1605

© PATRONATO PROVINCIAL DE TURISMO DE GRANADA

 

MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN

www.hiszpanskiesmaki.es

 

Andaluzja to czarodziejka, kraina położona pomiędzy – już nie całkiem w Europie, a jeszcze nie w Afryce. Jest jak kobieta tańcząca flamenco w „tablao” i na plaży w nocy. Codzienność ma tu smak tapas i jerez (sherry). Surowe góry sąsiadują z Oceanem Atlantyckim oddzielonym od Morza Alborańskiego Cieśniną Gibraltarską. W Andaluzji znajduje się jeden ze starożytnych słupów Heraklesa. Urodził się w niej słynny gitarzysta flamenco Paco de Lucía. Dziś dźwięki gitary rozbrzmiewają wśród ulic miast, których prawdziwym skarbem są mauretańskie budowle – monumentalne, a jednocześnie finezyjnie zdobione. Wszystkie te elementy tworzą wyjątkową andaluzyjską mozaikę.

 

Ta jedna z 17 wspólnot autonomicznych Hiszpanii leży na południu kraju, najbliżej brzegów Afryki. Od zachodu Andaluzja graniczy z Portugalią. W rejonie Cieśniny Gibraltarskiej znajduje się brytyjskie terytorium zamorskie Gibraltar stanowiące przedmiot sporu między Hiszpanią i Wielką Brytanią.

 

Półwysep Iberyjski to znakomity region na letnie wyjazdy. Do słonecznej Andaluzji wielu turystów przyciąga przede wszystkim jej piękne wybrzeże. Jednak czas spędzimy tu nie tylko na plażowaniu i uprawianiu sportów wodnych. Czekają na nas również wspaniałe zabytki, przysmaki regionalnej kuchni i rozmaite lokalne festiwale.

 

KRÓLEWSKIE MIASTO

 

Naszą podróż po krainie z Księgi tysiąca i jednej nocy zaczniemy od 700-tysięcznej Sewilli, stolicy wspólnoty, jednego z najcieplejszych miejsc w Europie. Najlepiej przyjechać do niej wiosną, późnym latem lub jesienią (w listopadzie termometry pokazują jeszcze 26–30°C). Mijane kobiety zdecydowanym ruchem trzepoczą wachlarzami, w południe bary są pełne ludzi popijających zimne tinto de verano, nawet koty chowają się w cień. Po godz. 17.00 robi się trochę chłodniej. Można wtedy przejść się wąskimi uliczkami Barrio de Santa Cruz, dawnej dzielnicy żydowskiej. Niepowtarzalną atmosferę nadają jej stare budynki z charakterystycznymi elementami takimi jak balustrady balkonów z kutego żelaza oraz obramowania okien i drzwi w kolorze musztardowym.

 

W tym pomarańczowym mieście trzeba zostać na dłużej. Nie sposób w jeden dzień zobaczyć wszystkich jego wspaniałości. Najbardziej rozpoznawalnym symbolem Sewilli jest dziś największa gotycka katedra na świecie – Catedral de Santa María de la Sede de Sevilla (wybudowana m.in. za złoto z odkrytej przez Krzysztofa Kolumba Ameryki). Wieża świątyni zwie się La Giralda. Pierwotnie była ona minaretem należącym do zburzonego później meczetu. Muezzin, aby zwoływać wiernych na modlitwę, wjeżdżał na nią konno. Z La Giraldy można podziwiać wspaniałą panoramę miasta. Nieco dalej znajduje się dawna mauretańska cytadela Alkazar (Real Alcázar de Sevilla), której początki sięgają X w. To tutaj właśnie zapadła decyzja o podróży Ferdynanda Magellana (1480–1521) dookoła świata i w tym miejscu Izabela I Katolicka (1451–1504) i Ferdynand II Katolicki (1452–1516) przyjęli Krzysztofa Kolumba (1451–1506) po jego powrocie z Ameryki. Od patrzenia na niezmiernie bogate ornamenty zdobiące ściany i sklepienia zaczyna się kręcić w głowie. Po nadmiarze wrażeń odpoczniemy w ogrodzie, wśród szmeru wody, pachnących kwiatów i wysokich palm.

 

W Sewilli trzeba jeszcze zobaczyć plac Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla, nakręcono tu sceny do filmu Gwiezdne wojny: część II – Atak klonów), arenę walk byków (Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla), Dom Piłata (Casa de Pilatos), Główne Archiwum Indii (Archivo General de Indias), Złotą Wieżę (Torre del Oro), dawną Królewską Fabrykę Cygar (Real Fábrica de Tabacos) i słynną Trianę – dzielnicę flamenco położoną po drugiej stronie rzeki Gwadalkiwir. W ciągu dnia warto udać się na małą sjestę do hotelu, aby po nabraniu sił wyruszyć wieczorem na miasto i przyjrzeć się Andaluzyjczykom siedzącym przy tapas i po prostu cieszącym się życiem.

 

MAURETAŃSKA STOLICA

 

Na początku VIII w. na Półwysep Iberyjski z Afryki przybyli Maurowie. Ich pierwszą stolicą była Kordoba. W czasach Emiratu Kordoby (756–929), a później Kalifatu Kordoby (929–1031) powstały setki meczetów i publicznych łaźni, wiele szpitali, publicznych bibliotek, szkół i wyższych uczelni. Biblioteka kalifa Al-Hakama II liczyła według niektórych badaczy ok. 400–600 tys. tomów. Pięknem i wielkością Kordoba przyćmiła inne miasta w Europie. Wyróżniała się także panującą w niej wyjątkową tolerancją. Mówiono, że jest miastem trzech kultur – islamu, chrześcijaństwa i judaizmu.

 

Uwagę zwraca tu meczet zwany Mezquitą – budowla niezwykła i jedyna w swoim rodzaju, tak jak jej historia (obecnie świątynia ma status rzymskokatolickiej katedry). Gęsty las kolumn prowadzi wzrok w stronę mihrabu. Budowę tego jednego z najbardziej znanych meczetów na świecie rozpoczęto w 786 r. W 1236 r. Kordobę przejęli chrześcijanie i kawałek po kawałku zaczęli przekształcać Mezquitę we własną świątynię. Zburzyli część niesamowitych kolumn, aby pomiędzy nimi wznieść kaplicę. Jednak w XVI stuleciu król Hiszpanii Karol V Habsburg (późniejszy cesarz rzymski Karol I) po obejrzeniu wnętrza meczetu wstrzymał prace. Dzięki temu dziś można wciąż podziwiać niezwykły kunszt mauretańskich rzemieślników, a miejsce zachowało swoją niepowtarzalną atmosferę.

 

Jednym z najpiękniejszych zakątków historycznej części miasta jest dzielnica żydowska, tzw. Judería. W maju w Kordobie odbywa się Festiwal Patios (Fiesta de los Patios). Dumni mieszkańcy (również Juderíi) otwierają przed zwiedzającymi drzwi do wewnętrznych dziedzińców swoich domów (patios). Na bielonych wapnem ścianach wiszą donice z goździkami, jaśminem, pelargoniami. Z tej okazji organizuje się pokazy flamenco i serwuje pyszne jedzenie. To wszystko w połączeniu z serdecznością gospodarzy sprawia, że chce się poznawać tę zaczarowaną krainę jeszcze dokładniej.

 

Przed opuszczeniem Kordoby trzeba zobaczyć koniecznie Alkazar (Alcázar de los Reyes Cristianos) – twierdzę królów chrześcijańskich, która niegdyś była siedzibą trybunału inkwizycji, Synagogę (Sinagoga de Córdoba) w dzielnicy żydowskiej i malowniczy rzymski most (puente romano de Córdoba). Warto też przekąsić coś w znakomitej knajpce „Casa el Pisto”, założonej w 1880 r. (nazywanej także „Taberna San Miguel”). Posileni i wypoczęci możemy ruszyć dalej, w stronę ostatniego bastionu Maurów i ich pałacu.

 

W KRAINIE BAŚNI

 

Granada, położona malowniczo na tle szczytów pasma Sierra Nevada, przyciąga romantyczną atmosferą, darmowymi tapas dodawanymi do napojów, a przede wszystkim twierdzą Alhambra. Ta ostatnia rezydencja władców muzułmańskich w Andaluzji przypomina szkatułkę, której skarby odkrywamy po wejściu do środka. Z oddali wzrok przyciągają surowe i monumentalne fortyfikacje. Widok Alhambry na tle gór budzi grozę. W środku olśniewają rzeźbione, koronkowe zdobienia i pachnące ogrody, gdzie zawsze szumi woda. Niezapomniane wrażenie robi kompleks z letnim pałacem Generalife. Łatwo tu sobie wyobrazić, jak może wyglądać raj.

 

W podziwianiu Alhambry nie przeszkadzają nawet tłumy turystów (to w końcu jeden z najczęściej odwiedzanych zabytków na świecie, więc bilety najlepiej zarezerwować wcześniej przez internet). Twierdza jest udostępniona do zwiedzania również nocą. Polecam wybrać się do niej dwa razy. Ten skarb Granady warto zobaczyć zarówno w pełnym słońcu, jak i wspaniale oświetlony wieczorną porą.

 

W mieście czeka na nas malownicza dawna dzielnica arabska Albaicín (Albayzín). Składa się na nią labirynt wąskich uliczek z pachnącymi jaśminem ogrodami oraz placami i punktami widokowymi, z których można kontemplować piękno Alhambry i majestatycznych ośnieżonych szczytów pasma Sierra Nevada. Działają tu liczne herbaciarnie w stylu marokańskim zwane teterías. Trzeba też koniecznie wstąpić na tapas, bo w Granadzie przy zamówieniu napoju dostaniemy zwykle przekąskę za darmo (to kelner zadecyduje, co nam poda: kawałek tortilli, pyszne małże lub skwierczące krewetki czy sałatkę z ośmiornicy albo polędwiczkę wieprzową w lekkim sosie). Innym niezwykłym miejscem w tym mieście jest Sacromonte. To dzielnica od dawna związana z andaluzyjskimi Cyganami i flamenco. Poza tym należy jeszcze wstąpić do Katedry i Królewskiej Kaplicy (Capilla Real de Granada), gdzie spoczywają szczątki Izabeli I Katolickiej i Ferdynanda II Katolickiego. 

 

MUCHA NIE SIADA

 

4127637849 20f015d8e6 o

W Kordobie warto spróbować tradycyjnych dań i specjałów tutejszej kuchni

© TURISMO DE CORDOBA

 

Przy opisywaniu Andaluzji nie sposób nie poświęcić kilku zdań tapas. W tutejszym upalnym klimacie muchy były wielkim utrapieniem gości barów, bo często wpadały do kieliszków i szklanek z napojami. Aby temu zaradzić, ludzie zaczęli przykrywać naczynia talerzykami, a na nich układać drobne przekąski: chleb, oliwki, plasterki szynki lub sera. To jedna z wielu teorii na temat powstania tapas. W tym przypadku pewny jest tylko fakt, że istnieje właściwie nieograniczona liczba ich rodzajów. Te przekąski spożywa się koniecznie w towarzystwie – najlepiej podczas spotkania ze znajomymi oraz przy wesołej i głośnej rozmowie. Jeśli podłogę w barze z tapas pokrywają w całości pestki, wykałaczki i serwetki, nie należy wpadać w panikę. To znak, że w tym lokalu podaje się pyszne jedzenie i warto w nim coś zamówić. Wszystko zostanie później posprzątane.

 

W STRONĘ ŚWIATŁA

 

W położonej nad Morzem Alborańskim 570-tysięcznej Maladze urodzili się malarz Pablo Picasso (1881–1973) i aktor Antonio Banderas (w 1960 r.). To miasto nowoczesne i radosne, stworzone do spacerów. Niedawno wybudowana urocza nadmorska promenada przyciąga miejscowe rodziny i młodzież tak samo jak turystów. Prowadzi do licznych restauracji, a dalej do plaży. Można się tu opalać, zażywać kąpieli, a w międzyczasie zajadać sardynki z grilla serwowane na piaszczystym wybrzeżu. Gdy plażowanie już nam się trochę znudzi, warto pospacerować uliczkami historycznego centrum, wstąpić do świetnego Muzeum Picassa (Museo Picasso Málaga) i domu, gdzie się urodził (Museo Casa Natal). Do zobaczenia jest jeszcze Katedra i wyniosła Alcazaba leżąca na zboczach wzgórza. Wyżej (na wysokości 130 m n.p.m.) znajduje się Zamek Gibralfaro (Castillo de Gibralfaro). Polecam się do niego wdrapać, bo z jego murów rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na całą Malagę, port i okolicę.

 

Jeżeli udamy się stąd wzdłuż wybrzeża na południowy zachód, dotrzemy do Marbelli, miasta luksusu i drogich jachtów, z piękną historyczną zabudową. Przy deptaku prowadzącym prosto do morza ustawiono kolekcję rzeźb Salvadora Dalego. Plaża jest mała, osłonięta od wiatru, i sąsiaduje z barami tapas i kawiarniami. Warto napić się kawy i wstąpić na drobną przekąskę.

 

Stąd niedaleko już do ostatniej brytyjskiej kolonii. W okolicy widać rozległe pola golfowe i nowe osiedla na wzgórzach. Powstały dla Brytyjczyków, Niemców czy Hiszpanów. Mają oni tutaj swoje drugie domy lub nieruchomości kupione z myślą o spędzeniu w nich emerytury. Polecam zajrzeć na chwilę do niewielkich luksusowych kompleksów Sotogrande bądź La Alcaidesa z doskonałą infrastrukturą, położonych nad brzegiem morza.

 

Potężna Skała Gibraltarska (426 m n.p.m.) jest widoczna już z daleka. Aby dostać się na terytorium zamorskie Wielkiej Brytanii, musimy przejść przez granicę hiszpańsko-brytyjską, na której należy okazać odpowiedni dokument (w przypadku Polaków wystarczy dowód osobisty). Jeśli właśnie ma lądować samolot, szlabany są zamknięte. To dlatego, że linia graniczna znajduje się w pobliżu pasa startowego, który trzeba przekroczyć. Na obszarze Gibraltaru mieszają się ze sobą różne światy. Pod palmami działa pub, w którym podaje się piwo Guinness Extra Cold, a obok funkcjonuje lokal z tapas. Są też czerwone budki telefoniczne, płaci się funtami gibraltarskimi, a królowa brytyjska przyjeżdża w te strony z wizytą. Zbudowano tu katolicką katedrę, synagogi i meczet. Słychać rozmaite języki, widać różne tradycyjne stroje. Warto wejść na Skałę Gibraltarską i popatrzeć na okolicę. Przy dobrej widoczności zobaczymy Afrykę. W tym miejscu trzeba tylko uważać na półdzikie magoty gibraltarskie. Te małe sprytne makaki berberyjskie potrafią podbiec i zabrać jedzenie z ręki, a porwane przedmioty wrzucić wprost do wody.

 

KONIEC ŚWIATA

 

Skała Gibraltarska to jeden ze starożytnych słupów Heraklesa. Drugi znajduje się po przeciwnej stronie Cieśniny Gibraltarskiej, w Afryce. Kiedyś wyznaczały one koniec świata. Za nimi nie było już nic. Dalej leży jednak malownicze Wybrzeże Światła (Costa de la Luz) z jednym z najstarszych miast Europy – Kadyksem, założonym przez Fenicjan w XII w. p.n.e. (jako Gádir). 

 

Jeśli jedzie się drogą biegnącą pięknymi wzgórzami blisko morza, można dostrzec po drugiej stronie cieśniny afrykański ląd. Do marokańskiego Tangeru z hiszpańskiej Tarify jest bardzo blisko (tylko ok. 30 km w linii prostej). Wystarczy wsiąść na prom i po krótkim rejsie znajdziemy się w mieście, gdzie kiedyś francuski malarz Henri Matisse (1869–1954) tworzył swoje obrazy, a Amerykanin Paul Bowles (1910–1999) pisał powieść Pod osłoną nieba.

 

W Tarifie koniecznie trzeba się zatrzymać na trochę dłużej. W tym miejscu morze spotyka się z oceanem. Miasto bywa nazywane stolicą wiatru. Doskonałe warunki sprawiają, że miłośnicy takich sportów jak wind- i kitesurfing czy nurkowanie znajdą tu dla siebie prawdziwy raj. Szerokie, złote plaże przyciągają surferów i osoby spragnione innych wrażeń niż te dostarczane na bardziej zabudowanym Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol). Piękna stara architektura oraz pyszne dania ze świeżych owoców morza i ryb dodatkowo uprzyjemniają wizytę w Tarifie.

 

WINO BRYTYJCZYKÓW

 

Ferdynand Magellan przed swoją wyprawą dookoła świata zabrał podobno na statek więcej wina jerez (sherry) niż broni. Wypływał 20 września 1519 r. z miasta Sanlúcar de Barrameda, położonego nieopodal Kadyksu. Ta okolica uchodzi właśnie za krainę sherry. Tu znajdują się miejscowości, w których od wieków produkuje się to wzmacniane, jedyne w swoim rodzaju wino.

 

Początki upraw winorośli w tym rejonie sięgają czasów fenickich. Potem Maurowie przywieźli ze sobą receptury procesu destylacji, a winiarze przedłużali trwałość trunku, dodając do niego czysty alkohol. W ten sposób narodziło się słynne sherry.

 

Wzmacniane andaluzyjskie wino zaczęło zdobywać sławę, gdy w 1587 r. pirat Francis Drake (ok. 1540–1596) zaatakował Kadyks. Wśród łupów, które wywiózł do Anglii, było 3 tys. beczek tego trunku. Tak rozpoczęła się wielka miłość Brytyjczyków do sherry. Jego nazwa to angielska wersja toponimu Jerez.

 

To wino występuje w wielu odmianach: od wytrawnych po słodkie. Za najbardziej wyrafinowane uchodzi sherry fino (bardzo wytrawne i jasne). Serwuje się je schłodzone jako aperitif do tapas i potraw z owocami morza. Nie wolno zapominać, że próbowanie regionalnych dań i lokalnych trunków jest podczas podróży po Andaluzji równie ważne jak podziwianie zabytków i przyrody.

 

RENESANS, FILM I MOST NAD PRZEPAŚCIĄ

 

Olvera 2

Olvera (prowincja Kadyks), jedno z białych miast Andaluzji (pueblos blancos)

© WWW.CADIZTURISMO.COM

 

Ten region Hiszpanii to nie tylko piękne wybrzeże i jej najsłynniejsze miejscowości ze śladami arabskiego panowania. W Andaluzji są również białe miasta (pueblos blancos) poukrywane między górami (pasmo Sierra de Grazalema), malownicze rezerwaty przyrody czy pustynia w prowincji Almería (desierto de Tabernas). W okolicach Jaén rosną drzewa oliwne, z których wytwarza się płynne złoto, czyli oliwę. Miasta Úbeda i Baeza uchodzą natomiast zaperły hiszpańskiego renesansu (przykłady architektury tej epoki są rzadko spotykane w orientalnej południowej krainie Hiszpanii).

 

W Andaluzji swoją karierę rozpoczął amerykański aktor i reżyser Clint Eastwood oraz włoski kompozytor Ennio Morricone. W latach 60. XX w. na pustyni Tabernas w prowincji Almería włoski reżyser Sergio Leone (1929–1989) zaczął kręcić spaghetti westerny. Główne role powierzył Clintowi Eastwoodowi, pisaniem muzyki zajął się Ennio Morricone. W tym rejonie nagrywano też sceny do filmów Lawrence z Arabii (1962) i Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989).

 

Jedno z najpiękniejszych i najbardziej spektakularnych miejsc w Andaluzji stanowi bez wątpienia Ronda. To ją amerykański pisarz Ernest Hemingway (1899–1961) charakteryzował zdaniem: Całe miasto jak okiem sięgnąć jest niczym innym, jak romantyczną kulisą teatralną. Zabudowania miasta wznoszą się na skałach. Rondę przecina wąwóz El Tajo (Tajo de Ronda) o głębokości ponad 100 m. Na jego dnie płynie rzeka Guadalevín. Na południu znajduje się starsza, mauretańska część miasta (La Ciudad), po drugiej stronie wąwozu zaś – późniejsza, chrześcijańska (El Mercadillo). Te dwa rejony Rondy łączy m.in. most Nowy (Puente Nuevo), który ma prawie 100 m wysokości i jest wybitnym przykładem XVIII-wiecznej sztuki inżynieryjnej.

 

REGIONALNE SPECJAŁY

 

Andaluzyjczycy mówią, że jeśli zwiedziło się całą Andaluzję, a nie spróbowało hiszpańskiej szynki, to jakby niczego się nie poznało. Od lat trwa spór, która szynka smakuje lepiej: jamón ibérico z Hiszpanii czy prosciutto crudo z Włoch. W tej kwestii decydują jednak raczej indywidualne upodobania.

 

W górskiej części Andaluzji hoduje się długonogie świnie zwane cedros ibéricos. Wypasa się je w lasach porośniętych dębami korkowymi (jesienią zwierzęta zjadają nawet do 10 kg żołędzi). Dzięki tak wyrafinowanej diecie z mięsa tych świń wyrabia się najlepszą i najbardziej poszukiwaną szynkę – jamón ibérico. Podaje się ją pokrojoną na cienkie jak papier plastry. Tak smakuje najlepiej.

 

Innym symbolem kuchni andaluzyjskiej jest gazpacho. To zupa na zimno z surowych warzyw, octu i oliwy, bardzo prosta do zrobienia. Podstawą tutejszej wersji dania są pomidory.

 

Aż pięć z ośmiu prowincji tego regionu stanowią krainy nadmorskie. Nic więc dziwnego, że na stołach dominują ryby i owoce morza. Do perfekcji wręcz opanowano w Andaluzji sztukę ich smażenia na oliwie z oliwek, dlatego niekiedy ten rejon Hiszpanii bywa nazywany zona de los fritos („strefą smażalni”).

 

Oprócz tego jada się tutaj także sporo potraw mięsnych. Kordoba słynie z dań z dziczyzny, a Jaén – z kuropatw. W okolicach Sewilli popularne są potrawy z dzikiej kaczki. Ulubionym mięsem Andaluzyjczyków jest jednak wieprzowina. Poza szynką i kiełbasami (czerwoną chorizo i czarną morcillą) przyrządza się z niej wiele dań, chociażby mielone pulpety w sosie migdałowym.

 

URLOP NA SPORTOWO

 

 M6B0736

Caminito del Rey – szlak ciągnący się wzdłuż stromych ścian wąwozu Gaitanes

© WWW.CAMINITODELREY.INFO

 

Jeśli zamierzamy często delektować się andaluzyjskimi przysmakami, powinniśmy dostarczyć sobie więcej ruchu. Na szczęście w Andaluzji do wyboru mamy wiele rodzajów aktywności.

 

Zimą warto wybrać się urlop na mocno nasłonecznione zbocza pasma Sierra Nevada. Leży ono nieco ponad godzinę drogi samochodem od pięknych plaż Wybrzeża Tropikalnego (Costa Tropical) i pół godziny od zachwycającej Granady z Alhambrą. Nie można chyba wymarzyć sobie lepszego położenia. Sierra Nevada to dzikie i trudne góry z 23 szczytami o wysokości ponad 3 tys. m n.p.m. (z Mulhacén na czele – 3478,6 m n.p.m.). Znajduje się tu kurort Pradollano.Jest to najdalej wysunięty na południe ośrodek sportów zimowych w Europie kontynentalnej i zarazem najwyżej leżący w całej Hiszpanii (2100 m n.p.m.). Pod względem infrastruktury stacja narciarska Sierra Nevada (przez Hiszpanów nazywana Sol y Nieve, czyli Słońce i Śnieg) dorównuje kurortom w Austrii i Dolomitach. Działa tutaj 21 wyciągów, w tym 14 krzesełkowych, 2 gondolowe, 1 orczykowy i 4 taśmy transportujące. Łączna długość tras wynosi ok. 107 km. Sierra Nevada to również snowboardowy raj z ogromnym snowparkiem Sulayr.

 

W okolicy wietrznej Tarify natomiast można uprawiać wind- i kitesurfing czy żeglarstwo lądowe oraz nurkować i jeździć konno po plaży. Szerokie piaszczyste wybrzeże Atlantyku i wysoka temperatura wody (w zimie nie niższa niż 16°C) zachęcają do spędzania czasu nad oceanem. W tym rejonie funkcjonują liczne szkoły i wypożyczalnie sprzętu.

 

W 1993 r. w Hiszpanii zaczęto realizować program Vías Verdes (Zielone Ścieżki), którego celem było przerobienie nieużywanych linii kolejowych na ścieżki rowerowe. W ten sposób powstało kilkadziesiąt wspaniałych i komfortowych szlaków. Trasy kolejowe nadawały się do tego znakomicie, bo zazwyczaj są one stosunkowo proste i nie prowadzą po stromych wzniesieniach. Poza tym większość tych ścieżek przebiega przez obszary o wyjątkowej urodzie. Jeden z najpiękniejszych szlaków to Vía Verde de la Sierra. Mierzy 36,5 km długości, przecina góry w północnej części prowincji Kadyks i południowym rejonie prowincji Sewilla.

 

Osoby, które nie mają lęku wysokości, koniecznie powinny wybrać się na wycieczkę Ścieżką Króla (Caminito del Rey). Wydawnictwo Lonely Planet ogłosiło ją jedną z najgorętszych nowych atrakcji 2015 r. (w tym właśnie roku nastąpiło ponowne otwarcie trasy). Szlak powstał na samym początku XX w., ale zaczęto go używać dopiero w 1921 r. Wtedy to został otwarty przez króla Alfonsa XIII (1886–1941), który osobiście przeszedł całą trasę. Od tego czasu nazywa się go Caminito del Rey i uważa za jeden z cudów świata. Szlak wiedzie wzdłuż głębokiego wąwozu, a niektóre jego odcinki nadają się tylko dla ludzi o mocnych nerwach i pozbawionych całkowicie lęku wysokości. Pozostali amatorzy pieszych wędrówek na pewno znajdą coś dla siebie wśród mnóstwa andaluzyjskich tras.

 

Andaluzja jest częścią Hiszpanii najchętniej odwiedzaną przez wielbicieli gry w golfa. Nie bez powodu na Wybrzeże Słońca, czyli Costa del Sol, mówi się Costa del Golf. W tym regionie można grać w przepięknych sceneriach i jednocześnie korzystać z doskonałej pogody i możliwości zwiedzania okolicznych zabytkowych miast czy delektowania się pysznym jedzeniem. To w Andaluzji znajdują się dwa najlepsze hiszpańskie 18-dołkowe pola golfowe według serwisu Leadingcourses.com: Real Club Valderrama w resorcie Sotogrande w prowincji Kadyks (9,3 pkt) i Finca Cortesin Golf Course w Casares w prowincji Malaga (9,1 pkt). W tej części Hiszpanii funkcjonuje niemal 120 pól, istnieją także kompleksy golfowe oferujące najwyższe standardy pobytu. Na oficjalnej stronie internetowej wspólnoty Andaluzja umożliwiono wyszukiwanie obiektów dla golfistów według kryteriów takich jak liczba dołków bądź położenie (www.andalucia.org/en/golf).

 

Po aktywnym dniu spędzonym na uprawianiu sportu należy się zrelaksować i uspokoić zarówno ciało, jak i umysł. Na początek polecam udać się do arabskiej łaźni, gdzie pod ceglanymi łukami i wśród wyłożonych pięknymi kafelkami azulejos ścian czekają zimne i gorące baseny parowe. Warto zafundować sobie sesję kąpielową z masażem. Gdy już poczujemy się całkowicie zrelaksowani, powinniśmy zajrzeć do jednej z teterías (arabskich herbaciarni), których goście odpoczywają na wygodnych poduszkach przy dźwiękach orientalnej muzyki i filiżance herbaty. Niemal można się tu przenieść w czasie do muzułmańskiego Al-Andalus (711–1492).

 

KAWAŁEK WŁASNEGO RAJU

 

Jeśli ktoś po podróży po Andaluzji zakocha się w tym południowym regionie Półwyspu Iberyjskiego, pozostaje mu tylko jedno rozwiązanie. Powinien pomyśleć o zakupie własnego apartamentu lub domu w tej bajkowej krainie. Ceny andaluzyjskich nieruchomości są obecnie wyjątkowo atrakcyjne. Najwięcej nowych inwestycji powstaje na Costa del Sol. Wybór jest ogromny: od domów i apartamentów położonych nad morzem przez niewielkie mieszkania i obszerne wille z basenem po lokale przeznaczone do remontu. Na rynku znajdziemy też typowo andaluzyjskie finki i hacjendy. Można zdecydować się również na tzw. nieruchomość golfową, usytuowaną tuż przy polu do gry.

 

Jeżeli nie planujemy zostać w Andaluzji na dłużej, warto stąd przywieźć ze sobą jakąś pamiątkę, która w domowym zaciszu będzie nam przypominać o wspaniałej wyprawie. Polecam szczególnie ręcznie malowaną ceramikę. Występuje w wielu bardzo różnorodnych formach. Po wzorach na naczyniach można rozpoznać, w jakim mieście zostały wyprodukowane. Urocza filiżanka będzie nam przypominać Kadyks, który niemal z każdej strony otoczony jest wodą. Jego położenie i charakterystyczny kształt historycznego centrum, a przede wszystkim sposób, w jaki światła miejskie odbijają się w oceanie, spowodowały, że mówi się na niego La Tacita de Plata (Srebrna Filiżaneczka).

 

Warto także wrócić do domu z niebiesko-białym kafelkiem azulejo ozdobionym geometrycznymi lub kwiatowymi motywami (np. z Granady) albo piękną skórzaną torebką (wyroby ze skóry produkowane są w Kordobie od czasów Maurów). Jeśli mamy więcej miejsca w bagażu, koniecznie kupmy mały ręcznie tkany dywan z górzystej krainy Alpuhara (La Alpujarra). Nie można – oczywiście – zapomnieć również o artykułach spożywczych takich jak oliwa z oliwek, np. z Baeny, szynka jamón ibérico, kiełbasa chorizo, dżem z pomarańczy, wędzona papryka w proszku czy szafran. To wszystko pomoże nam na dłużej zachować w pamięci wrażenia z podróży do cudownej Andaluzji.

Artykuły wybrane losowo

Pod czeskim niebem

KATARZYNA BYRTEK
<< Ten kraj serdecznych ludzi, gdzie przepyszne piwo leje się strumieniami od południa do późnej nocy, słynie przede wszystkim ze swojej stolicy, nazywanej Miastem Stu Wież i Złotą Pragą, obowiązkowego przystanku w podróży dla turystów przyjeżdżających do niego z całego świata – od Japonii przez Rosję po państwa Ameryki Południowej. Znajdziemy w nim jednak także wiele romantycznych zabytkowych zamków i dobrze zachowanych wiekowych miasteczek czy też idealne tereny do aktywnego wypoczynku. Dlatego warto zostać na czeskiej ziemi tak długo, jak to tylko możliwe. >>

Czechy jako kierunek wyjazdowy są atrakcyjne przez cały rok. Wiosna to najlepszy czas na wizytę w Pradze, gdzie przed sezonem noclegi bywają tańsze, a po moście Karola przechadza się dwa razy mniej przyjezdnych. Latem nie będą się tu nudzić amatorzy turystyki rowerowej, wodnej czy pieszej oraz miłośnicy festiwali muzycznych (np. Colours of Ostrava), teatralnych czy wreszcie historycznych, które organizuje się na licznych zamkach. Na jesieni można wziąć udział w winobraniu w jednym z morawskich miasteczek, a zimą zapakować narty zjazdowe lub popularne tutaj biegówki i wybrać się do górskiego Harrachova czy Pecu pod Śnieżką. Jedno jest pewne – piwo i knedliki z gulaszem smakują u naszych sąsiadów tak samo dobrze przez 365 dni w roku.

Więcej…

Katika Kenya yangu, czyli w mojej Kenii

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.gerber.d7.pl

                                                                                                             FOT. ROBERT GONDEK 

<< Afryka ma wiele twarzy, a każda z nich jest jedyna i niepowtarzalna. To samo można z całą pewnością powiedzieć o wszystkich państwach Czarnego Lądu. Dotyczy to również Kenii – krainy dzikich zwierząt i ojczyzny wielu afrykańskich plemion. Jednak duże grono podróżników nie wie, że ten kraj to także ciągle rozwijająca się nowoczesna stolica Nairobi, popularny cel wypraw wspinaczkowych czy coraz bardziej doceniany na całym świecie kierunek wyjazdów golfowych i wędkarskich. Jeśli nie mieliście też o tym pojęcia, czas to zmienić... Zapraszam do mojej Kenii! >>

Republika Kenii, leżąca we wschodniej części kontynentu afrykańskiego, nad Oceanem Indyjskim, graniczy z Tanzanią, Ugandą, Sudanem Południowym, Etiopią i Somalią. Przez terytorium państwa przebiega linia równika, oddzielająca półkulę północną od południowej. Językami urzędowymi są tutaj suahili oraz angielski – pozostałość po kolonialnej Brytyjskiej Afryce Wschodniej, w skład której wchodziła również Uganda. Dziś Kenia należy do brytyjskiej Wspólnoty Narodów (Commonwealth of Nations), ale w rzeczywistości stanowi od grudnia 1963 r. niepodległy kraj posiadający własnego prezydenta i rząd.

Więcej…

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ