pano2net.jpg

Widok na marinę w Alicante z Zamku św. Barbary na wzgórzu Benacantil

©AYUNTAMIENTO DE ALICANTE

MAGDALENA BARTCZAK


Choć wśród polskich turystów odwiedzających Hiszpanię wciąż największą popularnością cieszą się przede wszystkim Barcelona i region Costa Brava czy Wyspy Kanaryjskie – na czele z Fuerteventurą i Teneryfą – oraz Madryt, to warto pamiętać o tym, jak niezmiernie fascynującym miejscem jest południe tego kraju. Ten rozpalony słońcem fragment Półwyspu Iberyjskiego wypełniają piękne miasta i pokrywają liczne, wciąż jeszcze nieodkryte plaże. Koniecznie trzeba się o tym przekonać. 


Leżąca niemal na samym zachodnim krańcu Europy Hiszpania stała się prawdziwą turystyczną potęgą w latach 60. i 70. XX w., w okresie rządów generała Francisco Franco (1892–1975), który bardzo inwestował w rozwój turystyki, ponieważ uważał ją za ważną gałąź narodowego przemysłu. Szczyt jej największego rozkwitu przypadł na 1974 r., kiedy do kraju zawitało ponad 30 mln przybyszów z zagranicy, a więc dokładnie tyle, ile wynosiła wówczas jego populacja. Do dziś ojczyzna reżysera Pedra Almodóvara, zamieszkana obecnie przez ponad 46 mln obywateli, stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych europejskich państw. Należy również do ulubionych kierunków podróży Polaków. W 2013 r. do Hiszpanii przyjechało aż 60,6 mln gości. Daje jej to trzecie miejsce na świecie pod względem liczby turystów zagranicznych – zaraz po Francji i Stanach Zjednoczonych. Sami Hiszpanie często lubią mówić o swoim kraju w liczbie mnogiej – Las Españas („Hiszpanie”). To słowo znakomicie oddaje bogactwo i różnorodność tutejszej kultury, wielość używanych języków i dialektów czy zróżnicowanie występujących na tym obszarze stref klimatycznych – od rześkiej i pełnej gęstych wrzosowisk północy po subtropikalne południe, przesycone słodkim zapachem granatów, mandarynek, pomarańczy i hibiskusów.

Tym, co łączy różne części Hiszpanii, posiadającej czwarte największe terytorium w Europie (po Rosji, Francji i Ukrainie), jest niesamowita witalność i energia, dostrzegalne tu niemal na każdym kroku i wpisane w krwiobieg całej krainy. Dają się one zauważyć w gwarnych kawiarniach i restauracjach, wśród tłumów ludzi korzystających z ciepłych wieczorów, w strzelistych budynkach barokowych kościołów oraz gotyckich katedr i wreszcie w języku hiszpańskim, melodyjnym i gorącym jak temperament Hiszpanów. Szczególnie mocno te cechy przejawiają się na południu – rozgrzanym upałem, cieszącym się niemal nieprzerwaną fiestą i zanurzonym w potężnym świecie wielokulturowych tradycji i niezwykłych legend.

Gotyckie zamki i zielone równiny

Naszą podróż po południowej Hiszpanii warto rozpocząć od autonomicznej Wspólnoty Walenckiej (Comunitat Valenciana), uważanej za jeden z najżyźniejszych obszarów w Europie, do którego można tanio i dość łatwo dotrzeć m.in. dzięki licznym promocjom lotniczym. Panuje w nim łagodny śródziemnomorski klimat, tutejsze pola wydają plony 3–4 razy do roku, a pobocza dróg wypełniają drzewa pomarańczowe i cytrynowe. Stolicę tej urodzajnej krainy stanowi 800-tysięczna Walencja, uznawana nieoficjalnie za ojczyznę płytek ceramicznych azulejos i rytmicznego tańca paso doble, rozsławiona w Cydzie Pierre’a Corneille’a (1606–1684). Tytułowym bohaterem tego XVII-wiecznego dramatu jest Rodrigo Díaz de Vivar (ok. 1043–1099), znany jako Waleczny (el Campeador), który po przybyciu do śródziemnomorskiego portu podobno oznajmił: Od dnia, w którym zobaczyłem to miasto, przypadło mi ono do serca. I zapragnąłem go, i poprosiłem Boga, żeby uczynił mnie jego panem. Tak właśnie się stało – rządzony przez muzułmanów od ponad 380 lat ośrodek w czerwcu 1094 r. trafił pod jego władzę. Po śmierci Rodriga Díaza de Vivara Walencja ponownie znalazła się pod jurysdykcją islamską i ten stan trwał do 1238 r., gdy włączono ją do Królestwa Aragonii. W 1262 r. zaczęto wznosić górującą nad zabudowaniami miasta Katedrę św. Marii (Catedral de Santa María de Valencia). Świątynia szybko stała się wizytówką tego miejsca. Jej najważniejszy punkt wyznacza 63-metrowa wieża El Miguelete (Micalet), z której można podziwiać panoramę okolicy. W gotyckich wnętrzach kościoła znajduje się XIV-wieczna Kaplica Świętego Kielicha (Capilla del Santo Cáliz) z legendarnym świętym Graalem, z którego miał korzystać Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy.

Okres największego rozkwitu Walencja przeżywała w XV–XVI w. (tzw. Siglo de Oro Valenciano). To właśnie w tym okresie powstało wiele zdobiących ją obiektów architektonicznych. Należy do nich np. dawne Kolegium św. Piusa V (Colegio de San Pío V), w 1913 r. przemianowane na Muzeum Sztuk Pięknych Walencji (Museo de Bellas Artes de Valencia), i Lonja de la Seda (której nazwa w walenckim zapisie to Llotja de la Seda), od czasów renesansu pełniąca funkcję centrum handlu jedwabiem. Na początku XX stulecia naprzeciwko jej gmachu stanął Mercat Central (Mercado Central) – obecnie jedna z najdłużej działających hal targowych w Europie, mieszcząca nie tylko sklepy, ale też świetne restauracje. Dziś Walencja, trzeci po Madrycie i Barcelonie największy ośrodek w kraju, ponownie rozkwita i inwestuje w siebie. Wciąż pojawiają się w niej coraz nowocześniejsze ulice i osiedla, ruszają także kolejne śmiałe architektoniczne przedsięwzięcia. Jednym z nich jest Miasteczko Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), czyli zespół budynków okrzyknięty „dzielnicą przyszłości”. Zaprojektowany przez jednego z najbardziej znanych hiszpańskich architektów Santiaga Calatravę Vallsa, składa się m.in. z interaktywnego Muzeum Nauki Księcia Filipa (Museo de las Ciencias Príncipe Felipe) oraz ogromnej konstrukcji złożonej ze scen, na których wystawiane są opery i spektakle teatralne oraz odbywają się koncerty. Najciekawszą atrakcję futurystycznego kompleksu stanowi największe europejskie oceanarium (L’Oceanogràfic) o powierzchni 100 tys. m². Obejrzymy w nim ponad 40 tys. zwierząt reprezentujących 500 różnych gatunków, w tym umieszczone w specjalnie wydzielonym miejscu delfiny i uchatki (lwy morskie).

Walencja słynie też ze Święta Ognia (Fiesta de Las Fallas lub Las Fallas) – hucznie obchodzonego dnia św. Józefa (19 marca). Za jego charakterystyczny element uchodzą gigantyczne kukły z kartonu i drewna, nazywane ninots, które podczas procesji wynosi się na ulice i pali w ramach efektownego spektaklu. Choć najważniejsze wydarzenia wpisujące się w ten zwyczaj odbywają się w tygodniu, w którym wypada ten konkretny dzień, to miasto przygotowuje się do obchodów od początku miesiąca i codziennie organizuje pokazy pirotechniczne tzw. mascletà. Kulminacyjny punkt zabawy następuje 19 marca wieczorem, gdy wykonane specjalnie na tę okazję wielkie lalki trafiają na centralny plac miejski (Plaza del Ayuntamiento) i zaczynają płonąć wśród świateł, muzyki i sztucznych ogni. Występom w trakcie trwania Święta Ognia towarzyszą tańce, walki byków i koncerty muzyczne, idealnie wpisujące się w radosny charakter tutejszych fiest – prawdziwego sportu narodowego Hiszpanów, którzy są bardzo przywiązani do swoich tradycji i uwielbiają to okazywać w wyjątkowy, często dość spektakularny sposób.

ZŁOCISTE PIASKI COSTA BLANCA

Benidorm2.jpg

Miasto Benidorm chwali się prawdziwym lasem drapaczy chmur

©WIKIMEDIA COMMONS/SIOCAW



Ok. 150 km na południe od Walencji leży prowincja Alicante, której wschodnią granicę wyznacza Białe Wybrzeże (Costa Blanca). Chociaż jej nadmorskie miasteczka od lat cieszą się dużą popularnością wśród turystów, to nadal można tu znaleźć wiele ukrytych przed światem klifów, jaskiń, cypli i plaż, niemal nieskażonych obecnością człowieka. Jednym z miejsc, które zachowały taki autentyczny, niezmieniony przez ruch turystyczny klimat, jest 35-tysięczna miejscowość Villajoyosa (La Vila Joiosa), znana z urokliwego portu rybackiego, utrzymanej w soczystych kolorach zabudowy oraz wytwórni znakomitej czekolady. Odwiedzając „Radosne Miasto” (bo to właśnie oznacza jego oryginalna nazwa), nie sposób nie natknąć się wszędzie na ten lokalny specjał. Najlepiej spróbować go podanego razem z churros, czyli typowymi dla iberyjskiej kuchni smażonymi w głębokim tłuszczu pączkami (chrustami), najczęściej jadanymi przez Hiszpanów na śniadanie.

Jeszcze spokojniejsze i równie malowniczo położone są inne okoliczne miasteczka, m.in. Vall de Gallinera i Guadalest (El Castell de Guadalest), nad którym góruje XI-wieczny zamek (Castillo de San José) wybudowany jeszcze w czasach mauretańskich. Z ich sennym charakterem kontrastuje ożywiona atmosfera pobliskich kurortów. Do najchętniej odwiedzanych z nich należy bez wątpienia Benidorm, który jeszcze w latach 50. XX w. był niepozorną i zaciszną wioską rybacką. Dziś ta miejscowość słynie z licznych hoteli i wieżowców. Według międzynarodowych statystyk zajmuje ona drugie po Manhattanie miejsce na świecie pod względem liczby drapaczy chmur przypadających na 1 km² powierzchni i pierwsze – w przeliczeniu na jednego mieszkańca! Na terytorium niemal 39 km² żyje tu dziś niewiele ponad 69 tys. ludzi i stoi 40 tych wznoszących się pod niebo budynków (minimum 85-metrowych). Co więcej, właśnie w Benidormie znajduje się najwyższy hotel w całej Europie – mierzący 186 m śnieżnobiały Gran Hotel Bali.

Z tego gęsto zabudowanego miasta blisko już do równie ruchliwego i głośnego ponad 330-tysięcznego Alicante (Alacant), czyli założonego w 201 r. p.n.e. przez Rzymian portu (Lucentum), którego nazwa (Al-Laqant) oznacza po arabsku „Źródło Światła”. To poetyckie miano ma – oczywiście – historyczną genezę: od VIII do połowy XIII w. ośrodek należał do Maurów. Później został włączony do Królestwa Aragonii. Pobliski starożytny Zamek św. Barbary (Castillo de Santa Bárbara), szerokie nadmorskie paseos („pasaże”), pełne kawiarni ze stolikami na świeżym powietrzu, długie piaszczyste plaże i pięknie odnowiona stara część miasta, w której nie brakuje godnych uwagi zabytków – to wszystko sprawia, że niewątpliwie warto zatrzymać się w Alicante co najmniej na jeden dzień. Najlepiej przyjechać do niego na początku lata, gdy odbywa się tutaj najpopularniejsza lokalna fiesta zwana Fogueres de Sant Joan (Hogueras de San Juan), czyli Ognie św. Jana. Uroczystości trwają zazwyczaj od 20 do 24 czerwca. W tym czasie rozpala się na plaży ogniska, puszcza w niebo fajerwerki i zażywa morskich kąpieli. Głównymi bohaterami wydarzenia są zrobione z kartonów ogromne postaci (ninots), które ostatniego dnia obchodów zostają spalone (tzw. la cremà). Zgodnie z tradycyjnymi wierzeniami, rytualny ogień ma odpędzić złe duchy, stanowiące zagrożenie dla mieszkańców oraz ich rolniczych plonów.

Miłośników lokalnych świąt, regionalnej kuchni i architektury o wielokulturowym rodowodzie zachwyci także 440-tysięczna Murcja (Murcia), znajdująca się ok. 80 km na południowy zachód od Alicante. W tym założonym przez Maurów (25 lipca 825 r.) mieście jedną z najbardziej niezwykłych imprez jest tzw. pogrzeb sardynki (Entierro de la Sardina), obchodzony w sobotę po Wielkanocy (odmiennie niż w innych rejonach, gdzie kończy on zazwyczaj karnawał). Kiedyś podczas tego ludowego święta (uwiecznionego m.in. na płótnie Francisca Goi) organizowano procesje mieszkańców, którzy w przebraniach i z pochodniami szli nad rzekę, niosąc na czele pochodu wielką kukłę z rybą w ustach. Potem owiniętą w specjalne płótno sardynkę wkładali do skrzynki i puszczali na wodę, a lalkę palili na stosie. Współcześnie uczestnicy wydarzenia ograniczają się do spektakularnego podpalenia samej ryby, wykonanej najczęściej z papieru.

Do symboli tego wielokulturowego miasta należy budynek XIX-wiecznego kasyna (Real Casino de Murcia), które niegdyś było klubem miejskiej elity i pozostawało zamknięte dla turystów. Od kilku lat, po zakończonej w 2009 r. pieczołowitej restauracji, wnętrza udostępnia się zwiedzającym, a kryją one takie skarby, jak np. arabskie patio (Patio Árabe) z wejściem w orientalnym stylu mudéjar, neobarokową salę balową, bibliotekę, starą herbaciarnię i ozdobioną freskami damską toaletę. Za inny charakterystyczny obiekt w Murcji uchodzi potężna gotycko-renesansowo-barokowa Katedra (Catedral de Murcia), stojąca na fundamentach dawnego meczetu. Jej strzelista dzwonnica (Torre-Campanario) mierzy 98 m i jest trzecią najwyższą w całej Hiszpanii po słynnej Giraldzie w Sewilli i wieżach Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny (Sagrada Família) w Barcelonie. Pod jej kopułą wisi aż 25 dzwonów, wybijających godzinę odpowiednią na obiad. Dobrych miejsc na zjedzenie posiłku w tym zabytkowym mieście nie brakuje. Na każdym kroku można tutaj znaleźć klimatyczne restauracje z lokalnymi przysmakami składającymi się na pyszną kuchnię Lewantu (jak określa się wschodnie wybrzeże Półwyspu Iberyjskiego, zwłaszcza region Murcji i Walencji), obfitującą przede wszystkim w wyśmienite owoce morza i warzywa. Właśnie z tej okolicy pochodzi zresztą jedna z najpopularniejszych obecnie hiszpańskich potraw, czyli paella(danie z ryżu współcześnie na ogół z dodatkiem owoców morza, szafranu i papryki – tzw. paella marinera). Należy jednak pamiętać o tym, że tradycyjna paella valenciana składa się z mięsa z kurczaka, kaczki i królika oraz ślimaków i warzyw. Równie smakowite pozycje z tutejszego menu, takie jak choćby pescaíto frito (rybę obtoczoną w mące i smażoną w głębokiej oliwie, podawaną z kawałkami cytryny) czy pochodzące z Malagi gazpachuelo (zupę rybną z majonezem czosnkowym, jajkiem, olejem z oliwek i ziemniakami), znajdziemy też w innych pobliskich miastach i miasteczkach, wypełniających Ciepłe Wybrzeże (Costa Cálida). Ta część regionu Murcja obfituje w przepiękne, wielokilometrowe plaże i laguny, wśród których wyróżnia się najefektowniejsza z nich lazurowa Mar Menor (Morze Mniejsze) słynąca m.in. ze znakomitych warunków do nurkowania i windsurfingu, nazywana „największym basenem na świecie”. W pobliżu leży także wart jednodniowej wizyty Park Regionalny Salin i Piasków San Pedro del Pinatar (Parque Regional de las Salinas y Arenales de San Pedro del Pinatar), dokąd na kilka miesięcy w roku przylatują flamingi różowe. Najwięcej tych uroczych ptaków spotkamy tu pod koniec lipca.  

Żar tropików i dźwięki flamenco

GRANADA-Alhambra.jpg

Alhambra w Granadzie to pełen wspaniałości warowny zespół pałacowy

©EMPRESA PÚBLICA PARA LA GESTIÓN DEL TURISMO Y DEL DEPORTE DE ANDALUCÍA, S. A



Wiele zachwycających pod względem przyrodniczym miejsc odkryjemy też w bardziej oddalonym na południe rejonie Hiszpanii – niemal przez okrągły rok rozpalonej słońcem Andaluzji. Jeśli ktoś lubi obcować z dziką naturą, to powinien odwiedzić tutaj leżący w prowincjach Huelva i Sewilla Park Narodowy Doñana (Parque Nacional de Doñana), największy w całym kraju (o powierzchni 54 252 ha) i imponujący różnorodnością fauny i flory. Wśród jego mokradeł, lasów, pustyń i wydm mieszkają np. rysie iberyjskie, jelenie, daniele, dziki i rozmaite gatunki gadów. Na surowość andaluzyjskich pejzaży ogromny wpływ ma upalny klimat, określany jako śródziemnomorski z elementami półpustynnego.

Innym znakiem rozpoznawczym tego regionu poza upałami jest fakt, że skupia on w sobie wszystko, z czym kojarzy się zwykle Hiszpania. Właśnie tu narodziło się rozdzierające serce flamenco – posiadający orientalne korzenie taniec andaluzyjskich Cyganów, wykonywany przy nieodłącznym akompaniamencie gitary i w romantycznym rytmie kastanietów. Z tym zmysłowym, artystycznym stylem wyrażania swoich emocji wiąże się zresztą całe zjawisko kulturowe, które obejmuje również śpiew, strój i zachowania. Flamenco to prawdziwa sztuka i filozofia życia. Nic więc dziwnego, że od 2010 r. znajdziemy je na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć dziś ten gatunek muzyki cieszy się ogromną popularnością – kochają go już nie tylko Andaluzyjczycy, ale i cały świat – to jedno nie uległo zmianie: wielu jego wykonawców i wielbicieli nadal wywodzi się z uboższych warstw społecznych. Melancholijnymi i zarazem wyrazistymi dźwiękami flamenco rozkołysane są w Andaluzji restauracje, kawiarnie, bary i ulice. Wydaje się ono być stałym składnikiem tutejszego klimatu i pejzażu.

Z tego gorącego regionu pochodzi też inna słynna tradycja, z której Hiszpanie bywają jednak mniej dumni, czyli kontrowersyjna korrida (corrida de toros), sięgająca swoimi korzeniami do początków XII w. Krwawy spektakl od dłuższego czasu wzbudza dużo gorących dyskusji. Od lat zmniejsza się grono jego miłośników, a przeciwnikom coraz częściej udaje się doprowadzić do zakazania tego widowiska. Tak stało się w Katalonii w lipcu 2010 r., kiedy to miejscowy parlament (Parlament de Catalunya) zabronił świętowania walk byków na całym obszarze tej wspólnoty autonomicznej.

Na kolejny element tutejszej kultury, który jak w soczewce skupia w sobie różne cechy hiszpańskiej mentalności, składają się liczne ludowe zabawy i imprezy, znane jako fiestas, ferias i romerías. Do najciekawszych należą lutowy karnawał z pochodami przebierańców i koncertami flamenco (szczególnie ten z Kadyksu – Carnaval de Cádiz), Feria de Abril de Sevilla – barwne kwietniowe uroczystości w Sewilli (będące największym w Hiszpanii jarmarkiem), magiczne procesje organizowane w ramach Wielkiego Tygodnia (Semana Santa), majowa Feria del Caballo w Jerez de la Frontera, czerwcowo-lipcowe festiwale muzyczne, np. Festival de la Guitarra de Córdoba odbywający się w Kordobie, oraz sierpniowa Feria de Agosto w Maladze, nazywana „Wielką Fiestą Lata” (Gran Fiesta del Verano). Jedno jest pewne: 8,5-milionowa Andaluzja tętni życiem przez wszystkie dni w roku, chociaż – ze względu na warunki klimatyczne – przede wszystkim podczas mniej upalnych wieczorów.

Najbardziej ożywionym zakątkiem tej części kraju pozostaje niewątpliwie jej 700-tysięczna stolica Sewilla, bodaj najsilniej kuszące z miast południowej Hiszpanii. Uważa się ją przy tym za jeden z najgorętszych ośrodków Europy – średnie roczne temperatury powietrza sięgają w niej 19,2°C. Właśnie tu odnotowano prawdopodobnie najwyższy poziom słupka rtęci w historii całego kontynentu – 30 lipca 1876 r. termometry pokazały 51°C. Uroda tego miejsca została uczczona w refrenie dawnej lokalnej pieśni brzmiącym: Quien no ha visto Sevilla, no ha visto maravilla („Kto nie widział Sewilli, ten nie widział cudu”). W przeszłości to miasto cudów upodobało sobie wielu pisarzy i poetów. Właśnie tutaj swoje fikcyjne, pełne przygód życie prowadzili Carmen ze słynnej opery Georges’a Bizeta (1838–1875) oraz Don Juan z poematu George’a Gordona Byrona (1788–1824). Także współcześnie niezmiernie fascynująca Sewilla przyciąga miłośników literatury, muzyki, teatru i… pomarańczy. Największy andaluzyjski ośrodek nosi nieoficjalnie miano stolicy tych owoców, które można w nim spotkać właściwie na każdym kroku. Przekonamy się o tym szczególnie na wiosnę, kiedy tysiące sewilskich drzewek pokrywa się białymi kwiatami, a wszędzie unosi się słodki zapach cytrusów.

Wspaniałą Sewillę tworzą również zapierające dech w piersiach zabytki, m.in. Katedra Najświętszej Marii Panny (Catedral de Santa María de la Sede de Sevilla), uważana za jeden z największych i najświetniejszych budynków gotyckich na świecie. W swoich monumentalnych wnętrzach kryje liczne skarby, np. obrazy Bartolomé Estebana Murilla (1617–1682) i Francisca Goi (1746–1828) oraz krzyż wykonany z pierwszego złota, jakie Krzysztof Kolumb przywiózł z Ameryki do Europy. Niesamowite wrażenie robi też stanowiąca dziś serce sewilskiej bohemy stara dzielnica żydowska (Barrio de Santa Cruz) oraz okolice placu Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla), ozdobionego wykonanymi z płytek ceramicznych (azulejos) herbami wszystkich prowincji kraju. Nie sposób także wyjechać z tego miasta bez wizyty w Alkazarze (Real Alcázar de Sevilla) – budynku dawnej mauretańskiej cytadeli, w którym przez blisko 700 lat mieszkali hiszpańscy królowie. Właśnie w jego murach podjęto decyzję o ekspedycji Ferdynanda Magellana (1480–1521) i to w nim Izabela I Katolicka (1451–1504) i Ferdynand II Katolicki (1452–1516) przyjęli Krzysztofa Kolumba po jego powrocie z Ameryki.

Podobne fascynujące historie związane są również z innymi pełnymi zabytków andaluzyjskimi miejscowościami, które warto odwiedzić, jeśli tylko jeszcze starczy nam czasu. Należy do nich bez wątpienia położona niezmiernie malowniczo, na wysokości ok. 680 m n.p.m., 240-tysięczna Granada, która była ostatnim bastionem i najtrwalszym ośrodkiem muzułmanów w Hiszpanii (do 2 stycznia 1492 r.). Ślady tego okresu odnajdziemy w atmosferze i budynkach miasta, szczególnie w jego starych dzielnicach Albaicín (Albayzín), Sacromonte czy Realejo-San Matías. Zdecydowanie największe wrażenie wywiera w nim potężna Alhambra, dawna mauretańska twierdza, która służyła jako siedziba władcy i dworu Emiratu Granady (Reino nazarí de Granada, Emirato de Granada) istniejącego w latach 1238–1492. Uznawana nieoficjalnie za jeden z cudów świata forteca zalicza się do szczytowych osiągnięć arabskiej architektury, inżynierii, wyobraźni i sztuki. Wygląda jak zamek z Księgi tysiąca i jednej nocy. Miłośników orientalnej kultury zachwycą też z pewnością 120-tysięczny Kadyks (Cádiz), założony w XII w. p.n.e. przez Fenicjan (jako Gádir) i będący jednym z najstarszych ośrodków na Półwyspie Iberyjskim, a także Ronda, 35-tysięczna miejscowość leżąca nad potężnym skalnym urwiskiem (Tajo de Ronda), które dzieli ją na dwie części połączone imponującym Nowym Mostem (Puente Nuevo) wzniesionym w latach 1759–1793.

Na pobliskim upalnym Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol) istnieje zresztą mnóstwo równie urokliwych miast. Wiele z nich – tak jak elitarna i luksusowa 140-tysięczna Marbella czy większa, znacznie bardziej zatłoczona i gwarna Malaga (zamieszkiwana przez 570 tys. osób) – poza zabytkami szczyci się również rejonami idealnymi do beztroskiego wypoczynku. Niezaprzeczalną zaletą tego obszaru, podobnie zresztą jak całego południa kraju, jest też to, że z łatwością znajdziemy w nim dużo korzystnych ofert nieruchomości wakacyjnych do wynajęcia na kilka dni, tygodni i dłużej, jak także komfortowych willi czy apartamentów przeznaczonych na sprzedaż, jeżeli tylko chcemy posiadać swój drugi dom pod gorącym słońcem Hiszpanii. Warto tu skorzystać z pomocy doświadczonych firm, działających już na miejscu od wielu lat i zapewniających obsługę w języku polskim. Należą do nich m.in. Iberia Home, entradacasa, P&O Apartments w Marbelli na Costa del Sol, Costa Invest na Orihuela Costa w prowincji Alicante, Costa del Sol Rental z Malagi czy Star Nerja z miejscowości Nerja w historycznym regionie Andaluzji La Axarquía. Dużą popularnością cieszą się tutaj wakacyjne apartamenty i wille położone w takich kurortach, jak np. Altea, Dénia, Torremolinos, Almuñécar, Torrevieja czy Estepona, oraz okolicach Orihueli i Alicante, ale jeśli wybierzemy inne miasto, także bez problemu znajdziemy atrakcyjne lokum w dość przystępnej cenie. Niektóre agencje oferują wynajęcie mieszkania nawet za kwotę od 200 euro za tydzień, a czasem nieco taniej. Za bardziej luksusowe warunki trzeba – oczywiście – zapłacić znacznie więcej, ale urlop na pełnym atrakcji południu Hiszpanii, wśród ciepłych promieni słońca, wspaniałych zabytków, pachnących drzew owocowych i złocistych plaż, na pewno jest tego warty.

380.jpg

Gmach Ratusza wznoszący się przy placu Pomarańczy w kurorcie Marbella

©TURISMO Y PLANIFICACIÓN COSTA DEL SOL S.L.U

Artykuły wybrane losowo

Malta – między Europą a Afryką

PAWEŁ CHOIŃSKI
WWW.MOJA-MALTA.PL

<< Malta to jedno z najmniejszych państw Starego Kontynentu. Łączna powierzchnia wszystkich wysp archipelagu wynosi zaledwie 316 km2, a ich populacja – ok. 450 tys. mieszkańców. Jednak co roku kraj ten odwiedza mniej więcej 1,5 mln turystów. Co sprawia, że jest on aż tak chętnie wybieranym celem podróży? Na pewno duży wpływ na tę popularność ma miejscowy klimat. Jak mówią statystyki, w ciągu okrągłych 12 miesięcy zdarza się tu ok. 300 słonecznych dni, a średnia temperatura powietrza od maja do października utrzymuje się na poziomie powyżej 25oC, tak jak i temperatura wody w morzu w sierpniu i wrześniu. >>

Więcej…

Jamajka – wyspa w słońcu

 

Robert Pawełek

www.travelcompass.pl

 

 To o niej mógł śpiewać amerykański piosenkarz Harry Belafonte w swoim przeboju z 1957 r. „Island in the Sun”. Na tej szerokości geograficznej przez większość dnia słońce wisi pionowo nad ziemią. Tutaj angielski pisarz Ian Fleming powołał do życia słynnego brytyjskiego agenta 007. Dziś w jamajskim barze można czasem spotkać hollywoodzkie gwiazdy.

 

Kiedy w 1494 r. Krzysztof Kolumb dotarł do brzegów Jamajki, napisał w swoim dzienniku, że to najpiękniejsza wyspa, jaką ujrzały ludzkie oczy. Wraz z nim przybyli hiszpańscy marynarze. Wkrótce mieli poznać rdzennych mieszkańców tego lądu – Tainów. Indianie nazywali go Xaymacą, co znaczyło „kraj drewna i wody”. Z ich języka wywodzą się także słowa „hamak”, „kajman”, „tabaka”, „barbecue”, „huragan” czy „koliber”.

 

Przybycie Krzysztofa Kolumba nie okazało się jednak dla Tainów wydarzeniem szczęśliwym. Hiszpanie podporządkowali ich sobie i zmuszali do ciężkiej pracy. Poza tym Indianie zaczęli chorować na powszechnie znane w Europie choroby, na które oni sami nie byli odporni. Zaledwie 100 lat później rdzenni mieszkańcy Jamajki niemal wymarli. Anglicy po zdobyciu wyspy w 1655 r. zmienili ją w ogromną dochodową plantację cukru, na którą masowo sprowadzali niewolników z Afryki Zachodniej. Obecnie żyją na niej jednak nie tylko potomkowie europejskich kolonizatorów i ludności z Czarnego Lądu. Przez wiele lat przybywali tu imigranci z Indii, Chin, Izraela czy Palestyny. Dzisiejsi Jamajczycy tworzą więc społeczeństwo bardzo różnorodne. Jamajka kojarzy się przede wszystkim z radosnym, roztańczonym i rozśpiewanym krajem, krainą reggae, beztroski i luzu. I taka jest w rzeczywistości.

 

W Górach Błękitnych spotkamy m.in. urocze wille i paprocie drzewiaste

NY JAMA A031757 House on Blue Mountain 4C1 cut

©JAMAICA TOURIST BOARD

 

Z wizytą w raju

 

Rozsławiona przez Harry’ego Belafonte’a „wyspa w słońcu” stanowi wymarzone miejsce na niezapomniany urlop. Przez cały rok panuje tu tropikalna pogoda, temperatura w niższych partiach lądu utrzymuje się na podobnym poziomie 25–30°C (i 15–22°C na wyżej położonych terenach), a lato i zima różnią się nieznacznie. Nocą powietrze nieco się ochładza, ale nawet wtedy nie przestaje być ciepło. Jamajka przyciąga turystów pięknymi plażami z lśniącym piaskiem delikatnie muskanymi przez fale. Daleko od lądu morze jest pofalowane i ma ciemnoniebieską barwę, bliżej wybrzeża, w osłoniętych od wiatru zatokach przypomina lustro i mieni się wieloma kolorami: błękitnym, turkusowym, modrym…

 

W przejrzystej wodzie widać dokładnie karaibskie głębiny. Ryby we wszystkich kolorach tęczy opływają ławicami koralowce i podwodne skały. Ten rajski spokój zakłócają jednak huragany, czasami nawiedzające wyspę w trakcie pory deszczowej. Trwa ona zazwyczaj od maja do października. W tym okresie zagraniczni goście raczej omijają te strony.

 

Wyjątkowe połączenie sprzyjających warunków klimatycznych, ciekawego ukształtowania terenu i różnorodności przyrodniczej wyróżnia Jamajkę na Karaibach. Jej w większości wyżynno-górzysty ląd pokrywa bujna roślinność i lasy równikowe. Na wschodzie leży pasmo Gór Błękitnych (Blue Mountains) z najwyższym jamajskim szczytem – Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.). Jego najczęściej spowity we mgle wierzchołek góruje dumnie nad okolicą. Tereny w głębi wyspy nie są już tak idylliczne jak wybrzeże. W poprzecinanym wąwozami i trudno dostępnym regionie Cockpit Country, z licznymi jaskiniami na północnym zachodzie, ukrywali się kiedyś Maroni (potomkowie zbiegłych czarnych niewolników), którzy próbowali rozpocząć nowe życie. Na północy rejony górskie kończą się plażami pokrytymi jasnym piaskiem, a na południu urwiste, szorstkie klify stawiają opór bijącym falom. Linię brzegową przecinają rzeki i wodospady wypływające wprost z gór do morza. Jamajska tropikalna flora zachwyca swoim oszałamiającym bogactwem. Na wyspie występuje ponad 3,6 tys. gatunków roślin, w tym liczne odmiany palm, paproci i storczykowatych. Tę różnorodność urozmaica jeszcze niezmiernie ciekawa fauna – m.in. ok. 110 gatunków ptaków, w tym 31 endemicznych. Wśród nich znajduje się jeden z symboli Jamajki, czyli koliber czarnogłowy, nazywany doctorem birdem.

 

Na Jamajce spłyniemy bambusową tratwą po Rio Grande i Martha Brae

xm2450a martha brae ret2

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Plaża Jamesa Bonda

 

Turyści często wybierają Montego Bay, drugie po Kingston (stolicy kraju) najważniejsze miasto na wyspie i zarazem największy tutejszy ośrodek wypoczynkowy. Otaczają je wybrzeże z białym piaskiem, nowoczesne resorty i pola golfowe. Jeżeli znudzimy się nieustannym leżeniem na plaży i sączeniem przez słomkę kolejnejpiña colady, drinka jamaican browning lub innych lokalnych koktajli, powinniśmy opuścić hotel i wyruszyć na zwiedzanie. Mimo niewielkich rozmiarów Jamajki (odległość w linii prostej z zachodu na wschód wynosi ok. 235 km, z południa na północ w najszerszym miejscu – 84 km), nie brak jest na niej ciekawych atrakcji. Możemy wybrać się na wycieczkę rowerową wzdłuż brzegu morza lub w góry. Trasy takich wypraw prowadzą przez lasy tropikalne, plantacje kawy i bananów. Wiele wrażeń dostarcza też spływ długą tratwą bambusową po Rzece Wielkiej (Rio Grande). Zaczyna się w Berrydale. Najpierw przeprawiamy się przez gęsto zarośnięte gaje. Po drodze mijamy przesmyk Lovers Rock (Skała Kochanków) i docieramy aż do ujścia rzeki do morza w Rafter’s Rest. Jeśli mamy wolny cały dzień, wybierzmy się na wycieczkę w Góry Błękitne wznoszące się na północny wschód od Kingston. Ich zwykle zamglone wierzchołki wyglądają bardzo atrakcyjnie. Nie musimy wcale decydować się na pieszą wędrówkę, niepowtarzalny urok tego regionu możemy podziwiać z okien samochodu. Warto pamiętać o zabraniu stroju kąpielowego, po drodze znajdziemy dużo miejsc odpowiednich na odświeżającą kąpiel.

 

Na zainteresowanie zasługuje również założone w 1769 r. miasto Falmouth. Niegdyś był to jeden z najruchliwszych portów na wyspie. Jeśli będziemy mieć szczęście, trafimy na zawody triatlonowe odbywające się w pobliżu. To prawdziwie mordercze wyzwanie w tak gorącym klimacie! Na metę, ustawioną pod Rose Hall (rezydencją nawiedzaną ponoć przez ducha dawnej właścicielki Annie Palmer, podobno fanatycznej wyznawczyni kultu voodoo), dobiegają najbardziej wytrwali zawodnicy. Jamajka słynie z lekkoatletycznych talentów – Usain Bolt w 2009 r. ustanowił rekordy świata w biegu na dystansie 100 i 200 m. Najlepsze wyniki biegaczy nierzadko zresztą należą do Jamajczyków. Zabytkowe Falmouth zachwyca przede wszystkim swoją kolonialną architekturą. Niegdyś prężnie się rozwijało – sieć wodociągów zbudowano w nim wcześniej niż w Nowym Jorku! Dziś Falmouth Heritage Renewal, organizacja non-profit, stara się przywrócić blask różnym obiektom w stylu gregoriańskim, takim jak Centrum Handlowe i Historyczne Alberta George’a, anglikański Kościół św. Piotra czy imponujący budynek sądu z 1815 r.W mieście kręcono również Motylka (1973 r.) z Dustinem Hoffmanem i Steve’em McQueenem w rolach głównych.

 

Bardzo interesująca może być wyprawa do miasta Ocho Rios, czyli Osiem Rzek (chociaż nie ma ich naprawdę aż tyle w okolicy). Jak mówią Jamajczycy, w tym miejscu niebo wlewa się do morza. Z myślą o turystach docierających tu statkami pasażerskimi powstały restauracje i sklepy wolnocłowe. W mieście faluje wesoły, barwny tłum podążający w sobie tylko znanym kierunku. Głośna muzyka reggae płynie z głośników ustawionych przez młodych didżejów. Stąd już niedaleko do dawnego portu bananowego Oracabessa. W jego pobliżu rozpościera się plaża o charakterystycznej nazwie – James Bond Beach, z której widać dawną rezydencję Iana Fleminga (1908–1964), czyli Goldeneye. To w niej powstawały powieści o słynnym brytyjskim agencie 007. Tutaj także Honey Ryder (pierwsza dziewczyna Jamesa Bonda grana przez Ursulę Andress) w filmie Doktor No (1962 r.) wychodziła z wody w scenie, która przeszła już do historii kinematografii. Poza tym wypoczywała w tym miejscu m.in. aktorka Elizabeth Taylor (1932–2011). Dziś chętni mogą spędzić noc w domu pisarza. Ta przyjemność kosztuje jednak kilka tysięcy dolarów amerykańskich. Nowy właściciel terenu Chris Blackwell, założyciel wytwórni Island Records, wybudował w sąsiedztwie kilka willi składających się na luksusowy kompleks turystyczny. Obecnie funkcjonuje tu resort GoldenEye.

 

Od połowy XX w. Jamajka zaczęła cieszyć się popularnością wśród hollywoodzkich aktorów i brytyjskich arystokratów. Mieszkali na niej też amerykański muzyk country Johnny Cash (1932–2003), angielski dramaturg Noël Coward (1899–1973) i aktor Errol Flynn (1909–1959). Przy odrobinie szczęścia, podczas wizyty w Couples Tower Isle w Ocho Rios, pierwszym na wyspie hotelu o standardzie all inclusive, czy ekskluzywnym resorcie The Caves w Negril uda nam się wypić drinka w towarzystwie sław z telewizji i pierwszych stron gazet.

 

W sąsiedztwie ekskluzywnych kompleksów wypoczynkowych znajdują się jednak rejony zamieszkane przez ludzi ubogich. W delikatnych tekturowych domach żyją całe rodziny, które utrzymują się z prowadzenia małych ulicznych straganów i punktów usługowych. Mimo to optymizm wydaje się nie opuszczać wyspiarzy. Jamajczycy są wyjątkowi: sympatyczni, otwarci i zawsze uśmiechnięci. Tę radość z życia oddają charakterystyczne wyrażenia i zwroty pochodzące z kreolskiego jamajskiego (języka patois), np. Yeah, mon! („Tak, bracie!”). Niezwykle życzliwi i uczynni miejscowi okazują się jednocześnie bardzo ciekawscy. Pytają rozmówców o kraj pochodzenia, cel podróży, zawód, a przede wszystkim o to, czy podoba się im Jamajka i czy zamierzają przyjechać na nią ponownie. Jamajczycy są świadomi swojej wartości i dumni z wyspy i wywalczenia niepodległości. Afrykańskie korzenie uważa się tu za zaletę, co podkreśla ruch rastafarian twierdzących, że wywodzą się od władców Etiopii i kiedyś powrócą do ojczyzny swoich przodków. Łatwo ich rozpoznać po długich dredach, które noszą rozpuszczone lub splecione dla wygody i osłonięte turbanem albo czapką. Ich kolorowe stroje nawiązują do barw z flagi etiopskiej – zieleni, żółci i czerwieni. Rastafarianie często palą święte zioło, czyli marihuanę. Mieszają ją razem z tytoniem, a samo palenie uchodzi za swoisty rytuał oczyszczający umysł, towarzyszy mu odmawianie modlitw i błogosławieństw.

 

Widok na Ocho Rios i port, w którym cumują statki wycieczkowe

Jamajka Ocho Rior fot

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

Bob Marley i bobsleje

 

Do rozsławienia Jamajki w dużym stopniu przyczynił się Bob Marley (1945–1981), legendarny wykonawca reggae, który stał się symbolem awansu społecznego na wyspie. Jego fani składają wizyty w Nine Mile, rodzinnej wiosce muzyka, i poświęconej mu placówce w Kingston (Bob Marley Museum). W Ocho Rios można także zajrzeć do Reggae Xplosion, muzeum opowiadającego o życiu i twórczości Boba Marleya. Prezentuje ono również historię jamajskich gatunków muzycznych. Powstały pod koniec lat 70. XX w. dancehall, nawiązujący do reggae, zdobył popularność wśród młodszego pokolenia i na światowe listy przebojów w ciągu ostatnich kilkunastu lat trafiały piosenki takich Jamajczyków jak Shaggy, Beenie Man i Sean Paul.

 

Na Jamajce warto też… przejechać się bobslejem. Tor bobslejowy na górze Mystic (Mystic Mountain) ma 1 km długości. Dociera się do niego wyciągiem krzesełkowym, z którego można podziwiać przepiękne widoki. Ale największych emocji dostarcza szybki zjazd saniami pośród tropikalnego lasu. Od razu przypomina się filmReggae na lodzie (1993 r.) w reżyserii Jona Turteltauba, który inspirował się historią jamajskiej drużyny narodowej debiutującej w konkurencjach bobslejowych na XV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary. Dziś Jamajka ma własną reprezentację w tej dziedzinie sportu, co jest prawdziwym wyczynem, zważywszy na panujące w kraju warunki klimatyczne. Po gorących przeżyciach orzeźwienie przynoszą kaskady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls o długości ponad 180 m), z których woda opada do Morza Karaibskiego. Do wspinaczki pod okiem miejscowych przewodników nie potrzeba specjalnej kondycji fizycznej. Niezbędne są jednak stroje kąpielowe i gumowe buty zapobiegające ślizganiu się po mokrych skałach. Obuwie można wypożyczyć na miejscu.

 

Krokodyle i narodowe skarby

 

Wodospady na rzece Dunn to popularne miejsce na wspinaczkę

Dunns River Falls1 fot

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

Południowe wybrzeże Jamajki prezentuje inne oblicze tego kraju. Przez XVIII- i XIX-wieczne plantacje trzciny cukrowej dociera się do ukrytych plaż, gdzie nie ma żywej duszy. W mieście Black River doświadczony przewodnik zabiera chętnych na jedną z najdłuższych rzek na wyspie (53,4 km) i na jej największe chronione mokradła. W trakcie wyprawy łodzią można poczuć się jak na afrykańskim safari. Główny jej cel to tropienie krokodyli amerykańskich – jedynych niebezpiecznych zwierząt na Jamajce. Kiedyś występowały tu jeszcze jadowite węże (rzadki boa jamajski nie jest jadowity i nie stanowi zagrożenia dla człowieka), ale podobno wytępiły je mangusty sprowadzone z Afryki. Przewodnik wypatruje gadów i gdy uda mu się dojrzeć jakiegoś osobnika (a dzieje się to dość często), uradowany wskazuje go uczestnikom wycieczki. Krokodyle nierzadko podpływają do łodzi i dają się fotografować. Trzeba jednak być ostrożnym i trzymać się poręczy, bo mogą to być ostatnie nasze zdjęcia w życiu! Przy odrobinie szczęścia ujrzymy także kolibra czarnogłowego.

 

W środku jamajskiego lasu tropikalnego, w małej miejscowości Mavis Bank znajduje się istniejąca od 1885 r. fabryka kawy marki Jablum – Mavis Bank Coffee Factory. Trudno do niej dotrzeć bardzo wyboistą, wąską i stromą drogą, ale na pewno warto. Przyjrzymy się tu wszystkim etapom produkcji słynnej kawy z Gór Błękitnych – narodowego skarbu kraju zwanego „czarnym złotem Jamajki”. Tajemnica jej wysokiej jakości tkwi w wyjątkowych warunkach, w jakich się ją uprawia. Tropikalne ciepło, odpowiedni poziom wilgotności powietrza i ostry górski klimat sprawiają, że ziarna osiągają niepowtarzalny smak. Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych kaw na świecie. Nie jest kwaskowata i ma piękny zapach. Choć wtajemniczeni twierdzą, że aby wydobyć pełnię jej walorów smakowych, powinno się ją przygotowywać z użyciem odpowiedniej wody i że nie wszędzie smakuje tak dobrze jak na Jamajce… Krzewy kawowca rosną w cieniu wysokich drzew, na plantacjach położonych na wysokości pomiędzy 910 a 1700 m n.p.m. Tylko kawę pochodzącą z tych upraw wolno oznaczać nazwą Jamaica Blue Mountain Coffee. W fabryce warto zrobić sobie przerwę, żeby przy filiżance czarnego napoju podziwiać widok na góry.

 

Inny słynny produkt z wyspy stanowi rum. Najstarsza tutejsza destylarnia – Appleton Estate – działa od 1749 r. Na terenie fabryki, w wielkich halach leżakują liczne beczki wypełnione trunkiem. Każda została opisana według rodzaju i wieku rumu. Znajduje się tu również muzeum. I chociaż obecnie produkcja alkoholu jest zautomatyzowana, można spróbować swoich sił w wyciskaniu słodu w obsługiwanej ręcznie dużej zabytkowej prasie. Lokalny przewodnik oprowadza po zabudowaniach i objaśnia proces wytwarzania trunku. Dowiemy się od niego, że dawniej rum był jedynie produktem ubocznym powstawania cukru i dojrzewa wyłącznie w specjalnych beczkach. Alkohol rozlany do butelek nie nabiera już wieku. Każde odwiedziny w Appleton Estate kończą się degustacją. Przy tej okazji goście uczą się, że wiek trunku można rozpoznać także po jego kolorze (młode roczniki są jasne i ciemnieją z czasem). Rum klasyfikuje się też ze względu na gatunki. Wśród nich wyróżnia się nawet kokosowy lub czekoladowy. Na koniec należy zrobić niezbędne zakupy. Z Jamajki trzeba koniecznie przywieźć ze sobą paczki kawy i kilka butelek rumu.

 

W stolicy luzu

 

Wieczorem warto wybrać się do Negril, a szczególnie do „Rick’s Café”, knajpki wypełnionej tłumem turystów czekających na zachód słońca. Podobno porównywalnie znakomitym miejscem do podziwiania tego zjawiska jest wyspa Key West w amerykańskim stanie Floryda. Oczekiwanie urozmaicają młodzi ludzie skaczący z krawędzi klifu do granatowego morza. W końcu następuje moment, kiedy słońce kryje się za horyzont. To niepowtarzalny widok.

 

Dawno skończyły się czasy, gdy można było tu odkrywać puste i zapomniane fragmenty wybrzeża, przy których żyło skromnie kilku rybaków. Dzisiaj Negril zamieszkuje kilka tysięcy ludzi i stanowi ono dynamicznie rozwijający się ośrodek turystyczny z jedną z najdłuższych na Jamajce plaż (Seven Mile Beach, która w rzeczywistości ma „jedynie” ok. 6,5 km). Mimo tłumu turystów nadal da się w nim jednak wyczuć coś z dawnego czaru i atmosfery beztroski. W knajpkach posłuchamy muzyki na żywo. Wody zatoki zapełniają narciarze wodni, śmiałkowie na paralotniach i katamarany. W rejonie Long Bay Beach Park rozbrzmiewa reggae. Za dnia plaża jest niemal bezludna i ożywa dopiero późnym popołudniem. Jamajczycy rozkładają wówczas na piasku grille zrobione domowym sposobem z beczek po ropie i rozpoczynają smażenie kurczaka w marynacie jerk. To najbardziej popularna jamajska potrawa, podawana nawet w eleganckich restauracjach. Ma bardzo pikantny smak. Do jej przygotowania używa się mięsa marynowanego w zalewie z soku limonki z dodatkiem ostrej papryki, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego i innych ziół. Przepis ten pochodzi podobno od rdzennych mieszkańców wyspy – Tainów. Ostry zapach smażonego kurczaka w upalnym powietrzu miesza się z gorącymi rytmami reggae.

 

Jamajska turystyka

 

Jamajka pretenduje do grona najpopularniejszych miejsc urlopowych na świecie i aktywnie promuje się na znaczących międzynarodowych imprezach związanych z turystyką. Na wyspie organizowane są również targi turystyczne, z których największe to Jamaica Product Exchange (JAPEX). W kraju powstają także interesujące oferty dla branży MICE. Organizatorzy spotkań, konferencji i wyjazdów integracyjno-motywacyjnych mogą skorzystać z usług przeznaczonych specjalnie dla firm i odpowiednio przygotowanej infrastruktury. Część Jamajki (Góry Błękitne i pasmo John Crown – obszar zamieszkiwany przez Maronów) jako obiekt mieszany o charakterze kulturowo-przyrodniczym znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, obok tylko 35 tego rodzaju wyjątkowych miejsc na ziemi. W rankingu najfajniejszych narodów na świecie opublikowanym w 2011 r. na stronie internetowej amerykańskiego portalu informacyjnego CNN Jamajczycy uplasowali się na trzeciej pozycji (po Brazylijczykach i Singapurczykach). Poza tym ten karaibski kraj ze względu na swój wielki potencjał stanowi świetny region dla inwestorów i przedsiębiorców zagranicznych. Wyspa leży przy głównych szlakach powietrznych i morskich na Karaibach oraz w niewielkiej odległości od najważniejszych światowych rynków. Działają na niej nowoczesne porty lotnicze, znajdują się tu dobre drogi i infrastruktura spełniająca międzynarodowe standardy.

 

Jak na kraj rozwijający się baza noclegowa na Jamajce jest bardzo dobrze rozbudowana. Duży wybór różnorodnych hoteli, willi i pensjonatów oraz wysoką jakość usług docenią nawet najbardziej wymagający klienci. Wiele obiektów, najczęściej typu all inclusive, należących do znanych międzynarodowych sieci, leży nad urokliwymi plażami w pobliżu atrakcji turystycznych. Goście mogą korzystać ze znakomitej infrastruktury hotelowej, świetnej obsługi i ciekawej oferty spędzania wolnego czasu. Ośrodki wybudowane na rozległych terenach są tak zaprojektowane, że nie trzeba opuszczać hotelu, aby zrelaksować się i rozerwać. Popularnością cieszą się też strzeżone, luksusowe i kameralne kondominia z pełną obsługą, choć ze względu na wysoką cenę nie każdy może sobie pozwolić na wynajęcie w nich apartamentu. Oczywiście, oprócz tego rodzaju drogich kompleksów na Jamajce znajdują się również niskobudżetowe hotele i pensjonaty dla mniej wymagających turystów. Wiele z nich jest urządzonych w stylu postkolonialnym.

 

Niektóre z obiektów, takie jak te należące do sieci Bahía Príncipe Hotels & Resorts, IBEROSTAR, Sandals czy Couples Resorts, oferują pakiety dla narzeczonych i nowożeńców w różnych cenach w zależności od długości pobytu, czasami także z darmową ceremonią ślubną. Idealne na dużą uroczystość będą resort Half Moon i rezydencja Rose Hall. W przypadku bardziej kameralnych ślubów sprawdzi się Round Hill Hotel and Villas, natomiast nowoczesnej parze młodej przypadnie do gustu Rockhouse. Za popularne wśród zakochanych jamajskie ośrodki uchodzą Luxury Bahía Príncipe Runaway Bay, The Caves w Negril i Couples Tower Isle w Ocho Rios. Hotele butikowe charakteryzują się jeszcze wyższym standardem i zapewniają większą prywatność. Dla przykładu Trident Hotel w Port Antonio nie bywa zbyt oblegany przez turystów i stanowi ulubione miejsce celebrytów. Strawberry Hill słynie nie tylko ze wspaniałej kuchni, ale też organizowania przepięknych uroczystości ślubnych oraz wspaniałych widoków na Kingston i Blue Mountain Peak. Mimo iż na wyspie raczej niechętnym okiem patrzy się na nietypowe ceremonie zaślubin, ośrodek Hedonism II w Negril oferuje swoim gościom również możliwość zawarcia małżeństwa w stroju Adama i Ewy.

 

Kilka prostych zasad

 

Wbrew często pojawiającym się stereotypowym opiniom Jamajka jest właściwie bezpieczna. Dodatkowo nad bezpieczeństwem przyjezdnych czuwa specjalnie powołana policja turystyczna. Oczywiście, w każdej podróży gdziekolwiek na świecie można spotkać się z nieprzyjemnościami. Na pewno trzeba pamiętać, że to kraj ogromnych kontrastów społecznych.

 

Na co dzień, jak gdzie indziej, warto przestrzegać pewnych zasad. Nie należy okazywać zniecierpliwienia. Ulubione powiedzenie Jamajczyków soon come („niedługo będzie”) w pełni wyraża ich życiową postawę. Uśmiech i żart pomogą wyjść z twarzą z każdej kłopotliwej sytuacji. Wyspiarze, zwłaszcza sprzedawcy, są prawie zawsze chętni do sympatycznej pogawędki. Jeśli ktoś nie życzy sobie usług przewodnika lub nie ma ochoty kupić zachwalanego towaru, wystarczy, że grzecznie, ale stanowczo powie: No, thank you.

 

Nie wolno też fotografować bez pozwolenia. Może to sprawić trudność wielu dzisiejszym turystom, ale zawsze należy zapytać o zgodę osobę, której chce się zrobić zdjęcie. Jeśli odmówi, trzeba to uszanować. Poza tym zdecydowanie lepiej nie ryzykować i nie kupować marihuany. Rastafarianie uważają, że ma ona właściwości uzdrawiające – od lat stosują ją jako naturalne lekarstwo. Co prawda, od 25 lutego 2015 r. prawo obowiązujące na Jamajce dopuszcza posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i 5 sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, ale w przypadku znalezienia u kogoś większych ilości nadal grozi mu kara więzienia. W jamajskich zakładach karnych panują ciężkie warunki, a organy ścigania nie pobłażają również zagranicznym gościom.

 

Odradza się także przechadzek po gettach stołecznego Kingston. Po zapadnięciu zmroku nie należy przemieszczać się po mieście pieszo, najlepiej wziąć taksówkę. W rejonie historycznego centrum trzeba zachować ostrożność też za dnia – nawet zwykły zegarek lepiej zostawić w hotelu i unikać wyludnionych miejsc. Warto pamiętać, aby nie nosić ze sobą zbyt dużo gotówki i pilnować portfela. Jeżeli będziemy poruszać się w tej okolicy samochodem, zamknijmy okna i zablokujmy drzwi.

 

Jeśli zastosujemy się do tych kilku zasad, możemy w pełni cieszyć się pobytem na słonecznej Jamajce. Ta radosna wyspa co roku zdobywa serca wielu podróżników, nawet tych najbardziej wymagających.

 

Wiele twarzy Panamy

1__Playa_San_Blas1.jpg

Rajska wysepka w archipelagu San Blas

©VISITPANAMA.COM

Mariusz Kozak-Zagozda


Według jednych teorii nazwa kraju pochodzi z języka Indian Cueva i znaczy „miejsce obfitości ryb”, zgodnie z innymi tłumaczy się ją na „obfitość motyli”. Najlepiej opisują go jednak słowa jednego z bohaterów powieści „Krawiec z Panamy”, autorstwa Anglika Johna le Carré: „Mamy wszystko, czego Bóg potrzebował, by stworzyć raj: żyzne ziemie, plaże, góry, dziką przyrodę, co krok drzewa pełne owoców, a wokół wspaniałych ludzi”. Jeśli więc macie przed oczami wizję idealnych tropików, najprawdopodobniej myślicie właśnie o Panamie.

Więcej…