KAZIMIERZ POPŁAWSKI
www.eesti.pl

<< Chociaż małą Estonię można przemierzyć z zachodu na wschód i z północy na południe w ciągu kilku godzin, nie warto się spieszyć. Lato również długo zbiera się do wizyty w tym kraju. Kiedy już tutaj zajrzy, oferuje podróżnikom to, co najlepsze – słoneczną pogodę, ciepłe morze i białe noce. >>

24 czerwca, gdy dzień staje się najdłuższy w roku, a noc kurczy się do zaledwie paru godzin, Estończycy obchodzą swoje największe święto – Jaanipäev (Dzień św. Jana). Chowają się wtedy w swoich domkach letniskowych, wyjeżdżają na wyspy i nad jeziora. Wieczorami rozpalają ogniska i bujają się na wielkich trapezowych huśtawkach. Czas sprzyja świętowaniu, bo po zimie i nie zawsze ciepłej wiośnie nadchodzi początek sezonu letniego. To także najodpowiedniejszy okres, aby zawitać do Estonii.
Wyjazd do tego nadbałtyckiego kraju w okolicy Dnia św. Jana jest dobrym pomysłem, ale należy pamiętać o zwiększonym wtedy lokalnym ruchu turystycznym. Jeśli planujemy odwiedzić jedną z malowniczych estońskich wysp, powinniśmy wcześniej zarezerwować nocleg czy bilety na prom, żeby nasze wakacje nie przerodziły się w małą szkołę przetrwania.

 

OD WYSPY DO WYSPY
W Estonii już 23 czerwca (Dzień Zwycięstwa – Võidupüha, też wolny od pracy) największe miasta położone na stałym lądzie pustoszeją, a tłoczno robi się w ośrodkach letniskowych na Saremie (est. Saaremaa) czy Hiumie (est. Hiiumaa). Także Parnawa (Pärnu), estońska letnia stolica, przeżywa istne oblężenie przez turystów.
     Wysp w tym kraju mamy pod dostatkiem, bo doliczono się ich aż ponad 1,5 tys. W większości nie posiadają zbyt dużej powierzchni i tylko kilka jest zamieszkanych. Największa z nich to Sarema (2673 km²) – na niej również czeka na przybyszów najwięcej atrakcji. Zwiedzanie należy jednak rozpocząć od Muhu (198 km²), ponieważ prom przybija do jej brzegów do portu w Kuivastu, skąd dalej prowadzi droga zbudowana na kilkukilometrowej grobli. Blisko tej trasy, w zachodniej części wyspy, znajduje się niewielka wieś Koguva. Osada niewiele zmieniła się w ciągu wieków – zamiast płotów są w niej omszałe kamienie, za którymi stoją chaty kryte strzechą i rosną wysokie drzewa. To, co przypomina nam, że nadal jesteśmy w XXI, a nie XVI w., to duże nowoczesne samochody zaparkowane na posesjach i dostęp do internetu.

FOT. ENTERPRISE ESTONIA - ESTONIAN TOURIST BOARD/LEMBIT MICHELSON

Największa estońska wyspa Sarema ma aż 1300-kilometrowe wybrzeże


     W drodze do Kuressaare, 13-tysięcznej stolicy Saremy, trzeba zatrzymać się koniecznie w dwóch małych miejscowościach. W wiosce Angla można zobaczyć zabytkowe wiatraki, które stanowią symbol wyspy. Kiedyś były one elementem miejscowego krajobrazu, dziś kilka ocalałych ustawiono w tej okolicy. Dużo łatwiej dostrzec je na pochodzących stąd produktach wszelkiego rodzaju: piwie, wódce, mleku, maśle, chlebie i innych.
     Estonia szczyci się największą na świecie liczbą kraterów po uderzeniach meteorytów na 1 km². We wsi Kaali powstało ich aż 9, a największy, liczący 110 m średnicy, wypełnia woda jeziora Kaali (Kaalijärv).
     W Kuressaare znajduje się najlepiej zachowany zamek średniowieczny w tej części Europy. Dojedziemy do niego przez miasteczko, którego najstarsze zabudowania tworzą pierzeje ulicy Lossi, a więc Zamkowej. Mury budowli pamiętające XIV w. mieszczą obecnie Muzeum Saremy, prezentujące historię oraz przyrodę tego regionu. Dalej za twierdzą rozciąga się niewielka plaża.
     Za ogromną tutejszą atrakcję uchodzi Park Narodowy Vilsandi, obejmujący zachodnie brzegi, przybrzeżne wysepki oraz morze. Słynie on z populacji fok szarych. Na malutkiej, niezamieszkałej Innarahu przychodzą na świat ich młode.
     Z Saremy dotrzemy na Hiumę promem kursującym między Triigi i Sõru. Jest ona drugą co do wielkości wyspą Estonii (989 km² powierzchni), a jednocześnie także najbardziej zalesionym i najmniej ludnym rejonem kraju. Jej najwyższy punkt stanowi półwysep Kõpu, gdzie stoi 36-metrowa latarnia morska z 1531 r. o kształcie przypominającym kobietę ubraną w rozłożystą suknię i z czerwonym nakryciem głowy.
     Największe miasto na Hiumie to Kärdla, która liczy zaledwie 3 tys. mieszkańców. Życie płynie w niej wolno wśród zielonych terenów i „bębnów”, czyli mostków przerzuconych nad strumieniami. Na samym początku sierpnia odbywa się tutaj popularny festiwal kawiarniany – Kärdla kohvikutepäev. Podczas niego mieszkańcy często zapraszają gości do swoich ogrodów. Jego najbliższa edycja będzie miała miejsce w dniach od 31 lipca do 2 sierpnia 2015 r.

 

ŚPIEWAJĄCE PIASKI I POSOWIECKIE PAMIĄTKI
Prom łączący Hiumę ze stałym lądem cumuje w pobliżu Haapsalu. Ta miejscowość należy do najstarszych w kraju (otrzymała prawa miejskie w 1279 r.), o czym świadczy średniowieczny zamek. Jak przystało na tego rodzaju zabytek, wiąże się z nim legenda. Nawiedza go podobno Biała Dama – duch kochanki jednego z kanoników, która za karę za zabroniony związek miała zostać zamurowana w fortecy.
     Haapsalu było niegdyś stolicą estońskich Szwedów. Swoje dzieciństwo spędziła tu Ilon Wikland (ur. w 1930 r.), autorka rysunków do książek Astrid Lindgren (1907–2002), m.in. popularnej powieści Dzieci z Bullerbyn. Artystkę musiały zainspirować niewielkie kolorowe, drewniane domki stojące przy cichych ulicach miasteczka. Prawdziwą przyjemnością dla najmłodszych podróżników może być wizyta w galerii poświęconej Ilon Wikland, w której przyjrzą się magicznemu światu stworzonemu przez pisarkę i ilustratorkę.
     Na trasie z Haapsalu do Tallina warto zatrzymać się w dwóch miejscach. Kilka promieni słońca i orzeźwienie w morzu oferuje Laulasmaa. Ta spokojna, mało uczęszczana plaża znana jest ze swojej... muzykalności. Podczas szorowania stopami po piasku usłyszymy charakterystyczne dźwięki. Do atrakcji zalewu utworzonego w rejonie dawnego więzienia i kamieniołomów w Rummu zalicza się natomiast skoki do wody z więziennych okien, opalanie się na zboczach wyrobiska i spacery po wymytych deszczem wąwozach hałd. To rozrywka szczególnie godna polecenia miłośnikom klimatów postindustrialnych...

FOT. ENTERPRISE ESTONIA - ESTONIAN TOURIST BOARD/AIRE EDER

FOT. ENTERPRISE ESTONIA - ESTONIAN TOURIST BOARD/MAKSIM NIKIFOROV


     Niedaleko stąd znajduje się półwysep Pakri z miejscowością Paldiski, niegdyś bazą treningową radzieckich atomowych łodzi podwodnych. Dziś stanowi blokowisko z portem, ale wyróżnia ją położenie blisko bardzo malowniczych i wysokich na 25 m klifów. Widać z nich archipelag Pakri, na którym podziwiać można pozostałości po czasach sowieckich. W trakcie wędrówki po należących do niego dwóch wysepkach (Suur-Pakri i Väike-Pakri) trzeba przestrzegać zasad bezpieczeństwa – ze względu na niewybuchy i miny nie wolno schodzić z wyznaczonych ścieżek ani rozpalać ognia.

 

KOROWÓD TALLIŃSKICH BASZT
Tallińskie Stare Miasto to prawdziwa perła średniowiecznej architektury. Pastelowe kamienice wznoszą się przy ulicach brukowanych kamieniami (tzw. kocie łby). Całość otaczają mury, bramy i baszty, a panoramę urozmaicają strzeliste wieże kościołów. Jak przystało na tak wiekowy ośrodek, co krok napotkamy tu legendy go dotyczące. Opowieść o starcu z jeziora Ülemiste tłumaczy budowlaną gorączkę, historia o tajemniczym majstrze wyjaśnia, skąd wzięły się pieniądze na postawienie Kościoła św. Olafa – kiedyś najwyższego obiektu w Europie (159-metrowego), a podanie o bitwie u stóp wzgórza Toompea mówi, jak Duńczycy otrzymali w 1219 r. swoją flagę, czyli Dannebrog.
     Tallin przez wiele wieków, właściwie do końca XIX stulecia, składał się z dwu odrębnych części. Górne Miasto leży na kilkudziesięciometrowym wzniesieniu, które według estońskiej legendy jest grobem mitycznego króla o imieniu Kalev. Ze względu na dogodną lokalizację jeszcze przed oficjalnym założeniem ośrodka na początku XIII w. istniał tutaj gród Estów – przodków współczesnych Estończyków. Później urzędowała na tym obszarze szlachta i najważniejsi duchowni. Dolne Miasto, położone u podnóży wzgórza Toompea, było centrum kupiecko-rzemieślniczym.
     Choć dawny podział to już odległa historia, łatwo rozpoznać jego granice nie tylko po zachowanych bramach, ale również po charakterystycznych gmachach. W Zamku Toompea i Domu Stenbocka nawet współcześnie swoją siedzibę mają estoński parlament (Riigikogu) oraz rząd. W Dolnym Mieście warto zwrócić uwagę na Dom Wielkiej Gildii oraz Dom Bractwa Czarnogłowych. Pierwsza organizacja skupiała najważniejszych kupców miejskich, a druga – tych, którzy nie mogli przystąpić do tej pierwszej, m.in. obcokrajowców i nieżonatych. Na fasadzie drugiego z budynków wypatrzymy polskie akcenty – nad oknami wyrzeźbiono podobizny króla Zygmunta III Wazy i królowej Anny.
     Tallińskie Stare Miasto okala malowniczy korowód baszt. Ze względu na swoje kształty, wielkość czy funkcje, które pełniły, doczekały się one zabawnych nazw. Najbardziej okazałą ochrzczono Grubą Małgorzatą, najwyższą – Wysokim Hermanem, tę z niegdysiejszym więzieniem dla panien lekkich obyczajów – Basztą Dziewiczą. System miejskich obwarowań liczy obecnie prawie 2 km murów, 25 wież i kilka bram.

FOT. ENTERPRISE ESTONIA - ESTONIAN TOURIST BOARD/KAUPO KALDA

Mury Starego Miasta w Tallinie


     Podczas zwiedzania Tallina należy poświęcić dzień lub dwa na wizytę w dzielnicach położonych wokół historycznego centrum, zwłaszcza tych nadmorskich. Ta jego część nosi ślady panowania Rosji i Związku Radzieckiego. Carskie imperium włączyło obszar Estonii w swoje granice po wielkiej wojnie północnej toczącej się w latach 1700–1721. Z tego okresu pochodzi przepiękny zespół pałacowo-parkowy Kadriorg (Kadrioru). W barokowej rezydencji mieści się dziś Muzeum Sztuki Kadriorg (Kadrioru Kunstimuuseum). Wokół parku powstała później dzielnica, która obecnie słynie z cennej architektury drewnianej. W tym rejonie koniecznie trzeba wstąpić do Muzeum Sztuki Kumu (Kumu Kunstimuuseum). Na północ stąd znajduje się z kolei najpopularniejsza miejska plaża – Pirita.
     Bliżej Starego Miasta wznoszą się budynki dawnego portu hydroplanów, w którym przed kilku laty otworzono oddział Estońskiego Muzeum Morskiego (Eesti Meremuusem) – Lennusadam. Jego gmach zachwyca konstrukcją i akustyką. W pobliskich byłych koszarach i więzieniu działa centrum kultury alternatywnej. Wspaniały widok na te dwa obiekty oraz letnie zachody słońca zapewnia Linnahall – niegdysiejsza miejska sala koncertowa, przypominająca betonową piramidę ze ściętym stożkiem.

 

JEDEN DZIEŃ W HELSINKACH
Zaledwie 80 km na północ od Tallina, po drugiej stronie Zatoki Fińskiej, leżą Helsinki. Obie stolice dzieli 3-godzinne połączenie promowe. Wyprawa do Finlandii będzie ciekawym jednodniowym urozmaiceniem podróży do Estonii. Miasto to historyczna mieszanka wpływów szwedzkich i rosyjskich.
     Najstarszą częścią Helsinek jest ocalała z pożaru XVII-wieczna dzielnica Kruununhaka, rozciągnięta między portem a neoklasycystyczną Katedrą przy placu Senackim – symbolem stolicy. Ogromna biała bryła świątyni dominuje w miejscowej panoramie. Wejścia do wspomnianego portu pilnuje twierdza Suomenlinna (Fińska Twierdza) albo po szwedzku Sveaborg (Szwedzka Twierdza). Założono ją na sześciu wyspach, a przeprawa promem do jej brzegów trwa zaledwie pół godziny.

 

W KRAINIE ZATOK
Po powrocie do Estonii najlepiej wyruszyć na wschód. W odległości mniejszej niż godzina drogi samochodem z Tallina (ok. 70 km) znajduje się prawdziwa perła przyrody kraju. Park Narodowy Lahemaa, duma Estończyków, to najstarszy tego rodzaju teren chroniony na całym obszarze poradzieckich krajów bałtyckich (utworzony w 1971 r.). Jego nazwa w tłumaczeniu na język polski oznacza „Krainę Zatok” i rzeczywiście w tym rejonie morze często wcina się w ląd, a półwyspy wychodzą daleko w Zatokę Fińską. Uwięziona woda Bałtyku nagrzewa się tu miejscami nawet do 25°C, co zachęca do kąpieli.
     Lahemaa to także malownicze mokradła – mozaika kęp traw i runa, karłowatych sosen oraz płytkich zbiorników i oczek wodnych, w których jak w lustrach przegląda się błękitne niebo i chmury nisko sunące nad horyzontem. Podczas wędrówki ścieżką przecinającą bagno Viru warto wejść na wieżę obserwacyjną oraz zażyć kąpieli w położonym na szlaku jeziorze. Idealnym momentem na taką wyprawę będzie wschód słońca, między godz. 4.00 i 5.00. Krajobraz spowija wtedy niemal mistyczna mgła.
     Skarbem parku są również poniemieckie majątki szlacheckie oraz wsie rybackie. Najpiękniejsze arystokratyczne rezydencje znajdziemy w Palmse, Sagadi i Vihuli. Duże wrażenie robi też klasycystyczny pałac Kolga, obecnie remontowany. Na wybrzeżu najlepiej odwiedzić urokliwe osady Altja oraz Käsmu, którą ze względu na bogate tradycje marynarskie zwie się „Wioską Kapitanów”.

 

ESTOŃSKA NIAGARA
Na obrzeżach Parku Narodowego Lahemaa odkryjemy natomiast najpotężniejszy w kraju naturalny wodospad Jägala. Woda spada tutaj z szerokiego progu, który osiąga 8 m wysokości. Nazywa się go estońską Niagarą. Od tej amerykańskiej różni się jednak pewnymi szczegółami: zdecydowanie mniejszymi wymiarami i faktem, że nie rozdziela go granica dwóch państw.
     Próg Jägali stanowi fragment klintu bałtyckiego – struktury geologiczno-morfologicznej, ciągnącej się od szwedzkiej wyspy Olandia aż po Sankt Petersburg w Rosji. W Estonii tworzy on klify Panga na Saremie, wspomniane wcześniej klify w okolicach Paldiski i północne wybrzeża. To za jego sprawą doliczymy się w tym kraju kilkudziesięciu wodospadów. Na północy zachwyca także 30,5-metrowy Valaste, który powstał w wyniku melioracji terenu.
     W regionie północno-wschodnim rosną lasy Alutaguse. Tu w specjalnej chatce można podglądać niedźwiedzie brunatne. Estońska populacja tych potężnych ssaków należy do największych w Europie – liczy ponad 600 sztuk.
     Przy samej granicy z Rosją leży Narwa. Miasto było niegdyś jednym z najpiękniejszych w basenie Morza Bałtyckiego, a królowie szwedzcy rozważali mianowanie go drugą stolicą swojego królestwa. Zniszczenia wojenne ominęły jedynie kilka zabytkowych obiektów, przez co dzisiaj ten 60-tysięczny ośrodek przypomina raczej duże blokowisko. Zachował się m.in. Zamek Hermana, który góruje na lewym brzegu rwącej rzeki Narwy. Po przeciwległej stronie, już na terytorium rosyjskim, znajduje się forteca w Iwangorodzie. To jedyne miejsce na kontynencie europejskim, gdzie przy granicy stoją naprzeciwko siebie dwie wrogie twierdze.

 

MISTYCZNE DOZNANIA
We wschodniej Estonii mistycyzm prawosławia miesza się z estońskim zamiłowaniem do nowoczesności. W drodze na południe na pewno trzeba zatrzymać się koło Kuremäe przy prawosławnym klasztorze żeńskim (Piuchtickim Monasterze Zaśnięcia Matki Boskiej). Siostry obowiązuje reguła milczenia i wszystkie prace muszą wykonywać samodzielnie. Szczególne wrażenie kompleks wywołuje wieczorem, kiedy z cerkwi dobiegają chóralne śpiewy i dociera blask świateł. Na dziedzińcu stoją wysokie wieże drewna na opał, a niedaleko stąd bije źródło, z którego według zakonnic wypływa uzdrawiająca woda.
     Klasztor wzniesiono w 1891 r. w pobliżu ogromnego jeziora Pejpus rozdzielającego Rosję i Estonię. Wzdłuż estońskiego brzegu mieszkają rosyjscy staroobrzędowcy, którzy uciekali tutaj w XVII w. po reformie liturgicznej patriarchy Nikona. Modlą się oni w molennach, oświetlanych tradycyjnymi świecami, a czyniąc znak krzyża, składają nie trzy, lecz dwa palce. Zajmują się rybołówstwem i uprawą cebuli, toteż zwą ich czasem „cebulowymi Rosjanami”. Lokalnych potraw z dodatkiem tego warzywa spróbujemy w restauracji w miejscowości Kolkja.
     Na południe od jezior Pejpus i Pskowskiego rozciąga się kraina Setomaa, zamieszkiwana przez 10-tysięczną prawosławną mniejszość Seto, lud spokrewniony z Estończykami. Wyróżniają ich wiara i język. Jako mieszkańcy pogranicza łączą wpływy obu kultur i w ugrofiński seto wplatają rusycyzmy. Charakterystycznymi elementami ich tradycyjnych strojów są damski srebrny sõlg (duży napierśnik) i wyrabiana z monet biżuteria, ważąca nieraz nawet kilka kilogramów. Więcej o tej interesującej grupie etnicznej dowiemy się w muzeum we wsi Obinitsa, która w 2015 r. pełni funkcję Ugrofińskiej Stolicy Kultury.

 

SERCE ESTONII BIJE W TARTU
Największym miastem południowej części kraju jest Tartu, nazywane sercem Estonii – to z niego wywodzi się zwyczaj organizowania festiwali pieśni, tutaj rozpoczęło się przebudzenie narodowe w XIX w., właśnie miejscowi studenci wyświęcili państwową flagę. Ośrodek posiada wielowiekowe tradycje akademickie. Szwedzki król Gustaw II Adolf (1594–1632) założył w nim w 1632 r. drugi uniwersytet w Europie Północnej (Uniwersytet w Tartu – Tartu Ülikool). Warto wspomnieć, że uczelnia powstała na fundamentach gimnazjum jezuickiego ufundowanego przez polskich władców w krótkim, bo ok. 40-letnim, okresie panowania na tych ziemiach na przełomie XVI i XVII stulecia. Za drugą łatwo dostrzegalną pamiątkę po rządach Polski uchodzi biało-czerwona flaga nadana przywilejem Stefana Batorego w 1584 r.
     W 100-tysięcznym Tartu studenci stanowią jedną czwartą populacji, dlatego w czerwcu lub we wrześniu bary i kluby bywają wypełnione po brzegi. Z rynku z barokowym Ratuszem (Tartu raekoda) najlepiej wybrać się na spacer ulicą Ülikooli (Uniwersytecką), przy której znajduje się główny gmach uniwersytetu, a następnie na wzgórze Toome. Wznoszą się na nim ruiny ogromnej katedry – w ich części utworzono muzeum uniwersyteckie Tartu Ülikooli muuseum. Popularnością cieszy się też Stary Teatr Anatomiczny – Vana Anatoomikum (należy jednak pamiętać, że nie jest to atrakcja dla dzieci).

FOT. ENTERPRISE ESTONIA - ESTONIAN TOURIST BOARD/MEELIS LOKK

Fontanna „Całujący się Studenci” na placu Ratuszowym w Tartu


     Na południe od Tartu leżą dwa znane regiony związane ze sportem. W Otepää odbywają się zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich. Justyna Kowalczyk, która wielokrotnie stawała tu na najwyższym stopniu podium, mówi o tym ośrodku w samych superlatywach. Nie ma w tym nic dziwnego, ta dyscyplina to w Estonii sport narodowy i jej mieszkańcy podchodzą do organizacji konkursu z pełnym profesjonalizmem.
     Tuż przy granicy z Łotwą napotkamy wyżynę Haanja. Jej najwyższy szczyt – Suur Munamägi – sięga aż... 318 m n.p.m. Wieńczy go wieża obserwacyjna z 1939 r., z której rozciąga się piękny widok dochodzący do granic Rosji i Łotwy. Po wejściu na górę lub spływie kajakowym we wsi Taevaskoja, czyli malowniczej dolinie rzeki Ahja, warto zostać jeszcze trochę w okolicy. Wieczorem zrelaksujemy się tutaj w typowy dla Estończyków sposób. To z regionu Võru wywodzi się tradycja estońskiej sauny dymnej, która w 2014 r. została wpisana na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W takim pomieszczeniu dym ucieka przez niewielki lufcik pod sufitem, przez co wewnątrz gromadzi się sporo sadzy. Mimo tego jest to miejsce niezmiernie sterylne – w przeszłości kobiety rodziły w nim dzieci. Zwyczaj nakazuje, żeby w saunie przebywać nago, a po rozgrzaniu ciała ochłodzić się w jeziorze lub potoku. Tego rodzaju korzystny dla zdrowia odpoczynek będzie świetnym zakończeniem podróży po fascynującej Estonii.

Artykuły wybrane losowo

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.

Śladami Majów po Meksyku i Gwatemali

 

JERZY PAWLETA

 

Majowie stworzyli jedną z najlepiej rozwiniętych i jednocześnie najbardziej tajemniczych cywilizacji świata starożytnego. Ślady po niej znajdują się na obszarze ok. 500 tys. km2, na terenie dzisiejszych 5 krajów – Belize, Salwadoru, Gwatemali, Hondurasu i południowo-wschodniej części Meksyku. Swoją wiedzę astronomiczną wykorzystali do skonstruowania najdokładniejszego w ich czasach kalendarza z cyklami zaćmień Słońca i Księżyca. Do dziś tzw. Mundo Maya, czyli „świat Majów”, kryje wiele intrygujących tajemnic. Ponad 100 wspaniałych stanowisk archeologicznych, rozrzuconych wśród malowniczych dolin, wulkanów, dżungli i raf, fascynuje licznych naukowców. Na tym terenie pozostało jednak wciąż wiele do odkrycia…

Więcej…

Dominikańska przygoda

ŁUKASZ KUDELSKI


Ten wyspiarski kraj położony na Karaibach na wyspie Hispanioli (to używana w Polsce do XIX w. nazwa Haiti) kojarzy mi się przede wszystkim z wyśmienitym rumem, wyborną kawą, motocyklami, pięknymi plażami i kobietami, gorącą muzyką, a także górami, jeziorami, wodospadami, sawannami i pustynią. Gdy rzucimy okiem na mapę świata i dostrzeżemy sąsiadów Dominikany – Haiti, Kubę, Jamajkę i Portoryko – nie będziemy mieć wątpliwości. To musi być wyjątkowo egzotyczne i pełne ciekawych niespodzianek miejsce. 

Więcej…