590.jpg

Panorama historycznego centrum Drezna oglądana od strony Łaby

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/ ANJA UPMEIER

JULITA CZECHOWICZ


Gdyby spytać Bawarczyka o to, z czym kojarzą mu się Saksonia i Saksończycy, pewnie uśmiechnąłby się z lekkim lekceważeniem i powiedział, że z dialektem. Rzeczywiście, Niemcy uważają dialekt saksoński za trudny w odbiorze, ale niewielu wie, iż to tą odmianą językową posłużył się w XVI w. Marcin Luter w swoim tłumaczeniu Biblii, pod wpływem którego wykształcił się później standardowy język niemiecki („Hochdeutsch”). Jednak wystarczy raz odwiedzić Saksonię, aby przekonać się, że jest miejscem jedynym w swoim rodzaju.

 

58.jpg

Zamek Albrechta oraz Katedra św. Jana i św. Donata w Miśni

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/MANFRED LOHSE 

Obraz dzisiejszego landu w dużej mierze ukształtowały jego historia i kultura, nie brakuje w nim mimo to elementów nowoczesności. Znajdziemy tu sztukę na światowym poziomie, tradycyjne rękodzieła znane daleko poza granicami kraju i nowoczesne manufaktury. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się zabytkowe miasta, okazałe zamki, pałace i ogrody. Saksończycy mówią o sobie helle, czyli „bystrzy”, i określenie to bardzo do nich pasuje. Zawdzięczamy im wiele wynalazków: Melitta Bentz (1873–1950) wymyśliła papierowe filtry do kawy, Karl August Lingner (1861–1916) opracował skład płynu do płukania jamy ustnej Odol, firma Teekanne wprowadziła na rynek herbatę w torebkach. Nie wolno też zapomnieć o kultowym aucie produkowanym w Zwickau – trabancie, którego unowocześnione wersje do dziś można spotkać na ulicach Drezna (Dresden).

140.jpg

Winnice położone wokół Zamku Wackerbarth w Radobylu (Radebeul)

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/SYLVIO DITTRICH



Saksonia stanowi, obok Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego, jeden z trzech landów sąsiadujących z Polską. Granica pomiędzy państwami przebiega wzdłuż Nysy Łużyckiej. Funkcję stolicy regionu administracyjnego pełni niemal 550-tysięczne Drezno, ale nie tylko ono przyciąga w swoje progi zaciekawionych gości. Cały kraj związkowy ma naprawdę niezmiernie wiele do zaoferowania.

Kolebka Saksonii

Mimo iż już w VII w. Drezno i Lipsk (Leipzig) zamieszkiwały ludy słowiańskie, za kolebkę Saksonii uważa się Miśnię (Meißen). To tutaj król Niemiec – Henryk I Ptasznik (876–936) z saskiej dynastii Ludolfingów – założył w 929 r. wysoko na skarpie nad Łabą gród, uchodzący za pierwsze centrum władzy tego regionu. Od XII stulecia rządziła stąd dynastia Wettynów, która dopiero w XV w. przeniosła swoją siedzibę do Drezna.

Miśnia jest uroczym miasteczkiem, urzeka swoimi wąskimi uliczkami, licznymi zabytkowymi kamienicami i portalami pamiętającymi czasy renesansu. Nad jej zabudowaniami góruje Zamek Albrechta (Albrechtsburg), gdzie produkowano pierwszą europejską porcelanę. Nie stałoby się to możliwe bez wielkich ambicji Augusta II Mocnego (1670–1733), który sam mawiał, że „ma chorobę porcelanową”. Nie tylko kupował bardzo dużo przedmiotów z tego swoistego „białego złota”, ale także nie szczędził środków, żeby stworzyć własną jego odmianę. Jeszcze do niedawna sądzono, że temu zadaniu sprostał samodzielnie alchemik Johann Friedrich Böttger (1682–1719), jednak według najnowszych badań opierał się on w znacznej mierze na pracach Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa (1651–1708). Porcelana miśnieńska jest do dzisiaj towarem luksusowym, a podziwiać ją można w muzeum powstałym przy otwartej w 1710 r. manufakturze. W placówce zapoznamy się z procesem wytwarzania porcelanowych precjozów, podpatrzymy, z jaką dokładnością wykonywane są malowidła, czy też porównamy tradycyjne formy z nowoczesną finezją. Od XVIII w. produkty z Miśni oznacza się dwoma skrzyżowanymi ze sobą niebieskimi mieczami.

Mała kraina wina

„Krasnal wśród regionów winiarskich” – tak potocznie mówi się o saksońskim obszarze winnic, jednym z najmniejszych w Niemczech (obejmuje ok. 490 ha). Lokalny szlak winny rozciąga się wzdłuż Łaby na odcinku 55 km. Zaczyna się w Pirnie, przebiega przez Drezno, Radebeul i Miśnię, będącą centrum tutejszej produkcji wina. Sama tradycja uprawy winorośli na tych ziemiach sięga ponad 850 lat wstecz. Według legendy pierwsze gałązki tych krzewów przywiózł do Saksonii miśnieński biskup Benon (ok. 1010–1106), patron rybaków, tkaczy oraz Miśni i Monachium. Na początku wino było wykorzystywane przez księży podczas celebracji mszy, ale później spożywał je już każdy zgodnie z mottem, że trzeba zaoferować coś ciału, żeby dusza miała ochotę w nim mieszkać.

Dzisiejsze winnice są zdecydowanie mniejsze niż kiedyś ze względu na uprzemysłowienie regionu, budowę mostów czy rozprzestrzenienie się filoksery – mszycy pasożytującej na winoroślach, przywiezionej do Europy w XIX w. z Ameryki Północnej. Obecnie wytwarza się tutaj przede wszystkim wina białe, takie jak Müller-Thurgau, Riesling, Weißburgunder, Grauburgunder, Traminer, Elbling, Gutedel czy Kerner. Specjalność tego rejonu stanowi Złoty Riesling (Goldriesling) uprawiany wyłącznie w tym kraju związkowym. Dzięki korzystnemu klimatowi, gorącym letnim dniom i chłodnym nocom miejscowe trunki szczycą się swoimi owocowymi i mineralnymi aromatami. Podczas zwiedzania Saksonii spróbujemy ich nie tylko w restauracjach lub hotelach, lecz także w samych winnicach.

Barokowa piękność

Wyjątkową atmosferę pięknego i dumnego ze swojej historii Drezna odczujemy w nim na każdym kroku – czy to podziwiając jego panoramę od strony rzeki bądź z wieży ratuszowej, czy spacerując przez dzielnicę Nowe Miasto Zewnętrzne (Äußere Neustadt). Prawdziwy rozkwit ośrodka nastąpił w XVIII w. za czasów Augusta II Mocnego (elektora saskiego Fryderyka Augusta I) i jego syna Augusta III (Fryderyka Augusta II). Stworzyli oni barokową metropolię zachwycającą kulturą, sztuką i architekturą. Obaj elektorzy sascy w drodze wolnej elekcji zostali wybrani królami Polski, co zapoczątkowało polsko-saską unię personalną trwającą od 1697 do 1763 r., przerywaną rządami Stanisława Leszczyńskiego (1704–1709 i 1733–1736).

Bez wątpienia wspomniani władcy byli wrażliwi na piękno, jednak wystawne bale, imponujące budowle, pałace i ogrody, światowej sławy dzieła sztuki miały odzwierciedlać ich dążenie do władzy absolutystycznej. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest kompleks pałacowy Zwinger, wybudowany na murach twierdzy miejskiej jako oranżeria i plac przeznaczony na uroczystości dworskie. Tutaj najlepiej da się zauważyć barokowy przepych formy – liczne rzeźby połączono w taki sposób, że sprawiają wrażenie, jakby zstępowały na dziedziniec z subtelnie falującymi liniami architektonicznymi. Całość uzupełniają fontanny nadające Zwingerowi lekkości. Imponujące wrażenie robią nie tylko elementy architektury, ale także wnętrza skrywające zbiory porcelany, instrumentów matematycznych i fizycznych oraz arcydzieła pędzla wielkich malarzy (w Galerii Obrazów Starych Mistrzów – Gemäldegalerie Alte Meister), takie jak Grosz czynszowy Tycjana, Śpiąca Wenus Giorgionego, Noc (Pokłon pasterzy, Adoracja Dzieciątka przez pasterzy) Correggia, U stręczycielki Jana Vermeera, obrazy Rembrandta i Petera Paula Rubensa czy Dziewczyna z czekoladą Jeana-Étienne Liotarda – uznawany często za najpiękniejszy pastel świata. Zwiedzających przyciąga jednak najsilniej Madonna Sykstyńska Rafaela, która choć początkowo niedoceniana, stała się od XIX w. główną atrakcją dla miłośników malarstwa. Obecnie to dzieło zna prawie każdy i nawet jeśli nie rozpoznaje całości kompozycji, to kojarzy dwa urocze aniołki znajdujące się u dołu obrazu i spoglądające na Maryję z małym Jezusem. Należą one do najczęściej powielanych i przerabianych jego elementów.

Kolorowe ulice

Ten, kto nasyci się już drezdeńską historią i sztuką, a ma jeszcze ochotę poznać prawdziwe Drezno, powinien odwiedzić dzielnicę Nowe Miasto Zewnętrzne. Znajdziemy w niej wszystko, co nietypowe, niezwykłe czy nawet dziwaczne. Przenikają się tu różne narodowości i subkultury, a sztukę uliczną cechuje kreatywność i odejście od komercyjności. Średni wiek mieszkańców tej dzielnicy wynosi 32 lata. Działa w niej też całe mnóstwo knajp, restauracji i kawiarni. To wszystko sprawia, że Nowe Miasto Zewnętrzne uchodzi za nieoficjalne centrum życia nocnego Drezna. Spokojne i rodzinne za dnia zmienia się po zapadnięciu zmroku w miejsce spotkań towarzyskich i zabaw trwających nawet do białego rana. Co roku w trzeci weekend czerwca świętuje się dni dzielnicy pod nazwą Bunte Republik Neustadt (Kolorowa Republika Nowego Miasta). Ulice zamieniają się wtedy w głośną, kolorową, alternatywną, przyjazną i pełną radości scenę. Motto wydarzenia i Nowego Miasta Zewnętrznego brzmi żyj i pozwól żyć innym i właśnie tolerancja jest ich charakterystyczną cechą. Na szczególną uwagę w tej części Drezna zasługują wpisany do Księgi rekordów Guinnessa najpiękniejszy sklep nabiałowy świata (założony w 1880 r. przez braci Pfund) oraz pasaż artystyczny (Kunsthofpassage – Pasaż Artystycznych Dziedzińców), którego 5 dziedzińców zostało urządzonych z niesamowitą fantazją.

Polacy w Dreźnie

O ile Nowe Miasto Zewnętrzne każdemu Niemcowi kojarzy się z autorem książek dla dzieci Erichem Kästnerem (1899–1974), tak Polakom przywodzi na myśl Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812–1887). Do dzisiaj zachował się tutaj jeden z jego domów, w którego murach mieści się poświęcone mu muzeum (Kraszewski-Museum) oraz siedziba stowarzyszenia polsko-niemieckiego. Placówka skupia miejscową Polonię, a także miłośników kultury polskojęzycznej.

Kontakty polsko-saskie zostały zapoczątkowane jeszcze za czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Później odnowiono je dopiero pod koniec XV w., kiedy córka króla Kazimierza IV Jagiellończyka Barbara Jagiellonka (1478–1534) wyszła za mąż za tutejszego księcia Jerzego Brodatego (1471–1539). Oboje małżonkowie są pochowani w Katedrze św. Jana i św. Donata na wzgórzu zamkowym w Miśni, gdzie można też obejrzeć obraz Lucasa Cranacha Starszego, na którym uwiecznił księżną. Po zawiązaniu w 1697 r. unii polsko-saskiej (dotyczącej wstąpienia na tron Rzeczpospolitej Obojga Narodów Augusta II Mocnego i potem Augusta III) do Drezna zaczęło zjeżdżać coraz więcej Polaków. Niektórzy zostawali na krótko, a inni – na zawsze. Świadczą o tym liczne pomniki z polskimi nazwiskami i epitafiami na cmentarzu w dzielnicy Friedrichstadt.

Najbardziej znanym Polakiem w tym mieście do dziś jest bez wątpienia wspomniany już Józef Ignacy Kraszewski, który trafił do Księgi rekordów Guinnessa jako autor największej liczby powieści (aż 232!). W swojej trylogii saskiej (Hrabina Cosel, Brühl, Z siedmioletniej wojny) i Saskich ostatkach opisał życie w Saksonii za czasów Augusta II Mocnego i Augusta III. Są to książki o dużej wartości nie tylko literackiej, ale przede wszystkim historycznej. Drezno zainspirowało również Adama Mickiewicza (1798–1855), który napisał w nim w 1832 r. III część Dziadów (tzw. Dziady drezdeńskie). Tutaj zakochał się w Marii Wodzińskiej (1819–1896) i w 1836 r. zaręczył z nią Fryderyk Chopin (1810–1849), dawał koncerty skrzypek Karol Lipiński (1790–1861) i odbyła się w 1901 r. prapremiera opery Manru Ignacego Jana Paderewskiego (1860–1941). Do dzisiaj mieszka w tym mieście liczna Polonia. Za najbardziej rozpoznawalną naszą rodaczkę uchodzi obecnie Małgorzata Chodakowska (ur. w 1965 r.) – wysoce ceniona rzeźbiarka pochodząca z Łodzi. Jej subtelne i bardzo kobiece rzeźby można oglądać m.in. w centrum handlowym na Nowym Rynku (Neumarkt), galeriach sztuki czy ogrodach w Pillnitz.

Miasto powstałe z prochu

Barokowe Drezno stworzone przez Augusta II Mocnego i Augusta III w swoich dziejach zniszczone zostało 2 razy: przez wojska pruskie podczas wojny siedmioletniej (1756–1763) i przez aliantów w 1945 r. W ostatnim roku II wojny światowej odbyło się kilka ataków powietrznych na miasto, ale to te z 13, 14 i 15 lutego okazały się w swoich skutkach najgorsze – 4 krótkie naloty dywanowe przeprowadzone przez lotnictwo brytyjskie i amerykańskie zniszczyły praktycznie całe historyczne centrum. Odbudowa zaczęła się zaraz po wojnie, a trwa do dziś. Symbolem tego długiego procesu jest luterański Kościół Marii Panny (Frauenkirche) znajdujący się na Nowym Rynku. Jego ruiny stały w samym centrum miasta jeszcze po zjednoczeniu Niemiec, ponieważ dopiero w 1990 r. zebrała się grupa osób, które rozpoczęły starania o rekonstrukcję tej monumentalnej świątyni. Tysiące ludzi dawały mniejsze lub większe datki na ten cel głównie z powodów osobistych czy emocjonalnych. Inicjatywę tę wspierali nie tylko Niemcy, ale i Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi. Warto wspomnieć, że swój udział w odbudowie mieli też mieszkańcy Gostynia, miasteczka w Wielkopolsce (kamieniarze wykonali kamienną rzeźbę zapalonego znicza do świątyni). W ten sposób kościół stał się symbolem pojednania między narodami.

Lipsk na handlowym szlaku

Erich Kästner zwykł mówić, iż Drezno to marzenie, a Lipsk to rzeczywistość. Złośliwsi twierdzili, że w Dreźnie wydaje się pieniądze, które w Lipsku się zarabia. W rzeczywistości w tym pierwszym ośrodku rezydowali książęta i królowie, którzy budowali okazałe pałace i ogrody, a w drugim rozwijało się mieszczaństwo. Już w XII w. po otrzymaniu praw miejskich i przywilejów handlowych Lipsk należał do ważniejszych miejsc na skrzyżowaniu szlaków Via Regia (prowadzącego z zachodu na wschód Europy) i Via Imperii (wiodącego od Morza Bałtyckiego do Rzymu). Najstarszy architektoniczny zabytek związany z tutejszą historią handlu stanowi Stara Giełda Handlowa (Alte Handelsbörse), barokowy budynek z drugiej połowy XVII stulecia. Na pomysł jej budowy wpadło 30 kupców, którzy żeby przypieczętować udany interes, spotykali się zawsze na neutralnym gruncie. Jedną z figur zdobiących gmach Starej Giełdy Handlowej jest Merkury – patron kupców.

Do dzisiaj Lipsk słynie przede wszystkim z Lipskich Targów Książki (Leipziger Buchmesse), które odbywają się co roku w marcu. Od XVII w. do końca II wojny światowej było to najważniejsze miejsce spotkań branży wydawniczej w Niemczech. Współcześnie ustępuje pod tym względem jedynie Frankfurtowi nad Menem (Frankfurter Buchmesse). Różnorodni wystawcy ściągali m.in. do XVI-wiecznego Dworu Auerbacha (dzisiejszego Pasażu Mädlera). Obok cennej biżuterii i delikatnych jedwabiów prezentowano w nim również porcelanę miśnieńską. Warto odwiedzić tu Piwnicę Auerbacha (Auerbachs Keller), dziś regionalną restaurację znaną w całym mieście. Było to jedno z ulubionych miejsc Johanna Wolfganga Goethego (1749–1832), którego tutejsze malowidła ścienne zainspirowały do napisania pierwszej części Fausta. O lokalu wspomniał później w swoim dramacie, czym wystawił mu pomnik literacki, podobnie jak samemu Lipskowi. O mieście mawiał: To mój mały Paryż i kształci swoich ludzi! i miał dużo racji.

Kultura i historia

Od XVIII w. ośrodek ten słynął nie tylko z handlu i targów, lecz także kultury i sztuki. Urodził się w nim jeden z najbardziej cenionych niemieckojęzycznych kompozytorów Ryszard Wagner (1813–1883), studiowali pisarz Gotthold Ephraim Lessing (1729–1781) czy filozof Friedrich Wilhelm Nietzsche (1844–1900), a Friedrich Schiller (1759–1805) pracował nad dramatem Don Carlos, wydanym w 1787 r. Nierozerwalnie historia Lipska wiąże się też z osobą Jana Sebastiana Bacha (1685–1750). Przed jego pomnikiem znajdującym się na dziedzińcu Kościoła św. Tomasza wciąż leżą świeże kwiaty, często słychać dźwięk migawki aparatu fotograficznego i można spotkać przewodników miejskich opowiadających o kompozytorze turystom. Koło tej postaci nikt nie przejdzie obojętnie! Przedstawiono go w pozycji stojącej ze zwiniętymi nutami w jednej ręce, jakby przed chwilą wstał od ustawionych za nim organów. Według opisów artysta był bardzo zapracowanym człowiekiem, nie tylko komponował i grał, ale także udzielał lekcji i opiekował się całkiem sporą gromadką swoich dzieci, które w dorosłym życiu poszły w ślady ojca i robiły karierę muzyczną.

Najbardziej znaczącym lipskim monumentem jest Pomnik Bitwy Narodów (Völkerschlachtdenkmal) – jeden z największych pomników Europy i symbol miasta. Przypomina on o bitwie stoczonej w tej okolicy w dniach 16–19 października 1813 r. (bitwa pod Lipskiem, nazywana też bitwą narodów). Armia ok. 190 tys. żołnierzy pod dowództwem francuskiego cesarza Napoleona Bonapartego (1769–1821) stanęła wtedy naprzeciw wojsk pruskich, austriackich, rosyjskich i szwedzkich. Przekonani o swoim zwycięstwie Francuzi zostali czwartego dnia pokonani przez wroga. Ta klęska była początkiem upadku wielkiego wodza. Wskutek tej przegranej Saksonia jako sprzymierzeniec Francji straciła na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego (1814–1815) ponad połowę swojego terytorium.

Szlak zamków i pałaców

184.jpg

Most Baszta z 1851 r. w Górach Połabskich w Szwajcarii Saksońskiej

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/FRANK RICHTER



Podczas podróżowania po całym kraju związkowym spotkamy mnóstwo tablic wskazujących na ukryte gdzieś w pobliżu zamki i pałacyki. Wiele z nich wypiękniało w ostatnich latach i dziś kuszą nie tylko swoim architektonicznym urokiem, ale i ciekawymi wystawami. Każdy z nich jest niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju i zaprasza do obejrzenia innych eksponatów.

W Moritzburgupodziwiać można pałac położony wśród samych jezior – wygląda tak, jakby się na nich unosił. Stanowi on prawdziwy rarytas dla miłośników baroku, jak i myśliwych. Jego wnętrza kryją okazałe meble, obrazy, porcelanę czy kurdybany świadczące o kulturze mieszkalnej XVIII w. Szczególną uwagę przyciąga zbiór trofeów łowieckich oraz łoże paradne Augusta II Mocnego z baldachimem i zasłonami utkanymi z ok. 1 mln kolorowych ptasich piór. Ciekawie prezentują się również znajdujący się nieopodal najmniejszy w Saksonii pałacyk w stylu rokoko nazwany Małą Bażanciarnią (Fasanenschlösschen) i pobliska latarnia morska.

Pillnitz (dziś część Drezna) służyło natomiast dworowi za miejsce licznych uroczystości i zabaw. Kompleks pałacyków i ogrodów uważa się za najlepszy w Europie przykład eklektycznego stylu chinoiserie wzorowanego na sztuce chińskiej. Wzrok przyciągają tutaj nie tylko architektura, lecz także różnorodne założenia ogrodowe i wiele niezwykłych okazów flory. Najcenniejszymi z nich są kamelia licząca sobie już ponad 230 lat oraz drzewa pomarańczowe pamiętające jeszcze czasy Augusta II Mocnego.

Miłośników muzyki klasycznej zainteresuje za to pałacyk myśliwski w Graupie. Dziś ma on mało wspólnego z myślistwem, a dużo więcej z osobą Ryszarda Wagnera, który w 1846 r. spędził w tej miejscowości lato. Ten czas wykorzystał do stworzenia zarysu swojej opery Lohengrin. Od 2013 r. znajduje się tu nowoczesna multimedialna wystawa poświęcona kompozytorowi, skupiająca się głównie na początkowym okresie jego twórczości. Poszczególne pomieszczenia podporządkowane są określonym tematom: od procesu powstawania i realizacji oper poprzez same zapisy tekstów i kompozycji aż do wystawienia na scenie. Oglądanie ekspozycji w dawnym pałacyku myśliwskim warto połączyć ze spacerem po ogrodach, z których rozpościerają się wspaniałe panoramy doliny Łaby.

Tajemnicza Szwajcaria Saksońska

Najpiękniejsze widoki nie tylko na Łabę podziwiać można na terenie Parku Narodowego Szwajcaria Saksońska (Parku Narodowego Saska Szwajcaria – Nationalpark Sächsische Schweiz). Swoją nazwę region ten zawdzięcza dwóm pochodzącym ze Szwajcarii malarzom Antonowi Graffowi (1736–1813) i Adrianowi Zinggowi (1734–1816), którzy przyrównali krajobraz Gór Połabskich do swojego rodzimego. Architektem wszystkich cudów była tu przez tysiąclecia i wciąż jest sama matka natura. Głębokie lasy, nieosiągalne skalne wieżyczki i ściany, słoneczne zbocza, wilgotne wąwozy, mniejsze lub większe zbiorniki wodne i ludzkie osady tworzą wyjątkową kolorową mozaikę. Park zamieszkują zarówno typowe dla tego ekosystemu, jak i rzadkie i chronione gatunki zwierząt. Natrafimy tutaj m.in. na sowy, jastrzębie, bociany czarne, zimorodki, dzięcioły, głuszce, nietoperze, dziki, jelenie, łasice, żmije zygzakowate, zaskrońce zwyczajne czy salamandry plamiste.

To raj dla wielbicieli aktywnego wypoczynku oraz krótszych lub dłuższych wędrówek. Trasy mają tutaj łącznie 1,2 tys. km. Za najbardziej znany uchodzi historyczny, 112-kilometrowy Szlak Malarzy (Malerweg), który przyciągał nie tylko artystów romantycznych, takich jak Caspar David Friedrich (1744–1840), ale i muzyków, np. Ryszarda Wagnera, oraz pisarzy, m.in. Hansa Christiana Andersena (1805–1875). Najczęściej odwiedzanym punktem widokowym jest tzw. Baszta (Bastei), czyli kamienny most zawieszony pomiędzy skałami noszącej tę samą nazwę formacji. Jednak nie tylko to miejsce przyciąga rzesze turystów. Na terenie parku znajdują się imponująca, nigdy nie zdobyta Twierdza Königstein (Festung Königstein) czy ruiny Zamku Stolpen (Burg Stolpen), gdzie więziono najsłynniejszą faworytę Augusta II Mocnego – Annę Konstancję von Brockdorf, hrabinę Cosel (1680–1765).

Artykuły wybrane losowo

Drugie życie fascynującej Kambodży

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Położona w południowo-wschodniej części Azji Kambodża to kraj o długiej i pełnej tragicznych wydarzeń historii. Zamieszkuje ją prawie 16 mln ludzi, którzy wciąż w większości nie znają pośpiechu charakterystycznego dla cywilizacji Zachodu, a nade wszystko cenią sobie więzi rodzinne i utrzymywanie relacji społecznych. Mimo stosunkowo niewielkiej populacji i powierzchni (ok. 181 tys. km2) jest miejscem niezmiernie ciekawym. Podróżników przyciągają w te strony ciepłe morze, rafy koralowe, biały piasek wybrzeża, świątynie, malownicza kambodżańska stolica Phnom Penh, cudowne krajobrazy i bardzo mili, uśmiechnięci i serdeczni ludzie. Zdecydowanie warto się tu wybrać, i to nie tylko na trzydniową wycieczkę do słynnego kompleksu zabytków Angkor.

Więcej…

Portugalia – na końcu Starego Świata

Miejscowość Azenhas do Mar położona na stromym klifie w gminie Sintra
T09ARH1E

© TURISMO DE PORTUGAL/JOSE MANUEL

MAGDALENA BARTCZAK


Przyjazny śródziemnomorski klimat, egzotyczne krajobrazy, różnorodna kuchnia, fascynująca historia, bogactwo architektury, liczne plaże rozciągnięte nad Atlantykiem i ogromna gościnność mieszkańców to tylko niektóre z wielu zalet Portugalii. Ten nieduży kraj pełen turystycznych atrakcji leży na samym krańcu Europy. Dlatego przez długi czas jego terytorium określano mianem „finis terrae”, czyli „koniec świata” bądź „koniec lądu”.

Więcej…

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ