Drewniana kaplica w Kiernowie nad Wilią
Kernav - Laimonas Ciunys
© WWW.LITHUANIA.TRAVEL/LAIMONAS CIŪNYS

Potężne tallińskie średniowieczne mury obronne z basztami i bramami

panorama-tornidevaljak

© VISIT ESTONIA/KAUPO KALDA

Piękna fasada Domu Bractwa Czarnogłowych na Starym Mieście w Rydze

house-of-the-blackheads

© WWW.LATVIA.TRAVEL

KATARZYNA BYRTEK


Litwa, Łotwa i Estonia, choć na pierwszy rzut oka wydają się do siebie podobne, są jednak całkiem inne. Podróż po tych trzech bałtyckich krajach będzie z pewnością pełna porównań, ale też nietypowych atrakcji. Zwiedzanie parku z socjalistycznymi pomnikami i wyspy, na której rządzą kobiety, podziwianie mnóstwa wspaniałych secesyjnych budynków, spacer po bagnach i oglądanie białych nocy – to wszystko przeżyjemy podczas naszej wyprawy. Ruszamy na północ!


Zabytkowe wileńskie kamieniczki

2012 10 Stikliu-g
© WWW.VILNIUS-TOURISM.LT

Wprawdzie w 1989 r. zmierzono, że geograficzny środek Europy znajduje się 26 km od Wilna, koło wioski Purnuszki (Purnuškės), lecz te trzy państwa położone nad Morzem Bałtyckim są nieco zapomniane przez Europejczyków. Największa z całej trójki Litwa (65 300 km² powierzchni) liczy niemal 2,9 mln mieszkańców, na Łotwie (zajmującej obszar prawie 64 600 km²) żyje ok. 2 mln ludzi, czyli trochę więcej niż w Warszawie, populacja Estonii (jej terytorium obejmuje powyżej 45 300 km²) wynosi ponad 1,3 mln osób. Pod względem liczby ludności pierwsze miejsce wśród miast w regionie zajmuje łotewska stolica Ryga (z 700 tys. ryżan).


Zwiedzenie wszystkich tych krajów bałtyckich w czasie jednego dłuższego urlopu jest zdecydowanie możliwe. Duże ułatwienie stanowi fakt, że należą one do strefy Schengen. Obowiązkowo trzeba – oczywiście – złożyć wizytę w trzech stolicach, z których każda szczyci się historyczną częścią wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na Litwie ochroną tej organizacji objęto jeszcze Mierzeję Kurońską i stanowisko archeologiczne (kulturalny rezerwat) w Kiernowie.


BLISCY SĄSIEDZI

Mimo różnic językowych i narodowościowych bałtycką trójkę łączy wiele rzeczy. Przez terytorium litewskie, łotewskie i estońskie przebiega tzw. Południk Struvego. Ta sieć triangulacyjnych punktów pomiarowych (złożona z 265 głównych stanowisk) została poprowadzona przez 10 krajów – od miasta Hammerfest na północy Norwegii aż do Starej Nekrasiwki niedaleko Izmaiłu nad Morzem Czarnym na Ukrainie – i mierzy ponad 2820 km długości. Pierwszy jej odcinek powstał w latach 1816–1855. Południk Struvego umieszczono w 2005 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO m.in. jako przykład wyjątkowej współpracy międzynarodowej dla dobra nauki.


Warto wspomnieć też o wydarzeniu z historii najnowszej, czyli jednym z najbardziej wzruszających i najpiękniejszych protestów w Europie, który odbył się 23 sierpnia 1989 r. Mniej więcej 2 mln Litwinów, Łotyszów i Estończyków podało sobie tego dnia ręce i w ten sposób stworzyło ponad 600-kilometrowy Bałtycki Łańcuch na znak protestu przeciwko sytuacji swoich trzech państw w Związku Radzieckim. Do dziś niektórzy eksperci uważają, że bałtycka trójka wprawdzie spogląda w stronę Zachodu, ale ciągle żyje w cieniu Rosji.


Jednak Litwę, Łotwę i Estonię najsilniej łączą wspólna historia i położenie. Wszystkie trzy wyróżniają się również najbardziej proeuropejską postawą spośród krajów byłego Związku Radzieckiego, od wielu lat należą do NATO i Unii Europejskiej (od 2004 r.). Każde z tych państw zachowało mimo to własny charakter. W dużym uproszczeniu można by powiedzieć, że Estonii pod względem kulturowym (język estoński jest spokrewniony z fińskim) czy historycznym bliżej do jej nordyckich sąsiadów. Łotwa z kolei pozostała mocniej związana z Rosją, mieszka w niej duża mniejszość rosyjska (ok. 26 proc. całej populacji) i znaczne wpływy mają oligarchowie. Dla odmiany Litwa zwraca się raczej ku Europie Środkowej i Wschodniej, w tym także Polsce, co wynika głównie z jej pozycji w przeszłości – w XIV–XVIII w. była jednym z najrozleglejszych mocarstw Europy, które w czasach świetności rozciągało się od Morza Bałtyckiego aż po Morze Czarne. Z całej trójki właśnie ona najaktywniej występuje też przeciwko działaniom rosyjskich władz.


„TY JESTEŚ JAK ZDROWIE”

Po drodze do stołecznego Wilna należy zatrzymać się w 15-tysięcznych Druskiennikach (Druskienikach), najstarszym litewskim uzdrowisku, położonym ok. 50 km od polskiej granicy. Kuracjusze korzystają z czystego powietrza przepełnionego aromatem sosnowych lasów, wielu źródeł mineralnych i leczniczej borowiny. Obecnie w mieście działają sanatoria i centra spa, lecznica balneologiczna oraz park wodny. Oprócz tego znajduje się tu Muzeum Miasta Druskiennik czy cenione przez Litwinów Muzeum Oporu i Zesłania. Nieco spokojniejszą, ale również wartą uwagi miejscowością uzdrowiskową są 3-tysięczne Birsztany leżące ponad 85 km na północ stąd. Podziwiać zachwycającą przyrodę można także w Dzukijskim Parku Narodowym, największym w kraju (zajmującym powierzchnię mniej więcej 550 km²), którego krajobraz tworzą bory sosnowe, czyste rzeki, liczne jeziora, bagna i wydmy śródlądowe.


Litwa już od dawna nie jest państwem socjalistycznym, ale pod Druskiennikami ciągle stoją pomniki Józefa Stalina, Włodzimierza Lenina czy Karola Marksa. Umieszczono je w parku Grūtas (Grūto parkas). To prywatna ekspozycja plenerowa. Zwieziono tutaj rzeźby, obrazy i pomniki powstałe na obszarze Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.


Inna galeria pod gołym niebem znajduje się w okolicach Wilna. W Parku Europy (Europos Parkas) wystawiono ponad 100 dzieł artystów z różnych krajów z całego świata. Są w nim m.in. prace Sola LeWitta i Dennisa Oppenheima. Polskim akcentem jest instalacja Magdaleny Abakanowicz. Lokalizacja i nazwa parku nie zostały wybrane przypadkowo – niedaleko leży geograficzny środek kontynentu europejskiego (jeden z kilku). Przy jego wyliczeniu jako skrajne przyjęto punkty wytyczone na Spitsbergenie, Wyspach Kanaryjskich, Azorach i w paśmie Uralu. W ten sposób otrzymano współrzędne 54°54’N, 25°19’E odpowiadające miejscu we wsi Purnuszki (Purnuškės), położonej 26 km na północ od Wilna.


PERŁA BAROKU

Zwiedzanie Litwy będzie – oczywiście – niepełne bez wizyty w jej prawie 550-tysięcznej stolicy, która uchodzi jednocześnie za ośrodek polskiej kultury i nauki w tym kraju. Polacy są największą tutejszą mniejszością (stanowią niemal 17 proc. ludności Wilna i ok. 7 proc. populacji całego państwa). Zabytkowe wileńskie Stare Miasto zasłużenie widnieje od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zachwyca przede wszystkim wspaniałą architekturą barokową, ale znajdziemy tutaj też przepiękny późnogotycki Kościół św. Anny czy renesansowy Zamek Dolny. W centrum duże wrażenie robią liczne świątynie rzymskokatolickie. Jest ich ponad 40. Najbardziej wyjątkowe to XVII-wieczny barokowy Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu z przeszło 2 tys. rzeźb stiukowych i kaplica w Ostrej Bramie ze słynnym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. W stolicy nie brakuje również monumentalnych zabytków klasycystycznych. Zalicza się do nich okazały Ratusz i Bazylika Archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława, najważniejsza litewska świątynia. Najpiękniejszy widok na Wilno rozciąga się z Góry Giedymina (Góry Zamkowej), na której wznosi się Wieża Giedymina (Baszta Giedymina), lub z Góry Trzykrzyskiej będącej pomnikiem pamięci ofiar stalinizmu.


WŚRÓD ARTYSTÓW

Rzeka Wilejka (Wilenka) oddziela od wileńskiego Starego Miasta Republikę Zarzecze proklamowaną w 1997 r. przez jej mieszkańców. Ma ona własne walutę i konstytucję (z zapisami głoszącymi, że każdemu przysługuje prawo do bycia szczęśliwym lub nieszczęśliwym itp.), flagę, prezydenta, ministrów, hymn, a nawet siły zbrojne liczące kilkanaście osób. O przekroczeniu jej granicy informuje specjalna tablica. Najważniejszym świętem republiki jest 1 kwietnia. Zarzecze stanowi ulubione miejsce spotkań bohemy artystycznej, powstały tutaj squaty, niezależne galerie i knajpki. Porównać je można do Montmartre w Paryżu czy Kazimierza w Krakowie. To idealna okolica na spędzenie miłego wieczoru na koncercie bądź wernisażu z kuflem zimnego litewskiego piwa (uwaga, niektóre z nich są bardzo mocne!), kieliszkiem nalewki ziołowej (np. Trojanki litewskiej, czyli Trejos Devynerios) lub szklaneczką miodu pitnego w dłoni. Amatorzy napojów bezalkoholowych mogą spróbować kwasu chlebowego.


Warto dodać, że posiadacze samochodów powinni zwrócić w Wilnie szczególną uwagę na prawidłowe parkowanie. W sierpniu 2011 r. ówczesny burmistrz Artūras Zuokas zdecydował się na zastosowanie specjalnej kary wobec kierowców zostawiających pojazdy na ścieżce rowerowej – wsiadł do transportera opancerzonego BTR-60 i zgniótł blokujące przejazd auto (nagranie można zobaczyć w serwisie YouTube). Choć akcja była wcześniej dobrze zaplanowana, trudno odmówić jej organizatorom oryginalnego podejścia do tematu i umiejętności wzbudzania emocji.


SWOJSKA KUCHNIA

Jeśli po całodniowym zwiedzaniu poczujemy głód, nie musimy się martwić. Litewskie potrawy są niezmiernie sycące i zdecydowanie będziemy mieli w czym wybierać. Popularnością cieszą się cepeliny, czyli ziemniaczane pyzy z farszem, smażone na głębokim oleju pierogi czebureki, duże pieczone kibiny, kopytka, małe pierożki zwane kołdunami czy bliny żmudzkie (nadziewane placki z ziemniaków). Tutejsza kuchnia nie jest zbyt dietetyczna, ale za to prosta i smaczna. Do znanych dań należy idealny na upały chłodnik, kiszka ziemniaczana lub wędzone świńskie uszy. Specyficzny smak ma nieco słodkawy wileński chleb. Na deser koniecznie trzeba kupić sękacz (šakotis).

               
Skoro już cytujemy nazwy potraw, wypada wspomnieć i o języku Litwinów. Litewski, podobnie jak łotewski i polski, zalicza się do grupy bałtosłowiańskiej. Ponieważ wiele rzeczowników w tym języku kończy się na -as, -is lub -us, Polacy żartują czasem, że posługiwanie się nim nie wydaje się takie trudne. Wystarczy przecież do polskich słów dodać odpowiednią końcówkę i powstaną litewskie wyrazy, np. autobusas („autobus”), parkas („park”), nowas („nowy”), Vilnius („Wilno”) itd.


DWIE STOLICE

Niedaleko Wilna leży najstarsza stolica Litwy – Kiernów. Dzisiaj to niewielka miejscowość słynąca przede wszystkim z odkryć archeologicznych i wpisana w 2004 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miejscowy rezerwat historyczno-archeologiczny (nazywany czasem litewską Troją) obejmuje pięć grodzisk. W Kiernowie zachował się także zespół kościelny, którego historia sięga końca XIV w.


Inną historyczną stolicą kraju były Troki (obok wsi Stare Troki), położone malowniczo na półwyspie między jeziorami. Uchodzą obecnie za jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych. Pełniły funkcję najważniejszego ośrodka Wielkiego Księstwa Litewskiego. Duże znaczenie miały też, gdy stały się miastem Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Można tu zwiedzić imponujący zrekonstruowany Zamek zbudowany na wyspie na jeziorze Galwe, ruiny twierdzy księcia Kiejstuta Giedyminowicza na półwyspie czy zabytkowe świątynie, w tym małą karaimską kenesę.


Karaimi zostali sprowadzeni na Litwę w średniowieczu podobno przez wielkiego księcia litewskiego Witolda. Należeli do osobistej ochrony władcy, bo uważani byli za wyjątkowo uczciwych. Stosowana na określenie tej społeczności nazwa odnosi się zarówno do grupy etnicznej, jak i religijnej. Karaimizm jest monoteistyczną religią, która wyodrębniła się z judaizmu na przełomie VII i VIII w. Można znaleźć w nim wpływy islamu i chrześcijaństwa. Choć Karaimi zamieszkują Europę już od wielu stuleci (obecnie na kontynencie żyje ich mniej więcej 2000, z tego na Litwie ok. 250 osób, głównie w Wilnie i Trokach), ich kultura nadal charakteryzuje się cechami orientalnymi. Oni sami zachowali także swój język zaliczany do rodziny języków tureckich.


PO DRODZE

Z okolic Wilna szybko dotrzemy do drugiego pod względem wielkości litewskiego miasta, czyli 300-tysięcznego Kowna. Najstarszy jego rejon znajduje się w zachodniej części centrum, u zbiegu Wilii i Niemna. Wokół zachowanego rynku stoją urokliwe kamienice kupieckie, niedaleko wznosi się również przepiękny gotycki Dom Perkuna. Poza tym warto zobaczyć ruiny zamku oraz zabytkowe świątynie (z Kościołem św. Michała Archanioła na czele). Na wschód od centrum główną oś Kowna wyznacza 1,6-kilometrowy deptak Aleja Wolności (Laisvės alėja). Ta najważniejsza kowieńska ulica zachwyca kamienicami z końca XIX i początku XX stulecia. Nie brakuje tu też muzeów czy dobrych restauracji i kawiarni.


Jeśli musimy już zmierzać dalej na północ, możemy zatrzymać się jeszcze nieopodal ponad 100-tysięcznego miasta Szawle (Šiauliai) przy Górze Krzyży. Pierwsze krzyże zaczęły pojawiać się w tym miejscu po upadku powstania listopadowego w 1831 r. Stawiano je obok XV-wiecznej kapliczki upamiętniającej przyjęcie chrztu przez Żmudzinów. Z czasem ich liczba się zwiększała. Szacuje się, że obecnie na wzniesieniu jest od 55 do 100 tys. krzyży. Władze sowieckie próbowały je zniszczyć i zakazać kultywowania tej tradycji, ale nigdy im się to nie udało. Dziś góra uchodzi za światowy fenomen. Stanowi symbol odradzania się, walki i wiary. Tutaj Litwini świętowali na początku czerwca 1990 r. ogłoszenie niepodległości (11 marca 1990 r.).


WIATR OD MORZA

W porównaniu z Łotwą i Estonią, Litwa nie ma zbyt długiej linii brzegowej (łącznie 262 km), ale wybrzeże oblewa w niej tak samo zimne morze i zdobią identyczne żółte piaszczyste wydmy. Największym nadbałtyckim miastem w tym regionie jest ponad 150-tysięczna Kłajpeda, usytuowana malowniczo nad Zalewem Kurońskim. Mimo iż pod względem zabytków ani dziedzictwa kulturowego nie może równać się z Wilnem czy Kownem, przyciąga licznych podróżujących po kraju turystów, m.in. za sprawą wielkiego portu i najbliższej okolicy. Do miasta sięga północna część wspomnianej już Mierzei Kurońskiej, którą Litwa dzieli z Rosją. Tutejsze białe piaszczyste plaże ciągną się przez niemal 100 km. Szerokość półwyspu waha się od 400 m do 3,8 km. Niektóre z wydm mają nawet 50–60 m wysokości. W południowym rejonie litewskiego wybrzeża z kolei do Bałtyku (Zalewu Kurońskiego) wpada rzeka Niemen. Tworzy w tym miejscu rozległą ośmioramienną deltę, która stanowi idealny obszar do obserwowania ptaków.


SECESJA I LETNISKO

Następny przystanek robimy już w położonej nad Dźwiną Rydze. Jej historyczne centrum wypełniają urokliwe uliczki i przytulne knajpki. Wznoszą się tutaj protestancka Katedra (Rīgas Doms), katolicka Katedra św. Jakuba, średniowieczne kamienice kupieckie, Dom Bractwa Czarnogłowych, w którym podpisano ryski traktat pokojowy między Polską a sowiecką Rosją i Ukrainą w marcu 1921 r., czy Zamek Ryski (Zamek Kawalerów Mieczowych w Rydze), obecnie oficjalna rezydencja prezydenta republiki. Łotewska stolica szczyci się również ogromnym nagromadzeniem przykładów architektury secesyjnej (ok. 800 budynków nawiązujących do tego stylu). Mnóstwo z tych obiektów znajduje się przy ulicach Alberta (Alberta iela) i Elżbiety (Elizabetes iela), niektóre odkryjemy w granicach w większości średniowiecznego Starego Miasta. W pobliżu działa także muzeum w Ryskim Centrum Secesji (Rigas Jugendstila Centrs; na jego stronie internetowej www.jugendstils.riga.lv dostępne są interaktywne mapy).


Wprawdzie ponad jedna trzecia Łotyszów mieszka w Rydze (700 tys. z ok. 2 mln ludzi), ale na niej Łotwa się nie kończy. Po zwiedzeniu stolicy warto więc przeznaczyć choć kilka dni na zobaczenie reszty kraju. Jego obszar jest raczej nizinny, pokrywają go ponad 3 tys. jezior polodowcowych, a największą atrakcję stanowi zdecydowanie długa linia brzegowa (498 km) z urokliwymi miejscowościami wypoczynkowymi. W sezonie tętnią one życiem, a poza nim zachwycają ciszą i spokojem. Mniej więcej 25 km na zachód od Rygi leży 57-tysięczna Jurmała, słynny ośrodek letniskowy. Nadmorski krajobraz urozmaicają tutaj śliczne białe domki. Trzeba jednak pamiętać, że w lecie to jeden z najbardziej zatłoczonych kurortów. Jeśli lubimy spokojniejsze i mniejsze miejscowości, lepiej przenieśmy się z Jurmały do któregoś z okolicznych miasteczek.


Z WYBRZEŻA DO SZWAJCARII

Na południowym zachodzie Kurlandii znajdziemy natomiast trzeci co do wielkości łotewski ośrodek. W 80-tysięcznej Lipawie, nazywanej Stolicą Muzyki, powitają nas wymalowane na chodnikach nuty, pomnik gitary, postacie muzyków, aleja gwiazd i liczne sklepy muzyczne. W sezonie, głównie od marca do października, odbywają się tu festiwale i koncerty. Wakacje nad morzem w rytmie rozmaitych piosenek są świetnym pomysłem na lato.


Po przejechaniu lipawskiego mostu Oskarsa Kalpaksa dociera się do raju dla miłośników nietypowego zwiedzania. Dzielnica Karosta, kiedyś niedostępna dla ludzi z zewnątrz, była radziecką bazą wojskową. Powstała na przełomie XIX i XX w. z inicjatywy cara Aleksandra III. W pewnym okresie mieszkało w niej nawet ponad 20 tys. osób. Po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości wycofano wojska rosyjskie z tego terenu. Dziś w tutejszym opuszczonym więzieniu mieści się muzeum połączone z hostelem (goście mogą spać w jednej z cel). Turyści przechadzają się po fortyfikacjach i bunkrach oraz wsłuchują w szum morza na molo. Coraz więcej budynków w Karoście zamienia się w studia artystyczne.


Po wizycie na wybrzeżu udajemy się ok. 50 km na północny zachód od Rygi, gdzie znajduje się kraina określana jako Szwajcaria Łotewska, Szwajcaria Liwońska lub Mała Szwajcaria. Wprawdzie nazwa ta wydaje się być nieco przesadzona, ale Park Narodowy „Gauja” (917,45 km² powierzchni) robi duże wrażenie. Krajobrazy mienią się w nim kolorami prawie przez cały rok. Można tutaj podziwiać imponujący wąwóz, spektakularne klify, jaskinie czy malowniczo położone rzeki i kilkanaście jezior (z Ungurs na czele). Część parku idealnie nadaje się do uprawiania różnych aktywności na świeżym powietrzu – jazdy na nartach lub po torze saneczkowo-bobslejowym w zimie, wycieczek na rowerach albo kajakach w lecie. Pobyt w Małej Szwajcarii uatrakcyjnia zwiedzanie ciekawych zabytków historycznych takich jak pozostałości Zamku Turaida, XIII-wiecznej warowni w miejscowości Sigulda (stanowi ona dobrą bazą wypadową do wypraw po okolicy), i ruiny zamku w mieście Kieś (Cēsis).


NA STOLE

Łotewska i litewska kuchnia zbytnio się nie różnią. Łotysze jadają dużo nabiału (w tym śmietany, a także… jogurtów chlebowych), gęstych zup, pieczywa i różnego rodzaju potraw z mąki, np. naleśników czy pierożków pelmeņi (podawanych też po zapieczeniu). Stosunkowo długi odcinek granicy Łotwy wiedzie wzdłuż wybrzeża, nic więc dziwnego, że tradycyjne dania przyrządza się z ryb. Popularnością cieszą się m.in. solone śledzie i marynowane szproty. Po obfitym posiłku dobrze pobudzić trawienie lokalnym piwem lub mocnym (45-procentowym!) gorzkim likierem ziołowym Rīgas Melnais balzams. Na zdrowie!


PRAWIE KRAJ NORDYCKI

Pejzaże Estonii przypominają te z Łotwy. Dominują w niej niziny (najwyższe wzniesienie w państwie i jednocześnie krajach bałtyckich, Suur Munamägi, osiąga zaledwie 318 m n.p.m.). Ma ona również długą linię brzegową – aż 37 894 km. Mimo to wyróżnia się na tle pozostałej dwójki. W Estonii niezmiernie silne są wpływy nordyckie. Wielu Estończyków uważa nawet swoją ojczyznę za jeden z krajów północnych. To państwo, podobnie jak Szwecja czy Finlandia, słynie ze świetnego designu. Miejscowym językiem posługuje się ok. 1,1 mln osób na całym świecie, a najbliżej jest on spokrewniony z fińskim. Oba razem z węgierskim należą do ugrofińskiej grupy językowej. Europejczykom zazwyczaj wydają się wyjątkowo trudne do zrozumienia i nauczenia. Dzieje się tak dlatego, że większość języków Europy to języki indoeuropejskie. Więcej niż połowa Estończyków (ponad 70 proc.!) nie deklaruje żadnego wyznania. Chrześcijaństwo jest znacznie mocniej zakorzenione na Łotwie i Litwie (gdzie stosunkowo aktywny stał się także ruch neopogański). Estonię zbliżają do tej dwójki natomiast pozostałości wpływów niemieckich uwidaczniających się od wczesnego średniowiecza i ślady jeszcze niedawnej przynależności do Związku Radzieckiego.


JEZIORA I BAGNA

Przed wizytą w stołecznym Tallinie warto poznać bardziej dzikie estońskie regiony. Niedaleko łotewskiej granicy leży 40-tysięczna Parnawa, która stanowi znakomity punkt wypadowy do Parku Narodowego Soomaa (390 km² powierzchni). Wypełniają go bagna i mokradła. Tereny podmokłe zajmują niemal 20 proc. powierzchni Estonii. W parku spaceruje się po specjalnie przygotowanych kładkach, które tworzą kilka oznakowanych i przecinających się tras turystycznych. Rozległy obszar Soomaa porastają drzewa lub beżowa trawa oraz pokrywają jeziora i rzeki. Podobnymi widokami nacieszymy się w położonym na północy Parku Narodowym Lahemaa (ok. 725 km² powierzchni). Oprócz bagien i mokradeł słynie on też z polodowcowych kamieni (głazów narzutowych) porozrzucanych przy brzegu Zatoki Fińskiej.


Zanim dotrzemy do stolicy, możemy zatrzymać się w czarującym uniwersyteckim Tartu, drugim co do wielkości ośrodku w kraju (niemal 95 tys. mieszkańców). Znajduje się on na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego, łączącym ponad 30 miast (głównie w Polsce i Niemczech). Poza tym działają w nim liczne interesujące placówki muzealne, m.in. Estońskie Muzeum Narodowe czy Estońskie Muzeum Sportu.


WYSPIARSKIE KRÓLESTWO

Do Estonii należy mniej więcej 2 tys. wysp i wysepek, koniecznie trzeba więc odwiedzić choć jedną z nich. Szczególnie magiczne miejsce stanowi Kihnu (16,38 km² powierzchni i prawie 490 mieszkańców), położona w Zatoce Ryskiej ok. 50 km na południowy zachód od Parnawy. Ze względu na odizolowanie od reszty regionu zachowała się tutaj wyjątkowa nordycka kultura, na którą składają się gwara, zwyczaje, pieśni, legendy czy noszone do dziś charakterystyczne stroje ludowe z pasiastymi spódnicami (szyte z ręcznie tkanych materiałów). Przestrzeń kulturowa wyspy została wpisana w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Co ciekawe, zamieszkująca ją społeczność nadal żyje według zasad tradycyjnego matriarchatu.


Promem dostaniemy się także na największą estońską wyspę Saremę (Saaremaa), dawniej zwaną Ozylią (2673 km² powierzchni i ponad 30 tys. mieszkańców). Słynie ona przede wszystkim z wiatraków. Jej wizytówką jest wieś Angla. W jedynym tutejszym mieście – 13-tysięcznym Kuressaare – zjemy obiad w urządzonej w wiatraku restauracji i zwiedzimy wspaniały średniowieczny zamek przekształcony w muzeum (Saaremaa Muuseum). Podczas wędrówek po okolicy natkniemy się również na jezioro Kaali (Kaalijärv) wypełniające krater o średnicy 110 m powstały po uderzeniu meteorytu. W Estonii takich śladów po

kosmicznych skałach znajduje się bardzo dużo, najwięcej na świecie w przeliczeniu na 1 km2. Na Saremie działa też klub piłkarski biorący udział w Island Games, międzynarodowej imprezie sportowej organizowanej co 2 lata, w trakcie której rywalizują ze sobą reprezentacje różnych małych wysp. Póki co drużyna nie odniosła jednak żadnego znaczącego sukcesu.


TALLIŃSKIE BIAŁE NOCE

Wreszcie docieramy do ponad 420-tysięcznego Tallina, dla wielu osób najbardziej urokliwej bałtyckiej stolicy. Nad niezmiernie klimatycznymi wąskimi brukowanymi uliczkami unosi się zapach kawy i pieczywa. Tworzą one gęstą sieć oplatającą zabytkowe domy mieszczańskie, kościoły i klasztory, a prowadzą do głównego placu z późnogotyckim Ratuszem. Na wapiennym wzgórzu Toompea wznoszą się Zamek Toompea z murami obronnymi i luterańska Katedra Najświętszej Maryi Panny. Zachowane w świetnym stanie historyczne centrum Tallina to znakomity przykład ośrodka należącego do Hanzy, związku miast handlowych Europy Północnej z czasów średniowiecza i początku ery nowożytnej.


Stolica Estonii leży na tyle daleko na północ, że występuje w niej zjawisko tzw. białych nocy. W środku lata słońce niemal nie zachodzi za horyzont. To idealna pora, żeby podziwiać je przy kieliszku wyśmienitego likieru Vana Tallinn. Przy okazji warto nauczyć się estońskiego wyrażenia „Na zdrowie!”, czyli Terviseks!. A jeśli nie będziemy chcieli jeszcze zakończyć naszej podróży po nadbałtyckich krajach, zawsze możemy popłynąć komfortowym promem z Tallina do… fińskich Helsinek.

Artykuły wybrane losowo

Etiopia – ginący świat

KATARZYNA DUDEK

 

                                                                                                                 FOT. MAJKA SZURA/WWW.POLKATRAVEL.PL 

<< Etiopia to kraj, który pozostaje w sercu na zawsze, a podróżowanie po nim jest łatwiejsze niż myślimy. Powinni się o tym przekonać szczególnie ci, którzy nie odwiedzili jeszcze tzw. Rogu Afryki. Z pewnością będą zachwyceni bezcennymi skarbami dawnej Abisynii. >>

Podróżującym po Etiopii polecam wybór kompletnej trasy, tzn. zwiedzenie terenów północnych (do Aksum) połączone z wyprawą na południe (aż do granic słonego Jeziora Turkana, dawniej Jeziora Rudolfa). Ten program można wzbogacić o wycieczkę do położonego na wschodzie muzułmańskiego miasta Harar (Harer) oraz na plantacje kawy na zachodzie lub wymagający idealnego zdrowia wyjazd do Kotliny Danakilskiej (Afaru) – depresji w zapadlisku tektonicznym wchodzącym w skład Wielkich Rowów Afrykańskich. Dlaczego warto przemierzyć ten kraj wzdłuż i wszerz, żeby zobaczyć jak najwięcej miejsc? Otóż tempo zachodzących tu zmian jest tak duże, że trzeba się śpieszyć, aby zdążyć poznać prawdziwą afrykańską Etiopię. 

Więcej…

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018

Rozgrzej się zimą w Budapeszcie i okolicach

SYLWIA JEDLAK

<< Kiedy już nadejdą długie zimowe wieczory wielu z nas marzy jedynie o kubku herbaty i ciepłym kocu lub rozgrzewającej kąpieli. A gdyby tak zanurzyć się w basenie wypełnionym wodą z gorących źródeł, gdy wokół leży biały puszysty śnieg... Tę fantazję można urzeczywistnić na niezmiernie gościnnych, bliskich naszym sercom Węgrzech! >>

Polacy korzystali z dobroczynnego wpływu źródeł termalnych już w średniowieczu, ale zagraniczne  wyjazdy do wód zaczęły się cieszyć większą popularnością dopiero w XVII w. Na tego typu podróże mogli sobie wtedy pozwolić raczej tylko przedstawiciele arystokracji. Do Baden pod Wiedniem (Baden bei Wien) jeździł nawet król Władysław IV Waza (1595–1648). Kuracje lecznicze szybko stały się dla niektórych jedynie pretekstem do towarzyskich spotkań lub alternatywą dla wycieczek do najbardziej znaczących europejskich miast. Sama Izabela Czartoryska (1746–1835), żona księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego (1734–1823), jeździła do Spa (obecnie w Belgii) wraz ze swoimi adoratorami. Dziś turystyka uzdrowiskowa razem z sektorem spa i wellness jest dostępna dla każdego i ciągle się rozwija. Coraz częściej podróżujący w celach zdrowotnych uzupełniają swój pobyt w kurortach interesującymi wyprawami krajoznawczymi.

Więcej…