ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

<< Paryż nie bez powodu zajmuje pierwsze miejsce na podróżniczej liście wielu turystów zarówno z Europy, jak i całego świata. Tu, pod żelazną Wieżą Eiffla odkrywają oni swoje ulubione zakątki, które wspominają później po powrocie do domu. I choć niektórym z nich wydaje się, że w tej części Francji widzieli już chyba wszystko, na pewno się mylą. Przed nimi zostało jeszcze wiele do zobaczenia. >>

Île-de-France to najbardziej zaludniony francuski region (12-milionowy), którego centrum stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych europejskich miast – Paryż. Tłumaczenie nazwy tego obszaru brzmi Wyspa Francji i trzeba przyznać, że w pełni zasługuje on na swoje miano. Nigdzie indziej w tym kraju nie znajdziemy tak wielkiej liczby francuskich zabytków, muzeów, galerii, teatrów, kin i innych centrów rozrywki, jak właśnie tutaj.

 

Każdego roku tysiące Polaków odwiedzają Paryż. Stolica Francji jest pełna atrakcji, jednak niektóre z nich kryją się w cieniu najbardziej znanych zabytków. Oto kilka propozycji dla turystów, którzy zwiedzili już Wieżę Eiffla, Pola Elizejskie i Luwr, a także dla tych, którzy chcieliby poznać okolice miasta.

 FOT. ATOUT FRANCE/MAURICE SUBERVIEDziedziniec Luwru ze szklaną, niemal 22-metrową Piramidą 

 

Paryż inaczej

Zwiedzanie francuskiej metropolii z pokładu statku oznacza najczęściej rejs po Sekwanie, ale tylko nieliczni wiedzą, że można też płynąć wodami 4,5-kilometrowego kanału Saint-Martin. Taka wycieczka trwa mniej więcej 2,5 godziny. Rozpoczyna się pod sklepieniem placu Bastylii (Place de la Bastille) filmem o historii kanału, który powstał z rozkazu Napoleona, aby poprawić zaopatrzenie Paryża w wodę pitną. Już na zewnątrz mijamy śluzy i mosty ruchome i dopływamy do Hôtel du Nord. Rejs kończy się w 19. dzielnicy, na największym sztucznym paryskim jeziorze La Villette (Bassin de la Villette). To rzadko odwiedzane miejsce, dlatego warto je odkryć.

Przejażdżkę rowerową po Paryżu polecam natomiast zacząć w herbaciarni Angelina znajdującej się w podcieniach ulicy Rivoli, naprzeciwko Ogrodu Tuileries (Jardin des Tuileries). Słynie ona z kolorowych makaroników, pysznych słodkich ciastek. Założył ją w 1903 r. austriacki cukiernik Antoine Rumpelmayer (1832–1914). Przychodziła tu głównie paryska arystokracja, a także osoby związane ze sferą artystyczną – projektantka mody Coco Chanel czy pisarz Marcel Proust. Spod tej znanej herbaciarni ruszamy w stronę placu Zgody (Place de la Concorde) i kierujemy się ku nabrzeżu Sekwany. Mijamy Muzeum d’Orsay (Musée d’Orsay), Luwr (Louvre), Nowy Most (Pont-Neuf) oraz Ratusz (Hôtel de Ville). Stąd już niedaleko do wysp św. Ludwika (Île Saint-Louis) i Cité (Île de la Cité). Na tej ostatniej nie można nie zatrzymać się przy Katedrze Najświętszej Marii Panny (Cathédrale Notre-Dame de Paris), a w jej pobliżu nie spróbować słynnych lodów czy sorbetów w Lodziarni Berthillon (Glacier Berthillon), działającej od 1954 r. Następnie zmierzamy do historycznej części francuskiej stolicy pod nazwą Le Marais, żeby odpocząć na placu Wogezów (Place des Vosges), gdzie warto zorganizować sobie piknik. Równie ciekawym pomysłem będzie wieczorna wycieczka rowerowa nabrzeżem Sekwany. Można wtedy podziwiać podświetlone fasady budynków i mostów.

 

Miejska winnica

Montmartre (w 18. dzielnicy) kojarzy się przede wszystkim z Bazyliką Najświętszego Serca (Basilique du Sacré-Cœur), placem des Abbesses (Place des Abbesses) czy karuzelą z filmu Amelia. To właśnie tam znajdziemy pewną dobrze chronioną tajemnicę – winnicę w sercu miasta. Małe i bardzo sympatyczne Muzeum Montmartre (Musée de Montmartre) leży między dwoma parkami przy ulicy Cortot w domu, który został wybudowany w XVII w. dla jednego z aktorów trupy Moliera – Rosimonda – jako podparyska letnia rezydencja. Później swoje pracownie mieli w nim m.in. Auguste Renoir, Émile Bernard, Suzanne Valadon, jej mąż André Utter oraz nieślubny syn Maurice Utrillo. Muzeum jest więc bezpośrednio związane z artystyczną historią Montmartre, Henrim de Toulouse-Lautrekiem, kabaretem Moulin Rouge (Czerwony Młyn) i bohemą.

Tuż obok na powierzchni 1500 m2 rozciąga się winnica Clos Montmartre. Rocznie produkuje się w niej 1500 butelek wina. Dochód z ich sprzedaży trafia do organizacji działających w 18. dzielnicy. Winobranie (Fête des Vendanges de Montmartre), które odbywa się na początku października, to zawsze okazja do barwnego ulicznego święta. W tym roku obchodziło okrągłą 80. rocznicę. Miało miejsce od 9 do 13 października.

Z Clos Montmartre dzieli nas już tylko kilka kroków od ulicy Lepic. Tu przed wiatrakiem Moulin de la Galette swoje sztalugi rozstawiali Vincent van Gogh, Auguste Renoir, Camille Pissarro, Henri de Toulouse-Lautrec czy Pablo Picasso. Pod numerem 15 mieści się Kawiarnia Dwóch Młynów (Café des 2 Moulins), znana ze wspomnianej już Amelii, o czym przypominają plakaty na ścianach lokalu. Zjemy tu typowe francuskie śniadanie lub wypijemy kawę. Sporym atutem tej słynnej kawiarni są bardzo przystępne ceny.

 

Nie tylko Renault

Miejscowość Boulogne-Billancourt słynie z głównej siedziby koncernu motoryzacyjnego Renault. W 1919 r. Louis Renault (1877–1944), właściciel firmy, zakupił pobliską wyspę Seguin (Île Seguin) na Sekwanie, gdzie w latach 1929–1934 zbudował swoją pierwszą fabrykę samochodów. Wprawdzie zakład ten zaprzestał produkcji w 1992 r., gdy z jego taśm zjechało ostatnie Renault Supercinq (Renault 5, wytwarzane w Europie do końca 1996 r.), jednak koncern wciąż pozostaje mocno związany z tym 115-tysięcznym podparyskim miastem.

Boulogne-Billancourt, położone przy południowo-zachodniej granicy Paryża, stanowi obecnie raczej sypialnię dla osób pracujących w centrum francuskiej metropolii, ale w jego historii ważną rolę odegrał przemysł. Mieszkali tutaj głównie bogaci przemysłowcy. Dzięki temu w latach 20. i przede wszystkim 30. XX w. miasto stało się polem doświadczalnym dla znanych architektów. Swoje projekty realizowali w nim wówczas Tony Garnier, Paul Landowski (twórca słynnego pomnika Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro), Jean Prouvé, Pierre Jeanneret, Le Corbusier czy Auguste Perret. Do dziś ich dzieła można podziwiać w cieniu pobliskiego paryskiego stadionu sportowego Parc des Princes (Park Książąt), mogącego pomieścić nawet 50 tys. widzów. W internecie na oficjalnej stronie miasta (www.boulognebillancourt.com) udostępniono przewodnik przygotowany przez lokalne władze, mający ułatwić turystom odnalezienie tych perełek architektury.

Uwagę zwraca zresztą też sam budynek Ratusza (Hôtel de ville de Boulogne-Billancourt), wzniesiony w latach 1931–1934. Należy on również do wybitnych przykładów obiektów z tego okresu. Zaprojektował go Tony Garnier (1869–1948) na zamówienie ówczesnego socjalistycznego mera miasta André Morizeta (1876–1942). Nie jest zbyt łatwo do niego wejść, ale warto spróbować to zrobić ze względu na jego rozświetlone i eleganckie wnętrza.

Kolejną interesującą atrakcją w Boulogne-Billancourt jest Muzeum i Ogród Departamentalny Alberta Kahna (Musée et Jardin Départementaux Albert-Kahn). Miejsce to słynie ze wspaniałych, 4-hektarowych ogrodów, m.in. w stylu japońskim, francuskim czy angielskim. Co ciekawe, nie powstało ono z inicjatywy bogatej rodziny Kahnów, a w wyniku jej bankructwa. Otóż rozległy teren, na którym bankier i filantrop Albert Kahn (1860–1940) zaczął tworzyć tzw. ogrody świata, został zakupiony przez lokalne władze, a w 1937 r. otwarty dla szerokiej publiczności. Na uwagę zasługuje także niezmiernie duży, 15-hektarowy Park Edmonda de Rothschilda (Parc Edmond de Rothschild). Niezbyt łatwo znaleźć do niego wejście, ale gdy już się nam to uda, naszym oczom ukazują się malownicze ogrody w stylu angielskim, francuskim i japońskim, rozciągnięte wokół jeziora i nad czarującymi kanałami. Posiadłość z XIX-wiecznym zamkiem należała do członka rodziny Rothschildów, która odzyskała ją po wojnie. Pod koniec lat 70. XX w. odsprzedano ją szejkowi z Arabii Saudyjskiej. Nie wprowadził on jednak od tego czasu żadnych zmian.

 FOT. ATOUT FRANCE/PATRICE THÉBAULT Ukończony w 1836 r. Łuk Triumfalny wieńczy Pola Elizejskie

 

Zielone włości wokół Paryża

Okolice stolicy Republiki Francuskiej obfitują również w inne skarby, np. wiele historycznych posiadłości przyciągających turystów wspaniałymi budowlami i uroczymi terenami zielonymi. Należy do nich choćby Zamek Malmaison (Château de Malmaison) w oddalonym o ok. 10 km od Paryża mieście Rueil-Malmaison. W przeszłości stanowił on rezydencję Józefiny – cesarzowej Francji. Wraz z nieistniejącym już paryskim Pałacem Tuileries w okresie Konsulatu (w latach 1799–1804) był siedzibą rządu francuskiego.

Józefina kupiła zamek w kwietniu 1799 r. dla siebie i swojego męża generała Napoleona Bonaparte, gdy ten uczestniczył w kampanii egipskiej. Po powrocie do kraju przyszły cesarz Francuzów wpadł w szał. Uznał, że żona roztrwoniła majątek, bowiem spodziewała się, iż z wyprawy wojennej przywiezie on dużo pieniędzy. Poza tym remont rezydencji wymagał wysokich nakładów. W 1800 r. wzniesiono tutaj oranżerię, w której Józefina, urodzona na plantacji trzciny cukrowej w Les Trois-Îlets na karaibskiej wyspie Martynika, hodowała 300 krzewów ananasowych. Pięć lat później powstała szklarnia ogrzewana 12 piecami węglowymi. Sprowadzono do niej w sumie ok. 200 rodzajów roślin, które po raz pierwszy widziano na francuskiej ziemi. Cesarzowa stworzyła też kolekcję ponad 250 gatunków róż, ukochanych kwiatów z jej rodzinnej Martyniki. Ogrody wzbogaciły także różne egzotyczne zwierzęta: kangury, emu, czarne łabędzie, zebry, wielbłądy, gazele, antylopy, foki czy lamy. Niektóre z nich pochodziły z australijskiej ekspedycji znanego marynarza, kartografa, podróżnika i odkrywcy Nicolasa Baudina (1754–1803). Józefina zmarła w swoim wspaniałym Zamku Malmaison w maju 1814 r.

Na początku XX w. kompleks odnowił znany francuski architekt Pierre Humbert. Dziś należy on do głównych narodowych muzeów napoleońskich. Wyróżnia się tym, że jako jeden z nielicznych obiektów we Francji posiada jednolity zbiór mebli i dekoracji z tej epoki. Szczególnie warto obejrzeć bibliotekę Napoleona i salę obrad w kształcie wojskowego namiotu.

Koniecznie trzeba zobaczyć również Château de Sceaux, zamek położony zaledwie 10 km na południe od Paryża w miejscowości Sceaux, w której urodził się w 1935 r. sławny francuski aktor Alain Delon. Paryżanie przyjeżdżają tu, aby uciec od hałasu i zrelaksować się np. podczas pikniku. Budowlę wzniesiono w XV w. jako siedzibę rodziny Potier de Blancmesnil. Wówczas była ona znacznie skromniejsza. W 1670 r. kupił ją Jean-Baptiste Colbert (1619–1683), minister finansów króla Ludwika XIV. Ponieważ uznał on, że wygląd zamku musi odpowiadać prestiżowi jego stanowiska, ściągnął do modernizacji swojej nowej rezydencji królewskich architektów i rzemieślników. W 1683 r. odziedziczył ją syn Colberta – markiz de Seignelay (1651–1690). On również wprowadził zmiany: rozbudował tarasy i dodał rzeźby. Następnie zatrudnił André Le Nôtre’a (1613–1700), projektanta ogrodów pałacowych w Wersalu, do zaplanowania terenów zielonych. Kolejnym etapem stało się wzniesienie rozległej oranżerii, którą otwierał sam król.

W 1700 r. Château de Sceaux sprzedano Ludwikowi Augustowi Burbonowi (1670–1736), księciu Maine, synowi Ludwika XIV z nieprawego łoża. Jego żona przekształciła zamek w salon kulturalny, gdzie odbywało się wiele przyjęć w artystycznym gronie. Było to ulubione miejsce młodego Woltera (1694–1778). W 1937 r. na terenie tej ogromnej, 180-hektarowej posiadłości w Sceaux otwarto dla zwiedzających tzw. Muzeum Île-de-France.

W XVI w. Jérôme de Gondi (1550–1604), koniuszy Katarzyny Medycejskiej, żony króla Francji Henryka II Walezjusza, zbudował na wzgórzu Saint-Cloud na wprost Sekwany renesansową willę otoczoną tarasowymi ogrodami. W 1658 r. posiadłość stała się własnością Filipa I Burbona-Orleańskiego (1640–1701), zwanego Monsieur, młodszego brata Ludwika XIV. Książę orleański powiększył budynek, korzystając z usług królewskich architektów. Otaczające zamek rozległe tereny zielone zaprojektował sam André Le Nôtre, ojciec barokowej szkoły ogrodu francuskiego. W tym miejscu należy podkreślić, że wszystkie instalacje hydrotechniczne zostały tutaj zachowane bez zmian. Kolejną osobą, która postanowiła unowocześnić i ulepszyć Château de Saint-Cloud, była Maria Antonina Austriaczka (1755–1793). Otrzymała ona tę posiadłość w prezencie w 1784 r. od męża Ludwika XVI. Od 1804 r. Saint-Cloud stało ulubioną rezydencją Napoleona Bonapartego, cesarza Francuzów. Podczas wojny francusko-pruskiej (1870–1871) pożar strawił znaczną część zamku. W 1891 r. rząd III Republiki Francuskiej podobno ze względu na bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców podjął decyzję o zburzeniu jego potężnych ruin. Tak naprawdę chodziło jednak o to, że Château de Saint-Cloud kojarzyło się zbyt mocno z monarchią oraz I i II Cesarstwem Francuskim.

Dziś historyczne wzgórze zamkowe, którego najwyższy punkt znajduje się na wysokości 160 m n.p.m., zapewnia wyjątkowy widok na położony ok. 5 km stąd Paryż. Rozciąga się tu 460-hektarowy park z licznymi fontannami, rzeźbami i zapierającymi dech w piersiach pejzażami. W pobliżu rzeki leży dolny ogród, w którym kwietniki zdobią krzyżujące się aleje. To właśnie tutaj z zalesionego pagórka spływa 92-metrowa Wielka Kaskada (Grande Cascade). Zachwyca ona wszystkich wspaniałymi wodotryskami, spiętrzeniami czy wodnymi rzygaczami. Stromymi szlakami zwiedzający dochodzą do uroczej fontanny noszącej nazwę Grand Jet, której strumień tryska na wysokość 40 m. Z punktu widokowego rozpościera się zachwycająca panorama Sekwany, stolicy Francji i malowniczych lasków Bulońskiego (Bois de Boulogne), Clamart (Bois de Clamart) i Meudon (Bois de Meudon). Stąd schody prowadzą na rozległy taras, gdzie kiedyś mieścił się majestatyczny zamek i skąd podziwiać można sympatyczne Saint-Cloud. W pobliżu odpoczniemy także w cieniu ogrodu angielskiego. Paryżanie uważają te okolice za jedno ze swoich ulubionych miejsc na spotkania piknikowe.

 

Myszka Miki po parysku

Francuska metropolia przyciąga również najmłodszych turystów i ich opiekunów. Najczęściej odwiedzają oni Disneyland Paris – park rozrywki wytwórni The Walt Disney Company, który znajduje się na przedmieściach stolicy w mieście Marne-la-Vallée. Otwarto go w 1992 r. Jest mniejszy od tego w Lake Buena Vista koło Orlando na Florydzie (Walt Disney World Resort), ale większy od pierwszego Disneylandu w Anaheim w Kalifornii (Disneyland Park). Według wielu osób został przygotowany bardziej pod gusta Europejczyków, zarówno pod względem wystroju, jak i gastronomii. Na jego ścieżkach spotkamy ulubionych bohaterów kreskówek Disneya, również tych z najnowszych hitów kinowych. Na gości czeka też m.in. Disneyland Railroad (kolejka wożąca pasażerów dookoła parku), Kraina Dzikiego Zachodu (Frontierland) z Domem Strachu, górnicza kolejka pomiędzy czerwonymi skalistymi wzgórzami na sztucznym jeziorze, Kraina Przygody (Adventureland) z rollercoasterem Indiany Jonesa czy Piratami z Karaibów, Kraina Fantazji (Fantasyland) dla najmłodszych oraz Kraina Odkryć (Discoveryland) z symulatorami ruchu. Planując wyprawę do Disneyland Paris, należy wziąć pod uwagę, że jeden dzień może nie wystarczyć. Dużą zaletę parku stanowi to, że działa przez cały rok. Cena biletu 1-dniowego dla osoby dorosłej wynosi 95 euro, a dla dziecka – 75 euro.

FOT. DISNEYLAND PARIS Myszka Minnie w Disneylandzie Paris

 

Z wizytą u Asteriksa

Jednym z najciekawszych w Europie, choć mocno niedocenianym, jest Park Asteriksa (Parc Astérix), położony ok. 30 km na północ od stolicy Francji. Leży on już jednak nie w Île-de-France, ale tuż za jego granicą –w podparyskim miasteczku Plailly w regionie Pikardia. Co roku odwiedza go 1,6 mln osób. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: oprócz tradycyjnych karuzel mamy do wyboru mnóstwo kolejek górskich i wodnych, także dla małych dzieci. Park Asteriksa to jednak nie tylko francuska wersja Disneylandu. Przenosi nas on 2 tys. lat wstecz – do czasów, gdy wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, a jedynym człowiekiem zdolnym pokonać potężne imperium był mały wąsaty Gal. Nie trzeba uważać się za wielkiego fana komiksu o Asteriksie i Obeliksie, aby spędzić tutaj wspaniały dzień. Na obszarze parku dominuje rzymski amfiteatr, w którym odbywa się inscenizacja naboru do legionów – widowisko, którego nie wolno pominąć. Przez kilka godzin zwiedzający podróżują m.in. po Imperium Rzymskim, antycznej Grecji czy starożytnym Egipcie. Nie brakuje też – oczywiście – galijskiej wioski. Najsłynniejszą tutejszą kolejką jest rollercoaster OzIris, ale każdego roku pojawiają się nowe atrakcje. Park Asteriksa dysponuje również bogatym zapleczem gastronomicznym. Na gości czeka od mniej więcej połowy kwietnia do początku listopada. Ceny biletów są tu znacznie niższe niż w Disneylandzie Paris i zaczynają się od 44 euro dla dorosłych i nastolatków (od 12 roku życia) i 33 euro dla dzieci od 3 do 11 lat (młodsze pociechy wchodzą za darmo).

Nieważne, ile razy odwiedziło się już Paryż. To miasto i jego najbliższe okolice za każdym razem zaskakują nowymi miejscami, atrakcjami i to bez względu na porę roku.


 

Artykuły wybrane losowo

Magiczna Italia inaczej

MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

<< Włochy są bez wątpienia jednym z najpiękniejszych krajów świata, jednak przyjeżdżający do nich turyści skupiają się przede wszystkim na kilku najbardziej znanych miejscach, które w szczycie sezonu oblegają tłumy. Wenecja, Rzym, Florencja, Cinque Terre czy Wybrzeże Amalfitańskie rokrocznie przeżywają istny najazd gości, a lokalne władze zastanawiają się, co zrobić z ogromną liczbą przyjezdnych. Wprowadzenie dziennych limitów być może okaże się koniecznością. Dlatego Włochy wychodzą z propozycją zwiedzania atrakcji położonych poza głównym szlakiem turystycznym, mniej znanych i zazwyczaj nie uwzględnianych w popularnych przewodnikach ani ofertach biur podróży. >>

Mimo iż pełna magii Italia przyciąga ludzi z różnych zakątków świata od wielu wieków i wydawać by się mogło, iż nie ma już naprawdę nic do ukrycia, ciągle jeszcze pozostaje krainą nie do końca rozpoznaną. Znajduje się w niej mnóstwo zachwycających miejsc, o których zbyt dużo osób nie słyszało. Dlatego zawsze warto odwiedzić ją ponownie.

 

Wśród różnych sposobów na zwiedzanie Włoch można wymienić choćby podróże kulinarne, winne czy coraz popularniejsze wycieczki w stylu slow travel. Poza tym na Półwyspie Apenińskim odpoczniemy także w gorących źródłach i odkryjemy malownicze miasteczka o historii sięgającej średniowiecza. Coś dla siebie znajdą tu też miłośnicy uprawiania sportu i spędzania czasu na świeżym powietrzu.

 

PRZY WŁOSKIM STOLE

Włochy to kuchnia i właśnie ona determinuje styl życia Włochów, którzy potrafią rozmawiać o jedzeniu wiele razy w ciągu dnia. W tym świecie nie ma poranka, południa i wieczora bez porządnego espresso, rozważań o tym, co będzie na obiad, w jakiej knajpce warto spotkać się na aperitivo, gdzie pójść na kolację. Podobnie jak w innych krajach śródziemnomorskich tu również obowiązuje sjesta. W jej czasie miasteczka stają się jakby wymarłe, sklepy i restauracje są pozamykane. Wieczorem, kiedy upał już zelżeje, Włosi siadają przy stole z przyjaciółmi czy rodziną i godzinami rozmawiają przy winie i jedzeniu. To kwintesencja włoskości – jest głośno, wesoło, wszyscy gestykulują. Kolacja stanowi najważniejszy posiłek dnia i składa się z przekąsek, pierwszego i drugiego dania, deseru i kawy lub czegoś na trawienie, np. likieru limoncello bądź mirto albo grappy. Potem rano zwykle nikomu nie chce się jeszcze jeść, więc na śniadanie mieszkańcy Włoch wypijają na ogół tylko kawę, ewentualnie przegryzają do niej cornetto, słodki rogalik z kremem lub bez nadzienia.

Trzeba zaznaczyć, że Włosi cenią kuchnię regionalną, chlubią się nią i chwalą, dlatego tak wiele sklepów oferuje produkty typowe dla danego terytorium. Warto więc wybrać się do tego kraju na wycieczkę kulinarną lub wyprawę enoturystyczną. Liczne szlaki winne w Toskanii, Umbrii, Marche, Piemoncie, Lombardii, Wenecji Euganejskiej (Veneto), Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), Friuli-Wenecji Julijskiej, Abruzji, Ligurii, Emilii-Romanii, Apulii czy wreszcie na Sycylii i Sardynii są znakomicie opisane. Można umówić się na degustację wina, a także oliwy, przyjrzeć się produkcji serów, zwiedzać piwniczki obwieszone suszącymi się szynkami. Każdy region ma swoje charakterystyczne wyroby. Te najlepsze uzyskały oznaczenie DOP (Denominazione di Origine Protetta, czyli Chroniona Nazwa Pochodzenia) lub IGP (Indicazione Geografica Protetta, po polsku Chronione Oznaczenie Geograficzne). Takie produkty powstają według ściśle określonych receptur i w konkretnym miejscu.

Regionem wyróżniającym się pod względem kulinarnym jest Emilia-Romania. Wiele wyrobów kojarzonych na całym świecie z Włochami narodziło się właśnie tutaj. Wśród nich wymienić należy twardy ser parmezan (parmigiano reggiano), szynkę parmeńską (prosciutto di Parma), ocet balsamiczny (aceto balsamico) czy słynne mortadele z Bolonii i Modeny. Spróbować trzeba też z pewnością musującego wina lambrusco, tortellini czy wyjątkowej szynki culatello di Zibello, typowej dla prowincji Parma. Do wszystkiego pasuje piadina (piada), tutejszy rodzaj pieczywa, przypominający cienki placek. To nie przypadek, że w Modenie znajduje się jedna z najlepszych restauracji świata – „Osteria Francescana” Massima Bottury. Funkcję stolicy regionu pełni blisko 400-tysięczna Bolonia, nazywana zresztą grassa („tłusta”), bo jest istną królową smaku. Pod arkadami, które ciągną się tu kilometrami, działają liczne knajpki, salumerie, targi.

 

DŁUGOWIECZNI SARDYŃCZYCY

Błękitne Strefy (Blue Zones) to miejsca, gdzie ludzie żyją najdłużej na świecie. To im poświęcił swoją książkę z 2008 r. The Blue Zones: Lessons for Living Longer From the People Who've Lived the Longest Amerykanin Dan Buettner. Do tych zaledwie pięciu niezwykłych obszarów na naszym globie zalicza się włoska Sardynia. Mieszkańcy wnętrza wyspy – regionu Barbagia – żyją bardzo długo. Co szczególnie zaskakuje, długowieczni są tutejsi mężczyźni.

Sardyńczycy to ludzie niewysocy, mnóstwo czasu spędzają na świeżym powietrzu, w ruchu. Zajmują się m.in. hodowlą owiec. Barbagia jest górzysta, poruszanie się po niej wymaga więc nieco wysiłku. Wyspiarze jedzą prosto i korzystają z produktów, które sami wytwarzają. Każdy pasterz robi sery, ma pod dostatkiem mleka owczego i koziego, a także mięsa, leśnych owoców i ziół. Między pastwiskami rozciągają się winnice, a wino produkuje się choćby na własny użytek. To najsłynniejsze, czerwone nazywa się cannonau.

Na sardyński przepis na długowieczność składają się zatem ruch, świeże powietrze, proste jedzenie i lampka wina dziennie. Do tego należy z pewnością dodać jeszcze kilka rzeczy. Dla Sardyńczyków bardzo ważni są przyjaciele i rodzina, bo czas trzeba spędzać z ludźmi. Wyspa uczy również pokory – rządzi na niej przyroda, to ona karmi, daje i odbiera. Nie bez znaczenia pozostają też brak pośpiechu i ciągłego stresu, tak charakterystycznych dla współczesnej cywilizacji, i solidna dawka słońca.

 

NATURALNA KUCHNIA

Jakiś czas temu na świecie rozpoczęła się moda na zwalnianie. Zaczęło się od ruchu slow food popularyzującego jedzenie potraw przygotowywanych lokalnie, według tradycyjnych przepisów, z naturalnych produktów i składników wytwarzanych w danym regionie. Organizacja o tej właśnie nazwie (Slow Food), dziś o światowym zasięgu, została założona w mieście Bra w Piemoncie w 1986 r. przez krytyka kulinarnego Carla Petriniego. Miała stanowić reakcję na otwarcie kolejnej restauracji sieci McDonald’s w zabytkowej części Rzymu.

Dzięki rozwojowi tej idei w całych Włoszech powstają Mercati della Terra, na których swoje produkty sprzedawać mogą małe firmy zweryfikowane i wybrane przez organizację. Liczy się dobra, zdrowa żywność, bioróżnorodność, lokalność. Obecnie takich miejsc w całym kraju jest 36. Więcej informacji na ich temat znajdziemy na stronie internetowej www.fondazioneslowfood.com.

We Włoszech zakłada się także coraz więcej ekowiosek, gdzie w trakcie kilkumiesięcznego pobytu można nauczyć się np. ekologicznego uprawiania warzyw i owoców. Poza tym działają również Grupy Zakupu Solidarnego (Gruppi di Acquisto Solidale – GAS), które współpracują z lokalnymi ekorolnikami i niewielkimi producentami żywności. Hasło slow spodobało się bardzo i z czasem zaczęło pojawiać się w wielu różnych dziedzinach życia. Dziś istnieją już takie idee jak slow life i slow travel, slow design czy slow garden.

INNE PODRÓŻOWANIE

Można się zastanawiać, czy w dobie szybkich wycieczek, manii fotografowania wszystkich i wszystkiego oraz zaliczania kolejnych atrakcji z listy ruch slow travel ma rację bytu. Termin ten nie oznacza jedynie powolnego podróżowania, ale jego interpretacja często różni się w zależności od kraju i regionu.

                We Włoszech ten sposób odpoczywania i zwiedzania nie jest tylko hasłem reklamowym biur podróży. Włosi rozumieją go jako uważne poznawanie i intensywne odczuwanie. Dla nich czas ma znaczenie podrzędne, liczy się jakość. W podróży nie jest zatem ważne samo odhaczanie kolejnych punktów z długiej listy atrakcji, jej istotę stanowi bycie tu i teraz, przeżywanie chwili, a to oznacza nieraz pójście w drugą stronę niż wszyscy, wyjście poza schemat.

Przykładem wypraw w stylu slow travel mogą być wycieczki dawnymi szlakami pielgrzymkowymi. Znajduje się ich we Włoszech ponad 300. Trasy te zostały zrewitalizowane. Można nimi podróżować przez północne i środkowe regiony kraju, kilka z nich wiedzie również przez południe Italii oraz Sycylię i Sardynię.

Via Francigena to średniowieczny szlak prowadzący z Canterbury w Anglii do Rzymu. Dawniej wędrowali nim pielgrzymi, kupcy czy duchowni. Mijali angielskie pola, francuskie winnice, pokonywali alpejskie przełęcze. Dziś Droga Franków stała się znowu popularna. Wyprawa tym pielgrzymkowym szlakiem to świetna okazja nie tylko do zadumy, ale także spotkania z drugim człowiekiem, przyrodą, historią i kulturą. Można ją rozpocząć w różnych punktach na trasie. Fragmenty Via Francigena są naprawdę nieźle oznakowane, czym zajmują się często lokalne stowarzyszenia, które oferują też pomoc w przejściu danego odcinka. Czasem trzeba przejść wartki strumień czy wspinać się górskim traktem. Przed wyruszeniem w drogę należy zatem odpowiednio się przygotować.

Na Sardynii znajdziemy z kolei Cammino di Santu Jacu. Przez wyspę pielgrzymowali wierni zmierzający do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Galicji w Hiszpanii. Szlak biegnie przez interior, gdzie latem temperatury bywają nie do zniesienia. Ma łącznie ok. 1250 km. Wędrówkę najlepiej rozpocząć w Cagliari, Porto Torres, Olbii, Oristano lub na pobliskich wyspach San Pietro czy Sant’Antioco. Poza tym na Sardynii jest jeszcze jeden interesujący szlak – Cammino 100 Torri (1231 km). Wiedzie on wzdłuż wybrzeża, a główne jego punkty wyznacza 107 wież.

Bardzo dużo na temat slow travel i Via Francigena można dowiedzieć się w czasie Slow Travel Fest, wydarzenia organizowanego od czterech lat w Toskanii. Składa się na nie kilka imprez przygotowywanych w różnych lokalizacjach w czerwcu i wrześniu. Ostatnią edycję poświęcono m.in. rodzinnym wędrówkom Drogą Franków wśród bujnej przyrody i zamków w historycznym rejonie Lunigiana oraz wspinaczce i górskim wyprawom w okolicach Camaiore i Alp Apuańskich. Najważniejsza, trzydniowa część, która zamykała całe wydarzenie, odbyła się w klimatycznych, zabytkowych miejscowościach Abbadia a Isola i Monteriggioni. Slow Travel Fest to najlepsza okazja, aby zapoznać się ze sposobem podróżowania Via Francigena (nie musimy decydować się jedynie na pieszą wycieczkę, możemy wybrać również eksplorację jaskiń, rajd rowerowy czy spokojny rafting na pięknej rzece Elsa). Więcej informacji o tym interesującym festiwalu zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

 

LECZNICZE WODY

Italia usiana jest wulkanami, tak aktywnymi, jak wygasłymi. Nie stanowią one jednak jedynie źródła zagrożenia. Półwysep Apeniński zawdzięcza im swoją urodzajną ziemię, urozmaicone ukształtowanie terenu i liczne wyspy w jego okolicach, a także występowanie wód termalnych. Te ostatnie mają wiele dobroczynnych właściwości, zarówno dla ciała, jak i duszy. We Włoszech znajduje się mnóstwo gorących źródeł. Rozmieszczone są od Lombardii na północy kraju przez Emilię-Romanię, Toskanię i Lacjum aż po Kampanię, Sycylię i Sardynię.

                Wyspa Ischia, położona na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej, nazywana bywa największym naturalnym spa w Europie. Dzięki wygasłemu wulkanowi Epomeo (ok. 790 m n.p.m.) powstało na niej ponad 100 źródeł termalnych o leczniczych właściwościach. Temperatura wody waha się od 28 do 40°C. Tutejsze komfortowe ośrodki spa oferują gorące okłady z błota pochodzenia wulkanicznego z wysoką zawartością soli mineralnych, inhalacje i aerozole. Kto by się nie skusił...

Na Vulcano, jednej z Wysp Liparyjskich (Eolskich) u wybrzeży Sycylii, leży błotne jezioro podgrzewane przez czynny wulkan. Ze względu na dużą zawartość siarki w błocie okłady z niego działają kojąco, a skóra po takiej kuracji staje się jedwabiście gładka i bardziej elastyczna. Zaleca się, aby nie przesiadywać w jeziorze dłużej niż 25 minut. Po takiej kąpieli koniecznie trzeba wziąć prysznic lub choćby opłukać się w morzu. Charakterystyczny zapach siarki dość długo utrzymuje się na skórze, więc im szybciej ją obmyjemy, tym lepiej. Przy korzystaniu z gorących źródeł trzeba też pamiętać o zdjęciu biżuterii przed zanurzeniem się, gdyż może się ona zniszczyć w wyniku reakcji chemicznych zachodzących podczas kontaktu metalu z nasyconą minerałami wodą.

Trzy znakomite termy znajdują się w lombardzkim Bormio, niewielkim, średniowiecznym miasteczku położonym na alpejskim zboczu góry Reit (3075 m n.p.m). To Terme Bagni Vecchi, Terme Bagni Nuovi i Bormio Terme. Bardzo interesująco prezentują się szczególnie te pierwsze. Prócz korzystania z dobroczynnego wpływu tutejszej wody (jej temperatura wynosi ok. 40°C) można w nich podziwiać spektakularny widok na ośnieżone szczyty Dolomitów.

Toskania dzięki wygasłemu wulkanowi Amiata (1738 m n.p.m.), który dominuje w krajobrazie środkowo-południowej części regionu, szczyci się mnóstwem term. W wielu jej miasteczkach zbudowano wokół gorących źródeł wygodną infrastrukturę. Znajdziemy również takie, z których można korzystać zupełnie za darmo.

Termy koło miejscowości Saturnia w gminie Manciano to najbardziej znany tego typu obiekt w Toskanii. Jest wręcz zjawiskowo piękny. Woda o stałej temperaturze 37,5°C wypływa z miejsca zwanego Cascate del Mulino i wypełnia położone niżej baseny trawertynowe z prędkością ok. 500 l/s, co sprawia, że są one zawsze czyste. Z term można korzystać przez okrągły rok, amatorów kąpieli nie brakuje nawet w zimie.

W pobliżu Monticiano w prowincji Siena leżą najmniejsze i prawdopodobnie najrzadziej odwiedzane źródła w regionie – Terme di Petriolo. Woda termalna u ujścia ma ponad 42°C, niżej, w kolejnych basenach, ochładza się do 37°C. Charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością siarki i węgla. Niedaleko przepływa rzeka, do której można wejść, żeby spłukać się i schłodzić.

W Bagno Vignoni, prześlicznej osadzie w gminie San Quirico d’Orcia, zamiast placu znajduje się duży basen z wodą termalną, jednak nie wolno się w nim kąpać. Aby skorzystać z gorących źródeł, należy udać się nieco poniżej miejscowości. U ujścia woda osiąga 52°C. W pobliskiej sadzawce ma ok. 26°C, kąpiel w niej w upalne dni przynosi więc przyjemne uczucie orzeźwienia.

Osada Bagni San Filippo w gminie Castiglione d’Orcia może pochwalić się jednymi z najpiękniejszych term w Toskanii. Są one nieco ukryte w lesie. W najwyższych basenach Fosso Bianco bogata w siarkę, wapń i magnez woda osiąga temperaturę 48°C, w niższych się ochładza. Kąpiele, okłady z błota i inhalacje wspomagają leczenie schorzeń układu oddechowego i nerwowego oraz uszu, chorób zwyrodnieniowych stawów i dermatoz.

Na koniec warto wymienić toskański kompleks Grotta Giusti w mieście Monsummano Terme. Tutejszą jaskinię odkryto dopiero na wiosnę 1849 r., gdy robotnicy wykonujący prace na terenie posiadłości rodziny Giustich znaleźli wejście do podziemnej komory. Nikt wówczas nie przypuszczał, jakie lecznicze właściwości kryje. Gdy jednak jeden z robotników dzięki gorącej parze uwolnił się od wieloletnich bólów stawów, wieść szybko się rozeszła i grotę zaczęto badać. Wkrótce udowodniono, że pobyt w jaskini z podziemnym jeziorem termalnym pomaga w przypadku wielu dolegliwości. Gorąca para sprawia, że ciało staje się cieplejsze, bardziej elastyczne, krew płynie szybciej, zwiększa się zdolność do naturalnej regeneracji, poprawia się funkcjonowanie układu mięśniowo-szkieletowego i sercowo-naczyniowego, z organizmu usuwane są toksyny. Dziś Grotta Giusti jest miejscem znakomicie przygotowanym na przyjęcie osób pragnących korzystać z jej uroków i dobroczynnych właściwości. W eleganckiej willi z XIX w., która została odrestaurowana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, mieści się luksusowy hotel. W 2017 r. kompleks zdobył prestiżową nagrodę przyznawaną dla najlepszych spa na świecie (World Spa Awards 2017).

 

DLA WTAJEMNICZONYCH

Włosi mają mnóstwo pięknych miejscowości. W tym kraju skarby architektury i sztuki oraz wspaniałe krajobrazy znajdziemy na całym Półwyspie Apenińskim i na niemal wszystkich włoskich wyspach. Ograniczanie się jedynie do odwiedzin w kilku najbardziej znanych miastach nie będzie zatem konieczne.

We Włoszech funkcjonuje od 2001 r. stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia, które co roku ogłasza listę 20 najpiękniejszych miasteczek w Italii, po jednym z każdego regionu. Trafienie do tego grona jest ogromnym wyróżnieniem i nobilitacją. Na stronie organizacji (www.borghipiubelliditalia.it) znajdują się wszystkie wybrane do tej pory miejscowości. Pogrupowano je według regionów, co znacznie ułatwi planowanie włoskiej podróży. Stowarzyszenie wydaje także swój obszerny przewodnik, w którym miasteczka te zostały bardzo dokładnie opisane i opatrzone wszelkimi przydatnymi informacjami. Dzięki niemu można poznać najważniejsze fakty historyczne i miejscowe atrakcje. Niezmiernie cenne są wskazówki na temat lokalnych dań i produktów oraz daty istotnych wydarzeń, świąt czy festiwali. Najnowsze wydanie na 2018 r. zawiera opisy 279 miejscowości.

 

SANKTUARIUM NA WZGÓRZU

Orta San Giulio w Piemoncie to jedno z najbardziej romantycznych włoskich miasteczek. Centrum historyczne jest zamknięte dla ruchu kołowego, w wąskie uliczki wjazd ryzykują jedynie sklepowi dostawcy czy budowlańcy. Główny plac – Piazza Motta – stanowi miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych. Wznosi się przy nim Palazzo della Comunità (lub Broletto) wsparty na arkadach.

Z miejscowości rozpościera się wspaniały widok na położoną nieopodal wysepkę San Giulio (Isola di San Giulio). Do naszych czasów przetrwała wzniesiona na niej bazylika z XII stulecia. W niedzielę i święta można tu wysłuchać w trakcie mszy chóru sióstr benedyktynek. Eleganckie motorówki w sezonie odpływają na wyspę średnio co 15 minut.

Nad miasteczkiem góruje Sacro Monte di Orta, sanktuarium założone w 1590 r. i poświęcone św. Franciszkowi z Asyżu. Na jego terenie znajduje się 20 kapliczek z realistycznymi rzeźbami i freskami. Ze wzgórza, na którym leży kompleks, rozciąga się cudowny widok na jezioro Orta, a także wyspę San Giulio. W 2003 r. Sacro Monte di Orta wraz z innymi ośmioma podobnymi obiektami wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (jako tzw. Sacri Monti w Piemoncie i Lombardii).

 

W REJONIE CINQUE TERRE

Spośród pięciu miasteczek Cinque Terre w Ligurii stowarzyszenie uhonorowało Vernazzę, położoną między Monterosso al Mare a Corniglią. Faktycznie, jest wyjątkowo piękna, a jej charakterystyczne, kolorowe kamienice naruszone zębem czasu, noszące ślady działania morskich wiatrów, słonej wody, deszczu i wysokich temperatur są jednym z najczęstszych motywów na pocztówkach z tego regionu. Latem można się tutaj kąpać w ciepłym Morzu Liguryjskim. W okolicy rozciąga się niewielka, piaszczysta plaża i długie, kamieniste wybrzeże. Po zwiedzeniu miasteczka, przechadzce deptakiem i zajrzeniu do zamku Doriów warto ruszyć na szlak pieszy do Monterosso. Gdy po pokonaniu kilkudziesięciu metrów obejrzymy się za siebie, ujrzymy jeden z najwspanialszych widoków w Cinque Terre. Naszym oczom ukaże się panorama Vernazzy. Wędrówka szlakiem między miasteczkami zajmuje od 1,5 do 2 godz. Trasa jest średnio wymagająca i wąska, ale niezmiernie malownicza.

 

BARWNE MURALE

Może się wydawać, że niewielka Dozza koło Bolonii to tylko kilka uliczek i zamek Sforzów, jednak spacer po niej stanowi niecodzienne przeżycie. Na ścianach tutejszych domów powstało ponad 100 niezwykłych murali. Są kolorowe, wesołe, fantazyjne albo realistyczne. Od wielu lat do miasteczka zaprasza się artystów z całego świata, którzy pragną pozostawić w nim swój ślad. We wrześniu w lata nieparzyste odbywa się tu Biennale del Muro Dipinto (od 1965 r.). Autorem jednego z murali jest polski twórca. Poza tym Dozza to raj dla miłośników kuchni Emilii-Romanii i wina. W zamkowych piwnicach znajduje się znakomita enoteka (Enoteca Regionale Emilia Romagna). Wszystkie najlepsze wina z regionu można w niej kupić po cenach producentów. W lokalu organizuje się degustacje, a świetnie przygotowana obsługa doradza klientom, co wybrać. Warto wiedzieć, że na początku maja odbywa się tutaj festiwal wina (Dozza. Il Vino è in festa!) i że to stąd pochodzi słynne białe wino Romagna Albana DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita).

 

WŚRÓD KWIATÓW

Osobom planującym wakacje w Lombardii zazwyczaj nie przychodzi od razu na myśl jezioro Iseo. Tymczasem jego okolica wygląda naprawdę czarująco. Wokół Iseo leżą piękne miasteczka (w tym Lovere, wyróżnione przez stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia), a jego taflę zdobi kilka wysepek. Największa z nich (o powierzchni ok. 12,7 km²), Monte Isola, jest także największą zamieszkałą wyspą na jeziorze w Europie (żyje na niej na stałe blisko 1,8 tys. osób). Dotrzeć można na nią promem, który kursuje wiele razy dziennie. Na Monte Isola warto wejść na jej najwyższy punkt (Santuario della Madonna della Ceriola – 600 m n.p.m.) i przespacerować się przez kolejne wioski, winnice i gaje oliwne.

Na wyspie wciąż działa zakład wytwarzający sieci rybackie, a w wodach jeziora występuje wiele gatunków ryb. Raz na pięć lat odbywa się tu festiwal kwiatów (kolejny będzie miał miejsce w 2020 r.). Przygotowania do Festa di Santa Croce (Festa dei Fiori di Monte Isola) trwają nawet dwa lata, ponieważ kwiaty robi się ręcznie z papieru. Może się to wydawać kiczowate, ale tylko dla kogoś, kto nie brał udziału w tym święcie. Wszystkie kwiaty są wykonane z ogromną precyzją i wyglądają zupełnie jak ich żywe odpowiedniki. Miejscowi uczą się je robić od dziecka. Historia festiwalu sięga pierwszej połowy XIX stulecia, gdy w wioskach położonych nad jeziorem szerzyła się epidemia cholery. Najwięcej ludzi umierało z powodu choroby na wyspie Monte Isola. Zrozpaczeni mieszkańcy modlili się do Świętego Krzyża (Santa Croce), obiecując zorganizowanie uroczystości na jego cześć, jeśli tylko zaraza ustanie. Epidemia się skończyła, a miejscowi, zgodnie z obietnicą, co pięć lat w okolicy 14 września, kiedy obchodzi się święto Podwyższenia Krzyża Świętego, urządzają festiwal kwiatów. Gdy schodzi się wtedy z promu w położonej na wyspie miejscowości Carzano, trudno uwierzyć, że ktoś nie wziął czarodziejskiej różdżki i nie przeniósł nas do magicznej krainy. Kwiatów są setki tysięcy, a pachnące świerkowe gałęzie migoczą kolorowymi lampkami.

 

DOMY NA SKALE

Już z daleka rzuca się w oczy wielki monolit z wulkanicznego tufu położony na wzgórzu. Wyrasta na nim Pitigliano z domami nie odbiegającymi kolorem od skały. Tu niegdyś wznieśli swoją osadę Etruskowie. Walory obronne miejsca docenili również starożytni Rzymianie i kolejno osiedlający się w nim ludzie. Mieszkanie na tufie ma swoje zalety. Krążąca w skale woda z czasem drąży w niej tunele i jaskinie. Ludzie znakomicie wykorzystali je na studnie, grobowce, piwnice czy magazyny. Sami także wydrążali kolejne pomieszczenia. Wielką zaletą jest panująca tutaj stała temperatura.

W XIII w. na skale stanęła Katedra św. Piotra i Pawła (Cattedrale dei Santi Pietro e Paolo). Jej dzwonnica odgrywała rolę wieży obserwacyjnej. Rozpoczęto też przebudowę Palazzo Orsini, którą ostatecznie ukończono mniej więcej trzy wieki później. Pod koniec XV stulecia w Pitigliano gruntownie odrestaurowano Kościół św. Marii i św. Rocha (Chiesa di Santa Maria e San Rocco), a następnie wzniesiono cytadelę (Fortezza Orsini) i akwedukt Medyceuszy (złożony z 2 wielkich łuków i 13 mniejszych). Toskańskie miasto, podobnie jak sąsiednie Sorano i Sovana również wybudowane na tufie, systematycznie się osypuje, jednak ma niezaprzeczalny urok. Jego widok robi ogromne wrażenie na każdym.

 

Z WIDOKIEM NA ALBANIĘ

Otranto to dziś spokojne miasteczko Apulii z piaszczystymi plażami i krystalicznie czystym morzem. Jest idealnym miejscem na letnie wakacje. Za murami obronnymi znajduje się zabytkowe centrum z aragońskim zamkiem (Castello Aragonese di Otranto), wąskimi uliczkami i katedrą z pięknymi mozaikami (Cattedrale di Santa Maria Annunziata). Otranto było niegdyś ważnym portem morskim i przeżyło najazd osmańskich Turków w latach 1480–1481. We wspomnianej świątyni pod ołtarzem zebrano ludzkie czaszki i kości. Należą do 813 męczenników (tzw. Martiri di Otranto), którzy 14 sierpnia 1480 r. zostali pozbawieni głowy, ponieważ odmówili przejścia na islam. Miasteczko jest kwintesencją śródziemnomorskiej osady. Przy dobrej widoczności dostrzeżemy z niego Albanię i Grecję.

 

SYCYLIJSKA ATMOSFERA

Cefalù leży wokół charakterystycznej skały (tzw. Rocca di Cefalù), którą widać już z daleka. Nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym miasteczkiem Sycylii. Fale zaciekle rozbijają się tu o skaliste brzegi. Ten niesamowity spektakl natury można podziwiać z tarasów widokowych bądź jednej z miejscowych restauracji. Na skałę górującą nad Cefalù prowadzi szlak, którym warto się wspiąć. Na szczycie znajdują się pozostałości twierdzy i starożytnej świątyni Diany z IX w. p.n.e. (Tempio di Diana).

Spośród zabudowań miasteczka najbardziej wyróżnia się normańska katedra (Duomo di Cefalù). Plac przed nią, Piazza del Duomo, zwykle jest gwarny i wesoły, dookoła działają knajpki, lodziarnie i kawiarnie. Niezaprzeczalnie jednak wielki atut Cefalù stanowi plaża – długa, piaszczysta, ciągnąca się wzdłuż rybackich domów. Koniecznie trzeba się tutaj wybrać do jednej z pobliskich lodziarni na sycylijski przysmak, czyli lody w słodkiej bułce (brioche con gelato). Najlepiej poprosić, aby podali nam je con panna – „z bitą śmietaną”.

W miasteczku warto wyruszyć na spacer jego uliczkami, obejrzeć miejscową ceramikę i pamiątki, zjeść coś w jednej z licznych restauracji. Pomimo całkiem sporej liczby turystów zwiedzanie Cefalù może być wielką przyjemnością. Obowiązkowo należy również zostać w nim na widowiskowy zachód słońca.

 

 

WYSEPKA ŚW. PIOTRA

Koło południowo-zachodnich brzegów Sardynii leży malutka wyspa San Pietro (należąca do archipelagu Sulcis) z prześlicznym miasteczkiem Carloforte. Ponoć św. Piotr zatrzymał się tu podczas sztormu, gdy wracał do Rzymu z Afryki. Tak tłumaczy się nazwę wyspy. Sama miejscowość ma charakter na wskroś śródziemnomorski.

San Pietro szczyci się kameralnymi plażami, niewielkimi zatoczkami i wspaniałą przyrodą. Woda wokół jest krystalicznie czysta, a klifowe brzegi są oazą dla ptaków. Życie w Carloforte od zawsze było związane z morzem i połowami tuńczyka. Od kilkunastu lat w maju odbywa się tutaj międzynarodowy konkurs kulinarny na dania z tej ryby (Girotonno), w którym także publiczność może głosować na swojego faworyta.

 

SYPIĄCE SIĘ MIASTO

Krajobraz historycznej Etrurii, obejmującej m.in. północną część Lacjum, charakteryzuje nierzeczywisty pejzaż, ponury i niegościnny. Tutejsze skały wulkaniczne podlegają naturalnym procesom erozji, przez co stale się zmniejszają, sypią, zawalają. Właśnie w takiej okolicy leży Civita di Bagnoregio. Kiedy Etruskowie założyli w tym miejscu swój ośrodek ponad 2,5 tys. lat temu, spełniał on wszystkie wymogi dobrej twierdzy. Wznosił się na wysokiej skale, nikt niepostrzeżenie nie mógł się do niego dostać. Swoją pozycję miasteczko straciło w czerwcu 1695 r., gdy potężne trzęsienie ziemi odcięło je od świata. Na początku XX w. zbudowano most, który do dziś stanowi jedyną drogę do miejscowości. Niestety, procesy erozyjne powodują, że Civita di Bagnoregio nie ma szans na przetrwanie. Powierzchnia miasteczka stale się zmniejsza, domy pękają, coraz więcej zabudowań jest zagrożonych. Prowadzi się co prawda prace w celu zatrzymania osypywania się wzgórza, ale sił natury nikt nie powstrzyma. Latem Civita di Bagnoregio żyje, przyjeżdża do niej wielu turystów. Z końcem sezonu zostaje zaledwie kilku mieszkańców. Większość z nich już dawno opuściła swoje domy, przeniosła się na bezpieczny grunt. Dlatego miejscowość jest nazywana la città che muore, czyli „miasto, które umiera”.

 

EUROPEJSKIE DZIEDZICTWO

Granicząca z Apulią, Kalabrią i Kampanią Basilicata to jeden z najmniej znanych włoskich regionów, należący jednocześnie do najsłabiej zaludnionych (jedynie prawie 570 tys. mieszkańców). W najbliższym czasie będzie jednak okazja, aby się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Perła Basilicaty, kamienne miasto Matera, została wybrana Europejską Stolicą Kultury na 2019 r. Dzięki zaplanowanym licznym interesującym wydarzeniom i działaniom promocyjnym odwiedzający ją goście poznają bogatą historię i kulturę tego niezwykłego miejsca.

Matera należy do najstarszych ośrodków na świecie. Ludzie osiedlali się tutaj już ponad 10 tys. lat temu. Nie bez znaczenia było dla nich ukształtowanie terenu. W pobliżu w głębokim wąwozie płynie rzeka Gravina. Liczne naturalne groty dawały schronienie i zapewniały poczucie bezpieczeństwa.

Najstarszą i zarazem najbardziej spektakularną częścią Matery jest Sassi, którą tworzą dwie dzielnice: Sasso Caveoso i Sasso Barisano. To dla tego historycznego centrum miasta przyjeżdżają tu turyści, to na jego punkcie oszaleli filmowcy. Zabudowania Sassi wznoszą się na stromej skarpie wokół XIII-wiecznej katedry na wzgórzu (Cattedrale di Matera). To kamienne domy postawione jeden na drugim. Budowniczowie sprytnie wykorzystywali naturalne spadki i pochyłość terenu do kontroli cieków wodnych, w wykutych w skale pomieszczeniach utrzymywała się stała temperatura. Uliczki są tu wąskie, znajdziemy też mnóstwo zaułków, schodów, placów, kościołów i ogrodów. Część podziemna Sassi to szereg zbiorników o różnym przeznaczeniu oraz systemy wspomagające kontrolowanie cieków wodnych.

W latach 50. XX w. tutejsi mieszkańcy byli przymusowo wysiedlani do nowych domów na przedmieściach Matery. Na powrót do Sassi zezwolono im 30 lat później, ale pod warunkiem wykonania kapitalnego remontu z zachowaniem spójności stylistycznej historycznego centrum miasta. Nie wszyscy mogli sobie na to pozwolić, dlatego znaczna część budynków nadal jest opuszczona. W niektórych z nich działają klimatyczne hotele. Największy rozgłos przyniósł tej 60-tysięcznej miejscowości film Pasja w reżyserii Mela Gibsona (2004). Właśnie w Materze kręcono sceny do tej produkcji.

 

RUCH TO ZDROWIE

Włosi kochają spędzać czas na plaży i uprawiać wszelkie możliwe sporty wodne, uwielbiają również górskie wędrówki, wspinaczkę czy jazdę na rowerze. Osoby lubiące różnego rodzaju aktywności poczują się tu więc jak w raju.

Miłośników rozległych przestrzeni powinny zainteresować wyprawy konne. Malownicze okolice odpowiednie na takie wycieczki znajdziemy w całych Włoszech, ale szczególnie warte odwiedzenia miejsca stanowią Sardynia, Toskania czy Elba (największa w archipelagu Wysp Toskańskich). Na końskim grzbiecie można tu przemierzać szlaki górskie lub plaże o zachodzie słońca.

Zimą w Italii królują sporty związane ze śniegiem. Najlepsze warunki do jazdy na nartach i snowboardzie panują w północnej części kraju. W Dolomitach i Alpach działają jedne z najpopularniejszych w Europie ośrodków narciarskich. Trasy zjazdowe są znakomicie przygotowane, na stoki dowożą chętnych liczne autobusy, a zaplecze hotelowo-gastronomiczne jest bardzo rozbudowane. Jednak ze względu na ciągnący się wzdłuż całego półwyspu łańcuch Apeninów (ponad 1,2 tys. km długości) szusować można praktycznie w całych Włoszech, choć infrastruktura do tego przeznaczona w pozostałych rejonach bywa znacznie skromniejsza.

Aktywnych turystów przyciąga Trydent-Górna Adyga (Trentino-Alto Adige). Sezon na lodowcach (np. w okolicy Val Senales) trwa właściwie od września do czerwca. Jednym z najpiękniejszych i najlepiej przygotowanych regionów narciarskich jest Val Gardena, stolica Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Każdy znajdzie tu trasy o odpowiednim dla siebie stopniu trudności. W lokalach działających na stokach serwuje się pyszne dania lokalnej kuchni.

W obszarze Alp warto odwiedzić też Courmayeur w Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), prestiżowy ośrodek narciarski położony u stóp masywu Mont Blanc (wł. Monte Bianco), którego francuskim odpowiednikiem jest Chamonix-Mont-Blanc. Trasy w tej okolicy są doskonałe. Szczególną sławą cieszy się ta w Vallée Blanche. Nową atrakcję w tym rejonie, zainaugurowaną w czerwcu 2015 r., stanowi kolejka gondolowa Skyway Monte Bianco (można nią wjechać na górną stację Punta Helbronner – 3466 m n.p.m.). Latem przyjeżdżają tutaj głównie alpiniści, którzy wspinają się na słynną Białą Górę, najwyższy szczyt Alp i Europy.

Wydanie jesień-zima 2018

Podróż przez Mozambik

JERZY PAWLETA

 

Choć nie należy do największych państw Afryki, pod względem powierzchni nie może się z nim równać żaden europejski kraj oprócz Rosji (ma aż ponad 800 tys. km²). Turystów przyciąga szczególnie jego stolica – Maputo, gdzie powstały budynki zaprojektowane przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffla – znanego na całym świecie twórcy obiektów z żelaza i stali. Popularnością cieszy się też nieduża wyspa Mozambik, położona na Oceanie Indyjskim, na której portugalski żeglarz Vasco da Gama zbudował fortecę. Jeśli będziemy jednak postrzegać ten kraj jedynie przez pryzmat związków z Europejczykami, popełnimy duży błąd. Jego prawdziwa dusza jest na wskroś afrykańska, a wyczuć ją możemy wśród drewnianych nadmorskich chat pokrytych słomianymi dachami i w twarzach uśmiechniętych mozambickich kobiet ubranych w niezmiernie kolorowe stroje. Warto więc zdobyć się na odrobinę odwagi, aby poznać prawdziwy Mozambik.

 FOT. BENGUERRA LODGE

Więcej…

Panama – pomost między Amerykami

HANNA BORA

www.sledznas.com

 

« Przed naszym wyjazdem do Panamy nie mieliśmy zbyt dużych oczekiwań z nią związanych. Chcieliśmy zobaczyć słynny Kanał Panamski i rajski archipelag San Blas. Ten niewielki kraj Ameryki Centralnej zaskoczył nas jednak nie tylko pięknymi krajobrazami i życzliwością mieszkańców, ale też ogromną różnorodnością kulturową. »

Więcej…