snowland-igloo-restaurant-northern-lights-rovaniemi_9294.jpg

Zorza polarna nad lodową restauracją Lumimaa (Snowland) w Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK

 

Karolina Paduszyńska

WWW.ZASTRZYKINSPIRACJI.PL

 

Zimą w Finlandii czas można spędzić bardzo ciekawie. Najlepiej zacząć od spaceru po nowoczesnych Helsinkach, potem wybrać się na przejażdżkę skuterem śnieżnym, pojechać do Laponii na podziwianie zorzy polarnej, zanocować w lodowym hotelu, a na koniec rozgrzać się w saunie, po czym wskoczyć do lodowatego jeziora. Takiej podróży nie sposób zapomnieć.


Finlandia jest na pozór spokojną republiką położoną w Europie Północnej. Choć rzadko pojawia się w codziennych serwisach informacyjnych, wcale nie oznacza to, że wieje w niej nudą. Wręcz przeciwnie, dzieje się tu naprawdę wiele. Fińska gospodarka, mimo międzynarodowego kryzysu finansowego, dość dobrze prosperuje, cały czas wprowadzane są innowacyjne rozwiązania technologiczne, w kraju działa jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie, miejscowy design prezentuje niezmiernie wysoki poziom, a na dodatek miasta i miasteczka leżą w otoczeniu nieskażonej niczym natury. Finowie trzymają się starego porzekadła Mowa jest srebrem, a milczenie złotem i zamiast o czymś opowiadać, po prostu zabierają się do pracy.

Odwiedzić to interesujące państwo można o każdej porze roku, szczególnie że moda na wycieczki do Europy Północnej nadal nie mija. Wyprawa zimą ma jednak pewien niepowtarzalny urok. Na szczęście, żeby dostać się z Polski do Finlandii, wystarczy tylko przeprawić się promem bądź samolotem przez Bałtyk.

W zielonej stolicy

060122_0919_3000x2250_534.jpg

Katedra w Helsinkach góruje nad zabudową centrum miasta

©VISIT HELSINKI/NIKLAS SJÖBLOM



Zimową podróż po krainie tysięcy jezior warto rozpocząć od Helsinek. Choć w porównaniu z innymi europejskimi stolicami są stosunkowo niewielkie (ok. 630 tys. mieszkańców), naprawdę nie mają się czego wstydzić. Miasto jest świetnie skomunikowane, mieszczą się w nim siedziby najważniejszych firm, a nowoczesny design otacza nas niemal z każdej strony. Zdecydowanie zasługuje ono na tytuł prawdziwej ekostolicy. Znajduje się tu kilkanaście zadbanych parków, zatoki i krystalicznie czyste jeziora, nie brakuje też ścieżek rowerowych czy specjalnie wytyczonych tras do biegania. Jak to wszystko zorganizować? Zdaniem Finów recepta może być tylko jedna – zamiast odgradzać się od natury, trzeba żyć w ciągłym z nią kontakcie. To się po prostu opłaca.

Numer jeden na turystycznej mapie stolicy stanowi luterańska Katedra w Helsinkach (Helsingin tuomiokirkko), położona w samym ich sercu. Jest widoczna z każdego punktu miasta, ale też z większych odległości. Jej biały gmach dostrzeżemy już, gdy będziemy zbliżać się do helsińskiego wybrzeża. Tak dobrą prezentację zapewnia jej murowane podwyższenie, do którego prowadzi 47 schodów. Katedra została podzielona na dwa poziomy, jeden z nich to nawa główna z niezwykle oszczędnymi zdobieniami. Zarówno wnętrze, jak i zewnętrzna fasada, nadają budowli majestatyczny charakter.

Świątynia stoi na placu Senackim (Senaatintori), przy którym znajdują się budynki ważnych instytucji państwowych, siedziba premiera Finlandii, Uniwersytet Helsiński i na którym wzniesiono pomnik cara Aleksandra II. Miejski gwar jest tutaj właściwie nieodczuwalny, chyba że w okresie przedświątecznym, kiedy to Senaatintori zamienia się w wielki targ. Odbywa się na nim wtedy jarmark bożonarodzeniowy. Na stoiskach zaopatrzymy się w rękodzieło artystyczne, ozdoby choinkowe, a także w potrawy świąteczne z różnych części świata. Podczas wizyty w pobliżu Katedry w Helsinkach warto przejść się uroczą uliczką Sofii (Sofiankatu), na której stoi słynna zielona budka telefoniczna.

Po zwiedzeniu serca fińskiej stolicy trzeba spróbować tutejszych specjałów. Rynek (Kauppatori) jest oddalony od placu Senackiego o 15 min. spaceru. To miejsce stanowi istny raj dla smakoszy i miłośników zdrowej żywności. Kupimy tu warzywa, owoce i potrawy tradycyjnej kuchni Finlandii (m.in. kotlet z renifera) lub ryby przyrządzane na przeróżne sposoby. Za absolutny numer jeden, jeśli chodzi o miejscowe dania rybne, uchodzi smażony okoń. Naprawdę rozpływa się w ustach. Wśród napojów króluje glögi – grzane wino z dodatkiem aromatycznych przypraw korzennych. Na deser najlepsza będzie tradycyjna fińska pulla, czyli bułka z kardamonem.

Po uzupełnieniu kalorii dobrze podnieść sobie poziom adrenaliny we krwi. W tym celu warto wybrać się na koło z kabinami obserwacyjnymi, stworzone na wzór London Eye – Finnair SkyWheel (na końcu Kauppatori). Rozpościerająca się z niego panorama miasta każdego turystę wprawi w zachwyt. Po zejściu na ziemię chwilę wytchnienia zapewnią nam odwiedziny w powstałej w 1969 r. świątyni Temppeliaukio (Temppeliaukion kirkko), nazywanej Skalnym Kościołem. To prawdziwa perła współczesnego fińskiego designu. Owalne wnętrze budowli zostało wydrążone w masywnych granitowych skałach i prezentuje się wyjątkowo surowo. Ze względu na doskonałą akustykę odbywają się tutaj także koncerty. Dach świątyni przypomina latający spodek. Kiedy zbliżam się do Temppeliaukio, zawsze mam wrażenie, jakbym podchodziła do statku kosmicznego, który właśnie wylądował w środku osiedla mieszkalnego, bowiem wokół kościoła znajdują się bloki i kilka sklepów z pamiątkami. Jego niespotykany styl nie jest w Helsinkach czymś wyjątkowym – to miasto stanowi prawdziwą mekkę dla miłośników współczesnej architektury.


Genialnych projektów w stolicy Finlandii zdecydowanie nie brakuje. Zobaczymy w niej przestronne biurowce, surowe wnętrza budynków użyteczności publicznej, nowoczesne muzea czy niemal po mistrzowsku zaprojektowany gmach funkcjonalnego Helsińskiego Dworca Głównego (Helsingin päärautatieasema). Choć nie ujrzymy tu romańskich zabytków, to znakomite nowsze rozwiązania urbanistyczne w pełni ten niedostatek rekompensują. Nie bez przyczyny Helsinki otrzymały tytuł Światowej Stolicy Designu 2012.

Osoby interesujące się modą i amatorzy zakupów również z pewnością nie będą się w tym mieście nudzić. Wystarczy, że wyruszą na spacer jedną z jego dwóch głównych ulic o wspólnej nazwie Esplanadi (prostopadłych do Sofiankatu). Nie dość, że w okresie przedświątecznym zdobią je bajeczne dekoracje, to jeszcze znajdują się przy nich butiki najważniejszych światowych projektantów, a wśród nich sklep Marimekko – znanej na całym globie firmy uchodzącej za symbol fińskiego wzornictwa. Charakterystyczny dla tej marki wzór kwiatowy pojawia się na tkaninach używanych w kolekcjach ubrań, artykułach do wyposażania wnętrz czy chociażby samolotach narodowych linii lotniczych (Finnair).

Rozrywka po fińsku

Saunatour_8291_8494.jpg

Finowie uwielbiają korzystać z dobrodziejstw tradycyjnej sauny

©VISIT FINLAND MEDIA BANK



Nawet przy temperaturze poniżej 0°C można się w Finlandii dobrze bawić. Jej mieszkańcy mają na to genialny sposób. Hokej to sport narodowy Finów. Każda rozgrywka jest dla nich niezmiernie emocjonująca, a do tego stanowi także świetną okazję do towarzyskich spotkań przy kuflu piwa. Nic nie zastąpi jednak meczowych wrażeń. Prawdziwy fiński kibic musi odwiedzić kryte lodowisko Helsingin Jäähalli. Obiekt mogący pomieścić ponad 8,2 tys. widzów był świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii krajowego hokeja. HIFK – drużyna Helsinek – to duma narodowa Finlandii. Zespół odnosi coraz więcej sukcesów zarówno w ojczyźnie, jak i poza jej granicami. Oglądanie błyskawicznych akcji na lodowisku i rozemocjonowanych Finów na trybunach będzie niesamowitym doświadczeniem, szczególnie że mieszkańcy tego kraju nie należą do najbardziej otwartych i wylewnych narodów świata. Są raczej skryci i nieufni, niechętnie zawierają nowe znajomości. W trakcie meczów hokejowych można mieć jedną z niewielu okazji, aby zobaczyć tak spontaniczne i entuzjastyczne reakcje w ich wykonaniu.


Po emocjonującym spotkaniu chwilę oddechu przyniesie nam wizyta we wzniesionej przez Szwedów twierdzy zwanej Suomenlinna, wpisanej w 1991 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z południowej części Rynku dostaniemy się do niej po zaledwie 15-minutowym rejsie promem. Skaliste wyspy, na których leży forteca, wypełniają porośnięte trawą bunkry i działa. Zimą jej mury wydają się jeszcze bardziej majestatyczne. Widok, jaki tworzy pokryta białym puchem twierdza i surowe brzegi Bałtyku, naprawdę wywołuje gęsią skórkę. Warto zobaczyć tutaj główne muzeum (Suomenlinna-museo) oraz Muzeum Zabawek (Suomenlinnan Lelumuseo). Obowiązkowo należy także zajrzeć do fińskiego okrętu podwodnego Vesikko z czasów II wojny światowej (niestety, udostępnionego do oglądania tylko w sezonie letnim). Na zwiedzanie Suomenlinny trzeba zarezerwować sobie kilka godzin, ale gwarantuję, że wcale nie będziecie chcieli jej opuszczać…

Piękne okoliczności przyrody

W odległości zaledwie ok. 50 km na wschód od Helsinek znajduje się jedno z najstarszych, a zarazem najbardziej klimatycznych miast Finlandii. Do ponad 50-tysięcznego Porvoo (szw. Borgå) ze stolicy dotrzemy rozmaitymi środkami transportu: autobusem, promem lub koleją. Jego historia jest dość burzliwa. W XVIII w. z winy kucharki przygotowującej obiad spłonęła większość zabudowań. Zostały one później odtworzone na wzór tych sprzed wielkiego pożaru. Wśród brukowanych uliczek i charakterystycznych drewnianych budynków Porvoo panuje niepowtarzalna atmosfera. Dzięki niej ma się wrażenie, jakby czas się tu naprawdę zatrzymał. W trakcie spaceru po tej urokliwej miejscowości warto skierować się w stronę najstarszej jej części Vanha Porvoo (Stare Porvoo), zachwycającej rzędami czerwonych domów z drewna. Przy ulicach Väli (Välikatu) i Kirkko (Kirkkokatu) znajdziemy antykwariaty, galerie i jedyne w swoim rodzaju sklepiki. Jeden z najważniejszych tutejszych zabytków stanowi Katedra (Porvoon tuomiokirkko) z XV w. Na zainteresowanie zasługują również dom poety romantycznego Johana Ludviga Runeberga (1804–1877), autora słów do hymnu narodowego Maamme („Nasz kraju”), czy też Wzgórze Zamkowe (Linnamäki).

Im jesteśmy dalej od miast, tym bardziej zbliżamy się do natury, a na fińskiej ziemi czekają na nas tysiące przepięknych lasów i krystalicznie czystych jezior. Do wyboru mamy liczne parki narodowe (aż 39!), pojezierza czy bajeczną Laponię. Choć krajobraz w tym kraju wydaje się monotonny, o każdej porze roku zaskakuje turystów innymi, niezwykłymi kolorami. Zimą, gdy temperatury sięgają nawet -40°C na północy, wszystko pokrywa śnieg, a na niebie można zaobserwować niesamowite zjawisko zorzy polarnej (Aurora borealis). Wiosną kwitną rośliny i drzewa, a latem w Finlandii trwają białe noce. Jesienią natomiast liście przybierają różnorodne barwy: od głębokiej żółci przez intensywną czerwień do ciepłych brązów.

Żeby znaleźć się na łonie przyrody, należy wybrać się np. do Parku Narodowego Nuuksio, położonego zaledwie ok. 40 km na północny zachód od Helsinek. Na jego terenie (53 km²) odkryjemy wszystko to, co w tym kraju najpiękniejsze: wysokie drzewa, błękitnoszmaragdowe jeziora, doliny polodowcowe i skaliste wzgórza. Dla turystów dużym zaskoczeniem okazują się latające wiewiórki (polatuchy), wyjątkowo popularne na tym obszarze. Stanowią one zresztą symbol Nuuksio. Latem można się tutaj wspinać, wynająć kajaki czy rowery wodne, zimą z kolei – uprawiać nordic walking bądź zorganizować kulig.

Wizycie w fińskim parku narodowym koniecznie powinien towarzyszyć odpoczynek w tradycyjnym drewnianym domku i pobyt w saunie, która uchodzi przecież za towar eksportowy Finlandii. Nie mam wątpliwości, że stało się tak nie bez przyczyny. Ten rodzaj łaźni parowej jest znany na całym świecie, a korzystanie z jego dobrodziejstw przynosi wiele korzyści. Finowie nie wyobrażają sobie życia bez sauny. Znajdziemy ją niemal w każdym fińskim domu. Co więcej, w miastach istnieją też publiczne przybytki tego typu. Podczas pobytu w łaźni mieszkańcy Finlandii zaprzestają wszelkich sporów, a słowa w niej wypowiedziane mają moc wiążącą do końca życia. Aby fiński rytuał oczyszczenia został dopełniony, po kilkunastominutowej sesji należy wskoczyć do lodowatej wody. Zimą w tym celu na zamarzniętych jeziorach wycinane są przeręble. W pobliżu Parku Narodowego Nuuksio nie brakuje ani samych jezior, ani wielobarwnych drewnianych domków z saunami.

Lapońskie Rovaniemi

IMG_0791_copy_3143.jpg

Święty Mikołaj (Joulupukki) w swojej wiosce koło Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK



Głodni wrażeń turyści znajdą w Finlandii jeszcze więcej atrakcji. Wspomniana już bajkowa Laponia stanowi prawdziwe wyzwanie. Najszybciej dotrzemy do niej samolotem kursującym z Helsinek do Rovaniemi (1,5 godz. lotu). Do tego ostatniego miasta jeżdżą także autobusy i pociągi. Fińska część Laponii to formalnie jeden z 19 administracyjnych regionów kraju (maakunta), a samo Rovaniemi pełni funkcję jego stolicy. Pogoda w tym rejonie Finlandii jest bardzo zmienna. Podczas planowania wyjazdu trzeba wziąć ten fakt pod uwagę. Latem słońce świeci tu zaledwie kilka godzin, a zimą temperatury spadają do -40°C. To jeden z nielicznych obszarów w Europie zupełnie nieskażonych przez człowieka. Do tego występuje na nim zjawisko zorzy polarnej, które zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. Jeśli w Laponii coś może nam się nie spodobać, to zbyt duża liczba komarów, utrudniających latem zachwycanie się przepięknymi widokami. Poza tym jest tutaj jak w bajce!

Podróż najlepiej zacząć od niedużego Rovaniemi, w którym żyje prawie 62 tys. osób. Na cały świat rozsławił je jego najsłynniejszy mieszkaniec – Święty Mikołaj. Jak to zazwyczaj bywa w Finlandii, wszystkie najważniejsze atrakcje w miejscowości skupione są wokół jednego miejsca, w tym przypadku deptaka Koski (Koskikatu). Ogromny wkład we współczesny wygląd miasta miał znany fiński architekt Alvar Aalto (1898–1976). Zaprojektował on m.in. budynki ratusza, teatru i biblioteki. Spacer w okolicy głównej ulicy to sama przyjemność, zwłaszcza w okresie zimowym. Rovaniemi jest wtedy pięknie przyozdobione, jakby stało się planem filmu o świętach Bożego Narodzenia. Duże wrażenie robi też Arktikum – nowoczesne multimedialne muzeum poświęcone Arktyce. W jego wyjątkowych przestronnych wnętrzach poznamy dzieje Laponii, począwszy od prehistorii, a skończywszy na latach 70. XX w. To prawdziwa gratka dla osób interesujących się nauką, przyrodą i historią. Ogromny przeszkolony dach nad głównym korytarzem umożliwia podziwianie zorzy polarnej.

Rovaniemi stanowi jednak przede wszystkim bramę do Wioski Świętego Mikołaja (Joulupukin Pajakylä). Koło podbiegunowe (Napapiiri) leży ok. 8 km na północny wschód od stolicy fińskiej Laponii. Jedni mówią, że tutejsze centrum to komercyjna maszyna służąca do zarabiania pieniędzy, inni zachwycają się tym miejscem. Rzeczywiście, można tu poczuć się jak w czasach beztroskiego dzieciństwa i przywołać wspomnienia związane z Bożym Narodzeniem. Dla takiej chwili radości warto czasem zapłacić te kilkadziesiąt euro. W wiosce wszystko zorganizowano całkiem sprawnie. Święty Mikołaj ma własną pocztę, biuro i sztab pomocników. Dziennie otrzymuje średnio ok. 32 tys. listów, w tym mnóstwo korespondencji od dzieci z Polski. Pracy jest więc dużo. Sympatyczny staruszek spotyka się też ze zwiedzającymi i pozuje z nimi do fotografii, oczywiście, za odpowiednią opłatą (30 euro). Cały kompleks ma typowo turystyczny charakter. Działają w nim restauracje, bary, kawiarnie i centrum handlowe, w których zaopatrzymy się we wszelkiego rodzaju pamiątki. Bez względu na porę roku zawsze panuje tutaj świąteczna atmosfera – nieustannie słychać kolędy. Wstęp na teren wioski jest bezpłatny. Podczas powrotu z tej beztroskiej krainy koniecznie trzeba stanąć na linii wyznaczającej koło podbiegunowe. Każdy, kto odwiedził Finlandię, po prostu musi przywieźć ze sobą zdjęcie z tego miejsca.

Kraina lodu i śniegu

Siedziba Świętego Mikołaja to właściwie jedyna większa atrakcja Laponii dla miłośników zwiedzania. W tym regionie nie znajdziemy typowych zabytków. Tutejsi mieszkańcy kochają natomiast naturę i nietypowe formy wypoczynku, dlatego wizyta w Rovaniemi może stać się okazją do zimowych szaleństw, bo do nich trzeba zaliczyć nocleg w lodowym hotelu. Pierwszy taki obiekt powstał w Szwecji, jednak bardzo szybko ten genialny pomysł podchwycili także Finowie. W pobliżu stolicy Laponii działa kilka tego typu ośrodków. Widok ogromnych brył lodu, w których wykuto pomieszczenia dla gości, bary i restauracje zaskakuje wielu przybyszów. Spędzenie nocy w zimowym hotelu stanowi wyjątkowe przeżycie. Możemy wybierać między zwykłymi pokojami lub igloo. Temperatury sięgają tu od 0 do 5°C. Mimo to nie musimy się obawiać, że zamarzniemy. Do dyspozycji gości są śpiwory, skóry reniferów i ciepłe pościele. W hotelowych restauracjach skosztujemy tradycyjnych lapońskich dań, w tym smażonego mięsa z łosia podawanego z ziemniakami w formie purée – smakuje ono wyśmienicie! Jak na Finlandię przystało, w lodowym hotelu nie brakuje również tradycyjnych saun. Zorzę polarną w Laponii można oglądać od września do marca, choć zwykle ten nieprawdopodobny taniec barw udaje się ujrzeć nielicznym. Część obiektów informuje swoich gości o pojawieniu się zjawiska za pomocą specjalnego alarmu. Jego kilka dźwięków wystarczy, aby szybko postawić człowieka na nogi. Podziwianie rozświetlonego niesamowitymi kolorami nieba przez przeszklony dach igloo to niezapomniane doświadczenie.

Zimą w Rovaniemi i okolicach naprawdę jest co robić. Do wyboru mamy np. jazdę skuterami śnieżnymi lub psimi zaprzęgami, udział w kuligu oraz odwiedziny na farmie łosi i reniferów. Nie wyobrażam sobie też nie spotkać się podczas wizyty w Laponii z jej rdzennymi mieszkańcami. Saamowie (Samowie) są ludem o wyjątkowo głęboko zakorzenionych tradycjach. W całej Finlandii mieszka ich ok. 7,5 tys. Trudnią się przede wszystkim hodowlą reniferów i łosi. To właśnie zajęcie wypełnia ich życie. Aby się o tym przekonać, jedziemy na Farmę Reniferów Konttaniemi (Konttaniemen Porotila), położoną jedynie 7 km od Rovaniemi. Mamy tutaj okazję porozmawiać z jej właścicielami i nakarmić zwierzęta. Po wypiciu pysznej fińskiej kawy i zjedzeniu na deser słodkiej bułki ruszamy w drogę. Czeka nas reniferowe safari w okolicy rzeki Ounas (Ounasjoki). Wokół rozpościerają się bajeczne lapońskie krajobrazy. Kto raz przyjedzie w te strony, na pewno się w nich zakocha.

Północ Finlandii stanowi wymarzone wręcz miejsce dla miłośników rozmaitych sportów zimowych. Choć Góry Skandynawskie nie są szczególnie wysokie (najwyższy punkt w fińskich granicach, Halti lub Haltiatunturi, wznosi się na 1324 m n.p.m.), znajdziemy w nich tereny świetnie przygotowane do uprawiania różnych aktywności. Położony w bajkowej scenerii ośrodek Levi (531 m n.p.m.) od listopada do maja przyjmuje wielbicieli białego szaleństwa z całego świata. Oferuje trasy narciarskie dla wszystkich i kilka dla dzieci, wyciągi, stoki zjazdowe dla snowboardzistów oraz dwa parki śnieżne. Wokół kompleksu wytyczono szlaki do narciarstwa biegowego, jazdy na skuterze śnieżnym oraz ścieżki rowerowe i piesze o łącznej długości 750 km. Nie brakuje tu również restauracji serwujących tradycyjne fińskie dania i grzane wino.

W tym miejscu nasza podróż dobiega końca. Finlandia jednak wciąż czeka na nowych przybyszów, skryta za wodami Morza Bałtyckiego. Kto tylko o niej zamarzy, zawsze może wyprawić się do tego niesamowitego nordyckiego kraju. Wystarczy zaledwie kilka godzin, żeby stanąć nad malowniczą Zatoką Fińską na helsińskim nabrzeżu.

Artykuły wybrane losowo

Lazurowe Wybrzeże i Korsyka – perły południa Francji

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

<< Cannes to miasto, które kojarzy się z przepychem, gwiazdami i odbywającym się zwykle w maju prestiżowym festiwalem filmowym. Tylko 15 min. jazdy samochodem dzieli je od Monte Carlo, gdzie niemal w tym samym czasie rozgrywa się wyścig Formuły 1 Grand Prix de Monaco. Turyści planujący odwiedzić Riwierę Francuską stają czasem przed nie lada dylematem, gdy muszą dokonać wyboru między jej pięknymi kurortami. Zwłaszcza że ekskluzywne Cannes i Monako stanowią jedynie część bogatego wachlarza atrakcji południowo-wschodniego wybrzeża Francji. >>

W latach 30. XX w. na plażach Lazurowego Wybrzeża (Côte d'Azur) wypoczywali głównie arystokraci i koronowane głowy, którzy przybywali tu przede wszystkim zimą z Wielkiej Brytanii, a nawet z Rosji. Liczbę ówczesnych turystów szacuje się na 300 tys. rocznie. Wcześniej miejsce to odkryli artyści. Ściągali w te strony pod koniec XIX w. ze względu na doskonałe światło, krajobrazy i klimat. Claude Monet, Auguste Renoir, Pablo Picasso, Marc Chagall, Henri Matisse, Jean Cocteau, Fernand Léger, Alberto Giacometti zarówno czerpali z bogactwa regionu, jak i jednocześnie wywierali wpływ na jego kulturę.

Dziś na Lazurowe Wybrzeże każdego roku przyjeżdża ponad 10 mln turystów, w tym prawie milion to uczestnicy rejsów, a 400 tys. – osoby biorące udział w kongresach. Prawdziwe tłumy pojawiają się latem. Wtedy też tutejsze kurorty okupują głównie Brytyjczycy, Niemcy i Duńczycy. Jednak ta część Francji to nie tylko słynne Nicea i Cannes, lecz także maleńkie miasteczka z zabytkami i muzeami oraz fascynująca górzysta Korsyka.

Więcej…

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Podróż przez Mozambik

JERZY PAWLETA

 

Choć nie należy do największych państw Afryki, pod względem powierzchni nie może się z nim równać żaden europejski kraj oprócz Rosji (ma aż ponad 800 tys. km²). Turystów przyciąga szczególnie jego stolica – Maputo, gdzie powstały budynki zaprojektowane przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffla – znanego na całym świecie twórcy obiektów z żelaza i stali. Popularnością cieszy się też nieduża wyspa Mozambik, położona na Oceanie Indyjskim, na której portugalski żeglarz Vasco da Gama zbudował fortecę. Jeśli będziemy jednak postrzegać ten kraj jedynie przez pryzmat związków z Europejczykami, popełnimy duży błąd. Jego prawdziwa dusza jest na wskroś afrykańska, a wyczuć ją możemy wśród drewnianych nadmorskich chat pokrytych słomianymi dachami i w twarzach uśmiechniętych mozambickich kobiet ubranych w niezmiernie kolorowe stroje. Warto więc zdobyć się na odrobinę odwagi, aby poznać prawdziwy Mozambik.

 FOT. BENGUERRA LODGE

Więcej…