Ionia_islands_Corfu_Old_town_photo_M_Mitzithropoulos.jpg

Często odwiedzane przez celebrytów urocze Fiskardo na Kefalinii

©GREEK NATIONAL TOURISM ORGANISATION/M. MITZITHROPOULOS


Pięć odsłon Wysp Jońskich

Agnieszka Zawistowska


Piękne plaże otoczone turkusową wodą, doskonałe lokalne potrawy i niezliczone legendy rozbudzające wyobraźnię – to wszystko oferują urokliwe Wyspy Jońskie. Jednak na tym archipelagu położonym na Morzu Jońskim na zachód od wybrzeży Półwyspu Bałkańskiego (w tym Peloponezu) czeka nas znacznie więcej atrakcji. Aby się o tym przekonać, wystarczy zaledwie parę godzin lotu z Polski.

Ithaca_photo_A_Nikolopoulos.jpg

Wyprawa kajakami u brzegów Itaki

©GREEK NATIONAL TOURISM ORGANISATION/A. NIKOLOPOULOS


Do Wysp Jońskich zalicza się większe Kefalinię (Kefalonię), Korfu (Kerkyrę), Zakintos (Zakynthos), Lefkadę (Leukadę, Lefkas), Itakę i Paksos (Paxi), a także mniejsze Antipaksos, Kalamos, Kastos czy Meganisi. Historycznie uznaje się za ich część również Kithirę, leżącą na południe od Półwyspu Peloponeskiego. Od 1864 r. region ten, objęty wcześniej protektoratem Wielkiej Brytanii, należy do Grecji.

Gdy w teatrze unosi się kurtyna, naszym oczom ukazuje się nowa scenografia. Stosując ten zabieg, chciałabym przedstawić Wam, drodzy Czytelnicy All Inclusive, pięć wysp archipelagu – każdą w innej odsłonie, bo wszystkie prezentują odmienny zestaw dekoracji, na który składają się cudowne krajobrazy, ślady historii, mitologiczne opowieści i gościnni Grecy. Kurtyna w górę!

Fiskardo5.jpg

Często odwiedzane przez celebrytów urocze Fiskardo na Kefalinii

©REGION OF IONIAN ISLANDS - REGIONAL UNIT OF KEFALONIA



Korfu

Homer umiejscowił na Korfu jeden z najpiękniejszych epizodów Odysei, a grecki poeta z III w. p.n.e. Apollonios z Rodos wspomniał w swoim eposie Argonautica, że to na niej Argonauci znaleźli schronienie przed kolchidzką flotą. Ten skrawek lądu upodobali sobie także cesarzowa Austrii i królowa Węgier Elżbieta Bawarska, zwana Sissi (1837–1898), która poleciła wybudować tu Pałac Achilleion (stanowiący jej letnią rezydencję), poeta angielski George Byron (1788–1824) oraz twórcy przygód filmowego Jamesa Bonda, agenta brytyjskiego wywiadu.

Miejscowi nazywają ją Kerkyra (Kerkira) od imienia greckiej nimfy Korkyry, porwanej przez Posejdona. Jednak toponim wywodzi się od słowa „Koryfo” oznaczającego „Dwa Wzgórza”, bo taki krajobraz ujrzeli pierwsi osadnicy. Obecnie wyspę zamieszkuje na stałe ok. 110 tys. osób, z czego ponad jedna trzecia żyje w leżącej pośrodku wschodniego wybrzeża stolicy całego regionu, tj. Korfu. Jednym z centralnych punktów miasta jest deptak Liston. W tutejszych restauracjach i barach gromadzą się zarówno turyści, jak i mieszkańcy. Zastawione kawiarnianymi stolikami arkady nie zawsze były dostępne dla wszystkich. W czasie okupacji weneckiej mogli pod nimi spacerować jedynie arystokraci znajdujący się na liście uprawnionych, stąd nazwa miejsca – wyjaśnia Anna Witkowska, przewodniczka i malarka mieszkająca na Korfu od 30 lat.

Stąd udajemy się do Kanoni – słynnego punktu widokowego nieopodal stolicy, z którego rozciąga się malownicza panorama z białym Klasztorem Vlacherna oraz Wyspą Mysią (Pontikonissi). Z niego już blisko do Mon Repos, willi zbudowanej w latach 1828–1831 dla Fredericka Adama (1781–1853), brytyjskiego generała pełniącego tu funkcję lorda wysokiego komisarza. Posiadłość stanowi popularny cel spacerów ze względu na otaczający ją park z bujną roślinnością. Na całej Korfu zresztą jej nie brakuje. Z tego powodu zyskała sobie miano „Zielonej Wyspy”.

Okolica stolicy regionu Wyspy Jońskie słynie również z pięknych plaż. Na wschodnim wybrzeżu na pewno warto wybrać się do Barbati, Ipsos, Agios Stefanos, a także Kouloury czy Kalami. Zachodni brzeg też ma wiele do zaoferowania, m.in. kameralną miejscowość Paleokastritsa. To właśnie w tej okolicy sztorm wyrzucił na ląd Odysa. Znalazła go królewna Nauzykaa i zaprowadziła do swojego ojca – władcy Feaków. Ten pomógł tułaczowi powrócić na Itakę. Niedaleko plaży wnoszą się góra, wewnątrz której kręcono zdjęcia do jednego z filmów o Jamesie Bondzie Tylko dla twoich oczu (1981), oraz skała, uchodząca za statek Ulissesa przemieniony przez Posejdona w kamień. Wspaniały widok na zatoczkę w kształcie serca można podziwiać z Lakones – wioski położonej raptem kilometr od Paleokastritsy.

Również w północno-zachodniej części wyspy znajduje się miejscowość Arillas znana z licznych centrów holistycznych i mikrobrowaru Corfu Beer. Tutejsze piwo, niepasteryzowane i bogate w witaminy, jest po prostu doskonałe. Zależało nam na stworzeniu unikalnego produktu, a nie dotarciu do masowego klienta – tłumaczy Claudio Mouzakitis, jeden z założycieli firmy. Zakład polecam odwiedzić na początku października, kiedy odbywa się pięciodniowy festiwal tego złocistego trunku (wstęp bez opłat). W tym roku Corfu Beer współorganizuje go wraz z włoskimi browarnikami, więc na pewno atmosfera będzie gorąca!

Na Korfu warto wybrać się także na wycieczkę w góry, wśród których leży najstarsza osada na wyspie. Palaia Peritheia (na mapach widniejąca często jako Stara Perithia) to opuszczona wioska z XIII w. usytuowana na wzniesieniu Pantokrator (906 m n.p.m.). Do lat 50. XX w. zamieszkiwało ją ok. 900 ludzi, obecnie zostały tylko 3 osoby. 130 domów popadło w ruinę, zachowało się natomiast 8 świątyń zbudowanych w stylu bizantyjskim. Zresztą to właśnie od nich pochodzi nazwa miejscowości, bo peritheia oznacza „wokół kościołów”. Żeby się tu dostać, trzeba pokonać drogę pełną serpentyn, ale atmosfera i historia osady oraz pastitsiada (lokalna potrawa z makaronu z sosem pomidorowym i mięsem koguta) podawana u Nikosa w Ognistra Taverna wynagradzają każdy trud.

Nie sposób zwiedzić Korfu w tydzień, lecz jeśli zdołacie wygospodarować jeden dzień, udajcie się w rejs statkiem (m.in. Britannia Cruises) na wysepki Paksos i Antipaksos. Podczas takiej całodniowej wycieczki zobaczymy błękitne groty i rajskie plaże. Do jednej z jaskiń (na Antipaksos) dostaniemy się tylko od strony wody. Ostatni przystanek na trasie stanowi portowe miasteczko Gaios na niewielkiej Paksos – najmniejszej z głównych Wysp Jońskich. Według mitologii została ona stworzona przez boga morza Posejdona, który w jej grotach uwił miłosne gniazdko dla siebie i swojej żony Amfitryty.

Lefkada

Znacznie spokojniejsza od Korfu jest Lefkada (Leukada, Lefkas), połączona z lądem mostem. Cieszy się ona dużą popularnością wśród mieszkańców kontynentu, którzy szukają na niej schronienia przed codziennym zgiełkiem i pośpiechem. Nic w tym dziwnego, bo ta część archipelagu ma w sobie jakąś magię. Złociste plaże i lazurowe laguny urzekły mnie, gdy tylko je zobaczyłam. Przywodziły mi na myśl te widziane w Tajlandii czy Indonezji. Dlatego też Lefkadę zwie się „Białą Wyspą”. Wystarczy udać się na wyprawę wzdłuż zachodniego wybrzeża na południe od jej stolicy – Lefkady (Lefkas), żeby co kilkanaście kilometrów od nowa popadać w zachwyt.

Agiofylli_LK0577.jpg

Biała plaża Agiofili koło miejscowości Vassiliki na Lefkadzie 

©REGION OF IONIAN ISLANDS - REGIONAL UNIT OF LEFKADA



Pierwsza plaża na trasie – dziewicza Pefkoulia – uchodzi za jedną z najpiękniejszych, ale zdecydowanie więcej uroku posiada ta przy Agios Nikitas, cudnej wiosce z tradycyjną architekturą. Mieszkańcy wyspy najchętniej wypoczywają na Kathismie, która w sezonie bywa dość tłoczna. Jednak wizytówkami Lefkady są dwa inne miejsca: Egremni i Porto Katsiki. Ta ostatnia plaża, okolona wysokimi klifami, co roku znajduje się w czołówce najurodziwszych w Europie. Żeby się do niej dostać, trzeba pokonać 80-stopniowe schody. Odwiedzenie Egremni stanowi już większe wyzwanie – należy zejść aż po 347 stopniach. Amatorzy aktywnego wypoczynku, a szczególnie windsurfingu, powinni udać się do położonej w pobliżu malowniczej rybackiej miejscowości Vassiliki (Vasiliki), otoczonej zatoką z długim piaszczystym brzegiem. Tutaj można samodzielnie lub pod okiem instruktora zaszaleć na desce. Obok sportów wodnych Lefkada oferuje wiele szlaków dla miłośników biegania, wycieczek rowerowych czy trekkingu. Na pewno warto odwiedzić wodospady Dimossari (Dimosari) nieopodal miasteczka Nydri na wschodnim wybrzeżu. Przeprawa przez wypełniony bujną roślinnością kanion będzie dużą atrakcją. Po niej polecam zrelaksować się wśród kaskad i zażyć odświeżającej kąpieli w przejrzystych wodach. Kolejnym popularnym miejscem spacerów jest także okolica osady Kaligoni, w której niegdyś znajdowały się solniska. Pracujące tu kobiety nosiły na głowie kosze z solą potrafiące ważyć nawet 40 kg!

Lefkada słynie również ze swojej wyśmienitej kuchni. Koniecznie trzeba spróbować tutejszych specjałów: raginady – chleba skropionego oliwą, na którym kładzie się małe rybki gavros, trzymane wcześniej przez 3 dni w marynacie z solą i octem, taramy (taramasalaty) – pasty z ikry, oraz ladopity – ciastka wyrabianego z oliwy z oliwek i syropu z winogron, z posypką z migdałów i sezamu. Wszystkie smakują przepysznie!

Kefalinia

Gdy przejeżdżamy przez kolejny region Kefalinii (Kefalonii), moja przewodniczka Vavet wzdycha: Uwielbiam moją wyspę właśnie dlatego, że w każdej chwili mogę zmienić scenerię. Rzeczywiście, jest ona bardzo zróżnicowana, choć jednocześnie niezmiernie urokliwa. Południe w znacznym stopniu różni się od północy nie tylko krajobrazem, ale i zabudową – to wynik trzęsienia ziemi, które nawiedziło ten ląd (i inne południowe Wyspy Jońskie) w sierpniu 1953 r. Po południowej stronie znajdziemy najwyższą górę archipelagu – Ainos – mierzącą 1628 m n.p.m. Jej okolica stanowi od 1962 r. park narodowy (ze względu na występowanie wielu endemicznych gatunków roślin i zwierząt). Początkowo wąska i kręta droga na szczyt w granicach obszaru chronionego zmienia się w dobrej jakości szlak, dlatego nie należy się zrażać. Warto zostawić samochód i udać się na spacer. Podczas wędrówki natrafimy na punkty widokowe, z których rozpościera się panorama Kefalinii i sąsiadujących z nią wysp.

Kierując się w stronę Sami – jednego z miasteczek portowych, natkniemy się na Donkey Trekking Kefalonia w wiosce Grizata. Dla dzieciaków to frajda, bo mogą pojeździć na osiołkach, a dla dorosłych świetna okazja, aby w trakcie trekkingu podziwiać wspaniałe krajobrazy – przekonuje Katharina Fehring, założycielka farmy osłów. To jednak nie jedyna atrakcja leżąca w okolicy. Kilkanaście kilometrów dalej znajdują się grota Dragorati, słynąca z ponadtysiącletnich stalaktytów i stalagmitów oraz doskonałej akustyki (niegdyś odbywały się w niej koncerty), a także jaskinia Melissani, nazywana Jaskinią Nimf. To określenie pochodzi z mitologii i od odkrytych tu figurek nimf oraz przedmiotów nawiązujących do kultu boga Pana, pochodzących z IV i III w. p.n.e.

W północno-zachodniej części Kefalinii, w regionie Pylaros, odkryjemy prawdziwy cud natury, czyli plażę Mirtos (Myrtos) uważaną za jedną z najpiękniejszych w basenie Morza Śródziemnego. Otoczona strzelistymi klifami zachwyca turkusowymi wodami i białym piaskiem. Należy do najczęściej fotografowanych miejsc na wyspie. Amatorzy kąpieli słonecznych powinni też odwiedzić zatokę Katelios z plażą Kaminia (znaną także jako Mounda), gdzie pojawiają się żółwie karetta (Caretta caretta), oraz plażę Xi, położoną nieopodal miasteczka Lixouri na zachodzie lądu. Ta ostatnia słynie z czerwonego piasku korzystnie wpływającego na stan skóry.

Znana z hollywoodzkiego filmu Kapitan Corelli (2001) wyspa szczyci się również swoimi winami. Jednych z najlepszych tego rodzaju trunków miałam okazję spróbować w Gentilini Winery & Vineyards w wiosce Minia nieopodal Argostoli (Argostolionu) – 10-tysięcznej stolicy Kefalinii. Winnica wytwarza 6 głównych gatunków, w tym flagową białą Robolę, ale i eksperymentuje, tworząc odmiany sezonowe. Za uprawę winorośli na plantacji odpowiada Giorgos Koukouvinos, prawdziwy pasjonat, który nie tylko opowie nam o samym procesie produkcji szlachetnych trunków, ale i udzieli wskazówek, jak je serwować.

Wycieczkę po Kefalinii warto zakończyć w jej północnym rejonie, gdzie znajduje się niezmiernie urokliwe Fiskardo, choć ze względu na przebudowę drogi dojazd jest utrudniony. Ta portowa osada przyciąga nie tylko rzesze turystów przypływających do niej każdego dnia statkami wycieczkowymi, ale i celebrytów, którzy na kilka chwil opuszczają swoje jachty, żeby wstąpić do jednej z tutejszych restauracji na lunch.

Itaka


Jeżeli na Itace zawołamy Kapitanie, mój kapitanie!, możemy mieć niemal stuprocentową pewność, że któryś z będących w pobliżu mężczyzn zareaguje na nasz okrzyk. To dlatego, że wyspę zamieszkuje rekordowa jak na Grecję liczba osób pełniących tę funkcję. Mityczna ojczyzna Odyseusza przyciąga co roku wielu żeglarzy. Aby móc jednak zawinąć do jednego z jej portów, należy zarezerwować miejsce z wyprzedzeniem.

Tutejsze krajobrazy przypominają scenerię z bajki. Przemierzając niezmiernie zieloną i malowniczą Itakę, będziemy podziwiać spektakularne widoki. Czekają one na nas szczególnie podczas przejażdżki nowo wybudowaną drogą z wioski Stavros do Anogi, uważanej za najstarszą i najwyżej położoną osadę na wyspie (w miejscowym XII-wiecznym kościele obejrzymy świetnie zachowane bizantyjskie freski), i dalej trasą w kierunku Klasztoru Katharon. Tylko nie zapomnijcie zabrać aparatów!

Nieopodal urzekającej zatoki Afales na północy leży mała miejscowość Kalamos z kamienną studnią często utożsamianą z homerowskim źródłem Melanydros. Według legendy każdy, kto napije się z niego wody, powróci kiedyś na Itakę. Ja nie wahałam się ani chwili. Także w tym rejonie rozciąga się najpopularniejsza itacka plaża Filiatro, jednak większą atrakcję stanowią dzikie odcinki wybrzeża, na które można dostać się tylko łódką. Te zacumujemy m.in. w Vathi – stolicy wyspy – lub w Kioni. W tej drugiej miejscowości warto zatrzymać się z kilku powodów. Po pierwsze, wioska słynie z pięknej architektury, po drugie, otaczają ją cudne plaże, a po trzecie, zjecie tutaj wyśmienitą musakę w tawernie Mills.

Skoro już o kuchni mowa, trzeba wspomnieć też o charakterystycznej dla Itaki potrawie o nazwie tserepa. Przygotowuje się ją w glinianym garnku i piecze w piecu opalanym drewnem. Podstawą dania jest kurczak (ale można użyć również mięsa z kozy lub królika), do którego dodaje się ziemniaki, pomidory, paprykę, czosnek i przyprawy. Ten specjał serwuje niemal każda tawerna czy restauracja na wyspie, jednak miejscowi twierdzą, że prawdziwą tserepę potrafią zrobić tylko nieliczne itackie kobiety. Spróbujemy jej np. we wsi Perahori w regionie Marathias. Tę wyjątkowo tradycyjną osadę zamieszkuje ok. 1 tys. osób, głównie rolników.

Na koniec warto dodać, że miejscowości na Itace mają swoje festyny, organizowane w dzień imienin świętego, który im patronuje. Najwięcej takich uroczystości przypada na lipiec i sierpień. Główny festiwal odbywa się zawsze co roku w okolicach 10 sierpnia. Wtedy na placach w itackich miasteczkach kobiety sprzedają lokalne produkty i swoje specjały.

Zakintos

Wizytę w winnicach, darmową pieszą wycieczkę typu city tour, zajęcia jogi na plaży o poranku, szaloną zabawę do białego rana w Laganas, a nawet organizację ślubu – to wszystko oferuje Zakintos (Zakynthos). Wyspa znana jest przede wszystkim z najsłynniejszej greckiej zatoki Navagio, zwanej także Zatoką Wraku (u jej brzegu spoczywa od 1980 r. statek przemytniczy Panagiotis), która wcina się w jej północno-zachodni brzeg. Można się tu dostać łodzią lub obejrzeć ten popularny zakątek z lotu ptaka. Druga propozycja wydaje się ciekawsza, bo po drodze zobaczymy też urokliwe zatoki Porto Roxa, Porto Limnionas oraz Porto Vromi. Koniecznie trzeba również zajrzeć do siedliska żółwi karetta. Jeżeli zechcecie ujrzeć te zwierzęta na własne oczy, popłyńcie w rejs na wysepkę Marathonisi w zatoce Laganas, stanowiącej od 1999 r. Morski Park Narodowy Zakintos. Mieszka w nim ok. 80 proc. ich lokalnej populacji. Widok tych stworzeń to niezapomniane przeżycie.

Amatorzy wodnego szaleństwa powinni wybrać się na wschodni przylądek Vassilikos (Vasilikos). W pobliżu plaży St. Nicholas czeka ich jazda na skuterze wodnym, nurkowanie, parasailing i wiele innych atrakcji. Największą zaletą tego zakątka są spokojne wody i przystępne ceny. To świetna okolica na wypad z dziećmi.

Mam także propozycję dla romantyków. Na południowym krańcu wyspy znajduje się mała, urokliwa wioska Keri, otoczona drzewkami oliwnymi. Miejsce jest o tyle niezwykłe, że można z niego podziwiać jedne z najpiękniejszych zachodów słońca w Grecji. Za inny wspaniały punkt widokowy uchodzi wzgórze Bochali (Bohali) wznoszące się nad tutejszą stolicą – Zakintos (Zakynthos). Rozpościera się z niego piękna panorama miasta. Robi ona duże wrażenie szczególnie po zapadnięciu zmroku, gdy zapalają się wszystkie światła. Polecam przyjść tutaj na kolację do tawerny To Spiti Tou Lata, prowadzonej przez Anastasiosa Tapinisa, i skosztować ragoût z koguta czy stifado z królikiem. Doskonałe jedzenie serwuje również knajpka To Kantouni należąca do Sakisa, którego matka na pewno nie pozwoli nam wyjść głodnymi (sama się o tym przekonałam). Stolik najlepiej w niej jednak zarezerwować z wyprzedzeniem, bo lokal posiada niewielkie rozmiary, a chętnych na przepyszne dania z jego kuchni nie brakuje.

Świetnych regionalnych produktów spróbujemy też w górskiej wiosce Kiliomeno, w której mieści się sklepik Melissiotisses. Kupimy w nim m.in. chleb, przyprawy, a także dżemy czy likiery w wielu, czasem zaskakujących smakach. Skoro już mowa o napojach wyskokowych, miłośnicy wina koniecznie powinni udać się do prowadzonej od trzech pokoleń winnicy Grampsas w miejscowości Lagopodo położonej pośrodku wyspy, nieopodal żeńskiego Klasztoru Panagia Eleftherotria. Na pewno nie pożałują oni tej wyprawy, bo tutejsze szlachetne trunki – podawane wraz z lokalnymi serami – są naprawdę rewelacyjne!

Artykuły wybrane losowo

W ciepłym toskańskim słońcu

BEATA GARNCARSKA

<< Dzisiejsza Toskania – jedno z najpiękniejszych krajobrazowo miejsc we Włoszech, gdzie zagęszczenie zabytków na 1 km² przekracza wszelkie normy światowe, nazywana była niegdyś Etrurią bądź Tuscią. Od północy graniczy ona z Ligurią i Emilią-Romanią, od wschodu – z zieloną Umbrią i Marche, na południu – z majestatycznym Lacjum z Rzymem, a zachodnie jej krańce oblewają wody Morza Tyrreńskiego. Poza tym należą do niej także Wyspy Toskańskie, m.in. Elba, Giglio, Capraia, Montecristo czy Gorgona. >>

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

SŁOWENIA – ZIELONY ZAKĄTEK EUROPY

TOMASZ ŁUKASZEWICZ

<< Na tegorocznych XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi słoweńscy sportowcy prezentowali się w strojach z elementami koloru zielonego. Podobnie było 2 lata wcześniej podczas letniej olimpiady w Londynie. I mimo iż nie ma tej zieleni na fladze Słowenii, każdy, kto choć raz zawitał w jej gościnne progi, wie, co zainspirowało projektantów… >>

Więcej…