JAKUB WOLSKI

 

<< Jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia podróż do kraju Drakuli budziła ogólne zdziwienie. Działo się tak dlatego, że strony te nie należały do najbezpieczniejszych i cieszyły się złą sławą. Dziś coraz więcej turystów z całego świata patrzy na Rumunię z zainteresowaniem, a nawet nieskrywaną fascynacją. Potężne Karpaty i owiana aurą tajemniczości historyczna Transylwania mają w sobie coś, czemu trudno się oprzeć… >>

Początki samodzielnego państwa rumuńskiego przypadają dopiero na XIX w. Wcześniej jego tereny trafiały pod panowanie Rzymian, Węgrów, Austriaków, Turków czy Rosjan. Współcześnie najwięcej przedstawicieli w tym kraju liczy sobie mniejszość węgierska. Stanowi ona aż 6,5 proc. mieszkańców 19-milionowej Rumunii. Wiele miast położonych przy granicy z Węgrami czy szczycących się długą historią posiada dwie wersje językowe: rumuńską i węgierską. Tu kończy swój bieg druga najdłuższa rzeka Europy – Dunaj, która u wybrzeży Morza Czarnego tworzy szeroką i widowiskową deltę.

 

Gdy pierwszy raz (jeszcze jako student) odwiedzałem Rumunię, moim celem były Fogarasze – piękne, skaliste pasmo górskie należące do Karpat Południowych. Dotarcie do nich na własną rękę, bez samochodu, wymagało nieco sił i dużo cierpliwości. Do Krakowa pojechaliśmy pociągiem, stamtąd do Budapesztu – autobusem, gdzie znów wybraliśmy połączenie kolejowe do Simerii w Transylwanii (Siedmiogrodzie), aby przesiąść się po raz kolejny i kolejny… Po 30 godz. przerzucania bagaży między różnymi środkami transportu stanęliśmy na peronie, a właściwie na ziemi, bo prawdziwej stacji nigdy w tym miejscu nie było. Przed nami znajdowała się niewielka, malowniczo położona wioska na końcu świata, a za nią góry – przepiękne, dumne i wymagające.

 

Serce Transylwanii

Góry Fogaraskie, nazywane również „Alpami Transylwańskimi”, na pierwszy rzut oka przypominają Tatry. Tutejsze szczyty są skaliste i wznoszą się na wysokość ok. 2500 m n.p.m. Jest jednak jedna podstawowa różnica – brak ludzi. W sezonie na tatrzańskich szlakach ze względu na tłumy turystów nietrudno poczuć się jak na Krupówkach. W Rumunii przez cały dzień możemy nie spotkać nikogo i cieszyć oczy nietkniętymi ludzką ręką krajobrazami. W kotłach polodowcowych lśnią jeziora, jak okiem sięgnąć zielenią się doliny, poprzecinane wąskimi liniami strumieni, na północnych stokach nawet w lecie odbijają światło jęzory śniegu, a sam grzbiet ciągnie się przez ok. 70 km. Przejście całego pasma zajmuje nawet tydzień.

Dużo mniejsze zainteresowanie tym rejonem wynika z tego, że góry te wymagają większego doświadczenia wspinaczkowego – niektóre fragmenty głównego szlaku zostały zabezpieczone łańcuchami i przypominają naszą Orlą Perć. Grozę budzą też miejscowe nazwy, np. Strunga Dracului (Diabelski Żleb) czy La trei paşi de moarte (Trzy kroki od śmierci). Mimo iż opisy niebezpieczeństw wydają się przesadzone, gdy już na trasie przystaniemy na znacznej wysokości na skale, z której roztacza się widok na szeroką i wolną przestrzeń, trzymając się jednocześnie jedną ręką łańcucha, natychmiast nabieramy respektu do tego miejsca. Trudności dodają jednak wspinaczce tylko uroku i zwiększają satysfakcję z osiągnięcia szczytów, takich jak Negoiu (2535 m n.p.m.) czy Moldoveanu (2544 m n.p.m.). Ten drugi jest najwyższą górą Rumunii, oddaloną od asfaltowych dróg o przynajmniej 2 dni wędrówki, co sprawia, że cały ekwipunek (łącznie z jedzeniem) musimy nieść ze sobą. Schroniska leżą tutaj dość nisko, dlatego nocuje się głównie w ogólnodostępnych schronach, wzniesionych najczęściej tuż obok polodowcowych jezior, z których można czerpać wodę. W środku mieści się jedynie 8–12 osób.  

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Negoiu a Moldoveanu grań przechodzi ponad wijącą się w dole Szosą Transfogaraską, wybudowaną na początku lat 70. ubiegłego wieku za komunistycznych rządów Nicolae Ceauşescu (1918–1989). Miała ona umożliwiać sprawne przemieszczanie się czołgów z jednej strony Karpat na drugą. W tym celu na wysokości 2034 m n.p.m. powstał ciągnący się prawie przez kilometr tunel. Ze względu na zalegający śnieg jest on zamykany od października lub listopada do maja lub czerwca. W najwyższym punkcie szosy, po północnej stronie tunelu, znajduje się jezioro Bâlea. Nad jego brzegiem zbudowano zimą 2005/2006 r. pierwszy w południowo-wschodniej części Europy hotel lodowy (Hotel of Ice). Sam nocleg w nim będzie już niezapomnianym przeżyciem, ale jego odwiedziny warto rozpocząć od wjazdu kolejką linową (czynną od 1 listopada), z wagonu której obejrzymy wynurzające się z mgły ośnieżone szczyty. W takim otoczeniu, w sercu Fogaraszy, opowieści o Drakuli nabierają innego, bardziej realnego wymiaru.

FOT. SORIN TOMA/MDRT

151-kilometrowa Szosa Transfogarska przecina Góry Fogaraskie 

 

Jak głosi legenda…

Przy Szosie Transfogaraskiej, po południowej stronie Gór Fogaraskich, na wzgórzu wznoszącym się nad doliną rzeki Ardżesz stoi Cetatea Poenari (Cytadela Poenari). Historia zamku nierozerwalnie wiąże się z pewnym władcą tych ziem, którego świat zna jako hrabiego Drakulę. Pierwowzorem postaci wampira stworzonej w XIX w. przez irlandzkiego pisarza Brama Stokera w książce Dracula był Vlad Drăculea (1431–1476) – hospodar wołoski, który swoich przeciwników kazał wbijać na pal, czym zasłużył sobie na przydomek Palownik (Țepeș). Przyszedł on na świat w Sighişoarze w Transylwanii, malowniczo położonej miejscowości znajdującej się na trasie między Budapesztem a Bukaresztem. Uważa się ją słusznie za jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast Europy Środkowo-Wschodniej, a o palmę pierwszeństwa pod względem uroku i niepowtarzalnego klimatu ze spokojem może walczyć ze starymi dzielnicami Pragi czy Wiednia. Poza takimi cennymi zabytkami, jak Biserica din Deal (Kościół na Wzgórzu) z 500-letnimi freskami, natkniemy się tu również na dom, w którym urodził się podobno okrutny syn hospodara wołoskiego Vlada Dracula, czyli Włada Diabła (ok. 1390–1447).

FOT. SORIN TOMA/MDRT

Wieża Zegarowa w Sighișoarze

 

Choć przestępczość za panowania Włada Palownika zniknęła praktycznie zupełnie, nie cieszył się on sympatią poddanych. Ostatecznie zginął podczas walki z Turkami, nasłanymi prawdopodobnie na niego przez jego konkurenta do tronu Wołoszczyzny Basaraba III Starego. Jego życiorys w połączeniu z literacką wizją Stokera opartą na wierze w wampiry stał się źródłem legendy o niezwykłej popularności. Dziś Cytadela Poenari i Sighişoara nie są jedynymi miejscami związanymi z Drakulą w Rumunii…

FOT. SORIN TOMA/MDRT

Ruiny Cytadeli Poenari

 

Na przełaj przez Parâng

Jeszcze kilka lat temu Transalpina stanowiła prawdziwy raj dla miłośników wypraw off-roadowych, ale dzięki funduszom unijnym ta najwyżej leżąca rumuńska droga krajowa prowadząca przez góry Parâng została zmodernizowana. Zbudowano nowe mosty i wiadukty oraz wylano asfaltową nawierzchnię. W XIX w. była to jedynie pasterska ścieżka, nazywana diabelską, a po I wojnie światowej służyła jako prowizoryczna przeprawa. Aż do 2009 r. sympatycy pojazdów z napędem na 4 koła uważali ją za swoją mekkę. Teraz pokonanie jej nie sprawia już problemów, a amatorzy off-roadu w poszukiwaniu większych wrażeń przenieśli się na pobliskie szlaki.

Modernizacja pociągnęła za sobą także inne skutki. Okolica z raczej odludnej przekształciła się w popularny rejon turystyczny. U podnóża niegdyś spokojnej przełęczy Urdele (2145 m n.p.m.), gdzie biegały dzikie konie i pasły się owce, wzniesiono miasteczko hoteli i pensjonatów Rânca. Cywilizacja wtargnęła tutaj z pełną mocą, a Transalpina pozostała wyzwaniem jedynie dla… rowerzystów – w końcu podjazd ciągnie się przez 60 km! Tylko jedno nie zmieniło się wcale – rewelacyjne widoki, które stały się teraz dostępne dla wszystkich. Kierowców samochodów z napędem na 4 koła na pewno nie uszczęśliwiło przebudowanie drogi, ale w Rumunii jeszcze długo nie zabraknie im odpowiednich terenów. W końcu Karpaty zajmują ponad 1/3 powierzchni kraju i w ogromnej większości nadal są dzikie. Choć góry Bucegi czy Alpy Rodniańskie nie posiadają może legendy Transalpiny, z pewnością dostarczą odpowiedniej dawki adrenaliny.

 

W poszukiwaniu Daków 

W okolicach Transalpiny warto udać się na północ, gdzie rozciąga się pasmo gór Şureanu z najwyżej położonym stanowiskiem archeologicznym w Karpatach. Wiele lat temu na przełęczy Ocolu odkryto pozostałości strażnicy dackiej z I w. n.e., strzegącej od strony południowej dojścia do stołecznej Sarmizegetusy Regii, siedziby ostatniego króla Daków Decebala. Dawna stolica Dacji wraz z ruinami pięciu innych twierdz została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Same zabudowania nie są jednak tak fotogeniczne, jak rozciągająca się na horyzoncie cudowna panorama gór Parâng. Şureanu to również urocze wąwozy, jaskinie krasowe z Şura Mare na czele oraz wielkie bogactwo fauny. Nawet spotkanie niedźwiedzia czy wilka nie powinno tutaj dziwić. Jeśli nie ma się pełnego zaufania do własnych umiejętności posługiwania się mapą, lepiej pomyśleć o wynajęciu przewodnika, bo o szlaki turystyczne i wydeptane ścieżki może być po prostu trudno.

 

Podziemna Rumunia

Pośród dziesiątek pasm górskich jest w Rumunii jeszcze przynajmniej jedno, którego nie wolno przegapić – Masyw Bihorski i obszar krasowy Padiş (Padisz). W te góry nikt nie przyjeżdża jednak zdobywać szczytów, bowiem największe atrakcje kryją się tu pod ziemią. Na każdym kroku natykamy się na zapadliska, studnie krasowe z wiecznym lodem, groty pełne szaty naciekowej, podziemne jeziora czy wywierzyska. Wszystko to przyciąga swoim mrokiem i skrywaną wewnątrz tajemnicą. Wystarczy wybrać się do krasowego kompleksu Cetăţile Ponorului (Twierdzy Ponoru), aby poczuć dreszcz emocji i duży skok adrenaliny we krwi. Zejście do jaskini zostało opatrzone łańcuchami i drabinkami. Wchodzi się do niej przez ogromną skalną bramę, mierzącą 70 m wysokości, przez którą wpływa do środka potok, wytryskający następnie u podnóża Padiszu. Korytarz prowadzi coraz dalej i coraz głębiej, aż dociera do podziemnej rzeki i wielkiego zapadliska. Jaskinia w najwyższym punkcie ma aż 100 m!  

FOT. SORIN TOMA/MDRT

Jaskinia Niedźwiedzia w okręgu Bihor

 

Twierdza Ponoru to tylko jedna z licznych atrakcji Gór Bihorskich. Znajdują się tutaj również groty lodowe Scărişoara oraz Ghețarul de la Focul Viu. Wprawdzie najbardziej spektakularne ich części są udostępnione tylko dla naukowców speleologów, ale nawet to, co może zobaczyć zwykły śmiertelnik, robi olbrzymie wrażenie. Schodząc w czeluść, po kilku minutach trafiamy do mroźnej krainy wypełnionej stalagmitami i stalaktytami, oświetlonej ciepłym światłem budującym bajkowy nastrój. Bihorskie jaskinie tworzą niesamowity podziemny świat. W tym rejonie tajemnicze głębiny intrygują turystów na każdym kroku, lecz wiele z nich obejrzą tylko ci, którzy posiadają odpowiedni sprzęt i umiejętności, a niejednokrotnie także dodatkowe uprawnienia. Wśród gór leży też potężny krasowy wąwóz Cheile Galbenei z gigantycznym wywierzyskiem oraz rzeką wypływającą z jaskini i tworzącą wodospad. Jego teren jest ogólnodostępny – w niektórych miejscach na wąskich ścieżkach przytwierdzono do ścian skalnych łańcuchy do asekuracji, ale przemierzanie go stanowi raczej przyjemny spacer niż prawdziwą wspinaczkę.

 

Pracowity Dunaj

Największym skarbem Rumunii są zdecydowanie Karpaty, lecz to deltę Dunaju uważa się za ewenement na skalę światową. Ten fascynujący zakątek naszego globu ulega nieustannym zmianom. Rzeka niesie ze sobą ogromne ilości mułu (ok. 2 t na sekundę), który powiększa obszar lądowy kraju o mniej więcej 40 m rocznie. W ten sposób rumuńskie terytorium każdego roku rozrasta się bez ingerencji człowieka. Co więcej, udział w tym biorą wszystkie państwa, przez które przepływa Dunaj. Niesamowity krajobraz delty najlepiej podziwiać z perspektywy łódki czy kajaka. W wiele miejsc, jak choćby do regionu Caraorman (tur. Czarny Las), po prostu nie da się dostać inaczej. W te strony ściągają licznie miłośnicy ornitologii. Można tutaj spotkać aż ok. 300 gatunków migrujących ptaków, a wśród nich jedyną w Europie wielką kolonię pelikanów kędzierzawych i różowych.

 

Polscy górnicy

Jeśli podczas podróży przez północne regiony Rumunii usłyszymy nagle polską mowę, nie powinniśmy się dziwić. W okolicach miasta Suczawa, niedaleko granicy z Ukrainą, leżą wioski, w których mieszkają głównie Polacy. Na terenach historycznej Bukowiny pierwsi nasi rodacy pojawili się podobno już w XIV w., choć to nie oni zbudowali tu swoje osiedla. W 1791 r. w miejscowości Kaczyka (rum. Cacica) powstała kopalnia soli. Od tego czasu zaczęto sprowadzać do niej grupy polskich rodzin górniczych z Bochni oraz Wieliczki, aby podzieliły się swoim doświadczeniem z początkującymi bukowińskimi górnikami. Z czasem przyjechali tutaj również górale czadeccy, za którymi podążyli kolejni emigranci. Zaczęto zakładać polskie szkoły, kościoły, stowarzyszenia, a społeczność Polaków rozrosła się na tyle, że obecnie traktowani są oni oficjalnie jako mniejszość narodowa. Dziś w Kaczyce działa Dom Polski, a w okolicznych świątyniach katolickich odprawia się msze w naszym języku. Wprawdzie zamieszkujący wioski koło Suczawy Polacy na przestrzeni lat wymieszali się z miejscową ludnością, ale nawet od dzieci można tu czasem usłyszeć swojskie dzień dobry.


 

Artykuły wybrane losowo

Sardynia i Korsyka po dwóch stronach lustra

BEATA GARNCARSKA

<< W basenie Morza Śródziemnego, w odległości ok. 200 km od Europy kontynentalnej, znajdują się dwie niesamowite wyspy, dla których niejeden podróżnik stracił głowę. Mowa o włoskiej Sardynii i francuskiej Korsyce. Pierwsza kusi łagodnymi wzgórzami, zielonymi wiosną, żółciejącymi latem, nadbrzeżnymi lagunami, leniwie płynącymi rzekami oraz górami o zaokrąglonych wierzchołkach. Druga natomiast fascynuje strzelistymi szczytami sięgającymi obłoków i lasami pokrywającymi prawie całą jej powierzchnię niczym peleryna. Choć z pozoru tak różne, obie przez stulecia walczyły o swoją tożsamość, opierając się zakusom kolejnych kolonizatorów. >>

Więcej…

Cztery światy, jeden Ekwador

AR PN COSTA06 PLAYAS DEPORTES SURF 087

Wybrzeże Pacyfiku w Ekwadorze jest idealne do uprawiania surfingu

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Aleksandra Świstow

www.pojechana.pl 

 

Jest taki kraj w Ameryce Południowej, w którym występują aż cztery regiony fizyczno-geograficzne – Amazonia, góry („sierra”), wybrzeże („costa”) i słynny archipelag Galapagos, 15 proc. wszystkich gatunków ptaków żyjących na naszej planecie, 6 tys. gatunków motyli i aż 3 tys. odmian storczyków, mimo iż zajmuje on powierzchnię mniejszą niż Polska. Stąd pochodzi aż 10 proc. wszystkich gatunków roślin i 8 proc. wszystkich gatunków zwierząt na świecie. To właśnie Ekwador – najmniejsze z andyjskich państw. „Ecuador” oznacza po hiszpańsku „równik”. Linia najdłuższego równoleżnika Ziemi przecina północną część kraju.

Więcej…

„Sisi tuna enda Uganda”, czyli jedziemy do Ugandy!

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.stronagerbera.pl

<< Tajemnicza i dla wielu egzotyczna Uganda nie należy jak na razie do najpopularniejszych kierunków turystycznych na Czarnym Lądzie. Swoim gościom ma jednak niezmiernie wiele do zaoferowania i pod względem atrakcji nie ustępuje słynniejszym sąsiadom – Kenii czy Tanzanii. Niestabilna sytuacja w tym wschodnioafrykańskim kraju przez wiele lat skutecznie odstraszała turystów. Dziś prowadzone przez ugandyjskie władze statystyki pokazują, że od 2006 do 2010 r. liczba odwiedzających 10 tutejszych parków narodowych (m.in. Park Narodowy Królowej Elżbiety – Queen Elizabeth National Park, Nieprzenikniony Park Narodowy Bwindi – Bwindi Impenetrable National Park, Park Narodowy Doliny Kidepo – Kidepo Valley National Park, czy Park Narodowy Kibale – Kibale National Park) zwiększyła się wyraźnie – ze 109 tys. do 190 tys. osób. Miejscowa przyroda przyciąga przede wszystkim bogactwem dzikiej fauny – zobaczymy tu np. szympansy i bardzo rzadkie goryle górskie. Oprócz tego warto polecić także wędrówkę po masywie Rwenzori (Rwenzori Mountains), rafting po burzliwych wodach Nilu Wiktorii w Parku Narodowym Wodospadów Murchisona (Murchison Falls National Park) oraz wyprawę nad największe w Afryce Jezioro Wiktorii. >>

Więcej…