MATEUSZ BAJEK

 

U zarania dziejów Bóg zebrał wszystkie narody, aby podzielić między nie ziemię. Ustawiła się długa kolejka, a każdy chciał być pierwszy. Tylko Gruzini uznali, że zamiast czekać godzinami na słońcu, lepiej usiąść w cieniu, wznosić winem toasty, radośnie śpiewać, tańczyć i oddać się ucztowaniu. Kiedy już ostatnie narody otrzymały w posiadanie swój kawałek ziemi, Bóg usłyszał odgłosy wesołych pieśni i słowa kwiecistych przemów dobiegające spod drzewa. Stwórcy zrobiło się żal pogodnych i uśmiechniętych Gruzinów. Przywołał ich do siebie i powiedział: Wprawdzie, podzieliłem już całą planetę między inne narody, ale pozostał mi jeszcze najpiękniejszy zakątek – kipiący zielenią, pełen żyznych pól i malowniczych gór. To istny raj na ziemi, dlatego chciałem zatrzymać go dla siebie, abym miał gdzie odpoczywać. Jednak gdy was zobaczyłem, uznałem, że ta rajska kraina stanie się waszym domem.

Legenda o powstaniu Gruzji, położonej na dzielącym Europę i Azję Kaukazie, w pełni oddaje piękno tego miejsca i charakter jego mieszkańców. Choć przez długie lata ten targany konfliktami kraj wydawał się zapomniany przez Boga, dziś odradza się w zawrotnym tempie, zyskując miano Perły Kaukazu.

Różnorodność krajobrazów jest tu ogromna. Wiecznie zielone lasy Adżarii, herbaciane pola Gurii, cytrusowe gaje Niziny Kolchidzkiej, półpustynne równiny Dżawachetii, winnice Kachetii, a także wiecznie białe szczyty Kaukazu tworzą niezwykłą mozaikę na terytorium odpowiadającym ok. 22 proc. powierzchni Polski. Jednak to zaledwie ułamek tego, co może zaoferować nam Gruzja.

 

W tym mieście śpią nocą gwiazdy

Tbilisi, stolica kraju, to miasto pełne niespodzianek. Po wylądowaniu na miejscowym lotnisku wjeżdżamy do niego ogromną arterią nazwaną na cześć byłego prezydenta USA aleją George’a W. Busha, której koniec przecina się z ulicą... polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jadąc dalej w stronę centrum, odkrywamy prawdziwą magię gruzińskiej metropolii. Mijamy najwyższą na Kaukazie Katedrę Świętej Trójcy, XIII-wieczną Cerkiew Matki Boskiej Metechskiej, zwaną Metechi, i nagle przed naszymi oczami pojawia się rzeka Kura, przepiękne stare miasto w Dzweli Tbilisi (Starym Tbilisi) z wybijającymi się ponad zabudowania dachami świątyń i królującą nad wszystkim twierdzą Narikała z IV w. Po przebyciu mostu natrafiamy na Abanotubani – dzielnicę łaźni, których budynki wieńczą oryginalne kopuły. Szczególnie pięknie prezentuje się kompleks Orbeliani, pokryty niebieską mozaiką. Grzechem byłoby nie skorzystać z dobrodziejstw wypływającej tu gorącej wody siarkowej i nie poddać się zabiegom u miejscowych masażystów.

Wspinając się na szczyt twierdzy, mijamy meczet i uroczy, znajdujący się w głębokiej kotlinie, Ogród Botaniczny z wodospadem. Ze wzgórza rozciąga się niezapomniany widok na Tbilisi – setki zabytkowych domów, dziesiątki kościołów, nowoczesny Pałac Prezydencki, wijącą się malowniczo w dole rzekę Kurę. Po zapadnięciu zmroku panorama ta wydaje się jeszcze piękniejsza. Trudno nie zgodzić się z gruzińskimi poetami, którzy twierdzą, że to tu gwiazdy chodzą nocą spać.

 

Spacerując po Starym Tbilisi, na każdym kroku natykamy się na świątynie. Najważniejszą tbiliską cerkwią jest Katedra Sioni zbudowana w VI i VII w., w której przechowuje się krzyż św. Nino, patronki Gruzji. Poza tym miejscowa architektura stanowi wielokulturową mieszankę. Znajdziemy tutaj secesyjne kamienice z podwieszanymi drewnianymi balkonami, kościoły ormiańskie, synagogę, a nawet świątynię hinduskich czcicieli ognia (zaratusztrian) – Ateszga. Podczas zwiedzania historycznego centrum obowiązkowo należy wstąpić do jednej z wielu restauracji oferujących gruzińską kuchnię, gdzie możemy spróbować pieczonych bakłażanów nadziewanych orzechami, sycącego placka chaczapuri, a także wyśmienitego miejscowego wina.

Musimy również przejść się najsłynniejszą w Tbilisi aleją Szoty Rustawelego, zaczynając od placu Wolności ze wspaniałym Ratuszem. Dalej znajduje się socrealistyczny budynek Parlamentu Gruzji. To właśnie plac przed nim był głównym teatrem wydarzeń słynnej Rewolucji Róż, która w listopadzie 2003 r. wyniosła do władzy obecnego prezydenta-reformatora Michaiła Saakaszwilego. Przy alei Rustawelego mieszczą się także Pałac Młodzieży oraz tbiliskie teatry: Opery i Baletu, Pantomimy, Szoty Rustawelego, Aleksandra Gribojedowa. W Tbilisi trudno się nie zakochać. Piękno tego miasta, naturalność i gościnność jego mieszkańców urzekną każdego!

Kraina wina

Z Tbilisi warto udać się do położonej na wschód Kachetii. Kraina ta jest prawdziwym rajem dla miłośników sztuki sakralnej, średniowiecznych klasztorów, książęcych pałaców i kamiennych twierdz. To również królestwo wina i najlepsze miejsce, żeby spróbować trunku, który narodził się właśnie tutaj siedem tysięcy lat temu!

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od okolic Telawi. Położony niedaleko miasta kompleks klasztorny Ikalto z VI w., mimo zniszczeń podczas najazdu perskiego w XVII w., zachował w dużej części swój mistyczny charakter. Oddalając się nieco na północny zachód, napotkamy 900-letnią Katedrę Alawerdi, położoną malowniczo wśród pól. Trochę dalej, bo w miejscowości Gremi, drogi strzegą wieża zamkowa i Cerkiew Świętych Archaniołów z XVI w. – jedyna pozostałość po średniowiecznej stolicy Kachetii, zburzonej przez perskiego szacha Abbasa I Wielkiego w 1616 r.

W gruzińskim domu

Podczas podróży po Gruzji wielokrotnie będziemy mieli okazję poznać bliżej jej mieszkańców. Gruzini są niezmiernie ciepłym i gościnnym narodem, który przywiązuje dużą wagę do tradycji. Szczególnie interesujące wydają się zwyczaje dotyczące biesiadowania. Supra, czyli uczta, stanowi centrum życia towarzyskiego Gruzinów. Przy suto zastawionych stołach rozmawia się o rodzinie, polityce, Bogu i zmarłych. Żadna supra nie odbywa się bez toastów. Są one specjalnością tamady, czyli przewodnika stołu, wodzireja. Rolę tę pełni najczęściej mężczyzna o wyjątkowych zdolnościach oratorskich, który dba o porządek podczas biesiady. To on wyznacza moment, kiedy należy przerwać rozmowę, a biesiadnicy powinni podnieść swoje kielichy i wysłuchać przemowy. Tradycyjnie w czasie uczty obowiązuje określona kolejność wznoszenia toastów. To właśnie tamada pilnuje ich prawidłowego następowania po sobie. Pierwszy toast związany jest z okazją, z jakiej odbywa się uczta. Potem goście piją m.in. za przodków, przyjaciół, ojczyznę czy miłość. Gruzińskie toasty są bogato rozbudowane i mogą trwać nawet kilkanaście minut!

Parki Kachetii

W Kachetii znajduje się jeszcze wiele miejsc, które obowiązkowo trzeba odwiedzić. Pierwszym z nich jest Park Narodowy Lagodechi. To tu w XIX w. polski przyrodnik i podróżnik Ludwik Młokosiewicz (1831–1909) założył rezerwat przyrody. W tym rejonie możemy wybrać się na kilkudniową wyprawę w góry na koniach, np. wzdłuż granicy Azerbejdżanu i Republiki Dagestanu (Federacji Rosyjskiej) do Jeziora Czarnych Skał.

Kolejne godne polecenia miejsce stanowi Tsinandali. Założony tu 18-hektarowy ogród wokół pałacu poety i księcia Aleksandra Czawczawadze (1786–1846) powstał w stylu angielskim i porastają go wiekowe drzewa i egzotyczne rośliny, m.in. bambusy i sekwoje. W położonej tu winnicy obejrzymy niezwykły skarb kompleksu – największą i najstarszą w Gruzji piwnicę winną. W kolekcji przechowywanych w niej trunków honorowe miejsce najbardziej wiekowego egzemplarza spośród dziesiątek tysięcy butelek zajmuje miód pitny przywieziony z Polski w 1814 r. W każdej z tsinandalskich winnic organizowane są degustacje tutejszego wina. Poczęstują nas nim także praktycznie w każdym domu, ponieważ jego produkcja stanowi w Gruzji domenę mieszkańców wsi i miasteczek.

Najbardziej bajkowym miejscem w Kachetii jest położone malowniczo na wzgórzach i otoczone murem obronnym Sighnaghi. Ze względu na panującą tu atmosferę bywa nazywane gruzińskim miastem miłości. Niedawno odrestaurowane słynie z położonego niedaleko monastyru w Bodbe z grobem św. Nino oraz wytwarzania tradycyjnych dywanów.

W stronę morza

Z Kachetii warto udać się na wyprawę ku wybrzeżu. Już na rogatkach Tbilisi leży dawna stolica Gruzji – Mccheta. Przez długi okres to właśnie ona była duchowym i politycznym sercem państwa. Do dziś funkcjonują w niej najstarsze i najważniejsze cerkwie w kraju, w tym Katedra Sweti Cchoweli z XI w., gdzie odbywają się najistotniejsze ceremonie religijne Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Świątynia ta wraz z zabytkowym centrum miasta znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Po zwiedzeniu Mcchety trzeba koniecznie wybrać się do leżącego na wzgórzu za rzeką monastyru Dżwari. Roztacza się stąd wyjątkowy widok na miasteczko i oblewające go Kurę i Aragwi – w opowieściach miejscowych nazywane dwiema siostrami. W położonym na zachód Gori, gdzie urodził się Józef Stalin, możemy podziwiać największe na świecie muzeum jego imienia.

Leżące na zachodzie Kutaisi również było dawną stolicą Gruzji. Spośród szeregu jego zabytków do najważniejszych z nich należą stojąca w centrum ruina Katedry Bagrati oraz kompleks klasztorny Gelati, znajdujący się na wzgórzach pod miastem. Niezmiernie urzekający jest także niedaleki rezerwat Sataplia z endemicznymi gatunkami flory i fauny oraz śladami dinozaurów. Z Kutaisi warto wybrać się do położonej wysoko w górach Swanetii. Dotrzemy do niej helikopterem lub samochodem (wówczas będziemy potrzebować na to całego dnia). W tym niesamowicie fotogenicznym miejscu dominuje kolor soczystej zieleni. Na horyzoncie widnieją szczyty cztero- i pięciotysięczników, a także zarysy ok. 175 kamiennych baszt obronnych z IX–XIII w., zbudowanych dla ochrony przed napadami sąsiednich plemion.

Ważnym przystankiem w wycieczce po Gruzji powinna być letnia stolica tego kraju – Batumi nad Morzem Czarnym. Urocze centrum miasta wypełniają tureckie meczety, rosyjskie, francuskie, angielskie i kolonialne budynki mieszkalne i publiczne. W tym niezmiernie szybko rozwijającym się kurorcie z przepięknie zagospodarowanym nadbrzeżem, ogromem hoteli, restauracji i klubów wypoczywa duża część mieszkańców Kaukazu, a nawet Turcji.

Przy gruzińskim stole

Łagodny klimat południowego Kaukazu zapewnia Gruzinom urodzaj i różnorodność płodów rolnych. Na żyznych glebach Kolchidy i Kachetii dojrzewają winogrona, arbuzy, bakłażany i lokalne zioła, natomiast na trawiastych górskich łąkach pasą się stada krów i owiec. Świeża wołowina i baranina oraz sery i płody ziemi gwarantują różnorodność potraw i bogactwo smaków. Na gruzińskich stołach na początku uczty pojawiają się sałatki ze świeżych warzyw, przekąski, np. saciwi, czyli kurczak w sosie orzechowym, czy chaczapuri i sery, w tym najsłynniejszy suluguni czy też długodojrzewający pleśniowy dambali chaczo. Do najczęściej przyrządzanych dań głównych zalicza się mtswadi – aromatyczne szaszłyki, adżapsandali – duszone z warzywami bakłażany, a także chinkali – faszerowane mięsem lub ziemniakami i grzybami gruzińskie pierogi o oryginalnym kształcie. Na deser podaje się świeże owoce oraz miejscowe słodycze, z których najsłynniejsza jest czurczchela, czyli nawleczone na nitkę orzechy laskowe lub włoskie w polewie z zagęszczonego soku z winogron.

Mimo niewielkiej powierzchni, Gruzja ma bardzo urozmaiconą kuchnię lokalną. Chaczapuri, które na wschodzie jest jedynie plackiem z serem suluguni, w portowym Batumi wygląda jak łódeczka z wbitym w nią jajkiem. Podobnie rzecz się ma z chinkali – zupełnie inaczej smakuje w stołecznym Tbilisi niż w górskiej Chewsuretii, gdzie nad mięso wołowe miejscowi przedkładają baraninę.

Skalne metropolie

Podczas pobytu w Gruzji powinniśmy także zaplanować wizytę w jednym ze słynnych gruzińskich skalnych miast. Należy jednak pamiętać o tym, że latem ich zwiedzanie może nam utrudniać wysoka temperatura.

Dawid Garedża leży na granicy gruzińsko-azerbejdżańskiej, niedaleko Tbilisi. Jego główna część, zwana Ławrą, została założona w VI w. Przez następne stulecia kolejni mnisi osiedlali się w okolicy i tworzyli monumentalny kompleks klasztorny, dziś rozdzielony pomiędzy dwa kraje. Obok Ławry możemy podziwiać tutaj również m.in. zespół jaskiń Udabno. Są one bogato zdobione kilkusetletnimi freskami. Roztacza się stąd magiczny widok na stepy Azerbejdżanu.

 

Najstarszym skalnym miastem w Gruzji jest Uplistsikhe, które powstałe w epoce brązu niedaleko Gori. Miejsce to było początkowo polityczną i religijną stolicą starożytnej Gruzji z szeregiem świątyń ku czci bogini słońca. Przez pewien czas stanowiło również rezydencję gruzińskich królów i ważny przystanek dla kupców podróżujących Jedwabnym Szlakiem. Dziś zachwyca ogromem wykutych sal i liczbą ich zdobień, a także niesamowitą panoramą, która rozciąga się ze szczytu Uplistsikhe.

Status największego i najsłynniejszego gruzińskiego skalnego miasta ma natomiast leżąca niedaleko tureckiej granicy Wardzia, usytuowana na wzniesieniu nad rzeką Kurą. Utworzona w XII w., pełniła funkcję fortecy i monastyru dla prawie 2000 mnichów. W wyniku trzęsienia ziemi kompleks został zniszczony. Obecnie możemy w nim podziwiać prawie 120 jaskiń, 25 piwnic winnych i kilkanaście wykutych w skale kościołów.

Niełatwe rozstania

Mimo wielu wspaniałości Gruzji trzeba ją jednak kiedyś opuścić. Dla wielu podróżników kraj ten staje się synonimem raju. Prawdę mówiąc, trudno im się dziwić. Znajdziemy tu zabytki z czasów, kiedy rodziły się i umierały wielkie imperia, oraz przyrodę, która niezależnie od regionu zachwyca swoim pięknem na każdym kroku. Spotkamy w tym kraju wspaniałych ludzi. Zachowali oni do dzisiejszych czasów oryginalne i ciekawe tradycje oraz autentyczną miłość do drugiego człowieka. Niełatwo rozstawać się również z miejscową kuchnią, pełną niezwykłych smaków i tak różną od europejskiej. Czas pędzi jednak nieubłaganie, a więc: Do widzenia Gruzjo! Na pewno jeszcze do Ciebie wrócimy!

 

Artykuły wybrane losowo

Księżna Andora

ELŻBIETA PAWEŁEK

 

<< Ma wszystko, czym można uwieść gości – spektakularną scenerię Pirenejów, rwące górskie potoki, parki przyrody i piękne szlaki wędrowne. Narciarzom oferuje biały raj na stokach Grandvaliry, smakoszom – wyborną kuchnię, łowcom okazji – zakupy w strefie wolnocłowej. Na dodatek znajduje się tutaj jedno z największych górskich SPA w Europie! Tak wielu pokusom nikomu nie uda się oprzeć. >>

 

Andora powierzchnią ustępuje Warszawie i jest znakomitym przykładem na to, że małe jest piękne. W księstwie nie ma kryzysu ekonomicznego, a wskaźnik bezrobocia pozostaje bardzo niski. Niegdyś był to kraj rolników, pasterzy i mekka… szmuglerów. Dziś przeżywa gospodarczy i turystyczny boom, wprawiając w zdumienie ekonomistów. – Jako niewielkie państwo wciąż jesteśmy słabo znani przez Polaków. Ale to się szybko zmieni – wyraził nadzieję Francesc Camp Torres, minister turystyki i środowiska Księstwa Andory, podczas czerwcowego pobytu w Polsce.  

Więcej…

Wyprawy po Republice Południowej Afryki

KRZYSZTOF JAXA KWIATKOWSKI

 

<< Polakom z pokolenia będącego obecnie w średnim wieku Republika Południowej Afryki (RPA) kojarzy się z bajkowym snem o egzotycznym dobrobycie. Młodsi ludzie widzą ją raczej jako rozwijający się kraj pełen przygód i atrakcji, choć leżący na końcu świata. Dziś odwiedzają go miliony turystów, którzy wracają stąd zachwyceni. Przekonajmy się zatem, jak jest w rzeczywistości. >>

 

Spektakularny widok na Przylądek Dobrej Nadziei i plażę Diasa z Cape Point

© LISA BURNELL/CAPE TOWN TOURISM

 

RPA to kraj rozległy (ponad 1,22 mln km² powierzchni), z kilkoma strefami klimatycznymi i wegetacyjnymi, dostępem do dwóch oceanów (Atlantyckiego na zachodzie i Indyjskiego na wschodzie), pustyniami i sawannami, mnóstwem dzikich zwierząt we wspaniale urządzonych parkach narodowych i rezerwatach przyrody oraz wielkimi górami pokrytymi często śniegiem (na czele z Mafadi – 3450 m n.p.m. – w paśmie Gór Smoczych, najwyższym szczytem tego państwa na południowym krańcu Afryki). Duże, nowoczesne miasta, wyśmienita międzynarodowa kuchnia, perfekcyjna infrastruktura hotelowa i drogowa zachęcają do spędzenia tu wakacji. Całości obrazu dopełniają ciekawa, choć mocno zagmatwana, historia oraz grupy etniczne, spośród których kilka wciąż żyje w tradycyjny sposób. Kraj jest obecnie stosunkowo bezpieczny dla turystów, ale – co oczywiste – podczas wizyty w nim trzeba zachować zdrowy rozsądek, podobnie jak w każdym nieznanym miejscu na świecie. W dużych miastach nie należy spacerować samotnie po zmroku, a we wszystkich częściach RPA nie zaleca się zapuszczać do tzw. locations, czyli osiedli zamieszkałych przez czarnoskórych obywateli. Powszechnie używa się tutaj języka angielskiego, ale warto być przygotowanym, że w kilku prowincjach można się dogadać z lokalną społecznością wyłącznie w afrikaans (afrykanerskim). Ze względu na zróżnicowanie etniczne Południowoafrykańczyków nazywa się ich tęczowym społeczeństwem.

Zwiedzanie RPA zazwyczaj zaczyna się w jednym z dwóch największych miast: Johannesburgu lub Kapsztadzie (Cape Town). Rzadziej turyści lecą bezpośrednio do Durbanu albo Nelspruit (Mbombeli). Z czterech największych międzynarodowych lotnisk w kraju w dalszą podróż po nim można udać się samolotem bądź drogą lądową. RPA jest tak rozległa i bogata w różnorodne atrakcje, że nie da się jej zwiedzić w całości nawet w kilka tygodni. Zwykle więc podczas jednej wyprawy odwiedza się kilka wybranych miejsc.

 

MIASTO Z GÓRĄ STOŁOWĄ

Dla wielu osób Kapsztad to najpiękniejsze miasto na świecie. Z pewnością jest on miejscem niezwykłym. Stanowi wyjątkowe połączenie błękitu oceanu, nadbrzeżnych wysokich gór wyrastających tuż przy plaży i nowoczesnej architektury. To tutaj zdecydowana większość turystów rozpoczyna lub kończy przygodę z RPA. W mieście warto zrobić sobie bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

Kapsztad (niemal 4 mln mieszkańców w obszarze metropolitalnym) jest rozległym ośrodkiem o niskiej zabudowie. Wyjątek stanowi ścisłe centrum, tzw. City Bowl, w którym wyrastają wysoko nowoczesne biurowce, hotele i apartamentowce. Reprezentacyjne dzielnice mieszkaniowe usytuowane są wzdłuż wybrzeża. Rozciągają się od plaż przy Table View na północy aż po słynne Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) – centrum komercyjne z piękną galerią handlową (zbudowaną w miejscu starych magazynów i doków portowych), licznymi hotelami i restauracjami. Tutaj prędzej czy później docierają wszyscy turyści odwiedzający Kapsztad. Stąd w kierunku południowym aż do piaszczystej plaży w Camps Bay biegną obszary z drogimi rezydencjami mieszkalnymi – Green Point, Sea Point i Clifton. Z nowoczesnymi rejonami wyraźnie kontrastują duże dzielnice imigrantów i biedoty, którzy swoje blaszano-kartonowe domy (tzw. shacks) budowali od kilku dekad wzdłuż autostrady, prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Obecnie dzięki dużym publicznym nakładom finansowym tereny te są systematycznie przekształcane w gęste osiedla murowanych domków dla najbiedniejszych mieszkańców. Niemniej prawdziwe dzielnice ubogich wciąż istnieją na głębokich przedmieściach i do nich turyści nie powinni się zapuszczać.

W Kapsztadzie każdy znajdzie odpowiednie dla siebie miejsce zakwaterowania. Są tu hotele oferujące usługi na najwyższym światowym poziomie, średniej klasy hotele sieciowe, liczne obiekty typu B&B (bed and breakfast, niezmiernie popularne w RPA) i hostele. Najbardziej okazałe kompleksy znajdują się w centrum, w okolicach City Bowl oraz Nabrzeża Wiktorii i Alfreda. Obiekty B&B o dobrym standardzie rozmieszczone są w zasadzie na terenie całego miasta, ale najlepszą lokalizację mają te z obszarów Green Point i Sea Point oraz sąsiedztwa Gardens. Amatorzy gier hazardowych (i nie tylko!) powinni rozważyć zatrzymanie się w stylowym Grand Hotelu połączonym ze sporym kasynem (GrandWest Casino) i… krytym lodowiskiem, na którym można pojeździć na łyżwach.

Samo centrum Kapsztadu najlepiej zwiedzać pieszo. Tuż obok dzielnicy biurowej, przy placu Grand Parade znajduje się zabytkowy Ratusz Miejski (City Hall), z którego balkonu w 1990 r. Nelson Mandela (1918–2013) wygłosił swoje pierwsze publiczne przemówienie po opuszczeniu więzienia. Tutaj wznosi się również XVII-wieczny Zamek Dobrej Nadziei (Castle of Good Hope), mieszczący obecnie małe muzeum, a będący najstarszym zachowanym budynkiem kolonialnym w Afryce Południowej. W centrum warto też zobaczyć anglikańską Katedrę św. Jerzego (St. George’s Cathedral), sąsiadujący z nią kompleks budynków parlamentu (Houses of Parliament) i park The Company’s Garden. Podczas spacerów po mieście nie wolno ominąć dzielnicy Bo-Kaap, zwanej Dzielnicą Malajską (Malay Quarter). Na jej terenie znajdują się m.in. jeden z pierwszych meczetów powstałych w Kapsztadzie (Nurul Islam Mosque z 1844 r.), charakterystyczne ulice wyłożone brukiem i małe domy pomalowane na jaskrawe kolory. Z kolei szybka przechadzka Long Street, główną arterią City Bowl, pozwala poznać dawną kapsztadzką architekturę. Można tu także znaleźć kilka niezłych knajpek, pubów i klubów nocnych.

Niemal w sercu miasta wyrasta imponująca Góra Stołowa (Table Mountain, 1086 m n.p.m.). Na jej płaski szczyt prowadzi kilka szlaków. Można na niego również wjechać kolejką linową z okrągłymi wagonikami (Table Mountain Aerial Cableway), z których rozpościera się doskonały widok na okolicę – to jedna z największych atrakcji w Kapsztadzie. Na amatorów mocniejszych wrażeń czeka kilka technicznych dróg wspinaczkowych biegnących zboczami Góry Stołowej albo lot moto- lub paralotnią z jej wierzchołka. Na szczycie warto zostać dłużej. Można stąd podziwiać zapierające dech w piersiach widoki na miasto, port i pobliską Robben Island (wyspę w Zatoce Stołowej – Table Bay). Górę pokrywa formacja roślinna fynbos (południowoafrykański odpowiednik śródziemnomorskiej makii). Większości z występujących tu roślin nie spotyka się nigdzie indziej na świecie.

Osoby lubiące wyprawy trekkingowe powinny wybrać się na Głowę Lwa (Lion’s Head, 669 m n.p.m.). Oglądanie zachodu słońca z jej szczytu to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i na długo pozostanie w pamięci. Położone zaraz obok Wzgórze Sygnałowe (Signal Hill, 350 m n.p.m.) jest znakomitym miejscem na podziwianie panoramy miasta, szczególnie po zmroku, gdy Kapsztad ginie w blasku milionów świateł. Codziennie o 12.00 rozlega się pod Signal Hill wystrzał z historycznej armaty.

Turyści bardziej aktywni w ramach porannego spaceru mogą udać się na przechadzkę wzdłuż wybrzeża – od tzw. Mouille Point aż do wspaniałej piaszczystej plaży w Camps Bay. Nad samym oceanem biegnie tutaj malowniczy deptak. Podczas wędrówki można z bliska przyjrzeć się eleganckim osiedlom mieszkalnym.

Poza tym w Kapsztadzie znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na ziemi – Kirstenbosch National Botanical Garden. Jest on usytuowany na zboczach Góry Stołowej pomiędzy przedmieściami Constantia i Newlands. Został założony w 1913 r. To pierwszy ogród botaniczny na świecie, stworzony specjalnie w celu ochrony endemicznych gatunków roślin. Malowniczo położony Kirstenbosch zachwyca olbrzymią kolekcją wrzośców (Erica) i srebrników (Protea). Po spacerach wśród kwiatów można odpocząć i zjeść obiad w tutejszej restauracji.

Osoby, które podczas wakacji nie mogą obejść się bez zakupów (a oprócz diamentów jest tu co kupować), powinny udać się do jednej z wielu galerii handlowych w mieście. Do najbardziej popularnych należy ta w rejonie Nabrzeża Wiktorii i Alfreda oraz drugie największe na kontynencie afrykańskim (zaraz po Gateway Theatre of Shopping pod Durbanem) luksusowe centrum handlowe Canal Walk (z ponad 400 sklepami rozlokowanymi na powierzchni 141 tys. m²), znane też pod nazwą Century City Mall.

 

Domy w intensywnych kolorach w kapsztadzkiej dzielnicy Bo-Kaap

© SA TOURISM

 

W OKOLICY PRZYLĄDKA

Jeśli z Kapsztadu udamy się na południe, w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), napotkamy po drodze szereg wspaniałych atrakcji. Warto przejechać nadbrzeżną drogą biegnącą przez miejscowość Hout Bay i dalej jedną z najbardziej widokowych tras świata, tzw. Chapman’s Peak Drive, prowadzącą do Noordhoek. Podczas wyprawy nią trudno nie zatrzymywać się co kilkaset metrów, aby podziwiać widoki, bo każdy wydaje się piękniejszy od poprzedniego. W Hout Bay można skorzystać z łodzi i popłynąć na niewielką wysepkę Duiker (Duiker Island), na której znajduje się spora kolonia uchatek karłowatych. Dalej na południe warto przejechać rzadko uczęszczaną nadbrzeżną drogą przez miasteczka Kommetjie i Scarborough, gdzie również wytyczono wspaniałe punkty widokowe. Stąd wypatrzymy długie plaże, przy których śmiałkowie, nie bojący się spotkania z żarłaczem białym (rekinem ludojadem), surfują po Oceanie Atlantyckim.

Po drugiej stronie skalistego Półwyspu Przylądkowego (Cape Peninsula), nad Zatoką Mylną (False Bay), w uroczej miejscowości Simon’s Town znajduje się jedna z kilku kolonii pingwina przylądkowego. Przy Plaży Głazów (Boulders Beach), objętej ochroną Parku Narodowego Góry Stołowej (Table Mountain National Park), spacerujący po specjalnie wybudowanych pomostach turyści przyglądają się tym osobliwym ptakom wypoczywającym na piasku lub nurkującym w zimnej wodzie. Przy przejeżdżaniu przez miasteczko zwolnijmy – pingwiny uwielbiają spacery poza parkiem i często wędrują parami w poprzek głównej drogi. W samym Simon’s Town warto zobaczyć centrum z budynkami z XIX stulecia oraz położony obok port z okrętami wojennymi. Ciekawostką jest tutaj pomnik doga niemieckiego o imieniu Just Nuisance (1937–1944), który był jedynym na świecie psem wpisanym oficjalnie na listę marynarzy. W czasie II wojny światowej służył na statku HMS Afrikander i w bazie marynarki wojennej w miasteczku.

Legendarny Przylądek Dobrej Nadziei to symbol okolic Kapsztadu, ale też całej Afryki Południowej. Jego pierwotna nazwa – Przylądek Burz (po portugalsku Cabo das Tormentas) – nadana mu została przez pierwszego europejskiego żeglarza, który do niego dotarł w 1488 r. – Portugalczyka Bartolomeu Diasa (ok. 1450–1500). Później król Portugalii Jan II (1455–1495) przemianował go na Cabo da Boa Esperança, bo opłynięcie przylądka otwierało okrętom możliwość dotarcia do Indii. Cape of Good Hope wchodzi w skład Parku Narodowego Góry Stołowej. Występują tu rozmaite zwierzęta (m.in. pawiany, przylądkowe pingwiny i góralki, kilka gatunków antylop, strusie) i wiele endemicznych roślin. Sam przylądek to nieznacznie wysunięty cypel skalny, na którego szczyt można dotrzeć z parkingu lub z centrum obsługi turystycznej położonego poniżej tzw. Cape Point. Ta druga, dłuższa trasa jest szczególnie atrakcyjna, bo po drodze mamy okazję zejść na wspaniałą, dziką plażę ukrytą pomiędzy wysokimi klifami. Specjalna kolejka linowo-terenowa (Flying Dutchman Funicular) dowozi pasażerów pod latarnię na Cape Point, skąd rozciągają się cudowne widoki na False Bay i otwarty ocean. Wbrew temu, co mówią liczne materiały reklamowe dla turystów, oceany Atlantycki i Indyjski spotykają się nie tutaj, a ok. 160 km dalej na południowy wschód, przy Przylądku Igielnym (Cape Agulhas).

Aby zobaczyć imponujące rytuały godowe waleni południowych, warto udać się w okolice miejscowości Hermanus w okresie od czerwca do grudnia. Wyskakujące wysoko ponad wodę olbrzymy można podziwiać ze skalistego brzegu lub pokładu łodzi specjalnie przeznaczonej do tego celu. Amatorzy przygód z dreszczykiem mogą zdecydować się na nurkowanie z drapieżnym żarłaczem białym. Taką rozrywkę organizuje kilka firm w miejscowości Gansbaai. Nurkowanie odbywa się w specjalnych klatkach, ale spotkanie oko w oko z mniej więcej 6-metrowym (i 2-tonowym) stworzeniem robi ogromne wrażenie.

 

AFRYKAŃSKIE WINO

Wielu turystów nie wyobraża sobie podróży przez RPA bez odwiedzenia choć jednej winnicy w okolicy Kapsztadu. Miasta Stellenbosch, Wellington i Paarl czy kapsztadzkie przedmieścia Constantia to jedynie te najbardziej znane ośrodki winiarskie w kraju. Jest ich tutaj znacznie więcej i przy dłuższym pobycie w Południowej Afryce warto poszukać tych mniej znanych miejsc, oferujących wyborne wino koneserom i osobom pijącym je od czasu do czasu. Niemal wszystkie winnice w okolicach Kapsztadu zapraszają również na noclegi, w bardzo dobrym lub średnim standardzie, w zabytkowych domach utrzymanych w historycznym holenderskim stylu przylądkowym. Na zatrzymanie się w nich na noc dobrze się zdecydować, szczególnie jeśli planuje się degustacje w kilku miejscach. Osoby, którym brakuje czasu, mogą zajrzeć do jednej czy dwóch tradycyjnych winnic, takich jak Vergelegen Estate (powstała w 1700 r.) w mieście Somerset West lub położona bliżej Cape Town Klein Constantia (założona w 1685 r.).

 

WZDŁUŻ WYBRZEŻA

Z Kapsztadu w kierunku Durbanu warto pojechać drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Na wysokości miasta Mossel Bay wjeżdża się na ok. 300-kilometrową Trasę Ogrodów (Garden Route). Ten szlak poleca się szczególnie osobom lubiącym wyprawy samochodowe połączone z zatrzymywaniem się przy licznych atrakcjach przyrodniczych. Można odwiedzić tutaj miasta Knysna i George, miejscowości Plettenberg Bay czy Nature’s Valley oraz Park Narodowy Trasy Ogrodów (Garden Route National Park) i góry Outeniqua (z najwyższym punktem Cradock Peak, 1578 m n.p.m.), gdzie czekają wspaniałe szlaki spacerowe i trekkingowe. Jednym z największych bogactw tego rejonu jest szata roślinna będąca połączeniem fynbosu charakterystycznego dla okolic Kapsztadu z lasami subtropikalnymi. Zaraz za Nature’s Valley znajduje się popularny wśród amatorów wrażeń podnoszących poziom adrenaliny Bloukrans Bridge, najwyższy most na świecie, z jakiego wykonuje się skoki na bungee (ponad 215 m lotu). Dalej na wschód, tuż za Port Elizabeth (przy miejscowości Addo) trzeba odwiedzić atrakcyjny Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), będący najbardziej wysuniętym na południe obszarem na kontynencie afrykańskim, gdzie żyją słonie.

Durban, trzecie najbardziej zaludnione miasto kraju (jego obszar metropolitalny zamieszkuje blisko 3,5 mln osób), kojarzy się z ciepłym Oceanem Indyjskim i licznymi plażami ciągnącymi się niemal nieprzerwanie aż do Ponta do Ouro na południowym krańcu Mozambiku. Jeśli w trakcie wizyty w RPA mamy zamiar się tutaj wybrać, to powinniśmy uwzględnić w swoich planach spędzenie kilku leniwych dni na wybrzeżu w którymś z hotelowych resortów czy kameralnych obiektów B&B. Sam Durban, zwany często Małymi Indiami, zamieszkuje największa diaspora Hindusów na świecie. To oni nadali kształt i charakter miastu swoimi świątyniami, zwyczajami, ubiorem i – oczywiście – pyszną indyjską kuchnią. Warto tu zajrzeć do centrum i zapuścić się w mniejsze uliczki ze sklepikami, straganami i małymi targami. Ciekawą atrakcją jest również piękny park tematyczny uShaka Marine World z największym akwarium w Afryce (uShaka Sea World) oraz kompleksem podwodnych restauracji i sal konferencyjnych, usytuowany malowniczo nad Oceanem Indyjskim.

Jeśli z Durbanu wyruszymy na północny wschód, dotrzemy do jednego z największych skarbów przyrodniczych RPA, czyli Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park, znanego też pod nazwą Greater St. Lucia Wetland Park), wpisanego w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na olbrzymich, podmokłych terenach (ok. 3280 km² powierzchni), obejmujących także Jezioro św. Łucji (Lake St. Lucia) i pas wybrzeża, żyją wielkie grupy hipopotamów, krokodyli nilowych, kilkaset gatunków ptaków i kilkanaście gatunków mniejszych ssaków. Można tu odbyć wodne safari, podczas którego obserwuje się zwierzęta z pokładu specjalnej łodzi, zatrzymać się w jednym z obiektów hotelowych lub uciec od świata na wspaniałą, dziką plażę.

 

WOKÓŁ STOLIC

Johannesburg to tętniące życiem serce RPA, centrum biznesowe, turystyczne i komunikacyjne, a jednocześnie tygiel etniczny. Samo miasto nie jest szczególnie atrakcyjne dla turystów. Na zainteresowanie zasługuje tutaj kilka ciekawych muzeów (np. Apartheid Museum), dawne podmiejskie slumsy Soweto czy leżący 50 km stąd kompleks muzealny Kolebka Ludzkości (Cradle of Humankind) z zespołem wapiennych jaskiń Sterkfontein wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

W odległości mniej więcej 60 km na północny wschód od Johannesburga znajduje się Pretoria, siedziba rządu i administracyjna stolica kraju (obok dwóch innych stolic: Kapsztadu z siedzibą parlamentu i Bloemfontein z siedzibą władzy sądowniczej). Właściwie jedyną atrakcją wartą w niej odwiedzenia jest kompleks budynków rządowych (Union Buildings). Stąd po ok. 2 godz. jazdy samochodem na północny zachód dociera się do słynnego Sun City – wybudowanego pod koniec lat 70. XX w. wielkiego centrum rozrywki z kilkoma luksusowymi hotelami, kasynem, restauracjami, barami, dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi klasy mistrzowskiej (The Lost City Golf Course i Gary Player Country Club Golf Course) czy rozległym parkiem wodnym (Valley of Waves) ze zjeżdżalniami i basenami ze sztucznymi falami (aż do niemal 2 m wysokości w tzw. Roaring Lagoon). Tuż obok leży Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park). Można go zwiedzać w trakcie safari, podczas którego wypatruje się Wielkiej Piątki Afryki (lwa, lamparta, bawoła, słonia i nosorożca czarnego). To miejsce szczególnie atrakcyjne dla osób nie wybierających się do Parku Narodowego Krugera (Kruger National Park) lub do innych rezerwatów w kraju.

 

Johannesburg znany jest z bogatego życia nocnego

© SA TOURISM

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

Prawie 70 proc. wszystkich turystów odwiedzających RPA udaje się na safari (zwane tutaj game drive) do wspomnianego Parku Narodowego Krugera. Jest on w zasadzie najważniejszą atrakcją turystyczną kraju i z tego powodu umieszczaną niemal zawsze w programach zwiedzania.

Niewątpliwy atut parku stanowi łatwy dostęp do niego – dostaniemy się tu bezpośrednio z pobliskiego lotniska pod Nelspruit (Mbombelą) lub z Johannesburga po kilku godzinach jazdy. Najczęściej odwiedzany bywa obszar południowy ze względu na bliskość tych dwóch ośrodków, najlepszą infrastrukturę noclegową i komunikacyjną oraz brak gęstego buszu, co pozwala na wypatrywanie zwierząt. Główne drogi na terenie parkowym zostały wyasfaltowane, dzięki czemu jego część można zwiedzać nawet autobusem lub otwartą ciężarówką. Drogi boczne są utwardzone, ale dalej na północ lub głębiej w buszu zamieniają się w szutrowe i ziemne. Podczas planowania safari trzeba wziąć więc pod uwagę również odległości i rodzaj nawierzchni. Infrastruktura noclegowa jest bardzo zróżnicowana, ale przygotowana na każdą kieszeń. Doskonale wyposażone kempingi, hotele i – oczywiście – luksusowe lodże otoczone bezpiecznymi ogrodzeniami zapewniają znakomity odpoczynek i oferują dobrą kuchnię. Część z najlepszych obiektów znajduje się w rękach prywatnych w wydzielonych rezerwatach będących jednak wciąż częścią ekosystemu Parku Narodowego Krugera. Zakwaterowanie w lodży można często połączyć z luksusowym safari z wybitnymi przewodnikami i tropicielami. Jeśli mamy więcej czasu i własny samochód terenowy, to warto zapuścić się dużo dalej na północ, aby zobaczyć trudniej dostępne i bardziej dzikie tereny parku. Taka wyprawa zapewnia większą prywatność, jest też niesamowitą przygodą i stwarza okazję do spotkania innych gatunków zwierząt. Park Narodowy Krugera słynie z dużej różnorodności gatunkowej i liczebności fauny. Warto spędzić tu kilka dni na podziwianiu przyrody, jaka nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Po zachodniej stronie obszaru parkowego ciągnie się tzw. Panorama Route, czyli trasa widokowa biegnąca m.in. w okolicy jednego z największych kanionów na świecie, drugiego co do wielkości w Afryce – Kanionu Rzeki Radości (Blyde River Canyon), który ma ok. 26 km długości i średnią głębokość mniej więcej 750 m. Po drodze znajduje się wiele punktów, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Jeśli z parku udamy się w kierunku południowym, trafimy do Królestwa Suazi, zwanego dawniej Swazilandem. Jest ono odrębnym państwem z licznymi atrakcjami i tradycyjnie żyjącymi grupami etnicznymi.

 

Kotlina Kalahari – wioska Buszmenów, rdzennych mieszkańców Południowej Afryki

© SA TOURISM

 

NA PÓŁNOCY

W artykule o RPA nie sposób nie wspomnieć o bezkresnych piaskach kotliny Kalahari i mających długą historię ludach Khoisan (m.in. Buszmenach czy Hotentotach). Prowincja Przylądkowa Północna (Northern Cape), rozciągająca się aż po granicę z Namibią i Botswaną, jest najrzadziej odwiedzana przez turystów. Co prawda obcokrajowcy docierają do położonego bliżej Johannesburga miasta Kimberley z Big Hole (jak się powszechnie uważa, największą na świecie dziurą w ziemi wykopaną ręcznie przez człowieka – o szerokości 463 m i głębokości ok. 215 m) i słynnym muzeum kopalni diamentów (The Kimberley Mine Museum), ale niezbyt często zapuszczają się na rozległe obszary Kalahari, leżące w północno-zachodniej części kraju. Ten region RPA to idealne miejsce dla poszukiwaczy przygód uwielbiających podróżowanie przez pustkowia. Powinni oni odwiedzić zwłaszcza wioski należące do grup etnicznych Khoisan znajdujące się przy granicy z Botswaną i piękny Transgraniczny Park Kgalagadi (Kgalagadi Transfrontier Park).

Wydanie Lato 2018

Nepal – w cieniu Himalajów

MAŁGORZATA MIKULSKA

 

Niejeden zapalony podróżnik marzy o ujrzeniu na własne oczy okrytych wiecznym śniegiem nepalskich ośmiotysięczników. Majestat najwyższych gór świata przyciąga jak magnes wszystkich, którzy pragną zmierzyć się z siłami natury. Jest coś pierwotnego, a jednocześnie podniosłego w tej wędrówce wśród przepaści, górskich jezior i osad ludzkich odciętych od cywilizacji w kraju, gdzie buddyzm przeplata się z hinduizmem, tworząc osobliwą mistyczną mozaikę.

  FOT. MAŁGORZATA MIKULSKA

Nepal wydaje się z pozoru maleńkim, ubogim państwem, umiejscowionym pomiędzy dwiema potęgami światowymi: Chinami i Indiami. Obszar kraju zajmują w ponad 80 proc. góry o średniej wysokości 6 tys. m n.p.m., co znacznie ogranicza możliwość szybkiego przemieszczania się. Takie ukształtowanie terenu stwarza dość trudne warunki do życia. Jednak dzięki temu, że pasma górskie rozciągają się wzdłuż granic Nepalu, izolują go od wpływów z zewnątrz. Dlatego mogła tu powstać bardzo unikalna mieszanka kulturowa. Himalaje odcinają Nepal od Tybetu i Chin, a góry Mahabharat od Indii. 

Więcej…