NOÉMI PETNEKI

 

<< Coraz popularniejsze wyjazdy do luksusowych hoteli SPA wcale nie muszą oznaczać dni wypełnionych jedynie seriami zabiegów. Ciekawą propozycją dla osób chcących się zrelaksować i uzupełnić zapasy energii niezbędnej do zmagania się z codzienną rzeczywistością są zagraniczne wycieczki do uzdrowisk i centrów wellness. W Europie wiele takich ośrodków znajdziemy na Węgrzech. Kraj naszych bratanków nie od dziś wie, jak wykorzystać swoje dobra naturalne i przyciągnąć jak najwięcej gości z całego świata. >>

Za najpopularniejsze miasta północno-wschodniego regionu państwa Madziarów uchodzą niewątpliwie Miszkolc (Miskolc), Eger oraz Tokaj. Każde z nich ma zupełnie inny charakter i w równym stopniu zasługuje na odwiedzenie. Ten rejon to również zielone lasy Gór Bukowych (Bükk-hegység), łagodne pasma wzgórz Czerhat (Cserhát) czy szczyty Mátry z najwyższym punktem Węgier – Kékes (1014 m n.p.m.). Tuż przy słowackiej granicy leży natomiast podziemne królestwo krasowe z jaskiniami jak z bajki.

 

Czy to gorące lato, czy mroźna zima, nic tak nie poprawia samopoczucia jak odstresowująca kąpiel w źródlanej wodzie oraz kieliszek wyśmienitego wina wprost z winnicy. Dlatego jeśli marzymy o doskonałym odpoczynku dla ciała i ducha, powinniśmy wybrać właśnie gościnną ojczyznę węgrzyna. 

 

Coś więcej niż uzdrowiska

Za wyborem północno-wschodnich Węgier jako celu podróży przemawia to, że region ten obfituje w niezwykłe cuda przyrody. W miejscowości Egerszalók koło Egeru wypływająca z ziemi, bogata w minerały gorąca woda wytworzyła śnieżnobiałe tarasy trawertynowe. Na świecie istnieją jedynie trzy podobne miejsca: w tureckim Pamukkale, w Parku Narodowym Yellowstone w Stanach Zjednoczonych i właśnie tutaj. Obok wciąż rosnącej góry osadowej działa kąpielisko termalne, gdzie – jak zwykle na Węgrzech – nie tylko poddamy się leczniczemu działaniu wód, lecz także skorzystamy z usług profesjonalnego centrum wellness lub oferty zabiegów odmładzających.

Efekty erozji gorących źródeł można podziwiać też pod powierzchnią ziemi. W Miszkolc-Tapolca (Miskolctapolca), które dziś stanowi zieloną dzielnicę wspinającego się na pobliskie góry dużego, niemal 170-tysięcznego miasta Miszkolc (czwartego pod względem wielkości w kraju naszych bratanków), znajduje się Barlang Aquaterápiakompleks basenów w... jaskini krasowej. Pływanie w błękitnej wodzie i opieranie się falom sztucznej rwącej rzeki pod stropem z naturalnych stalaktytów dostarcza cudownych i oszałamiających wrażeń. Na zewnątrz funkcjonuje również kąpielisko otwarte (www.barlangfurdo.hu).

FOT. BABLANGFUBDO.BU
Barlangfürdő – baseny w jaskini

Wznoszące się niedaleko góry Mátra to najwyżej położona część nizinnego państwa Madziarów. Dzięki czystemu powietrzu stanowią znakomite tereny uzdrowiskowe. W miejscowości Mátraderecske w celach leczniczych wykorzystuje się mofety, czyli wyziewy wulkaniczne bogate w dwutlenek węgla. Już starożytni Rzymianie stosowali tego typu terapie w chorobach układu krążenia. Dziś poza inhalacjami wykonuje się także hydromasaże z dwutlenkiem węgla.

Najnowocześniejszą formę usług wellness oferują ośrodki wzbogacające pobyt swoich klientów o różnorodne dodatkowe atrakcje. Dobrym przykładem będzie tu luksusowy, 4-gwiazdkowy Lifestyle Hotel Mátra w Mátraháza. W hotelowym Amethyst SPA na spragnionych relaksu gości czeka cały wachlarz niezwykłych zabiegów odmładzających. W saunach, oprócz tradycyjnych sesji, codziennie odbywają się specjalne ceremonie: owocowe, piwne i słono-miodowe. W gabinetach używa się tutaj wyprodukowanych na Węgrzech kosmetyków ekologicznych bez składników syntetycznych, nietestowanych na zwierzętach (Amethyst Lavender). Warto spróbować też winoterapii. Czerwone winogrona zawierają mnóstwo flawonoidów, które są wyjątkowo skuteczne w zwalczaniu wolnych rodników. Okłady z wina ze szczepu kékfrankos stosuje się na całe ciało, podczas gdy twarz oczyszcza się i odmładza peelingiem z łagodnego, białego rieslinga włoskiego. Oprócz korzystania z dobrodziejstw odnowy biologicznej w hotelowej restauracji skosztujemy uwspółcześnionych, lekkich wersji dań regionalnych, weźmiemy udział w programach lifestyle’owych, a także spędzimy aktywnie czas na wędrówkach po lesie, spacerach nordic walking czy przejażdżkach na segwayu (www.hotelmatra.hu). W okolicy znajduje się również park linowy i organizuje się loty na paralotni.

Na terenie pobliskich Gór Bukowych (Bükk-hegység), mających charakter krasowy, został utworzony w 1977 r. park narodowy – Bükki Nemzeti Park. Wędrowcy podziwiają tu malownicze górskie potoki, wodospady i groty skalne. Niedaleko miejscowości Aggtelek i Jósvafő zaczyna się wspólny ze Słowacją system jaskiniowy (Aggteleki-karszt és Szlovák-karszt Barlangjai – Jaskinie Krasu Aggtelek i Krasu Słowackiego), wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO ze względu na wspaniałą, bogatą szatę naciekową. Można tutaj wybierać wśród szlaków rozmaitej długości i o zróżnicowanym stopniu trudności w poszczególnych grotach. Najbardziej znana jest prawie 26-kilometrowa jaskinia Baradla, ale na uwagę zasługuje też Jaskinia Pokoju (Béke-barlang), która za sprawą wyjątkowego składu powietrza w jej wnętrzu już niemal pół wieku temu została uznana za leczniczą. Prowadzi po niej specjalna trasa dla osób ze schorzeniami dróg oddechowych. Niepowtarzalny Park Narodowy Aggtelek (Aggteleki Nemzeti Park) na pograniczu węgiersko-słowackim oferuje również wycieczki naziemne po wyżynie krasowej i wyprawy konne (www.anp.hu).

FOT. ANP ARCHIVUM/VIROK VIKTOR

Słup Széchenyiego w jaskini Baradla

 

Ciągle żywe tradycje

Drugi z trzech obiektów na północy kraju docenionych przez UNESCO stanowi wioska Hollókő. Jej piękna architektura doskonale wkomponowuje się w łagodne zbocza wzgórz Czerhat (Cserhát). Ludzie żyją w niej, pamiętając o swoich korzeniach i zachowując dawne obrzędy (z okazji uroczystości wkładają np. tradycyjne, kolorowe stroje). Warto tu przyjechać 20 sierpnia, podczas święta państwowego – Dnia św. Stefana. W górującym nad miejscowością XIII-wiecznym zamku, położonym na wysokości 335 m n.p.m., odbywają się wtedy turnieje rycerskie, pokazy kuglarskie, tańce renesansowe i biesiada historyczna.

W krajobrazie północno-wschodnich Węgier dominują ruiny średniowiecznych twierdz. Właśnie w tym rejonie przebiegała granica Imperium Osmańskiego, na której przez 150 lat regularnie dochodziło do starć pomiędzy wojskami tureckimi i strzegącymi państwa Habsburgów załogami tutejszych zamków. Najsłynniejszą taką fortecą był Eger. We wrześniu i październiku 1552 r. ponad 2 tys. rycerzy węgierskich broniło go przed armią sułtana Sulejmana Wspaniałego, liczącą ok. 40 tys. żołnierzy. W walkach uczestniczyły też kobiety. Turcy zdołali zająć Eger dopiero 44 lata później. Z samej potężnej warowni dziś już niewiele zostało, za to w uroczym historycznym centrum zachował się XVII-wieczny minaret turecki. W mieście działa również kąpielisko rekreacyjno-termalne.

FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT FOTOTAR
Kościół katolicki z 1889 r. z drewnianą wieżą w Hollókő

Renesansowy zamek Sárospatak należał już nie do pogranicza habsbursko-tureckiego, ale do Księstwa Siedmiogrodzkiego. Stanowił część ogromnego majątku książąt Rakoczych. Wieża mieszkalna, loggia i cały szereg sal zachowały się w niezmienionym niemal stanie. Obecnie w komnatach obejrzymy zbiory historyczne i artystyczne. Z zamkowych murów rozpościera się piękny widok na dolinę rzeki Bodrog – tej samej, która w niedalekim Tokaju wpada do Cisy.

 

Karnawał winobrania

Nie ma Polaka, który nie słyszał o tokaju. Tokajski region winiarski, umieszczony w 2002 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO pod nazwą Kulturowy krajobraz historycznego regionu winiarskiego Pogórza Tokajskiego (Tokaj-Hegyaljai történelmi borvidék kultúrtáj), obejmuje 27 miejscowości. Uprawia się w nich wyłącznie szczepy białe. O smaku tutejszych win decyduje łagodny klimat, bogata w minerały gleba wulkaniczna i mikroflora tutejszych piwnic oraz tradycyjne sposoby wytwarzania sprzed setek lat. Według tych receptur do tokajskich trunków dodaje się zostawione na winoroślach, zasuszone i obrośnięte szlachetną pleśnią winogrona. Największą sławę zdobyło aszú, czyli „wino królów, król win”, jak powiadał francuski władca Ludwik XIV. W Polsce dobrze znany jest też tokaj szamorodni. Przy produkcji innych, rzadszych specjałów (tokaji máslás i tokaji fordítás) wykorzystuje się cukry i składniki mineralne zasuszonych owoców z beczek po aszú.

Drugim równie słynnym regionem winiarskim w północnych Węgrzech są okolice Egeru. Osobną część miasta stanowi powstała w XVIII w. dzielnica piwniczek wykutych w wulkanicznym tufie, zwana „Doliną Pięknej Pani” lub „Doliną Pięknej Kobiety” (Szépasszony-völgy). Dzisiaj znajduje się tu blisko 200 piwnic winiarskich i dużo restauracji, gdzie skosztujemy nie tylko wytwarzanej z co najmniej trzech szczepów czerwonych winogron „egerskiej byczej krwi” – egri bikavér, lecz także znakomitych win białych. Na szczególną uwagę zasługuje wśród nich egri leányka, czyli „egerska panienka”, o smaku kwiatowym, świeżym i ognistym zarazem. Z kolei na wulkanicznych glebach gór Mátra rosną przede wszystkim szczepy białe, ale region może się też poszczycić dobrym gatunkiem wina czerwonego kékfrankos.

Winobranie to dla Węgrów wielkie święto, porównywalne do karnawału w cieplejszych stronach świata. Towarzyszą mu korowody przebierańców, różnorodne ceremonie, występy tradycyjnych zespołów ludowych i artystów współczesnych. W zasadzie im bardziej popularna jest dana miejscowość (i samo wydarzenie), tym większych atrakcji możemy się spodziewać. W okolicach Egeru polecam Festiwal Włoskiego Rieslingu w Egerszólát – Egerszóláti Olaszrizling Fesztivál (7 września br.), na którym króluje barwny folklor i smaczna kuchnia. W Tokaju warto natomiast wybrać się na Dni Winobrania Pogórza Tokajskiego – Tokaj-Hegyaljai Szüreti Napok (4–10 października 2013 r.), uświetniane przez liczne wydarzenia kulturalne i koncerty znanych rodzimych muzyków.

Na gościnnej węgierskiej ziemi oddycha się inaczej niż gdzie indziej. Czy to kwestia powietrza, czy atmosfery kraju ludzi parających się winiarstwem od setek lat, trudno stwierdzić. Jedno jest pewne – aby poczuć to na własnej skórze, trzeba na Węgry przyjechać!


 

Artykuły wybrane losowo

„G’day, Aussieland” – z wizytą na antypodach

KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl


<< „No worries, mate” (z ang. „nie ma sprawy, stary”) powtarzają ciągle Australijczycy z uśmiechem na twarzy. Ten popularny zwrot pokazuje ich beztroskie podejście do przeciwności losu. W Australii każdy jest „mate” – kolegą, kumplem, dobrym znajomym. Z drugiej strony ten kontynent wydaje się bardzo niebezpiecznym miejscem dla człowieka. Czyhają tu na niego rekiny, włochate pająki i najbardziej jadowite na świecie węże. Czy jednak naprawdę powinniśmy się bać? Nie dowiemy się, jeśli nie zaryzykujemy. Zapraszam do niezmiernie interesującej krainy kangurów! >>

W II w. n.e. na mapie Ptolemeusza, greckiego astronoma, matematyka i geografa, pojawił się tajemniczy ląd, którego istnienie uczony założył na podstawie teorii mówiącej, że północny region świata musi równoważyć na południu jakaś ziemia. Zaczęto określać go mianem Terra Australis bądź Terra Australis Incognita (z łac. Ziemia Południowa, Nieznana Ziemia Południowa). To właśnie od tego wyrażenia wywodzi się nazwa najmniejszego na naszej planecie kontynentu (8,6 mln km² powierzchni) oraz 6. pod względem wielkości państwa na świecie (zaraz po Rosji, Kanadzie, Chinach, USA i Brazylii), które na nim leży. W kraju tym żyje prawie 24 mln ludzi, z czego 85 proc. mieszka w odległości 50 km od wybrzeża. Suchy i nieprzyjazny interior zasiedla rdzenna ludność tych stron – wyjątkowo wytrzymali Aborygeni.

Więcej…

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.

 

Wiele twarzy Panamy

1__Playa_San_Blas1.jpg

Rajska wysepka w archipelagu San Blas

©VISITPANAMA.COM

Mariusz Kozak-Zagozda


Według jednych teorii nazwa kraju pochodzi z języka Indian Cueva i znaczy „miejsce obfitości ryb”, zgodnie z innymi tłumaczy się ją na „obfitość motyli”. Najlepiej opisują go jednak słowa jednego z bohaterów powieści „Krawiec z Panamy”, autorstwa Anglika Johna le Carré: „Mamy wszystko, czego Bóg potrzebował, by stworzyć raj: żyzne ziemie, plaże, góry, dziką przyrodę, co krok drzewa pełne owoców, a wokół wspaniałych ludzi”. Jeśli więc macie przed oczami wizję idealnych tropików, najprawdopodobniej myślicie właśnie o Panamie.

Więcej…