac Cecilienhof w Poczdamie

 

Otwarte przestrzenie Brandenburgii

Ten powstały w 1990 r. nowy kraj związkowy Niemiec na pierwszy rzut oka może wydawać się nudny i monotonny. W jego krajobrazie dominują pola uprawne, akweny wodne i wieże kościelne małych miasteczek. Jednakże tutejszy niezniszczony przemysłem obszar, w większości nizinny lub pagórkowaty, z bogatą siecią jezior, rzek i kanałów, stanowi doskonałe miejsce do uprawiania wszelkich form turystyki aktywnej.

            Brandenburgia ma aż 7 tys. km oznakowanych ścieżek rowerowych łączących regionalne ciekawostki i warte odwiedzenia atrakcje. Unikatem w skali Europy jest Flaeming-Skate – 230-kilometrowa sieć wyasfaltowanych dróg do jazdy na rolkach czy rowerze w powiecie Teltow-Fläming, położonym na południowy zachód od Berlina. Korzystając z tych specjalnie przygotowanych tras, z miasta Luckenwalde do oddalonego o ok. 13 km Jüterbog dojedziemy w ciągu ponad 2 godz. Ta pierwsza miejscowość słynie m.in. z właściciela lokalnej fabryki papieru Hermanna Henschela, który zdegustowany mało higienicznym sposobem owijania żywności w zużyte gazety wynalazł w 1867 r. talerz kartonowy. Jüterbog zachwyci z kolei swoimi obwarowaniami, ceglanymi gotyckimi budowlami i najpiękniej usytuowanymi w całej Brandenburgii biblioteką oraz punktem informacji turystycznej, mieszczącymi się w dawnym kościele franciszkanów. To jednak tylko jedna z wielu propozycji wycieczkowych, które mogą tu wybrać miłośnicy aktywnego spędzania czasu.

FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/JOCHEN KNOBLOCH

Brandenburska Gänsetour (Trasa Gęsi)

 

            Podczas wizyty w brandenburskim landzie nie wolno nam także zapomnieć o rezerwacie biosfery UNESCO Biosphärenreservat Spreewald. Rzeka Sprewa rozgałęzia się tutaj na dziesiątki mniejszych kanałów, tworzących fascynującą sieć dróg wodnych o łącznej długości 970 km. Na wycieczkę kajakiem lub czółnem warto zabrać ze sobą nie tylko dobrą mapę, ale i specjały regionalnej kuchni, w której dominują kiszone i marynowane ogórki spreewaldzkie. Są one tematem przewodnim licznych lokalnych festynów, a specjalna, aż 260-kilometrowa, ścieżka rowerowaGurken-Radweg prowadzi przez tereny upraw tych warzyw i zaznajamia ze sposobem przygotowywania przetworów. Z kolei miejscowa manufaktura czekolady Confiserie Felicitas (w Hornow) sprzedaje miniaturowe ogórki z kakaowej masy w stylizowanych słoiczkach. Takiej popularności nie zdobyły jeszcze dwa inne brandenburskie przysmaki: truskawki i szparagi.

FOT. TOURISMUSVERBANO MECKLENBURG-VORPOMMERN

Pałac w Oranienburgu

 

            Hitem turystycznym Brandenburgii stał się kompleks Tropical Islands, otwarty w 2004 r. Ściągają do niego rzesze spragnionych ciepłego klimatu amatorów kąpieli. Pomysł, aby pod dachem wielkiej hali, wzniesionej pierwotnie do produkcji sterowców, umieścić fragment tropikalnego wybrzeża, znalazł również uznanie wśród Polaków. Podczas wizyty w Berlinie, Poczdamie, a czasem nawet stolicy sąsiedniego landu – saksońskim Dreźnie, tak organizują sobie plan dnia, żeby móc choć kilka godzin spędzić na piaszczystej plaży tego niezwykłego centrum rozrywki i wypoczynku. Polecam pójść za ich przykładem i zakończyć wycieczkę do stolicy Niemiec i jej okolic relaksem na tej wspaniałej tropikalnej wyspie.  


                                                                                     

 

Artykuły wybrane losowo

Tajlandia zmysłowa

 

 

temple_of_the_emerald_buddha.jpg

Bangkocka Świątynia Szmaragdowego Buddy

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Katarzyna Byrtek

 

Prawdopodobnie większość Europejczyków słyszała o tajskich niebiańskich plażach, białym piasku i lazurowej wodzie. Jednak Tajlandia to nie tylko rajska kraina uśmiechów, idealna na wakacyjny leniwy wypoczynek, lecz także kraj dostarczający różnorodnych i mocnych wrażeń. Zapewnią nam je m.in. degustacje najlepszej kuchni świata, oglądanie emocjonujących walk boksu syjamskiego („muay thai”) na ringu i zwiedzanie niezmiernie kolorowego podwodnego królestwa zamieszkanego przez wyjątkowe stworzenia. 

Z klimatyzowanego samolotu przez klimatyzowany terminal docieram aż do metra prowadzącego do centrum Bangkoku. Wagon pociągu jest tak wychłodzony, że nie zdejmuję i nie chowam swojego europejskiego swetra. Wkrótce dojeżdżamy jednak do stacji końcowej i wysiadam w bangkocką noc – parną, duszną, gorącą tak, że fala ciepła zatrzymuje mnie na peronie na ułamek sekundy. Moje ciało ciągle pamięta środek warszawskiej zimy. Jak ja tu będę żyć przez dwa miesiące – myślę. W Tajlandii w najchłodniejszym okresie temperatura sięga 30°C, a woda w morzu nagrzewa się do 26°C. W trakcie naszej jesieni i zimy trwa w tym rejonie pora sucha, a powietrze jest przyjemniejsze i mniej wilgotne niż np. w lecie, kiedy część kraju dręczą uparte monsuny i deszcze. Wytchnienie dają klimatyzowane pomieszczenia. Zresztą mieszkańcy całej Azji Południowo-Wschodniej mają niemal obsesję na punkcie chłodzenia się. Klimatyzacja zwykle bywa nastawiona nie na komfortowe dla Europejczyka 20–22°C, ale na temperaturę znacznie niższą. Dlatego do kina zawsze trzeba się ciepło ubrać, przed podróżą nocnym autobusem wyjąć bluzę i szal, a nawet narzucić coś na siebie przy każdej przejażdżce metrem.

Tajlandia cieszy się dużą popularnością wśród turystów z całego świata głównie ze względu na przepiękne plaże i lazurowe morze. Warto jednak wyjść nieco poza ten schemat, zrezygnować z błogiego wylegiwania się na złotym piasku choć na kilka dni i przeżyć o wiele więcej. To idealny cel wyjazdów dosłownie dla wszystkich – rodzin z dziećmi, backpackerów, którzy muszą nieraz zaciskać pasa, miłośników sportów i wielbicieli leniuchowania, samodzielnych podróżników czy królów imprez.

Raj dla kubków smakowych

Jedzenie stanowi wielką atrakcję w czasie wizyty w Tajlandii. Nie bez powodu kuchnia tajska uważana jest za najciekawszą i najlepszą na świecie. Niespróbowanie miejscowych przysmaków byłoby prawdziwym grzechem. Trzeba jednak pamiętać, że tosty zapiekane z szynką sprzedawane w popularnej sieci sklepów 7-Eleven wcinają tylko przyjezdni, a tutejsze śniadanie, obiad i kolacja niespecjalnie się od siebie różnią – rano można spokojnie zajadać się grillowaną wieprzowiną, kurczakiem czy dużą miską wywaru mięsnego z makaronem ryżowym.

Jeśli do obiadu nie dostaliście pałeczek, lecz sztućce, nie martwcie się, nikt nie zwątpił w wasze umiejętności posługiwania się nimi. W Tajlandii większość dań je się po prostu łyżką i widelcem (noże to rzadkość). Pałeczki, razem z łyżką, podawane są najczęściej do zupy z makaronem ryżowym.

W kuchni tajskiej wszystko kręci się wokół ryżu (zamówić go można nawet w miejscowym KFC), intensywnych przypraw i różnych rodzajów mięsa. Najsłynniejsze jest boskie pad thai, czyli smażony makaron ryżowy m.in. z jajkiem, sosem rybnym, orzeszkami, krewetkami, serwowany z połówką limonki i kiełkami. Nie wolno nie spróbować chociaż jednej z wersji curry (mieszanki przypraw rozprowadzanej w mleku kokosowym podawanej z mięsem, warzywami i ryżem) – do wyboru czerwone, zielone, żółte bądź łagodniejsze phanaeng curry (panang curry lub penang curry). Z kolei tom yam (tom yum) to intensywna kwaśno-pikantna zupa na mleku kokosowym. Ciekawą propozycję na lunch stanowi też sałatka z papai. Na deser często zamawia się lepki ryż khao niaw z bananem, mlekiem kokosowym czy jajkiem.

Przed wyruszeniem na wędrówkę w poszukiwaniu tajskich specjałów trzeba również odrzucić restrykcyjne zasady polskiego sanepidu, aby móc beztrosko zapuścić się w uliczki, gdzie na każdym kroku spotkać można dymiące wózki pełne świeżo przygotowanych smakołyków (wspomnianej zupy albo np. nadzianego na patyki mięsa). Wokół nich chaotycznie poustawiane są małe stoliki z niskimi plastikowymi krzesłami – nie ma na nich serwetek i sztućców, ale atmosfera jedzenia na ulicy jest niepowtarzalna. We wszystkich miastach i punktach, gdzie zatrzymują się autobusy dalekobieżne, znajduje się przynajmniej kilka niewielkich targów, na których oprócz świeżych owoców czy ryb sprzedaje się przeróżne mieszanki mięsa z lokalnymi warzywami przyprawione prawdziwie po tajsku. Posiłki na wynos pakuje się do zawiązywanych woreczków. Duża część lokali typowo restauracyjnych powstała dla turystów, dlatego ceny bywają w nich nawet kilkakrotnie większe, a dania – nie zawsze oryginalne.

W słynnej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej Pattaya,uchodzącej za jedno z centrów seksbiznesu,koniecznie należy odwiedzić chińsko-tajskie restauracje z rodzaju all you can eat (pol. jesz, ile chcesz). Pośrodku stołu znajduje się w nich wielki rozgrzany gar, w którym goście samodzielnie gotują lub przysmażają jedzenie. W formie szwedzkiego stołu wystawione są przeróżne warzywa, owoce, mięsa i najrozmaitsze owoce morza. Większe porcje tych dwóch ostatnich składników można wybrać samemu i oddać w ręce obsługi, która przygotuje je na grillu.

Moje własne curry

W Tajlandii przyrządzimy też miejscowe przysmaki samodzielnie pod okiem doświadczonego szefa kuchni w czasie kursu gotowania. Nawet największym obżartuchom powinien wystarczyć półdniowy wariant takiego szkolenia, w trakcie którego przygotowuje się kilka dań, a potem je konsumuje. W menu pojawiają się doskonała zupa kokosowa tom kha czy wspomniana już tom yam, makaronowe pad thai, jeden z rodzajów sajgonek i deser. W moździerzu uciera się również proszek curry, którego później dodaje się do potrawy z ryżem. Takie własnoręcznie przyrządzone specjały to prawdziwe niebo w gębie.

Największy wybór godnych polecenia kursów gotowania znajdziemy w mieście Chiang Mai, położonym w północnej części kraju. To jeden ze standardowych przystanków wszystkich turystów w Tajlandii, dlatego zaplecze usługowe jest w nim na tyle rozwinięte, że przyjezdni mogą siedzieć tu ponad tydzień i nigdy się nie nudzić.

Dzień najlepiej zacząć na lokalnym targu. Niektóre sprzedawane na nim produkty są tak niezwykłe, że człowiek z Europy Środkowej nie tylko dziwi się, że Tajowie je jedzą, ale też zastanawia, jak to robią. Do najsłynniejszych tego typu osobliwości należy zielonkawy durian z grubą skórką przypominającą nieco kolce. Ciągnie się za nim opinia najbardziej śmierdzącego owocu świata. Kiedy w pokoju w hostelu czuć zapach starych skarpetek, niekoniecznie winę za to musi ponosić niechlujny współlokator. Może ktoś nielegalnie (większość obiektów noclegowych wywiesza kartki z rysunkiem przekreślonego duriana) przemycił cuchnący smakołyk. Podobno nie wolno spożywać go także z alkoholem lub kawą.

Ciało do ciała

Po spacerze z orzeźwiającym świeżo zmiksowanym sokiem z owoców egzotycznych w ręce przychodzi czas na relaks. Wbrew obiegowej opinii większość tajskich masaży wcale nie kończy się zaspokojeniem seksualnym. Zabieg ten ma długą historię, a za jego legendarnego twórcę uchodzi sam lekarz Buddy – Shivago Komarpaj (Jīvaka Komarabhācca), żyjący ok. VI w. p.n.e. W rzeczywistości rozwój tej techniki masowania był bardziej złożony, bo czerpie ona z tradycji Chin, Indii i innych południowoazjatyckich krajów.

Wizyta w miejscowym salonie bywa niełatwym przeżyciem dla osób nieśmiałych i kruchych – taki masaż jest wyjątkowo kontaktowy i intensywny. Przed nim rozbieramy się do majtek albo zakładamy coś w rodzaju luźnego szlafroka i kładziemy się na materacu lub specjalnej leżance. W trakcie zabiegu masażystka używa różnych części ciała: łokci, stóp, kciuków bądź przedramion, może na nas siadać, trzymać za rękę, przyciskać nasze ciało do swojego. W przypadku tej techniki nie chodzi tyle o delikatne ugniatanie mięśni i skóry, co o naciskanie odpowiednich punktów i rozciąganie. Tajski masaż łączy elementy akupresury, pasywnej jogi i refleksologii. Czasem wywołuje chwilowy ból, ale po wszystkim człowiekowi wydaje się, że jest na tyle rozciągnięty, iż urósł kilka centymetrów. Taka sesja niesamowicie odpręża, dlatego zaleca się korzystanie z jej dobrodziejstw przynajmniej raz w tygodniu, nie tylko na urlopie. Osoby krępujące się tak bliskiego kontaktu z obcym człowiekiem mogą skusić się na wymasowanie stóp czy karku i głowy. Salony masażu znajdziemy tutaj dosłownie wszędzie, m.in. na południowych wyspach, w Bangkoku lub północnym Chiang Mai (gdzie działa zresztą najbardziej renomowana szkoła masażu).

Wielki błękit

scuba_diving_andaman_sea.jpg

W wodach Morza Andamańskiego nurkowie spotkają m.in. rekiny brodate

©THAITRAVELMART.COM



Ciepłe przejrzyste morze, bogactwo kolorowych ryb i zapierające dech w piersiach rafy koralowe przyciągają co roku do południowej Tajlandii tysiące turystów, a podwodny świat tego regionu od zawsze trafia do pierwszych dziesiątek rankingów najciekawszych nurkowisk na ziemi. Jeśli ktoś nie wie nic o nurkowaniu, to nic nie szkodzi. Może kupić albo wypożyczyć maskę, rurkę oraz płetwy i wybrać się na eksplorację dna morskiego na własną rękę na płytkie wody blisko brzegu. Dobrze dopytać się o lokalne warunki – w niektórych miejscach występują silne prądy lub fale, które wyrzucają na skały czy rafy. Najlepsze do snorkelingu są okolice wysp Koh Lipe, Koh Chang i Koh Samui.

Warto jednak zarezerwować sobie kilka dni bądź tydzień i wykupić podstawowy kurs nurkowy ze sprzętem – tutejsze ceny należą do najkorzystniejszych na świecie, a to, co zobaczymy pod powierzchnią morza w Tajlandii, jest zdecydowanie atrakcyjniejsze niż widoki podczas szkoleń prowadzonych na basenie i jeziorach w Polsce. Co więcej, sprzyjające warunki panują tu cały rok (z małymi wyjątkami), temperatura wody w zasadzie nie spada poniżej 26°C, a najlepszy okres do nurkowania to styczeń–marzec, czyli szczyt tajskiego sezonu. Zwykle nie ma konieczności zapisywania się na lekcje z wyprzedzeniem. Nawet na mniejszych turystycznych wyspach działa po kilka firm, bez problemu już na miejscu sprawdzimy ceny, dostępność i terminy kursów. Dobrze też zainteresować się, jakie certyfikaty posiada instruktor, czy dogadamy się z nim w jakimś języku, którym władamy, i co dokładnie zawiera dana oferta.

Cisza pod wodą, otaczające człowieka rozległe przestrzenie czy uczucie latania to dodatkowe argumenty przemawiające za spróbowaniem nurkowania. Niemal 75 proc. wszystkich gatunków fauny morskiej i koralowców na świecie występuje właśnie w Azji Południowo-Wschodniej – od malutkich koników morskich, przez płaszczki, ośmiornice, węże wodne, po kilku- lub kilkunastometrowe ryby. Spotkania z tymi stworzeniami nigdy się nie zapomina. Zachwycają również podwodne jaskinie, bloki skalne i wraki łodzi. Tajlandię można podzielić na trzy rejony idealne dla nurków. Pierwszy z nich stanowi zachodnie wybrzeże ze słynną wyspą Phuket oraz archipelagiem Phi Phi, leżący na północ od niego obszar, na który składają się wyspy Similan, Koh Bon, Koh Tachai i Skała Richelieu (Richelieu Rock), a także region południowy, czyli Koh Haa, Hin Daeng, Hin Muang i Koh Lipe. Z kolei w północnej części Zatoki Tajlandzkiej warto odwiedzić Pattayę i Koh Chang. Natomiast na jej południowym terenie miłośników podwodnych przygód przyciągają Koh Tao i Koh Samui.

Na siedzeniu tuk-tuka

phi-ph-island-1.jpg

Koh Phi Phi Don jest największą wyspą w archipelagu Phi Phi

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND



Istnieje wiele sposobów podróżowania po kraju Tajów. Wielką frajdą będzie na pewno zwiedzanie wybranej wyspy na własną rękę wypożyczonym na jeden lub kilka dni skuterem. Samodzielne prowadzenie środka transportu (wynajęcie samochodu bywa znacznie droższe) daje dużą niezależność. Nie tylko nie jesteśmy wówczas uzależnieni od rozkładów jazdy, lecz także bez problemu możemy zatrzymać się przy opuszczonej rajskiej plaży i wskoczyć wprost do orzeźwiającej wody.

W dużym mieście warto choć raz przejechać się tuk-tukiem, czyli autorikszą pełniącą funkcję taksówki. Taki trzykołowy pojazd wygląda jak motor z dobudowanym z tyłu wózkiem, który pomieści kilka osób. Jazda zatłoczonymi ulicami Bangkoku podniesie ciśnienie krwi niejednemu Europejczykowi. Jeśli ktoś podróżuje samodzielnie, może skorzystać z taksówek motorowych i skuterowych. Pasażer plecak wkłada pod kierownicę i wskakuje na siedzenie za kierowcą, który pędzi, przeciskając się między samochodami i ignorując większość znaków drogowych. Trudno powiedzieć, czy to aby na pewno bezpieczne, ale przeżycia z takiej przejażdżki są z pewnością niezapomniane.

Tajlandia to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników morza i wysp, a co za tym idzie, zapalonych żeglarzy. Wystarczy zebrać grupę znajomych i wypożyczyć jacht albo katamaran, aby przemierzać bezkresną Zatokę Tajlandzką, a podczas rejsu zatrzymywać się w każdej chwili przy opuszczonych lądach, opalać bez towarzystwa tłumu turystów i nurkować z maską wśród bajecznych raf koralowych.

W świetle księżyca

shopping_at_khao_san_road1.jpg

Ulicę Khao San w centrum Bangkoku odwiedzają tłumy turystó

©THAITRAVELMART.COM



Wieczorem siadamy w jednym z barów. Noc jest gorąca, w środku stoją plastikowe krzesła i stół bilardowy, gra głośna muzyka. Podają tutaj tajskie piwa Chang i Singha bądź popularnego Tigera z Singapuru, czasem z lodem. Dla niektórych wakacje to moment, kiedy wreszcie mogą beztrosko imprezować i nie martwić się wczesnym wstawaniem. Do najlepszych do tego miejsc należy Bangkok – znajdziemy w nim słynną ulicę dla backpackerów Khao San, luksusowe bary na dachach wieżowców (rooftop bars) czy dzielnicę czerwonych latarni Patpong odwiedzaną przez licznych zagranicznych przybyszów. Wiele osób przyciągają kolorowe nocne światła położonego na wybrzeżu miasta Pattaya, centrum tajskiego seksbiznesu, w którym przy głównej ulicy działają kluby dla gejów oraz lokale oferujące pokazy erotyczne lub występy kathoey, czyli tzw. ladyboys (osób, które przyswoiły sobie cechy przeciwnej płci, uważanych w buddyzmie za trzecią płeć). Dzikie noce w ociekającej alkoholem i seksem Pattayi niezbyt przypadną do gustu osobom ceniącym zwykłego typu rozrywki czy rodzinom z dziećmi. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że seksturystyka to nie tylko niewinna wakacyjna zabawa, lecz także branża kontrolowana przez mafie i związana z wykorzystywaniem kobiet oraz zmuszaniem nieletnich do prostytucji.


Bawić można się wszędzie, ale dobre towarzystwo i odpowiedni termin to czasem podstawa. Tajlandia słynie na świecie z full moon party, czyli całonocnych imprez nad brzegiem morza organizowanych na południu kraju w dzień przed pełnią księżyca, w jej trakcie albo dzień po niej. Zwyczaj ten zainicjowano na plaży Haad Rin na wyspie Phangan w południowo-wschodniej części Zatoki Tajlandzkiej. W 1985 r. odbyło się pierwsze takie wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. Wkrótce zyskało sławę i dziś przyciąga przynajmniej kilka tysięcy uczestników, w większości turystów, a jego odpowiedniki spotkamy również na innych wyspach. Na full moon party usłyszymy muzykę reggae, trance, rhythm and blues, techno, house czy drum and bass. Alkohol leje się strumieniami, nierzadko pojawiają się też inne środki odurzające. Trzeba jednak wiedzieć, że kary za posiadanie i sprzedawanie narkotyków w Tajlandii są wyjątkowo surowe.

Emocje na ringu

Wielbiciele widowisk podnoszących poziom adrenaliny we krwi także nie będą się w tym kraju nudzić. Muay thai, czyli boks tajski (boks syjamski), to bardzo popularna sztuka walki, szczycąca się niemal statusem sportu narodowego i przyciągająca tysiące żądnych wrażeń Tajów i zagranicznych turystów. Zwykle podoba się nawet osobom, które nie są fanami bijatyk na ringu. Ma wielowiekową tradycję, a wiele ze starych elementów przetrwało do dzisiaj – pojedynek zaczyna się od rytualnego tańca wojownika wai khru. Kiedyś w jego trakcie prezentowano region, z którego pochodził zawodnik. Ta część stanowi jednocześnie rozgrzewkę. Cała walka odbywa się na stojąco, przeciwnicy używają niskich kopnięć okrężnych, uderzeń łokciami i kolanami oraz tzw. klinczu, czyli chwytu klamrowego rękami. Niesamowitą atmosferę na widowni tworzy rozemocjonowana publiczność zawsze reagująca na silniejszy cios, przekrzykująca się, obstawiająca wynik w każdym momencie spotkania. Walczą w większości Tajowie, ale zdarzają się też zawodnicy z innych krajów. Niektórzy z nich są bardzo młodzi – trafiają się nawet 15-latkowie. Za najlepsze areny bokserskie uchodzą Lumpinee Boxing Stadium i Rajadamnern Stadium w Bangkoku oraz te na Phuket i Koh Samui czy w Chiang Mai.

Noc w dżungli

Liczne parki narodowe, dziewicza przyroda i zielona dżungla, w głąb której urządza się kilkudniowe wędrówki, czekają na wszystkich mających odwagę zejść nieco ze standardowego szlaku pełnego piaszczystych plaż i taniego piwa Chang. Leśnych ścieżek i zorganizowanych wycieczek szukać można w różnych częściach kraju, zarówno na popularnej północy, jak i w regionie wschodnim, często omijanym przez turystów. Dużo wypraw trekkingowych organizuje się w prowincjach Chiang Mai i Chiang Rai, Mae Hong Son, Kanchanaburi, Krabi, dystrykcie Mae Sot czy Parku Narodowym Khao Yai. Jeśli musimy wybrać jedno miejsce, warto zaufać ekspertom z UNESCO i odwiedzić Kompleks Leśny Dong Phayayen-Khao Yai, leżący w środkowej Tajlandii, stosunkowo niedaleko od stolicy. Podczas planowania wędrówek należy brać pod uwagę porę roku. Inaczej niż na wybrzeżu w okresie zimowym temperatura powietrza na terenach wyżej położonych bywa znacznie niższa od tej panującej w pozostałych miesiącach.

Światło i dym

Tajlandia to kraj o długiej historii i bogatej tradycji, dobrze więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z jej najważniejszymi zabytkami i dowiedzenie się czegoś więcej o dominującym tutaj buddyzmie. Do obowiązkowych miejsc do zwiedzenia w Bangkoku zaliczają się przepiękny Wielki Pałac Królewski z Wat Phra Kaew (Świątynią Szmaragdowego Buddy), jedna z najstarszych tajskich budowli sakralnych Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy) oraz Wat Suthat z 28 chińskimi pagodami symbolizującymi 28 postaci Buddy. Na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO znajdują się m.in. stanowisko archeologiczne Ban Chiang, dawna stolica Syjamu Ayutthaya, ruiny miasta Sukhothai czy rezerwaty dzikiej przyrody rozciągające się wzdłuż granicy z Birmą występujące pod wspólną nazwą Thung Yai-Huai Kha Khaeng.

Choć flaga Tajlandii jest niebiesko-biało-czerwona, to zdecydowanie dominują tu kolory pomarańczowy, złoty i biały. Można się o tym przekonać w trakcie jednego z buddyjskich świąt. W jakimkolwiek mieście wtedy będziemy, udajmy się do najbliższej świątyni i przeżyjmy je razem z Tajami. W czasie pełni księżyca obchodzi się Makha Bucha (Magha Puja), kiedy to rozbłyskają setki świateł, a w powietrzu unosi się dym. Pochód ze świeczkami i kwiatami prowadzony przez ubranych na pomarańczowo mnichów okrąża kilkakrotnie kompleks świątynny. Z kolei Songkran to tradycyjny tajski Nowy Rok (wypada na połowę kwietnia). Na ogół spędza się go w gronie rodziny, a do jego zwyczajów należy obmywanie posągów Buddy w świątyniach lub w czasie procesji (przewozi się je na bagażnikach samochodów). Przez kilka dni ulice pełne są roześmianych ludzi, którzy malują się białą kredą i oblewają wodą. Przypomina to trochę nasz śmigus-dyngus.

Tajskie niezwykłości

W Tajlandii zaskoczy nas wiele rzeczy. Na śniadanie dostaniemy ryż z mięsem lub zupę z makaronem ryżowym, a niedojrzałe mango serwuje się tu z sosem rybnym albo chilli. Do większości potraw otrzymamy łyżkę i widelec. Piwo z kolei często podaje się z lodem.

Do zwykłych widoków należą w tym kraju mnich bawiący się telefonem komórkowym czy słonie spacerujące po ulicach. Na drogach trzeba zachować ostrożność, bo przepisy dla uczestników ruchu traktuje się raczej jako wskazówki niż nakazy i zakazy.

Niemal wszystkie kremy dostępne w sklepach przeznaczone są do rozjaśniania skóry. Klimatyzacja w środkach komunikacji i pomieszczeniach ustawiona jest na dość niską temperaturę – sweter w autobusie to konieczność. Hymn państwowy rozbrzmiewa z głośników dwa razy dziennie, dodatkowo również przed każdym seansem w kinie.

Współczesne uzdrowiska – połączenie tradycji z nowoczesnością

 

BARBARA TEKIELI

 

Regeneracja sił w bliskości z naturą, podziwianie wyjątkowych krajobrazów i pięknej architektury przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie harmonii ciała i ducha, a do tego aktywny udział w wydarzeniach kulturalnych – oto nowe spojrzenie na leczenie uzdrowiskowe w Polsce oraz u naszych sąsiadów i bratanków: na Litwie, Słowacji, Węgrzech i w Czechach. Odpoczynek w miejscowościach kuracyjnych, najczęściej malowniczo położonych, nabiera dziś nieco innego charakteru. Współczesne uzdrowiska znakomicie łączą dwie funkcje: leczenie wielu schorzeń i chorób cywilizacyjnych oraz oferowanie zabiegów odnowy biologicznej. Kuracjusze nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z terapii rekomendowanych przez lekarzy. Chcą odbyć kurację w miejscach atrakcyjnych turystycznie i połączyć ją z wypoczynkiem, poznawaniem historii regionu, dbaniem o kondycję fizyczną czy urodę, a nawet delektowaniem się specjałami lokalnej kuchni. Mnóstwo komfortowych ośrodków oferuje swoim gościom popularne ostatnio pakiety ekologiczne i usługi z zakresu medycyny naturalnej. W większości uzdrowisk powstają luksusowe centra spa i wellness proponujące zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Poza tym w wielu z nich odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne lub sportowe.

Więcej…

SŁOWENIA – ZIELONY ZAKĄTEK EUROPY

TOMASZ ŁUKASZEWICZ

<< Na tegorocznych XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi słoweńscy sportowcy prezentowali się w strojach z elementami koloru zielonego. Podobnie było 2 lata wcześniej podczas letniej olimpiady w Londynie. I mimo iż nie ma tej zieleni na fladze Słowenii, każdy, kto choć raz zawitał w jej gościnne progi, wie, co zainspirowało projektantów… >>

Więcej…