HELENA KUCZYŃSKA-GRASSO


<< „Wydawało mi się naturalnym umiejscowienie akcji filmu w miejscu, gdzie historia jest nadal żywa i wibrująca. Jest to Sycylia, której nie należy identyfikować z mafią. Ta wyspa ma wiele innych twarzy, które ogromnie mnie fascynują” – powiedział kiedyś Krzysztof Zanussi o swoim filmie „Czarne słońce”. Zdecydowanie zgadzam się z jego słowami. Podróż po tej pasjonującej części Włoch dostarcza mnóstwa różnorodnych wrażeń i pozwala porównać rzeczywistość z powszechnymi wyobrażeniami. >>

Ten charakterystyczny trójkąt na mapie Morza Śródziemnego stanowi największy włoski region (25,7 tys. km2), który otrzymał autonomię już w 1946 r. Dlatego Palermo określa się mianem stolicy, gdyż tu, w dawnym Pałacu Normanów (Palazzo dei Normanni) zasiada sycylijski parlament i prezydent. Na wszystkich budynkach państwowych powiewa żółto-czerwona flaga z triskelionem (zwanym trinacria) po środku – to symbol Sycylii od czasów greckich. Przedstawia głowę Meduzy (kobieca twarz ze splątanymi wężami zamiast włosów), od której odchodzą trzy nogi zgięte w kolanach. Gdy Grecy odkryli trójkątny kształt wyspy, nazwali ją Trinacria (od treis – „trzy” i àkra – „cypel”), stąd wzięły się trzy kończyny ludzkie. Wizerunek mitycznego potwora, który wzrokiem zmieniał wrogów w kamień, miał natomiast ochraniać tę ziemię przed nieprzyjaciółmi.
Region zamieszkuje ponad 5 mln ludzi, którzy osiedlają się głównie wzdłuż wybrzeży, gdzie też znajdziemy największe miasta: Palermo (678 tys. mieszkańców), Katanię (316 tys.), Mesynę (241 tys.) oraz Syrakuzy (123 tys.). Centrum lądu pozostaje praktycznie niezaludnione. Niewątpliwie wpływa na to górzysto-wyżynne ukształtowanie Sycylii. Najwyższym szczytem jest Etna (3343 m n.p.m.), ale masywy górskie w północnej części wyspy również osiągają imponujące wysokości: Góry Pelorytańskie (Monti  Peloritani, do 1374 m n.p.m.), Nebrodi (do 1847 m n.p.m.) czy wreszcie Madonie z wierzchołkiem Pizzo Carbonara wznoszącym się na 1979 m n.p.m. Dwa ostanie pasma objęto ochroną pod postacią Parku Nebrodi (Parco dei Nebrodi) i Parku Madonie (Parco delle Madonie). Niestety, brak tu typowych szlaków turystycznych. Jednak zarówno strażnicy parkowi, jak i właściciele licznych gospodarstw agroturystycznych pomagają w zorganizowaniu wycieczek pieszych, a także przejażdżek konnych. Co ciekawe, w górach Nebrodi do dziś żyją w stanie wolnym piękne konie lokalnej rasy sanfratellano.

 

POLA I PLAŻE
Wyżyny w sercu wyspy zajęte są przez uprawy, przede wszystkim pszenicy. Gdy jedziemy wiosną autostradą A19 od Palermo ku Katanii, nasze oczy cieszy srebrzysta zieleń pieszczonych wiatrem pól. Ponad nimi góruje 30-tysięczne miasto Enna, noszące przydomek „pępka Sycylii”.
     Wbrew wyobrażeniom w tym regionie nie brakuje rzek. Przy ujściu Simeto do Morza Jońskiego odkryto złoża bursztynu. Alcantara w pobliżu Taorminy słynie z malowniczych wąwozów o stromych ścianach ze skał bazaltowych – tzw. Gole dell’Alcantara. Organizuje się na niej kanioning. Linia brzegowa jest też bardzo urozmaicona: od plaż piaszczystych przez kamieniste po skaliste, acz nie pozbawione uroku, jak śnieżnobiałe Schody Turków (Scala dei Turchi) niedaleko Porto Empedocle. Dziewięć z nich wyróżniono prestiżową Błękitną Flagą – trzy na Wyspach Liparyjskich (dwie na Lipari – Acquacalda i Canneto – oraz jedną na Vulcano – ta ostatnia z czarnym piaskiem wulkanicznym), dwie na południowym zachodzie Sycylii w miejscowości Menfi w prowincji Agrigento – Lido Fiori Bertolino i Porto Palo Cipollazzo, a także cztery na południu wyspy: w pobliżu Marina di Ragusa, Santa Maria del Focallo, Porto Ulisse i Ciriga. Przyciągają one również co roku zwiększającą się liczbę miłośników windsurfingu czy modnego ostatnio kitesurfingu.

 

SYCYLIJSKIE SKARBY
Podczas mojej pierwszej wizyty w tej części Włoch niemal przytłoczyły mnie bogactwo i różnorodność jej zabytków. Wszyscy zdobywcy tego rejonu – a było ich wielu – pozostawili po sobie ślad. Zanim do sycylijskich brzegów dotarli kolonizatorzy feniccy i greccy, istniały tu już prymitywne kultury Sykulów, Sykanów czy Elymów. Z licznych stanowisk archeologicznych na wyspie zachęcam do odwiedzenia rozległego wąwozu Pantalica (na północny zachód od Syrakuz), w którego wapiennych ścianach wykuto ponad 5 tys. grobowców. Jedna z ciekawszych tras zaczyna się w miasteczku Ferla. W ciągu kilkugodzinnej wędrówki nie tylko poznamy odległą historię tego miejsca, lecz także oderwiemy się od zgiełku miast i odpoczniemy na łonie natury.
     W VIII w. p.n.e. Wybrzeże Jońskie zaczęli kolonizować Grecy. W tym samym okresie Fenicjanie zakładali swoje kolonie handlowe na zachodzie Sycylii. Jedną z nich jest Mozia. Warto odwiedzić tę małą wysepkę o powierzchni 0,45 km². Wykopaliska są skromne, ale w kameralnym muzeum obejrzymy przepiękną rzeźbę Efeba z Mozii  – perłowy marmur w cudowny sposób oddaje miękkość ciała okrytego lekką tkaniną.

FOT. REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

Świątynia Junony z V w. p.n.e. w Valle dei Templi w Agrygencie


     Miłośnikom sztuki greckiej polecam na początek miejscowość Segesta (ponad 30 km na wschód od Trapani). Wznoszą się w niej tylko jedna świątynia i niewielki teatr, ale – wierzcie mi – robią naprawdę niesamowite wrażenie. Samotna, złocistomiodowa kolumnada świątynna stoi u stóp łagodnego wzgórza. Z rzędów otaczających teatralną scenę rozpościera się natomiast widok aż po Morze Tyrreńskie. Stąd należy wyruszyć dalej do Agrygentu (Agrigento) – dawnego greckiego Akragas ze słynną Valle dei Templi (Doliną Świątyń wpisaną w 1997 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) i przebogatym Regionalnym Muzeum Archeologicznym (Museo Archeologico Regionale). W pobliżu Świątyni Zgody (Tempio della Concordia), najlepiej zachowanej w całym kompleksie, natkniemy się na rzeźbę naszego rodaka Igora Mitoraja (1944–2014) Ikar upadły.

 

GRECY NA WSCHODZIE
Syrakuzy, założone zostały na skalistej wysepce Ortygia (Ortigia) w 734 lub 733 r. p.n.e. Dziś to duże i ważne miasto. Koniecznie trzeba zwiedzić tutejszy Park Archeologiczny Neapolis (Parco Archeologico della Neapolis) z ruinami największego sycylijskiego teatru greckiego i kamieniołomami z osobliwym „Uchem Dionizjosa”, czyli grotą o niezwykłej akustyce. Natomiast na Ortygii pozostałości po Grekach zaadaptowali kolejni osadnicy: świątynia Ateny (V w. p.n.e.) stała się katedrą z barokową fasadą i oryginalnymi doryckimi kolumnami w środku. Na plac Katedralny (Piazza Duomo) proponuję wybrać się popołudniem – rozświetlają go wówczas promienie słoneczne, wydobywające w pełni urok okalających go zabudowań. W usytuowanym przy jego południowym krańcu Kościele św. Łucji (Chiesa di Santa Lucia alla Badia) wisi obraz Caravaggia Złożenie do grobu św. Łucji (1608 r.). Spacer polecam zakończyć przy urokliwym Źródle Aretuzy, które natchnęło Karola Szymanowskiego (1882–1937) do napisania utworu muzycznego o tym samym tytule. Zdobią je kępy papirusu (cibory papirusowej). Właśnie w okolicach Syrakuz, wzdłuż rzeczki Ciane do dziś rośnie dziko ta roślina, sprowadzona ponoć z Egiptu jeszcze przez Greków. Stąd też na syrakuzańskich straganach sprzedaje się pamiątki malowane na kartach papirusowych. Warto popłynąć w krótki rejs po Ciane ku skupiskom zielonych pióropuszy.

 

RZYMSKIE DZIEDZICTWO
Po Grekach nastali Rzymianie, którzy opanowali całą Sycylię pod koniec III w. p.n.e. Zastali na niej kwitnące miasta oraz dobrze rozwinięte rolnictwo. Początkowo ograniczono się do przebudowywania istniejących już obiektów. Najlepiej ilustruje to przykład teatru antycznego w Taorminie. Kiedy dotrzecie do tej „Perły Morza Jońskiego” – jak turyści zwykli nazywać ten ośrodek – nie ograniczajcie się do spaceru po barwnym, zatłoczonym Corso Umberto kuszącym sklepikami z pamiątkami i butikami. Koniecznie idźcie zwiedzić ruiny Teatro Antico. Z najwyższych rzędów jego widowni wulkan Etna prezentuje się wspaniale! Z kolei z widokowych balkonów rozciągają się panoramy okolicy od Cieśniny Mesyńskiej po zatokę koło Katanii. Mimo to trzeba pamiętać, że najlepsza widoczność panuje wiosną i jesienią, letnie upały sprzyjają powstawaniu wilgotnej mgiełki. W Taorminie warto także uciec przed tłumem do Villa Comunale, dawnych ogrodów angielskiej arystokratki lady Florence Trevelyan (spokrewnionej z brytyjską królową Wiktorią), która przeniosła się tu pod koniec XIX w.

FOT. REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

Pozostałości oryginalnie greckiego Teatro Antico w Taorminie


     Również w Katanii znajdują się pozostałości teatru grecko-rzymskiego oraz ruiny amfiteatru i niewielkich term. Niewątpliwie najcenniejszy zabytek z tych czasów stanowią jednak mozaiki podłogowe w Villa Romana del Casale (tuż obok miejscowości Piazza Armerina) z IV w. n.e. Dla mnie to „sycylijskie Pompeje”. Ziemia, która w XII w. osunęła się w postaci lawiny na tę wiejską posiadłość bogatego Rzymianina, zachowała niesamowite zdobienia do naszych czasów. Każdy pewnie zna przedstawienie dziewcząt w bikini, a to tylko jeden fragment z 42 wielobarwnych posadzek (w sumie 3500 m2). Villa Romana del Casale od 1997 r. widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na wschodnim wybrzeżu, kilka kilometrów na południe od Noto, natrafiono w 1971 r. na inną rzymską rezydencję, nazwaną Villa Romana del Tellaro. Jest ona wiele mniejsza, lecz także posiada piękne mozaiki (IV w.), niektóre pod względem artystycznym nawet jeszcze doskonalsze.

 

OD PALERMO DO MESYNY
Dla odmiany Palermo, założone przez Fenicjan, nie zostało nigdy zdobyte przez Greków. Podczas dominacji arabskiej (IX–XI w.) pełniło funkcję stolicy, w XII stuleciu było siedzibą królów normańskich, na początku XIII w. – cesarza Fryderyka II Hohenstaufa (1194–1250), a później rezydencją wicekrólów hiszpańskich (do początku XVIII w.). Aby je dobrze poznać, zanurzyć się w atmosferę krętych uliczek i kolorowych bazarów, spróbować wszystkich lokalnych przysmaków (takich jak panelle – placki z cieciorki, pane con la milza – bułki z duszonymi podrobami, krokiety ziemniaczane itp.), należałoby spędzić w nim minimum tydzień.
     Stąd ruszamy dalej na wschód, ku Cefalù. Na naszej drodze prowadzącej wzdłuż morza najpierw pojawia się skaliste wzniesienie niczym olbrzymia głowa (po grecku kefalos, stąd nazwa miasta), potem potężna bryła normańskiej katedry otoczonej malutkimi domkami. Monumentalne surowe mury skrywają bezcenny skarb, czyli mozaiki stworzone przez bizantyńskich mistrzów w XII w. W Cefalù funkcjonuje również malutkie muzeum – Museo Mandralisca. Warto zajrzeć do niego dla jednego obrazu Portretu mężczyzny pędzla Antonella da Messiny (XV w.).

FOT. FOTOTECA ENIT

Białe zabudowania miejscowości Cefalù nad Morzem Tyrreńskim


     Jadąc dalej wzdłuż Morza Tyrreńskiego, można z portu w Milazzo przeprawić się na Wyspy Liparyjskie albo kontynuować podróż do Mesyny. Turyści często mijają ją bez zatrzymywania się, bo sądzą, że jako stosunkowo nowe miasto (wzniesione niemalże od podstaw po tragicznym trzęsieniu ziemi i tsunami w 1908 r.), nie posiada zabytków. Mimo to istnieją co najmniej 3 powody, żeby się w niej zatrzymać. Po pierwsze, mechaniczny zegar na dzwonnicy przy katedrze – największy tego typu na świecie – ożywa każdego dnia w samo południe, nieprzerwanie od 1933 r. Poza tym, z tarasu przed świątynią Chrystusa Króla rozpościera się wspaniały widok na Cieśninę Mesyńską. Wreszcie w Museo Regionale di Messina znajdują się 2 obrazy Caravaggia – Wskrzeszenie Łazarza i Pokłon pasterzy, oba z 1609 r.

 

JAK FENIKS Z POPIOŁÓW    
Południowy wschód wyspy to królestwo barocco siciliano (baroku sycylijskiego), zatem baroku dość późnego (XVIII w.), prowincjonalnego, ciężkiego od dekoracji, adaptującego obce wzory (głównie rzymskie) do specyficznego lokalnego smaku. Wszystko zaczęło się od tragedii z 1693 r., gdy potężne trzęsienie ziemi zniszczyło tę część Sycylii. Po katastrofie zaczęła się odbudowa, nie zawsze oddająca stan pierwotny (zmieniano lokalizację i układ). Złocistomiodowe Noto (zwane tu giardino di pietra – „ogród z kamienia”) powstało 8 km bliżej morza, podobnie Avola słynąca z wina Nero d’Avola (Czerń z Avoli) i migdałów. Katania otrzymała zupełnie nowy plan urbanistyczny: rozległe place i szerokie ulice. Tu od 1765 r. działał architekt polskiego pochodzenia Stefan Ittar (urodził się w 1724 r. w mieście Owrucz, obecnie na Ukrainie, a zmarł w 1790 r. na Malcie). Jego autorstwa jest fasada kolegiaty czy Kościół św. Placido. Modica, położona dla odmiany nie na wzgórzu, lecz w wąwozie, może pochwalić się niezliczonymi schodami. Najpiękniejsze z nich prowadzą do Katedry św. Jerzego (Duomo di San Giorgio). Oprócz tego to także „Miasto Czekolady”, a lokalnym specjałem są impanatigghi  – ciasteczka z nadzieniem mięsno-czekoladowym! Osiem odbudowanych w stylu późnego baroku miejscowości z doliny Noto (Val di Noto) w 2002 r. wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Caltagirone, Militello in Val di Catania, Katania, Modica, Noto, Palazzolo Acreide, Ragusa i Scicli bez wątpienia zasługują na odwiedzenie.

 

„IN VINO VERITAS”
Inny sposób na poznanie wyspy stanowi wędrówka Drogami i szlakami wina (Strade e rotte del vino). Umieszczone na trasie gospodarstwa agroturystyczne poza degustacją szlachetnych trunków zapraszają na dania regionalnej kuchni oraz oferują noclegi. Sycylia szczyci się 23 gatunkami apelacji DOC (Denominazione di Origine Controllata) i jednym DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita) – Cerasuolo di Vittoria. Dominują tu wina białe (ok. 70 proc. produkcji, np. Alcamo, Moscato di Siracusa i inne). Obok winorośli lokalnej (m.in. Nero d’Avola, Nerello Mascalese, Inzolia, Grillo) uprawia się także importowaną (Merlot, Cabernet Sauvignon, Syrah itd.). Najwięcej winnic znajdziemy na zachodzie – głównym ośrodkiem jest Trapani i jego okolice. Tu też powstaje jeden z najsłynniejszych typów: Marsala o różnych odcieniach bursztynu (słodkie, półsłodkie i wytrawne). Najcenniejsze wino Marsala Vergine Soleras Stravecchio leżakuje co najmniej 10 lat.
     Sieć dróg winnych opracowano tak, aby przy okazji miłośnicy tego trunku poznali ciekawe miejsca i zabytki. Szlak Strada del Marsala e del Moscato di Pantelleria prowadzi przez Trapani, Erice, Marsalę aż na wyspę Pantelleria. Strada del Nero d’Avola e Cerasuolo di Vittoria biegnie przez południowo-wschodnie rejony z miastami Comiso i Vittoria (ciekawe przykłady stylu Liberty – włoskiej secesji – w dekoracji fasad), Caltagirone (stolica sycylijskiej ceramiki) do Piazza Armerina. Bardzo malownicza jest Trasa Malvasia (Strada della Malvasia delle Lipari) – to deserowe wino produkowane na Wyspach Liparyjskich (głównie na Lipari i Salinie). Podczas jej pokonywania można zakupić doskonałej jakości kapary czy suszone pomidory. Na szczególną uwagę zasługuje również Vino dell’Etna, oznaczone jako pierwsze klasą DOC już w 1968 r. Niewątpliwie wulkaniczne podłoże winnic oraz specyficzne warunki klimatyczne wokół Etny nadają winogronom wyjątkowego smaku i aromatu. Na tym szlaku (Strada del Vino dell’Etna) skorzystamy z dość specyficznego środka transportu – kolejki wąskotorowej Circumetnea (Ferrovia Circumetnea), powstałej pod koniec XIX w. dla usprawnienia transportu produktów z rozsianych na stokach wulkanu piwniczek do portów w Katanii i Riposto. Do dziś linia wiedzie wokół zboczy góry właśnie od nadmorskiego Riposto do Katanii i ciągnie się przez 111 km. W tym regionie czeka na gości wiele winnic, które zapraszają do spróbowania swoich trunków i lokalnych potraw (np. Tenuta San Michele rodu Murgo w Santa Venerina).

 

PODANO DO STOŁU
Sycylia słynie ze swoich serów: pecorino siciliano i caciocavallo, posiadających ugruntowaną renomę, provola o charakterystycznej formie wielkiej gruszki, piacentinu bądź różnych rodzajów ricotty – świeżej, często wykorzystywanej przez cukierników, albo solonej i podpieczonej, zwanej ricotta salata. Za prawdziwy przysmak uchodzi sycylijskie salami (w tym najlepsze Salame Sant’Angelo) lub galaretka wieprzowa zuzo. Jako antipasti (przystawki) podaje się często grillowane warzywa, np. bakłażany, cukinie i paprykę, lub caponatę – bakłażany duszone z pomidorami, selerem naciowym i kaparami. Ryby i owoce morza królują zarówno na początku posiłku, np. zapiekane mule, sarde a beccafico (sardynki zapiekane z bułką tartą i przyprawami), sałatka z ośmiorniczek, jak i w daniach głównych takich jak calamari ripieni (faszerowane kalmary) lub pesce spada, czyli miecznik z grilla, w formie roladek (involtini) czy duszony w warzywach. Oczywiście, wśród primi piatti (pierwszych dań) prym wiodą makarony w najróżniejszych sosach: pasta alla Norma w Katanii (z sosem pomidorowym z bakłażanem, posypany serem ricotta salata), pasta con le sarde (z sardynkami, posypany bułką tartą) czy spaghetti al nero di seppia (z mątwą). Na zachodzie, zwłaszcza w okolicach Trapani, popularnością cieszy się... kuskus z kawałeczkami ryby. Co roku w San Vito Lo Capo organizuje się nawet Festiwal Kuskusu (Cous Cous Fest). XVIII jego edycja odbędzie się w dniach 18–27 września 2015 r.
     Na deser przy słodkich winach i likierach podaje się cannoli (rurki ze smażonego ciasta z nadzieniem z ricotty lub kremem czekoladowym) albo cassatę (biszkopt nasączony likierem, przełożony ricottą, polany lukrem i udekorowany owocami kandyzowanymi). Polecam też spróbować pasta di mandorle (ciasteczek migdałowych) oraz frutta martorana (masy marcepanowej w formie kolorowych owoców). Jeśli dobrniemy do końca sycylijskiej uczty, koniecznie poprośmy o kieliszek Amaro Averna. Receptura tego trunku oparta jest na licznych ziołach, a stanowi on doskonały środek wspomagający trawienie.  
     Na koniec warto jeszcze wspomnieć o tavola calda („gorącym stole”). Niemal każdy bar, a nawet panificio (piekarnia) oferują szeroki wybór przekąsek na ciepło: od drożdżowych bułek z szynką, pomidorami i mozzarellą, serem i bakłażanem oraz szpinakiem przez pizzetty (małe okrągłe pizze) po arancini („pomarańczki”) – ryżowe kulki (z nadzieniem mięsnym lub ze szpinakiem) smażone na głębokim tłuszczu, nazywane tak od ich pomarańczowej, chrupkiej skórki.

 

SPACER WŚRÓD WULKANÓW
Ciekawa forma aktywnego wypoczynku na Sycylii to wyprawa szlakiem wulkanów: od Etny do tych na Wyspach Liparyjskich – Vulcano i Stromboli. W punktach informacji turystycznej w gminach należących do Parku Etny (Parco dell’Etna) otrzymamy mapy dróg i ścieżek oraz kontakty do organizatorów pieszych lub rowerowych wycieczek (bogata oferta także w internecie). Na stokach południowych, przy Schronisku Sapienza (1910 m n.p.m.) znajduje się dolna stacja kolejki gondolowej, 500 m wyżej można przesiąść się do busów, które docierają na ok. 3000 m n.p.m. Całą tę trasę pokonamy też pieszo. Osobiście bardziej polecam wyprawę na północne zbocza – mniej zatłoczone, pokryte bujnymi lasami – przez miejscowość Linguaglossa (550 m n.p.m.) do Piano Provenzana (1800 m n.p.m.), skąd mamy do wyboru rozpocząć wspinaczkę lub wsiąść od razu do busa i wjechać wyżej albo wejść tylko na Monte Nero (2000 m n.p.m.). Trzeba pamiętać jednak, że dostęp do strefy szczytowej jest od lat zamknięty ze względu na wzmożoną aktywność wulkanu. Na zapalonych grotołazów czeka na Etnie wiele jaskiń. Mogą oni do nich schodzić pod opieką przewodnika i z odpowiednim ekwipunkiem. Najsłynniejsza z pieczar – Grotta del Gelo o ścianach pokrytych lodem – leży na stokach północnych, na 2043 m n.p.m. Wulkaniczne zbocza Etny od 2013 r. objęte są ochroną UNESCO.
     Na wysepce Vulcano bez dużego trudu zdobędziemy wierzchołek Gran Cratere (386 m n.p.m.), ale z powodu emisji gazów przez fumarole apeluje się o szybkie opuszczanie okolicy szczytu. Przed wyruszeniem na Stromboli warto odpocząć podczas kąpieli błotnej (o charakterystycznym siarkowym zapachu) lub w kompleksie basenów termalnych. Aby podejść w pobliże kolejnego czynnego krateru, potrzebna będzie opieka przewodnika i sprzęt (kaski, buty, latarka). Poza tym wymaga to nieco wysiłku – dochodzi się na wysokość ponad 900 m n.p.m. Dobrze również pomyśleć wcześniej o noclegu na wyspie, bo najwięcej emocji dostarcza nocna wspinaczka, kończąca się o świcie.

 

NIE TYLKO GOLF
Osoby poszukujące spokojniejszych form wypoczynku na otwartej przestrzeni może zainteresować informacja, że na Sycylii działa 10 profesjonalnych pól golfowych. Niektóre z nich posiadają bazę noclegową (np. w okolicach miasta Sciacca). Jeden z piękniej położonych ośrodków znajduje się na stokach Etny w pobliżu Castiglione di Sicilia (Il Picciolo Golf Club).
     Wielu sycylijskich rybaków coraz chętniej zabiera na pokłady swoich łodzi turystów. Ofert takich rejsów najlepiej szukać w miejscowych agencjach i internecie pod hasłem ittiturismo lub pescaturismo. Przyda się przy tym znajomość chociaż podstaw języka włoskiego. Z kolei Wyspy Liparyjskie, Ustica, Lampedusa i Egady uchodzą za wyśmienite rejony do uprawiania nurkowania. W każdym ich porcie reklamy lokalnych organizatorów informują o wycieczkach nurkowych, wypożyczalniach sprzętu czy kursach. Nie wolno też zapominać o Sycylii w zimie. Zarówno na Etnie (Schronisko Sapienza, Piano Provenzana), jak i w górach Madonie (wokół Piano Battaglia, 1572 m n.p.m.) działają wyciągi narciarskie i wyznaczono trasy zjazdowe, a tamtejsze schroniska zapewniają ciepłe posiłki.

 

SYCYLIA NA EKRANIE
Twórcy filmów od zawsze wybierali Sycylię jako miejsce akcji dla swoich produkcji. Do najbardziej znanych z nich należy Francis Ford Coppola (ur. w 1939 r.), reżyser Ojca chrzestnego (nagrodzonego 3 Oscarami). W swoim obrazie wykorzystał plenery wschodniej części wyspy – malowniczych miasteczek Savoca i Forza D’Agrò położonych nieopodal Taorminy, a nie – jak można by się spodziewać – Corleone, z którego pochodziła rodzina mafijna stworzona przez Maria Puza (1920–1999), autora powieści pierwowzoru. Siedzibę rodu Corleone odgrywał pałacyk zwany Castello degli Schiavi w miejscowości Fiumefreddo di Sicilia. Mimo iż od powstania tego kultowego już dzieła kinematografii minęło tyle lat, turyści, zwłaszcza Amerykanie, nadal wybierają się na wycieczki śladami jego bohaterów.
     Do historii kina przeszły także inne filmy związane z Sycylią takie jak Stromboli, ziemia Boga (Stromboli, terra di Dio) Roberta Rosselliniego z 1950 r. z Ingrid Bergman w roli Karin. Rozsławił on Wyspy Liparyjskie na cały świat, ale głównie ze względu na romans, jaki wybuchł między reżyserem a aktorką, uważany wówczas za wielki skandal. Poza tym Luchino Visconti nakręcił tutaj dwie ekranizacje powieści: Ziemia drży (La terra trema, 1948 r.) na podstawie książki Giovanniego Vergi Rodzina Malavogliów i Lampart (1963 r.) według arcydzieła literackiego Giuseppe Tomasi di Lampedusy, gdzie obok Burta Lancastera wystąpili Claudia Cardinale i Alain Delon.

FOT. REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

Widok na wyspę Vulcano (20,87 km²) z sąsiedniej Lipari


     Niewątpliwie szerzej znany w Polsce był serial telewizyjny Ośmiornica (La Piovra). Postać przystojnego komisarza Corrada Cattaniego grał w nim Michele Placido. Powstało w sumie 10 serii na przestrzeni lat 1984–2001. Odcinki kręcono m.in. w Trapani i Katanii. W polskiej telewizji emitowano również Komisarza Montalbano, czyli adaptacje powieści kryminalnych sycylijskiego pisarza Andrei Camilleriego (ur. w 1925 r. w Porto Empedocle). Dzięki niemu zyskał na popularności południowo-wschodni region Ragusa, odwiedzany przez miłośników serialu. Miejscowe restauracje zapraszają nawet na ulubione dania głównego bohatera (Salvo Montalbano)…
     Poza tym wyspa Salina stała się tłem pełnego poezji obrazu Listonosz (Il postino z 1994 r.) ze scenariuszem Massima Troisiego (1953–1994), który też wcielił się w rolę tytułową. Za skomponowaną do niego przepiękną, nastrojową muzykę Luis Bacalov otrzymał w 1995 r. Oscara. Tą najważniejszą w dziedzinie kinematografii statuetką nagrodzono także reżysera Giuseppe Tornatore za tytuł Cinema Paradiso (Nuovo Cinema Paradiso, 1988 r.) o chłopcu zafascynowanym filmowaniem i jego mentorze, starym operatorze projektora z prowincjonalnego kina. Polacy mieli okazję zobaczyć jeszcze dwie inne produkcje tego twórcy, których akcja dzieje się na Sycylii – Malenę (2000 r.) ze wspaniałą Monicą Bellucci oraz Baarię (2009 r.).
     Na koniec nie wolno nam zapomnieć o wspomnianym na początku artykułu filmie Krzysztofa Zanussiego Czarne słońce (2007 r.), którego punktem wyjścia jest sztuka teatralna Rocca Familiariego Agata, zainspirowana prawdziwym zdarzeniem – morderstwem popełnionym w Katanii. Właśnie Katania i Syrakuzy jako tło akcji w zamyśle reżysera nadają tej historii patos greckiej tragedii.
     Naprawdę nie można nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że Sycylia jest kinem… W ten sposób swoją rodzinną wyspę określił wybitny włoski pisarz i intelektualista Leonardo Sciascia (1921–1989). To właśnie na niej znajdują wymarzone wręcz kadry nie tylko twórcy filmowi, ale i odwiedzający ją turyści.

Artykuły wybrane losowo

Japońska droga do doskonałości

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

<< O Japonii marzyłem już od dziecka. Zaczęło się od japońskiej kreskówki „Dragon Ball” (powstałej na podstawie mangi Akiry Toriyamy), którą oglądałem na kanale telewizyjnym RTL 7. Z pewnością zresztą nie tylko ja nie mogłem się zawsze doczekać godziny 15.00, kiedy to emitowano kolejny odcinek. Gdy myślę o tym wspomnieniu, wydaje mi się całkiem zabawne, że fascynacja często zaczyna się od tak prostych przyjemności, które zaszczepiają w umyśle dziecka pozytywne skojarzenia. >>

 

Góra Fudżi i pagoda Chureito z 1963 r. znajdująca się koło jeziora Kawaguchi

©© FUJIYOSHIDA CITY/JNTO

 

Ten serial animowany zainspirował mnie do zmiany, zacząłem chcieć ciągle się rozwijać. Jego bohaterzy przez setki odcinków ćwiczyli, trenowali, walczyli z najeźdźcami z wszechświata i bronili naszej planety. Być może brzmi to mało oryginalnie, ale właśnie ta chęć nieustannego uczenia się, aby stale zwyciężać, nadała nowy sens mojemu życiu. Oczywiście, nie miałem w planach obrony świata, ale ciągłe stawanie się lepszą wersją siebie. Znakomicie oddaje to japońska praktyka ustawicznego doskonalenia się – kaizen (kai oznacza „zmiany”, a zen– „dobro”, „dobry”).

Kiedy byłem dzieckiem, nie do końca rozumiałem moją fascynację, ale szybko zapisałem się na treningi karate. Na zajęciach w lekkim rozkroku wyprowadzałem ciosy, licząc w języku japońskim (ichi, ni, san, shi…). Czułem dumę płynącą z tego, że wprowadzałem kulturę Japonii w swoje życie. Im więcej czytałem o Kraju Kwitnącej Wiśni, jego mieszkańcach, ich zwyczajach i kulcie pracy, tym bardziej byłem nim zafascynowany. Zrozumiałem, że nie będę mógł spać spokojnie, jeżeli w końcu się tam nie wybiorę. Zajęło mi to 17 lat. W tym czasie stosowałem na co dzień zasady kaizen, polegające na stawianiu małych kroków i nieustannym rozwoju.

 

 

SZUKANIE PASJI

W 14. roku życia zainteresowałem się sportem, który stał się moją prawdziwą pasją. Wcześniej próbowałem swoich sił w lekkiej atletyce, karate, piłce nożnej, kick-boxingu czy akrobatyce, żeby ciągle doskonalić się w nowych dziedzinach i dorównać bohaterom z uwielbianego przeze mnie japońskiego serialu. Pewnego dnia po raz pierwszy zobaczyłem na wodzie kitesurferów, którzy skakali na wysokość nawet 6 m w górę i po prostu wsiąkłem. Nie byłem – niestety – najbardziej utalentowany i opanowanie nowej dyscypliny sportowej zajęło mi prawie pół roku. Jednak systematycznie ćwiczyłem w domu na drążku, oglądałem filmy na komputerze, uczyłem się każdej ewolucji – najpierw rozpisywałem ją sobie na kartce krok po kroku, potem wykonywałem na sucho, a na sam koniec powtarzałem do skutku na wodzie. Po dwóch latach zostałem wicemistrzem Polski, potem siedmiokrotnym mistrzem Polski, zdobywcą pucharów Azji i Europy. W drodze do tych zwycięstw właściwie nieświadomie korzystałem z podstawowych zasad japońskiego kaizen, które mówią, że jeśli chce się osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, nie wolno stawiać sobie nierealnych celów, mogących osłabiać motywację. Jeżeli pragnie się coś zmienić, trzeba zacząć od małych kroków, ale posuwać się do przodu systematycznie i konsekwentnie.

W ten sposób docieramy do finału tej historii. Przez 17 lat marzyłem o tym, żeby pojechać do Japonii i sprawdzić, czy rzeczywistość sprosta moim oczekiwaniom. Byłem tak zafascynowany kulturą tego kraju, że jej elementy starałem się wprowadzać w swoje życie, więc gdy nadarzyła się okazja, aby osobiście odwiedzić ojczyznę Japończyków, odczuwałem pewnego rodzaju przerażenie. Obawiałem się, że stworzyłem sobie w głowie zbyt wyidealizowany obraz Japonii albo zupełnie błędny. Jednak podobno do odważnych świat należy. Nie mogłem dłużej czekać i wyruszyłem w podróż.

 


Osaka Aquarium Kaiyukan – jedno z największych publicznych akwariów na świecie

©© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

SPEŁNIENIE MARZEŃ

Wreszcie nadszedł upragniony dzień, o którym marzyłem od wielu lat. W końcu wsiadłem do samolotu lecącego do Tokio. Byłem tak podekscytowany, że nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Już na pokładzie nasłuchiwałem, czy ktoś obok nie mówi po japońsku. W głowie mnożyłem pomysły, co będę robić w trakcie pobytu w Japonii. Wiedziałem, że nie będzie czasu na sen. Minuty pozostałe do lądowania przeciągały się w nieskończoność. Wreszcie w głośniku nad głową usłyszałem komunikat: Boarding crew, prepare for landing.

Gdy tylko opuściłem samolot, złapałem mój plecak i wybiegłem z lotniska. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w mieście. Wcale nie przeszkadzało mi, że leje deszcz, woda sięga po kostki, dookoła jeżdżą samochody ochlapujące chodniki, a ja nie mam nawet parasola, który stanowi tak ważne akcesorium w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wiedziałem, że to będzie mój wyjazd. Najzabawniejsze jest to, że do tej pory przeleciałem już cały świat, mieszkałem w Australii i Azji, ale Japonia była tym miejscem, na które cały czas nie czułem się gotowy. Miałem pewność, że tej podróży nie mogę potraktować jak zwykłej wyprawy turystyczno-sportowej, musiała być czymś wyjątkowym.

 

OSOBLIWE MIASTO

Miałem 7 dni i 21 zadań do wykonania, więc czekało mnie spore wyzwanie. Zacząłem od stołecznego Tokio, noszącego do 1868 r. nazwę Edo. To właśnie tu można pracować w zawodzie jedynym w swoim rodzaju – jako oshiya („upychacz”) w białych rękawiczkach dopychać ludzi do wagonów w metrze. Nie mogłem sobie odpuścić okazji do podróżowania w godzinach szczytu po jednym z najbardziej zaludnionych miast na świecie. Zaskoczyło mnie jednak to, że pomimo gigantycznych tłumów na stacjach wszędzie panuje porządek. Ludzie stają w równych kolejkach na wyznaczonych pasach, czekają cierpliwie, gdy inni opuszczają wagon. Wbrew pozorom w tym ścisku można się swobodnie obracać. Czułem się, jakbym odwiedzał inny świat. Choć mam buntowniczą naturę, sam zacząłem poruszać się grzecznie według strzałek umieszczonych na peronie.

Jednak ze względu na niesprzyjającą pogodę na początku mojego pobytu w Japonii i fakt, że przemokła mi każda para butów, jeden dzień spędziłem w rejonie położonym wokół stacji Akihabara w tokijskiej dzielnicy Chiyoda. Uchodzi on za znaczące centrum elektroniki, dlatego też nazywa się go często Elektrycznym Miastem Akihabara. W stojących tu budynkach znajdują się liczne automaty do gier, przy których Japończycy potrafią stać godzinami. Niesamowitym doświadczeniem było obserwowanie graczy. Aby dojść do takiego poziomu zaawansowania, musieli spędzać na grze całe dnie, kibicując sobie nawzajem, rywalizując ze sobą i ciągle się rozwijając.

 

DWIE RÓŻNE STOLICE

Tokio to przede wszystkim nowoczesne miasto biznesu i handlu. Kult pracy i konsumpcjonizmu jest w nim widoczny na każdym kroku. Na ulicach spotyka się Japończyków w garniturach i z teczką w ręku udających się do firm, żeby później móc wydawać pieniądze, na co zapragną. To miejsce przypominało mi Londyn, który też pędzi i bywa wypełniony ludźmi. Kiedy zaspokoiłem pierwszą ciekawość, postanowiłem wyruszyć ze stolicy Japonii w podróż do magicznego Kioto. Jego zabytki wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To naprawdę fascynujące miejsce. Zwiedzałem je wypożyczonym rowerem. W trakcie swojej wizyty odwiedziłem słynny Złoty Pawilon (Kinkaku-ji), spałem w prawdziwym japońskim ryokanie (zajeździe) z 400-letnią tradycją i widziałem gejsze, czyli kobiety, które mają za zadanie bawić gości rozmową i występami artystycznymi. Trudno pomylić je z kimś innym – noszą tradycyjne stroje, włosy układają w misterne koki, a twarze malują na biało. Są specjalistkami od ceremonii parzenia herbaty, zwanej po japońsku chanoyu. Ma ona długą tradycję, a przeprowadza się ją według ściśle określonych zasad obejmujących także zachowanie gości. Napój przygotowany ze sproszkowanej zielonej herbaty (matchy), wymieszany specjalną bambusową miotełką (chasen), pije się z małych czarek powoli, w skupieniu, aby nie burzyć panującego nastroju.

                Obecnie 1,5-milionowe Kioto, dawna stolica Japonii i siedziba cesarza (od 794 do 1868 r.), związane jest też z kulturą samurajów. Kierowali się oni niepisanym kodeksem etycznym bushidō(określenie tłumaczy się jako droga wojownika). Stosowali w życiu reguły podobne do zasad kaizen. Skupiali się na samodoskonaleniu pod względem zarówno fizycznym, jak i duchowym. Do wartości, jakie cenili, należały m.in. lojalność, wierność, skromność, dobroć, współczucie, uprzejmość, prawdomówność, odwaga, wytrwałość w walce i honor, które są bliskie także i mnie.

 

Uroczysta ceremonia przyrządzania herbaty w specjalnym pawilonie w ogrodzie

©© SHIZUOKA CITY/JNT

 

CIAŁO I DUSZA

Japonia jest niezmiernie ciekawa nie tylko ze względu na mnóstwo atrakcji turystycznych. W tych najbardziej obleganych miejscach trudno poznać jej prawdziwe oblicze właśnie z powodu tłumów, a naprawdę warto to uczynić, bo Kraj Kwitnącej Wiśni potrafi zachwycić swoim pięknem. Można w nim przeżyć doświadczenia, które poruszają najwrażliwsze struny duszy.

Ja jestem jednak przede wszystkim sportowcem i uważam, że nic tak nie rozwija i nie relaksuje jak dobry trening. Podczas moich podróży koncentruje się głównie na turystyce aktywnej. Dlatego też zamierzam w tym roku wrócić na Wyspy Japońskie, aby u ich wybrzeży uprawiać kitesurfing. Kiedy brałem udział w Pucharze Azji, spotkałem się z mistrzem Japonii w tej dyscyplinie, pochodzącym z Osaki Hironobu Nakano, z którym walczyłem w finale. Polubiliśmy się i zaproponował mi, żebym odwiedził go na wyspie Okinawa (kolebce karate), gdzie obecnie mieszka i trenuje.

W Kraju Kwitnącej Wiśni większą popularnością niż kitesurfing cieszy się jednak surfing. Ta dyscyplina sportowa, podobnie jak karate, zadebiutuje na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich, które w 2020 r. odbędą się w Tokio. Zawodnicy będą walczyć ze sobą na falach Oceanu Spokojnego w rejonie plaży Shidashita w prefekturze Chiba. Mieszkańcy stolicy Japonii najczęściej surfują w regionie Shōnan, Kanagawie (części Jokohamy) i właśnie Chibie. Poza tym amatorzy pływania na desce odwiedzają także Okinawę, Sikoku i Kiusiu (np. Miyazaki). Na półwyspie Izu, usytuowanym na zachód od Tokio, w rejonie plaży Shirahama w miejscowości Shimoda uprawia się również wind- i kitesurfing. Na początku marca woda jest jeszcze zimna, ale w piance, butach i rękawiczkach da się spokojnie wytrzymać cały dzień. W tym okresie w górach zwykle leży jeszcze śnieg, więc podczas wyjazdu można połączyć różne rodzaje aktywności: jazdę na nartach czy snowboardzie ze sportami wodnymi. Najlepsza pogoda panuje w maju, czerwcu i listopadzie. Latem na plaże – niestety – ściągają tłumy ludzi.

Japonia jest też znakomitym miejscem na wyprawy rowerowe. Sami Japończycy często korzystają z jednośladów, więc kierowcy są przyzwyczajeni do obecności rowerzystów na drogach, poza tym starają się jeździć według przepisów. Co ciekawe, na trasach istnieją tu nawet specjalne tunele przeznaczone dla cyklistów. Poza tym w Kraju Kwitnącej Wiśni można także uprawiać kolarstwo górskie. Na wyspie Honsiu idealnie nadaje się do tego górzysty obszar prefektury Nagano. W tej części Japonii znajduje się również popularny ośrodek sportów zimowych Hakuba z kompleksem skoczni narciarskich. Do Nagano przyjeżdża się też na wyprawy trekkingowe i wspinaczkowe. Krajobrazy Alp Japońskich (z najwyższym szczytem Kita – 3193 m n.p.m.) są naprawdę wspaniałe, co sprawia, że takie wycieczki stają się niezapomnianym przeżyciem. Po aktywnie spędzonym dniu można tutaj odpocząć w onsenach – gorących źródłach zamienionych w łaźnie publiczne. Z kąpieli w wodach termalnych chętnie korzystają nawet makaki japońskie, które spotyka się w położonym na wysokości ok. 850 m n.p.m. Parku Małp Jigokudani (Jigokudani Yaen-koen).

W najbliższym czasie zamierzam także złożyć wizytę naszej rodaczce Patrycji Yamaguchi na półwyspie Izu. Ona i jej mąż mieszkają w Shimodzie. Razem prowadzą firmę turystyczną Ryoko. Od kwietnia do listopada uczą tu surfingu, poza tym organizują wyprawy w góry, rowerowe i narciarskie. W ofercie mają również programy podróży w głąb duszy – połączenie turystyki z pobytami w klasztorach i ośrodkach medycyny naturalnej. Dla polskich korporacji przygotowywali też wyjazdy o tematyce kaizen i filozofii perfekcji. W malowniczej okolicy Izu chcę uprawiać surfing. Mam także nadzieję, że wspólnie z Patrycją wybierzemy się na rowerach na najwyższy szczyt Kraju Kwitnącej Wiśni – górę Fudżi (3776 m n.p.m.).

Oprócz tego z naszym rodakiem Michałem Grzybowskim z GMTravel – Japonia.travel planuję znów zwiedzać pełne atrakcji Tokio oraz jego okolice. Poza tym pragnę z nim wziąć udział m.in. w ceremonii parzenia herbaty, pokazie sztuki walki mieczem samurajskim (kataną), wycieczce kulinarnej połączonej z degustacją tradycyjnych japońskich potraw, porannym treningu zawodników sumo czy wreszcie kolacji z gejszą. Jego licencjonowane biuro podróży z polskojęzycznymi przewodnikami znajduje się w okręgu specjalnym Shinjuku, który słynie z licznych drapaczy chmur. Wśród nich warto wymienić choćby charakterystyczny wieżowiec zwany Mode Gakuen Cocoon Tower (o wysokości 204 m) czy Tokyo Metropolitan Government Building (242,9 m). W tym ostatnim budynku, będącym siedzibą tokijskich władz, usytuowane są dwa tarasy widokowe dostępne bezpłatnie (po jednym na każdej z dwu wież). Mieszczą się one na 45. piętrze, na wysokości 202 m, i rozciąga się z nich zapierająca dech w piersiach panorama japońskiej metropolii. Dzielnica Shinjuku kojarzy się również z pięknym parkiem – Shinjuku Gyoen. Na wiosnę Japończycy zbierają się w nim, aby podziwiać kwitnące drzewa wiśniowe (sakura). Ten tradycyjny zwyczaj ma nawet swoją nazwę – hanami. Ciekawe miejsce stanowi również obszar Arakichō, niegdyś dystrykt gejszy. Dziś znajdują się tutaj chętnie odwiedzane restauracje, knajpki i bary typu izakaya.

Zresztą kto wie, może uda mi się zobaczyć więcej niż zaplanowałem. W Japonii jest przecież jeszcze m.in. malownicza miejscowość Hakone nad jeziorem Ashi, wspaniałe, zabytkowe kompleksy świątynne w Nikkō czy leżące nad Morzem Japońskim miasto Kanazawa z pięknie odrestaurowanym zamkiem. Za skarb tego ostatniego uchodzi czarujący prywatny ogród założony w latach 20. XVII stulecia – Kenroku-en (jeden z Trzech Wielkich Ogrodów Japonii, obok Kōraku-en w Okayamie i Kairaku-en w Mito). Przed wyjazdem do Kraju Kwitnącej Wiśni warto też wiedzieć, że od 4 stycznia 2018 r. można w nim oprowadzać turystów bez licencji, ale zajmować się turystyką, nawet przyjazdową, bez takich uprawnień już nie wolno.

Kocham Japonię i chciałbym ją poznać z każdej możliwej strony. Myślę, że moja kolejna wizyta, którą chcę spędzić na zwiedzaniu i uprawianiu sportu w połączeniu z doskonaleniem zasad kaizen, będzie prawdziwą podróżą w głąb siebie.

 

Wydanie Wiosna 2018

Fotoekspedycje – z miłości do podróży i fotografowania

WOJCIECH KUDER

 

<< Odkąd na początku XX stulecia wynaleziono pierwszy małoobrazkowy aparat fotograficzny, podróżowanie zaczęło nierozerwalnie wiązać się z dokumentowaniem rzeczywistości w kadrach. Dziś następca „camery obscury” towarzyszy człowiekowi wszędzie – od zaśnieżonych szczytów Himalajów po piaski Sahary i porywający magią tysiąca barw wodny świat Wielkiej Rafy Barierowej u wybrzeży Australii, na lądzie, w powietrzu i głęboko pod ziemią, wśród soczystej zieleni tropikalnych lasów Amazonii i surowej bieli niedostępnej Arktyki… >>

 

 FOT. INDIA TOURISM FRANKFURT Tadź Mahal w Agrze w Indiach – mauzoleum cesarzowej Mumtaz Mahal

Nic tak doskonale nie oddaje przecież niepowtarzalnego klimatu miejsca czy atmosfery wydarzenia jak znakomite ujęcie, które na ułamek sekundy zatrzymuje czas i w perfekcyjny sposób utrwala to, co najcenniejsze i warte pokazania. Przez długie dziesięciolecia ani odrobinę nie zmalały godne podziwu pasja i poświęcenie fotografów-globtroterów. Powstała za to nowa forma turystyki – fotoekspedycje. Obecnie to już nie tylko osobliwe hobby zarezerwowane dla garstki zapaleńców, ale prawdziwa moda, która podbija serca milionów ludzi na całej ziemi.  

Więcej…

Sun of Jamaica

ANNA GORDON

 

<< HasłoJamajka”uruchamia całą serię skojarzeń: słońce, plaża, relaks, muzyka, taniec... Na tej wyspie czeka nas jednak o wiele więcej. Charakterystyczna kultura, burzliwa i ciekawa historia, język ze specyficznym śpiewnym akcentem oraz otwarci i uśmiechnięci ludzie stanowią niemniej silny magnes przyciągający corocznie miliony turystów z całego świata. W 1988 r. na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w kanadyjskim Calgary reprezentacja tego gorącego karaibskiego kraju wzięła udział w zawodach bobslejowych. Jak więc widać, dla Jamajczyków nie ma rzeczy niemożliwych. >>

Ojczyzna muzyków reggae Boba Marleya i Shaggy’ego leży na niewielkiej wyspie na Morzu Karaibskim (prawie 11 tys. km² powierzchni). Największa liczba ludności zamieszkuje portowe Kingston, stolicę państwa od 1872 r. (wcześniej głównym ośrodkiem administracyjnym było Spanish Town). Eksportuje się stąd cukier wytwarzany z trzciny cukrowej, aromatyczną kawę arabikę oraz wyśmienity złocisty rum.

Więcej…