Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.


Hamburg leży w pobliżu ujścia Łaby do Morza Północnego. Posiada prawa kraju związkowego. Graniczy ze Szlezwikiem-Holsztynem i Dolną Saksonią. Zamieszkuje go niemal 1,8 mln ludzi.


Moin Moin! – tak witają się hamburczycy, obywatele tego najbardziej morskiego z miast nie leżących nad morzem, podzielonego kanałami i połączonego mostami. Znajduje się ich tutaj ok. 2,5 tys., czyli więcej niż w Wenecji, Londynie i Amsterdamie razem wziętych. Hamburg stanowi prawdziwą perłę północnych Niemiec.

W centrum

Suedwestansicht_der_Elbphilharmonie_am_Tag_Raetzke_150826.jpg

12 stycznia 2017 r. ma odbyć się pierwszy koncert w Filharmonii nad Łabą

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/THIES RAETZKE



Zwiedzanie miasta zaczniemy od jego centrum, które wyznacza budynek Hamburger Rathaus. To jeden z najwyższych ratuszy w Europie – jego usytuowana centralnie wieża mierzy 112 m. Znajduje się w nim też więcej komnat i pomieszczeń (aż 647!) niż w słynnym Pałacu Buckingham w Londynie. Gmach, który dziś możemy podziwiać, został oddany do użytku w październiku 1897 r. Poprzednia budowla uległa zniszczeniu w wielkim pożarze z maja 1842 r. Spłonęła wówczas również większa część śródmieścia. Fasada ratusza rozprasza, nie wiadomo, na co patrzeć najpierw. Jest tak bogato zdobiona, że trudno skupić wzrok na jednym elemencie. Między niszami okiennymi umieszczono posągi kolejnych dwudziestu cesarzy I Rzeszy Niemieckiej, począwszy od Karola I Wielkiego (ok. 742 lub 747–814) aż po Franciszka II Habsburga (1768–1835). Dwie cienkie kolumny stojące przed gmachem wieńczą wspaniałe statki.

               
Z placu Ratuszowego (Rathausmarkt) udajemy się nad rzekę Alster, oddaloną od niego zaledwie o kilka kroków. W okolicy brzegu zobaczymy mnóstwo ptactwa wodnego domagającego się poczęstunku. Tutejsze łabędzie – Alsterschwäne–to jeden z najbardziej charakterystycznych symboli Hamburga. Dlatego też od 1818 r. mają swojego opiekuna zwanego Schwanenvater. Ten „ojciec łabędzi” odpowiada za zdrowie ptaków wodnych żyjących w tym rejonie.

               
Kilkadziesiąt metrów dalej na rzece leżą dwa sztuczne jeziora oddzielone dwoma mostami – mniejsze Binnenalster (0,2 km² powierzchni) ze strzelistą fontanną działającą w lecie i większe Außenalster (1,64 km²). To jedna z najatrakcyjniejszych części miasta. Znajdują się tutaj najdroższe hotele i restauracje, słynne pasaże i deptaki handlowe, a także najważniejsze konsulaty czy banki. Budynki są przepiękne, ale i różnorodne. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć choćby na niezwykłą siedzibę grupy ubezpieczeniowej HanseMerkur przy placu Zygfryda Wedellsa (Siegfried-Wedells-Platz 1). Ten przyjazny dla środowiska gmach pełni jednocześnie funkcję miejsca pracy, galerii sztuki i atrakcji turystycznej. Ostatnio odbyła się w nim nawet wystawa zdjęć obecnego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka.

             
 W sezonie na Außenalster ujrzymy mnóstwo białych żagli. W tej okolicy działają liczne szkółki żeglarskie i istnieją przystanie wioślarskie. Wzdłuż brzegów akwenu rozciąga się Alsterpark, do którego przybywają tłumnie hamburczycy, aby wypocząć wśród zieleni. Można w nim pospacerować 1,5-kilometrową promenadą lub usiąść w jednej z kawiarni. Wiosną kwitną tu wiśnie, a wieczorami mieszkańcy spędzają czas z przyjaciółmi i znajomymi. To bardzo popularne miejsce spotkań towarzyskich do białego rana. Alsterpark przypomina Hyde Park w Londynie czy Central Park w Nowym Jorku.

               
Ta część Hamburga tętni życiem w dzień i w nocy. Nawet zimą, gdy jeziora zamarzają, ludzie przychodzą na łyżwy lub po prostu na spacer po lodzie. Polecam szczególnie rejs statkiem wycieczkowym tzw. białej floty (Weiße Flotte), dzięki któremu zwiedzimy oba akweny.             

Stare magazyny i nowe nabrzeże

 

Usytuowane wzdłuż kanałów ceglane spichlerze portowe w Speicherstadt

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/CHRISTIAN SPAHRBIER



Zupełnie inaczej wygląda Miasto Spichrzów (Speicherstadt). Ta historyczna dzielnica Hamburga została wpisana w lipcu 2015 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy nie kryli dużej radości z tego faktu. Tutejsze charakterystyczne magazyny z czerwonej cegły powstawały od lat 80. XIX w. na potrzeby rozwijającego się portu wolnocłowego. Jest ich ok. 100 i ciągną się na długości mniej więcej 1,5 km. Każdy taki spichlerz ma dwa wejścia – od strony ulicy i kanału. Dawniej składowano tutaj sprowadzane z całego świata towary, takie jak kawę, herbatę, kakao, przyprawy czy tytoń. Dziś Miasto Spichrzów wypełniają ciekawe placówki wystawiennicze, np. Miniatur Wunderland, siedziby firm, ale i magazyny. To niezmiernie urokliwy zakątek Hamburga. Stworzono w nim sieć praktycznych mostów i kładek, które w razie wysokiego poziomu wody pozwalają przemieszczać się po okolicy suchą stopą.

               
Podczas wędrówki uliczkami Miasta Spichrzów musimy w końcu dojść do nowoczesnej dzielnicy HafenCity. Na tym obszarze realizuje się jeden z największych projektów miejskich w Europie (zajmujący powierzchnię ok. 2,4 km²!), który polega na przekształceniu starego nabrzeża przemysłowego we współczesną przestrzeń architektoniczną. W jego ramach do ok. 2020–2030 r. powstaną biurowce mogące pomieścić 40 tys. pracowników, budynki mieszkalne dla 12 tys. osób, hotele i sklepy. Symbolem tego miejsca jest Filharmonia nad Łabą (Elbphilharmonie), futurystyczny budynek osiągający wysokość 110 m. W 2015 r. zniknęły stąd wreszcie dźwigi budowlane, będące od kwietnia 2007 r. niemalże stałym elementem krajobrazu w tym rejonie. Na dachu dawnego magazynu kakao została wzniesiona szklana kopuła przypominająca namiot. W największej sali koncertowej obiektu (Großer Konzertsaal) ma zmieścić się 2100 widzów. Na razie wciąż trwają tu prace (ich zakończenie przewiduje się na początek listopada 2016 r.), więc póki co pomniejszoną wersję Filharmonii nad Łabą można podziwiać w Miniatur Wunderland. Makieta powstała w zaledwie… 364 dni.

               
HafenCity zmieniło się już we wspaniałą dzielnicę. Ceny apartamentów i powierzchni biurowych osiągają tutaj niebotyczny poziom. Szklane budynki zajmują światowe korporacje i każdy, kogo stać na prestiż mieszkania w takim miejscu. W centrum tego rejonu miasta znajdują się marina, przystań statków wycieczkowych i wygodne platformy do odpoczynku, na których można uciąć sobie popołudniową drzemkę lub urządzić piknik, duży plac zabaw i oddane do użytku w listopadzie 2012 r. dwie stacje metra – Überseequartier i HafenCity Universität. Bardzo lubię spacerować po tej dzielnicy.

Port i okolice

VOF_03_q_064.jpg

5–8 maja 2016 r. port w Hamburgu będzie świętował swoje 827. urodziny

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/CHRISTIAN SPAHRBIER



Pora udać się do najchętniej odwiedzanej przez turystów części Hamburga, czyli portu. Od zawsze był on dla hamburczyków oknem na świat i jednocześnie zapewniał im dobrobyt. Dziś cumują w nim największe kontenerowce na ziemi. Ten drugi co do wielkości port w Europie (po holenderskim Rotterdamie) zajmuje wraz z wodami obszar o powierzchni ok. 74 km2, co stanowi aż 9,8 proc. terytorium miasta. Wystarczy wysiąść z wagonu szybkiej kolejki miejskiej (S-Bahn) lub metra (U-Bahn) na stacji Landungsbrücken i wejść na pokład jednej z licznych łodzi oferujących wycieczki po kanałach, aby po kilku minutach znaleźć się pod rufą olbrzymiego statku. Ogromny kontenerowiec robi z bliska niezmiernie duże wrażenie. Polecam też każdemu powrót w te okolice o zachodzie słońca. Dźwigi portowe wyglądają wówczas niesamowicie, a zapalające się światła rozbudzają marzenia o dalekich podróżach.

               
Życie toczy się tu przez całą dobę. Jeszcze na początku XX w. Hamburg był największym portem świata. Stąd odpływały do Ameryki statki z emigrantami marzącymi o nowej, lepszej przyszłości. Z kolei schodzący na ląd marynarze szukali prostych uciech. To z myślą o nich przy ulicy Reeperbahn przybywało karczm i domów publicznych. Te ostatnie działają w tym miejscu i dziś, a wielu turystów traktuje ten punkt na mapie jako obowiązkowy, choć według mnie hamburska dzielnica czerwonych latarni – St. Pauli – nie jest warta grzechu. Mimo to bez wątpienia stanowi ona centrum życia nocnego. Jej ulice wypełniają kluby ze striptizem, domy publiczne, sex-shopy i lokale z występami dla dorosłych. Mnóstwo tutaj również teatrów rewiowych, dyskotek, kasyn, restauracji i klubów muzycznych. Natomiast założony w 1910 r. klub piłkarski FC St. Pauliuchodzi za jeden z symboli całego miasta.

               
Co ciekawe, w tej dzielnicy Hamburga często występował zespół The Beatles, zanim jeszcze stał się sławny. Przy ulicy Große Freiheit działał w latach 1962–1969 popularny wśród miłośników muzyki rockowej Star-Club. Beatlesi grali w nim od 13 kwietnia do 31 maja, od 1 do 14 listopada i od 18 do 31 grudnia 1962 r. Dziś można zobaczyć w tym miejscu tablicę upamiętniającą ten fakt. Od 11 września 2008 r. na tutejszym placu (Beatles-Platz) w kształcie płyty winylowej stoją figury członków brytyjskiej grupy.

             
Kierujemy się na wschód od St. Pauli-Landungsbrücken („Pomostów St. Pauli”) do moich dwóch ulubionych muzealnych statków. Pierwszy z nich to pomalowany na zielono trójmasztowiec z 1896 r. Rickmer Rickmers,symbol miasta. W swoim czasie pływał na trasach międzykontynentalnych. Obecnie każdy może stanąć za jego sterem. Latem warto zajrzeć do miejscowej restauracji i posiedzieć w cieniu tego majestatycznego żaglowca.

             
Nieco dalej stoi frachtowiec z 1961 r. Cap San Diego. Jego smukła, biała sylwetka robi duże wrażenie, szczególnie w zamglone wieczory, gdy snop mocnego światła dziobowego przebija ciemność. Choć „biały łabędź południowego Atlantyku”, jak bywał nazywany ten okręt, stoi tu nieprzerwanie od 1986 r., wydaje się być gotowy do podróży w każdej chwili. Na pokładzie statku można też przenocować. Wystarczy wcześniej zgłosić taką chęć pracownikom muzeum.

            
Jeżeli uda nam się przebić przez tłum turystów, z tego miejsca powinniśmy wypatrzeć drogowskazy kierujące na Targ Rybny Hamburg-Altona (Fischmarkt Hamburg-Altona). Po drodze zapewne zauważymy po prawej stronie wejście do zabytkowego tunelu łączącego oba brzegi Łaby. St. Pauli-Elbtunnel (Alter Elbtunnel) został oddany do użytku w 1911 r. i według niektórych osób przypomina bardzo długą łazienkę, a to ze względu na fakt, że cały wyłożony jest kaflami. Ma on 426,5 m długości i znajduje się na głębokości 24 m. Na początku XX w. jego konstrukcja należała do najnowocześniejszych rozwiązań technicznych na świecie. Uwagę przykuwa również ciemna bryła umieszczona w wodach Łaby. ToU-434 z 1976 r., największa na ziemi łódź podwodna z konwencjonalnym napędem. Dni chwały jako jednostka B-515 marynarki wojennej ZSRR ma już za sobą. Obecnie funkcjonuje w niej muzeum. Wizyta w nim będzie gratką dla osób interesujących się historią, marynistyką i radziecką myślą techniczną. Nie polecam natomiast zwiedzania wnętrza łodzi turystom z klaustrofobią.

               
W końcu dochodzimy do historycznej Hali Aukcji Rybnych (Fischauktionshalle), której dzieje sięgają 1894 r.To tutaj w każdą niedzielę odbywa się legendarny hamburski targ rybny, istniejący już od 1703 r. Niestety, aby go odwiedzić, trzeba wstać wcześnie rano. Stoiska czynne są w godzinach od 5.00 (kwiecień–październik) lub 6.00 (listopad–marzec) do 9.30. Oprócz ryb i przetworów rybnych, świeżych warzyw i owoców można kupić na nich także pamiątki i ubrania. Każdy turysta pragnący poznać prawdziwe oblicze Hamburga powinien odwiedzić to charakterystyczne miejsce.

               
Za Fischauktionshalle, niedaleko przystanku tramwaju wodnego znajduje się nowoczesny szklany biurowiec Dockland, który przypomina swoim kształtem statek. Największą atrakcją tego budynku jest możliwość wejścia na dach po zewnętrznych schodach. Z jego wysokości rozpościera się niesamowity widok na okolice portu. Polecam wybrać się tu o zachodzie słońca i po zmroku, kiedy zarówno sam biurowiec nad Łabą, jak i wszystko wokół rozbłyska światłami.


Spotkanie z kulturą

3881.jpg

Heinrich-Hertz-Turm, wieża radiowo-telekomunikacyjna koło Planten un Blomen

©DZT/PLANTEN UN BLOMEN/MICHAEL PASDZIOR



Dla mnie Hamburg to przede wszystkim miasto wielu kultur i języków. Kocham go za ogromne zielone parki, tysiące ścieżek rowerowych i uśmiechy przechodniów. Dzieci uczą się tutaj tolerancji już od najmłodszych lat – bardzo często chodzą do jednej klasy z kolegami z różnych stron świata.

              
Warto poznać też kulturalne oblicze Hamburga. Współcześnie działa w nim ok. 60 teatrów, 30 kin, 100 klubów muzycznych i 60 muzeów. Co ciekawe, niemiecki ośrodek stanowi trzecie miasto musicalowe na świecie po Nowym Jorku i Londynie. To tu znajduje się najwięcej w Niemczech dużych sal koncertowych. Hamburg tętni życiem. Jego puls czuć nawet w najmniej oczywistych miejscach. W samym centrum miasta, w pobliżu dworca kolejowego Hamburg Dammtor leży duży park Planten un Blomen („Rośliny i Kwiaty”) o powierzchni 0,47 km². Słynie on z darmowych spektakli typu światło, woda i dźwięk odbywających się codziennie od maja do sierpnia o godz. 22.00 i od września do października o godz. 21.00. Podczas półgodzinnego pokazu usłyszymy utwory muzyki klasycznej lub filmowej, a także tango. Czasem można odnieść wrażenie, że niemal wszyscy hamburczycy spotykają się w tym parku, aby nasycić oczy niezwykłym widowiskiem. Na terenie Planten un Blomen organizuje się również liczne przedstawienia teatralne i koncerty. Mieści się tutaj też jeden z największych ogrodów japońskich w Europie (Japanischer Garten), w którym niekiedy w specjalnym pawilonie (Teehaus) odbywa się ceremonia parzenia herbaty.

               
Rodzinom z dziećmi spodoba się za to na pewno rozległy Park Miejski (Stadtpark Hamburg) o powierzchni 1,48 km². Na jego obszarze wyznaczono mnóstwo miejsc piknikowych i stanowisk odpowiednich do rozpalenia grilla. Oprócz tego można w tej okolicy pograć w piłkę lub uprawiać jogging, skorzystać z kilku placów zabaw i pływalni, a latem przyprowadzić maluchy do specjalnie dla nich przygotowanego basenu. Tu także weźmiemy udział w licznych koncertach i imprezach. W Parku Miejskim znajduje się Planetarium z muzeum, salami wykładowymi i teatrem. Nocny obraz nieba wyświetlany jest na kopule o średnicy ok. 21 m. Niestety, z uwagi na rozpoczętą właśnie wielką rozbudowę ta interesująca placówka zamknięta jest dla zwiedzających do stycznia 2017 r.

MUZEA

Warte zwiedzenia w Hamburgu są też stałe ekspozycje. Nieważne, ile mamy lat, z pewnością zachwyci nas wspomniana wystawa Miniatur Wunderland, nazywana „Krainą Cudów”. To największa na świecie makieta kolejarska. W jej ramach stworzono już m.in. ok. 16 tys. m szyn, 15 tys. wagonów, a najdłuższy z mniej więcej 1 tys. pociągów ciągnie się aż na 14,51 m. Zobaczymy tutaj 9 sekcji tematycznych z pomniejszonymi wersjami masywu górskiego Harz, Austrii, Hamburga, amerykańskich atrakcji turystycznych – Wielkiego Kanionu Kolorado, Las Vegas, Gór Skalistych, Miami, Parku Narodowego Everglades, Strefy 51, przylądka Canaveral, a także Danii, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Szwajcarii i międzynarodowego lotniska, a niedługo (w 2017 r.) również i odwzorowanie Włoch. Miniaturowe statki pływają, samoloty latają, a pociągi i samochody jeżdżą nawet pod naszymi stopami. W tej krainie marzeń, ukrytych skarbów, elfów i nurkujących krów trzeba spędzić przynajmniej kilka godzin. Bilety najlepiej zarezerwować na określoną godzinę (13 euro dla dorosłych i 6,50 euro dla dzieci poniżej 16 lat) za pośrednictwem strony internetowej (www.miniatur-wunderland.com), ponieważ w sezonie chętnych na zwiedzanie bywa tak dużo, że nie wszyscy zostają wpuszczeni do środka.

               
Jeśli ktoś po wizycie w Miniatur Wunderland stwierdzi, że widział już wszystko, powinien zajrzeć jeszcze do Międzynarodowego Muzeum Morskiego (Internationales Maritimes Museum), a będzie przecierać oczy ze zdumienia. Ogromny zbiór modeli statków czy fotografii może spowodować zawrót głowy u odwiedzających. Jednak to tylko niewielka część kolekcji tej wspaniałej placówki, której wnętrza najlepiej przemierzać od ostatniego piętra do pierwszego. W kolejnych salach przedstawiono związek człowieka z morzem od dawnych czasów do współczesności. Nie brakuje również historii najnowszej i opisów badań nad wpływem wielkich zbiorników wodnych na życie naszej planety. W muzeum obejrzymy także sztukę marynistyczną, mundury i broń oraz ekspozycję poświęconą Klausowi Störtebekerowi (ok. 1360–1401). Ten słynny pirat dowodził tzw. Braciami Witalijskimi (Likedeelers) wynajętymi początkowo przez króla szwedzkiego Albrechta Meklemburskiego (ok. 1338–1412) przeciwko królowej Danii Małgorzacie I (1353–1412). Legenda „dzielącego po równo” dobrego rozbójnika jest wciąż żywa, a w całym mieście jego imię ujrzymy w wielu miejscach.

               
Z kolei Muzeum Hamburga(Hamburg Museum)zabiera swoich gości w podróż do przeszłości. Zobaczymy w nim np. dom kupca i schron przeciwlotniczy, strażaków gaszących kolejny pożar miejskich budynków i karczmę z dzielnicy portowej. Choć ten obiekt nie bywa zbyt często wymieniany w przewodnikach, przyjemnie tu uciec od zgiełku na ulicy i tłumów na nabrzeżu.

Nie tylko kościoły

Panoramę Hamburga wyznaczają wieże jego pięciu najważniejszych budowli sakralnych (tzw. Hamburger Hauptkirchen). Najbardziej znane wśród nich to Kościół Główny św. Michała (Hauptkirche Sankt Michaelis), Kościół Główny św. Mikołaja (Ehemalige Hauptkirche Sankt Nikolai) oraz Kościół Główny św. Piotra (Hauptkirche Sankt Petri). Na wszystkich trzech znajdują się platformy widokowe, z których można podziwiać miasto.

               
Kościół Główny św. Michała, nazywany pieszczotliwie Michel, należy do najsłynniejszych hamburskich obiektów architektonicznych. Zakończona miedzianą kopułą ponad 132-metrowa barokowa wieża świątyni od stuleci stanowiła pierwszy rozpoznawalny punkt w krajobrazie Hamburga dla ludzi przybywających od strony morza. Z tarasu widokowego umieszczonego na wysokości 83 m pod hełmem rozciągają się fantastyczne widoki. Wejdziemy na niego po 453 schodach lub wjedziemy windą zamontowaną w 1907 r.

               
W latach 1874–1876 Kościół Główny św. Mikołaja był najwyższą budowlą na świecie – jego wieża miała 147,3 m. W czasie II wojny światowej odegrał jednak zupełnie nieoczekiwaną rolę. Ze względu na swoje rozmiary stał się punktem orientacyjnym i tym samym celem nalotów dywanowych wojsk alianckich. 28 lipca 1943 r. w uszkodzonej świątyni zapadł się dach. Wnętrze uległo zniszczeniu, ale ściany i wieża ocalały. Po zakończeniu wojny postanowiono nie odbudowywać kościoła, aby ruiny budowli przypominały o jej ofiarach. Od 2005 r. można tutaj wjechać windą na wysokość 75,3 m. Rozpościerający się stąd widok na Miasto Spichrzów i okolice zapiera dech w piersiach.

               
Zupełnie niezwykłe miejsce stanowi też Friedhof Ohlsdorf, największy na świecie cmentarz niewojskowy (391 ha powierzchni). Od 1877 r. odbyło się na nim już ponad 1,5 mln pogrzebów. Po terenie nekropolii kursują dwie linie autobusowe (170 i 270) z 25 przystankami.

Sport, rozrywka i kuchnia

Drużyna piłki nożnej Hamburskiego Klubu Sportowego (Hamburger Sport-Verein, w skrócie HSV), założonego w 1887 r., gra w Bundeslidze nieprzerwanie od 1963 r. Choć lata jej świetności minęły już dawno, nie oznacza to, że nie można jej kibicować całym sercem. To prawdopodobnie jedyny klub, który nie ma w swoim logo żadnych liczb ani liter. Charakterystyczny biało-czarny romb na niebieskim tle ujrzymy w Hamburgu niemal wszędzie. Zwiedzanie należącego do HSV 57-tysięcznego Volksparkstadion (Imtech Arena) odbywa się wyłącznie z przewodnikiem (również w języku angielskim). Za prywatną wycieczkę zapłacimy 35 euro, do czego musimy dodać jeszcze koszt biletów.

               
Miliony osób spragnionych rozrywki odwiedzają Hamburger DOM. Ten niesamowity lunapark jest czynny w ciągu roku w wyznaczonych terminach. Jego atrakcje naprawdę warte są swojej ceny, dlatego lepiej wybrać się tu z większą sumą pieniędzy, zwłaszcza że zabawa wciąga.

               
Wbrew pozorom specjalności Hamburga nie stanowią hamburgery. W mieście króluje raczej prosta kuchnia. Wielu Niemców spędza poranki w piekarniach oferujących nie tylko świeże pieczywo, ale przede wszystkim śniadania. Lokalnym przysmakiem są słodkie bułeczki z ciasta francuskiego z cynamonem, tzw. Franzbrötchen. Wielką popularnością cieszą się też kanapki z surowym mięsem mielonym (metką tatarską), cebulą, solą i pieprzem. Na lunch jada się np. Currywurst, czyli gotowaną kiełbasę polaną ketchupem i posypaną dużą ilością curry. Często serwuje się także rybę w bułce (Fischbrötchen) i słynną sałatkę ziemniaczaną (Kartoffelsalat).

Komunikacja miejska

Hamburg jest krainą rowerów. Miejscowi jeżdżą nimi praktycznie przez okrągły rok. W mieście znajduje się wiele wypożyczalni jednośladów. Jeśli zamierzamy z nich skorzystać, sprawdźmy najpierw, jakie zasady obowiązują w konkretnych punktach.

             
Metro (U-Bahn), szybka kolejka miejska (S-Bahn), tramwaje wodne HVV i autobusy stanowią najlepsze środki transportu w Hamburgu. Jeżeli planujemy przemieszczać się w grupie 2–5 osób, najkorzystniej będzie kupić 9-Uhr-Gruppenkarte. Jej koszt w 2015 r. to 11,20 euro. Karta jest ważna od godz. 9.00 do 6.00 następnego dnia w okresie od poniedziałku do piątku i całą dobę w weekendy. Cena biletu dla jednej osoby dorosłej obowiązującego w tych samych godzinach (9-Uhr-Tageskarte) wynosi 6 euro, a całodziennego (Ganztageskarte) – 7,50 euro. Koszt pojedynczego przejazdu zależy od długości wybranej trasy. Informacje na ten temat znajdziemy na stronie internetowej www.hvv.de. Osoby chcące spędzić w mieście jeden dzień lub kilka powinny zastanowić się nad zakupem Hamburg CARD. W jej cenę (od 9,5 euro) wliczone są przejazdy komunikacją miejską oraz zniżki na bilety wstępu do galerii i muzeów.

               
Jak widać, poruszanie się po Hamburgu jest łatwe i przyjemne. To jednak tylko jedna z wielu rzeczy, które zachęcają do odwiedzenia tej pełnej atrakcji prawdziwej perły północnych Niemiec.

Artykuły wybrane losowo

Na krańcu świata w Chile

DOROTA STAŃCZYK

<< Republika Chile jest jednym z nielicznych krajów, które mogą poszczycić się wielką różnorodnością krajobrazów i stref klimatycznych. Na północy występuje najsuchsza pustynia świata – Atakama, a na południu – potężne lodowce. Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami znajdziemy wszystko: od skąpanych w słońcu plaż, poprzez bujne winnice, wiecznie zielone lasy ze szmaragdowymi jeziorami, aż do niekończących się patagońskich stepów. Dopełnieniem tego wszystkiego są szczyty Andów i dymiące wulkany. To właśnie w Chile cuda natury i ciekawa historia składają się na wspaniałe atrakcje turystyczne. >>

Więcej…

Wyprawy po Republice Południowej Afryki

KRZYSZTOF JAXA KWIATKOWSKI

 

<< Polakom z pokolenia będącego obecnie w średnim wieku Republika Południowej Afryki (RPA) kojarzy się z bajkowym snem o egzotycznym dobrobycie. Młodsi ludzie widzą ją raczej jako rozwijający się kraj pełen przygód i atrakcji, choć leżący na końcu świata. Dziś odwiedzają go miliony turystów, którzy wracają stąd zachwyceni. Przekonajmy się zatem, jak jest w rzeczywistości. >>

 

Spektakularny widok na Przylądek Dobrej Nadziei i plażę Diasa z Cape Point

© LISA BURNELL/CAPE TOWN TOURISM

 

RPA to kraj rozległy (ponad 1,22 mln km² powierzchni), z kilkoma strefami klimatycznymi i wegetacyjnymi, dostępem do dwóch oceanów (Atlantyckiego na zachodzie i Indyjskiego na wschodzie), pustyniami i sawannami, mnóstwem dzikich zwierząt we wspaniale urządzonych parkach narodowych i rezerwatach przyrody oraz wielkimi górami pokrytymi często śniegiem (na czele z Mafadi – 3450 m n.p.m. – w paśmie Gór Smoczych, najwyższym szczytem tego państwa na południowym krańcu Afryki). Duże, nowoczesne miasta, wyśmienita międzynarodowa kuchnia, perfekcyjna infrastruktura hotelowa i drogowa zachęcają do spędzenia tu wakacji. Całości obrazu dopełniają ciekawa, choć mocno zagmatwana, historia oraz grupy etniczne, spośród których kilka wciąż żyje w tradycyjny sposób. Kraj jest obecnie stosunkowo bezpieczny dla turystów, ale – co oczywiste – podczas wizyty w nim trzeba zachować zdrowy rozsądek, podobnie jak w każdym nieznanym miejscu na świecie. W dużych miastach nie należy spacerować samotnie po zmroku, a we wszystkich częściach RPA nie zaleca się zapuszczać do tzw. locations, czyli osiedli zamieszkałych przez czarnoskórych obywateli. Powszechnie używa się tutaj języka angielskiego, ale warto być przygotowanym, że w kilku prowincjach można się dogadać z lokalną społecznością wyłącznie w afrikaans (afrykanerskim). Ze względu na zróżnicowanie etniczne Południowoafrykańczyków nazywa się ich tęczowym społeczeństwem.

Zwiedzanie RPA zazwyczaj zaczyna się w jednym z dwóch największych miast: Johannesburgu lub Kapsztadzie (Cape Town). Rzadziej turyści lecą bezpośrednio do Durbanu albo Nelspruit (Mbombeli). Z czterech największych międzynarodowych lotnisk w kraju w dalszą podróż po nim można udać się samolotem bądź drogą lądową. RPA jest tak rozległa i bogata w różnorodne atrakcje, że nie da się jej zwiedzić w całości nawet w kilka tygodni. Zwykle więc podczas jednej wyprawy odwiedza się kilka wybranych miejsc.

 

MIASTO Z GÓRĄ STOŁOWĄ

Dla wielu osób Kapsztad to najpiękniejsze miasto na świecie. Z pewnością jest on miejscem niezwykłym. Stanowi wyjątkowe połączenie błękitu oceanu, nadbrzeżnych wysokich gór wyrastających tuż przy plaży i nowoczesnej architektury. To tutaj zdecydowana większość turystów rozpoczyna lub kończy przygodę z RPA. W mieście warto zrobić sobie bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

Kapsztad (niemal 4 mln mieszkańców w obszarze metropolitalnym) jest rozległym ośrodkiem o niskiej zabudowie. Wyjątek stanowi ścisłe centrum, tzw. City Bowl, w którym wyrastają wysoko nowoczesne biurowce, hotele i apartamentowce. Reprezentacyjne dzielnice mieszkaniowe usytuowane są wzdłuż wybrzeża. Rozciągają się od plaż przy Table View na północy aż po słynne Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) – centrum komercyjne z piękną galerią handlową (zbudowaną w miejscu starych magazynów i doków portowych), licznymi hotelami i restauracjami. Tutaj prędzej czy później docierają wszyscy turyści odwiedzający Kapsztad. Stąd w kierunku południowym aż do piaszczystej plaży w Camps Bay biegną obszary z drogimi rezydencjami mieszkalnymi – Green Point, Sea Point i Clifton. Z nowoczesnymi rejonami wyraźnie kontrastują duże dzielnice imigrantów i biedoty, którzy swoje blaszano-kartonowe domy (tzw. shacks) budowali od kilku dekad wzdłuż autostrady, prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Obecnie dzięki dużym publicznym nakładom finansowym tereny te są systematycznie przekształcane w gęste osiedla murowanych domków dla najbiedniejszych mieszkańców. Niemniej prawdziwe dzielnice ubogich wciąż istnieją na głębokich przedmieściach i do nich turyści nie powinni się zapuszczać.

W Kapsztadzie każdy znajdzie odpowiednie dla siebie miejsce zakwaterowania. Są tu hotele oferujące usługi na najwyższym światowym poziomie, średniej klasy hotele sieciowe, liczne obiekty typu B&B (bed and breakfast, niezmiernie popularne w RPA) i hostele. Najbardziej okazałe kompleksy znajdują się w centrum, w okolicach City Bowl oraz Nabrzeża Wiktorii i Alfreda. Obiekty B&B o dobrym standardzie rozmieszczone są w zasadzie na terenie całego miasta, ale najlepszą lokalizację mają te z obszarów Green Point i Sea Point oraz sąsiedztwa Gardens. Amatorzy gier hazardowych (i nie tylko!) powinni rozważyć zatrzymanie się w stylowym Grand Hotelu połączonym ze sporym kasynem (GrandWest Casino) i… krytym lodowiskiem, na którym można pojeździć na łyżwach.

Samo centrum Kapsztadu najlepiej zwiedzać pieszo. Tuż obok dzielnicy biurowej, przy placu Grand Parade znajduje się zabytkowy Ratusz Miejski (City Hall), z którego balkonu w 1990 r. Nelson Mandela (1918–2013) wygłosił swoje pierwsze publiczne przemówienie po opuszczeniu więzienia. Tutaj wznosi się również XVII-wieczny Zamek Dobrej Nadziei (Castle of Good Hope), mieszczący obecnie małe muzeum, a będący najstarszym zachowanym budynkiem kolonialnym w Afryce Południowej. W centrum warto też zobaczyć anglikańską Katedrę św. Jerzego (St. George’s Cathedral), sąsiadujący z nią kompleks budynków parlamentu (Houses of Parliament) i park The Company’s Garden. Podczas spacerów po mieście nie wolno ominąć dzielnicy Bo-Kaap, zwanej Dzielnicą Malajską (Malay Quarter). Na jej terenie znajdują się m.in. jeden z pierwszych meczetów powstałych w Kapsztadzie (Nurul Islam Mosque z 1844 r.), charakterystyczne ulice wyłożone brukiem i małe domy pomalowane na jaskrawe kolory. Z kolei szybka przechadzka Long Street, główną arterią City Bowl, pozwala poznać dawną kapsztadzką architekturę. Można tu także znaleźć kilka niezłych knajpek, pubów i klubów nocnych.

Niemal w sercu miasta wyrasta imponująca Góra Stołowa (Table Mountain, 1086 m n.p.m.). Na jej płaski szczyt prowadzi kilka szlaków. Można na niego również wjechać kolejką linową z okrągłymi wagonikami (Table Mountain Aerial Cableway), z których rozpościera się doskonały widok na okolicę – to jedna z największych atrakcji w Kapsztadzie. Na amatorów mocniejszych wrażeń czeka kilka technicznych dróg wspinaczkowych biegnących zboczami Góry Stołowej albo lot moto- lub paralotnią z jej wierzchołka. Na szczycie warto zostać dłużej. Można stąd podziwiać zapierające dech w piersiach widoki na miasto, port i pobliską Robben Island (wyspę w Zatoce Stołowej – Table Bay). Górę pokrywa formacja roślinna fynbos (południowoafrykański odpowiednik śródziemnomorskiej makii). Większości z występujących tu roślin nie spotyka się nigdzie indziej na świecie.

Osoby lubiące wyprawy trekkingowe powinny wybrać się na Głowę Lwa (Lion’s Head, 669 m n.p.m.). Oglądanie zachodu słońca z jej szczytu to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i na długo pozostanie w pamięci. Położone zaraz obok Wzgórze Sygnałowe (Signal Hill, 350 m n.p.m.) jest znakomitym miejscem na podziwianie panoramy miasta, szczególnie po zmroku, gdy Kapsztad ginie w blasku milionów świateł. Codziennie o 12.00 rozlega się pod Signal Hill wystrzał z historycznej armaty.

Turyści bardziej aktywni w ramach porannego spaceru mogą udać się na przechadzkę wzdłuż wybrzeża – od tzw. Mouille Point aż do wspaniałej piaszczystej plaży w Camps Bay. Nad samym oceanem biegnie tutaj malowniczy deptak. Podczas wędrówki można z bliska przyjrzeć się eleganckim osiedlom mieszkalnym.

Poza tym w Kapsztadzie znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na ziemi – Kirstenbosch National Botanical Garden. Jest on usytuowany na zboczach Góry Stołowej pomiędzy przedmieściami Constantia i Newlands. Został założony w 1913 r. To pierwszy ogród botaniczny na świecie, stworzony specjalnie w celu ochrony endemicznych gatunków roślin. Malowniczo położony Kirstenbosch zachwyca olbrzymią kolekcją wrzośców (Erica) i srebrników (Protea). Po spacerach wśród kwiatów można odpocząć i zjeść obiad w tutejszej restauracji.

Osoby, które podczas wakacji nie mogą obejść się bez zakupów (a oprócz diamentów jest tu co kupować), powinny udać się do jednej z wielu galerii handlowych w mieście. Do najbardziej popularnych należy ta w rejonie Nabrzeża Wiktorii i Alfreda oraz drugie największe na kontynencie afrykańskim (zaraz po Gateway Theatre of Shopping pod Durbanem) luksusowe centrum handlowe Canal Walk (z ponad 400 sklepami rozlokowanymi na powierzchni 141 tys. m²), znane też pod nazwą Century City Mall.

 

Domy w intensywnych kolorach w kapsztadzkiej dzielnicy Bo-Kaap

© SA TOURISM

 

W OKOLICY PRZYLĄDKA

Jeśli z Kapsztadu udamy się na południe, w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), napotkamy po drodze szereg wspaniałych atrakcji. Warto przejechać nadbrzeżną drogą biegnącą przez miejscowość Hout Bay i dalej jedną z najbardziej widokowych tras świata, tzw. Chapman’s Peak Drive, prowadzącą do Noordhoek. Podczas wyprawy nią trudno nie zatrzymywać się co kilkaset metrów, aby podziwiać widoki, bo każdy wydaje się piękniejszy od poprzedniego. W Hout Bay można skorzystać z łodzi i popłynąć na niewielką wysepkę Duiker (Duiker Island), na której znajduje się spora kolonia uchatek karłowatych. Dalej na południe warto przejechać rzadko uczęszczaną nadbrzeżną drogą przez miasteczka Kommetjie i Scarborough, gdzie również wytyczono wspaniałe punkty widokowe. Stąd wypatrzymy długie plaże, przy których śmiałkowie, nie bojący się spotkania z żarłaczem białym (rekinem ludojadem), surfują po Oceanie Atlantyckim.

Po drugiej stronie skalistego Półwyspu Przylądkowego (Cape Peninsula), nad Zatoką Mylną (False Bay), w uroczej miejscowości Simon’s Town znajduje się jedna z kilku kolonii pingwina przylądkowego. Przy Plaży Głazów (Boulders Beach), objętej ochroną Parku Narodowego Góry Stołowej (Table Mountain National Park), spacerujący po specjalnie wybudowanych pomostach turyści przyglądają się tym osobliwym ptakom wypoczywającym na piasku lub nurkującym w zimnej wodzie. Przy przejeżdżaniu przez miasteczko zwolnijmy – pingwiny uwielbiają spacery poza parkiem i często wędrują parami w poprzek głównej drogi. W samym Simon’s Town warto zobaczyć centrum z budynkami z XIX stulecia oraz położony obok port z okrętami wojennymi. Ciekawostką jest tutaj pomnik doga niemieckiego o imieniu Just Nuisance (1937–1944), który był jedynym na świecie psem wpisanym oficjalnie na listę marynarzy. W czasie II wojny światowej służył na statku HMS Afrikander i w bazie marynarki wojennej w miasteczku.

Legendarny Przylądek Dobrej Nadziei to symbol okolic Kapsztadu, ale też całej Afryki Południowej. Jego pierwotna nazwa – Przylądek Burz (po portugalsku Cabo das Tormentas) – nadana mu została przez pierwszego europejskiego żeglarza, który do niego dotarł w 1488 r. – Portugalczyka Bartolomeu Diasa (ok. 1450–1500). Później król Portugalii Jan II (1455–1495) przemianował go na Cabo da Boa Esperança, bo opłynięcie przylądka otwierało okrętom możliwość dotarcia do Indii. Cape of Good Hope wchodzi w skład Parku Narodowego Góry Stołowej. Występują tu rozmaite zwierzęta (m.in. pawiany, przylądkowe pingwiny i góralki, kilka gatunków antylop, strusie) i wiele endemicznych roślin. Sam przylądek to nieznacznie wysunięty cypel skalny, na którego szczyt można dotrzeć z parkingu lub z centrum obsługi turystycznej położonego poniżej tzw. Cape Point. Ta druga, dłuższa trasa jest szczególnie atrakcyjna, bo po drodze mamy okazję zejść na wspaniałą, dziką plażę ukrytą pomiędzy wysokimi klifami. Specjalna kolejka linowo-terenowa (Flying Dutchman Funicular) dowozi pasażerów pod latarnię na Cape Point, skąd rozciągają się cudowne widoki na False Bay i otwarty ocean. Wbrew temu, co mówią liczne materiały reklamowe dla turystów, oceany Atlantycki i Indyjski spotykają się nie tutaj, a ok. 160 km dalej na południowy wschód, przy Przylądku Igielnym (Cape Agulhas).

Aby zobaczyć imponujące rytuały godowe waleni południowych, warto udać się w okolice miejscowości Hermanus w okresie od czerwca do grudnia. Wyskakujące wysoko ponad wodę olbrzymy można podziwiać ze skalistego brzegu lub pokładu łodzi specjalnie przeznaczonej do tego celu. Amatorzy przygód z dreszczykiem mogą zdecydować się na nurkowanie z drapieżnym żarłaczem białym. Taką rozrywkę organizuje kilka firm w miejscowości Gansbaai. Nurkowanie odbywa się w specjalnych klatkach, ale spotkanie oko w oko z mniej więcej 6-metrowym (i 2-tonowym) stworzeniem robi ogromne wrażenie.

 

AFRYKAŃSKIE WINO

Wielu turystów nie wyobraża sobie podróży przez RPA bez odwiedzenia choć jednej winnicy w okolicy Kapsztadu. Miasta Stellenbosch, Wellington i Paarl czy kapsztadzkie przedmieścia Constantia to jedynie te najbardziej znane ośrodki winiarskie w kraju. Jest ich tutaj znacznie więcej i przy dłuższym pobycie w Południowej Afryce warto poszukać tych mniej znanych miejsc, oferujących wyborne wino koneserom i osobom pijącym je od czasu do czasu. Niemal wszystkie winnice w okolicach Kapsztadu zapraszają również na noclegi, w bardzo dobrym lub średnim standardzie, w zabytkowych domach utrzymanych w historycznym holenderskim stylu przylądkowym. Na zatrzymanie się w nich na noc dobrze się zdecydować, szczególnie jeśli planuje się degustacje w kilku miejscach. Osoby, którym brakuje czasu, mogą zajrzeć do jednej czy dwóch tradycyjnych winnic, takich jak Vergelegen Estate (powstała w 1700 r.) w mieście Somerset West lub położona bliżej Cape Town Klein Constantia (założona w 1685 r.).

 

WZDŁUŻ WYBRZEŻA

Z Kapsztadu w kierunku Durbanu warto pojechać drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Na wysokości miasta Mossel Bay wjeżdża się na ok. 300-kilometrową Trasę Ogrodów (Garden Route). Ten szlak poleca się szczególnie osobom lubiącym wyprawy samochodowe połączone z zatrzymywaniem się przy licznych atrakcjach przyrodniczych. Można odwiedzić tutaj miasta Knysna i George, miejscowości Plettenberg Bay czy Nature’s Valley oraz Park Narodowy Trasy Ogrodów (Garden Route National Park) i góry Outeniqua (z najwyższym punktem Cradock Peak, 1578 m n.p.m.), gdzie czekają wspaniałe szlaki spacerowe i trekkingowe. Jednym z największych bogactw tego rejonu jest szata roślinna będąca połączeniem fynbosu charakterystycznego dla okolic Kapsztadu z lasami subtropikalnymi. Zaraz za Nature’s Valley znajduje się popularny wśród amatorów wrażeń podnoszących poziom adrenaliny Bloukrans Bridge, najwyższy most na świecie, z jakiego wykonuje się skoki na bungee (ponad 215 m lotu). Dalej na wschód, tuż za Port Elizabeth (przy miejscowości Addo) trzeba odwiedzić atrakcyjny Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), będący najbardziej wysuniętym na południe obszarem na kontynencie afrykańskim, gdzie żyją słonie.

Durban, trzecie najbardziej zaludnione miasto kraju (jego obszar metropolitalny zamieszkuje blisko 3,5 mln osób), kojarzy się z ciepłym Oceanem Indyjskim i licznymi plażami ciągnącymi się niemal nieprzerwanie aż do Ponta do Ouro na południowym krańcu Mozambiku. Jeśli w trakcie wizyty w RPA mamy zamiar się tutaj wybrać, to powinniśmy uwzględnić w swoich planach spędzenie kilku leniwych dni na wybrzeżu w którymś z hotelowych resortów czy kameralnych obiektów B&B. Sam Durban, zwany często Małymi Indiami, zamieszkuje największa diaspora Hindusów na świecie. To oni nadali kształt i charakter miastu swoimi świątyniami, zwyczajami, ubiorem i – oczywiście – pyszną indyjską kuchnią. Warto tu zajrzeć do centrum i zapuścić się w mniejsze uliczki ze sklepikami, straganami i małymi targami. Ciekawą atrakcją jest również piękny park tematyczny uShaka Marine World z największym akwarium w Afryce (uShaka Sea World) oraz kompleksem podwodnych restauracji i sal konferencyjnych, usytuowany malowniczo nad Oceanem Indyjskim.

Jeśli z Durbanu wyruszymy na północny wschód, dotrzemy do jednego z największych skarbów przyrodniczych RPA, czyli Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park, znanego też pod nazwą Greater St. Lucia Wetland Park), wpisanego w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na olbrzymich, podmokłych terenach (ok. 3280 km² powierzchni), obejmujących także Jezioro św. Łucji (Lake St. Lucia) i pas wybrzeża, żyją wielkie grupy hipopotamów, krokodyli nilowych, kilkaset gatunków ptaków i kilkanaście gatunków mniejszych ssaków. Można tu odbyć wodne safari, podczas którego obserwuje się zwierzęta z pokładu specjalnej łodzi, zatrzymać się w jednym z obiektów hotelowych lub uciec od świata na wspaniałą, dziką plażę.

 

WOKÓŁ STOLIC

Johannesburg to tętniące życiem serce RPA, centrum biznesowe, turystyczne i komunikacyjne, a jednocześnie tygiel etniczny. Samo miasto nie jest szczególnie atrakcyjne dla turystów. Na zainteresowanie zasługuje tutaj kilka ciekawych muzeów (np. Apartheid Museum), dawne podmiejskie slumsy Soweto czy leżący 50 km stąd kompleks muzealny Kolebka Ludzkości (Cradle of Humankind) z zespołem wapiennych jaskiń Sterkfontein wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

W odległości mniej więcej 60 km na północny wschód od Johannesburga znajduje się Pretoria, siedziba rządu i administracyjna stolica kraju (obok dwóch innych stolic: Kapsztadu z siedzibą parlamentu i Bloemfontein z siedzibą władzy sądowniczej). Właściwie jedyną atrakcją wartą w niej odwiedzenia jest kompleks budynków rządowych (Union Buildings). Stąd po ok. 2 godz. jazdy samochodem na północny zachód dociera się do słynnego Sun City – wybudowanego pod koniec lat 70. XX w. wielkiego centrum rozrywki z kilkoma luksusowymi hotelami, kasynem, restauracjami, barami, dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi klasy mistrzowskiej (The Lost City Golf Course i Gary Player Country Club Golf Course) czy rozległym parkiem wodnym (Valley of Waves) ze zjeżdżalniami i basenami ze sztucznymi falami (aż do niemal 2 m wysokości w tzw. Roaring Lagoon). Tuż obok leży Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park). Można go zwiedzać w trakcie safari, podczas którego wypatruje się Wielkiej Piątki Afryki (lwa, lamparta, bawoła, słonia i nosorożca czarnego). To miejsce szczególnie atrakcyjne dla osób nie wybierających się do Parku Narodowego Krugera (Kruger National Park) lub do innych rezerwatów w kraju.

 

Johannesburg znany jest z bogatego życia nocnego

© SA TOURISM

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

Prawie 70 proc. wszystkich turystów odwiedzających RPA udaje się na safari (zwane tutaj game drive) do wspomnianego Parku Narodowego Krugera. Jest on w zasadzie najważniejszą atrakcją turystyczną kraju i z tego powodu umieszczaną niemal zawsze w programach zwiedzania.

Niewątpliwy atut parku stanowi łatwy dostęp do niego – dostaniemy się tu bezpośrednio z pobliskiego lotniska pod Nelspruit (Mbombelą) lub z Johannesburga po kilku godzinach jazdy. Najczęściej odwiedzany bywa obszar południowy ze względu na bliskość tych dwóch ośrodków, najlepszą infrastrukturę noclegową i komunikacyjną oraz brak gęstego buszu, co pozwala na wypatrywanie zwierząt. Główne drogi na terenie parkowym zostały wyasfaltowane, dzięki czemu jego część można zwiedzać nawet autobusem lub otwartą ciężarówką. Drogi boczne są utwardzone, ale dalej na północ lub głębiej w buszu zamieniają się w szutrowe i ziemne. Podczas planowania safari trzeba wziąć więc pod uwagę również odległości i rodzaj nawierzchni. Infrastruktura noclegowa jest bardzo zróżnicowana, ale przygotowana na każdą kieszeń. Doskonale wyposażone kempingi, hotele i – oczywiście – luksusowe lodże otoczone bezpiecznymi ogrodzeniami zapewniają znakomity odpoczynek i oferują dobrą kuchnię. Część z najlepszych obiektów znajduje się w rękach prywatnych w wydzielonych rezerwatach będących jednak wciąż częścią ekosystemu Parku Narodowego Krugera. Zakwaterowanie w lodży można często połączyć z luksusowym safari z wybitnymi przewodnikami i tropicielami. Jeśli mamy więcej czasu i własny samochód terenowy, to warto zapuścić się dużo dalej na północ, aby zobaczyć trudniej dostępne i bardziej dzikie tereny parku. Taka wyprawa zapewnia większą prywatność, jest też niesamowitą przygodą i stwarza okazję do spotkania innych gatunków zwierząt. Park Narodowy Krugera słynie z dużej różnorodności gatunkowej i liczebności fauny. Warto spędzić tu kilka dni na podziwianiu przyrody, jaka nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Po zachodniej stronie obszaru parkowego ciągnie się tzw. Panorama Route, czyli trasa widokowa biegnąca m.in. w okolicy jednego z największych kanionów na świecie, drugiego co do wielkości w Afryce – Kanionu Rzeki Radości (Blyde River Canyon), który ma ok. 26 km długości i średnią głębokość mniej więcej 750 m. Po drodze znajduje się wiele punktów, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Jeśli z parku udamy się w kierunku południowym, trafimy do Królestwa Suazi, zwanego dawniej Swazilandem. Jest ono odrębnym państwem z licznymi atrakcjami i tradycyjnie żyjącymi grupami etnicznymi.

 

Kotlina Kalahari – wioska Buszmenów, rdzennych mieszkańców Południowej Afryki

© SA TOURISM

 

NA PÓŁNOCY

W artykule o RPA nie sposób nie wspomnieć o bezkresnych piaskach kotliny Kalahari i mających długą historię ludach Khoisan (m.in. Buszmenach czy Hotentotach). Prowincja Przylądkowa Północna (Northern Cape), rozciągająca się aż po granicę z Namibią i Botswaną, jest najrzadziej odwiedzana przez turystów. Co prawda obcokrajowcy docierają do położonego bliżej Johannesburga miasta Kimberley z Big Hole (jak się powszechnie uważa, największą na świecie dziurą w ziemi wykopaną ręcznie przez człowieka – o szerokości 463 m i głębokości ok. 215 m) i słynnym muzeum kopalni diamentów (The Kimberley Mine Museum), ale niezbyt często zapuszczają się na rozległe obszary Kalahari, leżące w północno-zachodniej części kraju. Ten region RPA to idealne miejsce dla poszukiwaczy przygód uwielbiających podróżowanie przez pustkowia. Powinni oni odwiedzić zwłaszcza wioski należące do grup etnicznych Khoisan znajdujące się przy granicy z Botswaną i piękny Transgraniczny Park Kgalagadi (Kgalagadi Transfrontier Park).

Wydanie Lato 2018

Estonia na lato

KAZIMIERZ POPŁAWSKI
www.eesti.pl

<< Chociaż małą Estonię można przemierzyć z zachodu na wschód i z północy na południe w ciągu kilku godzin, nie warto się spieszyć. Lato również długo zbiera się do wizyty w tym kraju. Kiedy już tutaj zajrzy, oferuje podróżnikom to, co najlepsze – słoneczną pogodę, ciepłe morze i białe noce. >>

Więcej…