Milano-Galleria_00101.jpg

Wspaniała Galleria Vittorio Emanuele II

©EXPLORA/WONDERFULEXPO2015.IT

Maksymilian Dymitr Czornyj

 

Lombardia to góry, doliny i jeziora, tysiące lat historii, wspaniałe zabytki i przepiękne widoki. Stanowi krainę elegancji, wykwintnej kuchni i szyku. Smakuje risottem, pachnie kawą i zachwyca włoskością. Dawniej dość często pomijana przez podróżnych, obecnie staje się jednym z najbardziej rozpoznawalnych regionów w kraju.


Jest ona najbogatszym i najludniejszym z 20 regionów Włoch. Zajmuje obszar niemal 24 tys. km², na którym mieszka co 6 obywatel państwa. Lombardia od północy graniczy ze Szwajcarią, od zachodu – z Piemontem, od wschodu – z Trydentem-Górną Adygą i Wenecją Euganejską, a od południa – z Emilią-Romanią. Składa się na nią 12 prowincji, z których każda ma swój niepowtarzalny klimat i czar. Mediolan – stolica regionu i drugie co do wielkości miasto kraju – leży na wysokości 122 m n.p.m., pobliskie Bergamo to miejscowość położona u południowych podnóży Alp Bergamskich, a Como rozciąga się nad najgłębszym jeziorem Italii.

Różnorodność charakteryzuje całe Włochy, ale w tej ich części widać ją szczególnie dobrze. Jeżeli będziemy zmęczeni oglądaniem coraz to innych lombardzkich zabytków, wystarczy, że usiądziemy przy restauracyjnym stoliku i zajrzymy do karty dań, gdzie obok tradycyjnych pierożków tortellini i ravioli widnieją także cotoletta alla milanese (kotlet cielęcy po mediolańsku), zuppa alla pavese (zupa po pawijsku) i polenta alla bergamasca (polenta po bergamsku). Wybór potraw będzie tak samo trudny jak miejsca, od którego powinniśmy zacząć zwiedzanie niezmiernie interesującej Lombardii.

Dwa miasta Bergamo

Naszą podróż możemy rozpocząć w podmediolańskim Międzynarodowym Porcie Lotniczym Orio al Serio w Bergamo. Nie traktujmy go jedynie jako punkt tranzytowy. Sama 120-tysięczna miejscowość zachwyci nas swoją atmosferą, olśni widokami i pozwoli zasmakować prawdziwego dolce vita (z wł. „słodkiego życia”).

Bergamo dzieli się na dwie części – Górne (Città Alta) i Dolne Miasto (Città Bassa). Do tego drugiego wkroczymy szerokim trotuarem przez Nową Bramę (Porta Nuova) z 1837 r. Obecny wygląd otrzymało ono w latach 20. XX w., kosztem wielu starszych budynków. W trakcie zwiedzania nie powinniśmy pominąć tu takich obiektów jak pinakoteka i akademia sztuk pięknych Accademia Carrara oraz kościoły: św. Ducha (Chiesa di Santo Spirito), św. Bartłomieja i św. Szczepana (Chiesa dei Santi Bartolomeo e Stefano) i św. Bernardyna (Chiesa di San Bernardino).

Położone na wzgórzu Górne Miasto otaczają XVI-wieczne weneckie mury. Możemy udać się bezpośrednio w jego ocienione, wąskie uliczki lub przystanąć wzdłuż dawnych fortyfikacji i podziwiać rozległą panoramę.

Najsłynniejszym punktem Bergamo jest Stary Rynek (Piazza Vecchia) – główny plac historycznego centrum, przy którym znajduje się Palazzo della Ragione. Miejsce to przez wieki stanowiło ośrodek tutejszego świeckiego życia. Wznosząca się obok Wieża Miejska (Torre Civica) pochodzi z XI i XII stulecia i mierzy 52 m wysokości, dzięki czemu uchodzi za wspaniały punkt widokowy. Niewiele dalej natkniemy się na Katedrę w Bergamo (Duomo di Bergamo). Natomiast pobliska Bazylika Matki Boskiej Większej (Basilica di Santa Maria Maggiore di Bergamo) kusi kunsztowną fasadą Kaplicy Colleoniego (Capella Colleoni).

Wycieczkę warto zakończyć na wzgórzu San Vigilio (496 m n.p.m.), na które wjedziemy kolejką szynowo-linową. Z ruin tutejszego potężnego zamku (Castello di San Vigilio) rozpościera się zapierająca dech w piersiach panorama Alp i podalpejskiej równiny.

Como w blasku jeziora

Zabudowania 85-tysięcznego Como pokrywają południowy brzeg malowniczego jeziora o tej samej nazwie. Podziwiać je można zarówno z okolicznych wzniesień, jak i z pokładów łodzi turystycznych.

Wspaniałe tutejsze historyczne centrum wypełniają zabytki. Charakterystyczny punkt w krajobrazie miasta stanowi kopuła Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (Cattedrale di Santa Maria Assunta). Wznosząca się niedaleko romańska Bazylika św. Fidelisa (Basilica di San Fedele) z licznymi pięknymi freskami pochodzi z 1120 r. Na centralnym placu Como stoi pomnik fizyka i wynalazcy Alessandra Volty (1745–1827) – najsłynniejszego mieszkańca tej miejscowości, na którego cześć jednostkę napięcia elektrycznego nazwano woltem.

Po opuszczeniu wąskich uliczek warto przespacerować się kilkukilometrowym bulwarem biegnącym wzdłuż urokliwego wybrzeża. Na jego skraju znajduje się park należący do imponującej neoklasycystycznej Willi Olmo – pałacowej budowli z elegancką fasadą i doskonale utrzymanym ogrodem.

Idealnym pożegnaniem z klimatycznym Como będzie wjazd kolejką na sąsiadujące z nim wzgórza, na których powstały liczne punkty widokowe. Podobno nigdzie nie zobaczymy tak pięknych zachodów słońca...

Cremona nad Padem

cremona_piazza_del_comune_DSC_5435.jpg

Baptysterium i budynek Ratusza przy placu Miejskim w Cremonie

©EXPLORA/WONDERFULEXPO2015.IT



Leżąca na lewym brzegu rzeki Pad ponad 70-tysięczna Cremona pełni funkcję stolicy prowincji graniczącej z regionem Emilia-Romania. Najważniejsze zabytkowe obiekty ulokowane są przy średniowiecznym placu Miejskim (Piazza del Comune). Tutejsza Katedra (Duomo di Cremona) jest jedną z najwspanialszych romańskich budowli we Włoszech. Przylegająca do niej dzwonnica Torrazzo ma 112 m wysokości, co czyni ją najwyższą w kraju. Natomiast umieszczony na wieży zegar astronomiczny uchodzi za największy na świecie. W ośmiokątnym baptysterium (Battistero di Cremona) zobaczymy XVI-wieczną chrzcielnicę wykonaną przez Lorenza Trottiego.

Naprzeciwko Katedry znajduje się Ratusz (Palazzo del Comune) posiadający ciekawe zbiory muzealne. Wśród nich możemy podziwiać skrzypce Il Cremonese, wykonane w 1715 r. przez lutnika Antonia Stradivariego (1644–1737), który niemal całe życie spędził właśnie w Cremonie. Inny interesujący zabytek stanowi Loggia dei Militi. Budynek pochodzi z 1292 r. i dziś mieści się w nim siedziba miejskiej policji.

W tym mieście warto także odwiedzić Kościół św. Zygmunta (Chiesa di San Sigismondo), położony – niestety – w dość znacznej odległości od historycznego centrum (należy kierować się w stronę autostrady 21). To w jego wnętrzu Francesco Sforza (1401–1466) zawarł małżeństwo z córką Filippa Marii Viscontiego (1392–1447), co doprowadziło do sojuszu zwaśnionych rodów, który pozwolił Sforzom przejąć władzę nad Mediolanem.

Wyścigowa Monza

Na torze Autodromo Nazionale di Monza już od 1922 r. organizuje się wyścigi samochodowe. W tym samym roku odbyło się na nim słynne Grand Prix Włoch Formuły 1 (Gran Premio d’Italia). Choć leżący pod Monzą obiekt to najpopularniejsza atrakcja okolicy, do samej ponad 120-tysięcznej miejscowości również warto zajrzeć.

Najważniejszym jej zabytkiem jest gotycka Katedra (Duomo di Monza) pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela (San Giovanni Battista), w której zbiorach znajduje się Corona Ferrea (Żelazna Korona). Ten średniowieczny diadem królewski, wykonany ze złotych płytek inkrustowanych drogocennymi kamieniami, został w XIX w. symbolem Zjednoczonego Królestwa Włoch. Korona miała należeć w IX w. do Gizeli (818/820–876), córki cesarza Ludwika I Pobożnego (778–840). Według legendy żelazną obręcz umieszczoną wewnątrz diademu wykuto z gwoździa wyjętego ze Świętego Krzyża, na którym umarł Chrystus.

Podczas wizyty w Monzie nie wolno ominąć Kościoła Matki Boskiej w Drodze (Chiesa di Santa Maria in Strada) z freskami Francesca Ferraria. Przy głównym placu starej części miasta zwanym Piazza Roma wznosi się Arengario – średniowieczny ratusz. Swoim stylem nawiązuje on do mediolańskiego Palazzo della Ragione.

W tej miejscowości znajdziemy też pałac królewski Villa Reale wzniesiony pierwotnie dla austriackiego arcyksięcia, ale od 1861 r. odgrywający rolę rezydencji włoskiej rodziny królewskiej z dynastii sabaudzkiej. Został przez nią opuszczony po zastrzeleniu króla Humberta I (Umberta I, 1844–1900) u wejścia na teren posiadłości. Kompleks otacza wspaniały rozległy park (Parco di Monza) o powierzchni 688 ha. To właśnie w jego obrębie zbudowano wspomniany tor Autodromo Nazionale di Monza. We Włoszech w końcu historia miesza się ze współczesnością na każdym kroku.

Stolica Lombardii

Milano_Stazione_Centrale_IMG_6448.jpg

Stylowe wnętrze olbrzymiego dworca kolejowego Milano Centrale

©EXPLORA/WONDERFULEXPO2015.IT



Jest w tym południowoeuropejskim kraju takie miasto, w którym na ulicach łatwiej natknąć się na porsche czy ferrari niż na winiarnię. Nie znaczy to wcale, że jego mieszkańcy są abstynentami, a takich przybytków prawie w nim nie ma. W Mediolanie po prostu, bo o nim mowa, za kwintesencję stylu, wyznacznik prestiżu i pozycji społecznej, poza wysokogatunkowym garniturem, uchodzi właśnie samochód, a właściwie jego marka. Lombardzka stolica przypomina pod tym względem trochę stereotypowy obraz Warszawy. Niby wiele osób kpi z ludzi pragnących trafić do stołecznych elit, nazywanych pogardliwie „warszawką”, ale jednocześnie marzy, aby przyjechać do tej metropolii i zrobić w niej oszałamiającą karierę.

Blisko 1,5-milionowy Mediolan tętni życiem o każdej porze roku, dnia i nocy. Nie brakuje w nim polskich turystów. Na pobliskie lotnisko w Bergamo latają z Polski tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air). Koszt przejazdu pod Milano Centrale, jeden z największych dworców w Europie, to 5 euro. Obsługuje on ok. 320 tys. pasażerów dziennie i stanowi doskonały punkt przesiadkowy kolejowych podróży po całej Italii. Oficjalnie oddany do użytku w 1931 r. obiekt został zbudowany na podstawie wykonanego prawie dwie dekadywcześniej projektu. Fasada przylegająca do placu Duca D'Aosta jest szeroka na ponad 200 m i mierzy 72 m wysokości. Architektura dworca to mieszanka stylów secesyjnego (wł. liberty) i art déco. Potężne sale, hole i perony szczelnie wypełniają przybysze z całego świata. Jeżeli wysiadamy z autobusu pod tym wyjątkowym budynkiem, warto zajrzeć do środka.

Mediolański szyk

HDlom_0014.jpg

Zachwycająca marmurowa fasada ogromnej gotyckiej Katedry w Mediolanie

©EXPLORA/WONDERFULEXPO2015.IT



Od Milano Centrale ciągnie się szeroka ulica. To najwygodniejsza arteria dla podążającego pieszo turysty. Po obu jej stronach lśnią szklane domy firm finansowych i gmachy międzynarodowych spółek. W tym miejscu najłatwiej dostrzec włoski pośpiech i nie będzie to wcale oktawiańskie festina lente (łac. „śpiesz się powoli”). Mężczyźni w idealnie skrojonych garniturach i kobiety w starannie dobranych kostiumach szybko mijają się na chodnikach, a otacza ich ryk przejeżdżających samochodów. Brak tu typowych dla Włoch grup starszych osób,niefrasobliwych nastolatków i roześmianych dzieci. Jeżeli chce się poczuć klimat znany z filmów o sielskiej Sycylii, trzeba iść dalej.

Zgiełk towarzyszy nawet turystom przechodzącym przez znajdujący się kilkaset metrów dalej mały skwer. Pod nim dudni mediolańskie metro – najważniejsze w kraju. Jego linie liczą razem 100 km długości. Zaraz za niewielkim placem ulice rozgałęziają się i stają znacznie węższe, wszystkie prowadzą jednak w tym samym kierunku. Warto skręcić w Via Marco De Marchi, nazwaną na cześć pochodzącego z Mediolanu byłego piłkarza i agenta sportowego Marca Antonia De Marchi (ur. w 1966 r.). Płynnie przechodzi ona w Via dei Giardini, przyktórej pojawia się pierwsza oaza spokoju – Giardino Perego. Ten ogród, a właściwie park założono jeszcze w XVIII stuleciu. Na zlecenie rodziny Perego zasadzono w nim m.in. kilkadziesiąt dębów, klonów i grabów. Najpiękniej jest tutaj jesienią, kiedy bogactwo kolorów cieszy oczy zmęczone widokiem aut i wieżowców. Stąd niedaleko już do słynnej Montenapoleone (Monte Napoleone) – wytyczonej przez starożytne rzymskie mury ulicy luksusowych butików. Znajdują się przy niej sklepy m.in. takich marek jak Armani, Dolce & Gabbana, Versace, Alberta Ferretti, Audemars Piguet, Gucci, Pradaczy Yves Saint Laurent.

Kultura wysoka i luksus

Z Montenapoleone bardzo blisko już do Teatro alla Scala. To jedno z kilku serc miasta, wyznaczających rytm jego życia. Każdego 7 grudnia, czyli w dzień św. Ambrożego, patrona Mediolanu, rozpoczyna się sezon operowy. Dla elit kulturalnych, ale też wielu osób chcących pokazać się w towarzystwie, jest to bez wątpienia najważniejsze wydarzenie roku. Gmach teatru może pomieścić ponad 2 tys. widzów. La Scala to jedna znajsłynniejszych scen operowych świata. Specjalnie do wystawienia na jej deskach powstawały takie wybitne dzieła jak Madame Butterfly Giacoma Pucciniego (1858–1924), Turek we Włoszech Gioacchina Rossiniego (1792–1868) czy Otello i Falstaff Giuseppe Verdiego (1813–1901). Warto wspomnieć, że mediolańskie zamiłowanie do rozrywek kulturalnych i zabaw prawie cztery wieki temu doprowadziło do tragicznej sytuacji. W 1630 r. niepomni na epidemię dżumy (czarną śmierć) mediolańczycy tłumnie świętowali karnawał. Ta niefrasobliwość spowodowała rozprzestrzenienie się zarazy, która zebrała obfite żniwo. Zmarło wtedy ok. 60 tys. osób, costanowiło niemal połowę ówczesnej populacji miasta.

Położona tuż obok opery Galleria Vittorio Emanuele II także przyciąga mnóstwo ludzi. To gigantyczne centrum handlowe zostało wzniesione przez architekta i inżyniera Giuseppe Mengoniego (1829–1877) między 1865 i 1877 r. Dwie skrzyżowane ze sobą ulice okrywa stalowo-szklany dach. W centralnym jego punkcie znajdujesię majestatyczna, również stalowo-szklana, kopuła, przy rozmaitych okazjach podświetlana w różnych kolorach. Plac pod nią pokryto mozaiką przedstawiającą herbytrzech stolic Zjednoczonego Królestwa Włoch: Turynu, Florencji i Rzymu. Większości niewydanych wcześniej pieniędzy można błyskawicznie pozbyć się właśnie tutaj, ponieważ w galerii mieszczą się nie mniej luksusowe sklepy niż te przy Via Montenapoleone. Do października 2012 r. w jednym z lokali działała restauracja sieci McDonald’s, ale władze miasta nie wyraziły zgody na przedłużenie jej właścicielowi umowy najmu w tej lokalizacji ze względu na zbyt elegancki charakter centrum handlowego. Pomimo zapowiedzi wytoczenia sprawy sądowej, nie cofnięto decyzji i na miejscu popularnego baru otwarto drugi w tym kompleksie butik Prady.

Perła gotyku

Jeżeli ktoś lubi niespodzianki i cieszy się, gdy na trasie zwiedzania coś go zaskoczy, niech nie czyta tego akapitu i po wizycie w Gallerii Vittorio Emanuele II kieruje się ku przeciwległemu, południowemu wyjściu. Prowadzić go będzie tunel dziennego światła. Po przejściu kilku kilometrów od dworca, czyli około godzinie spaceru, natrafimy tu na przedziwne zagięcie czasoprzestrzeni, jakby wrota równoległego świata. Oczom strudzonego wędrowca najpierw ukazuje siębezmierny tłum ludzi, następnie skrawek przestrzeni ponad nim i wreszcie ona – zajmująca powierzchnię ponad 11 tys. m2 gotycka Katedra w Milanie (Duomo di Milano) pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny (Santa Maria Nascente), czyli jeden z największych kościołów w Europie. W ciągu tygodnia odwiedza ją 100 tys. gości, dzięki czemu pod względem liczby wizyt plasuje się niedaleko za Luwrem i wieżą Eiffla w Paryżu, a przed ateńskim Akropolem czy londyńskim Tower Bridge. Zresztą nie tylko te dane robią wrażenie. Świątynia mierzy 108 m wysokości, zdobi ją ponad 3 tys. statui. W środku jest w stanie pomieścić jednocześnie nawet 40 tys. wiernych! Na dachu katedry utworzono punkt widokowy, z którego w pogodny dzień można nie tylko podziwiać panoramę całego miasta, ale i dostrzec Alpy. Na skrzyżowaniu nawy głównej i transeptu wznosi się wieżyczka zwieńczona ponad 4-metrową, złoconą figurą Madonny (Madonnina). Uchodzi ona za jeden z symboli stolicy Lombardii. W świątynnej posadzce umieszczono mosiężny znacznik, wskazujący przebiegający przez Mediolanpołudnik. W katedralnych podziemiach znajduje się obszerny skarbiec, pełny drogocennych przedmiotów, pochodzących w znacznej części z epoki średniowiecza. Podczas opuszczania kościoła trzeba zwrócić uwagę na odlane z brązu wrota, pokryte płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z życia Matki Boskiej i św. Ambrożego. Na powstałym w drugiej połowie XIX w. placu przed katedrą stoi pomnik Wiktora Emanuela II pod San Martino. Stanowi on punkt spotkań mieszkańców i atrakcyjny obiekt do fotografowania, o ile tylko uda się go uchwycić nieobklejonego turystami bardziej niż lep muchami.

Po przejściu kilkudziesięciu metrów od placu Katedralnego (Piazza del Duomo) trafimy na Piazza Mercanti, czyli plac Kupców. W czasach średniowiecznych znajdowały się na nim giełda, targ i jednocześnie miejsce publicznych tortur. Poza tym aż do 1886 r. na początku grudnia organizowano tutaj festyn świąteczny „Oh Bej! Oh Bej!” („Jak miło! Jak miło!”) z okazji dnia patrona miasta (7 grudzień), nazywany też Fiera di Sant’Ambrogio. Od 2006 r. ta czterodniowa impreza, stanowiąca jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu mediolańczyków, odbywa się w rejonie Zamku Sforzów (Castello Sforzesco). Warto przyjrzeć się otaczającym Piazza Mercanti zabytkowym budynkom: wzniesionemu w 1233 r. Palazzo della Ragione, w którym przeprowadzano głosowania i siedzibę mieli włodarze Mediolanu, gotyckiemu Loggia degli Osii z 1316 r., Casa dei Panigarola zwanemu również Pałacem Notariuszy (Palazzo dei Notai) od zawodu jego właścicieli, a także XVII-wiecznemu barokowemu Palazzo delle Scuole Palatine – gmachowi jednej z najsłynniejszych szkół, ukończonej m.in. przez prawnika i pisarza Cesare’a Beccarię (1738–1794).

Duch Sforzów

W drodze do widocznej już z oddali wieży bramnej Zamku Sforzów, nie sposób ominąć placu Cordusio (Piazza Cordusio). Jego neoklasycystyczna architektura ponownie przenosi turystę do innej epoki, o czym dodatkowo przypomina szalony ruch uliczny. Od VI w. w tym miejscu odbywały się sądy książęce, stąd jego nazwa (curia ducis – „sąd książęcy”). Pierzeje tworzą słynne budowle. Są to zaprojektowany przez Lucę Beltramiego (1854–1933) Palazzo delle Assicurazioni Generali, zwieńczony charakterystyczną kopułą, oraz wzniesione pod nadzorem Luigiego Broggiego (1851–1926) łukowaty Palazzo del Credito Italiano i dawny gmach mediolańskiej giełdy (Borsa di Milano) Palazzo delle Poste (Palazzo Broggi) – obecnie główna siedziba Poczty Włoskiej (Poste Italiane) w Mediolanie.

Piazza Cordusio od zamku dzieli już tylko kilkadziesiąt metrów. Tuż przed wspomnianą wieżą bramną z historycznym, wielkim zegarem można usiąść na brzegu współczesnej fontanny, która jak większość tego typu obiektów na świecie oferuje szczęście w zamian za kilka wrzuconych monet. To właśnie w tej okolicy reklamowane było EXPO 2015, które odbywa się w Mediolanie od 1 maja do 31 października 2015 r. i gości blisko 150państw. Tereny wystawiennicze znajdują się jednak w północno-zachodniej części miasta, a najwygodniej dojechać do nich metrem (linia M1). Polska idealnie oddała temat tegorocznej edycji brzmiący Wyżywienie planety, energia dla życia. Nasz pawilon, cieszący się uznaniem odwiedzających, nawiązuje do tradycji sadowniczej. Cena jednodniowego biletu wstępu na wydarzenie wynosi 34 (z wybraną datą) lub 39 (na dowolny dzień) euro.

Tymczasem my zbliżamy się do powstałego w XV stuleciu Zamku Sforzów. Przez kolejne wieki był on wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany, co widać nie tylko po detalach architektonicznych, ale i jego zupełnie nietypowym układzie. We wnętrzach kompleksu funkcjonuje kilka placówek muzealnych, w tym Muzeum Sztuki Antycznej (Museo d’Arte Antica), galeria obrazów Pinacoteca del Castello Sforzesco, Muzeum Egipskie (Museo Egizio) czy Muzeum Instrumentów Muzycznych (Museo degli Strumenti Musicali). Rezydencja słynnego rodu bez wątpienia robi imponujące wrażenie. Jednocześnie wyczuwa się w niej pewną świeżość ostatnich rekonstrukcji i powojennych prac. Mimo zmęczenia w czasie wizyty w Mediolanie nie należy jednak kończyć zwiedzania pod zamkiem jako ostatnim wartym zobaczenia obiektem w mieście, obowiązkową przewodnikową atrakcją turystyczną.

Włoskie życie

Na tyłach fortecy znajduje się największy w stolicy Lombardii Park Sempione – Parco Sempione, otwarty w 1893 r. Na powierzchni 386 tys. m2 umieszczono tu kilkadziesiąt rzeźb. Rocznie odwiedza go milion turystów. Park stanowi łącznik pomiędzy Zamkiem Sforzów i Porta Sempione (Arco della Pace), czyli mediolańskim łukiem tryumfalnym, który rozpoczęto wznosić w 1807 r. pod rządami Napoleona Bonapartego w miejscu starożytnych murów miejskich i średniowiecznej Porta Giovia. Olbrzymia neoklasycystyczna brama ma 25 m wysokości i 24 m szerokości. Pokrywają ją liczne reliefy przedstawiające sceny mitologiczne, a także wydarzenia istotne dla historii Włoch i Europy, w tym Kongres Wiedeński czy bitwę pod Lipskiem. Plac, na którym stoi budowla, zamyka od strony Parku Sempione kilka rzędów schodów. To dobre miejsce na zasłużony odpoczynek po całodziennym zwiedzaniu. Na koniec można jeszcze raz spojrzeć na Mediolan i jego okolice z pobliskiej wieży widokowej Torre Branca (niemal 109 m wysokości).

W drodze powrotnej, wyznaczanej strumieniem kończących pracę mediolańczyków, trzeba zajść do jednej z tutejszych restauracji i spróbować lokalnego risotta. Na deser obowiązkowo należy zamówić lody. Stały się one znakiem rozpoznawczym regionu i właśnie obok risotta i pieczonych kasztanów stanowią jego prawdziwy skarb. Ferrari i XIX-wieczne obwoźne kuchnie, najnowsza moda i strzeliste gotyckie wieże – kontrasty to właśnie istota włoskiego świata i spiritus movens mediolańskiego pośpiechu. W trakcie wizyty w Lombardii i samym Mediolanie wchłaniamy kawałek tej rzeczywistości i na zawsze zachowujemy z niej coś dla siebie. Nie ma jednak ona wiele wspólnego z osławionym dolce vita ani tym bardziej leniwym dolce far niente (z wł. „słodkim nieróbstwem”). W tym przypadku Włochy nie przypominają obrazu z marzeń, a raczej solidną porcję niezmiernie smakowitego dania.

Artykuły wybrane losowo

Bawaria mlekiem i piwem stoi

Dominika Rotthaler
polkawmonachium.blogspot.com

 

<< Powszechnie Bawaria kojarzy się ze świętem Oktoberfest, odbywającym się corocznie w Monachium, z piwem, charakterystycznym strojem ludowym, Alpami, zamkami Ludwika II i może jeszcze z barokowymi kościołami. Popełniłby jednak błąd ten, kto chciałby na tym zakończyć jej opis. Największy kraj związkowy w Niemczech, zajmujący ok. 20 proc. ich terytorium, jest niezwykle zróżnicowanym, ciekawym regionem, bogatym w walory przyrodnicze i rozwiniętym pod względem kulturowym i przemysłowym. >>

Doskonałe położenie geograficzne – zarówno bezpośrednie sąsiedztwo Austrii, Czech i Szwajcarii, jak i bliskość Włoch – sprawiają, że Bawaria stanowi chętnie odwiedzany land, a Monachium – jedno z najczęściej wizytowanych niemieckich miast. Bawarczycy posługują się aż pięcioma różnymi dialektami. Język niemiecki z akcentem bawarskim uchodzi natomiast za bardzo trudny do zrozumienia dla niewprawionego ucha. Jednak serdeczność mieszkańców i ich życzliwość w stosunku do przybyszów jest w stanie pokonać językowe trudności i pomaga przełamać pierwsze lody.

Więcej…

Finlandia, czyli zimowa ucieczka przed pluchą

Adam Stępień

 

                                                                                                             FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

<< Prawdziwa zima już za pasem. Niektórzy zastanawiają się, jak się przed nią schować, ale tym, którym śnieg i mróz niestraszne, proponuję ucieczkę przed pluchą i szarością środkowoeuropejskiej aury, czyli wyprawę do Finlandii, a przede wszystkim fińskiej Laponii. Jeziora i rzeki skute lodem, zaśnieżone wzgórza i sauny opalane drewnem powinny skusić niejednego podróżnika, szczególnie że przy okazji można odwiedzić Świętego Mikołaja, pojeździć na biegówkach, zjeść stek z renifera, zapoznać się z najnowszymi trendami wzornictwa przemysłowego czy poczytać opowieści o Muminkach… >>

Republika Finlandii to państwo stosunkowo nowe na mapie Europy (istnieje od grudnia 1917 r.), choć sami Finowie żyli na tych terenach przez wieki, najpierw pod panowaniem szwedzkim, a później – rosyjskim. Mimo dość dużej powierzchni – 338 tys. km², kraj ten zalicza się do najsłabiej zaludnionych na kontynencie (ok. 18 osób na 1 km²). Każdego roku staje się jednak coraz bardziej popularnym kierunkiem podróży, w tym także Polaków.

Więcej…

Korsyka – szalony wybryk natury

20148949

Snorkeling przy plaży Acciaju w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

MICHAŁ MOC

www.composer.pl

 

Miejsca i rzeczy najprościej opisuje się poprzez podobieństwa do innych, powszechnie znanych. Fakt, że Korsykę tak scharakteryzować wyjątkowo trudno, jest bodaj największą zachętą, aby poznać ją bliżej. Najwyższa pora odkryć ten wciąż niezadeptany kawałek lądu piętrzący się między Europą a Afryką, tuż obok włoskiej Sardynii.

 

Wśród kuszących turystycznym rajem wysp Morza Śródziemnego ta francuska nadal pozostaje ewenementem. Korsyka nie jest typową krainą piaszczystych plaż ze zdjęć z katalogów biur podróży – tutaj krajobrazy zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Zamiast setek obwarowujących wybrzeże komfortowych resortów wypoczynkowych znajdziemy na niej porozrzucane między morzem a górami niewielkie hotele, domy do wynajęcia i rodzinne pensjonaty oraz inne zdecydowanie bardziej kameralne obiekty noclegowe.

 

Warto przygotować się na tę odmienność, aby w pełni z niej skorzystać. Można tu leniwie wylegiwać się nad krystalicznie czystym morzem, spacerować po ocienionych wąwozach, wybrać się na górski trekking lub rejs po okolicy czy delektować się wykwintnym jedzeniem. Do wyboru jest mnóstwo rozmaitych tras, z których rozpościerają się urzekające widoki. Korsyką łatwo się zauroczyć właśnie ze względu na jej dziewicze oblicze, możliwość ucieczki od zgiełku codzienności i idealne warunki do aktywnego spędzania czasu. A wszystko to na wyciągniecie ręki, niecałe 2 godz. lotu z wybranych europejskich lotnisk (np. Frankfurtu nad Menem, Düsseldorfu, Paryża czy Wiednia-Schwechatu).


LENIUCHOWANIE NA PIASKU

 

Po wylądowaniu w Bastii (położonej na północno-wschodnim brzegu wyspy) niełatwo zdecydować, od której z plaż rozpocząć urlop. Wschodnie wybrzeże to niemalże nieprzerwany pas piasku, oblewany przejrzyście czystą, słoną wodą. Gdziekolwiek zboczy się z wygodnej, wyjątkowo prostej głównej drogi, oczom ukazuje się nadmorski raj, tu i ówdzie urozmaicony małymi hotelami stojącymi przy miniaturowej promenadzie (jak choćby nieopodal Moriani). Częściej jednak trafia się po prostu na pusty brzeg zapraszający do plażowania. W opinii większości osób stale odwiedzających Korsykę odcinek ten jest jedynie przedsmakiem pocztówkowych zatok południa. Jeśli ktoś przybył na wyspę własnym autem (z któregoś z portów w kontynentalnej części Włoch), to wybrzeże rozciągające się od Bastii stanowi dla niego również pierwszy przystanek po zjechaniu z promu.

 

Kiedy podąża się drogą RT10 na południe, plaże kuszą nieprzerwanie. Szczególnie trudno sobie odmówić postoju, gdy trasa za miejscowością Sari-Solenzara zaczyna się robić kręta i mija się kolejne najbardziej popularne i wysoko oceniane zatoki. Wśród nich znajdują się plaże Saint-Cyprien i Cala Rossa, a nieco dalej te najsłynniejsze: Palombaggia czy Rondinara. Woda jest tu zazwyczaj spokojna, do tego czysta i ciepła. W pasie płycizny, niemal wszędzie wydłużonym, mogą kąpać się nawet młodsze dzieci. Upstrzone wysepkami i zakolami półwyspów południowo-wschodnie wybrzeże to raj dla rodzin. Takie warunki, w połączeniu z gęstą siecią kempingów, sprawiają, że na leniwy wypoczynek najlepiej wybrać się właśnie tutaj. W zatokach porośniętych od strony lądu m.in. palmami da się czasem odnieść wrażenie, że uciekliśmy znacznie dalej od kontynentalnej Europy. Na niemal wszystkich plażach można także spędzić popołudnie przy drinku, a wieczorem spróbować potraw korsykańskiej kuchni w restauracjach położonych kilkanaście metrów od wody. Delektowanie się lokalnymi serami (na czele ze słynnym brocciu z owczego lub koziego mleka), winem, rybami, daniami z figami lub kasztanami nad brzegiem morza przy stoliku z bajecznym widokiem relaksuje w stopniu niemożliwym do oddania słowami. A jeśli obok przejedzie konna wycieczka lub przypomni nam się poranne nurkowanie z maską i rurką, to szybko uświadomimy sobie, że znaleźliśmy się na wyspie idealnej na udany urlop, który na długo pozostanie w pamięci.

 

Po paru dniach spędzonych na plażowaniu wokół Porto-Vecchio na pewno będziemy chcieli wrócić na Korsykę. Jest tu w końcu jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia. Wśród nich znajduje się perła południowego wybrzeża, usytuowane na wysokich klifach Bonifacio. Widoki z wycieczkowego rejsu, jak i ze ścieżek ciągnących się na południowy wschód od miasta zapierają dech w piersiach. Ale dużo przyjemności daje też samo przekraczanie miejskich bram, szwendanie się po uliczkach starej twierdzy, poznawanie miejscowej kulturalnej oferty, pokonywanie Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d’Aragon), wreszcie szukanie otwartej restauracji na obiad (po południu w większości z nich podaje się najwyżej drinki, bo pełne menu wraca na stoły dopiero wieczorem, ok. godz. 19.00). Można również próbować znaleźć tu ślady pobytu Napoleona Bonapartego. W Bonifacio, jak i w Ajaccio (gdzie urodził się cesarz), stoi dom, w którym mieszkał francuski wódz. Oczywiście, trudno nie dostrzec wokół nastawienia na turystę, ale ponieważ miasto jest niewielkie (wraz z urokliwym cmentarzem da się je zwiedzić w jedno popołudnie lub wieczór), przyjezdni wciąż jeszcze mogą poczuć się w nim choć trochę jak odkrywcy, a nie jedynie klienci. Atrakcje południa dopełniają rzecz jasna kolejne piaszczyste plaże, ciągnące się aż po słusznie wychwalaną Roccapinę i bliźniaczą piękną Erbaju. Co prawda do tych ostatnich prowadzi kilkukilometrowa gruntowa droga, jednak warto podjąć wysiłek dotarcia do nich (chyba że kierowca czuje się niepewnie na zadrzewionych, wąskich trasach lub prześwit auta jest wyjątkowo mały).

 

Tutaj także kończy się opisywana dotąd część wybrzeża – region głównie wypoczynkowy, łatwy w eksploracji i przygotowany na potrzeby turystów. Na ten jego turystyczny charakter składają się parkingi (położone również przy plażach), które bywają płatne, nieco łatwiejszy dostęp do nadmorskiej infrastruktury i toalet czy więcej miejsc zakwaterowania (w sezonie trzeba się liczyć z wyższymi cenami). Stosunkowo szybko można też przemieszczać się wzdłuż brzegu, gdyż trasę z Bastii do Bonifacio lub Roccapiny da się pokonać samochodem w 4 godz. Natomiast przejechanie niewiele dłuższego odcinka na północno-zachodnim wybrzeżu albo w górzystym wnętrzu wyspy zajmie nam zdecydowanie więcej czasu.

 

PLAŻUJĄCE KROWY

 

20159090

Klimatyczny historyczny plac w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

Na północ od stolicy Korsyki – Ajaccio – przeważają plaże bardziej kamieniste, po krótkim pasie gruboziarnistego piasku lub żwiru pojawiają się tu gwałtowne uskoki. Brzeg wypiętrza się w trudne do opisania kamienne nacieki, postrzępione hałdy i strzeliste wieże. Za uroczą miejscowością Piana jedna z najpiękniejszych widokowych dróg Europy wije się wąską nitką między takimi formacjami. Wzdłuż jej kilkukilometrowego odcinka rozpoczyna się wiele tras spacerowych. Kierowcy trudno skupić się w tym rejonie na prowadzeniu również z powodu aut stojących na krawędziach skalnych półek lub w pojedynczych wnękach wydrążonych w zboczach. Takie parkowanie nie jest przejawem braku umiejętności (wręcz przeciwnie!), po prostu ukształtowanie terenu wymusza wciskanie się w każdą szczelinę. W tej oszałamiającej kształtami krainie można zatrzymać się na odległym parkingu leżącym zaraz za wspomnianą Pianą, aby wyruszyć na długi trekking. Jeżeli po Calanques de Piana będzie komuś wciąż mało wrażeń, powinien zjechać górską, asfaltową dróżką do samego morza i wybrać się na krótki, kilkunastominutowy spacer do pięknej ukrytej zatoki z plażą Ficajola.

 

Gdy podążamy dalej na północ, siłą rzeczy budzi się w nas zmysł odkrywcy, a to ze względu na brak ludzi nie tylko na drogach, ale i na plażach. O piasek tu już trudno i aby swobodnie wejść do wody, a w szczególności później z niej wyjść, przydaje się obuwie do pływania. Nagrodą za trudy są urocze zakątki. Na północnym zachodzie Korsyki na początku lub pod koniec sezonu nadal można odnieść wrażenie, że ta zielona wyspa czeka właśnie na nas, a nie peleton wczasowiczów. To rzadkie uczucie w popularnych wśród turystów miejscach dzisiejszej Europy. Jeśli więc kogoś nie odstraszają niezliczone zakręty i konieczność poczekania z kąpielą na dzień z mniejszymi falami, powinien zdecydować się na odpoczynek w tym rejonie.

 

W tej części Korsyki mamy też szansę na poznanie jej najbardziej autentycznego oblicza, nieco rustykalnego, prostego, niekiedy odbiegającego od standardów, do jakich jest przyzwyczajony europejski turysta. Spotkanie z rodowitym Korsykaninem, nie podejmującym rozmowy w innym języku niż jedyny mu znany, a w dodatku jakby nieprzyjemnie zaskoczonym, że będzie nas gościć (choć dokonaliśmy internetowej rezerwacji), trzeba uznać za doświadczenie wpisujące się w odkrywanie lokalnej kultury. Jednak dzięki rosnącym przed tarasem kwiatom, odmianom cytrynowych drzew niemal wpychających gałęzie do kuchni, domowym konfiturom z fig i towarzyszącemu nam poczuciu, że oto oddychamy pełną piersią, a nie tylko odbywamy zasłużony urlop, odpoczniemy tu znacznie lepiej niż na oddzielonym serpentynami południu wyspy. Jeżeli komuś nie wystarczy siły lub przekonania, by samodzielnie poznawać ten region, powinien przynajmniej wybrać się na rejs do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola; z Ajaccio lub Porto) – oszałamiająco pięknej, dziewiczej okolicy wybrzeża z zachwycającymi formami skalnymi, grotami i zatokami z plażami.

 

Pętlę wokół Korsyki domyka nadmorska trasa z Calvi na Cap Corse – półwysep wyrastający za Bastią. Samo Calvi, północny odpowiednik Bonifacio, nie jest w stanie przyćmić swoim urokiem malowniczej miejscowości z południa, ale konkuruje z nią nie bez powodu, gdyż dużo łatwiej się do niego dostać i także okalają je plaże (m.in. z pięknym widokiem na miasto i odpowiednią infrastrukturą). W dodatku można tu też dotrzeć pociągiem, który jedzie trasą wiodącą zachwycającymi wąwozami i wijącą się wśród wzgórz opanowanych przez stada kóz i krów. Jeżeli ma się dość czasu i zapału oraz samochód terenowy, warto wyruszyć na północ na trudno dostępną, ale interesującą ze względu na swój pustynny charakter i odizolowanie, plażę Saleccia. To wspaniała wyprawa na cały dzień. Koniecznie należy zaopatrzyć się we własny prowiant, ponieważ po pokonaniu kilkunastu kilometrów pustkowia na końcu oprócz pola kempingowego na turystę czeka już tylko piasek. Inną ciekawą propozycję stanowi objechanie Cap Corse. W trakcie takiej wycieczki odwiedza się uroczą artystyczną Erbalungę i zabytkowe kościoły (np. Kościół św. Julii w miejscowości Nonza). Odważniejsi przy bezwietrznej pogodzie wjeżdżają pozbawioną barierek drogą na szczyt Serra di Pigno i podziwiają niezapomniane widoki podczas spaceru ścieżką rozpoczynającą się kilkaset metrów przed końcem asfaltowej nawierzchni. Jeśli wyprawa po górach nie zakręci komuś w głowie zbyt mocno, zrobią to z pewnością lokalne wina, bo winnic (które zresztą można odwiedzać także w celu degustacji) w okolicy nie brakuje. Również każdy sklep, czy to prywatny, czy sieciowy, oferuje imponujący wybór korsykańskich trunków. I choć nie wszystko na wyspie spełnia standardy kontynentalnej Francji, selekcja win, ich oznaczenie i dbałość o istotne informacje w opisach poświadczają, że przynależność regionu do kraju z bogatymi tradycjami winiarskimi nie stanowi przypadku.

 

Jednak postrzeganie Korsyki jedynie przez pryzmat samego tylko wybrzeża jest błędne. Na prawdziwie aktywny wypoczynek pośród cudownych pejzaży zaprasza górzysty środek lądu. Wybór szlaków pieszych mamy ogromny: od prostych i krótkich, jak popularny, a niewymagający szczególnej kondycji odcinek z malowniczej miejscowości Ota do równie urokliwej Évisy prowadzący przez spektakularny wąwóz (Gorges de Spelunca), po trudne trasy z panoramicznymi widokami, położone powyżej 1500 m n.p.m. Górskie jeziora, a zwłaszcza wpadające do nich rzeki w wielu miejscach zachęcają do orzeźwiającej kąpieli w krystalicznie czystej wodzie i to mimo licznych spadków, wyżłobień i rynien. Wyspecjalizowane firmy umożliwiają korzystanie z tych naturalnych basenów i zjeżdżalni z wynajętym przewodnikiem i w ochronnych kombinezonach.

 

Należy zdawać sobie sprawę, że jeśli Korsykanin, przywykły do panujących na wyspie warunków, nazywa ścieżkę łatwą, może nas czekać porządna wspinaczka, a szlaki według niego trudne to już zwykle wyzwania dla osób z doświadczeniem. Jednak nawet niespieszna przedpołudniowa wycieczka do polodowcowego jeziora Melo (1710 m n.p.m.) na końcu wąwozu Restonica albo wyprawa łagodnym podejściem na przełęcz Bavella (Col de Bavella – 1218 m n.p.m.) są zdecydowanie warte rozważenia i pozwalają poczuć dzikość korsykańskiego interioru. Z górskich dróg, takich jak choćby Scala di Santa Regina czy kilkunastokilometrowa trasa wąwozem Asco (zakończona węzłem pięknych pieszych szlaków), rozpościerają się wspaniałe widoki, ale trzeba przyznać, że wymagają one od kierowcy pewnego doświadczenia. Jeżeli już przetrwa on irytującą swawolę gnających na złamanie karku miejscowych, może zawahać się, gdy zobaczy stado krów czekających za zakrętem, kozy wskakujące przed samochód albo kilkanaście… świń. Szczególnie te ostatnie budzą wśród przyjezdnych tyle samo ciekawości, ile niechęci z powodu trudnego do opisania zapachu. Tutejsze krowy i świnie lubią przebywać na ciepłym asfalcie i na plażach, przy czym z turystami łączy je to, że preferują miejsca wolne od tłoku. W każdym razie na górskich drogach w środku wyspy czy też którejkolwiek z mniej uczęszczanych tras należy być przygotowanym na spotkanie ze zwierzętami hodowlanymi i nie wolno zakładać, że na widok auta rozpierzchną się w popłochu. To my będziemy musieli się do nich dostosować, wszak są u siebie i swoim zachowaniem zdają się ten fakt demonstrować.

 

20159096

Wyprawa rowerowa szlakiem wiodącym przez tereny rezerwatu Punta di Spanu

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

GOTOWI DO DROGI

 

Na takie okrążenie Korsyki zgodnie z ruchem wskazówek zegara, urozmaicone wizytami we wnętrzu lądu albo pobytem w jednym z opisanych regionów, trzeba przeznaczyć tygodniowy (wówczas będzie to bardzo intensywny wyjazd) lub lepiej dwutygodniowy urlop. Przed podróżą należy uwzględnić jeszcze kilka istotnych faktów. Najlepszym czasem na wypoczynek na wyspie połączony z plażowaniem i kąpielami w krystalicznej wodzie jest zdecydowanie lato, ale ponieważ w tym okresie bywa nieznośnie gorąco (i tłoczno), warto zdecydować się na przyjazd w czerwcu bądź wrześniu. Temperatura powietrza za dnia nierzadko wynosi wtedy powyżej 25°C, koszty pobytu będą niższe i można cieszyć się większą prywatnością.

 

Ceny podstawowych artykułów są wyższe niż w Polsce, lecz nie osiągają poziomu tych ze Skandynawii czy najsłynniejszych europejskich kurortów. Osoby oszczędniejsze nie muszą zamartwiać się o stan budżetu wyjazdowego, jeśli postawią na zakupy w marketach. Wizyta dla dwojga w wysoko ocenianej restauracji to przy posiłku składającym się z dań głównych i miejscowego wina wydatek 40–50 euro. Za pełną wykwintną kolację zapłacimy już 100 euro, nawet jeżeli zamówimy specjały szefa kuchni i wyśmienite desery. Korsykanie są zazwyczaj gościnni, ale poza droższymi lokalami często można odnieść wrażenie, że jest się… intruzem, którego należy zlekceważyć lub zignorować. Błędem byłoby jednak dać się zirytować zbyt szybko! Pod maską surowości i nieprzystępności kryje się często prawdziwa serdeczność. Inna sprawa, że wyspiarze bywają rozdarci między uzależnieniem od dobrodziejstw turystyki a pragnieniem spokoju i wolności od trosk reszty świata. Nic więc dziwnego, że wspomniany brak sympatii w pierwszych kontaktach, o ile nie sfrustruje przybysza, zmienia się po pewnym czasie w życzliwość.

 

Po Korsyce najwygodniej poruszać się wypożyczonym samochodem. Ceny wynajmu auta są nieco wyższe niż na kontynencie, a niedoświadczeni kierowcy będą skupiać się na mozolnym pokonywaniu zakrętów, ale korzystanie z własnego środka transportu pozwala na pełną niezależność. Dzięki tego rodzaju wolności można naprawdę poznać wyspę. Zresztą zdecydowaniu się na takie rozwiązanie sprzyja fakt, że brak tu typowych hotelowych kurortów, w których wykupuje się pobyty w formie all inclusive. Czy chcemy, aby okolica była płaska czy górzysta, wolimy zatokę otoczoną skałami czy lasem palmowym, widok na otwarte morze i cumujące łódki czy sąsiedztwo portu i restauracji, towarzystwo zagranicznych turystów czy raczej miejscowych – wybór zakwaterowania na Korsyce przypomina bardziej szukanie wakacyjnego domu niż obiektu o odpowiedniej liczbie gwiazdek. Ta wyspa stawia na indywidualizm i aktywność.

 

To oczywiste, że dopiero na miejscu ma się szansę sprawdzić, które z rozmaitych wyspiarskich atrakcji będą idealne dla nas. Jednak choć nie sposób oddać w krótkim artykule całego uroku Korsyki – opisać przyjemności, jaką sprawia muśnięcie delikatnej morskiej bryzy, i pieszczot turkusowej wody, można być pewnym, że podczas pobytu tutaj przeżyje się wiele zaskakujących doświadczeń. Widok górskiej kozy stojącej w ekwilibrystycznej pozie na ledwo przylegającym do ściany urwiska kamieniu, smak dzikich jeżyn na kolejnym 180-stopniowym zakręcie, imponujący wodospad droczący się z podmuchami wiatru – wszystko to działa na wyobraźnię i zdaje się udowadniać, że wciąż istnieją nieznane doznania, na których poszukiwanie umysł wyrusza dopiero w takich miejscach. Słynny korsykański śpiew (w sezonie koncerty odbywają się w wielu miejscowościach) z podziałem na kilka głosów doskonale obrazuje charakter tego zjawiska. Jak twierdzą sami Korsykanie, dopiero gdy podstawowe głosy zespolą się, zabrzmią wspólnie, pojawia się nowy, dodatkowy głos. Umysł mamiony harmonią tego, co już go otacza, odkrywa jeszcze więcej. To dopiero sztuka! Dla takich cudownych przeżyć, kontemplowania niezwykłości i odkrywania świata warto wybrać się na fascynującą Korsykę.

 

20118221

Restauracja przed XVI-wiecznym zamkiem w Algajoli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA