MATEUSZ BAJEK

 

U zarania dziejów Bóg zebrał wszystkie narody, aby podzielić między nie ziemię. Ustawiła się długa kolejka, a każdy chciał być pierwszy. Tylko Gruzini uznali, że zamiast czekać godzinami na słońcu, lepiej usiąść w cieniu, wznosić winem toasty, radośnie śpiewać, tańczyć i oddać się ucztowaniu. Kiedy już ostatnie narody otrzymały w posiadanie swój kawałek ziemi, Bóg usłyszał odgłosy wesołych pieśni i słowa kwiecistych przemów dobiegające spod drzewa. Stwórcy zrobiło się żal pogodnych i uśmiechniętych Gruzinów. Przywołał ich do siebie i powiedział: Wprawdzie, podzieliłem już całą planetę między inne narody, ale pozostał mi jeszcze najpiękniejszy zakątek – kipiący zielenią, pełen żyznych pól i malowniczych gór. To istny raj na ziemi, dlatego chciałem zatrzymać go dla siebie, abym miał gdzie odpoczywać. Jednak gdy was zobaczyłem, uznałem, że ta rajska kraina stanie się waszym domem.

Legenda o powstaniu Gruzji, położonej na dzielącym Europę i Azję Kaukazie, w pełni oddaje piękno tego miejsca i charakter jego mieszkańców. Choć przez długie lata ten targany konfliktami kraj wydawał się zapomniany przez Boga, dziś odradza się w zawrotnym tempie, zyskując miano Perły Kaukazu.

Różnorodność krajobrazów jest tu ogromna. Wiecznie zielone lasy Adżarii, herbaciane pola Gurii, cytrusowe gaje Niziny Kolchidzkiej, półpustynne równiny Dżawachetii, winnice Kachetii, a także wiecznie białe szczyty Kaukazu tworzą niezwykłą mozaikę na terytorium odpowiadającym ok. 22 proc. powierzchni Polski. Jednak to zaledwie ułamek tego, co może zaoferować nam Gruzja.

 

W tym mieście śpią nocą gwiazdy

Tbilisi, stolica kraju, to miasto pełne niespodzianek. Po wylądowaniu na miejscowym lotnisku wjeżdżamy do niego ogromną arterią nazwaną na cześć byłego prezydenta USA aleją George’a W. Busha, której koniec przecina się z ulicą... polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jadąc dalej w stronę centrum, odkrywamy prawdziwą magię gruzińskiej metropolii. Mijamy najwyższą na Kaukazie Katedrę Świętej Trójcy, XIII-wieczną Cerkiew Matki Boskiej Metechskiej, zwaną Metechi, i nagle przed naszymi oczami pojawia się rzeka Kura, przepiękne stare miasto w Dzweli Tbilisi (Starym Tbilisi) z wybijającymi się ponad zabudowania dachami świątyń i królującą nad wszystkim twierdzą Narikała z IV w. Po przebyciu mostu natrafiamy na Abanotubani – dzielnicę łaźni, których budynki wieńczą oryginalne kopuły. Szczególnie pięknie prezentuje się kompleks Orbeliani, pokryty niebieską mozaiką. Grzechem byłoby nie skorzystać z dobrodziejstw wypływającej tu gorącej wody siarkowej i nie poddać się zabiegom u miejscowych masażystów.

Wspinając się na szczyt twierdzy, mijamy meczet i uroczy, znajdujący się w głębokiej kotlinie, Ogród Botaniczny z wodospadem. Ze wzgórza rozciąga się niezapomniany widok na Tbilisi – setki zabytkowych domów, dziesiątki kościołów, nowoczesny Pałac Prezydencki, wijącą się malowniczo w dole rzekę Kurę. Po zapadnięciu zmroku panorama ta wydaje się jeszcze piękniejsza. Trudno nie zgodzić się z gruzińskimi poetami, którzy twierdzą, że to tu gwiazdy chodzą nocą spać.

 

Spacerując po Starym Tbilisi, na każdym kroku natykamy się na świątynie. Najważniejszą tbiliską cerkwią jest Katedra Sioni zbudowana w VI i VII w., w której przechowuje się krzyż św. Nino, patronki Gruzji. Poza tym miejscowa architektura stanowi wielokulturową mieszankę. Znajdziemy tutaj secesyjne kamienice z podwieszanymi drewnianymi balkonami, kościoły ormiańskie, synagogę, a nawet świątynię hinduskich czcicieli ognia (zaratusztrian) – Ateszga. Podczas zwiedzania historycznego centrum obowiązkowo należy wstąpić do jednej z wielu restauracji oferujących gruzińską kuchnię, gdzie możemy spróbować pieczonych bakłażanów nadziewanych orzechami, sycącego placka chaczapuri, a także wyśmienitego miejscowego wina.

Musimy również przejść się najsłynniejszą w Tbilisi aleją Szoty Rustawelego, zaczynając od placu Wolności ze wspaniałym Ratuszem. Dalej znajduje się socrealistyczny budynek Parlamentu Gruzji. To właśnie plac przed nim był głównym teatrem wydarzeń słynnej Rewolucji Róż, która w listopadzie 2003 r. wyniosła do władzy obecnego prezydenta-reformatora Michaiła Saakaszwilego. Przy alei Rustawelego mieszczą się także Pałac Młodzieży oraz tbiliskie teatry: Opery i Baletu, Pantomimy, Szoty Rustawelego, Aleksandra Gribojedowa. W Tbilisi trudno się nie zakochać. Piękno tego miasta, naturalność i gościnność jego mieszkańców urzekną każdego!

Kraina wina

Z Tbilisi warto udać się do położonej na wschód Kachetii. Kraina ta jest prawdziwym rajem dla miłośników sztuki sakralnej, średniowiecznych klasztorów, książęcych pałaców i kamiennych twierdz. To również królestwo wina i najlepsze miejsce, żeby spróbować trunku, który narodził się właśnie tutaj siedem tysięcy lat temu!

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od okolic Telawi. Położony niedaleko miasta kompleks klasztorny Ikalto z VI w., mimo zniszczeń podczas najazdu perskiego w XVII w., zachował w dużej części swój mistyczny charakter. Oddalając się nieco na północny zachód, napotkamy 900-letnią Katedrę Alawerdi, położoną malowniczo wśród pól. Trochę dalej, bo w miejscowości Gremi, drogi strzegą wieża zamkowa i Cerkiew Świętych Archaniołów z XVI w. – jedyna pozostałość po średniowiecznej stolicy Kachetii, zburzonej przez perskiego szacha Abbasa I Wielkiego w 1616 r.

W gruzińskim domu

Podczas podróży po Gruzji wielokrotnie będziemy mieli okazję poznać bliżej jej mieszkańców. Gruzini są niezmiernie ciepłym i gościnnym narodem, który przywiązuje dużą wagę do tradycji. Szczególnie interesujące wydają się zwyczaje dotyczące biesiadowania. Supra, czyli uczta, stanowi centrum życia towarzyskiego Gruzinów. Przy suto zastawionych stołach rozmawia się o rodzinie, polityce, Bogu i zmarłych. Żadna supra nie odbywa się bez toastów. Są one specjalnością tamady, czyli przewodnika stołu, wodzireja. Rolę tę pełni najczęściej mężczyzna o wyjątkowych zdolnościach oratorskich, który dba o porządek podczas biesiady. To on wyznacza moment, kiedy należy przerwać rozmowę, a biesiadnicy powinni podnieść swoje kielichy i wysłuchać przemowy. Tradycyjnie w czasie uczty obowiązuje określona kolejność wznoszenia toastów. To właśnie tamada pilnuje ich prawidłowego następowania po sobie. Pierwszy toast związany jest z okazją, z jakiej odbywa się uczta. Potem goście piją m.in. za przodków, przyjaciół, ojczyznę czy miłość. Gruzińskie toasty są bogato rozbudowane i mogą trwać nawet kilkanaście minut!

Parki Kachetii

W Kachetii znajduje się jeszcze wiele miejsc, które obowiązkowo trzeba odwiedzić. Pierwszym z nich jest Park Narodowy Lagodechi. To tu w XIX w. polski przyrodnik i podróżnik Ludwik Młokosiewicz (1831–1909) założył rezerwat przyrody. W tym rejonie możemy wybrać się na kilkudniową wyprawę w góry na koniach, np. wzdłuż granicy Azerbejdżanu i Republiki Dagestanu (Federacji Rosyjskiej) do Jeziora Czarnych Skał.

Kolejne godne polecenia miejsce stanowi Tsinandali. Założony tu 18-hektarowy ogród wokół pałacu poety i księcia Aleksandra Czawczawadze (1786–1846) powstał w stylu angielskim i porastają go wiekowe drzewa i egzotyczne rośliny, m.in. bambusy i sekwoje. W położonej tu winnicy obejrzymy niezwykły skarb kompleksu – największą i najstarszą w Gruzji piwnicę winną. W kolekcji przechowywanych w niej trunków honorowe miejsce najbardziej wiekowego egzemplarza spośród dziesiątek tysięcy butelek zajmuje miód pitny przywieziony z Polski w 1814 r. W każdej z tsinandalskich winnic organizowane są degustacje tutejszego wina. Poczęstują nas nim także praktycznie w każdym domu, ponieważ jego produkcja stanowi w Gruzji domenę mieszkańców wsi i miasteczek.

Najbardziej bajkowym miejscem w Kachetii jest położone malowniczo na wzgórzach i otoczone murem obronnym Sighnaghi. Ze względu na panującą tu atmosferę bywa nazywane gruzińskim miastem miłości. Niedawno odrestaurowane słynie z położonego niedaleko monastyru w Bodbe z grobem św. Nino oraz wytwarzania tradycyjnych dywanów.

W stronę morza

Z Kachetii warto udać się na wyprawę ku wybrzeżu. Już na rogatkach Tbilisi leży dawna stolica Gruzji – Mccheta. Przez długi okres to właśnie ona była duchowym i politycznym sercem państwa. Do dziś funkcjonują w niej najstarsze i najważniejsze cerkwie w kraju, w tym Katedra Sweti Cchoweli z XI w., gdzie odbywają się najistotniejsze ceremonie religijne Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Świątynia ta wraz z zabytkowym centrum miasta znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Po zwiedzeniu Mcchety trzeba koniecznie wybrać się do leżącego na wzgórzu za rzeką monastyru Dżwari. Roztacza się stąd wyjątkowy widok na miasteczko i oblewające go Kurę i Aragwi – w opowieściach miejscowych nazywane dwiema siostrami. W położonym na zachód Gori, gdzie urodził się Józef Stalin, możemy podziwiać największe na świecie muzeum jego imienia.

Leżące na zachodzie Kutaisi również było dawną stolicą Gruzji. Spośród szeregu jego zabytków do najważniejszych z nich należą stojąca w centrum ruina Katedry Bagrati oraz kompleks klasztorny Gelati, znajdujący się na wzgórzach pod miastem. Niezmiernie urzekający jest także niedaleki rezerwat Sataplia z endemicznymi gatunkami flory i fauny oraz śladami dinozaurów. Z Kutaisi warto wybrać się do położonej wysoko w górach Swanetii. Dotrzemy do niej helikopterem lub samochodem (wówczas będziemy potrzebować na to całego dnia). W tym niesamowicie fotogenicznym miejscu dominuje kolor soczystej zieleni. Na horyzoncie widnieją szczyty cztero- i pięciotysięczników, a także zarysy ok. 175 kamiennych baszt obronnych z IX–XIII w., zbudowanych dla ochrony przed napadami sąsiednich plemion.

Ważnym przystankiem w wycieczce po Gruzji powinna być letnia stolica tego kraju – Batumi nad Morzem Czarnym. Urocze centrum miasta wypełniają tureckie meczety, rosyjskie, francuskie, angielskie i kolonialne budynki mieszkalne i publiczne. W tym niezmiernie szybko rozwijającym się kurorcie z przepięknie zagospodarowanym nadbrzeżem, ogromem hoteli, restauracji i klubów wypoczywa duża część mieszkańców Kaukazu, a nawet Turcji.

Przy gruzińskim stole

Łagodny klimat południowego Kaukazu zapewnia Gruzinom urodzaj i różnorodność płodów rolnych. Na żyznych glebach Kolchidy i Kachetii dojrzewają winogrona, arbuzy, bakłażany i lokalne zioła, natomiast na trawiastych górskich łąkach pasą się stada krów i owiec. Świeża wołowina i baranina oraz sery i płody ziemi gwarantują różnorodność potraw i bogactwo smaków. Na gruzińskich stołach na początku uczty pojawiają się sałatki ze świeżych warzyw, przekąski, np. saciwi, czyli kurczak w sosie orzechowym, czy chaczapuri i sery, w tym najsłynniejszy suluguni czy też długodojrzewający pleśniowy dambali chaczo. Do najczęściej przyrządzanych dań głównych zalicza się mtswadi – aromatyczne szaszłyki, adżapsandali – duszone z warzywami bakłażany, a także chinkali – faszerowane mięsem lub ziemniakami i grzybami gruzińskie pierogi o oryginalnym kształcie. Na deser podaje się świeże owoce oraz miejscowe słodycze, z których najsłynniejsza jest czurczchela, czyli nawleczone na nitkę orzechy laskowe lub włoskie w polewie z zagęszczonego soku z winogron.

Mimo niewielkiej powierzchni, Gruzja ma bardzo urozmaiconą kuchnię lokalną. Chaczapuri, które na wschodzie jest jedynie plackiem z serem suluguni, w portowym Batumi wygląda jak łódeczka z wbitym w nią jajkiem. Podobnie rzecz się ma z chinkali – zupełnie inaczej smakuje w stołecznym Tbilisi niż w górskiej Chewsuretii, gdzie nad mięso wołowe miejscowi przedkładają baraninę.

Skalne metropolie

Podczas pobytu w Gruzji powinniśmy także zaplanować wizytę w jednym ze słynnych gruzińskich skalnych miast. Należy jednak pamiętać o tym, że latem ich zwiedzanie może nam utrudniać wysoka temperatura.

Dawid Garedża leży na granicy gruzińsko-azerbejdżańskiej, niedaleko Tbilisi. Jego główna część, zwana Ławrą, została założona w VI w. Przez następne stulecia kolejni mnisi osiedlali się w okolicy i tworzyli monumentalny kompleks klasztorny, dziś rozdzielony pomiędzy dwa kraje. Obok Ławry możemy podziwiać tutaj również m.in. zespół jaskiń Udabno. Są one bogato zdobione kilkusetletnimi freskami. Roztacza się stąd magiczny widok na stepy Azerbejdżanu.

 

Najstarszym skalnym miastem w Gruzji jest Uplistsikhe, które powstałe w epoce brązu niedaleko Gori. Miejsce to było początkowo polityczną i religijną stolicą starożytnej Gruzji z szeregiem świątyń ku czci bogini słońca. Przez pewien czas stanowiło również rezydencję gruzińskich królów i ważny przystanek dla kupców podróżujących Jedwabnym Szlakiem. Dziś zachwyca ogromem wykutych sal i liczbą ich zdobień, a także niesamowitą panoramą, która rozciąga się ze szczytu Uplistsikhe.

Status największego i najsłynniejszego gruzińskiego skalnego miasta ma natomiast leżąca niedaleko tureckiej granicy Wardzia, usytuowana na wzniesieniu nad rzeką Kurą. Utworzona w XII w., pełniła funkcję fortecy i monastyru dla prawie 2000 mnichów. W wyniku trzęsienia ziemi kompleks został zniszczony. Obecnie możemy w nim podziwiać prawie 120 jaskiń, 25 piwnic winnych i kilkanaście wykutych w skale kościołów.

Niełatwe rozstania

Mimo wielu wspaniałości Gruzji trzeba ją jednak kiedyś opuścić. Dla wielu podróżników kraj ten staje się synonimem raju. Prawdę mówiąc, trudno im się dziwić. Znajdziemy tu zabytki z czasów, kiedy rodziły się i umierały wielkie imperia, oraz przyrodę, która niezależnie od regionu zachwyca swoim pięknem na każdym kroku. Spotkamy w tym kraju wspaniałych ludzi. Zachowali oni do dzisiejszych czasów oryginalne i ciekawe tradycje oraz autentyczną miłość do drugiego człowieka. Niełatwo rozstawać się również z miejscową kuchnią, pełną niezwykłych smaków i tak różną od europejskiej. Czas pędzi jednak nieubłaganie, a więc: Do widzenia Gruzjo! Na pewno jeszcze do Ciebie wrócimy!

 

Artykuły wybrane losowo

Esencja Kuby, czyli cygara, rum i muzyka

Anna César Winiarek
www.cuba-miamor.blogspot.com

 

<< Są trzy rzeczy, które rozsławiły Kubę na cały świat: cygara, rum i tutejsza muzyka. Z nimi zresztą kojarzy się ona większości obcokrajowców i to dla nich ściągają do niej liczni turyści. Kubanka wydmuchująca cygarowy dym, ludzie spędzający czas w hawańskim barze ze szklaneczką złocistego rumu w dłoni, para tańcząca salsę na ulicy – takie zdjęcia widzieli prawie wszyscy z nas. Pora przenieść się do miejsc, gdzie zostały zrobione. >>

Więcej…

Na krańcu świata w Chile

DOROTA STAŃCZYK

<< Republika Chile jest jednym z nielicznych krajów, które mogą poszczycić się wielką różnorodnością krajobrazów i stref klimatycznych. Na północy występuje najsuchsza pustynia świata – Atakama, a na południu – potężne lodowce. Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami znajdziemy wszystko: od skąpanych w słońcu plaż, poprzez bujne winnice, wiecznie zielone lasy ze szmaragdowymi jeziorami, aż do niekończących się patagońskich stepów. Dopełnieniem tego wszystkiego są szczyty Andów i dymiące wulkany. To właśnie w Chile cuda natury i ciekawa historia składają się na wspaniałe atrakcje turystyczne. >>

Więcej…

Roztańczona tropikalna Brazylia

 

MAGDALENA BARTCZAK

 

Wymyślne platformy z tancerzami na Sambódromo do Rio de Janeiro w 2016 r.

 24921609281 86fdc983ff o

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

W Brazylii, jednym z największych państw na świecie i największym w Ameryce Południowej, znajdziemy wszystko, czego pragnie podróżnik. Jej wschodnią granicę stanowią piękne złociste plaże położone nad Oceanem Atlantyckim. Na północy i zachodzie rozciągają się amazońskie lasy, a bliżej południa leżą tętniące życiem metropolie Rio de Janeiro i São Paulo. Ten kraj kusi i zniewala. Każdy, kto zostawił tu serce, marzy o powrocie w te strony.

 

Uderzenie gorącego powietrza, widok uśmiechniętych twarzy, dochodzący zewsząd gwar wielkiego miasta – takie były moje doświadczenia po wyjściu z lotniska podczas pierwszej wizyty w Rio de Janeiro, od którego rozpoczęłam wyprawę po fascynującej Brazylii. Oszałamia ona przyjezdnego nie tylko różnorodnością, klimatem i serdecznością mieszkańców, lecz także imponującym terytorium. Ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni i zajmuje niemal połowę kontynentu. Pod względem obszaru niedużo więc ustępuje Europie.

 

Sami Brazylijczycy, których jest ok. 207 mln, mówią, że nie istnieje coś takiego jak jedna Brazylia. Obok elementów kultury jednoczących mieszkańców (m.in. znanej na całym świecie wielkiej miłości do piłki nożnej, uważanej przez nich za świętą) znajdziemy tu wiele różnic między regionami i ich tradycjami czy krajobrazami. Poza tym przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę nie tylko duże odległości, ale też zmieniające się uwarunkowania klimatyczne. Na Nizinie Amazonki niemal przez okrągły rok panuje wysoka wilgotność i temperatura powietrza (dochodząca nawet czasami do prawie 45°C). Często nawiedzają ją również burze i tropikalne deszcze. W środkowo-wschodniej części kraju, gdzie rozciąga się Wyżyna Brazylijska, występuje pora deszczowa i sucha. Najbardziej sprzyjający klimat panuje na wybrzeżu, na którym upał nie daje się tak we znaki dzięki orzeźwiającej bryzie znad oceanu. Południe Brazylii natomiast leży w strefie zwrotnikowej i podzwrotnikowej z ciepłą zimą i gorącym latem.

 

MIASTO SŁOŃCA I BOSSA NOVY

 

Ten kraj rozsławił na cały świat – oczywiście – huczny karnawał. Zwyczaj zabaw przed okresem wielkiego postu przywieźli ze sobą w latach 20. XVIII w. portugalscy osadnicy. W kolejnym stuleciu został on spopularyzowany przez… coraz liczniejszych emigrantów z Francji. Brazylijczycy szybko go sobie przyswoili i stopniowo przekształcili w maskaradę i taneczne korowody. Pierwszy bal maskowy z muzyką odbył się w Rio de Janeiro w 1840 r. Od tego czasu tutejszy pięciodniowy karnawał zyskiwał sobie coraz większą popularność. Istnieje oficjalnie już od lutego 1892 r. i do tej pory odbyło się 125 jego edycji.

 

O wyjątkowym charakterze tej niezmiernie barwnej imprezy decyduje z pewnością samba – prawdziwy skarb narodowy Brazylijczyków. Ten gatunek sięga swoimi korzeniami do pieśni i tańców afrykańskich niewolników. Karnawałowe szaleństwo zaczyna się zwykle na kilka dni przed Środową Popielcową. Na znak inauguracji burmistrz oddaje klucze do miasta szkołom samby. To właśnie one organizują defilady, w których można podziwiać tancerzy w błyszczących, kolorowych kostiumach i ludzi poprzebieranych za rozmaite postacie. Fantastyczne korowody przemierzają ulice (Avenida Marquês de Sapucaí, Estrada Intendente Magalhães i inne główne arterie), a po słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí lub inaczej Sambódromo do Rio de Janeiro – specjalnej alei z trybunami dla widzów i jurorów oceniających każdy zespół) suną barwne platformy. Impreza trwa pięć dni, choć przygotowania do niej odbywają się praktycznie cały rok.

 

Główną zasadą karnawału, zarówno w Rio de Janeiro, jak i wszędzie na świecie, jest to, że w jego trakcie wszyscy stają się równi. Przestają liczyć się podziały na biednych i bogatych, a ustalony porządek ulega odwróceniu. Może dlatego jego tradycja zyskała sobie taką popularność akurat w tym mieście, niezmiernie zróżnicowanym społecznie i pełnym ludzi marzących o odmianie swojego losu. Swoiście karnawałowy charakter ma nawet krajobraz tej metropolii – zamieszkane przez najuboższych fawele (czyli dzielnice nędzy) rozciągają się na wzgórzach, a zamożniejsi obywatele żyją w niżej położonych rejonach. Właśnie ci najbiedniejsi codziennie budzą się z najpiękniejszym widokiem na Rio de Janeiro i pobliską zatokę Guanabara. Od pewnego czasu fawele jednak stopniowo się zmieniają. Nadal stanowią charakterystyczny element miasta, ale stają się bezpieczniejsze.

 

W rejonie dzielnic klasy średniej Santa Teresa i Lapa warto podejść pod ozdobione kolorowymi ceramicznymi kafelkami Schody Selarón (Escadaria Selarón, autorstwa chilijskiego artysty Jorge Selaróna). Na obu tych obszarach znajdziemy zachwycającą kolonialną architekturę. Na dodatek to ulubione miejsca tutejszej bohemy i amatorów dobrej zabawy. Kojarzą się z kawiarniami, klubami z muzyką na żywo i ulicznymi artystami, zapewniającymi spacerowiczom rozrywkę przez całą dobę. Niemal bez przerwy słychać tu sambę, a na placu pod XVIII-wiecznym Akweduktem Carioca (Aqueduto da Carioca) ludzie spotykają się, aby pograć w szachy i pogawędzić przy piwie lub koktajlu caipirinha (klasycznym drinku przyrządzanym na bazie mocnego alkoholu cachaça, cukru, limonek i lodu).

 

WZGÓRZA WŚRÓD PLAŻ

 

Kolejnym znakiem rozpoznawczym Cudownego Miasta (Cidade Maravilhosa), jak określa się Rio de Janeiro, jest bliskość przyrody. Nie trzeba nawet oddalać się od centrum czy dzielnic mieszkalnych, aby natknąć się na wzgórza, tropikalne lasy bądź parki. Właśnie w tej metropolii znajduje się największy ogród botaniczny w Ameryce Południowej (o powierzchni ok. 140 ha). Jardim Botânico do Rio de Janeiro założono w 1808 r. na polecenie późniejszego króla Portugalii Jana VI (1767–1826). Początkowo na tym terenie uprawiano przyprawy, ale po kilkunastu latach (w 1822 r.) został on otwarty dla publiczności. Dziś stanowi idealne miejsce do schronienia się przed gwarem miasta i upałami. Obejrzymy tutaj m.in. pięknie zaprojektowany ogród japoński i aleję wysmukłych palm królewskich (z gatunku Roystonea oleracea) – Aleia Barbosa Rodrigues.

 

W pobliżu ogrodu botanicznego leży Park Narodowy Tijuca (Parque Nacional da Tijuca – niemal 40 km2 powierzchni) z Lasem Tijuca (Floresta da Tijuca) należącym do największych na globie lasów w obrębie miejskiej aglomeracji. Prowadzi tędy droga na wzgórze Corcovado (710 m n.p.m.), którego szczyt wieńczy słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) – symbol Rio de Janeiro i jeden z siedmiu nowych cudów świata. Figurę Jezusa zaprojektował francuski artysta polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Powstały we Francji monument umieszczono na Corcovado w 1931 r. Dziś stanowi najpopularniejszy turystyczny punkt nie tylko w samym Rio de Janeiro, lecz także w całej Brazylii. Dlatego aby uniknąć tłumów, warto wybrać się tu wcześnie rano. To samo dotyczy innego znanego wzgórza, z którego rozciąga się niezapomniany widok na miasto (w tym na słynny piłkarski Stadion Maracanã), zatokę i ich okolicę. Mowa o cieszącej się dużym zainteresowaniem turystów Głowie Cukru (Pão de Açúcar, 396 m n.p.m.). Na jej szczyt można dostać się kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) lub wspiąć się o własnych siłach. Jeśli trafimy na bezchmurny dzień, w pełni będziemy mogli docenić piękno otaczających nas krajobrazów.

 

Po zwiedzaniu warto odpocząć na którejś z miejskich plaż. W całej aglomeracji jest ich kilkadziesiąt. Godne polecenia są m.in. niezbyt zatłoczone Praia do Leblon i Praia do Flamengo. Nie sposób też ominąć słynnej Copacabany (ponad 4-kilometrowej), tłumnie odwiedzanej zarówno przez turystów, jak i cariocas (jak nazywa się mieszkańców Rio de Janeiro). Przez całą dobę tętni ona życiem: spotkamy tu młodzież grającą w piłkę nożną albo siatkówkę, muzyków i surferów. Choć według miejscowych plaża ta stanowi symbol społecznej równości, bo nie obowiązują tutaj żadne ograniczenia dotyczące wstępu i chętnie wypoczywają na niej bogaci i ubożsi, to uznaje się ją za jeden z najbardziej ekskluzywnych rejonów w mieście. Świadczą o tym np. pobliskie eleganckie budynki takie jak ogromny Pałac Copacabana (Copacabana Palace), wznoszący się przy bulwarze. W obiekcie działa hotel sieci Belmond uchodzący za najbardziej luksusowy w Ameryce Łacińskiej. Poza stylowo urządzonymi pokojami i apartamentami znajdują się w nim m.in. dwa baseny (jeden tylko dla gości piętra z apartamentami penthouse), kort tenisowy, restauracje i kasyno.

 

Niedaleko południowo-zachodniego krańca Copacabany wznosi się twierdza (Forte de Copacabana), której budowę ukończono w 1914 r. Obecnie mieści się w niej muzeum historyczno-wojskowe (Museu Histórico do Exército e Forte de Copacabana). Położone obok przejście prowadzi na kolejną popularną plażę, a mianowicie Ipanemę (2,6 km długości), rozsławioną dzięki piosence Antônia Carlosa Jobima (1927–1994) i Viniciusa de Moraesa (1913–1980). Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), jedna z najbardziej klasycznych melodii bossa novy, powstała w 1962 r. Jak mówi lokalna legenda, obaj autorzy siedzieli przy stoliku w barze „Veloso” (dzisiaj „Garota de Ipanema”), gdy dostrzegli piękną Helô Pinheiro. Byli tak zachwyceni jej urodą, że postanowili napisać o niej piosenkę. Pikanterii dodaje tej historii fakt, iż zakochany w atrakcyjnej kobiecie żonaty Antônio Carlos Jobim wielokrotnie się jej potem oświadczał. Nostalgiczny utwór stał się rozpoznawalny na całym świecie, a sama bossa nova szybko zyskała sobie status charakterystycznego stylu muzycznego pochodzącego z Brazylii.

 

MIEJSKIE DŻUNGLE

 

Barwne historyczne centrum miasta Paraty

SE Parati0128

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Jeśli plaże Rio de Janeiro nam nie wystarczą, powinniśmy wybrać się do Búzios (Armação dos Búzios), leżącego ok. 170 km na wschód stąd. To ponad 30-tysięczne miasto często bywa nazywane brazylijskim Saint-Tropez, choć nie ze względu na architekturę czy klimat, lecz głównie dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie (w połowie lat 60. XX w.) zaczęło przekształcać się w znaną miejscowość wypoczynkową. Wpływ na tę zmianę miała gwiazda francuskiego kina Brigitte Bardot, która po raz pierwszy odwiedziła to miejsce w 1964 r. i od tego momentu spędzała w nim wakacje równie chętnie jak na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Cudowne, egzotyczne plaże (niemal 25!), krystalicznie czysta błękitna woda, malownicze zatoczki oraz eleganckie restauracje i hotele – to wszystko sprawia, że Búzios, położone blisko Rio de Janeiro, zdążyło wyrosnąć na jeden z najpopularniejszych kurortów w tej części kraju, nie tracąc przy tym swojej niewątpliwej urody.

 

Drugą perłę regionu stanowi miasto Paraty, według wielu należące do najbardziej fotogenicznych w Brazylii. Powstało ono w 1667 r. i szybko zaczęło służyć jako port, z którego wywożono do Portugalii złoto i kamienie szlachetne. Właśnie w tym okresie rozwinęło się i wzbogaciło o przepiękną kolonialną architekturę, do dziś zachowaną w niezmienionym kształcie. W tym melancholijnym, liczącym 40 tys. mieszkańców ośrodku czas naprawdę się zatrzymał.

 

Tego samego zdecydowanie nie można powiedzieć o położonym ok. 270 km dalej na zachód São Paulo – jednej z najludniejszych metropolii świata i zarazem największej pod względem populacji na półkuli południowej i w Ameryce Południowej. Całą aglomerację zamieszkuje ponad 21 mln ludzi. Zatłoczone miasto nie cieszy się takim zainteresowaniem wśród turystów jak Rio de Janeiro. Kryje w sobie jednak wiele atrakcji, a tym, co stanowi o jego sile, jest niezwykła energia, architektoniczny rozmach i różnorodność. Obok rejonów słynących ze sztuki ulicznej, kawiarni i klubów, takich jak Vila Madalena w dzielnicy Pinheiros, znajdują się tu największe na kontynencie centra biznesowe. Warto podkreślić też imponującą liczbę placówek muzealnych, z których szczególnie trzeba odwiedzić Muzeum Sztuki (Museu de Arte de São Paulo – MASP), mieszczące się przy jednej z najważniejszych ulic w São Paulo – alei Paulista (Avenida Paulista). W sercu miasta leży Praça da Sé – plac z neogotycką Katedrą Metropolitalną, którą zaczęto wznosić w 1913 r. Po kilkunastominutowym spacerze dotrzemy stąd z kolei na plac Ramosa de Azevedo (Praça Ramos de Azevedo) z eklektycznym gmachem Teatru Miejskiego (Theatro Municipal de São Paulo), należącym do najpiękniejszych tego typu budynków na świecie. Jednak największą atrakcją São Paulo jest modernistyczna architektura, której przykłady znajdziemy kilkaset metrów od teatru, na placu Sztuki (Praça das Artes). Przedstawicielem tego kierunku był słynny brazylijski architekt Oscar Niemeyer (1907–2012). Zaprojektował on wiele budynków w tym mieście (np. w Parku Ibirapuera) i innych częściach Brazylii (m.in. w Rio de Janeiro i Brasílii, stolicy kraju) oraz za granicą (w Nowym Jorku, Paryżu czy Berlinie). Oprócz tego uroku São Paulo dodaje jego wielokulturowość. Przykładowo w dzielnicy Liberdade żyje największa mniejszość japońska na świecie (stanowi 65 proc. spośród jej 220 tys. mieszkańców).

 

„Polski” Las Papieża Jana Pawła II powstał w 1979 r. w Kurytybie

PR Curitiba0438

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

POTRAWY Z GRILLA I PIEROGI

 

Brazylijska kuchnia bazuje raczej na mięsie. Niewątpliwie przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom dań z rusztu. Brazylijczycy chętnie grillują prawie wszystko: od drobiu i wołowiny po warzywa i owoce. Nieodłącznym składnikiem menu jest tu również ryż, czarna fasola (feijão) i mąka z manioku (farinha de mandioca). Z tych trzech produktów i mięsa wołowego lub kurczaka przyrządza się przypominającą gulasz potrawę feijoada. Mieszkańcy Brazylii uwielbiają także słodycze. W każdej kawiarni kupimy tzw. salgados, smażone w tłuszczu przekąski z serem, nadzieniem z mięsa bądź ryby, przygotowywane z kaszy albo manioku. Brazylijczycy zajadają się też kuleczkami mleczno-kokosowymi (beijinhos de coco) bądź kakaowymi (brigadeiros) i kremem czekoladowym serwowanym z brandy. Napój narodowy stanowi – oczywiście – kawa, uprawiana głównie w stanach São Paulo, Minas Gerais i Paraná. Choć od pewnego czasu w światowym wyścigu o pierwsze miejsce w jej produkcji ścigają się z Brazylią m.in. Wietnam i Kolumbia, to wciąż właśnie ten ogromny południowoamerykański kraj zajmuje pozycję lidera.

 

Jeśli w trakcie podróży najdzie nas ochota na… pierogi lub inne rodzime danie, powinniśmy odwiedzić Kurytybę, stolicę Parany. Mieszka w niej według różnych źródeł od 90 do nawet 400 tys. osób polskiego pochodzenia (w całym stanie żyje ich od 700 tys. do 1,5 mln). Pierwsi przybysze z Polski przypłynęli w te strony w zorganizowanych grupach w 1869 r. Potem, od końca XIX stulecia, rozpoczął się gwałtowny napływ imigrantów z terenów trzech zaborów, a druga największa fala emigracji dotarła tu po II wojnie światowej. Jeden z najrozleglejszych parków w mieście nosi zresztą imię Jana Pawła II (Bosque do Papa João Paulo II). Zaraz przy wejściu do niego natkniemy się na polską restaurację serwującą m.in. barszcz i pierogi. Kurytybę często nazywa się również najbardziej zadbanym, ekologicznym i zielonym ośrodkiem w kraju. Stolica Parany szczyci się poza tym wysoką jakością życia. Dotyczy to także oddalonego stąd o ok. 300 km na południe Florianópolis, położonego malowniczo głównie na wyspie Santa Catarina (424,4 km² powierzchni) i pobliskich mniejszych wysepkach. Nowoczesność świetnie komponuje się w nim z tradycją i naturalnym pięknem. Na północy wznoszą się wysokie hotele i drapacze chmur, rozciągające się wzdłuż nadmorskiej alei, a w południowej części miasta odkryjemy spokojne osady rybackie, pamiętające czasy portugalskich kolonizatorów. W historycznym centrum Florianópolis, wypełnionym kolonialną architekturą, uwagę przyciąga rozłożysty figowiec rosnący na głównym placu 15 Listopada (Praça XV de Novembro). Nieopodal znajduje się m.in. Muzeum Historyczne Santa Catariny (Museu Histórico de Santa Catarina – MHSC) w dawnym Różowym Pałacu (Palácio Rosado) oraz stary targ miejski z licznymi kawiarniami i restauracjami. Osoby marzące o błogim odpoczynku w promieniach słońca mogą udać się natomiast na jedną z ponad czterdziestu plaż. Do wyboru mają zarówno rejony z odpowiednią infrastrukturą, jak i bardziej naturalne miejsca, jak choćby dziewicza Lagoinha do Leste, na którą nie prowadzi żadna droga, dlatego docierają do niej tylko najwytrwalsi.

 

TWÓRCZA MOC WODY

 

Podczas wyprawy po Brazylii zdecydowanie nie wolno ominąć słynnego Parku Narodowego Iguaçu (Parque Nacional do Iguaçu) leżącego przy granicy z Argentyną, kilka kilometrów od Paragwaju. W 1986 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Turystów z całego globu przyciąga przede wszystkim zapierającymi dech w piersiach wodospadami Iguaçu (Cataratas do Iguaçu), okrzykniętymi jednym z siedmiu nowych cudów natury. Składa się na nie aż 275 kaskad, z których największe mają nawet ponad 800 m szerokości! Łuki powstających tutaj tęczy często łączą tereny obu krajów, zewsząd dobiega huk spadającej wody, a krajobraz urozmaica intensywnie zielona, gęsta roślinność. To wszystko sprawia, że okolica Iguaçu przypomina baśniową krainę. Choć znaczna część tego obszaru (ok. 80 proc.) znajduje się po stronie argentyńskiej (w granicach Parku Narodowego Iguazú), na terytorium Brazylii również jest co oglądać. Wodospadom można się tu przyjrzeć z naprawdę bliska i podziwiać je od dołu, a z tej perspektywy prezentują się jeszcze bardziej spektakularnie. Szczególnie warto podejść pod ogromną Diabelską Gardziel (Garganta do Diabo) – najwyższą kaskadę, osiągającą 80 m. Niżej położoną część tego regionu porasta subtropikalny las deszczowy. Wśród palm, ogromnych paproci czy araukarii żyją w nim liczne egzotyczne zwierzęta.

 

Aby w pełni docenić urodę i różnorodność przyrody Brazylii, trzeba wyruszyć także na północny wschód kraju, gdzie rozciągają się plaże uchodzące za najpiękniejsze na całym kontynencie. Taką opinią cieszy się m.in. złociste wybrzeże w sąsiedztwie urokliwego kurortu Maceió, stolicy stanu Alagoas. Leży on ok. 250 km na południowy zachód od największego miasta regionu (Região Nordeste do Brasil) – ponad 1,6-milionowego Recife, które ze względu na dużą liczbę kanałów i mostów określa się mianem brazylijskiej Wenecji. Jednak turystów przyciąga do niego raczej nowoczesna architektura. Najchętniej odwiedzanym rejonem jest tzw. Strefa Południowa (Zona Sul). Powstała ona wzdłuż wybrzeża otoczonego malowniczymi rafami koralowymi, od których zresztą pochodzi nazwa samego ośrodka (recife znaczy po portugalsku „rafa”). Właśnie tu znajduje się też najwięcej hoteli, restauracji i plaż, w tym szeroka i długa na mniej więcej 7 km Boa Viagem (Praia de Boa Viagem), porównywana do Copacabany. Recife, stolica stanu Pernambuco, słynie oprócz tego z najlepszych lokali serwujących świeże ryby i owoce morza. Takich specjałów spróbujemy zarówno w knajpkach nad brzegiem oceanu, jak i w historycznym centrum, czyli Recife Antigo, które wieczorami rozbrzmiewa muzyką i wypełnia się ludźmi. W ciągu dnia warto zwiedzić m.in. Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco (Centro Cultural Judaico de Pernambuco), mieszczące się w budynku najstarszej synagogi w obu Amerykach (Sinagoga Kahal Zur Israel), wzniesionej w pierwszej połowie XVII w. Inną ciekawą atrakcję stanowi wieża Malakoff (Torre Malakoff) służąca przez pewien czas jako obserwatorium astronomiczne (ukończona w 1855 r.). Rozpościera się z niej wspaniały widok na całe miasto.

 

Potężne kaskady na rzece Iguaçu spływającej z bazaltowego płaskowyżu

SU FozIguacu0931

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

GOŚCINNY RAJ

 

Jeśli z Recife udamy się jeszcze dalej na północ, dotrzemy na jedną z najpiękniejszych plaż na świecie, uważaną za prawdziwy raj na ziemi. Nieco hippisowska Pipa (aż 10-kilometrowa!) poza znakomitymi miejscami z lokalnymi przysmakami zachwyca podróżników przede wszystkim lazurową, krystalicznie czystą wodą, piaskiem o niemal śnieżnobiałym kolorze, gęstymi palmami kokosowymi i atmosferą błogości, która każdemu pozwala oderwać się choć na chwilę od problemów.

 

Na zwiedzanie z kolei koniecznie powinniśmy wybrać się do ponad 2,6-milionowej Fortalezy (ok. 570 km na północny zachód), stolicy stanu Ceará. Z dawnej wioski rybackiej w ciągu kilku stuleci zmieniła się ona w jeden z największych ośrodków turystycznych i handlowych Brazylii. Jej magia tkwi w wyjątkowej mieszance kolonialnych tradycji i elementów nowoczesności. Przy ciągnącej się wzdłuż brzegu oceanu alei Beira-Mar wznoszą się wspinające się pod niebo siedziby firm i banków, centra handlowe czy hotele. Tuż obok, wśród białych piasków, zacumowane są drewniane łódki rybaków, a na chodniku przy plaży lokalni artyści i rzemieślnicy wystawiają swoje prace, np. charakterystyczne dla tego rejonu ręcznie haftowane obrusy, hamaki i koronki.

 

Prawdziwy raj dla miłośników tradycyjnych wyrobów stanowi Salvador (Salvador da Bahia). To w nim wiele osób kończy wizytę na środkowym wybrzeżu. Właśnie tu znajduje się największy targ rzemiosła artystycznego w regionie – Mercado Modelo z 263 sklepikami, stoiskami i restauracjami z tradycyjną kuchnią stanu Bahia. Sam zabytkowy Salvador bywa nazywany czarną stolicą Brazylii lub czarnym Rzymem, bo aż 80 proc. jego mieszkańców jest potomkami niewolników, przywiezionych z Afryki na plantacje trzciny cukrowej. Wpływ afrykańskiej kultury dostrzeżemy zresztą w tutejszych tradycjach, lokalnej gastronomii i samym charakterze miasta, które za sprawą imponującej kolonialnej architektury i urokliwego położenia cieszy się zasłużenie opinią jednego z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych na całym kontynencie. Niezmiernie atrakcyjnie prezentuje się historyczne centrum, czyli Pelourinho. Jego klimatyczną atmosferę tworzą urocze wąskie uliczki, barokowe kościoły, interesujące muzea (w tym znakomite Muzeum Afrobrazylijskie – Museu Afro-Brasileiro przy placu 15 Listopada, czyli Praça XV de Novembro) i nastrojowe kawiarnie, w których można zamówić café da manhã – zestaw śniadaniowy składający się zazwyczaj z kawy, owoców i słodkiej przekąski.

 

Jednak największe wrażenie na przyjezdnych robi w Salvadorze wielka serdeczność i niesamowita energia jego mieszkańców. Wydaje się, że te cechy charakteru Brazylijczyków występują tutaj w wyjątkowo zintensyfikowanej formie. Miejscowi są uśmiechnięci i otwarci, przyjaźnie zagadują innych niemal na każdym kroku. Oprócz tego obywatele Brazylii odczuwają ogromną dumę narodową. Podczas rozmów z cudzoziemcami potrafią godzinami z przejęciem chwalić własną kulturę i zachwycać się jedzeniem, wyliczać sukcesy swoich piłkarzy i opowiadać o bogactwach przyrody. I choć wiadomo, że wszyscy mamy prawo do idealizowania właśnie naszej ojczyzny, to chyba trudno nie przyznać im racji. W tym ogromnym, rozciągającym się na niemal pół kontynentu kraju znajdziemy wszystko, co czyni podróże tak ekscytującymi. Poza tym jego gościnni mieszkańcy nawet w trakcie krótkiej pogawędki będą nas w swoim melodyjnym języku gorąco przekonywać do tego, żebyśmy kiedyś koniecznie tu wrócili. Tak naprawdę nie muszą się jednak zbytnio starać, bo roztańczona Brazylia jest niezmiernie uzależniająca.