Przepiękny krasowy krajobraz Parku Narodowego Jezior Plitwickichplitvice-optimized-for-print-ivo-biocina 1
© NARODOWY OŚRODEK INFORMACJI TURYSTYCZNEJ REPUBLIKI CHORWACJI/IVO BIOCINA

MAGDALENA BARTCZAK


Położona na Półwyspie Bałkańskim Chorwacja jest ciągle jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych w Europie. Serca odwiedzających ją podróżników podbija oszałamiającą architekturą miast i miasteczek, bajeczną, często niemal dziką przyrodą, różnorodnością wysp i wybrzeża, doskonałą kuchnią i wyśmienitymi winami oraz niezwykłą gościnnością i serdecznością mieszkańców. Nic więc dziwnego, że co roku, nie tylko w okresie wakacyjnym, przybywa tu mnóstwo obcokrajowców.


Choć ten kraj nie należy do największych na kontynencie europejskim (ma powierzchnię ok. 56,6 tys. km² i 4,2 mln mieszkańców), łączy w sobie wszystko, czego szukają spragnieni rozmaitych wrażeń turyści. Znajdują się w nim piękne zabytkowe miasta, po których można spacerować godzinami, idylliczne plaże doskonałe na odpoczynek po zwiedzaniu i liczne wyspy rozrzucone wśród lazurowych wód Morza Adriatyckiego. Region wybrzeża to idealne miejsce na rejs jachtem, snorkeling czy nurkowanie.


Na atrakcyjność Chorwacji wpływa też jej przyjemny śródziemnomorski klimat, który sprawia, że warto do niej przyjechać praktycznie o każdej porze roku. Średnie temperatury nad Adriatykiem latem rzadko przekraczają 30°C, zwykle wynoszą 28–30°C. Zimą z kolei prawie nigdy nie spadają poniżej zera i najczęściej sięgają 9–13°C. Jednak tym, co czyni ten kraj tak bardzo wyjątkowym, jest przede wszystkim przyroda. W wielu miejscach pozostaje wciąż nienaruszona, w innych harmonijnie komponuje się z wytworami rąk ludzkich. Wszędzie zachwyca swoim pięknem, dlatego jej urokowi nie sposób się nie poddać.


PROPOZYCJA DLA AKTYWNYCH

Podczas podróży po Chorwacji nie wolno ominąć największego tutejszego skarbu przyrodniczego, czyli Parku Narodowego Jezior Plitwickich (ok. 297 km² powierzchni), położonego w środkowej jej części, ok. 140 km od stołecznego Zagrzebia, niedaleko granicy z Bośnią i Hercegowiną. Składa się on z dwóch wielkich kompleksów, a na jego terenie znajduje się 16 niezmiernie malowniczych jezior krasowych połączonych ze sobą prawie setką większych i mniejszych wodospadów, wśród których wyróżnia się liczący 78 m wysokości Veliki slap, czyli Wielki Wodospad (największy w kraju). Najrozleglejszym zbiornikiem w tym rejonie jest Kozjak, mający ponad 815 tys. m2 powierzchni i niemal 47 m głębokości. Krystalicznie przejrzyste, lśniące w słońcu turkusowe akweny wraz ze wznoszącymi się nad nimi białymi skalnymi ścianami i rosnącymi wokół gęstymi bukowymi lasami tworzą jedyny w swoim rodzaju krajobraz.


Park można przemierzać kilkoma trasami. Niektóre ich odcinki pokonuje się pieszo, inne – niewielkimi statkami pasażerskimi i specjalnymi pociągami drogowymi. Poszczególne szlaki charakteryzują się różnym stopniem trudności. Przejście tych łatwiejszych zajmuje 2–3 godz., na wyprawę trudniejszymi trzeba przeznaczyć co najmniej 7–8 godz. Miłośnicy turystyki aktywnej odwiedzają tę okolicę także z innego powodu. Wytyczono tu jedne z najbardziej spektakularnych ścieżek rowerowych w Europie.

               
Kolejnymi świetnymi pomysłami na spędzenie czasu w Chorwacji są spływy kajakowe i rafting. W ich trakcie można również podziwiać tutejszą przyrodę. Na takie wycieczki znakomicie nadaje się choćby płynąca niedaleko Jezior Plitwickich 64-kilometrowa rzeka Mrežnica, należąca do najpiękniejszych w całym kraju. Dzięki powstałym na niej licznym wodospadom oraz występującej w tym rejonie bogatej florze i faunie wyprawa kajakiem czy pontonem staje się niezapomnianym przeżyciem. Niesamowite chorwackie pejzaże obejrzymy też w innym miejscu, które spodoba się wszystkim wielbicielom kontaktu z naturą i aktywnego wypoczynku. Mowa o Parku Narodowym Krka (109 km² powierzchni), leżącym w pobliżu Szybenika (Šibenika) – urokliwego niemal 50-tysięcznego miasta z zabytkowym centrum historycznym. Wznosząca się tutaj gotycko-renesansowa Katedra św. Jakuba uchodzi za jeden z najcenniejszych i najwspanialszych kościołów w Chorwacji. Nic więc dziwnego, że od 2000 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Do samego parku z Szybenika najłatwiej dostać się autobusem. Podczas zwiedzania nie wolno ominąć wodospadów (do największych zaliczają się Manojlovac, Skradinski buk i Roški slap) i doliny 73-kilometrowej rzeki Krka, przybierającej miejscami kształt potężnego kanionu. W północnej części obszaru parkowego usytuowane jest Jezioro Visovačkie (Visovačko jezero) z wysepką Visovac. Stoi na niej franciszkański klasztor otoczony wysokimi cyprysami, topolami i wierzbami.

               
Turyści lubiący ruch na świeżym powietrzu koniecznie powinni zajrzeć do położonego w paśmie górskim Welebit Parku Narodowego Paklenica (95 km² powierzchni), który co roku przyciąga tysiące alpinistów i amatorów trekkingu z całego świata. Obejmuje on swoimi granicami dwa imponujące kaniony krasowe. Wielka Paklenica (Velika Paklenica) ma długość ponad 14 km, a jej ściany wznoszą się na wysokość powyżej 700 m. Sąsiednia Mała Paklenica (Mala Paklenica), choć nie osiąga tak dużych rozmiarów, charakteryzuje się za to o wiele bardziej wymagającymi trasami wspinaczkowymi. Na terenie gór Welebit warto także odwiedzić Park Narodowy Welebitu Północnego (109 km² powierzchni). Został utworzony w 1999 r. i jest najmłodszym tego typu obszarem chronionym w Chorwacji. W samym jego sercu leżą dwa duże rezerwaty przyrody Hajdučki kukovi i Rožanski kukovi, w których znajdziemy niezwykłe formacje krasowe, liczne ogrody botaniczne i jedną z najgłębszych jaskiń świata Lukiną jamę (1431 m głębokości). Na pobliskim szczycie Zavižan (1678 m n.p.m.) działa najwyżej położona stacja meteorologiczna w kraju. Rozpościera się stąd niezmiernie malowniczy widok na góry ciągnące się aż do wybrzeża Adriatyku.


NIEISTNIEJĄCY KRAJ

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze niewiele ponad 20 lat temu na terytorium dzisiejszej Chorwacji toczył się jeden z najkrwawszych konfliktów w historii Europy. Wojna domowa w byłej Jugosławii, która trwała od 1991 do 1995 r., na zawsze zmieniła obraz całego regionu. Przyczyny rozpadu tego państwa wiązały się z kryzysem gospodarczym i nastrojami nacjonalistycznymi narastającymi po śmierci jego przywódcy Josipa Broza Tity (1892–1980). Ten polityk, urodzony w chorwackiej wiosce Kumrovec (koło granicy ze Słowenią), miał świadomość, że stoi na czele kraju niejednorodnego pod względem etnicznym i religijnym. W trakcie swoich rządów zwalczał separatystyczne dążenia poszczególnych grup narodowych i wymuszał kompromisy pomiędzy nimi. Na stabilną sytuację w ówczesnej Jugosławii wpływał również poziom życia jej mieszkańców – można było odnieść wrażenie, że cieszyli się oni większym dobrobytem niż obywatele pozostałych państw bloku socjalistycznego. Otrzymali też więcej swobód. Właściwie bez przeszkód mogli wyjeżdżać za granicę. Także turyści bez problemu dostawali wizy wjazdowe. Po śmierci Tity wszystko się zmieniło. Kraj, wcześniej całkowicie podporządkowany charyzmatycznemu przywódcy, przestał funkcjonować. Odżyły konflikty między narodami, dotychczas tłumione silną ręką marszałka. Przerodziły się w wojnę domową trwającą do grudnia 1995 r. (oficjalne podpisanie listopadowego układu z Dayton w Paryżu). W przeciągu tych kilku lat w wyniku rozpadu Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii powstały nowe państwa: Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Macedonia oraz Federalna Republika Jugosławii (istniejąca do lutego 2003 r.), obejmująca Serbię, Czarnogórę, Wojwodinę i Kosowo.

               
Po Słowenii, najspokojniejszej, najzamożniejszej i najbardziej rozwiniętej, to właśnie Chorwacja najszybciej stanęła na nogi. Odzyskanie równowagi i przyspieszenie rozwoju ekonomicznego zawdzięczała m.in. powracającej do dawnego rozkwitu turystyce, która podźwignęła gospodarkę. Ślady wojny są – oczywiście – widoczne do dziś. Wciąż pamiętają o niej ludzie żyjący kiedyś w tym kraju, którego już nie ma, jak nazwał go narrator na początku słynnego filmu Underground (1995) Emira Kusturicy. Zaraz potem w dziele serbskiego reżysera pojawia się stwierdzenie, że tu nadzieja, radość życia i śmiech były silniejsze niż gdziekolwiek indziej. Podobnie jest we współczesnej Chorwacji, gdzie gorący bałkański temperament, szczodrość i gościnność jej mieszkańców nadal ujmują przybyszy. Ten wyjątkowy charakter Chorwatów świetnie oddaje zresztą jedno ze znanych tutejszych przysłów w formie życiowej porady: Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech. Łatwo się przekonać, że miejscowi naprawdę stosują się do tego zalecenia.


ŚRÓDZIEMNOMORSKIE SKARBY

Riva, bulwar wzdłuż nabrzeża w Splicie

split-optimized-for-print-ivan-coric

© NARODOWY OŚRODEK INFORMACJI TURYSTYCZNEJ REPUBLIKI CHORWACJI/IVAN CORIC

Oprócz niesamowitej przyrody i serdeczności mieszkańców, Chorwacja przyciąga turystów wspaniałą architekturą i niezwykłym klimatem miast i miasteczek, przypominających o fascynującej historii tych ziem. W starożytności te tereny zamieszkiwały plemiona iliryjskie. Nie można również zapomnieć o pierwszych koloniach greckich utworzonych w IV w. p.n.e. na wyspach Vis i Hvar. W I stuleciu przed Chrystusem obszar obecnej Chorwacji włączono do Cesarstwa Rzymskiego, a później Cesarstwa Bizantyjskiego. W VI–VII w. przywędrowali tutaj Słowianie, a wśród nich właśnie Chorwaci. Początkowo zajęli część prowincji nazwanych jeszcze przez Rzymian Dalmacją i Panonią. Następnie terytorium podbijali kolejno m.in. Węgrzy i Turcy. Wreszcie trafiło ono pod panowanie dynastii Habsburgów, stało się częścią cesarstwa austriackiego, a potem Austro-Węgier (do 1918 r.).


Wpływy habsburskie do dziś widać w Chorwacji niezmiernie wyraźnie, choćby w Zagrzebiu (ponad 1,1 mln mieszkańców w obszarze metropolitalnym), jej tętniącej życiem stolicy, łączącej w sobie tradycję i nowoczesność. Śmiało można ją uznać za najbardziej kosmopolityczny ośrodek w kraju i prawdziwe centrum polityczne, gospodarcze, edukacyjne i kulturalne. Szczególnie warto odwiedzić najstarszą część metropolii, znajdującą się w tzw. Górnym Mieście (Gornji Grad), do którego dostaniemy się kolejką linowo-terenową (Zagrebačka uspinjača). Wznosi się tu np. Kościół św. Marka – jedna z największych świątyń w stolicy, wybudowana najpewniej w pierwszej połowie XIII w. (później przekształcona ze stylu romańskiego na gotycki). Do jej najcharakterystyczniejszych i zarazem najbardziej rozpoznawalnych elementów dekoracyjnych należy przepiękna mozaika z dachówek, którą ułożono w latach 1876–1882. Przedstawia ona herby Zagrzebia i dawnego Trójjedynego Królestwa Chorwacji, Slawonii i Dalmacji na tle wielokolorowej szachownicy otoczonej geometrycznym ornamentem. W pobliżu świątyni znajdują się też m.in. XVII-wieczny barokowy Kościół św. Katarzyny, imponujący gmach jednoizbowego parlamentu (Zgromadzenia Chorwackiego – Hrvatski sabor) i Pałac Bana (Banski dvori), czyli siedziba rządu.

               
Miasto wypełniają także interesujące galerie i placówki muzealne. Na uwagę zasługują np. Muzeum Etnograficzne (Etnografski muzej), Muzeum Archeologiczne (Arheološki muzej),Muzeum Mimara (Muzej Mimara) czy jedno z najoryginalniejszych na świecie Muzeum Zerwanych Związków, założone w 2010 r. przez dwójkę osób, które się rozstały. Początkowo była to tylko tymczasowa wystawa, ale wkrótce zmieniła się w stałą ekspozycję. Na imponujące, wciąż rozbudowywane zbiory obiektu składają się przedmioty przekazane przez ludzi po zakończeniu związku. Znajdziemy tutaj więc m.in. otrzymane od dawnych partnerów płyty, ubrania czy książki, wyrzucone róże, listy miłosne, zdjęcia, a nawet… siekierę, którą zdradzony kochanek zniszczył meble niewiernej dziewczyny. Równie ciekawy jak sam pomysł jest też interaktywny charakter muzeum. Każdy odwiedzający może uzupełnić jego kolekcję o rzeczy dokumentujące jego własną miłosną relację. Poza tym w Zagrzebiu obowiązkowo trzeba udać się również na spacer jedną z najdłuższych stołecznych ulic, czyli Ilicą. Działa przy niej mnóstwo sklepików, kawiarni i restauracji. Warto choćby na chwilę przysiąść w którejś z knajpek, wczuć się w rytm tej klimatycznej metropolii i przyjrzeć życiu jej mieszkańców.

               
Wiele podobnych atrakcji znajduje się w oddalonym ok. 400 km od stolicy 180-tysięcznym Splicie, drugim największym mieście Chorwacji. Ze względu na oryginalną zabudowę nazywa się go „śródziemnomorskim kwiatem architektury”. Położony na dalmatyńskim wybrzeżu ośrodek zachwyca majestatycznym stylem, elegancją i cudownym widokiem na Morze Adriatyckie. Najbardziej znanym obiektem są w nim pozostałości ogromnego pałacu cesarza Dioklecjana, wzniesionego na przełomie III i IV w. Rzymski władca chciał postawić dla siebie rezydencję na stare lata, w której oprócz części mieszkalnej i reprezentacyjnej znalazłyby się także m.in. pomieszczenia przeznaczone dla oddziałów gwardii cesarskiej. Pałac był więc ogromny – miał ok. 30 tys. m2 powierzchni – i obejmował budynki, dwie ulice i dziedzińce, a cały kompleks otoczono imponującymi murami obronnymi z czterema bramami. Dawne korytarze, komnaty i inne elementy wspaniałej willi cesarza stanowią dziś historyczne centrum Splitu. Z tego powodu zwie się go „cesarskim miastem”. Po tym labiryncie można spacerować godzinami. Podczas przechadzki z pewnością nie wolno ominąć Katedry św. Dujama (Katedry św. Duje), w której do VII stulecia znajdowało się mauzoleum Dioklecjana, i dawnej świątyni Jowisza, przekształconej w VI w. w chrześcijańskie baptysterium. W całym Splicie fragmenty architektury starożytnego Rzymu sąsiadują z zabudową zarówno XV-, XVII- i XIX-wieczną, jak i znacznie nowszą. Na zainteresowanie zwiedzających zasługują też m.in. urokliwie usytuowany port oraz otoczona palmami promenada (Riva), wokół której toczy się życie towarzyskie mieszkańców.

   
Stare Miasto w Dubrowniku objęto ochroną organizacji UNESCO            

dubrovnik-banje-beach-optimized-for-print-boris-kacan

© NARODOWY OŚRODEK INFORMACJI TURYSTYCZNEJ REPUBLIKI CHORWACJI/BORIS KACAN

W trakcie wizyty w Chorwacji nie sposób nie odwiedzić niemal 45-tysięcznego Dubrownika, od lat trafiającego na listy najbardziej malowniczych miast Europy, urzekającego niezwykłą atmosferą i uważanego za prawdziwą perłę Adriatyku. Warto wyruszyć do tego miejsca właśnie bezpośrednio ze Splitu (oddalonego o ok. 250 km), ponieważ Magistrala Adriatycka (Jadranska magistrala) łącząca oba ośrodki rozciąga się wzdłuż najpiękniejszego odcinka wybrzeża, pełnego plaż i zacisznych wiosek rybackich. Na początek najlepiej wejść na jeden z licznych tarasów widokowych i obejrzeć panoramę okolicy – z góry znakomicie widać, jak morze czerwonych dachówek poprzecinane wąskimi uliczkami wspaniale kontrastuje z błękitnym niebem. Dubrownik prezentuje się okazale o każdej porze dnia i nocy. Tutejsze Stare Miasto (Stari grad), otoczone koroną wysokich nawet na 25 m kamiennych murów obronnych, dzięki którym nigdy nie zostało zdobyte, zachwyca zabytkami. Na zwiedzenie ich wszystkich trzeba przeznaczyć co najmniej dwa dni. Do najciekawszych obiektów należą dwie imponujące barokowe świątynie – Kościół św. Błażeja i Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – oraz średniowieczna ulica Stradun (Placa), przy której znajdziemy m.in. dwie słynne fontanny Wielką i Małą Studnię Onofria. Właśnie w Dubrowniku natrafimy również na prawdopodobnie najstarszą nieprzerwanie działającą aptekę w całej Europie. Powstała ona w 1317 r. i mieści się w gotyckim klasztorze Franciszkanów.

               
Osoby lubiące miejskie wycieczki i mające trochę więcej czasu powinny zajrzeć także do 75-tysięcznego Zadaru, położonego w północnej części dalmatyńskiego wybrzeża w sąsiedztwie czarującego Archipelagu Zadarskiego. Na szczęście jednak nawet w sezonie nie przyjeżdża tutaj aż tak wielu turystów, więc można w spokoju odkrywać uroki miasta. Poza spacerem po klimatycznym historycznym rejonie Zadaru, którego znacząca część została odbudowana po II wojnie światowej, warto przejść się nadmorskim bulwarem (Rivą). Na jego końcu ustawiono w 2008 r. nowoczesną instalację przedstawiającą Układ Słoneczny i noszącą nazwę Powitanie Słońca (Pozdrav Suncu). Jej autorem jest architekt Nikola Bašić, który wśród kamieni promenady zamontował szklane płyty, w ciągu dnia przetwarzające energię słoneczną w elektryczną, a w nocy tworzące niezwykłą grę kolorowych świateł. Obok bielą się stopnie Morskich Organów (Morske orgulje), innego niezmiernie oryginalnego obiektu zaprojektowanego przez tego Chorwata. Wydobywające się z nich dźwięki powstają w wyniku uderzeń fal. W pobliżu centrum miasta znajdziemy również liczne plaże idealne do tego, aby przysiąść na chwilę, napić się kawy, skosztować lokalnego wina, spróbować słynnego zadarskiego specjału, za jaki uchodzi wiśniowy likier Maraschino, czy też podziwiać późnym popołudniem mieniące się wielobarwnie niebo nad lazurowymi wodami Adriatyku. Ponoć właśnie w tym miejscu można oglądać najcudowniejsze zachody słońca na całym chorwackim wybrzeżu.


WINO, KUCHNIA I WYSPY

Niezmiernie popularna wśród turystów plaża Złoty Róg na wyspie Brač

zlatni-rat-bol-optimized-for-print-boris-kacan
© NARODOWY OŚRODEK INFORMACJI TURYSTYCZNEJ REPUBLIKI CHORWACJI/BORIS KACAN

Turystów rozkochuje w Chorwacji także jej wspaniała kuchnia – bogata i różnorodna, pełna świeżych ryb i owoców morza – oraz jej nieodłączny element, czyli wino. Kieliszek lokalnego szlachetnego trunku będzie znakomitym zwieńczeniem dnia pełnego wrażeń. Znane chorwackie przysłowie mówi: Kiedy głowa w winie się nurza, z serca płynie moc duża. Świetnie oddaje ono nie tylko właściwości miejscowych napitków, lecz również fakt, jak ważną część narodowej kultury stanowią dla Chorwatów. Choć tutejsze wino nie cieszy się taką popularnością jak choćby włoskie, hiszpańskie czy francuskie i dopiero od niedawna zaczyna być rozpoznawane na świecie, to historia jego wytwarzania jest bardzo długa, bo sięga czasów antycznych – kolonizacji greckiej na wyspach Vis, Hvar i Korčula (ok. 2,5 tys. lat temu) oraz panowania na tych ziemiach Cesarstwa Rzymskiego. Pierwsze winnice zakładali tu właśnie starożytni Grecy i Rzymianie. Amatorzy turystyki winnej plantacje winogron znajdą praktycznie na terenie całego kraju.

               
Chorwacja słynie przede wszystkim z czerwonego dingača, powstającego z winorośli uprawianej na półwyspie Pelješac w południowej części dalmatyńskiego wybrzeża. Według znawców to jedno z najlepszych win europejskich. Oprócz produktów uznanych marek (np. Badel 1862, Tomac czy Vinarija Kozlović), w wielu restauracjach bez problemu zamówimy też wino domowe (domaće vino). Chorwacką specjalnością jest szczególny sposób serwowania tego trunku, który być może u Francuzów lub Włochów wywołałby dezaprobatę. Białe wino często podaje się tutaj z wodą gazowaną (gemišt), a czerwone – z coca-colą (bambus). W tej czy innej formie zawsze idealnie pasuje ono do lokalnych potraw. Zdecydowanie najpopularniejszy tutejszy smakołyk stanowi burek – rodzaj placka z delikatnego ciasta filo (przypominającego nieco ciasto francuskie) najczęściej nadziewanego mięsem mielonym, białym serem lub szpinakiem. W tym kraju wszędzie natkniemy się również na przepyszną pastę ajwar (ajvar), przyrządzaną ze słodkiej papryki i bakłażanów, z dodatkiem czosnku, octu oraz przypraw takich jak sól, pieprz i chili. Dostępna jest ona w wersji łagodnej (blagi) i ostrej (ljuti). Serwuje się ją do wielu dań, m.in. mięsiw z rusztu i ryb, a nawet smaruje się nią kanapki. Poza tym jada się tu też dużo potraw rybnych, jak np. pieczony dorsz ze szpinakiem i ziemniakami, grillowana dorada, tuńczyk czy makrela. Podobnie jak na Bałkanach w ogóle, także w Chorwacji na stołach króluje ćevapčići – paluchy z mielonego mięsa podawane zwykle w towarzystwie rozmaitych przypraw i ziół, sera, pasty ajwar, pieczonych ziemniaków, ryżu czy grillowanych warzyw. Ważne miejsce w chorwackiej kuchni zajmują oprócz tego owoce morza. Często serwuje się homary, langusty, kalmary, małże, ostrygi i ośmiornice.


Prawdziwym kulinarnym rajem są położone wzdłuż wybrzeża wyspy (w sumie ok. 1240 o łącznej powierzchni mniej więcej 3,3 tys. km²), na które ściągają chętnie miłośnicy aktywnego wypoczynku i uprawiania sportów wodnych. To wręcz wymarzony region zarówno na rodzinne wakacje, jak i pełne różnorodnych atrakcji wyjazdy motywacyjne bądź integracyjne. Szczególnie dużą popularnością cieszą się w tej okolicy rejsy jachtami lub katamaranami, wind- i kitesurfing, wędkarstwo, kajakarstwo, snorkeling czy nurkowanie w lazurowym Adriatyku. Wyspiarska Chorwacja pod wieloma względami wypada niezmiernie atrakcyjnie na tle innych krajów w basenie Morza Śródziemnego. Dzięki ciepłym i czystym wodom oraz sprzyjającym warunkom klimatycznym utrzymującym się niemal przez okrągły rok niezmiennie przyciąga mnóstwo żeglarzy. Nie bez znaczenia pozostaje w tym przypadku również fakt, że między urozmaiconym kontynentalnym wybrzeżem (cała linia brzegowa ma tutaj długość 1777 km) a długim pasem wysp leży tzw. morze wewnętrzne. Takie warunki umożliwiają zorganizowanie naprawdę bezpiecznego rejsu, co wydaje się szczególnie zachęcające dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z żeglowaniem.


Gdybyśmy chcieli przyjrzeć się bliżej wyspiarskiemu rejonowi Chorwacji, musielibyśmy poświęcić mu oddzielny artykuł. Zarówno amatorom sportów wodnych, jak i wielbicielom wylegiwania się na uroczych plażach (w większości kamienisto-żwirowych, położonych w malowniczych zatoczkach) bez wątpienia warto polecić Hvar (ok. 300 km² powierzchni i ponad 11 tys. mieszkańców), noszący dumne miano „królowej chorwackich wysp”. Znany jest także jako „lawendowa wyspa”, bo właśnie uprawa i sprzedaż lawendy (poza turystyką) należy do głównych źródeł dochodów jego mieszkańców, czy też „wyspa słońca”, ponieważ odnotowuje się tu najwięcej słonecznych dni w roku. Dla odmiany jedną z najdłuższych plaż (ciągnącą się przez 1,8 km), odpowiednią dla dzieci i osób nie potrafiących pływać, znajdziemy na Krk (405,78 km² powierzchni), największej wyspie Chorwacji (razem z sąsiednią Cres), w miejscowości Baška (popularna Vela plaža, wzdłuż której biegnie nadmorska promenada). Na wschodzie tego urokliwego lądu usytuowanego w zatoce Kvarner wznoszą się góry, w jego zachodniej części dominują natomiast gęste lasy i winnice. Dużym zainteresowaniem cieszy się również Brač (niemal 400 km² powierzchni i 15 tys. mieszkańców), gdzie najpopularniejsze i najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce stanowi Złoty Róg (Zlatni rat) – złocista plaża położona na cyplu w miasteczku Bol. Na koniec zdecydowanie trzeba poświęcić trochę uwagi pełnej wspaniałych winiarni i oliwkowych ogrodów górzystej Korčuli, oblewanej krystalicznie czystymi turkusowymi wodami Adriatyku. Jej główne miasto (o tej samej nazwie) zachwyca nie tylko przepięknym wybrzeżem i kolorowymi targami ze świeżymi rybami i owocami morza, ale też swoją starożytną, romańsko-gotycką, renesansową i barokową architekturą. Obowiązkowo powinni więc zatrzymać się tutaj tak wielcy miłośnicy sportów wodnych, zwłaszcza wind- i kitesurfingu, snorkelingu, nurkowania czy żeglarstwa, jak i pasjonaci historii i sztuki. Prawdopodobnie właśnie w tej miejscowości przyszedł na świat w 1254 r. sam Marco Polo, wenecki kupiec i podróżnik. Porzucił te urocze strony na zawsze dla dalekich krain. Dziś możemy zaryzykować stwierdzenie, że w pewnym sensie jego postać była zapowiedzią tego, jak ważnym celem dla globtroterów z różnych stron świata stanie się w przyszłości Chorwacja. Temu niewielkiemu krajowi, mającemu niezmiernie bogate dzieje, słynącemu z cudownej przyrody, zapierających dech w piersiach krajobrazów, pysznej kuchni i wyśmienitych win oraz zamieszkanemu przez ludzi potrafiących po prostu cieszyć się życiem, naprawdę trudno się oprzeć.

Artykuły wybrane losowo

UGANDA – nie tylko w poszukiwaniu goryli

ŁUKASZ WALL

 

Po wylądowaniu w godzinach wieczornych na międzynarodowym lotnisku Entebbe sprawnie załatwiamy formalności wizowe. Gdy opuszczamy budynek terminalu, zewsząd ogarniają nas ciemności. Nad głowami mamy piękne, rozgwieżdżone niebo, a dookoła rozlegają się dźwięki cykad. Tak rozpoczyna się nasza wielka przygoda w Ugandzie, do której trafiliśmy na spotkanie z wielkimi i niezmiernie rzadkimi gorylami górskimi…

Na pierwszy rzut oka rzuca się, że drogi w tym kraju (w większości szutrowe) są wyboiste i dziurawe. Przepędzane są po nich stada bydła, mkną szybko rejsowe autobusy przepełnione ludźmi oraz jeżdżą rowerzyści nieużywający świateł i żadnych elementów odblaskowych.  

Więcej…

Bawaria mlekiem i piwem stoi

Dominika Rotthaler
polkawmonachium.blogspot.com

 

<< Powszechnie Bawaria kojarzy się ze świętem Oktoberfest, odbywającym się corocznie w Monachium, z piwem, charakterystycznym strojem ludowym, Alpami, zamkami Ludwika II i może jeszcze z barokowymi kościołami. Popełniłby jednak błąd ten, kto chciałby na tym zakończyć jej opis. Największy kraj związkowy w Niemczech, zajmujący ok. 20 proc. ich terytorium, jest niezwykle zróżnicowanym, ciekawym regionem, bogatym w walory przyrodnicze i rozwiniętym pod względem kulturowym i przemysłowym. >>

Doskonałe położenie geograficzne – zarówno bezpośrednie sąsiedztwo Austrii, Czech i Szwajcarii, jak i bliskość Włoch – sprawiają, że Bawaria stanowi chętnie odwiedzany land, a Monachium – jedno z najczęściej wizytowanych niemieckich miast. Bawarczycy posługują się aż pięcioma różnymi dialektami. Język niemiecki z akcentem bawarskim uchodzi natomiast za bardzo trudny do zrozumienia dla niewprawionego ucha. Jednak serdeczność mieszkańców i ich życzliwość w stosunku do przybyszów jest w stanie pokonać językowe trudności i pomaga przełamać pierwsze lody.

Więcej…

Indie, jakich jeszcze nie znacie

Hampi Karnataka 1

Ruiny stolicy Imperium Widźajanagaru w wiosce Hampi w Karnatace

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/INDIA TOURISM FRANKFURT

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Indii nie sposób ogarnąć umysłem, nie da się ich opisać tak po prostu i nie łatwo też je zrozumieć. Niezwykłe bogactwo sąsiaduje tu ze skrajną biedą, kilkunastomilionowe miasta stanowią jaskrawy kontrast dla nieskończonych przestrzeni wokół uśpionych wiosek, a zestawienie zapierających dech w piersiach szczytów Himalajów położonych na północy ze słonecznymi i piaszczystymi tropikalnymi plażami południa wydaje się abstrakcją. W powszechnej świadomości ten kraj kojarzy się na ogół z ubóstwem, Mahatmą Gandhim, świętymi krowami, zaklinaczami węży i dziwnie wyglądającymi joginami, ale to tylko część prawdy o nim. W rzeczywistości każdy znajdzie tutaj coś dla ciała i dla ducha.

 

Indie często budzą skrajne emocje i nigdy nie pozostawiają obojętnym. To kraj pełen tajemnic, kontrastów i zagadek. Rozwinęła się tu jedna z najstarszych kultur na świecie. Dzisiejsze Indie są prawdziwą mozaiką kulturową, o czym świadczą zabytki różnych epok, rozmaite rodzaje tańców i muzyki oraz charakterystyczne dla regionów zwyczaje. Jednak żeby się o tym przekonać, trzeba odwiedzić ten olbrzymi kraj i poznać go samemu. Niektórzy mówią, że można go albo pokochać, albo znienawidzić. Polecam otworzyć się na nowe doznania i dać się oszołomić feerią barw, dźwięków, zapachów i różnorodnością tej wyjątkowej krainy.

 

Republika Indii leży w Azji Południowej i zajmuje większość subkontynentu indyjskiego (niemal 3,3 mln km²). Jej północną granicę wyznaczają łańcuchy górskie – Karakorum i Himalaje. Najwyższym szczytem jest Kanczendzonga (8586 m n.p.m.), czyli trzeci najwyższy ośmiotysięcznik na świecie. Dalej na południe rozciąga się Nizina Hindustańska, na którą składa się pustynia Thar oraz niziny: Indusu, Gangesu i Brahmaputry wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Niemal cały Półwysep Indyjski zajmuje wyżyna Dekan. Większość terytorium Indii leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. W zachodnim rejonie Niziny Hindustańskiej występuje klimat zwrotnikowy suchy, a w Himalajach i Karakorum – podzwrotnikowy górski, chłodny. Zimy w kraju są łagodne, zwłaszcza w regionach południowych. W marcu, kwietniu i maju panują największe upały. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy nie zaskoczy nas pora deszczowa (od czerwca do września). Mnie za pierwszym razem spotkała właśnie taka niespodzianka.

 

KULTUROWA MIESZANKA

 

Indie to drugi pod względem liczby ludności kraj świata. Dziś mają ponad 1,3 mld mieszkańców. Każdego roku rodzi się tu niemal 26 mln dzieci. Większość ludzi zamieszkuje dolinę Gangesu i Nizinę Hindustańską. Indie są bardzo zróżnicowane etnicznie – o podziale na poszczególne grupy decyduje zwykle język. Ok. 54 proc. ludności kraju posługuje się hindi. Poza tym żyją tutaj jeszcze m.in. Bengalczycy, Telugowie, Marathowie, Tamilowie, Kannadowie, Gudźaratowie czy Keralczycy. Obowiązującym w państwie ustrojem jest republika związkowa. Kraj dzieli się na 29 stanów i 7 terytoriów (w tym jedno stołeczne). Panuje w nim system kastowy, który z góry określa przynależność osób do konkretnej grupy.

 

Większość mieszkańców Indii wyznaje hinduizm (ok. 80 proc.). Stanowi on właściwie zbiór różnych wierzeń. Niektórzy twierdzą, że istnieje aż 330 mln hinduistycznych bogów i bóstw. Korzenie hinduizmu sięgają rozwoju kultury Ariów, którzy z Azji Środkowej zawędrowali na terytorium dzisiejszego kraju. Tekstami sakralnymi hinduistów są Wedy (z sanskrytu „wiedza”). Jedną z nich jest Rygweda – sanhita (czyli zbiór) składająca się z 1028 hymnów zgromadzonych w 10 kręgach (mandala). Uchodzi ona za najstarszy zabytek literatury indoaryjskiej.

 

W Indiach funkcjonuje ponad 1700 języków i dialektów. Status oficjalnych dla całego kraju mają hindi i angielski. Poza tym uznaje się jeszcze 21 języków regionalnych, które pełnią funkcję urzędowych w poszczególnych stanach. Co ciekawe, konstytucja z 1950 r. zakładała wycofanie angielskiego z użytku i zastąpienie go hindi, tak się jednak nie stało. Obecnie większość mieszkańców północnych regionów jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna.

 

Najpopularniejszy wśród turystów rejon Indii stanowi tzw. Złoty Trójkąt. Jego wierzchołki wyznacza Delhi oraz miasta: Agra z mauzoleum Tadź Mahal (jeden z 7 Nowych Cudów Świata) i Dźajpur (stolica Radżastanu, zwana też Różowym Miastem). Oprócz tego z pewnością warto zobaczyć m.in. ruiny w Hampi w stanie Karnataka, tamilskie świątynie Ćennaju (Madrasu) i Maduraju w Tamilnadu, zabytkowy zespół sakralny w Kadźuraho oraz Waranasi – miasto położone nad świętym Gangesem, do którego pielgrzymują miliony Hindusów. Ja jednak chciałabym polecić wycieczkę na ciekawe i barwne południe kraju.

 

MAGICZNE POŁUDNIE

 

Wszystkie stany Indii Południowych, tj. Karnataka, Tamilnadu, Kerala, Telangana i Andhra Pradeś, oraz terytoria Puduććeri, Lakszadiwy i Andamany i Nikobary rozciągają się wzdłuż tropikalnej strefy zwrotnika Raka. Takimi warunkami klimatycznymi można z pewnością wytłumaczyć niespieszne tempo życia w regionie, którego znakiem rozpoznawczym są strzeliste budowle sakralne, barwne przedstawienia taneczne, smukłe palmy i osiodłane słonie. W tutejszym krajobrazie dominują przede wszystkim rozległe równiny Dekanu, bujne lasy deszczowe Ghatów i długie wybrzeże. Lokalne świątynie atakują zmysły rozmaitością kształtów i kolorów. Każde przedstawienie bóstwa jest jaskrawo pomalowane, a strome dachy budowli zadziwiają ilością zdobień. Co ciekawe, na południu Indii dzięki jezuickiemu misjonarzowi św. Franciszkowi Ksaweremu (1506–1552), który w XVI w. opiekował się tu sporą społecznością chrześcijańską (m.in. kolonistami z Portugalii czy ludem Parava z terenu obecnego stanu Tamilnadu), przetrwało wiele kościołów.

 

W tym regionie kraju uprawia się głównie ryż. Podaje się go często na liściach bananowca – w tej wersji smakuje wykwintnie i jest specjalnością lokalnej kuchni. Zamiast typowego w Indiach napoju na bazie herbaty zwanego masala ćaj serwuje się tutaj zwykle wyśmienitą słodką kawę z delikatną pianką.

 

Większość języków używanych na południu wywodzi się z rodziny drawidyjskiej (np. telugu, kannada, tamilski i malajalam). Na szczęście niemal wszędzie można się porozumieć po angielsku.

 

Ten region Indii zachował nadal swój dawny urok, chociaż coraz śmielej wkraczają do niego nowoczesne technologie i przemysł komputerowy. Bengaluru, stolica stanu Karnataka, trzecie co do liczby ludności miasto w kraju (ponad 8,5-milionowe), nazywane bywa indyjską Doliną Krzemową. Tu powstał np. serwis Google Finance. Jednocześnie Ćennaj (stolica Tamilnadu) wciąż kultywuje swoje najlepsze tradycje muzyczne i taneczne. Kerala słynie ze słoni, ajurwedy i specyficznego rodzaju sztuk walki (kalarippayattu). Uchodzący za bramę południowych Indii Hajdarabad (stolica stanu Telangana) ze względu na kunszt miejscowych rzemieślników i zachwycający fort Golkonda zyskał sławę już za czasów Marca Pola (1254–1324). Opuszczone kamienne miasto w Hampi w Karnatace zachwyca ogromną, 49-metrową świątynią Wirupakszy poświęconą bogu Śiwie.

 

BAŚNIOWA KARNATAKA

 

Jog Falls

Wodospad Dźog stanowi jedną z naturalnych atrakcji stanu Karnataka

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/KARNATAKA TOURISM

 

Ten stan cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów dzięki długiej i bogatej historii oraz zróżnicowanym krajobrazom. Karnataka zajmuje trzecie miejsce wśród najbardziej popularnych celów podróży w Indiach i drugie pod względem liczby zabytków (ponad 500!), które znajdują się pod ochroną władz centralnych (zaraz po stanie Uttar Pradeś). W jej granicach leżą obszary o różnym charakterze. Nadbrzeżny rejon zwany Kanara lub Karawali, sąsiadujący na zachodzie z Morzem Arabskim, a na wschodzie z wilgotnymi zboczami Ghatów Zachodnich, porasta tropikalny las złożony m.in. z wysmukłych palm, teków, bambusów i palisandrów indyjskich (drzew różanych). Góry chronią przed chmurami monsunowymi wyżynę Dekan położoną na średniej wysokości od 600 do 900 m n.p.m., która na wschodzie pokryta jest ciemnymi i jałowymi glebami wulkanicznymi. Jej granice wyznaczają Ghaty Zachodnie i Wschodnie (najwyższe ich szczyty to odpowiednio Anaj Mudi lub Anamudi w Kerali, 2695 m n.p.m., i Arma Konda lub Sitamma Konda w Andhra Pradeś, 1680 m n.p.m.). To drugie pasmo biegnie wzdłuż wybrzeża, w większości już poza granicami Karnataki. Na południowym zachodzie rozciągają się wzgórza i doliny dystryktu Kodagu, a wśród bujnej roślinności na południu można spotkać słonie indyjskie, tygrysy bengalskie, lamparty, gaury i sambary jednobarwne. Często odwiedzanym miejscem jest 253-metrowy wodospad Dźog na rzece Śarawati (dystrykt Śiwamogga). Ten stan Indii najlepiej odwiedzić w okresie od października do marca.

 

W Karnatace żyje blisko 65 mln ludzi. Jej mieszkańcy tworzą ciekawą mozaikę kulturową. Na północy osiedlili się przede wszystkim lingajaci – przedstawiciele ruchu religijnego założonego przez hinduskiego filozofa i poetę Basawannę (Basawę) w XII w. W południowym rejonie, należącym kiedyś do Królestwa Majsuru (Mysuru), przeważa bogata społeczność rolnicza Wokkaligów. Wybrzeże zamieszkują rybacy – potomkowie kupców, którzy prowadzili handel z Mezopotamią, Persją i Grecją. W portowym mieście Mangaluru widać też wpływy portugalskie. Adiwasi żyją przede wszystkim na północy i zachodzie, a grupy etniczne Kodawa i Kodagu Gowda – w dystrykcie Kodagu. W Karnatace używa się języka kannada, w którym powstały klasyczne utwory poetyckie i prozatorskie. O jego korzeniach świadczą chociażby inskrypcje z V w. i poradnik dla piszących Kawiradżamarga z IX w.

 

Istnieje prawdziwa przepaść między światem kosmopolitycznej i nowoczesnej stolicy stanu, Bengaluru, i stylem życia jej mieszkańców a codzienną rzeczywistością obszarów rolnych, wiosek i małych miasteczek. Główna metropolia Karnataki została założona w 1537 r. przez wodza Kempe Gowdę I (1510–1569). To piąta pod względem liczby ludności największa indyjska aglomeracja, w której mieszka ok. 9 mln ludzi. Dzięki położeniu na płaskowyżu Majsuru panuje tu bardziej umiarkowany klimat w porównaniu z innymi miastami południa kraju. Stolica Karnataki słynie ze swoich pięknych ogrodów botanicznych Lalbagh, które zajmują niemal 100 ha. Można w nich podziwiać prawie 1900 gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych, także rzadkie okazy pochodzące z Iranu, Afganistanu i Europy. Warto pamiętać, że w styczniu i sierpniu organizowane są tu bardzo efektowne wystawy kwiatów. Poza tym polecam zwiedzić drewniany pałac letni sułtana Tipu (znanego jako Tygrys Majsuru), pięknie ozdobiony rzeźbionymi łukami i balkonami. W jego pobliżu znajduje się twierdza wzniesiona w 1761 r. na miejscu starego fortu Kempe Gowdy I. Po drodze warto również zatrzymać się przy Pałacu Bengaluru i hinduistycznej świątyni, w której czci się Krysznę. Od kilkunastu lat stolica Karnataki, jak już wspomniałam, uchodzi za międzynarodowe centrum sektora informatycznego. To równocześnie najbardziej nowoczesne miasto indyjskie, co przekłada się na wysokie zarobki i zarazem wysoki koszt życia.

 

Na południowy zachód od Bengaluru leży bajkowe miasto Majsuru.Byłoononiegdyśstolicą królestwa o tej samej nazwie (od 1399 do 1950 r.), a dzisiajstanowi kulturalny ośrodek Karnataki. Słynie przede wszystkim z pięknego Lalitha Mahal, jedwabnych turbanów, wyrobów z drzewa sandałowego i sari. W 2010 r. Majsuru zostało wybrane drugim najczystszym miastem w Indiach (po Czandigarh). Wspomniany pałac maharadży (Lalitha Mahal), władcy z dynastii Wadijar, wzniesiono za ogromne pieniądze w 1921 r. według projektu brytyjskiego. Najlepszy moment na zwiedzanie okolicy stanowi zazwyczaj październik, kiedy odbywa się 10-dniowy festiwal Dasara (nazywany także Nawaratri), albo przełom października i listopada, gdy obchodzi się święto światła Diwali (Dipawali). W czasie tego ostatniego w uroczystej procesji, której przewodzi maharadża, oprócz ludzi uczestniczą słonie i konie. Wszędzie jest pełno kwiatów, wokół unosi się zapach kadzideł. Warto wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu.

 

Koniecznie trzeba też odwiedzić małą magiczną wioskę Hampipołożonąna głębokiej prowincji. Kilkaset lat temu w tym miejscu biło serce Imperium Widźajanagaru (istniejącego w latach 1336–1646), jednego z najpotężniejszych w tej części świata. Tutejsi władcy uchodzili za wyjątkowo oświeconych. Wspierali rozwój sztuki, nauki, literatury, religii hinduistycznej i architektury. Pomiędzy zachowanymi zabytkami dawnej stolicy państwa – Widźajanagaru (w tłumaczeniu Miasta Zwycięstwa) – najlepiej przemieszczać się na rowerze, ponieważ odległości są spore, a droga nie zawsze bywa idealna. Trasa prowadzi przez plantacje bananowców, w pobliżu zielonej dżungli. Miasto otoczone było murem. Historycy podzielili umownie ten obszar na centrum święte i królewskie. O czasach swojej świetności wciąż przypomina Świątynia Kryszny, ogromna Świątynia Wirupakszy (w centrum ośrodka) poświęcona bogu Śiwie, Lotus Mahal, stajnie dla słoni i Świątynia Witthali (Withoby). Można tu spędzić kilka tygodni i wciąż nie zobaczyć wszystkiego. Imponujące ruiny w Hampi znajdują się od 1986 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy wioski każdego ranka zbierają się na ghatach (kamiennych schodach) przy rzece Tungabhadra, aby się wykąpać, zrobić pranie, porozmawiać z sąsiadami czy umyć słonia bogini Lakszmi, który trzymany jest w świątyni. Wieczorem odprawiają rytuały i składają ofiary bogom. Tutaj wciąż można poczuć atmosferę dawnego Imperium Widźajanagaru.

 

Wartą odwiedzenia kolebkę hinduskiej architektury sakralnej stanowi miejscowość Ajhole, która leży ponad 130 km na północny zachód od Hampi. W V–VIII w. była to siedziba dynastii Ćalukjów. Znajduje się tu zespół świątyń hinduistycznych. Najstarsza jest Lad Khan z V stulecia wzniesiona na planie kwadratu. Poza tym na uwagę zasługuje świątynia bogini Durgi, powstała prawdopodobnie pod koniec VII w., wzorowana na buddyjskiej ćajtji, czy VII-wieczny kompleks Huczimalli. Kolejne miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO stanowi Pattadakal(położony ok. 10 km na południowy zachód od Ajhole) z wielkimi budowlami sakralnymi (9 świątyniami hinduistycznymi i 1 dźinijską). Ponad 20 km stąd znajduje się Badami z grotami świątynnymi i dawnym fortem.

 

WZGÓRZA KERALI

 

Już w czasach starożytnych Kerala słynęła z urodzajnej ziemi, bogatej kultury i barwnych tradycji. Jedna z legend mówi, że region ten powstał, kiedy Paraśurama, wcielenie Wisznu, wrzucił swój topór wojenny do Morza Arabskiego. Stan leży na południowym zachodzie Indii. Od zachodu oblewa go Morze Arabskie i Lakkadiwskie. Od wschodu i południa Kerala graniczy z rozległym terytorium Tamilnadu, które rozciąga się po Zatokę Bengalską. Regionalnym językiem urzędowym Keralczyków jest malajalam, mający własne pismo.

 

To jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów Indii. Najciekawsze miejsca leżą wśród zboczy Wzgórz Kardamonowych, na Wybrzeżu Malabarskim czy w okolicy licznych rzek. Plantacje teków, pieprzu i kauczukowców są zawsze zielone dzięki monsunom wiejącym dwa razy w roku. W krajobrazie dominują palmy kokosowe, a wzniesienia Ghatów Zachodnich pokrywają uprawy kawy. Herbata rośnie w nieco wyższych partiach, a drzewa kauczukowe – na południowych obszarach. Żyzna gleba tego regionu pozwala również na zbiory ryżu dwa, a nawet trzy razy w roku oraz uprawianie nerkowców i kardamonu.

 

O Kerali mówi się, że przy tworzeniu świata Bóg zachował ten cudowny zakątek dla siebie. Nic więc dziwnego, że stała się ona kolebką starożytnej indyjskiej medycyny – ajurwedy, czyli w tłumaczeniu „wiedzy o życiu”. Naturalne bogactwo ziół i roślin leczniczych oraz umiarkowany i wilgotny klimat sprawiają, że jest to najlepsze miejsce do przeprowadzania zabiegów i masaży oraz zgłębiania tajników tego rodzaju leczenia. Z pewnością warto poddać się takiej odnowie w jednym z wielu tutejszych ośrodków.

 

Do dziś mieszkańcy Kerali stosują zasady ajurwedy, ponieważ przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Ta staroindyjska medycyna zachowała tu swoją najczystszą postać, najbliższą tej sprzed tysięcy lat. Warto podkreślić, że w porównaniu z Hindusami z innych regionów Keralczycy cieszą się najdłuższym i najzdrowszym życiem, a umieralność niemowląt i dzieci jest wśród nich najniższa w kraju. Ten stan stanowi idealne miejsce na błogi wypoczynek urozmaicony dobroczynną kuracją ajurwedyjską.

 

Turystów do Kerali przyciągają przepiękne krajobrazy, laguny, jeziora, plaże, a przede wszystkim słynne rozlewiska położone wzdłuż Wybrzeża Malabarskiego (backwaters). Przyjezdni przeprawiają się tu wąskimi kanałami i szerokimi jeziorami, które miejscowi pokonują codziennie w drodze do pracy. Okolica jest spokojna i malownicza. Polecam wybrać się w rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po zielonych wodach między miastami Kollam a Alappuzha. Taka wycieczka może trwać nawet do 8 godz.

 

W głębi lądu, za gwarnym miasteczkiem Kottajamdrogi zaczynająsię wznosić w kierunku Ghatów Zachodnich, skąd pod koniec grudnia i na początku stycznia ogromne grupy wyznawców Ajjappana wyruszają na pieszą pielgrzymkę do świątyni w hinduistycznym kompleksie Sabarimala. Bóstwo to jest bardzo popularne na terenie Indii Południowych. Wyznające je osoby noszą czarne lub niebieskie ubrania i koraliki tulasi wokół szyi.

 

W Kerali koniecznie trzeba zatrzymać się w mieście Koczin, leżącym w środkowej części stanu i nazywanym Królową Morza Arabskiego. Już ok. 2 tys. lat temu kupcy greccy, rzymscy, żydowscy, arabscy i chińscy przybywali tutaj po przyprawy, takie jak kardamon, cynamon czy pieprz, oraz drzewo sandałowe. Koczin nadal pełni funkcję ważnego portu dla handlujących przyprawami, a lokalne magazyny są zawsze pełne życia. W wolnym czasie warto wybrać się na spacer po portowym nabrzeżu. Choć w jego okolicy nie przetrwało zbyt wiele śladów po kupcach arabskich lub chińskich, to o Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach przypominają stare kościoły i inne budowle. Ciekawym obiektem w tym klimatycznym mieście jest Pałac Mattancherry, który został wzniesiony przez Portugalczyków ok. 1555 r. dla władcy Królestwa Koczinu, a odnowiony i rozbudowany przez Holendrów w 1663 r., przez co nazywa się go też Pałacem Holenderskim. Warto także zwiedzić rejon zwany Fortem Koczin z Kościołem św. Franciszka, najstarszą chrześcijańską świątynią zbudowaną w Indiach przez Europejczyków. Pierwotną drewnianą budowlę przekształcono w 1503 r. w murowaną. W tym miejscu w 1524 r. pochowany został słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama, a jego grób zachował się do dziś. Jednak w 1539 r. szczątki żeglarza przewieziono do Portugalii.W granicach Fortu Koczin znajduje się również XVI-wieczna katolicka Bazylika św. Krzyża (Santa Cruz Cathedral Basilica). Stąd niedaleko już do dzielnicy żydowskiej z Synagogą Paradesi z 1568 r.

 

Środkowa i północna część Kerali zachwycają malowniczymi budowlami. W mieście Triśur można zwiedzić świątynię Wadakkunnathan, która według legendy została założona przez Paraśuramę i jest jedną z najważniejszych w tym stanie. Na uwagę zasługuje działające w niej niewielkie muzeum archeologiczne z ciekawymi zbiorami sztuki sakralnej. Za najświętsze miejsce w Kerali uchodzi Świątynia Kryszny w mieście Guruwajur (ok. 30 km od Triśuru). Warto pamiętać, że wstęp do większości keralskich kompleksów sakralnych mają tylko wyznawcy hinduizmu.

 

Na wypoczynek nad brzegiem Morza Arabskiego najlepiej udać się do stolicy stanu – Tiruwanantapuram (Triwandrum). Złote plaże tego miasta, z najsłynniejszą Kowalam, są oblegane przez zagranicznych turystów. Mahatma Gandhi (1869–1948) nazwał Tiruwanantapuram Wiecznie Zielonym Miastem Indii. Tutaj też uroczyście obchodzi się najważniejsze święta narodowe. Kerala szczyci się także niezmiernie bogatymi tradycjami teatralnymi i tanecznymi, które mają swoje korzenie w obrzędach i ceremoniach religijnych. Na przedstawienie dramatyczne katakali warto przybyć nieco wcześniej, żeby zobaczyć, jak artyści przygotowują się do roli. Jaskrawy makijaż, maski i zdobione kostiumy ważące nawet kilkadziesiąt kilogramów robią niezwykłe wrażenie.

 

Kerala to magiczny region, pachnący przyprawami, szczególnie kardamonem, wanilią i cynamonem. Oszałamiającą przyrodę tego stanu można podziwiać w Parku Narodowym Perijar, który przez wiele osób uważany jest za najpiękniejszy w całych Indiach. Jego główną atrakcję stanowią dość duże populacje słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Poza tym występuje tu mnóstwo innych zwierząt żyjących w tej części kraju, choćby białe tygrysy, gaury czy lutungi nilgiryjskie z rodziny koczkodanowatych.

 

SACRUM TAMILNADU

 

house boat 416

Malowniczy rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po keralskich rozlewiskach

© DEPARTMENT OF TOURISM, GOVERNMENT OF KERALA

 

Wspaniała architektura sakralna to tylko jeden ze skarbów Tamilnadu rozciągającego się od piaszczystych wydm na wschodnim wybrzeżu po chłodne pasmo górskie Nilgiri na zachodzie. Typowymi elementami współczesnej kultury tamilskiej są przede wszystkim wyrazista kuchnia, upodobanie do kolorów, charakterystyczna muzyka i wyborna kawa. Na każdym kroku spotyka się tu jaskrawe plakaty z roztańczonymi aktorami i aktorkami, a w powietrzu czuć aromat palonych ziaren. Tamilowie uważają się za potomków Drawidów, którzy zamieszkiwali Półwysep Indyjski przed przybyciem Ariów i stworzyli własną cywilizację. Literatura tamilska (jedna z literatur narodowych Indii) zaczęła się rozwijać już w I w. p.n.e.

 

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest stolica stanu – Ćennaj (do 1996 r. pod nazwą Madras). Miasto powstało w 1639 r. jako brytyjskie centrum handlu. Dziś pełni funkcję ważnego ośrodka przemysłowego, handlowego, kulturalnego i naukowego. Warto zobaczyć tu świątynię Kapaliśwarar wzniesioną ok. VII w., katolicką Bazylikę św. Tomasza, Fort św. Jerzego z 1644 r. i Górę św. Tomasza z Kościołem Matki Boskiej Oczekującej z 1523 r., z której roztacza się malowniczy widok na okolicę. W Ćennaju polecam też obejrzeć pokaz współczesnej wersji jednego z najstarszych tańców Azji Południowej bharatanatjam. W pobliżu miasta uprawia się już od ok. 380 lat odmianę herbaty indyjskiej o dosyć ostrym i wyrazistym smaku (Madras).

 

Jak już wspomniałam, wśród największych atrakcji Tamilnadu znajdują się świątynie. Ich zwiedzanie najlepiej rozpocząć w miejscowości Mahabalipuram (Mamallapuram, ponad 50 km na południe od Ćennaju), niegdyś głównym porcie Pallawów (dynastii drawidyjskiej). Zachowały się tutaj jedne ze starszych wykutych w skale zabytków Indii Południowych (pochodzące z VII i VIII w.). Na uwagę zasługują groty świątynne, rathy (konstrukcje w formie wieży bądź wozu) i sanktuaria, a także mnóstwo pięknych rzeźbień. Poza tym w Mahabalipuramie znajduje się złocista piaszczysta plaża. Oprócz tego w grudniu i styczniu odbywa się tu widowiskowy festiwal tańca (Mamallapuram Dance Festival). To niezmiernie urokliwe miejsce, umieszczone w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, z pewnością warto odwiedzić.

 

Z cennych zabytków architektury sakralnej słyną również Kańćipuram, Tiruwannamalaj, Ćidambaram, Tańdźawur, Tiruwarur, Śrirangam i Maduraj. Choć każde z tych miast ma własny charakter, to pod pewnymi względami są do siebie podobne. Procesje ku czci bogów i bogiń odbywają się tu przy akompaniamencie głośnych orkiestr, a zniewalające aromaty kadzideł i jaśminu oraz ozdabiające niemal wszystko kwiatowe girlandy tworzą atmosferę świętości. W Maduraju znajduje się słynna Świątynia Minakszi – kompleks poświęcony bogini Parwati i jej małżonkowi Śiwie. Miasto to było stolicą drawidyjskiej dynastii Pandjów w VI–IX w. oraz w XIII i XIV stuleciu. Niezwykłe wrażenie wywołują gopury (bramy w kształcie wysokiej wieży) z jaskrawymi rzeźbami, a także przepięknie zdobiona Mandapa Tysiąca Kolumn. Świątynia Minakszi należy do najważniejszych ośrodków kultu w całym Tamilnadu. Według tradycji śaktyzmu uważana jest za jedno z tzw. miejsc mocy. Podczas pobytu na terenie świątynnym rzeczywiście można poczuć niesamowitą energię.

 

Jeden z najświętszych obiektów w Indiach stanowi świątynia Ramanathaswamy położona na wyspie Pamban, nazywanej też Rameśwaram (ok. 150 km na południowy wschód od Maduraju). Zgodnie z legendą założył ją Rama (wcielenie boga Wisznu) po powrocie ze Sri Lanki. Niestety, w grudniu 1964 r. cyklon zniszczył w dużym stopniu zarówno budowlę, jak i pobliskie miasto Rameśwaram. Na najdalej wysuniętym na południe krańcu Indii leży z kolei Kanjakumari (dawniej Przylądek Komoryn) przyciągające pielgrzymów czczących boginię Kumari. Warto pamiętać, że w dniu pełni księżyca w miesiącu ćajtra według kalendarza indyjskiego (co wypada w marcu lub kwietniu) można w nim obserwować wschodzący księżyc i zachodzące słońce w tym samym czasie. Miejscowość znajduje się na przylądku Komoryn, w okolicy którego, jak się przyjmuje, Morze Arabskie spotyka się z Lakkadiwskim i Zatoką Bengalską, co może być dodatkową atrakcją dla osób zwiedzających zabytki sakralne Tamilnadu.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mieście Tiruwannamalaj (ok. 185 km na południowy zachód od Ćennaju). Tutejszy ogromny zespół świątynny zajmuje powierzchnię 10 ha i zachwyca czterema gopurami wzniesionymi w okresie potęgi Imperium Widźajanagaru (XIV–XVII w.).

 

Świątynie w Tamilnadu są imponujące i zadziwiają swoją wielkością i architekturą. Warto zatrzymać się w tym stanie na dłużej, aby spróbować wczuć się w panującą wokół nich atmosferę. Podczas takiej wyprawy zawsze można na chwilę zboczyć z drogi i zajrzeć do nadmorskich enklaw, górskich kurortów czy rezerwatów przyrody.

 

IMG 8160

Zabytkowy zespół świątyń w Mahabalipuramie nad brzegiem Zatoki Bengalskiej

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/TAMIL NADU TOURISM