Drewniana kaplica w Kiernowie nad Wilią
Kernav - Laimonas Ciunys
© WWW.LITHUANIA.TRAVEL/LAIMONAS CIŪNYS

Potężne tallińskie średniowieczne mury obronne z basztami i bramami

panorama-tornidevaljak

© VISIT ESTONIA/KAUPO KALDA

Piękna fasada Domu Bractwa Czarnogłowych na Starym Mieście w Rydze

house-of-the-blackheads

© WWW.LATVIA.TRAVEL

KATARZYNA BYRTEK


Litwa, Łotwa i Estonia, choć na pierwszy rzut oka wydają się do siebie podobne, są jednak całkiem inne. Podróż po tych trzech bałtyckich krajach będzie z pewnością pełna porównań, ale też nietypowych atrakcji. Zwiedzanie parku z socjalistycznymi pomnikami i wyspy, na której rządzą kobiety, podziwianie mnóstwa wspaniałych secesyjnych budynków, spacer po bagnach i oglądanie białych nocy – to wszystko przeżyjemy podczas naszej wyprawy. Ruszamy na północ!


Zabytkowe wileńskie kamieniczki

2012 10 Stikliu-g
© WWW.VILNIUS-TOURISM.LT

Wprawdzie w 1989 r. zmierzono, że geograficzny środek Europy znajduje się 26 km od Wilna, koło wioski Purnuszki (Purnuškės), lecz te trzy państwa położone nad Morzem Bałtyckim są nieco zapomniane przez Europejczyków. Największa z całej trójki Litwa (65 300 km² powierzchni) liczy niemal 2,9 mln mieszkańców, na Łotwie (zajmującej obszar prawie 64 600 km²) żyje ok. 2 mln ludzi, czyli trochę więcej niż w Warszawie, populacja Estonii (jej terytorium obejmuje powyżej 45 300 km²) wynosi ponad 1,3 mln osób. Pod względem liczby ludności pierwsze miejsce wśród miast w regionie zajmuje łotewska stolica Ryga (z 700 tys. ryżan).


Zwiedzenie wszystkich tych krajów bałtyckich w czasie jednego dłuższego urlopu jest zdecydowanie możliwe. Duże ułatwienie stanowi fakt, że należą one do strefy Schengen. Obowiązkowo trzeba – oczywiście – złożyć wizytę w trzech stolicach, z których każda szczyci się historyczną częścią wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na Litwie ochroną tej organizacji objęto jeszcze Mierzeję Kurońską i stanowisko archeologiczne (kulturalny rezerwat) w Kiernowie.


BLISCY SĄSIEDZI

Mimo różnic językowych i narodowościowych bałtycką trójkę łączy wiele rzeczy. Przez terytorium litewskie, łotewskie i estońskie przebiega tzw. Południk Struvego. Ta sieć triangulacyjnych punktów pomiarowych (złożona z 265 głównych stanowisk) została poprowadzona przez 10 krajów – od miasta Hammerfest na północy Norwegii aż do Starej Nekrasiwki niedaleko Izmaiłu nad Morzem Czarnym na Ukrainie – i mierzy ponad 2820 km długości. Pierwszy jej odcinek powstał w latach 1816–1855. Południk Struvego umieszczono w 2005 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO m.in. jako przykład wyjątkowej współpracy międzynarodowej dla dobra nauki.


Warto wspomnieć też o wydarzeniu z historii najnowszej, czyli jednym z najbardziej wzruszających i najpiękniejszych protestów w Europie, który odbył się 23 sierpnia 1989 r. Mniej więcej 2 mln Litwinów, Łotyszów i Estończyków podało sobie tego dnia ręce i w ten sposób stworzyło ponad 600-kilometrowy Bałtycki Łańcuch na znak protestu przeciwko sytuacji swoich trzech państw w Związku Radzieckim. Do dziś niektórzy eksperci uważają, że bałtycka trójka wprawdzie spogląda w stronę Zachodu, ale ciągle żyje w cieniu Rosji.


Jednak Litwę, Łotwę i Estonię najsilniej łączą wspólna historia i położenie. Wszystkie trzy wyróżniają się również najbardziej proeuropejską postawą spośród krajów byłego Związku Radzieckiego, od wielu lat należą do NATO i Unii Europejskiej (od 2004 r.). Każde z tych państw zachowało mimo to własny charakter. W dużym uproszczeniu można by powiedzieć, że Estonii pod względem kulturowym (język estoński jest spokrewniony z fińskim) czy historycznym bliżej do jej nordyckich sąsiadów. Łotwa z kolei pozostała mocniej związana z Rosją, mieszka w niej duża mniejszość rosyjska (ok. 26 proc. całej populacji) i znaczne wpływy mają oligarchowie. Dla odmiany Litwa zwraca się raczej ku Europie Środkowej i Wschodniej, w tym także Polsce, co wynika głównie z jej pozycji w przeszłości – w XIV–XVIII w. była jednym z najrozleglejszych mocarstw Europy, które w czasach świetności rozciągało się od Morza Bałtyckiego aż po Morze Czarne. Z całej trójki właśnie ona najaktywniej występuje też przeciwko działaniom rosyjskich władz.


„TY JESTEŚ JAK ZDROWIE”

Po drodze do stołecznego Wilna należy zatrzymać się w 15-tysięcznych Druskiennikach (Druskienikach), najstarszym litewskim uzdrowisku, położonym ok. 50 km od polskiej granicy. Kuracjusze korzystają z czystego powietrza przepełnionego aromatem sosnowych lasów, wielu źródeł mineralnych i leczniczej borowiny. Obecnie w mieście działają sanatoria i centra spa, lecznica balneologiczna oraz park wodny. Oprócz tego znajduje się tu Muzeum Miasta Druskiennik czy cenione przez Litwinów Muzeum Oporu i Zesłania. Nieco spokojniejszą, ale również wartą uwagi miejscowością uzdrowiskową są 3-tysięczne Birsztany leżące ponad 85 km na północ stąd. Podziwiać zachwycającą przyrodę można także w Dzukijskim Parku Narodowym, największym w kraju (zajmującym powierzchnię mniej więcej 550 km²), którego krajobraz tworzą bory sosnowe, czyste rzeki, liczne jeziora, bagna i wydmy śródlądowe.


Litwa już od dawna nie jest państwem socjalistycznym, ale pod Druskiennikami ciągle stoją pomniki Józefa Stalina, Włodzimierza Lenina czy Karola Marksa. Umieszczono je w parku Grūtas (Grūto parkas). To prywatna ekspozycja plenerowa. Zwieziono tutaj rzeźby, obrazy i pomniki powstałe na obszarze Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.


Inna galeria pod gołym niebem znajduje się w okolicach Wilna. W Parku Europy (Europos Parkas) wystawiono ponad 100 dzieł artystów z różnych krajów z całego świata. Są w nim m.in. prace Sola LeWitta i Dennisa Oppenheima. Polskim akcentem jest instalacja Magdaleny Abakanowicz. Lokalizacja i nazwa parku nie zostały wybrane przypadkowo – niedaleko leży geograficzny środek kontynentu europejskiego (jeden z kilku). Przy jego wyliczeniu jako skrajne przyjęto punkty wytyczone na Spitsbergenie, Wyspach Kanaryjskich, Azorach i w paśmie Uralu. W ten sposób otrzymano współrzędne 54°54’N, 25°19’E odpowiadające miejscu we wsi Purnuszki (Purnuškės), położonej 26 km na północ od Wilna.


PERŁA BAROKU

Zwiedzanie Litwy będzie – oczywiście – niepełne bez wizyty w jej prawie 550-tysięcznej stolicy, która uchodzi jednocześnie za ośrodek polskiej kultury i nauki w tym kraju. Polacy są największą tutejszą mniejszością (stanowią niemal 17 proc. ludności Wilna i ok. 7 proc. populacji całego państwa). Zabytkowe wileńskie Stare Miasto zasłużenie widnieje od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zachwyca przede wszystkim wspaniałą architekturą barokową, ale znajdziemy tutaj też przepiękny późnogotycki Kościół św. Anny czy renesansowy Zamek Dolny. W centrum duże wrażenie robią liczne świątynie rzymskokatolickie. Jest ich ponad 40. Najbardziej wyjątkowe to XVII-wieczny barokowy Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu z przeszło 2 tys. rzeźb stiukowych i kaplica w Ostrej Bramie ze słynnym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. W stolicy nie brakuje również monumentalnych zabytków klasycystycznych. Zalicza się do nich okazały Ratusz i Bazylika Archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława, najważniejsza litewska świątynia. Najpiękniejszy widok na Wilno rozciąga się z Góry Giedymina (Góry Zamkowej), na której wznosi się Wieża Giedymina (Baszta Giedymina), lub z Góry Trzykrzyskiej będącej pomnikiem pamięci ofiar stalinizmu.


WŚRÓD ARTYSTÓW

Rzeka Wilejka (Wilenka) oddziela od wileńskiego Starego Miasta Republikę Zarzecze proklamowaną w 1997 r. przez jej mieszkańców. Ma ona własne walutę i konstytucję (z zapisami głoszącymi, że każdemu przysługuje prawo do bycia szczęśliwym lub nieszczęśliwym itp.), flagę, prezydenta, ministrów, hymn, a nawet siły zbrojne liczące kilkanaście osób. O przekroczeniu jej granicy informuje specjalna tablica. Najważniejszym świętem republiki jest 1 kwietnia. Zarzecze stanowi ulubione miejsce spotkań bohemy artystycznej, powstały tutaj squaty, niezależne galerie i knajpki. Porównać je można do Montmartre w Paryżu czy Kazimierza w Krakowie. To idealna okolica na spędzenie miłego wieczoru na koncercie bądź wernisażu z kuflem zimnego litewskiego piwa (uwaga, niektóre z nich są bardzo mocne!), kieliszkiem nalewki ziołowej (np. Trojanki litewskiej, czyli Trejos Devynerios) lub szklaneczką miodu pitnego w dłoni. Amatorzy napojów bezalkoholowych mogą spróbować kwasu chlebowego.


Warto dodać, że posiadacze samochodów powinni zwrócić w Wilnie szczególną uwagę na prawidłowe parkowanie. W sierpniu 2011 r. ówczesny burmistrz Artūras Zuokas zdecydował się na zastosowanie specjalnej kary wobec kierowców zostawiających pojazdy na ścieżce rowerowej – wsiadł do transportera opancerzonego BTR-60 i zgniótł blokujące przejazd auto (nagranie można zobaczyć w serwisie YouTube). Choć akcja była wcześniej dobrze zaplanowana, trudno odmówić jej organizatorom oryginalnego podejścia do tematu i umiejętności wzbudzania emocji.


SWOJSKA KUCHNIA

Jeśli po całodniowym zwiedzaniu poczujemy głód, nie musimy się martwić. Litewskie potrawy są niezmiernie sycące i zdecydowanie będziemy mieli w czym wybierać. Popularnością cieszą się cepeliny, czyli ziemniaczane pyzy z farszem, smażone na głębokim oleju pierogi czebureki, duże pieczone kibiny, kopytka, małe pierożki zwane kołdunami czy bliny żmudzkie (nadziewane placki z ziemniaków). Tutejsza kuchnia nie jest zbyt dietetyczna, ale za to prosta i smaczna. Do znanych dań należy idealny na upały chłodnik, kiszka ziemniaczana lub wędzone świńskie uszy. Specyficzny smak ma nieco słodkawy wileński chleb. Na deser koniecznie trzeba kupić sękacz (šakotis).

               
Skoro już cytujemy nazwy potraw, wypada wspomnieć i o języku Litwinów. Litewski, podobnie jak łotewski i polski, zalicza się do grupy bałtosłowiańskiej. Ponieważ wiele rzeczowników w tym języku kończy się na -as, -is lub -us, Polacy żartują czasem, że posługiwanie się nim nie wydaje się takie trudne. Wystarczy przecież do polskich słów dodać odpowiednią końcówkę i powstaną litewskie wyrazy, np. autobusas („autobus”), parkas („park”), nowas („nowy”), Vilnius („Wilno”) itd.


DWIE STOLICE

Niedaleko Wilna leży najstarsza stolica Litwy – Kiernów. Dzisiaj to niewielka miejscowość słynąca przede wszystkim z odkryć archeologicznych i wpisana w 2004 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miejscowy rezerwat historyczno-archeologiczny (nazywany czasem litewską Troją) obejmuje pięć grodzisk. W Kiernowie zachował się także zespół kościelny, którego historia sięga końca XIV w.


Inną historyczną stolicą kraju były Troki (obok wsi Stare Troki), położone malowniczo na półwyspie między jeziorami. Uchodzą obecnie za jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych. Pełniły funkcję najważniejszego ośrodka Wielkiego Księstwa Litewskiego. Duże znaczenie miały też, gdy stały się miastem Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Można tu zwiedzić imponujący zrekonstruowany Zamek zbudowany na wyspie na jeziorze Galwe, ruiny twierdzy księcia Kiejstuta Giedyminowicza na półwyspie czy zabytkowe świątynie, w tym małą karaimską kenesę.


Karaimi zostali sprowadzeni na Litwę w średniowieczu podobno przez wielkiego księcia litewskiego Witolda. Należeli do osobistej ochrony władcy, bo uważani byli za wyjątkowo uczciwych. Stosowana na określenie tej społeczności nazwa odnosi się zarówno do grupy etnicznej, jak i religijnej. Karaimizm jest monoteistyczną religią, która wyodrębniła się z judaizmu na przełomie VII i VIII w. Można znaleźć w nim wpływy islamu i chrześcijaństwa. Choć Karaimi zamieszkują Europę już od wielu stuleci (obecnie na kontynencie żyje ich mniej więcej 2000, z tego na Litwie ok. 250 osób, głównie w Wilnie i Trokach), ich kultura nadal charakteryzuje się cechami orientalnymi. Oni sami zachowali także swój język zaliczany do rodziny języków tureckich.


PO DRODZE

Z okolic Wilna szybko dotrzemy do drugiego pod względem wielkości litewskiego miasta, czyli 300-tysięcznego Kowna. Najstarszy jego rejon znajduje się w zachodniej części centrum, u zbiegu Wilii i Niemna. Wokół zachowanego rynku stoją urokliwe kamienice kupieckie, niedaleko wznosi się również przepiękny gotycki Dom Perkuna. Poza tym warto zobaczyć ruiny zamku oraz zabytkowe świątynie (z Kościołem św. Michała Archanioła na czele). Na wschód od centrum główną oś Kowna wyznacza 1,6-kilometrowy deptak Aleja Wolności (Laisvės alėja). Ta najważniejsza kowieńska ulica zachwyca kamienicami z końca XIX i początku XX stulecia. Nie brakuje tu też muzeów czy dobrych restauracji i kawiarni.


Jeśli musimy już zmierzać dalej na północ, możemy zatrzymać się jeszcze nieopodal ponad 100-tysięcznego miasta Szawle (Šiauliai) przy Górze Krzyży. Pierwsze krzyże zaczęły pojawiać się w tym miejscu po upadku powstania listopadowego w 1831 r. Stawiano je obok XV-wiecznej kapliczki upamiętniającej przyjęcie chrztu przez Żmudzinów. Z czasem ich liczba się zwiększała. Szacuje się, że obecnie na wzniesieniu jest od 55 do 100 tys. krzyży. Władze sowieckie próbowały je zniszczyć i zakazać kultywowania tej tradycji, ale nigdy im się to nie udało. Dziś góra uchodzi za światowy fenomen. Stanowi symbol odradzania się, walki i wiary. Tutaj Litwini świętowali na początku czerwca 1990 r. ogłoszenie niepodległości (11 marca 1990 r.).


WIATR OD MORZA

W porównaniu z Łotwą i Estonią, Litwa nie ma zbyt długiej linii brzegowej (łącznie 262 km), ale wybrzeże oblewa w niej tak samo zimne morze i zdobią identyczne żółte piaszczyste wydmy. Największym nadbałtyckim miastem w tym regionie jest ponad 150-tysięczna Kłajpeda, usytuowana malowniczo nad Zalewem Kurońskim. Mimo iż pod względem zabytków ani dziedzictwa kulturowego nie może równać się z Wilnem czy Kownem, przyciąga licznych podróżujących po kraju turystów, m.in. za sprawą wielkiego portu i najbliższej okolicy. Do miasta sięga północna część wspomnianej już Mierzei Kurońskiej, którą Litwa dzieli z Rosją. Tutejsze białe piaszczyste plaże ciągną się przez niemal 100 km. Szerokość półwyspu waha się od 400 m do 3,8 km. Niektóre z wydm mają nawet 50–60 m wysokości. W południowym rejonie litewskiego wybrzeża z kolei do Bałtyku (Zalewu Kurońskiego) wpada rzeka Niemen. Tworzy w tym miejscu rozległą ośmioramienną deltę, która stanowi idealny obszar do obserwowania ptaków.


SECESJA I LETNISKO

Następny przystanek robimy już w położonej nad Dźwiną Rydze. Jej historyczne centrum wypełniają urokliwe uliczki i przytulne knajpki. Wznoszą się tutaj protestancka Katedra (Rīgas Doms), katolicka Katedra św. Jakuba, średniowieczne kamienice kupieckie, Dom Bractwa Czarnogłowych, w którym podpisano ryski traktat pokojowy między Polską a sowiecką Rosją i Ukrainą w marcu 1921 r., czy Zamek Ryski (Zamek Kawalerów Mieczowych w Rydze), obecnie oficjalna rezydencja prezydenta republiki. Łotewska stolica szczyci się również ogromnym nagromadzeniem przykładów architektury secesyjnej (ok. 800 budynków nawiązujących do tego stylu). Mnóstwo z tych obiektów znajduje się przy ulicach Alberta (Alberta iela) i Elżbiety (Elizabetes iela), niektóre odkryjemy w granicach w większości średniowiecznego Starego Miasta. W pobliżu działa także muzeum w Ryskim Centrum Secesji (Rigas Jugendstila Centrs; na jego stronie internetowej www.jugendstils.riga.lv dostępne są interaktywne mapy).


Wprawdzie ponad jedna trzecia Łotyszów mieszka w Rydze (700 tys. z ok. 2 mln ludzi), ale na niej Łotwa się nie kończy. Po zwiedzeniu stolicy warto więc przeznaczyć choć kilka dni na zobaczenie reszty kraju. Jego obszar jest raczej nizinny, pokrywają go ponad 3 tys. jezior polodowcowych, a największą atrakcję stanowi zdecydowanie długa linia brzegowa (498 km) z urokliwymi miejscowościami wypoczynkowymi. W sezonie tętnią one życiem, a poza nim zachwycają ciszą i spokojem. Mniej więcej 25 km na zachód od Rygi leży 57-tysięczna Jurmała, słynny ośrodek letniskowy. Nadmorski krajobraz urozmaicają tutaj śliczne białe domki. Trzeba jednak pamiętać, że w lecie to jeden z najbardziej zatłoczonych kurortów. Jeśli lubimy spokojniejsze i mniejsze miejscowości, lepiej przenieśmy się z Jurmały do któregoś z okolicznych miasteczek.


Z WYBRZEŻA DO SZWAJCARII

Na południowym zachodzie Kurlandii znajdziemy natomiast trzeci co do wielkości łotewski ośrodek. W 80-tysięcznej Lipawie, nazywanej Stolicą Muzyki, powitają nas wymalowane na chodnikach nuty, pomnik gitary, postacie muzyków, aleja gwiazd i liczne sklepy muzyczne. W sezonie, głównie od marca do października, odbywają się tu festiwale i koncerty. Wakacje nad morzem w rytmie rozmaitych piosenek są świetnym pomysłem na lato.


Po przejechaniu lipawskiego mostu Oskarsa Kalpaksa dociera się do raju dla miłośników nietypowego zwiedzania. Dzielnica Karosta, kiedyś niedostępna dla ludzi z zewnątrz, była radziecką bazą wojskową. Powstała na przełomie XIX i XX w. z inicjatywy cara Aleksandra III. W pewnym okresie mieszkało w niej nawet ponad 20 tys. osób. Po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości wycofano wojska rosyjskie z tego terenu. Dziś w tutejszym opuszczonym więzieniu mieści się muzeum połączone z hostelem (goście mogą spać w jednej z cel). Turyści przechadzają się po fortyfikacjach i bunkrach oraz wsłuchują w szum morza na molo. Coraz więcej budynków w Karoście zamienia się w studia artystyczne.


Po wizycie na wybrzeżu udajemy się ok. 50 km na północny zachód od Rygi, gdzie znajduje się kraina określana jako Szwajcaria Łotewska, Szwajcaria Liwońska lub Mała Szwajcaria. Wprawdzie nazwa ta wydaje się być nieco przesadzona, ale Park Narodowy „Gauja” (917,45 km² powierzchni) robi duże wrażenie. Krajobrazy mienią się w nim kolorami prawie przez cały rok. Można tutaj podziwiać imponujący wąwóz, spektakularne klify, jaskinie czy malowniczo położone rzeki i kilkanaście jezior (z Ungurs na czele). Część parku idealnie nadaje się do uprawiania różnych aktywności na świeżym powietrzu – jazdy na nartach lub po torze saneczkowo-bobslejowym w zimie, wycieczek na rowerach albo kajakach w lecie. Pobyt w Małej Szwajcarii uatrakcyjnia zwiedzanie ciekawych zabytków historycznych takich jak pozostałości Zamku Turaida, XIII-wiecznej warowni w miejscowości Sigulda (stanowi ona dobrą bazą wypadową do wypraw po okolicy), i ruiny zamku w mieście Kieś (Cēsis).


NA STOLE

Łotewska i litewska kuchnia zbytnio się nie różnią. Łotysze jadają dużo nabiału (w tym śmietany, a także… jogurtów chlebowych), gęstych zup, pieczywa i różnego rodzaju potraw z mąki, np. naleśników czy pierożków pelmeņi (podawanych też po zapieczeniu). Stosunkowo długi odcinek granicy Łotwy wiedzie wzdłuż wybrzeża, nic więc dziwnego, że tradycyjne dania przyrządza się z ryb. Popularnością cieszą się m.in. solone śledzie i marynowane szproty. Po obfitym posiłku dobrze pobudzić trawienie lokalnym piwem lub mocnym (45-procentowym!) gorzkim likierem ziołowym Rīgas Melnais balzams. Na zdrowie!


PRAWIE KRAJ NORDYCKI

Pejzaże Estonii przypominają te z Łotwy. Dominują w niej niziny (najwyższe wzniesienie w państwie i jednocześnie krajach bałtyckich, Suur Munamägi, osiąga zaledwie 318 m n.p.m.). Ma ona również długą linię brzegową – aż 37 894 km. Mimo to wyróżnia się na tle pozostałej dwójki. W Estonii niezmiernie silne są wpływy nordyckie. Wielu Estończyków uważa nawet swoją ojczyznę za jeden z krajów północnych. To państwo, podobnie jak Szwecja czy Finlandia, słynie ze świetnego designu. Miejscowym językiem posługuje się ok. 1,1 mln osób na całym świecie, a najbliżej jest on spokrewniony z fińskim. Oba razem z węgierskim należą do ugrofińskiej grupy językowej. Europejczykom zazwyczaj wydają się wyjątkowo trudne do zrozumienia i nauczenia. Dzieje się tak dlatego, że większość języków Europy to języki indoeuropejskie. Więcej niż połowa Estończyków (ponad 70 proc.!) nie deklaruje żadnego wyznania. Chrześcijaństwo jest znacznie mocniej zakorzenione na Łotwie i Litwie (gdzie stosunkowo aktywny stał się także ruch neopogański). Estonię zbliżają do tej dwójki natomiast pozostałości wpływów niemieckich uwidaczniających się od wczesnego średniowiecza i ślady jeszcze niedawnej przynależności do Związku Radzieckiego.


JEZIORA I BAGNA

Przed wizytą w stołecznym Tallinie warto poznać bardziej dzikie estońskie regiony. Niedaleko łotewskiej granicy leży 40-tysięczna Parnawa, która stanowi znakomity punkt wypadowy do Parku Narodowego Soomaa (390 km² powierzchni). Wypełniają go bagna i mokradła. Tereny podmokłe zajmują niemal 20 proc. powierzchni Estonii. W parku spaceruje się po specjalnie przygotowanych kładkach, które tworzą kilka oznakowanych i przecinających się tras turystycznych. Rozległy obszar Soomaa porastają drzewa lub beżowa trawa oraz pokrywają jeziora i rzeki. Podobnymi widokami nacieszymy się w położonym na północy Parku Narodowym Lahemaa (ok. 725 km² powierzchni). Oprócz bagien i mokradeł słynie on też z polodowcowych kamieni (głazów narzutowych) porozrzucanych przy brzegu Zatoki Fińskiej.


Zanim dotrzemy do stolicy, możemy zatrzymać się w czarującym uniwersyteckim Tartu, drugim co do wielkości ośrodku w kraju (niemal 95 tys. mieszkańców). Znajduje się on na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego, łączącym ponad 30 miast (głównie w Polsce i Niemczech). Poza tym działają w nim liczne interesujące placówki muzealne, m.in. Estońskie Muzeum Narodowe czy Estońskie Muzeum Sportu.


WYSPIARSKIE KRÓLESTWO

Do Estonii należy mniej więcej 2 tys. wysp i wysepek, koniecznie trzeba więc odwiedzić choć jedną z nich. Szczególnie magiczne miejsce stanowi Kihnu (16,38 km² powierzchni i prawie 490 mieszkańców), położona w Zatoce Ryskiej ok. 50 km na południowy zachód od Parnawy. Ze względu na odizolowanie od reszty regionu zachowała się tutaj wyjątkowa nordycka kultura, na którą składają się gwara, zwyczaje, pieśni, legendy czy noszone do dziś charakterystyczne stroje ludowe z pasiastymi spódnicami (szyte z ręcznie tkanych materiałów). Przestrzeń kulturowa wyspy została wpisana w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Co ciekawe, zamieszkująca ją społeczność nadal żyje według zasad tradycyjnego matriarchatu.


Promem dostaniemy się także na największą estońską wyspę Saremę (Saaremaa), dawniej zwaną Ozylią (2673 km² powierzchni i ponad 30 tys. mieszkańców). Słynie ona przede wszystkim z wiatraków. Jej wizytówką jest wieś Angla. W jedynym tutejszym mieście – 13-tysięcznym Kuressaare – zjemy obiad w urządzonej w wiatraku restauracji i zwiedzimy wspaniały średniowieczny zamek przekształcony w muzeum (Saaremaa Muuseum). Podczas wędrówek po okolicy natkniemy się również na jezioro Kaali (Kaalijärv) wypełniające krater o średnicy 110 m powstały po uderzeniu meteorytu. W Estonii takich śladów po

kosmicznych skałach znajduje się bardzo dużo, najwięcej na świecie w przeliczeniu na 1 km2. Na Saremie działa też klub piłkarski biorący udział w Island Games, międzynarodowej imprezie sportowej organizowanej co 2 lata, w trakcie której rywalizują ze sobą reprezentacje różnych małych wysp. Póki co drużyna nie odniosła jednak żadnego znaczącego sukcesu.


TALLIŃSKIE BIAŁE NOCE

Wreszcie docieramy do ponad 420-tysięcznego Tallina, dla wielu osób najbardziej urokliwej bałtyckiej stolicy. Nad niezmiernie klimatycznymi wąskimi brukowanymi uliczkami unosi się zapach kawy i pieczywa. Tworzą one gęstą sieć oplatającą zabytkowe domy mieszczańskie, kościoły i klasztory, a prowadzą do głównego placu z późnogotyckim Ratuszem. Na wapiennym wzgórzu Toompea wznoszą się Zamek Toompea z murami obronnymi i luterańska Katedra Najświętszej Maryi Panny. Zachowane w świetnym stanie historyczne centrum Tallina to znakomity przykład ośrodka należącego do Hanzy, związku miast handlowych Europy Północnej z czasów średniowiecza i początku ery nowożytnej.


Stolica Estonii leży na tyle daleko na północ, że występuje w niej zjawisko tzw. białych nocy. W środku lata słońce niemal nie zachodzi za horyzont. To idealna pora, żeby podziwiać je przy kieliszku wyśmienitego likieru Vana Tallinn. Przy okazji warto nauczyć się estońskiego wyrażenia „Na zdrowie!”, czyli Terviseks!. A jeśli nie będziemy chcieli jeszcze zakończyć naszej podróży po nadbałtyckich krajach, zawsze możemy popłynąć komfortowym promem z Tallina do… fińskich Helsinek.

Artykuły wybrane losowo

Słodkie życie w Kalabrii

MARZENA PAWŁOWICZ

 

Jeśli zdecydujemy się na podróż na słoneczny południowy kraniec Włoch, będziemy czuć się na miejscu jak prawdziwi odkrywcy. W Kalabrii można delektować się pełnym relaksem nad ciepłym Morzem Tyrreńskim, odpoczynkiem na pięknych plażach, uprawianiem sportów wodnych, bogatą przyrodą, wspaniałymi zabytkami, przepyszną kuchnią i słynnym, przyjemnym dolce vita, czyli „słodkim życiem”.

Więcej…

Lato nad węgierskim Balatonem

9126_a4.jpg

Rodzinne wakacje nad Balatonem

©MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁR

 

Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Choć Węgry, położone między Austrią, Słowacją, Ukrainą, Rumunią, Serbią, Chorwacją i Słowenią, nie mają obecnie dostępu do morza, znakomicie radzą sobie z tą niedogodnością. Dzięki niej Madziarzy mogą w pełni docenić tutejsze jeziora, rzeki i źródła termalne, a należą one do prawdziwych skarbów tego kraju. W czasach PRL-u, gdy wyjazdy za żelazną kurtynę stanowiły przywilej niewielu osób, to m.in. węgierski Balaton robił prawdziwą furorę wśród kierunków urlopowych. Mimo iż dziś granice są już otwarte, a wycieczki na słoneczne południowe wybrzeża Europy wcale nie kosztują dużo, wciąż cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem turystów z zagranicy, w tym Polaków. 

Więcej…

Wszystkie odcienie Peru

IMG 20160616 174118594 HDR

Alpamayo magazyn Alpinismus ogłosił w 1966 r. najpiękniejszą górą świata

© PERU EXPEDITIONS TOURS

 

KAROLINA WUDNIAK

 

Peru to kraj kontrastów: zimna i gorąca, gór i oceanu, bogactwa i biedy, przeszłości i współczesności, bujnej zieleni wilgotnych lasów równikowych i suchych piasków pustyni. Mieni się kolorami tęczy. Ta wielka różnorodność zadziwia, zachwyca, a nawet wciąga na dłużej. Mnie wciągnęła na dwa pełne miesiące, a wciąż czuję, że to zdecydowanie za mało czasu, aby odkryć wszystkie jej odcienie.

 

Obecne tereny Peru setki lat wstecz zamieszkiwali Inkowie, którzy stworzyli całkiem rozległe imperium. Dzisiejszy kraj zajmuje powierzchnię niemal 1,3 mln km2 i jest trzecim największym państwem kontynentu po Brazylii i Argentynie. Od północy graniczy z Ekwadorem i Kolumbią, na wschodzie – z Boliwią i Brazylią, na południu – z Chile, a zachodnie wybrzeże oblewają wody Oceanu Spokojnego. Na obszarze Peru leżą wilgotne lasy dorzecza Amazonki i pustynia, wznoszą się sześciotysięczne szczyty oraz wspaniałe inkaskie ruiny i perły kolonialnej architektury. W tym pięknym kraju nie sposób się nudzić, bo każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

 

Turyści zwykle zaczynają tu zwiedzanie od Limy, peruwiańskiej stolicy. Stąd wyruszają później na poznawanie innych regionów Peru. Do wyboru mają wiecznie zielone lasy równikowe, majestatyczne Andy, suche płaskowyże, a nawet pacyficzne plaże.

 

004554 300

Pustynię w okolicy miasta Ica można przemierzać pojazdem typu buggy

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/WALTER HUPIU

 

Z WIZYTĄ W STOLICY

 

Lima jest jednym z największych miast w Ameryce Południowej, zamieszkuje ją ponad 10 mln osób. Ośrodek założył 18 stycznia 1535 r. hiszpański konkwistador Francisco Pizzaro (1478–1541) – miał służyć jako zaplecze do podboju imperium Inków. Od 1551 r. działa tutaj szkoła wyższa (Uniwersytet Świętego Marka – Universidad Nacional Mayor de San Marcos), najstarsza na kontynencie. Przez stulecia Lima była stolicą Wicekrólestwa Peru (w latach 1542–1821), a później Republiki Peru. Dziś jest szybko rozwijającą się metropolią, ale znajduje się w niej wiele zabytków z dawnych czasów. Historyczną część miasta z kolonialną zabudową wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wyróżniają ją przede wszystkim słynne limskie balkony – bogato i pięknie zdobione przykuwają uwagę przechodniów. Można je podziwiać podczas spaceru ulicami biegnącymi pomiędzy dwoma głównymi placami: Plaza Mayor de Lima (Plaza de Armas de Lima) i Plaza San Martín. Wokół obu wznoszą się wspaniałe zabytkowe obiekty. Przy pierwszym z nich stoi Katedra (Catedral de Lima), której budowę rozpoczęto w 1535 r., Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) i Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú), obecna oficjalna siedziba prezydenta kraju. Oczywiście, budynki ozdabiają balkony. Przy drugim placu warto zwrócić uwagę na Gran Hotel Bolívar, a w szczególności jego wnętrze i wspaniałą witrażową kopułę. Miłośnicy sztuki sakralnej nie powinni przegapić również stojącej nieopodal Pałacu Rządu Bazyliki św. Franciszka wraz klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco). Z kolei poszukiwacze polskich śladów za granicą muszą zajrzeć do pobliskiego Domu Literatury Peruwiańskiej (Casa de la Literatura Peruana) mieszczącego się w budynku dawnego dworca (Estación de Desamparados). Jedną ze ścian zdobi w nim tablica poświęcona Ernestowi Malinowskiemu (1818–1899) – polskiemu inżynierowi i budowniczemu Centralnej Kolei Transandyjskiej (Ferrocarril Central del Perú).

 

Kolejnym tutejszym rejonem popularnym wśród turystów jest pełen hoteli, hosteli, restauracji i sklepów dystrykt prowincji Lima – Miraflores. Można tutaj kupić sweter z wełny z lamy lub alpaki, plecaki w inkaskie wzory, torebki, dywany, buty, portfele i co tylko dusza zapragnie. Jednak należy zdawać sobie sprawę z tego, że na spacer po targowiskach przy alei Abela Bergasse’a du Petita Thouarsa (Avenida Petit Thouars) potrzeba sporo czasu, dużo silnej woli, umiejętności negocjacyjnych, cierpliwości i… pieniędzy. Po opuszczeniu tego świata andyjskich kolorów najlepiej poszukać wytchnienia nad oceanem. Trasy spacerowe przy Circuito de Playas ciągną się kilometrami. Rozpościera się z nich doskonały widok na surferów walczących z falami. Warto przyjrzeć się rzeźbom w Parku Miłości (Parque del Amor), a na kolację wybrać się do dystryktu Barranco charakteryzującego się piękną i stonowaną XIX-wieczną architekturą, drogimi restauracjami z wymyślnymi daniami kuchni peruwiańskiej i modnymi kawiarniami.

 

011315 300

Promenada Malecón de Miraflores w Limie biegnie niemal na skraju klifów

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/MIGUEL CARRILLO

 

W SERCU TROPIKALNEGO LASU

 

Stolica Peru jest dobrą bazą wypadową do różnych części kraju, w tym do tych trudno dostępnych, jak choćby największe na świecie miasto, do którego nie można dojechać drogą lądową – Iquitos. Najłatwiej dostać się do niego samolotem z Limy, ale najłatwiej wcale nie musi oznaczać najciekawszej formy podróżowania. Inną możliwość stanowi rejs jednym ze statków, które wyruszają z miast Yurimaguas i Pucallpa. Z tego pierwszego płynie się do Iquitos dwa i pół dnia, z drugiego – trzy dni. Powolna podróż pozwala obserwować z pokładu życie rzek Marañón (z Yurimaguas) i Ukajali (z Pucallpy) oraz Amazonki, do której oba dopływy dołączają przed miastem. Taki rejs zdecydowanie nie należy do szczególnie komfortowych, ale może być ciekawą przygodą. Alternatywą dla niego jest lot do Iquitos i kilkudniowa wycieczka po Amazonce na pokładzie jednej z luksusowych i pełnych atrakcji łodzi (należących np. do Delfin Amazon Cruises czy Aqua Expeditions). To idealne rozwiązanie dla turystów spragnionych wrażeń, którzy jednocześnie nie chcą rezygnować z wygody. Warto zdecydować się na wyprawę po rzece, bo wschody i zachody słońca w jej rejonie należą do najwspanialszych na świecie. Poza tym to dobry pomysł na odcięcie się od codzienności.

 

Amazonia, zajmująca północno-wschodnią część Peru (ok. 60 proc. powierzchni kraju), jest pięknym i egzotycznym regionem, w którym króluje dzika i nieokiełznana natura. W bezpośredni z nią kontakt można wejść zarówno podczas rejsu po rzece, jak i w trakcie wędrówki po lesie deszczowym. Kilka nocy spędzonych w domku oddalonym od cywilizacji, położonym w samym sercu zielonej gęstwiny również dostarcza sporo wrażeń. Już w Iquitos, w ośrodkach ratowania zwierząt spotkamy mieszkańców królestwa przyrody, np. małpy, manaty, krokodyle czy kolorowe motyle. W ukrytym w selwie mieście żyje na co dzień ponad 450 tys. osób. W centrum znajdziemy wiele pięknych, choć mocno nadgryzionych zębem czasu, budynków z okresu tzw. boomu kauczukowego, czyli przełomu XIX i XX w., kiedy Europejczycy zaczęli na masową skalę pozyskiwać kauczuk w Amazonii. Jeden z najsłynniejszych obiektów stoi na głównym placu Iquitos, Plaza de Armas, i nazywa się Dom z Żelaza (Casa de Fierro). Miał go podobno zaprojektować sam Gustaw Eiffel na wystawę światową w Paryżu w 1889 r. Jeden z potentatów kauczukowych kupił budynek, rozebrał i przetransportował właśnie tutaj. Z tego odciętego od świata miasta najlepiej jednak szybko uciekać. Tutejsze lepkie, wilgotne i gorące powietrze sprawia, że zaczyna się marzyć o chłodniejszym klimacie górskich szczytów. Akurat w Peru nietrudno to marzenie spełnić. Wystarczy wybrać się w inną część kraju.

 

WŚRÓD SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

To właśnie ta wielka różnorodność zachwyca w Peru. Z głośnego, wonnego i bujnego lasu deszczowego można bez problemu przenieść się do surowej krainy strzelistych, śnieżnych gór. Do najpiękniejszych pasm peruwiańskich Andów należy Kordyliera Biała (Cordillera Blanca). Ciągnie się przez prawie 200 km, a swoją nazwę zawdzięcza zawsze ośnieżonym kilkunastu sześciotysięcznikom i kilkudziesięciu pięciotysięcznikom. W paśmie jest również ponad 720 lodowców. Najwyższy szczyt Kordyliery Białej, a zarazem całego Peru, Huascarán, mierzy 6768 m n.p.m. Każdy, kto chociaż raz oglądał jakiś film wyprodukowany przez Paramount Pictures, widział też górę Artesonraju (6025 m n.p.m.), której sylwetka widnieje w logo amerykańskiej wytwórni (przynajmniej tak twierdzą niektórzy). Miłośnicy górskich wędrówek z całego świata przyjeżdżają do 130-tysięcznego miasta Huaraz, stanowiącego dobrą bazę wypadową na większość tras, także na te w sąsiedniej Kordylierze Czarnej (Cordillera Negra). Szlaki mają różny poziom trudności. Do najbardziej popularnych wypraw należą jednodniowa wycieczka do zniewalającego błękitem polodowcowego jeziora Laguna 69, kilkudniowy trekking Santa Cruz oraz ok. 12-dniowy trekking Cordillera Huayhuash, ale możliwości jest zdecydowanie więcej. Mniej doceniane, ale również ciekawe i trochę łatwiejsze trasy znajdują się w Kordylierze Czarnej, z której rozpościera się niezwykły widok na Kordylierę Białą. Te ośnieżone góry to jedno z moich ukochanych miejsc w Ameryce Południowej, do którego z pewnością jeszcze wrócę.

 

PERUWIAŃSKIE SPECJAŁY

 

Nie można pisać o Peru i nie poruszyć tematów kulinarnych. Dlaczego? Bo tutejsza kuchnia uchodzi za najlepszą w Ameryce Południowej, i to zasłużenie, ponieważ jest wyjątkowo różnorodna. Miejscowe przepisy zasiliły m.in. chińskie, japońskie, hiszpańskie, francuskie i włoskie wpływy. Dzięki temu dziś można wybierać wśród wielu dań z ryb, wołowiny, kurczaka, kukurydzy, ziemniaków czy kwinoi, nazywanej peruwiańskim ryżem lub komosą ryżową. Na pobudzenie apetytu polecam pisco sour, czyli narodowy koktajl Peru. Pisco to destylat powstały z winogron przy okazji produkcji wina, jest dość mocny. Cieszy się podobną popularnością w Peru i Chile i od lat oba kraje toczą spór o to, kto pierwszy zaczął produkować ten trunek. Kwestia – oczywiście – pozostaje nierozstrzygnięta, ale to nie powinno przeszkadzać w degustacji. Kiedy pisco zmiesza się z sokiem z limonek i gorzkim likierem angostura oraz przykryje pianą ubitą z białek jajek, powstaje pisco sour. Ten drink wypić można prawie w każdym pubie i restauracji w kraju, ale żeby zobaczyć, jak produkuje się sam alkohol, trzeba wybrać się na pustynię, w okolice miasta Ica.

 

POŚRÓD PIASKÓW PUSTYNI

 

Mikroklimat regionu Ica umożliwia uprawę winogron, z których wytwarza się mało popularne peruwiańskie wina i uwielbiane pisco. Trunki te powstają kilkanaście kilometrów na północ od wspomnianego miasta. Wystarczy jednak pojechać kilka kilometrów na zachód od Iki, żeby znaleźć się na pustyni, a dokładniej w oazie Huacachina – świetnym miejscu na odpoczynek i uprawianie nietypowych aktywności. Lokalne agencje oferują tutaj przejażdżki po pustynnych wydmach pojazdem rodem z filmu Mad Max, tzw. buggy, oraz sandboarding, czyli nic innego jak zjeżdżanie na specjalnie przygotowanej desce po piasku, przypominające snowboarding i akrobacje na śniegu. Wcale jednak nie trzeba umieć jeździć na snowboardzie, żeby spróbować tej rozrywki. Z większości desek da się korzystać… w pozycji leżącej. Wystarczy się położyć lub usiąść, złapać za przymocowane uchwyty i zjechać z piaszczystego zbocza. Zachód słońca nad tymi wydmami jest przepiękny! Złotopomarańczowe światło tańczące na pustynnym piasku tworzy cudowne wzory. Stąd można wybrać się do Paracas, ponad 70 km na północny zachód od miasta Ica, i wsiąść na jedną z łodzi płynących na wyspy Ballestas (Islas Ballestas), żartobliwie zwane przez niektórych Galapagos dla ubogich, a to dlatego, że na terenie miejscowego rezerwatu żyją pingwiny Humboldta, kotiki południowe, uchatki patagońskie i inne zwierzęta, które trudno spotkać w pozostałych rejonach Peru.

 

Z kolei na południe od Iki znajduje się wielka gratka dla miłośników tajemniczych zjawisk. Mowa tu o słynnych liniach i rysunkach naziemnych w okolicy miasta Nasca (Nazca). W niektórych kręgach te geoglify uznawane są za znaki pozostawione przez przedstawicieli obcej cywilizacji. Jednak naukowcy przypisują ich autorstwo ludowi z kultury Nazca. Linie oraz rysunki zwierząt i roślin pokrywają obszar ok. 450 km2. Powstawały pomiędzy 500 r. p.n.e. a 500 r. n.e. Według opracowań naukowych peruwiańskie geoglify mogły mieć znaczenie religijne lub służyły za kalendarz astronomiczny. Żeby zobaczyć je w całości, trzeba odbyć lot niewielką awionetką.

 

NA DNIE KANIONU

 

Dalej na południe od Naski leży 900-tysięczna Arequipa, drugie największe po względem liczby ludności miasto Peru. Powstała w 1540 r., była ważnym ośrodkiem ekonomicznym w czasach kolonialnych, a w latach 1835–1883 pełniła funkcję stolicy kraju. Jej historyczny rejon został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i zachwyca piękną architekturą. Centralny plac miasta, Plaza de Armas, warto obejść zarówno za dnia, jak i po zmroku, kiedy wszystkie budynki są ładnie podświetlone. Uwagę przykuwa tu neorenesansowa Katedra (Catedral de Arequipa), odbudowana w XIX w. po niszczycielskim pożarze z grudnia 1844 r. Kilka ulic dalej stoi wielki Klasztor św. Katarzyny ze Sieny (Monasterio de Santa Catalina de Siena), założony w drugiej połowie XVI stulecia, którego wnętrze kryje kolorowe dziedzińce, arkady, fontanny i dużo zieleni. Historyczne centrum jest idealne na spacer, a sama Arequipa będzie przyjemnym przystankiem po drodze do kanionu Colca. To jedna z najgłębszych tego typu dolin na świecie. Jej ściany wznoszą się po południowej stronie do 3600 m nad poziom rzeki, a po północnej – nawet do 4160 m. Ma długość ok. 120 km. Kanion rzeki Colki po raz pierwszy przepłynęli kajakami Polacy w 1981 r. Na turystów, którzy schodzą na jego dno, czeka zupełnie inny świat. Bujna zieleń mocno kontrastuje z surowymi, skalistymi zboczami. Poza tym w okolicy znajdują się także cudownie orzeźwiające baseny w oazie Sangalle i źródła wód termalnych w Llahuar. Przy temperaturach, jakie panują w kanionie, marzenie o zimnej kąpieli towarzyszy każdemu od pierwszych kroków trekkingu. Zejście do Sangalle można zaplanować na jeden dzień, ale do wyboru jest też dłuższa, dwu- lub trzydniowa wycieczka, której trasa wiedzie z doliny inną ścieżką. Cañón del Colca stanowi również dobre miejsce do obserwowania kondorów wielkich – masywnych i majestatycznych ptaków zamieszkujących Andy. Jeśli komuś nie uda się wypatrzeć ich podczas trekkingu, powinien w drodze powrotnej do Arequipy zatrzymać się na tarasie widokowym Cruz del Cóndor, przy którym często się pokazują.

 

W ŚWIECIE INKÓW

 

022330 300

Machu Picchu to arcydzieło sztuki, urbanistyki, architektury i inżynierii

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/PILAR OLIVARES

 

Nie można być w Peru i nie zobaczyć Machu Picchu. Inkowie rozpoczęli budowę miasta w połowie XV w., ale jej nie dokończyli. Mniej więcej 100 lat później w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach opuścili Stary Szczyt, jak tłumaczy się nazwę Machu Picchu. W tym wyjątkowym miejscu najbardziej zachwyca jego położenie – miasto założono wysoko w górach, pośród bujnie porośniętych zboczy. Inkowie ukryli je bardzo skutecznie – dopiero amerykański naukowiec Hiram Bingham III w 1911 r. odnalazł ośrodek. Badacz podczas wyprawy dotarł także do innych ruin dawnego inkaskiego imperium. Nie wiadomo dokładnie, jaką funkcję pełniło Machu Picchu. Naukowcy spekulują o jego roli sakralnej i badawczej, niektórzy są zdania, że był to swojego rodzaju resort dla elit społeczeństwa. Zbudowano je na dwóch poziomach, z oszlifowanych, idealnie pasujących do siebie granitowych bloków. Wyżej znajdowały się królewskie grobowce, Pałac Królewski, Świątynia Trzech Okien i Świątynia Słońca. Na niższym poziomie powstała dzielnica mieszkalna i warsztaty. Tereny uprawne wkomponowane zostały w strome zbocza góry. Machu Picchu miało swój własny system doprowadzania wody z kamiennych zbiorników do różnych części miasta oraz okolicznych pól. Ośrodek rozciąga się pomiędzy dwoma szczytami – Huayna Picchu (Wayna Pikchu, czyli Młodym Szczytem, ok. 2720 m n.p.m.) i Machu Picchu (3082 m n.p.m.). Na oba można wejść, żeby podziwiać całą okolicę. Ze szczytów rozpościerają się jedne z tych widoków, które zapierają dech w piersiach i pozostają w pamięci na długo. Są one zdecydowanie warte wysiłku, który trzeba włożyć, aby pokonać strome podejście, choć w trakcie wspinaczki nie jest to wcale tak oczywiste. W 1983 r. Machu Picchu umieszczono na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, a w 2007 r. biorący udział w głosowaniu internauci wybrali je jednym z 7 Nowych Cudów Świata. Miasto rocznie odwiedza mniej więcej 1,2 mln turystów. Gdyby nie wprowadzone kilka lat temu dzienne limity zwiedzających, zostałoby całkowicie zadeptane.

 

Do Machu Picchu nie tak łatwo się dostać. Z Cusco (Cuzco), dawnej stolicy inkaskiego imperium, jedzie się do Ollantaytambo w tzw. Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas), skąd pociągiem PeruRail dociera się do Aguas Calientes – bazy noclegowej pod Starym Szczytem. Stąd często odjeżdżają małe autobusy dowożące turystów pod wejście do zaginionego miasta, ale można też dojść o własnych siłach dość stromym podejściem. Warto wstać w nocy, żeby pojechać jednym z pierwszych autobusów. Poranne złote promienie słońca lub wprowadzające mistyczną atmosferę chmury przeplatające zbocza dodają Machu Picchu nieodpartego uroku. Inną możliwością dotarcia do inkaskiego ośrodka jest dwu- bądź czterodniowy trekking trasą zwaną Camino Inca (Inca Trail). Prowadzi ona przez Świętą Dolinę Inków i okoliczne przełęcze. To jeden z najbardziej obleganych szlaków trekkingowych na świecie. Ze względu na ten fakt oraz wprowadzone przez władze limity (podobnie jak w przypadku wejścia na teren Machu Picchu) wyprawę Drogą Inków należy rezerwować z co najmniej kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Alternatywę dla tej trasy stanowi Salkantay Trek z nielimitowanym wstępem. Wycieczkę tym szlakiem można wydłużyć o dojście do Aguas Calientes i Machu Picchu.

 

Niezależnie od wyboru drogi, każdy turysta najpierw trafia zwykle do Cusco. Miasto to było inkaską stolicą od XIII do XVI w. i zachowało się w nim sporo pozostałości architektonicznych z tych czasów. Piękne historyczne centrum, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO w tym samym roku co Machu Picchu, zatrzymuje przyjezdnych w swoich objęciach na kilka dni. I bardzo dobrze, bo Cusco leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., a zatem jest odpowiednim miejscem na aklimatyzację przed wyjściem na jeden z wielu szlaków w okolicznych Andach. Ten czas można wykorzystać na zwiedzanie miasta. Na uwagę zasługują pozostałości inkaskich murów, Katedra (Catedral del Cusco), Klasztor św. Dominika (Convento de Santo Domingo) czy liczne muzea z cennymi eksponatami sztuki prekolumbijskiej. Ciasne, strome, kamienne uliczki idealnie nadają się na spacery, a rozświetlony wieczorem główny plac – Plaza de Armas – odcina się na tle okolicznych wzgórz i gór. Cusco jest także dobrym miejscem na odkrywanie peruwiańskich smaków. Mnogość restauracji i kawiarni pozwala docenić tutejszą kuchnię. Bez większego trudu można znaleźć tu potrawy z mięsa lamy czy alpaki, których zdecydowanie warto spróbować podczas pobytu w Andach. Polecam też zakupienie wyrobów z wełny z alpaki (np. swetrów, czapek, szali), które są przydatną i piękną pamiątką. Na lokalnym targu dobrze również zaopatrzyć się w liście koki – sporządzony z nich napar wspomaga aklimatyzację i osłabia objawy choroby wysokościowej (hiszp. soroche). Tak przynajmniej mawiają miejscowi, którzy nałogowo popijają taki napój i żują same liście. Nawet jeśli to nieprawda, wciąż warto spróbować herbaty z koki, bo smakuje naprawdę wybornie. Pamiętać jednak trzeba, żeby pić ją jedynie na miejscu, bo wywożenie rośliny za granicę jest nielegalne.

 

MODŁY DO DUCHA GÓR

 

Po zwiedzaniu i aklimatyzacji przychodzi pora na wybór szlaku. Popularnością cieszy się wspomniany klasyczny pięciodniowy Salkantay Trek w paśmie Vilcabamba (Cordillera de Vilcabamba), trasa na Ausangate w paśmie Vilcanota (Cordillera de Vilcanota) oraz jednodniowa wycieczka pod górę Vinicunca (zwaną Tęczową Górą lub Górą Siedmiu Kolorów, 5200 m n.p.m.). Ausangate jest piątym najwyższym szczytem Peru (6384 m n.p.m.) i mieszkańcy okolicznych wiosek nazywają go Apu Ausangate. W mitologii inkaskiej apu znaczy „duch gór”, „bóg gór”. To właśnie do niego wznoszą prośby, kierują podziękowania i jemu składają ofiary. On odpowiada za dobrą lub złą pogodę, deszcze nawadniające nieliczne pola uprawne i suszę niosącą głód. Legenda mówi, że Ausangate był bratem Salkantaya (Salkantay to najwyższy szczyt pasma Vilcabamba, 6271 m n.p.m.) i razem mieszkali w Cusco. Po jednej z susz rozdzielili się, aby uratować miasteczko od głodu. Salkantay poszedł na północ. Znalazł lasy, zakazaną miłość Veróniki (góra Verónica mierzy 5682 m n.p.m.), a tym samym problemy. Ausangate z kolei wyruszył na południe, gdzie odkrył ziemię bogatą w ziemniaki i kukurydzę oraz pasące się alpaki. Dzięki temu ocalił mieszkańców Cusco przed głodem. Zarówno trekking przy górze Salkantay, jak i wyprawa wokół Ausangate stanowią ciekawe uzupełnienie wizyty w zachwycającym Machu Picchu.

 

Niesamowite w Peru jest to, że w ciągu jednego urlopu można wylegiwać się na słońcu nad Oceanem Spokojnym, spędzić dzień na pustyni i kilka dni w wiecznie zielonym lesie deszczowym, podziwiać z bliska ośnieżone szczyty sześciotysięczników, poznawać bogatą historię imperium Inków, zejść na dno głębokiego kanionu, a na dokładkę przepłynąć się królową rzek – Amazonką. Po powrocie do domu zazwyczaj zaczyna się marzyć o kolejnej wizycie w tych stronach, bo wymienione przeze mnie atrakcje to zaledwie część tego, co nas tutaj czeka. Peru wciąga i rozbudza chęć poznawania kolejnych miejsc i powrotu do tych już poznanych. Dlatego wyruszenie w ponowną podróż do tego kraju stanowi tylko kwestię czasu.