snowland-igloo-restaurant-northern-lights-rovaniemi_9294.jpg

Zorza polarna nad lodową restauracją Lumimaa (Snowland) w Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK

 

Karolina Paduszyńska

WWW.ZASTRZYKINSPIRACJI.PL

 

Zimą w Finlandii czas można spędzić bardzo ciekawie. Najlepiej zacząć od spaceru po nowoczesnych Helsinkach, potem wybrać się na przejażdżkę skuterem śnieżnym, pojechać do Laponii na podziwianie zorzy polarnej, zanocować w lodowym hotelu, a na koniec rozgrzać się w saunie, po czym wskoczyć do lodowatego jeziora. Takiej podróży nie sposób zapomnieć.


Finlandia jest na pozór spokojną republiką położoną w Europie Północnej. Choć rzadko pojawia się w codziennych serwisach informacyjnych, wcale nie oznacza to, że wieje w niej nudą. Wręcz przeciwnie, dzieje się tu naprawdę wiele. Fińska gospodarka, mimo międzynarodowego kryzysu finansowego, dość dobrze prosperuje, cały czas wprowadzane są innowacyjne rozwiązania technologiczne, w kraju działa jeden z najlepszych systemów edukacyjnych na świecie, miejscowy design prezentuje niezmiernie wysoki poziom, a na dodatek miasta i miasteczka leżą w otoczeniu nieskażonej niczym natury. Finowie trzymają się starego porzekadła Mowa jest srebrem, a milczenie złotem i zamiast o czymś opowiadać, po prostu zabierają się do pracy.

Odwiedzić to interesujące państwo można o każdej porze roku, szczególnie że moda na wycieczki do Europy Północnej nadal nie mija. Wyprawa zimą ma jednak pewien niepowtarzalny urok. Na szczęście, żeby dostać się z Polski do Finlandii, wystarczy tylko przeprawić się promem bądź samolotem przez Bałtyk.

W zielonej stolicy

060122_0919_3000x2250_534.jpg

Katedra w Helsinkach góruje nad zabudową centrum miasta

©VISIT HELSINKI/NIKLAS SJÖBLOM



Zimową podróż po krainie tysięcy jezior warto rozpocząć od Helsinek. Choć w porównaniu z innymi europejskimi stolicami są stosunkowo niewielkie (ok. 630 tys. mieszkańców), naprawdę nie mają się czego wstydzić. Miasto jest świetnie skomunikowane, mieszczą się w nim siedziby najważniejszych firm, a nowoczesny design otacza nas niemal z każdej strony. Zdecydowanie zasługuje ono na tytuł prawdziwej ekostolicy. Znajduje się tu kilkanaście zadbanych parków, zatoki i krystalicznie czyste jeziora, nie brakuje też ścieżek rowerowych czy specjalnie wytyczonych tras do biegania. Jak to wszystko zorganizować? Zdaniem Finów recepta może być tylko jedna – zamiast odgradzać się od natury, trzeba żyć w ciągłym z nią kontakcie. To się po prostu opłaca.

Numer jeden na turystycznej mapie stolicy stanowi luterańska Katedra w Helsinkach (Helsingin tuomiokirkko), położona w samym ich sercu. Jest widoczna z każdego punktu miasta, ale też z większych odległości. Jej biały gmach dostrzeżemy już, gdy będziemy zbliżać się do helsińskiego wybrzeża. Tak dobrą prezentację zapewnia jej murowane podwyższenie, do którego prowadzi 47 schodów. Katedra została podzielona na dwa poziomy, jeden z nich to nawa główna z niezwykle oszczędnymi zdobieniami. Zarówno wnętrze, jak i zewnętrzna fasada, nadają budowli majestatyczny charakter.

Świątynia stoi na placu Senackim (Senaatintori), przy którym znajdują się budynki ważnych instytucji państwowych, siedziba premiera Finlandii, Uniwersytet Helsiński i na którym wzniesiono pomnik cara Aleksandra II. Miejski gwar jest tutaj właściwie nieodczuwalny, chyba że w okresie przedświątecznym, kiedy to Senaatintori zamienia się w wielki targ. Odbywa się na nim wtedy jarmark bożonarodzeniowy. Na stoiskach zaopatrzymy się w rękodzieło artystyczne, ozdoby choinkowe, a także w potrawy świąteczne z różnych części świata. Podczas wizyty w pobliżu Katedry w Helsinkach warto przejść się uroczą uliczką Sofii (Sofiankatu), na której stoi słynna zielona budka telefoniczna.

Po zwiedzeniu serca fińskiej stolicy trzeba spróbować tutejszych specjałów. Rynek (Kauppatori) jest oddalony od placu Senackiego o 15 min. spaceru. To miejsce stanowi istny raj dla smakoszy i miłośników zdrowej żywności. Kupimy tu warzywa, owoce i potrawy tradycyjnej kuchni Finlandii (m.in. kotlet z renifera) lub ryby przyrządzane na przeróżne sposoby. Za absolutny numer jeden, jeśli chodzi o miejscowe dania rybne, uchodzi smażony okoń. Naprawdę rozpływa się w ustach. Wśród napojów króluje glögi – grzane wino z dodatkiem aromatycznych przypraw korzennych. Na deser najlepsza będzie tradycyjna fińska pulla, czyli bułka z kardamonem.

Po uzupełnieniu kalorii dobrze podnieść sobie poziom adrenaliny we krwi. W tym celu warto wybrać się na koło z kabinami obserwacyjnymi, stworzone na wzór London Eye – Finnair SkyWheel (na końcu Kauppatori). Rozpościerająca się z niego panorama miasta każdego turystę wprawi w zachwyt. Po zejściu na ziemię chwilę wytchnienia zapewnią nam odwiedziny w powstałej w 1969 r. świątyni Temppeliaukio (Temppeliaukion kirkko), nazywanej Skalnym Kościołem. To prawdziwa perła współczesnego fińskiego designu. Owalne wnętrze budowli zostało wydrążone w masywnych granitowych skałach i prezentuje się wyjątkowo surowo. Ze względu na doskonałą akustykę odbywają się tutaj także koncerty. Dach świątyni przypomina latający spodek. Kiedy zbliżam się do Temppeliaukio, zawsze mam wrażenie, jakbym podchodziła do statku kosmicznego, który właśnie wylądował w środku osiedla mieszkalnego, bowiem wokół kościoła znajdują się bloki i kilka sklepów z pamiątkami. Jego niespotykany styl nie jest w Helsinkach czymś wyjątkowym – to miasto stanowi prawdziwą mekkę dla miłośników współczesnej architektury.


Genialnych projektów w stolicy Finlandii zdecydowanie nie brakuje. Zobaczymy w niej przestronne biurowce, surowe wnętrza budynków użyteczności publicznej, nowoczesne muzea czy niemal po mistrzowsku zaprojektowany gmach funkcjonalnego Helsińskiego Dworca Głównego (Helsingin päärautatieasema). Choć nie ujrzymy tu romańskich zabytków, to znakomite nowsze rozwiązania urbanistyczne w pełni ten niedostatek rekompensują. Nie bez przyczyny Helsinki otrzymały tytuł Światowej Stolicy Designu 2012.

Osoby interesujące się modą i amatorzy zakupów również z pewnością nie będą się w tym mieście nudzić. Wystarczy, że wyruszą na spacer jedną z jego dwóch głównych ulic o wspólnej nazwie Esplanadi (prostopadłych do Sofiankatu). Nie dość, że w okresie przedświątecznym zdobią je bajeczne dekoracje, to jeszcze znajdują się przy nich butiki najważniejszych światowych projektantów, a wśród nich sklep Marimekko – znanej na całym globie firmy uchodzącej za symbol fińskiego wzornictwa. Charakterystyczny dla tej marki wzór kwiatowy pojawia się na tkaninach używanych w kolekcjach ubrań, artykułach do wyposażania wnętrz czy chociażby samolotach narodowych linii lotniczych (Finnair).

Rozrywka po fińsku

Saunatour_8291_8494.jpg

Finowie uwielbiają korzystać z dobrodziejstw tradycyjnej sauny

©VISIT FINLAND MEDIA BANK



Nawet przy temperaturze poniżej 0°C można się w Finlandii dobrze bawić. Jej mieszkańcy mają na to genialny sposób. Hokej to sport narodowy Finów. Każda rozgrywka jest dla nich niezmiernie emocjonująca, a do tego stanowi także świetną okazję do towarzyskich spotkań przy kuflu piwa. Nic nie zastąpi jednak meczowych wrażeń. Prawdziwy fiński kibic musi odwiedzić kryte lodowisko Helsingin Jäähalli. Obiekt mogący pomieścić ponad 8,2 tys. widzów był świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii krajowego hokeja. HIFK – drużyna Helsinek – to duma narodowa Finlandii. Zespół odnosi coraz więcej sukcesów zarówno w ojczyźnie, jak i poza jej granicami. Oglądanie błyskawicznych akcji na lodowisku i rozemocjonowanych Finów na trybunach będzie niesamowitym doświadczeniem, szczególnie że mieszkańcy tego kraju nie należą do najbardziej otwartych i wylewnych narodów świata. Są raczej skryci i nieufni, niechętnie zawierają nowe znajomości. W trakcie meczów hokejowych można mieć jedną z niewielu okazji, aby zobaczyć tak spontaniczne i entuzjastyczne reakcje w ich wykonaniu.


Po emocjonującym spotkaniu chwilę oddechu przyniesie nam wizyta we wzniesionej przez Szwedów twierdzy zwanej Suomenlinna, wpisanej w 1991 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z południowej części Rynku dostaniemy się do niej po zaledwie 15-minutowym rejsie promem. Skaliste wyspy, na których leży forteca, wypełniają porośnięte trawą bunkry i działa. Zimą jej mury wydają się jeszcze bardziej majestatyczne. Widok, jaki tworzy pokryta białym puchem twierdza i surowe brzegi Bałtyku, naprawdę wywołuje gęsią skórkę. Warto zobaczyć tutaj główne muzeum (Suomenlinna-museo) oraz Muzeum Zabawek (Suomenlinnan Lelumuseo). Obowiązkowo należy także zajrzeć do fińskiego okrętu podwodnego Vesikko z czasów II wojny światowej (niestety, udostępnionego do oglądania tylko w sezonie letnim). Na zwiedzanie Suomenlinny trzeba zarezerwować sobie kilka godzin, ale gwarantuję, że wcale nie będziecie chcieli jej opuszczać…

Piękne okoliczności przyrody

W odległości zaledwie ok. 50 km na wschód od Helsinek znajduje się jedno z najstarszych, a zarazem najbardziej klimatycznych miast Finlandii. Do ponad 50-tysięcznego Porvoo (szw. Borgå) ze stolicy dotrzemy rozmaitymi środkami transportu: autobusem, promem lub koleją. Jego historia jest dość burzliwa. W XVIII w. z winy kucharki przygotowującej obiad spłonęła większość zabudowań. Zostały one później odtworzone na wzór tych sprzed wielkiego pożaru. Wśród brukowanych uliczek i charakterystycznych drewnianych budynków Porvoo panuje niepowtarzalna atmosfera. Dzięki niej ma się wrażenie, jakby czas się tu naprawdę zatrzymał. W trakcie spaceru po tej urokliwej miejscowości warto skierować się w stronę najstarszej jej części Vanha Porvoo (Stare Porvoo), zachwycającej rzędami czerwonych domów z drewna. Przy ulicach Väli (Välikatu) i Kirkko (Kirkkokatu) znajdziemy antykwariaty, galerie i jedyne w swoim rodzaju sklepiki. Jeden z najważniejszych tutejszych zabytków stanowi Katedra (Porvoon tuomiokirkko) z XV w. Na zainteresowanie zasługują również dom poety romantycznego Johana Ludviga Runeberga (1804–1877), autora słów do hymnu narodowego Maamme („Nasz kraju”), czy też Wzgórze Zamkowe (Linnamäki).

Im jesteśmy dalej od miast, tym bardziej zbliżamy się do natury, a na fińskiej ziemi czekają na nas tysiące przepięknych lasów i krystalicznie czystych jezior. Do wyboru mamy liczne parki narodowe (aż 39!), pojezierza czy bajeczną Laponię. Choć krajobraz w tym kraju wydaje się monotonny, o każdej porze roku zaskakuje turystów innymi, niezwykłymi kolorami. Zimą, gdy temperatury sięgają nawet -40°C na północy, wszystko pokrywa śnieg, a na niebie można zaobserwować niesamowite zjawisko zorzy polarnej (Aurora borealis). Wiosną kwitną rośliny i drzewa, a latem w Finlandii trwają białe noce. Jesienią natomiast liście przybierają różnorodne barwy: od głębokiej żółci przez intensywną czerwień do ciepłych brązów.

Żeby znaleźć się na łonie przyrody, należy wybrać się np. do Parku Narodowego Nuuksio, położonego zaledwie ok. 40 km na północny zachód od Helsinek. Na jego terenie (53 km²) odkryjemy wszystko to, co w tym kraju najpiękniejsze: wysokie drzewa, błękitnoszmaragdowe jeziora, doliny polodowcowe i skaliste wzgórza. Dla turystów dużym zaskoczeniem okazują się latające wiewiórki (polatuchy), wyjątkowo popularne na tym obszarze. Stanowią one zresztą symbol Nuuksio. Latem można się tutaj wspinać, wynająć kajaki czy rowery wodne, zimą z kolei – uprawiać nordic walking bądź zorganizować kulig.

Wizycie w fińskim parku narodowym koniecznie powinien towarzyszyć odpoczynek w tradycyjnym drewnianym domku i pobyt w saunie, która uchodzi przecież za towar eksportowy Finlandii. Nie mam wątpliwości, że stało się tak nie bez przyczyny. Ten rodzaj łaźni parowej jest znany na całym świecie, a korzystanie z jego dobrodziejstw przynosi wiele korzyści. Finowie nie wyobrażają sobie życia bez sauny. Znajdziemy ją niemal w każdym fińskim domu. Co więcej, w miastach istnieją też publiczne przybytki tego typu. Podczas pobytu w łaźni mieszkańcy Finlandii zaprzestają wszelkich sporów, a słowa w niej wypowiedziane mają moc wiążącą do końca życia. Aby fiński rytuał oczyszczenia został dopełniony, po kilkunastominutowej sesji należy wskoczyć do lodowatej wody. Zimą w tym celu na zamarzniętych jeziorach wycinane są przeręble. W pobliżu Parku Narodowego Nuuksio nie brakuje ani samych jezior, ani wielobarwnych drewnianych domków z saunami.

Lapońskie Rovaniemi

IMG_0791_copy_3143.jpg

Święty Mikołaj (Joulupukki) w swojej wiosce koło Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK



Głodni wrażeń turyści znajdą w Finlandii jeszcze więcej atrakcji. Wspomniana już bajkowa Laponia stanowi prawdziwe wyzwanie. Najszybciej dotrzemy do niej samolotem kursującym z Helsinek do Rovaniemi (1,5 godz. lotu). Do tego ostatniego miasta jeżdżą także autobusy i pociągi. Fińska część Laponii to formalnie jeden z 19 administracyjnych regionów kraju (maakunta), a samo Rovaniemi pełni funkcję jego stolicy. Pogoda w tym rejonie Finlandii jest bardzo zmienna. Podczas planowania wyjazdu trzeba wziąć ten fakt pod uwagę. Latem słońce świeci tu zaledwie kilka godzin, a zimą temperatury spadają do -40°C. To jeden z nielicznych obszarów w Europie zupełnie nieskażonych przez człowieka. Do tego występuje na nim zjawisko zorzy polarnej, które zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. Jeśli w Laponii coś może nam się nie spodobać, to zbyt duża liczba komarów, utrudniających latem zachwycanie się przepięknymi widokami. Poza tym jest tutaj jak w bajce!

Podróż najlepiej zacząć od niedużego Rovaniemi, w którym żyje prawie 62 tys. osób. Na cały świat rozsławił je jego najsłynniejszy mieszkaniec – Święty Mikołaj. Jak to zazwyczaj bywa w Finlandii, wszystkie najważniejsze atrakcje w miejscowości skupione są wokół jednego miejsca, w tym przypadku deptaka Koski (Koskikatu). Ogromny wkład we współczesny wygląd miasta miał znany fiński architekt Alvar Aalto (1898–1976). Zaprojektował on m.in. budynki ratusza, teatru i biblioteki. Spacer w okolicy głównej ulicy to sama przyjemność, zwłaszcza w okresie zimowym. Rovaniemi jest wtedy pięknie przyozdobione, jakby stało się planem filmu o świętach Bożego Narodzenia. Duże wrażenie robi też Arktikum – nowoczesne multimedialne muzeum poświęcone Arktyce. W jego wyjątkowych przestronnych wnętrzach poznamy dzieje Laponii, począwszy od prehistorii, a skończywszy na latach 70. XX w. To prawdziwa gratka dla osób interesujących się nauką, przyrodą i historią. Ogromny przeszkolony dach nad głównym korytarzem umożliwia podziwianie zorzy polarnej.

Rovaniemi stanowi jednak przede wszystkim bramę do Wioski Świętego Mikołaja (Joulupukin Pajakylä). Koło podbiegunowe (Napapiiri) leży ok. 8 km na północny wschód od stolicy fińskiej Laponii. Jedni mówią, że tutejsze centrum to komercyjna maszyna służąca do zarabiania pieniędzy, inni zachwycają się tym miejscem. Rzeczywiście, można tu poczuć się jak w czasach beztroskiego dzieciństwa i przywołać wspomnienia związane z Bożym Narodzeniem. Dla takiej chwili radości warto czasem zapłacić te kilkadziesiąt euro. W wiosce wszystko zorganizowano całkiem sprawnie. Święty Mikołaj ma własną pocztę, biuro i sztab pomocników. Dziennie otrzymuje średnio ok. 32 tys. listów, w tym mnóstwo korespondencji od dzieci z Polski. Pracy jest więc dużo. Sympatyczny staruszek spotyka się też ze zwiedzającymi i pozuje z nimi do fotografii, oczywiście, za odpowiednią opłatą (30 euro). Cały kompleks ma typowo turystyczny charakter. Działają w nim restauracje, bary, kawiarnie i centrum handlowe, w których zaopatrzymy się we wszelkiego rodzaju pamiątki. Bez względu na porę roku zawsze panuje tutaj świąteczna atmosfera – nieustannie słychać kolędy. Wstęp na teren wioski jest bezpłatny. Podczas powrotu z tej beztroskiej krainy koniecznie trzeba stanąć na linii wyznaczającej koło podbiegunowe. Każdy, kto odwiedził Finlandię, po prostu musi przywieźć ze sobą zdjęcie z tego miejsca.

Kraina lodu i śniegu

Siedziba Świętego Mikołaja to właściwie jedyna większa atrakcja Laponii dla miłośników zwiedzania. W tym regionie nie znajdziemy typowych zabytków. Tutejsi mieszkańcy kochają natomiast naturę i nietypowe formy wypoczynku, dlatego wizyta w Rovaniemi może stać się okazją do zimowych szaleństw, bo do nich trzeba zaliczyć nocleg w lodowym hotelu. Pierwszy taki obiekt powstał w Szwecji, jednak bardzo szybko ten genialny pomysł podchwycili także Finowie. W pobliżu stolicy Laponii działa kilka tego typu ośrodków. Widok ogromnych brył lodu, w których wykuto pomieszczenia dla gości, bary i restauracje zaskakuje wielu przybyszów. Spędzenie nocy w zimowym hotelu stanowi wyjątkowe przeżycie. Możemy wybierać między zwykłymi pokojami lub igloo. Temperatury sięgają tu od 0 do 5°C. Mimo to nie musimy się obawiać, że zamarzniemy. Do dyspozycji gości są śpiwory, skóry reniferów i ciepłe pościele. W hotelowych restauracjach skosztujemy tradycyjnych lapońskich dań, w tym smażonego mięsa z łosia podawanego z ziemniakami w formie purée – smakuje ono wyśmienicie! Jak na Finlandię przystało, w lodowym hotelu nie brakuje również tradycyjnych saun. Zorzę polarną w Laponii można oglądać od września do marca, choć zwykle ten nieprawdopodobny taniec barw udaje się ujrzeć nielicznym. Część obiektów informuje swoich gości o pojawieniu się zjawiska za pomocą specjalnego alarmu. Jego kilka dźwięków wystarczy, aby szybko postawić człowieka na nogi. Podziwianie rozświetlonego niesamowitymi kolorami nieba przez przeszklony dach igloo to niezapomniane doświadczenie.

Zimą w Rovaniemi i okolicach naprawdę jest co robić. Do wyboru mamy np. jazdę skuterami śnieżnymi lub psimi zaprzęgami, udział w kuligu oraz odwiedziny na farmie łosi i reniferów. Nie wyobrażam sobie też nie spotkać się podczas wizyty w Laponii z jej rdzennymi mieszkańcami. Saamowie (Samowie) są ludem o wyjątkowo głęboko zakorzenionych tradycjach. W całej Finlandii mieszka ich ok. 7,5 tys. Trudnią się przede wszystkim hodowlą reniferów i łosi. To właśnie zajęcie wypełnia ich życie. Aby się o tym przekonać, jedziemy na Farmę Reniferów Konttaniemi (Konttaniemen Porotila), położoną jedynie 7 km od Rovaniemi. Mamy tutaj okazję porozmawiać z jej właścicielami i nakarmić zwierzęta. Po wypiciu pysznej fińskiej kawy i zjedzeniu na deser słodkiej bułki ruszamy w drogę. Czeka nas reniferowe safari w okolicy rzeki Ounas (Ounasjoki). Wokół rozpościerają się bajeczne lapońskie krajobrazy. Kto raz przyjedzie w te strony, na pewno się w nich zakocha.

Północ Finlandii stanowi wymarzone wręcz miejsce dla miłośników rozmaitych sportów zimowych. Choć Góry Skandynawskie nie są szczególnie wysokie (najwyższy punkt w fińskich granicach, Halti lub Haltiatunturi, wznosi się na 1324 m n.p.m.), znajdziemy w nich tereny świetnie przygotowane do uprawiania różnych aktywności. Położony w bajkowej scenerii ośrodek Levi (531 m n.p.m.) od listopada do maja przyjmuje wielbicieli białego szaleństwa z całego świata. Oferuje trasy narciarskie dla wszystkich i kilka dla dzieci, wyciągi, stoki zjazdowe dla snowboardzistów oraz dwa parki śnieżne. Wokół kompleksu wytyczono szlaki do narciarstwa biegowego, jazdy na skuterze śnieżnym oraz ścieżki rowerowe i piesze o łącznej długości 750 km. Nie brakuje tu również restauracji serwujących tradycyjne fińskie dania i grzane wino.

W tym miejscu nasza podróż dobiega końca. Finlandia jednak wciąż czeka na nowych przybyszów, skryta za wodami Morza Bałtyckiego. Kto tylko o niej zamarzy, zawsze może wyprawić się do tego niesamowitego nordyckiego kraju. Wystarczy zaledwie kilka godzin, żeby stanąć nad malowniczą Zatoką Fińską na helsińskim nabrzeżu.

Artykuły wybrane losowo

Sun of Jamaica

ANNA GORDON

 

<< HasłoJamajka”uruchamia całą serię skojarzeń: słońce, plaża, relaks, muzyka, taniec... Na tej wyspie czeka nas jednak o wiele więcej. Charakterystyczna kultura, burzliwa i ciekawa historia, język ze specyficznym śpiewnym akcentem oraz otwarci i uśmiechnięci ludzie stanowią niemniej silny magnes przyciągający corocznie miliony turystów z całego świata. W 1988 r. na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w kanadyjskim Calgary reprezentacja tego gorącego karaibskiego kraju wzięła udział w zawodach bobslejowych. Jak więc widać, dla Jamajczyków nie ma rzeczy niemożliwych. >>

Ojczyzna muzyków reggae Boba Marleya i Shaggy’ego leży na niewielkiej wyspie na Morzu Karaibskim (prawie 11 tys. km² powierzchni). Największa liczba ludności zamieszkuje portowe Kingston, stolicę państwa od 1872 r. (wcześniej głównym ośrodkiem administracyjnym było Spanish Town). Eksportuje się stąd cukier wytwarzany z trzciny cukrowej, aromatyczną kawę arabikę oraz wyśmienity złocisty rum.

Więcej…

Indonezja – archipelag marzeń

Bali-_Tanah_Loot.jpg

Popularna balijska świątynia Tanah Lot

©TOURISMUS-INDONESIEN.DE

KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

 

Indonezyjskie motto narodowe „Bhinneka Tunggal Ika”, czyli „Jedność w różnorodności”, idealnie określa to państwo położone na największym na ziemi Archipelagu Malajskim, złożonym z ponad 25 tys. wysp. Trudno znaleźć na naszym globie drugie takie miejsce, które może poszczycić się równie długą historią, bogactwem natury oraz wielokulturowością. Nowoczesne kurorty na znanej chyba każdemu na świecie wyspie Bali sąsiadują z historycznymi jawajskimi świątyniami. Z kolei wschodni kraniec kraju – Papua – to kraina rytuałów i wodzów wiosek, odcięta od rzeczywistości, jakby zatrzymana w czasoprzestrzeni. Jawa tętni życiem olbrzymiej stolicy Dżakarty, a sylwetki jej licznych wulkanów majaczą złowieszczo na horyzoncie. Poszukiwacze mocnych wrażeń będą mieli szansę zajrzeć w oczy słynnemu waranowi z Komodo. Zapaleni nurkowie zachwycą się wielobarwnym podwodnym królestwem okolic Bali. Czwarty najbardziej zaludniony kraj na ziemi to prawdziwy raj dla podróżników. 

Więcej…

W Argentynie, kraju różnorodności

 

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

 

 Wieczór z tangiem w Buenos Aires, degustacja wina w Mendozie, delektowanie się stekami w niemal każdym rejonie w kraju – to tylko kilka atrakcji czekających na turystów w Argentynie. Poza tym znajdą tu oni otwarte przestrzenie Patagonii, lodowce, wodospady i wybrzeże oceanu. Są też wulkany okryte śniegiem, pustynia zasypana solą i chłodna Ziemia Ognista. W Argentynie jest po prostu wszystko i jeszcze więcej.

 

Taka różnorodność krajobrazu i klimatu nie powinna dziwić. Ten drugi po Brazylii największy kraj Ameryki Południowej zajmuje ponad 15 proc. całego kontynentu (ma ok. 2,8 mln km² powierzchni). Dzieli niemal 6,7 tys. km granicy z Chile i ma prawie 5 tys. km linii brzegowej. Wilgotne lasy z wodospadami Iguazú na północy, majestatyczne Andy z najwyższym szczytem Aconcagua (6961 m n.p.m.) i najwyższym aktywnym wulkanem na ziemi Ojos del Salado (6893 m n.p.m.) na zachodzie, surowe krajobrazy najdalej na południe wysuniętych zakątków kontynentu i bezkres oceanu na wschodzie – jedno życie nie wystarczy na zobaczenie i poznanie wszystkich skarbów Argentyny, ale warto próbować.

 

Ponieważ miejsc do odwiedzenia w tym południowoamerykańskim kraju jest tak wiele, wyjazd trzeba dobrze zaplanować. Nie ma jednego sposobu na udaną wyprawę. Jednak właśnie dlatego każda wizyta w Argentynie staje się wyjątkowym przeżyciem.

 

34465836134 7d01e9dd81 o

Para tańcząca tango w San Telmo, jednej z najstarszych dzielnic Buenos Aires

© ENTE DE TURISMO DE LA CIUDAD DE BUENOS AIRES

 

TANGO I KOLOROWE ULICE

 

Naszą podróż zaczniemy od stolicy kraju, która przyciąga jak magnes turystów i miłośników tanga z całego świata. Szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczałam, że będę tańczyć ten zmysłowy taniec w Buenos Aires, czyli tu, gdzie się narodził, choć tak naprawdę o miano kolebki tanga to argentyńskie miasto walczy z urugwajskim Montevideo. Wszak to w obu tych ośrodkach, leżących po dwóch stronach La Platy (Río de la Plata – Srebrnej Rzeki), cieszyło się ono rosnącą popularnością od połowy XIX w. Rozpowszechniać zaczęli je imigranci, choć nie wiadomo, czy pierwsi byli ci z Montevideo czy Buenos Aires. Jednak nie to jest najważniejsze, a fakt, że taniec zyskał sobie grono miłośników nie tylko w tym regionie, ale i na całym świecie. Dziś istnieje co najmniej kilkanaście różnych jego odmian. Poza tym w 2009 r. na wspólny wniosek Argentyny i Urugwaju tango zostało wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Być w Buenos Aires i nie zobaczyć pokazu tanecznego to moim zdaniem duży błąd. Występy profesjonalnych tancerzy w klubach tanga naprawdę zachwycają. Jeszcze lepszym doświadczeniem będzie nauka tańca. W argentyńskiej stolicy znajduje się wiele miejsc, w których oferuje się płatne lub darmowe lekcje. Wystarczy przejść się wieczorem wąskimi ulicami dzielnicy San Telmo, żeby na nie trafić. Do tego rejonu Buenos Aires warto również wybrać się w poszukiwaniu pamiątek – w każdą niedzielę zamienia się on w wielkie targowisko ze starociami, rękodziełem i najróżniejszymi drobiazgami (Feria de San Telmo). Niedaleko tej urokliwej dzielnicy pełnej kawiarń i sklepów ze starymi, pięknie stylizowanymi szyldami, w samym ścisłym centrum (Microcentro) stoi Różowy Dom (Casa Rosada) –siedziba prezydenta kraju, z której okna Madonna wcielająca się w rolę Evy Perón (1919–1952) w filmie Evita śpiewała piosenkę Don’t cry for me Argentina (Nie płacz za mną, Argentyno).

 

Na zwiedzanie argentyńskiej stolicy trzeba przeznaczyć co najmniej tydzień. Do zobaczenia poza San Telmo i Microcentro jest jeszcze Puerto Madero – nowoczesny port, jeden z piękniejszych i najbardziej znanych cmentarzy świata, czyli Cementerio de la Recoleta, Palermo – dzielnica hipsterskich kawiarń, klubów i nowoczesnych hosteli, a do tego ciekawe muzea, zabytkowa i bardzo kolorowa dzielnica La Boca i tysiące ciekawych murali rozsianych w najróżniejszych rejonach. Buenos Aires upodobali sobie uliczni malarze z całego świata, dzięki czemu podczas poznawania miasta można odkrywać ich dzieła w zaskakujących miejscach.

 

Stolica Argentyny leży, jak wspomniałam, nad La Platą – estuarium (szerokim lejkowatym ujściem), które tworzą wody rzek Paraná i Urugwaj przed połączeniem się z Oceanem Atlantyckim. Argentyńczycy i Urugwajczycy nazywają je rzeką, choć wedle definicji geograficznych mogłoby być także zatoką lub morzem przybrzeżnym. Río de la Plata ma ok. 290 km długości oraz zaledwie kilka kilometrów szerokości w głębi lądu i 220 km przy granicy z Atlantykiem. Warto wybrać się tu na rejs na pokładzie jednego z niewielkich promów, które pływają z Buenos Aires do urugwajskiego miasteczka Colonia del Sacramento – ulubionego celu weekendowych wycieczek wielu Porteños (jak nazywają siebie mieszkańcy portowego argentyńskiego miasta). Ponad 400 km na południe od stolicy Argentyny leży Mar del Plata (Morze Srebra). To 700-tysięczne miasto słynie z piaszczystych, ale też zatłoczonych plaż, bogatego życia nocnego, kasyn i kuchni opartej na rybach i owocach morza. Porteños bardzo chętnie spędzają w nim wakacje.

 

WODOSPADY I MISJE JEZUICKIE

 

Skoro jesteśmy przy temacie rzek i wody, nie sposób nie wspomnieć o wodospadach Iguazú – jednej z największych atrakcji całego kontynentu. Nazwa tego niezwykłego cudu natury wywodzi się z języka guarani, którego użytkownicy zamieszkiwali tutejsze tereny na długo przed wytyczeniem granic dzielących Argentynę z Brazylią i Paragwajem. Iguazú, a właściwie Yguasu, znaczy po prostu Wielka Woda, co znakomicie oddaje rzeczywistość. Wodospady mają szerokość ok. 2,7 km, a woda w najwyższym punkcie (Garganta del Diablo, czyli Diabelska Gardziel) spada z wysokości aż 80 m. Są więc dużo potężniejsze od Niagary w Ameryce Północnej czy Wielkiej Siklawy w polskich Tatrach Wysokich. Podobno sama pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Eleanor Roosevelt (1884–1962) straciła respekt dla majestatu Niagary, gdy ujrzała Iguazú. Warto zobaczyć je na własne oczy. Po argentyńskiej stronie można chodzić przed kaskadami, obok nich i nad nimi (a nawet pod nie podpłynąć). Na podziwianiu wodospadów z bliska da się spędzić nawet cały dzień. Z części brazylijskiej rozpościera się jednak lepszy widok na całe Iguazú. Najlepiej więc wybrać się na zwiedzanie po obu stronach granicy.

 

Te wspaniałe wodospady leżą w prowincji Misiones wciśniętej pomiędzy Brazylię i Paragwaj. To niezmiernie atrakcyjny region, choć – niestety – często odwiedzany tylko ze względu na Iguazú. W tych tropikalnych, porośniętych gęstymi, soczyście zielonymi lasami okolicach znajdują się pozostałości jezuickich misji (zwanych również redukcjami), które powstawały w XVII w. w tej części Ameryki Południowej na terenie dzisiejszego Paragwaju, Argentyny i Brazylii. Jezuici nawracali miejscowych Indian Guarani na wiarę katolicką, dzieci posyłali do szkoły, a dorosłych przyuczali do wykonywania zawodów rzemieślniczych. W drugiej połowie XVIII stulecia misje jezuickie zostały zlikwidowane w wyniku działań politycznych i wojskowych Hiszpanów i Portugalczyków, a misjonarze wypędzeni. Dziś w każdym z trzech krajów można odnaleźć pozostałości po nich. W Argentynie najlepiej zachowała się redukcja San Ignacio Miní, ale oprócz niej warte obejrzenia są jeszcze Santa Ana, Nuestra Señora de Loreto i Santa María la Mayor. Wszystkie umieszczono w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć z jednej strony wydają się do siebie podobne, każda z nich jest jednocześnie inna.

 

POLACY I YERBA MATE

 

Kolejny powód do odwiedzenia prowincji Misiones można nazwać patriotycznym. W tym regionie żyje sporo potomków naszych rodaków, którzy wyemigrowali do Argentyny pod koniec XIX i na początku XX w. Pierwszym Polakom nie było łatwo. Zastali tu żyzną, ale porośniętą gęstym lasem ziemię, a kiedy opuścili pokład statku, zostali zdani tylko na siebie. Musieli zmagać się z nieznośnym upałem, komarami i tropikalnymi chorobami. Mieli jednak ręce gotowe do pracy i tymi rękoma karczowali lasy i przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa uczyli się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat wiedza przywieziona z Europy niemal na nic się zdała. Wielu z nich zmarło, a ci, którzy przetrwali, pomimo odniesionego sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli do końca szczęśliwi. Brakowało im polskiego jedzenia, języka i tradycji. Starali się więc kultywować rodzime zwyczaje w swoich domach. Dziś wielu ich potomków wciąż pamięta o tych korzeniach, interesuje się kulturą przywiezioną przez przodków i nie pozwala jej zaniknąć. Działają tutaj zespoły taneczne, odbywają się lekcje języka polskiego i sprzedaje się przysmaki i dania naszej kuchni. W miastach i miasteczkach, takich jak Posadas (stolica prowincji Misiones), Wanda, Oberá czy Apóstoles, można odkryć polskie nazwy ulic, przykłady architektury, kościoły, młyny i odnaleźć polskie domy i stowarzyszenia oraz spotkać potomków emigrantów.

 

W Oberze co roku we wrześniu odbywa się Fiesta Nacional del Inmigrante, czyli Narodowy Festiwal Imigrantów, którzy przybywali tu od początku XX w. z wielu krajów świata. W tej barwnej imprezie biorą udział wspólnoty popularyzujące kulturę i zwyczaje przywiezione przez przodków ze swoich ojczyzn. Wydarzenie organizowane jest w Parku Narodów (Parque de las Naciones), w którym stoi 14 tradycyjnych domów poszczególnych społeczności imigranckich. Polskę reprezentuje duży, piękny budynek w stylu zakopiańskim. W środku można spróbować lepionych na miejscu pierogów czy golonki lub wypić kieliszek polskiej wódki. Obserwowanie Argentyńczyków z pieczołowitością i zapałem kultywujących tradycje przekazane im przez rodziców lub dziadków to naprawdę wzruszające przeżycie.

 

W Apóstoles znajduje się za to Muzeum Historyczne Jana Szychowskiego (Museo Histórico Juan Szychowski) poświęcone Polakowi, który stworzył jedną z najbardziej znanych na świecie marek produkujących yerba mate – Amandę. Sam zbudował maszyny do mielenia ryżu, mąki kukurydzianej i liści ostrokrzewu paragwajskiego (z tej rośliny powstaje yerba mate) i w latach 20. XX w. rozpoczął produkcję. Dziś torebki z yerba mate z logo tej firmy można kupić praktycznie w każdym zakątku naszego globu.

 

Argentyńczycy piją napar z ostrokrzewu paragwajskiego niemal bez przerwy. Nie rozstają się z mate (naczyniem zrobionym z tykwy, drewna, metali, ceramiki, a nawet plastiku), bombillą (specjalną rurką do picia) i termosem z gorącą wodą, służącą do ponownego zalewania suszu. W Misiones, jak też w Paragwaju i na południu Brazylii, równie popularna jest wersja yerba mate zwana tereré, czyli przygotowywana na zimno, z kostkami lodu, ziołami i często również z sokiem z owoców. Taki napój idealnie orzeźwia w upalne dni! Napar nie tylko odpowiednio się przyrządza, lecz także pija w grupie w określony sposób: każde zalanie suszu przeznaczone zostaje dla jednej osoby, ale wszyscy korzystają z tego samego mate i używają jednej bombilli. Kiedy ktoś wypije swoją porcję, przekazuje naczynie posiadaczowi termosu, a on ponownie je uzupełnia dla następnego członka grupy. I tak trwa to kilka tur, aż yerba mate przestanie nadawać smak wodzie. Jeśli jakaś osoba nie ma już ochoty na picie, gdy oddaje mate, mówi gracias, czyli dziękuję – to znak dla nalewającego, żeby więcej nie wręczał jej naparu.

 

Activa - Turismo de Aventura - Trecking - Tolar Grande Salta

Trekking w okolicy wioski Tolar Grande (ponad 3500 m n.p.m.) w prowincji Salta

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

POCIĄG DO CHMUR I GÓRY

 

Na północy Argentyny znajduje się wiele ciekawych miejsc. W drodze z Misiones na zachód warto się zatrzymać na spacer po mieście Corrientes leżącym nad rzeką Paraná. Kolonialna architektura miesza się tutaj z nowoczesnym budownictwem. Znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest wielki most generała Manuela Belgrano, który łączy Corrientes z miastem Resistencia położonym już w sąsiedniej prowincji – Chaco. Podczas wyprawy na zachód kraju przez tę ostatnią warto zawitać do Salty. Ma ona ciekawą kolonialną zabudowę, ale turystów przyciąga ze względu na swoje położenie. Miasto stanowi dobrą bazę wypadową w Andy, u stóp których leży. W okolicy można wybrać się na trekking, pojeździć na rowerach górskich lub koniach. Popularną atrakcją jest Pociąg do Chmur (Tren a las Nubes). Wprawdzie od dwóch lat nie odjeżdża on już z samej Salty, jednak stąd najłatwiej wyruszyć na wycieczkę. Rano autobus zabiera chętnych do San Antonio de los Cobres, gdzie wsiadają do wagonów. Pociąg wwozi pasażerów na wiadukt La Polvorilla położony na wysokości 4200 m n.p.m. To dzieło inżynierii z lat 30. XX w. stanowi najbardziej malowniczy punkt krótkiej trasy. Wiadukt jest wysoki na 63 m i waży prawie 1,6 tys. t. W założeniu linia kolejowa miała połączyć Argentynę z Chile i służyć mieszkańcom, ale w 1971 r. postanowiono zrobić z niej atrakcję turystyczną, która dziś przyciąga zarówno miłośników kolejnictwa, jak i osoby lubiące piękne górskie widoki. W drodze powrotnej do Salty autobus zatrzymuje się w małej wiosce Santa Rosa de Tastil, przy której znajdują się ruiny XIV- i XV-wiecznego miasta Tastil zbudowanego tylko z kamienia, bez użycia żadnej zaprawy. Pod koniec XV stulecia, zanim dotarli do niego Inkowie, mieszkało tu ponad 2 tys. osób. Ludność ta trudniła się uprawą kwinoa i kukurydzy oraz wypasaniem lam.

 

Z Salty warto się także wybrać na północ, do miasta Jujuy, a właściwie San Salvador de Jujuy, które leży u wejścia do wąwozu Humahuaca (Quebrada de Humahuaca). Ta niezwykła głęboka dolina ma ok. 150 km długości. Zimą jest sucha, a latem wypełnia ją Rzeka Wielka (Río Grande). W 2003 r. Humahuaca trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jedną z największych atrakcji okolicy stanowi Wzgórze Siedmiu Kolorów (Cerro de los Siete Colores), wznoszące się nad małą, urokliwą miejscowością Purmamarca. Swoje barwne warstwy zawdzięcza ono procesom geologicznym. Legenda mówi jednak, że zboczy nie zdobiły kolorowe pasy, gdy powstała Purmamarca. Miejscowym dzieciom zamarzyła się wielobarwna góra, która ożywiłaby okolicę, ale ich rodzice nie chcieli o tym słuchać. Dlatego przez siedem nocy ich pociechy wymykały się z domów i domalowywały kolejne warstwy na skalnych ścianach, dzięki czemu dziś możemy podziwiać ten prawdziwie malowniczy widok. Warto zostać chwilę w Purmamarce i przyjrzeć się spokojnemu życiu tego górskiego miasteczka.

 

Komu będzie jeszcze mało pięknych krajobrazów z górami w roli głównej, powinien zajrzeć do Cafayate, skąd wyrusza się na wycieczki do dolin Calchaquíes (Valles Calchaquíes). Można w nich podziwiać wspaniałe widoki na kolorowe formacje skalne, wśród których dominują wszelkie odcienie pomarańczu. Ze względu na żyzne ziemie okolica słynie z produkcji wyśmienitych win.

 

MIASTO NIEPODLEGŁOŚCI I KOLONIALNA PERŁA

 

Ważne miasto dla Argentyńczyków stanowi San Miguel de Tucumán. To właśnie tutaj 9 lipca 1816 r. podpisano deklarację niepodległości. Co roku, na ten jeden dzień San Miguel de Tucumán zostaje stolicą Argentyny. Szczególnie hucznie obchodzono 200. rocznicę podpisania dokumentu (w 2016 r.) i to nie tylko w tym miejscu. W Buenos Aires przygotowano piękny spektakl przedstawiający najważniejsze wydarzenia z historii kraju. Miałam szczęście zarówno oglądać samo przedstawienie, jak i podziwiać ogromny tłum Argentyńczyków śpiewających znane patriotyczne piosenki wraz z artystami ze sceny. To był naprawdę wzruszający widok!

 

Kolejnym interesującym miejscem jest położona ponad 550 km na południe od San Miguel de Tucumán 1,5-milionowa Córdoba (założona już w 1573 r.). To drugi największy pod względem liczby ludności ośrodek w Argentynie po jej stolicy. Należy do najstarszych kolonialnych miast w kraju – znajduje się tu pierwszy argentyński uniwersytet (Narodowy Uniwersytet w Córdobie – Universidad Nacional de Córdoba, utworzony w 1613 r.). Warto pochodzić wśród historycznej zabudowy i zwiedzić wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzielnicę jezuicką z urokliwą architekturą (Manzana Jesuítica). Jak przystało na ośrodek studencki, w Córdobie kwitnie również życie kulturalne i nocne.

 

Z miasta polecam przenieść się na łono natury – do Parku Narodowego Talampaya leżącego w prowincji La Rioja przy granicy z prowincją San Juan. Można w nim oglądać spektakularny kanion czy niezwykłą formację skalną Talampaya mierzącą 143 m. Do tego obszaru przylega Park Prowincjonalny Ischigualasto (Parque Provincial Ischigualasto, położony już w prowincji San Juan), zwany także Doliną Księżycową (Valle de la Luna) ze względu na nieziemski krajobraz, jaki rozpościera się tu przed oczami przybyłych.

 

KRAINA WINA, STEKÓW I „ASADO”

 

Zarówno prowincje La Rioja i San Juan, jak i Mendoza, Salta, Córdoba czy Catamarca słyną z win. Argentyna jest obecnie szóstym krajem na świecie pod względem wytwarzanych ilości tego produktu. Argentyńczycy piją bardzo dużo czerwonego wina, więc nie ma się co dziwić, że jego butelka bywa tańsza od wody. Poza tym w 2010 r. wino zostało ogłoszone tu narodowym trunkiem, a to zobowiązuje.

 

Kieliszek miejscowego malbecu idealnie pasuje do tutejszych steków wołowych, z których – zasłużenie – ten kraj słynie na całym świecie. Tak wielką popularność temu daniu przyniosła nie tylko wysoka jakość argentyńskiej wołowiny, ale również sposób, w jaki Argentyńczycy potrafią ją przyrządzić. Weekend spędzony ze znajomymi będzie nieważny, jeśli przynajmniej raz nie zorganizuje się asado. Nazwa ta oznacza zarówno spotkanie przy typowym argentyńskim grillu, jak i samo grillowane mięso. Upieczona na ogniu lub nad żarem z węgla drzewnego wołowina z lampką czerwonego wina smakuje wyśmienicie! Do tego podaje się zwykle jakąś zieloną sałatkę i pieczywo, ale dla wielu Argentyńczyków są one tylko niezbyt istotnym dodatkiem. Na ruszcie porcji znajduje się zawsze za dużo, a to dlatego, że jak mawiają niektórzy, asado jest nieudane, jeśli całe mięso zostało zjedzone.

 

R5B 2 - Gourmet - Gastronomia - Asado Buenos Aires

Asado – baranina pieczona w stylu patagońskim z lampką argentyńskiego wina

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

LODOWCE I KONIEC ŚWIATA

 

Autentica - Patrimonio de la Humanidad - Ballenas Puerto Madryn Chubut

W okolicach Puerto Madryn można od czerwca do grudnia podziwiać walenie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

W Argentynie im przemieszczamy się dalej na południe, tym robi się bardziej surowo i zimno, ale i ciekawiej. Patagonia słynie z ogromnych przestrzeni, niezwykłych krajobrazów i swoich letnich wiatrów, które niemal urywają głowy. Ten region leży w strefie ryczących czterdziestek (stałych wiatrów zachodnich o bardzo dużej prędkości wiejących pomiędzy 40 i 50° szerokości geograficznej). Jednym z najbardziej znanych miast tej krainy jest 120-tysięczne San Carlos de Bariloche, położone nad południowym brzegiem pięknego polodowcowego jeziora Nahuel Huapi, na terenie parku narodowego o tej samej nazwie, niedaleko granicy z Chile. W okolicy trudno się nudzić. Latem można wybrać się na trekking w góry lub wyruszyć do któregoś z punktów widokowych, a zimą zjeżdżać na nartach czy snowboardzie na ośnieżonych stokach największego w Argentynie kompleksu narciarskiego. Szczególnie wart uwagi jest lodowiec Czarna Zaspa (Ventisquero Negro) na wygasłym wulkanie Tronador (Cerro Tronador, 3491 m n.p.m.). Woda spływa z niego po wysokim klifie, tworząc malowniczy wodospad.

 

Dla odmiany nad Atlantykiem znajduje się półwysep Valdés. To miejsce, wpisane w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, stanowi ważny obszar ochrony życia morskiego. Można tutaj zobaczyć m.in. walenie południowe (zazwyczaj od maja do grudnia), pingwiny magellańskie, uchatki patagońskie, orki, kotiki południowe, słonie morskie (mirungi) czy toniny (delfiny) czarnogłowe. To prawdziwy raj dla miłośników fauny.

 

Dalej na południe, w Parku Narodowym Lodowców (Parque Nacional Los Glaciares) panuje już wieczna zima. Swoimi granicami obejmuje on Południowy Lądolód Patagoński, który jest trzecim największym lądolodem na ziemi po tych na Antarktydzie i Grenlandii. Na tym terenie znajduje się 49 dużych lodowców (leżących w Argentynie i Chile), w tym najbardziej popularny wśród turystów Perito Moreno (zajmujący powierzchnię ponad 250 km²). Ten ostatni robi naprawdę olbrzymie wrażenie na oglądających – sunie do przodu, stuka, trzeszczy, a bryły wielkości autobusu odłupują się od niego i spadają do wody z hukiem przypominającym wybuch bomby. Do tego ten argentyński lodowiec mieni się odcieniami bieli i błękitu. Perito Moreno ma 5 km szerokości, 30 km długości i wystaje nad poziom jeziora Argentino średnio na wysokość 74 m, czyli mierzy mniej więcej tyle, ile ok. 20-piętrowy budynek! Większa jego część (jeszcze jakieś 100 m) kryje się pod powierzchnią wody. To jeden z niewielu lodowców na świecie, który postępuje zamiast się cofać.

 

Podczas pobytu w tej części Argentyny nie można odpuścić sobie wizyty w 60-tysięcznej Ushuai, uchodzącej za położone najdalej na południe miasto na naszym globie (choć dalej znajduje się jeszcze chilijska miejscowość Puerto Williams). Leży ona na archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego) oddzielonym od kontynentu Cieśniną Magellana. Rejs po Kanale Beagle, podglądanie uchatek patagońskich, amfitryt lamparcich (lampartów morskich), mirung oraz pingwinów królewskich, magellańskich i maskowych (latem), wizyta w Parku Narodowym Ziemia Ognista (Parque Nacional Tierra del Fuego) czy odwiedziny w muzeum morskim (Museo Marítimo) mieszczącym się w dawnym więzieniu (Ushuaia była niegdyś kolonią karną) to obowiązkowe atrakcje turystyczne w tym mieście na końcu świata. Pod względem kulinarnym Ushuaia słynie z wielkich krabów królewskich, które można sobie samemu złowić przed przygotowaniem przez kucharza – takie doświadczenie będzie prawdziwą gratką dla odważnych smakoszy. Wreszcie, to tu kończy się słynna Droga Panamerykańska (hiszp. Carretera Panamericana) wiodąca przez obie Ameryki aż od Alaski (przerwana tylko przez przesmyk Darién) i tutaj następuje kres naszej wspaniałej podróży. Argentyno, do zobaczenia następnym razem!