Stragany na uliczce w Palermo uginają się od świeżych warzyw
food-and-wine-palermo-street-markets

© WWW.SICILY.CO.UK

Dominika Friedrich

www.sycyliabocznymidrogami.pl


Sycylia należy do tzw. Mezzogiorno, południowych regionów Włoch. To najbardziej odległy od kontynentalnej Europy zakątek kraju, oddzielony od niej Cieśniną Mesyńską, i najbliższy reszcie świata. Trójkątny ląd otaczają trzy morza – Jońskie, Tyrreńskie i Śródziemne.


Największa włoska wyspa (prawie 26 tys. km² powierzchni) jest kolebką nauki, kultury, sztuki i literatury. W tym miejscu krzyżowały się ze sobą wpływy wielkich cywilizacji. To niemal osobny kraj. Mieszkańcy Sycylii nie mówią o sobie, że są Włochami, nazywają się Sycylijczykami. Żyją w innym klimacie, mają swoje zwyczaje. Ile jest kuchni włoskiej w sycylijskiej? Chyba nie umiem i nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie nie istnieje jednolita kuchnia Włoch. Przecież Sycylię od Alp dzieli ponad 1200 km. Na sztukę kulinarną kraju składają się więc jej regionalne odmiany wyróżniające się własnym charakterem.


Proponuję zatem niekonwencjonalne zwiedzanie wyspy, w starożytności nazywanej Trinacrią. Wyprawa enogastronomiczna pozwoli poznać ją od kuchni, czyli z najsmaczniejszej strony. Łatwiej i szybciej przychodzi nam próbować dań typowych dla innych społeczności niż mówić ich językiem. We Włoszech jednym z przyjemniejszych sposobów na odkrywanie danego regionu jest kosztowanie jego specjałów kulinarnych. Tutaj kuchnia odsłania serca mieszkańców. Zawsze podczas podróży staram się zjeść lokalną potrawę, bo gdybym tego nie zrobiła, nie zrozumiałabym miejsca, do którego trafiłam, ani mentalności żyjących w nim ludzi.


GORĄCA ETNA

Ruiny teatru greckiego w Taorminie

 taormina DSC9981 ORIZZ
© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

Na pewno warto zdawać sobie sprawę z jednego – we Włoszech dużo mówi się o jedzeniu, znacznie więcej niż gdzie indziej na świecie i na jakikolwiek inny temat. Tu wszystko zaczyna się od posiłku i na nim kończy. Myślę, że można to wyjaśnić następująco: we włoskiej kulturze ktoś, kto podaje nam przepis na jakąś potrawę, chce nam przybliżyć miejsce swojego pochodzenia. Dimmi che mangi e ti dico chi sei („Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś”) – mawiają Włosi. Jedzenie to tożsamość, korzenie, dom rodzinny, dlatego tak ważne jest, aby spróbować poznać Sycylię z pomocą prawdziwych Sycylijczyków. Tylko oni potrafią zarazić miłością do tej uwodzicielskiej wyspy i sprawić, że stracimy dla niej głowę i oddamy jej nasze serce.

               
Sycylijski krajobraz wnętrza lądu nie ma nic wspólnego z barokowymi miastami i gajami pomarańczowymi. Tworzy go ziemia spalona słońcem, falująca i ciągnąca się leniwie aż po majaczący gdzieś przed nami horyzont. Niezliczone nagie i niemal nierzeczywiste wzgórza wyrastają jedno za drugim bez końca. Przypominają morze, które nagle skamieniało.

               
Sycylia nie zna rozwiązań pośrednich, na niej nic nie jest zwyczajne, pospolite ani przyziemne. Znajduje się tu jeden z największych czynnych wulkanów w Europie. Etna – pulsujące serce wyspy – wznosi się na wysokość ok. 3330 m n.p.m. (zmieniającą się ze względu na dużą aktywność). Góra zachwyca majestatem, siłą i niepowtarzalnym pięknem. Widok ognia, lejącej się gorącej lawy i ośnieżonych zboczy na tle wręcz księżycowego krajobrazu uczy nas pokory wobec natury. Trudno o większy kontrast niż między czerwienią magmy a bielą śniegu. Niewiele jest też miejsc na świecie, gdzie podczas jazdy na nartach można mieć wrażenie, że zmierza się wprost do morza. Takie niezwykłe przeżycia zapewnia właśnie dostojna Etna, czasem przystrojona w elegancki kapelusz z chmur, a czasem zakryta czarną woalką.


Powiedziano mi, że aby zrozumieć Sycylię, trzeba wejść na szczyt jej wspaniałego wulkanu, wspiąć się po twardym zboczu i poczuć zapach śródziemnomorskiej roślinności, która zmienia się wraz z pokonywaną wysokością. W niższych partiach w lasach spotyka się zwierzęta, wyżej pojawiają się ostre czubki czarnych skał w towarzystwie kwitnących janowców (Genista aetnensis) i fiołków. Wspinamy się dalej, a przed nami roztacza się księżycowy krajobraz, widzimy głębokie kratery, wąwozy i zastygłe języki lawy. Warto zatrzymać się choć na chwilę i pooddychać głęboko w tej ciszy. Etna wznosi się nad nami ze swoją pajęczyną szlaków. W Valle del Bove przed naszymi oczami rozpościera się naturalny amfiteatr, który przedstawia geologiczną historię wulkanu. Z wrażenia brakuje nam tchu w piersiach. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć i zobaczyć. Zaraz obok w Taorminie znajduje się raj na ziemi. Specyficzny morski mikroklimat podnosi tutaj temperaturę powietrza do ponad 30°C przez sześć miesięcy w roku. Lato jest długie, gorące, wręcz męczące, a potem przychodzą deszcze, które są tak gwałtowne, że wprawiają w szał wyschnięte potoki występujące z brzegów. Ta żywiołowość pogody, różnorodność i kontrasty krajobrazu, przechodzenie z jednej skrajności w drugą ukształtowały charakter Sycylijczyków i wpłynęły na ich kulinarne upodobania.


KRAINA KONTRASTÓW

Na słodkiej, kolorowej Sycylii kuchnię podniesiono do rangi sztuki. Tu wszystko doprowadzone jest do przesady – światło słońca bywa nie do zniesienia dla obcokrajowca bez okularów przeciwsłonecznych, błękit nieba i turkus morza wyglądają jak wyjęte ze starych pocztówek, wydają się wręcz kiczowate, zieleń plantacji i gajów cytrusowych ma niesamowicie intensywny odcień, zapachy odurzają. Lepki od cukru sok z melonów spływa po dłoniach w trakcie jedzenia.


Na tej ziemi kontrastów luksus sąsiaduje z biedą, piękno miesza się z brzydotą. Świetny tego przykład stanowi Palermo. Można albo je pokochać, albo znienawidzić. Światło przeplata się w nim z ciemnością. Kiedy z miejsca rozpalonego słońcem przechodzi się w cień, przez moment nie widzi się nic. To jak przeciwstawienie dobra i zła. Życie tutaj jest niezmiernie intensywne, a jednocześnie przesycone przeszłością, która w dalszym ciągu ciąży na Sycylii i jej mieszkańcach w niewidoczny dla niewprawnego oka sposób. W dialekcie sycylijskim nie ma czasu przyszłego, żyje się tu i teraz. Może to wpływ zniszczeń spowodowanych trzęsieniami ziemi… W ich wyniku w ruinę obróciły się takie miasta jak Gibellina – największe w Europie muzeum sztuki współczesnej na świeżym powietrzu – czy Salaparuta i Poggioreale, które dane mi było odwiedzić. Czułam w nich pod stopami wibracje tej ziemi. Te niesamowite miejsca uczą pokory wobec siły natury. Może to także efekt spustoszeń spowodowanych wybuchami wulkanów i najazdami obcych plemion… Sycylijczycy zachowują stoicki spokój i potrafią spoglądać tylko w przeszłość, która zamienia się w gorącą teraźniejszość.


Na Sycylii zawsze krzyżowały się kultury. Z tych właśnie spotkań narodziły się dania takie jak cannoli z kandyzowanymi pomarańczami, cassata, cuscus trapanese na bazie ryb i owoców morza. W sycylijskiej kuchni często pojawia się smak agrodolce (słodko-kwaśny), który łączy w sobie wszystko. W potrawach ostrość przechodzi w słodycz, a słodycz w ostrość, ale nie tylko, elementy twarde mieszają się też z miękkimi, np. w przypadku cannoli kruchość smażonej skórki kontrastuje z rozpływającą się w ustach słodką ricottą. W okolicach Trapani natomiast podaje się lody caldo freddo polane gorącą czekoladą albo parfait migdałowe również w ciepłej polewie czekoladowej. Na talerzu zestawia się ze sobą smaki morza i ziemi, a podobne przykłady można by mnożyć bez końca...


LOKALNE SKARBY

Kanapka z placuszkami panelle w Palermo

Pane-e-pannelle
© WWW.SICILY.CO.UK

Sycylia szczyci się jednym z najbogatszych we Włoszech zbiorów przepisów kulinarnych, który jest owocem bardzo burzliwych losów regionu. W miejscowej niezmiernie różnorodnej i smacznej kuchni wpływy arabskie i hiszpańskie walczą ze sobą o palmę pierwszeństwa. Poznawanie sztuki kulinarnej stanowi więc swoistą lekcję historii.

Arancini – ryżowe kulki w panierce

Le Arancine© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO         

Dobrym przykładem będą klasyczne arancini – ciepłe i chrupiące złote kule. Prezentują one 1000 lat sycylijskich tradycji kulinarnych. Dwieście gramów ryżu pachnącego szafranem, połączonego z małymi zielonymi ziarnkami groszku i otaczającego serowe serce pachnie mięsnym sosem ragoût. Tak wygląda tradycyjna wersja przysmaku. Dziś istnieją najrozmaitsze odmiany arancini odpowiednie dla każdego podniebienia: klasyczne z masłem lub sosem mięsnym, nadziewane grzybami, z bakłażanem, szpinakiem, czekoladą, gorgonzolą, kiełbasą, łososiem i krewetkami czy też – oczywiście – złote pistacjowe kule z Bronte. Taki opis chyba wystarczy, żeby zacząć się pakować i wyruszać w drogę...


Od zawsze Sycylia była popularnym celem podróży i wakacyjnych wyjazdów ze względu na swoje bogate dziedzictwo artystyczne i archeologiczne, piękno i różnorodność krajobrazów, urokliwe plaże i barwny folklor. Jednak od kilku lat wyspa bywa doceniana także za jej tradycje kulinarne. Niektóre spośród lokalnych produktów stały się bardzo modne, wzbudzają szerokie zainteresowanie i zyskują sobie coraz więcej wielbicieli. Warto wymienić chociażby oliwę extra vergine, tutejsze wina, np. znane i chwalone na całym świecie czerwone Nero d’Avola, czy tradycyjne sycylijskie sery primosale (primo sale), pecorino czy caciocavallo.

               
W miejscowej kuchni uwagę zwracają ciekawe i niepowtarzalne połączenia składników. Używa się tutaj w dużych ilościach migdałów, pistacji (zielonego złota Etny), sezamu, rodzynek, liści laurowych, kaparów, czyli kwiatów do jedzenia, potocznie zwanych sycylijskimi orchideami, i finocchietto selvatico – dzikiego kopru włoskiego.


SAMA ŚWIEŻOŚĆ

Tutejsza kuchnia jest niezmiernie zróżnicowana. Inne dania królują na wybrzeżu (przewaga ryb i owoców morza), inne w środku wyspy (więcej warzyw i mięsa). Ze względu na różnice klimatyczne każdy region charakteryzuje się własnymi produktami lokalnymi. Potrawy z Katanii nie są takie jak te z zachodnich brzegów, w Palermo je się inaczej niż w Trapani.


Z całą pewnością jednak sztuka kulinarna Sycylii bazuje na sezonowych składnikach, czyli zmienia się w zależności od pór roku. Kolejne miesiące obfitują w nowe świeże warzywa. Do najpopularniejszych na wyspie należą karczochy, czyli jeszcze jedne kwiaty do jedzenia. Ja osobiście bardzo je lubię.


Mimo licznych różnic kuchnia sycylijska ma wiele wspólnych elementów. Często używa się w niej ricotty, zarówno do dań słonych, jak i słodkich, czy oliwy z oliwek. Latem dużą popularnością cieszą się bakłażany przyrządzane na tysiące sposobów. Warto wymienić choć kilka potraw, np. tradycyjną caponatę łączącą smaki słodki i kwaśny, zapiekankę ze smażonych bakłażanów nazywaną parmigiana, involtini di melanzane, czyli zapiekane nadziewane roladki bakłażanowe, mulinciani chini (w dialekcie sycylijskim, a po włosku melanzane ripiene) – faszerowane i pieczone bakłażany czy też klasyczną pastę alla Norma (zwaną też pastą alla siciliana). Same bakłażany z Sycylii nie przypominają tych polskich. Są duże i słodkie od gorącego słońca, więc nie trzeba ich najpierw posypywać solą, aby straciły goryczkę. Mają kolor jasnofioletowy, białe wnętrze i okrągły kształt. Aż do końca XIX w. Włosi odnosili się do tego warzywa bardzo nieufnie. Sądzili, że wywołuje niestrawność, szaleństwo i choroby psychiczne. Doskonale oddaje ten fakt ludowe tłumaczenie jego włoskiej nazwy melanzana jako mela insana („szalone jabłko”).

               
Sycylijczycy kochają zarówno swoją kuchnię, jak i regionalne produkty, dlatego gdziekolwiek mieszkają, nie umieją się bez nich obejść. Na co dzień jedzą tradycyjne dania. Są przyzwyczajeni do wyśmienitej jakości kupowanych towarów i ich bezdyskusyjnej świeżości. Na wyspie nadal większość zakupów robi się w sklepie warzywnym, rybnym bądź mięsnym, a nie w supermarkecie. Mieszkańcy wybrzeży Sycylii (czyli ośmiu z dziewięciu jej prowincji) spożywają bardzo dużo ryb. W domach sycylijskich pojawiają się one zresztą średnio trzy razy w tygodniu.


PRZEKĄSKI NA ULICY

Ta największa włoska wyspa stanowi także raj dla wegetarian. Zdecydowanie mają oni w czym wybierać. Już samych odmian sałaty, zarówno przeznaczonych do jedzenia na surowo, jak i po ugotowaniu lub podsmażeniu (najczęściej niedostępnych na naszym rynku), jest naprawdę mnóstwo. Do tego dochodzą jeszcze tzw. verdure selvatiche lub verdure spontanee – warzywa zielone rosnące dziko, nieuprawiane. Po przyjeździe do Polski nawet w lecie brakuje mi tej różnorodności, a co dopiero muszą czuć Sycylijczycy.


Tradycyjna domowa kuchnia Sycylii to co innego niż mangiar per strada, czyli „jedzenie na ulicy”. Ja nazywam ten rodzaj przekąsek sycylijskim fast foodem. Najczęściej kupuje się je na mieście i nie przygotowuje się ich w domu, dlatego że są raczej pracochłonne i nie warto ich przyrządzać tylko dla kilku osób. Do tego typu potraw zaliczyłabym pochodzące z Palermo tradycyjne placuszki z mąki z ciecierzycy (panelle) i puszysty placek sfincione, całkowicie nie do pomylenia z pizzą, oraz wspomniane już arancini, w wersji klasycznej składające się z szafranowego ryżu nadziewanego mięsnym sosem i smażone w głębokim tłuszczu, ale w innych wariantach wypełnione też szynką, szpinakiem, serem czy czekoladą albo pistacjami.


Jak widać, Sycylijczykom trudno odmówić wyobraźni kulinarnej. Na liście smakołyków z lokalnego fast foodu nie może zabraknąć kolejnego dania z Palermo, występującego pod nazwą stigghiola, czyli wnętrzności jagnięcych lub kozich pieczonych na grillu na szpadce. Smakują rewelacyjnie. Innym kojarzonym z tym miastem przysmakiem jest bułka z cielęcą śledzioną zwana panino con la milza. Przepis na nią ma ponad tysiąc lat. Oprócz śledziony dodaje się płuca i kawałki chrząstek tchawicy podsmażone na smalcu z owczą ricottą i startym serem caciocavallo. Sprzedaje się dwa rodzaje tej kanapki. W wersji tańszej – vergine – zawiera tylko ricottę, ser caciocavallo i trochę gorącego smalcu ze smażenia śledziony, w wariancie pełnym uwzględnia się wszystkie wymienione składniki. W Katanii króluje cipollina. Pod tą nazwą występuje ciasto francuskie pieczone w piekarniku, nadziewane pomidorami, serem, szynką i cebulą. Nigdy nie mogę się oprzeć temu przysmakowi. Uliczne jedzenie reprezentuje również polpo bollito – gotowana ośmiornica. Nie wolno także zapomnieć o jeżowcach (ricci di mare), które są otwierane na naszych oczach. Sprzedawcy instruują klientów, jak jeść te dziwne stworzenia, posługując się językiem albo kawałkiem chleba. Nie da się nimi nasycić, można jedynie delektować się zapachem morza i wiatru. Na koniec zostają nam świeże frutti di mare crudi, owoce morza na surowo: fasolari, tartufi di mare, cannolicchi, vongole (małże wenus), cozze (omułki), ostrygi, padelle, telline.


Na Sycylii uliczne przekąski je się zwykle rękoma. Minęło wiele lat zanim się tego nauczyłam. Na spotkaniach sycylijscy przyjaciele mówili mi: Mangia come ti ha insegnato la mamma! („Jedz tak, jak nauczyła cię mama!”). Problem polegał na tym, że moja mama nie pokazała mi, jak jeść jeżowce, ostrygi, omułki i małże...


TYLKO NA MIEJSCU

Z całą pewnością kuchnia Sycylii jest wyjątkowa, tak jak i sama wyspa. Już fakt, że wiele warzyw, owoców i ryb nie występuje poza tym regionem, potwierdza tylko tę tezę. Warto wymienić choćby tenerumi, czyli liście sycylijskiej cukinii, tzw. serpente di Sicilia („sycylijskiego węża”). To jasnozielone warzywo o średnicy nie przekraczającej 10 cm i długości dochodzącej nawet do 2 m. Znajdziemy tu dania zarówno z cukinią, jak i jej liśćmi, np. makaron zwany pasta con tenerumi. Wśród owoców morza na wspomnienie zasługują m.in. occhi di bue – w dosłownym tłumaczeniu „oczy krowy”. Próbowałam ich tylko na Sycylii, w okolicach Katanii. W Trapani nikt nie wiedział, o co mi chodzi.


Dopiero po latach nauczyłam się jeść rękoma owoce morza. Niektóre można zdobyć samemu, np. padelle zbiera się bezpośrednio z nadmorskich skał. Jeżowce natomiast należy wybierać kolorowe. Najlepiej smakują te jedzone nad morzem tuż po zebraniu, otwarte i przepłukane słoną wodą.


Od Sycylijczyków dowiemy się również wielu rzeczy dotyczących przygotowywania potraw, w tym jak ubić karczochy przed pieczeniem i dlaczego trzeba to robić, jak zbić ośmiornicę po złowieniu czy obrać opuncję itp. Chętnie też pokażą nam każdą z tych technik. Ja w ten sposób poznałam i pokochałam Sycylię i jej mieszkańców.


ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

Świetnym pomysłem na zwiedzanie wyspy są wyprawy enogastronomiczne połączone z degustacjami w licznych lokalnych winnicach, wytwórniach serów i wytłaczarniach oliwy. Do programu wycieczki warto dodać również warsztaty gotowania przeprowadzane w gospodarstwach agroturystycznych. Oprócz fantastycznych doznań kulinarnych na Sycylii czeka na przyjezdnych mnóstwo propozycji aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu. Trekking można urozmaicić morskimi kąpielami. Polecam Rezerwat Naturalny Zingaro (Riserva Naturale Orientata dello Zingaro), Rezerwat Naturalny Monte Cofano (Riserva Naturale Orientata Monte Cofano), pasmo górskie Nebrodi (z Monte Soro na czele – 1847 m n.p.m.), Etnę, pobliskie Wyspy Liparyjskie – szczególnie Vulcano, Salinę i Stromboli, wyspę Pantellerię i nie tylko. W wielu miejscach organizuje się przejażdżki jeepami, quadami, motocyklami i rowerami. Bezpośredni kontakt z naturą zapewniają wyprawy konne.

               
Od strony morza Sycylia wygląda zupełnie inaczej. Zachwyca mnóstwem dzikich plaż, tzw. plaż milczenia. Osoby stroniące od tłumów na pewno będą zadowolone. Wybór jest naprawdę ogromny. Można przebierać w różnorodnych plażach – od tych pokrytych drobnym białym piaskiem w San Vito Lo Capo i Mondello, przez złote na południowym wschodzie (okolice miejscowości Ispica, Noto czy Avola), południu (np. Agrygent – Agrigento) i północy wyspy (m.in. Cefalù), żwirowe i kamieniste w pobliżu Taorminy czy Capo d’Orlando, aż po skaliste i klifowe wybrzeża (Scala dei Turchi – Schody Turków, położone między Realmonte a Porto Empedocle). Ten region Włoch przyciąga poza tym wielu amatorów sportów wodnych. Do Rezerwatu Naturalnego Zingaro przybywają nurkowie, którzy odwiedzają też niezmiernie chętnie wysepkę Ustica usytuowaną ok. 65 km na północny zachód od Palermo, a także Wyspy Liparyjskie, Egady, Lampedusę i Pantellerię. Kite- i windsurfing najlepiej uprawiać w rejonie miejscowości Pozzallo i Paceco, ale istnieje jeszcze wiele miejsc, gdzie wiatr wieje zawsze.


Świetny pomysł stanowi również rejs wokół sąsiadujących z Sycylią archipelagów. Gdybym miała wybierać, zaczęłabym od Wysp Liparyjskich i pierwszy postój zrobiłabym na Salinie w Pollarze o zachodzie słońca. To właśnie tu kręcono film Il postino (Listonosz) z 1994 r. Następnie udałabym się na Alicudi i Filicudi, a potem gdzie oczy poniosą. Wakacje pod żaglami dają ogromne poczucie wolności. Zapach morza budzi i usypia żeglarzy, delfiny skaczą wokół łódki. Po drodze łowi się ryby, zbiera się owoce morza: jeżowce, padelle, vongole (małże wenus) czy telline. Dla kogo rejs jachtem to za dużo, ten może popłynąć z rybakami na nocny połów.

               
Sycylia ma także swoje historyczne oblicze. Miłośnicy sztuki powinni ruszyć w poszukiwaniu przykładów tutejszej odmiany baroku z XVII i XVIII w., ciężkiej od dekoracji, kapiącej złotem, czasami kiczowatej i prowincjonalnej. Na południowym wschodzie wyspy wytyczono nawet szlak łączący perły tej architektury (tzw. miasta późnego baroku w dolinie Noto – Caltagirone, Militiello in Val di Catania, Katania, Modica, Noto, Palazzolo Acreide, Ragusa i Scicli, wpisane w 2002 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Fascynaci historii mogą odkrywać ślady antycznej kultury greckiej w Syrakuzach, Agrygencie (Agrigento), Selinunte (Selinuncie), Segeście i wielu innych miejscach. Tutaj za każdym zakrętem czeka na nas coś nowego. Mnie po 25 latach ten wyjątkowy zakątek Włoch ciągle jeszcze czymś zaskakuje.


Jak mówi stare sycylijskie powiedzenie: Można wyrzucić Sycylijczyka z Sycylii, ale nigdy nie uda się wyrzucić Sycylii z serca Sycylijczyka. Dotyczy ono jednak nie tylko miejscowych. Kto raz odwiedzi tę fascynującą wyspę, zawsze będzie już na nią wracać, a zakochać się w niej wcale nie tak trudno.

Więcej informacji: 
www.sicily.co.uk

Artykuły wybrane losowo

Indonezja – z Bali na koniec świata

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl 

 

« Choć to może wydawać się nieprawdopodobne, w granicach Indonezji leży ponad 17,5 tys. wysp. Jej terytorium łączy ciepły Ocean Indyjski i rozległy Pacyfik. Ten kraj jest niczym odrębny świat, który potrafi zadziwić każdego odwiedzającego go przybysza. »

Więcej…

Portugalia – tam, gdzie Europa spotyka Atlantyk

GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Portugalia (zaledwie ponad 92 tys. km2 powierzchni) powstała w wyniku walk z Maurami podczas rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego. W XV i XVI stuleciu portugalscy żeglarze odbyli wiele podróży morskich, odkryli nieznane lądy, założyli faktorie handlowe i kolonie, m.in. Indie Portugalskie, Brazylię, Portugalską Afrykę Zachodnią i Wschodnią oraz Gwineę Portugalską. Z dawnego ogromnego imperium kolonialnego dziś nic już nie zostało. Do Portugalii należą jednak do dziś urocze atlantyckie archipelagi Madera i Azory. >>

 

Latarnia morska (28-metrowa) na Przylądku św. Wincentego (Cabo de São Vicente)

©© REGIÃO DE TURISMO DO ALGARVE

 

W ojczyźnie mieszka obecnie prawie 10,3 mln Portugalczyków. Kraj jest dość jednolity pod względem narodowościowym. Niewielka liczba imigrantów żyje w Lizbonie i Porto. Miasta zamieszkuje tylko mniej więcej 64 proc. ludności. Z tego względu Portugalia należy do tych europejskich krajów, które charakteryzują się niższym wskaźnikiem urbanizacji.

Uprawia się tu głównie pszenicę i kukurydzę, a także winorośl, migdałowce, figowce, oliwki, drzewa owocowe i warzywa. W krajobrazie historycznej prowincji Alentejo dominuje dąb korkowy. Portugalia zajmuje pierwsze miejsce na świecie w eksporcie kory tego drzewa (ok. 50 proc. światowej produkcji). Ważnym elementem gospodarki jest rybołówstwo, a jednym z podstawowych dań kuchni portugalskiej są sardynki w różnej postaci. Ostatnio szybko rosną też dochody z turystyki, która rozwinęła się szczególnie na południu kraju w regionie Algarve, stołecznej Lizbonie i jej okolicy oraz na Maderze.

 

SŁONECZNE WYBRZEŻE

Algarve to jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Strome, różnokolorowe klify opadają tu do błękitnego Atlantyku. Pomiędzy nie wciśnięte są zatoczki z niewielkimi, malowniczymi plażami. Z fal oceanu sterczą stożkowate skały tworzące surrealistyczne kompozycje, a oślepiająco białe domy kryją się wśród gęstej zieleni podzwrotnikowych roślin. Algarve nie bez powodu nazywane jest ogrodem Portugalii. Drzewa cytrusowe, migdałowce i figowce rosną w nim wszędzie. Kwitnące krzewy oleandrów, bugenwilli, róż, jaśminów i geranium pokrywają każdy skrawek ziemi, wspinają się na mury...

U ujścia rzeki Douro (Duero) do Atlantyku leży Porto (od stojącej tu niegdyś rzymskiej fortecy Portus Cale pochodzi nazwa Portugalii). W okolicznych winnicach produkuje się słynne wino porto. Do najstarszych miast w kraju należy Coimbra. Znajduje się w niej pierwszy portugalski uniwersytet, założony w 1290 r. Uwagę zwraca tutaj okazała romańska katedra obronna (Sé Velha) stojąca na szczycie wzgórza zabudowanego piętrzącymi się domami o ceglastych dachach. Warto odwiedzić też ciekawy park tematyczny zwany Portugalią Maluchów (Portugal dos Pequenitos), gdzie można oglądać miniatury znanych zabytków i typowych budynków wiejskich ze wszystkich prowincji w kraju oraz dawnych portugalskich kolonii.

Najsłynniejsze sanktuarium znajduje się w Fatimie koło miasta Leiria. Troje pochodzących z niej dzieci, pasterzy owiec, 13 maja 1917 r. zobaczyło wśród gałęzi dębu postać Maryi z różańcem w dłoniach. Kult Matki Boskiej Fatimskiej dawno już przekroczył granice Portugalii. Każdego 13 maja i 13 października setki tysięcy pielgrzymów modlą się na olbrzymim placu przed strzelistą Bazyliką Matki Boskiej Różańcowej (Basílica de Nossa Senhora do Rosário). Pobliskie miasto Tomar znane jest z kolei z ogromnego Klasztoru Zakonu Chrystusa (Convento de Cristo) ze słynnym manuelińskim oknem, które zdobi niezwykłe bogactwo wykutych w kamieniu motywów.

Aby zobaczyć najpiękniejszy gotycki klasztor w Portugalii (Mosteiro de Alcobaça), trzeba odwiedzić miejscowość Alcobaça. Sprowadzeni z Francji cystersi wznieśli tu wspaniałą świątynię wzorowaną na nieistniejącym już kościele w opactwie Clairvaux i imponujące rozmiarem zabudowania klasztorne z kuchnią i refektarzem na 600 biesiadników oraz wirydarzem z krużgankami ozdobionymi kamienną koronką maswerków. Stąd blisko już do innego klasztoru (Mosteiro da Batalha), znajdującego się w miejscowości Batalha i powstałego jako podziękowanie Matce Boskiej za zwycięstwo nad armią króla Jana I Kastylijskiego (1358–1390) w bitwie pod Aljubarrotą w sierpniu 1385 r., oraz malowniczego, nadmorskiego miasteczka Nazaré, gdzie przy brzegu oceanu tworzą się gigantyczne fale. Z tego ostatniego przez kurorty wybrzeża można dotrzeć do stolicy kraju.

 

UROKI STOLICY

Lizbona leży w miejscu, gdzie rzeka Tag rozlewa się w szerokie ujście nazwane Słomianym Morzem (Mar da Palha) od złotego blasku odbijającego się w jego falach. Uważana jest za jedną z najpiękniejszych metropolii Europy. Najwspanialszy widok na miasto podziwiać można z pokładu płynącego po rzece statku. Pomiędzy wzgórzem zwieńczonym Zamkiem św. Jerzego (Castelo de São Jorge), na którego stokach wyrosła malownicza historyczna dzielnica Alfama, a Bairro Alto (czyli Górną Dzielnicą) rozciąga się handlowa Baixa. Bardziej na lewo leży Alcântara, dzielnica przemysłowo-portowa dochodząca do jednego z najdłuższych wiszących mostów w Europie (2277 m) – Ponte 25 de Abril. Dalej w kierunku oceanu rozciąga się Belém z Klasztorem Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), Pomnikiem Odkrywców (Padrão dos Descobrimentos) i Wieżą Betlejemską (Torre de Belém).

Ten naturalny port wykorzystywali podobno już żeglarze feniccy. Rzymianie wznieśli tu warowny gród Olisipo, przebudowany przez kolejnych zdobywców – Wandalów, Alanów, Swebów, Wizygotów i Maurów. Portugalczycy po wyparciu tych ostatnich w 1147 r. powiększyli mauretański zamek i postawili nowe mury miejskie z 77 wieżami i 36 bramami. Panujący w latach 1279–1325 król Dionizy I (Dinis I) rozbudował twierdzę i uczynił z niej wspaniałą rezydencję królewską.

Epoka wielkich odkryć geograficznych przyniosła gwałtowny rozwój miasta. Do portu w Belém (dziś dzielnicy Lizbony) przypływały karawele wypełnione egzotycznymi towarami, przyprawami i złotem. W połowie XVIII stulecia w stolicy Portugalii mieszkało już blisko 300 tys. ludzi. Miasto było jedną z najwspanialszych metropolii Europy.

Sądny dzień nadszedł 1 listopada 1755 r., w uroczystość Wszystkich Świętych. Lizbonę zniszczyło wtedy potężne trzęsienie ziemi. Budynki rozsypywały się jak domki z kart, walące się kościoły pogrzebały tłumy modlących się. Miasto ogarnęły pożary, a wzburzone fale zalały niżej położone dzielnice, pozbawiając życia kolejne tysiące ludzi. Szacuje się, że w katastrofie zginęło nawet ok. 90 tys. osób, kilka razy więcej zostało rannych. Zniszczeniu uległo podobno 15 tys. domów, 100 kościołów, 40 klasztorów i 300 pałaców, w tym wspaniały pałac królewski nad Tagiem (Paço da Ribeira). Dziś w jego miejscu znajduje się rozległy plac Handlowy (Praça do Comércio).

Panujący w latach 1750–1777 król Józef I (José I) podczas trzęsienia ziemi przebywał poza Lizboną i dzięki temu ocalał. Jego wszechwładny premier, markiz de Pombal (Sebastião José de Carvalho e Melo, 1699–1782), na pytanie załamanego władcy, co ma robić, odpowiedział: Pogrzebiemy zmarłych i nakarmimy żywych. To zdanie przeszło do historii jako symbol czynu. Markiz wykorzystał pełnomocnictwo króla i odbudował miasto według nowoczesnego planu urbanistycznego. Dziś Baixa, najniżej położona dzielnica Lizbony, pokryta siecią ulic krzyżujących się pod kątem prostym wciąż stanowi wierne odwzorowanie planu premiera. Partery odrestaurowanych kamienic zajmują nieprzerwane ciągi mających nieraz dwustuletnią tradycję sklepów, pracowni jubilerskich, kawiarni i restauracji oraz biura podróży i banki.

Praça do Comércio to jeden z najbardziej majestatycznych placów na świecie i klejnot w koronie miasta. Obecny wygląd nadano mu po wielkim trzęsieniu ziemi z 1755 r. Z trzech stron otaczają go arkady i wspaniałe fasady budynków, czwarty bok pozostaje otwarty na przepływający obok Tag. Na środku placu stoi rzeźba konna króla Józefa I z 1775 r. W arkadach po wschodniej stronie znajduje się wejście do Lisboa Story Centre. To innowacyjnie zagospodarowana przestrzeń poświęcona historii stolicy Portugalii, przybliżająca wydarzenia, które ukształtowały miasto. Podobnie jak bogato ilustrowana książka historyczna centrum zabiera zwiedzających w fascynującą podróż w czasie. Monumentalny neoklasycystyczny łuk triumfalny (Arco da Rua Augusta), na który można wjechać windą, prowadzi na wyłączoną z ruchu kołowego ulicę Augusta (Rua Augusta) i jest bramą do Baixy. Odbudowana po trzęsieniu ziemi dzielnica stała się jednym z pierwszych kompleksowych rozwiązań architektonicznych w Europie. Serce miasta bije na położonym w niej placu zwanym Rossio, ozdobionym fontanną i pomnikiem Piotra IV (1798–1834). Oficjalnie miejsce to nosi właśnie imię króla (Praça D. Pedro IV). Podobno jednak – według legendy miejskiej – pomnik przedstawia cesarza meksykańskiego Maksymiliana I (1832–1867). Portugalczycy mieli go kupić za grosze po rozstrzelaniu tego władcy.

Plac Rossio to ulubione miejsce spotkań lizbończyków. Jego północną stronę zajmuje neoklasycystyczny budynek Teatru Narodowego D. Marii II (Teatro Nacional D. Maria II). Obok wznosi się ozdobiony manuelińską fasadą dworzec kolejowy (Estação Ferroviária do Rossio), którego perony znajdują się kilkadziesiąt metrów wyżej. Jest tu także stacja metra i pętla autobusowa, dlatego na placu panuje ciągle wielki ruch. Stąd najszerszą ulicą w mieście (niemal 90-metrową) – aleją Wolności (Avenida da Liberdade) – dochodzi się do wielkiego ronda z pomnikiem przedsiębiorczego markiza, premiera za panowania Józefa I. Z sąsiedniego parku (Parque Eduardo VII) rozciąga się wspaniały widok na Lizbonę i Słomiane Morze.

Nad portugalską stolicą góruje wspomniany Zamek św. Jerzego. Od połowy XIII w. był on rezydencją królów Portugalii. Ta budowla również została zniszczona przez trzęsienie ziemi z 1755 r. Dzisiaj roztacza się stąd cudowny widok na całe miasto, most 25 Kwietnia (Ponte 25 de Abril), gigantyczny pomnik Chrystusa i Tag.

Na szczyt zamkowego wzgórza można się wspiąć wąskimi uliczkami Alfamy, najbardziej malowniczej dzielnicy starej Lizbony. Dawniej słynęła ona ze spelunek i domów rozpusty, dziś mieszkają w niej rybacy, drobni kupcy, rzemieślnicy i robotnicy. Ze względu na ciasną zabudowę okolica przypomina skomplikowany labirynt. Życie toczy się tu wprost na ulicy, w dzielnicy są także nastawione na turystów restauracje, lokale fado, bary, winiarnie i sklepy z pamiątkami. W 1195 r. urodził się w niej św. Antoni Padewski. Dziś w miejscu, w którym wedle tradycji przyszedł na świat, stoi kościół pod jego wezwaniem (Igreja de Santo António de Lisboa). Opodal znajduje się XII-wieczna obronna Katedra (Sé de Lisboa), wyglądem przypominająca raczej warowny zamek niż świątynię.

Naprzeciwko Alfamy na wysokim wzgórzu leży Bairro Alto. Ta historyczna dzielnica Lizbony przyciąga bogatym życiem nocnym. Można się tu dostać koleją linowo-terenową (Elevador da Glória), którą skonstruował inżynier francuskiego pochodzenia Raoul Mesnier de Ponsard (1848–1914), lub niewielkim, żółtym tramwajem przystosowanym do wspinania się po stromych uliczkach (słynna linia numer 28). Na szczycie wzgórza znajdują się ruiny klasztoru należącego niegdyś do karmelitów (Convento do Carmo), zniszczonego podczas trzęsienia ziemi. Do dziś zachowała się manuelińska fasada i gotyckie łuki konstrukcji. Osoby zainteresowane kulturą i zakupami przyciągają plac Largo do Chiado i elegancka ulica Garretta (Rua Garrett) w sąsiedniej dzielnicy Chiado. W tej ostatniej (podobnie jak w Bairro Alto) warto odwiedzić sklepy z antykami wyspecjalizowane w sprzedaży azulejos, w których można obejrzeć kolekcje tych osobliwych dzieł sztuki obejmujące eksponaty od XVIII-wiecznych po współczesne. Z kolei przy Rua das Salgadeiras w Górnej Dzielnicy uwagę zwraca sklep Cork & Co z oryginalnymi wyrobami z korka, narodowego produktu Portugalii.

W Lizbonie należy też wybrać się na barwny targ w Campo de Ourique (Mercado de Campo de Ourique). Targowisko działa od 1934 r., a ostatnio zostało odnowione (w 2014 r.). Sprzedaje się na nim m.in. świeże ryby, mięso, owoce, warzywa, kwiaty i słodycze. Poza tym funkcjonuje tutaj 20 tasquinhas, czyli knajpek, w których można spróbować np. owoców morza, tradycyjnych portugalskich dań, win, serów czy lodów.

  

Górujący nad uroczą Lizboną Zamek św. Jerzego

© TURISMO DE PORTUGAL/CARLOS GIL

 

SKARBY BELÉM

Najstarsze i najciekawsze budowle stolicy znajdują się w nadbrzeżnej dzielnicy Belém (Santa Maria de Belém), szczęśliwie ocalałej w czasie trzęsienia ziemi. Niegdyś był tu port Restelo, przez który przechodziły towary przywiezione z Brazylii, Afryki i Azji. Przy centralnym placu (Praça do Império), otwartym w stronę ujścia Tagu, stoi Klasztor Hieronimitów. Od 1983 r. znajduje się on na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Budowę kompleksu rozpoczęto w 1501 lub 1502 r. na polecenie króla Manuela I (1469–1521). Ten wielki zespół klasztorny autorstwa najwybitniejszych artystów z Portugalii stanowi prawdziwą perłę stylu manuelińskiego, który charakteryzuje się specyficznym połączeniem motywów architektonicznych i dekoracyjnych późnego gotyku i renesansu. Wspaniale prezentuje się zwłaszcza kościół, gdzie znajduje się grobowiec Vasco da Gamy (ok. 1460 lub 1469–1524), który wyruszył stąd w swoją morską podróż do Indii, oraz symboliczny nagrobek najsłynniejszego portugalskiego poety Luísa de Camõesa (ok. 1524–1580). W świątyni pochowano także czterech królów z dynastii Avis, ich żony i dzieci.

Stojący obok Palácio Nacional de Belém (pochodzący z 1559 r.), nazywany również różowym pałacem z powodu nieco już wypłowiałego koloru fasady, jest obecnie oficjalną siedzibą prezydenta kraju. Do nowoczesnego, niedawno zbudowanego w okolicy gmachu przeniesiono Narodowe Muzeum Powozów (Museu Nacional dos Coches) z najbogatszą kolekcją powozów konnych na świecie, obejmującą m.in. XVI-wieczne karoce. W pobliżu znajdują się też Muzeum Sztuki Ludowej (Museu de Arte Popular) i Muzeum Morskie (Museu de Marinha) z ciekawymi eksponatami związanymi z portugalskimi odkryciami geograficznymi. Portugalczycy dotarli do wielu regionów w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Vasco da Gama odkrył drogę morską do Indii, a Ferdynand Magellan (1480–1521) po wstąpieniu na służbę Hiszpanii poprowadził pierwszą wyprawę dookoła świata.

Portugalski król Henryk zwany Żeglarzem (1394–1460) sam nie brał wprawdzie udziału w zamorskich podróżach, ale wspierał ekspedycje odkrywcze i badania geograficzne oraz rozwój wiedzy nawigacyjnej. Przedstawiono go na Pomniku Odkrywców. Stoi na dziobie żaglowca z modelem karaweli w jednej ręce i mapą świata w drugiej. Za nim znajdują się postacie żeglarzy, żołnierzy, naukowców, artystów, zakonników i kupców, którzy przyczynili się do powstania portugalskiego imperium kolonialnego. Plac za monumentem wyłożony jest kamienną mozaiką prezentującą mapę odkryć Portugalczyków. Bilet wstępu upoważnia do zwiedzenia niewielkiej ekspozycji we wnętrzu pomnika oraz do wejścia na górę, skąd rozciąga się wspaniały widok na ujście Tagu, sąsiedni Klasztor Hieronimitów i Wieżę Betlejemską. Ta ostatnia, inaczej Wieża św. Wincenta (Torre de São Vicente), została zbudowana w latach 1514–1520 na polecenie króla Manuela I dla obrony portu przed piratami. Mimo niewielkich rozmiarów (ok. 30 m wysokości) była trudna do zdobycia. W XIX stuleciu znajdowało się tu m.in. więzienie, do którego trafił w 1833 r. na dwa miesiące generał Józef Bem (1794–1850), twórca Legionu Polskiego w Portugalii. Podczas zwiedzania Belém trzeba też koniecznie wybrać się do cukierni „Pastéis de Belém”, aby spróbować pastéis de Belém (pastéis de nata), słynnych ciastek wypiekanych od 1837 r. w budynkach połączonych z rafinerią cukru.

Z Lizbony warto wyruszyć na Cabo da Roca. Po drodze można odwiedzić Sintrę, malowniczo położone górskie miasto ze starym, romantycznym pałacem (Palácio Nacional da Pena). Na zainteresowanie w tej okolicy zasługują poza tym rokokowa letnia rezydencja królewska w Queluz (Palácio Nacional de Queluz) i kompleks architektoniczny w Mafrze (Palácio Nacional de Mafra), wzorowany na hiszpańskim Eskurialu, a także Estoril, nadmorski kurort z kasynem.

 

Wiosenna Festa da Flor na Maderze – ozdobione kwiatami platformy na paradzie

© TURISMO DA MADEIRA/FRANCISCO CORREIA

 

WYSPA WIECZNEJ WIOSNY

Już sama nazwa Madera przywodzi na myśl wino o wspaniałym smaku i bukiecie. Ta największa wyspa (ok. 741 km² powierzchni) w archipelagu o tej samej nazwie, należącym do Portugalii, jest pełnym kwiatów ogrodem kwitnącym przez cały rok. Odkryli ją w 1419 r. Portugalczycy, którzy uprawiali na niej trzcinę cukrową i winną latorośl. Z winogron, znakomicie udających się w miejscowym klimacie, od stuleci wytwarza się doskonałe wino deserowe nazwane po prostu... madera. Tu urodził się w 1985 r. Cristiano Ronaldo, jeden z najbardziej znanych piłkarzy na świecie.

Mieszkańcy archipelagu kultywują swoje tradycje podczas takich wydarzeń jak Festiwal Kwiatów (Festa da Flor), Festiwal Wina Madery (Festa do Vinho da Madeira), Festival Colombo na wyspie Porto Santo na cześć Krzysztofa Kolumba czy Festival do Atlântico z imponującymi pokazami sztucznych ogni. Co roku imprezy te przyciągają tłumy turystów.

Funchal, ponad 110-tysięczna stolica archipelagu, to jedno z najpiękniej położonych miast na świecie. Przy porcie leży historyczne centrum z ukończoną w 1514 r. gotycką katedrą (Sé do Funchal), której ołtarze zdobią złocone figury świętych w średniowiecznych szatach. Przed nią kwiaciarki ubrane w tradycyjne stroje sprzedają swój pachnący towar. Wśród mnóstwa egzotycznych kwiatów wyróżniają się pomarańczowe strelicje królewskie – symbol Madery. Te efektowne rośliny spotkamy tu nawet w przydrożnych rowach. Ze względu na strome, brukowane ulice, domy rybaków zamienione na tawerny i restauracje oraz ściany budynków ozdobione azulejos Funchal bywa nazywane małą Lizboną.

W Muzeum Sztuki Sakralnej (Museu de Arte Sacra do Funchal), w sali na pierwszym piętrze wisi obraz związany z naszą historią. Pod postaciami Zachariasza i Anny przedstawiono na nim ponoć Władysława III Warneńczyka i jego portugalską żonę. Miejscowa legenda wspomina o tajemniczym rycerzu zwanym Príncipe Polaco (Księciem Polakiem), który przybył na wyspę w 1446 r. Niektórzy historycy sądzą, że był to właśnie król Polski i Węgier. Jego śmierć na polu bitwy pod Warną w 1444 r. nigdy nie została potwierdzona. Według jednej z teorii syn Władysława Jagiełły nie zginął w walce, ale udał się na wędrówkę po świecie, aby odpokutować to, że zerwał rozejm z sułtanem, choć przysięgał na Biblię, iż go dotrzyma. Tak trafił na dwór króla portugalskiego Alfonsa V (1432–1481), który udzielił mu gościny na odkrytej niedawno Maderze. Tajemniczy pokutnik zamieszkał w nadmorskiej dolinie, gdzie najpierw postawił kapliczkę, a później ufundował kościół pod wezwaniem św. Marii Magdaleny (Igreja de Santa Maria Madalena) w dzisiejszym miasteczku Madalena do Mar. Ożenił się z miejscową szlachcianką i miał z nią dwóch synów. Książę Polak zginął podczas podróży morskiej, kiedy potężny głaz z klifu Cabo Girão zatopił wiozący go statek. Tym samym spełniła się klątwa tureckiego sułtana, który przepowiedział haniebną śmierć na morzu Władysławowi III i jego potomkom.

Maderę odwiedził także 28-letni Krzysztof Kolumb (1451–1506). Przyjechał tu handlować cukrem, ale pokochał i poślubił córkę gubernatora wyspy Porto Santo – piękną Filipę Moniz Perestrelo. Dzięki temu małżeństwu uzyskał dostęp do morskich archiwów Portugalczyków, najsłynniejszych wówczas żeglarzy i odkrywców, co przydało mu się zapewne w czasie podróży przez Atlantyk, zakończonej odkryciem Ameryki. Dziś jedną z atrakcji turystycznych Funchal jest replika karaweli Santa Maria, jednego ze statków odkrywcy. Można popłynąć nią wzdłuż wybrzeża aż do najwyższego przylądka w Europie (580 m n.p.m.) – skalistego Cabo Girão. Po drodze podziwia się miejscowość Câmara de Lobos, której urocze pejzaże malował zakochany w Maderze Winston Churchill (1874–1965).

Nie był on jedynym mężem stanu odwiedzającym wyspę. W 1930–1931 r. 3,5-miesięczny urlop spędzał na niej marszałek Józef Piłsudski (1867–1935). Zatrzymał się w malowniczo położonej willi Quinta Bettencourt na zachodnich przedmieściach Funchal. O jego pobycie przypominają tablice wmurowane w ścianę domu. Obecni właściciele willi chętnie przyjmują gości z Polski, a nawet chcą urządzić tu niewielkie muzeum. Kiedy nabyli tę posiadłość, nie wiedzieli, że kupują ją wraz z polską legendą.

Niedaleko schodów prowadzących do barokowego kościoła w Monte (Igreja de Nossa Senhora do Monte), którego charakterystyczna sylwetka z dwoma białymi wieżami widoczna jest z wielu miejsc w okolicy, zbierają się osoby zainteresowane najbardziej chyba znaną rozrywką na wyspie – zjazdem po bruku wiklinowymi saniami. W tym nietypowym pojeździe z płozami mieszczą się dwie lub trzy (szczupłe) osoby, a sterują nim za pomocą lin dwaj ubrani na biało mężczyźni w słomkowych kapeluszach. Na początku ciągną sanie z pasażerami po wyślizganym bazaltowym bruku, a kiedy te nabiorą prędkości, wyhamowują je podgumowanymi butami. Ernest Hemingway (1899–1961), który odbył kiedyś tę przejażdżkę, określił ją jako rozweselającą.

W Santanie położonej na północnym wschodzie Madery można zobaczyć oryginalne trójkątne domy pomalowane na żywe kolory (tzw. casinhas de Santana). Ich dachy pokryte są strzechą, a ściany od wewnątrz wyłożono drewnem. Ponieważ w ciepłym klimacie wyspy życie toczy się poza domem, traktuje się je głównie jako schronienie przed deszczem i miejsce do spania. Z kolei w leżącym na północnym zachodzie Porto Moniz wielkie oceaniczne fale rozbryzgują się o wulkaniczne wybrzeże. Turyści chętnie relaksują się tu w naturalnych basenach (Piscinas Naturais do Porto Moniz) powstałych w wydrążonych skałach, w których zalega ogrzewana słońcem morska woda. Niedaleko stąd znajduje się miasteczko São Vicente, słynące z produkcji słodkiej specjalności Madery – miodowego ciasta bolo de mel.

Jedną z głównych atrakcji wyspy jest wspaniała przyroda. Dzięki urozmaiconemu ukształtowaniu terenu rozwinęła się tutaj zróżnicowana szata roślinna. W ciągu jednego dnia na Maderze można odbyć podróż przez trzy pory roku: wiosnę, lato i jesień. Wystarczy wybrać się na wycieczkę przez środek wyspy, gdzie wznoszą się góry o wysokości mniej więcej 1300–1850 m n.p.m. (na czele z Pico Ruivo, 1862 m n.p.m., najwyższym szczytem całego archipelagu). Lasy z domieszką drzew laurowych zatrzymują wodę na stromych stokach, chroniąc je przed erozją. Jednocześnie tworzą znakomity mikroklimat. Ostro zarysowane szczyty górskie, głęboko wcięte doliny i malownicze wodospady oraz strome, nadmorskie klify sprawiają, że jest to jedno z najlepszych miejsc na wypoczynek.

Atrakcją Madery są spacery wzdłuż kanałów nawadniających (levadas). Piesze wycieczki wśród eukaliptusów i drzew laurowych oraz pachnących kwiatów i ziół dostarczają niezapomnianych wrażeń. Wielu turystów przyjeżdża tu specjalnie po to, aby całymi dniami wędrować i podziwiać wspaniałą przyrodę tej pięknej wyspy. 

 

Kolej linowa (teleférico) łącząca od 2000 r. historyczne centrum Funchal z Monte

©ASSOCIAÇÃO DE PROMOÇÃO DA MADEIRA

 

Wydanie Lato 2018

Z wizytą na rajskim Zanzibarze

EWA WORSOWICZ

                                                                                    

Afryka od lat fascynuje podróżników z całego świata. To kontynent pełen kontrastów – jego wybrzeże oblewają szmaragdowy Ocean Indyjski i błękitny Atlantyk, rajskie plaże pokrywa biały jak mąka piasek, wśród krytych strzechą z palmowych liści domków dla gości unosi się atmosfera błogiego relaksu, a jednocześnie wielu Afrykańczyków żyje w biedzie i nie ma szans na polepszenie swojej sytuacji. Właśnie za te skrajności Czarny Ląd można kochać lub go nienawidzić.

Więcej…