Miejscowość Azenhas do Mar położona na stromym klifie w gminie Sintra
T09ARH1E

© TURISMO DE PORTUGAL/JOSE MANUEL

MAGDALENA BARTCZAK


Przyjazny śródziemnomorski klimat, egzotyczne krajobrazy, różnorodna kuchnia, fascynująca historia, bogactwo architektury, liczne plaże rozciągnięte nad Atlantykiem i ogromna gościnność mieszkańców to tylko niektóre z wielu zalet Portugalii. Ten nieduży kraj pełen turystycznych atrakcji leży na samym krańcu Europy. Dlatego przez długi czas jego terytorium określano mianem „finis terrae”, czyli „koniec świata” bądź „koniec lądu”.


Właśnie tu znajduje się najdalej na zachód wysunięty punkt stałego lądu kontynentu europejskiego – Cabo da Roca, skalisty przylądek położony ok. 40 km od Lizbony, w Parku Naturalnym Sintra-Cascais (Parque Natural de Sintra-Cascais). Od lat pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych atrakcji Portugalii. Jest to miejsce magiczne i obdarzone niezaprzeczalnym urokiem, a to m.in. z tego powodu, że przez wieki, aż do pierwszych międzykontynentalnych ekspedycji i odkryć geograficznych było dla Europejczyków symbolicznym końcem znanego im świata. Świadczy o tym chociażby zdanie, które do dziś widnieje na tablicy umieszczonej na tutejszym obelisku. Pochodzi ono z eposu Luzjady autorstwa jednego z najsłynniejszych portugalskich mistrzów pióra, nazywanego księciem poetów, Luísa Vaza de Camõesa (ok. 1524–1580): Tu, gdzie ziemia się kończy, a morze zaczyna.


Najcharakterystyczniejszy punkt przylądka, od którego otrzymał on swoją nazwę, stanowi potężny klif (wnoszący się na 144 m n.p.m.), wspinający się pod niebo nad niespokojnymi wodami oceanu. Ponoć dokładnie tutaj, w miejscu zwanym przez starożytnych Rzymian Wielkim Przylądkiem (Promontorium Magnum), można podziwiać najpiękniejsze i najbardziej spektakularne zachody słońca w Portugalii. Urody Cabo da Roca dodaje zbudowana w 1772 r. latarnia morska (Farol do Cabo da Roca) i samo otoczenie – dziki, nieco opustoszały krajobraz przywodzący na myśl niepokojące obrazy z gotyckich powieści.


ZŁOCISTE WYBRZEŻE

Równie zjawiskowo prezentuje się całe portugalskie wybrzeże. W tym niewielkim kraju (ponad 92 tys. km² powierzchni i niemal 10,5 mln mieszkańców) mnóstwo jest urokliwych nadmorskich miasteczek, klimatycznych wiosek rybackich i pięknych, często nieodkrytych przez turystów plaż. W samej okolicy Cabo da Roca leży np. dzika i otoczona potężnymi skałami Plaża Niedźwiedzia (Praia da Ursa), na której ze względu na utrudniony dostęp raczej nie natkniemy się – nawet w sezonie – na tłumy ludzi. W pobliżu wspomnianego przylądka, także na terenie Parku Naturalnego Sintra-Cascais, znajduje się również rozległa i całkowicie piaszczysta Praia Grande (czyli Wielka Plaża), słynąca m.in. ze znakomitych warunków do uprawiania sportów wodnych. Ich miłośnicy ściągają tu z całego kraju, a przede wszystkim z położonej ok. 30 km na wschód stąd Lizbony.


W sąsiedztwie stolicy wybierzemy się też na dużo innych godnych polecenia plaż, które regularnie trafiają na listy najlepszych tego typu miejsc nie tylko w Portugalii, lecz także w Europie. Wiele z nich znajduje się w miejscowości Cascais. Od Lizbony dzieli ją zaledwie pół godziny jazdy podmiejskim pociągiem. Z założonej w XII w. osady rybackiej zmieniła się ona w elegancki kurort, kuszący uroczymi wąskimi uliczkami, wartym dłuższej wizyty targiem z rybami i owocami morza oraz licznymi parkami, skwerami i muzeami. To właśnie w sąsiedztwie Cascais, w pobliżu XVII-wiecznej fortecy zamienionej w hotel i restaurację (Fortaleza do Guincho) rozciąga się rozległa i złocista plaża Guincho (Praia do Guincho), nieco dzika i pełna soczyście zielonych wydm. Słynie ona z występujących w tym rejonie silnych wiatrów (znacznie łatwiej i przyjemniej jest tutaj więc uprawiać surfing, kite- i windsurfing niż się kąpać) i tego, że kilkakrotnie pojawiła się na dużym ekranie. Najbardziej znaną produkcją, w której posłużyła za scenerię, był jeden z filmów o przygodach Jamesa Bonda – W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości (1969). W tej okolicy brytyjski agent (grany przez George’a Lazenby’ego) ratował z burzliwych fal oceanu piękną Tracy (czyli Contessę Teresę di Vicenzo), kreowaną przez Dianę Rigg.


Mnóstwo cudownych portugalskich plaż – uznawanych za prawdziwe skarby przyrody – kryje również region Algarve, czyli najdalej na południe wysunięta część kraju. Znajdziemy tu m.in. otoczoną skałami, jaskiniami i klifami bajeczną Praia da Marinha czy Praia da Rocha, która zachwyca krystalicznie przejrzystą, lazurową wodą i grotami wyrzeźbionymi w wapieniu przez fale Atlantyku.


PORTUGALSKIE SMAKI

Kolejną zaletą portugalskiego wybrzeża jest niewątpliwie wspaniała kuchnia słynąca z ryb i owoców morza, dostępnych – oczywiście – w restauracjach, sklepikach i supermarketach w całym kraju, ale ze względu na codzienne połowy najlepiej smakujących właśnie nad oceanem. Portugalczycy – obok Islandczyków i Japończyków – należą do społeczeństw spożywających statystycznie najwięcej ryb na świecie (ok. 60 kg na osobę rocznie). Ich narodową potrawę stanowi dorsz (bacalhau), którego podobno przyrządza się tu na ponad 360 sposobów! Prawdziwym kulinarnym skarbem Portugalii są także sardynki (sardinhas), jedna z najpopularniejszych przekąsek. Zjada się je równie chętnie na słono, jak i na słodko.


Mieszkańcy tego kraju przepadają też za wszelkiego rodzaju gulaszami i zupami, a za najbardziej typową pozycję w ich menu uchodzi przysmak, który łączy w sobie te dwa typy dań. Caldeirada, bo o niej mowa, przypomina gęstą zupę rybną przygotowaną m.in. z dorsza bądź halibuta, małż, kalmarów i ostryg. Wydaje się zresztą, że zakochani w owocach morza Portugalczycy dodają je do niemal każdej potrawy. Wystarczy wspomnieć, iż jedno z najpopularniejszych dań mięsnych to porco à alentejana, czyli gotowana wieprzowina z małżami (wieprzowina po alentejańsku). Poza tym wśród mięs królują wołowina i baranina, często podawane w formie grillowanej, w towarzystwie znakomitej tutejszej oliwy (określanej ze względu na swoją wysoką jakość płynnym złotem) i licznych przypraw, m.in. czosnku, goździków i słodkiego pieprzu. Jedno można stwierdzić na pewno: choć miłość mieszkańców Portugalii do wszystkiego, co da się wyłowić z morza, jest od wieków niezmienna, to ich kuchnia szczyci się niezmiernie różnorodnymi smakami i inspiracjami. Przyczyniły się do tego np. panowanie Arabów, wyprawy odkrywcze i kolonizacja obszarów na innych kontynentach. Dziś w portugalskiej sztuce kulinarnej znajdziemy wpływy arabskie, chińskie, japońskie, hinduskie, brazylijskie bądź afrykańskie. To bez wątpienia sprawia, że uchodzi ona za jedną z najciekawszych i najbardziej zróżnicowanych na świecie.


Prawdziwą specjalność Portugalczyków stanowią również znakomite szlachetne trunki, m.in. produkowane na północnym zachodzie kraju vinho verde. Najsłynniejszym tutejszym wyrobem alkoholowym pozostaje jednak porto – najczęściej słodkie (choć zdarzają się także odmiany wytrawne i półwytrawne) wino wzmacniane, powstające w wyniku fermentacji winogron zbieranych na północy, w dolinie rzeki Douro. Zdecydowanie najlepiej smakuje ono w noszącym tę samą nazwę niemal 240-tysięcznym mieście, drugim pod względem wielkości po Lizbonie. W Porto i okolicy działa wiele znakomitych winiarni, do których warto wybrać się na degustację. Na zainteresowanie zasługują choćby te w miejscowości Vila Nova de Gaia (w obszarze metropolitalnym Porto), położone tuż nad rzeką. Rozciąga się stąd wspaniały widok na oba brzegi, a w pobliskim porcie wciąż można natknąć się na tradycyjne drewniane barki wykorzystywane niegdyś do przewozu wina w dół Douro.


CERAMICZNE OBRAZY

Malownicze krajobrazy regionu winiarskiego Alto Douro (Górne Douro)

7842182530 4b9846dd63 o
© PORTO CONVENTION & VISITORS BUREAU

W Porto powinno się spędzić co najmniej 2–3 dni, aby odkryć jego piękno i na spokojnie móc poddać się jego urokowi. Stare portugalskie przysłowie mówi: W Porto pracują, w Bradze się modlą, w Coimbrze studiują, a w Lizbonie wydają. To zdanie świetnie oddaje charakter tego ruchliwego, nieco zabieganego miasta, które od rana do wieczora tętni życiem. Spacer po nim najlepiej będzie rozpocząć od leżącej nad samą rzeką dzielnicy Ribeira, pełnej krętych, klimatycznych uliczek i interesujących zabytków. Do tych ostatnich należą m.in. potężna, a przy tym niezwykle surowa w swojej architekturze Katedra (Sé do Porto) z XII stulecia czy oszałamiający bogatym wystrojem Kościół św. Franciszka (Igreja de São Francisco), ukończony w 1410 r. Warto też skusić się na przechadzkę po ogromnym Mercado do Bolhão – najstarszym w Porto nieprzerwanie działającym targowisku, gdzie od samego rana można kupić przepyszne ryby, owoce morza, warzywa i owoce czy piękne kwiaty. W innym budynku (z 1885 r.), który niegdyś stanowił popularny targ, czyli Mercado Ferreira Borges, znajduje się dziś cieszące się dużym zainteresowaniem centrum kulturalne. Organizuje się w nim spektakle teatralne, happeningi, wystawy i koncerty. Z placu Wolności (Praça da Liberdade) przez aleję Aliantów (Avenida dos Aliados) dotrzemy z kolei do okazałego Ratusza Miejskiego (Paços do Concelho do Porto, Câmara Municipal do Porto), jednego z największych w Europie. Wygląda, jakby miał kilkaset lat, ale jego budowę rozpoczęto w 1920 r.


Ogromne wrażenie robi również pobliski późnobarokowy Kościół św. Ildefonsa (Igreja de Santo Ildefonso), ukończony w 1739 r. Jego fasadę zdobią azulejos – kwadratowe ceramiczne płytki stanowiące znak rozpoznawczy architektury portugalskich miast i miasteczek. Sposób ich wyrobu przywieźli ze sobą Maurowie. Dekorowanie nimi budynków stopniowo rozwinęło się w prawdziwą sztukę. Ułożone z nich mozaiki przedstawiają najczęściej ważne sceny z historii, motywy mitologiczne lub religijne bądź miejskie krajobrazy, kwiaty, drzewa i zwierzęta. Azulejos pokrywają całe ściany, podłogi i place w wielu parkach, pałacach, kościołach i klasztorach, a nawet zwykłych budynkach mieszkalnych.


Jeden z najwspanialszych w Portugalii przykładów wykorzystania tej techniki ozdabiania budowli stanowi Pałac Narodowy w Sintrze (Palácio Nacional de Sintra), położony ok. 25 km od Lizbony. Jego historia sięga jeszcze czasów islamskich, ale swoją współczesną postać zawdzięcza on przebudowom przeprowadzonym w XIV, XV i XVI w. już z inicjatywy portugalskich władców, którzy mieli tu swoją letnią rezydencję. Do dziś pałac ten (zachwycający oszałamiającymi wnętrzami wyłożonymi misterną siatką azulejos) należy do najdoskonalszych w całym kraju obiektów łączących styl manueliński i mauretański. Zdecydowanie zasługuje więc na dłuższą wizytę, podczas której będziemy mogli w pełni docenić jego czar.


STOLICA MELANCHOLII

Arco da Rua Augusta przy lizbońskim placu Handlowym ukończono w 1875 r.
Praca-do-Comercio-I

© TURISMO DE LISBOA VISITORS & CONVENTION BUREAU

Każde miasto świata wydaje się mieć w sobie smutek, z którego nie potrafi się wyzwolić. W pewnych miejscach jest on prawie niezauważalny, w innych stanowi element dominujący, wgryza się w każdy kąt i wypełnia ulice i skwery. Melancholia przenika roztańczone tangiem Buenos Aires, gdzie pojawia się pod postacią mufy. Nad Wiedniem unosi się Traurigkeit. Stambułowi natomiast lirycznej urody dodaje tzw. hüzün, czyli – jak pisał m.in. turecki noblista Orhan Pamuk – rodzaj zbiorowego smutku, na jaki cierpią jego mieszkańcy. Na liście miast, którym czaru i urody dodaje unoszący się w powietrzu melancholijny nastrój, niewątpliwie znajduje się też Lizbona, najdalej na zachód wysunięta stolica kontynentalnej Europy, zamieszkana (wraz z przedmieściami tworzącymi zespół metropolitalny) przez ponad 2,8 mln ludzi. Jej ulice, place i podwórka wydają się przesiąknięte saudade. To słowo, według Portugalczyków nieprzetłumaczalne na inne języki, kryje w sobie tęsknotę za przeszłością, doświadczanie przemijania bądź poczucie braku czegoś, co zostało utracone. Wydaje się, że ten „narodowy smutek”, jak nazywał go jeden z najbardziej znanych portugalskich autorów Fernando Pessoa (1888–1935), najmocniej odczuwalny bywa w Alfamie. Tej dzielnicy nie można ominąć przy okazji wizyty w Lizbonie. Właśnie w tym rejonie znajdują się najstarsze budynki w całym mieście, ponieważ był jedną z nielicznych jego części niedotkniętych przez potężne (i należące do największych w historii ludzkości) trzęsienie ziemi z 1 listopada 1755 r., które niemal doszczętnie zrujnowało stolicę Portugalii.


Do najsłynniejszych tutejszych budowli zalicza się Zamek św. Jerzego (Castelo de São Jorge), górująca nad okolicą twierdza, wzniesiona w połowie XI w. przez Maurów. Forteca pozostawała w ich rękach do października 1147 r. Wówczas w trakcie rekonkwisty odbił ją pierwszy portugalski król Alfons I Zdobywca (1109–1185). W połowie XIII stulecia, gdy przeniesiono stolicę królestwa z Coimbry do Lizbony, zamek stał się siedzibą dworu. Przez pewien okres służył również za koszary i więzienie. Wspomniane trzęsienie ziemi okazało się dla niego tragiczne w skutkach – został wtedy poważnie zniszczony i dopiero w latach 40. XX w. rozpoczęto w nim prace restauratorskie, przywracające mu wcześniejszą świetność i czyniące go wizytówką miasta. Położona malowniczo na wzgórzach Alfama pełna jest nie tylko historycznych atrakcji, ale też stromych brukowanych uliczek. Niektóre są tak wąskie, że niewskazane byłyby próby wjechania w nie samochodem. Wśród nastrojowych zaułków natkniemy się na mnóstwo barów i restauracji z graną na żywo muzyką fado. Narodziła się ona w XIX w. m.in. w tej dzielnicy, wówczas jednej z najuboższych w całej stolicy. Według samych Portugalczyków ten gatunek, określany także mianem portugalskiego bluesa, najlepiej wyraża ich poczucie melancholii i ma charakter trudny do podrobienia poza granicami kraju.


Kolejnym charakterystycznym elementem lirycznego pejzażu Alfamy jest żółty pojazd, który już na dobre stał się wizytówką Lizbony. Mowa o legendarnym tramwaju nr 28 (eléctrico 28). Należy on do starego taboru pochodzącego jeszcze z końca XIX w. i od tego czasu niemal nieprzerwanie służącego lizbończykom. Dla porządku warto jednak dodać, że choć ta linia, zainaugurowana w 1914 r., kojarzona bywa głównie z tą dzielnicą, to tak naprawdę prowadzi również przez inne części miasta, a swoją trasę zaczyna w parafii (freguesia) Campo de Ourique, obok której leży XIX-wieczny Cmentarz Prazeres (Cemitério dos Prazeres), ważne miejsce w stolicy. Po drodze tramwaj nr 28 przejeżdża też np. przez położony w centralnej dzielnicy Baixa reprezentacyjny plac Handlowy (Praça do Comércio) ze wznoszącymi się nad nim pomnikiem króla Józefa I Reformatora (1714–1777) i kamiennym łukiem triumfalnym (Arco da Rua Augusta). To bez wątpienia prawdziwe serce Lizbony. Właśnie tu znajduje się również m.in. najstarsza kawiarnia w całym mieście – Café-Restaurante Martinho da Arcada, która działa nieprzerwanie od kilku stuleci. Stała się ona jednym z ulubionych miejsc spotkań towarzyskich lizbończyków już w styczniu 1782 r.


Z tymi klimatycznymi, zanurzonymi w portowej atmosferze placami, ulicami i lokalami wydaje się kontrastować nowoczesna dzielnica o nazwie Park Narodów (Parque das Nações). Ten obszar rozwinął się pod koniec lat 90. XX w. przy okazji wystawy światowej Expo’98 zorganizowanej w 1998 r. w Lizbonie. Podziwiać tutaj można wiele budynków, które zachwycą nas swoim nowoczesnym minimalizmem. Wśród nich jest największe w Europie Oceanarium Lizbony (Oceanário de Lisboa) ze zgromadzonymi na powierzchni 20 tys. m² ponad 8 tys. stworzeń morskich reprezentujących 500 różnych gatunków. Od momentu powstania w 1998 r. uchodzi za jedną z najwspanialszych atrakcji turystycznych stolicy Portugalii. Inny symbol tutejszej architektury stanowi znajdujący się niedaleko oceanarium słynny most Vasco da Gamy (Ponte Vasco da Gama), łączący wchłoniętą już właściwie przez miasto miejscowość Sacavém z drugim brzegiem Tagu, a ściślej miasteczkami Montijo i Alcochete. Został on oddany do użytku jeszcze przed Expo’98, 29 marca 1998 r., w 500. rocznicę odkrycia drogi morskiej z Europy do Indii przez portugalskiego żeglarza. Rozpięta nad Tagiem konstrukcja robi ogromne wrażenie nie tylko ze względu na swój nowoczesny styl, lecz także rozmiary. Ponte Vasco da Gama ma ponad 17 km długości i 6 pasów ruchu, co czyni go najdłuższym mostem na kontynencie europejskim i jednym z najszerszych.


WIECZNA WIOSNA

Urokliwe miasto Câmara de Lobos

Camara Lobos TS Turismo da Madeira 01
© T. S./TURISMO DA MADEIRA

Portugalię często określa się mianem małego kraju pełnego wielkich marzycieli. To właśnie dzięki nim w przeszłości stała się ona potężnym imperium kolonialnym. Dzięki kolejnym wyprawom i odkryciom takich podróżników jak Ferdynand Magellan (1480–1521) czy Vasco da Gama (ok. 1460 lub 1469–1524) stopniowo poszerzała swoje pozaeuropejskie granice. Była zresztą pierwszym państwem ówczesnej Europy, które organizowało zamorskie podboje. Pierwsza tego typu wyprawa odbyła się w sierpniu 1415 r. i zakończyła się zdobyciem afrykańskiej Ceuty (przejętej później, w 1580 r., przez Hiszpanów). W czasach świetności Portugalia swoimi wpływami sięgała trzech kontynentów i panowała na kilkudziesięciu podbitych terytoriach – od Brazylii przez Mozambik i Angolę oraz znaczącą część Indii aż po tereny Dalekiego Wschodu, w tym m.in. Timor Portugalski i japońskie Nagasaki. Ten europejski kraj najdłużej zachował też swoje kolonie – ostatnim miejscem opuszczonym przez Portugalczyków było miasto Makau, przekazane w grudniu 1999 r. Chinom.


Do takich marzycieli podbijających świat należała również dwójka odkrywców, którzy w 1418 r. podczas jednego z rejsów za sprawą gwałtownego sztormu trafili przypadkiem na wysepkę Porto Santo (42,5 km² powierzchni) w bezludnym wówczas archipelagu leżącym niemal 1 tys. km od Lizbony i mniej więcej 700 km od wybrzeża Afryki. Żeglarze João Gonçalves Zarco (ok. 1390–1471) i Tristão Vaz Teixeira (ok. 1395–1480), do których dołączył Bartolomeu Perestrelo (ok. 1394–1457), służący w portugalskim wojsku, w kolejnych miesiącach przybili do następnych wysp położonych w pobliżu – niedużej Vermeli Fory i największej ze wszystkich (ponad 740 km2 powierzchni) Madery. Ta ostatnia od razu zachwyciła Portugalczyków swoją wielką urodą. Ze względu na wszechobecną soczystą zieleń i liczne drzewa zdecydowanie odróżniała się od innych, bardziej pustynnych rejonów archipelagu. Nazwana przez odkrywców „Wyspą Drewna” (madeira po portugalsku oznacza „drewno”), stała się prawdziwym skarbem rodzącego się portugalskiego imperium i stanowiła odtąd częsty cel kolejnych wypraw. Coraz liczniejsi mieszkańcy Madery, której kolonizacja rozpoczęła się w 1425 r., zaczęli bogacić się na współpracy handlowej nie tylko z kontynentalną częścią kraju, ale też nowoodkrytymi terenami w Ameryce Południowej (w 1500 r. Portugalczycy dopłynęli do brzegów późniejszej Brazylii), a region zyskiwał na znaczeniu.


Choć od tego czasu wiele zdążyło się zmienić, a Portugalia przestała być imperialną potęgą i straciła swoją wysoką pozycję polityczną, to odkryty przez trójkę żeglarzy archipelag do dziś przyciąga swoją egzotyczną urodą. Stanowi nieco zagadkową i trudną do zaklasyfikowania ziemię pogranicza – zagubioną wśród wód Oceanu Atlantyckiego, leżącą między Europą a Afryką, oddaloną o setki kilometrów od wybrzeży obu kontynentów. Ze względu na łagodny klimat nazywa się Maderę „krainą wiecznej wiosny”. Temperatury rzadko osiągają w tym rejonie ekstremalne wartości. Latem wynoszą nie więcej niż 25°C, a zimą – nie mniej niż 20. Dzięki doskonałym warunkom klimatycznym i żyznym wulkanicznym glebom panują tu znakomite warunki do wytwarzania wina madera, które obok porto ma opinię najlepszego w całym kraju. Historia produkcji tego szlachetnego trunku na archipelagu sięga ponad 300 lat wstecz. Obecnie jego sprzedaż jest najważniejszą częścią lokalnej gospodarki zaraz obok turystyki, która z roku na rok coraz bardziej się rozwija, co potwierdza m.in. fakt, że w 2016 r. w głosowaniu organizowanym wśród użytkowników największego na świecie serwisu podróżniczego TripAdvisor Madera, nazywana Perłą Atlantyku, została uznana za jedną z 10 najlepszych wysp w Europie. Czym zasłużyła sobie na taki tytuł? Niewątpliwie jednym z powodów była różnorodność przyrody, która robi tym większe wrażenie, jeśli uświadomimy sobie, na jak małym terytorium się rozwija. Na tym niewielkim lądzie znajdziemy zarówno gęsto zalesione, jak i piaszczyste góry, liczne wodospady i zatoki oraz oszałamiające skaliste klify wznoszące się nad Oceanem Atlantyckim. Najwyższym z nich jest liczący 589 m Cabo Girão, uważany jednocześnie za jeden z największych w całej Europie. Wyjątkowości temu miejscu dodaje zbudowany na nim w październiku 2012 r. szklany taras widokowy, z którego rozpościera się zachwycający widok na okolicę. Słynny klif oraz tutejsze wąwozy i szczyty (m.in. spektakularny Pico Ruivo – 1862 m n.p.m. – i Pico das Torres – 1851 m n.p.m.) są charakterystycznymi elementami pejzażu Madery, ukształtowanej w wyniku serii wybuchów podwodnego wulkanu.


SERCE MADERY

Zapierający dech w piersiach Cabo Girão leży na trasie łączącej dwa najważniejsze miasta na wyspie – Câmara de Lobos i Funchal (stolicę Madery). Pierwsze z nich, niewielkie, 18-tysięczne, położone tuż nad rozciągającą się w dole zatoką, wydaje się miejscem, w którym czas się zatrzymał. Na każdym kroku czuje się w nim, że jeszcze niedawno było skromną i niepozorną osadą rybacką. W porcie do dziś można natknąć się na kutry, których właściciele przed chwilą powrócili z połowów, a na wzgórzach – przespacerować się wśród uroczych białych domków tutejszych rybaków i żeglarzy. To właśnie w Câmara de Lobos znajduje się najstarsza świątynia katolicka na Maderze, wybudowana w 1420 r. Kaplica Matki Boskiej z Conceição (Capela de Nossa Senhora da Conceição). Kilka uliczek dalej przez jakiś czas mieszkał jeden z najsłynniejszych gości, którzy zawitali na tę wyspę, sam brytyjski premier Winston Churchill (1874–1965). Polityk oddawał się tutaj błogiemu odpoczynkowi, ale też rozwijał swoją artystyczną pasję. Zainspirowany otaczającymi go uroczymi krajobrazami uwieczniał je na obrazach.


Z drugim ze wspomnianych miast, liczącym 112 tys. mieszkańców Funchal związane są losy innej osobistości, tym razem ze świata sportu. W nim właśnie (w parafii Santo António) 31 lat temu urodził się słynny piłkarz Cristiano Ronaldo, świeżo upieczony mistrz Europy. O ile o obecności Winstona Churchilla na wyspie świadczy kilkanaście pejzaży i kawiarnia nazwana jego imieniem (w której miał on ponoć godzinami przesiadywać), o tyle osoba popularnego sportowca cieszy się obecnie zdecydowanie większym zainteresowaniem. Pod koniec 2014 r. w centrum Funchal postawiono mu wielki pomnik z brązu, a od trzech lat fanów piłki nożnej i jego samego przyciąga tu poświęcone mu Muzeum CR7 (nazwa pochodzi od pseudonimu Portugalczyka). Placówka szczyci się kolekcją liczącą ponad 150 eksponatów związanych z karierą Cristiano Ronaldo. Składają się na nią m.in. jego pierwsze piłkarskie trofea, prywatne zdjęcia, filmy i figura woskowa piłkarza.


Innym znakiem rozpoznawczym stolicy Madery jest położona w jej historycznym centrum , w dzielnicy Santa Maria Maior, potężna Forteca św. Jakuba (Fortaleza de São Tiago do Funchal), przyciągająca wzrok swoim intensywnie żółtym kolorem. Stanowi nie tylko znakomity punkt widokowy, z którego można podziwiać ocean i dużą część wyspy, lecz także największy na niej raj dla miłośników sztuki. Od 1992 r. w murach twierdzy działa Muzeum Sztuki Współczesnej Funchal (Museu de Arte Contemporânea do Funchal – MACFunchal) prezentujące portugalskie dzieła powstałe w ciągu ostatnich 50 lat. Wśród stromych uliczek dzielnicy São Pedro znajdziemy m.in. renesansowe i modernistyczne wille oraz pałace, ogromny Klasztor św. Klary (Convento de Santa Clara), którego dzieje rozpoczynają się pod koniec XV stulecia, oraz Muzeum Historii Naturalnej (Museu de História Natural do Funchal), najstarszą tego typu placówkę na archipelagu, funkcjonującą już od 1929 r. Równie dużo atrakcji oferuje cała rozległa Zona Velha, czyli najdawniejsza część Funchal, słynąca choćby z tego, że właśnie w jej rejonie wybudowali domy pierwsi osadnicy. Po spacerze wśród XV-wiecznych kamienic warto odwiedzić pobliski Targ Rolników (Mercado dos Lavradores) w przepięknym budynku otwartym w listopadzie 1940 r., utrzymanym w stylu art déco i modernizmu. Zobaczymy tu barwny dziedziniec kwiatowy, wspaniałe dekoracje z płytek azulejos i przejdziemy się między stoiskami z rękodziełem artystycznym i kolorowymi straganami, gdzie będziemy mogli spróbować najbardziej typowych lokalnych przysmaków – egzotycznych owoców, serów, wina, owoców morza i ryb, m.in. suszonego wedle tradycyjnej portugalskiej receptury dorsza (bacalhau). Wreszcie na sam koniec zwiedzania najlepiej zostawić sobie ok. 15-minutową wycieczkę koleją gondolową (Teleférico Funchal-Monte) łączącą Zona Velha z leżącą wyżej parafią Monte. Co ciekawe, ze szczytu można zjechać tradycyjnymi wiklinowymi saniami charakterystycznymi dla Funchal. Kierują nimi mężczyźni w słomkowych kapeluszach. Swoje pojazdy rozpędzają, odpychając się nogami od podłoża. Widok przypominających kosze sań w zestawieniu z nowoczesną kolejką znakomicie oddaje charakter zarówno samej Madery, jak i całej Portugalii, kraju na każdym kroku pełnego niespodzianek i harmonijnie łączącego w sobie melancholijny nastrój ze śródziemnomorską radością życia czy dawne tradycje z nowoczesnością.

Artykuły wybrane losowo

Kuba pełna atrakcji

 

EWA SERWICKA

www.dalekoniedaleko.pl

 

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

Imponująca barokowa fasada hawańskiej Katedry z XVIII stulecia

© CUBA TOURIST BOARD

 

Stara Hawana z zabytkowymi kolorowymi kamienicami, malownicze uliczki miasta Trinidad, klub salsy z unoszącym się dymem kubańskich cygar i zapachem rumu, długa, biała plaża z wysmukłymi palmami kokosowymi i krystalicznie czysta, błękitna woda, amerykańskie samochody z ubiegłego wieku na drogach i ludzie uśmiechnięci pomimo trudów życia – tak wygląda Kuba. W tym karaibskim kraju można jednak zobaczyć o wiele więcej. Wyspa jak wulkan gorąca to idealne miejsce na urlop pełen wrażeń.

 

Terytorium Republiki Kuby (ok. 110 tys. km² powierzchni) otaczają wody Zatoki Meksykańskiej, Cieśniny Jukatańskiej, Cieśniny Florydzkiej, Cieśniny Wiatrów (Zawietrznej), Kanału Starobahamskiego i Morza Karaibskiego. W ciągu roku występuje tu pora sucha i deszczowa. Główna wyspa, nieco przypominająca swoim kształtem jaszczurkę, i sąsiadujące z nią mniejsze wysepki wchodzą w skład archipelagu Wielkich Antyli podobnie jak Jamajka, Portoryko czy Haiti (Hispaniola). Funkcję stolicy pełni położona u północno-zachodnich wybrzeży ponad 2,1-milionowa Hawana, zwrócona w stronę półwyspu Floryda, należącego do Stanów Zjednoczonych.

 

Kuba jest krajem fascynującym, pełnym kontrastów, nieco zanurzonym w przeszłości. Zachwycą się nim zarówno miłośnicy zabytków i ciekawostek historycznych, jak i osoby chcące odpocząć na rajskich plażach czy amatorzy sportów wodnych. Serdeczność, otwartość i radość życia Kubańczyków sprawią, że każdy będzie się tu czuł jak miły gość.

 

SPACER PO STAREJ HAWANIE

 

Serce Kuby bije w starej części Hawany – La Habana Vieja. Wypełniają ją zabytkowe place, kolonialne kamienice i uliczki, po których jeżdżą amerykańskie krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. Ubrane w kolorowe stroje Kubanki pozują z turystami do zdjęć. La Habana Vieja ma swój wyjątkowy urok.

 

To kubańskie miasto zostało założone na początku XVI stulecia przez konkwistadora z Hiszpanii – Diega Velázqueza de Cuéllara – jako port handlowy. Niecałe 100 lat później stało się stolicą kolonii hiszpańskiej na Kubie. Ponieważ szybko się rozwijało, wkrótce zaczęło pełnić funkcję najważniejszego portu w tej okolicy. Dzieje Hawany są dość burzliwe – często padała celem ataków piratów, przez krótki czas należała do Wielkiej Brytanii (w okresie wojny siedmioletniej, w latach 1762–1763), a na przełomie XIX i XX w. znajdowała się pod okupacją amerykańską. W 1902 r. miasto ogłoszono stolicą Republiki Kuby, a 8 stycznia 1959 r. Fidel Castro praktycznie przejął w nim władzę w państwie.

 

Wpisane w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO historyczne centrum Hawany i jego system fortyfikacji powinien obowiązkowo odwiedzić każdy, kto trafi na wyspę. Spacer można zacząć przy placu Broni (Plaza de Armas). Przylega do niego pierwsza twierdza miasta – Castillo de la Real Fuerza. Zaczęto ją budować w 1558 r. na ruinach starszych umocnień zniszczonych trzy lata wcześniej przez francuskich korsarzy. Tuż obok znajduje się El Templete, świątynia upamiętniająca miejsce założenia Hawany w listopadzie 1519 r. Środek placu stanowi niewielki skwer, wokół którego rozkładają swoje towary sprzedawcy książek, plakatów i płyt winylowych. Dominuje tematyka rewolucyjna, a z okładek nierzadko spoglądają dumnie wielcy przywódcy rewolucji kubańskiej z lat 1953–1959 – Fidel Castro i Ernesto Che Guevara.

 

Nieopodal leży plac św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), przy którym wznosi się barokowa bazylika pod wezwaniem tego świętego. Kościół i pobliski klasztor wybudowano pod koniec XVI w. Na obrzeżu placu znaleźć można niewielki pomnik Fryderyka Chopina, a przy wejściu do świątyni stoi brązowy posąg Kawalera z Paryża (El Caballero de París), przedstawiający zmarłego w 1985 r. pacjenta tutejszego szpitala psychiatrycznego. José María López Lledín całymi dniami kręcił się po ulicach Hawany. Nie wiadomo, skąd wziął się jego przydomek, ale podobno jednoczesne złapanie posągu za brodę i palec przynosi szczęście.

 

Przepiękny jest także plac Stary (Plaza Vieja). Co ciekawe, kiedy utworzono go w 1559 r., nadano mu nazwę plac Nowy (Plaza Nueva). Przez lata odbywały się w jego okolicy liczne fiesty, walki byków, procesje i egzekucje oglądane przez zamożnych mieszkańców z pobliskich balkonów. Później przez jakiś czas działał tutaj popularny targ miejski. Dzisiaj przy placu funkcjonują kawiarenki. Turyści spacerują po nim i przyglądają się częściowo odrestaurowanym fasadom starych kolonialnych budynków.

 

Przy placu Katedralnym (Plaza de la Catedral) dominuje sylwetka wybudowanej w barokowym stylu Katedry (Catedral de La Habana). W jej pobliżu można często spotkać starsze Kubanki, chętnie pozujące do zdjęć z cygarem w dłoni lub ustach w zamian za kilka peso. Tuż za rogiem znajduje się jeden z dwóch ulubionych barów amerykańskiego pisarza Ernesta Hemingwaya (przynajmniej według narosłych wokół niego legend) – „La Bodeguita del Medio”. Warto też przespacerować się pod Hotel Ambos Mundos, w którym pomieszkiwał w latach 1932–1939 słynny Amerykanin, a następnie przejść się wzdłuż głównego deptaka Starej Hawany – ulicy Obispo, ciągnącej się od placu Broni prawie po Park Centralny.

 

Parque Central to oaza zieleni. Wzdłuż niego biegnie reprezentacyjna hawańska aleja – Paseo de Martí (Paseo del Prado). To w tej okolicy znaleźć można jedne z najdroższych hawańskich hoteli. W tym rejonie również stoi Kapitol (Capitolio de La Habana) z 1929 r., wzorowany na waszyngtońskim gmachu Kongresu Stanów Zjednoczonych, Panteonie w Paryżu i Bazylice św. Piotra na Watykanie. Do rewolucji był siedzibą rządu kraju. Nieopodal natrafimy także na postój starych amerykańskich samochodów. Przejażdżka takim autem będzie na pewno ciekawym doświadczeniem.

 

PISARZ I RUM

 

Kuba była ukochaną wyspą Ernesta Hemingwaya. Po raz pierwszy zawitał on tutaj przypadkiem w 1928 r., kiedy parowiec, którym wracał z Francji do Stanów Zjednoczonych, z przyczyn technicznych musiał zatrzymać się w Hawanie. Tak zaczęło się szczególne przywiązanie pisarza do kraju będącego jeszcze wówczas pod ogromnymi wpływami amerykańskimi. Uważany za awanturnika, człowieka rozrywkowego i nie wylewającego za kołnierz Amerykanin doskonale czuł się w luźnej atmosferze miasta. Chętnie przypływał tu łodzią rybacką Pilar, a zwykł zatrzymywać się w swoim ulubionym pokoju numer 511 Hotelu Ambos Mundos, leżącego w starej części Hawany. To właśnie w tym miejscu zaczęła powstawać nominowana do Nagrody Pulitzera powieść Komu bije dzwon (ukończona w 1940 r.), na której ponoć wzorował się Fidel Castro przy organizowaniu działań rewolucyjnej partyzantki.

 

Z Hemingwayem i jego silnymi związkami z Kubą kojarzy się przypisywane mu powiedzenie Moje mojito w „Bodeguicie”, moje daiquiri we „Floridicie”, chociaż wielu twierdzi, że tak naprawdę pisarz pił wszystko, co miało w składzie alkohol. Te dwa kubańskie koktajle znane są na całym świecie. Mojito to drink przygotowywany w wysokiej szklance, do której wsypuje się łyżeczkę brązowego cukru trzcinowego lub wlewa guarapo – sok z trzciny cukrowej. Następnie dodaje się liście mięty, sok z limonki, kostki lodu, biały rum i wodę gazowaną. Z kolei daiquiri jest koktajlem na bazie kruszonego lodu z dodatkiem cukru, soku z limonki i – oczywiście – białego rumu. W barze „Floridita”, znajdującym się przy ulicy Obispo, można spróbować różnych wariantów tego drinka, w tym ulubionej wersji Hemingwaya – Papa Hemingway (Papa Doble), z sześcioma kroplami likieru maraschino, sokiem grejpfrutowym, podwójnym rumem i bez cukru.

 

W OBŁOKACH DYMU

 

Kuba słynie też z produkcji cygar doskonałej jakości. Plantacji tytoniu tu nie brakuje. Warto wybrać się do żyznej doliny Viñales (Valle de Viñales), położonej w zachodniej części wyspy, w prowincji Pinar del Río. Na tym obszarze tytoń uprawia się tradycyjnymi metodami, bez użycia maszyn. Nierzadkim widokiem jest tutaj byk ciągnący pług. Podczas wizyty na jednej z takich tradycyjnych plantacji jej pracownik opowiada i pokazuje, jak wygląda cały proces produkcji: od zasiewu małych nasion przypominających nieco zmieloną kawę aż po skręcanie cygara.

 

Ciekawa będzie także wizyta w którejś z fabryk rozsianych po Kubie. Tu wszystko z reguły zaczyna się od pomieszczenia, gdzie kilka kobiet selekcjonuje liście i usuwa z nich grube żyłki. Jakość cygara zależy właśnie od liści użytych do jego produkcji. W głównej sali pracują zwijacze. Na jednym z jej końców znajduje się miejsce dla czytacza – to osoba, która czytaniem gazet czy książek umila innym nudną i monotonną pracę. Cygara rolowane są błyskawicznie na drewnianych pulpitach zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Najsprawniejsze osoby potrafią wykonać dziennie nawet kilkaset sztuk o identycznej jakości.

 

Dolina Viñales to jednak nie tylko plantacje tytoniu. Charakterystycznym elementem jej krajobrazu są mogoty – malownicze skalne ostańce będące częścią pasma górskiego Sierra de los Órganos. Te stare formacje krasowe powstały w okresie jury pod wpływem erozji. Woda wypłukała bardziej miękkie fragmenty skał wapiennych, w efekcie czego ukształtowały się ogromne kopułowate lub stożkowate wzgórza. Porastają je gęste, intensywnie zielone zarośla i drzewa. To idealne miejsce na piesze wędrówki, przejażdżki konne czy wspinaczkę. Już samo podziwianie okolicy z punktu widokowego sprawia wielką przyjemność.

 

MALOWNICZE MIASTO

 

W pobliżu miasta Trinidad znajduje się inna przepiękna kubańska dolina – Valle de los Ingenios. Trzcina cukrowa, która przecież tak mocno kojarzy się z Karaibami, na Kubie pojawiła się wraz z przybyciem kolonizatorów. Pierwsze sadzonki przywiózł tu w 1511 r. Diego Velázquez de Cuéllar i od razu okazało się, że wilgotny tropikalny klimat, żyzne gleby i stosunkowo płaski teren stanowią doskonałe warunki do uprawy tej rośliny. Mimo to początkowo cukier produkowano wyłącznie na rynek lokalny. Dopiero w 1762 r. okupujący wyspę Brytyjczycy wprowadzili nowe technologie. W dodatku błyskawicznie podwojono liczbę sprowadzanych na Kubę niewolników i – niestety – zaczęto zmuszać ich do dużo cięższej pracy. Przyczyniło się to do szybkiego wzrostu produkcji, a kraj stał się jednym z największych eksporterów cukru, dzięki czemu właściciele plantacji z Doliny Cukrowni opływali w dostatki.

 

Dzisiaj o tym dobrobycie przypomina Trinidad. Miasto uznawane jest obecnie za jedno z najpiękniejszych na wyspie. Założony w 1514 r. ośrodek bardzo długo cieszył się swojego rodzaju autonomią ze względu na położenie na uboczu i brak dobrych dróg łączących go z innymi częściami Kuby. Okres jego świetności przypadł na XVIII stulecie i związany był właśnie z produkcją cukru. Cukrowi baronowie mieli w mieście wspaniałe rezydencje. W jednej z nich (Palacio Cantero) urządzono muzeum (Museo Municipal de Trinidad) pokazujące, jak wyglądało życie w tamtych czasach. Warto również zwrócić uwagę na szerokie, brukowane ulice – kamienie sprowadzono aż z Bostonu, co dla ówczesnych zamożnych mieszkańców nie stanowiło dużego wydatku. Polecam przejść się tymi ulicami. Stoją przy nich pomalowane na jasne, ciepłe i radosne kolory domy z charakterystycznymi zakratowanymi oknami – to kolejna pamiątka po okresie kolonialnej świetności. Pięknie wyglądają na ich tle stare samochody.

 

AMERYKAŃSKIE KRĄŻOWNIKI

 

Wspomniane już kilka razy oldtimery nieodłącznie kojarzą się z Kubą. Rzeczywiście na ulicach kubańskich miast można spotkać wiele takich zabytkowych pojazdów, choć coraz częściej pojawiają się też nowoczesne samochody. Skąd stare amerykańskie krążowniki szos wzięły się na wyspie? Przed rewolucją większość sprowadzanych aut pochodziła z USA. Przywożono tu popularne wówczas chevrolety, fordy, buicki, chryslery, oldsmobile, plymouthy, dodge’e czy cadillaki. Gdy do władzy doszedł Fidel Castro, Stany Zjednoczone wprowadziły embargo na eksport do Kuby. Jednocześnie w państwie ustanowiono prawo, które zezwalało na posiadanie prywatnie jedynie samochodów nabytych jeszcze przed zwycięską rewolucją (przed 1959 r.).

 

Po wprowadzeniu obostrzeń dotyczących importu aut i części zamiennych z USA zaczęto sprowadzać pojazdy głównie z zaprzyjaźnionych krajów komunistycznych, najczęściej ze Związku Radzieckiego, dlatego dzisiaj na kubańskich ulicach można zobaczyć również łady, wołgi albo nasze polskie maluchy. Ponieważ jednak zakup nowego samochodu przez dłuższy czas był mocno utrudniony, Kubańczycy starali się dbać o swoje stare wozy, żeby służyły im jak najdłużej.

 

W trakcie spaceru po tutejszych miastach nieraz zauważymy wypolerowane, dopieszczone i błyszczące historyczne pojazdy, które jeżdżą głównie jako taksówki wożące turystów. Taka przejażdżka jest na pewno ogromną atrakcją, w szczególności dla miłośników motoryzacji. Oprócz zadbanych stylowych oldtimerów można także dostrzec nadgryzione zębem czasu, poddane licznym prowizorycznym naprawom i połatane gruchoty. Z daleka nadal wyglądają na auta z klasą, ale z bliska widać, że lakier się łuszczy, karoseria rdzewieje, a samochód właściwie powinien trafić na złomowisko, a nie jeździć po drogach. Takich pojazdów bywa więcej na prowincji niż w głównych ośrodkach Kuby.

 

ZWIEDZANIE WYSPY

 

Chociaż to Hawana i Trinidad wiodą prym wśród miast najchętniej odwiedzanych przez turystów wypoczywających na pełnej kolonialnych zabytków gorącej kubańskiej ziemi, w tym karaibskim kraju jest wiele równie pięknych i ciekawych miejscowości. Dobry przykład stanowi Cienfuegos, nazywane Perłą Południa (La Perla del Sur), założone w 1819 r. przez francuskich imigrantów. Przywieźli oni ze sobą kolejne unowocześnienia produkcji cukru i szybko sprawili, że to właśnie to miasto odebrało Trinidadowi miano stolicy cukrowej Kuby. W trakcie spaceru tutejszymi ulicami od razu można zauważyć odmienny charakter okolicy i ślady po Francuzach. Dzisiaj eleganckie i finezyjne budynki przykrywa warstwa kurzu, ale mimo to nadal przypominają o dawnej kolonialnej świetności Cienfuegos, którego historyczne centrum zostało wpisane w 2005 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Urokliwe jest też blisko 350-tysięczne miasto Camagüey, pełne niewielkich, co chwilę rozwidlających się uliczek łączących miejskie place, czasem prowadzących do ślepych zaułków. Ma ono wyjątkowy plan urbanistyczny, niespotykany w innych kolonialnych ośrodkach, które zazwyczaj charakteryzują się geometrycznym układem ulic i budynków. Camagüey wygląda, jakby rozwijało się bez żadnego projektu, zupełnie chaotycznie, ale to tylko pozory. Oryginalną osadę założono bliżej północnego wybrzeża w lutym 1514 r. i nosiła ona wówczas nazwę Santa María del Puerto del Príncipe. Ciągłe ataki piratów i grabieże sprawiły, że przeniesiono ją w głąb lądu i tak zaplanowano ulice, aby stanowiły one labirynt, w którym atakujący gubiliby się, stając się łatwym celem dla znających doskonale plątaninę zaułków mieszkańców.

 

W planie zwiedzania nie można pominąć prawie półmilionowego Santiago de Cuba, powstałego jako piąta z kolei osada założona przez Diega Velázqueza de Cuéllara na Kubie 25 lipca 1515 r. Nazwa miasta pochodzi od patrona tego dnia – św. Jakuba Większego (hiszp. Santiago el Mayor). Zostało ono stolicą hiszpańskiej kolonii, lecz pełniło tę funkcję tak naprawdę dość krótko, jedynie do 1556 r., kiedy to ówczesny gubernator Diego de Mazariegos przeniósł swoją oficjalną rezydencję do Hawany. Oprócz spaceru po przepięknych ulicach warto odwiedzić także koszary Moncada, gdzie 26 lipca 1953 r. niejako rozpoczęła się rewolucja kubańska. Tego dnia młodzi i niedoświadczeni członkowie organizacji Fidela Castro zaatakowali wojskowy obiekt, żeby zdobyć broń do walki z dyktaturą Fulgencia Batisty. Ponieśli jednak sromotną klęskę, niektórzy stracili życie, wielu aresztowano i torturowano. Do więzienia trafił sam Fidel Castro. Zwolniono go w 1955 r. Wyjechał więc do Meksyku, gdzie stworzył Ruch 26 Lipca (Movimiento 26 de Julio). W Santiago de Cuba trzeba również zajrzeć do tutejszego potężnego zamku (Castillo de San Pedro de la Roca, znanego też jako Castillo del Morro), od 1997 r. znajdującego się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z twierdzy rozciąga się bardzo ładny widok na zabudowania miejskie z zatoką Santiago de Cuba na pierwszym planie.

 

Warto także odwiedzić urokliwe Sancti Spíritus, jedno z najstarszych kubańskich miast, założone 4 czerwca 1514 r. Wyróżnia je przepiękny stary most zbudowany na rzece Yayabo w 1815 r. Konstrukcję o długości 85 m wzniesiono w całości z cegieł, a środkowy z pięciu łuków ma aż 9 m wysokości. Z wieży tutejszego kościoła (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo) rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na okolicę. Sancti Spíritus jest nieco rzadziej odwiedzane przez turystów, ale na pewno nie można mu odmówić dużego uroku.

 

Poszukiwacze wspaniałych punktów widokowych powinni też udać się na Wzgórze Krzyża (Loma de la Cruz, 261 m n.p.m.). Rozpościera się z niego fantastyczna panorama miasta Holguín. Doskonale widać stąd, jak jego precyzyjnie rozplanowane ulice przecinają się pod kątem prostym. Ze szczytu wzniesienia w dół prowadzi 458 schodów. Na północny wschód od Holguín znajduje się zatoka Bariay, która pretenduje do miana miejsca, gdzie Krzysztof Kolumb przybył 28 października 1492 r. i pierwszy raz postawił stopę na przepięknej kubańskiej ziemi. W swoich dziennikach wspomina on o charakterystycznym wzgórzu przypominającym kowadło, a taki właśnie kształt ma górujące nad nią wzniesienie.

 

NA WSCHODZIE

 

O status pierwszego miejsca na Kubie, do którego dotarł odkrywca Ameryki, konkuruje z zatoką Bariay położone na wschodnim końcu wyspy miasto Baracoa. Tu również znajduje się wzgórze wyglądające jak kowadło, taką zresztą nosi nazwę – El Yunque (575 m n.p.m.). Baracoa, leżąca na peryferiach kraju, jest bardziej zaniedbana i uboższa niż Hawana czy Trinidad, ale warto ją odwiedzić. Przez wiele lat była faktycznie odcięta od reszty Kuby, gdyż jeszcze do czasów rewolucji nie prowadziły do niej żadne porządne drogi.

 

Być może nigdy nie uda się ostatecznie ustalić, gdzie na wyspie po raz pierwszy Krzysztof Kolumb zszedł na ląd. Jedno jest jednak pewne – Baracoa to najstarsze kubańskie miasto i pierwsza stolica kolonii. Diego Velázquez de Cuéllar założył ją 15 sierpnia 1511 r. W późniejszych stuleciach Hiszpanie wznieśli tutaj kilka potężnych fortyfikacji, m.in. twierdzę Matachín (w 1802 r.), w której działa obecnie muzeum prezentujące eksponaty związane z historią okolicy (Museo Municipal de Baracoa). Od fortecy wzdłuż wybrzeża biegnie dwukilometrowa ulica zwana Malecón, podobnie jak słynny nadmorski bulwar w Hawanie (z tym że ten w stolicy Kuby ma długość 8 km). Tutejsza promenada jest na pewno mniej reprezentacyjna i cztery razy krótsza niż stołeczna, ale nadal czarująca. Stoją przy niej mocno podniszczone kolorowe budynki. Niektóre z nich znajdują się w trakcie renowacji po wysokiej fali, jaka kilka lat temu zalała nabrzeże.

 

Baracoa nie może się poszczycić piękną piaszczystą plażą, ale nieopodal leży Playa Maguana, ulubione miejsce wypoczynku kubańskich rodzin z okolicy. Wygląda zupełnie jak kadr z rajskiej wyspy – miękki, jasny piasek kontrastuje z błękitną, krystalicznie czystą wodą. Zachwycająca jest dzikość Maguany – brak tu wysokich hoteli i barów plażowych z dudniącą muzyką. W pobliskiej prowizorycznej knajpce można zamówić grillowaną langustę i cieszyć się jej smakiem w błogim spokoju.

 

71 Sailing 2584 2 14x9 M1

Modny kurort Varadero na półwyspie Hicacos

© CUBA TOURIST BOARD

 

RAJSKIE PLAŻE

 

Miłośnicy zapierających dech w piersiach piaszczystych plaż powinni bez wątpienia odwiedzić niewielki archipelag Sabana-Camagüey leżący u północnych wybrzeży Kuby, znany bardziej jako Ogrody Króla (Jardines del Rey). Składa się on z koralowych wysepek (cayos) usytuowanych wzdłuż brzegu. Jedną z najpiękniejszych jest Cayo Coco (370 km² powierzchni), słynąca z luksusowych kompleksów hotelowych. Dodatkową atrakcją w tym rejonie są zachwycające rafy koralowe, które przyciągają płetwonurków z całego świata.

 

Cudownych plaż nie brakuje także na położonej w pobliżu południowo-zachodniego wybrzeża Cayo Largo (Cayo Largo del Sur). Coś dla siebie znajdą tu zarówno osoby oczekujące rozbudowanej infrastruktury i zaplecza do uprawiania sportów wodnych, jak i ci, którzy wolą odpoczywać w dziewiczym otoczeniu. Północną część tej wysepki o powierzchni 37,5 km² porastają przepiękne lasy namorzynowe.

 

Najsłynniejszy kubański kurort stanowi niemal 30-tysięczne Varadero na półwyspie Hicacos, uznawane za jedną z największych miejscowości wypoczynkowych na całych Karaibach. Nie ma się co dziwić, gdyż w okolicy turyści mogą odpoczywać na 22 km piaszczystych plaż, przy których znajdują się hotele dopasowane do najprzeróżniejszych wymagań turystów. Wśród atrakcji tutejszego półwyspu warto wymienić też jaskinie (np. Muzułmanów – Cueva de los Musulmanes), niewielkie wysepki czy wspaniałe rafy koralowe.

 

90 Scenic bay El Junque Baracoa  NOY4451 F1

Zatoka koło najstarszego kubańskiego miasta Baracoa ze wzgórzem El Yunque w tle
© CUBA TOURIST BOARD

 

 

Sardynia i Sycylia – dwie córy Italii

RENATA SUCHODOLSKA
www.poloniasardynia.blox.pl

 

<< Te dwie największe wyspy Morza Śródziemnego łączą podobne losy ziem przez wiele wieków narażonych na najazdy, pustoszonych przez epidemie i rozpalanych przez bunty. Każda z nich jest mimo to inna. Sardynia przypomina raczej zamkniętą w sobie, nieufną, lecz dumną siostrę jakże odmiennej, towarzyskiej i rozgadanej Sycylii. I jedna, i druga stara się jednak pozostać niezmienna, choć czas upływa nieubłaganie. Może właśnie dlatego dopiero w XX stuleciu pozwoliły, aby przemysł turystyczny na stałe zagościł w ich progach. >>

Więcej…

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018