Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.


Hamburg leży w pobliżu ujścia Łaby do Morza Północnego. Posiada prawa kraju związkowego. Graniczy ze Szlezwikiem-Holsztynem i Dolną Saksonią. Zamieszkuje go niemal 1,8 mln ludzi.


Moin Moin! – tak witają się hamburczycy, obywatele tego najbardziej morskiego z miast nie leżących nad morzem, podzielonego kanałami i połączonego mostami. Znajduje się ich tutaj ok. 2,5 tys., czyli więcej niż w Wenecji, Londynie i Amsterdamie razem wziętych. Hamburg stanowi prawdziwą perłę północnych Niemiec.

W centrum

Suedwestansicht_der_Elbphilharmonie_am_Tag_Raetzke_150826.jpg

12 stycznia 2017 r. ma odbyć się pierwszy koncert w Filharmonii nad Łabą

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/THIES RAETZKE



Zwiedzanie miasta zaczniemy od jego centrum, które wyznacza budynek Hamburger Rathaus. To jeden z najwyższych ratuszy w Europie – jego usytuowana centralnie wieża mierzy 112 m. Znajduje się w nim też więcej komnat i pomieszczeń (aż 647!) niż w słynnym Pałacu Buckingham w Londynie. Gmach, który dziś możemy podziwiać, został oddany do użytku w październiku 1897 r. Poprzednia budowla uległa zniszczeniu w wielkim pożarze z maja 1842 r. Spłonęła wówczas również większa część śródmieścia. Fasada ratusza rozprasza, nie wiadomo, na co patrzeć najpierw. Jest tak bogato zdobiona, że trudno skupić wzrok na jednym elemencie. Między niszami okiennymi umieszczono posągi kolejnych dwudziestu cesarzy I Rzeszy Niemieckiej, począwszy od Karola I Wielkiego (ok. 742 lub 747–814) aż po Franciszka II Habsburga (1768–1835). Dwie cienkie kolumny stojące przed gmachem wieńczą wspaniałe statki.

               
Z placu Ratuszowego (Rathausmarkt) udajemy się nad rzekę Alster, oddaloną od niego zaledwie o kilka kroków. W okolicy brzegu zobaczymy mnóstwo ptactwa wodnego domagającego się poczęstunku. Tutejsze łabędzie – Alsterschwäne–to jeden z najbardziej charakterystycznych symboli Hamburga. Dlatego też od 1818 r. mają swojego opiekuna zwanego Schwanenvater. Ten „ojciec łabędzi” odpowiada za zdrowie ptaków wodnych żyjących w tym rejonie.

               
Kilkadziesiąt metrów dalej na rzece leżą dwa sztuczne jeziora oddzielone dwoma mostami – mniejsze Binnenalster (0,2 km² powierzchni) ze strzelistą fontanną działającą w lecie i większe Außenalster (1,64 km²). To jedna z najatrakcyjniejszych części miasta. Znajdują się tutaj najdroższe hotele i restauracje, słynne pasaże i deptaki handlowe, a także najważniejsze konsulaty czy banki. Budynki są przepiękne, ale i różnorodne. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć choćby na niezwykłą siedzibę grupy ubezpieczeniowej HanseMerkur przy placu Zygfryda Wedellsa (Siegfried-Wedells-Platz 1). Ten przyjazny dla środowiska gmach pełni jednocześnie funkcję miejsca pracy, galerii sztuki i atrakcji turystycznej. Ostatnio odbyła się w nim nawet wystawa zdjęć obecnego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka.

             
 W sezonie na Außenalster ujrzymy mnóstwo białych żagli. W tej okolicy działają liczne szkółki żeglarskie i istnieją przystanie wioślarskie. Wzdłuż brzegów akwenu rozciąga się Alsterpark, do którego przybywają tłumnie hamburczycy, aby wypocząć wśród zieleni. Można w nim pospacerować 1,5-kilometrową promenadą lub usiąść w jednej z kawiarni. Wiosną kwitną tu wiśnie, a wieczorami mieszkańcy spędzają czas z przyjaciółmi i znajomymi. To bardzo popularne miejsce spotkań towarzyskich do białego rana. Alsterpark przypomina Hyde Park w Londynie czy Central Park w Nowym Jorku.

               
Ta część Hamburga tętni życiem w dzień i w nocy. Nawet zimą, gdy jeziora zamarzają, ludzie przychodzą na łyżwy lub po prostu na spacer po lodzie. Polecam szczególnie rejs statkiem wycieczkowym tzw. białej floty (Weiße Flotte), dzięki któremu zwiedzimy oba akweny.             

Stare magazyny i nowe nabrzeże

 

Usytuowane wzdłuż kanałów ceglane spichlerze portowe w Speicherstadt

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/CHRISTIAN SPAHRBIER



Zupełnie inaczej wygląda Miasto Spichrzów (Speicherstadt). Ta historyczna dzielnica Hamburga została wpisana w lipcu 2015 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy nie kryli dużej radości z tego faktu. Tutejsze charakterystyczne magazyny z czerwonej cegły powstawały od lat 80. XIX w. na potrzeby rozwijającego się portu wolnocłowego. Jest ich ok. 100 i ciągną się na długości mniej więcej 1,5 km. Każdy taki spichlerz ma dwa wejścia – od strony ulicy i kanału. Dawniej składowano tutaj sprowadzane z całego świata towary, takie jak kawę, herbatę, kakao, przyprawy czy tytoń. Dziś Miasto Spichrzów wypełniają ciekawe placówki wystawiennicze, np. Miniatur Wunderland, siedziby firm, ale i magazyny. To niezmiernie urokliwy zakątek Hamburga. Stworzono w nim sieć praktycznych mostów i kładek, które w razie wysokiego poziomu wody pozwalają przemieszczać się po okolicy suchą stopą.

               
Podczas wędrówki uliczkami Miasta Spichrzów musimy w końcu dojść do nowoczesnej dzielnicy HafenCity. Na tym obszarze realizuje się jeden z największych projektów miejskich w Europie (zajmujący powierzchnię ok. 2,4 km²!), który polega na przekształceniu starego nabrzeża przemysłowego we współczesną przestrzeń architektoniczną. W jego ramach do ok. 2020–2030 r. powstaną biurowce mogące pomieścić 40 tys. pracowników, budynki mieszkalne dla 12 tys. osób, hotele i sklepy. Symbolem tego miejsca jest Filharmonia nad Łabą (Elbphilharmonie), futurystyczny budynek osiągający wysokość 110 m. W 2015 r. zniknęły stąd wreszcie dźwigi budowlane, będące od kwietnia 2007 r. niemalże stałym elementem krajobrazu w tym rejonie. Na dachu dawnego magazynu kakao została wzniesiona szklana kopuła przypominająca namiot. W największej sali koncertowej obiektu (Großer Konzertsaal) ma zmieścić się 2100 widzów. Na razie wciąż trwają tu prace (ich zakończenie przewiduje się na początek listopada 2016 r.), więc póki co pomniejszoną wersję Filharmonii nad Łabą można podziwiać w Miniatur Wunderland. Makieta powstała w zaledwie… 364 dni.

               
HafenCity zmieniło się już we wspaniałą dzielnicę. Ceny apartamentów i powierzchni biurowych osiągają tutaj niebotyczny poziom. Szklane budynki zajmują światowe korporacje i każdy, kogo stać na prestiż mieszkania w takim miejscu. W centrum tego rejonu miasta znajdują się marina, przystań statków wycieczkowych i wygodne platformy do odpoczynku, na których można uciąć sobie popołudniową drzemkę lub urządzić piknik, duży plac zabaw i oddane do użytku w listopadzie 2012 r. dwie stacje metra – Überseequartier i HafenCity Universität. Bardzo lubię spacerować po tej dzielnicy.

Port i okolice

VOF_03_q_064.jpg

5–8 maja 2016 r. port w Hamburgu będzie świętował swoje 827. urodziny

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/CHRISTIAN SPAHRBIER



Pora udać się do najchętniej odwiedzanej przez turystów części Hamburga, czyli portu. Od zawsze był on dla hamburczyków oknem na świat i jednocześnie zapewniał im dobrobyt. Dziś cumują w nim największe kontenerowce na ziemi. Ten drugi co do wielkości port w Europie (po holenderskim Rotterdamie) zajmuje wraz z wodami obszar o powierzchni ok. 74 km2, co stanowi aż 9,8 proc. terytorium miasta. Wystarczy wysiąść z wagonu szybkiej kolejki miejskiej (S-Bahn) lub metra (U-Bahn) na stacji Landungsbrücken i wejść na pokład jednej z licznych łodzi oferujących wycieczki po kanałach, aby po kilku minutach znaleźć się pod rufą olbrzymiego statku. Ogromny kontenerowiec robi z bliska niezmiernie duże wrażenie. Polecam też każdemu powrót w te okolice o zachodzie słońca. Dźwigi portowe wyglądają wówczas niesamowicie, a zapalające się światła rozbudzają marzenia o dalekich podróżach.

               
Życie toczy się tu przez całą dobę. Jeszcze na początku XX w. Hamburg był największym portem świata. Stąd odpływały do Ameryki statki z emigrantami marzącymi o nowej, lepszej przyszłości. Z kolei schodzący na ląd marynarze szukali prostych uciech. To z myślą o nich przy ulicy Reeperbahn przybywało karczm i domów publicznych. Te ostatnie działają w tym miejscu i dziś, a wielu turystów traktuje ten punkt na mapie jako obowiązkowy, choć według mnie hamburska dzielnica czerwonych latarni – St. Pauli – nie jest warta grzechu. Mimo to bez wątpienia stanowi ona centrum życia nocnego. Jej ulice wypełniają kluby ze striptizem, domy publiczne, sex-shopy i lokale z występami dla dorosłych. Mnóstwo tutaj również teatrów rewiowych, dyskotek, kasyn, restauracji i klubów muzycznych. Natomiast założony w 1910 r. klub piłkarski FC St. Pauliuchodzi za jeden z symboli całego miasta.

               
Co ciekawe, w tej dzielnicy Hamburga często występował zespół The Beatles, zanim jeszcze stał się sławny. Przy ulicy Große Freiheit działał w latach 1962–1969 popularny wśród miłośników muzyki rockowej Star-Club. Beatlesi grali w nim od 13 kwietnia do 31 maja, od 1 do 14 listopada i od 18 do 31 grudnia 1962 r. Dziś można zobaczyć w tym miejscu tablicę upamiętniającą ten fakt. Od 11 września 2008 r. na tutejszym placu (Beatles-Platz) w kształcie płyty winylowej stoją figury członków brytyjskiej grupy.

             
Kierujemy się na wschód od St. Pauli-Landungsbrücken („Pomostów St. Pauli”) do moich dwóch ulubionych muzealnych statków. Pierwszy z nich to pomalowany na zielono trójmasztowiec z 1896 r. Rickmer Rickmers,symbol miasta. W swoim czasie pływał na trasach międzykontynentalnych. Obecnie każdy może stanąć za jego sterem. Latem warto zajrzeć do miejscowej restauracji i posiedzieć w cieniu tego majestatycznego żaglowca.

             
Nieco dalej stoi frachtowiec z 1961 r. Cap San Diego. Jego smukła, biała sylwetka robi duże wrażenie, szczególnie w zamglone wieczory, gdy snop mocnego światła dziobowego przebija ciemność. Choć „biały łabędź południowego Atlantyku”, jak bywał nazywany ten okręt, stoi tu nieprzerwanie od 1986 r., wydaje się być gotowy do podróży w każdej chwili. Na pokładzie statku można też przenocować. Wystarczy wcześniej zgłosić taką chęć pracownikom muzeum.

            
Jeżeli uda nam się przebić przez tłum turystów, z tego miejsca powinniśmy wypatrzeć drogowskazy kierujące na Targ Rybny Hamburg-Altona (Fischmarkt Hamburg-Altona). Po drodze zapewne zauważymy po prawej stronie wejście do zabytkowego tunelu łączącego oba brzegi Łaby. St. Pauli-Elbtunnel (Alter Elbtunnel) został oddany do użytku w 1911 r. i według niektórych osób przypomina bardzo długą łazienkę, a to ze względu na fakt, że cały wyłożony jest kaflami. Ma on 426,5 m długości i znajduje się na głębokości 24 m. Na początku XX w. jego konstrukcja należała do najnowocześniejszych rozwiązań technicznych na świecie. Uwagę przykuwa również ciemna bryła umieszczona w wodach Łaby. ToU-434 z 1976 r., największa na ziemi łódź podwodna z konwencjonalnym napędem. Dni chwały jako jednostka B-515 marynarki wojennej ZSRR ma już za sobą. Obecnie funkcjonuje w niej muzeum. Wizyta w nim będzie gratką dla osób interesujących się historią, marynistyką i radziecką myślą techniczną. Nie polecam natomiast zwiedzania wnętrza łodzi turystom z klaustrofobią.

               
W końcu dochodzimy do historycznej Hali Aukcji Rybnych (Fischauktionshalle), której dzieje sięgają 1894 r.To tutaj w każdą niedzielę odbywa się legendarny hamburski targ rybny, istniejący już od 1703 r. Niestety, aby go odwiedzić, trzeba wstać wcześnie rano. Stoiska czynne są w godzinach od 5.00 (kwiecień–październik) lub 6.00 (listopad–marzec) do 9.30. Oprócz ryb i przetworów rybnych, świeżych warzyw i owoców można kupić na nich także pamiątki i ubrania. Każdy turysta pragnący poznać prawdziwe oblicze Hamburga powinien odwiedzić to charakterystyczne miejsce.

               
Za Fischauktionshalle, niedaleko przystanku tramwaju wodnego znajduje się nowoczesny szklany biurowiec Dockland, który przypomina swoim kształtem statek. Największą atrakcją tego budynku jest możliwość wejścia na dach po zewnętrznych schodach. Z jego wysokości rozpościera się niesamowity widok na okolice portu. Polecam wybrać się tu o zachodzie słońca i po zmroku, kiedy zarówno sam biurowiec nad Łabą, jak i wszystko wokół rozbłyska światłami.


Spotkanie z kulturą

3881.jpg

Heinrich-Hertz-Turm, wieża radiowo-telekomunikacyjna koło Planten un Blomen

©DZT/PLANTEN UN BLOMEN/MICHAEL PASDZIOR



Dla mnie Hamburg to przede wszystkim miasto wielu kultur i języków. Kocham go za ogromne zielone parki, tysiące ścieżek rowerowych i uśmiechy przechodniów. Dzieci uczą się tutaj tolerancji już od najmłodszych lat – bardzo często chodzą do jednej klasy z kolegami z różnych stron świata.

              
Warto poznać też kulturalne oblicze Hamburga. Współcześnie działa w nim ok. 60 teatrów, 30 kin, 100 klubów muzycznych i 60 muzeów. Co ciekawe, niemiecki ośrodek stanowi trzecie miasto musicalowe na świecie po Nowym Jorku i Londynie. To tu znajduje się najwięcej w Niemczech dużych sal koncertowych. Hamburg tętni życiem. Jego puls czuć nawet w najmniej oczywistych miejscach. W samym centrum miasta, w pobliżu dworca kolejowego Hamburg Dammtor leży duży park Planten un Blomen („Rośliny i Kwiaty”) o powierzchni 0,47 km². Słynie on z darmowych spektakli typu światło, woda i dźwięk odbywających się codziennie od maja do sierpnia o godz. 22.00 i od września do października o godz. 21.00. Podczas półgodzinnego pokazu usłyszymy utwory muzyki klasycznej lub filmowej, a także tango. Czasem można odnieść wrażenie, że niemal wszyscy hamburczycy spotykają się w tym parku, aby nasycić oczy niezwykłym widowiskiem. Na terenie Planten un Blomen organizuje się również liczne przedstawienia teatralne i koncerty. Mieści się tutaj też jeden z największych ogrodów japońskich w Europie (Japanischer Garten), w którym niekiedy w specjalnym pawilonie (Teehaus) odbywa się ceremonia parzenia herbaty.

               
Rodzinom z dziećmi spodoba się za to na pewno rozległy Park Miejski (Stadtpark Hamburg) o powierzchni 1,48 km². Na jego obszarze wyznaczono mnóstwo miejsc piknikowych i stanowisk odpowiednich do rozpalenia grilla. Oprócz tego można w tej okolicy pograć w piłkę lub uprawiać jogging, skorzystać z kilku placów zabaw i pływalni, a latem przyprowadzić maluchy do specjalnie dla nich przygotowanego basenu. Tu także weźmiemy udział w licznych koncertach i imprezach. W Parku Miejskim znajduje się Planetarium z muzeum, salami wykładowymi i teatrem. Nocny obraz nieba wyświetlany jest na kopule o średnicy ok. 21 m. Niestety, z uwagi na rozpoczętą właśnie wielką rozbudowę ta interesująca placówka zamknięta jest dla zwiedzających do stycznia 2017 r.

MUZEA

Warte zwiedzenia w Hamburgu są też stałe ekspozycje. Nieważne, ile mamy lat, z pewnością zachwyci nas wspomniana wystawa Miniatur Wunderland, nazywana „Krainą Cudów”. To największa na świecie makieta kolejarska. W jej ramach stworzono już m.in. ok. 16 tys. m szyn, 15 tys. wagonów, a najdłuższy z mniej więcej 1 tys. pociągów ciągnie się aż na 14,51 m. Zobaczymy tutaj 9 sekcji tematycznych z pomniejszonymi wersjami masywu górskiego Harz, Austrii, Hamburga, amerykańskich atrakcji turystycznych – Wielkiego Kanionu Kolorado, Las Vegas, Gór Skalistych, Miami, Parku Narodowego Everglades, Strefy 51, przylądka Canaveral, a także Danii, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Szwajcarii i międzynarodowego lotniska, a niedługo (w 2017 r.) również i odwzorowanie Włoch. Miniaturowe statki pływają, samoloty latają, a pociągi i samochody jeżdżą nawet pod naszymi stopami. W tej krainie marzeń, ukrytych skarbów, elfów i nurkujących krów trzeba spędzić przynajmniej kilka godzin. Bilety najlepiej zarezerwować na określoną godzinę (13 euro dla dorosłych i 6,50 euro dla dzieci poniżej 16 lat) za pośrednictwem strony internetowej (www.miniatur-wunderland.com), ponieważ w sezonie chętnych na zwiedzanie bywa tak dużo, że nie wszyscy zostają wpuszczeni do środka.

               
Jeśli ktoś po wizycie w Miniatur Wunderland stwierdzi, że widział już wszystko, powinien zajrzeć jeszcze do Międzynarodowego Muzeum Morskiego (Internationales Maritimes Museum), a będzie przecierać oczy ze zdumienia. Ogromny zbiór modeli statków czy fotografii może spowodować zawrót głowy u odwiedzających. Jednak to tylko niewielka część kolekcji tej wspaniałej placówki, której wnętrza najlepiej przemierzać od ostatniego piętra do pierwszego. W kolejnych salach przedstawiono związek człowieka z morzem od dawnych czasów do współczesności. Nie brakuje również historii najnowszej i opisów badań nad wpływem wielkich zbiorników wodnych na życie naszej planety. W muzeum obejrzymy także sztukę marynistyczną, mundury i broń oraz ekspozycję poświęconą Klausowi Störtebekerowi (ok. 1360–1401). Ten słynny pirat dowodził tzw. Braciami Witalijskimi (Likedeelers) wynajętymi początkowo przez króla szwedzkiego Albrechta Meklemburskiego (ok. 1338–1412) przeciwko królowej Danii Małgorzacie I (1353–1412). Legenda „dzielącego po równo” dobrego rozbójnika jest wciąż żywa, a w całym mieście jego imię ujrzymy w wielu miejscach.

               
Z kolei Muzeum Hamburga(Hamburg Museum)zabiera swoich gości w podróż do przeszłości. Zobaczymy w nim np. dom kupca i schron przeciwlotniczy, strażaków gaszących kolejny pożar miejskich budynków i karczmę z dzielnicy portowej. Choć ten obiekt nie bywa zbyt często wymieniany w przewodnikach, przyjemnie tu uciec od zgiełku na ulicy i tłumów na nabrzeżu.

Nie tylko kościoły

Panoramę Hamburga wyznaczają wieże jego pięciu najważniejszych budowli sakralnych (tzw. Hamburger Hauptkirchen). Najbardziej znane wśród nich to Kościół Główny św. Michała (Hauptkirche Sankt Michaelis), Kościół Główny św. Mikołaja (Ehemalige Hauptkirche Sankt Nikolai) oraz Kościół Główny św. Piotra (Hauptkirche Sankt Petri). Na wszystkich trzech znajdują się platformy widokowe, z których można podziwiać miasto.

               
Kościół Główny św. Michała, nazywany pieszczotliwie Michel, należy do najsłynniejszych hamburskich obiektów architektonicznych. Zakończona miedzianą kopułą ponad 132-metrowa barokowa wieża świątyni od stuleci stanowiła pierwszy rozpoznawalny punkt w krajobrazie Hamburga dla ludzi przybywających od strony morza. Z tarasu widokowego umieszczonego na wysokości 83 m pod hełmem rozciągają się fantastyczne widoki. Wejdziemy na niego po 453 schodach lub wjedziemy windą zamontowaną w 1907 r.

               
W latach 1874–1876 Kościół Główny św. Mikołaja był najwyższą budowlą na świecie – jego wieża miała 147,3 m. W czasie II wojny światowej odegrał jednak zupełnie nieoczekiwaną rolę. Ze względu na swoje rozmiary stał się punktem orientacyjnym i tym samym celem nalotów dywanowych wojsk alianckich. 28 lipca 1943 r. w uszkodzonej świątyni zapadł się dach. Wnętrze uległo zniszczeniu, ale ściany i wieża ocalały. Po zakończeniu wojny postanowiono nie odbudowywać kościoła, aby ruiny budowli przypominały o jej ofiarach. Od 2005 r. można tutaj wjechać windą na wysokość 75,3 m. Rozpościerający się stąd widok na Miasto Spichrzów i okolice zapiera dech w piersiach.

               
Zupełnie niezwykłe miejsce stanowi też Friedhof Ohlsdorf, największy na świecie cmentarz niewojskowy (391 ha powierzchni). Od 1877 r. odbyło się na nim już ponad 1,5 mln pogrzebów. Po terenie nekropolii kursują dwie linie autobusowe (170 i 270) z 25 przystankami.

Sport, rozrywka i kuchnia

Drużyna piłki nożnej Hamburskiego Klubu Sportowego (Hamburger Sport-Verein, w skrócie HSV), założonego w 1887 r., gra w Bundeslidze nieprzerwanie od 1963 r. Choć lata jej świetności minęły już dawno, nie oznacza to, że nie można jej kibicować całym sercem. To prawdopodobnie jedyny klub, który nie ma w swoim logo żadnych liczb ani liter. Charakterystyczny biało-czarny romb na niebieskim tle ujrzymy w Hamburgu niemal wszędzie. Zwiedzanie należącego do HSV 57-tysięcznego Volksparkstadion (Imtech Arena) odbywa się wyłącznie z przewodnikiem (również w języku angielskim). Za prywatną wycieczkę zapłacimy 35 euro, do czego musimy dodać jeszcze koszt biletów.

               
Miliony osób spragnionych rozrywki odwiedzają Hamburger DOM. Ten niesamowity lunapark jest czynny w ciągu roku w wyznaczonych terminach. Jego atrakcje naprawdę warte są swojej ceny, dlatego lepiej wybrać się tu z większą sumą pieniędzy, zwłaszcza że zabawa wciąga.

               
Wbrew pozorom specjalności Hamburga nie stanowią hamburgery. W mieście króluje raczej prosta kuchnia. Wielu Niemców spędza poranki w piekarniach oferujących nie tylko świeże pieczywo, ale przede wszystkim śniadania. Lokalnym przysmakiem są słodkie bułeczki z ciasta francuskiego z cynamonem, tzw. Franzbrötchen. Wielką popularnością cieszą się też kanapki z surowym mięsem mielonym (metką tatarską), cebulą, solą i pieprzem. Na lunch jada się np. Currywurst, czyli gotowaną kiełbasę polaną ketchupem i posypaną dużą ilością curry. Często serwuje się także rybę w bułce (Fischbrötchen) i słynną sałatkę ziemniaczaną (Kartoffelsalat).

Komunikacja miejska

Hamburg jest krainą rowerów. Miejscowi jeżdżą nimi praktycznie przez okrągły rok. W mieście znajduje się wiele wypożyczalni jednośladów. Jeśli zamierzamy z nich skorzystać, sprawdźmy najpierw, jakie zasady obowiązują w konkretnych punktach.

             
Metro (U-Bahn), szybka kolejka miejska (S-Bahn), tramwaje wodne HVV i autobusy stanowią najlepsze środki transportu w Hamburgu. Jeżeli planujemy przemieszczać się w grupie 2–5 osób, najkorzystniej będzie kupić 9-Uhr-Gruppenkarte. Jej koszt w 2015 r. to 11,20 euro. Karta jest ważna od godz. 9.00 do 6.00 następnego dnia w okresie od poniedziałku do piątku i całą dobę w weekendy. Cena biletu dla jednej osoby dorosłej obowiązującego w tych samych godzinach (9-Uhr-Tageskarte) wynosi 6 euro, a całodziennego (Ganztageskarte) – 7,50 euro. Koszt pojedynczego przejazdu zależy od długości wybranej trasy. Informacje na ten temat znajdziemy na stronie internetowej www.hvv.de. Osoby chcące spędzić w mieście jeden dzień lub kilka powinny zastanowić się nad zakupem Hamburg CARD. W jej cenę (od 9,5 euro) wliczone są przejazdy komunikacją miejską oraz zniżki na bilety wstępu do galerii i muzeów.

               
Jak widać, poruszanie się po Hamburgu jest łatwe i przyjemne. To jednak tylko jedna z wielu rzeczy, które zachęcają do odwiedzenia tej pełnej atrakcji prawdziwej perły północnych Niemiec.

Artykuły wybrane losowo

Argentyna - podróż życia

EMILIA GRZESIK

 

<< Tam, gdzie strzeliste szczyty łaskoczą niebo, ziarnka piasku ścigają się z wiatrem przez bezkresne równiny Patagonii, a Ocean Spokojny konkuruje z Atlantykiem – tam rodzi się przygoda. Wytrwałość podróżników przemierzających setki kilometrów surowej patagońskiej ziemi i odwaga żeglarzy wpływających w zdradliwe wody Cieśniny Magellana lub okolic przylądka Horn nabierają zupełnie nowego znaczenia, kiedy podziwiamy majestat andyjskich lodowców. Krajobrazy południowej Argentyny należą do jednych z najbardziej spektakularnych na naszej planecie. Dla mnie Patagonia wraz z Ziemią Ognistą stanowią wręcz symbole wielkich wypraw życia. >>

Południowoamerykańska Republika Argentyńska to kraj bardzo zróżnicowany. Ze względu na jego specyficzne położenie występuje tu kilka stref klimatycznych. Ukształtowanie terenu również nie jest jednolite: wschodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, a zachodnią – wysokie Andy. Pomiędzy nimi rozciągają się bezkresne równiny i porośnięta trawą pampa, na której pasie się bydło. To stąd pochodzi najlepsza na świecie argentyńska wołowina, królowa popularnego asado, czyli tradycyjnego grilla dla rodziny i przyjaciół (barbecue).

W moich oczach Argentyna zawsze była ziemią poszukiwaczy nowych lądów. Dlatego też by poczuć się jak oni, postanowiłam wyruszyć na jej najdalej wysunięty na południe kraniec, stanąć na brzegu kontynentu i rzucić wyzwanie nieznanemu.

Więcej…

Euro 2012 – szczęśliwa trzynastka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 


   FOT STADION.LVIV.UA

Milowymi krokami zbliżają się XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, oficjalnie UEFA EURO 2012™. Do ich rozpoczęcia pozostało już jedynie kilkadziesiąt dni. Odbędą się one w Polsce i na Ukrainie od 8 czerwca do 1 lipca br. Jest to największa impreza sportowa na Starym Kontynencie i trzecia – pod względem zainteresowania kibiców i widzów – na całym globie (po Letnich Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej). Turniej zacznie się na Stadionie Narodowym w Warszawie i zakończy na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mistrzostwa zagoszczą jeszcze na 6 innych obiektach piłkarskich: Stadionie Miejskim we Wrocławiu, PGE Arenie w Gdańsku, Stadionie Miejskim w Poznaniu, Donbass Arenie w Doniecku, Stadionie Metalist w Charkowie oraz Arenie Lwów we Lwowie. Większość z 8 miast gospodarzy UEFA EURO 2012™, a także centrów pobytowych, ośrodków treningowych reprezentacji narodowych uczestniczących w turnieju, jak np. Kraków, Kołobrzeg, Jachranka, Sopot czy Wieliczka, to popularne kierunki turystyczne. Podczas mistrzostw rozegranych zostanie 31 meczów, w tym 15 w naszym kraju. W imprezie uczestniczyć będzie 16 drużyn. W Polsce zamieszka w sumie 13 reprezentacji narodowych, a na Ukrainie tylko 3. Z tego powodu to właśnie do nas, a nie do naszych wschodnich sąsiadów, przyjedzie zdecydowanie więcej kibiców piłkarskich i turystów z całej Europy (i nie tylko!).

Więcej…

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.