DSC 7945 wiatrak w Antigua

Antigua – jeden z odrestaurowanych wiatraków na Fuerteventurze

© LESZEK MIKA/WWW.WYSPY-SZCZESLIWE.PL

 

Joanna Cybulska-Mika

www.wyspy-szczesliwe.pl 

 

W dzisiejszym zabieganym świecie każdy czasem musi odpocząć od nadmiaru bodźców. Na Fuerteventurze znajdziemy niesamowite plaże, idealne miejsca do uprawiania sportów wodnych, bazującą na świeżych i naturalnych produktach smaczną kuchnię i najwyższej klasy hotele. Wypożyczonym samochodem, quadem lub motocyklem udamy się na wyprawę wśród zachwycających rozległych przestrzeni i niewielkich, białych miasteczek. Może nawet obudzimy w sobie ducha odkrywcy.

 

Niemal każdy turysta wraca z wycieczki po Fuerteventurze z pamiątkowym zdjęciem dwóch tajemniczych prawie nagich posągów sprawiających wrażenie, jakby pilnowały okolicy. Te odlane z brązu, sięgające 4 m umięśnione sylwetki umieszczone na widokowej platformie przy drodze FV-30 na terenie Parku Krajobrazowego Betancuria (Parque Rural de Betancuria) przedstawiają królów wyspy Ayoze (Ayose) i Guize (Guise). Władali oni jej obszarem podzielonym kamiennym murem na dwie części: południową, Jandía, i północną, Maxorata, do czasu, gdy w 1404 r. francuscy żeglarze i odkrywcy Jean de Béthencourt (1362–1425) i Gadifer de la Salle (1340–1415) na zlecenie Kastylii podbili ten ląd. Miasto założone przez pierwszego z nich otrzymało nazwę od jego nazwiska. Betancuria stała się pierwszą stolicą Fuerteventury i Wysp Kanaryjskich. W tym miejscu powstała też w 1410 r. pierwsza katedra na archipelagu, siedziba biskupstwa (Obispado de Fuerteventura) istniejącego w latach 1424–1431 – Kościół Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia (Iglesia Matriz de Nuestra Señora de la Concepción). To miasto, otoczone wulkanicznymi wzgórzami w kolorze ochry, jest jednym z najpiękniejszych na wyspie. Dziś pełni funkcję stolicy gminy zamieszkałej przez zaledwie ok. 800 osób. Lśniąca w intensywnym słońcu biel domów odbudowanego po atakach piratów i objętego ochroną w 1979 r. centrum historycznego kontrastuje z zielenią owocowych sadów, poletek uprawnych i bujnego palmowego gaju.

 

Szczególną rolę w historii Fuerteventury odegrało również założone w 1500 r. miasteczko La Oliva będące od XVIII do początku XIX w. siedzibą władz wojskowych. Coroneles, czyli pułkownicy, zamieszkiwali wraz z rodzinami wzniesioną w drugiej połowie XVII stulecia na zlecenie rodu Cabrera Béthencourt reprezentacyjną rezydencję nazywaną Casa de los Coroneles. Ten najbardziej emblematyczny budynek wyspy, o którym potocznie mówi się, że ma tyle okien i drzwi, ile jest dni w roku, znajduje się w programie tzw. Szlaku Pułkowników (Ruta de los Coroneles). To odbywająca się co piątek wycieczka w formie przedstawienia teatralnego odgrywanego w czterech językach (hiszpańskim, angielskim, francuskim i niemieckim). Jego aktorzy oprowadzają turystów po pięciu historycznych obiektach miejscowości, wcielając się w postacie pani Sebastiany (doña Sebastiana) i pana Augustyna (don Agustín), ówczesnych mieszkańców. Zwiedzanie wieńczy wizyta na Targu Tradycji (Mercado de las Tradiciones), gdzie można kupić na pamiątkę drobiazg z ceramiki, którą na Fuerteventurze nadal wytwarza się bez użycia koła garncarskiego, lub ręcznie haftowany obrus. 

 

SZLAKIEM WIATRAKÓW

 

Gdy patrzy się na tutejsze pustynne krajobrazy trudno jest uwierzyć, że ta najstarsza geologicznie i najbardziej sucha z Wysp Kanaryjskich pełniła niegdyś funkcję spichlerza archipelagu. Świadectwo rolniczej przeszłości stanowi ok. tysiąc wiatraków, rozsianych na obszarze całego lądu, głównie między miejscowościami La Oliva i Tuineje. Zbudowane w XVIII i XIX w. konstrukcje poruszane siłą niemal wszędzie wiejącego na Fuerteventurze wiatru służyły pozyskiwaniu drogocennej wody i mieleniu ziarna. 

 

W znajdującym się w wiosce Tiscamanita młynie i sąsiadujących z nim zabudowaniach o tradycyjnej architekturze urządzono ośrodek informacyjny poświęcony wiatrakom (Centro de Interpretación de los Molinos). Przedstawia historię i produkcję gofio, czyli mąki z prażonych ziaren stanowiącej najistotniejszy na przestrzeni wieków składnik diety Majoreros (tak nazywa się mieszkańców tej wyspy). Można tu spróbować tego specjału, poznać budowę młyna wiatrowego i zobaczyć, jak pracuje.

 

Jedną z piękniejszych pamiątek przeszłości jest wiatrak włączony do kompleksu muzeum sera z Fuerteventury (Museo del Queso Majorero) w miejscowości Antigua. Urządzono wokół niego zieloną oazę z roślinnością typową dla archipelagu – spotkamy w tym miejscu m.in. żmijowce białe (tajinastes blancos), draceny, palmy, krzewy o nazwie tabaibas, sukulenty z rodziny astrowatych zwane verodes, cardones de Jandía z wilczomleczowatych czy kaktusy. Budynki mieszczą interaktywne ekspozycje poświęcone pasterstwu i wytwarzaniu serów. Działa tutaj też sklep z rękodziełem, za którego ośrodek uchodzi Antigua. Organizowane są w niej duże targi rzemiosła artystycznego (Feria Insular de Artesanía) z udziałem ok. 200 wystawców ze wszystkich siedmiu Wysp Kanaryjskich. Tegoroczna, XXX edycja imprezy odbyła się w dniach od 11 do 14 maja. 

 

Kolejną miejscowością wartą zainteresowania na szlaku młynów jest Tefía, gdzie w muzeum etnograficznym (Ecomuseo de La Alcogida) funkcjonującym w zabudowaniach opuszczonej wioski odwiedzający mogą zobaczyć, jak jeszcze kilka dziesięcioleci temu wyglądało życie jej mieszkańców pielęgnujących przekazywane od pokoleń zwyczaje i tradycje. W czasie przeniesiemy się także, jeśli zdecydujemy się zatrzymać w którymś z domków agroturystycznych (casas rurales) lub pensjonatów urządzonych na terenie odrestaurowanych posiadłości. Ich właściciele opowiadają swoim gościom o ciekawostkach w okolicy, do śniadania podają owoce z własnego ogrodu, a dla dzieci wyczarowują jakąś zabawkę. Wyspę pokrywa dobra sieć dróg, koszt wynajmu samochodu jest przystępny, a odległości od wybrzeża są stosunkowo niewielkie, można więc bez problemu korzystać z przyjemności kąpieli w Atlantyku codziennie w innej z bajecznych zatoczek. 

 

PLAŻA WYSP KANARYJSKICH

 

5104

Morro Jable – urokliwa i zadbana plaża w pobliżu centrum kurortu

© TURISMO DE CANARIAS/PROMEDIA EXCLUSIVAS PUBLICITARIAS SL

 

Turyści cenią Fuerteventurę jako miejsce na spędzenie wakacji przede wszystkim ze względu na panujący tu klimat, charakteryzujący się ponad 3 tys. godzin słońca w roku, sprzyjające błogiemu relaksowi warunki, jakie stwarzają spokojne miejscowości letniskowe bez głośnych dyskotek, i spektakularne wybrzeże z ponad 150 km plaż. Najbardziej niezwykła z nich, rozciągająca się na 9 km na południowo-wschodnim brzegu wyspy Playa Sotavento oczarowuje powstającymi na niej pod wpływem przypływów lagunami oraz intensywnie turkusową i lazurową barwą oceanu. Plażowiczów zachwycą też położone w okolicach El Cotillo zatoczki La Concha i Los Lagos, w których śnieżnobiały piasek kontrastuje z naturalnymi falochronami z wulkanicznych kamieni. Przepiękne jest również wybrzeże w pobliżu Morro Jable. Tutejsza plaża została wyróżniona prestiżową Błękitną Flagą przyznawaną za wyjątkową czystość wody i piasku oraz wysoką jakość infrastruktury (dyżury ratownika, udostępnienie przebieralni, toalet, pryszniców, przystosowanie obszaru do potrzeb osób z trudnościami w poruszaniu się i rodzin z dziećmi).

 

Turyści z najmłodszymi pociechami mogą wybrać się także do Corralejo. Osłonięte od fal miejskie plaże o płytkiej przy brzegu wodzie leżą tu niedaleko historycznej części kurortu z klimatycznymi barami, kawiarniami i restauracjami. Ze względu na niewielką odległość od lotniska (ok. 7 km) warto też rozważyć zatrzymanie się w miejscowości Caleta de Fuste położonej nad spokojną zatoczką.

 

Ponad 70 proc. hoteli na Fuerteventurze to obiekty 4- i 5-gwiazdkowe. Do najbardziej luksusowych należy Gran Hotel Atlantis Bahía Real (5 gwiazdek), wyróżniany w kategorii najlepszy hotel plażowy Europy. Leżący bezpośrednio przy jednej z malowniczych plaż Corralejo ze spektakularnymi widokami na pobliską wysepkę Lobos i Lanzarote, rozpieszcza gości w restauracjach gourmet. Na szczególną uwagę zasługuje „La Cúpula”, której szef Carles Gaig otrzymał gwiazdkę Michelin.

 

Spośród obiektów 4-gwiazdkowych (z plusem) wyróżnia się komfortowy Hotel Meliã Gorriones, położony tuż przy plaży Barca będącej częścią przepięknego wybrzeża Sotavento i otoczony pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i palmową oazą. Stanowi doskonałą bazę m.in. dla osób lubiących długie spacery wzdłuż brzegu oceanu oraz amatorów wind- i kitesurfingu.

 

NA TROPIE TAJEMNIC

 

DSC 8065 Faro de La Entallada

Faro de La Entallada stoi w odległości ok. 100 km od brzegów Afryki

© LESZEK MIKA/WWW.WYSPY-SZCZESLIWE.PL

 

Gdy opuścimy nasz kompleks hotelowy i udamy się na wycieczkę poza kurort, odkryjemy rozległe, niczym nie zmącone krajobrazy Fuerteventury. Na wielu osobach robią one wrażenie tajemniczości, a są ku temu rozliczne powody. Wystarczy wypożyczyć samochód, najlepiej terenowy, i wyruszyć w drogę, aby poczuć się odkrywcą. Będziemy przemierzać wyspę, która dzięki swoim niezwykłym pejzażom i bogactwu przyrodniczemu w maju 2009 r. w całości została objęta ochroną jako Rezerwat Biosfery UNESCO.

 

Możemy udać się na urokliwy półwysep Jandía, prawie niezamieszkany, gdzie występują rzadkie, a nawet endemiczne gatunki ptaków i roślin (choćby dwa symbole naturalne Fuerteventury – avutarda, czyli hubara z rodziny dropi, i cardones de Jandía z wilczomleczowatych). Jest on otoczony pięknymi dzikimi plażami z białym piaskiem i turkusową wodą. Na jego północnym wybrzeżu rozciąga się malownicza Playa de Cofete, miejsce o niezwykłej atmosferze. W jej sąsiedztwie znajduje się niewielki stary cmentarz z prostymi krzyżami ogrodzony niepozornym murkiem. Jego położenie wydaje się zastanawiające, ponieważ w okolicy nie brakuje terenów z bardziej trwałym gruntem, lepiej nadającym się do pochówków.

 

W pobliżu plaży, u stóp góry Pico de la Zarza (Pico de Jandía, 807 m n.p.m., najwyższy szczyt na wyspie), dostrzeżemy budynek niepodobny do innych na Fuerteventurze. Ma on charakterystyczną wieżę i półokrągłe łuki. To Villa Winter (Casa Winter), należąca kiedyś do niemieckiego inżyniera Gustava Wintera (1893–1971). O jej przeznaczeniu krążą liczne legendy, ale brakuje dokumentów, które pozwoliłyby je zweryfikować. Budowla zaczęła powstawać prawdopodobnie na samym początku lat 40. XX stulecia, gdy cały półwysep Jandía był już odgrodzony przez Niemców od reszty wyspy na mocy umowy o wynajmie lub darowizny. Dotychczasowi mieszkańcy zostali przesiedleni w inne miejsca i mogli powracać tu tylko na dzień do pracy na budowie i jedynie pod warunkiem zachowania pełnej tajemnicy o tym, co robią. Najczęściej powtarzane opowieści wspominają o przeznaczeniu militarnym tego obszaru, wizytach nazistów, także w łodziach podwodnych. Najbardziej śmiałe hipotezy mówią o tunelach, które miałyby łączyć plażę w Cofete z podziemiami Villi Winter. Trudno stwierdzić, ile jest w nich prawdy. Faktycznie istnieje w tym miejscu za to niewielkie lotnisko z czasów II wojny światowej, które dość łatwo możemy sami odnaleźć na najdalszym zachodnim skraju Fuerteventury.

 

Gustav Winter po wojnie pozostał na wyspie i przysłużył się rozwojowi rolnictwa, za co zyskał szacunek miejscowych. W latach 50. XX w. rozebrał ogrodzenie na półwyspie Jandía i zajął się promowaniem turystyki na tym terenie.

 

Na północy, w głębi lądu znajduje się góra Tindaya (Montaña de Tindaya, 401 m n.p.m.), zwana również Świętą Górą Tindaya. Było to miejsce kultu pierwotnych mieszkańców Fuerteventury, którzy pozostawili tutaj po sobie liczne inskrypcje.

 

W środkowej części wyspy, na zachodnim wybrzeżu, odnajdziemy nadmorskie jaskinie w Ajuy. Groty są atrakcyjne z powodu swojej niewątpliwej urody, ale szczególnie zainteresują się nimi pasjonaci geologii, którzy obejrzą w ich wnętrzu najstarsze skały na archipelagu. 

 

Natomiast na północy Park Natury Corralejo (Parque Natural de Corralejo o powierzchni niemal 27 km²) przyciąga tłumy plażowiczów, także tych lubiących opalać się w strojach Adama i Ewy. Obszar wydmowy jest ogromny i każdy z pewnością znajdzie tu miejsce tylko dla siebie. Naturyści chętnie korzystają z osłoniętych wulkanicznymi kamieniami grajdołków. Można też wzorem Brada Pitta, który w maju 2016 r. kręcił w tym rejonie film Sprzymierzeni (Allied), wypożyczyć motocykl i wyruszyć na szosy zasypywane piaskiem, żeby napawać się widokami z wysokości siodełka. Osoby z dobrą kondycją mogą wystartować w organizowanym w listopadzie półmaratonie (Alltours Media Maratón Internacional Dunas de Fuerteventura, w 2017 r. odbędzie się on 4 listopada).

 

Ciekawy pomysł stanowi wyprawa szlakiem latarni morskich Fuerteventury. Jeden z tego rodzaju obiektów stoi na półwyspie Jandía – działa w nim centrum informacyjne Parku Natury Jandía (Parque Natural de Jandía). Kolejny, Faro de La Entallada (Faro de Punta La Entallada), znajduje się na południowym wschodzie, w miejscu położonym najbliżej kontynentu afrykańskiego. Na północy w El Cotillo czeka na nas Faro de El Tostón (pochodzi z 1897 r.) z dwiema wieżami – wewnątrz budowli funkcjonuje Muzeum Tradycyjnego Rybołówstwa (Museo de la Pesca Tradicional). Na koniec warto dotrzeć promem na wysepkę Lobos (4,58 km² powierzchni), gdzie postawiono jeszcze jedną latarnię (Faro de Punta Martiño). Odkryjemy tu poza tym intensywnie zielony zagajnik złożony z sięgających wysokości 2 m krzewów tabaibas, wejdziemy na wulkan La Caldera (127 m n.p.m.) i wykąpiemy się w naturalnych basenach z krystalicznie czystą wodą.

 

W stolicy Fuerteventury – Puerto del Rosario – można wybrać się na spacer szlakiem rzeźb w plenerze i zwiedzić muzeum urządzone w domu, w którym przez kilka miesięcy w 1924 r. mieszkał Miguel de Unamuno (1864–1936). Ten hiszpański pisarz i filozof zesłany w te strony w okresie dyktatury generała Miguela Primo de Rivery (1870–1930) pokochał wyspę i jej mieszkańców.

 

ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

 

Od czasu do czasu warto zrobić sobie przerwę, aby wzmocnić się daniami wybornej wyspiarskiej kuchni. Kanaryjski posiłek często rozpoczyna się od serów, a te na Fuerteventurze wytwarzane są przeważnie z mleka koziego lub mieszanego. Co roku kilka z nich zdobywa złote i srebrne medale na międzynarodowym konkursie World Cheese Awards. Do listy najlepszych serów świata produkowanych na wyspie dołączył w 2016 r. m.in. ten marki Selectum – curado pimentón (twardy, obtoczony w papryce), który otrzymał medal o randze super gold. 

 

Produkcją tych specjałów zajmują się często rodzinne wytwórnie pozyskujące mleko z własnych hodowli. Chętnie zapraszają one w swoje progi turystów zainteresowanych poznaniem procesu produkcji, degustacją i zakupami. Ciekawą propozycją dla smakoszy może być udział w wycieczce quadami lub samochodami buggy obejmującej odwiedzenie pięciu kameralnych zakładów (tzw. Ruta del Queso, czyli Szlak Sera).

 

W trakcie podróżowania po interiorze wyspy warto spróbować koźliny, której przyrządzanie miejscowi kucharze opanowali do perfekcji. W menu znajdziemy takie dania jak carne de cabra guisada (kozie mięso duszone w sosie z dodatkiem ziół) czy cabrito frito lub asado (młoda koźlina smażona lub pieczona na grillu). 

 

W miejscowościach nadmorskich ryby i owoce morza trafiają do restauracji często prosto z rybackiego kutra. Siedząc przy stoliku z widokiem na ocean, zamówmy caldo de pescado majorero, potrawę z gotowanych na wolnym ogniu ryb i warzyw, do której tradycyjnym dodatkiem jest gofio rozrobione z rybnym bulionem. Oprócz smażonych, pieczonych czy grillowanych świeżych owoców morza lub ryb jada się również dania przygotowywane z jareas, czyli ryb suszonych na słońcu. 

 

Na deser spróbujmy musu lub lodów z gofio. Wegetarianom i weganom przypadną do gustu warzywa i owoce z rodzinnych gospodarstw. Szczególnie smaczne są pomidory podawane z awokado, posypane oregano i polane wytłaczaną na Fuerteventurze świetną oliwą. Nie wolno pominąć także kanaryjskich pomarszczonych ziemniaków – papas arrugadas – gotowanych ze skórką w wodzie z dużą ilością oceanicznej soli i podawanych z sosami mojo. Warto przywieźć też do domu zapas pozyskiwanej ekologicznie soli z salin w gminie Antigua (Salinas del Carmen), gdzie urządzono muzeum tego minerału (Museo de la Sal). 

 

Mekką osób o zamiłowaniach kulinarnych jest sobotni targ rolniczy w Puerto del Rosario – Mercado Agrícola de la Biosfera, na którym można kupić warzywa i owoce bezpośrednio od rolników, sery, ekologiczne pieczywo, słodycze czy świeże ryby. 

 

Na podstawie badań i przez reprodukcję odnajdowanych starych szczepów próbuje się odtworzyć kulturę winiarską, istniejącą na wyspie w przeszłości. W marcu 2017 r. Conatvs jako pierwsza winnica na Fuerteventurze spełniła normy znakowania win certyfikatem pochodzenia DOP Islas Canarias. Conatus po łacinie oznacza „wysiłek”, a naprawdę dużo wytężonej pracy wymaga uprawa winorośli na glebach tego surowego lądu. 

 

NA SKRZYDŁACH WIATRU

 

areneegli overview free

Plaża Sotavento z Hotelem Meliã Gorriones i centrum René Egli by Meliã

© RENÉ EGLI BY MELIÃ

 

Nie musimy się obawiać, że po cieszeniu się rozkoszami stołu nie uda nam się zrzucić zbędnych kilogramów – wyspa jest idealna do uprawiania wielu aktywności. Niewątpliwie najważniejszy punkt na sportowej mapie Fuerteventury stanowi istniejące od 1984 r. centrum kite- i windsurfingu René Egli by Meliã, położone przy bajecznej plaży Sotavento. Ośrodek zajmuje jej część o długości ok. 4 km i szerokości ponad 200 m. To wprost wymarzone miejsce dla miłośników tych sportów wodnych na każdym poziomie zaawansowania, gdyż dzięki pływom morskim tworzy się tu płytka, co najwyżej metrowej głębokości laguna pozwalająca bezstresowo mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami w operowaniu żaglem czy latawcem. Warto podkreślić również fakt, że w tym niezmiernie malowniczym zakątku wyspy wieje praktycznie przez okrągły rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Gwarantuje nam to zjawisko tunelu wietrznego. 

 

Centrum wind- i kitesurfingu René Egli by Meliã uważa się obecnie za największą na świecie tego typu szkołę. Kursy prowadzone są przez wykwalifikowanych instruktorów, także po polsku. Ośrodek zapewnia najnowocześniejszy, markowy sprzęt, wymieniany w całości co 6–12 miesięcy, udostępnia kursantom przechowalnie własnego wyposażenia, zaplecze z przebieralniami, szafkami i prysznicami, przy plaży działa bar, a nad bezpieczeństwem szkolących się czuwa ekipa ratunkowa. Znajduje się w tym miejscu wszystko, czego potrzebuje nawet najbardziej wymagający wind- lub kitesurfer – nie zapomniano o umieszczeniu w ofercie również możliwości skorzystania z masażu, fizjoterapii czy indywidualnego treningu siłowego, a nawet usługi profesjonalnej sesji fotograficznej.

 

O poziomie tego rozbudowanego centrum sportów wodnych świadczy fakt, że już 31 razy z rzędu organizowane były tu zawody Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup. Kolejna, 32. ich edycja planowana jest w dniach od 21 lipca do 5 sierpnia 2017 r. 

 

W pobliżu plaż północnego wybrzeża wyspy, gdzie występują bardzo dobre warunki do uprawiania surfingu, funkcjonuje dużo ośrodków dla amatorów tej dyscypliny. Ciekawą ofertę ma np. Spanish & Surf School Fuerteventura w Corralejo – ujarzmianie fal można połączyć z nauką języka hiszpańskiego i zajęciami z jogi.

 

Natomiast Stars by Night z Lajares organizuje prowadzone przez astronomów wycieczki na obserwowanie gwiazd z wykorzystaniem profesjonalnego sprzętu. Umożliwiają to doskonałe warunki gwarantowane certyfikatem Rezerwatu Starlight UNESCO zobowiązującym do utrzymania obszarów wolnych od zanieczyszczeń świetlnych i atmosferycznych. W ofercie znajdują się także warsztaty fotografii nocnej czy wieczór Astronomia i Gastronomia.

 

Dla osób grających w golfa przygotowano trzy 18-dołkowe pola z widokiem na Atlantyk. Kilka klubów hippicznych oferuje kursy, a nawet możliwość wypożyczenia konia na romantyczną przejażdżkę po plaży. Cykliści będą usatysfakcjonowani małym ruchem drogowym na wyspie, na której nie ma większych miast, i wytyczonymi ok. 255 km tras rowerowych.

 

Po wysiłku fizycznym warto wybrać się do któregoś z luksusowych ośrodków spa i talasoterapii. Wykonywane są w nich m.in. zabiegi z zastosowaniem alg, kamieni wulkanicznych czy uprawianego na Fuerteventurze aloesu, wysoce cenionego ze względu na swoje właściwości.

 

ŚWIĘTOWANIE Z WYSPIARZAMI

 

Jeśli po odpoczynku będziemy mieć ochotę na zabawę, udajmy się, wzorem Majoreros, na któryś z lokalnych festiwali. Miejscowi są dumni ze swojej kultury. Na tradycyjne procesje (romerías) przybywają ubrani w barwne stroje ludowe w towarzystwie muzykantów i tancerzy. Chętnie pozują do zdjęć, częstują winem i kawałkiem placka zwanego pella de gofio. Jednym z ciekawszych świąt jest odbywająca się w trzeci piątek września Romería Virgen de la Peña (Romería de La Peña) w gminie Betancuria. Warto wybrać się też na widowiskowe procesje po oceanie, np. podczas Fiestas del Carmen w Corralejo w lipcu lub Fiestas del Buen Viaje w El Cotillo w sierpniu.

 

Na wyspie przez kilka tygodni świętuje się hucznie karnawał. Największe imprezy odbywają się m.in. w Puerto del Rosario w lutym i Corralejo w marcu. Turystom z dziećmi spodobają się w stolicy Fuerteventury regaty zabawnych obiektów pływających (Regata de Achipencos) i wyścigi dziwnych pojazdów (Carrera de Arretrankos) prowadzonych przez ich konstruktorów, występujących – oczywiście – w karnawałowych przebraniach. 

 

ATRAKCJE DLA NAJMŁODSZYCH

 

Z każdej miejscowości wypoczynkowej odjeżdżają codziennie autobusy do położonego w miasteczku La Lajita pełnego atrakcji parku zoologicznego Oasis Park Fuerteventura. Ośrodek może poszczycić się ponad 3 tys. zwierząt, reprezentującymi 250 różnych gatunków, ogrodem botanicznym z największą w Europie kolekcją kaktusów oraz pokaźną hodowlą wielbłądów (również zajmującą pierwsze miejsce na naszym kontynencie). Weźmiemy tutaj udział w zabawach z lemurami, pływaniu z lwami morskimi, karmieniu zwierząt i przejedziemy się na wielbłądzim grzbiecie. Zatrudnione dawniej przy pracach na polu wielbłądy odgrywają współcześnie również rolę wierzchowców dla Trzech Króli (Reyes Magos), którzy co roku 5 stycznia wieczorem przybywają w karawanach z prezentami dla dzieci.

 

Ciekawą propozycją dla całej rodziny będzie także rejs statkiem stylizowanym na piracki. Podczas niego można nawet zobaczyć delfiny w ich środowisku naturalnym. Okazją do obserwowania życia stworzeń morskich jest też wycieczka łodzią ze szklanym dnem organizowana przez ośrodek Oceanarium Explorer w miasteczku Caleta de Fuste.

 

Nie wolno przegapić również odbywających się w listopadzie dwóch niezmiernie kolorowych imprez: Międzynarodowego Festiwalu Latawców (Festival Internacional de Cometas), który gości na plażach Corralejo i El Cotillo, oraz Festiwalu Klaunów (Festival de Payasos de Fuerteventura „Tran Tran”) w miejscowości Gran Tarajal.

 

Fuerteventura to prawdziwy ocean możliwości, o czym, drodzy Czytelnicy, sami się przekonacie, jeśli wybierzecie się w podróż na tę gościnną i malowniczą kanaryjską wyspę.

Artykuły wybrane losowo

Good Morning, Wietnam!

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Kraj przytulony do Zatoki Tonkińskiej i Morza Południowochińskiego zazwyczaj łączony jest z wojną, śmiercią i zniszczeniem. Ale turysta nie musi już przedzierać się przez pola minowe, żeby znaleźć dziewicze plaże, cuda natury oraz zabytki starej i bogatej kultury.

Dzień doooobry, Wietnam! – przeciągłe powitanie rozerwało ciszę wiosennego poranka 1965 r. Zaczęła się audycja Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych, a za mikrofonem siedział Adrian Cronauer, niedawno przeniesiony z bazy w Grecji. Nowy didżej łamał sztywny gorset reguł wojskowej rozgłośni, która zazwyczaj nudziła żołnierzy obwieszczeniami i niekończącymi się pogadankami. Cronauer opowiadał dowcipy na antenie, puszczał popularną muzykę i walczył z przełożonymi o zachowanie audycji, która przecież nie licowała z powagą armii. Jednak żołnierze go kochali.

Więcej…

Indie – szlakiem pałaców, plaż i ajurwedy

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Podróż zachodnim wybrzeżem Indii to wyprawa przez usiane pałacami pustynie Radżastanu i rajskie plaże Goa, dawnej kolonii portugalskiej, aż po pełną przypraw i dzikiej przyrody Keralę – ojczyznę ajurwedy, prastarej medycyny hinduskiej.

 

Hanwant Singh (1923–1952), maharadża Dźodhpuru (Jodhpuru), wyciągnął pistolet kalibru 22 i wymierzył w indyjskiego urzędnika. – Odmawiam przyjęcia twojego dyktatu! – młody, rozpuszczony, gnuśny i obrzydliwie bogaty władca, którego ulubioną rozrywką były gra w polo, polowania na stepówki i sztuczki magiczne, właśnie zdał sobie sprawę, że oddał władzę nad swoim królestwem. W 1947 r. Singh podpisał akces pustynnego Dźodhpuru do Unii Indyjskiej (przekształconej w 1950 r. w obecną Republikę Indii) – w ten sposób jego ziemie stały się częścią dzisiejszego stanu Radżastan. Co prawda maharadża mógł zachować swój bajeczny majątek, jeździć limuzynami o czerwonych, królewskich tablicach rejestracyjnych, ale upokarzający sposób zawarcia traktatu obudził w nim ducha przodków – wojowniczych i dumnych Radźputów.

Więcej…

Roztańczona tropikalna Brazylia

 

MAGDALENA BARTCZAK

 

Wymyślne platformy z tancerzami na Sambódromo do Rio de Janeiro w 2016 r.

 24921609281 86fdc983ff o

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

W Brazylii, jednym z największych państw na świecie i największym w Ameryce Południowej, znajdziemy wszystko, czego pragnie podróżnik. Jej wschodnią granicę stanowią piękne złociste plaże położone nad Oceanem Atlantyckim. Na północy i zachodzie rozciągają się amazońskie lasy, a bliżej południa leżą tętniące życiem metropolie Rio de Janeiro i São Paulo. Ten kraj kusi i zniewala. Każdy, kto zostawił tu serce, marzy o powrocie w te strony.

 

Uderzenie gorącego powietrza, widok uśmiechniętych twarzy, dochodzący zewsząd gwar wielkiego miasta – takie były moje doświadczenia po wyjściu z lotniska podczas pierwszej wizyty w Rio de Janeiro, od którego rozpoczęłam wyprawę po fascynującej Brazylii. Oszałamia ona przyjezdnego nie tylko różnorodnością, klimatem i serdecznością mieszkańców, lecz także imponującym terytorium. Ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni i zajmuje niemal połowę kontynentu. Pod względem obszaru niedużo więc ustępuje Europie.

 

Sami Brazylijczycy, których jest ok. 207 mln, mówią, że nie istnieje coś takiego jak jedna Brazylia. Obok elementów kultury jednoczących mieszkańców (m.in. znanej na całym świecie wielkiej miłości do piłki nożnej, uważanej przez nich za świętą) znajdziemy tu wiele różnic między regionami i ich tradycjami czy krajobrazami. Poza tym przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę nie tylko duże odległości, ale też zmieniające się uwarunkowania klimatyczne. Na Nizinie Amazonki niemal przez okrągły rok panuje wysoka wilgotność i temperatura powietrza (dochodząca nawet czasami do prawie 45°C). Często nawiedzają ją również burze i tropikalne deszcze. W środkowo-wschodniej części kraju, gdzie rozciąga się Wyżyna Brazylijska, występuje pora deszczowa i sucha. Najbardziej sprzyjający klimat panuje na wybrzeżu, na którym upał nie daje się tak we znaki dzięki orzeźwiającej bryzie znad oceanu. Południe Brazylii natomiast leży w strefie zwrotnikowej i podzwrotnikowej z ciepłą zimą i gorącym latem.

 

MIASTO SŁOŃCA I BOSSA NOVY

 

Ten kraj rozsławił na cały świat – oczywiście – huczny karnawał. Zwyczaj zabaw przed okresem wielkiego postu przywieźli ze sobą w latach 20. XVIII w. portugalscy osadnicy. W kolejnym stuleciu został on spopularyzowany przez… coraz liczniejszych emigrantów z Francji. Brazylijczycy szybko go sobie przyswoili i stopniowo przekształcili w maskaradę i taneczne korowody. Pierwszy bal maskowy z muzyką odbył się w Rio de Janeiro w 1840 r. Od tego czasu tutejszy pięciodniowy karnawał zyskiwał sobie coraz większą popularność. Istnieje oficjalnie już od lutego 1892 r. i do tej pory odbyło się 125 jego edycji.

 

O wyjątkowym charakterze tej niezmiernie barwnej imprezy decyduje z pewnością samba – prawdziwy skarb narodowy Brazylijczyków. Ten gatunek sięga swoimi korzeniami do pieśni i tańców afrykańskich niewolników. Karnawałowe szaleństwo zaczyna się zwykle na kilka dni przed Środową Popielcową. Na znak inauguracji burmistrz oddaje klucze do miasta szkołom samby. To właśnie one organizują defilady, w których można podziwiać tancerzy w błyszczących, kolorowych kostiumach i ludzi poprzebieranych za rozmaite postacie. Fantastyczne korowody przemierzają ulice (Avenida Marquês de Sapucaí, Estrada Intendente Magalhães i inne główne arterie), a po słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí lub inaczej Sambódromo do Rio de Janeiro – specjalnej alei z trybunami dla widzów i jurorów oceniających każdy zespół) suną barwne platformy. Impreza trwa pięć dni, choć przygotowania do niej odbywają się praktycznie cały rok.

 

Główną zasadą karnawału, zarówno w Rio de Janeiro, jak i wszędzie na świecie, jest to, że w jego trakcie wszyscy stają się równi. Przestają liczyć się podziały na biednych i bogatych, a ustalony porządek ulega odwróceniu. Może dlatego jego tradycja zyskała sobie taką popularność akurat w tym mieście, niezmiernie zróżnicowanym społecznie i pełnym ludzi marzących o odmianie swojego losu. Swoiście karnawałowy charakter ma nawet krajobraz tej metropolii – zamieszkane przez najuboższych fawele (czyli dzielnice nędzy) rozciągają się na wzgórzach, a zamożniejsi obywatele żyją w niżej położonych rejonach. Właśnie ci najbiedniejsi codziennie budzą się z najpiękniejszym widokiem na Rio de Janeiro i pobliską zatokę Guanabara. Od pewnego czasu fawele jednak stopniowo się zmieniają. Nadal stanowią charakterystyczny element miasta, ale stają się bezpieczniejsze.

 

W rejonie dzielnic klasy średniej Santa Teresa i Lapa warto podejść pod ozdobione kolorowymi ceramicznymi kafelkami Schody Selarón (Escadaria Selarón, autorstwa chilijskiego artysty Jorge Selaróna). Na obu tych obszarach znajdziemy zachwycającą kolonialną architekturę. Na dodatek to ulubione miejsca tutejszej bohemy i amatorów dobrej zabawy. Kojarzą się z kawiarniami, klubami z muzyką na żywo i ulicznymi artystami, zapewniającymi spacerowiczom rozrywkę przez całą dobę. Niemal bez przerwy słychać tu sambę, a na placu pod XVIII-wiecznym Akweduktem Carioca (Aqueduto da Carioca) ludzie spotykają się, aby pograć w szachy i pogawędzić przy piwie lub koktajlu caipirinha (klasycznym drinku przyrządzanym na bazie mocnego alkoholu cachaça, cukru, limonek i lodu).

 

WZGÓRZA WŚRÓD PLAŻ

 

Kolejnym znakiem rozpoznawczym Cudownego Miasta (Cidade Maravilhosa), jak określa się Rio de Janeiro, jest bliskość przyrody. Nie trzeba nawet oddalać się od centrum czy dzielnic mieszkalnych, aby natknąć się na wzgórza, tropikalne lasy bądź parki. Właśnie w tej metropolii znajduje się największy ogród botaniczny w Ameryce Południowej (o powierzchni ok. 140 ha). Jardim Botânico do Rio de Janeiro założono w 1808 r. na polecenie późniejszego króla Portugalii Jana VI (1767–1826). Początkowo na tym terenie uprawiano przyprawy, ale po kilkunastu latach (w 1822 r.) został on otwarty dla publiczności. Dziś stanowi idealne miejsce do schronienia się przed gwarem miasta i upałami. Obejrzymy tutaj m.in. pięknie zaprojektowany ogród japoński i aleję wysmukłych palm królewskich (z gatunku Roystonea oleracea) – Aleia Barbosa Rodrigues.

 

W pobliżu ogrodu botanicznego leży Park Narodowy Tijuca (Parque Nacional da Tijuca – niemal 40 km2 powierzchni) z Lasem Tijuca (Floresta da Tijuca) należącym do największych na globie lasów w obrębie miejskiej aglomeracji. Prowadzi tędy droga na wzgórze Corcovado (710 m n.p.m.), którego szczyt wieńczy słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) – symbol Rio de Janeiro i jeden z siedmiu nowych cudów świata. Figurę Jezusa zaprojektował francuski artysta polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Powstały we Francji monument umieszczono na Corcovado w 1931 r. Dziś stanowi najpopularniejszy turystyczny punkt nie tylko w samym Rio de Janeiro, lecz także w całej Brazylii. Dlatego aby uniknąć tłumów, warto wybrać się tu wcześnie rano. To samo dotyczy innego znanego wzgórza, z którego rozciąga się niezapomniany widok na miasto (w tym na słynny piłkarski Stadion Maracanã), zatokę i ich okolicę. Mowa o cieszącej się dużym zainteresowaniem turystów Głowie Cukru (Pão de Açúcar, 396 m n.p.m.). Na jej szczyt można dostać się kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) lub wspiąć się o własnych siłach. Jeśli trafimy na bezchmurny dzień, w pełni będziemy mogli docenić piękno otaczających nas krajobrazów.

 

Po zwiedzaniu warto odpocząć na którejś z miejskich plaż. W całej aglomeracji jest ich kilkadziesiąt. Godne polecenia są m.in. niezbyt zatłoczone Praia do Leblon i Praia do Flamengo. Nie sposób też ominąć słynnej Copacabany (ponad 4-kilometrowej), tłumnie odwiedzanej zarówno przez turystów, jak i cariocas (jak nazywa się mieszkańców Rio de Janeiro). Przez całą dobę tętni ona życiem: spotkamy tu młodzież grającą w piłkę nożną albo siatkówkę, muzyków i surferów. Choć według miejscowych plaża ta stanowi symbol społecznej równości, bo nie obowiązują tutaj żadne ograniczenia dotyczące wstępu i chętnie wypoczywają na niej bogaci i ubożsi, to uznaje się ją za jeden z najbardziej ekskluzywnych rejonów w mieście. Świadczą o tym np. pobliskie eleganckie budynki takie jak ogromny Pałac Copacabana (Copacabana Palace), wznoszący się przy bulwarze. W obiekcie działa hotel sieci Belmond uchodzący za najbardziej luksusowy w Ameryce Łacińskiej. Poza stylowo urządzonymi pokojami i apartamentami znajdują się w nim m.in. dwa baseny (jeden tylko dla gości piętra z apartamentami penthouse), kort tenisowy, restauracje i kasyno.

 

Niedaleko południowo-zachodniego krańca Copacabany wznosi się twierdza (Forte de Copacabana), której budowę ukończono w 1914 r. Obecnie mieści się w niej muzeum historyczno-wojskowe (Museu Histórico do Exército e Forte de Copacabana). Położone obok przejście prowadzi na kolejną popularną plażę, a mianowicie Ipanemę (2,6 km długości), rozsławioną dzięki piosence Antônia Carlosa Jobima (1927–1994) i Viniciusa de Moraesa (1913–1980). Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), jedna z najbardziej klasycznych melodii bossa novy, powstała w 1962 r. Jak mówi lokalna legenda, obaj autorzy siedzieli przy stoliku w barze „Veloso” (dzisiaj „Garota de Ipanema”), gdy dostrzegli piękną Helô Pinheiro. Byli tak zachwyceni jej urodą, że postanowili napisać o niej piosenkę. Pikanterii dodaje tej historii fakt, iż zakochany w atrakcyjnej kobiecie żonaty Antônio Carlos Jobim wielokrotnie się jej potem oświadczał. Nostalgiczny utwór stał się rozpoznawalny na całym świecie, a sama bossa nova szybko zyskała sobie status charakterystycznego stylu muzycznego pochodzącego z Brazylii.

 

MIEJSKIE DŻUNGLE

 

Barwne historyczne centrum miasta Paraty

SE Parati0128

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Jeśli plaże Rio de Janeiro nam nie wystarczą, powinniśmy wybrać się do Búzios (Armação dos Búzios), leżącego ok. 170 km na wschód stąd. To ponad 30-tysięczne miasto często bywa nazywane brazylijskim Saint-Tropez, choć nie ze względu na architekturę czy klimat, lecz głównie dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie (w połowie lat 60. XX w.) zaczęło przekształcać się w znaną miejscowość wypoczynkową. Wpływ na tę zmianę miała gwiazda francuskiego kina Brigitte Bardot, która po raz pierwszy odwiedziła to miejsce w 1964 r. i od tego momentu spędzała w nim wakacje równie chętnie jak na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Cudowne, egzotyczne plaże (niemal 25!), krystalicznie czysta błękitna woda, malownicze zatoczki oraz eleganckie restauracje i hotele – to wszystko sprawia, że Búzios, położone blisko Rio de Janeiro, zdążyło wyrosnąć na jeden z najpopularniejszych kurortów w tej części kraju, nie tracąc przy tym swojej niewątpliwej urody.

 

Drugą perłę regionu stanowi miasto Paraty, według wielu należące do najbardziej fotogenicznych w Brazylii. Powstało ono w 1667 r. i szybko zaczęło służyć jako port, z którego wywożono do Portugalii złoto i kamienie szlachetne. Właśnie w tym okresie rozwinęło się i wzbogaciło o przepiękną kolonialną architekturę, do dziś zachowaną w niezmienionym kształcie. W tym melancholijnym, liczącym 40 tys. mieszkańców ośrodku czas naprawdę się zatrzymał.

 

Tego samego zdecydowanie nie można powiedzieć o położonym ok. 270 km dalej na zachód São Paulo – jednej z najludniejszych metropolii świata i zarazem największej pod względem populacji na półkuli południowej i w Ameryce Południowej. Całą aglomerację zamieszkuje ponad 21 mln ludzi. Zatłoczone miasto nie cieszy się takim zainteresowaniem wśród turystów jak Rio de Janeiro. Kryje w sobie jednak wiele atrakcji, a tym, co stanowi o jego sile, jest niezwykła energia, architektoniczny rozmach i różnorodność. Obok rejonów słynących ze sztuki ulicznej, kawiarni i klubów, takich jak Vila Madalena w dzielnicy Pinheiros, znajdują się tu największe na kontynencie centra biznesowe. Warto podkreślić też imponującą liczbę placówek muzealnych, z których szczególnie trzeba odwiedzić Muzeum Sztuki (Museu de Arte de São Paulo – MASP), mieszczące się przy jednej z najważniejszych ulic w São Paulo – alei Paulista (Avenida Paulista). W sercu miasta leży Praça da Sé – plac z neogotycką Katedrą Metropolitalną, którą zaczęto wznosić w 1913 r. Po kilkunastominutowym spacerze dotrzemy stąd z kolei na plac Ramosa de Azevedo (Praça Ramos de Azevedo) z eklektycznym gmachem Teatru Miejskiego (Theatro Municipal de São Paulo), należącym do najpiękniejszych tego typu budynków na świecie. Jednak największą atrakcją São Paulo jest modernistyczna architektura, której przykłady znajdziemy kilkaset metrów od teatru, na placu Sztuki (Praça das Artes). Przedstawicielem tego kierunku był słynny brazylijski architekt Oscar Niemeyer (1907–2012). Zaprojektował on wiele budynków w tym mieście (np. w Parku Ibirapuera) i innych częściach Brazylii (m.in. w Rio de Janeiro i Brasílii, stolicy kraju) oraz za granicą (w Nowym Jorku, Paryżu czy Berlinie). Oprócz tego uroku São Paulo dodaje jego wielokulturowość. Przykładowo w dzielnicy Liberdade żyje największa mniejszość japońska na świecie (stanowi 65 proc. spośród jej 220 tys. mieszkańców).

 

„Polski” Las Papieża Jana Pawła II powstał w 1979 r. w Kurytybie

PR Curitiba0438

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

POTRAWY Z GRILLA I PIEROGI

 

Brazylijska kuchnia bazuje raczej na mięsie. Niewątpliwie przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom dań z rusztu. Brazylijczycy chętnie grillują prawie wszystko: od drobiu i wołowiny po warzywa i owoce. Nieodłącznym składnikiem menu jest tu również ryż, czarna fasola (feijão) i mąka z manioku (farinha de mandioca). Z tych trzech produktów i mięsa wołowego lub kurczaka przyrządza się przypominającą gulasz potrawę feijoada. Mieszkańcy Brazylii uwielbiają także słodycze. W każdej kawiarni kupimy tzw. salgados, smażone w tłuszczu przekąski z serem, nadzieniem z mięsa bądź ryby, przygotowywane z kaszy albo manioku. Brazylijczycy zajadają się też kuleczkami mleczno-kokosowymi (beijinhos de coco) bądź kakaowymi (brigadeiros) i kremem czekoladowym serwowanym z brandy. Napój narodowy stanowi – oczywiście – kawa, uprawiana głównie w stanach São Paulo, Minas Gerais i Paraná. Choć od pewnego czasu w światowym wyścigu o pierwsze miejsce w jej produkcji ścigają się z Brazylią m.in. Wietnam i Kolumbia, to wciąż właśnie ten ogromny południowoamerykański kraj zajmuje pozycję lidera.

 

Jeśli w trakcie podróży najdzie nas ochota na… pierogi lub inne rodzime danie, powinniśmy odwiedzić Kurytybę, stolicę Parany. Mieszka w niej według różnych źródeł od 90 do nawet 400 tys. osób polskiego pochodzenia (w całym stanie żyje ich od 700 tys. do 1,5 mln). Pierwsi przybysze z Polski przypłynęli w te strony w zorganizowanych grupach w 1869 r. Potem, od końca XIX stulecia, rozpoczął się gwałtowny napływ imigrantów z terenów trzech zaborów, a druga największa fala emigracji dotarła tu po II wojnie światowej. Jeden z najrozleglejszych parków w mieście nosi zresztą imię Jana Pawła II (Bosque do Papa João Paulo II). Zaraz przy wejściu do niego natkniemy się na polską restaurację serwującą m.in. barszcz i pierogi. Kurytybę często nazywa się również najbardziej zadbanym, ekologicznym i zielonym ośrodkiem w kraju. Stolica Parany szczyci się poza tym wysoką jakością życia. Dotyczy to także oddalonego stąd o ok. 300 km na południe Florianópolis, położonego malowniczo głównie na wyspie Santa Catarina (424,4 km² powierzchni) i pobliskich mniejszych wysepkach. Nowoczesność świetnie komponuje się w nim z tradycją i naturalnym pięknem. Na północy wznoszą się wysokie hotele i drapacze chmur, rozciągające się wzdłuż nadmorskiej alei, a w południowej części miasta odkryjemy spokojne osady rybackie, pamiętające czasy portugalskich kolonizatorów. W historycznym centrum Florianópolis, wypełnionym kolonialną architekturą, uwagę przyciąga rozłożysty figowiec rosnący na głównym placu 15 Listopada (Praça XV de Novembro). Nieopodal znajduje się m.in. Muzeum Historyczne Santa Catariny (Museu Histórico de Santa Catarina – MHSC) w dawnym Różowym Pałacu (Palácio Rosado) oraz stary targ miejski z licznymi kawiarniami i restauracjami. Osoby marzące o błogim odpoczynku w promieniach słońca mogą udać się natomiast na jedną z ponad czterdziestu plaż. Do wyboru mają zarówno rejony z odpowiednią infrastrukturą, jak i bardziej naturalne miejsca, jak choćby dziewicza Lagoinha do Leste, na którą nie prowadzi żadna droga, dlatego docierają do niej tylko najwytrwalsi.

 

TWÓRCZA MOC WODY

 

Podczas wyprawy po Brazylii zdecydowanie nie wolno ominąć słynnego Parku Narodowego Iguaçu (Parque Nacional do Iguaçu) leżącego przy granicy z Argentyną, kilka kilometrów od Paragwaju. W 1986 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Turystów z całego globu przyciąga przede wszystkim zapierającymi dech w piersiach wodospadami Iguaçu (Cataratas do Iguaçu), okrzykniętymi jednym z siedmiu nowych cudów natury. Składa się na nie aż 275 kaskad, z których największe mają nawet ponad 800 m szerokości! Łuki powstających tutaj tęczy często łączą tereny obu krajów, zewsząd dobiega huk spadającej wody, a krajobraz urozmaica intensywnie zielona, gęsta roślinność. To wszystko sprawia, że okolica Iguaçu przypomina baśniową krainę. Choć znaczna część tego obszaru (ok. 80 proc.) znajduje się po stronie argentyńskiej (w granicach Parku Narodowego Iguazú), na terytorium Brazylii również jest co oglądać. Wodospadom można się tu przyjrzeć z naprawdę bliska i podziwiać je od dołu, a z tej perspektywy prezentują się jeszcze bardziej spektakularnie. Szczególnie warto podejść pod ogromną Diabelską Gardziel (Garganta do Diabo) – najwyższą kaskadę, osiągającą 80 m. Niżej położoną część tego regionu porasta subtropikalny las deszczowy. Wśród palm, ogromnych paproci czy araukarii żyją w nim liczne egzotyczne zwierzęta.

 

Aby w pełni docenić urodę i różnorodność przyrody Brazylii, trzeba wyruszyć także na północny wschód kraju, gdzie rozciągają się plaże uchodzące za najpiękniejsze na całym kontynencie. Taką opinią cieszy się m.in. złociste wybrzeże w sąsiedztwie urokliwego kurortu Maceió, stolicy stanu Alagoas. Leży on ok. 250 km na południowy zachód od największego miasta regionu (Região Nordeste do Brasil) – ponad 1,6-milionowego Recife, które ze względu na dużą liczbę kanałów i mostów określa się mianem brazylijskiej Wenecji. Jednak turystów przyciąga do niego raczej nowoczesna architektura. Najchętniej odwiedzanym rejonem jest tzw. Strefa Południowa (Zona Sul). Powstała ona wzdłuż wybrzeża otoczonego malowniczymi rafami koralowymi, od których zresztą pochodzi nazwa samego ośrodka (recife znaczy po portugalsku „rafa”). Właśnie tu znajduje się też najwięcej hoteli, restauracji i plaż, w tym szeroka i długa na mniej więcej 7 km Boa Viagem (Praia de Boa Viagem), porównywana do Copacabany. Recife, stolica stanu Pernambuco, słynie oprócz tego z najlepszych lokali serwujących świeże ryby i owoce morza. Takich specjałów spróbujemy zarówno w knajpkach nad brzegiem oceanu, jak i w historycznym centrum, czyli Recife Antigo, które wieczorami rozbrzmiewa muzyką i wypełnia się ludźmi. W ciągu dnia warto zwiedzić m.in. Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco (Centro Cultural Judaico de Pernambuco), mieszczące się w budynku najstarszej synagogi w obu Amerykach (Sinagoga Kahal Zur Israel), wzniesionej w pierwszej połowie XVII w. Inną ciekawą atrakcję stanowi wieża Malakoff (Torre Malakoff) służąca przez pewien czas jako obserwatorium astronomiczne (ukończona w 1855 r.). Rozpościera się z niej wspaniały widok na całe miasto.

 

Potężne kaskady na rzece Iguaçu spływającej z bazaltowego płaskowyżu

SU FozIguacu0931

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

GOŚCINNY RAJ

 

Jeśli z Recife udamy się jeszcze dalej na północ, dotrzemy na jedną z najpiękniejszych plaż na świecie, uważaną za prawdziwy raj na ziemi. Nieco hippisowska Pipa (aż 10-kilometrowa!) poza znakomitymi miejscami z lokalnymi przysmakami zachwyca podróżników przede wszystkim lazurową, krystalicznie czystą wodą, piaskiem o niemal śnieżnobiałym kolorze, gęstymi palmami kokosowymi i atmosferą błogości, która każdemu pozwala oderwać się choć na chwilę od problemów.

 

Na zwiedzanie z kolei koniecznie powinniśmy wybrać się do ponad 2,6-milionowej Fortalezy (ok. 570 km na północny zachód), stolicy stanu Ceará. Z dawnej wioski rybackiej w ciągu kilku stuleci zmieniła się ona w jeden z największych ośrodków turystycznych i handlowych Brazylii. Jej magia tkwi w wyjątkowej mieszance kolonialnych tradycji i elementów nowoczesności. Przy ciągnącej się wzdłuż brzegu oceanu alei Beira-Mar wznoszą się wspinające się pod niebo siedziby firm i banków, centra handlowe czy hotele. Tuż obok, wśród białych piasków, zacumowane są drewniane łódki rybaków, a na chodniku przy plaży lokalni artyści i rzemieślnicy wystawiają swoje prace, np. charakterystyczne dla tego rejonu ręcznie haftowane obrusy, hamaki i koronki.

 

Prawdziwy raj dla miłośników tradycyjnych wyrobów stanowi Salvador (Salvador da Bahia). To w nim wiele osób kończy wizytę na środkowym wybrzeżu. Właśnie tu znajduje się największy targ rzemiosła artystycznego w regionie – Mercado Modelo z 263 sklepikami, stoiskami i restauracjami z tradycyjną kuchnią stanu Bahia. Sam zabytkowy Salvador bywa nazywany czarną stolicą Brazylii lub czarnym Rzymem, bo aż 80 proc. jego mieszkańców jest potomkami niewolników, przywiezionych z Afryki na plantacje trzciny cukrowej. Wpływ afrykańskiej kultury dostrzeżemy zresztą w tutejszych tradycjach, lokalnej gastronomii i samym charakterze miasta, które za sprawą imponującej kolonialnej architektury i urokliwego położenia cieszy się zasłużenie opinią jednego z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych na całym kontynencie. Niezmiernie atrakcyjnie prezentuje się historyczne centrum, czyli Pelourinho. Jego klimatyczną atmosferę tworzą urocze wąskie uliczki, barokowe kościoły, interesujące muzea (w tym znakomite Muzeum Afrobrazylijskie – Museu Afro-Brasileiro przy placu 15 Listopada, czyli Praça XV de Novembro) i nastrojowe kawiarnie, w których można zamówić café da manhã – zestaw śniadaniowy składający się zazwyczaj z kawy, owoców i słodkiej przekąski.

 

Jednak największe wrażenie na przyjezdnych robi w Salvadorze wielka serdeczność i niesamowita energia jego mieszkańców. Wydaje się, że te cechy charakteru Brazylijczyków występują tutaj w wyjątkowo zintensyfikowanej formie. Miejscowi są uśmiechnięci i otwarci, przyjaźnie zagadują innych niemal na każdym kroku. Oprócz tego obywatele Brazylii odczuwają ogromną dumę narodową. Podczas rozmów z cudzoziemcami potrafią godzinami z przejęciem chwalić własną kulturę i zachwycać się jedzeniem, wyliczać sukcesy swoich piłkarzy i opowiadać o bogactwach przyrody. I choć wiadomo, że wszyscy mamy prawo do idealizowania właśnie naszej ojczyzny, to chyba trudno nie przyznać im racji. W tym ogromnym, rozciągającym się na niemal pół kontynentu kraju znajdziemy wszystko, co czyni podróże tak ekscytującymi. Poza tym jego gościnni mieszkańcy nawet w trakcie krótkiej pogawędki będą nas w swoim melodyjnym języku gorąco przekonywać do tego, żebyśmy kiedyś koniecznie tu wrócili. Tak naprawdę nie muszą się jednak zbytnio starać, bo roztańczona Brazylia jest niezmiernie uzależniająca.