Stragany na uliczce w Palermo uginają się od świeżych warzyw
food-and-wine-palermo-street-markets

© WWW.SICILY.CO.UK

Dominika Friedrich

www.sycyliabocznymidrogami.pl


Sycylia należy do tzw. Mezzogiorno, południowych regionów Włoch. To najbardziej odległy od kontynentalnej Europy zakątek kraju, oddzielony od niej Cieśniną Mesyńską, i najbliższy reszcie świata. Trójkątny ląd otaczają trzy morza – Jońskie, Tyrreńskie i Śródziemne.


Największa włoska wyspa (prawie 26 tys. km² powierzchni) jest kolebką nauki, kultury, sztuki i literatury. W tym miejscu krzyżowały się ze sobą wpływy wielkich cywilizacji. To niemal osobny kraj. Mieszkańcy Sycylii nie mówią o sobie, że są Włochami, nazywają się Sycylijczykami. Żyją w innym klimacie, mają swoje zwyczaje. Ile jest kuchni włoskiej w sycylijskiej? Chyba nie umiem i nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie nie istnieje jednolita kuchnia Włoch. Przecież Sycylię od Alp dzieli ponad 1200 km. Na sztukę kulinarną kraju składają się więc jej regionalne odmiany wyróżniające się własnym charakterem.


Proponuję zatem niekonwencjonalne zwiedzanie wyspy, w starożytności nazywanej Trinacrią. Wyprawa enogastronomiczna pozwoli poznać ją od kuchni, czyli z najsmaczniejszej strony. Łatwiej i szybciej przychodzi nam próbować dań typowych dla innych społeczności niż mówić ich językiem. We Włoszech jednym z przyjemniejszych sposobów na odkrywanie danego regionu jest kosztowanie jego specjałów kulinarnych. Tutaj kuchnia odsłania serca mieszkańców. Zawsze podczas podróży staram się zjeść lokalną potrawę, bo gdybym tego nie zrobiła, nie zrozumiałabym miejsca, do którego trafiłam, ani mentalności żyjących w nim ludzi.


GORĄCA ETNA

Ruiny teatru greckiego w Taorminie

 taormina DSC9981 ORIZZ
© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

Na pewno warto zdawać sobie sprawę z jednego – we Włoszech dużo mówi się o jedzeniu, znacznie więcej niż gdzie indziej na świecie i na jakikolwiek inny temat. Tu wszystko zaczyna się od posiłku i na nim kończy. Myślę, że można to wyjaśnić następująco: we włoskiej kulturze ktoś, kto podaje nam przepis na jakąś potrawę, chce nam przybliżyć miejsce swojego pochodzenia. Dimmi che mangi e ti dico chi sei („Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś”) – mawiają Włosi. Jedzenie to tożsamość, korzenie, dom rodzinny, dlatego tak ważne jest, aby spróbować poznać Sycylię z pomocą prawdziwych Sycylijczyków. Tylko oni potrafią zarazić miłością do tej uwodzicielskiej wyspy i sprawić, że stracimy dla niej głowę i oddamy jej nasze serce.

               
Sycylijski krajobraz wnętrza lądu nie ma nic wspólnego z barokowymi miastami i gajami pomarańczowymi. Tworzy go ziemia spalona słońcem, falująca i ciągnąca się leniwie aż po majaczący gdzieś przed nami horyzont. Niezliczone nagie i niemal nierzeczywiste wzgórza wyrastają jedno za drugim bez końca. Przypominają morze, które nagle skamieniało.

               
Sycylia nie zna rozwiązań pośrednich, na niej nic nie jest zwyczajne, pospolite ani przyziemne. Znajduje się tu jeden z największych czynnych wulkanów w Europie. Etna – pulsujące serce wyspy – wznosi się na wysokość ok. 3330 m n.p.m. (zmieniającą się ze względu na dużą aktywność). Góra zachwyca majestatem, siłą i niepowtarzalnym pięknem. Widok ognia, lejącej się gorącej lawy i ośnieżonych zboczy na tle wręcz księżycowego krajobrazu uczy nas pokory wobec natury. Trudno o większy kontrast niż między czerwienią magmy a bielą śniegu. Niewiele jest też miejsc na świecie, gdzie podczas jazdy na nartach można mieć wrażenie, że zmierza się wprost do morza. Takie niezwykłe przeżycia zapewnia właśnie dostojna Etna, czasem przystrojona w elegancki kapelusz z chmur, a czasem zakryta czarną woalką.


Powiedziano mi, że aby zrozumieć Sycylię, trzeba wejść na szczyt jej wspaniałego wulkanu, wspiąć się po twardym zboczu i poczuć zapach śródziemnomorskiej roślinności, która zmienia się wraz z pokonywaną wysokością. W niższych partiach w lasach spotyka się zwierzęta, wyżej pojawiają się ostre czubki czarnych skał w towarzystwie kwitnących janowców (Genista aetnensis) i fiołków. Wspinamy się dalej, a przed nami roztacza się księżycowy krajobraz, widzimy głębokie kratery, wąwozy i zastygłe języki lawy. Warto zatrzymać się choć na chwilę i pooddychać głęboko w tej ciszy. Etna wznosi się nad nami ze swoją pajęczyną szlaków. W Valle del Bove przed naszymi oczami rozpościera się naturalny amfiteatr, który przedstawia geologiczną historię wulkanu. Z wrażenia brakuje nam tchu w piersiach. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć i zobaczyć. Zaraz obok w Taorminie znajduje się raj na ziemi. Specyficzny morski mikroklimat podnosi tutaj temperaturę powietrza do ponad 30°C przez sześć miesięcy w roku. Lato jest długie, gorące, wręcz męczące, a potem przychodzą deszcze, które są tak gwałtowne, że wprawiają w szał wyschnięte potoki występujące z brzegów. Ta żywiołowość pogody, różnorodność i kontrasty krajobrazu, przechodzenie z jednej skrajności w drugą ukształtowały charakter Sycylijczyków i wpłynęły na ich kulinarne upodobania.


KRAINA KONTRASTÓW

Na słodkiej, kolorowej Sycylii kuchnię podniesiono do rangi sztuki. Tu wszystko doprowadzone jest do przesady – światło słońca bywa nie do zniesienia dla obcokrajowca bez okularów przeciwsłonecznych, błękit nieba i turkus morza wyglądają jak wyjęte ze starych pocztówek, wydają się wręcz kiczowate, zieleń plantacji i gajów cytrusowych ma niesamowicie intensywny odcień, zapachy odurzają. Lepki od cukru sok z melonów spływa po dłoniach w trakcie jedzenia.


Na tej ziemi kontrastów luksus sąsiaduje z biedą, piękno miesza się z brzydotą. Świetny tego przykład stanowi Palermo. Można albo je pokochać, albo znienawidzić. Światło przeplata się w nim z ciemnością. Kiedy z miejsca rozpalonego słońcem przechodzi się w cień, przez moment nie widzi się nic. To jak przeciwstawienie dobra i zła. Życie tutaj jest niezmiernie intensywne, a jednocześnie przesycone przeszłością, która w dalszym ciągu ciąży na Sycylii i jej mieszkańcach w niewidoczny dla niewprawnego oka sposób. W dialekcie sycylijskim nie ma czasu przyszłego, żyje się tu i teraz. Może to wpływ zniszczeń spowodowanych trzęsieniami ziemi… W ich wyniku w ruinę obróciły się takie miasta jak Gibellina – największe w Europie muzeum sztuki współczesnej na świeżym powietrzu – czy Salaparuta i Poggioreale, które dane mi było odwiedzić. Czułam w nich pod stopami wibracje tej ziemi. Te niesamowite miejsca uczą pokory wobec siły natury. Może to także efekt spustoszeń spowodowanych wybuchami wulkanów i najazdami obcych plemion… Sycylijczycy zachowują stoicki spokój i potrafią spoglądać tylko w przeszłość, która zamienia się w gorącą teraźniejszość.


Na Sycylii zawsze krzyżowały się kultury. Z tych właśnie spotkań narodziły się dania takie jak cannoli z kandyzowanymi pomarańczami, cassata, cuscus trapanese na bazie ryb i owoców morza. W sycylijskiej kuchni często pojawia się smak agrodolce (słodko-kwaśny), który łączy w sobie wszystko. W potrawach ostrość przechodzi w słodycz, a słodycz w ostrość, ale nie tylko, elementy twarde mieszają się też z miękkimi, np. w przypadku cannoli kruchość smażonej skórki kontrastuje z rozpływającą się w ustach słodką ricottą. W okolicach Trapani natomiast podaje się lody caldo freddo polane gorącą czekoladą albo parfait migdałowe również w ciepłej polewie czekoladowej. Na talerzu zestawia się ze sobą smaki morza i ziemi, a podobne przykłady można by mnożyć bez końca...


LOKALNE SKARBY

Kanapka z placuszkami panelle w Palermo

Pane-e-pannelle
© WWW.SICILY.CO.UK

Sycylia szczyci się jednym z najbogatszych we Włoszech zbiorów przepisów kulinarnych, który jest owocem bardzo burzliwych losów regionu. W miejscowej niezmiernie różnorodnej i smacznej kuchni wpływy arabskie i hiszpańskie walczą ze sobą o palmę pierwszeństwa. Poznawanie sztuki kulinarnej stanowi więc swoistą lekcję historii.

Arancini – ryżowe kulki w panierce

Le Arancine© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO         

Dobrym przykładem będą klasyczne arancini – ciepłe i chrupiące złote kule. Prezentują one 1000 lat sycylijskich tradycji kulinarnych. Dwieście gramów ryżu pachnącego szafranem, połączonego z małymi zielonymi ziarnkami groszku i otaczającego serowe serce pachnie mięsnym sosem ragoût. Tak wygląda tradycyjna wersja przysmaku. Dziś istnieją najrozmaitsze odmiany arancini odpowiednie dla każdego podniebienia: klasyczne z masłem lub sosem mięsnym, nadziewane grzybami, z bakłażanem, szpinakiem, czekoladą, gorgonzolą, kiełbasą, łososiem i krewetkami czy też – oczywiście – złote pistacjowe kule z Bronte. Taki opis chyba wystarczy, żeby zacząć się pakować i wyruszać w drogę...


Od zawsze Sycylia była popularnym celem podróży i wakacyjnych wyjazdów ze względu na swoje bogate dziedzictwo artystyczne i archeologiczne, piękno i różnorodność krajobrazów, urokliwe plaże i barwny folklor. Jednak od kilku lat wyspa bywa doceniana także za jej tradycje kulinarne. Niektóre spośród lokalnych produktów stały się bardzo modne, wzbudzają szerokie zainteresowanie i zyskują sobie coraz więcej wielbicieli. Warto wymienić chociażby oliwę extra vergine, tutejsze wina, np. znane i chwalone na całym świecie czerwone Nero d’Avola, czy tradycyjne sycylijskie sery primosale (primo sale), pecorino czy caciocavallo.

               
W miejscowej kuchni uwagę zwracają ciekawe i niepowtarzalne połączenia składników. Używa się tutaj w dużych ilościach migdałów, pistacji (zielonego złota Etny), sezamu, rodzynek, liści laurowych, kaparów, czyli kwiatów do jedzenia, potocznie zwanych sycylijskimi orchideami, i finocchietto selvatico – dzikiego kopru włoskiego.


SAMA ŚWIEŻOŚĆ

Tutejsza kuchnia jest niezmiernie zróżnicowana. Inne dania królują na wybrzeżu (przewaga ryb i owoców morza), inne w środku wyspy (więcej warzyw i mięsa). Ze względu na różnice klimatyczne każdy region charakteryzuje się własnymi produktami lokalnymi. Potrawy z Katanii nie są takie jak te z zachodnich brzegów, w Palermo je się inaczej niż w Trapani.


Z całą pewnością jednak sztuka kulinarna Sycylii bazuje na sezonowych składnikach, czyli zmienia się w zależności od pór roku. Kolejne miesiące obfitują w nowe świeże warzywa. Do najpopularniejszych na wyspie należą karczochy, czyli jeszcze jedne kwiaty do jedzenia. Ja osobiście bardzo je lubię.


Mimo licznych różnic kuchnia sycylijska ma wiele wspólnych elementów. Często używa się w niej ricotty, zarówno do dań słonych, jak i słodkich, czy oliwy z oliwek. Latem dużą popularnością cieszą się bakłażany przyrządzane na tysiące sposobów. Warto wymienić choć kilka potraw, np. tradycyjną caponatę łączącą smaki słodki i kwaśny, zapiekankę ze smażonych bakłażanów nazywaną parmigiana, involtini di melanzane, czyli zapiekane nadziewane roladki bakłażanowe, mulinciani chini (w dialekcie sycylijskim, a po włosku melanzane ripiene) – faszerowane i pieczone bakłażany czy też klasyczną pastę alla Norma (zwaną też pastą alla siciliana). Same bakłażany z Sycylii nie przypominają tych polskich. Są duże i słodkie od gorącego słońca, więc nie trzeba ich najpierw posypywać solą, aby straciły goryczkę. Mają kolor jasnofioletowy, białe wnętrze i okrągły kształt. Aż do końca XIX w. Włosi odnosili się do tego warzywa bardzo nieufnie. Sądzili, że wywołuje niestrawność, szaleństwo i choroby psychiczne. Doskonale oddaje ten fakt ludowe tłumaczenie jego włoskiej nazwy melanzana jako mela insana („szalone jabłko”).

               
Sycylijczycy kochają zarówno swoją kuchnię, jak i regionalne produkty, dlatego gdziekolwiek mieszkają, nie umieją się bez nich obejść. Na co dzień jedzą tradycyjne dania. Są przyzwyczajeni do wyśmienitej jakości kupowanych towarów i ich bezdyskusyjnej świeżości. Na wyspie nadal większość zakupów robi się w sklepie warzywnym, rybnym bądź mięsnym, a nie w supermarkecie. Mieszkańcy wybrzeży Sycylii (czyli ośmiu z dziewięciu jej prowincji) spożywają bardzo dużo ryb. W domach sycylijskich pojawiają się one zresztą średnio trzy razy w tygodniu.


PRZEKĄSKI NA ULICY

Ta największa włoska wyspa stanowi także raj dla wegetarian. Zdecydowanie mają oni w czym wybierać. Już samych odmian sałaty, zarówno przeznaczonych do jedzenia na surowo, jak i po ugotowaniu lub podsmażeniu (najczęściej niedostępnych na naszym rynku), jest naprawdę mnóstwo. Do tego dochodzą jeszcze tzw. verdure selvatiche lub verdure spontanee – warzywa zielone rosnące dziko, nieuprawiane. Po przyjeździe do Polski nawet w lecie brakuje mi tej różnorodności, a co dopiero muszą czuć Sycylijczycy.


Tradycyjna domowa kuchnia Sycylii to co innego niż mangiar per strada, czyli „jedzenie na ulicy”. Ja nazywam ten rodzaj przekąsek sycylijskim fast foodem. Najczęściej kupuje się je na mieście i nie przygotowuje się ich w domu, dlatego że są raczej pracochłonne i nie warto ich przyrządzać tylko dla kilku osób. Do tego typu potraw zaliczyłabym pochodzące z Palermo tradycyjne placuszki z mąki z ciecierzycy (panelle) i puszysty placek sfincione, całkowicie nie do pomylenia z pizzą, oraz wspomniane już arancini, w wersji klasycznej składające się z szafranowego ryżu nadziewanego mięsnym sosem i smażone w głębokim tłuszczu, ale w innych wariantach wypełnione też szynką, szpinakiem, serem czy czekoladą albo pistacjami.


Jak widać, Sycylijczykom trudno odmówić wyobraźni kulinarnej. Na liście smakołyków z lokalnego fast foodu nie może zabraknąć kolejnego dania z Palermo, występującego pod nazwą stigghiola, czyli wnętrzności jagnięcych lub kozich pieczonych na grillu na szpadce. Smakują rewelacyjnie. Innym kojarzonym z tym miastem przysmakiem jest bułka z cielęcą śledzioną zwana panino con la milza. Przepis na nią ma ponad tysiąc lat. Oprócz śledziony dodaje się płuca i kawałki chrząstek tchawicy podsmażone na smalcu z owczą ricottą i startym serem caciocavallo. Sprzedaje się dwa rodzaje tej kanapki. W wersji tańszej – vergine – zawiera tylko ricottę, ser caciocavallo i trochę gorącego smalcu ze smażenia śledziony, w wariancie pełnym uwzględnia się wszystkie wymienione składniki. W Katanii króluje cipollina. Pod tą nazwą występuje ciasto francuskie pieczone w piekarniku, nadziewane pomidorami, serem, szynką i cebulą. Nigdy nie mogę się oprzeć temu przysmakowi. Uliczne jedzenie reprezentuje również polpo bollito – gotowana ośmiornica. Nie wolno także zapomnieć o jeżowcach (ricci di mare), które są otwierane na naszych oczach. Sprzedawcy instruują klientów, jak jeść te dziwne stworzenia, posługując się językiem albo kawałkiem chleba. Nie da się nimi nasycić, można jedynie delektować się zapachem morza i wiatru. Na koniec zostają nam świeże frutti di mare crudi, owoce morza na surowo: fasolari, tartufi di mare, cannolicchi, vongole (małże wenus), cozze (omułki), ostrygi, padelle, telline.


Na Sycylii uliczne przekąski je się zwykle rękoma. Minęło wiele lat zanim się tego nauczyłam. Na spotkaniach sycylijscy przyjaciele mówili mi: Mangia come ti ha insegnato la mamma! („Jedz tak, jak nauczyła cię mama!”). Problem polegał na tym, że moja mama nie pokazała mi, jak jeść jeżowce, ostrygi, omułki i małże...


TYLKO NA MIEJSCU

Z całą pewnością kuchnia Sycylii jest wyjątkowa, tak jak i sama wyspa. Już fakt, że wiele warzyw, owoców i ryb nie występuje poza tym regionem, potwierdza tylko tę tezę. Warto wymienić choćby tenerumi, czyli liście sycylijskiej cukinii, tzw. serpente di Sicilia („sycylijskiego węża”). To jasnozielone warzywo o średnicy nie przekraczającej 10 cm i długości dochodzącej nawet do 2 m. Znajdziemy tu dania zarówno z cukinią, jak i jej liśćmi, np. makaron zwany pasta con tenerumi. Wśród owoców morza na wspomnienie zasługują m.in. occhi di bue – w dosłownym tłumaczeniu „oczy krowy”. Próbowałam ich tylko na Sycylii, w okolicach Katanii. W Trapani nikt nie wiedział, o co mi chodzi.


Dopiero po latach nauczyłam się jeść rękoma owoce morza. Niektóre można zdobyć samemu, np. padelle zbiera się bezpośrednio z nadmorskich skał. Jeżowce natomiast należy wybierać kolorowe. Najlepiej smakują te jedzone nad morzem tuż po zebraniu, otwarte i przepłukane słoną wodą.


Od Sycylijczyków dowiemy się również wielu rzeczy dotyczących przygotowywania potraw, w tym jak ubić karczochy przed pieczeniem i dlaczego trzeba to robić, jak zbić ośmiornicę po złowieniu czy obrać opuncję itp. Chętnie też pokażą nam każdą z tych technik. Ja w ten sposób poznałam i pokochałam Sycylię i jej mieszkańców.


ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

Świetnym pomysłem na zwiedzanie wyspy są wyprawy enogastronomiczne połączone z degustacjami w licznych lokalnych winnicach, wytwórniach serów i wytłaczarniach oliwy. Do programu wycieczki warto dodać również warsztaty gotowania przeprowadzane w gospodarstwach agroturystycznych. Oprócz fantastycznych doznań kulinarnych na Sycylii czeka na przyjezdnych mnóstwo propozycji aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu. Trekking można urozmaicić morskimi kąpielami. Polecam Rezerwat Naturalny Zingaro (Riserva Naturale Orientata dello Zingaro), Rezerwat Naturalny Monte Cofano (Riserva Naturale Orientata Monte Cofano), pasmo górskie Nebrodi (z Monte Soro na czele – 1847 m n.p.m.), Etnę, pobliskie Wyspy Liparyjskie – szczególnie Vulcano, Salinę i Stromboli, wyspę Pantellerię i nie tylko. W wielu miejscach organizuje się przejażdżki jeepami, quadami, motocyklami i rowerami. Bezpośredni kontakt z naturą zapewniają wyprawy konne.

               
Od strony morza Sycylia wygląda zupełnie inaczej. Zachwyca mnóstwem dzikich plaż, tzw. plaż milczenia. Osoby stroniące od tłumów na pewno będą zadowolone. Wybór jest naprawdę ogromny. Można przebierać w różnorodnych plażach – od tych pokrytych drobnym białym piaskiem w San Vito Lo Capo i Mondello, przez złote na południowym wschodzie (okolice miejscowości Ispica, Noto czy Avola), południu (np. Agrygent – Agrigento) i północy wyspy (m.in. Cefalù), żwirowe i kamieniste w pobliżu Taorminy czy Capo d’Orlando, aż po skaliste i klifowe wybrzeża (Scala dei Turchi – Schody Turków, położone między Realmonte a Porto Empedocle). Ten region Włoch przyciąga poza tym wielu amatorów sportów wodnych. Do Rezerwatu Naturalnego Zingaro przybywają nurkowie, którzy odwiedzają też niezmiernie chętnie wysepkę Ustica usytuowaną ok. 65 km na północny zachód od Palermo, a także Wyspy Liparyjskie, Egady, Lampedusę i Pantellerię. Kite- i windsurfing najlepiej uprawiać w rejonie miejscowości Pozzallo i Paceco, ale istnieje jeszcze wiele miejsc, gdzie wiatr wieje zawsze.


Świetny pomysł stanowi również rejs wokół sąsiadujących z Sycylią archipelagów. Gdybym miała wybierać, zaczęłabym od Wysp Liparyjskich i pierwszy postój zrobiłabym na Salinie w Pollarze o zachodzie słońca. To właśnie tu kręcono film Il postino (Listonosz) z 1994 r. Następnie udałabym się na Alicudi i Filicudi, a potem gdzie oczy poniosą. Wakacje pod żaglami dają ogromne poczucie wolności. Zapach morza budzi i usypia żeglarzy, delfiny skaczą wokół łódki. Po drodze łowi się ryby, zbiera się owoce morza: jeżowce, padelle, vongole (małże wenus) czy telline. Dla kogo rejs jachtem to za dużo, ten może popłynąć z rybakami na nocny połów.

               
Sycylia ma także swoje historyczne oblicze. Miłośnicy sztuki powinni ruszyć w poszukiwaniu przykładów tutejszej odmiany baroku z XVII i XVIII w., ciężkiej od dekoracji, kapiącej złotem, czasami kiczowatej i prowincjonalnej. Na południowym wschodzie wyspy wytyczono nawet szlak łączący perły tej architektury (tzw. miasta późnego baroku w dolinie Noto – Caltagirone, Militiello in Val di Catania, Katania, Modica, Noto, Palazzolo Acreide, Ragusa i Scicli, wpisane w 2002 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Fascynaci historii mogą odkrywać ślady antycznej kultury greckiej w Syrakuzach, Agrygencie (Agrigento), Selinunte (Selinuncie), Segeście i wielu innych miejscach. Tutaj za każdym zakrętem czeka na nas coś nowego. Mnie po 25 latach ten wyjątkowy zakątek Włoch ciągle jeszcze czymś zaskakuje.


Jak mówi stare sycylijskie powiedzenie: Można wyrzucić Sycylijczyka z Sycylii, ale nigdy nie uda się wyrzucić Sycylii z serca Sycylijczyka. Dotyczy ono jednak nie tylko miejscowych. Kto raz odwiedzi tę fascynującą wyspę, zawsze będzie już na nią wracać, a zakochać się w niej wcale nie tak trudno.

Więcej informacji: 
www.sicily.co.uk

Artykuły wybrane losowo

Dotknąć Afryki w Ugandzie

10a_1.jpg

Grupa dzieci z przedmieść Masaki

©MARTA RZESZUT

MARTA RZESZUT

 

Podróżujący po Ugandzie Winston Churchill nazwał ją „Perłą Afryki”. Użył tego wyrażenia nie bez przyczyny. Ten kraj może pochwalić się bogatą przyrodą, soczyście zielonymi lasami, przyjaznymi mieszkańcami i… najsmaczniejszymi ananasami na świecie. Tutaj naprawdę poczujemy, czym jest Czarny Ląd.

Więcej…

Słowenia wyjęta z obrazka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słoweńcy mówią o swoim pięknym kraju, że to Europa w miniaturze. Mają praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie Alpy Julijskie, równiny, rozległe lasy, bystre rzeki, malownicze winnice, wody termalne, urocze kurorty nad ciepłym Adriatykiem, zabytkowe miasta i czarujące zamki oraz nowoczesną bazę hotelową i wyśmienitą kuchnię. Turystów z całego świata (ostatnio w Bledzie spotkałem nawet znajomych z Kolumbii!) przyciągają do Słowenii niesamowite cuda natury – bajeczne jaskinie (słynna Postojnska jama i Škocjanske jame) i zapierające dech w piersiach jeziora (Bled i Bohinj). Kraj ten jest także mekką miłośników raftingu (cudowna Soča), koni (historyczna stadnina w Lipicy), białego szaleństwa (Bovec, Cerkno, Kranjska Gora, Krvavec, Maribor Pohorje, Rogla), wędkarstwa (wyprawy na pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego czy wreszcie zdrowego wypoczynku w ośrodkach SPA & Wellness (Moravske Toplice, Rogaška Slatina czy Portorož).

 

Słowenia to małe państwo o powierzchni porównywalnej do naszego województwa podlaskiego (ma jedynie 20 273 km2). Oferuje jednak tyle atrakcji, że śmiało może konkurować ze znacznie większymi krajami. Na jej obszarze żyje niewiele ponad 2 mln mieszkańców. Ma ona tylko 47 km wybrzeża, ale co najważniejsze – niezmiernie urodziwego. Brakuje tu jedynie piaszczystych plaż (wyjątek stanowi Portorož). Powiedzenie małe jest piękne pasuje jak ulał do tego kraju, położonego po słonecznej stronie Alp. Tylko w Słowenii możemy kąpać się w morzu, opalać na plaży, żeby już za chwilę (za mniej niż godzinę) wspinać się po wysokich górach, spacerować wokół malowniczych jezior i oddychać czystym, rześkim powietrzem.

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA