ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

 

 

Costa del Sol – nie tylko dla bogaczy

Wybrzeże Słońca ciągnie się od Malagi aż po Gibraltar. Przy dobrej pogodzie z okolicznych gór widać brzegi Afryki. Można je zresztą oglądać bardzo często – słońce świeci tu przez 325 dni w roku! W nadmorskim pasie uprawia się rośliny tropikalne, przy drogach rosną gaje oliwne. Hiszpanie żartują więc, że gdyby wyschło morze, spokojnie zapewnią turystom kąpiele w oliwie najwyższej jakości.

Costa del Sol wiele lat temu urzekło Anglików. Wkrótce jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nadmorskie hotele, przypominające amerykańskie drapacze chmur. Znajdziemy je m.in. w gwarnym Torremolinos, pierwszym hiszpańskim kurorcie nad Morzem Śródziemnym z lat 50. XX w. W sąsiedztwie leżą też trochę spokojniejsze ośrodki: otoczona górami Fuengirola, Cabopino z piaszczystą plażą dla nudystów czy przyciągająca rodziny z dziećmi, cicha wieczorami Estepona. Dla amatorów luksusu idealna będzie Marbella. Jej ulicami jeździ więcej rolls-royce’ów niż w każdym innym mieście Europy, może z wyjątkiem Londynu. Na przedmieściach letnie domy mają Mick Jagger, Sean Connery, Julio Iglesias. Swoją rezydencję, będącą wierną repliką amerykańskiego Białego Domu, wybudował tu także poprzedni król Arabii Saudyjskiej Fahd.

Kolejną niezmiernie modną miejscowością stała się piękna Benalmádena ze wspaniałymi plażami, kameralnymi zatokami oraz jedną z największych marin w Hiszpanii i akwarium Sea Life, w którym zobaczymy m.in. groźne rekiny. Przy nabrzeżu wybudowano hotele o fantazyjnych kształtach – styl andaluzyjski miesza się tu z arabskim i orientalnym. Wśród tych obrazów niczym z Baśni tysiąca i jednej nocy tylko muzyka dochodząca z dyskoteki Kaleido, należącej do Antonia Banderasa, przypomina, że mamy XXI w. Gdy zapuścimy się w głąb dzielnicy Benalmádena Pueblo, odkryjemy zupełnie inny świat: białe domy w wąskich uliczkach, balkony tonące w kwiatach pelargonii i tawerny z flamenco. Spódnice kruczowłosych tancerek wirują, gdy śpiewają one o miłości i zdradzie i posyłają turystom płomienne spojrzenia… Będąc na Costa del Sol, warto odwiedzić także uroczą i zabytkową, położoną malowniczo na skałach Rondę.  

 

Costa de la Luz – raj windsurferów

W tym miejscu można niemal poczuć zapach Sahary. Nękany wiatrem obszar pomiędzy Kadyksem a Tarifą skąpany jest w mocnym świetle promieni słonecznych, od którego pochodzi jego nazwa – Costa de la Luz, czyli Wybrzeże Światła. Na wyciągnięcie ręki znajdują się Tanger i wypalone słońcem marokańskie wybrzeże z dominującymi nad nim purpurowymi górami Rif. Hiszpanię od Maroka dzieli tu wąska Cieśnina Gibraltarska, po której często kursują turystyczne promy. Nadmorska bryza zasila liczne elektrownie wiatrowe, ustawione na wzgórzach Sierra del Cabrito.

Do Tarify ściągają tłumnie miłośnicy windsurfingu z całej Europy. Nazwa miasta pochodzi od wyspy Tarif leżącej naprzeciwko jego wybrzeża. Jeśli skręcimy w bok od szosy E5, pod koniec wąskiej drogi wijącej się wśród kaktusów i słoneczników znajdziemy nieduże letnisko Zahara de los Atunes, a nieco dalej gwarną miejscowość Conil de la Frontera. Stąd już blisko do przylądka Trafalgar, gdzie brytyjski admirał Horatio Nelson w 1805 r. pokonał flotę Francuzów i Hiszpanów, sam ginąc w bitwie. Costa de la Luz jest wymarzonym punktem wypadowym do okolicznych pueblos blancos, czyli białych miasteczek. Nie można nie odwiedzić również Arcos de la Frontera z odbudowanym w XV w. zamkiem czy niezmiernie zabytkowej miejscowości Medina-Sidonia.    

 

Costa Tropical – kraina europejskiego rumu

Ponad 100-kilometrowe wybrzeże położone na wschód od Malagi jest trochę omijane przez turystów. Niesłusznie, bo tutejszy klimat subtropikalny zapewnia świetne warunki do plażowania, a nawet kąpieli przez okrągły rok. Widoczne w dali ośnieżone szczyty Sierra Nevada chronią ten rejon przed napływem chłodnego powietrza podczas europejskiej zimy, więc temperatura nie spada tu prawie nigdy poniżej 16°C. Latem zaś morska bryza łagodzi panujący na tym terenie upał. Plaże są niewielkie, położone przy brzegach malowniczych zatok. Nie uświadczymy też tutaj betonowych hoteli i męczącej atmosfery wielkich kurortów. Miejscowe warunki klimatyczne sprawiają, że znakomicie udaje się uprawa drzew awokado i mango, których owoce są tu niezwykle tanie.

Costa Tropical stanowi raj dla miłośników sportów wodnych. Nurkowie chętnie odwiedzają Morze Alborańskie z bogatą florą i fauną. Niektórzy zapuszczają się w wody zatoki La Herradura, na której dnie spoczęła hiszpańska flota z 25 galeonami, zatopiona podczas sztormu w 1562 r. Naturyści mogą skorzystać ze specjalnie wydzielonej dla nich plaży.

W mieście Motril warto wstąpić do lokalnego baru, żeby skosztować wytwarzanego w okolicy rumu. To jedyne miejsce produkcji tego trunku w Europie. Tym, których fascynują ślady historii, na pewno spodoba się Almuñécar, gdzie 3 tys. lat temu przybyli Fenicjanie (do dziś pozostały po nich grobowce), oraz urocza Salobreña ze śnieżnobiałymi domami i cytadelą, skąd arabska dynastia Nasrydów sprawowała władzę przez ponad 200 lat.  

 

Costa de Almería – jak na Dzikim Zachodzie

Lato w tym zakątku Hiszpanii trwa od Wielkanocy aż do listopada, więc można w te strony wybrać się również poza sezonem. Gorący klimat w połączeniu z księżycowym krajobrazem, na który składają się kopce z kamienia i piasku oraz wyschnięte koryta rzek, sprawiły, że Almería jak magnes przyciąga filmowców. Kręcono tutaj m.in. Lawrence’a z Arabii, a także wiele włoskich westernów.

Największym miejscowym kurortem jest dziś Mojácar, który wcześniej był małą wioską rybacką. Kiedy w latach 60. ubiegłego wieku miejscowość opustoszała, bo większość mieszkańców wyemigrowała, burmistrz zaoferował ziemię każdemu, kto w ciągu roku wzniesie na niej jakieś zabudowania. W  ten sposób do Mojácar ściągnęli artyści, a wraz z nimi firmy turystyczne. Miejsce okazało się idealne. Tutejszą 4-kilometrową plażę pokrywa złoty piasek, a woda jest ciepła i czysta jak kryształ. W sąsiedztwie powstały hotele, bary i restauracje, a także całoroczny kemping. Nieco inny charakter mają pobliska, tętniąca życiem Garrucha czy maleńka Agua Amarga, położona nad uroczą plażą rybacką. Warto też odwiedzić popularne letnisko San José i niemal dziewicze Cabo de Gata.

 

Costa Blanca – jedne z najpiękniejszych plaż świata

Środkowy odcinek hiszpańskiego wybrzeża z szerokimi plażami znany jest pod nazwą Costa Blanca (Białe Wybrzeże). Jego wizytówką stał się malowniczy Peñón de Ifach (Penyal d’Ifac) w uroczym mieście Calpe (Calp), wapienny skalny ostaniec, sterczący pionowo nad wodą, którego obejście zajmuje mniej więcej dwie godziny! Możecie dotrzeć tu przez Alicante (gdzie znajduje się lotnisko), a stąd ruszyć na północ w kierunku popularnego kurortu Gandía, mijając po drodze San Juan de Alicante (Sant Joan d’Alacant), El Campello i słynny Benidorm, wypełniony wieżowcami. Podobno żadne inne śródziemnomorskie miasto turystyczne nie może poszczycić się ani większą bazą noclegową, ani tak wspaniałymi widokami na morze z hotelowych okien. Najbardziej okazały 5-gwiazdkowy Gran Hotel Villaitana oferuje gościom zabiegi SPA & Wellness i dwa pola golfowe. Jeszcze ponad 60 lat temu Rose Macaulay (1881–1958), pisarka angielska, w swojej książce Fabled Shore: From the Pyrenees to Portugal By Road opisała Benidorm jako małą wioskę rybacką z kościołem pośrodku, leżącą na pięknym skalistym wybrzeżu. Dziś przy głównej promenadzie na spragnionych rozrywki czeka ponad 200 klubów, pubów i dyskotek. Po nocnej zabawie czas na odpoczynek nad brzegiem morza. Do wyboru mamy trzy plaże: nieco tłoczną Levante, uchodząca za jedną z dziesięciu najpiękniejszych na świecie, bardziej kameralną Poniente lub malutką Mal Pas. Pomiędzy tymi dwiema pierwszymi na miejscu dawnej starożytnej twierdzy powstał punkt widokowy z fontanną – Balcón del Mediterráneo – idealny na upał.

Położone nad plażami wieżowce Benidorm na Costa Blanca

 

Jeśli wybierzemy się w głąb lądu, koniecznie musimy odwiedzić górską wioskę Guadalest (El Castell de Guadalest). Prowadzi do niej tunel wykuty w skale. Po jego pokonaniu naszym oczom ukazuje się urocza miejscowość z licznymi sklepikami i ruinami arabskiego zamku z XI w., malowniczo położona wśród gór.

Niektórzy wolą jednak południową część Białego Wybrzeża z wyspą Tabarcą, urzekającą piękną naturą, miejscowością Guardamar del Segura, otoczoną wydmami porośniętymi sosnami, czy Torrevieją. To ostatnie miasto stało się popularnym kierunkiem turystycznym w latach 80. XX w., kiedy tysiące Europejczyków zapragnęło mieć tu własne domy. Trudno im się dziwić – na wyciągnięcie ręki znajduje się tu wiele plaż, m.in. Cura, Los Locos, Los Náufragos, Acequión czy Torrelamata. Podobnie jak w całej Hiszpanii, wstęp na nie jest bezpłatny. Można również wypożyczyć leżaki  i parasole, na każdym kroku natkniemy się zaś na chiringuitoskioski z napojami, lodami, przekąskami i muzyką. Dużą atrakcją tego 100-tysięcznego kurortu są aquaparki. W ogromnym Aquópolis Torrevieja na chętnych czekają zjeżdżalnie, wirówki, sztuczne wodospady, rwące rzeki i czarne dziury. W miejscowych restauracjach podają wyborne paelle, w lodziarniach i kawiarniach serwują najlepsze pod słońcem espresso. Zacieniona palmami, nadmorska promenada wieczorem zapełnia się kolorowym tłumem turystów z różnych zakątków świata.

 

Costa Cálida – samo zdrowie

Białe Wybrzeże zamyka od południa leżące w regionie Murcji Costa Cálida, czyli Gorące Wybrzeże. Najbardziej oblegane kurorty znajdują się wokół laguny Mar Menor (Morza Mniejszego), gdzie woda latem jest zawsze cieplejsza o kilka stopni niż w Morzu Śródziemnym. Wysokie stężenie soli mineralnych przyciągało tutaj kuracjuszy już na początku XX w. Zatrzymywali się w Santiago de la Ribera i Los Alcázares – z tamtych czasów zachowały się do dziś ładne, drewniane mola. Nowe letniska powstały już na wysokiej, ponad 20-kilometrowej mierzei La Manga, oddzielającej lagunę od morza.

Costa Cálida przyciąga miłośników sportów wodnych, dając wspaniałe możliwości do żeglarstwa, nurkowania i windsurfingu. W porównaniu z innymi nadmorskimi rejonami Hiszpanii jest tu dość spokojnie. Kilka pięknych plaż znaleźć można w pobliżu Puerto de Mazarrón. Warto też wybrać się na wycieczkę na jedną z wysp Morza Mniejszego lub do starych warzelni soli w Lo Pagán. Poza tym powinniśmy zwiedzić przepiękną Kartagenę, założoną w 227 r. p.n.e. przez Kartagińczyków, Lorcę, gdzie wciąż stoją rzymskie słupy milowe, czy Caravacę de la Cruz, z relikwią krzyża świętego przechowywaną w kościele Basílica de la Vera Cruz, dokąd wciąż przybywają tysiące pielgrzymów. Według legendy miasto to cudownie ocalało podczas arabskiego oblężenia. Kiedy Maurowie zatruli lokalne źródła wody, templariusze na koniach przywieźli mieszkańcom wino. Na pamiątkę tego wydarzenia co roku w maju odbywa się święto Caballos del Vino.

 

Costa del Azahar – kwiaty i templariusze

Costa del Azahar, czyli Wybrzeże Kwiatu Pomarańczy, położone na północ od Walencji, swą nazwę zawdzięcza ogromnym plantacjom cytrusów. Na wiosnę, w porze kwitnienia, powiew morskiej bryzy miesza się z zapachem kwiatów. Możemy tu wybrać urlop w dwóch znanych kurortach: Peñíscoli lub Benicasim (Benicàssim), gdzie zadbane stare wille sąsiadują z nowoczesnymi hotelami. Historyczna część tego pierwszego miasta kryje dodatkowe atrakcje. Największą z nich jest zbudowany na skalistym cyplu zamek templariuszy Castillo del Papa Luna. Nad jego drzwiami widnieje wyrzeźbiony w murze krzyż zakonu. Niegdyś była tu arabska forteca, potem siedziba templariuszy, a później rezydencja przyszłego antypapieża Benedykta XIII (1328–1423), którym został Pedro de Luna, kardynał Aragonii (Papa Luna). Stąd sprawował swój pontyfikat od 1411 r. aż do śmierci. Nowa Peñíscola rozrosła się poza stare mury kryjące labirynt krętych, wąskich uliczek i stała się kwitnącym letniskiem. Ale najpiękniejsze zachody słońca obejrzeć można właśnie z zamku. Wieczorem zaś warto odwiedzić malownicze plaże w Alcocéber (Alcossebre) i Oropesie del Mar, gdzie lokalne knajpki oferują świeże ryby, krewetki i małże.

 

Costa Dorada – wspomnienie starożytnego cesarstwa

O Costa Dorada (Złotym Wybrzeżu) mówi się niekiedy, że jest ukrytym skarbem Hiszpanii. Rozciąga się pomiędzy Tarragoną a Barceloną i ma ponad 200 km plaż o dość monotonnej linii brzegowej. Od wiatru chronią je góry. Dawne wioski rybackie zamieniły się w spokojne osiedla willowe. Są jednak wyjątki. W tętniącym życiem Sitges znajdziemy nie tylko świetne kąpielisko z promenadą wzdłuż Playa de Oro, ale też neogotycki Palacio de Maricel (Pałac Morza i Nieba),z kolekcją malarstwa i dzieł sztuki z całego świata. Z okien muzeum można rozkoszować się cudownym widokiem na morze. Z kolei w uroczym Salou działa wspaniały park rozrywki – PortAventura. Stąd niedaleko już do Cambrils, dawnego portu rybackiego, dziś jednego z najważniejszych kurortów Złotego Wybrzeża. Po zachodzie słońca na morzu rozbłyskują liczne światełkamałych łódek, które wypłynęły na nocne połowy. Będąc na Costa Dorada, nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu Tarragony, dawnej stolicy jednej z trzech rzymskich prowincji na Półwyspie Iberyjskim – Hispanii Tarraconensis. Zachowały się tutaj m.in. amfiteatr, akwedukt, fragmenty forum, cyrku oraz ruiny innych budowli z czasów Imperium Rzymskiego. Patrząc na dumnie wznoszące się na skalistym, nadmorskim wzgórzu miasto, łatwo zrozumieć, co przyciągało tu rzymskich cesarzy.

 

Costa Brava – z wizytą u prawdziwego surrealisty

Tego miejsca nie trzeba zachwalać. Stało się powszechnie znane dzięki artystom i malarzom, których przeszło pół wieku temu przyciągnęły tu wioski rybackie i surowy krajobraz. Na Costa Brava (Dzikie Wybrzeże) do Cadaqués przyjeżdżał też Salvador Dalí. Czasem, ku przerażeniu gapiów, wdrapywał się na wysokie skały, wyobrażając sobie, że leci w przepaść... Do sąsiedniej wioski Port Lligat (Portlligat), gdzie osiadł z Galą, swoją żoną i muzą, prowadzi kręta droga wijąca się między wzgórzami. Warto odwiedzić tę malowniczą miejscowość. Przy wąskich uliczkach wznoszą się rzędy białych domów, dalej znajdują się już tylko skaliste zatoki. Plaże są maleńkie i kamieniste, panuje tutaj cicha, kameralna atmosfera. Z kilku chatek rybackich Dalí z Galą stworzyli luksusowy dom-labirynt z sekretnymi przejściami, w którym bywali sławni goście, tacy jak Albert Einstein i Tomasz Mann. Dzisiaj powstało w nim muzeum. I choć prawdziwi miłośnicy sztuki nie odkryją w nim nic szczególnego, przed wejściem stoi długa kolejka osób, które pragną zobaczyć królestwo mistrza surrealizmu. Dzięki niemu pobliskie Cadaqués stało się modnym miejscem, przyciągającym hiszpańską śmietankę towarzyską.  

W tej części Costa Brava, pod francuską granicą, pełno jest klifów, piaszczystych zatoczek skrytych w cieniu sosen. W L’Escala (La Escala), niewielkim letnisku na skraju Bahía de Roses (Zatoki Róż), w porcie suszą się rybackie sieci. Inaczej rzecz wygląda na południu – więcej tutaj zatłoczonych plaż i kurortów. Najbardziej oblężone są Lloret de Mar, Tossa de Mar i Castell-Platja d’Aro. Aż trudno sobie wyobrazić, że przed wzmożonym napływem turystów ta spokojna okolica żyła z produkcji wina, uprawy oliwek i rybołówstwa.

Wybrzeże kontynentalnej Hiszpanii gwarantuje znakomitą pogodę, złocisty piasek i ciepłe morze. Jeśli więc przez całą zimę marzył nam się błogi wypoczynek w promieniach gorącego słońca, nie musimy daleko szukać i lecieć aż w tropiki. Nasz wakacyjny raj leży tuż obok, na Półwyspie Iberyjskim.

 

Artykuły wybrane losowo

Mała wielka Malta

MARCIN „HUMBAK” JĘDRZEJCZAK

 

Leżąca na Morzu Śródziemnym, mniej więcej pośrodku między Gibraltarem a Izraelem, a także Sycylią i Tunezją, Malta jest dosyć dobrze rozwiniętym gospodarczo państwem, tysiąc razy mniejszym od Polski (316 km2 powierzchni). Nie uprawia się w nim ani warzyw, ani owoców, wycięto wszystkie oliwne drzewka, a jedyne, co pozostało, to winnice. Brak tu rzek czy jezior, deszcz pada rzadko i praktycznie nie ma słodkiej wody, znajdziemy za to mnóstwo zabytków. Dlatego kraj ten nazywa się często muzeum pod gołym niebem.

Wodę w miejscowym hotelu po przegotowaniu można śmiało wypić. Jej smak nie jest jednak źródlany, bowiem Maltańczycy pozyskują ją odsalając tę, której mają pod dostatkiem w morzu. Nad umywalką umieszczone są dwa krany – z jednego płynie gorąca, a z drugiego zimna woda. To jedna z pozostałości po Brytyjczykach, poprzednich władcach archipelagu.

Więcej…

Zniewalająca Indonezja

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Indonezja jest fascynującym miejscem utkanym z wielu różnych kultur, cudów przyrody, zapachów, smaków i kolorów. Niektóre jej wyspy są tak duże bądź odmienne od pozostałych, że mogłyby stanowić odrębne państwa. Nie bez powodu mówi się, że ten kraj przypomina osobny kontynent – magiczny i hipnotyzujący podróżników swoją urodą. >>

Gdybym miała powiedzieć, co wywarło na mnie najmocniejsze pierwsze wrażenie podczas podróży do Indonezji, to wymieniłabym uderzenie wilgotnego, tropikalnego powietrza po wyjściu z lotniska uważanego za jeden z największych i najbardziej zatłoczonych portów lotniczych w Azji (Soekarno-Hatta), położonego w obszarze metropolitalnym Dżakarty (Jabodetabek), albo niezwykły widok na ten ogrom wysp z góry, który podziwiałam, gdy samolot zaczął zbliżać się do lądowania. Terytorium państwa, złożonego z tysiąca zielonych punktów na niebieskim tle, nie sposób było objąć wzrokiem. Ten kraj zajmuje obszar 1,9 mln km². Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, zamieszkanych przez blisko 270 mln ludzi. Jeśli przyjrzymy się mapie, przekonamy się, że Indonezja rozciąga się na niemal całą szerokość Azji Południowo-Wschodniej (ponad 5,1 tys. km) i zdaje się w tajemniczy sposób łączyć dwa oceany: Indyjski i Spokojny. Ta rozciągłość przekłada się m.in. na różnice w pogodzie, o których warto pamiętać przy planowaniu podróży. W zależności od konkretnej wyspy różnie wypada tu pora sucha i deszczowa. Cały kraj cechuje jednak typowy klimat równikowy, odznaczający się dużą wilgotnością powietrza i wysokimi temperaturami przez okrągły rok.

 

Balijczycy praktykują zwyczaj przygotowywania darów dla bogów każdego dnia

© Wonderful Indonesia

 

Ze względu na tak ogromną powierzchnię Indonezja jest także bardzo różnorodna. Znajdziemy tutaj wysokie góry i wulkany, zielone doliny, gęste lasy deszczowe, malownicze wodospady i jeziora oraz spektakularne plaże – jednym słowem wszystko, o czym może marzyć podróżnik. To największe wyspiarskie państwo świata stanowi też wielobarwny i fascynujący tygiel kulturowy. Żyje w nim powyżej 300 grup etnicznych, mówiących w ponad 720 językach (tym oficjalnym jest indonezyjski, powstały na bazie malajskiego). Indonezyjczycy są dumni ze swoich lokalnych tradycji i obrzędów, a ich kulturowe zróżnicowanie najlepiej oddaje narodowe motto, widniejące na godle: Bhinneka Tunggal Ika, czyli „Jedność w różnorodności”. Każda wyspa wydaje się tu osobnym światem, pełnym odrębnych wierzeń oraz sobie właściwych kulturowych i przyrodniczych skarbów. To sprawia, że można ten kraj odkrywać bez końca.

 

Buddyjski kompleks świątynny Borobudur na Jawie

© Wonderful Indonesia

 

WIELKI DURIAN

Naszą podróż zacznijmy od Jawy. Jest ona najbardziej zaludnioną wyspą świata. Zamieszkuje ją ok. 145 mln ludzi, czyli ponad połowa populacji Indonezji. Na zachodnio-północnym wybrzeżu Jawy leży stolica kraju, Dżakarta, nazywana Wielkim Durianem (na terenie jej obszaru metropolitalnego – Jabodetabek – żyje ponad 32 mln osób). Mówi się, że budzi równie skrajne emocje jak ów tropikalny owoc obdarzony specyficznym zapachem, uznawany tutaj za narodowy. Można ją kochać lub jej nienawidzić. Metropolia ta funkcjonuje na prawach prowincji i składa się z pięciu miast (zwanych kota): Dżakarty Północnej, Południowej, Wschodniej, Centralnej i Zachodniej – szczególnie dwie ostatnie są chętnie odwiedzane przez turystów.

W centralnej części stolicy warto zajrzeć na plac Merdeka i do pobliskiego Meczetu Niepodległości (Masjid Istiqlal), udostępnionego wiernym w 1978 r., uchodzącego za największy w Azji Południowo-Wschodniej. Zbudowano go tuż obok strzelistej, neogotyckiej Katedry (Gereja Katedral Jakarta), pochodzącej z przełomu XIX i XX w. Ta koegzystencja islamskiej i katolickiej świątyni jest charakterystyczna dla tego wielokulturowego państwa, które stara się, żeby wyznawcy różnych dominujących w nim religii mogli normalnie żyć obok siebie, co się zazwyczaj udaje. Indonezja to dość konserwatywny kraj, ale otwarty na różnice. Choć większość populacji (ponad 87 proc.) stanowią tu muzułmanie, konstytucja gwarantuje prawo do wolności wyznania. Za oficjalne religie uznaje się islam, buddyzm, hinduizm, konfucjanizm, protestantyzm i katolicyzm. Ta wieloreligijność wpisana w multikulturowy pejzaż kraju wpływa na atmosferę Dżakarty, której architektura łączy w sobie inspiracje pochodzące z różnych, często odległych porządków. Obok tradycyjnych świątyń reprezentujących rozmaite religie trafimy w niej na drapacze chmur, nowoczesne centra handlowe i ślady kultur Starego Kontynentu. Najsilniej odcisnęły się wpływy holenderskie – Indonezja od początku XVII w. była stopniowo podbijana przez niderlandzką Republikę Zjednoczonych Prowincji i znajdowała się pod zwierzchnictwem Holendrów aż do wybuchu II wojny światowej. W latach 1942–1945 okupowała ją Japonia, a po wojnie kraj zaczął wyzwalać się spod obcych wpływów i w 1949 r. ogłosił niepodległość. W Dżakarcie, niegdyś głównym ośrodku Holenderskich Indii Wschodnich zwanym Batawią, ślady kolonialnej przeszłości są dziś najbardziej widoczne w starej dzielnicy Kota Tua. Rozciąga się ona wokół placu Fatahillaha (Taman Fatahillah), stanowiącego serce stolicy kolonii Holendrów. Znajduje się tutaj m.in. Ratusz (Stadhuis) z 1710 r. (obecnie Muzeum Historii Dżakarty), słynna XIX-wieczna Café Batavia i uliczki pełne zabudowy inspirowanej stylem holenderskiej architektury miejskiej.

 

UROK WIELOKULTUROWOŚCI

Choć indonezyjska stolica skrywa wiele ciekawych miejsc, to jako zatłoczona i słynąca z męczących korków metropolia rzadko zatrzymuje przyjezdnych na dłużej. Podróżnicy zwykle uciekają z niej w inne zakątki kraju, np. do położonej ok. 520 km na południowy wschód stąd Yogyakarty (Jogyakarty), uważanej za kulturalną stolicę Jawy i całej Indonezji. Nazywana pieszczotliwie Yogya, jest bardziej urokliwą i zadbaną siostrą Dżakarty, usytuowaną u stóp wulkanu Merapi (Góry Ognia – ok. 2920 m n.p.m.). To miasto pełne sztuki ulicznej, barwnych targów, muzeów, kawiarni i intelektualnej energii – słynie z dużej liczby uczelni i stanowi siedzibę jednego z czołowych indonezyjskich uniwersytetów (Universitas Gadjah Mada). Po Yogyakarcie można spacerować godzinami, podziwiając m.in. lokalne wyroby z batiku, czyli barwnie zdobionej tkaniny, z której słynie Indonezja. Trafimy na nie choćby przy głównej ulicy handlowej – gwarnej, nieco chaotycznej i wypełnionej sklepikami Jalan Malioboro.

W mieście warto też wybrać się na tradycyjne przedstawienie marionetek (wayang golek) – spektakl klasycznej sztuki lalkarskiej pochodzącej z zachodniej Jawy. Smukłe lalki z drewna odgrywają podczas takiego widowiska swój teatr. Jednym z jego stałych elementów jest muzyka wykonywana przez zespół gamelan. Lalkarzom akompaniują muzycy grający m.in. na gongach, bębnach (membranofonach), saronie (metalofonie z siedmioma płytkami z brązu) i sulingu (długim, bambusowym flecie). Na koncert gamelanu można wybrać się np. do pałacu Kraton (Keraton), kompleksu wybudowanego za czasów panowania sułtana Hamengkubuwono I (przypadających na lata 1755–1792) – fundatora dynastii do dziś sprawującej władzę w sułtanacie Yogyakarta. Inne warte wizyty miejsce stanowi Pałac Wodny Taman Sari, dawna posiadłość wypoczynkowa władców, na której terenie znajduje się m.in. podziemny meczet (Sumur Gumuling). Koniecznie należy również zajrzeć na jeden z lokalnych targów, choćby wielki Pasar Beringharjo, gdzie czekają liczne stoiska z egzotycznymi przyprawami i owocami morza oraz półki uginające się od wyrobów z batiku i innych lokalnych tkanin, bambusa czy popularnego w Indonezji rattanu.

Kolejnym powodem, dla którego podróżnicy ściągają do Yogyakarty, jest fakt, że służy ona za świetną bazę wypadową do odwiedzenia dwóch najsłynniejszych świątyń w kraju, wpisanych w 1991 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Pierwsza z nich to Borobudur – jedna z największych buddyjskich budowli sakralnych na świecie, wzniesiona ok. VIII–IX w. na niewielkim wzgórzu. Na jej usytuowanych schodkowo tarasach można podziwiać 2672 reliefy i 504 posągi Buddy. Ok. 50 km na południowy wschód stąd leży największy kompleks świątyń hinduistycznych w Indonezji. Zabudowania Prambanan postawiono mniej więcej w podobnym czasie (w połowie IX stulecia), co jej buddyjską „sąsiadkę”. Poświęcono je trzem aspektom boga: Brahmie, Wisznu i Śiwie. Oba obiekty były przez lata opuszczone – na nowo odkryli je w XIX w. Brytyjczycy. Dziś stanowią jeden z największych skarbów kulturowych Indonezji i należą do najważniejszych symboli jej różnorodności religijnej.

 

WŚRÓD SMOKÓW I DUCHÓW

Ten azjatycki kraj leży w strefie tzw. Pacyficznego Pierścienia Ognia, obszaru charakteryzującego się dużą aktywnością sejsmiczną i wulkaniczną. Na jego wyspach znajduje się mniej więcej 400 wulkanów, z czego 127 pozostaje czynnych. Jednym z najpopularniejszych wśród turystów jest jawajski Bromo (2329 m n.p.m.), z którego rozciąga się spektakularny widok na okolicę, m.in. Park Narodowy Bromo Tengger Semeru. Z kolei najwyższy (i przy tym aktywny) wulkan Indonezji to Kerinci (3805 m n.p.m.) z Sumatry, drugiej po Jawie najbardziej zaludnionej wyspy Indonezji (z ponad 50 mln mieszkańców). Cieszy się on dużą popularnością szczególnie wśród osób uprawiających trekking. Leży na terenie Parku Narodowego Kerinci Seblat, jednego z 12 sumatrzańskich parków narodowych. Sumatrę chętnie odwiedzają amatorzy wypraw trekkingowych i miłośnicy dzikiej przyrody. Położona na równiku, skąpana w soczystej zieleni, przyciąga masywnymi, pokrytymi lasami deszczowymi łańcuchami górskimi, stromym, wulkanicznym wybrzeżem, które wygląda niczym wyjęte z baśni, malowniczymi polami ryżowymi i rozległymi plantacjami rozmaitych owoców tropikalnych. Na wyspie występują też niesamowite zwierzęta – choćby wolno żyjące orangutany, które spotkamy w Parku Narodowym Gunung Leuser, jednym z największych indonezyjskich rezerwatów przyrody (o powierzchni ok. 8 tys. km²). W 1973 r. został tu założony ośrodek rehabilitacji (w wiosce Bukit Lawang), gdzie te ginące zwierzęta mogą liczyć na ochronę i opiekę medyczną. W parku mieszkają także przedstawiciele wielu innych zagrożonych gatunków, m.in. nosorożce, tygrysy i słonie sumatrzańskie.

Wymienione stworzenia to tylko niewielka część egzotycznej fauny żyjącej w tym kraju. Prawdziwym jego skarbem są warany, będące obecnie największymi jaszczurkami na ziemi: dorosłe osobniki osiągają nawet 3 m długości i ważą ponad 70 kg. Te potężne gady, nazywane Smokami Indonezji, żyją w Parku Narodowym Komodo, który w 1991 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO ze względu na wielkie bogactwo świata roślin i zwierząt. Poza waranami żyją tutaj również m.in. konie, woły, dziki, małpy (makaki krabożerne), łaskuny palmowe, jelenie (sambary sundajskie) i różne gatunki ptaków. W granicach parku leży kilkadziesiąt niewielkich wysepek oraz trzy większe wyspy: Rinca, Padar i właśnie Komodo.

Podczas podróży w te rejony warto zajrzeć też na Flores, wciąż jeszcze w wielu miejscach dziewiczą i nieodkrytą przez turystów. Zachwyca ona swoją przyrodniczą różnorodnością. Na wyspie są rajskie plaże, zielone i górzyste tereny z gorącymi źródłami i wodospadami oraz osiągający wysokość 1639 m n.p.m. wulkan Kelimutu. W jego kraterze znajdują się trzy jeziora zmieniające barwę – bywają błękitne, granatowe, zielone, czarne, a nawet białe i czerwone. Jak mówi lokalna legenda, na ich dnie mieszkają duchy i to właśnie od ich humoru zależy, jaki kolor przyjmie woda. Flores, podobnie jak cała Indonezja, wierzy głęboko w magię, którą wszystko jest tu podszyte i chętnie tłumaczone. Magia leczy i uzdrawia bądź przeciwnie – sprowadza na kogoś zły urok. Tylko od nas zależy, czy także w te legendy uwierzymy, ale z jednego musimy zdawać sobie sprawę: jeśli poddamy się mistycznej atmosferze indonezyjskich wysp, nie będzie to wcale takie trudne.

 

Warany, największe obecnie żyjące jaszczurki na świecie, zamieszkują Park Narodowy Komodo

© Wonderful Indonesia

 

NA WYSPIE BOGÓW

Paul Theroux, należący do najwybitniejszych pisarzy podróżników XX w., jedną ze swoich wypraw odbył kajakiem. Przepłynął nim część Pacyfiku od wybrzeży Nowej Zelandii po Hawaje. W literackim dzienniku z tej niezwykłej włóczęgi (pt. Szczęśliwe wyspy Oceanii. Wiosłując przez Pacyfik) tak opisał swoje przemyślenia na temat odwiedzanych lądów: Elementem wspólnym nie jest pejzaż wysp ani ich położenie na mapie świata, lecz sam charakter miejsca otoczonego przez wodę, żywioł sam w sobie magiczny i będący czynnikiem przemiany. Wyspa ma szczególną moc panowania nad swoimi mieszkańcami – czy to rodzimymi, czy to rozbitkami, czy też domniemanymi kolonistami – i chyba dlatego wyspy są tak pełne mitów i legend. Ten fragment doskonale oddaje specyfikę jednej z najbardziej niezwykłych wysp Indonezji – pełnej magii i uroku, od lat przyciągającej podróżnych tajemniczą siłą Bali. Popularnym kierunkiem turystycznym stała się ona już w latach 20. XX w. Wtedy odkryła ją europejska i amerykańska bohema. Wakacje spędzali tu m.in. aktor Charlie Chaplin czy pisarz H.G. Wells.

Ten uwielbiany przez turystów zakątek Indonezji jest pod wieloma względami wyjątkowy, m.in. z powodu swojej historii. W czasach kolonialnego podboju wyspa długo zachowywała niezależność od Holendrów, którzy zaczęli ją sobie podporządkowywać dopiero od lat 40. XIX stulecia. Bali stanowi także dziś kroplę hinduizmu w morzu dominującego w kraju islamu. Hinduistami jest aż ok. 83 proc. z jej 4,5 mln mieszkańców. Hinduizm balijski to w istocie mieszanka hinduizmu z elementami buddyzmu i lokalnych wierzeń animistycznych. Religijność wyspiarzy widać na każdym kroku. Balijczycy zaczynają dzień od złożenia ofiary i tak również go kończą. Pragną nią przejednać złe demony i podziękować dobrym bogom. W tym celu przygotowują specjalne podarki, które umieszczają w koszach wiszących nad skrzyżowaniami ulic, przed wejściami do supermarketów czy sklepów, szpitali, szkół i urzędów. Jednym z popularnych rytuałów jest też piłowanie zębów – ostre uzębienie uchodzi tutaj za symbol złych duchów. Zgodnie z tradycją Balijczykom już we wczesnej młodości skraca się sześć przednich zębów (górne siekacze i kły). W ten sposób wypędza się z człowieka demony i otacza się go ochroną.

Ta niemal namacalna wiara w magię i wyższe siły kierujące ludzkim życiem jest na Bali wszechobecna, stanowi naturalny element codziennego życia mieszkańców. Przyjazne i złośliwe duchy wnikają w tkankę balijskich wiosek i miasteczek, snują się nad licznymi polami ryżowymi i wypełniają lasy deszczowe. Słusznie określa się więc Bali mianem Wyspy Bogów. Niemal wszędzie spotkamy na niej malownicze świątynie, będące jej prawdziwą wizytówką. Na stosunkowo niedużym terenie (ok. 5,7 tys. km²) znajduje się tu ich ponad 20 tys. Co znamienne, w każdej, nawet najmniejszej osadzie można natknąć się na kapliczki i inne miejsca kultu. Do jednej z najbardziej charakterystycznych, tłumnie odwiedzanych świątyń Bali należy Pura Ulun Danu Bratan (Pura Bratan), spektakularnie położona nad jeziorem Bratan, na północny wyspy. Ważnym tutejszym ośrodkiem religijnym jest także leżąca ok. 22 km w linii prostej na południowy wschód stąd Świątynia Świętej Wody – Pura Tirta Empul. Wzniesiono ją w X w. w miejscu bijącego źródła, które ma ponoć magiczną i uzdrawiającą moc: podobno ten, kto się w nim zanurzy, nigdy się nie zestarzeje. Za najważniejszy i największy ośrodek kultu na Bali uważa się Pura Besakih. To imponujący kompleks kilkudziesięciu świątyń zbudowanych na zboczach wulkanu Agung (3031 m n.p.m.). Często odbywają się tu ważne ceremonie i docierają liczne pielgrzymki hinduistów ubranych w kolorowe sarongi bądź tradycyjne balijskie śnieżnobiałe stroje.

 

BALIJSKIE SKARBY

Wzdłuż wybrzeża Bali, zwłaszcza na wschodzie i południu, leżą kurorty, mniejsze osady i miasteczka. Stolicą wyspy jest 900-tysięczny Denpasar, do którego ze względu na znajdujący się w tym rejonie port i międzynarodowe lotnisko zwykle najpierw docierają podróżni. Jeśli ktoś lubi życie nocne, powinien stąd wyskoczyć na południe – do pełnej backpackerów i innych turystów imprezowej Kuty. Kto woli zatrzymać się w nieco spokojniejszym miejscu, niech postawi na miasto Ubud, położone w otoczeniu pól ryżowych. Mimo popularności wśród przyjezdnych nie straciło ono swojego czaru i jest jednym z najbardziej urokliwych zakątków w całej Indonezji. Ze względu na położenie wydaje się świetną bazą wypadową dla tych, którzy chcą wypożyczyć samochód lub skuter i zjechać na własną rękę pobliskie plaże, ukryte w lesie tropikalnym wioski czy plantacje owoców i kawy.

Miasto stanowi też artystyczne i duchowe serce Bali. Ubud wypełniają świątynie, eleganckie sklepy, kawiarnie, muzea oraz galerie z pracami lokalnych twórców. Przy wąskich uliczkach stoją budynki w tradycyjnym balijskim stylu. Miejscowe domostwa okolone są najczęściej murem (który ma strzec mieszkańców przed złymi duchami) i konstruowane wedle ściśle określonych zasad. Od frontu znajduje się pawilon do przyjmowania gości, a w środku – obszerny dziedziniec z właściwym budynkiem mieszkalnym, ozdobioną ornamentami świątynią i otaczającymi ją posągami. Tym, co w Ubud zwraca uwagę, jest również tradycyjny styl hoteli czy bungalowów. Swoim charakterem świetnie współgrają one z krajobrazem – nie spotkamy tu wysokich, szklanych wieżowców i apartamentowców, które dominowałyby w okolicy. Jeden z doskonałych przykładów miejscowej idealnie dopasowanej do otoczenia architektury stanowi stojący w sercu miasta Puri Saren Agung, kompleks z pałacem wzniesiony na początku XIX w., a następnie odbudowany w 1917 r. po trzęsieniu ziemi. Warto odwiedzić go zwłaszcza po zachodzie słońca, gdy odbywają się pokazy tradycyjnego tańca balijskiego, uważanego na wyspie za najważniejszy rodzaj sztuki. Służy on rozrywce, ale – jak niemal wszystko tutaj – ma także znaczenie religijne. Jest jednym ze sposobów na zbliżenie się człowieka do bóstw i opowiedzenie śmiertelnikom ich historii.

 

SMAKI TROPIKALNEGO RAJU

Inna specjalność najpopularniejszej wyspy Indonezji to masaż balijski, opierający się na technikach zaczerpniętych z medycyny chińskiej, akupresury, aromaterapii, refleksologii i ajurwedy. Ze względu na swoją skuteczność i relaksacyjne działanie stał się znany na całym świecie, również w Polsce, jednak na Bali zdaje się mieć wyjątkową moc. Najlepiej skusić się na niego na którejś z licznych plaż, gdzie dzięki szumowi morza i zapachowi orientalnych olejków rzeczywiście można się odprężyć.

Kolejną wielką atrakcję stanowią tu właśnie plaże, na południu szersze i jaśniejsze, na północy wulkaniczne i ciemniejsze. Przyciągają wszystkich przyjezdnych: zarówno tych, którzy chcą po prostu poleżeć i wypocząć, jak i osoby szukające okazji do uprawiania sportu. Dla wielu miłośników nurkowania ulubioną częścią wyspy jest północne i przede wszystkim wschodnie wybrzeże, w pobliżu którego można znaleźć mieniące się kolorami rafy koralowe i liczne wraki oraz spotkać przedstawicieli bogatej fauny. Amatorzy surfingu najchętniej wybierają się na południe – m.in. na plaże w okolicach Kuty oraz miejscowości Seminyak i Canggu. Z kolei moim absolutnym odkryciem była srebrzysta plaża Nyang-Nyang na samym południowym krańcu Bali, rozciągająca się na długości ok. 1,5 km. Aby się na nią dostać, należy odbyć kilkugodzinny trekking z Pecatu lub świątyni Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Ten utrudniony dostęp sprawia, że wydaje się ona jedną z bardziej dziewiczych i naturalnych plaż w tej części wybrzeża. Jeśli zaś trafimy na wschód wyspy, warto zajrzeć na plaże w pobliżu miejscowości Amed. Są długie i szerokie, w niektórych mniej uczęszczanych miejscach niemal śnieżnobiałe, w tych bardziej popularnych – wypełnione restauracjami, kawiarniami i warungami, czyli barami lub po prostu budkami z pysznymi lokalnymi specjałami i świeżo wyciskanymi sokami.

Jeśli już wspominamy o jedzeniu, należy zdawać sobie sprawę, że kuchnia Indonezji, zrodzona z inspiracji m.in. smakami Indii, Chin i Bliskiego Wschodu, jest równie różnorodna i bogata we wpływy rozmaitych kultur jak sam kraj. Wydaje się zatem kolejnym tematem na osobną opowieść. Typowe indonezyjskie produkty to przede wszystkim ryż, uprawiany na licznych plantacjach, a także tropikalne owoce, które zwykle trudno spotkać w innych częściach globu, takie jak choćby rambutan. Ma on wielkość śliwki, a jego – zależnie od odmiany – purpurową, czerwoną lub pomarańczową skórkę pokrywają włoski (stąd zresztą pochodzi jego nazwa, rambut w języku malezyjskim oznacza „włosy”). Osobliwym owocem jest też salak jadalny (oszpilna jadalna), uprawiany głównie na Jawie i Sumatrze. Kształtem przypomina czosnek, ale z twardą, kłującą skórką przywodzącą na myśl łuski. Bardzo pożywny salak jadalny świetnie gasi pragnienie, a sami Indonezyjczycy uważają go za środek wzmacniający odporność. Kluczowym elementem tutejszej sztuki kulinarnej są jednak przyprawy. W Indonezji dania doprawia się przede wszystkim goździkami, kardamonem, kurkumą, galangalem, trawą cytrynową, czosnkiem, pastami z krewetek i orzechów ziemnych oraz papryczkami chili. Największym królem dodatków decydujących o charakterze potraw jest mleczko kokosowe – w żadnym innym kraju na świecie nie używa się go tyle co tu.

Do tradycyjnych dań indonezyjskiej kuchni należą nasi goreng – smażony ryż z rozmaitymi przyprawami, słodkim sosem sojowym i mięsem lub warzywami, satay (sate) – kawałki lub plastry mięsa (najczęściej kurczaka bądź jagnięciny) grillowane na patyczku bambusowym i podawane z sosem orzechowym, jak również nasi padang – ryż serwowany z mięsem, rybą albo warzywami, polany mleczkiem kokosowym z curry, limonką, czosnkiem i masą ziół. Te trzy potrawy pachnące dalekim Orientem spotkamy w Indonezji wszędzie, ale wiele pozycji z menu Indonezyjczyków przyrządza się tylko na konkretnej wyspie czy w danym regionie. Typowe tradycyjne dania zjemy na Jawie. Najbardziej pikantne podaje się w warungach i restauracjach Sumatry. Z wysublimowanych i najpiękniej serwowanych potraw słynie Bali i pobliska wyspa Lombok (jej nazwa w tłumaczeniu na polski oznacza swoją drogą paprykę chili).

Właśnie ta ostatnia, spokojniejsza i słabiej rozpoznawalna niż jej popularna sąsiadka, będzie ostatnim przystankiem naszej podróży po tym fascynującym kraju. Lombok najlepiej odwiedzić w maju, na początku pory suchej – zachwyca wówczas bujną roślinnością, jaka rozwinęła się po kilku miesiącach letniego monsunu. Jej góry i wzniesienia są jednak przez cały rok pokryte soczyście zielonymi lasami deszczowymi, które – gdy spojrzy się na nie z większej odległości – zdają się wspinać znad złocistych plaż pod samo niebo. W tutejszym krajobrazie wyróżnia się czynny wulkan Rinjani (3726 m n.p.m.), dla mieszkańców od wieków stanowiący serce wyspy i miejsce święte. Zresztą cała Lombok wydaje się, podobnie jak większa od niej Bali, emanować magią i od pierwszej wizyty oczarowuje. Jej tajemniczą atmosferę zdają się potwierdzać słowa wspomnianego Paula Theroux, który podczas swojego rejsu po oceanie napisał: Nie wiem, czy to złudzenie czy nie, ale ową aurę tajemnicy i władzy wyczuwają wszyscy rodowici mieszkańcy wysp i wszyscy, którzy do nich tęsknią. Wyspa pod wieloma względami przewyższa księstwo. Jest ostatecznym schronieniem – światem magicznym i niezniszczalnym.

Wydanie jesień-zima 2018

Estonia na lato

KAZIMIERZ POPŁAWSKI
www.eesti.pl

<< Chociaż małą Estonię można przemierzyć z zachodu na wschód i z północy na południe w ciągu kilku godzin, nie warto się spieszyć. Lato również długo zbiera się do wizyty w tym kraju. Kiedy już tutaj zajrzy, oferuje podróżnikom to, co najlepsze – słoneczną pogodę, ciepłe morze i białe noce. >>

Więcej…