MONIKA GODAWSKA

 

<< Niedużo znajdziemy na świecie miejsc, które przyciągają turystów taką różnorodnością, jak Wyspy Kanaryjskie. Gorący hiszpański temperament, wspaniałe wulkaniczne krajobrazy, smaczna kanaryjska kuchnia, bogata historia i kultura, przyjazny klimat wiecznej wiosny oraz orzeźwiająca atlantycka bryza tworzą niepowtarzalną atmosferę tego cudownego zakątka. Każda z tutejszych wysp jest wyjątkowa, niepodobna do innych i ma wiele do zaoferowania. Dlatego z pewnością nie można uznać za przesadę stwierdzenia, że próżno szukać na świecie człowieka, który mógłby się tu nudzić. >>

Administracyjnie archipelag Wysp Kanaryjskich podlega Hiszpanii. Leży na Oceanie Atlantyckim niedaleko północno-zachodniego wybrzeża Afryki i należy do niego siedem głównych wysp: Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, El Hierro, La Palma i La Gomera. Wszystkie z nich powstały w wyniku aktywności wulkanicznej i charakteryzują się górzystym krajobrazem. Ten zakątek świata przed kolonizacją zamieszkiwali Guanczowie, lud spokrewniony z Berberami

.

Na Wyspach Kanaryjskich sezon trwa przez cały rok. Dlatego też coraz częściej stają się one idealną alternatywą dla wyjazdów do Egiptu lub Tunezji w czasie zimy czy pobytów w sanatorium dla osób starszych. Ich popularność stale rośnie. Przykładowo Fuerteventurę w ciągu ostatniego roku odwiedziło aż ponad 60 tys. Polaków. Nie bez znaczenia pozostaje także poziom usług hotelowych, wyższy niż w Afryce Północnej. Wszystko to sprawia, że większość turystów wraca na archipelag wielokrotnie.

 

Wietrzna Fuerteventura

Ponad 40 proc. Polaków przyjeżdżających na Wyspy Kanaryjskie wybiera położoną zaledwie 100 km od wybrzeży Afryki Fuerteventurę. Według niektórych źródeł jej nazwa pochodzi od francuskiego wyrażenia forte aventure znaczącego „mocna przygoda”, zgodnie z innymi – od hiszpańskiego fuerte viento, czyli „silny wiatr”. Nie da się ukryć, że jest to najbardziej wietrzna z wysp tego archipelagu. Temperatura nie spada na niej poniżej 18°C w zimie oraz 24°C w lecie. Wiatr sprawia jednak, że nie odczuwa się tutaj upału.

Fuerteventura przyciąga turystów kilometrami białych, piaszczystych plaż, które wyróżniane są za swoją szczególną czystość (Błękitna Flaga dla 7 gmin), idealnie niebieskim oceanem, a także możliwością uprawiania wielu sportów. Przez cały rok na wyspie działają centra nurkowe oraz szkoły wind- i kitesurfingu. Bardziej zaawansowani miłośnicy tych ostatnich dwóch dyscyplin mogą wziąć udział w zawodach (m.in. w odbywającym się co roku w lipcu i sierpniu na plażach półwyspu Jandía Pucharze Świata w windsurfingu i kiteboardingu). Coraz popularniejsze staje się tu również kolarstwo górskie. Kilka długich szlaków prowadzących przez zbocza najwyższych powulkanicznych masywów tworzy dość wymagające, lecz niezmiernie malownicze trasy.

FOT. TURISMODECANARIAS.COM

Wysepka Lobos leży na północny wschód od fuerteventury

 

Dla mniej aktywnych osób świetnym rozwiązaniem będzie wynajęcie samochodu. Wypożyczalnie znajdują się we wszystkich miejscowościach. Podczas objeżdżania wyspy warto zatrzymywać się przy specjalnych punktach widokowych, zwanych miradores. Rozpościerają się z nich zapierające dech w piersiach panoramy okolicy, wspaniale prezentujące się na zdjęciach. Z reguły przy punktach tych przygotowane są miejsca parkingowe na co najmniej kilka samochodów. W czasie postojów często spotkamy sympatyczne wiewiórki, które chętnie podchodzą do ludzi po orzechy. Te małe, zwinne gryzonie stały się jednym z symboli wyspy, występującym na wielu pocztówkach. Innymi charakterystycznymi zwierzętami Fuerteventury są kozy. Mimo iż na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać, mieszka na niej ich więcej niż ludzi.

Zdecydowanie jedną z ciekawszych tras jest tu droga FV-605 prowadząca z Pájary do Costa Calma. Początkowy jej fragment niczym się nie wyróżnia, jednak na końcowym odcinku zza pagórków wyłania się przepiękny widok na ocean i plażę z drobniutkim, jasnożółtym piaskiem. Warto nadrobić kilka dodatkowych kilometrów, aby go zobaczyć. Kolejne godne polecenia miejsce to Ajuy – mała, rybacka wioska, od której rozpoczął się podbój całej wyspy. Stanowi ona najciekawszą pod względem geologicznym część Fuerteventury z jedyną na niej czarną plażą. Osoby szukające wrażeń powinny wybrać się tutaj na spacer po nieoświetlonych jaskiniach, do których od strony brzegu prowadzi pieszy szlak.

Na zainteresowanie zasługują także dwie inne miejscowości: Corralejo oraz Jandía. Leżą one po przeciwnych stronach wyspy i znacznie różnią się od siebie. Pierwszą z nich, znajdującą się na północy, otaczają ciągnące się przez 6 km wydmy z błękitnymi lagunami. Ogromne ilości białego piasku, przynoszonego przez wiatr z Sahary, tworzą malownicze pagórki oraz rozległe przepiękne plaże. W portowych restauracjach w Corralejo wieczorami zjemy pyszne dania ze świeżo złowionych ryb i owoców morza. Sam port jest o tej porze bardzo klimatycznym miejscem – promienie zachodzącego słońca oświetlają stoliki małych knajpek ustawione w stronę oceanu, a cicha, relaksująca muzyka płynąca z głośników miesza się z tą graną na żywo przez lokalne zespoły muzyczne. Sama miejscowość (z wyjątkiem portu), mimo dużej liczby hoteli, restauracji i barów, nie sprawia wrażenia zatłoczonej i przepełnionej.

Jandía leży na półwyspie o tej samej nazwie w południowej części wyspy. Ma ona typowo turystyczny charakter – wypełniają ją prawie same hotele i butiki znanych firm. Szczyci się jednak wyjątkowo piękną plażą: długą, z białym piaskiem, oblewaną idealnie przejrzystymi wodami oceanu, zachęcającą do romantycznych spacerów przy zachodzie słońca. Na koniec warto dodać, że wspaniała przyroda Fuerteventury podlega od 2009 r. ochronie UNESCO, która temu rejonowi nadała status rezerwatu biosfery.

 

Teneryfa – królowa archipelagu

Największa wyspa archipelagu zachwyca turystów czarnym, wulkanicznym piaskiem oraz bogactwem historycznych zabytków. Najwyższym szczytem Teneryfy (jak i całej Hiszpanii) jest wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Niezapomniane przeżycie stanowi wjazd na jego zbocze i podziwianie z tego miejsca księżycowej panoramy. Sama wyprawa na wulkan stanowi wspaniałą przygodę. Kręta droga prowadząca z wybrzeża wyspy pod szczyt stale pnie się w górę. W ciągu kilkudziesięciu minut  pokonujemy różnicę wysokości od 0 do ponad 2500 m n.p.m. Jadąc z południa, mijamy wiele punktów widokowych oraz najstarsze drzewo na Teneryfie – okaz draceny smoczej (Dracaena draco) w Icod de los Vinos, które słynie ze smakowitych win. Jeśli zatrzymamy się w centrum miasteczka, na pewno już w pierwszym sklepie zostaniemy zaproszeni na degustację najprzeróżniejszych gatunków tego trunku, sprzedawanego tu po cenach producenta. Warto pamiętać o tym, że na wyspie powstaje wiele rodzajów wina i rumu. Co ciekawe, dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi kierowcy to aż 0,5 promila.

Teneryfa uchodzi za raj dla aktywnych turystów. Ciekawym pomysłem na spędzenie czasu może być geocaching – zabawa polegająca na szukaniu skarbów ukrytych wcześniej przez organizatorów. Wskazówki zapisywane są w postaci współrzędnych GPS, a wiele skrytek na Wyspach Kanaryjskich znajduje się właśnie na Teneryfie. Amatorom górskich wędrówek spodoba się na pewno trekking po wulkanicznych szlakach. Trasy opisano tutaj pod względem trudności, długości i strefy. Należy jednak pamiętać o dobrym przygotowaniu. Przy brzegu panują także świetne warunki dla wind- i kitesurferów, a okoliczne wody zachęcają do nurkowania. Dla tych, którzy wolą poruszać się po powierzchni oceanu, organizuje się wycieczki katamaranami lub jachtami. Na lądzie ogromne wrażenie robi zwiedzanie Jaskini Wiatru (Cueva del Viento) – najdłuższego (ponad 17-kilometrowego!) tunelu wulkanicznego w całej Unii Europejskiej.

Na Teneryfie znajdziemy również sporo cennych zabytków. La Laguna (San Cristóbal de La Laguna) – pierwsza stolica wyspy, z wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO historycznym centrum, to jedno z najpiękniejszych miast archipelagu. Warto wyruszyć na spacer po tutejszych spokojnych uliczkach z przewodnikiem w ręku i dowiedzieć się czegoś więcej o tym wspaniałym miejscu. Równie interesująca wydaje się La Orotava. Wzniesiono w niej jedną z najważniejszych dziś świątyń barokowych na Wyspach Kanaryjskich – XVIII-wieczny Kościół Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia (Iglesia Matriz de Nuestra Señora de la Concepción). Zresztą całe Stare Miasto (Casco Antiguo) zostało uznane w 1976 r. za zabytek o szczególnej wartości historycznej i artystycznej. Po zwiedzeniu najpiękniejszych miejscowości trzeba koniecznie wyruszyć na zachodnie wybrzeże, aby zobaczyć najwyższe skały przybrzeżne na archipelagu. Mowa tu – oczywiście – o Klifach Olbrzymów – Acantilados de Los Gigantes. Najlepiej podziwiać je od strony oceanu podczas rejsu katamaranem lub jachtem.

Teneryfa słynie z ogromnej liczby plantacji bananów. Wokół Los Gigantes znajdują się rozległe pola drzew bananowych. Niekiedy spotkamy też bananowce rosnące samotnie w centrum tego miasteczka. W sklepie nie kupimy tutaj jednak żółtych owoców – te wysyła się do Europy. Banany kanaryjskie (plátano de Canarias) są mniejsze, z czarnymi plamkami na skórce. Ich smaku nie da się za to porównać z tym, jaki mają te kupione w Polsce.

Do głównych miejscowości wypoczynkowych na wyspie należą Adeje oraz Puerto de la Cruz. Ta pierwsza, typowo rozrywkowa, leży na południu i posiada tyle samo zwolenników, co przeciwników. Tuż przy oceanie leży centrum turystyczne Playa de las Américas z licznymi barami, restauracjami i dyskotekami. To tu właśnie przez całą noc trwają zabawy i imprezy. Na terenie Costa Adeje działają także największe i najlepsze hotele. Jeśli nie lubimy hałasu, powinniśmy jednak zatrzymać się raczej w obiektach oddalonych trochę od promenady i wybrzeża. Z kolei w Puerto de la Cruz na północy wyspy możemy popływać w basenach wypełnionych wodą morską lub w sztucznym jeziorze w kompleksie rozrywkowym Lago Martiánez zaprojektowanym przez Césara Manrique. Przepiękna tutejsza plaża, pokryta czarnym piaskiem, jest wyjątkowo fotogeniczna – granat oceanu i czerń brzegu tworzą idealne tło dla białej piany unoszonej przez fale. 

 

Wulkany Lanzarote

Krajobraz Lanzarote ukształtowały wybuchy wulkanów w XVIII i XIX w. Na jej obecne oblicze miał również wpływ wspomniany już najsłynniejszy kanaryjski artysta César Manrique (1919–1992). Jego projekty podkreślają naturalne piękno wyspy. Takie było zresztą zamierzenie twórcy, który sprzeciwiał się niszczeniu jej przyrody i dawnych zabudowań. Zawsze poszukiwał harmonii między sztuką i naturą. Po jego śmierci utworzono na wyspie szlak Césara Manrique. Prowadzi on do najważniejszych obiektów autorstwa artysty, takich jak punkt widokowy Mirador del Río czy kompleks Jameos del Agua. Ten ostatni znajduje się w północnej części Lanzarote i składa się z kilku pomieszczeń powstałych w korytarzu lawowym, w tym restauracji, sali koncertowej oraz strefy wypoczynkowej z basenem. Znaną atrakcję wyspy stanowi wulkaniczny Park Narodowy Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya), zaliczony w 1993 r. do rezerwatów biosfery UNESCO. Na jednym ze wzniesień, w restauracji El Diablo, można zjeść dania grillowane z wykorzystaniem ciepła wulkanu (tzw. vulkan grill).

 

Rum z Gran Canarii

Nazywana często wyspą wiecznej wiosny Gran Canaria charakteryzuje się dużą różnorodnością. Najważniejszymi zabytkami jej największej miejscowości i jednocześnie stolicy – Las Palmas de Gran Canaria – są Katedra św. Anny na placu św. Anny i muzeum Dom Kolumba (Casa de Colón), który był na wyspie 3 razy. W leżącym na północy Arucas wznosi się natomiast neogotycki Kościół św. Jana Chrzciciela oraz działa najsłynniejsza w regionie destylarnia Arehucas. Obecnie produkuje się w niej ok. 20 rodzajów rumu i likierów, w tym także najbardziej znany na Wyspach Kanaryjskich – Ron Miel. Na terenie fabryki organizuje się wycieczki z przewodnikiem zakończone degustacją trunków.

Na Gran Canarii zachowało się wiele pamiątek po pierwszych mieszkańcach archipelagu – Guanczach. Możemy je obejrzeć w Muzeum i Parku Archeologicznym Malowana Jaskinia (Museo y Parque Arqueológico Cueva Pintada) w mieście Gáldar. Przez okrągły rok dzięki sprzyjającym temperaturom funkcjonują też tutaj (jak i na całych Wyspach Kanaryjskich) profesjonalne pola golfowe oraz centra nurkowe.

 

La Gomera – ojczyzna silbo

FOT. TURISMODECANARIAS.COM

La gomera – Park Narodowy garajonay

 

Wyspa ta słynie głównie z niezwykłego języka gwizdów silbo, który się na niej narodził. Obecnie przeżywa on swój renesans. Aby ocalić go od zapomnienia, do miejscowych szkół wprowadzono jego lekcje. Mieszkańcy La Gomery to bardzo ciepli i przyjaźnie nastawieni do turystów ludzie, a sama wyspa przyciąga turystów wszechobecną zielenią. Utworzony tu Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) chroni ekosystem, który zawiera największą liczbę gatunków endemicznych w całej Europie. Dziewicza przyroda zachęca przybyszów do pieszych wycieczek. To ona jest najwartościowszym skarbem tego miejsca. Z uwagi na to, że nie ma tutaj rozbudowanej infrastruktury hotelowej, większość turystów zagląda na La Gomerę tylko na jeden dzień. Warto jednak spędzić na niej więcej czasu i poznać jej prawdziwe piękno.

 

La Palma pod gwiazdami

Na stromej La Palmie znajdziemy zarówno urocze zielone zakątki, jak i kratery wygasłych wulkanów oraz jaskinie. Co ciekawe, góry przechodzące przez środek wyspy dzielą ją na dwie strefy pogodowe. Gdy w północnej części pada deszcz, prawdopodobnie w południowej świeci upalne słońce i odwrotnie. To właśnie tu ujrzymy najczystsze niebo w Europie. Dlatego utworzono w tym rejonie jedno z najważniejszych obserwatoriów astrofizycznych na świecie (Observatorio del Roque de los Muchachos, czyli Obserwatorium Skały Chłopców), którego największym osiągnięciem jest odkrycie gwiazdy neutronowej.

FOT. LAPALMATURISMO.COM

obserwatorium Roque de los Muchachos na La Palmie (2396 m n.p.m.)

 

Stołeczne Santa Cruz de La Palma uważa się za jedno z najpiękniejszych miast na całym archipelagu. Zobaczymy w nim rezydencje z XVI w., przepiękne place (m.in. Plaza de España) oraz kościoły (np. barokowa świątynia Iglesia Matriz de El Salvador). Miłośnicy podwodnych przygód będą w pełni usatysfakcjonowani eksploracją dna oceanu niedaleko wybrzeży. Dla spacerowiczów wytyczono natomiast na lądzie 1000 km ścieżek o różnym stopniu trudności. Niesamowitym przeżyciem może być także podziwianie wyspy podczas lotu na paralotni.

FOT. TURISMODECANARIAS.COM

urocza Avenida Marítima w Santa Cruz de La Palma na La Palmie

 

 

Nieodkryte El Hierro

Zaletą nie posiadającej dużych plaż El Hierro jest to, że nie została jeszcze odkryta przez turystykę masową. Dlatego też ściągają na nią ci, którzy poszukują ciszy i spokoju. Mogą się oni tutaj zatrzymać w jednym z domów, które miejscowi wynajmują na okres wakacji. Sama wyspa to kraina wulkanów – naliczono ich na niej ok. 1000. Jej największa miejscowość liczy niewiele ponad 5 tys. mieszkańców, ale to właśnie małe miasteczka tworzą charakterystyczny lokalny klimat. Tę atmosferę życia bez pośpiechu wyczujemy także w stolicy El Hierro – Valverde. Warte zainteresowania są w niej Ratusz z ciekawą fasadą oraz Kościół Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia (Iglesia Matriz de Nuestra Señora de la Concepción). Wyspę przecinają liczne bardzo dobrze utrzymane szlaki spacerowe i rowerowe. Poza tym dziewiczą El Hierro uważa się za doskonałe miejsce dla miłośników nurkowania. W 2000 r. uznano ją również za rezerwat biosfery UNESCO.

 

Kanaryjskie smaki

Chociaż Wyspy Kanaryjskie różnią się od siebie, ich tradycyjna kuchnia jest dosyć jednolita. Ważną rolę odgrywają w niej małe ziemniaki kanaryjskie (papa bonita) gotowane w morskiej wodzie (papas arrugadas), które smakują podobnie do polskich, choć trochę bardziej słodko. Podaje się je z dodatkiem tradycyjnych sosów mojo o nieco nietypowym smaku: łagodnym mojo verde z zielonej papryki i pikantnym mojo rojo z czerwonej papryki. Oba idealnie pasują również do chleba czy krakersów. Kolejnym popularnym na wyspach produktem są sery kozie. Na Fuerteventurze można je dostać w każdym sklepie. Szukajmy szczególnie tych z napisem majos lub majorero – niezwykle delikatnych z charakterystycznym posmakiem mleka koziego. Wyspiarze chętnie zajadają się natomiast gofio, czyli prażonymi ziarnami zbóż, które podają w różnej postaci. Oczywiście, nie wolno nam też zapomnieć o daniach z zawsze świeżych ryb i owoców morza. Do picia podaje się tu lokalny trunek – Ron Miel – rum z miodem, który smakuje jak bardzo słodki likier. Można go dostać na wyspach w różnych butelkach: od malutkich, jedynie do degustacji, po wielkie szklane. Na uwagę zasługują także miejscowe wina, których spróbujemy często w przydrożnych winiarniach.

 

Rozrywka dla każdego

Oprócz plaż i zabytków na Wyspach Kanaryjskich napotkamy wiele parków rozrywki. Najsłynniejszym z nich jest Park Papug (Loro Parque) w Puerto de la Cruz na Teneryfie – ogromny ogród zoologiczny pełen tropikalnych kwiatów. Słynie on przede wszystkim z pokazów tresowanych delfinów, lwów morskich czy orek. Jego siostrzany obiekt to Siam Park na terenie Costa Adeje, przy centrum turystycznym Playa de las Américas – ogromny aquapark z wymyślnymi zjeżdżalniami. Został on zaprojektowany w stylu tajlandzkiej wioski. Na Teneryfie powstało niedawno kilka nowych ośrodków przeznaczonych głównie dla najmłodszych. Prawie każda wyspa archipelagu posiada natomiast ogród botaniczny, akwarium lub zoo: Fuerteventura ma Oasis Park, Lanzarote – Aquarium Lanzarote, a Gran Canaria – Palmitos Park.

Jedną z największych atrakcji zimowych na wyspach stanowi barwny karnawał – cieszący się podobną popularnością do tych w Rio de Janeiro czy Wenecji. Na głównych ulicach miast w lutym lub marcu (w zależności od roku) odbywają się parady i pokazy, a mieszkańcy przebrani w kolorowe stroje wykonują specjalne tańce. Najbardziej efektowne fiesty organizuje się na Teneryfie w jej stolicy Santa Cruz de Tenerife, a także na Gran Canarii w Las Palmas de Gran Canaria. Co ciekawe, to właśnie w okresie karnawału na archipelag przybywa najwięcej turystów.

 

Wyspy Szczęśliwe

Miliony gości z całego świata nie mogą się mylić. Wyspy Kanaryjskie stanowią wymarzone miejsce na wypoczynek. Ciepłe słońce ogrzewa je niemal przez cały rok, a orzeźwiająca bryza znad oceanu daje wytchnienie od upału. Starożytni nie bez powodu nazywali je Wyspami Szczęśliwymi lub Rajskimi. Aby się o tym przekonać, wystarczy spędzić tutaj zaledwie kilka godzin. Nikt jednak, kto stanął na jednym z kanaryjskich brzegów, nie potrafi szybko opuścić tej czarującej krainy.


 

Artykuły wybrane losowo

Tajlandia zmysłowa

 

 

temple_of_the_emerald_buddha.jpg

Bangkocka Świątynia Szmaragdowego Buddy

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Katarzyna Byrtek

 

Prawdopodobnie większość Europejczyków słyszała o tajskich niebiańskich plażach, białym piasku i lazurowej wodzie. Jednak Tajlandia to nie tylko rajska kraina uśmiechów, idealna na wakacyjny leniwy wypoczynek, lecz także kraj dostarczający różnorodnych i mocnych wrażeń. Zapewnią nam je m.in. degustacje najlepszej kuchni świata, oglądanie emocjonujących walk boksu syjamskiego („muay thai”) na ringu i zwiedzanie niezmiernie kolorowego podwodnego królestwa zamieszkanego przez wyjątkowe stworzenia. 

Z klimatyzowanego samolotu przez klimatyzowany terminal docieram aż do metra prowadzącego do centrum Bangkoku. Wagon pociągu jest tak wychłodzony, że nie zdejmuję i nie chowam swojego europejskiego swetra. Wkrótce dojeżdżamy jednak do stacji końcowej i wysiadam w bangkocką noc – parną, duszną, gorącą tak, że fala ciepła zatrzymuje mnie na peronie na ułamek sekundy. Moje ciało ciągle pamięta środek warszawskiej zimy. Jak ja tu będę żyć przez dwa miesiące – myślę. W Tajlandii w najchłodniejszym okresie temperatura sięga 30°C, a woda w morzu nagrzewa się do 26°C. W trakcie naszej jesieni i zimy trwa w tym rejonie pora sucha, a powietrze jest przyjemniejsze i mniej wilgotne niż np. w lecie, kiedy część kraju dręczą uparte monsuny i deszcze. Wytchnienie dają klimatyzowane pomieszczenia. Zresztą mieszkańcy całej Azji Południowo-Wschodniej mają niemal obsesję na punkcie chłodzenia się. Klimatyzacja zwykle bywa nastawiona nie na komfortowe dla Europejczyka 20–22°C, ale na temperaturę znacznie niższą. Dlatego do kina zawsze trzeba się ciepło ubrać, przed podróżą nocnym autobusem wyjąć bluzę i szal, a nawet narzucić coś na siebie przy każdej przejażdżce metrem.

Tajlandia cieszy się dużą popularnością wśród turystów z całego świata głównie ze względu na przepiękne plaże i lazurowe morze. Warto jednak wyjść nieco poza ten schemat, zrezygnować z błogiego wylegiwania się na złotym piasku choć na kilka dni i przeżyć o wiele więcej. To idealny cel wyjazdów dosłownie dla wszystkich – rodzin z dziećmi, backpackerów, którzy muszą nieraz zaciskać pasa, miłośników sportów i wielbicieli leniuchowania, samodzielnych podróżników czy królów imprez.

Raj dla kubków smakowych

Jedzenie stanowi wielką atrakcję w czasie wizyty w Tajlandii. Nie bez powodu kuchnia tajska uważana jest za najciekawszą i najlepszą na świecie. Niespróbowanie miejscowych przysmaków byłoby prawdziwym grzechem. Trzeba jednak pamiętać, że tosty zapiekane z szynką sprzedawane w popularnej sieci sklepów 7-Eleven wcinają tylko przyjezdni, a tutejsze śniadanie, obiad i kolacja niespecjalnie się od siebie różnią – rano można spokojnie zajadać się grillowaną wieprzowiną, kurczakiem czy dużą miską wywaru mięsnego z makaronem ryżowym.

Jeśli do obiadu nie dostaliście pałeczek, lecz sztućce, nie martwcie się, nikt nie zwątpił w wasze umiejętności posługiwania się nimi. W Tajlandii większość dań je się po prostu łyżką i widelcem (noże to rzadkość). Pałeczki, razem z łyżką, podawane są najczęściej do zupy z makaronem ryżowym.

W kuchni tajskiej wszystko kręci się wokół ryżu (zamówić go można nawet w miejscowym KFC), intensywnych przypraw i różnych rodzajów mięsa. Najsłynniejsze jest boskie pad thai, czyli smażony makaron ryżowy m.in. z jajkiem, sosem rybnym, orzeszkami, krewetkami, serwowany z połówką limonki i kiełkami. Nie wolno nie spróbować chociaż jednej z wersji curry (mieszanki przypraw rozprowadzanej w mleku kokosowym podawanej z mięsem, warzywami i ryżem) – do wyboru czerwone, zielone, żółte bądź łagodniejsze phanaeng curry (panang curry lub penang curry). Z kolei tom yam (tom yum) to intensywna kwaśno-pikantna zupa na mleku kokosowym. Ciekawą propozycję na lunch stanowi też sałatka z papai. Na deser często zamawia się lepki ryż khao niaw z bananem, mlekiem kokosowym czy jajkiem.

Przed wyruszeniem na wędrówkę w poszukiwaniu tajskich specjałów trzeba również odrzucić restrykcyjne zasady polskiego sanepidu, aby móc beztrosko zapuścić się w uliczki, gdzie na każdym kroku spotkać można dymiące wózki pełne świeżo przygotowanych smakołyków (wspomnianej zupy albo np. nadzianego na patyki mięsa). Wokół nich chaotycznie poustawiane są małe stoliki z niskimi plastikowymi krzesłami – nie ma na nich serwetek i sztućców, ale atmosfera jedzenia na ulicy jest niepowtarzalna. We wszystkich miastach i punktach, gdzie zatrzymują się autobusy dalekobieżne, znajduje się przynajmniej kilka niewielkich targów, na których oprócz świeżych owoców czy ryb sprzedaje się przeróżne mieszanki mięsa z lokalnymi warzywami przyprawione prawdziwie po tajsku. Posiłki na wynos pakuje się do zawiązywanych woreczków. Duża część lokali typowo restauracyjnych powstała dla turystów, dlatego ceny bywają w nich nawet kilkakrotnie większe, a dania – nie zawsze oryginalne.

W słynnej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej Pattaya,uchodzącej za jedno z centrów seksbiznesu,koniecznie należy odwiedzić chińsko-tajskie restauracje z rodzaju all you can eat (pol. jesz, ile chcesz). Pośrodku stołu znajduje się w nich wielki rozgrzany gar, w którym goście samodzielnie gotują lub przysmażają jedzenie. W formie szwedzkiego stołu wystawione są przeróżne warzywa, owoce, mięsa i najrozmaitsze owoce morza. Większe porcje tych dwóch ostatnich składników można wybrać samemu i oddać w ręce obsługi, która przygotuje je na grillu.

Moje własne curry

W Tajlandii przyrządzimy też miejscowe przysmaki samodzielnie pod okiem doświadczonego szefa kuchni w czasie kursu gotowania. Nawet największym obżartuchom powinien wystarczyć półdniowy wariant takiego szkolenia, w trakcie którego przygotowuje się kilka dań, a potem je konsumuje. W menu pojawiają się doskonała zupa kokosowa tom kha czy wspomniana już tom yam, makaronowe pad thai, jeden z rodzajów sajgonek i deser. W moździerzu uciera się również proszek curry, którego później dodaje się do potrawy z ryżem. Takie własnoręcznie przyrządzone specjały to prawdziwe niebo w gębie.

Największy wybór godnych polecenia kursów gotowania znajdziemy w mieście Chiang Mai, położonym w północnej części kraju. To jeden ze standardowych przystanków wszystkich turystów w Tajlandii, dlatego zaplecze usługowe jest w nim na tyle rozwinięte, że przyjezdni mogą siedzieć tu ponad tydzień i nigdy się nie nudzić.

Dzień najlepiej zacząć na lokalnym targu. Niektóre sprzedawane na nim produkty są tak niezwykłe, że człowiek z Europy Środkowej nie tylko dziwi się, że Tajowie je jedzą, ale też zastanawia, jak to robią. Do najsłynniejszych tego typu osobliwości należy zielonkawy durian z grubą skórką przypominającą nieco kolce. Ciągnie się za nim opinia najbardziej śmierdzącego owocu świata. Kiedy w pokoju w hostelu czuć zapach starych skarpetek, niekoniecznie winę za to musi ponosić niechlujny współlokator. Może ktoś nielegalnie (większość obiektów noclegowych wywiesza kartki z rysunkiem przekreślonego duriana) przemycił cuchnący smakołyk. Podobno nie wolno spożywać go także z alkoholem lub kawą.

Ciało do ciała

Po spacerze z orzeźwiającym świeżo zmiksowanym sokiem z owoców egzotycznych w ręce przychodzi czas na relaks. Wbrew obiegowej opinii większość tajskich masaży wcale nie kończy się zaspokojeniem seksualnym. Zabieg ten ma długą historię, a za jego legendarnego twórcę uchodzi sam lekarz Buddy – Shivago Komarpaj (Jīvaka Komarabhācca), żyjący ok. VI w. p.n.e. W rzeczywistości rozwój tej techniki masowania był bardziej złożony, bo czerpie ona z tradycji Chin, Indii i innych południowoazjatyckich krajów.

Wizyta w miejscowym salonie bywa niełatwym przeżyciem dla osób nieśmiałych i kruchych – taki masaż jest wyjątkowo kontaktowy i intensywny. Przed nim rozbieramy się do majtek albo zakładamy coś w rodzaju luźnego szlafroka i kładziemy się na materacu lub specjalnej leżance. W trakcie zabiegu masażystka używa różnych części ciała: łokci, stóp, kciuków bądź przedramion, może na nas siadać, trzymać za rękę, przyciskać nasze ciało do swojego. W przypadku tej techniki nie chodzi tyle o delikatne ugniatanie mięśni i skóry, co o naciskanie odpowiednich punktów i rozciąganie. Tajski masaż łączy elementy akupresury, pasywnej jogi i refleksologii. Czasem wywołuje chwilowy ból, ale po wszystkim człowiekowi wydaje się, że jest na tyle rozciągnięty, iż urósł kilka centymetrów. Taka sesja niesamowicie odpręża, dlatego zaleca się korzystanie z jej dobrodziejstw przynajmniej raz w tygodniu, nie tylko na urlopie. Osoby krępujące się tak bliskiego kontaktu z obcym człowiekiem mogą skusić się na wymasowanie stóp czy karku i głowy. Salony masażu znajdziemy tutaj dosłownie wszędzie, m.in. na południowych wyspach, w Bangkoku lub północnym Chiang Mai (gdzie działa zresztą najbardziej renomowana szkoła masażu).

Wielki błękit

scuba_diving_andaman_sea.jpg

W wodach Morza Andamańskiego nurkowie spotkają m.in. rekiny brodate

©THAITRAVELMART.COM



Ciepłe przejrzyste morze, bogactwo kolorowych ryb i zapierające dech w piersiach rafy koralowe przyciągają co roku do południowej Tajlandii tysiące turystów, a podwodny świat tego regionu od zawsze trafia do pierwszych dziesiątek rankingów najciekawszych nurkowisk na ziemi. Jeśli ktoś nie wie nic o nurkowaniu, to nic nie szkodzi. Może kupić albo wypożyczyć maskę, rurkę oraz płetwy i wybrać się na eksplorację dna morskiego na własną rękę na płytkie wody blisko brzegu. Dobrze dopytać się o lokalne warunki – w niektórych miejscach występują silne prądy lub fale, które wyrzucają na skały czy rafy. Najlepsze do snorkelingu są okolice wysp Koh Lipe, Koh Chang i Koh Samui.

Warto jednak zarezerwować sobie kilka dni bądź tydzień i wykupić podstawowy kurs nurkowy ze sprzętem – tutejsze ceny należą do najkorzystniejszych na świecie, a to, co zobaczymy pod powierzchnią morza w Tajlandii, jest zdecydowanie atrakcyjniejsze niż widoki podczas szkoleń prowadzonych na basenie i jeziorach w Polsce. Co więcej, sprzyjające warunki panują tu cały rok (z małymi wyjątkami), temperatura wody w zasadzie nie spada poniżej 26°C, a najlepszy okres do nurkowania to styczeń–marzec, czyli szczyt tajskiego sezonu. Zwykle nie ma konieczności zapisywania się na lekcje z wyprzedzeniem. Nawet na mniejszych turystycznych wyspach działa po kilka firm, bez problemu już na miejscu sprawdzimy ceny, dostępność i terminy kursów. Dobrze też zainteresować się, jakie certyfikaty posiada instruktor, czy dogadamy się z nim w jakimś języku, którym władamy, i co dokładnie zawiera dana oferta.

Cisza pod wodą, otaczające człowieka rozległe przestrzenie czy uczucie latania to dodatkowe argumenty przemawiające za spróbowaniem nurkowania. Niemal 75 proc. wszystkich gatunków fauny morskiej i koralowców na świecie występuje właśnie w Azji Południowo-Wschodniej – od malutkich koników morskich, przez płaszczki, ośmiornice, węże wodne, po kilku- lub kilkunastometrowe ryby. Spotkania z tymi stworzeniami nigdy się nie zapomina. Zachwycają również podwodne jaskinie, bloki skalne i wraki łodzi. Tajlandię można podzielić na trzy rejony idealne dla nurków. Pierwszy z nich stanowi zachodnie wybrzeże ze słynną wyspą Phuket oraz archipelagiem Phi Phi, leżący na północ od niego obszar, na który składają się wyspy Similan, Koh Bon, Koh Tachai i Skała Richelieu (Richelieu Rock), a także region południowy, czyli Koh Haa, Hin Daeng, Hin Muang i Koh Lipe. Z kolei w północnej części Zatoki Tajlandzkiej warto odwiedzić Pattayę i Koh Chang. Natomiast na jej południowym terenie miłośników podwodnych przygód przyciągają Koh Tao i Koh Samui.

Na siedzeniu tuk-tuka

phi-ph-island-1.jpg

Koh Phi Phi Don jest największą wyspą w archipelagu Phi Phi

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND



Istnieje wiele sposobów podróżowania po kraju Tajów. Wielką frajdą będzie na pewno zwiedzanie wybranej wyspy na własną rękę wypożyczonym na jeden lub kilka dni skuterem. Samodzielne prowadzenie środka transportu (wynajęcie samochodu bywa znacznie droższe) daje dużą niezależność. Nie tylko nie jesteśmy wówczas uzależnieni od rozkładów jazdy, lecz także bez problemu możemy zatrzymać się przy opuszczonej rajskiej plaży i wskoczyć wprost do orzeźwiającej wody.

W dużym mieście warto choć raz przejechać się tuk-tukiem, czyli autorikszą pełniącą funkcję taksówki. Taki trzykołowy pojazd wygląda jak motor z dobudowanym z tyłu wózkiem, który pomieści kilka osób. Jazda zatłoczonymi ulicami Bangkoku podniesie ciśnienie krwi niejednemu Europejczykowi. Jeśli ktoś podróżuje samodzielnie, może skorzystać z taksówek motorowych i skuterowych. Pasażer plecak wkłada pod kierownicę i wskakuje na siedzenie za kierowcą, który pędzi, przeciskając się między samochodami i ignorując większość znaków drogowych. Trudno powiedzieć, czy to aby na pewno bezpieczne, ale przeżycia z takiej przejażdżki są z pewnością niezapomniane.

Tajlandia to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników morza i wysp, a co za tym idzie, zapalonych żeglarzy. Wystarczy zebrać grupę znajomych i wypożyczyć jacht albo katamaran, aby przemierzać bezkresną Zatokę Tajlandzką, a podczas rejsu zatrzymywać się w każdej chwili przy opuszczonych lądach, opalać bez towarzystwa tłumu turystów i nurkować z maską wśród bajecznych raf koralowych.

W świetle księżyca

shopping_at_khao_san_road1.jpg

Ulicę Khao San w centrum Bangkoku odwiedzają tłumy turystó

©THAITRAVELMART.COM



Wieczorem siadamy w jednym z barów. Noc jest gorąca, w środku stoją plastikowe krzesła i stół bilardowy, gra głośna muzyka. Podają tutaj tajskie piwa Chang i Singha bądź popularnego Tigera z Singapuru, czasem z lodem. Dla niektórych wakacje to moment, kiedy wreszcie mogą beztrosko imprezować i nie martwić się wczesnym wstawaniem. Do najlepszych do tego miejsc należy Bangkok – znajdziemy w nim słynną ulicę dla backpackerów Khao San, luksusowe bary na dachach wieżowców (rooftop bars) czy dzielnicę czerwonych latarni Patpong odwiedzaną przez licznych zagranicznych przybyszów. Wiele osób przyciągają kolorowe nocne światła położonego na wybrzeżu miasta Pattaya, centrum tajskiego seksbiznesu, w którym przy głównej ulicy działają kluby dla gejów oraz lokale oferujące pokazy erotyczne lub występy kathoey, czyli tzw. ladyboys (osób, które przyswoiły sobie cechy przeciwnej płci, uważanych w buddyzmie za trzecią płeć). Dzikie noce w ociekającej alkoholem i seksem Pattayi niezbyt przypadną do gustu osobom ceniącym zwykłego typu rozrywki czy rodzinom z dziećmi. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że seksturystyka to nie tylko niewinna wakacyjna zabawa, lecz także branża kontrolowana przez mafie i związana z wykorzystywaniem kobiet oraz zmuszaniem nieletnich do prostytucji.


Bawić można się wszędzie, ale dobre towarzystwo i odpowiedni termin to czasem podstawa. Tajlandia słynie na świecie z full moon party, czyli całonocnych imprez nad brzegiem morza organizowanych na południu kraju w dzień przed pełnią księżyca, w jej trakcie albo dzień po niej. Zwyczaj ten zainicjowano na plaży Haad Rin na wyspie Phangan w południowo-wschodniej części Zatoki Tajlandzkiej. W 1985 r. odbyło się pierwsze takie wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. Wkrótce zyskało sławę i dziś przyciąga przynajmniej kilka tysięcy uczestników, w większości turystów, a jego odpowiedniki spotkamy również na innych wyspach. Na full moon party usłyszymy muzykę reggae, trance, rhythm and blues, techno, house czy drum and bass. Alkohol leje się strumieniami, nierzadko pojawiają się też inne środki odurzające. Trzeba jednak wiedzieć, że kary za posiadanie i sprzedawanie narkotyków w Tajlandii są wyjątkowo surowe.

Emocje na ringu

Wielbiciele widowisk podnoszących poziom adrenaliny we krwi także nie będą się w tym kraju nudzić. Muay thai, czyli boks tajski (boks syjamski), to bardzo popularna sztuka walki, szczycąca się niemal statusem sportu narodowego i przyciągająca tysiące żądnych wrażeń Tajów i zagranicznych turystów. Zwykle podoba się nawet osobom, które nie są fanami bijatyk na ringu. Ma wielowiekową tradycję, a wiele ze starych elementów przetrwało do dzisiaj – pojedynek zaczyna się od rytualnego tańca wojownika wai khru. Kiedyś w jego trakcie prezentowano region, z którego pochodził zawodnik. Ta część stanowi jednocześnie rozgrzewkę. Cała walka odbywa się na stojąco, przeciwnicy używają niskich kopnięć okrężnych, uderzeń łokciami i kolanami oraz tzw. klinczu, czyli chwytu klamrowego rękami. Niesamowitą atmosferę na widowni tworzy rozemocjonowana publiczność zawsze reagująca na silniejszy cios, przekrzykująca się, obstawiająca wynik w każdym momencie spotkania. Walczą w większości Tajowie, ale zdarzają się też zawodnicy z innych krajów. Niektórzy z nich są bardzo młodzi – trafiają się nawet 15-latkowie. Za najlepsze areny bokserskie uchodzą Lumpinee Boxing Stadium i Rajadamnern Stadium w Bangkoku oraz te na Phuket i Koh Samui czy w Chiang Mai.

Noc w dżungli

Liczne parki narodowe, dziewicza przyroda i zielona dżungla, w głąb której urządza się kilkudniowe wędrówki, czekają na wszystkich mających odwagę zejść nieco ze standardowego szlaku pełnego piaszczystych plaż i taniego piwa Chang. Leśnych ścieżek i zorganizowanych wycieczek szukać można w różnych częściach kraju, zarówno na popularnej północy, jak i w regionie wschodnim, często omijanym przez turystów. Dużo wypraw trekkingowych organizuje się w prowincjach Chiang Mai i Chiang Rai, Mae Hong Son, Kanchanaburi, Krabi, dystrykcie Mae Sot czy Parku Narodowym Khao Yai. Jeśli musimy wybrać jedno miejsce, warto zaufać ekspertom z UNESCO i odwiedzić Kompleks Leśny Dong Phayayen-Khao Yai, leżący w środkowej Tajlandii, stosunkowo niedaleko od stolicy. Podczas planowania wędrówek należy brać pod uwagę porę roku. Inaczej niż na wybrzeżu w okresie zimowym temperatura powietrza na terenach wyżej położonych bywa znacznie niższa od tej panującej w pozostałych miesiącach.

Światło i dym

Tajlandia to kraj o długiej historii i bogatej tradycji, dobrze więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z jej najważniejszymi zabytkami i dowiedzenie się czegoś więcej o dominującym tutaj buddyzmie. Do obowiązkowych miejsc do zwiedzenia w Bangkoku zaliczają się przepiękny Wielki Pałac Królewski z Wat Phra Kaew (Świątynią Szmaragdowego Buddy), jedna z najstarszych tajskich budowli sakralnych Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy) oraz Wat Suthat z 28 chińskimi pagodami symbolizującymi 28 postaci Buddy. Na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO znajdują się m.in. stanowisko archeologiczne Ban Chiang, dawna stolica Syjamu Ayutthaya, ruiny miasta Sukhothai czy rezerwaty dzikiej przyrody rozciągające się wzdłuż granicy z Birmą występujące pod wspólną nazwą Thung Yai-Huai Kha Khaeng.

Choć flaga Tajlandii jest niebiesko-biało-czerwona, to zdecydowanie dominują tu kolory pomarańczowy, złoty i biały. Można się o tym przekonać w trakcie jednego z buddyjskich świąt. W jakimkolwiek mieście wtedy będziemy, udajmy się do najbliższej świątyni i przeżyjmy je razem z Tajami. W czasie pełni księżyca obchodzi się Makha Bucha (Magha Puja), kiedy to rozbłyskają setki świateł, a w powietrzu unosi się dym. Pochód ze świeczkami i kwiatami prowadzony przez ubranych na pomarańczowo mnichów okrąża kilkakrotnie kompleks świątynny. Z kolei Songkran to tradycyjny tajski Nowy Rok (wypada na połowę kwietnia). Na ogół spędza się go w gronie rodziny, a do jego zwyczajów należy obmywanie posągów Buddy w świątyniach lub w czasie procesji (przewozi się je na bagażnikach samochodów). Przez kilka dni ulice pełne są roześmianych ludzi, którzy malują się białą kredą i oblewają wodą. Przypomina to trochę nasz śmigus-dyngus.

Tajskie niezwykłości

W Tajlandii zaskoczy nas wiele rzeczy. Na śniadanie dostaniemy ryż z mięsem lub zupę z makaronem ryżowym, a niedojrzałe mango serwuje się tu z sosem rybnym albo chilli. Do większości potraw otrzymamy łyżkę i widelec. Piwo z kolei często podaje się z lodem.

Do zwykłych widoków należą w tym kraju mnich bawiący się telefonem komórkowym czy słonie spacerujące po ulicach. Na drogach trzeba zachować ostrożność, bo przepisy dla uczestników ruchu traktuje się raczej jako wskazówki niż nakazy i zakazy.

Niemal wszystkie kremy dostępne w sklepach przeznaczone są do rozjaśniania skóry. Klimatyzacja w środkach komunikacji i pomieszczeniach ustawiona jest na dość niską temperaturę – sweter w autobusie to konieczność. Hymn państwowy rozbrzmiewa z głośników dwa razy dziennie, dodatkowo również przed każdym seansem w kinie.

Droga do tajskiego raju

DAWID ZASTROŻNY


Ulotka na lotnisku, przewodnik w plecaku, film na ekranie pokładowego monitora: zanim nasze stopy dotkną tajskiej ziemi, sądzimy, że wiemy, czego się spodziewać. Znamy już uśmiech Leżącego Buddy ze świątyni Wat Pho, naszą wyobraźnię rozpala złoto Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku. Nowoczesny terminal lotniska w stolicy Tajlandii jest przyjaźnie rozplanowany i wiemy dokąd iść. Nie jesteśmy tylko przygotowani na to, co czeka na nas na zewnątrz.

Bangkok pędzi, a pierwsze spotkanie z nim jest niczym czołowe zderzenie. Tajska metropolia domaga się uwagi powodzią neonów, których znaczenia nie pojmujemy. Wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się znajome, wcale takie nie jest. Warto więc zostać tu kilka dni, żeby się oswoić i bez pośpiechu chłonąć energię tego ogromnego miasta.

Więcej…

Wiele twarzy Panamy

1__Playa_San_Blas1.jpg

Rajska wysepka w archipelagu San Blas

©VISITPANAMA.COM

Mariusz Kozak-Zagozda


Według jednych teorii nazwa kraju pochodzi z języka Indian Cueva i znaczy „miejsce obfitości ryb”, zgodnie z innymi tłumaczy się ją na „obfitość motyli”. Najlepiej opisują go jednak słowa jednego z bohaterów powieści „Krawiec z Panamy”, autorstwa Anglika Johna le Carré: „Mamy wszystko, czego Bóg potrzebował, by stworzyć raj: żyzne ziemie, plaże, góry, dziką przyrodę, co krok drzewa pełne owoców, a wokół wspaniałych ludzi”. Jeśli więc macie przed oczami wizję idealnych tropików, najprawdopodobniej myślicie właśnie o Panamie.

Więcej…