BEATA GARNCARSKA

<< W basenie Morza Śródziemnego, w odległości ok. 200 km od Europy kontynentalnej, znajdują się dwie niesamowite wyspy, dla których niejeden podróżnik stracił głowę. Mowa o włoskiej Sardynii i francuskiej Korsyce. Pierwsza kusi łagodnymi wzgórzami, zielonymi wiosną, żółciejącymi latem, nadbrzeżnymi lagunami, leniwie płynącymi rzekami oraz górami o zaokrąglonych wierzchołkach. Druga natomiast fascynuje strzelistymi szczytami sięgającymi obłoków i lasami pokrywającymi prawie całą jej powierzchnię niczym peleryna. Choć z pozoru tak różne, obie przez stulecia walczyły o swoją tożsamość, opierając się zakusom kolejnych kolonizatorów. >>

Wyspy łączą m.in. podobne losy, niemi świadkowie historii tacy jak obronne wieże: aragońskie na sardyńskim, a genueńskie na korsykańskim wybrzeżu, problem bandytów, działających w XIX w., kuchnia bazująca na produktach rolnych i mięsie wypasanych zwierząt, dwujęzyczne tablice z nazwami miast (na Sardynii są często przestrzelone, a na Korsyce mają zamalowaną francuską wersję), flagi obu regionów z wizerunkiem Maura, nawet dialekt gallurski, którym posługują się mieszkańcy Gallury, przypomina język korsykański. Różnią się one za to między sobą np. poziomem infrastruktury turystycznej i transportu, zdecydowanie wyższym w rejonie należącym do Francji. Podróżowanie po nim kosztuje za to o wiele więcej.

FOT. ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

Wody w pobliżu Porto-Vecchio przyciągają amatorów snorkelingu


Na Korsyce wytwarza się przepyszne wędliny z wieprzowiny. Tutejsza rasa dzikich czarnych świń żyje na wolności i żywi się kasztanami, żołędziami, owocami czy korzeniami roślin. Dlatego ich mięso jest takie znakomite. Z kolei włoska wyspa szczyci się produkcją wyśmienitych serów, w tym dojrzałego owczego pecorino sardo lub casu fràzigu, casu marzu („zgniły ser”). Ten ostatni bywa wyzwaniem dla obcokrajowców, a to z powodu gatunku muchy (Piophila casei), która w określonej porze roku składa w nim małe, białe larwy, przyczyniające się do powstania jego wyjątkowego pikantnego smaku. W obu regionach popularnością cieszą się owoce kasztana jadalnego, ale to w tym francuskim ocaliły one od głodu wiele osób i do dziś robi się z nich dosłownie wszystko: od kremów, ciastek i chleba po likiery.

 

SARDYNIA WINIARSKA I ZAPOMNIANA
Sardynia to nie tylko piękne plaże nad błękitnym morzem, ale również miasta, miasteczka, górskie wioski, jedyne w swoim rodzaju budowle cywilizacji nuragijskiej, neolityczne grobowce domus de janas, bogate tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie i przede wszystkim mieszkający na niej ludzie. Jej krajobraz tworzą wysokie i łagodne szczyty masywu Gennargentu, wzgórza, białe wierzchołki Supramonte, Monte Albo (Monte Arbu) i pobliskiej wysepki Tavolara, granitowe północne wybrzeże, obszar Tacchi d’Ogliastra oraz płaskowyż Giara di Gesturi. Wyspa idealnie nadaje się do uprawiania wszelkiego rodzaju sportów m.in. trekkingu, wspinaczki, speleologii, kite- i windsurfingu, surfingu, wędkarstwa, żeglarstwa, kolarstwa lub jazdy konnej. Wspaniałych wrażeń dostarcza wycieczka Trenino Verde della Sardegna, czyli „Zieloną Ciuchcią z Sardynii”. Trasa tej wąskotorowej kolejki z XIX w., podzielonej na kilka linii, biegnie wzdłuż i wszerz lądu, czasem przez dzikie i zapomniane obszary. Swoje doznania z podróży tym środkiem transportu w styczniu 1921 r. opisuje w książce Morze i Sardynia (Sea and Sardinia) angielski pisarz D.H. Lawrence (1885–1930).
     Na szczególne zainteresowanie zasługują również sardyńskie wina. Aby poznać te najważniejsze, możemy wybrać się na wędrówkę szlakiem winnym środkowej i wschodniej (Strada del Vino Cannonau) lub północnej (Strada del Vermentino di Gallura D.O.C.G.) Sardynii. W samym sercu wyspy spróbujemy czerwonego cannonau, zapewniającego podobno długowieczność. Natomiast na północy wśród granitów Gallury uprawia się winogrona, z których powstaje jeden z najlepszych białych gatunków tego szlachetnego trunku – Vermentino di Gallura D.O.C.G. Lista winnic umieszczonych na trasach enoturystycznych jest dość długa, dodatkowo oznaczono na nich także wytwórców lokalnych produktów, np. serów i wędlin. Do nich też warto zajrzeć z wizytą.
     Ciekawy pomysł na zwiedzanie i wycieczkę fotograficzną stanowi podróż w czasie do Sardegna Abbandonata („Sardynii Opuszczonej”), czyli opuszczonych willi (w tym Villa Pietri w Ozieri), kopalni, starych fabryk popadających w ruinę czy niezamieszkanych wiosek takich jak Rebeccu i San Salvatore di Sinis. Uliczki tej ostatniej miejscowości w prowincji Oristano wypełniają się tylko raz do roku w pierwszy weekend września podczas Corsa degli Scalzi – „Biegu Bosych”. Ubrani w białe tuniki mężczyźni zdążają wtedy tutaj co sił w nogach z pobliskiego miasteczka Cabras z figurką Chrystusa. Poza tym w latach 60. XX w. w San Salvatore di Sinis zbudowano plan filmowy, na którym kręcono tzw. spaghetti westerny. Atmosferę minionych lat oddaje także Lollove w prowincji Nuoro czy Gairo Vecchio w Ogliastrze. Zapomniane zakątki, które we władanie wzięła już dzika natura, odnajdziemy na Costa Verde (Zielonym Wybrzeżu) i w południowo-zachodniej części wyspy.  

 

KOŚCIOŁY I WYSEPKI
Miłośnicy architektury na Sardynii mogą wyruszyć na wyprawę śladem małych romańskich kościołów w stylu pizańskim. Do najpiękniejszych i najbardziej znanych z nich należy Bazylika Najświętszej Trójcy z Saccargii (Basilica della Santissima Trinità di Saccargia) w gminie Codrongianos, posiadająca charakterystyczną pasiastą fasadę i ok. 40-metrową dzwonnicę. Inne interesujące średniowieczne świątynie to m.in. największa i najstarsza (ukończona ok. 1080 r.) Bazylika św. Gawina (Basilica di San Gavino) w Porto Torres, Kościół św. Piotra w Zuri (Chiesa di San Pietro di Zuri), Chiesa di Santa Maria del Regno w gminie Ardara oraz Kościół św. Luksoriusza (Chiesa di San Lussorio) w gminie Fordongianus.
     Wzdłuż sardyńskich wybrzeży leży wiele rozmaitych wysepek, a wśród nich Asinara – kraina białych osiołków (endemicznych osłów asinara), Tavolara – najmniejsze królestwo na świecie (tzw. regno di Tavolara o powierzchni 5,9 km²), San Pietro i Sant’Antioco czy archipelag La Maddalena. Dla jednej z nich stracił głowę Giuseppe Garibaldi (1807–1882). Ten słynny włoski rewolucjonista i bojownik o wyzwolenie i zjednoczenie Włoch urodził się w Nicei jako syn marynarza. W latach 50. XIX w. kupił ziemię na Caprerze (wyspie z archipelagu La Maddalena) i wybudował na niej skromny dom, nazywany Casa Bianca („Białym Domem”). Burzliwe losy kraju nie pozwoliły mu jednak zostać w nim na dłużej. Wrócił tutaj w ostatnich latach swojego życia. Dziś na Caprerze zwiedzimy muzeum Garibaldiego – Compendio Nazionale Garibaldino di Caprera – i cmentarz rodzinny, na którym go pochowano.

 

KORSYKA NAJPIĘKNIEJSZA
Po półgodzinnym rejsie z Santa Teresa Gallura dotrzemy na francuską Korsykę, a dokładnie do portu w Bonifacio. Malownicza i dzika wyspa zachwyca kolorami: od soczystej zieleni przez czerwień skał Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve naturelle de Scandola) po turkus Morza Śródziemnego. Przy brzegach rozsiane są większe miasta o włoskim charakterze, a interior wypełniają  urocze, typowo korsykańskie, górskie miasteczka. Swoim kształtem ląd przypomina zaciśnięta pięść z palcem wskazującym wysuniętym w kierunku dawnej Republiki Genui (istniejącej w latach 1005–1797), która rządziła tym regionem przez kilka stuleci. Mimo iż od XVIII w. Korsyka należy do Francji, wpływy Włoch widać niemal wszędzie.
     Grecy nazywali ją Kallistê, czyli „Najpiękniejszą”. Dzisiaj nosi przydomek l'Île de Beauté („Wyspa Piękna”) lub „Góra na morzu”, gdyż na prawie całej jej powierzchni wznoszą się szczyty przekraczające 1 tys. m, a sporo z nich wzbija się nawet na ponad 2 tys. m n.p.m. Śródziemnomorski klimat i duże wysokości sprawiają, że w maju można zarówno rozkoszować się śniegiem leżącym na górskich zboczach, jak i wygrzewać na piaszczystym brzegu.
     Najatrakcyjniejsze plaże (latem, niestety, mocno zatłoczone) znajdują się na południowo-wschodnim wybrzeżu pomiędzy Porto-Vecchio a Bonifacio. Warto wymienić choćby Palombaggię, Santa Giulię czy Piantarellę. Natomiast ukryte i zaciszne zakątki, do których często prowadzą długie ścieżki wyrzeźbione wśród  roślinności śródziemnomorskiej, odkryjemy na północy Korsyki, np. na półwyspie i przylądku Cap Corse. Wspomniane Bonifacio jest położone tuż na wprost północnego krańca Sardynii na szczycie wapiennego klifu. Śnieżnobiałe skały wyglądają niesamowicie podziwiane z pokładu promu, który wolno sunie wzdłuż niedużego fiordu prowadzącego do portu. Z niego stromymi schodkami dostaniemy się do miasta-fortecy z dobrze zachowaną i niezmiernie ciekawą architekturą obronną. Wąskie, strome uliczki, piękne kościoły i kaplice oraz sklepiki pełne pamiątek tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca. Z małych placów i Bramy Genueńskiej (Porte de Gênes), która jeszcze do niedawna stanowiła jedyne wejście za miejskie mury, rozciąga się malowniczy widok na okolicę.
     Z portu można wybrać się też na rejs po urokliwym granitowym archipelagu Lavezzi. Bonifacio, tak jak i pobliskie usytuowane na wzniesieniu Porto-Vecchio, zalicza się do najbardziej obleganych korsykańskich miejscowości turystycznych i jednocześnie tych droższych. To drugie miasteczko, założone przez Genueńczyków, choć niewątpliwie urocze, nie wyróżnia się niczym specjalnym, chyba tylko najlepszą pod słońcem granitą, czyli zmrożonym sokiem z owoców.

 

SKARBY MIAST
Drogi na wyspie są z reguły kręte, wąskie i strome. Jedyny odcinek szerokiej szosy biegnie równinnym wschodnim wybrzeżem, a prowadzi na północ, aż do niemal 45-tysięcznej Bastii, która zaraz po Ajaccio stanowi największy korsykański ośrodek miejski, a także administracyjne centrum departamentu Górna Korsyka (Haute-Corse). Jak większość tutejszych ufortyfikowanych miast, wznieśli ją Genueńczycy. W dawnym Pałacu Gubernatorów (Palais des Gouverneurs) dziś mieści się Muzeum Bastii (Musée de Bastia). Tuż przy Starym Porcie (Vieux-Port) wznosi się Kościół św. Jana Chrzciciela (Église Saint Jean-Baptiste). W dzielnicy Terra-Nova na uwagę zasługuje bogato zdobiony barokowy Kościół św. Krzyża (Église Sainte-Croix). Z kolei ogromny plac św. Mikołaja (Place Saint-Nicolas) jest jednym z największych w Europie. Ma długość 300 m i szerokość 90 m. Do Bastii przypływają również promy z kontynentu.

     Za najbardziej korsykański ośrodek uchodzi otoczone najwyższymi górami 7-tysięczne Corte, leżące w samym sercu wyspy w dolinie dwóch rzek Restonica i Tavignano. Właśnie ono pełniło funkcję stolicy podczas okresu niepodległości (między 1755 a 1769 r.). Wychodzi stąd wiele szlaków turystycznych, a stromymi uliczkami dojdziemy do punktu widokowego, z którego rozpościera się wspaniała panorama.

     Po pokonaniu przełęczy Vizzavona przekroczymy także granicę departamentów Górna Korsyka i Korsyka Południowa (Corse-du-Sud). W rozległej zatoce znajdziemy prawie 70-tysięczne Ajaccio, największe miasto Korsyki, jednocześnie najbardziej francuskie. Urodził się w nim słynny wódz i cesarz Francuzów Napoleon Bonaparte (1769–1821) i jego pomników postawiono tutaj najwięcej w całym regionie. Przy jednej z ulic nieopodal placu targowego i renesansowej katedry, w której został ochrzczony, stoi jego rodzinny dom. Przyszedł w nim na świat 15 sierpnia 1769 r. Jednak bohaterem narodowym Korsykanów jest Pasquale Paoli (1725–1807), który wyswobodził wyspę z rąk Genueńczyków na kilkanaście lat. Napoleon nie cieszy się wśród nich dobrą sławą, ponieważ to on stłumił ich walki o niepodległość, gdy Genua oddała te ziemie Francji w zamian za darowanie długu.
     Urocze, typowo korsykańskie miasteczko stanowi Sartène, kojarzone głównie z faidą, czyli krwawym sporem pomiędzy klanami w XIX w., i z wielkopiątkową procesją z udziałem tłumu wiernych i pokutnika, który niesie ciężki krzyż i kilkunastokilogramowy łańcuch. Jeśli szukamy zacisznych i ustronnych miejsc, koniecznie musimy wybrać się na Cap Corse – północny półwysep i przylądek o 40 km długości i 10–15 km szerokości z malowniczymi miejscowościami przypominającymi liguryjskie Cinque Terre, wieżami genueńskimi i cudownymi zatoczkami. Z kolei na północnym zachodzie wyspy znajduje się region Balagne, określany mianem „Ogrodu Korsyki”. Warto zwiedzić w nim górujące nad równiną Reginu (Regino) Speloncato, znane z festiwali muzycznych przepiękne Calvi czy Zilię – miejscowość wina.
     Jeden z najromantyczniejszych korsykańskich zakątków stanowią czerwone skały Calanques de Piana (Calanche di Piana) dominujące nad wioską Piana. Złotawe wierzchołki przypominające Katedrę w Mediolanie robią niesamowite wrażenie i najlepiej prezentują się o zachodzie słońca. W pobliskim Rezerwacie Naturalnym Scandola (Réserve naturelle de Scandola) z wody wyrastają ceglaste formacje skalne, wysokie prawie na 1 tys. m. Miłośnicy fauny i flory dostaną się tu jedynie drogą morską, np. z Porto (Portu), Calvi lub Ajaccio, a przy odrobinie szczęścia uda im się zobaczyć delfiny butlonose, mniszki śródziemnomorskie z rodziny fokowatych czy gniazda rybołowów. Zatoka Porto (Golfe de Porto), razem z Calanche di Piana, wspomnianym rezerwatem Scandola i zatoczką Girolata (Golfe de Girolata), została wpisana w 1983 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

SARDYŃSKIE ŚWIĘTA
Napływ różnych tradycji i zwyczajów na Sardynii sprawił, że okazji do świętowania bywa na niej bez liku. W trakcie uczestniczenia w nich turyści mogą poznać prawdziwe życie jej mieszkańców, spróbować lokalnych przysmaków i win oraz po prostu wziąć udział w zabawie. Do najbardziej znanych świąt religijnych na tej fascynującej wyspie należą m.in. Festa di Sant’Efisio – obchodzona 1–4 maja w Cagliari już od niemal 360 lat, Discesa dei Candelieri (Faradda di li Candareri) – celebrowana 14 sierpnia w Sassari, Wielkanoc czy Sagra del Redentore – odbywająca się w ostatnią niedzielę sierpnia w Nuoro. W tych dniach ulice zalewa kolorowy tłum Sardyńczyków w ludowych strojach. Kunsztownie wyszywane i zdobione filigranową złotą biżuterią ubiory, zarówno damskie, jak i męskie, przyprawiają o zawrót głowy. Nie brakuje również występów chórów polifonicznych, pieśni wykonywanych przez tenore (tzw. canto a tenore) i sardyńskiej gry murra.
     W okresie dojrzewania owoców i warzyw urządza się na wyspie dni zbiorów, tzw. sagra. Jesienią w górskiej miejscowości Aritzo świętuje się sezon na kasztany i orzechy laskowe, w marcu w miasteczku Muravera – na cytrusy, okolice Oristano słyną z wyśmienitych karczochów i truskawek, a w październiku w Gesico od 20 lat odbywa się festiwal ślimaków. Poza tym tematem festynów bywa też tradycyjnie pieczone prosię (porceddu), specjalność kuchni pasterzy z górzystego regionu Barbagia. Czasami przyrządzają oni również jagnię lub koźlę. W sierpniu od ponad 30 lat w Jerzu ludzie spotykają się na Calici di Stelle – Jerzu Wine and Music Festival, kiedy to kosztują okolicznych win. W każdy jesienny weekend od początku września do połowy grudnia w niemal 30 miejscowościach w Barbagii organizuje się specjalne imprezy w ramach programu Autunno in Barbagia („Jesień w Barbagii”), znanego też pod nazwą Cortes Apertas. Jego wiosenny odpowiednik to specyfika regionów Baronie, Marghine i Ogliastra.
     Ciekawym wydarzeniem są także sardyńskie obchody karnawału, np. w Mamoiadzie (z udziałem tzw. Mamuthones i Issohadores), Ottanie (tutaj królują Merdùles i Boes) albo Ovoddzie (Mehuris de Lessia). Na wybrzeżu w Oristano odbywa się w tym okresie turniej rycerski (Sartiglia), mieszkańcy miasteczka Bosa zakładają czarne ubrania, smarują twarze spalonym korkiem i idą bawić się na ulicach. Sardyńczycy uwielbiają muzykę i oprócz tradycyjnych śpiewów na wyspie, szczególnie w wakacyjne miesiące, rozbrzmiewają dźwięki jazzu, bluesa czy reggae. Sierpniowych koncertów z cyklu Time in Jazz (zazwyczaj 9–16 sierpień) posłuchamy w miejscowości Berchidda, gdzie urodził się (w 1961 r.) i wychował słynny jazzman Paolo Fresu, pomysłodawca i organizator imprezy. Artyści (m.in. Kubańczyk Omar Sosa i właśnie Paolo Frescu) występują w różnej scenerii: nad brzegiem morza, u stóp wieży aragońskiej, na szczycie góry o zachodzie słońca czy pod murami starego kościoła. Fanów bluesa przyciąga od końca lipca do połowy sierpnia do Oristano Dromos Festival. Natomiast Sardinia Reggae Festival zaprasza do Cargeghe w prowincji Sassari na północy Sardynii.

 

KORSYKAŃSKIE FESTIWALE
Na Korsyce także o każdej porze roku będziemy mieli okazję uczestniczyć w rozmaitych uroczystościach i zabawach. Większość festiwali muzycznych odbywa się tutaj latem. Podczas Rencontres de Chants Polyphoniques w Calvi w połowie września usłyszymy chóry polifoniczne z całego świata. Oprócz tego w tym malowniczym mieście w drugiej połowie czerwca organizuje się Calvi Jazz Festival, a na początku lipca – Calvi on the Rocks z koncertami rockowymi, korsykańskiego hip-hopu i muzyki elektronicznej. Miłośnicy lokalnego kolorytu powinni wybrać się do miejscowości L’Île-Rousse na imprezę Festimusica (trzeci weekend czerwca), gdzie zapoznają się z tradycyjnymi utworami rodem z Korsyki, Sardynii i Toskanii i zaznajomią z kulturą tych trzech regionów.
     Szczególnie widowiskowe są na wyspie zwyczaje dotyczące Wielkanocy. Wielki Piątek warto spędzić np. w Sartène, Calvi i Bonifacio. Ulicami tego pierwszego miasteczka przechodzi wspomniana już przeze mnie wcześniej wyjątkowa procesja drogi krzyżowej. Tłum wiernych podąża za pokutnikiem ubranym w czerwoną tunikę z nasuniętym na twarz kapturem, który gwarantuje mu anonimowość. Tożsamość tej osoby zna tylko ksiądz, a dźwiga ona 30-kilogramowy krzyż i ciężkie łańcuchy. Najlepszych korsykańskich wędlin spróbujemy w lutym w czasie święta A Tumbera w Renno, ser brocciu odgrywa główną rolę na Festa di u Brocciu w kwietniu w Pianie, a w maju w Venaco na festynie serów Fiera di u Casgiu sprawdzimy, jak smakują inne produkty lokalnego serowarstwa. Najpopularniejsze wydarzenie związane ze zbiorami kasztanów – Fiera di a Castagna – odbywa się w grudniu w Bocognano. Korsyka szczyci się również jedną z najlepszych oliw z oliwek, docenianą zwłaszcza w dniach Fiera di l’Alivu w Montegrosso w drugiej połowie lipca, kiedy to można dodatkowo zwiedzać pobliskie wytłaczarnie. Także w lipcu, lecz w Luri spotykają się wszyscy producenci korsykańskiego wina, którzy ściągają na Fiera di u Vinu. W Ajaccio świętuje się dla odmiany urodziny Napoleona Bonapartego – uczestnicy zabawy przebierają się w historyczne stroje. W lipcu w Bastii w XVII-wiecznych ubiorach obchodzi się zmianę gubernatora genueńskiego.

 

TURYSTYKA DLA AKTYWNYCH
Obie wyspy stanowią prawdziwy raj dla osób lubiących aktywnie spędzać wakacje. Każdy znajdzie na nich coś dla siebie o dowolnej porze roku. Można tutaj uprawiać różnego rodzaju sporty: od wodnych przez wędrówki piesze i rajdy rowerowe po trekkingi. Sardynia kusi grotołazów i speleologów wapiennymi górami Supramonte i Monte Albo (Monte Arbu) oraz podwodnymi jaskiniami wybrzeża koralowego, odwiedzanymi też chętnie przez miłośników nurkowania z całego świata. Wielbiciele kitesurfingu na Korsyce powinni udać się na Cap Corse, do regionu Balagne, południowej części zatoki Propriano (Golfe de Propriano) i na północ od Porto-Vecchio, a windsurferzy zmierzyć się z falami przy Cap Corse i Bonifacio. Początkującym surferom poleca się plaże w Cargèse i Algajoli, natomiast tym zaawansowanym i szukającym mocnych wrażeń – Capo di Feno na południe od Sagone. W sezonie często tuż przy brzegu morza działa wiele szkół z bogatą ofertą przeznaczoną zarówno dla starszych, jak i dzieci.

FOT. ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

Nurkowanie w wodach koło korsykańskiej miejscowości Algajola


     Pasjonaci turystyki pieszej mogą skorzystać w tych regionach z tysięcy kilometrów oznaczonych tras. Najprzyjemniejszym okresem na wędrówki będzie wiosna, kiedy wszystkie rośliny kwitną i odurzają zapachami, a nie jest jeszcze gorąco. Całkiem niedawno na Sardynii powstał Szlak św. Jakuba (Cammino di Santu Jacu), wiodący wzdłuż wybrzeża i przez interior. Za jedne z najbardziej wymagających dróg górskich w Europie uważa się korsykańską GR 20 i sardyńską Selvaggio Blu. Pierwsza biegnie z Calenzany na północy do miejscowości Conca na południu przez ok. 180 km na wysokościach w granicach 1–2 tys. m n.p.m. (najwyższym punktem jest Bocca alle Porte – 2225 m n.p.m.). Selvaggio Blu natomiast to wyzwanie dla prawdziwych pasjonatów trekkingu. Dzieli się na 6 jednodniowych odcinków i przebiega w górach zatoki Orosei (Golfo di Orosei).  

FOT. RENATA TRAVEL

Na skalistej Sardynii organizuje się często obozy wspinaczkowe


     Tutejszy klimat sprzyja także wyprawom rowerowym. W maju na Sardynii odbywa się Sardinia Grand Tour – wyścig na trasie 1500 km, składający się z 33 etapów. Z kolei na Korsyce organizuje się trzy razy w roku (na przełomie kwietnia i maja oraz dwukrotnie we wrześniu) 12-dniowy Cyclo Corsica Tour, którego trasa prowadzi wśród górskich szczytów oraz wzdłuż wybrzeża, co gwarantuje niesamowite widoki. W lipcu z korsykańskiego Corte wyrusza jeden z najważniejszych biegów na świecie – Inter-Lacs. Bierze w nim udział ok. 300 uczestników.
     Podwodny świat wokół wysp zachwyca kolorową florą i fauną, a także fascynuje tajemniczymi grotami oraz zatopionymi łodziami i statkami z okresu II wojny światowej. Miłośnicy wspinaczki klasycznej znajdą wiele dogodnych miejsc dla siebie o różnym stopniu trudności: na Sardynii m.in. w zatoce Orosei, rejonie skał Tacchi d’Ogliastra, a na Korsyce w masywie Bavella (Aiguilles de Bavella), nazywanym po korsykańsku I Forchi di Bavedda. Zarówno we francuskim, jak i włoskim regionie funkcjonują też profesjonalne pola golfowe i ośrodki jeździeckie. Z pewnością zapomnimy tu o nudzie i codziennej rutynie. Każdy gość znajdzie na Sardynii i Korsyce swój magiczny zakątek, do którego będzie chciał zawsze wracać.

 

 

Artykuły wybrane losowo

Madagaskar a sprawa polska

MAREK RACHOŃ

www.e-rachon.pl

Wyobraźcie sobie egzotyczny kraj, oddalony od Warszawy o jakieś 10 godzin lotu, gdzie pół Polski z całymi rodzinami wyrusza co roku na wakacje. Do tego bez przerwy świeci tam słońce i jest przyjemnie ciepło… Wyobraźcie sobie ląd, na którym tubylcy o skórze w kolorze przypieczonego chleba mówią po polsku. Takim miejscem mógł być Madagaskar. Oczywiście, gdyby historia potoczyła się nieco inaczej. Gdyby Francuzi w latach 30. ubiegłego wieku przekazali nam tę wyspę, a naszym rodakom udało się ją skolonizować. Mielibyśmy wówczas w Afryce trochę polskiej kultury i kuchni, na plażach swojsko brzmiące napisy, a w głębi lądu przewodników posługujących się językiem Miłosza i Gombrowicza. Nasze narodowe linie lotnicze obrałyby Madagaskar za jeden ze swoich głównych wakacyjnych kierunków, a dzieci w szkole uczyłyby się historii tego kraju. Szkoda wam trochę? Bo mnie tak.

Madagaskar ma jednak jeden polski akcent. Chodzi tu o Maurycego Beniowskiego (1746–1786). Malgasze obwołali go w 1776 r. królem wyspy. Chociaż urodził się w Verbó (obecnie słowackie miasteczko Vrbové), na terenie ówczesnych Węgier, uważał się za Polaka, co podkreślał w swoim Pamiętniku.  

Więcej…

W Nowej Zelandii – krainie Władcy Pierścieni i Hobbita

KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl

<< Maorysi, rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii, zwą ją Aotearoą, czyli Krainą Długiego Białego Obłoku. Zachwyca ona wspaniałymi krajobrazami i unikatową kulturą ludzi Kiwi, kochających wypoczynek na świeżym powietrzu. Choć Europejczykom niełatwo się do niej dostać, coraz chętniej wyprawiają się w te strony i zawsze wracają z bagażem cudownych wspomnień. >>

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO